Pani Dwóch Krajów XLI-XLV (Nefer) 4.67/5 (3)

Relief asyryjski przedstawiający scenę polowania

Relief asyryjski przedstawiający scenę polowania

XLI

Obudziły go promienie stojącego wysoko słońca. Było już zapewne po porannym posiłku dla załogi i wioślarzy, toteż mógł tylko do woli napić się czystej wody ze stojącego przy maszcie dzbana. Do obmycia musiała wystarczyć woda z Rzeki, której nabrał przywiązanym na sznurze wiadrem. Pomyślał przelotnie, w jaki sposób podobne potrzeby zaspokaja Boska Pani. Znając Jej upodobanie do długich kąpieli i pamiętając o wczorajszych przygotowaniach był przekonany, że wnętrze apartamentów Amaktaris kryje przeznaczone do tego celu luksusowe pomieszczenie. W Pałacu nie miał dostępu do takich miejsc, tutaj, na okręcie, być może będzie miał okazję zaspokoić ciekawość. Biorąc pod uwagę ostatnie wypadki, było to przypuszczenie całkiem realne… Usadowił się wygodnie na dziobie i obserwował mijane powoli brzegi, podczas gdy barka wraz z resztą flotylli płynęła majestatycznie w górę Nilu.

Nikt nie zwracał na niego uwagi, ani nie miał żadnych poleceń. Nikt też uprzednio nie obudził Nefera, gdy wydawano posiłek. Uwidaczniało to jego niezwykłą sytuację. Z jednej strony był niewolnikiem, jak setki innych, z drugiej pozostawał osobistą własnością Królowej, Jej ulubioną aktualnie zabawką. Po wydarzeniach poprzedniego wieczoru, których nie dało się przecież ukryć, wszyscy na okręcie musieli być o tym przekonani. I zapewne rzeczywiście był tylko zabawką Bogini, szukającej wytchnienia po trudach ostatnich, męczących dni. Nie powinien ulegać żadnym złudzeniom związanym z tym, jakiego rodzaju rozrywek życzyła sobie zaznać… Przesuwające się przed oczyma Nefera pola uprawne i kolejne wioski przypomniały mu, iż z każdą chwilą zbliża się do odległego jeszcze Abydos, do możliwego i prawdopodobnego spotkania z Aną. Jak stanie przed obliczem żony? Jak ona go przyjmie? I jakie plany ma w związku z tym spotkaniem Królowa Amaktaris? Z pewnością coś planowała, skoro zadawała sobie tyle trudu, zajmując się sprawami jego rodziny. Czy miała to być jeszcze jedna forma zabawy Władczyni?

Z tych niezbyt wesołych rozmyślań wyrwał go widok Królowej opuszczającej swoje apartamenty. Skierowała się do przygotowanego dla Niej ustronia na dachu nadbudówki. Służki wniosły tam za Panią naczynia z napojami i przekąskami, wkrótce pojawiły się ponownie, dźwigając tym razem kufry z dokumentami. Najwidoczniej Najjaśniejsza także długo odsypiała wrażenia wczorajszego wieczoru, teraz jednak wracała do pracy i obowiązków – co prawda w bardzo przyjemnym otoczeniu. Nefer spodziewał się wezwania i nie pomylił się, jedna z niewolnic przyniosła mu takie polecenie.

– Zbliż się, niewolniku. – rozkazała Władczyni, gdy tylko w stosowny sposób upadł na kolana. W Jej dłoni rozbłysnęły znajome obręcze i już po chwili ponownie nosił znak swego szczególnego statusu. Okazało się jednak, że Najjaśniejsza miała też dla niego inne polecenia.

– Weź tę skrzynkę i zapoznaj się ze zgromadzonymi w niej dokumentami. Nie spodziewałeś się chyba, że będziesz próżnował przez całą drogę? – zażartowała. – Masz na to czas do jutra. Jestem ciekawa twojej opinii.

W żaden sposób nie nawiązała do wydarzeń minionego dnia i ruchem dłoni odprawiła Nefera, zatapiając spojrzenie w jakimś zwoju papirusu. W skrytości ducha liczył na poczęstunek i spóźnione śniadanie, Królowa najwyraźniej potraktowała jednak serio zapowiedź pilnowania diety osobistego niewolnika. Mógł tylko ponownie napić się wody na głównym pokładzie. Służki porządkujące apartamenty Władczyni nie przeszkadzały mu, gdy odnalazł swój skromny dobytek i zaopatrzył się w czysty zwój papirusu oraz przybory do pisania. Powrócił następnie na dziób, zadowolony, że ma jakieś zajęcie, pozwalające odegnać myśli o własnej, skomplikowanej sytuacji oraz uczuciach.

Pierwszy z dokumentów w szkatułce okazał się po prostu donosem, bo trudno było nazwać inaczej ten anonimowy list. Nieznany autor powiadamiał Władczynię, zachowując zresztą należną formę i stosowne tytuły, iż niejaki Toros – zarządca jednego z królewskich folwarków w okolicach Nennesut – przywłaszcza należne Tronowi dochody. Podawano konkretne liczby dotyczące skradzionego ziarna, zwierząt oraz sprzeniewierzonego srebra, uzyskiwanego ze sprzedaży plonów folwarku. Zarządca miał to czynić od trzech lat, czyli od chwili objęcia swej funkcji. Całość sprawiała bardzo wiarygodne wrażenie. Dopisek poniżej właściwego tekstu informował, że list trafił do królewskiej kancelarii dwudziestego dnia miesiąca wzrostu jęczmienia, a więc już jakiś czas temu.

Kolejne zwoje zawierały oficjalne wykazy dochodów w srebrze i w naturze, wpływających przez ostatnie dziesięć lat do  królewskiego skarbca i spichrzów z wszystkich monarszych folwarków w okręgu Nennesut. Nefer jęknął w duchu. Czekało go mnóstwo pracy, jeżeli chciałby przegryźć się przez to wszystko. Zaczął od dochodów tego konkretnego folwarku. Istotnie, od chwili objęcia zarządu przez Torosa wpływy znacząco spadły i utrzymywały się na stosunkowo niskim poziomie. Przypomniał sobie, iż wszystkie wylewy Rzeki za panowania Amaktaris były dotąd bardzo obfite i pomyślne, w czym bogowie z pewnością objawiali życzliwość dla swej Siostry zasiadającej na Tronie Obydwu Krajów. Skąd więc ten spadek dochodów? Pobieżnie przejrzał wykazy dotyczące dwóch innych folwarków w okolicy miasta. Tam wpływy nie spadły, co oznaczało, iż okręg Nennesut nie był żadnym wyjątkiem i też korzystał z łaskawości bogów, zsyłających dobre plony. Wszystko wydawało się więc jasne. Mógł odłożyć zwoje i zająć się leniwym kontemplowaniem widoków. Tylko dlaczego Najjaśniejsza obarczyła go tak prostym zadaniem i oczekiwała opinii w oczywistej sprawie? Z westchnieniem wrócił do zwojów, zdecydowany dokładnie zapoznać się z ich zawartością. To i tak było lepsze od niechcianych myśli, które nawiedzały go z braku zajęcia.

Po jakimś czasie zauważył pewną prawidłowość. Dochody folwarku były zawsze wyraźnie niższe niż innych w okolicy. Może gospodarstwo było źle położone i miało słaby dostęp do wody? Przetrząsając skrzynkę znalazł pochodzący jeszcze z czasów poprzedniego Faraona okresowy opis posiadłości monarszych w okręgu. Takie spisy sporządzano co dwadzieścia lat. Glebę i nawodnienie folwarku określono tu jako zadowalające, miał też zbliżoną do innych powierzchnię upraw. Dlaczego więc gospodarstwo od dłuższego czasu przynosiło marne dochody? Czyżby poprzedni zarządcy też kradli, a obecny czynił to tylko na większą skalę? Uznał to za mało prawdopodobne pod czujnymi rządami Ojca Najjaśniejszej i obecnie samej Królowej. Nie przez tak długi czas.

Dostępny opis gospodarstwa był już dość stary, pochodził sprzed piętnastu lat. Może sytuacja pogorszyła się od tej pory? Może kanały nawadniające zamuliły się i nie oczyszczono ich odpowiednio? Przypomniał sobie z niedawnych doświadczeń, jak ciężkie i pracochłonne było to zadanie. Jeżeli rzeczywiście tak się stało, to być może Toros starał się temu zaradzić po objęciu funkcji i podjął stosowne prace. To wymagałoby, oczywiście, najęcia większej liczby robotników, których należało opłacić i wyżywić. Dochody musiały więc na jakiś czas spaść jeszcze bardziej. „Temu folwarkowi warto się przyjrzeć.” – Pomyślał. – „No i ciekawe, kto oraz w jakim celu wysłał ten donos”.

Może chodziło tu o zwykłe zawiści i lokalną rywalizację o stanowisko, a może o coś więcej. Autor donosu nie mógł przewidzieć, że Władczyni wkrótce osobiście odwiedzi Nennesut, decyzję tę podjęła całkiem niedawno. Miał za to najpewniej dostęp do wykazów skarbowych, które na pierwszy rzut oka potwierdzały podnoszone zarzuty. Był to więc prawdopodobnie ktoś wysoko postawiony. Może chciał pozbyć się niewygodnego i energicznego sługi Królowej? Cała ta sprawa wyglądała na coraz bardziej skomplikowaną. Zwrócił jeszcze uwagę, że folwark graniczył z posiadłościami świątyni Chnuma – Barana, głównego boga czczonego w Nennesut.

Oderwawszy się od papirusów zauważył, że zrobiło się już późne popołudnie. Okręty zakotwiczyły na Rzece i powtórzyła się wczorajsza procedura kąpieli oraz posiłku wioślarzy. Wreszcie mógł coś zjeść, do Rzeki jednak nie wskoczył. Nie spodziewał się dziś wezwania. To nie byłoby w stylu Najjaśniejszej, która lubiła zaskakiwać swym zachowaniem. Nie omieszkała natomiast wziąć wieczornej kąpieli, przygotowanej podobnie, jak poprzedniego dnia. Na wszelki wypadek odczekał jeszcze jakiś czas, tak jak przewidywał – wezwania jednak nie otrzymał.

Tego wieczoru nie żeglowano już w ciemnościach. Upewnił się, że zamknięta skrzynka z dokumentami tkwi pewnie wciśnięta w załom burty i usnął w swoim kącie na dziobie kołyszącego się lekko na kotwicy okrętu.

Następnego dnia obudził się wystarczająco wcześnie, by zdążyć na śniadanie marynarzy i wioślarzy. Podawano je na zimno: placki, jakieś warzywa, kawałki ryby. Niespiesznie odbył czynności związane z poranną toaletą i czekał na wezwanie albo pojawienie się Królowej. Czekał długo. Najwidoczniej Najjaśniejsza korzystała z podróży, by oddawać się nieczęsto doświadczanej przyjemności przesypiania poranków. Nawet gdy wyłoniła się w końcu z apartamentów i podobnie jak poprzedniego dnia przystąpiła do pracy na dachu nadbudówki, przez długi czas nie wzywała osobistego niewolnika. Przypuszczał, że może daje mu czas na dokończenie studiowania dokumentów, wszystko, co zdołał z nich wyczytać, przemyślał jednak już wcześniej. Wezwanie nadeszło dopiero około południa, przekazane przez służkę donoszącą jakieś napoje do ustronia Najwspanialszej.

 – I co sądzisz o zwojach, które poleciłam ci zbadać? – spytała pozornie bez większego zainteresowania.

 – Najjaśniejsza Pani, moim zdaniem zarządca Toros jest niewinny, a temu folwarkowi warto przyjrzeć się bliżej.

– Dlaczego tak sądzisz? – Poprzednie znudzenie było najwyraźniej udawane, spoglądała bowiem teraz na niego z uwagą. Szybko wyłożył swe argumenty, starając się zrobić to zwięźle i jasno.

– Trudno w tej chwili wyrokować czy zarządca jest niewinny, ale Mnie też ta sprawa wydała się podejrzana. – przyznała po chwili. – Byłam natomiast ciekawa, jak ty ją ocenisz i jakie wyciągniesz wnioski. – Sprawiała wrażenie zadowolonej z  odpowiedzi Nefera, jak nauczyciel z pracy zdolnego ucznia. – Przechowaj te dokumenty, postaram się znaleźć okazję, by bez wzbudzania podejrzeń odwiedzić folwark.

Nefer skłonił się bez słowa, dumny z ukrytej w słowach Władczyni pochwały.

– Jutro rano dopłyniemy do Nennesut. – kontynuowała. – Moglibyśmy dotrzeć tam już dzisiaj wieczorem, ale to nie byłaby dobra pora na oficjalne przybycie Królowej i Bogini, nie sądzisz? Dlatego wkrótce staniemy na kotwicy, w pewnej odległości od miasta.

Wpatrywała się w kapłana z lekko kpiącym uśmiechem, który zapowiadał zwykle jakieś niespodzianki.

– Miałam cię ukarać za spóźnienie w dniu wyjazdu, chyba o tym nie zapomniałeś? Otóż wybrałam stosowną karę. Będziesz towarzyszył Królowej podczas uroczystości związanych z przybyciem do miasta. Sam się przekonasz, jak bardzo surowa to kara. – dodała z niewesołym tym razem uśmiechem. – Poniesiesz szkatułkę z kadzidłem, które Władczyni spali w ofierze w świątyniach Nennesut. To zresztą nie wszystko.

Sięgnęła po zwój papirusu.

– Oto spis darów Królowej dla świątyń. Są załadowane na innych okrętach. Powierzam ci ich zebranie, stosowny podział oraz zorganizowanie transportu. Nomarcha Nennesut przyśle na przystań tragarzy i niewolników, reszta należy do ciebie. Gdy tylko się zatrzymamy, możesz skorzystać z łodzi łącznikowej. Weź Mój pierścień. Liczę, że wszystko przebiegnie sprawnie. – Uśmiechnęła się czarująco, podając spis oraz ściągniętą z palca obrączkę z oprawionym w złoto i ozdobionym królewskim znakiem kamieniem. – A teraz bierz się do pracy. – Odprawiła niewolnika ruchem dłoni.

Istotnie, mógł już zapomnieć o leniwym wylegiwaniu się na pokładzie. Resztę dnia spędził krążąc pomiędzy należącymi do flotylli transportowcami, wyszukując właściwe dary: dzieła złotników, cenne pachnidła i olejki, skóry, kość słoniową, strusie pióra. Były nawet sporych rozmiarów belki kosztownych gatunków drewna, których transport miał sprawić najwięcej kłopotów. Około połowę darów przeznaczono dla świątyni Chnuma, boga mniej może popularnego w innych częściach kraju, władającego jednak w Nennesut. Pierścień Władczyni otwierał przed Neferem luki wszystkich ładowni, ale i tak zgromadzenie i podział darów oraz ustalenie sposobu i kolejności ich jutrzejszego wyładunku zajęły mu czas do późnego wieczora. Nie zdążył ani na popołudniową kąpiel, ani na kolację. Chyba jednak było mu przeznaczone zadowalać się podczas tej podróży jednym posiłkiem dziennie. Gdy zmęczony wrócił w końcu do swego ulubionego miejsca na dziobie królewskiej barki i rozłożył matę do spania, był tym razem szczerze zadowolony, iż nie oczekiwało na niego żadne wezwanie z apartamentów Władczyni. Zapewne Świetlista Pani także pragnęła wytchnienia przed nadchodzącymi obowiązkami.

Następny ranek też okazał się pracowity dla wszystkich członków orszaku. Co gorsza, posiłek dla marynarzy i wioślarzy opóźniono tego dnia do chwili zacumowania w porcie, gdzie załogi okrętów mogły spokojnie odpocząć. Nefer ponownie musiał się więc zadowolić czystą wodą i starannie przeprowadzona toaletą. Tymczasem pospiesznie zmieniano wygląd nadbudówki, usuwając meble, parawany i donice z kwiatami umieszczone tam uprzednio dla wygody Najjaśniejszej. Ich miejsce zajął sprowadzony z transportowca złocisty tron Królowej i Bogini, który wygodzie swej Właścicielki z pewnością nie służył. Razem z tym monumentalnym siedziskiem pojawili się niewolnicy z wachlarzami, a wkrótce na pokładzie zaroiło się od członków formującego się orszaku Władczyni. Ona sama nadal przebywała wewnątrz apartamentów, czyniąc zapewne przygotowania do uroczystego wystąpienia. Efekt tych starań Nefer mógł ujrzeć jako jeden z pierwszych, gdy niespodziewanie wezwała go przed swe Oblicze. Przybrała już oficjalną postać Bogini, w złocisto-białej szacie, bogatej biżuterii i, oczywiście, z wszystkimi insygniami władzy.

– Czy przygotowałeś wyznaczone dary? – upewniła się.

– Tak, o Świetlista Pani! Czekają na jednym z transportowców.

– Dobrze, udasz się tam bez zwłoki i dopilnujesz wszystkiego na przystani oraz podczas pochodu. Gdy jednak orszak dotrze do każdej kolejnej świątyni, masz stać tuż za Mną i nieść kadzidło. – Wskazała solidnych rozmiarów, ozdobną szkatułkę z kosztownego drewna. – Nie wolno ci odstąpić Mojej Osoby, takie jest życzenie i rozkaz Królowej. Obawiam się, że znowu przepadło ci dziś śniadanie? – Niespodziewanie zmieniła temat.

– Tak, o Najwspanialsza.

– To ci nie zaszkodzi… Ponieważ jednak jest w tym trochę Mojej winy, postanowiłam wynagrodzić brak śniadania widokiem Królowej i Bogini w pełni chwały. Uważasz, że wywrę odpowiednie wrażenie na mieszkańcach Nennesut? – Najwyraźniej drażniła się z osobistym niewolnikiem.

– Oczywiście o Pani, wszyscy padną do Twych stóp, oddając Ci cześć.

– Miałam nadzieję, że jako pierwszy uczyni to pewien kapłan-niewolnik…

Nefer natychmiast skorzystał z zezwolenia złożenia hołdu Władczyni. Oderwał usta od Jej stóp dopiero wówczas, gdy nakazała mu wstać. Istotnie, nie było już wiele czasu, a zarówno Boginię jak i Jej sługę czekały liczne obowiązki.

– Nie zapomnij szkatułki, a Mój pierścień tymczasem zatrzymaj. Może ci się przydać na przystani. – Odprawiła Nefera, ale i tak ta krótka rozmowa dodała mu pewności siebie przed czekającymi go wyzwaniami.

Zdążył jeszcze przeprawić się na transportowiec i flotylla ruszyła w stronę nieodległego miasta. Amaktaris zasiadła już na niewygodnym tronie, przyjmując postać wyniosłej Bogini. Po pewnym czasie na zachodnim brzegu pojawiły się pierwsze zabudowania, a na Rzece coraz liczniejsze łodzie. Gdy królewska barka przybiła do przystani, Najjaśniejsza z godnością zstąpiła z tronu i zeszła na nabrzeże, gdzie na rozległym placu oczekiwał już nomarcha w otoczeniu miejscowych urzędników, dowódców wojskowych i znaczniejszych mieszkańców miasta. Wszyscy oddali Władczyni należny hołd. Powitawszy ich łaskawie, zajęła miejsce w wyładowanej tymczasem z transportowca lektyce.

Nefer przyglądał się powitaniu Królowej tylko przelotnie. Od chwili, gdy statek na którym płynął przycumował do przystani, miał pełne ręce roboty przy dopilnowaniu wyładunku darów i przydzielaniu ich tragarzom. Niewolników przysłano na czas, a sprawujący nadzór pomniejszy urzędnik – ujrzawszy tylko pierścień z królewskim znakiem – natychmiast oddał swych podwładnych oraz towarzyszących im kilkunastu żołnierzy eskorty pod rozkazy Nefera. Sam udał się pospiesznie na plac, by nie stracić okazji ujrzenia Monarchini. Niewolni tragarze okazali się  jednak bandą nierozgarniętych osłów, wykazujących zadziwiającą zdolność ignorowania lub przeinaczania wydawanych im poleceń. Kapłan miał szczerą ochotę chwycić bicz i bez zwłoki wychłostać przypadkowych podkomendnych. Na szczęście powitalne przemówienia przeciągnęły się nieco i wraz z powierzonymi mu ludźmi oraz darami zdążył zająć stosowne miejsce w środkowej części orszaku.  Niesiona w otwartej lektyce Bogini wyruszyła teraz główną ulicą w stronę widocznej z daleka świątyni. Na trasie pochodu zebrały się tłumy mieszkańców miasta. Entuzjastycznie witali przybyłą Władczynię. Co prawda, i tak zobowiązani byli upaść na kolana oraz pochylić głowy, gdy mijała ich królewska lektyka, ale pełne czci i uwielbienia okrzyki, uśmiechy na twarzach, a także ogólna atmosfera radosnego święta nie pozostawiały wątpliwości, iż Amaktaris Wspaniała cieszy się miłością ludu. Rozstawieni wzdłuż ulic i pilnujący porządku żołnierze chronili Królową raczej przed nadmiernymi objawami adoracji niż przed realną groźbą jakiegoś niebezpieczeństwa.

Orszak dotarł wreszcie do świątyni Chnuma, największej i najbogatszej w Nennesut. Po przekroczeniu strzeżonej przez wyniosłe pylony bramy, Królowa wysiadła z lektyki na otoczonym kolumnami, zewnętrznym dziedzińcu. Witający Władczynię arcykapłan Meren wywarł na Neferze nieprzyjemne wrażenie. Chudy i zasuszony, przypominał w jakiś sposób Hethora z Abydos. Przewidziane etykietą słowa powitania oraz hołdu wygłaszał z pewnym ociąganiem, wzrokiem głodnego sępa szacował natomiast ofiarowane przez Monarchinię dary. Na znak Najjaśniejszej Nefer polecił złożyć je swym podwładnym na środku dziedzińca. Szczęśliwie odbyło się to bez zakłóceń. Arcykapłan zaprosił następnie Królową do wewnętrznych pomieszczeń. Wraz z Amaktaris udało się tam tylko kilkunastu towarzyszących Jej dostojników. Pamiętając o wydanych mu rozkazach, Nefer także dołączył do tej grupki. Niesiona w rękach kosztowna szkatułka z kadzidłem sprawiła, iż nikt nie próbował go zatrzymać. Za przybyłymi zamknęły się ciężkie, brązowe wrota. Znaleźli się w rozległej, oświetlonej przebitymi wysoko otworami komnacie.

– Czcigodny arcykapłanie, pragnęłabym teraz złożyć osobistą ofiarę Wielkiemu Chnumowi.

– Oczywiście, o Pani! Proszę za mną! – Hierarcha udał się w stronę przejścia prowadzącego do wewnętrznej, tajemnej komnaty z posągiem boga. Skinął na kilku kapłanów niższej rangi, by podążali za nim i Królową, niosąc zapalone lampy.

Amaktaris posłała Neferowi rozkazujące spojrzenie, bez zwłoki ruszył więc za swoją Panią, dzierżąc przed sobą skrzynkę z wonną żywicą.

– Ten niewolnik nie może wejść do sanktuarium! – Ostry głos Merena zwrócił uwagę wszystkich obecnych.

– To Mój osobisty sługa i niesie dar Królowej dla Wielkiego Chnuma.

– Niech odda szkatułkę jednemu z wtajemniczonych kapłanów! – Hierarcha nie zamierzał ustępować.

– Jestem Żywym Wcieleniem Izydy na Ziemi i odwiedzam Mojego Krewnego, boga Chnuma.  Życzę sobie, aby to Mój niewolnik zaniósł przeznaczony dla boga dar. Nie sądzę, aby Wielki Chnum odmówił tej drobnej uprzejmości swojej Umiłowanej Kuzynce. – Królowa przemawiała zwodniczo łagodnym tonem.

– Ten niewolnik w żadnym wypadku nie przekroczy progu sanktuarium! Nawet Twój rozkaz tego nie zmieni! – Czując się pewnie, Meren pozwolił sobie na nutę triumfu w głosie i ledwie zachowywał uprzejmość.

Władczyni ponownie rzuciła Neferowi znaczące spojrzenie.

– Czcigodny panie! – Postawił szkatułkę na posadzce i postąpił kilka kroków ku arcykapłanowi. – Zechciej spojrzeć na to.

Wykonał sekretny znak rozpoznawczy wtajemniczonych w Misteria. Ustawił się w taki sposób, by ruchy dłoni mogli ujrzeć stojący obok kapłani, pozostały one natomiast niedostrzegalne dla innych osób obecnych w komnacie.

– Czy nadal zamierzasz kwestionować wolę Królowej? To wola samych bogów, nie zapominaj o tym! Mój sługa wejdzie do siedziby Chnuma! – Najjaśniejsza wygłosiła te słowa tonem tak dobitnym, jak gdyby chodziło o ważną sprawę państwową, a nie o drobną sprzeczkę dotyczącą jakiegoś tam niewolnika.

Skinęła na towarzyszących hierarsze kapłanów i ruszyła ku przejściu, nie czekając na zaskoczonego Merena. Nefer pospiesznie podniósł szkatułkę i podążył za swoją Panią. Dostojnik przeszył go nienawistnym wzrokiem i z trudem zdołał się powstrzymać przed jawnym okazaniem wściekłości. Przez całą ceremonię w sanktuarium oraz podczas późniejszego, lodowatego pożegnania na dziedzińcu, rzucał jadowite spojrzenia w stronę tajemniczego kapłana-niewolnika, niewiele lepiej traktując samą Boginię. Nefer opuścił świątynię Chnuma z prawdziwą ulgą, czując, że zyskał jeszcze jednego wroga.

O dziwo, w kolejnych przybytkach, które odwiedzili, Królową Amaktaris przyjmowano bardzo przyjaźnie, niemal serdecznie. Najwidoczniej wiadomość o nauczce danej dumnemu arcykapłanowi Chnuma szybko obiegła miasto, nie martwiąc bynajmniej jego miejscowych kolegów.  Nikt też nie kwestionował prawa Nefera do towarzyszenia Najwspanialszej w sanktuariach, a i jego traktowano życzliwie, z ostrożnym szacunkiem. Tym niemniej ceremonialne wizyty ciągnęły się bez końca i był już solidnie głodny oraz zmęczony, gdy po odwiedzeniu ostatniej świątyni orszak skierował się ku pałacowi nomarchy, gdzie przygotowano dla Władczyni powitalną ucztę.

Wbrew obawom Nefera, bankiet okazał się naprawdę udany. Nastrój kapłana poprawiły zwłaszcza podawane w obfitości potrawy, może nie tak wyszukane jak dzieła Ahmesa, ale pożywne i smaczne. Bogini, jak zwykle, długo przebierała w oferowanych Jej daniach i napojach, rozkazując przy tym, by osobisty niewolnik obficie kosztował ich próbki. Musiała, oczywiście, przebrnąć przez oficjalne powitania i wymieniać uprzejme słowa z obecnymi gośćmi. Czyniła to z właściwym sobie wdziękiem oraz dobrze ukrywając ślady zmęczenia. Szczęśliwie arcykapłan Meren nie pojawił się, przekazując jakieś mało wiarygodne usprawiedliwienie. Wszyscy pozostali zdawali się odnosić do Najjaśniejszej ze szczerym oddaniem. Znalazło się wśród nich wielu wojskowych, z którymi Królowa łatwo znajdowała wspólny język. Sam nomarcha Torkan też był oficerem, pomimo dość zaawansowanego wieku zachował sprężystość ciała i żołnierski wygląd. Władczyni szybko skierowała rozmowę na miły dla dostojnika temat.

– Generale, jak wiadomo w okolicach Nennesut znajdują się doskonałe tereny myśliwskie, a sława twych łowieckich wyczynów dotarła do Stolicy. Z przyjemnością zapolowałabym w twoim towarzystwie.

– Świetlista Pani, to dla mnie wielki zaszczyt.  – Nomarcha nie ukrywał przyjemności, jaką sprawiły mu słowa Amaktaris. – Kiedy życzyłabyś sobie wyruszyć na łowy?

– Jak wiesz, jutro czeka nas przegląd wojsk okręgu, Myślę jednak, że pojutrze znalazłabym czas aby zażyć nieco rozrywki. Czy zdążysz wszystko przygotować?

– Powierzę to zadanie mojemu synowi, Horkanowi. Służy jako dowódca szwadronu w oddziałach rydwanów i jest nawet lepszym myśliwym ode mnie.

– Chętnie poznam tak zdolnego młodzieńca. – Królowa skinęła dłonią. – Przywołaj go.

Przy loży Władczyni pojawił się natychmiast młody oficer o przyjemnej powierzchowności. Oddał Królowej honory wojskowe

– Witaj Horkanie. Twój ojciec chwali cię jako znakomitego myśliwego. Ja też lubię polować. Chciałabym, abyś za dwa dni zorganizował polowanie, w którym wezmę udział.

– Najjaśniejsza Pani, to prawdziwy honor. Obawiam się jednak, iż nie zdołam wywiązać się z tego zadania. Razem z moim szwadronem mam jutro uczestniczyć w przeglądzie wojsk. – Torkan nie zdołał ukryć wyrazu zaskoczenia i zawodu, gdy syn w tak bezceremonialny sposób zniweczył prostoduszną próbę przedstawienia jego talentów Królowej.

Monarchini skierowała na oficera uważne, badawcze spojrzenie.

– Cieszę się, setniku, że tak poważnie traktujesz swoje obowiązki. Nie chciałabym ani przeszkadzać w ich wypełnianiu, ani też zrezygnować z twojego doświadczenia myśliwskiego. Pojutrze zajmę się więc sprawami urzędowymi, a polowanie przełożę na trzeci dzień od dziś. Dzięki temu powinieneś zdążyć ze wszystkim.

– Tak będzie, o Świetlista Pani! Na jaką zwierzynę życzysz sobie zapolować?

Wkrótce wdali się we troje w ożywioną rozmowę na temat walorów okolicznych stanowisk łowieckich. Nefer zauważył, że nomarcha dbał tylko niekiedy o podtrzymanie tematu, pozwalał jednak mówić przede wszystkim synowi. Ten uległ, oczywiście, urokowi Władczyni i przemawiał ze swadą, opisując i oceniając spotykaną w okręgu zwierzynę. Królowa słuchała z widoczną przyjemnością i starania Torkana były w istocie zbędne. Nefer wychwycił z tego, że Horkan zaproponował poranne polowanie na ptactwo w jednym z rozlewisk Nilu, a następnie łowy na antylopy, szukające przy Rzece wody i trawy. On sam pogrążył się w dziwnej melancholii i nie cieszyły go już nawet podawane nadal potrawy, których jeszcze niedawno kosztował z dużą przyjemnością. Wreszcie Bogini zwróciła na niego uwagę i przypomniała sobie może, że i on dobrze wywiązał się z powierzonych mu tego dnia zadań. Poprosiła o piwo, którego niemal później nie tknęła, ale w którym Jej osobisty niewolnik musiał bardzo starannie poszukiwać śladów trucizny.

XLII

Uczta zakończyła się stosunkowo wcześnie, zapewne z uwagi na przewidziany kolejnego dnia przegląd wojsk. Gdy Królowa powróciła już na pokład barki, odbyła jeszcze krótką rozmowę z osobistym niewolnikiem.

– Dobrze się dzisiaj spisałeś Neferze, jestem zadowolona z twojej służby. – Te proste słowa sprawiły kapłanowi wielką radość. – W nagrodę daję ci jutro wolny dzień, na manewrach i tak na nic byś się nie przydał. Odpocznij, możesz zwiedzić miasto. W skrzyni znajdziesz trochę pieniędzy. Po południu odbędzie się parada wojskowa, to powinno cię zainteresować. Tylko trzymaj się z daleka od świątyni Chnuma!

– Dziękuję, o Wielka!

– Postaraj się też, by twoje obręcze pozostały zakryte. Nie wszyscy muszą je widzieć, a nie mam zamiaru ich zdejmować, aby nie wystawiać cię na pokusy włóczenia się po podejrzanych szynkach. – Uśmiechnęła się, ale nie był pewien, czy jego Pani żartuje. – I pamiętaj… Po dzisiejszym dniu nie jesteś w Nennesut kimś zupełnie nieznanym.

Podeszła jedna z służek z wiadomością, że kąpiel jest już gotowa i Bogini odprawiła Nefera. Układając się do snu w zwykłym miejscu na pokładzie dziobowym przypomniał sobie, że nadal ma pierścień Królowej. Władczyni zapomniała chyba zażądać jego zwrotu, a i jemu wypadło to z głowy. Pomyślał, że powinien oddać go natychmiast, bez żadnej zwłoki. Świetlista Pani zażywała jednak zapewne akurat kąpieli w najbardziej prywatnej części swych apartamentów i chwila wydawała się bardzo niestosowna. Postanowił, że zwróci pierścień z samego rana.

Nie udało mu się zrealizować tego zamiaru. Królowa rozpoczęła dzień bardzo wcześnie, właściwie o świcie. Nefera obudziły odgłosy zamieszania, parskanie koni, stukot kół o kamienie bruku. Gdy zerwał się ze swego miejsca, ujrzał Amaktaris Wspaniałą już na nabrzeżu. W stroju wojownika, lekkim skórzanym pancerzu i wysokich butach wskakiwała właśnie na pomost rydwanu bojowego, powożonego przez czarnoskórego olbrzyma z gwardii królewskiej. Dookoła czekało dziesięć rydwanów asysty. Na jednym z nich rozpoznał postać Horkana. Czy to przypadek, że właśnie szwadronowi tego młodego oficera przypadł zaszczyt eskortowania Królowej? Najjaśniejsza skinęła trzymanym w dłoni biczem i rydwany pognały z łoskotem w stronę granicy miasta i rozciągających się dalej pól uprawnych oraz pustyni.

Uznał, że nie ma sensu ponownie kłaść się do snu. Poranek to najlepszy czas na zwiedzanie Nennesut, zanim późniejszy upał uczyni spacer uciążliwym. Szybko wykonał niezbędne czynności porannej toalety i zaszedł do nadbudówki, aby zajrzeć do skrzyni. Znano go już na tyle, że nikt mu w tym nie przeszkadzał. Zgodnie z obietnicą Amaktaris, na wierzchu swych rzeczy znalazł niewielki woreczek, a w nim kilka sztabek i pierścieni. Głównie miedzianych, ale tu i tam błysnęło też srebro. Wspomniał z wdzięcznością Najjaśniejszą, która pomyślała o tym, że zwiedzanie obcego miasta bez pieniędzy w sakiewce będzie dużo mniej przyjemne. Nałożył nie wyróżniającą się szatę, która osłoniła nietypowe ozdoby jego przyrodzenia. Tylko co zrobić z pierścieniem? Zostawić w skrzyni? Po krótkim namyśle postanowił zabrać go z sobą, zawiesił na rzemieniu obok klucza i wsunął starannie pod ubranie. Pierścień otwierał wszystkie drzwi, a kto wie, gdzie dziś trafi i co zechce zobaczyć? Ponadto bał się zostawić go bez opieki. Śniadanie dla załogi stojącego w porcie okrętu sprowadzano chyba z koszarowych kuchni i podawano późno. Nefer nie chciał tracić czasu, a po wczorajszych przysmakach na uczcie u nomarchy nie miał ochoty na niewyszukane jadło dla niewolnych wioślarzy. Potrząsnął sakiewką i pomyślał, że zajdzie potem do jakiejś gospody. Poza wszystkim będzie to przyjemny sposób spędzenia pory największego upału i doczekania parady. Tę zamierzał oczywiście obejrzeć, zresztą Królowa wydawała się sobie tego życzyć.

Nennesut było starym miastem. Przed kilkuset laty pełniło nawet rolę Stolicy Kraju i zachowało ślady dawnej świetności. Ucierpiało, oczywiście, w trakcie późniejszych wojen domowych i podczas najazdu barbarzyńskich Hyksosów, nadal jednak można było podziwiać olbrzymie posągi dawnych władców, monumentalne budowle – niekiedy częściowo zrujnowane, wyniosłe ostrosłupy pokryte inskrypcjami. Posiadało też wiele świątyń, które Nefer zdążył już odwiedzić poprzedniego dnia, ale zajęty obowiązkami nie miał okazji dokładnie obejrzeć. Co prawda, od najwspanialszej z nich, świątyni Chnuma, zamierzał trzymać się jak najdalej, nie tylko z powodu polecenia Królowej. Tym niemniej, znalazł wiele miejsc, które przyciągnęły jego uwagę i spędził przyjemne przedpołudnie, bez pośpiechu zwiedzając dawną Stolicę.

Narastający żar słońca skłonił go do przerwania spaceru i poszukania schronienia. Znajdował się akurat w pobliżu świątyni Izydy i kierowany nagłym impulsem postanowił złożyć własną ofiarę bogini, której służył zarówno w Abydos, jak i obecnie. Być może Najjaśniejsza nie życzyła sobie, aby zachodził do jakiejkolwiek świątyni, ale bezpośrednio zabroniła odwiedzania tylko przybytku Boga-Barana, a ten usytuowany był akurat po przeciwnej stronie miasta. Dom Izydy w Nennesut okazał się zadziwiająco skromny jak na tak ważną boginię w egipskim panteonie, w dodatku zasiadającą obecnie – poprzez Jej Żywe Wcielenie – na Tronie Obydwu Krajów. Przed pylonami świątyni sprzedawano drobne zwierzęta przeznaczone na ofiarę. Nefer przeliczył swoje skromne zasoby i zdecydował się na przepiórkę. Wiedział, rzecz jasna, że jako zwykły, anonimowy wierny zostanie wpuszczony tylko na dziedziniec. Przekazawszy ptaka w ręce dyżurującego akurat kapłana, pomodlił się jednak żarliwie podczas składania ofiary. Prosił boginię o to, by nadal miała swej opiece Anę, Myrę, Irias, Ahmesa, Harfana i… Amaktaris Wspaniałą. Z teologicznego punktu widzenia ta ostatnia prośba była dość dziwaczna, prosił bowiem boginię aby opiekowała się sama sobą, nie przejął się jednak tą niekonsekwencją. Na końcu błagał jeszcze Boską Izydę, by zechciała ulitować się również nad nim i wyprostowała jego ścieżki, które on sam zawikłał w taki sposób, że nie potrafi ich już rozplątać. „Bardzo dużo tych życzeń. Bogini musiałaby się mocno napracować za jedną, skromną przepiórkę”. – Pomyślał sarkastycznie, ale wyszedł ze świątyni podniesiony na duchu.

Przez jakiś czas krążył w poszukiwaniu przyzwoitej i niezbyt drogiej gospody. Gdy już ją znalazł, zamówił jęczmienną kaszę z potrawką. Nie dorównywała wprawdzie tej, którą przygotowywała Myra, ale i tak zjadł ze smakiem. Zastanawiał się właśnie, czy Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, byłaby bardzo niezadowolona, gdyby Jej osobisty niewolnik przeznaczył część otrzymanych pieniędzy na kufel piwa, gdy do stołu podszedł jakiś nieznajomy.

– Wybacz panie, czy mogę prosić o chwilę rozmowy? – Nie czekając na odpowiedź usiadł naprzeciwko Nefera i skinieniem ręki nakazał podać szynkarzowi dzban oraz dwa kubki. W dzbanie pieniło się chłodne, wydobyte z piwnicy piwo. „Czy on czyta w moich myślach?” – Nefer przyglądał się uważnie rozmówcy. Jeszcze młody, porządnie ubrany, głowę i większość twarzy zakrywał kapturem, co na ulicy mogło uchodzić za ochronę przed słońcem i dość skutecznie utrudniało rozpoznanie tożsamości. Nie odsłonił się jednak nawet teraz, siedząc w cieniu, w głębi gospody.

– Nie jestem panem, lecz niewolnikiem. – odpowiedział, wskazując na obrożę.

– Niewolnikiem uczestniczącym w Misteriach, który wszedł wczoraj do sanktuarium Wielkiego Chnuma.

Nefer drgnął.

– Skoro tyle o mnie wiesz, muszę zapytać kim ty jesteś, panie?

Przybysz wykonał ukradkiem znak wtajemniczonych w Misteria, był więc kapłanem. Zapewne dlatego tak starannie zakrywał wygoloną głowę.

– Nic więcej nie wolno mi ujawnić. Wiedz jednak, że ci, którzy mnie wysłali, są wiernymi sługami Najdostojniejszej Królowej, Oby Żyła i Władała Wiecznie.

– Dlaczego mi o tym mówisz, panie?

– Jesteś osobistym niewolnikiem Najjaśniejszej, a moi zwierzchnicy chcą, aby pewne słowa dotarły w tajemnicy i bezpośrednio do własnych uszu Wielkiej Pani.

– Mów więc.

– Nie tak szybko, panie. Sądząc po wczorajszych wydarzeniach, musisz być kimś więcej niż zwykłym sługą noszącym kadzidło czy też niewolnikiem przeznaczonym do uciech w łożu. – Nefer lekko się zarumienił słysząc ostatnie słowa. A więc rozeszły się już plotki. Na szczęście panujący w pomieszczeniu półmrok ukrył jego zmieszanie.

– Ci, którzy mnie przysłali, muszą mieć jednak całkowitą pewność, że Najwspanialsza Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, będzie słuchała twoimi uszami i doceni wagę tego, co usłyszysz. – kontynuował nieznajomy. – Musisz okazać znak, że Boska Pani ufa zarówno twojej wierności jak i rozumowi. Przyjdź tu jutro o tej porze i okaż taki znak. Pamiętaj jednak, że wszystkim nam powinno zależeć na zachowaniu tajemnicy, także Najpotężniejszej Królowej. – Wygłosiwszy te słowa, nieznajomy kapłan zamierzał wstać od stołu.

– Teraz to ty poczekaj, panie – powstrzymał go Nefer, szybko podejmując decyzję. – Jeżeli tobie i twoim zwierzchnikom tak bardzo zależy na zachowaniu tajemnicy, to będzie lepiej jeżeli to, co masz do powiedzenia, powiesz już dziś. Oto znak, który chciałeś ujrzeć. – Wydobył z ukrycia pierścień Królowej. – Moje uszy są uszami Świetlistej Pani, Oby Żyła i Władała Wiecznie.

            – Dobrze… może tak będzie lepiej. – Przybysz rozejrzał się ukradkiem, nie zauważył jednak niczego podejrzanego. – Niech Najdostojniejsza Pani wie, że wczorajsze upokorzenie arcykapłana świątyni Chnuma bynajmniej nie zmartwiło wielu innych sług bogów w naszym mieście. Nie zmartwiło zwłaszcza tych, którzy pozostają wierni Królowej i modlą się za Jej pomyślność.

– Co masz na myśli, panie?

– To, że nie wszyscy taką wierność zachowują. Arcykapłan Meren jest przywódcą niezadowolonych. Snuje jakieś plany i czyni przygotowania. Na ten temat słychać tylko najcichsze szepty, ale dotarły one do uszu moich zwierzchników.

– Czy możesz powiedzieć coś bardziej konkretnego?

– Tylko to, że jakoby coś bardzo ważnego ma się wydarzyć, nim nadejdą kolejne żniwa. To własne słowa Merena…

– Co jeszcze wiesz?

– Ci, którzy mnie wysłali, niczego więcej nie powiedzieli.

– Dlaczego Najwspanialsza Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, miałaby dać wiarę waszym słowom?

– To już zależy od Jej własnego osądu, niewolniku. – A więc Nefer przestał być panem. –  Powiem tylko tyle, że wiele tutejszych świątyń nie jest zadowolonych z potęgi kapłanów Chnuma. Także i my ucierpieliśmy z powodu chciwości Merena. Usiłował przekupić mierniczych i przesuwać po wylewach granice posiadłości. Chciał zająć grunty świątyń Ptaha, Tota i Izydy. Można to sprawdzić w rejestrach sądowych. Nomarcha ukrócił te plany, ale Meren nigdy nie rezygnuje.

– Może dlatego próbujecie go teraz oczerniać?

– Naprawdę tak myślisz? Niech Najwspanialsza Pani sama zdecyduje, ty tylko powtórz Jej słowa moich zwierzchników. – Obcy kapłan ponownie zbierał się do wyjścia.

– Tego możesz być pewien, panie. Jeszcze jedno… Napijmy się piwa, skoro już je zamówiłeś. Nie powinniśmy wzbudzać podejrzeń.

Nefer rozlał napój do kubków i uważnie przyglądał się, jak jego rozmówca upija kilka łyków z naczynia, które mu podsunął. Może była to przesadna ostrożność, ale zbyt często kosztował ostatnio wina i piwa w poszukiwaniu śladów trucizny, by teraz ryzykować. A piwo wyglądało na znakomite i miał wielką ochotę je wypić. Tajemniczy przybysz bez obaw opróżnił swój kubek, pożegnał się skinieniem dłoni i pospiesznie opuścił gospodę. Nefer został teraz sam z napełnionym do połowy dzbanem i mógł zastanowić się nad tą niezwykłą rozmową.

Najjaśniejsza raz jeszcze miała rację, przewidując, że Nefer nie jest już w Nennesut osobą zupełnie nieznaną. Ktoś postanowił wykorzystać jego obecność w otoczeniu Władczyni, by potajemnie przekazać poufną informację. Ten kapłan musiał go obserwować, czekając na okazję rozmowy. Wątpliwe jednak, by śledzono go już od zejścia z pokładu królewskiej barki. Nikt przecież nie wiedział, że dostał wolny dzień i przeznaczy go na zwiedzanie miasta. Prawdopodobnie rozpoznano go już podczas spaceru. Zapewne stało się to w świątyni, gdy modlił się i składał ofiarę. Młody kapłan i jego pragnący pozostać w cieniu zwierzchnicy byli więc związani ze świątynią Izydy.

Wbrew okazanemu pod koniec rozmowy sceptycyzmowi, Nefer nie wątpił w prawdziwość ich rewelacji. Meren wywarł na nim jak najgorsze wrażenie, a tajemniczy informatorzy nie przekazali w sumie chyba nic, czego Królowa przynajmniej by nie podejrzewała. Wczorajsza demonstracja w świątyni Chnuma i wyraźne ostrzeżenie pod adresem arcykapłana nie były przecież przypadkowe. Tylko ta niepokojąca zapowiedź, iż coś wydarzy się przed następnymi żniwami. Zbliżał się wylew, a plony zbierano w Kraju nad Rzeką dwukrotnie w ciągu roku. To niezbyt wiele czasu. Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, musi dowiedzieć się przede wszystkim o tych słowach Merena, jeśli rzeczywiście je wypowiedział.

Popijał powoli piwo, czekając aż ustąpi największy żar dnia. Gdy w końcu opuścił gospodę, bez większego trudu znalazł planowaną trasę parady. Przebiegała główną ulicą miasta. Niestety, również wielu innych mieszkańców zamierzało ją obejrzeć i wszystkie dobre miejsca zostały już zajęte. Luźny szpaler żołnierzy powstrzymywał tłum, zapewniając wolną drogę dla mających dopiero przybyć oddziałów, ale ludzi zebrało się tak wielu, iż niemożliwością było dopchać się do pierwszego szeregu widzów. Nefer przeklął w duchu swoje wygodnictwo i upodobanie do zimnego piwa, powinien to przecież przewidzieć. Poszukując bezskutecznie okazji do przepchnięcia się przez szybko rosnący tłum, dotarł na duży plac w centrum miasta. Przygotowano tam trybunę dla lokalnych notabli oraz bogaczy. Żołnierze gęsto obstawili plac, nie dopuszczając zwykłych mieszkańców. Pozostawili też sporo wolnego miejsca przed trybuną. Nefer posłyszał słowa, iż sama Władczyni ma tu odbierać defiladę i wpadł na śmiały pomysł. Odszukał dowodzącego oficera.

– Panie, przybywam z rozkazu Jej Wysokości Królowej, Oby Żyła i Władała Wiecznie! – Zanim zniecierpliwiony żołnierz zdążył go ofuknąć albo odpędzić, wydobył pierścień, podsuwając go przed oczy rozmówcy. Wywarło to spodziewany skutek. Oficer zdusił w ustach przekleństwo i odpowiedział niemal uprzejmie, jak na wojskowego oczywiście.

– Czego chcesz? Mam tu mnóstwo roboty.

– Panie, należę do świty Najdostojniejszej i otrzymałem polecenie, by oczekiwać tu Jej przybycia.

– Muszę sprawdzić, czy nie masz broni.  – Żołnierz nie ustąpił tak łatwo, nawet na widok królewskiego pierścienia, i polecił dwóm podwładnym obszukać Nefera. Ci odkryli wkrótce obręcze na genitaliach kapłana i gapili się na nie zdumieni. Oficer był jednak człowiekiem bardziej światowym i domyślił się, co oznaczają. Pojął też, że potwierdzają prawdziwość słów niewolnika.

– Możesz przejść, tylko nie kręć się po placu. Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, wkrótce nadjedzie.

– Dziękuję, panie.

Skoro nie miał plątać się po placu, nie pozostawało mu nic innego, jak wejść na trybunę. Przywołał dawne odruchy i poruszał się pewnym krokiem, mierząc chłodnym spojrzeniem tych, którzy zwrócili uwagę na jego przybycie i dostrzegli obrożę na szyi. Nikt nie próbował mu przeszkodzić. Trybuna ocieniona została daszkiem z płótna, zadbano też o chłodne napoje i przekąski. Nefer skorzystał z tych wszystkich luksusów, niestety, piwa tutaj nie podawano. Postanowił nie przeciągać struny i zajął skromne miejsce w drugim rzędzie siedzisk.

Przybył niemal w ostatniej chwili. W głębi ulicy rozległy się potężne okrzyki na cześć Amaktaris Wspaniałej, którym towarzyszył łoskot pędzących rydwanów bojowych. Po chwili na plac w pełnym galopie wpadł szwadron tych groźnych pojazdów. Na czas parady z obręczy kół usunięto zamocowane tam zwykle śmiercionośne ostrza ale i tak oddział sprawiał duże wrażenie. Na czele gnał, oczywiście, rydwan Najjaśniejszej, powożony pewnie przez czarnoskórego gwardzistę. Wykonał śmiały manewr, skręcając ciasno na pełnej szybkości. Pojazd przechylił się nieco, ale woźnica świetnie panował nad zaprzęgiem. Po chwili osadził rydwan u stóp trybuny, przodem do ulicy. Władczyni nawet się nie zachwiała, dumnie wyprostowana, tkwiła nieruchomo na platformie.

Pozostałe pojazdy wykonały mniej może ryzykowne, ale dość skomplikowane i wymagające zgrania manewry, ustawiając się po bokach i nieco z tyłu zaprzęgu Królowej. Egipskie rydwany bojowe słynęły ze zwrotności, którą dawało im umieszczenie osi na tylnej krawędzi platformy. Wymagały jednak znakomitego opanowania sztuki powożenia, której pokaz właśnie zaprezentowano. Nefer rozpoznał sylwetkę Horkana, był to bowiem jego szwadron. Tymczasem wszyscy na trybunie i na placu wznieśli okrzyk ku chwale Najwspanialszej. Ponieważ występowała dzisiaj nie w roli Bogini lecz Wojowniczki, padania na twarz nie wymagano. Uniosła dłoń, pozdrawiając żołnierzy i zgromadzony tłum. Podbiegli niewolnicy z wachlarzami, zapewniając Władczyni odrobinę cienia. Od strony, z której nadjechała, rozległy się odgłosy wojskowych trąb i bębnów. Rozpoczynała się właściwa parada.

Na czele długiej kolumny posuwała się kolejna grupa rydwanów bojowych, tym razem w umiarkowanym tempie. Jechało ich razem trzydzieści, trzy pełne szwadrony. Całość prowadził sam nomarcha, będący też najwidoczniej dowódcą miejscowego garnizonu. Następnie postępowały pułki piechoty, najpierw stanowiący trzon armii oszczepnicy, potem oddziały łuczników. Na ile Nefer potrafił to ocenić, wszystkie sprawiały dobre wrażenie, żołnierze wyglądali na zdrowych, broń i ekwipunek na dobrze utrzymane. Najokazalej prezentowały się, oczywiście, szwadrony rydwanów i one też wzbudzały największy entuzjazm widowni. Królowa odpowiadała jednak z równym zadowoleniem na saluty wszystkich maszerujących formacji. Pochód trwał długo. Nefer naliczył trzy pułki oszczepników po pięciuset żołnierzy oraz pułk łuczników. Uwzględniając wojowników, którzy pilnowali porządku oraz załogę pozostawioną w koszarach, dawało to razem czterdzieści rydwanów i sporo ponad dwa tysiące pieszych. Kapłan nie znał się na sprawach wojskowych, uznał jednak, że to bardzo liczny garnizon, jak na miasto położone w głębi kraju. Nic dziwnego, że na wczorajszym bankiecie pojawiło się tylu oficerów.

Parada przeciągnęła się i słońce stało już nisko, gdy przemaszerowały ostatnie oddziały. Władczyni odjechała rydwanem w stronę przystani, nadal eskortowana przez szwadron Horkana. Neferowi nie postało nic innego, jak wracać pieszo. Chciał jak najszybciej przekazać Monarchini treść ostrzeżenia nieznajomego kapłana. Gdy jednak dotarł wreszcie na pokład królewskiej barki, zapadł już zmierzch i okazało się, iż Najjaśniejsza zażywa właśnie kąpieli. Podszedł do jednej z służek, gdy obierała kolejne wiadro z gorącą wodą dostarczone na pokład.

– Przekaż, proszę, Świetlistej Pani, że Jej osobisty niewolnik błaga o chwilę rozmowy jeszcze dziś wieczorem.

Dziewczyna pojawiła się po dłuższej chwili z pustym wiadrem.

– Najdostojniejsza przyjmie cię, Neferze, ale nie była zadowolona z twojej prośby. Boska Pani jest zmęczona. Masz oczekiwać, aż zostaniesz przywołany.

Spodziewał się długiej kąpieli Władczyni i nie pomylił się. Sam szybko obmył się z kurzu, potem nie pozostawało nic innego, jak czekać na wezwanie. Gdy nadeszło, wieczór był już późny. Amaktaris przyjęła go w komnacie pełniącej rolę salonu. Ubrana w zadziwiająco elegancką szatę i w delikatnym, lecz starannym makijażu, siedziała w fotelu, sącząc wino. Czyżby wystroiła się na przyjęcie niewolnika? Upadł przed swą Panią na kolana, a Ona nie dała tym razem pozwolenia, by powstał.

– To bardzo nieodpowiednia pora na audiencję, Neferze.

– Zechciej wybaczyć swemu słudze, o Najwspanialsza. Mam do przekazania ważną wiadomość…

– To może chwilę zaczekać, tymczasem wymasuj Moje stopy, skoro już tu jesteś. – rozkazała.

Nadal klęcząc, ujął delikatnie prawą stopę Bogini, uwolnił od wytwornego sandałka, oparł na własnym udzie i zaczął nacierać olejkiem zaczerpniętym ze stojącego przy fotelu naczynia.

– Mam wrażenie, że widziałam cię dzisiaj na trybunie dla miejscowych notabli. Jak się tam dostałeś?

– Posłużyłem się Twoim pierścieniem, o Wielka. Zapomniałaś go wczoraj odebrać.

– To raczej ty zapomniałeś go zwrócić!

Nefer przeklął własną głupotę. Amaktaris była potężną Królową i niezrównaną Boginią, ale także kobietą… I jak każda kobieta natychmiast zrzuciła winę za wspólne niedopatrzenie na znajdującego się akurat pod ręką mężczyznę. Zwykle panowała nad tym odruchem, teraz jednak najwidoczniej była zmęczona albo nie traktowała tej rozmowy jako szczególnie istotnej. Na szczęście, nie okazała też wielkiego gniewu. Nefer przystąpił do właściwego masażu stopy Władczyni, pracując dłońmi nad jej podbiciem. To zawsze wprawiało Anę w dobry i łaskawy nastrój. Prawdopodobnie podziałało i teraz. Najjaśniejsza westchnęła cichutko z zadowolenia.

– Twoje towarzystwo nie powinno zresztą zaszkodzić tym nadętym workom z pieniędzmi, skoro Ja sama je znoszę. Miałeś jednak unikać zwracania na siebie uwagi.

– Chciałem tylko obejrzeć paradę, wydawało mi się, że tego sobie życzyłaś, o Świetlista.

– A ja chciałabym, abyś zawsze był tak dokładny w odgadywaniu Moich życzeń, nie tylko wtedy, gdy ci to odpowiada. Mogłeś znaleźć sobie inne, mniej widoczne miejsce… Pewnie zasiedziałeś się gdzieś na piwie i nie zdołałeś się już nigdzie dopchać. Przyznaj się!

– Pani, Ty wiesz wszystko…

– Przepiłeś całe srebro i miedź, które ci dałam? Mam także drugą stopę… Zajmij się nią.

Nefer pospiesznie wykonał polecenie.

– Nie, o Pani, sporo jeszcze zostało. Ktoś postawił mi piwo.

– Jesteś niemożliwy! Kogo zdołałeś omotać swoim językiem?

– To był prawdopodobnie młodszy kapłan ze świątyni Izydy. To w związku z nim prosiłem dzisiaj o posłuchanie.

– Rozkazałam ci  unikać kapłanów i świątyń!

– Zaszedłem tylko do świątyni Izydy, złożyć ofiarę i pomodlić się. – Nie próbował już przypominać Najwspanialszej, że Jej zakaz dotyczył właściwie jedynie świątyni Chnuma. – Potem pojawił się ten kapłan. Chciał, aby dyskretnie przekazać ważną wiadomość bezpośrednio Tobie, o Wielka Pani.

– Mów więc wreszcie co to za wiadomość, zamiast tracić czas na nieistotne drobiazgi!

Nefer ponownie zrezygnował z usprawiedliwiania się przed zarzutami Władczyni i zamiast tego szybko przekazał treść rozmowy z nieznajomym kapłanem.

– I powiedział ci to wszystko tak po prostu?

– Dopiero wówczas, gdy pokazałem mu Twój pierścień, o Wielka.

– Doprawdy, chwalisz się tym pierścieniem jak paw swoim ogonem! – rzuciła ze śladami poprzedniego rozdrażnienia. – Wymasuj też moje łydki. Spędziłam dziś wiele czasu na platformie rydwanu!

Pospiesznie zabrał się za wykonanie polecenia, licząc na to, że wprawne ruchy jego dłoni, pracujących jak przy ugniataniu ciasta, ułagodzą wreszcie Najdostojniejszą. Nie pomylił się, a może to waga otrzymanych wiadomości skłoniła w końcu Amaktaris do poważnego potraktowania tej wieczornej rozmowy.

– Domyślasz się, oczywiście, że nielojalność arcykapłana Merena nie jest dla Królowej żadną niespodzianką? Nigdy nie należał do najwierniejszych sług Tronu. Najważniejsza wydaje się w tym wszystkim ta wzmianka o następnych żniwach.  To coś nowego. Moi wrogowie z pewnością szykują jakieś kłopoty, spodziewam się tego od dawna,  ale tutaj mamy dość konkretny termin… Mistrz Apres musi się o tym dowiedzieć.

– Tylko tyle? – zdziwił się Nefer.

– A cóż innego można w tej chwili zrobić? Nie mogę uwięzić arcykapłana świątyni Chnuma na podstawie pokątnego donosu, nawet jeżeli podejrzewam, że jest prawdziwy. Jego i jemu podobnych musimy sprowokować do nieprzemyślanego działania i być gotowi na każdą ewentualność. Na szczęście, mogę liczyć na wierność nomarchy Torkana. Może nie jest zbyt zręczny w przenikaniu intryg kapłanów, ale to znakomity żołnierz i z pewnością Mnie nie zawiedzie. Wojsko utrzymuje w doskonałym stanie.

– Garnizon Nennesut wydaje się bardzo liczny, jak na miasto w głębi kraju. – wtrącił Nefer.

– A więc zwróciłeś na to uwagę? Nie przypadkiem stacjonuje tu dwa i pół tysiąca żołnierzy. Z Nennesut nie jest daleko do Stolicy, ale to nie wszystko. Mewer…

– Spichlerz Egiptu. – Kapłana olśniło, ujrzał przed oczyma mapę Kraju. – Niedaleko stąd, w górze Rzeki, odchodzi odnoga Nilu prowadząca do Wielkiego Jeziora i tamtejszej oazy…

– Masz rację, ale Mewer to także skarbiec Królów Egiptu. Musiałeś słyszeć o Labiryncie. Nennesut strzeże drogi do Mewer i do Labiryntu. Oaza oraz Labirynt będą zresztą następnym celem naszej podróży.

Oczywiście, że słyszał o Labiryncie, potężnej, tajemniczej budowli, usytuowanej na skraju oazy Mewer. Od setek lat władcy Kraju gromadzili tam skarby i bogactwa, odkładając je na czas możliwej, wielkiej potrzeby. Każdy miał ambicję, by dołożyć coś od siebie. Wielu z dawnych Królów spoczęło zresztą w głębinach Labiryntu, które skryły ich zabalsamowane ciała. Chowano tam również zmumifikowane szczątki świętych zwierząt. Tyle skarbów i tyle starożytnych pamiątek… Nefer poczuł ogromną ochotę, by zwiedzić słynną budowlę. Nie wpuszczano tam jednak nikogo poza Władcami Kraju i towarzyszącymi im, nielicznymi, zaufanymi sługami. Gmachu strzegła grupa wtajemniczonych kapłanów, trzymających się zawsze z boku i traktujących z góry wszystkich innych, w tym także najwyższych hierarchów. No i sama budowla potrafiła bronić swych sekretów, nie przypadkiem nazywano ją Labiryntem. Może Królowa zechciałaby… Uznał jednak, że nie jest to najlepsza chwila, by prosić Najwspanialszą o taką łaskę.

– Tymczasem jutro czeka cię kolejne zadanie. – Głos Władczyni przywołał go do rzeczywistości. – Pójdziesz do pałacu nomarchy i zbadasz rejestry sądowe, sprawdzisz, czy twój kapłan mówił prawdę. Myślę, że nie kłamał, ale trzeba się upewnić. Zresztą przyjrzyj się wszystkim sprawom świątyni Chnuma. Tylko zrób to dyskretnie i tym razem nie zwracaj na siebie niczyjej uwagi, także urzędników nomarchy.

– Tak, o Pani.

– Jak widzisz, nie mam wyjścia i muszę nadal pozostawić pierścień w twoich rękach. Ja mam jutro spotkania z urzędnikami okręgu. – Westchnęła lekko. – Idź już, robi się naprawdę późno. – Odprawiła niewolnika.

Gdy powstał i zbliżał się do drzwi, zawołała go jednak ponownie.

– Neferze… Dziękuję za masaż. I nie gniewałam się tak naprawdę o ten pierścień, wykorzystałeś go całkiem zręcznie. – Zanim zdążył wymyślić jakąś odpowiedź, odesłała sługę ruchem dłoni.

Zgodnie z poleceniem Monarchini późnym rankiem następnego dnia wybrał się do siedziby nomarchy. Amaktaris udała się tam także, niesiona w lektyce i otoczona urzędnikami oraz strażą. Nie miał okazji porozmawiać z Królową, odczekał też jakiś czas, by Jej orszak zdążył dotrzeć do pałacu. On sam wszedł później, przez boczną bramę. Pierścień znowu otwierał wszystkie drzwi. Zaaferowani wizytacją Władczyni urzędnicy nie mieli dla niego czasu. Ujrzawszy pierścień, uznali Nefera za jednego z Jej sług i pozostawili samego w archiwum sądu. Mógł spokojnie wykonać swoje zadanie, które okazało się trudniejsze niż oczekiwał. Dokumentów było bardzo dużo i nie zostały zbyt starannie uporządkowane. Najwidoczniej nomarcha dbał przede wszystkim o sprawy wojska, co pozostawało zresztą zapewne jego głównym zadaniem, jak sugerowały wczorajsze wypowiedzi Najjaśniejszej. Nefer musiał przekopać się przez prawdziwe stosy zwojów papirusu. Większych rewelacji nie znalazł. Istotnie, świątynia Chnuma miała w ostatnich latach zatargi graniczne z kilkoma innymi przybytkami bogów. Nie tylko zresztą z nimi. Zwrócił uwagę, iż także zarządca Toros upominał się o właściwe wyznaczenie granic swego folwarku po przedostatnim wylewie. Sprawę rozstrzygnięto na jego korzyść, podobnie jak większość pozostałych. Wyglądało na to, że pomimo pewnego bałaganu w archiwum, nomarcha nie zaniedbywał tak do końca nadzorowania wymiaru sprawiedliwości. Kapłan zrobił stosowne notatki.

Gdy skończył, słońce stało już nisko. Królowa nadal przebywała w pałacu. Jak posłyszał, podejmowano Ją teraz wieczornym poczęstunkiem. Wykorzystał ogólne zamieszanie, aby dyskretnie się oddalić. Odrzucił pokusę zajścia do gospody na kolację i kufel piwa. Czuł, że tego byłoby już za wiele. Szczęśliwie zdążył jeszcze na wieczorny posiłek załogi okrętu. Dobrze się stało, iż nie wybrał się na piwo, gdyż Władczyni powróciła niedługo po nim i tym razem natychmiast wezwała osobistego niewolnika.

– Jak twoje poszukiwania?

– Świątynia Chnuma miała istotnie sporo zatargów granicznych, większość z nich przegrała, moim zdaniem, nie bez powodu.

– Czyli Torkan potrafi jednak trzymać ich w ryzach, to dobrze. – skomentowała.

– Jeden ze sporów dotyczył granic folwarku zarządzanego przez Torosa, którego dochody poleciłaś mi zbadać na okręcie, o Wielka.

– Nie zapomniałam o tej sprawie. Wkrótce trafi się może okazja, by odwiedzić to miejsce. Oddaj teraz pierścień.

Uklęknął i ceremonialnie podał Królowej klejnot z Jej znakiem.

– W zamian za pierścień mam dla ciebie mały prezent. – Uśmiechnęła się uroczo.

– Prezent, o Świetlista?

– Tak, podnieś wieko. – Wskazała dłonią średnich rozmiarów skrzynkę. W środku znalazł porządnie wykonaną procę oraz woreczek z pociskami. Nie były to przypadkowo zebrane kamienie, jakich zwykle używał jako młody chłopak, ale identyczne, odlane z ołowiu kulki. Zważył w dłoni ich ciężar. Takie pociski, odpowiednio wyrzucone, mogły okazać się bardzo groźne, groźniejsze nawet niż obciążone metalem kule z wypalonej gliny, które wykorzystywali na południu profesjonalni myśliwi. Były też, rzecz jasna, dużo bardziej kosztowne, ale to najwidoczniej nie miało dla Królowej znaczenia. Nie zapomniała też o wojskowym, skórzanym pasie, do którego należało przytroczyć sakwę na amunicję.

– Jak widzisz, sierżant zainteresował się zabawką, którą podarowałeś Irias. Podobno rozbiła przy jej pomocy dzban z piwem, które akurat popijał. – Roześmiała się. – To jeden z pierwszych egzemplarzy, jakie polecił wykonać w koszarowych warsztatach. Ołowiane kulki to już Mój pomysł. Są identycznej wagi i kształtu, powinny więc ułatwić celowanie. Zabrałam tę procę z myślą o tobie, a teraz jest okazja, abyś jej użył.

– Pani?

– Jutro wyruszam na polowanie, chyba nie zapomniałeś? Lubię polować i zabieram cię ze sobą. To, oczywiście, wielki zaszczyt nawet dla nomarchy, a co dopiero dla niewolnika. – dodała, chcąc może w zarodku stłumić ewentualne próby wymówienia się Nefera. – Co prawda, z oszczepem czy łukiem wiele nie zdziałasz, a nie chcę, abyś wyszedł na kompletnego niezgułę. Podobno z procą radzisz sobie całkiem dobrze.

– Wielka Pani , ja…

– Wyruszamy jutro przed świtem. Nomarcha ma przysłać łodzie. To tylko polowanie na ptaki i antylopy. – ucięła dyskusję. – Na drobną zwierzynę musiałeś przecież polować jako chłopak w Abydos, potem pewnie pochłonęły cię obowiązki w świątyni. Ostatnio nie ćwiczysz z Harfanem, więc muszę znaleźć sposób, aby go zastąpić.

– Jak rozkażesz, o Wielka. – odparł bez szczególnego entuzjazmu.

– Tak właśnie rozkazuję. Teraz idź odpocząć. Chciałabym, abyś nie przyniósł wstydu Królowej!

Wypowiedziawszy ostatnią, niepokojącą uwagę, oddaliła się, aby wziąć kąpiel..

XLIII

Trapiąc się myślą o nadchodzącym polowaniu długo nie mógł zasnąć. Nie był nigdy żadnym myśliwym. We wczesnej młodości polował na ptaki i pustynne króliki, ale czynił to bardzo dawno temu. Na szczęście Królowa nie wybierała się na lwy czy hieny, a jedynie na ptactwo i antylopy. Tylko dlaczego uparła się zabrać go ze sobą i w dodatku oczekiwała, że czymś się wykaże? Cóż, proca wyglądała na porządnie wykonaną. Kiedyś posługiwał się tą bronią całkiem nieźle, a ostatnio miał okazję przypomnieć sobie te umiejętności dzięki Irias. Co prawda, niezbyt nadawała się do użycia na chybotliwej łódce myśliwskiej czy na platformie pędzącego rydwanu – łuk i oszczep były tam znacznie bardziej przydatne – ale może trafi się okazja do wypuszczenia pocisku stojąc pewnie na ziemi. Ołowiane kulki miały swój ciężar i uderzając precyzyjnie, z dużą szybkością, mogły powalić nawet spore zwierzę.

Nadal jednak odczuwał niepokój i obudził się na długo przed świtem. Zapowiedziane łodzie jeszcze się nie pojawiły. Przy nadbudówce oczekiwał już natomiast czarnoskóry gwardzista, uzbrojony w kilka oszczepów oraz  w łuk i strzały. Cięciwa nie została naciągnięta. Widząc, że olbrzym z osobistej straży Królowej też weźmie udział w łowach, Nefer uspokoił się nieco. Gwardzista samą swoją obecnością wzbudzał zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Korzystając z pustego pokładu i snu załogi, kapłan postanowił poćwiczyć z procą. Podszedł do żołnierza i skłonił się lekko. Nie znał nawet jego imienia i nie wiedział, jak go pozdrowić. To Melegar wydawał się bardziej przyjaznym z obydwu olbrzymów. Murzyn nie odpowiedział na powitanie, ale nie przeszkadzał też Neferowi. Zająwszy miejsce przy ścianie nadbudówki, kapłan wybrał jako cel uniesione zwieńczenie dziobu barki. Wcześniej upewnił się, że królewski okręt stoi w pewnej odległości od wszystkich innych i pociski z procy nikomu nie zagrażają. Eksperymentując z różnym zasięgiem oraz siłą obrotowego ruchu ramienia i rzemieni wypuścił kilka kulek, z których prawie wszystkie trafiły. Uderzały z zadziwiająca siłą, wyrzucone na pełnym zasięgu ramienia potrafiły odłupać spore drzazgi z solidnej konstrukcji okrętu. Gwardzista przyglądał się w milczeniu tym ćwiczeniom.

Przy dziesiątym czy dwunastym pocisku Nefera zaskoczyła Amaktaris, która niespodziewanie wyłoniła się ze swych apartamentów w pełnym stroju myśliwskim. Nie brakowało nawet kosztownych, skórzanych butów. W dłoniach także trzymała łuk.

– Witaj Amarze. Jesteś jak zawsze niezawodny. – Murzyn bez słowa skłonił się w odpowiedzi.

– Neferze, dobrze ci idzie. Byłabym jednak wdzięczna, gdybyś powstrzymał się przed czynieniem kolejnych szkód na tym okręcie. Królowa będzie go jeszcze potrzebować.

Aby uniknąć konieczności udzielenia odpowiedzi poszedł na dziób pozbierać pociski, które nie wpadły do Rzeki. Gdy wrócił, Władczyni niespodziewanie podała mu łuk przyniesiony przez Amara. Gwardzista przewidująco naciągnął tymczasem cięciwę.

– Weź to, na wodzie, w szuwarach, trudno będzie używać procy.

Z Rzeki dobiegły ciche nawoływania. To przybyły łodzie myśliwskie. Było ich razem osiem, cztery większe, wykonane z drewna oraz cztery jednoosobowe czółna z trzciny. W prowadzącej łodzi stał Horkan, komenderując całą flotyllą. Królowa podeszła do wolnej burty.

– Miło cię widzieć, żołnierzu. Czy wszystko gotowe?

– Tak, o Najwspanialsza Pani. Mój ojciec będzie oczekiwał w umówionym miejscu z rydwanami i tropicielami, a tymczasem możemy zapolować na ptaki. Wybrałem wczoraj odpowiednie zakole Rzeki. Powinniśmy dotrzeć tam tuż po wchodzie słońca. – Oficer nakazał dwóm wioślarzom swej łodzi, by ustawili ją przy barce.

– Doskonale, setniku. – Królowa zręcznie zeskoczyła z burty. Horkan z całym należnym szacunkiem, ale i zdecydowanie – jak na wojownika przystało – podtrzymał Władczynię, pomagając Jej zachować równowagę. Nie miała zamiaru protestować. Na polowaniu nie obowiązywała najwidoczniej sztywna, dworska etykieta. Kiwnęła ręka na Nefera.

– Skacz, popłyniesz z nami!

Oczywiście, Neferowi nikt nie zamierzał szczególnie pomagać, szczęśliwie zdołał jednak pewnie wylądować na chybotliwym pokładzie. Tymczasem Amar usadowił się w jednej z pozostałych, większych łodzi, obsadzonej przez żołnierzy.

– Ruszajmy! – rozkazała  z ożywieniem Amaktaris.

Prowadzeni przez Horkana popłynęli w górę Rzeki i przecięli Ją powyżej miasta. Tak jak obiecał, wschód słońca zastał ich w porośniętym trzcinami, płytkim zalewie. Dookoła słychać było liczne odgłosy ptaków. Myśliwi rozdzielili się. Dwie małe łódki oddaliły się, ich wioślarze mieli na dany sygnał płoszyć zwierzynę. Łódź Królowej przebiła się przez zewnętrzną linię trzcin i ustawiła na skraju wolnej od zarośli tafli wody. W jej ślady poszły łodzie z żołnierzami, rozstawiając się na rozlewisku. Wojownicy nie mieli uczestniczyć w polowaniu. Uzbrojeni w ciężkie oszczepy, wypatrywali ewentualnego pojawienia się krokodyli czy hipopotamów. Nefer ucieszył się w duchu, że Amaktaris i Horkan zadowolili się polowaniem na ptactwo, pozostawiając w spokoju tych groźnych władców Rzeki.

Wkrótce pojawiły się pierwsze cele: kaczki, czaple, kormorany… Płoszone przez wysłanych w tym celu pomocników, zrywały się do lotu w mniejszych lub większych grupkach. Horkan dobrze wybrał miejsce, ilość ptactwa wydawała się niewyczerpana. Królowa oraz młody oficer ochoczo chwycili za łuki i wypuszczali strzałę za strzałą, rzadko chybiając. Dwa pozostałe przy flotylli czółna krążyły po rozlewisku, ich wioślarze zbierali upolowane ptaki i odzyskiwali strzały. Oczywiście, te które chybiły, przepadały w trzcinach, ale było ich naprawdę niewiele. Nefer nie próbował swych wątpliwych talentów łuczniczych, wolał przyglądać się popisom towarzyszy. Bogini znakomicie posługiwała się łukiem, a Horkan niewiele Jej ustępował. Po jakimś czasie kapłan zauważył jednak pewną prawidłowość. Setnik chybiał raz czy dwa razy wkrótce po niemal każdym niecelnym strzale Władczyni. W innych wypadkach zazwyczaj się nie mylił.

– Świetnie strzelasz, o Pani. – Horkan skomplementował szczególnie udane trafienie Królowej.

– Bardzo lubię polowania. Pozwalają uciec od nudnych, dworskich pochlebców. – odparła nadspodziewanie chłodno.

Od tej chwili strzały oficera zaczęły zawsze odnajdować cel. „A więc, na dodatek, jest też niegłupi”. – Pomyślał kwaśno Nefer, tracąc resztki myśliwskiego entuzjazmu.

Zachęcany przez Amaktaris, sam w końcu kilkakrotnie wystrzelił, za każdym razem haniebnie pudłując. Nie zwróciła na to większej uwagi, zajęta zaciętą rywalizacją z Horkanem. Oboje wznosili się na wyżyny sztuki łuczniczej, raz po raz wybierając wyjątkowo trudne cele i najczęściej trafiając. W ocenie kapłana setnik okazał się odrobinę lepszy, ale Władczyni zdawało się to nie przeszkadzać. Odzyskała dobry humor i polowanie sprawiało Jej autentyczną przyjemność. Tymczasem Nefer zmuszony był z całych sił ukrywać własny, kiepski nastrój i z niecierpliwością oczekiwał końca tej części łowów. Horkan przypomniał wreszcie Królowej o umówionym spotkaniu z jego ojcem. Niechętnie dała znak do powrotu.

Łodzie ponownie przedarły się przez szuwary i popłynęły dalej w górę Rzeki, przybijając w końcu do wolnej od zarośli, piaszczystej plaży. Na pobliskiej łące czekały już przyprowadzone przez nomarchę Torkana rydwany, płonęło ognisko, na którym podgrzewano jakąś smakowicie pachnącą potrawę. Nefer liczył na solidne, myśliwskie śniadanie. Królowa, podniecona wiadomością o wytropieniu stada antylop w pobliżu jednego z folwarków, przynaglała jednak do szybkiego wymarszu. Kapłan zdążył więc tylko przełknąć w pośpiechu jakieś przekąski i zajął przydzielone mu miejsce w rydwanie prowadzonym przez Horkana. Zaprzęgiem Najjaśniejszej  powozić miał gwardzista Amar. Nefer spodziewał się niechętnej reakcji oficera na wiadomość, iż jego towarzyszem wyznaczono niewolnika. Ten jednak w żaden sposób nie dał po sobie poznać, że ta decyzja Władczyni mogła mu sprawić przykrość. Do Nefera odniósł się niemal przyjaźnie i udzielił mu kilku wskazówek, jak zachować się podczas pościgu za zwierzyną. Kapłan bez żalu rozstał się z łukiem. Rydwan wyposażony został w kilka umieszczonych w specjalnych uchwytach oszczepów, ale Nefer liczył w duchu na to, że nie będzie musiał ich używać.

Prowadził nomarcha, który wziął na platformę jednego z tropicieli. Rydwan Królowej podążał tuż za nimi, Horkan dotrzymywał mu kroku, ale nie próbował wyprzedzać. Z tyłu ustawiły się wozy eskorty. Wyjechali na pustynię i posuwali się skrajem pól uprawnych. Nefer ucieszył się w duchu, że nie jest to jego pierwsza jazda na platformie rydwanu. Za nic nie chciał się skompromitować w obecności Amaktaris i Horkana. Szczęśliwie jechali niezbyt szybko, by nie zmęczyć przedwcześnie koni. Gdy zbliżyli się do jednego z wyznaczających granice nawadnianych gruntów zagajnika palmowego, drogę zastąpiło im dwóch oczekujących tropicieli. Poszukiwane stadko antylop miało przebywać na przeciwległym krańcu dość gęstych i rozległych zarośli..

– Zajmijmy tu pozycję i niech wypłoszą zwierzęta w naszym kierunku. – zaproponował Torkan.

– Nie, mamy niekorzystny wiatr. Wieje w ich stronę i musimy sami dopaść zwierzynę. Chcę zresztą zapolować w pełnym pędzie. – sprzeciwiła się Władczyni.

– Pani, to może być ryzykowne. Nie zdołamy osłonić Twego rydwanu. – zaoponował nieopatrznie nomarcha.

– Czy myślisz, że szukam osłony i będę się chowała za waszymi plecami? Nic z tego, Mój wierny Torkanie! Ruszymy wzdłuż zagajnika i dogonimy antylopy, gdy zaczną przed nami uciekać.

– Świetlista Pani, w zeszłym miesiącu donoszono o obecności stada lwów w okolicy. Mówiłem o tym. – odezwał się Horkan.

– Mówiłeś też jednak, że nie widziano ich już od dłuższego czasu. W przeciwnym razie polowalibyśmy dzisiaj na godniejszą zwierzynę.

Ruszyli początkowo niezbyt szybko, co pozwalało zachować zwartość grupy. Po dłuższej chwili dotarli na wysokość miejsca, w którym przebywały antylopy. Tropiciele dobrze wykonali swoje zadanie i wypłoszyli zwierzęta na otwartą przestrzeń. Piękny samiec i trzy samice pognały w ucieczce z szybkością i gracją właściwą dla swego gatunku. Gdy Amaktaris ujrzała ten widok, nic już nie zdołało Jej powstrzymać. Przynagliła Amara, by popędził konie i królewski rydwan natychmiast wysunął się do przodu. Miała najlepszy zaprzęg, a gwardzista był znakomitym woźnicą. Tylko Horkan mógł próbować dotrzymać im kroku, a i tak został nieco z tyłu.

Dopiero teraz Neferowi przydały się tak naprawdę poprzednie doświadczenia. Trzymał się desperacko burty pojazdu, starając się zachować równowagę. Nie wyobrażał sobie, by mógł w tym pędzie użyć oszczepu. Ale Królowa potrafiła to zrobić. Amar w pełnym galopie zbliżył się do ostatniej z uciekających antylop. Amaktaris wychyliła się niebezpiecznie poza osłonę platformy rydwanu i pięknym rzutem powaliła zwierzę, trafiając precyzyjnie w jego bok. Grot wbił się w płuca, może sięgnął serca, bo uciekająca samica w jednej chwili runęła na ziemię. Władczyni wydała okrzyk triumfu i nakazała Amarowi ścigać resztę stada. Nefer dostrzegł w przelocie, że pozostali myśliwi zostali daleko w tyle, nawet Torkan nie był w stanie nadążyć. Rydwany gnały na złamanie karku, ścigając się z wiatrem i równie szybkimi antylopami. Samiec zmienił nieco kierunek, by ominąć gęstą kępę zarośli, która wyrosła na drodze uciekających zwierząt. Amar zręcznie to wykorzystał, ścinając łuk i zmniejszając dystans. Królowa ujęła kolejny oszczep…

Wtem do pościgu przyłączył się nowy myśliwy. Z zarośli wypadł zwinny, płowy kształt, gromkim rykiem ogłaszając swą obecność. Antylopy rozpaczliwie przyspieszyły, dobywając resztek sił i lwica nie zdołała ich dopaść. Rydwan Królowej pędził prosto na nią. Nawet Amar, pomimo olbrzymiej siły i doświadczenia, nie zdołał zapanować nad przerażonymi końmi. W ostatniej chwili zepchnął Amaktaris z platformy wywracającego się pojazdu, sam odciął nożem oplątane wokół nadgarstka lejce i zeskoczył po przeciwnej stronie. Obydwoje upadli na porośnięty suchą roślinnością piasek. Spłoszony zaprzęg powlókł rydwan w ślad za uciekającymi zwierzętami. Lwica ponownie ryknęła, nie miała jednak zamiaru ścigać ani antylop, ani rozhukanych koni. Miękkimi, prawdziwie kocimi krokami zbliżała się ku podnoszącej się z pewnym trudem Królowej. Władczyni zdołała utrzymać w dłoni oszczep, czy jednak mogło to Jej pomóc w walce z najgroźniejszym na świecie myśliwym? Amar  także to zrozumiał i zaczął głośno krzyczeć, wymachując rękoma. Jego jedynym orężem był nóż, starał się jednak rozpaczliwie ściągnąć uwagę zwierzęcia na siebie. Lwica zatrzymała się, niezdecydowanie kręcąc głową. Powoli ruszyła w stronę gwardzisty.

– Amarze, nie! Nie masz broni! – Murzyn zignorował okrzyk Monarchini i szykował się do nadchodzącego starcia. Horkan ponaglił zaprzęg, zamierzając obalić lwicę lub przynajmniej przeciąć jej drogę.

– Chwytaj za oszczep, niewolniku! – rozkazał.

Nefer nie był w stanie tego zrobić, nie potrafił oderwać dłoni od krawędzi osłony pędzącego rydwanu. Zresztą pomysł setnika i tak nie miał szans powodzenia. Jego konie również zaczęły się płoszyć i tracił nad nimi kontrolę. Chcąc zapobiec wywrotce pojazdu, oficer w ostatniej chwili wykonał ostry skręt, wytracając szybkość. Nefer częściowo wypadł, częściowo zeskoczył z pochylonego rydwanu, zdołał jednak utrzymać się na nogach. Horkan wytrwał na platformie i opanował konie. Sam chwycił za oszczep, ale wóz stał teraz w miejscu, w sporej jeszcze odległości od Królowej i Amara. Lwica wpatrywała się przez chwilę w przybyły zaprzęg, po czym zwróciła się ponownie ku wydającemu głośne okrzyki i nadal wymachującemu rękoma Amarowi. Kapłan pospiesznie sięgnął po ołowiany pocisk i umieścił go w skórzanej kieszeni procy. Wprawił ramię i rzemienie w ruch obrotowy.

– Wspomóżcie mnie teraz Izydo, Ozyrysie i Horusie!

Kula ugodziła lwicę w szczękę. Zaskoczona, stanęła w miejscu, ryknęła wściekle i zaczęła kręcić pyskiem. To dało Neferowi czas na wypuszczenie następnego pocisku. Tym razem trafił nawet lepiej, w bok głowy, tuż za uchem. Był to szczęśliwy przypadek albo wola bogów. Zwierzę nie wydało już groźnego dźwięku, zamiast tego opuściło łeb i sprawiało wrażenie oszołomionego. Amaktaris i Amar wykorzystali tę okazję. Nefer nie potrafił powiedzieć, które z nich ruszyło pierwsze. Dopadli lwicy niemal równocześnie, z obydwu stron. Królowa z rozmachem wbiła oszczep w bok zwierzęcia, celując w płuca. Amar ugodził szerokim cięciem w gardło drapieżnika. Potężna kocica zwaliła się na piach, brocząc krwią oraz wydając coraz słabsze, przerażające odgłosy bólu i agonii. „A więc jednak Bogini zapolowała dziś na szlachetną zwierzynę.” – Pomyślał kapłan.

Ostrzegło go pełne strachu rżenie koni. Horkan zeskoczył już z rydwanu i pozostawione same sobie zwierzęta pognały teraz w panice w głąb pustyni.

– Neferze, za tobą! – To wołała Amaktaris.

Odwrócił się i zamarł ze zgrozy. Prosto na niego pędziła długimi susami druga lwica, która ukrywała się dotąd w zaroślach. Była nieco mniejsza od martwej  poprzedniczki, ale  Neferowi nie robiło to żadnej różnicy. Nawet jego doświadczeni w łowach towarzysze zapomnieli wśród dramatycznych wydarzeń sprzed chwili, że lwice nigdy nie polują samotnie. Kątem oka zauważył, że Królowa rozpaczliwie usiłuje wydobyć zaklinowany między żebrami pierwszego drapieżnika oszczep, zaś Amar puszcza się biegiem w jego stronę. Nie miało to większego znaczenie, żadne z nich i tak nie zdążyłoby przed atakiem wielkiego kota. On sam stał jak sparaliżowany, ściskając rzemień procy, w tej chwili zupełnie bezużytecznej. Lwica rzuciła się do ostatniego skoku i wtedy wyrósł przed nią Horkan z nastawionym oszczepem. Będąc w powietrzu, nie zdążyła już zmienić kierunku lotu i nadziała się brzuchem prosto na brązowe ostrze. Siła uderzenia sprawiła, że oszczep wbił się głęboko, ale też zaraz potem drzewce pękło. Umierające zwierzę zwaliło się na żołnierza, drapiąc konwulsyjnie pazurami. Kapłan dostrzegł tryskającą z uda setnika krew. On sam wyszedł niemal bez szwanku, potłukł się tylko, gdy pęd lwicy i jego obalił na piasek.

Amar przybiegł pierwszy i na wszelki wypadek wbił nóż w gardło drapieżnika. Było to w istocie zbędne, zwierzę już nie żyło. Wspólnie z Neferem, chociaż jego pomoc także była właściwie zbędna, uniósł ciało kota i odsunął na bok. Horkan zachował przytomność, poruszał się słabo, ale z rozdartego uda lała się krew. Mnóstwo krwi wsiąkającej w piasek. Królowa porzuciła daremne próby wyrwania oszczepu i także przybiegła na miejsce walki. Zrozumiała już, że bardziej przyda się jako uzdrowicielka niż jako łowczyni. Jednym spojrzeniem oceniła sytuację.

– Dawaj to! – Wyrwała z rąk Nefera procę i opasała jej szerokimi rzemieniami udo oficera powyżej straszliwej rany.

– A ty ściągnij z całych sił! – rozkazała Amarowi, zawiązując węzeł i podając gwardziście wolne końce rzemieni. Krwotok zmniejszył się i zaczął stopniowo ustawać. Amaktaris poleciła swym pomocnikom przytrzymać setnika i obmacała jego nogę. – Kości są całe, dzięki wszystkim bogom, ale reszta…

Teraz dopiero dogoniły ich pierwsze rydwany eskorty.

– Dajcie szybko bandaże! – zawołała Królowa do nadjeżdżającego Torkana. Nie czekając na reakcję osłupiałego nomarchy, Amar wyszarpał ze skrytki w jego rydwanie pas czystej, lnianej tkaniny. Królowa doświadczonymi ruchami dłoni nałożyła opatrunek.

– Musimy natychmiast zanieść go do jakiejś osady. Tutaj nic więcej nie mogę zrobić!

– Pani, nie powinnaś… – Nomarcha usiłował słabo protestować, widząc Władczynię umazaną krwią jego syna.

– Nie ma tu nikogo, kto zrobił by to lepiej ode Mnie! To twój syn i żołnierz w Mojej służbie. Został ranny walcząc w obronie Królowej. Chcę i potrafię mu pomóc. Będą potrzebne nosze z oszczepów, szybko!

Nomarcha otrząsnął się wreszcie i zaczął wydawać rozkazy załogom przybywających rydwanów. Kilku wojowników wiązało oszczepy, innych posłano, by sprowadzili spłoszone zaprzęgi. Tropiciele przetrząsnęli fatalną kępę zarośli w poszukiwaniu kolejnych drapieżników. Nic już jednak nie znaleźli.

– Synu… – Generał pochylił się nad Horkanem. – Cokolwiek się stanie, jestem z ciebie dumny. Walczyłeś jak na polu bitwy.

– Tak, w Mojej obronie. – dodała Władczyni, także pochylając się nad rannym. „Przede wszystkim uratował mnie.” – Pomyślał Nefer, ale uznał, że lepiej zachować tę uwagę dla siebie.

– Pani, ja… – Horkan usiłował coś powiedzieć, widocznie także zaskoczony słowami Amaktaris.

– Wykazałeś się wielka odwagą. – przerwała mu Królowa. – Bądź pewien, że o tym nie zapomnę!

– Ojcze, zajmijcie się lwami. To piękne trofeum… – powiedział słabo.

– Nic już nie mów, Horkanie. – Bogini uciszyła go, kładąc łagodnie dłoń na ustach żołnierza. Po chwili stracił przytomność.

– Pani, w pobliżu znajduje się folwark, tak mówią tropiciele. To królewska posiadłość. – odezwał się nomarcha.

– Wyślij jeden z rydwanów z rozkazami. Niech rozpalą ogień, potrzebuję gorącej wody, octu, bandaży… A my musimy przenieść tam twojego syna.

– Najwspanialsza… Czy on przeżyje? To mój jedynak…

– Przeżyje, zrobię wszystko, by go uratować. A jestem naprawdę dobrą uzdrowicielką. Wiele zależy jednak od woli bogów.

– Sama jesteś Boginią, o Pani… Dziękuję za Twe starania.

– Zostanę przy twoim synu. Ty zajmij się zabitymi lwami. To było życzenie Horkana… Zasłużył na to trofeum i chcę mu je wręczyć osobiście, gdy dojdzie do siebie.

Nieprzytomnego żołnierza złożono na związanych rzemieniami oszczepach, jego towarzysze ujęli te prowizoryczne nosze i ruszyli w stronę widocznego w pewnej odległości pasa zieleni. Była to granica pól uprawnych, nawadnianych dzięki wylewom Rzeki oraz skrzętnej pracy rolników. Bogini nie odstępowała rannego i całą drogę szła tuż przy noszach. Horkan nadal pozostawał bez przytomności, prowizoryczny opatrunek zabarwił się na czerwono. Amaktaris spoglądała na to z zafrasowaną miną, upominała żołnierzy, by nieśli nosze równo i bez wstrząsów, nie próbowała ich jednak poganiać. Po chwili znalazła też zajęcie dla Nefera.

– Ruszaj przodem, kapłanie i upewnij się, że wszystko będzie gotowe!

Pola i zabudowania folwarku były już dobrze widoczne, trafił więc bez trudu. Okazało się szczęśliwie, że nie musiał nikogo przynaglać: rozpalono ogień, gotowano wodę, zebrano czyste, lniane tkaniny na bandaże. To właśnie uderzyło Nefera, czyniono przygotowania na przyjęcie rannego, a nie na wizytę Monarchini. Zarządcę znalazł bez trudu. Stosunkowo młody, o twarzy ogorzałej od słońca, szybko i bez wahania wydawał stosowne polecenia. Rychłe przybycie Osoby Królowej zdawało się nie robić na nim większego wrażenia, tak, jak gdyby codziennie odwiedzała to zapadłe gospodarstwo.

– Panie, z polecenia Najjaśniejszej mam prosić cię o dopatrzenie wszystkiego…

– Tak,  wiemy już co się stało. Nie przeszkadzaj teraz. – odprawił go zarządca.

Wśród ogólnego gwaru Nefer posłyszał jego imię – nazywał się Toros. Natychmiast przypomniał sobie przestudiowane na okręcie dokumenty. Zarządca wywarł na nim korzystne wrażenie, pomimo szorstkiego sposobu bycia. Rozejrzał się dookoła, dostrzegając, że na folwarku panował ład i porządek, dużo większy niż to, co widział niedawno w gospodarstwie Pachosa. Zabudowania wyglądały na solidne i niedawno odnowione.

Dalsze obserwacje przerwało przybycie Królowej i rannego Horkana. Żołnierza złożono w jednym z budynków. Nefer wszedł tam za innymi. Nie potrafił wprawdzie polubić młodego oficera, ale nie mógł też zapomnieć, jak odważnie stanął on naprzeciw atakującej lwicy. Bo Horkan uratował przede wszystkim właśnie jego, niewolnika – niezależnie od tego, co mówiła potem Władczyni.

Amaktaris pospiesznie wydawała rozkazy. Zażądała gorącej wody, octu, płóciennych bandaży, ostrego noża i wielu innych rzeczy. Rozcięła prowizoryczny opatrunek, a następnie rzemienie procy. Nefer nie cieszył się długo z posiadania tej broni. Krew popłynęła ponownie, sącząc się z rany z mniejszą już jednak siłą. Królowa odczekała chwilę, a gdy płynąca krew stała się jasna i intensywnie czerwona, ponownie zacisnęła na udzie rannego opaskę, tym razem użyła solidnego, skórzanego pasa. Raz jeszcze upewniła się, czy kości są całe i zaczęła delikatnie przemywać ranę. Przy tych czynnościach Horkan niestety się ocknął.

– Trzymajcie go. – poleciła. Wraz z kilkoma żołnierzami Amar unieruchomił oficera.

Pochyliła się ku jego twarzy.

– Takie rany często się jątrzą. Musimy ją przypalić. Sama to zrobię, ale nie mogę być przy tym delikatna.

Horkan powiedział coś tak cicho, że nikt poza Boginią nie zdołał usłyszeć jego słów.

– Cśśśiii… – Po raz drugi położyła dłoń na ustach rannego. – Dajcie mu mocnego wina.

– Wybacz, o Pani, ale nie mamy wina na folwarku. Mogę posłać kogoś do sąsiadów ale… – To odezwał się Toros.

– Nie ma na to czasu. Musicie go trzymać naprawdę mocno. – Spojrzała tu zwłaszcza na Amara. Olbrzym spokojnie i pewnie kiwnął głową, przyjmując polecenie. Królowa dostrzegła też kapłana. – A ty, Neferze, wsuń mu to między zęby i nie pozwól, żeby wypadło. – Wskazała na owinięty wyprawioną skórą kawałek drewna, zapewne do niedawna trzonek jakiegoś narzędzia.

Gdy wszystko było gotowe, Amaktaris ujęła podgrzany w ogniu szeroki nóż o drewnianej rękojeści i rozpalonym do czerwoności ostrzu. Skropiła je lekko wodą, przekonując się, iż jest wystarczająco gorące.

– Bądź dzielny, Horkanie. Pamiętaj, że żołnierz nie okazuje bólu… – To nomarcha próbował podnieść syna na duchu.

–Twój syn okazał już dziś wystarczająco wiele odwagi. – przypomniała mu Królowa. – Krzycz, jeśli ci to ulży. – Teraz zwróciła się do rannego. – Z pewnością nikt nie weźmie tego za złe. A ja najmniej…

Wolną dłonią ścisnęła rękę oficera. Gdy jego wzrok szukał twarzy Bogini, ta szybkim ruchem przyłożyła nóż do rany. Ciało Horkana wygięło się w łuk, rzucił się konwulsyjnie, ale Amar był na to przygotowany i utrzymał w bezruchu nogi setnika. Pozostali też szybko się ocknęli i wzmocnili uchwyt. Nefer z trudem przytrzymał głowę Horkana, chociaż zadanie ułatwiał wsunięty w usta rannego kawałek drewna, na którym oparł dłonie. Tłumił on przy okazji krzyki żołnierza, bo Horkan jednak krzyczał. I trudno było czynić mu z tego zarzut. Kapłan dopiero teraz poczuł autentyczne współczucie. Młody oficer, zawsze tak doskonały w tym co robił, okazał się w tej chwili zwykłym człowiekiem.

W powietrzu rozszedł się wstręty smród palonego mięsa. Ranny raz jeszcze rzucił się gwałtownie i ponownie stracił przytomność. Wyszło mu to na dobre, bo jak się okazało, Królowa nie poprzestała na tym jednym przypaleniu. Odwróciła ostrze i przyłożyła je do rany w innym miejscu, a potem użyła jeszcze dwóch kolejnych noży, które przyniesiono na Jej wezwanie. Nefer zrozumiał, że uprzednio nie chciała ich widokiem dawać Horkanowi dodatkowego powodu do obaw. Liczyła na to, że ranny straci przytomność. Sama pracowała szybko i pewnie, na wszelki wypadek niektóre miejsca przypaliła dwukrotnie. Wyglądającą okropnie oparzelinę przemyła wodą z octem i nałożyła nowy opatrunek.

– Nic więcej nie możemy zrobić, reszta w ręku bogów. Trzeba mu zapewnić najlepszą możliwą opiekę. Pewnie pojawi się gorączka.

– Sprowadzę łódź i jak najszybciej przewiozę go do pałacu. – oświadczył nomarcha.

– W żadnym wypadku, to mogłoby poważnie zaszkodzić Horkanowi. – sprzeciwiła się Królowa. – Mówię to jako uzdrowicielka. Przez jakiś czas musi zostać tutaj. Zarządco, przygotuj odpowiednie pomieszczenia. Ma to być najlepszy dom na folwarku!

– W takim razie oddam własną kwaterę, zaraz wydam odpowiednie rozkazy. – Nie czekając na pozwolenie wyszedł na zewnątrz.

– A ja sprowadzę tutaj służbę, pielęgniarki, najlepszych uzdrowicieli… – dodał Torkan.

– Tylko żeby nie było ich zbyt wielu, on potrzebuje spokoju. Co do uzdrowicieli… Mam zamiar odwiedzić Horkana za dzień lub dwa, ale nie mogę pozostać tu na stałe. Chciałabym jednak porozmawiać z tymi uzdrowicielami, zanim wyślesz ich w drogę.

Po dłuższej chwili powrócił Toros z wiadomością, że kwatera jest już gotowa. Pod czujnym nadzorem Bogini żołnierze ostrożni przenieśli Horkana do zaskakująco skromnego, porządnego jednak oraz czystego domostwa. Nie oferowało ono wielu wygód, ale młody oficer nie wyglądał na kogoś, kto byłby do nich przyzwyczajony. Amaktaris uznała wyposażenie za wystarczające. Torkan zapowiadał już jednak, jakie sprzęty tu sprowadzi. Władczyni ignorowała jego nerwową gadaninę, wsłuchując się w oddech rannego. Wydawał się równy i spokojny, ale czy pozostanie takim, gdy nadejdzie nieunikniona gorączka?

– To koniec dzisiejszego polowania. – zwróciła się do Torkana, pragnąc zapewne przerwać jego wywody. – Wrócę do miasta łodzią. Zechciej nakazać, by ją przysłano, generale. Tymczasem zostanę przy twoim synu, ale chciałabym się obmyć. – Ostatnie słowa skierowała do zarządcy .

– Oczywiście, o Pani. Nie mamy tu jednak żadnych luksusów…

– Wystarczy jakiś osłonięty zakątek, wiadro ciepłej wody i niewolnica do pomocy.

– Natychmiast wszystko przygotuję.

– Generale, zajmij się tym, co ci zleciłam oraz sprowadzeniem potrzebnych synowi sprzętów. Tutaj w niczym mu już nie pomożesz. – Najwyraźniej chciała pozbyć się zdenerwowanego nomarchy, dając mu przy okazji zajęcie, które pomoże opanować niepokój. Ten raz jeszcze spojrzał na  rannego i wyszedł.

– Popilnuj go podczas Mojej nieobecności. – poleciła Neferowi Królowa i opuściła pomieszczenie, prowadzona przez zarządcę.

Został sam przy posłaniu Horkana. Oficer nadal oddychał spokojnie, ale kładąc dłoń na jego czole, kapłan wyczuł narastającą gorączkę. Miał nadzieję, że Bogini potrafi sobie z tym poradzić. „Ciekawe, czy wyżyje. Jest młody i silny, ale otrzymał ciężką ranę.” – Wpatrywał się w przystojną twarz setnika. Horkan miał wszystko to, czego brakowało jemu samemu. Męską urodę, wyćwiczone ciało, umiejętności wojownika. Kilka razy dowiódł nadto, że jest niegłupi. Nie ulegało wątpliwości, iż wywarł korzystne wrażenie na Władczyni. Więcej niż korzystne… – „Czy to dlatego nie potrafię go polubić, chociaż uratował mi życie?”

XLIV

Pozostali na folwarku aż do późnego popołudnia. Królowa spędziła większość tego czasu czuwając przy rannym. Nawet gdy przybyła już wysłana po nią łódź, nadal zwlekała z odpłynięciem. W ten sposób doczekała się pierwszego z zapowiedzianych przez nomarchę uzdrowicieli. Był mocno speszony, nie spodziewał się bowiem zastać przy poszkodowanym Pani Obydwu Krajów. Bezceremonialnie zaciągnęła go do posłania Horkana i zaczęła udzielać wskazówki. Wkrótce pogrążyli się fachowej dyskusji.

Nie mając nic do roboty, Nefer włóczył się po folwarku i przyglądał pracy robotników, pospiesznie przygotowujących gospodarstwo do spodziewanego wkrótce wylewu Rzeki. Utwierdził się w przekonaniu, że folwark jest sprawnie zarządzany. Panował tu dużo większy porządek od tego, co widział pod rządami Pachosa. Robotnicy wyglądali na zdrowych i pracowali z ochotą, chociaż ich pleców nie znaczyły zbyt liczne ślady po biczu. Zaszedł na brzeg głównego kanału prowadzącego do Rzeki. Bez tej prawdziwie życiodajnej drogi cała okolica pozostawałaby martwą pustynią. Po drugiej stronie kanału także rozciągały się pola uprawne i tam również pracowali rolnicy.

– Co to za posiadłość? – spytał jednego z nadzorców.

– To pola należące do Wielkiego Chnuma. Wspólnie korzystamy z tego kanału, ale dbamy o jego czystość lepiej od nich.

Tymczasem Toros zaproponował Władczyni i Jej orszakowi prosty lecz smaczny posiłek. Królowa ledwie skosztowała jedzenia i szybko powróciła do rannego Horkana, w oczach Nefera zarządca bardzo jednak zyskał, niezależnie od uznania za sprawne prowadzenie gospodarstwa. Kończył właśnie jeść, gdy podszedł do niego czarnoskóry olbrzym, Amar.

– Chciałem ci podziękować. Nie myśl, że nie widziałem, co zrobiłeś. Gdyby nie ty…

– Panie, to ty uratowałeś Świetlistą, Oby Żyła i Władała Wiecznie!

– Ona jest najważniejsza, gdyby coś Jej się stało… Dlatego dziękuję ci podwójnie. Przyjmij moją wdzięczność. – Nefer poczuł na ramieniu ciężką dłoń olbrzyma.

– Panie, jestem tylko niewolnikiem.

– I co z tego? Liczy się odważne serce i szlachetny duch. Ja sam trafiłem do Kraju nad Rzeką jako niewolnik. Ojciec Naszej Pani, Wielki Faraon Totmes, zaufał mi jednak i uczynił strażnikiem swojej Córki. Nigdy nie dopuszczę, by coś Jej się stało. A ty… Miała już kilku osobistych niewolników, żaden nie zasłużył jednak na mój szacunek. Ostatni z nich…

– Panie?

– Uczynił coś niewyobrażalnego. – Gwardzista zorientował się, iż powiedział za dużo. – Pamiętaj, że możesz liczyć na moją wdzięczność. – Z tymi słowami zakończył rozmowę.

„Cóż takiego mógł zrobić mój poprzednik, że nikt nie chce nawet o tym mówić?” – Pomyślał Nefer. Zastanawiał się jednak nad tym już wielokrotnie i nie miał zamiaru łamać sobie głowy kolejny raz. Może powinien zamiast tego porozmawiać z Torosem i spróbować wybadać rządcę? Ten potraktował go wprawdzie szorstko, ale musiał przecież zauważyć, że nie jest zwyczajnym niewolnikiem i zapewne nie odmówiłby rozmowy. Nie miał jednak w tej sprawie żadnych poleceń, a nie chciał przeszkadzać Bogini. Zrezygnował więc i po prostu rozkoszował się pełnym żołądkiem oraz popołudniowym lenistwem. Przebywając tym razem na folwarku w charakterze swego rodzaju gościa, uznał to miejsce za dużo przyjemniejsze niż gospodarstwo Pachosa, w którym pracował jako niewolnik, i to źle traktowany niewolnik.

Najjaśniejsza postanowiła w końcu wracać. Nomarcha przysłał luksusową łódź, wyposażoną w wygodne siedzenia oraz chroniący przed słońcem baldachim. Bogini milczała przez całą drogę, ponura i zamyślona. Nefer również pogrążył się w myślach, dopiero teraz zaczęło do niego docierać w pełni, jak bliski był śmierci. Jak bliscy śmierci byli wszyscy czworo, z samą Królową włącznie. Skończyło się tylko na poważnej ranie Horkana, ale wszystko mogło się przecież potoczyć zupełnie inaczej… Gdyby nawet on sam przeżył, ale zginęła Ona… Nad tym wolał się nie zastanawiać.

Zmierzchało już, gdy dotarli do przystani w Nennesut i królewskiej barki. Dla Najwspanialszej, zgodnie z codziennym zwyczajem, przygotowano kąpiel. Zanim zniknęła we wnętrzu nadbudówki, miała jednak polecenia dla osobistego niewolnika.

– Neferze, umyj się i oczekuj na wezwanie. Po kąpieli chcę cię widzieć w Moich komnatach.

Tym razem pobyt w łaźni zabrał Królowej wyjątkowo mało czasu i Nefer szybko otrzymał przekazane przez służkę polecenie udania się do apartamentów Władczyni. Amaktaris siedziała w fotelu, bosa i ubrana w bardzo prostą szatę. Ze zdziwieniem zauważył też zupełny brak makijażu. Nie w taki sposób przyjmowała zazwyczaj osobistego niewolnika.

– Podaj wino. – poleciła. – Nalej też drugi kielich dla siebie. Nie mam dziś nastroju do zabawy w poszukiwanie trucizny.

– Pani?

– Wiem, że wolisz piwo, ale nie będę po nie posyłać. To zresztą znakomite wino, może kiedyś będziesz potrafił je docenić.

– Jest pewnie bardzo kosztowne, nigdy nie było mnie stać na podobne luksusy. – Idąc w ślady Królowej, upił nieco szkarłatnego trunku. Raz jeszcze miał przy tym okazję przekonać się, że nie zna się na winach. Okazało się przyjemne w smaku, ale nie mogło dorównać porządnemu piwu.

– Tego gatunku i tak nigdzie byś nie kupił. Jest wytwarzany wyłącznie na potrzeby Pałacu. Nie stać cię było na to wino jako młodszego kapłana, za to pijesz je jako niewolnik. Zadziwiające są wyroki bogów… Skoro już zaspokoiłeś pragnienie, to zajmij się masażem Moich stóp. Robisz to całkiem dobrze.

Uklęknął i z ochotą wykonał polecenie, podczas gdy Amaktaris sączyła wino.

– Jak myślisz kapłanie, po co cię wezwałam?

– Abym ukoił Twoje bolące stopy?

– Jesteś niezłym masażystą, ale przecież w każdej chwili mogę mieć na Moje usługi prawdziwych mistrzów w tej sztuce.

– Czy ich także poczęstowałabyś winem, o Wielka? – Niezwykłe zachowanie Królowej skłoniło go do wygłoszenia tej raczej śmiałej uwagi.

– Może bym i poczęstowała… ale cóż z tego? Nie miałabym potem o czym z nimi  porozmawiać…

„A więc mam ukoić nie tyle bolące stopy, co Jej zbolałego ducha.” –  Tę myśl zostawił już dla siebie.

– Wiedz, że zauważyłam, co dzisiaj zrobiłeś. – Użyła niemal tych samych słów, co  gwardzista. – Uratowałeś Amara. Wykazałeś się nie tylko odwagą, ale i głową. Nigdy zresztą nie wątpiłam, że posiadasz te zalety.

– Pani, to raczej setnik Horkan uratował mnie.

Zdawała się nie słyszeć jego odpowiedzi.

– Za to Ja… Najpierw uparłam się, żeby polować w tej okolicy, a potem ścigać tamte antylopy. A przecież Horkan i jego ojciec ostrzegali… No i w końcu wszyscy razem musieliście ratować Królową. Horkan zapłacił za to raną, kto wie, czy nie kalectwem. Nadal może umrzeć od zakażenia albo gorączki.

– Setnik ocalił przede wszystkim moje życie, o Pani. – powtórzył.  – To mnie zaatakowała lwica.

– Pierwszy raz brałeś udział w polowaniu na lwy i dobrze się spisałeś. To my daliśmy się zaskoczyć, to Ja prowadziłam pościg. Gdybyś zginął… gdyby zginął Amar, któremu pomogłeś… Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.

– Nasza śmierć nie miałaby znaczenia. To Ty, Wielka Pani, jesteś Królową i Boginią, Panią Dwóch Krajów, na Tobie opiera się państwo i dynastia. Do tego jesteś wspaniałą, niezwykłą Władczynią. Wszyscy wielbimy Cię i kochamy. To dlatego Amar chciał odciągnąć lwicę, a ja… Jak mógłbym żyć, gdybyś zginęła na moich oczach?

– Właśnie dlatego, że wiem, iż tak byście postąpili, nie powinnam była ryzykować…

– Nie powinnaś. – zgodził się. – Nie wówczas, gdy tak jak dzisiaj, chodziło tylko o rozrywkę czy zwykłą zachciankę. Nic nie poradzisz na to, jaka jest Twoja natura, natura Kobiety, Królowej i Bogini. Taką stworzyli Cię bogowie i tego nie zmienisz, a nawet gdyby… Nie byłabyś już sobą. Dlaczego kochamy Cię nie tylko my, którzy mamy szczęście przebywać przy Tobie, ale też żołnierze i zwykli ludzie, którzy widują Królową jedynie z daleka? Bo troszczysz się o wszystko i wszystkich, nigdy nie opuszczasz swoich wiernych sług i nie szukasz osłony. Ci, którzy Cię kochają, muszą się z tym pogodzić i chronić Twoją Osobę niezależnie od tego, co uczynisz. Także wówczas, gdy ryzykujesz bez potrzeby. Nasze życie nie jest ważne… Tak jak w grze, pionki giną za Królową. Możesz poświęcić je dla kaprysu. Twoim zadaniem powinno być jednak sprawianie, by takich ofiar nie składano na próżno. Może kiedyś będziesz potrafiła to zrozumieć.

Amaktaris przyjęła w milczeniu tę przydługą i mało stosowną przemowę swego niewolnika.

– Jak to się dzieje, kapłanie, że potrafisz jednocześnie prawić najbardziej wyszukane pochlebstwa, a zarazem czynisz wyrzuty, które chłoszczą niczym bicz?

– Jeżeli czujesz ich uderzenia, to nie są one daremne, Wielka Pani.

Znowu milczała przez długą chwilę, dopijając powoli wino.

– Napełnij kielichy i zajmij się drugą stopą, niewolniku. – poleciła. – Sam widzisz, że żaden z Moich masażystów nie potrafiłby cię zastąpić…

– Domyśliłeś się pewnie, dlaczego polowaliśmy akurat w tej okolicy? – podjęła, gdy ponownie upadł przed swą Panią na kolana i wrócił do masowania Jej stóp. – Zamierzałam przy okazji odwiedzić folwark Torosa, bez zwracania niczyjej uwagi. Chciałam też zabrać tam ciebie, chociaż to nie był jedyny powód twojego uczestnictwa w łowach. To, co mówiłam o ćwiczeniach i braku ruchu, jest szczerą prawdą.

Zaczynała otrząsać się z przygnębienia, a Nefer pomyślał, że może Królowa miała jeszcze jeden powód – chęć popisania się własną sprawnością łowczyni. Odczuwała z jej powodu słuszną dumę, nawet wobec osobistego niewolnika.

– Teraz, oczywiście, wszyscy dowiedzą się, że byłam w tym gospodarstwie. Zyskałam jednak doskonały powód, by tam powrócić. Nikogo nie powinno zdziwić, gdy zechcę odwiedzić żołnierza, który został ranny w Mojej obronie.

– W przypadku jakiegokolwiek innego Władcy wzbudziło by to wielkie zdumienie, o Pani. Nie zdziwi jednak tych, którzy choć trochę Cię znają. – odparł Nefer. Uznał zarazem, że nie wiadomo tak do końca, co jest rzeczywistym powodem, a co tylko pretekstem dla złożenia tej wizyty. – Uratowałaś Horkana swoją wiedzą i sztuką uzdrowicielki. Pomyśl o tym, o Świetlista, gdy znów dopadną Cię ponure myśli. – Ośmielił się dodać.

– To jeszcze nie takie pewne, jego stan jest nadal ciężki. Najchętniej zostałabym przy nim, ale… Mam nadzieję, że ci uzdrowiciele, których zamierza przysłać nomarcha, okażą się czegoś warci. Pierwszy z nich nie był nawet najgłupszy. I pojawił się szybko, co też dobrze o nim świadczy. Wydałam jasne polecenia, co mają robić. Horkan potrzebuje przede wszystkim spokoju. Rozkazałam, aby Mnie natychmiast zawiadomiono, gdy odzyska przytomność. Wtedy tam popłyniemy, być może przedłużę w związku z tym pobyt w Nennesut. – Podejrzenia Nefera potwierdzały się szybciej, niż mógł tego oczekiwać.

– Gdy zajmowałaś się rannym, o Pani, rozejrzałem się trochę po tym folwarku. – Chciał odwrócić myśli Najjaśniejszej od młodego oficera. – Panuje tam wzorowy porządek, ludzie ciężko pracują, ale wyglądają na zadowolonych. Nie wydaje mi się, by Toros był złodziejem. Jeden z nadzorców wspomniał o pracach przy oczyszczaniu kanałów i jakichś zatargach, które mieli w związku z tym ze świątynią Chnuma. Jej posiadłości rozciągają się po drugiej stronie głównego kanału.

– Zabierz ze sobą te dokumenty, które przeglądałeś. Znajdę okazję, by porozmawiać z zarządcą. Oczywiście, gdy już upewnię się co do stanu Horkana. – Próba okazała się nie do końca udaną, tym niemniej Najjaśniejsza nie zapomniała tak całkowicie o sprawach państwowych.

– Właściwie, to w Nennesut miałam jeszcze tylko odbyć sądy i rozpatrzyć skargi poddanych. Planowałam to na jutro, ale niewykluczone, że donosiciel zechce poruszyć tę sprawę i chciałabym najpierw wyrobić sobie własne zdanie. Polecę, aby sądy przełożono, a jutrzejszy dzień przeznaczę na wizytę w domu uzdrowicieli przy świątyni Tota – i tak miałam się tam udać w związku z dalszym leczeniem Horkana. To nie wypełni całego dnia, ale mogę też odwiedzić szkoły i tym podobne miejsca. Tak naprawdę, to lubię takie wizyty, ale rzadko mam na nie czas podczas oficjalnych podróży. Będziesz oczywiście towarzyszył Królowej.

– Jak sobie życzysz, o Pani.

– Zrobiło się późno, a Ja jestem naprawdę zmęczona. Neferze, pomogłeś dzisiaj nie tylko Moim stopom… Pewnie czujesz się zawiedziony…

– Zawiedziony, o Wielka?

– Może spodziewałeś się czegoś więcej, niż tylko rozkazu wymasowania Moich stóp oraz wina, które pewnie ci nie smakowało?

– Pani, służba dla Ciebie jest zawsze zaszczytem. Uwielbiam adorować Twoje stopy… Co do wina, to rzeczywiście, wolałbym piwo. – wypalił, widząc pojawiające się w oczach Bogini drobne iskierki, zdradzające powrót lepszego nastroju.

– Jesteś niepoprawny, niewolniku. – Roześmiała się szczerze. – Zasłużyłeś dzisiaj na uznanie Królowej na wiele sposobów. Gdy jednak pozwalam ci wybrać rodzaj nagrody, zawsze prosisz o jakąś łaskę dla kogoś innego. Dlatego teraz sama postanowiłam, jak cię wynagrodzę.

– Pani?

– Wkrótce wyruszymy do Mewer i mam zamiar odwiedzić Labirynt. Tam także będziesz towarzyszył Królowej.

– Pani, skąd…

– Skąd wiedziałam, że tego pragniesz? Aby to pojąć, nie muszę być Boginią. – Znowu się roześmiała, najwidoczniej zadowolona, że sprawiła swemu niewolnikowi przyjemność.  –  Idź już i dziękuję za tę rozmowę.

XLV

Władczyni ograniczyła do minimum rozmiary towarzyszącej Jej świty i nie życzyła sobie żadnych oficjalnych ceremonii podczas odbywanych odwiedzin. Rzecz jasna, nie udało się ich całkowicie uniknąć. Trwały jednak krótko, a Amaktaris w zarodku tłumiła próby wygłaszania górnolotnych przemówień czy składania wiernopoddańczych hołdów.

Pierwszym celem, tak jak zapowiedziała, stał się Dom Życia przy świątyni Tota. Królowa spotkała się tam najpierw z grupką kilkunastu uzdrowicieli, których nomarcha zamierzał wysłać z pomocą synowi. Byli to prawie wszyscy, a przynajmniej wszyscy uważani za najlepszych, uzdrowiciele w mieście. Powitali Boginię z należnym szacunkiem, ale podczas dyskusji nad sposobami leczenia Horkana wielu z nich zupełnie nie zgadzało się z Jej zaleceniami. Z naciskiem domagała się, by zapewnili rannemu spokój, dbali o czystość i regularną zmianę opatrunków. Niektórzy z nich uważali to za metody dobre dla wiejskich znachorek i przedstawiali bardziej oryginalne pomysły. Zdaniem Nefera, przynajmniej połowa proponowanych kuracji musiałaby niechybnie doprowadzić do śmierci najzdrowszego nawet pacjenta. Był oczywiście dyletantem, okazało się jednak, że Królowa podziela jego obawy i stanowczo zabroniła wprowadzania tych metod w życie. Kilku najbardziej upartym entuzjastom po prostu zakazała zbliżania się do folwarku, na którym przebywał Horkan, pod groźbą natychmiastowej egzekucji. Odeszli niezadowoleni, a grupka uzdrowicieli zmniejszyła się w ten sposób do sześciu. Władczyni udzieliła im szczegółowych instrukcji, zabraniając wszelkich czynności, które mogłyby osłabić rannego.

– I tak jest ich zbyt wielu. – powiedziała Neferowi, gdy uzdrowiciele w końcu wyruszyli, udając się na przystań, gdzie miały czekać przysłane przez nomarchę łodzie. Każdemu z Mistrzów towarzyszyła mniejsza lub większa świta pomocników i służących. – Pozbyłam się przynajmniej największych durniów, ale i tych, którzy zostali, najchętniej trzymałabym z daleka od Horkana. Jeżeli zrobią coś głupiego, na przykład zaczną puszczać mu krew, to przysięgam, że zawisną głowami w dół na dziobie królewskiego okrętu! – Nefer nie był pewien, czy przypadkiem nie wypowiedziała tej groźby całkiem poważnie. – Na szczęście, ten uzdrowiciel, który przybył wczoraj, wydaje się rozsądniejszy niż ci tutaj. Wydałam też stosowne rozkazy Torosowi. Ma wykonywać tylko jego polecenia i nie dopuścić do niczego, na co mistrz Sentot – bo tak się nazywa – nie da zgody. Mam nadzieję, że to wystarczy.

Amaktaris chciała następnie odwiedzić chorych leczonych w Domu Życia. Szpital okazał się dużo skromniejszy i bez porównania gorzej wyposażony od tego w Pałacu. Nie dbano też szczególnie o czystość. Nie zdziwiło to bynajmniej Nefera, który dobrze pamiętał boje staczane przez Anę w Abydos. Jego żona również przywiązywała dużą wagę do zachowania czystości, czym irytowała starszych uzdrowicieli oraz świątynnych zwierzchników szpitala. Dlatego często skąpiono jej później środków, których potrzebowała, aby rozwijać własne metody kuracji.

Królowa przyglądała się bez entuzjazmu panującym w szpitalu porządkom, powstrzymała się jednak od komentarzy. Całą uwagę poświęciła teraz chorym. Oczywiście, nie zamierzała wykonywać tu osobiście pracy uzdrowicielki czy pielęgniarki, jak czyniła to w Pałacu, ale i tak Jej obecność podziałała korzystnie na pacjentów. Jak zwykle, zabroniła okazywania przejawów czci wobec własnej Osoby i jak zwykle, nie udało się ich całkowicie uniknąć. Porozmawiała z kilkoma pacjentami, wypytując o ich sprawy. Tu i tam obdarzyła kogoś uśmiechem i dobrym słowem. Doświadczając tej niepojętej dla nich życzliwości Bogini, chorzy okazywali Jej szczere, choć niezdarne uwielbienie. To z kolei sprawiało prawdziwą przyjemność samej Amaktaris Wspaniałej. W szczegóły stosowanych metod leczniczych nie próbowała się zagłębiać, co prawdopodobnie przyczyniło się do udanego przebiegu wizyty. Zapewne zresztą nie ukazano Bogini najcięższych, beznadziejnych przypadków. Opuściła Dom Życia w nastroju nieco lepszym od tego, jaki miała po rozmowie z uzdrowicielami.

Po szpitalu przyszła kolej na odwiedziny w kilku przyświątynnych szkołach, w których uczyli się przyszli kapłani i adepci sztuki pisarskiej. Nefer przypomniał sobie lata własnej nauki. Niewiele się od tej pory zmieniło. Uczniowie nadal zaczynali od wkuwania na pamięć nudnych raczej hymnów ku czci bogów, by potem ćwiczyć stawianie na papirusie znaków, które miały oddawać ich treść. Podekscytowani chłopcy, wyrwani z rutyny nudnych lekcji, popisywali się swoimi osiągnięciami w zdobywaniu wiedzy, wzbudzając uznanie Władczyni. Jeszcze więcej dumy okazywali ich nauczyciele. Być może zadowolenie tych drugich byłoby mniejsze, gdyby mogli usłyszeć niechętne uwagi Królowej na temat śladów po chłoście, widocznych na plecach uczniów. Trzcinowa rózga w ręku nauczyciela nadal pozostawała główną i często stosowaną pomocą dydaktyczną. Neferowi też pozostało sporo podobnych blizn z czasów nauki… Potem przybyły oczywiście inne, w tym całkiem świeże.

– Wiem, że od zawsze w taki właśnie sposób zachęcano uczniów do nauki. – powiedziała Amaktaris, gdy skończyli wizytę w pierwszej ze szkół. – Nie jestem jednak przekonana, czy to rzeczywiście najlepsza metoda. Wobec Mnie nikt jej nie stosował, a nie uważam, abym uczyła się gorzej i wiedziała mniej niż inni, którzy zdobyli wykształcenie. Oczywiście, nie mogę równać się z tobą, kapłanie.

– Pani, nikt nie ośmieliłby się… Pamiętaj jednak, że jesteś wyjątkowa pod każdym względem, jesteś Boginią i wiesz wszystko. Zwykli ludzie, zwłaszcza młodzi chłopcy, potrzebują natomiast odpowiedniej zachęty. Bez tego nauczanie byłoby niemożliwe i kto przechowywałby wiedzę pochodzącą od bogów? Wiedzę, dzięki której Egipt pozostaje najwspanialszą i najbardziej cywilizowaną ze wszystkich znanych krain? Ja sam, skoro raczysz uważać, iż posiadam pewne przymioty rozumu, zdobyłem je w taki właśnie sposób i te rózgi wyszły mi tylko na dobre.

– Czy przypadkiem właśnie wtedy ich nie polubiłeś? – odparła z lekką kpiną. – Ale uważam, że ty też jesteś na swój sposób wyjątkowy. I wiem, że jako nauczyciel używałeś rózgi nieczęsto. Bądź spokojny, nie mam zamiaru niczego zmieniać w sposobach przekazywania i przyswajania wiedzy. Nie chcę jednak, by te tradycyjne metody stosowano wobec Irias, pamiętaj o tym!

– Może to dlatego osiągnęła dotąd nikłe postępy? Rozumu jej nie brakuje, raczej chęci do nauki.

– Naprawdę uważasz, kapłanie, że taka chęć pojawiłaby się u niej dzięki używaniu rózgi? Zauważyłam przecież, że odkąd zacząłeś ją uczyć, chodziła na lekcje chętnie, podczas gdy wcześniej wykręcała się od nich pod różnymi pretekstami. I nie narzekała na nudę, jak poprzednio. Zaczęła się też ostatnio inaczej zachowywać, bardzo dojrzała. To z pewnością jej się przyda… Bardzo mi brakuje Irias, ale nie miałam innego wyjścia. Musiała pojechać… – Zakończyła dyskusję o metodach nauczania w mocno osobisty sposób.

– Ja… Ja też bardzo ją polubiłem i cieszę się, że pozwoliłaś Irias wrócić za kilka miesięcy, o Wielka. – przypomniał o tym, chcąc skierować myśli Najjaśniejszej w przyjemniejszym kierunku.

– Raczej wywalczyłam ten powrót jak zwycięstwo na polu bitwy. I wierz mi, dało to Królowej więcej radości niż taka wygrana. Tym niemniej, pewnie nie zdążyła jeszcze dotąd opuścić granic Kraju, na jej powrót musimy więc długo poczekać.

Bogini kończyła właśnie odwiedziny w drugiej ze szkół, gdy przybył posłaniec z pałacu nomarchy z wiadomością, iż Horkan odzyskał przytomność, chociaż nie czuje się podobno najlepiej. Królowa z trudem powstrzymała się przed wypytywaniem gońca o szczegóły, których i tak zapewne nie znał. Nie chciała już odwoływać wizyty w trzeciej i ostatniej ze szkół, co sprawiłoby z pewnością wielki zawód nauczycielom oraz uczniom. Nie powstrzymała się jednak przed przynaglaniem w drodze tragarzy niosących lektykę. Ponieważ zazwyczaj zachowywała w podobnych sytuacjach dumną wyniosłość, ten drobny szczegół zdradzał uczucia Boskiej Pani. Podczas ostatniej wizyty zdołała okazywać życzliwość i zainteresowanie, zakończyła ją jednak bardzo szybko i poleciła zanieść się na przystań, ponownie przynaglając tragarzy. Nie traciła czasu na zmianę szat, zresztą wybrała na ten dzień strój mniej oficjalny, i zabrała tylko koszyk z przyborami. Jedna z szybkich łodzi czekała już przy nabrzeżu, odbiła natychmiast, gdy tylko Królowa zajęła w niej miejsce. Swojej Pani towarzyszyli Nefer i Amar. Wioślarze wyczuwali chyba nastrój Władczyni i pracowali z całych sił. Najjaśniejsza zdawała sobie zapewne sprawę z tego, że łódź płynie z największą możliwą do utrzymania przez dłuższy czas prędkością i zrezygnowała z poganiania załogi. Nie odpowiadało by to, oczywiście, Jej pozycji i godności, chociaż tym akurat zdawała się zupełnie nie przejmować.

Pustą poprzedniego dnia przystań na folwarku zastali teraz zatłoczoną i łódź Królowej z trudem znalazła miejsce wśród innych. Przez dłuższą chwilę nikt nie zauważył przybycia Monarchini, uwaga obecnych skupiała się bowiem na placu przed domem zarządcy, skąd dobiegały odgłosy wypowiadanych w gniewie słów. Najjaśniejsza ruszyła w tamtym kierunku, niemal odruchowo przybierając władczą i dumną pozę. Skinieniem ręki dała znak Amarowi.

– Oto Jej Dostojność, Amaktaris Wspaniała, Pani Obydwu Krajów, Żywe Wcielenie Izydy, Królowa Czterech Stron Świata, Dawczyni Światła i Dobra, Oby Żyła i Władała Wiecznie. Oddajcie Jej hołd!

Gwardzista potrafił wygłosić tę oficjalną formułkę równie dobitnie niczym herold. W połączeniu z wyniosłą postawą Monarchini wywarła też oczekiwane wrażenie. Obecni na placu, zajęci bez reszty własnym sporem, dopiero teraz zauważyli przybycie Najdostojniejszej, tylko po to, by natychmiast upaść na kolana i pochylić się w ukłonach. Nomarcha Torkan oraz kilku towarzyszących mu żołnierzy oddało honory wojskowe. Kapłan nie wiedział, czy także ma uklęknąć, Amar powstrzymał go dyskretnym ruchem dłoni. Tworzyli teraz świtę Królowej i stali za Jej plecami. Uspokoiwszy zebranych samym faktem swego przybycia, Władczyni mogła przystąpić do zadawania pytań.

– Generale, otrzymałam wiadomość o odzyskaniu przytomności przez twego syna i postanowiłam odwiedzić tak dzielnego żołnierza, który odniósł rany w Mojej obronie. Spodziewałam się jednak, iż otacza go troskliwa opieka i spokój, a tymczasem zastaję jakieś kłótnie. Co tu się dzieje?

– Najdostojniejsza Pani! Przybyłem do folwarku niedawno, zaledwie kilka chwil przed Tobą. Uzdrowiciele, których wysłałem, aby leczyli mojego syna, poinformowali mnie, że nie pozwolono im zająć się nim wedle ich najlepszej wiedzy. Zakazał tego zarządca, powołując się jakoby na Twoje rozkazy. Prosili mnie właśnie o interwencję.

– Istotnie, wydałam wczoraj pewne polecenia zarządcy. Torosie, co masz do powiedzenia? Możecie wstać, ty i mistrz Sentot. – Zezwolenie nie objęło pozostałych uzdrowicieli, którzy nadal klęczeli z czołami wbitymi w ziemię.

– Wielka Pani, rozkazałaś mi czuwać nad rannym i nie zezwalać na żadne zabiegi uzdrowicielskie, których nie zaakceptuje mistrz Sentot. Ci tutaj przybyli przed południem i mieli mnóstwo pomysłów. Nie znam się na sztuce uzdrawiania ale… W każdym razie mistrzowi także wydały się nieodpowiednie, poprosiłem więc, aby opuścili dom w którym przebywa żołnierz. Wywołało to ich niezadowolenie i postanowili czekać na przybycie dostojnego nomarchy, by mu się poskarżyć.

– Dlaczego uznałeś pomoc swych kolegów za zbędną lub szkodliwą, mistrzu? To najlepsi uzdrowiciele w Nennesut, cieszący się doskonałą opinią. – Nefer pamiętał słowa Bogini wypowiedziane na temat gromadki uzdrowicieli i nie dał się zwieść  tą pochwałą.

– Najszlachetniejsza Pani! Gdy wczoraj zechciałaś skonsultować z Twym niegodnym sługą sposoby leczenia rannego oficera, położyłaś szczególny nacisk na zapewnienie mu spokoju. Tak jak przewidywałaś, gorączka wzrosła. Zwalczam ją naparami z ziół i zimnymi okładami. Dzisiaj pacjent odzyskał przytomność, chociaż nadal gorączkuje. Moi wielce uczeni koledzy pragnęli zastosować bardziej zdecydowane metody: od nacinania oparzeliny na ranie, aż po zanurzenie rannego w wodzie kanału. Nie wspomnę już o okadzaniu czy zamiarze podawania wywarów sporządzonych z bardzo niezwykłych składników.

Mistrz uzdrowiciel nie próbował wskazywać konkretnych pomysłodawców tych kuracji, co wyszło im tylko na dobre, sądząc po nagłym zesztywnieniu pleców Królowej. Nefer nie widział Jej oczu, ale mógłby przysiąc, że ich spojrzenie nabrało twardości diamentu.

– Zgodnie z Twymi poleceniami, o Wielka, zabroniłem im tego, a zarządca Toros okazał się bardzo pomocny.– kontynuował Sentot.

– Dziękuję, mistrzu. I tobie także, zarządco. Dobrze wykonaliście Moje rozkazy.

Przez dłuższą chwilę obrzucała wzrokiem klęczących uzdrowicieli, którzy na swoje szczęście nie otrzymali dotąd pozwolenia uniesienia głów i dzięki temu nie mogli odczuć chłodu w oczach Władczyni.

– Chodźmy zobaczyć, co z Horkanem. Czy zechcesz mi towarzyszyć, generale?

Do wnętrza weszli nadto Nefer i Amar oraz Sentot i zarządca Toros. Zaproszenie nie obejmowało najwidoczniej pozostałych uzdrowicieli. Horkan nie wyglądał najlepiej. Blady, z błyszczącymi od gorączki oczyma. Był jednak przytomny i na widok Bogini chciał unieść się z posłania. Powstrzymała go, kładąc dłoń na czole rannego.

– Pani, ja…

– Nic nie mów, przybyłam zobaczyć, jak się tobą zajmują.

Nefer zauważył, że skromnie uprzednio urządzone pomieszczenie zostało zagracone różnego rodzaju kosztownymi sprzętami. Uznał je za mało przydatne dla chorego, przeszkadzały za to tym, którzy się nim zajmowali. Najwidoczniej Torkan starał się na swój sposób pomóc synowi, najlepiej jak potrafił. Królowa obrzuciła to wszystko krytycznym spojrzeniem.

– Generale, wiem że chcesz dla syna tylko tego co najlepsze, ale te meble i zasłony nie przyspieszą jego powrotu do zdrowia. Jest żołnierzem i nie sądzę, by był przyzwyczajony do takich luksusów. Zechciej rozkazać, by usunięto przynajmniej część z tych rzeczy, w tym pomieszczeniu trudno się poruszać. Pozostaje jeszcze kwestia tamtych uzdrowicieli…

– Pani, to najsławniejsi mistrzowie sztuki uzdrawiania w całym okręgu.

– Ich sława bierze się pewnie z powodu oryginalnych sposobów kuracji, a nie liczby wyleczonych pacjentów.

– Czy rzeczywiście nie dopuszczono ich do mego syna na Twój rozkaz?

– Tak Torkanie. Szczerze mówiąc, mieli szczęście, że mistrz Sentot i zarządca tak dokładnie wykonali Moje polecenia. Gdyby rzeczywiście spróbowali tych swoich pomysłów, to nie ręczę za to, że dożyliby jutrzejszego dnia. Największe szczęście miał jednak sam Horkan. Bądź uprzejmy ich odprawić, generale, i niech już nigdy tu nie wracają.

– Jesteś pewna, o Wielka? – spytał z wahaniem nomarcha. Widocznie troska o syna okazała się silniejsza niż obawa wzbudzenia gniewu Królowej poprzez kwestionowanie Jej rozkazów.

– Tak, jestem pewna. W niczym nie pomogą twemu synowi. Mogą mu natomiast bardzo zaszkodzić. – odpowiedziała łagodnie. – Idź już, chcę zbadać Horkana. Torosie, dopilnuj proszę, aby uzdrowiciele jak najszybciej opuścili folwark. Wy zostańcie. – zwróciła się do Amara i Nefera. – Może trzeba będzie go przytrzymać.

To ostatnie okazało się jednak zbędne. Bogini z nieskończoną delikatnością odsłoniła ranę. Zdaniem Nefera wyglądała okropnie, ale Amaktaris i Sentot wydawali się zadowoleni po jej dokładnym obejrzeniu, a także obwąchaniu. Królowa osobiście nałożyła nowy opatrunek. Potem wdali się w fachową dyskusję na temat metod obniżenia gorączki. Zgadzali się przy tym, że powinny to być sposoby łagodne, oparte na ziołowych naparach. Nefer szybko zagubił się w zawiłościach sztuki uzdrawiania. Horkan, osłabiony i napojony jakimiś leczniczymi wywarami, wkrótce zasnął.

– Dziękuję za twą pomoc, mistrzu. I za to, że nie dopuściłeś do niego tych wątpliwych cudotwórców. Mogę spokojnie zostawić rannego w twoich rękach.

– Wielka Pani, to dla mnie zaszczyt.

– Nie obawiasz się niechęci swych kolegów uzdrowicieli? Z pewnością nie będą zadowoleni ze sposobu, w jaki ich potraktowaliśmy. – Posłała mu czarujący uśmiech, wzmacniający wyrażoną słowami Bogini nić porozumienia i wspólnoty.

– Nigdy nie żyliśmy w dobrej zgodzie, to dla mnie nic nowego, o Pani.

– Tymczasem będziesz opiekował się wyłącznie Horkanem, potem… Nie rozważałeś nigdy myśli o przeprowadzce do Stolicy? Znalazłabym tam zajęcie dla zdolnego uzdrowiciela.

– Pani, zaskoczyłaś mnie tą propozycją…

– Przemyśl ją w spokoju, mistrzu. Nie musisz odpowiadać w tej chwili. Wrócę tu jeszcze, ale teraz muszę porozmawiać z zarządcą. – Opuściła pokój, nakazując to samo Neferowi i Amarowi.

– Dzięki wszystkim bogom, zdążyliśmy na czas. – powiedziała cicho, gdy znaleźli się na zewnątrz. – I na szczęście mistrz Sentot oraz zarządca Toros ściśle wykonali Moje rozkazy. Gdyby nie to…

– To dlatego tak się spieszyłaś, Najjaśniejsza?

– Tak, kapłanie. I dlatego wolałam, aby Horkan został tutaj. W pałacu nomarchy wszyscy ci uzdrowiciele mieli by do niego swobodny dostęp, a Ja nie zdołałabym temu przeszkodzić. Im ważniejszy pacjent, tym więcej zbiega się podobnych szarlatanów. Powinieneś coś o tym wiedzieć, skoro twoja żona jest uzdrowicielką. Dlatego Ja sama polegam tylko na mistrzu Serpie.

Milczała przez dłuższą chwilę.

– Czy zabrałeś te dokumenty dotyczące Torosa? – zmieniła temat.

– Tak, o Najjaśniejsza. Przełożyłem je do woreczka, szkatułka była zbyt niewygodna. – Dotknął dłonią umieszczonego za pazuchą pakunku, gratulując sobie w duchu, iż nie zapomniał o tym poleceniu wśród porannego rozgardiaszu.

Władczyni skierowała się w stronę przystani, z której odpływały właśnie łodzie z mistrzami sztuki uzdrawiania oraz ich świtą. Z daleka dało się tam dostrzec postać Torosa.

– Daj mi te dokumenty, Neferze i sprowadź zarządcę. Poczekam na niego nad brzegiem kanału, w jakimś spokojniejszym miejscu. – Skinęła na Amara, by Jej towarzyszył. Najwidoczniej wolała zabezpieczyć się na wypadek gwałtownej reakcji skonfrontowanego z zarzutami kradzieży Torosa.

Nefer pospieszył na przystań.

– Panie, Jej Wysokość, Oby Żyła i Władała Wiecznie, pragnie z tobą porozmawiać na osobności. – Wskazał dłonią stojącą w pewnej odległości Monarchinię.

Obydwoje ruszyli w Jej kierunku. Zarządca upadł na kolana i pochylił głowę w formalnym akcie hołdu.

– Wzywałaś mnie, Wielka Pani?

– Wstań Torosie. Chcę ci podziękować za dokładne wypełnienie Moich rozkazów. Gdyby nie ty i mistrz Sentot, ranny żołnierz mógłby nie przeżyć spotkania z tymi uzdrowicielami. Zasłużyłeś na Moją wdzięczność i nie zapomnę o tym.

– Pani, jestem Twym sługą i niewolnikiem.

–Pozostaje jednak jeszcze jedna sprawa, którą muszę poruszyć. – kontynuowała. – Czy potrafisz czytać, zarządco?

– Nie, o Wielka. Jestem prostym człowiekiem. – odpowiedział bez śladu zakłopotania.

– W takim razie musisz uwierzyć Władczyni na słowo. – Wydobyła zwój papirusu. – Ten list dostarczono do Pałacu kilka tygodni temu. Nieznany autor oskarża cię o kradzież zboża i srebra z należnych Królowej dochodów folwarku. Podaje konkretne liczby, a wykazy danin potwierdzają, że dochody spadły, odkąd trzy lata temu objąłeś zarząd tego gospodarstwa. Co masz do powiedzenia na ten temat?

Toros pobladł, nie upadł jednak ponownie na kolana i nie zaczął gwałtownie zaprzeczać zarzutom, jak uczyniłaby na jego miejscu większość oskarżonych, niezależnie od tego, czy byliby winni czy też nie. Zdołał wytrzymać badawcze spojrzenie Monarchini.

– Wielka Pani, to nieprawda. – odpowiedział po prostu.

– Torosie, wiedz, że tym co dzisiaj uczyniłeś zasłużyłeś na łaskę w Moich oczach, nawet gdybyś był winny tych przestępstw. Życie i zdrowie Horkana Królowa ceni wyżej, niż srebro czy ziarno.

– To nieprawda, o Wielka. – powtórzył.

– Jak więc wytłumaczysz spadek dochodów? Wylewy Rzeki były od kilku lat bardzo pomyślne.”

– Pani, ten folwark położony jest na skraju pustyni i woda dociera tu kanałami. Nawet, gdy bogowie pobłogosławią Kraj obfitym wylewem Rzeki, tutaj musi go wspomóc praca rolników. Trzy lata temu nomarcha wyznaczył mnie zarządcą, zastałem gospodarstwo zapuszczone, budynki zrujnowane, a kanały zanieczyszczone. Doprowadzenie wszystkiego do porządku musiało zabrać sporo czasu i wymagało kosztów.

Amaktaris rozejrzała się dookoła, chociaż panujący na folwarku wzorowy porządek musiała dostrzec już wcześniej. Milczała dłuższą chwilę.

– Wierzę, ci Torosie.

Jej słowa, równie proste jak te, które przedtem wypowiedział zarządca, oznaczały wydanie osądu, odrzucenie zarzutów i roztoczenie królewskiej opieki. Toros teraz dopiero pozwolił sobie na okazanie targających nim emocji. Ponownie upadł na kolana.

– Pani, Obyś Żyła i Władała Wiecznie!

– Wstań, Mój sługo. Miałam okazję przekonać się, że potrafisz wiernie wykonywać  rozkazy Królowej. Folwark znajduję w dobrym stanie, wierzę w twoją uczciwość. Jeżeli bogowie pobłogosławią Kraj kolejnym obfitym wylewem, spodziewam się przy najbliższych żniwach wzrostu plonów i dochodów.

– Tak się stanie, o Wielka.

– Czy żywisz jakieś podejrzenia, kto mógł wysłać ten donos? Może masz wrogów albo rywali do twego stanowiska?

– Kimże jestem, o Pani, by mieć wrogów? A stanowisko zarządcy odległego gospodarstwa nie przyciągnie wielu chętnych.

– A sąsiedzi? Nie masz przypadkiem zatargów z sąsiadami?

– Pani, nie chciałbym wysuwać bezpodstawnych oskarżeń.

– Tam, po drugiej stronie kanału, rozciągają się pola świątyni Chnuma. Jak układają się wasze stosunki? – zapytała wprost.

– Najjaśniejsza, może nie jesteśmy przyjaciółmi, ale to nie oznacza…

– Torosie, to nie Królewski Sąd tylko prywatna rozmowa. Mów otwarcie, dlaczego nie jesteście przyjaciółmi?

– Wielka Pani, ostatnie wylewy Rzeki okazały się obfite, ale nie zawsze tak jest. Podczas gorszych lat woda nie dociera do wszystkich pól. Gdy nasze kanały pozostawały zamulone, wówczas z darów Nilu bardziej korzystały pola boga Chnuma, czy raczej jego kapłanów. To, że je oczyściłem, nie wywołało ich entuzjazmu.

– Rozumiem… – Władczyni zamyśliła się. – Zarządco, jutro odbywam w pałacu nomarchy Królewskie Sądy i poddani mogą przedkładać u stóp Tronu różne sprawy do rozstrzygnięcia. Chciałabym, abyś był tam obecny na wypadek, gdyby ktoś zamierzał wykorzystać obecność Królowej do złożenia skargi przeciwko tobie. Masz jednak nie rzucać się w oczy. Odnajdziesz Nefera, Mojego osobistego niewolnika, a on przekaże wiadomość o twoim przybyciu.

– Jak rozkażesz, o Wielka Pani.

– Jestem zadowolona z twojej służby. Na znak tego, wolno ci ucałować stopy Królowej.

– Pani, to wielki zaszczyt.

Zaskoczony ogromem łaski, która nieoczekiwanie go spotkała, Toros po raz trzeci już upadł na kolana i kolejno przywarł ustami do obydwu stóp Bogini. Nefer pomyślał przy tym, że jednak on sam w bardziej żarliwy sposób potrafił okazywać radość z podobnego wyróżnienia, gdy Monarchini raczyła obdarzyć nim osobistego niewolnika.

– Chciałabym teraz wrócić do rannego i naradzić się z mistrzem Sentotem. Jesteście wolni. – Odprawiła wszystkich ruchem ręki.

Narada z Mistrzem, czy raczej czuwanie przy rannym oficerze, przeciągnęły się aż do późnego popołudnia. Amaktaris spędziła większość tego czasu sama, przy posłaniu Horkana. Mistrz dał się bowiem skusić zaproponowanym przez Torosa poczęstunkiem, z którego z ochotą skorzystał również Nefer. Gdy Amaktaris odeszła wreszcie od rannego, także przyjęła zaproszenie i spożyła prosty posiłek. Oświadczyła, że Horkan obudził się, a zabiegi zmierzające do obniżenia gorączki przyniosły zauważalny skutek. Nomarcha wylewnie dziękował Władczyni za okazaną pomoc. To również przyjęła łaskawie, zalecając jednak, by żołnierz bezwzględnie pozostał jeszcze przez jakiś czas na folwarku.

Wracali do Nennesut w zapadających ciemnościach. Twarz Bogini kryła się w mroku, rozświetlał ją jednak wewnętrzny blask. Najwidoczniej wizytę w gospodarstwie Torosa uznała za bardziej niż zadowalającą.

.

Przejdź do kolejnej części – Pani Dwóch Krajów XLVI-L

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejny doskonały tekst! Zwłaszcza scena polowania. Dziękuję za konkretną porcję lektury!

Dzięki za wpis. Podobnie dynamiczne sceny pojawią się też w dalszym toku akcji. Zapraszam i pozdrawiam.

Sporo pojawia się dobrych utworów na tym portalu ale to właśnie na Twój zawsze czekam. Gratuluję talentu, twoja praca dorównuje uznanym klasykom gatunku i jest na wysokim poziomie. Czy nie Myślałeś o tym by spróbować wydać wersję na papierze ?

Hej. O publikacji innej niż na necie raczej nie myślę, tymczasem wypada opowieść dokończyć. Liczę, że przynajmniej do końca roku będą się pojawiać kolejne odcinki podobnej objętości na początku każdego miesiąca. Zapraszam i pozdrawiam.

Ciekawi mnie na ile Utożsamiasz się ze swoim bohaterem charakterologicznie.

Pewne podobieństwo jest, co sama zbieżność imienia oraz pseudonimu sugeruje. Bohater przejął różne moje wady, np. przedkłada piwo nad wino. Czy posiada jakieś zalety, to już mnie oceniać.

Zgaduję że większość z pierwowzorów tych postaci to te które występują bądź występowały w Twoim życiu, inne zaś były by w nim pożądane choć jeszcze nie występują.

Dobry wieczór!

Cóż powiedzieć ponad to, co już rzekłem przy poprzednich rozdziałach? “Pani Dwóch Krajów” to obecnie mój zdecydowanie ulubiony cykl na Najlepszej Erotyce. Co więcej, uważam, że nasz portal powstał właśnie dla takich dzieł – rozbudowanych, fabularnie przemyślanych, opisanych ze znajomością realiów epoki, którą się Autor zajmuje. Każdy kolejny rozdział czytam z wielkim zainteresowaniem i mam nadzieję, że Neferowi starczy pomysłów na jeszcze wiele rozdziałów!

Pozdrawiam
M.A.

Mick: Masz rację, różne cechy kilku bohaterów (i zwłaszcza bohaterek) wziąłem “z życia”, umieszczając je w historyczno-fantastycznej scenerii, którą lubię. Myślę, że poradziłyby sobie w niej całkiem dobrze, podobnie jak i w naszej rzeczywistości. Sam dałem pewne rysy Neferowi.
Megas Alexandros: Taka opinia kogoś, kto dał się już poznać jako autor prawdziwie utalentowany, a zarazem znawca epoki o której sam pisze, musi dopingować do dalszej pisaniny. Ponieważ pomysłów jeszcze kilka zostało, to i Ciebie czeka trochę pracy jako korektora (za którą dziękuję – porcje tekstu spore ). To, co ukazało się do tej pory, to mniej niż połowa ogólnego zamysłu. Starożytnym Egiptem interesuję się hobbystycznie, ale lubię zarówno ten kraj i tamtejszych ludzi (pomimo złej aktualnie “prasy”) jak i jego historię. A tę epokę i scenerię uznałem za najbardziej odpowiednią dla obecnej zabawy ze słowami.

Pozdrawiam.

Mam nadzieję że moje wścibskie pytania nie wywołały Twojej niechęci. Próbowałem kiedyś swoich sił, przed laty, pisząc dwa krótkie opowiadania w temacie forum, nic czym bym chciał się pochwalić. Kiedyś zacząłem również pisać dłuższy utwór ale brakło mi cierpliwości i systematyczności więc jest niedokończony. I choć mój marny talent w pisaniu własnych tekstów został potwierdzony, odnalazłem inną przyjemność w obcowaniu z literaturą. Lubię analizować utwory pod kątem tego jaki mógłby być ich autor (czasem po analizie czytam biografię autora jeśli jest dostępna). Zgromadzeni tu na forum zauważają że Twój utwór nie ocieka erotyką, jest to prawda. Ale myślę że jako autor, Szukasz na tym portalu przede wszystkim wolności. Publikując w innych miejscach, Musiałbyś cenzurować treść kalecząc swoje dzieło. Oczywiście są i takie miejsca w których nie Musiałbyś cenzurować, lecz grono komentujących osób jak i podejście redakcji mogło by Ci się nie spodobać. Nie mogę napisać “jestem na tym portalu od niedawna”, jednak choć od niedawna czytam utwory i komentarze, zdążyłem się zorientować w kulturze tych co są na tym portalu i stwierdzam że jest zadowalająca. Ale pozwolę sobie wrócić do meritum: Nefer jest niewolnikiem, jednak wgłębi serca jest tyleż samo zniewolony co wolny (o ironio). Myślę że darując sobie dociekania filozoficznych względności tych terminów, bardziej wolny niźli zniewolony (o ironio, wolny niewolnik). Urzeka mnie swoboda jego zachowania. Oczywiście jak już sam Napisałeś, ten utwór to bajka. Większość z tych sytuacji w ogóle nie mogłaby mieć miejsca w tamtych realiach. Jednak osobiście mnie to wcale nie razi bo to Twoja wizja i Twój świat. Może gdybym był znawcą starożytnego Egiptu to by mnie kłuło w oczy więcej szczegółów, równie mocno jak obcasy “Świetlistej” (moje ulubione określenie Twojej głównej postaci).

Twoje dociekania w żaden sposób mojej niechęci nie budzą, jeśli masz na takowe ochotę. Zbieżność imienia bohatera oraz pseudonimu autora w pewien sposób do nich uprawniają. Jak już kilka razy pisałem, rzeczywiście moja opowieść nie ocieka erotyką, jak to ująłeś. Pojęcie to można zresztą rozumieć szeroko, a przynajmniej szerzej niż opisy scen seksu. Nie oznacza to, że erotyka i podobne sceny są zupełnie nieobecne, po prostu nie dominują nad fabułą. Z cenzurą czy też pozbawionymi kultury komentarzami nigdy dotąd się nie zetknąłem, nie widzę też powodów dla takowych. Ci, którzy w dzisiejszych czasach czytają jeszcze cokolwiek, prezentują zazwyczaj pewien poziom wymiany poglądów. Nefer (bohater) istotnie czuje się wolny, nie zdążył przyzwyczaić się do nowej pozycji. Z drugiej strony jest traktowany na specjalnych prawach, dlaczego – to też się z czasem wyjaśni. Staram się trzymać realiów epoki, z pewnymi, co prawda, świadomymi wyjątkami (np. brak peruk na głowach bohaterów i zwłaszcza bohaterek – raczej źle się one kojarzą obecnie, wygląd i wyposażenie sypialni staroegipskich – nadawały się wyłącznie do spania, kalendarz oparty na tygodniach – używano go w Mezopotamii lecz nie w Egipcie – to jako ułatwienie dla Czytelników itp. ). Z pewną satysfakcją zauważyłem, że np. dwie pierwsze modyfikacje zastosowali chociażby twórcy emitowanego niedawno serialu “Tutanchamon”.

Niestety nie oglądam telewizji. Nie mam ku temu warunków, dlatego też nie mogę dyskutować na temat seriali. Zaś analiza autorów to czyste hobby, brak mi akademickiego przygotowania w postaci studiów psychologicznych jak i również doświadczenia. Z erotyką jak z seksem, grunt to nie przymuszać. Twój utwór jest tak piękny bo to Ty go Piszesz i jeśli taki jest, to Czynisz to właściwie i krytyka wydaje mi się zbędna i nie na miejscu. O bodźcach można powiedzieć że każdy ma swoje i swój próg.

Może bohater pije piwo, gdyż było ono tańsze niż wino. W końcu chyba wino to raczej pasuje do Grecji albo Rzymu. W końcu piwo po raz pierwszy chyba powstało w Mezopotamii i Egipcie. Więc pewnie tam było tańsze niż wino. Co więcej z opowiadania wynika, że Nefer był jakimś kapłanem niższego stopnia więc raczej nie sądzę, żeby jako człowiek z rodziną na karku miał często do czynienia z winem. No chyba, że dorobi się stopnia arcykapłana ale sądząc, że Faraon potrzebuje jego usług to raczej nie sądzę, żeby szybko to się stało co więcej. Jeżeli spisek się uda a prawdopodobnie poprzedni chlebodawca bohatera historii jest weń zaangażowany to raczej główny bohater nie będzie się cieszył życiem.

Mick: Dokładnie tak, każdy może mieć własne zdanie. Opinie Czytelników też są jednak potrzebne.

Saurom: Owszem, piwo pochodzi z Bliskiego Wschodu (za co wdzięczni powinniśmy być tamtejszym ludziom sprzed kilku tysięcy lat). Wino również ma długą historię i pochodzi z Gruzji. W Egipcie także je popijano, ale faktycznie było droższe i trafiało zwykle na stoły ludzi zamożniejszych. Dlatego gustuje w nim Królowa, podczas gdy Nefer, wywodząc się z ludu, woli piwo – napój plebejski. Spisek rozwinie się z czasem i ktoś będzie musiał stawić mu czoło, jeżeli nie zdoła – zginie, też racja.

Pozdrawiam i zapraszam do dalszej lektury.

Nadal czytam tę bajkę, pełną uproszczeń i nagiętą w stronę popkultury, aby dzisiejszy mało wymagający czytelnik dał radę ją strawić. To nie krytyka. Lubię realizm, tu realizm jest okrojony, psychologiczne tło postaci zawieszone na lada jakich sznureczkach, tak jak i w innych baśniach tu obecnych. Za to jeden z dużych plusów to konsekwentne opisywanie wydarzeń z punktu widzenia głównego bohatera, żadnej wielowątkowości, w którą uciekają współcześni, gdy nie mają pomysłu, jak posunąć akcję dalej, zwłaszcza popularni autorzy profesjonalni, których naglą uzgodnione z wydawnictwem terminy oddania do druku, więc jakimś pobocznym „chłamem” pośpiesznie zapełniają strony. Widać, że autor z kreatywnością problemu nie ma i co najmniej zarys planu na całość dzieła posiada. Brawo.

Uśmiechy dla Czytelników

Karel

Nie piszę komentarzy…hmm…
Ta opowieść po kilku odcinkach zdała mi się znajomą. Podobną do kiedyś czytanej książki. Tam głównym bohaterem był lekarz. Opisywał swój żywot i udział w intrygach pałacowych. Z równą starannością przedstawiane było otoczenie, relacje bohaterów. Ta książka, to „Egipcjanin Sinuhe” Miki Waltari.
Im dłużej czytam i im dalej autor opowiadania (Nefer) prowadzi nas w gąszcz intryg, tym coraz bardziej staje się ciekawsze. Tam uznany pisarz, tu nikomu nieznany autor. Gdybym miał przyrównać opowiadanie Nefera, to właśnie do tamtej książki. Więc może na naszych oczach „rośnie” kolejny Mika Waltari.
Pozdrawiam Batavia.

Karel G. Oczywiście, że to bajka, a główny powód jej powstania to rozrywka samego autora oraz ewentualnych Czytelników. Nie żywię przy tym ambicji penetrowania zakamarków duszy ludzkiej czy dokonywania introspekcji na miarę Dostojewskiego. Przyznam zresztą, że za tzw. “psychicznymi bebechami” nie przepadam i w literaturze ich nie szukam. Moimi bohaterami kierują emocje i uczucia proste, dla wszystkich – jak sądzę – zrozumiałe: miłość, nienawiść, przyjaźń, chęć posiadania rodziny, ambicja, żądza władzy, lojalność, poczucie obowiązku, zemsta, chciwość, strach… tu i tam trafiają się też bardziej mroczne motywy. Realia epoki staram się zachować, z pewnymi świadomymi wyjątkami. Jednolita narracja, prowadzona konsekwentnie z punktu widzenia głównego bohatera może istotnie przysparzać pewnych trudności fabularnych, ich przezwyciężanie dostarcza jednak dodatkowej zabawy. Jako amator nie muszę przejmować się terminami czy wierszówką i skwapliwie z tego korzystam. Z drugiej strony, tego rodzaju narracja ułatwia dokonywanie zwrotów akcji, bohater nie jest przecież wszechwiedzący i różne sytuacje mogą go zaskakiwać. Dzięki za opinię i pozdrawiam.

Batavio. Istotnie, głos zabierasz nieczęsto i tym bardziej doceniam, gdy to uczynisz. “Egipcjanin Sinuhe” to także jedna z moich ulubionych lektur. Odnośnie pozostałych fragmentów Twojej wypowiedzi – pozwól, że zachowam milczenie. Oczywiście, również pozdrawiam.

Autorze, o utrzymanie mojego zainteresowania opowieścią nie musisz się obawiać. Każdy odcinek czytam z ciekawością i pomału nadrabiam zaległości.
Umiejętnie dawkujesz informacje. Wyjaśniasz pewne niewiadome, by w kolejnym rozdziale rzucić czytelnikowi garść nowych tajemnic do odkrycia.
Po raz wtóry pada pytanie o przewinienia poprzedniego osobistego niewolnika królowej. Mnie również frapuje, jakich to czynów się dopuścił, iż utracił stanowisko. Odpowiedzi poszukam w następnej odsłonie.

Utracił stanowisko razem z życiem, służba na Dworze nie jest łatwa, jak widać. A różnych tajemnic jeszcze sporo zostało do odkrycia. Zapraszam więc i pozdrawiam.

Jak malo jest powieści historycznych, zwłaszcza o starożytnym Egipcie. Wspomniany Egipcjanim Sinuhe czy Faraon. Pani Dwóch Krajów wpisuje się w ten temat. Czytam tą powieść kolejny raz i zawsze znajduję w niej coś nowego i interesującego . Tym razem zastanawiałem nad nocną żeglugą. Sam jestem zeglarzem i motorowodniakiem i jestem w stanie wyobrazić sobie trudność takiego przedsìęwzìęcia. Pozdrawiam AnonimS

Trochę takich powieści da się znaleźć, bo to atrakcyjna, egzotyczna sceneria. Co do noznej żeglugi, to istotnie, w starożytności raczej jej uniakno, przybijając na noc do brzegu. Po zapadniećiu ciemności na wodę wyruszano tylko w razie zaistnienia szczególnych okoliczności. Jako żeglarz wiesz doskonale, że nawet dzisiaj łatwiej pływa się za dnia, pomimo rozlicznych ułatwień w nawigacji. Opisując nocną żeglugę po Nilu i jego kanałach założyłem jednak, że kapitan królewskiej barki powinien być najlepszym dostępnym fachowcem, znającym Rzekę jak własną kieszeń i zdoła sprostać powierzonemu mu zadaniu. W zamian otrzymał zresztą hojną nagrodę.

Witam,

wtrącę swoje 3 grosze, bo tematyka jest mi znana. Owszem, w starożytności rzadko pływano nocą, ale jest jeden znaczący wyjątek: sztukę tę posiedli i opanowali w wysokim stopniu Fenicjanie. Jeśli mnie pamięć nie myli, wykorzystali ją przeciw Hellenom w pierwszej fazie inwazji Kserksesa na Grecję, kiedy grecka flota próbowała powstrzymać okręty perskie (a tak naprawdę, dostarczane przez Fenicjan oraz zwasalizowanych Hellenów) pod Artemizjonem. Pływające nocą fenickie trójrzędowce wywołały spore zamieszanie wśród obrońców i zmusiły ich do opuszczenia korzystnej przystani.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz