Pani Dwóch Krajów LI-LV (Nefer)  3.62/5 (36)

57 min. czytania
Lawrence Alma-Tadema, "Józef nadzorujący spichlerze faraona"

Lawrence Alma-Tadema, „Józef nadzorujący spichlerze faraona”

LI

Następnego dnia był gotowy już wczesnym rankiem. I dobrze się stało, wezwanie Królowej nadeszło bowiem nadspodziewanie szybko, przekazane przez jedną z służek, które powróciły o świcie na okręt. Swoją Panią zastał w sypialni, siedzącą na łożu. Brak makijażu i pewna niedbałość stroju sugerowały, iż obudziła się dopiero przed chwilą. Jedynym elementem, nie pasującym do ogólnego wizerunku, wydawały się eleganckie, złociste sandałki, które zdążyła nałożyć na stopy.

– Witaj, Neferze! – Gestem dłoni powstrzymała go przed upadnięciem na kolana. – Czy podczas Mojej nieobecności wydarzyło się coś istotnego?

– Tak, o Wielka. Przybył arcykapłan Chnuma i usilnie domagał się audiencji.

– Domagał się?

– Tak, Pani. Poinformowałem go, iż Królowa jest zmęczona i nikogo nie przyjmuje. Pomimo to nalegał. Udałem, że pytam Cię, Najjaśniejsza, o zdanie, po czym przekazałem odpowiedź odmowną, w słowach uprzejmych, lecz zdecydowanych.

– I co on na to?

– Nie miał innego wyjścia, musiał odejść. Ale nie wyglądał na zadowolonego.

– Trudno. – Westchnęła. – Arcykapłan Meren nie był, nie jest i nigdy nie będzie naszym przyjacielem, ani Moim, ani twoim, Neferze. Czy to wszystko?

– Tak, o Najwspanialsza.

– To ciekawe… Ja bowiem usłyszałam, że Królowa zażyła kąpieli, a potem spożyła wystawną kolację w towarzystwie osobistego niewolnika. Ten niewolnik, nawiasem mówiąc, upił się następnie i awanturował na pokładzie, w końcu wpadł do Rzeki…

– Wielka Pani, ja…

– Och, daj spokój Neferze! – Roześmiała się. – Przecież nie żałuję ci kąpieli ani odrobiny jedzenia. Przymknę nawet oczy na te nocne przygody… Świetnie się spisałeś… Jest jeszcze coś… – Nagle spoważniała. – Przedwczoraj… Wymierzyłam ci karę bez twojej winy. Miałam w tym cel, ale nie zasłużyłeś na to, co cię spotkało.

– Pani, jestem Twoim niewolnikiem i możesz uczynić ze mną co zechcesz.

– To prawda. Chcę jednak traktować cię sprawiedliwie, a nawet wspaniałomyślnie. Cierpiałeś z Mojego rozkazu, chociaż nic strasznego nie uczyniłeś. Przepraszam za to.

– Pani, ja…

– Co więcej, zaraz potem doskonale wywiązałeś się z trudnego zadania. Zasłużyłeś nie na karę, lecz na nagrodę. Proś o co zechcesz, a Ja spełnię to życzenie. Jeżeli tylko nie zażądasz korony Pana Obydwu Krajów. – Znowu się roześmiała.

– Najdostojniejsza Pani, jest coś, o co chciałbym poprosić. – zaczął z pewnym wahaniem.

– Mów śmiało!

– Najjaśniejsza… szpital w Abydos… Ana dokonuje tam cudów, wiele razy powtarzała jednak, że gdyby mogła skorzystać z pomocy najlepszych rzemieślników i miała dostęp do pewnych kosztownych materiałów, zdziałałaby o wiele więcej. Może zechciałabyś wesprzeć tę placówkę?

Odniósł wrażenie, że przez twarz Monarchini przemknął cień niezadowolenia. Zapewne tylko mu się zdawało, bowiem gdy odpowiedziała, Jej słowa brzmiały łaskawie.

– Z przyjemnością spełnię tę prośbę. Szpital w Abydos otrzyma stosowną dotację, przeznaczoną dla twojej uzdrowicielki. Możesz uważać tę sprawę za załatwioną. – W oczach Amaktaris pojawiły się drobne błyski, zdradzające powrót dobrego nastroju. – Właściwie, to Królowa powinna teraz oczekiwać dowodów wdzięczności ze strony niewolnika… – dodała, wskazując wzrokiem własne stopy.

Nefer nie potrzebował innego znaku. Upadł na twarz i zaczął obsypywać pocałunkami przedmiot swego uwielbienia.

„A więc to dlatego nałożyła te wytworne sandałki.” – Zdążył pomyśleć, zanim jak zwykle zatracił się w akcie adoracji. Bogini pozwoliła na to przez dłuższą chwilę.

– Czy wiesz Neferze, że jeszcze nikt nie całował Moich stóp z równą twojej żarliwością? Muszę przyznać, że to przyjemne uczucie. – odezwała się wreszcie.

– O Pani, ucałowanie Twoich stóp to zaszczyt i radość dla niewolnika!

– No i jak ciebie nie polubić? Potrafisz wkraść się w łaski swojej Pani. Posiadasz zresztą szereg innych zalet. Nawet twoja krnąbrność okazuje niekiedy użyteczna, a przynajmniej interesująca…

Z lekkim westchnieniem cofnęła stopy i gestem nakazała Neferowi wstać.

– Niestety, mam dziś wiele obowiązków. Muszę nadrobić wczorajsze zaległości. Zanim jednak do tego przejdę, jest jeszcze pewna sprawa, miła sercu Królowej… Zawołaj Amara, powinien czekać na pokładzie.

Istotnie, czarnoskóry gwardzista pojawił się tymczasem na okręcie i bez zdziwienia przyjął wezwanie Władczyni. Niespodzianka spotkała za to kapłana, gdy tylko obydwaj stawili się przed obliczem Amaktaris. Tym razem przyjęła ich stojąc i ponownie powstrzymała przed oddaniem powitalnego hołdu. W dłoniach trzymała złocisty naszyjnik z pazurów lwicy, identyczny niemal z tym, którym niedawno obdarzyła Horkana. Z pewnością był to drugi z egzemplarzy wykonanych na polecenie nomarchy. Amar bez zbędnych słów stanął u boku Królowej.

– Neferze! Podczas ostatniego polowania sprawiłeś się bardzo dzielnie, wykazałeś odwagą i opanowaniem. Uratowałeś Amara, a kto wie, czy i Ja sama nie zawdzięczam ci życia. Nie myśl, że tego nie zauważyliśmy, bo jesteś niewolnikiem. Przyjmij ten naszyjnik, godny zabójcy lwa, i noś go z dumą!

– Pani, nie zabiłem tej lwicy. Uczyniłaś to Ty, własną ręką, z pomocą Amara. To Tobie lub jemu należy się trofeum i chwała.

– Pozwól, że to my zadecydujemy w tej sprawie. Zadałeś pierwszy cios i ogłuszyłeś lwicę, reszta okazała się już drobnostką. – dodała, może nie do końca zgodnie z prawdą, ale za to z czarującym uśmiechem. – Oboje z Amarem uznaliśmy, że właśnie ty najbardziej zasługujesz na to wyróżnienie. Ja otrzymałam podobne jeszcze z rąk Mojego Ojca, Amar zabijał już lwy i zdobywał podobne trofea, zanim trafił do Kraju nad Rzeką. Z przyjemnością przyjmujemy cię do naszego grona.

Postąpiła krok naprzód i wyciągnęła ręce z naszyjnikiem. Neferowi nie pozostało nic innego jak pochylić głowę i pozwolić, by Bogini umieściła honorową ozdobę na właściwym miejscu. Poczuł niesamowity przypływ dumy. Z pewnością trofeum nie prezentowało się na jego piersi równie wspaniale, jak na umięśnionym torsie Horkana, ale i tak wyróżniało obdarowanego w każdym zgromadzeniu, w jakim mógłby się znaleźć. Oczywiście, nie przy wszystkich okazjach byłoby stosowne dla niewolnika. Powinien o tym pamiętać.

– Niech ten naszyjnik sławi twoją odwagę. Nikt nie może w nią wątpić, Królowa wie o tym bardzo dobrze. Twemu rozsądkowi pozostawiam natomiast decyzję, kiedy powinieneś go nosić. – Słowa Władczyni wtórowały własnym przemyśleniom Nefera.

– Ja także nie potrzebuję tego trofeum, aby ocenić cię jako towarzysza polowania i nie tylko polowania. W pełni jednak na nie zasługujesz i noś je z dumą. – To Amar przyłączył się do gratulacji.

– Najjaśniejsza! Szlachetny panie! Nie jestem godny waszych pochwał i naszyjnika zabójcy lwów. Przyjmuję go jako przejaw Twojej łaski, o Wielka. Pozwólcie, że umieszczę tę ozdobę w ukryciu i będę nakładał tylko przy wyjątkowych okazjach.

– Bardzo rozsądnie. Życzę sobie jednak, abyś nosił ją dzisiaj. Oczywiście, jeżeli zechcesz towarzyszyć Królowej podczas sprawowania sądów. Potem nie zdołam zapewne odmówić posłuchania arcykapłanowi Merenowi, a każdy drobiazg, który zakłóci jego samozadowolenie i wysokie mniemanie o sobie, będzie mile widziany.

– Czy ten drobiazg nie wzbudzi jednak aby także niezadowolenia nomarchy Torkana? – Ośmielił się spytać.

– Nomarcha i jego syn wiedzieli, że zamierzam przyznać ci to wyróżnienie i w pełni zgodzili się z Moim osądem.

– Niech więc stanie się zgodnie z Twoim życzeniem, Wielka Pani.

Nefer musiał przyznać w duchu, że bardziej wierzy w szczerość intencji Horkana w tej sprawie, niż w rzeczywiste uznanie nomarchy w stosunku do własnej osoby.

– A teraz, pozwólcie, by Królowa i Bogini przygotowała się do oficjalnego wystąpienia, skoro już zdecydowała się na tak wczesne przebudzenie. Neferze, nie zdążyłam zastąpić tej zniszczonej szaty. Wybierz jakąś mniej wystawną i oczekuj na pokładzie. Ty, Amarze, zajmij się zebraniem stosownej eskorty. I przyślijcie tu moje służki.

Odprawiła obydwu ruchem dłoni. Nefer, ubrany w sposób mniej może wytworny niż ostatnio, ale za to z przyciągającym wzrok, wspaniałym naszyjnikiem, zdążył zjeść przeznaczone dla załogi i wioślarzy śniadanie, po czym obserwował zbieranie się orszaku Władczyni. Tym razem przybranie postaci Żywego Obrazu Izydy zajęło Amaktaris mniej czasu niż zazwyczaj. Zapewne rzeczywiście pragnęła nadrobić zaległości w sprawowaniu sądów, powstałe w wyniku Jej uprzedniej, umyślnej niewątpliwie opieszałości. Wrażenie to potwierdziło się podczas całego, pracowitego dla Królowej dnia. Nie dopuściła do długich przemówień i przeciągających się, oficjalnych hołdów. Swój czas poświęciła na przyjmowanie petentów. Decyzje podejmowała szybko, pamiętając jednak, by każdy z poddanych miał wrażenie, iż z uwagą pochyliła się nad jego sprawą. Tak zresztą w istocie było, uświadomił sobie Nefer. To, że Monarchini nie potrzebowała wiele czasu dla wydawania wyroków świadczyło tylko o Jej inteligencji, a nie o braku zainteresowania losem ludu. Dzięki temu królewskie sądy toczyły się wartko, a większość petentów odchodziła zadowolona, sławiąc sprawiedliwość Bogini.

Zdołała uporać się ze wszystkimi sprawami na długo przed zachodem słońca i mogła ponownie skorzystać z gościnności Torkana, przyjmując zaproszenie na poczęstunek. Inaczej niż poprzednio, nie żałowała jedzenia osobistemu niewolnikowi, nakazując mu kosztowanie licznych, podawanych na Jej stół potraw i napojów. Zabrakło wśród nich tylko wina i piwa, czemu jednak Nefer zbytnio się nie dziwił, gdyż w rozmowie z nomarchą pojawiła się uwaga o przedłożonej oficjalną drogą prośbie arcykapłana Merena dotyczącej udzielenia audiencji w możliwie szybkim terminie.

– Nie mogę odwlekać tego zbyt długo. – Władczyni westchnęła ledwie zauważalnie. – Przyjmę więc zwierzchnika świątyni Chnuma jeszcze dzisiaj. Jeśli pozwolisz, Torkanie, skorzystam z twojej sali posłuchań. Będziesz zresztą towarzyszył Królowej.

– Oczywiście, o Pani. Natychmiast wydam stosowne zarządzenia.

– Zdążymy jeszcze spokojnie zjeść. Merenowi nie zaszkodzi chwila oczekiwania, a tymczasem przybędą też inni, zaproszeni na tę okazję goście. Jestem bardziej niż zadowolona, generale, ze stanu wojsk i sposobu zarządzania twoim okręgiem. Na kapłanów Chnuma trzeba, oczywiście, uważać. Wszędzie znajdą się jednak takie czy inne ciernie…

– Najlepiej byłoby usunąć je bez zwłoki. Wydaj tylko rozkaz, Pani, a z przyjemnością się tym zajmę .

– Nie czas na to, Torkanie. W takich sprawach same oszczepy nie wystarczą. Zachowaj czujność i pamiętaj o tamtym śledztwie w biurze mierniczego, które ci zleciłam. Czy są jakieś postępy?

– Z pewnością wkrótce się pojawią…

Nagłe zmieszanie nomarchy uświadomiło tak Królowej, jak i Neferowi, że w istocie niewiele dotąd uczyniono, by wykonać ten rozkaz Najjaśniejszej. Torkan był przede wszystkim żołnierzem i pewne zadania mogły go przerastać. Chcąc zapewne przywrócić poprzedni, swobodny nastrój, Władczyni zmieniła temat.

– Bez względu na wszystko, długo zapamiętam zorganizowane przez ciebie i twojego syna polowanie. Okazało się niebezpieczne, ostatecznie wszystko dobrze się jednak skończyło. Horkan wraca do zdrowia i powinien wkrótce dojść do siebie. Został ranny, ale okrył się chwałą, a o ile zdążyłam poznać setnika, jest zadowolony z takiego rezultatu. To bardzo zdolny żołnierz i oficer, pomyślę nad wykorzystaniem jego talentów. Nie on jeden zresztą wykazał się odwagą podczas tych łowów, ja zaś z przyjemnością obdarzyłam dzielnych myśliwych trofeami, na które zasłużyli.

Nomarcha spojrzał na naszyjnik Nefera. Wobec pochwał, którymi Amaktaris obdarzyła jego syna i niedwuznacznej zapowiedzi dalszej kariery młodego oficera, zdołał jednak pogodzić się z identycznym wyróżnieniem łowieckim przyznanym niewolnikowi. Sam był zresztą zapalonym myśliwym i musiał docenić okazaną odwagę. Poza tym w sprawach dotyczących polowania nie obowiązywały ścisła hierarchia i etykieta – podobnie zresztą jak na polu bitwy. Ze swojej strony Nefer poczuł ciepło na sercu słysząc, jak Bogini doceniła także jego własne, skromne zasługi. Horkan zaś uratował mu przecież życie, powinien więc w końcu przestać myśleć o nim jako o rywalu czy wrogu.

Dzięki okazanym przez Królową talentom dyplomatycznym reszta posiłku upłynęła w przyjemnej atmosferze. Amaktaris i Torkan wymieniali uwagi na temat sztuki łowieckiej, podczas gdy Nefer z zadowoleniem raczył się proponowanymi Najwspanialszej potrawami. Popołudnie przeradzało się jednak w wieczór i należało w końcu przyjąć arcykapłana Merena, który – jak zawiadomiono – już jakiś czas temu przybył do pałacu nomarchy. Zgodnie z poleceniem Monarchini, Torkan dołożył starań, aby wystąpiła Ona przy tej okazji w całym, należnym Jej boskim majestacie. Wczorajsza nieudana wizyta, dzisiejsze oczekiwanie na audiencję oraz obowiązkowe akty hołdu i uwielbienia nie wpłynęły korzystnie na nastrój Merena. Być może pogorszył go jeszcze widok Nefera, który stał tuż za tronem, trzymając w dłoniach otrzymane od nomarchy zwoje ze spisami darów przeznaczonych dla bogów w podziękowaniu za pomyślny wylew. Niewątpliwie, musiał zwrócić uwagę arcykapłana swoim nowym naszyjnikiem. Oczywiście, stało się to dopiero wówczas, gdy Władczyni łaskawie zezwoliła hierarsze powstać z kolan i unieść głowę.

– Szlachetny panie, Królową powiadomiono, iż prosiłeś o posłuchanie. Z przyjemnością udzielam ci tego przywileju tak szybko, jak tylko okazało się to możliwe. Co cię sprowadza?

– Pani, jak z pewnością wiesz, Wielki Chnum odpowiedział życzliwie na przedkładane mu prośby swoich wiernych sług i zesłał obfity przybór Rzeki. Przybywam, by upomnieć się w Jego imieniu o stosowne ofiary i podziękowania.

Tak bezczelne oświadczenie Merena wzbudziło szmer wśród zebranych, niezależnie od wymogu zachowania przewidzianej etykietą ciszy. Szczególnie poruszeni wydawali się zwierzchnicy innych świątyń, także obecni na sali.

– Wiem o tym doskonale, czcigodny. Jak może zauważyłeś, pomyślny wylew jest łaską zesłaną przez wszystkich bogów, pragnących okazać przychylność swej Córce i Siostrze, Boskiej Izydzie. Wszyscy oni otrzymają właściwe dary oraz wyrazy wdzięczności, Chnum-Baran również, nie tylko w Nennesut, ale w całym Kraju. Królowa wydała już stosowne polecenia.

– Wielki Chnum nie doczekał się dotąd odpowiednich ofiar i uznania Jego szczególnych zasług w tej sprawie.

– Są one niewątpliwe, podobnie jak innych bogów i bogiń, jego braci i sióstr. Chnum zostanie jutro uhonorowany uroczystościami i darami, czyż Jego słudzy nie otrzymali oficjalnego zawiadomienia? Jeżeli tak się nie stało, z przyjemnością przekażę ci spis przewidzianych dla Barana ofiar.

Władczyni skinęła na Nefera, który czym prędzej podał Jej właściwy zwój. Wybrał go już wcześniej spośród innych. Królowa przyjęła papirus z rąk niewolnika, przejrzała pobieżnie i nakazała wręczyć arcykapłanowi. Przedstawiając dokument Najjaśniejszej, Nefer upadł na kolana, przed Merenem nie zamierzał jednak klękać. Owszem, pochylił głowę, ale tylko po to, by nikt inny nie usłyszał wypowiedzianych cicho słów. Rozwinął przy tym rulon udając, że odczytuje jakiś szczególnie ważny fragment.

– Ani ty, panie, ani twój bóg nie zasłużyliście na te dary. Wszyscy wiedzą, że obfity wylew jest dziełem Boskiej Izydy, przed której Żywym Wcieleniem właśnie stoisz. Cokolwiek byś zrobił, nie zdołasz tego zmienić.

Zdążył się już przekonać, iż posiada wyjątkowy talent wyprowadzania hierarchy z równowagi, ilekroć tylko się spotkali. Nie zawiódł się i tym razem. Meren nie zajrzał nawet do listy kosztownych przedmiotów przeznaczonych dla jego świątyni. Zmiął papirus w dłoni i cisnął go na podłogę.

– Wielki Chnum czuje się urażony brakiem uznania dla wyjątkowości jego zasług, a ten tu niewolnik obraził mnie osobiście. Nie po raz pierwszy zresztą. Żądam specjalnych ofiar dla Boskiego Barana oraz ukarania tego bezczelnego sługi!

– Zapominasz się arcykapłanie! To ty obrażasz wszystkich bogów Egiptu, a w szczególności Izydę, przed której Obliczem właśnie stoisz i której prośby zesłały na Kraj łaskę Jej braci i sióstr! Dary dla Wielkiego Chnuma zostaną jutro dostarczone zgodnie z planem i spodziewam się, że Jego słudzy przyjmą je życzliwie, podobnie jak opiekunowie wszystkich innych świątyń. Co do niewolnika, to dziwię się, iż osoba twojej rangi może czuć się obrażona przez kogoś tak nieistotnego. Jeżeli uznałeś już jednak za stosowne poruszyć ten temat, to wiedz, że wykonywał on tylko polecenia Królowej. Audiencja skończona!

Meren chyba teraz dopiero zdał sobie sprawę, iż gwałtownym zachowaniem zaprzepaścił wszelkie szanse przeprowadzenia swoich planów, narażając się nadto na dezaprobatę wszystkich obecnych na sali. Nie pozostało mu nic innego, jak przeszyć Nefera nienawistnym spojrzeniem, dopełnić stosownych aktów hołdu wobec Władczyni i wycofać się z komnaty. Amaktaris zachowała obojętną i wyniosłą pozę, dawało się jednak dostrzec dyskretne objawy Jej zadowolenia z takiego przebiegu wypadków. Poza wszystkim, szybkie zakończenie audiencji pozwoliło Najjaśniejszej powrócić na barkę na tyle wcześnie, by zażyć wieczornej kąpieli. Poleciła ją przygotować, gdy tylko znaleźli się na pokładzie. Oczekiwanie skracała rozmową z osobistym niewolnikiem, którego wezwała na komnaty i poczęstowała winem.

– Neferze, czy zaspokoisz ciekawość Królowej i zdradzisz, cóż takiego powiedziałeś Merenowi, że stracił panowanie nad sobą, skoro i tak wzięłam już na siebie odpowiedzialność za twoje słowa i czyny?

– Wielka Pani. Przypomniałem mu tylko, że stoi przed obliczem Żywego Wcielenia Izydy na Ziemi.

– Jak widzisz, status Bogini niekiedy do czegoś się przydaje. – Roześmiała się. – Podobnie jak twoja krnąbrna bezczelność, niewolniku. – Kolejny, życzliwy uśmiech. – Zastanawiam się teraz, czy okazałbyś się na tyle bezczelny, aby narzucać się Boskiej Izydzie podczas kąpieli? Skoro wszyscy są pewni, że i tak zdążyłeś to uczynić, nie widzę powodu, dla którego miałabym odmówić sobie dzisiaj tej przyjemności!

LII

Gdy zawiadomiono o ukończeniu przygotowań do kąpieli, Amaktaris odprawiła służki, które nie wydawały się tym zdziwione. Następnie pozbyła się szybko oficjalnego stroju oraz biżuterii, w czym nie potrzebowała wcale pomocy – co z kolei nie zaskoczyło Nefera. On sam zdjął tymczasem własną szatę i razem z naszyjnikiem schował ją do skrzyni. Gdy stanął nagi przed swoją Panią, ta obrzuciła kapłana krytycznym spojrzeniem.

– Mimo wszystko Moje starania nie przynoszą rezultatów, na które liczyłam. Brakuje ci ruchu, Neferze. Nie to jednak najbardziej przeszkadza Królowej w tej akurat chwili. – Słowa złagodziła uśmiechem, po czym sięgnęła ku pierścieniom stanowiącym obecnie jedyne odzienie niewolnika i zdjęła je wprawnymi, długimi palcami.

– Niedawno miałam okazję przekonać się, że nie kłamałeś w swoich wierszach fantazjując na temat uwielbienia dla władczej Bogini… Potwierdziłeś to w bardzo satysfakcjonujący dla Izydy sposób… Dzisiaj mam jednak ochotę na coś innego… Długa kąpiel w towarzystwie milszym niż obecność służek… Skoro poznałeś już wyposażenie Mojej łaźni, to chyba staniesz na wysokości zadania?

– Tak, Pani.

Słowa i dotyk dłoni Amaktaris sprawiły, że uwolniona męskość Nefear prężyła się w całej okazałości.

– Powstrzymaj się jeszcze przez chwilę, niewolniku. Chciałabym jednak wziąć najpierw kąpiel. Tobie także się przyda. – Uderzyła lekko dłonią po sterczącej łodydze. – Zajmij się wszystkim.

Otworzył drzwi i z ukłonem przepuścił Świetlistą Panią przodem. Szczęśliwie nie musiał czynić żadnych szczególnych przygotowań, służki znały się na swoich obowiązkach. Dobrały idealną temperaturę wody, która nie zdążyła jeszcze wystygnąć. Płomienie lamp zapewniały stonowane światło, a dymiące kadzidło odprężający, aczkolwiek zmysłowy zapach. Amaktaris wyciągnęła się w wannie z lekkim westchnieniem, po czym bardziej chyba dla zabawy niż z rzeczywistej potrzeby kaprysiła przy wyborze aromatycznych olejków. Nefer musiał kolejno przedstawiać je do ewentualnej akceptacji, padając przy tym na kolana oraz rozcierając próbki na przedramionach Królowej. Zdecydowała się w końcu na ulubiony olejek sandałowy, czego zresztą sługa od początku się spodziewał. Wzbudzeniem piany zajęła się już osobiście.

Sytuacja powtórzyła się przy dobieraniu gąbki. Nefer przewidująco przyniósł od razu kilka dostępnych rodzajów, Amaktaris poleciła jednak, by kolejno wypróbowywał je na Jej ramionach i plecach, pocierając wedle życzenia silniej lub słabiej. Oczywiście, przez cały czas nadal klęczał. Cała ta procedura podtrzymywała wzbudzone już wcześniej podniecenie kapłana. Gdy Najjaśniejsza wybrała wreszcie trzy rodzaje gąbek, Nefer kolejno wyszorował przy ich pomocy plecy Królowej. Poddawała się temu z wyraźnym zadowoleniem. Nic dziwnego, ceremonialne siedziska, które musiała zajmować podczas sprawowania sądów czy innych oficjalnych uroczystości wywierały może wrażenie potęgi i majestatu, ale nie należały do szczególnie wygodnych.

– A teraz zajmij się stopami Królowej, niewolniku. Niech to będzie nagroda za twoje starania. – Nie sprecyzowała, czy chodziło o obecną służbę, czy też uprzednie zasługi Nefera. – Może jednak dołączyłbyś do swojej Pani? Tak będzie wygodniej… A i tobie kąpiel wcale nie zaszkodzi.

Gdy wsunął się do wanny i ułożył naprzeciwko Amaktaris, ta uniosła swoje długie nogi i wsparła na ramionach sługi. Zacisnęła niezbyt silny uchwyt wokół szyi kapłana, ale po chwili rozluźniła się. Ten przyjemny ciężar tym bardziej pobudził Nefera, który z ochotą pracował dłońmi oraz gąbką najpierw przy stopach, a potem sięgał coraz śmielej ku kolanom i udom Bogini. W tym celu musiał się nieco przysunąć i w pewnej chwili poczuł, jak palce Władczyni zacisnęły się wokół jego i tak już nabrzmiałej męskości. Początkowo delikatne, po chwili jednak bardziej zdecydowane ruchy dłoni Królowej wyrwały z ust kapłana jęki rozkosznego bólu.

– Nie przerywaj, niewolniku. Czy mam uznać, że nie potrafisz usłużyć swojej Pani? Tylko nie zawiedź Mnie w tej chwili brakiem opanowania… Wiesz, że tego nie lubię…

– Postaram się, o Boska.

Zgodnie z rozkazem Nefer usiłował jeszcze przez chwilę kontynuować swoje zadanie, gdy jednak Najjaśniejsza doprowadziła go na kolejny poziom rozkoszy i wydobyła z ust kapłana nową falę jęków pojął, że długo już tak nie wytrzyma… Przysunął się jeszcze odrobinę, porzucił gąbkę oraz sięgnął dłonią ku Jej własnym wrotom rozkoszy. Znalazł najbardziej wrażliwy punkt, ujął opuszkami palców. Teraz stali się sobie równi, gdyż i Ona wydała po chwili ciche jęki… Pracował zapamiętale, ale to Amaktaris zwyciężyła w tym wyścigu. Woda, jakkolwiek w miły sposób ciepła i aromatyczna, pochłaniała bowiem soki, które musiały się przecież pojawić… W pewnej chwili poczuł, że przegrywa.

– Pani, łaski! Już nie potrafię… – wyjęczał.

– Szybciej, niewolniku! – rozkazała, podniecając tym Nefera jeszcze bardziej, może nieświadomie. Zacisnęła dłoń na nabrzmiałym penisie, opuściła stopy z ramion sługi i objęła go nogami w pasie. Nie ryzykując żadnej niezręczności czy braku zdecydowania, sama wsunęła męskość kapłana w swoje, mimo wszystko wilgotne wnętrze. Wzmocniła uchwyt, którym przytrzymywała towarzysza kąpieli. Nefer pochylił się i zamierzał ująć w dłonie piersi Amaktaris, odepchnęła go jednak lekko, może bojąc się, że nabrzmiały penis wyślizgnie się niechcący z innego, o wiele ważniejszego uścisku… Zamiast tego sama naparła na ciało niewolnika, dociskając zarazem uda i łydki. Kapłan poczuł, jak jego narząd wchodzi głęboko, bardzo głęboko i tryska falą równą przyborowi Rzeki… Nie potrafił tego powstrzymać, ale przecież uprzedzał swoją Panią… O dziwo, nie wydawała się niezadowolona…

Gdy największe emocje opadły uwolniła Nefera z objęć i ułożyła się wygodnie, z głową wspartą o krawędź wanny.

– Nie pomyślałeś pewnie o tym, by zabrać tu wino, czyż nie?

– Nie, Pani…

– Musisz się jeszcze sporo nauczyć, ale może znajdziesz ku temu okazję. A teraz podaj ręczniki, chcę je wypróbować. Liczę, że w łożu to tobie uda się zwyciężyć w naszych małych zawodach, zwłaszcza w tej chwili. – Uśmiechnęła się, trącając lekko dłonią opadłą obecnie męskość Nefera. – I kłopocz się o dzisiaj sprzątaniem łaźni, nie zamierzam dawać ci zbyt wiele czasu na odpoczynek i aż tak bardzo ułatwiać sobie zadania.

Następny dzień upłynął na składaniu darów w kolejnych świątyniach. Nefer, wolny od obowiązku nadzorowania ich transportu, towarzyszył swojej Pani, niosąc tylko skrzynkę z kadzidłem. Amaktaris Wspaniałą, Żywe Wcielenie Izydy, przyjmowano wszędzie z radosną życzliwością. Nikt też nie sprzeciwiał się obecności Jej osobistego niewolnika, nawet gdy w ślad za Królową wkraczał do tajemnych sanktuariów. Obawiał się nieco wizyty w świątyni Chnuma, jednak tam również wszystko poszło gładko. Arcykapłan Meren nie pojawił się, wytłumaczono to nagłą niedyspozycją hierarchy. Jego zastępca nie okazywał może szczególnego entuzjazmu, ale zachowywał się z poprawną uprzejmością. Nie pozostał też obojętny na bogate ofiary, jakie złożono Baranowi. Co prawda, wspanialsze jeszcze dary otrzymała świątynia Izydy, co jednak nie mogło nikogo dziwić, skoro to Bogini zawdzięczano pomyślny wylew. Do miasta docierały następne wiadomości, potwierdzające coraz wyższy stan Rzeki w kolejnych okręgach Górnego Kraju. Nikt nie mógł mieć już wątpliwości, że zapowiadał się bardzo dobry rok, niosący obfitość zboża, bogactwo dla możnych, ale i pełne żołądki dla najskromniejszych nawet poddanych. Radosny, chociaż wyczerpujący dzień zakończyła pożegnalna uczta w pałacu Torkana. Wszyscy rozumieli, że Monarchini zaszczyciła Nennesut nadspodziewanie długą, dwukrotną wizytą i musi ruszać dalej. O poranku żegnano Ją jeszcze wylewniej niż poprzednio, przyniosła przecież miastu i jego mieszkańcom pomyślne nowiny oraz dała okazję do świętowania.

Pełen radości, pogodny nastrój towarzyszył Władczyni także w kolejnych, odwiedzanych miejscowościach. Medżet, Hemenu, Asyut… Spędzali tam po kilka dni. Królowa składała ofiary, wizytowała garnizony, sprawowała sądy… Nefer niekiedy Jej towarzyszył, co przyjmowała z zadowoleniem, otrzymywał też jednak czas na samodzielne spacery i zapoznawanie się z miejscowymi atrakcjami. Szczególnie przypadło mu do gustu Hemenu, z jego świętym jeziorem i położonym na wyspie sanktuarium Tota. Boga-Ibisa, patrona pisarzy i uczonych, darzył zawsze wielką sympatią, która jednak nie mogła równać się z umocnionym jeszcze ostatnimi czasy uwielbieniem dla Izydy. Pamiętał nadto, że poganiał niedawno Tota, symbolizującego również księżyc, w jego wędrówce po niebie. Wolał myśleć, że bóg spełnił to życzenie. Opowiedział o tym Amaktaris. Roześmiała się i przeznaczyła dla Ibisa szczególnie bogate ofiary.

– Na wszelki wypadek, niewolniku. Aby boski Tot zawsze był ci przychylny w podobnych okolicznościach!

Miał oczywiście obowiązki, do których zaliczało się właśnie nadzorowanie dostarczania darów dla świątyń czy też kosztowanie podawanych na stół Władczyni potraw podczas licznych uczt i bankietów, w których uczestniczyła. Z tym pierwszym radził sobie coraz lepiej, to drugie nie okazywało się aż tak nieprzyjemne. Wieczorami kilka razy usługiwał Najjaśniejszej podczas kąpieli i później, w zaciszu sypialni… Z punktu widzenia Nefera podróż przypominała rozciągnięte w czasie wakacje. Królowa unikała natomiast rozrywek, nie było mowy o zwiedzaniu starożytnych ruin czy też polowaniach. Najwidoczniej starała się nadrobić czas poświęcony na pobyt w Nennesut.

Rzeka toczyła swe fale coraz szerzej i potężniej. Zaczynał się wylew, co utrudniało i dodatkowo spowalniało żeglugę, pomimo niewątpliwych talentów kapitana. Harmonogram królewskiego objazdu był już napięty, a przecież na Królową czekały też liczne sprawy w Stolicy. Mistrz Apres nadsyłał regularne raporty. Raz czy drugi Najwspanialsza pozwoliła przeczytać je osobistemu niewolnikowi. Nie działo się nic szczególnie niepokojącego, Mistrz zawsze jednak kończył swe pisma uprzejmie sformułowanym przypomnieniem o konieczności powrotu w zaplanowanym terminie. Nefer pamiętał też o niejasnej zapowiedzi ważnych i groźnych zapewne wydarzeń, których Meren spodziewał się jakoby jeszcze przed żniwami. Kilkakrotnie poruszył ten temat w rozmowie z Monarchinią. Pomimo różnych domysłów nie zdołali jednak dojść do żadnych konkretnych wniosków. Tymczasem Amaktaris, a i Nefera także, ucieszyły pomyślne wiadomości o Irias, które również przekazał Apres. Zdążyła już dotrzeć do swego górskiego kraju i uznano jej władzę. W praktyce oznaczało to, oczywiście, uznanie Talii jako Opiekunki Królowej i Królestwa, ale otwierało też drogę do zapowiedzianego powrotu. Tym bardziej zdawało się to dopingować Najjaśniejszą do trzymania się planu podróży.

W tym wszystkim kapłana niepokoiło tylko jedno. Z każdym dniem, z każdym pociągnięciem wioseł zbliżali się do Abydos. Rodzinne miasto i Ana… Jak stanie przed jej obliczem? Jako niewolnik, faworyt i tak… kochanek Królowej… Z pewnością krążyły plotki, musiały dotrzeć już i tam. Jak przyjmie go żona? Czy zechce z nim rozmawiać? Czy odwróci się od męża z pogardą? I co on sam zrobi w tej sytuacji? Co zresztą właściwie pragnąłby zrobić? Nadal kochał Anę, swoja piękną i dumną uzdrowicielkę… Kochał też jednak Boginię… Odsuwał od siebie te myśli, ale wracały, wracały coraz częściej… Nie przypuszczał, że los i jego własne emocje rozwiążą ten problem w sposób, na który nie będzie miał już wpływu.

Dwa dni po wypłynięciu z Asyut flotyllę dogoniła szybka łódź kurierska. Przybyła w chwili, gdy zakotwiczyli już na noc i dobiegała końca codzienna kąpiel wioślarzy. Okazało się, że w odróżnieniu od innych, łódź przysłano nie z Memfis, lecz z Nennesut. Przywiozła listy od nomarchy Torkana oraz Mistrza Sentota. Bogini, odświeżona po kąpieli i racząca się winem w swych apartamentach, poleciła osobistemu niewolnikowi, aby odczytał Jej obydwa pisma. Nomarcha nie miał właściwie nic istotnego do zakomunikowania. W okręgu panował spokój, ukończono przygotowania do wylewu, poziom Rzeki podnosił się systematycznie, woda i żyzny muł docierały na kolejne pola… Nefer doszedł do wniosku, że nijaki raport Torkana posłużył w istocie tylko jako pretekst do wysłania kuriera, który zabrał też list Mistrza uzdrowiciela. Ten drugi przeczytał z tym większą uwagą. Zauważył zresztą, że i Najjaśniejsza wyraźnie ożywiła się podczas lektury…

Do Najpotężniejszej z Władczyń i Najdostojniejszej z Bogiń, Amaktaris Wspaniałej, Pani Górnego i Dolnego Kraju, Królowej Królów, Objawionego Obrazu Izydy na Ziemi, Źródła Życia i Światła, Władczyni Niebios i Ziemi!

Tym razem to Nefer odczuwał pewne zniecierpliwienie przy wyliczaniu tej przydługiej litanii tytułów, chociaż rozumiał względy uprzejmości i etykiety, które nakazywały ich zamieszczenie, a i sam wymawiał je zazwyczaj z przyjemnością, przy każdej nadarzającej się okazji.

Wielka Pani, racz w swej łaskawości przyjąć pozdrowienia od Twego pokornego sługi, Sentota z Nennesut, uzdrowiciela.

Spieszę zawiadomić, iż pacjent, troskę o którego zechciałaś mi powierzyć, setnik Horkan, ma się dobrze i wraca szybko do zdrowia. Jego rana zagoiła się i nie wymaga już opatrunków. Pozostała blizna, ale w niczym nie powinna ona umniejszyć sprawności dzielnego żołnierza, a on sam okazuje wręcz dumę z tego świadectwa własnej odwagi. Nie odzyskał jeszcze pełni sił i odbywam z nim stosowne ćwiczenia, które dają dobre efekty. Horkan powrócił już do pałacu swego ojca. Dostojny nomarcha bardzo na to nalegał, a ja nie miałem obecnie poważniejszych powodów do obaw o dalszą terapię. Zgodnie z Twymi zaleceniami, o Najwspanialsza, utrzymuję z daleka od pacjenta moich wielce uczonych kolegów uzdrowicieli. Generał Torkan także wydał rozkazy w tej sprawie. Jedyne kłopoty sprawia sam pacjent. Pragnie jak najszybciej wrócić do swoich żołnierzy i obowiązków w koszarach. Razem z nomarchą z trudem go przed tym powstrzymujemy. Gdybyś zechciała, o Najszlachetniejsza Pani, napisać kilka słów do Horkana, byłoby to bardzo pomocne. Twoim rozkazom z pewnością okaże posłuszeństwo

Nasza troska o pacjenta nie oznacza zresztą, iż zatrzymujemy go w łożu. To także byłoby szkodliwe. Chcemy go jedynie uchronić przed nadmiernym i przedwczesnym wysiłkiem. Nie dalej jak wczoraj odwiedził swój oddział w koszarach rydwanów bojowych. Wszystko zastał w najlepszym porządku, co bardzo korzystnie wpłynęło na jego samopoczucie. Zabroniłem tylko setnikowi osobistego przeprowadzenia codziennego treningu zaprzęgu. Z tego nie był zadowolony. Na szczęście, nowy sztylet z niezwykłego metalu, którym bardzo pragnął się pochwalić przed kolegami i podwładnymi wywarł na nich odpowiednie wrażenie. Nie znam się na broni, ale oficerowie i żołnierze byli zdumieni możliwościami tego oręża. Pomyślałem, że z tego metalu można by wykonywać także narzędzia, którymi uzdrowiciele posługują się w swojej pracy, gdy niezbędne okazuje się otworzenie ciała pacjenta. Ponieważ sama jesteś, o Boska Pani, uzdrowicielką, ośmielam się zwrócić do Ciebie z taką sugestią.

Przemyślałem, o Najdostojniejsza, propozycję, którą w swojej łaskawości zechciałaś zaszczycić Twego pokornego sługę. Moje skromne umiejętności nie są godne uznania znakomitej Królowej i uzdrowicielki, którymi jesteś, jeżeli jednak tak postanowisz, z całych sił będę służył Ci w Stolicy, czy gdziekolwiek rozkażesz.

Raz jeszcze zechciej przyjąć, o Najwspanialsza z Bogiń, hołdy i pozdrowienia od najniższego z Twoich sług i niewolników.

Sentot, uzdrowiciel.

Ostatnie zdania listu i końcowe zwroty grzecznościowe pod adresem Władczyni Nefer odczytał matowym głosem, niemal nie rozumiejąc ich treści. Oto sprawdzały się jego najczarniejsze obawy, przypuszczenia, które nękały kapłana już wcześniej, ale które wysiłkiem woli zepchnął w głębokie zakamarki umysłu, zdecydowany do nich nie wracać.

– Najjaśniejsza Pani…

– Tak, Neferze?

– Najdostojniejsza, chciałbym poprosić o pewną łaskę…

– O co chodzi?

– Czy mógłbym raz jeszcze obejrzeć hetycki sztylet Twojego Ojca? Ten, który zabrałaś ze skarbca Labiryntu?

– Po co? Przecież nigdy nie interesowałeś się bronią?

– Czy mógłbym go obejrzeć? Teraz. Bardzo mi na tym zależy, o Wielka. – Zaczynał mówić coraz bardziej natarczywie.

– Nie, nie mogę Ci go pokazać.

– Czy to dlatego, że ofiarowałaś sztylet Horkanowi? Sama powiedziałaś, że w całym Kraju nie ma zapewne innych egzemplarzy takiego oręża. A drugi został w Labiryncie. Skąd Horkan ma tę niezwykłą broń, która zainteresowała mistrza Sentota?

– Tak, dałam setnikowi ten sztylet. I co z tego? Należał kiedyś do Mojego Ojca, a potem do Mnie. Mogłam z nim zrobić, co zechcę.

– To prawda, Pani. Mogłaś wedle swej woli podarować sztylet komu zechciałaś. Ale podarowałaś go właśnie Horkanowi. – przemawiał coraz gniewniej. – Pytanie, kiedy to zrobiłaś. Otwarcie odwiedziłaś setnika tylko raz, na folwarku, w towarzystwie nomarchy. Też tam wówczas byłem i, możesz mi wierzyć, obserwowałem was bardzo uważnie… To nie stało się wtedy…

– To już nie twoja sprawa, niewolniku!

– A może, gdy opuściłaś potajemnie okręt, udałaś się na umówioną schadzkę z Horkanem? Czy odważysz się zaprzeczyć?

– Powtarzam, że to nie twoja sprawa, niewolniku! Zamilknij wreszcie! Nie muszę i nie będę się przed tobą tłumaczyć! – Królowa zaczynała okazywać niezadowolenie. Nefer odczuwał już jednak zbyt wielkie rozdrażnienie, by się opamiętać.

– Może jednak powinnaś… Skoro to ja osłaniałem Twoją nieobecność… Skoro to ja wisiałem głową w dół, odwracając uwagę straży… I cóż tam robiliście? W jakim celu Królowa i Bogini wymykała się przez okno z własnego okrętu, by spotkać się nocą z młodym oficerem? Jak zwykła dziewka!

– Tego już naprawdę za wiele! Zapominasz się, niewolniku! Wyjdź stąd, ochłoń na pokładzie i nigdy więcej nie poruszaj tej sprawy! Może jutro przyjmę twoje przeprosiny! – dodała, z zauważalnym brakiem konsekwencji.

– Nie mam zamiaru przepraszać! Nie po tym, gdy poprzedniej nocy… Byłaś wtedy taka dumna i władcza, podziwiałem Cię… Podziwiałem nawet wówczas, gdy później rozkazałaś powiesić mnie głową w dół, na dziobie królewskiego okrętu… A Ty… zaraz potem… z Horkanem… Może rzeczywiście zlegliście na jakimś stogu siana? Nie wierzyłem w to, nie chciałem w to wierzyć… Oszukałaś mnie i wykorzystałaś w najpodlejszy sposób!

– Jesteś tylko niewolnikiem! Moim osobistym niewolnikiem, ale to nie daje ci prawa do wtrącania się w prywatne sprawy Królowej. Obdarzyłam cię szczególnymi łaskami, bo taki miałam kaprys… Ale powtarzam, nie daje ci to prawa, by Mnie kontrolować, napominać albo czynić wyrzuty. Uprzyjemniłeś swojej Władczyni tę podróż i już zacząłeś wyobrażać sobie zbyt wiele… Jeżeli natychmiast się nie opamiętasz, będę musiała wskazać twoje właściwe miejsce!

Rozpamiętując potem wielokrotnie tę rozmowę, czy raczej kłótnię, doszedł do wniosku, że pozwolił wówczas uciec ostatniej chwili, w której mógł się jeszcze wycofać, uznać swoją pozycję i błagać o wybaczenie. Nigdy jednak nie był pokornym sługą, nigdy nie zdążył tak naprawdę przyzwyczaić się do tej roli.

– Więc uczyń to! Lepiej stać się najnędzniejszym z niewolników niż znosić Twoje kaprysy i cierpieć kolejne upokorzenia!

– Korzenie się przed Królową jakoś nigdy nie sprawiało ci przykrości!

– Ale nie w tej sprawie! Nie wtedy, kiedy wykorzystywałaś mnie, aby spotykać się ukradkiem z Horkanem!

– Nie masz pojęcia, o czym mówisz. Ani o Moich uczynkach i uczuciach, ani o losie zwykłych niewolników. Z tych pierwszych nie będę się przed tobą tłumaczyła. Co do drugiej sprawy, to jak widzę, pobyt na folwarku niczego cię nie nauczył. A tutaj nie ma Irias, Ahmesa ani Harfana, którzy wstawią się za tobą!

– Przypominasz ciągle, że jesteś moją Panią i właścicielką. Jeżeli masz dość mojej obecności, to z łatwością możesz się mnie pozbyć. Uczynisz tym tylko kolejną łaskę swemu niewolnikowi! – Starał się zawrzeć w tych słowach gryzącą ironię. Najwidoczniej udało się to całkiem dobrze, Królowa straciła bowiem wreszcie resztki cierpliwości.

– Proszę bardzo! Sam tego chciałeś! Pokażę ci, jak wygląda los krnąbrnego niewolnika! Straże! Do Mnie! – zawołała głośno.

– Zakuć go w łańcuchy i pod pokład. Do wioseł! – rozkazała znanemu już Neferowi kapralowi, który dzierżąc obnażony miecz wpadł do kabiny na czele kilku podwładnych.

Władczyni nie uznała za stosowne wyjaśniać żołnierzom przyczyny podjętej decyzji. Nie było to zresztą potrzebne. Nefer nie hamował się, wykrzykując uprzednio swoje wyrzuty. Strażnicy musieli się zorientować, że pomiędzy Monarchinią a Jej osobistym niewolnikiem doszło do kłótni, nawet jeżeli nie usłyszeli dokładnie wszystkich, wypowiedzianych w gniewie słów. Widząc wzburzenie Amaktaris, podoficer nie oferował się przynajmniej tym razem z propozycją wymierzenia chłosty czy innej dodatkowej kary. Pospiesznie i bez żadnych pytań przystąpił do wykonywania rozkazów.

– Traktować go jak wszystkich innych. Żadnych specjalnych przywilejów! – rzuciła Najjaśniejsza, gdy Nefera wyprowadzano na pokład. On sam nie został już zaszczycony jakimkolwiek słowem Bogini. Po chwili utracił zresztą łaskę przebywania w Jej obecności, nie raczyła bowiem wyjść na zewnątrz i zamknęła się w swoich apartamentach.

„Dobrze Jej tak! Niech sumienie dręczy Ją w samotności”. – Pomyślał mściwie, nadal wzburzony.

Domniemane cierpienia Władczyni pozostały jednak w sferze domysłów, podczas gdy jego własne okazały się całkiem realne. Szybko i sprawnie nałożono kajdany na przeguby rąk i nóg Nefera, po czym zapędzono go w kierunku schodni. Tym razem nie było to przyjazne w istocie zachowanie Amara. Żołnierze postępowali zdecydowanie, nie starali się oszczędzić więźniowi bólu, ale też i nie zadawali go w sposób celowy. Zdążyli się już przyzwyczaić, że sposób traktowania tego niewolnika zmieniał się w zależności od nastroju i kaprysu Królowej. Raz bywał tu niemal księciem, to znów odbierał surowe kary, jak nieposłuszny sługa… Przy czym zmiany te potrafiły następować z zadziwiającą szybkością. Przed wstąpieniem na schody więzień spojrzał jeszcze na wąski tym razem sierp księżyca. Boski Tot ponownie wędrował po nocnym niebie.

„Obawiam się, Wielki Ibisie, że dzisiaj nie pomogą żadne ponaglenia, pomimo ofiar, które otrzymałeś”. – Nefer nie spodziewał się, aby obecny gniew Najjaśniejszej okazał się przemijającym kaprysem. Miał zresztą własne powody, by samemu pogrążyć się w zawziętej urazie.

LIII

Poprzednia wizyta pod pokładem dała już Neferowi wyobrażenie, czego może oczekiwać. Było to jednak wyobrażenie bardzo ogólne. Wtedy pozostawał w istocie kimś w rodzaju gościa, któremu przeszkadzały twarde deski podestu przy tronie Władczyni, gdy musiał na nich jakiś czas klęczeć. Obecnie, nie tracąc czasu, posadzono go na ławie obok jednego z niewolników, umieszczając skuwający dłonie łańcuch w metalowym pierścieniu wbitym w drzewce uchwytu wiosła. Mógł poruszać nieco rękoma, tak, by zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby, jak jedzenie czy picie, gdy otrzymywał przydziałowe racje, było to jednak wszystko. Dokłądnie rzecz biorąc, prawie wszystko, bo mógł jeszcze poruszać wiosłem. Wciągać je albo wysuwać przez otwór w burcie, w zależności od tego, czy okręt żeglował, czy też stał na kotwicy lub cumował w porcie. Wymagało to dużego, ale przynajmniej jednorazowego wysiłku, gdy wydano stosowny rozkaz. Wioślarze przemieszczali się wówczas na swoich ławach razem z drzewcem, przysuwając lub odsuwając się od burty. W nocy i podczas postojów wiosła chowano i tylko ich pióra wystawały przez otwory w poszyciu – zbyt małe, by wciągnąć drzewce w całości. Przy okazji uniemożliwiało to też niewolnikom opuszczanie przydzielonych im miejsc, gdyby oczywiście ktoś miał dość siły, aby próbować wlec za sobą ciężkie wiosło. Najważniejszym i najczęstszym sposobem poruszania się na jaki im pozwalano, a raczej jakiego od nich wymagano i w razie potrzeby wymuszano, pozostawało samo wiosłowanie. Należało wówczas nacisnąć na drzewce, tak by pióro uniosło się z wody, pochylić się do przodu pchając przed sobą wiosło na ile starczało miejsca, ponownie opuścić pióro i z całych sił, odchylając się, ciągnąć do tyłu. Zapewniało to okrętowi napęd, wymagało jednak, dużego, skoordynowanego wysiłku. Wiosłowano w rytm uderzeń bębna i Nefer szybko nauczył się rozpoznawać najmniejsze nawet zmiany tempa tych dźwięków. Każda taka zmiana oznaczała dla niego i innych niewolników zwiększenie wysiłku lub chwilową ulgę. Nad wszystkim czuwali strażnicy, nie żałując opornym, nieudolnym, leniwym lub tracącym siły uderzeń bicza.

Posiłki wydawano dwa razy dziennie, rano i późnym popołudniem, przy okazji zwyczajowej kąpieli. Jedzenie było pożywne, o czym Nefer miał już okazję wielokrotnie się przekonać. Przynajmniej w ten sposób dbano o zachowanie sił wioślarzy. Wodę także otrzymywali w wystarczających ilościach, ale tylko wtedy, gdy pracowali. Podczas postojów racje drastycznie ograniczano.

Szybko zrozumiał dlaczego… Wiedział już, jak bardzo Bogini lubi przyjemne zapachy kwiatów, olejków i perfum. Żadna ilość kadzidła czy mirry nie byłaby jednak w stanie zagłuszyć woni setki nie mytych ciał wioślarzy, a zwłaszcza smrodu ich moczu i ekskrementów. Czyniłby on pobyt Królowej na Jej barce znacznie mniej komfortowym, dbano więc także o zachowanie czystości. Jeden ze sposobów, ten najmniej przyjemny dla niewolników, stanowiło właśnie ograniczanie racji wody podczas postojów.

Pozwalano im też jednak na codzienne kąpiele w Rzece, które Nefer nauczył się wkrótce cenić jako największy luksus. Tym bardziej wyjątkowy, że na zwykłych okrętach nie zaprzątano sobie czymś takim głowy. Bo też i cała procedura była dość skomplikowana, wymagała czasu i zaangażowania sporej liczby dodatkowych strażników. Niewolników uwalniano od wioseł, otwierając specjalnymi kluczami umieszczone w drzewcach pierścienie. Kajdany na rękach i nogach oczywiście pozostawiano, ale i tak – na wszelki wypadek – kąpali się w mniejszych grupach, liczących około dwudziestu wioślarzy. W tym czasie wyznaczeni do tego funkcyjni sprzątali i szorowali deski pokładu. Jednego z niewolników zawsze zresztą wyznaczano do natychmiastowego usuwania szczególnie przykrych i śmierdzących odchodów. Była to nieprzyjemna praca, ale przynajmniej uwalniała w danym dniu od wiosłowania i umożliwiała stosunkowo częste wizyty na górnym pokładzie. Chętnych nigdy nie brakowało i dlatego każdy miał szansę wykonywać te obowiązki tylko raz na jakiś czas. Zresztą wioślarz, który zanieczyścił pokład w sposób wymagający podobnej interwencji, mógł się spodziewać dodatkowego i soczystego smagnięcia biczem przez plecy.

Wszystkie te szczegóły Nefer poznał w ciągu kilku pierwszych dni spośród wielu, które przyszło mu spędzić przy wiośle. Inni niewolnicy potraktowali go w większości obojętnie. Musieli, rzecz jasna, zapamiętać ostatnią wizytę Królowej oraz leżącego u Jej stóp i świadczącego także inne usługi ówczesnego faworyta Bogini, ale pozostawali najwidoczniej zbyt skupieni na własnym losie, by szczególnie się tym przejmować. Może widywali już zresztą podobne sytuacje i upadki? To nawet ciekawiło kapłana, ale nie miał okazji, by tę ciekawość zaspokoić. Wszelkie rozmowy pomiędzy niewolnikami były surowo zakazane i strażnicy pilnie nad tym czuwali, razem ze swymi biczami. Pierwszego dnia zezwolono tylko, by sąsiad Nefera udzielił kilku praktycznych wskazówek dotyczących techniki wiosłowania. Wkrótce jednak przeniesiono go na inną ławę i kapłan pozostał sam ze swoim ciężkim drzewcem, podobnie jak pozostali wioślarze. No tak, Władczyni zabroniła przecież okazywania osobistemu słudze jakichkolwiek, specjalnych względów…

Kilku współtowarzyszy niedoli zachowało jednak najwidoczniej urazę wobec byłego ulubieńca Najjaśniejszej. Może sami pragnęliby znaleźć się na jego miejscu i cierpieli męki zazdrości oraz pożądania, gdy na ich oczach pieścił ustami stopy, uda i tajemne źródło rozkoszy Bogini? A może po prostu sprawiało im przyjemność dręczenie kogoś, kto jeszcze niedawno stał nieporównanie wyżej od nich, chociaż też był niewolnikiem? Na szczęście, nie mieli wielu możliwości, by tę niechęć okazać w bardziej groźny dla Nefera sposób. Ktoś napluł mu w twarz w trakcie codziennej kąpieli, ktoś inny – niby przypadkiem – zepchnął z burty podczas schodzenia do Rzeki… Pilnowano ich zbyt uważnie, także nocami, by mogło wydarzyć się coś więcej. Za to przynajmniej mógł być wdzięczny surowym i bezlitosnym nadzorcom. Poprzedni pobyt w pałacowych lochach nauczył przy tym kapłana, że wywoływanie awantur czy kłótni w związku z tymi złośliwościami na pewno nie wyjdzie mu na dobre. Poprzestał więc na zachowywaniu czujności i unikaniu tych kilku spośród wioślarzy, którzy okazali się ich sprawcami.

Dużo trudniej przyszło Neferowi poradzić sobie z samym wiosłowaniem. Dzięki pomocy bezimiennego sąsiada opanował technikę poruszania drzewcem, była to jednak ciężka, jednostajna praca bez wytchnienia, do której kapłan nigdy dotąd nie miał okazji się przyzwyczaić. Nawet pobyt na folwarku nie mógł przygotować więźnia na coś takiego. Tam pracował najczęściej sam, w razie potrzeby robiąc krótkie przerwy. Tutaj nie było o czymś takim mowy. Wszyscy niewolnicy musieli wiosłować w równym rytmie, wyznaczanym przez dźwięk bębna, dźwięk, który Nefer wkrótce znienawidził. Gdy ktoś nie nadążał, mógł się spodziewać smagnięć bicza. Już pierwszego dnia przydarzyło się to parę razy kapłanowi. Potem starał się walczyć ze swoją słabością, rozkładał siły, dobywał ich ze wszystkich zakamarków ciała w rozpaczliwym i nie zawsze spełnionym pragnieniu uniknięcia kolejnych uderzeń. Na szczęście płynęli wolno, chociaż prąd przybierającej Rzeki przysparzał dodatkowych trudności. Wolał nie myśleć o tym, że musiałby siedzieć przy wiośle podczas owej szalonej nocy, gdy królewska barka podążała z pełną prędkością do Nennesut. No tak, ale wtedy miał inne zajęcia…

To wspomnienie nieuchronnie przywoływało myśli o Najwspanialszej. O Jej Osobie nie pozwalał także zapomnieć pusty teraz fotel – tron, który mieli przed oczyma wszyscy wioślarze. Przez kilka pierwszych dni Nefer trwał w zapiekłej niechęci. Dawało mu to siły, by wytrwać. Jak Ona mogła postąpić w taki sposób… Wielokrotnie rozpamiętywał ich kłótnię, wynajdując za każdym razem nowe, celniejsze słowa, które powinny przynieść Jej większy ból, wstyd, upokorzenie… I żałując, że nie wypowiedział ich, gdy miał jeszcze ku temu okazję. Teraz taka szansa pewnie szybko się już nie trafi, o ile w ogóle dostąpi jeszcze kiedykolwiek zaszczytu rozmowy z Władczynią.

Później ten żal i uraza zaczęły powoli ustępować. Starał się je celowo podtrzymać, by mieć motywację do codziennych zmagań z wiosłem. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że coraz częściej uświadamiał sobie, że to on sam zachował się jak ostatni głupiec. Przecież wiele razy powtarzał sobie, że nie może oczekiwać zbyt wiele, że Ona jest Królową i Boginią, nie obowiązują Jej normalne zasady i ma pełne prawo zaspokajać swoje kaprysy w sposób, jaki zechce. On sam oraz łaski, którymi obdarzała osobistego sługę, były właśnie takim kaprysem Monarchini. Powiedziała to nawet wprost, co prawda w gniewie i może nie do końca szczerze… Tak czy inaczej, pozostawało to niezaprzeczalną prawdą… Ale Nefer zapomniał o tym natychmiast, gdy tylko uzyskał pewność odnośnie potajemnego spotkania Amaktaris z Horkanem. To właśnie, jak teraz rozumiał, ugodziło go najsilniej. To, że zachowała się wobec młodego oficera jak zwykła kobieta, w sposób niegodny Bogini, którą wielbił…

A może tak mu się tylko wydawało? Nic nie wiedział o przebiegu tego spotkania, a Horkan zawsze okazywał w stosunku do Amaktaris najwyższy szacunek. Kapłan nie robił sobie co prawda złudzeń, że skończyło się na rozmowie i podarowaniu sztyletu… W tym celu Królowa nie musiałaby zadawać sobie trudu potajemnego opuszczania okrętu, ale pojawiające się w przed oczyma natrętne obrazy Horkana, rzucającego się na Najjaśniejszą na podobieństwo dzikiego ogiera oraz Jej samej, zachowującej się niczym klacz w rui, pozostawały przecież tylko wytworami wyobraźni…

Bogini miała zresztą wiele twarzy, zdążył się o tym przekonać, może każdemu z faworytów ukazywała w podobnych chwilach tę, którą ten pragnął ujrzeć? Dla Nefera stawała się boską Władczynią, dla Horkana… wojowniczką i łowczynią? A może uzdrowicielką i pielęgniarką, lub po prostu czułą kochanką? Tego zapewne nigdy się nie dowie…

Tymczasem trzeciego dnia dopłynęli do Chemmis, kolejnego miasta w planie podróży Królowej. Oznaczało to dłuższy odpoczynek od wiosłowania, bardzo potrzebny Neferowi. Przez te trzy dni zdążył nabawić się na dłoniach odcisków i bąbli, które następnie pękały, pozostawiając bolesne rany, z nich zaś sączyła się krew. Stanowiło to jeszcze jeden dowód na to, że nie przywykł nigdy do prawdziwie ciężkiej pracy. Przyłapał się na tym, że podczas codziennych kąpieli wypatrywał widoku Najjaśniejszej. Podczas postoju w mieście zapewne przebywała za dnia poza okrętem, zajęta sprawowaniem sądów, wizytacjami czy bankietami. Wcześniej, na Rzece, też jednak nigdy nie zauważył Jej sylwetki na pokładzie lub dachu nadbudówki. Początkowo wmawiał sobie, że Ona celowo unika osobistego sługi, powodowana wstydem czy wyrzutami sumienia i czerpał z tego bolesną satysfakcję. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z nikłych podstaw do snucia tego rodzaju przypuszczeń oraz własnego pragnienia ujrzenia Bogini, choćby z daleka…

Tego wieczora wydarzyło się jednak coś niezwykłego. Oto pod pokład zszedł Amar. Czarnoskóry gwardzista niespiesznie przemierzył całą długość przejścia pomiędzy wioślarzami, tu i tam zatrzymywał się na dłuższą chwilę, mierząc niewolników uważnym spojrzeniem. Przystanął także przy Neferze, przyglądając mu się w milczeniu. Kapłan nie ośmielił się odezwać ani unieść głowy, podobnie postępowali zresztą wszyscy inni. Wreszcie, bez słowa, wojownik ruszył dalej i po pewnym czasie wrócił na górny pokład. Powodów jego wizyty Nefer zaczął się domyślać dopiero następnego dnia. Podczas rozdawania porannej porcji brei oraz skąpych racji wody ogłoszono, iż niewolnicy którzy poranili sobie dłonie – a poza samym kapłanem zgłosiło się jeszcze kilku takich nieszczęśników – otrzymają leczniczą maść. Nabierali ją z ozdobnego dzbanka, w którym pozwalano im zanurzyć palce. Wtarty w skórę balsam przynosił odczuwalną ulgę. Procedurę tę powtórzono również wieczorem oraz następnego dnia.

Sądząc po oznakach zdziwienia oraz wypowiadanych ukradkiem słowach, których nie zdołano przy tej okazji zabronić, nic podobnego nie zdarzyło się nigdy przedtem. Nefer nie śmiał myśleć, że to Ona ulitowała się nad nim i przysłała tę maść, otrzymawszy relację Amara. Nie znajdował jednak innego wytłumaczenia, a uczynek taki dobrze pasował do Najjaśniejszej, oczywiście, gdy była w łaskawym nastroju. Dzbanek, starannie i elegancko wykonany, wydawał się identyczny z tymi, które widywał wśród leczniczych specyfików Amaktaris. No i maść rzeczywiście pomogła na rany i odciski kapłana, co sugerowało, że sporządził ją naprawdę dobry, znający się na rzeczy uzdrowiciel. Nie była raczej dziełem jakiegoś ulicznego szarlatana, do którego mógłby ewentualnie zwrócić się Amar, gdyby to on sam wpadł na podobny pomysł – co niewolnik także przez chwilę brał pod uwagę. Czy oznaczało to, że Najwspanialsza wybaczyła osobistemu słudze? A przynajmniej myśli o nim bez urazy? A może objawiała w ten sposób jeden ze swoich kaprysów, którym także przecież ulegała? Jeżeli nawet tak właśnie się stało, błogosławił Ją samą i Jej talenty uzdrowicielki, dłonie zdążyły bowiem niemal się zagoić, zanim po pięciu dniach ruszyli w dalszą drogę.

Nie doczekał się żadnego innego znaku życzliwości Władczyni, nadal Jej nie widywał, ale i tak otrzymany podarunek podniósł Nefera na duchu. Nawet wiosłowanie przychodziło teraz nieco łatwiej. Kolejne etapy podróży stanowiły Souit i Tynis. Szczególnie to drugie miasto, najstarsza stolica Kraju i siedziba pierwszych jego Władców, pełne było starożytnych pamiątek przeszłości. Kapłan już tam kiedyś zawitał, leżało bowiem tylko o kilka dni żeglugi w dół Rzeki od Abydos. Z przyjemnością odwiedziłby jednak Tynis ponownie. Poprzednim razem podróżował w sprawach swojej świątyni, mniej zresztą istotnych – bo tylko takie mu powierzano, i nie miał czasu na spacery. Obecnie szanse zaspokojenia tego pragnienia pozostawały, rzecz jasna, nieporównywalnie mniejsze niż wówczas, a ściśle rzecz biorąc – żadne. Dłuższy pobyt w Tynis, była to bowiem znacząca miejscowość i odwieczny rywal Abydos, przyniósł tylko odpoczynek od pracy przy wiośle oraz kolejne rozmyślania. Oto rodzinne miasto Nefera znajdowało się już w zasięgu ręki, dopłyną tam najdalej w ciągu trzech, czterech dni po wyruszeniu w dalszą drogę. Przynajmniej nie musiał się już przejmować takim czy innym przebiegiem możliwego spotkania z Aną. Jako przykuty do wiosła niewolnik raczej nie będzie miał okazji przed nią stanąć. Odczuwał z tego powodu zarówno smutek, jak i – ku swemu wstydowi – ulgę. Oszczędzona mu zostanie bardzo prawdopodobna pogarda żony. Z drugiej strony, tęsknił także za jej widokiem, głosem, dotykiem, na równi z tęsknotą za obecnością Królowej. Nie potrafił sobie z tym wszystkim poradzić. Najwidoczniej ofiara, którą złożył w Nennesut Boskiej Izydzie, okazała się jednak zbyt skromna.

Pierwszy znak, że ostatni etap podróży nie upłynie w sposób całkowicie monotonny i pozbawiony wydarzeń pojawił się w chwili, gdy pracując ciężko wiosłami wypływali późnym przedpołudniem z Tynis. Oczywiście, Nefer nie był w stanie tego zobaczyć, mógł jednak wyobrazić sobie – ze wszystkimi zapamiętanymi przy poprzednich okazjach szczegółami – jak Najjaśniejsza, występując w roli Królowej i Bogini, przyjmuje pożegnalne hołdy miejscowych dostojników oraz ludu, wkracza na pokład i zajmuje miejsce na wyniosłym, niewygodnym tronie, po czym zasiada nieruchomo w hieratycznej pozie, oczekując cierpliwie, aż budowle Tynis znikną w oddali. Powtarzało się to w kolejnych, odwiedzanych miastach. Po wszystkim chroniła się zazwyczaj w zaciszu swych apartamentów i pozbywała ceremonialnego stroju, klejnotów oraz oznak władzy, podczas gdy wyznaczeni do tego niewolnicy demontowali tron i zamieniali dach nadbudówki w Jej prywatny, osłonięty taras.

Mniej więcej w czasie, gdy należało spodziewać się tego rodzaju poczynań, jeden ze służących zszedł pod pokład, niosąc niewielki, zrolowany kobierzec. Skierował się ku podestowi, po czym starannie rozłożył dywan u stóp fotela Władczyni. Wykonawszy swe zadanie, pospiesznie opuścił podpokładzie, jak gdyby w obawie, że mógłby tu pozostać w roli skutego łańcuchami wioślarza. Przez szeregi niewolników przebiegło zauważalne poruszenie. Strażnicy szybko przywołali wszystkich do porządku, ale sami też sprawiali wrażenie zaskoczonych. Nie ulegało wątpliwości, kobierzec oznaczał zapowiedź wizyty Królowej. Nefer przypomniał sobie twarde deski podestu i niegdysiejsze myśli, iż wygoda stóp Najjaśniejszej wymagałaby właśnie jakiegoś dywanu. Jak się okazało, wtedy on sam miał spełniać tę rolę, co zresztą silnie go pobudziło… Teraz też, wbrew sobie, odczuł narastające ożywienie. Wiedział już, po co Bogini zwykła zstępować pod pokład królewskiej barki… Jej wizyta mogła też jednak oznaczać odmianę losu pewnego niewolnika, jeżeli naprawdę była gotowa mu wybaczyć…

Oczekiwanie przeciągało się. Pomyślał, że Najwspanialsza zechce zapewne przebrać się i odpocząć po trudach oficjalnych ceremonii. Może zamierzała też odczekać, aż niewolnicy zdążą już porządnie zmęczyć się pracą przy wiosłach, co doda specyficznego smaku Jej wizycie. Istotnie, narzucane przez bęben tempo wiosłowania wydawało się szybsze niż zazwyczaj. Wreszcie, po dłuższym czasie – Nefer przysiągłby, że słońce minęło już najwyższy punkt swej wędrówki po niebie – pod pokład zstąpił uzbrojony w bicz Amar, zajmując swoje miejsce za tronem. W tej sytuacji pojawienie się na schodni Boskiej Osoby Najdostojniejszej Amaktaris Wspaniałej, Pani Dwóch Krajów, Źródła Dobra i Światła, Żywego Obrazu Izydy na Ziemi, Królowej Królów, Władczyni Niebios i Ziemi i tak dalej i tak dalej… nie mogło już nikogo zaskoczyć.

Niespodzianką, dla Nefera – ale chyba i dla innych – okazało się natomiast to, iż wygląd Najdostojniejszej odpowiadał najdokładniej właśnie tym wszystkim tytułom. Może odświeżyła się po opuszczeniu miasta, ale nie zmieniła ceremonialnego wizerunku Królowej i Bogini. Biało-złocista szata, klejnoty, makijaż, eleganckie sandałki oraz wszystkie oficjalne oznaki władzy pozostawały na swoim miejscu, tak, jak gdyby udzielała uroczystej audiencji w Sali Tronowej swego Pałacu. Wrażenie to umocniło się, gdy dumnym krokiem zbliżyła się do podestu i zajęła przeznaczone dla siebie miejsce. Stopy oparła na dywanie, a nie na plecach nowego faworyta. Przynajmniej to stało się dla Nefera jakimś pocieszeniem wobec silnego bólu zniewolonych genitaliów, który pojawił się natychmiast, gdy tylko Ją ujrzał.

Nikogo nie zdziwiło przyspieszenie tempa uderzeń bębna, które wkrótce zarządzono. Nefer aż za dobrze wiedział, iż Monarchini lubi przyglądać się pracy skutych łańcuchami wioślarzy, poganianych na Jej życzenie razami biczów. Tylko dlaczego wystąpiła w aż tak ceremonialnej postaci? Czyżby dlatego, iż Ona z kolei doskonale wiedziała, że w ten właśnie sposób wywrze największe wrażenie na pewnym niewolniku? Dalsze rozważania na ten temat ustały wobec konieczności skoncentrowania się na poruszaniu wiosłem i próbach uniknięcia batów. Pomimo pewnej wprawy, którą zdołał osiągnąć, okazało się to trudne. Tempo zmieniano często, niekiedy zmniejszając je, ale częściej wzmacniając. Niewątpliwie kapitan chciał zadowolić dostojną pasażerkę, która okazywała może dość niezwykłe upodobania, ale była przecież Boginią i miała do tego pełne prawo. Strażnicy wychodzili zapewne z tego samego założenia i wymierzali razy wyjątkowo często. Co najgorsze, z jakichś powodów uznali, że największą przyjemność sprawi Władczyni widok smaganego biczem Jej byłego faworyta, toteż nie oszczędzali Nefera. Miał wrażenie, że niby przypadkiem, ale to jednak na jego plecy najczęściej spadały kolejne razy, niezależnie od tego, jak bardzo starał się pracować wiosłem mocno i równo. Na szczęście, nadzorcy używali zwykłych rzemienne biczysk, bez okrutnych kulek ołowiu.

Bogini przyglądała się temu przez długą, bardzo długą chwilę. Nie mając nic do stracenia, Nefer starał się poszukać wzrokiem Jej spojrzenia. Stanowiło to oczywiście szczyt bezczelności ze strony niewolnika, ale i tak otrzymywał już więcej smagnięć niż inni. Oczy Najwspanialszej błyszczały ożywieniem, nie dostrzegł w nich jednak gniewu, raczej coś w rodzaju tajemnego uśmiechu. Poznał swoją Panią na tyle dobrze, że nie mógł się mylić. Cała ta sytuacja sprawiała Królowej satysfakcję, nie zamierzała przecież dopuścić do tego, aby byłego osobistego sługę zachłostano na Jej oczach. Jakby na potwierdzenie tych przypuszczeń kiwnęła niemal niedostrzegalnie głową, wstała z fotela i rzuciła na siedzisko ceremonialny złocisty bicz oraz pasterską laskę. Skinęła na Amara, który podał Władczyni normalny, solidny bat, po czym ruszyła przejściem wśród wioślarzy. Powtórzyły się znane już Neferowi sceny razów wymierzanych własną ręka Bogini, rozdawanych na zmianę z pieszczotliwym niemal dotykiem dłoni, który rozdzielała pomiędzy kolejnymi smagnięciami. Strażnicy usunęli się Jej z drogi. Zapewne aby nie przeszkadzać Najjaśniejszej, zaprzestali też własnych uderzeń, co Nefer przyjął z ulgą. Siedział stosunkowo blisko podestu, Amaktaris minęła go więc szybko, wbrew nadziejom – czy też obawom kapłana – nie zatrzymała się przy stanowisku osobistego niewolnika. Poszła dalej, a do jego uszu dobiegały tylko dość częste odgłosy uderzeń bicza oraz ewentualne krzyki lub jęki towarzyszy niedoli. Musiał wprawdzie wiosłować w rytm szybkich uderzeń bębna, ale na plecy Nefera przestały spadać razy.

Spacer Królowej nie trwał jednak długo, a w drodze powrotnej przystanęła przy byłym faworycie. Mniej więcej tego właśnie się spodziewał, prędzej czy później. Pochylił głowę, i nadal wiosłując, wpatrywał się w Jej stopy. Owionął go silny zapach egzotycznych, ulubionych perfum Amaktaris. Oczywiście, schodząc pod pokład musiała użyć ich w znacznych ilościach, w trosce o Jej własne powonienie. Położyła dłoń na głowie Nefera i delikatnie rozczochrała odrastające włosy.

– Unieś głowę, niewolniku i spójrz w oczy swojej Pani, skoro i tak byłeś już na tyle zuchwały, aby uczynić to wcześniej bez pozwolenia!

Wykonał ten rozkaz i nadal nie zauważył na Jej twarzy gniewu, a tylko delikatny ślad uśmiechu.

– Widzę, że dobre jedzenie w połączeniu z brakiem piwa oraz ciężką pracą zdziałały dużo więcej, niż wszystkie poprzednie wysiłki, Moje własne i Harfana. – Czy raczyła żartować? Jak w dawnych, szczęśliwszych dla Nefera czasach? – Już choćby z tego powodu warto było cię tu przysłać. Pojawiły się też nowe pręgi na plecach, ale o to zawsze potrafiłeś się jakoś postarać. – Teraz roześmiała się otwarcie. – Polubiłam cię i nie chciałam stosować wobec ciebie aż tak radykalnych metod, podobnie jak w przypadku nauczania Irias. Sam jednak stwierdziłeś, że tradycyjne, najprostsze sposoby są niekiedy najlepsze. Co do Irias, to pozostanę przy własnym zdaniu, ty jednak udowodniłeś słuszność tego spostrzeżenia, jeśli chodzi o twoje ćwiczenia. Niech taki będzie przynajmniej pożytek z krnąbrności, którą okazałeś, niewolniku. – Nadal obdarzała kapłana uśmiechem. – Jak myślisz, po co tu przybyłam?

– Aby ucieszyć swego ducha, o Pani, w sposób podobny Twemu przodkowi, Wielkiemu Królowi Snofru?

– Masz trochę racji, niewolniku. – Znowu się roześmiała. – Dowcip cię nie opuszcza, słyszę to z przyjemnością. – Niezbyt silnie smagnęła Nefera po plecach. – Dlaczego jednak Królowa poświęca czas na rozmowę właśnie z tobą? Bo szuka innej jeszcze rozrywki, którą tylko ty możesz Jej ofiarować, jeżeli oczywiście zechcesz.

– Pani?

Znowu poczuł uderzenie, tym razem mocniejsze.

– Nie pozwoliłam ci mówić. Jeszcze nie. Pamiętasz, miałeś kiedyś opowiedzieć Królowej jak wspominasz pewien wieczór na pokładzie Jej okrętu… Nie usłyszałam wtedy wszystkich twoich słów wystarczająco wyraźnie, a chciałabym poznać je dokładnie i zapamiętać. Nie przypominałam o tym wcześniej i nie trafiła się dotąd odpowiednia okazja, abyś powtórzył te słowa, a tobie samemu wypadło to zapewne z głowy, ale to nic nie szkodzi. Powtórzysz je teraz i nawet jeżeli kiedyś znowu o nich zapomnę, ty powinieneś zapamiętać wszystko bardzo dokładnie… Wiesz dlaczego?

– I tak będę zawsze pamiętał te słowa, o Pani.

– Na wszelki wypadek, każde z nich podkreślę uderzeniem bicza. Niekiedy stosuje się tę metodę w różnych prymitywnych, nie znających pisma krajach, by dzieci zapamiętały na całe życie ważne wydarzenia, którym starsi każą im się przyglądać i przysłuchiwać. Mogą potem, po latach, świadczyć przed sądem. To naturalnie obrzydliwe barbarzyństwo, ale ty nie jesteś przecież dzieckiem… – Pochyliła się i dodała tak cicho, że tylko Nefer mógł usłyszeć to, co powiedziała. – Mam nadzieję, że sprawi to przyjemność nam obojgu…

– Zaczynaj! – Delikatnie pogładziła głowę niewolnika. – Mów głośno i wyraźnie! I nie przestawaj wiosłować! Okręt nie może przecież stać w miejscu!

– Byłaś cudowna, o Pani!

Uderzenie, które otrzymał, okazało się dużo silniejsze niż poprzednie.

– Byłaś niezrównana! Byłaś wspaniała, o Wielka! Byłaś niesamowita!

Mówił tak i mówił, a kolejne smagnięcia stawały się coraz mocniejsze.

– Byłaś niezwykła, Najjaśniejsza! Byłaś największa! Byłaś niezapomniana!

Obawiał się, że wkrótce może zabraknąć kolejnych słów albo zacznie się powtarzać. A Ona wciąż nie sprawiała wrażenia usatysfakcjonowanej.

– Byłaś po prostu boska, o Najgodniejsza!

Użył największego komplementu, jaki przyszedł mu do głowy, ale na Amaktaris, być może przyzwyczajonej do takich sformułowań w ustach dworzan oraz pochlebców, nie wywarł spodziewanego wrażenia i w odpowiedzi otrzymał tylko kolejne uderzenie bicza.

– Byłaś… nie, jesteś Kobietą, Królową i Boginią! Byłaś nią wtedy i jesteś teraz, zawsze i wszędzie! Kobietą, Królową i Boginią!

Zamiast kolejnego uderzenia, Nefer poczuł jak Amaktaris ponownie dotyka wolną dłonią jego głowy. Przemówiła teraz tak cicho, że znów tylko on mógł Ją usłyszeć

– No i widzisz, jak tu cię nie polubić… Potrafisz wywołać gniew Kobiety, gniew Królowej i gniew Bogini… Ale każdą z nich umiesz też ułagodzić. Żaden dworski pochlebca ci nie dorówna… Żałuję, że doszło do tej kłótni, ale teraz musisz wytrzymać. Nie mogę cię w tej chwili uwolnić, już nie. Za jakiś czas to zrozumiesz.

– Pani…

– Nic już nie mów. Muszę wracać… – Uciszyła niewolnika, dyskretnie podsuwając ku jego twarzy własną dłoń, z której wypuściła bat i którą mógł ukradkiem ucałować.

Odwróciła się i ruszyła ku schodni. Amar podążył za Panią Górnego i Dolnego Kraju, nie zapominając o zabraniu laski oraz obydwu porzuconych biczów, ceremonialnego i tego najzupełniej prawdziwego. Mijając Nefera, gwardzista równie dyskretnie jak Królowa, położył rękę na ramieniu niewolnika. Wkrótce po wizycie Władczyni pozostał tylko dywan u stóp Jej tronu, unoszący się w powietrzu zapach perfum oraz palące bólem ślady na plecach kapłana.

Podczas popołudniowego posiłku każdy z wioślarzy otrzymał dodatkowo koszyk owoców.

LIV

Przez kilka pozostałych dni żeglugi do Abydos Nefer nie miał już okazji zobaczyć Najjaśniejszej, nawet podczas codziennych kąpieli wioślarzy. Musiała jednak o nim pamiętać, owoce nadal dodawano bowiem do wieczornych posiłków niewolników. Nefer wyobrażał sobie kwaśną minę kapitana, zmuszonego wykonywać kolejny, ekstrawagancki rozkaz Władczyni. On sam błogosławił Ją jednak za ten akt życzliwości. Inni wioślarze zrozumieli chyba, komu zawdzięczają urozmaicenie diety, ustały bowiem zdarzające się dotąd przypadki złośliwych szykan. Także strażnicy doszli zapewne do wniosku, iż los byłego faworyta nie jest jeszcze całkowicie przesądzony i kto wie, czy nie zdoła on jeszcze odzyskać łaski Bogini. Ich bicze zaczęły odtąd omijać grzbiet kapłana, co nie znaczyło, rzecz jasna, że mógł uchylać się od uczciwej pracy przy wiośle.

„Ciekawe, czy i teraz zaprzeczy, że poleciła podawać te owoce…” – Pomyślał, przyłapując się na odczuwaniu nadziei, iż nadarzy się okazja do zadania takiego pytania Pani Obydwu Krajów. – „Tak w ogóle, to mogłaby jeszcze raz przysłać maść gojącą rany”. – Rozpędzał się coraz bardziej w swoich życzeniach, nadal odczuwając ból wychłostanych pleców. Sam jednak rozumiał, że coś takiego byłoby już oczywistą przesadą w stosunku do niewolnych wioślarzy, wobec których uderzenia biczem stosowano jako codzienny środek motywujący do pracy. Musiał się więc zadowolić samoistnym, stopniowym ustępowaniem największych cierpień podczas trzech dni wiosłowania w górę Rzeki, ku coraz bliższemu Abydos. Tym, oraz świadomością, iż Bogini nie zapomniała o nim, że wspomina może niekiedy pewnego krnąbrnego niewolnika, pracującego w łańcuchach tuż pod Jej stopami, oddzielonego tylko deskami pokładu od luksusowego apartamentu, w którym Ona spędza tę podróż. Tylko i aż…

Przynajmniej przeminął już chyba największy gniew Najjaśniejszej, sprowokowany zresztą przez samego Nefera. Z własnych ust Amaktaris usłyszał, że i Ona żałuje ostatniej awantury, pozwoliła nawet słudze ucałować Jej dłoń… Tylko co miały znaczyć te dziwne słowa, iż teraz nie może go już uwolnić? Czyżby obawiała się utraty twarzy poprzez zbyt szybkie wybaczenie przewin niewolnika, który ośmielił się głośno kłócić z Królową? Jako Żywe Wcielenie Izydy stała ponad każdym z poddanych i mogła okazać taką łaskę wedle własnej woli. Wątpił zresztą, by tego rodzaju względy zachowania prestiżu miały większy wpływ na postępowanie Pani Dwóch Krajów.

Tymczasem nadszedł dzień uroczystego przybycia do Abydos. Przebiegu ceremonii Nefer nie mógł zobaczyć, pozostawała jednak wyobraźnia oraz docierające pod pokład odgłosy komend, wojskowych bębnów i rogów, okrzyki rozentuzjazmowanego tłumu. Znał to miasto, jego budowle, ulice, świątynie i oczywiście przystań. Opuścił je przed kilkoma miesiącami, skuty łańcuchami i uwięziony pod pokładem strażniczej łodzi. Teraz wracał w identyczny niemal sposób, zdążył jednak doświadczyć niezwykłych przeżyć, podobnych fantazjom, które niegdyś snuł… Podobnych i różnych zarazem, bo ból naprawdę ostro wysmaganych biczem pleców bywał jednak silniejszy niż mógł przypuszczać, no i nie fantazjował przecież o kłótniach z Boginią…

Okazję ujrzenia Abydos otrzymał wieczorem, podczas kąpieli. Tłumy zdążyły już się rozproszyć. Najwspanialsza pozostawała, oczywiście, nieobecna. Prawdopodobnie składała ofiary w świątyniach – w tym z pewnością także w jego własnym przybytku Izydy. A raczej była to Jej świątynia, biorąc pod uwagę boski status Amaktaris Wspaniałej. Poczuł nagłą irytację na myśl o arcykapłanie Hethorze, witającym Najjaśniejszą i przyjmującym niewątpliwie bogate dary. Ten stary chciwiec przynajmniej z tego będzie zadowolony. Co się tyczy kego entuzjazmu wobec samej Osoby Żywego Wcielenia patronki świątyni, mógł on, zdaniem Nefera, budzić niejakie wątpliwości.

No i gdzieś tam przebywała Ana… Do tej chwili starał się o niej nie myśleć, teraz jednak nieproszone wspomnienia i obrazy zalały kapłana nagłą falą. Cóż żona o nim wie? Czy spodziewa się może przybycia męża w orszaku Królowej, co swego czasu sugerował jej w liście? Czy oczekuje jego wizyty? I jak zamierza ewentualnie przyjąć? Czy Władczyni dotrzymała obietnicy i przekazała szpitalowi oraz Anie zapowiedzianą darowiznę? W to ostatnie akurat nie wątpił. Pani Obydwu Krajów ceniła własne słowo i z pewnością nie cofnęła go tylko dlatego, że ten, któremu je dała, wzbudził następnie Jej gniew w innej sprawie. Z pewnym wysiłkiem nakierował myśli w stronę Myry. Matka powitałaby syna z radością, niezależnie od wszystkich jego szaleństw. Ze wstydem musiał jednak przyznać sam przed sobą, iż Myra stała się dla niego nieporównanie mniej istotna niż Amaktaris i Ana.

Kolejny dzień upłynął spokojnie i przyniósł tak pożądane wytchnienie od pracy przy wiosłach. Postój powinien trochę potrwać, Abydos było przecież bardzo ważnym miastem, ponadto zaś stanowiło końcowy punkt królewskiego objazdu. Z tego co wiedział, Królowa nie zamierzała tym razem wizytować okręgów położonych dalej w górze Rzeki. Brakowało na to czasu, a Jej nieobecność w Stolicy nie mogła przeciągać się zbyt długo. Zapewne zechce jednak wezwać przed swoje Oblicze zarządców i dowódców z położonych najbliżej, południowych prowincji – co dodatkowo przedłuży pobyt. Tym większe było zaskoczenie Nefera, ale też i innych wioślarzy, gdy trzeciego dnia postoju podano im przed południem dodatkowe racje wody, co stanowiło nieomylną oznakę rychłego podjęcia żeglugi. Początkowo myślał, że chodzi o jakieś ćwiczenia, rodzaj treningu, mającego utrzymać niewolników przy wiosłach w odpowiedniej formie. Gdy jednak jeden ze służących przyniósł i rozłożył dywan u stóp tronu Królowej, a nieco później pojawił się uzbrojony w bicz Amar, wszyscy zrozumieli, że to Monarchini zamierza odbyć kolejną, szczególną przejażdżkę.

„Jak znalazła na to czas? Powinny zajmować Ją sprawy państwowe. Przecież Królowej zależało na pośpiechu i unikała ostatnio rozrywek”. – To ostatnie twierdzenie nie było tak do końca prawdziwe. Mógł podać przykład kaprysu Amaktaris sprzed kilku zaledwie dni, kaprysu, po którym nadal odczuwał ustępujący już, na szczęście, ból pleców. Czy znowu zamierzała zabawić się w jakąś grę z osobistym niewolnikiem? Ale nawet wówczas, w Tynis, uczyniła to w trakcie normalnej żeglugi, nie naruszając planu wizyty. Komendy strażników, narastający rytm uderzeń bębna i konieczność chwycenia za wiosło przerwały te rozmyślania.

Płynęli już dłuższą chwilę, gdy ktoś zszedł schodami z górnego pokładu. W panującym w pomieszczeniu wioślarzy przemieszaniu światła i cienia dostrzegł początkowo tylko sylwetkę. Sądząc po stroju, sposobie poruszania się i ogólnym wrażeniu, była to sylwetka kobieca. Tego zresztą wszyscy się spodziewali. Objawy ogólnego zdumienia wcześniej jeszcze niż świadectwo jego własnych oczu podpowiedziały jednak Neferowi, że kobietą, która tym razem zstąpiła pod pokład królewskiej barki nie była Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie. Inni mogli się tylko zdziwić, natomiast Nefer przeżył prawdziwy szok, gdy kobieca postać stanęła w smudze światła. Ujrzał Anę we własnej osobie. Przez chwilę miał wrażenie, że śni, albo bogowie pomieszali mu wzrok. Ale przecież nie mógł się mylić. Twarz żony, niekiedy promienną, niekiedy gniewną, zawsze jednak żywą i pełną uczuć, z czarującymi dołeczkami na policzkach, z głęboko osadzonymi oczami poznałby zawsze i wszędzie. Podobnie jak falę długich, ciemnych włosów, czy pobudzające nieodmiennie pożądanie kapłana krągłości piersi i bioder. Elegancka, choć nieprzesadnie bogata szata nie ukrywała tych atutów.

Ana nie miała na sobie biżuterii poza niewielkimi, złotymi kolczykami, które sam jej kiedyś kupił. Nigdy zresztą nie lubiła obwieszać się błyskotkami. Mówiła, że przeszkadzają jej w pracy uzdrowicielki, a nie ma cierpliwości, by ciągle je zdejmować i nakładać. O tak, cierpliwości zawsze Anie trochę brakowało. Chciała, by jej prośby, polecenia czy sugestie wykonywano natychmiast. Jeśli stawało się inaczej, potrafiła okazać gniew i niezadowolenie. W tej chwili na jej twarzy malował się bardziej wyraz zaciekawienia, gdy uważnym spojrzeniem obrzucała podpokładzie, skutych niewolników przy wiosłach, dzierżących bicze strażników oraz królewski tron. Nie ulegało wątpliwości, że sceneria ta jest dla niej nowa, ale bynajmniej jej nie deprymuje. Spokojnie ruszyła w stronę podestu i zajęła miejsce przeznaczone zazwyczaj dla Królowej, w sposób swobodny i pełen godności zarazem. Tak, jak gdyby czyniła to codziennie. Nefer mimo woli poczuł podziw dla opanowania żony. Pomimo niezwykłej przecież sytuacji nie ustępowała naturalną dumą Amaktaris, na której tronie teraz zasiadała.

Okręt płynął dalej, wioślarze pracowali w rytm szybszych lub wolniejszych uderzeń bębna, poganiani biczami strażników. Ana przyglądała się temu, a Nefer rozpoznał bez trudu, że widowisko i na niej robi duże wrażenie. W odróżnieniu od Amaktaris nie próbowała wydawać bezpośrednich poleceń czy osobiście smagać niewolników. Raz czy drugi przyłapała męża na tym, że szukał jej spojrzenia. Odpowiadała wzrokiem na pozór zimnym, przez który przebijały jednak gniew i swego rodzaju satysfakcja. Sytuacja Nefera bynajmniej nie wzbudzała współczucia małżonki, chociaż nie próbowała chwilowo w żaden sposób jej pogarszać.

Poruszając machinalnie wiosłem gubił się w domysłach. Skąd tutaj Ana? Taka przejażdżka nie mogła odbywać się bez woli i wiedzy Królowej. Obecność Amara tylko to potwierdzała. Ale kiedy i w jaki sposób porozumiały się ze sobą? I jak zdołały dojść do zgody? Powodem tego porozumienia oraz przybycia Any mógł być, oczywiście, tylko on sam. Po raz kolejny wspomniał uwagę Amaktaris, iż nie może uwolnić osobistego niewolnika… Czyżby dlatego, że już wówczas obiecała Anie ukazać męża w łańcuchach, przy wiośle? Jeżeli tak, to od kiedy pozostawały właściwie w kontakcie? Może od samego początku całej historii? Czy Najjaśniejsza ukrywała coś także w tej sprawie? Widok Any korzystającej z tajemnych atrakcji królewskiej barki czynił możliwymi najbardziej nawet nieprawdopodobne przypuszczenia.

Zajęty tymi rozmyślaniami Nefer zapomniał o właściwym przykładaniu się do wiosła i strażnik smagnął go biczem. Ana uniosła dłoń i powstrzymała prawdopodobne dalsze uderzenia. Jej rozkazu usłuchano bez sprzeciwu. Skinęła na Amara i powiedziała coś cicho. Wyraziła zapewne życzenie zawrócenia do przystani, taką komendę gwardzista przekazał bowiem krzykiem marynarzowi czuwającemu przy schodni. Drogę powrotną przebyli bardzo ostrym tempem. Chociaż niedługa, dla Nefera i innych wioślarzy przejażdżka okazała się wyczerpująca. Z ulgą przyjęli rozkaz wciągnięcia wioseł. To znaczy ulgę odczuli wszyscy poza Neferem. Obserwując gniewną i ożywioną twarz żony nie spodziewał się, by był to już koniec, przynajmniej nie dla niego. Ana wydała kolejne polecenie Amarowi i wkrótce pod pokładem pojawili się żołnierze, uwalniając niewolników od wioseł oraz popędzając ich ku schodni. Nie nadszedł jeszcze czas na codzienną kąpiel, ale zaraz okazało się, że nie jest to jedyne odstępstwo od rutyny. Na górny pokład i przypuszczalnie do Rzeki wyprowadzono bowiem wszystkich wioślarzy jednocześnie, zamiast – jak zwykle – czynić to partiami. Zrobiono jednak pewien wyjątek, Nefera bowiem pozostawiono w łańcuchach na jego miejscu. Prawdę mówiąc, tego się właśnie spodziewał. Gdy ostatni żołnierze, strażnicy i więźniowie opuścili pomieszczenie, Ana skinęła głową gwardziście. Amar skłonił się lekko, podał jej bicz i także wyszedł, już ze schodni obrzucając jeszcze długim spojrzeniem siedzącą na tronie kobietę oraz przykutego do wiosła mężczyznę. Najwidoczniej otrzymał jednak od Pani Obydwu Krajów bardzo ścisłe instrukcje, które teraz bez słowa wykonywał. Zostali sami.

Ana przypatrywała się przez dłuższą chwilę Neferowi, wstała z fotela i podeszła do jego ławy. W dłoni trzymała bicz, jakże różny od zabawki, której używali niegdyś podczas swych miłosnych igraszek.

– Muszę przyznać, że twoja bogini potrafi się bawić w prawdziwie królewskim stylu… – W ustach żony określenie Najjaśniejszej zabrzmiało w sposób całkowicie pozbawiony szacunku. Kapłan nie skomentował tej uwagi. – I cóż powiesz, mężu? Znalazłeś to, czego szukałeś?

Ponownie nie odpowiedział, bo i cóż miał odpowiedzieć? Milczenie nie okazało się jednak najlepszym sposobem na ułagodzenie rozdrażnionej Any. Smagnęła Nefera przez plecy.

– Odpowiadaj, gdy chcę z tobą porozmawiać! Wiesz dobrze, że swoim milczeniem tylko pobudzasz mój gniew. A teraz w żaden sposób tej rozmowy nie unikniesz!

– Niczego nie szukałem, powinnaś o tym wiedzieć. Dawałaś mi wszystko, czego pragnąłem.

– Czyżby? Nawet teraz próbujesz kłamać?

Po raz drugi uderzyła biczem. Wyszarpnęła z fałd szaty i rozwinęła niewielki rulon papirusu. Odczytała na głos kilka zdań.

Gdy wdzięcznie stąpa w księżycowym blasku,

gdy hołdy Jej składam, z czołem przy ziemi,

Bogini niebiańską obdarza mnie łaską,

miast stóp usta podając, pełne czerwieni.

Nefer ze zdumieniem rozpoznał początkową strofę wiersza, otwierającego ostatni, zaginiony zwój jego fantazji na temat Boskiej Izydy. Fantazji najśmielszych i najbardziej kompromitujących zarazem.

– Nie wątpię, że miałeś okazję całować zarówno jej stopy jak i usta, ale jest tam więcej, dużo więcej… – Zmięła papirus w dłoni i rzuciła mężowi w twarz. Następnie smagnęła dwukrotnie jego plecy. – Mów! Mów, skoro chcę jeszcze wysłuchać twoich słów!

– To prawda, całowałem Jej stopy i usta…

– Ciekawe, co jeszcze? – Otrzymał kolejne uderzenie.

– Tajemny kwiat rozkoszy także, jeśli o to ci chodzi… I na całowaniu się nie skończyło, ale pewnie sama już o tym wiesz…

Spodziewał się kolejnych razów bicza, te jednak, o dziwo nie nastąpiły. W jakiś przedziwny sposób Ana wydawała się usatysfakcjonowana odpowiedzią Nefera.

– Czego ci brakowało? I dlaczego pisałeś te wiersze w tajemnicy? Dlaczego nie pisałeś ich dla mnie? Bo jestem zwykłą uzdrowicielką i mogłam tylko udawać Boską Królową?

– Ano, to nie tak…

– A jak? Czy do niej także zwracałeś się po imieniu? – zainteresowała się niespodziewanie.

– Bardzo rzadko, Ano. Najczęściej nazywałem Panią.

– W takim razie Mnie też tak nazywaj! – Znowu smagnięcie. – Gdybym wprowadziła taki zwyczaj i częściej używała bicza – co ona czyni chyba codziennie, sądząc po twoich plecach – to może ja byłabym twoją Królową i Boginią… Chciałam nią być…

– Ano… Pani… wybacz mi… może kiedyś zdołasz to uczynić…

– Nie wiem… To trudne po tym wszystkim, po tym, gdy w tajemnicy wielbiłeś inną!

– Tylko wielbiłem, jako odległą, nieosiągalną Boginię.

– No tak, ja byłam na miejscu, taka zwyczajna, zawsze dostępna! I gdy pojawiła się okazja, natychmiast skorzystałeś, by wkraść się w jej łaski.

– Okazja? Doniesiono na mnie, zostałem aresztowany, wywieziony do Stolicy, sądzony za obrazę Majestatu i sprzedany w niewolę!

– Sam sobie jesteś winien. Potem jednak trafiłeś w jakiś sposób na jej dwór, uczyniła cię swoim osobistym niewolnikiem, a nawet kimś więcej. Plotki o nowym faworycie dawno już dotarły do naszego prowincjonalnego Abydos… Przyznaj się zresztą, myśl, że ona czytała te wiersze nie była dla ciebie przykra. Pisałeś je z nadzieją, że kiedyś może to nastąpi, w jakiś nieprawdopodobny sposób, ale nastąpi. Ten, kto na ciebie doniósł, spełnił twoje tajemne pragnienia…

– Ano…

Przerwała mężowi smagnięciem bicza.

– Miałeś nazywać Mnie swoją Panią! Już o tym zapomniałeś? – Kolejne uderzenie. –           Jeżeli wobec niej okazywałeś podobną krnąbrność, to nic dziwnego, że zastaję cię przy wiośle, skutego łańcuchami, z mnóstwem śladów po batach! – Gniew Any powrócił i rozpalał się coraz bardziej. – Wiedziałam, że wielbisz dumne, władcze kobiety i dlatego starałam się być taką dla ciebie, gdy tylko tego chciałeś. Ale widocznie zbyt marnie udawałam Królową i Boginię!

– Nie udawałaś, Ano… Pani. Taka jest Twoja natura i za to też cię kocham…

– Ja także cię pokochałam i nie potrafiłam, po prostu nie potrafiłam okazywać wystarczającej dumy oraz okrucieństwa… Poszukałeś więc tego gdzie indziej. Ale teraz potrafię, sam się przekonasz!

Ustawiła się tak, by wygodnie operować biczem i zaczęła bez opamiętania chłostać Nefera. Z początku usiłował prosić o łaskę, nazywał Panią i Władczynią. Zwykle reagowała na takie słowa podczas ich dawnych zabaw, teraz jednak zdawały się tylko zwiększać jej gniew. Przez narastającą mgłę bólu zrozumiał wreszcie, że budzą w niej skojarzenia z Panią Obydwu Krajów. Zaprzestał więc błagań, skulił się i usiłował milczeć, ale wkrótce zaczął po prostu krzyczeć z powodu cierpień, jakich doznawał. Ana nie miała może siły wojownika, ale za to doskonale wiedziała, gdzie i w jaki sposób uderzyć, by sprawić najdotkliwszy ból. Korzystała z tej wiedzy z entuzjazmem, nie okazując śladu litości. Łaska nadeszła z zupełnie innej strony. Przed oczyma kapłana pojawiły się czerwone kręgi, ból zaczął się oddalać, stawał się nierzeczywisty, podobnie zresztą, jak całe otoczenie… Potem, po wszystkim, nie umiał stwierdzić, czy najpierw stracił przytomność i reszta była już tylko majaczeniem oraz wytworem jego wyobraźni, czy też Ana rzeczywiście odrzuciła w pewnej chwili bicz, usiadła na wioślarskiej ławie i – nie bacząc na to, że brudzi krwią swoją białą szatę – objęła męża ramionami. W jej oczach rozbłysły łzy. Tak czy inaczej, Nefera ogarnęła przynosząca ukojenie ciemność.

LV

Obudził się odczuwając palący ból pleców, dotykanych najprawdopodobniej czyimiś palcami, oraz słysząc niewyraźne odgłosy rozmowy. Niewyraźne, gdyż wszystko odczuwał i słyszał niewyraźnie, jakby z oddali. Oczu nie otwierał, nie znalazł na to siły. Kolejne ostrze bólu powiększyło rozdarcie w otulającej Nefera zasłonie. Poczuł, że leży na brzuchu na czymś miękkim, wygodnym, chłodnym i pachnącym ziołami oraz świeżością. Kajdany i łańcuchy zniknęły, została tylko niewolnicza obroża, którą zresztą nosił od tak dawna, że właściwie nie zwracał już na nią uwagi. No tak, jeszcze obręcze na genitaliach. Te zazwyczaj często przypominały o swoim istnieniu, ale teraz nie miało to żadnego znaczenia. Delikatne dłonie ponownie dotknęły pleców kapłana, kojąc najgorszy ból. Domyślił się, że ktoś nakłada na rany gojącą maść.

– Gorączka opada. Powinien wrócić do świata żywych. – odezwała się Amaktaris.

– Miał szczęście, jak zawsze. – Ten głos także rozpoznał bez trudu, należał do Any.

– To raczej twoja zasługa. Potrafisz bardzo zręcznie posługiwać się zarówno biczem, jak i przyborami uzdrowicielki.

– Nie próbuj udawać, że sama nigdy go nie wychłostałaś! – Ana przemawiała gniewnie, nie okazując śladu należnego Władczyni szacunku, ta jednak zdawała się nie zwracać na to uwagi.

– Ale nie aż tak. Tak bym chyba nie potrafiła. Nie jego…

– Zasłużył! – Żona wciąż nie zdradzała jakichkolwiek oznak litości.

– Pamiętaj, on jest tylko mężczyzną. Mężczyźni bywają bardzo słabi w pewnych sprawach. Trzeba im wiele wybaczać…

– Ja nie mam zamiaru niczego wybaczać. Nawet teraz, zamiast tego balsamu, chętniej wtarłabym w rany sól!

– Nie wierzę. Nie po tym, gdy przez trzy dni i noce czuwałaś przy jego posłaniu… Ale jeśli koniecznie chcesz, proszę bardzo. To może nawet okazać się ciekawe… Tylko odczekaj kilka dni. Mówię to jako uzdrowicielka. W tej chwili kolejny wstrząs zapewne bardzo by mu zaszkodził, a nie odpływamy jeszcze z Abydos.

Czyżby nadal przebywał na pokładzie królewskiej barki? Jeżeli tak, to mogły to być tylko prywatne apartamenty Najjaśniejszej, dokładnie rzecz biorąc, Jej sypialnia i Jej łoże… To nawet logiczne, tutaj można było przenieść Nefera najszybciej i bez wzbudzania niepotrzebnej sensacji. Tylko gdzie sypiała w takim razie sama Władczyni?

– Swoją drogą, to nawet zabawne. – kontynuowała Amaktaris. – Dwie najlepsze w Kraju uzdrowicielki zajmują się dniami i nocami jakimś niewolnikiem i jego plecami, które każda z nich zdążyła naznaczyć śladami bicza.

– Mówiłam już, że Nefer ma szczęście. To przecież oznacza jego imię.

– Tak, ma szczęście przyciągać uwagę niezwykłych kobiet…

– Kobiet… i bogiń! – W ustach Any to ostatnie określenie bardziej przypominało obelgę niż zaznaczenie statusu rozmówczyni.

– Sama prosiłaś Mnie o pomoc! – Tym razem Monarchini zareagowała ostrzej.

– Tak, prosiłam o pomoc, bo nie miałam już innej nadziei… Ale nie o taką pomoc, nie o to, żebyś zabierała mi męża!

– Ty sama zwróciłaś na niego Moją uwagę. Ty sama przysłałaś odpisy wierszy Nefera, a potem wskazałaś miejsce ukrycia oryginałów!

– A czy inaczej odpowiedziałabyś na moje prośby?

– Ja zawsze staram się pomagać…

– Ale o pomoc proszą cię tysiące, a my jesteśmy zwykłymi poddanymi z prowincji.

– Nie takimi znowu zwykłymi, ani on, ani ty sama. Przyznaj chociaż to!

– Ale moja prośba też była niezwykła, setki razy już żałowałam, że spotkałam w szpitalu ślepą staruszkę z Południa, która opowiedziała tę legendę, a potem, w desperacji, napisałam do ciebie. Czy odpowiedziałabyś, gdybym cię czymś nie zainteresowała?

Nefer przyjmował te rewelacje ze zdumieniem. A więc to nie arcykapłan Hethor, tylko Ana, jego żona, powiadomiła Królową o nagannych fantazjach męża? Pisała do Najjaśniejszej i otrzymywała odpowiedzi… Od jak dawna? I dlaczego, na wszystkich bogów i wszystkie boginie? Wytężał słuch, starając się jednocześnie w żaden sposób nie zdradzić, że odzyskał przytomność i jest niemym świadkiem tej rozmowy.

– Nie zaprzeczę, że opowieści o kapłanie, który wielbi stopy Moich posągów i pisze na Mój temat bardzo śmiałe wiersze zaciekawiły Mnie. Poleciłam go obserwować, a potem sprowadzić do Stolicy. Ale o tym wiesz. Gwoli prawdy, skoro już sobie wypominamy różne rzeczy, to nie przesłałaś wszystkich zwojów. Jeden znalazłam teraz przy ławie Nefera. Okazał się najciekawszy ze wszystkich…

– Dlatego nie chciałam, abyś go dostała!

– Może nie powinnam, ale nie potrafiłam się powstrzymać i przeczytałam.

– I co z nim zrobiłaś?

– Dołączyłam do pozostałych, w skrzyni Nefera. Mimo wszystko, należą do niego.

– Nic mnie to nie obchodzi. Nie chcę ich więcej widzieć ani o nich słyszeć.

– Ale nie dziw się, że Mnie zainteresowały.

– Podobnie jak ich autor!

– To prawda… Polubiłam go, nawet bardzo polubiłam…

– Ty polubiłaś Nefera, a ja go kocham! To znaczy, kochałam.

– Potrafi być krnąbrny, uparty, nieznośny, irytujący… – Królowa zdawała się nie słyszeć słów Any.

– Ma też mnóstwo innych wad… – W tej sprawie obydwie kobiety wydawały się zaskakująco zgodne.

– To dlaczego go kochasz? To znaczy, przepraszam, kochałaś?

– A ty? Dlaczego go polubiłaś? Bardzo polubiłaś?

– Bo przy wszystkich swoich wadach jest też naprawdę niegłupi. A to cecha niezmiernie rzadka u mężczyzn.

– I dlatego chcesz odebrać mi męża? Mogąc mieć każdego?

– Nefer nie jest każdym, ani dla Mnie, ani dla ciebie. Ale nie odbiorę ci go, nie mam takiego zamiaru…

– Nie wierzę! Uczyniłaś wiele, aby tak się stało. Czy myślisz, że to co robisz, da się ukryć? Że ludzie nie plotkują? Że skandaliczne opowieści z dworu Bogini nie krążą po Kraju? Uczty, polowania, nawet to, co dzieje się pod pokładem tego okrętu?

– Nic nie poradzę na to, co ludzie opowiadają. Jak słusznie zauważyłaś, jestem Boginią i stoję ponad tym. Ci, którzy rozsiewają plotki, wiedzą tak naprawdę bardzo niewiele. Tobie… Tobie mogę odpowiedzieć uczciwie. Tak, miałam taką pokusę, pokusę aby zapomnieć o Moich obowiązkach i zatrzymać Nefera przy sobie. Ale obiecuję, nie odbiorę ci męża, jeśli tylko zechcesz przyjąć go z powrotem.

– Nie wiem. Nadal go kocham, ale to trudne…

– Sama przyczyniłaś się do tego, co się stało. – Bogini nie zamierzała okazywać litości.

– Czy myślisz, że o tym nie wiem? Mówiłam już, że żałuję, iż uwierzyłam w te dawne opowieści. Ale wtedy nie widziałam innego wyjścia. A on nie musiał aż tak ochoczo rzucać się w twoje ramiona. Podobnie, jak ty nie musiałaś ich tak szeroko otwierać. Nie o to prosiłam. Wychłostałam go za to, co zrobił, ale tak naprawdę, to te baty bardziej należały się tobie!

– Nefer pewnie w jakiś sposób ich pragnął, na ile zdążyłam go poznać. Czuł się winny… Ja nie mam takich upodobań i raczej nie znajdziesz okazji, aby potraktować Mnie biczem.

– A ty, oczywiście, nie czujesz się winna.

– Nie bardziej niż ty. Gdy w grę wchodzą uczucia, wina nie ma żadnego znaczenia.

– I ty mówisz, że zamierzasz mi go oddać?

– Tak. Mam obowiązki, o których Królowej nie wolno zapomnieć, choćby nawet pragnęła tego z całej duszy… Jeżeli i ty, i on tego zechcecie, nie będę wam przeszkadzać… Tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.

– Cóż za szlachetność! Ale tymczasem nadal jest twoim osobistym niewolnikiem, leczysz go na swojej barce i zamierzasz zabrać ze sobą, gdy odpłyniesz z Abydos!

– Byłabym marną Panią, gdybym oddała niewolnika teraz, w takim stanie, nie uważasz? – Czy Królowa wypowiedziała jeden ze swoich specyficznych żartów? Chyba jednak nie. – Jest mi nadal potrzebny i mam wobec niego wielkie plany. Proszę cię, jeśli nadal go kochasz, poczekaj. Wyjdzie to na dobre i jemu, i tobie.

– I cóż to za plany? Zatrzymać Nefera w tym łożu?

– Dopóki nie wydobrzeje, owszem. Sama dałaś mi dobry powód. – Tym razem był to niewątpliwie żart.

– Czy… Czy w wiadomej sprawie dokonał się przynajmniej jakiś postęp? – Ana zadała to pytanie nadspodziewanie spokojnym i poważnym tonem.

– Za wcześnie o tym mówić. Nie chcę rozbudzać daremnych, być może, nadziei.

– A więc są jakieś?

– Może, ale to się dopiero okaże. I twój udział będzie nieodzowny.

– Jeżeli ma tu zostać za moją zgodą, to tylko pod jednym warunkiem, od którego nie odstąpię.

– Co masz na myśli?

– To! – Ana zakończyła wcieranie maści w dolną, mniej szlachetną część pleców Nefera i niezbyt delikatnym, za to stanowczym ruchem odwróciła pacjenta na bok. Przynajmniej powstrzymała się przed urażeniem ledwie zasklepionych ran. Wtedy pewnie trudno byłoby mu wytrwać w udawaniu nieprzytomnego. Zaskoczony i tak drgnął mimowolnie, ale obydwie kobiety zbyt zajęte były własnym pojedynkiem, by dostrzec ten objaw świadomości. Żona dotknęła palcem obręczy skuwających genitalia kapłana.

– To twoje dzieło, rzecz jasna. Chcę, żebyś je zdjęła!

– Czy ja dobrze słyszę? – Królowa nie ukrywała zdziwienia.

– Dostarczysz inny komplet i ja sama nałożę te pierścienie. Tak, abym to ja, i tylko ja, mogła je zdejmować. To mój warunek.

– To może przeszkodzić… w dalszych zabiegach. – odpowiedziała z wahaniem Amaktaris. Nefer nigdy dotąd nie słyszał w Jej głosie takiego braku pewności.

– Przy leczeniu ran na plecach i gorączki w niczym to nie zawadzi. A co do innych poczynań… Chcę w nich uczestniczyć, tak jak powiedziałaś. Od samego początku powinnam była tego zażądać.

– W stanie, do którego go doprowadziłaś, to i tak nie ma teraz znaczenia.

– Wydobrzeje. Mówiłam już, że zawsze ma szczęście. No i zajmują się nim przecież dwie najlepsze w Kraju uzdrowicielki.

– Niech tak będzie, skoro tego chcesz.

– Tak, chcę. Zrobimy to natychmiast. I nie próbuj mi wmawiać, że na pokładzie tak dobrze wyposażonego okrętu nie masz zapasowych obręczy.

Istotnie, pierścienie się znalazły. Królowa przywołała Anę do jednej ze skrzyń i udzieliła jej krótkiej instrukcji, jak się nimi posługiwać. Niestety, odeszły zbyt daleko od posłania i mówiły zbyt cicho, by Nefer zdołał dosłyszeć szczegóły. Doświadczył natomiast efektów tej rozmowy, gdy Władczyni wyćwiczonym ruchem dłoni usunęła stare obręcze, a Ana, mniej może wprawnie, ale całkiem pewnie nałożyła nowe. Następnie obie ponownie ułożyły kapłana na brzuchu. Zajmowały się nim jeszcze przez chwilę, sprawdzając temperaturę, wycierając zdrowe fragmenty skóry mokrymi ręcznikami, poprawiając pościel.

– To co mówiłam o twoich umiejętnościach uzdrowicielki nie było pustym komplementem. – odezwała się niespodziewanie Królowa. – Wiele słyszałam o twoich osiągnięciach w leczeniu chorób oczu. Nefer dużo o tym opowiadał, ale nie tylko on. Jesteś znana w Abydos. Chciałabym, jeśli pozwolisz, odwiedzić twój szpital i zobaczyć jak pracujesz.

– Naprawdę tego chcesz?

– Tak. Wiesz przecież, że interesuję się uzdrawianiem. Proszę…

– Będę zaszczycona… Wasza Wysokość.

Nefer odniósł wrażenie, że to zdanie, a zwłaszcza ostatni zwrot grzecznościowy, z trudem przeszły Anie przez gardło. Tym niemniej, stanowiło to jakąś oznakę osłabienia jej gniewu.

– Właściwie, to muszę Ci podziękować za hojną darowiznę dla szpitala. To naprawdę bardzo pomoże.

– Może nie powinnam o tym mówić, ale uczyniłam to na prośbę Nefera. Poprosił o ten dar jako o nagrodę za wykonanie ważnego zadania.

– Ciekawe, cóż to było za zadanie? – Ana ponownie okazała rezerwę.

– Nie, nie takie, o jakim pewnie pomyślałaś… Wymagało raczej rozumu i chłodnej głowy.

– No tak, szczęścia nigdy mu nie brakowało. Co do rozumu… Gdyby tylko zawsze umiał właściwie go wykorzystać… Nie powinnam przyjmować takiej darowizny… Ale nie tylko ja z niej skorzystam… Wielu innych także.

– Proponuję, abyśmy udały się do szpitala bez zwłoki. Neferowi i tak w niczym już teraz nie pomożemy. Nad jego dobrym sprawowaniem będzie czuwał Amar!

.

Przejdź do kolejnej części – Pani Dwóch Krajów LVI-LX

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witam,

kolejna część zdobywającej na NE coraz większą popularność historii niewolnika i kapłana Nefera w pełni dorównuje poprzedniczkom, jest napisana z talentem i rozmachem, a przede wszystkim – widać, że Autor dobrze się przy tym bawił. Uczucie to udziela się zresztą Czytelnikom, wraz z niżej podpisanym.

Wraz z głównymi bohaterami opowieści, królową i jej niewolnikiem poznajemy coraz to nowe regiony starożytnego Egiptu, coraz usilniej poszukując kryjącego się w trawie węża (czy też, bardziej z egipska, schowanego pod mętną wodą krokodyla). Bo że w końcu wychynie ze swojej kryjówki, nikt chyba nie ma wątpliwośći.

Egipt w opowieści Nefera to kraj kontrastów. Autor umiejętnie łączy idylliczną podróż po rzece z ciężkim losem wioślarzy, wykwintne ceremonie z opisem upokarzających kar cielesnych. Te sprzeczności sprawiają, że wykreowany przez niego świat jest wiarygodny, choć okrutny. Można go sobie wyobrazić, a przez to – przenieść się do niego na długie chwile. Uważam to – konsekwentnie kreowane uniwersum – za wielką wartość tego cyklu. Ale świat ten byłby pusty bez zaludniających bo, ciekawych postaci. Najbardziej fascynująca jest oczywiście Akataris. Mam nadzieję, że jej adwersarz nie będzie jej zanadto pod tym względem ustępował!

Pozdrawiam
M.A.

Doskonały odcinek. Szczególnie ta scena z Aną wymierzającą jakże słuszną karę Neferowi. Myślę że Szykujesz jakąś naprawdę poważną rolę dla Horkana. Odniosłem takie wrażenie już na początku.

Wytrysk w pochwie i jeszcze do tego w kąpieli. Trochę ryzykowne, nie Uważasz ? Tym bardziej na dostępne w tych czasach środki antykoncepcyjne. Zawsze mnie to dziwiło że Ty i Aleksandros nie Okazujecie nawet cienia troski o takie sprawy. Zupełnie jakby płodność kobiety była czymś czym można naturalnie sterować.

Witaj, Micku 🙂

Ciekaw jestem, jak Autor rozwiąże kwestię dużej nieostrożności Nefera i królowej… bo faktycznie – problem jest. Antykoncepcja starożytnych była niezbyt skuteczna. Tym bardziej, że pozycja społeczna Amaktaris czyni ewentualną ciążę bardzo niewygodną, a potencjalnie – katastrofalną dla całego państwa.

Ale twierdzenie, że ja nie okazuję troski o takie sprawy jest doprawdy niesprawiedliwe 🙂 Moi bohaterowie, szczególnie Kassander, często stosują popularny w starożytności (jak wskazuje Stary Testament) stosunek przerywany. Nie raz również – seks analny. Zapewne dwie najskuteczniejsze ówcześnie metody 🙂

Ponadto, akurat w moich opowieściach większość kobiet, z którymi uprawiają seks bohaterowie ma stosunkowo niski status społeczny (prostytutki, niewolnice). Ich ewentualna ciąża nie sprawiałaby wielkich kłopotów ani Kassandrowi, ani Demetriuszowi, którzy z łatwością uniknęliby społecznych konsekwencji nieplanowanego ojcostwa. W najgorszym wypadku pozostawało dzieciobójstwo – uznawane wówczas za normalny sposób załatwiania tego typu spraw. I nikogo by to nie uraziło, z wyjątkiem matki, która i tak nie miałaby nic do powiedzenia.

Tak, starożytność to była niezbyt humanitarna epoka.

Pozdrawiam
M.A.

No pamiętam jak Demetriusz i dramaturg spuszczali się w Fojbiane niemal na wyścigi. Nieprawdaż drogi Aleksandrosie ? Poza tym Raisa miała status niewolnicy ale Demetriusz ją kochał. Kto wie czy nie była w ciąży jak ją pocięli ci barbarzyńcy.

Drogi Micku:

A nawet gdyby Fojbiane zaszła w ciążę, to co z tego? Była cudzoziemską prostytutką – nie miała nawet jak udowodnić komukolwiek ojcostwa (bo przecież Demetriusz i Menander nie byli jedynymi jej kochankami). A gdyby któryś z nich uznał swe ojcostwo? Automatycznie przejąłby kontrolę nad dzieckiem i mógłby np. nakazać porzucenie go na pustkowiu. Myślę, że gdyby Fojbiane zaszła w ciążę, po prostu spędziłaby płód. Zbyt dużo kłopotu, za duże koszta (wywołane przerwą w pracy). Niewykluczone zresztą, że już nie raz to czyniła. W świecie antycznym aborcja i dzieciobójstwo były na porządku dziennym.

Co do Raisy, gdyby w istocie zaszła w ciążę, Demetriusz miał mnóstwo opcji. Mógł:
a) uznać dziecko. Zazwyczaj dziecko niewolnicy dziedziczyło jej status. Ale w momencie uznania przez obywatela Aten dziecko stałoby się wolne. Nie otrzymałoby obywatelstwa (ustawa Peryklesa mówiła, że obywatelem może być tylko potomek dwojga obywateli), ale mogłoby mieszkać w Atenach na prawach cudzoziemca;
b) nie uznawać dziecka. Wtedy otrzymałby po prostu kolejnego niewolnika;
c) nakazać Raisie spędzenie płodu
d) skazać urodzone dziecko na porzucenie (zarówno gdyby uznał dziecko – wtedy prawem ojca, jak i w sytuacji, gdyby nie uznał – prawem właściciela).

Tak więc wszystkie decyzje były po jego stronie. W tej sytuacji ciąża Raisy nie stanowiła dla niego żadnego zagrożenia. Zapewne jako prawy młodzieniec wybrałby rozwiązanie a). Nie wiązałoby się to ani ze skandalem obyczajowym, ani z jakimś obniżeniem jego statusu. Ateńczycy dopuszczali wszelkie zachowania seksualne wobec nieobywateli i niewolnych.

Pozdrawiam
M.A.

Myślę że Amaktaris wcielenie Izydy stosuje jakieś inne metody i raczej Nefer nie pokieruje fabułą tak by coś się wydarzyło. Ale co prawda, to prawda. Istotnie jest to ciekawe.

Przeczytaj jeszcze raz końcówkę – uważnie. Może odgadniesz o co chodzi.

Czyżby w kolejnych odcinkach pojawi się trójkąt ?
I jaką rolę odegra żona kapłana, czy nie trzyma z spiskowcami.

Odpowiedz

kolejny_z_rzedu_czytelnik

Szermierka słowna dwóch silnych kobiet – to się nadaje na scenariusz. Jak dialogi z „Psów”.

Przyzwyczaiłem się z dystansem podchodzić do braku realizmu, który zgodnie z wypowiedzią autora jest zamierzony. Jednak dwie sceny w powyższym odcinku (zazdrości i rozmowy dwóch kobiet) przekraczają, moim zdaniem, granice. Rozumiem potrzebę zwrotów w akcji takiego tasiemca fabularnego, ale wspomniane dwie sceny pasują bardziej do bajdy niż do opowieści.
Mam nadzieję, że kolejne odcinki wrócą na właściwy poziom.
Uśmiechy, Karel

Takie sceny są wynikiem socjalistycznego podejścia do monarchii. Pomiędzy niewolnym a suwerenem panują nieprzekraczalne granice i w opowiadaniu Nefera wiele jest takich kwestii na które rozum i wiedza krzyczą „WTF !”. Jednak kąśliwa uwaga na temat poziomu, nie wydaje mi się konieczna. Opowiadanie to jest fantastyką w której trzymanie się realiów nie występuje, bo nie ma realiów. Jest tylko z grubsza zarysowana sceneria będąca raczej karykaturą egipskiego świata antycznego. Zaś w tej karykaturze osadzona jest akcja w której zmyśleni bohaterowie zachowują się zgodnie z ograniczeniami autora. Dodam jeszcze tylko że to nie przytyk, bo każdy ograniczenia posiada. Czytałem kilkunastu autorów i nadal jest tylko dwóch na których dzieła, czekam. Nefer jest jednym z nich. A stosunek do niego mam jak do dobrodusznego pierdoły.

A mnie się podoba. Dobra rozrywka po ciężkim dniu.

Witam wszystkich.
Niepokojąca uważnych Czytelników sprawa braku ostrożności Amaktaris i Nefera może mieć różne przyczyny. Starożytni znali sposoby zapobiegania poczęciu (prawda, nie zawsze skuteczne – jak i dziś) i królowa jako uzdrowicielka powinna być w tych sprawach biegła – to raz. Nefer może być bezpłodny, w końcu mają z Aną problem z poczęciem potomstwa – to dwa. Może też jednak pojawić się inne wytłumaczenie. W każdym razie, kwestia ta zostanie w dalszym toku opowieści wyjaśniona.
Ana to silna kobieta, znająca swoją wartość, która znajdzie jeszcze okazję, aby tę wartość pokazać.
Horkan to również bohater rozwojowy i odegra sporą rolę w nadchodzących wydarzeniach.
Najgroźniejszy wróg tymczasem czeka na właściwy czas.

Karel G.: Literatura zawsze jest w mniejszym lub większym stopniu bajdą więc i moja opowiastka może nią być. A zielonych ludzików nie zamieszczam. (-:

Mick: Za tego pierdołę jeszcze się z Tobą policzę. Każę Cię rzucić krokodylom na pożarcie, gdy tylko zdobędę odpowiednią pozycję i władzę. (-:

Lily i M.A. : Macie rację, głównym celem tej pisaniny jest rozrywka. Najpierw autora, potem, mam nadzieję, Czytelników.

Pozdrawiam

Neferze, przepraszam, źle się wyraziłem. Miałem na myśli to że Nefer żyje głównie dzięki temu że ma szczęście. Gdyby Amaktaris spóźniła się choćby pół godziny, Nefer został by w kanale. Oczywiście nie brak mu przymiotów ale pozostaje w Twojej powieści, raczej dzieckiem szczęścia. Nie mogę się doczekać następnego odcinka.

Hej. Nie ma sprawy, to wszystko żarty. (-: Rzeczywiście, Nefer ma szczęście – to zresztą oznacza jego imię. Akcję na folwarku królowa wprawdzie zaplanowała, ale czy to jedna operacja zawaliła się z powodu opóźnień? Wkrótce jednak kapłan-niewolnik znajdzie inne okazje, by wykazać się pewnymi zaletami. Ćwiczy wprawdzie z oszczepem ale raczej nie będzie to rola herosa-wojownika. Pozdrawiam i zapraszam.

Ależ już Stworzyłeś wojownika. Nefer umie władać bronią dystansową, jest procarzem. No i nie stracił zimnej krwi z tymi lwami. Czyli ma serce i umiejętności. Nauka strzelania z łuku wymaga siły fizycznej. Przekłada się ona na siłę naciągu i zasięg. Rzucanie oszczepami jeszcze większej siły. Nie jestem pewien czy to prawda z tym że władać oszczepem można nauczyć każdego. Pewnie tak, jeśli się zacznie od dziecka. Za to pewnie można nauczyć szermierki. Mistrz to już raczej nie będzie ale odrobinę szczęścia i będzie lepiej.

Hej.
Miałem na myśli to, że można nauczyć podstaw posługiwania się oszczepem. Nefer w żadnym wypadku mistrzem oręża nie zostanie, chociaż przyjdzie taka chwila, że i te umiejętności, które posiadł, bardzo się przydadzą. Jego najważniejszym orężem jest głowa, może też język. A bez odrobiny szczęścia nikt nic nie zwojuje. Pozdrawiam.

Jedno i to samo. Zupełnie jak „strzeż się czoła pociągu” zamiast „strzeż się pociągu”. Jeśli Wiesz co mam na myśli.

Dlaczego Ana tak spoufala się z Królową? Dziwne. Sądziłam, że uzasadnisz to w tekście. Wpadł mi do głowy pomysł, że łączy je pokrewieństwo 🙂 Czyżby bezczelnością dorównywała mężowi? A to się dobrali 🙂

Nefer sam w tej chwili nie wie, o co tu chodzi. Dowie sie z czasem. Twój pomysł jest bardzo logiczny (przez matkę Królowej, oczywiście) i kto wie, może go jeszcze wykorzystam? A bezczelnością, czy raczej siłą charakteru o wiele przwyższa małżonka, co da się zauważyć także wprzyszłości. Pozdrawiam.

Bardzo ożywiona dyskusja. Tym razem Nefer nie wykazał sìę swoim rozumem i sprytem. Stawił czoło Kobiecie, Bogini i Królowej dlatego zebrał baty. Powinien wiedzieć, że jako niewolnik nie ma prawa głosu. A tu doszła zazdrość ,ltórej okazywanie było ostatnim gwoździem do przyslowiowej trumny. Choć trzeba prxyznać ze Amaktaris i tak łagodnie potraktowala jego zuchwałość. Praca przy wiosłach wzmocniła go .fizycznie i pozwolila na poprawę sylwetki a baty nie były srogie. Natomiast Ana wykazała się typową dla wielu kobiet niekonsekwencją. Sama doniosła do.Amaktaris o jego uwielbieniu i wierszach a potem prawie zatłukła go batem, kiedy się okazalo że uwielbia Królową i zaspakaja Jej wszelkie zachcianki. Z jednej strony chciala dziecko ( zabobon) a z drugiiej na co liczyła? Jeśli Królowa nie kupiła by Nefera to czekała go śmierć w męczarniach. W sumie jest pionkiem rozgrywanym przez dwie władcze i zazdrosne Kobiety. Pozdrawiam serdecznie Autora . AnonimS

Nie da się ukryć, że rozum Nefera w zadziwiający sposób zawodzi, gdy chodzi o kobiety, które kocha. Ale to nierzadka przypadłość. Do statusu niewolnika nie zdążył się tak naprawde przyzwyczaić, tym bardziej, że traktowany był w sposób szczególny. Otrzymał umiarkowanie surową lekcję, czy jednak okaże się ona skuteczna? Co do reakcji Any, to czyż podobne niekonsekwencje nie są raczej częste u przedstawicielek płci pięknej, zwłaszcza, gdy chodzi o sprawy emocjonalne? Pozdrawiam.

Jako kobieta chyba właśnie poczułam się obrażona 😉

Mam nadzieję, że sama nie wykażesz się konsekwencją trwania w tym stanie i nie weźmiesz nam za złe naszych pogwarek, skoro nawet obydwie bohaterki wybaczyły ostatecznie Neferowi. -:)

Niestety bywam znacznie bardziej konsekwentna niż one…

Napisz komentarz