Pani Dwóch Krajów XXXVII-XL (Nefer)  3/5 (8)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 83 minut/-y    
Frederick Arthur Bridgman, "Barka Kleopatry"

Frederick Arthur Bridgman, “Barka Kleopatry”

XXXVII

Obudził się obolały i z ciężką głową. Nadal przebywał w sali bankietowej, po której wystroju widać było ślady nocnych wyczynów biesiadników. Wielu z nich nadal powoli dochodziło do siebie w zaciszu własnych lóż, inni leżeli wprost na kamieniach posadzki. Służba nie przeszkadzała gościom i nie rozpoczęła jeszcze porządków. Tancerki zniknęły. Pamiętały, na szczęście, by uwolnić go z kajdan, w przeciwnym razie sytuacja osobistego niewolnika Boskiej Pani stałaby się odrobinę niezręczna. Na szyi znalazł ponownie klucz od skrzyni, którego Tinian używała w tak niezwykły, lecz skuteczny sposób. Uznał, że najwyższy czas zbierać się i wracać do służby. Co prawda, wydawało się mało prawdopodobne, by Królowa rozpoczęła ten dzień o świcie, ale z pewnością pora była już dość późna.

Postanowił najpierw się umyć. Jak zwykle, pobyt w sadzawce pomógł mu dojść do siebie, oczyścił umysł i ciało. Co miały oznaczać ostatnie wydarzenia? Uległ zmasowanemu atakowi, ale nikt nie zdołałby odeprzeć takiej ofensywy. Niech mu Ana wybaczy, jeżeli kiedykolwiek dowie się o wydarzeniach na wczorajszej uczcie. Dlaczego jednak Najjaśniejsza osobiście wzięła w tym udział? Raczyła go potrawami i winem z królewskiego stołu, jak gdyby był honorowym gościem na bankiecie, a potem…

Wciąż rozpamiętywał tę scenę. Tancerki, Tinian i jej koleżanki, to mógł jeszcze zrozumieć. Może Bogini doszła do wniosku, że chciałaby wynagrodzić niewolnikowi cierpienia, jakich doznał w Jej służbie. Ale przecież nie musiała w dosłowny sposób brać spraw we własne ręce… I jak sama spędziła resztę wieczoru? Nie ośmieli się zapytać Boskiej Pani o żadną z tych kwestii. Nawet, jeżeli Ona… Miała do tego pełne prawo i nie do niego należał osąd. Tym bardziej, że sam wcale nie okazał się lepszy. Przynajmniej Irias bawiła się zapewne w wojsko i dzięki temu nie spotkała go w obecnym stanie. Po kąpieli poczuł się zresztą znacznie lepiej. Ponieważ słońce stało już wysoko na niebie, ruszył na komnaty.

O dziwo, gdy tylko pojawił się w głównym salonie, jedna z niewolnic – która zdawała się na niego czekać – poinformowała kapłana, iż Najdostojniejsza wzywa go do gabinetu. Nigdy jeszcze nie był w tym pomieszczeniu, przeznaczonym najwidoczniej do pracy. Niezbyt obszerne, z wpuszczającym światło otworem okiennym, wychodzącym na zamknięty dziedziniec z ogrodem. Był to zapewne ten sam dziedziniec, który przylegał do sypialni Władczyni. Królowa siedziała przy niskim stoliku i przeglądała dokumenty. Zwoje, tabliczki czy niewielkie skrawki papirusu leżały nieco bezładnie, czytała akurat jakiś rozwinięty rulon, marszcząc lekko brwi. Skinieniem dłoni nakazała mu zaczekać. Ubrana była w prostą szatę i równie proste sandały. Nie nałożyła biżuterii, chociaż twarz zdobił pełny makijaż – co prawda, nie tak wyzywający, jak poprzedniego dnia. Nie sprawiała wrażenia, by spędziła noc na szalonej zabawie z dwoma olbrzymimi gwardzistami. Nefer nie zamierzał jednak snuć żadnych domysłów na ten temat. Z opóźnieniem przypomniał sobie, by upaść na kolana i oczekiwał na chwilę uwagi Monarchini. Przejrzała jeszcze kilka dokumentów, zanim raczyła się do niego odezwać.

– Długo kazałeś na siebie czekać, niewolniku. Ale wybaczam ci, skoro sama sprowadziłam cię na wczorajszą ucztę. „Nie tylko na ucztę”. – Pomyślał Nefer.

– Pani, przybyłem natychmiast, gdy tylko mnie powiadomiono.

– Raczej natychmiast po tym, gdy cię odnaleziono. – Uśmiechnęła się lekko. – Słyszałam, że całkiem dobrze się bawiłeś… I wytrwałeś dzielnie na placu boju. – Teraz uśmiechała się już zupełnie otwarcie.

– Najjaśniejsza, ja… – On sam nie pamiętał większości swoich wczorajszych wyczynów. Miał tylko nadzieję, że przykuty do ściany, nie mógł raczej spowodować większych szkód. Skąd jednak Pani posiadała tak dokładne wiadomości o jego przygodach? Wypytywała te tancerki? Służbę? Niewiarygodne.

– Zostawmy już to. Wszystko odbywało się zgodnie z Moją wolą. Życzeniem Królowej było, byś skorzystał z atrakcji tej uczty. Teraz jednak wracasz do służby. Dziś jeszcze zwolnię cię z ćwiczeń na placu. Oprócz tego masz jednak lekcje z Irias, nie zapomniałeś o tym, mam nadzieję?

– Pani, zupełnie nie nadaję się do tego zadania.

– Uważam inaczej. Ona cię lubi, a to już połowa sukcesu. Zauważyłam też, że zmieniła się, i to pod twoim wpływem. Nadal jest nieznośna i psoci, gdzie tylko może, ale potrafi też zachować się jak księżniczka i królowa. I dzieci zaczęły jej słuchać. Dużo już ją nauczyłeś. A możesz jeszcze więcej, tylko… – Przez twarz Władczyni przemknął cień.

– Tylko? – Podchwycił Nefer.

– Tylko może się tak zdarzyć, że nie będziecie mieli wiele czasu na naukę. Dlatego wykorzystaj jak najlepiej ten, który pozostał.

– Co masz na myśli, Pani? – Czuł, że nadarza się okazja, by wywiązać się z obietnicy złożonej małej przyjaciółce.

– Być może Irias będzie musiała wkrótce wyjechać. Wiesz, kim ona jest. Ona też to wie. Przeznaczona jest jej rola królowej wśród Amazonek. Sądziłam, że ma jeszcze trochę czasu, ale może okazać się inaczej.

– Najjaśniejsza Pani, ona jest jeszcze dzieckiem. Jak możesz ją odsyłać? Przecież widzę, że ją kochasz!

– Czy myślisz, że to dla mnie łatwe, niewolniku? Tak, kocham ją jak młodszą siostrę. Wnosi życie i radość w mury tego pałacu. Oddałabym bardzo wiele, aby mogła zostać. Ale nie nad wszystkim mam władzę.

– Pani, jesteś przecież Władczynią Obydwu Krajów. Twoje słowo jest prawem. Irias ma wielkie serce, rozum i odwagę. Będzie z pewnością wspaniałą królową, ale ma dopiero dziesięć lat! Nawet Ty, o Wielka, byłaś znacznie starsza, gdy wstępowałaś na Tron Królów Egiptu!

– Nie tak bardzo starsza. I, możesz wierzyć swojej Królowej, okropnie się bałam – Nefer aż zamrugał oczami, słysząc te zdumiewające słowa. – Ale nie było innego wyjścia. Mogłam albo zwyciężyć, albo zginąć. Znaleźli się tacy, którzy pomogli. Irias też nie zostawię bez przyjaciół i pomocy.

– Rzucasz ją, Pani, na łup wrogom. Czy nie można poczekać jeszcze kilku lat?

– Królestwo Amazonek dojrzało do odnowienia. Tylko Irias, prawowita księżniczka i królowa, może zapewnić jedność zwalczających się stronnictw. Jeżeli będziemy czekać, te dzielne, ale porywcze wojowniczki nadal będą brać się za łby i wyniszczą wzajemnie. Słyszałeś, jak na wczorajszej uczcie przemawiał ten Hetyta. Na północy szykują się kłopoty, Egipt potrzebuje sojuszników, a Babilon jest słaby. Jestem zmuszona działać, choćby bolało mnie serce. Ona musi jechać i to, obawiam się, już wkrótce. Pojedzie z nią, oczywiście, Talia i zajmie się wszystkim, ale obecność samej Irias jest niezbędna. Porozmawiaj z nią o tym.

– Pani, błagam, nie każ mi tego czynić.

– Dlaczego?

– Ona wie, że chcesz ją odesłać. Boi się tego i prosiła mnie, abym to z Tobą, o Wielka, porozmawiał i spróbował przekonać, aby mogła pozostać. Wiele razy mi pomogła, uratowała życie. Nie mogę jej zdradzić… Nawet dla Ciebie, o Najwspanialsza… Wybacz.

– Czyim to właściwie jesteś niewolnikiem, Neferze? – W głosie Królowej nie dało się usłyszeć gniewu. – To nie będzie zdrada. Pomożesz jej w ten sposób jak przyjaciel. A ja… Przemyślę to, co powiedziałeś. Nie mogę odwołać tego wyjazdu, ale może uda mi się uczynić go bardziej znośnym dla naszej księżniczki. I na pewno nie zostawię jej bez pomocy. Tyle mogę obiecać. Ciekawe, jak dowiedziała się o wszystkim… Pewnie znowu podsłuchiwała. Jak widzisz, będzie jej brakowało na Dworze. Znajdź ją później i porozmawiaj. Ach, w porze popołudniowej zmiany warty chcę cię widzieć w Moich apartamentach. Weźmiesz udział w pewnej… naradzie.

– Naradzie, o Wielka? – spytał zdumiony.

– Zobaczysz w swoim czasie. – Ucięła temat. – Tymczasem, mam dla ciebie kilka… podarunków.

– Podarunków, o Świetlista?

– Otrzymałeś list. Z Abydos.

– List do mnie, Pani? Od Any?

– Tak, od twojej żony. Uzdrowicielki w świątyni Izydy w Abydos.

– Co w nim jest? Czy zechcesz go pokazać?

– Nie czytuję prywatnych listów Moich niewolników. A list… Dostaniesz go, jeśli poprosisz Królową o tę łaskę.

– Najwspanialsza z Bogiń, błagam Cię o to z całych sił!

– Czy niewolnik w taki sposób prosi o łaskę swoją Panią i Królową? – Najdostojniejsza najwyraźniej droczyła się z nim, a może chciała mu ofiarować coś jeszcze? Wspomniała przecież o kilku podarunkach. Może miała też jakieś inne powody? Jakkolwiek by było, Jej rozkazujące spojrzenie zdążył już dobrze poznać. Rzucił się do stóp Bogini i po raz kolejny zatracił w ich adoracji.

– Wystarczy. – Cofnęła stopy po dłuższej chwili. – Wstań!

Uczynił to niechętnie. Nie nosił swoich obręczy i bardzo wyraźnie dało się to teraz zauważyć. Amaktaris przyglądała się jego wzwodowi z lekkim uśmiechem.

– A jednak, miło się przekonać, że nawet trzy tancerki świątynne nie zdołały wyczerpać wszystkich twoich sił i zostawiłeś coś dla swojej Pani, niewolniku. – Czyżby w Jej głosie zabrzmiało autentyczne rozbawienie i zadowolenie? – Muszę jednak zadbać, abyś nie marnował tych możliwości. Zbliż się!

W dłoni Królowej pojawiły się znajome obręcze. Gdy stanął przed nią, wstała z siedziska i niespodziewanie, niezbyt mocno, ale precyzyjnie i boleśnie, uderzyła dłonią w najczulszy punkt przyrodzenia niewolnika. Jęknął, zaskoczony, i pochylił się lekko. Wzwód natychmiast opadł.

– Pani…

– Milcz! Teraz o wiele łatwiej nałożyć twoją biżuterię. – Nie tracąc czasu zrealizowała ten zamiar. – List jest w skrzyni. – Skinęła w stronę sypialni, sąsiadującej zapewne z gabinetem. – I nie zapomnij o Moich poleceniach. – Odprawiła go kolejnym skinieniem. „List od Any”. – Nefera ogarnęło narastające podniecenie. – „Ciekawe, co napisała i jak jej się powodzi”.

Bez przeszkód dotarł do sypialni Władczyni, sąsiadującej istotnie z gabinetem, i pospiesznie otworzył skrzynię. Zauważył, że pojawiła się w niej nowa szata oraz nowe sandały, w miejsce tych zniszczonych na folwarku. To jednak nie miało w tej chwili większego znaczenia. List leżał na samym wierzchu. Był to niewielki, zwinięty w rulon i przewiązany sznurkiem skrawek papirusu, pognieciony i lekko poszarpany, jak gdyby miał za sobą trudne przejścia. Rozwinął go i rozpoznał drobne pismo żony.

Mój drogi Przyjacielu i Małżonku!

Otrzymałam Twój list, z którego dowiedziałam się o Twoim losie. Znam, oczywiście, pragnienia które Cię dręczyły i nawet uczestniczyłam chętnie w ich zaspokajaniu. Trudno mi jednak zrozumieć, jak mogłeś utrzymywać w tajemnicy przede mną te wiersze, które przywiodły Cię do zguby. Czy rzeczywiście jednak do zguby, skoro teraz możesz być tym, kim dotychczas bywałeś tylko w fantazjach? Trudno mi to pojąć i jeszcze trudniej wybaczyć. Kocham Cię jednak i wiedz, że spróbuję to uczynić, jeżeli bogowie dadzą nam taką szansę. Co do mnie, miewam się dobrze, Myra także. Znana nam obojgu osobistość usiłowała wykorzystać Twoją sytuację i udawała fałszywą przyjaźń, która wkrótce przerodziła się w groźby. Jedno i drugie nie wywarło na mnie wrażenia, a ostatnio ten dostojnik jakby się uspokoił. Może rzeczywiście stało się to skutkiem Twoich zabiegów. Wiedz, że nadal jesteś drogi memu sercu i ucieszę się z Twego powrotu, jeżeli nastąpi.

Twoja Ana

Czytał te słowa ze wzruszeniem i narastającym wstydem. Ana jest taka dzielna i odważna. W dodatku gotowa wybaczyć mu jego szaleństwo. A on sam… Nie jest jej godny. Nigdy nie był. W dodatku, nie dalej jak wczoraj, znowu się jej sprzeniewierzył. To, że trudno było postąpić inaczej i uległ po prostu okolicznościom nie stanowiło żadnego usprawiedliwienia. Świadczyło tylko o jego własnej słabości. Wielokrotnie przebiegał wzrokiem krótkie, spokojne, lecz kryjące tyle emocji zdania listu. Wryły mu się w pamięć i będą go teraz dręczyć bardziej niż jawne wyrzuty.

Dopiero po długiej chwili zadał sobie pytanie, które powinno pojawić się już wcześniej. W jaki sposób ten list dotarł do niego tak szybko? Najwyraźniej był odpowiedzią na jego własną wiadomość, napisaną za zgodą Królowej tego pamiętnego, pierwszego dnia służby. Kiedy to było? W Pałacu przebywał potem jeszcze dwa dni, następnie dziewięć spędził na folwarku i teraz znowu dwa dni na Dworze. Razem trzynaście dni. Akurat tyle czasu, by szybka łódź kurierska pokonała drogę z Memfis do Abydos w jedną stronę. Może wystarczyłoby dziesięć dni, ale to nie robiło większej różnicy. Podróż w górę i w dół Rzeki z pewnością zabrałaby nie mniej niż dwadzieścia dni. List, który trzymał w ręku, nie mógł zostać przywieziony łodzią. Pozostawała tylko jedna możliwość, na którą wskazywały też skromne rozmiary i sfatygowany stan papirusu. Odpowiedź musiał przynieść gołąb.

Ptaki te wykorzystywano do szybkiego przesyłania najważniejszych wiadomości państwowych. W każdym większym mieście znajdowała się specjalna stacja, w której trzymano gołębie przywiezione Rzeką z ich rodzinnych miejscowości. Wypuszczone w powietrze, wracały do tych miejsc, przenosząc przymocowane do nóżek skrawki papirusu. W Stolicy, a właściwie w Pałacu, funkcjonowała hodowla stanowiąca centralny punkt tej sieci, zapewniając Królowej możliwość szybkiego odbierania raportów i wysyłania rozkazów.

To by nawet pasowało. Łódź z jego własnym, pierwszym listem, mogła dotrzeć do Abydos dwa albo trzy dni temu. Gdyby Ana natychmiast przygotowała odpowiedź, ptak mógłby przynieść ją wczoraj lub dziś rano. Utrzymywanie całego tego systemu było jednak kłopotliwe i kosztowne. Ponieważ ptakom groziły rozliczne niebezpieczeństwa, dla pewności wysyłano zwykle dwa albo trzy identyczne listy. Nic dziwnego, że gołębi w poszczególnych stacjach zwykle brakowało i używano ich tylko do przekazywania najważniejszych wiadomości i rozkazów. List prowincjonalnej uzdrowicielki do pewnego niewolnika w oczywisty sposób taką wiadomością nie był.

Władze w Abydos musiały posłużyć się ptakiem na osobisty rozkaz Najwspanialszej, nie widział innej możliwości. W jaki sposób jednak wydała takie polecenie? Czy przywiózł je łodzią wysłany z listem kurier? Było to mało prawdopodobne. Jeśli nawet z niewiadomych powodów Królowej od początku zależało na natychmiastowym przesłaniu korespondencji Jej osobistego niewolnika, to już wówczas powinna posłużyć się ptakiem wypuszczonym z Memfis, a pochodzącym ze stacji w Abydos. Logika wydarzeń oraz upływ czasu na to nie wskazywały. Pierwsze pismo poszło zapewne zwykłą łodzią kurierską i dopiero później Władczyni zechciała przyspieszyć wędrówkę jego listów. W tym celu musiała jednak wysłać specjalny rozkaz do Abydos i to także przy pomocy ptaka.

Kiedy i dlaczego zdecydowała się na taką rozrzutność? Może po wydarzeniach w Krzywym Kanale i powrocie osobistego niewolnika z folwarku? Może również w ten sposób chciała okazać mu łaskę i wynagrodzić doznane cierpienia? Nie było Jej winą, że list zarazem sprawił mu szaloną radość, jak i napełnił wstydem oraz wyrzutami sumienia. A może… Może jednak przewidziała i taką reakcję? Czy i tym razem wysłano z Abydos kilka identycznych listów? Otrzymał tylko jeden. Wierzył swej Pani, gdy oświadczyła, że nie czytała pisma Any. Poczynania Bogini często bywały jednak bardziej skomplikowane, niż mogło się z pozoru wydawać.

Ponownie zwinął rulon, którego przedwczoraj czy poprzedniego dnia dotykały dłonie żony, przycisnął go do ust i ukrył w schowku, przy zwojach z wierszami. Aby odegnać nieproszone, natrętne myśli, postanowił poszukać Irias i wypełnić polecenie Królowej. Ta rozmowa też zresztą zapowiadała się na trudną.

Tak jak się spodziewał, dziewczynkę znalazł na placu ćwiczeń. Tym razem jej mała armia zapoznawała się z podstawami sztuki walki mieczem. Najwidoczniej ten rodzaj broni sierżant Tereus uważał za szczególnie ważny, bo instruował „wojowników” osobiście. Obecna była też Talia, która przyglądała się jednak tylko ćwiczeniom samej księżniczki. Uzbrojeni w drewniane atrapy mieczy „wojownicy” atakowali słomiane kukły, w które przedwczoraj ciskali oszczepy. Ćwiczebna broń przypominała typowe miecze prawdziwych żołnierzy, krótkie i mocno zakrzywione. Tylko sama Irias okładała słomianą postać długim i prostym orężem, wykonanym zapewne na podobieństwo niezwykłego ostrza Opiekunki.

„Może to broń, której używają Amazonki?” – Pomyślał Nefer, rozsiadając się wygodnie na uboczu i obserwując poczynania „wojowników”. Wstyd przyznać, ale zadowolony z udzielonego mu przez Najjaśniejszą zwolnienia z dzisiejszych ćwiczeń, z przyjemnością przyglądał się wysiłkom innych. Najwyraźniej dla dzieci była to jednak znakomita zabawa, nie ustawały bowiem w próbach zniszczenia słomianych przeciwników. Po pewnym czasie na placu pojawili się dwaj posługacze, przysłani najpewniej z kuchni, dźwigali bowiem sporych rozmiarów kosz z przekąskami. Sierżant ogłosił przerwę, a Talia zajęła się rozdzielaniem poczęstunku. Dla Tereusa znalazł się dzban piwa, być może ktoś pomyślał, by ułagodzić jego możliwe urazy, spowodowane ćwiczeniami Irias w używaniu procy.

Zaprzątnięta dotąd treningiem, a potem ustawianiem wojska w kolejce po przydział jedzenia, księżniczka dopiero teraz dostrzegła Nefera. Szybko dokończyła formowania szeregu wojowników, porwała jako ostatnia własną porcję i podbiegła do niewolnika, który podniósł się na jej powitanie.

– Gdzie się podziewałeś przez cały poranek? Nigdzie cię nie było, Pani też nie wiedziała, gdzie poszedłeś, ale zabroniła cię szukać! – Usiadła, co uznał za zezwolenie, by także samemu opaść na klepisko.

– Ehm… Byłem bardzo zajęty. Pani przeznaczyła mi jeszcze wczoraj pewne zadanie, o którym nie mogę mówić. – Bezwstydnie zasłonił się autorytetem Królowej, wdzięczny Najjaśniejszej za ofiarowany mu czas, w którym mógł dojść do siebie po nocnych przejściach.

– Nieważne, w końcu się znalazłeś. Widziałeś, jak dobrze idzie mi z mieczem? – Irias była w oczywisty sposób dumna ze swych umiejętności.

– O tak, księżniczko. Pewnie ćwiczyłaś już od dawna.

– Tak. Ćwiczę często z długim mieczem, bo Talia mówi, że da mi ten, który sama nosi. Podobno już niedługo i muszę umieć się nim posługiwać. Ale idzie mi bardzo dobrze!

Nefer pomyślał, że zapowiedź ofiarowania Irias miecza ma zapewne związek z planowanym wyjazdem. Miał nadzieję, że nowa królowa Amazonek będzie chwilowo używać oręża tylko przy okazjach ceremonialnych… Nawet Talia nie może być przecież aż tak szalona, by wysłać podopieczną w wir prawdziwej bitwy. Któż to jednak może wiedzieć? Z pewnością przydałby się przy boku Opiekunki ktoś rozsądny, w dodatku ktoś, kogo zechciałaby może wysłuchać. Odszukał wzrokiem wojowniczkę. Rzucała w jego kierunku niechętne spojrzenia, pomna niedawnej awantury nie próbowała jednak przeszkodzić w rozmowie i w miarę przyjaźnie gawędziła z sierżantem. Jeśli w ogóle okazywała jakieś uznanie mężczyznom, byli to wyłącznie wojownicy.

– Poćwiczysz z nami po południu? – Irias przerwała bieg jego myśli.

– Nie mogę, księżniczko. Pani wydała mi inne polecenia. Ale jutro będę od rana na placu, a potem mamy mieć lekcje.

– Lekcje? Znowu te nudy o bogach i świątyniach? – Irias nie kryła niezadowolenia. – Ale może z tobą będzie ciekawiej. – Zechciała dać mu szansę.

Zebrał się na odwagę i postanowił przejść do najtrudniejszego tematu, który musiał poruszyć.

– Księżniczko, rozmawiałem dzisiaj z Panią o twoim wyjeździe.

– I co, zgodziła się, abym została?

– Nie Irias. Pani ma bardzo ważne powody, aby wysłać cię do kraju twojej matki, do królestwa Amazonek.

– Już mnie nie kocha, mówiłam ci!

– Nie księżniczko, Ona bardzo cierpi z tego powodu, ale nie może postąpić inaczej.

– Jest przecież Królową i może zrobić co zechce. Sam powiedziałeś, że gdy ja zostanę królową, to też będę mogła robić to, co chcę!

– Tak mogą postępować tylko bogowie, a i oni nie zawsze. – odparł ze smutkiem Nefer. – Pani jest Królową i Boginią, ale musi troszczyć się o lud. O wszystkich mieszkańców Kraju. Czy ty, generale, nie dbasz o swoich wojowników? Gdy sama zostaniesz królową będziesz musiała dbać o wszystkich poddanych. To nie zawsze jest łatwe.

– Ale ja nie chcę wyjeżdżać. Nie chce zostawiać Pani, żołnierzy, dzieci, ciebie…

– Pojedzie z tobą Talia, przecież ją kochasz.

– Tak, ale inni… ich też kocham.

Neferowi przyszła do głowy pewna myśl.

– Może udałoby się uprosić Panią, aby pozwoliła pojechać z tobą jeszcze komuś? Wtedy byłoby ci łatwiej.

– Tak! To znakomity pomysł! – Ucieszyła się Irias. – Najlepiej, gdybyś to ty pojechał! Tutaj jesteś niewolnikiem, a jako królowa mogłabym cię uwolnić i rozkazać, abyś pomagał mi w rządzeniu. Jesteś przecież mądry.

– Co takiego? – Przerażony Nefer zająknął się ze zdumienia. Już widział, jak taki plan zostałby przyjęty przez Talię i inne Amazonki. – Księżniczko, to niemożliwe…

– Myślisz, że Pani cię nie puści? Jeżeli Ją poproszę i powiem, że wtedy pojadę, na pewno się zgodzi, zobaczysz!

– Irias, to nie dlatego. Talia na pewno opowiadała ci o obyczajach Amazonek. W twoim kraju nie ma dla mnie miejsca, a już na pewno nie jako pomagającego sprawować rządy. Tacy jak ja, mężczyźni, mogą tam być wyłącznie niewolnikami. No i Talia z pewnością nie zechciałaby mnie zabrać.

– Przecież jesteś niewolnikiem. Jeśli nie chcesz, to nie musiałabym cię uwalniać. A niewolnikiem byłbyś moim, a nie Talii!

– Eee, księżniczko… – Nie miał pojęcia, jak wytłumaczyć małej przyjaciółce całkowitą niestosowność tego pomysłu.

– Tylko nie mów, że jestem za mała, aby mieć własnego niewolnika!

To akurat byłby najgorszy możliwy sposób argumentowania, z czego doskonale zdawał sobie sprawę.

– To nie ty jesteś za mała, to raczej ja jestem zdecydowanie za duży, aby być twoim niewolnikiem w kraju Amazonek. Uwierz mi, tylko bym ci przeszkadzał i wszyscy byliby bardzo niezadowoleni, że z tobą przyjechałem. Talia z pewnością potrafiłaby podać ci mnóstwo powodów, dlaczego. I tym razem miałaby całkowitą rację. Ale może lepiej w ogóle nie mów jej o tym pomyśle, dobrze?

– No trudno. Ale kto miałby w takim razie z nami pojechać?

– Lubisz przecież tego wielkiego żołnierza, Melegara?

– O tak. Jest dla mnie bardzo miły. I nigdy nie powiedział, że jestem za mała, chociaż sam jest taki ogromny. Talia też go lubi, chociaż nie chce o tym mówić.

– Właśnie. Myślę, że jego może by zabrała. I on pasowałby do kraju Amazonek. Nikt by się nie dziwił jego obecności, a ty miałabyś przyjaciela.

– Tak, to dobry pomysł. Porozmawiam o tym z Talią.

– Może lepiej jeszcze nie teraz, skoro ona nie lubi mówić o Melegarze. No i wypadałoby zapytać też jego, czy zechce pojechać. To nie będzie łatwa decyzja, biorąc pod uwagę to, co czeka go na miejscu. Ale może się zgodzi… Jeżeli to Talia zaproponuje mu wyjazd.

– Przecież sam powiedziałeś, że ona nie lubi o nim rozmawiać.

– Postaram się to zmienić, daj mi trochę czasu, księżniczko.

– Dobrze, ale pamiętaj, że obiecałeś. Muszę teraz wracać do moich wojowników, skoro mam o nich dbać.

– Zobaczymy się jutro, mamy przecież lekcje. – Przypomniał dziewczynce.

– No dobrze. Z tobą może jakoś je przeżyję. I powiesz mi, czy Melegar się zgodził. – powiedziawszy to, odeszła do kończących posiłek „żołnierzy”. Nefer odetchnął z ulgą. Najważniejsze, że sama Irias przestała aż tak bardzo boczyć się na perspektywę wyjazdu. Właściwie, to zgodziła się jechać, chociaż chyba nawet tego nie zauważyła.

XXXVIII

Irias wróciła do swoich wojowników, a Nefer poczuł, że jego żołądek znowu zaczyna pracować i udał się do kuchni. Było tam o wiele spokojniej niż przez ostatnie dni. Ahmesa nie zastał. Dowiedział się, że kucharz, ukończywszy pracę dopiero z nadejściem świtu, korzystał teraz z dwóch wolnych dni przyznanych mu przez Królową i wrócił do domu. Z pewnością zasłużył na odpoczynek. Kapłana znano już jednak na tyle dobrze jako przyjaciela Amesa, że bez problemów zaoferowano mu jadło, którego znaczne ilości pozostały po bankiecie. Pomny słów Władczyni o tajemniczej naradzie, nie skorzystał z propozycji skosztowania piwa. Zaspokoiwszy głód, zaszył się ponownie w bibliotece.

Ponieważ wszystko wskazywało, że na lekcje z Irias istotnie nie zostało zbyt wiele czasu, postanowił przynajmniej poprawić jej umiejętność czytania i pisania. Jak pamiętał, miała pewne podstawy, potrafiła rozpoznać imię Królowej Amaktaris, ale niewiele więcej. Spośród zwojów wybrał napisaną w prosty sposób relację o wojnach faraona Totmesa, Ojca Władczyni. To powinno zainteresować małą wojowniczkę. Może zdoła ją też zachęcić do nauki możliwością samodzielnego pisania listów przeznaczonych dla ukochanej Pani? Zapewne bardziej niż pismo egipskie przydałaby się młodej królowej Amazonek znajomość języka i znaków pisma babilońskiego, którymi posługiwali się zwykle dyplomaci. Sam nie poznał jednak zbyt dobrze tych cudzoziemskich, wąskich kresek wyciskanych na glinianych tabliczkach, szczerze mówiąc, to nie znał ich wcale. Święte znaki pisma egipskiego na uczciwym zwoju papirusu będą więc musiały wystarczyć.

Załatwiwszy tę sprawę, znowu zatopił się w lekturze. Natrafił na tekst opisujący dramatyczną historię upadku pewnego faraona z odległej przeszłości. Walczył z kapłanami, a ci wezwali przeciwko niemu pomocy bogów i, jak twierdził autor tego starożytnego zwoju, uzyskali ją. Nefera zirytowało to, że w najważniejszych fragmentach relacja poprzestawała na ogólnikach i nie precyzowała rodzaju tej pomocy. Jakieś bajdurzenia o ciemności i innych plagach. Może przydarzyła się wyjątkowo silna burza piaskowa? Bardziej prawdopodobne, że to zwykłe wymysły, mające osłonić zdradę i uczynić buntowników wykonawcami rzekomej woli bogów. Ponieważ w tym przypadku zwyciężyli, mogli potem wypisywać to, co uznali za stosowne. Odłożył zwój z niesmakiem, nic dziwnego, że nie nadawał się do szerszego rozpowszechniania.

Z innych części apartamentów Władczyni dobiegały odgłosy pewnego zamieszania, kroków, strzępy słów. Widocznie Królowa nadal pracowała, zapewne udzielała prywatnych lub półoficjalnych audiencji. Do biblioteki nikt jednak nie zaglądał i mógł bez przeszkód oddawać się lekturze, aż do wyznaczonego terminu spotkania, w którym miał wziąć udział. Pomny porannej przygany, czekał w głównym pomieszczeniu na długo przed czasem. Pozostali uczestnicy narady pojawili się później. Nefera nie zaskoczyła obecność Mistrza Apresa. Jako Towarzysz Prawej Ręki i zarazem szef tajnych służb był jak najbardziej powołany do uczestniczenia w takich zebraniach. Zdziwił się natomiast sam Mistrz, i to zapewne nieprzyjemnie, gdy ujrzał czekającego w komnacie Nefera.

Mniej oczywiste było zaproszenie przez Królową sierżanta Tereusa. W sprawach wojny i wojska miał jednak niewątpliwie olbrzymie doświadczenie, a jego wierność nie podlegała dyskusji. Z pewnością też odgrywał w Królewskiej Gwardii rolę większą, niż wskazywałby na to jego stopień.. Ostatni przybył Mistrz Serpa, w towarzystwie Ufera. Właściwie, to obaj nieco się spóźnili, ale przed oblicze Władczyni zebranych także nie wezwano o czasie. Czekali w milczeniu. O dziwo, wyraźnie niechętny Neferowi Apres zdawał się ignorować obecność Ufera. Wreszcie w przejściu pojawiła się niewolnica.

– Szlachetni panowie, Jej Dostojność Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, wzywa Was do gabinetu.

Ruszyli natychmiast, Mistrz Serpa skinął przy tym na Ufera, by pozostał na miejscu. Nefer nie był pewien, co czynić. Najjaśniejsza osobiście nakazała mu jednak przybyć na to spotkanie. Nie zważając na niechęć Mistrza Apresa, podążył więc za pozostałymi. ”Najwyżej mnie wyrzucą”. – Pomyślał – „Ale niech uczyni to sama Bogini, a nie karcące spojrzenie Jej urzędnika”.

Władczyni najwyraźniej pracowała bez przerwy od czasu rozmowy z kapłanem. Nie zmieniła szaty i sprawiała wrażenie nieco znużonej, Jej oczy spoglądały jednak ze zwykłym błyskiem inteligencji. Przynajmniej posiliła się nieco, na jednym z bocznych stolików dostrzegł bowiem tacę z owocami i przekąskami. Przyjęła wezwanych siedząc i nadal przeglądając dokumenty. Niedbałym ruchem ręki przerwała próbę złożenia formalnych pokłonów, Nefer nie uznał się jednak za zwolnionego z tego obowiązku i pozostał na kolanach. Inni stali.

– Dziękuję za przybycie i przepraszam, że kazałam wam czekać. Ale spraw jest więcej, niż się spodziewałam. – rozpoczęła z niewesołym uśmiechem.

– Najpotężniejsza z Królowych. – przemówił sztywno Mistrz Apres. – Zanim zaczniemy, muszę zapytać o powód obecności tego niewolnika. To nie jest miejsce przeznaczone dla takich jak on.

– To nieformalna narada, Mistrzu, i zapraszam na nią tych, których uznam za stosowne. Zechciej przyjąć to do wiadomości i nie uważaj, proszę, za afront. – Łagodny ton głosu i uśmiech, na który zdobyła się pomimo zmęczenia, złagodziły dumne słowa. – Zacznijmy od spraw najnowszych. – kontynuowała. – Udzieliłam dziś kilku audiencji, nie wszystkie należały do przyjemnych. Mój ukochany kuzyn, książę Nektanebo, nie przepadł jednak na pustyni i znalazł drogę do Pałacu. Zwrócił się z oficjalną prośbą o zgodę na opuszczenie Stolicy oraz powrót do swojej prowincji. Odmówiłam. Otrzymał formalny rozkaz pozostania na Dworze. Nie wydawał się zachwycony, chociaż zwykle prawo pobytu w otoczeniu Królowej jest celem zabiegów prowincjonalnych arystokratów. – dodała ironicznie. – Chcę, by obserwowano go jeszcze uważniej niż dotychczas. Mój drogi kuzyn jest w nastroju skłaniającym go do działania.

– Pani, to jadowita żmija, gotowa ukąsić, gdy tylko spuścić ją z oka. Moim zdaniem, należy go zabić i to natychmiast. – Nie wytrzymał sierżant Tereus.

– Nie tak szybko, sierżancie. Usunięcie księcia wywołałoby zbyt wiele zamieszania. Pamiętaj też, że królewska krew nie powinna zraszać ziemi. Wzbudza to gniew bogów i przynosi nieszczęście. Lud w to wierzy i niech tak zostanie. – odparła Władczyni.

– Nie musimy robić tego jawnie. – Nie ustępował stary wojak. – Mistrz Apres z pewnością mógłby się wszystkim zająć, i to bez rozlewania krwi. Brzydzę się takimi metodami, bywa jednak, że są niezbędne. Książę to cierń, którego należy się pozbyć.

– Chwilowo mam wobec niego inne plany. Śmierć księcia niewiele by dała. Jest zbyt głupi, by być prawdziwym przywódcą ewentualnego spisku. To tylko pionek, w dodatku łatwy do kierowania. Należy to wykorzystać i sprowokować Mojego kuzyna do nieprzemyślanego działania. Wtedy albo zmusi do ujawnienia się tych, którzy za nim stoją, albo przynajmniej zaatakuje w czasie przez nas wybranym, gdy będziemy na to przygotowani. Raz jeszcze powtarzam, że należy go obserwować. – Ostatnie polecenie Królowa skierowała do Mistrza Apresa. Nefer przysłuchiwał się temu wszystkiemu, podobnie jak Mistrz zdumiony, że uczestniczy w tej naradzie.

– Najjaśniejsza, wkrótce wyruszasz do Górnego Kraju. Czy to nie stworzy księciu możliwości działania? – Towarzysz Prawej Ręki wyraził swoje zaniepokojenie.

– Właśnie na to liczę. Mój kuzyn był bardzo wzburzony ostatnimi wydarzeniami, a nie należy do osób cierpliwych. Nie przypadkiem chciał opuścić Dwór. Jeżeli okaże się tak nierozsądny, by samowolnie wyjechać ze Stolicy podczas Mojej nieobecności… Pozwolicie mu na to.

– Tutaj mamy go w ręku, Księżniczko. – zaoponował Tereus.

– Tak, ale nie ma przeciwko niemu żadnych dowodów. Może knuć swoje intrygi, a raczej ulegać manipulacjom innych, dużo groźniejszych wrogów. Jeżeli złamie Mój oficjalny rozkaz i wyjedzie, będzie to równoznaczne z wypowiedzeniem posłuszeństwa i buntem. Wątpię, aby takie były zamiary tych, którzy za nim stoją, ale liczę na porywczość Mojego kuzyna. Jeżeli spróbuje ucieczki, nie będziecie mu przeszkadzać. A ty sierżancie, tymczasem dyskretnie wzmocnisz  gwardię oddziałami z innych garnizonów. Tylko bez zbędnej ostentacji. Niedługo rozpocznie się wylew Nilu, to da nam przewagę dzięki flocie.

– To przebiegły plan, o Pani, czy jednak nie jest zbyt ryzykowny? – Apres miał wątpliwości. – Może jednak lepiej po cichu usunąć księcia Nektanebo?

– O nie, wtedy prawdziwi wrogowie znajdą innego figuranta. Pracowałam nad księciem od dłuższego czasu, a ostatnio Nefer dostarczył znakomitej okazji, by poruszyć Mojego kuzyna. Nie mam zamiaru zmarnować tych starań.

Zebrani przyjęli w milczeniu decyzję Władczyni, Towarzysz Prawej Ręki skłonił się lekko, potwierdzając otrzymane rozkazy.

– Nektanebo nie jest, niestety, jedynym kłopotliwym księciem przebywającym na Dworze. – Amaktaris przeszła do kolejnej sprawy. – O nieoficjalną audiencję poprosił także ten Hetyta, książę Mutawalis. Swoją drogą, miałam nadzieję, że będzie dłużej odczuwał trudy ucztowania. – dodała z lekką ironią. – Przedstawił raczej niezwykłą ofertę w imieniu swego ojca i własnym. Krótko mówiąc, zaproponował sojusz wzmocniony więzami małżeńskimi i poprosił Mnie o rękę. To właściwy cel jego poselstwa. – zakończyła bez śladu zażenowania.

– Co takiego? Nie mogłaś przyjąć takiej propozycji! – Wzburzony sierżant zapomniał o należnych Władczyni formach grzecznościowych. Nefer w ostatniej chwili powstrzymał się przed wyrażeniem podobnej opinii. – Zabiję tego psa, jego krew na pewno nie ściągnie gniewu bogów! – wściekał się stary wojak.

– Spokojnie, sierżancie. Mutawalis nie jest pierwszym, zagranicznym księciem, proszącym o Moją rękę.

– Ale akurat on… Ma opinię okrutnika i uwodziciela…

– Jakie zaoferował warunki? – Chłodny głos Mistrza Apresa przerwał tyradę sierżanta.

– Dość osobliwe. Jak wiesz mistrzu, w imieniu króla Suppiliuliumy książę zarządza miastem Halab i syryjskimi prowincjami Hetytów. Jest więc naszym sąsiadem. Zaproponował, że za zgodą swego ojca, w zamian za małżeństwo i koronę Pana Obydwu Krajów, przyłączy Halab do Egiptu.

– W tym musi być jakaś pułapka. – Nie ustawał Tereus.

– Oczywiście. – Uśmiechnęła się niewesoło Królowa. – Chce zatrzymać Halab jako swoją domenę i objąć namiestnictwo nad Kadesz.

– Kadesz to nasza najważniejsza twierdza w Syrii. Twój Ojciec, Księżniczko, walczył o nią kilka razy. W ten sposób Hetyci dostaliby całą prowincję i to za darmo. Zabiję tego szakala, albo niech Apres zrobi to po swojemu. – Tereus nadal okazywał wzburzenie.

– Najdostojniejsza Pani, w ostatnim pomyśle sierżanta istotnie dostrzegam pewne zalety. – Mistrz spokojnie, ale z tym większą mocą poparł wojownika. – W pewnych sprawach Hetyci są bardzo… prostolinijni. Mógłbym coś zaaranżować.

– Nie! – Królowa najwidoczniej podjęła już decyzję w tej sprawie. – Czas jest ku temu nieodpowiedni. Mamy wystarczająco wiele kłopotów. Oczywiście, nie przyjęłam propozycji księcia, rzecz jasna nie pozbawiłam go też jednak całkowicie nadziei. Poprosiłam o czas do namysłu i obiecałam udzielić odpowiedzi po powrocie z podróży do Górnego Kraju. Książę nie wydawał się w pełni usatysfakcjonowany, ale ubrałam tę prośbę w piękne słowa. To lepszy sposób na chwilowe uspokojenie Hetytów niż usunięcie Mutawalisa. – Bez cienia skrępowania mówiła o wykorzystywaniu własnego czaru dla celów politycznych. – Ponieważ nie może zbyt długo pozostawać w Egipcie, a i Ja nie zachęcałam go do tego, ma przybyć po odpowiedź gdy ustanie wylew. To daje nam kilka miesięcy czasu.

Nefer przypomniał sobie roziskrzony wzrok księcia, śledzący Amaktaris podczas uczty oraz jego porywcze, mało dyplomatyczne wypowiedzi. Hetyta nie wyglądał na kogoś, gotowego czekać na zaspokojenie własnych pragnień. Zdaniem kapłana, w tej sprawie nie chodziło tylko o negocjacje pomiędzy mocarstwami. To jednak Ona, jego Królowa i Bogini rozmawiała z księciem i musiała wiedzieć o tym lepiej. Swoje wątpliwości zatrzymał dla siebie.

– Musimy podjąć odpowiednie działania. Egipt potrzebuje sojuszników. Jest co prawda Babilon i gościmy nawet aktualnie posła króla Tukultisztara, ale… – Władczyni znacząco zawiesiła głos.

– Na Babilończyków nie ma co liczyć. To marni wojownicy. – odezwał się Tereus.

– Masz rację, sierżancie. Króla Babilonu mogę co najwyżej poprosić o sadzonki rośliny, w której soku zasmakowała Irias. – Najjaśniejsza nie dodała, że sama również z upodobaniem raczyła się słodkim sokiem wyciskanym z babilońskiej trzciny. – Mam jednak inny zamysł. Jak wiecie, moja wychowanica jest prawowitą dziedziczką tronu w królestwie Amazonek. Ona dorasta, a Amazonki dojrzały już do tego, by po latach walk i zamieszek odnowić swoje państwo. Od kilku dni w Memfis przebywają dyskretnie ich wysłanniczki. Zamierzałam odwlec wyjazd Irias, ale wobec najnowszych wydarzeń nie mamy, niestety, czasu. Pojedzie natychmiast. – Ci, którzy znali Amaktaris, musieli wyczuć w spokojnym na pozór głosie Władczyni nutę bólu.

– Ona jest za młoda, o Pani. – Mistrz Serpa odezwał się pierwszy raz podczas całego spotkania.

– Mała księżniczka z pewnością sobie poradzi, ale będzie nam jej brakowało. – Oświadczenie to nie wypadło wcale dziwnie w ustach starego weterana, który na dodatek odwrócił twarz i podejrzanie pociągnął nosem. – Ona jest prawdziwym wojownikiem. – Zakończył z dumą Tereus, opanowując niewczesne wzruszenie.

– Czy uważasz, Najwspanialsza, że wysłanie Irias wystarczy, by zaabsorbować Hetytów? – Mistrz Apres poruszył aspekt praktyczny.

– Decyzja o jej wyjeździe nie jest łatwa i dla Mnie. – podjęła Władczyni. – Czas jest jednak sprzyjający, Amazonki są gotowe osadzić Irias na tronie w imię przywrócenia jedności. Pojedzie z nią Talia i tymczasem będzie sprawować faktyczne rządy. Ja natomiast zamierzam wspierać panowanie nowej królowej bronią i złotem. Niezależnie od wszystkich innych powodów, to i tak będzie mniej kosztowne, niż wojna z Hetytami.

– Amazonki potrafią być nadmiernie drażliwe na punkcie własnej niezależności i sojuszów z innymi państwami. – Zauważył Apres.

– Tym lepiej. Pomoc z Mojej strony powinny przyjąć. Nie są przecież głupie, a nadto jestem Królową… i kobietą, tak jak one. Natomiast z Hetytami z pewnością się nie dogadają. Będą cierniem w ich boku. Naszym zadaniem jest uczynić ten cierń ostrym i zatrutym.

Gdyby nie wcześniejsza rozmowa odbyta w tym gabinecie, Nefer mógłby pomyśleć, że jego Pani z zimną bezwzględnością traktuje wychowanicę, jak kolejny pionek na planszy do gry. Tak jednak nie było, ta decyzja przysparzała Świetlistej osobistych cierpień, podjęła ją dla dobra Kraju.

– Miejmy nadzieję, że to wystarczy. – podsumował Apres.

– Zamierzam jeszcze dziś wieczorem odbyć potajemne spotkanie z wysłanniczkami Amazonek w ich kwaterze. – dodała Królowa.

– Czy życzysz sobie, o Najdostojniejsza, abym Ci towarzyszył? – zapytał Mistrz.

– Nie, tym razem nie, Towarzyszu Mej Prawej Ręki. Myślę, że one nienajlepiej przyjęłyby obecność mężczyzny w roli doradcy czy opiekuna. Wezmę ze sobą Talię i Nefera. – oznajmiła niespodziewanie.

– A jego obecność nie będzie przeszkadzać? – Czyżby urażony Apres okazał cień sarkazmu?

– Jest Moim osobistym niewolnikiem, powinny to przyjąć jako coś naturalnego, a Królowa ceni opinie Nefera. – Słuchał tego zaskoczony i dumny. – Przejdźmy do kolejnych spraw. Mistrzu uzdrowicielu, chciałabym osobiście podziękować za opiekę nad tym pobitym chłopcem. Nie tylko jako Królowa, ale także jako przyjaciółka. Odwiedziłam dziś rano szpital, dokonałeś prawdziwego cudu.

”Jak Ona znalazła na to czas? Ci gwardziści… Może jednak wcale nie zabawili długo na komnatach Świetlistej?” – Pomyślał Nefer. Po chwili przyszło mu do głowy, że Najjaśniejsza mogła szukać w szpitalu odpoczynku po napięciu towarzyszącemu uczcie oraz zbierać siły przed kolejnym, niełatwym dniem.

– Pani, uratowanie tego malca mnie również sprawiło wielką radość i satysfakcję. – Mistrz Serpa nie krył zasłużonej dumy ze swoich osiągnięć oraz pochwały Amaktaris. – Jego powrót do zdrowia potrwa, ale przeżyje i nie będzie ułomny. Nie sądzę jednak, by kiedykolwiek potrafił opowiedzieć o tym, co go spotkało. Znam takie przypadki. Zepchnął te wspomnienia tak głęboko, by nigdy nie powróciły. Próby ich poszukiwania mogłyby teraz przynieść tylko niepowetowane i trudne do oszacowania szkody.

– Rozumiem, mistrzu i raz jeszcze dziękuję. Musimy więc odnaleźć winowajcę w inny sposób. Towarzyszu Mej Prawej Ręki, czy są jakieś postępy w tej sprawie?

– Mam nadzieję, że tak, o Wielka. Dzięki informacjom, które dostarczyłaś, nawiązałem dyskretny kontakt z tym oddającym się hazardowi kapłanem. Był, rzecz jasna, zdumiony i przerażony. Odpowiednio… powiedzmy zachęcony, zgodził się zostać naszym okiem i uchem w wiadomej świątyni. Jak dotąd niczego nie zauważył, ale takie sprawy wymagają czasu i dyskrecji. Pośpiech nie jest wskazany, a on z pewnością będzie się starał najlepiej jak potrafi. – Nikły uśmiech Mistrza Apresa niedwuznacznie wskazywał na przypuszczalne motywy, skłaniające Opiekuna Szat Anubisa do wytężonych wysiłków.

– Dziękuję, mistrzu. Pamiętaj, że to dzięki Neferowi otrzymałeś odpowiednie narzędzia do zainicjowania tych starań – Królowa zadziwiła niewolnika tym przypomnieniem jego zasług. – Oczekuję, że będę informowana o wszelkich postępach w tej sprawie.

– Najdostojniejsza Pani. – Zaczął z pewnym wahaniem Apres. – Zechciej pamiętać o pewnym drobiazgu. Jeżeli ten chłopiec był świątynnym niewolnikiem i został skatowany przez swego właściciela, a wiele na to wskazuje, to zgodnie z prawem nie możesz ukarać winowajcy. On mógł uczynić to, co uczynił i – wybacz o Wielka – nawet Ty nie powinnaś naruszać podstaw boskiego porządku świata.

– Wiem o tym, Mistrzu. – W głosie Władczyni pojawił się zimny gniew, jak zawsze gdy poruszała tę sprawę. – Są jednak sposoby, by ten potwór zapłacił za swoje zbrodnie, niekoniecznie w świetle dnia. Nie wątpię, że gdy nadejdzie czas, potrafisz się tym zająć. – Apres skłonił się milcząco w odpowiedzi.

– A co w sprawie tego ostatniego zamachu?

– Niestety, o Pani, przyznaję ze wstydem, że niewiele udało się osiągnąć. Zatrute sandały podrzucono kilka miesięcy temu. Trop już ostygł, nikt nic konkretnego nie pamięta. Być może potrafiłbym u niektórych pobudzić pamięć ale… – Zawiesił znacząco głos.

– Moje rozkazy w tej sprawie pozostają w mocy. – oświadczyła stanowczo Monarchini. – Zachowanie zaufania i miłości tych, którzy są wierni Królowej, jest ważniejsze od ewentualnego odkrycia sprawców.

– Najwspanialsza z Bogiń. – odezwał się Mistrz Uzdrowiciel. – Nam udało się natomiast odnieść pewien sukces. Rozpoznaliśmy rodzaj użytej trucizny.

– Zajęło to sporo czasu, bracie. – zauważył nieco sarkastycznie Mistrz Apres. – Straciłem już nadzieję, że zdołasz coś ustalić.

– Zadanie okazało się niełatwe. Początkowo podawaliśmy Twą rzekomo zatrutą krew, o Wielka, zwierzętom i skazanym przestępcom, aby jej próbowali. Ani zwierzęta, ani ludzie nie wykazywali jednak żadnych objawów.

– Przecież Nefer zapadł wtedy na zdrowiu i to nagle. – zaoponowała Władczyni.

– To właśnie nas zmyliło, o Pani. Gdyby jednak trucizna była tak silna, aby porazić Twego niewolnika, który przełknął nieco skażonej krwi, Ciebie, o Świetlista, nic nie zdołałoby uratować. Wyrzucam sobie, że wcześniej o tym nie pomyślałem.

– Cóż więc zaszkodziło niewolnikowi?

– Nie wiem, o Najjaśniejsza. Przypuszczam jednak, że mogła to być zwykła niestrawność. Poczuł się źle po spożyciu wystawnej kolacji.

Obecni spojrzeli znacząco na Nefera, a on wiedział, że mimowolnie się zaczerwienił.

– Jeżeli wcześniej był głodzony, a potem zjadł zbyt dużo, jest to nawet prawdopodobne. O ile wiem, spędził uprzednio dłuższy czas w więzieniu. To może być właściwa przyczyna. – dokończył Mistrz.

Nefer przysiągłby, chociaż było to przecież niemożliwe, że tym razem ślad zakłopotania przemknął przez oblicze Bogini.

– Cóż więc zdołaliście w końcu ustalić? Wcale nie podano trucizny i nie było żadnego zamachu? – zapytała zadziwiająco szorstkim tonem.

– Niestety, jednak był, o Wielka. Twoje sandały zostały istotnie nasączone jadem. Drobne zwierzęta, którym puszczaliśmy krew i nacieraliśmy rany skórą sandałów – umierały. Większe zwierzęta, psy albo owce – chorowały i także często umierały. Przeprowadziliśmy też próby na przestępcach. Chorowali, ale jednak prawie wszyscy przeżyli. Trucizna musiała być stara i straciła nieco moc. Nic dziwnego, skoro sandały nasączono jadem przynajmniej kilka miesięcy temu. Miałaś szczęście, o Pani.

– Zdołaliście rozpoznać rodzaj tego jadu?

– Tak, Najwspanialsza. To jednak zasługa przede wszystkim tego libijskiego niewolnika, Ufera. Przyprowadziłem go ze sobą, jeśli pozwolisz, wezwę go teraz.

Królowa skinieniem dłoni nakazała Neferowi sprowadzić Libijczyka. Po powrocie, obydwaj upadli na kolana.

– W jaki sposób Ufer rozpoznał truciznę?

– Miał pewne podejrzenia na podstawie objawów, ale nie był pewny. Gdy okazało się, że większość więźniów tylko choruje, ale powraca jednak z czasem do zdrowia, Ufer sam przyjął jad. Wtedy okazało się, że to trucizna stosowana przez jego rodaków do zatruwania strzał i oszczepów.

Proste słowa Mistrza zmusiły Nefera do spojrzenia na Libijczyka z nowym szacunkiem. Nie lubił go, miał w pamięci zaślepienie miłością dla Nerti i odmowę ulżenia cierpieniom Atary. Musiał jednak przyznać, że poważnie traktował swoją przysięgę, czyniącą Królową Amaktaris Panią jego krwi i honoru. Władczyni też to doceniła.

– To był odważny czyn, Uferze. Dziękuję ci, jako twój Wódz i Pani twojej krwi. – Gdy Najjaśniejsza wygłaszała te słowa, Nefer poczuł irracjonalną zawiść i zazdrość. – Cóż więc konkretnie wiemy? – Ostatnie słowa skierowała do Mistrza Serpy.

– To specyficzna trucizna, o Pani. Bardzo długo zachowuje swoją moc, chociaż tym razem okazało się, na szczęście, że jednak zbyt krótko. Uzyskuje się ją z jadu pewnych węży żyjących na Pustyni Libijskiej, ale tajemnicę jej wytwarzania znają tylko plemienni szamani, a i to nie wszyscy.

– Tak, ten jad doskonale odpowiadał planom spiskowców. Skąd jednak wiedzieli o istnieniu takiej trucizny i jak ją zdobyli? – zapytał Mistrz Apres.

Mistrz Serpa skinął na Ufera.

– Moja Pani i mój Wodzu, szamani dobrze strzegą swoich tajemnic. Z pewnością nie sprzedaliby trucizny nikomu obcemu.

– Jak więc trafiła w ręce spiskowców?

– Widzę tylko jedną możliwość. – Królowej odpowiedział Mistrz Apres. – Któryś z Twoich wrogów, o Wielka, musi mieć zaufanego libijskiego sługę, który jakiś czas temu odbył podróż w rodzinne strony.

– Jak wiesz, Mistrzu, mam wielu wrogów. Jak odnaleźć akurat tego jednego?

– W Stolicy żyje sporo Libijczyków, to zamknięta grupa. Trzymają się razem i nie dopuszczają obcych do swoich spraw. Za to o sobie nawzajem wiedzą wiele. Ktoś mógłby zapamiętać taki długi wyjazd do krewnych na pustyni. To mogłaby być nasza szansa. Możemy wykorzystać Ufera.

– Jest też Harfan. – zauważyła Królowa. – Ma przyjaciół i krewnych wśród tutejszych Libijczyków.

– Tak, ale wszyscy wiedzą, że jest Twoim mlecznym bratem, o Pani, do tego żołnierzem Twej osobistej gwardii. To ograniczy jego możliwości w tej sprawie. Ufer nadawałby się o wiele lepiej, gdyby nie…

– Gdyby nie co? – spytała Królowa.

– Jego zbrodnia i kara, na którą został skazany, o Najwspanialsza, też nie przeszły bez echa. To musiała być głośna sprawa wśród rodaków Ufera. Wszyscy wiedzą, jak surowo traktujesz trucicieli. Nikt nie uwierzy, że tak po prostu ułaskawiłaś zbrodniarza.

– Co więc proponujesz, Mistrzu?

– Musi mieć dowód, że został ukarany. Surowo ukarany. Proponuję, aby odciąć mu dłoń. Jako Twój zaprzysiężony jest zobowiązany ponieść taką ofiarę, jeśli tak zechcesz, o Wielka.

Nefer nie wierzył własnym uszom, chociaż po Mistrzu Apresie z pewnością można było spodziewać się takiego pomysłu. Ufer zbladł, zdołał jednak zachować spokój. Wszyscy przenieśli wzrok na Królową, która wpatrywała się uważnie w Libijczyka.

– Cóż ty na to, Mój zaprzysiężony wojowniku?

– Pani… – Ufer z trudem przełknął ślinę.

– Najjaśniejsza, nie możesz tak odpłacić komuś, kto wiernie Ci służy! – zaprotestował Mistrz Uzdrowiciel.

– Tu chodzi o bezpieczeństwo Najdostojniejszej, Oby Żyła i Władała Wiecznie. – odparował zimno Mistrz Apres.

– Czekam na twoją odpowiedź, Uferze. – Głos Królowej nie zdradzał żadnych uczuć.

– Pani, uczynisz, co zechcesz. – odpowiedział z wysiłkiem Libijczyk.

– To wiem. Pytam, czy wtedy nadal będziesz służył Królowej?

– Pozostaniesz Panią mej krwi i mego honoru niezależnie od wszystkiego, tak stanowią nasze zwyczaje. – dodał cicho.

„Czy on naprawdę jest gotowy na taką ofiarę? I czy Świetlista ją przyjmie?” – Nefer z napięciem wpatrywał się w Królową, świadom, że Jej odpowiedź jest ważna także dla niego.

– Takie poświęcenie nie będzie konieczne, Uferze. Szansa, że zdołamy odnaleźć jakiś ślad jest niewielka. Mistrz Serpa ma zresztą rację. Nie zamierzam odpłacić ci w ten sposób za twoje oddanie. – Przeniosła teraz spojrzenie na Mistrza Apresa. – Niech obydwaj z Harfanem wypytają dyskretnie przyjaciół, może na coś natrafią. Ty także kontynuuj swoje śledztwo. Wiem, że to trudna sprawa i nie oczekuję niemożliwego, ale liczę, że wszyscy dołożycie starań.

– Oczywiście, o Wielka. – odparł Mistrz. Ufer nic nie odpowiedział, skłonił się tylko głęboko i uderzył czołem o posadzkę, co jednak nie ukryło widocznej na jego twarzy wdzięczności i ulgi. Tym razem Nefer nie miał mu tego za złe.

– Jak przygotowania do podróży? – Królowa podjęła nowy temat.

– Władze miast i świątyń, które postanowiłaś zaszczycić Twą obecnością, o Najdostojniejsza, zostały już powiadomione. Okręty i orszak czekają w gotowości.

– Doskonale, zamierzam wyruszyć za pięć dni, gdy tylko uporządkuję tutejsze sprawy. Chcę, abyś w tym orszaku przewidział miejsce dla Mojego osobistego niewolnika. Jego służby mogą okazać się potrzebne.

Mistrz skłonił się w odpowiedzi, a Nefer poczuł dreszcz podniecenia i niepokoju zarazem. To prawda, mógł się spodziewać włączenia do świty Władczyni, właściwie nawet na to liczył od chwili, gdy Bogini ogłosiła decyzję o wyjeździe. Teraz jednak, po powrocie z folwarku, wydarzeniach na uczcie, a zwłaszcza po otrzymaniu listu od Any, realna perspektywa szybkiego ujrzenia Abydos i żony napawała go zarówno radością, jak i pewną obawą. Zanim zdążył zdecydować, które z tych odczuć jest silniejsze, Monarchini zakończyła spotkanie.

– Wybaczcie, ale Królowa ma jeszcze obowiązki dziś wieczór. Możecie odejść i raz jeszcze dziękuję za wasze starania.

Tym razem zezwoliła, by wszyscy oddali Jej hołd, padając na kolana i uderzając czołami o posadzkę. Nefer uczynił to tym chętniej, że w końcu zdecydował, iż jednak bardziej cieszy się z zapowiedzianej podróży i spotkania z Aną, niż się tego obawia.

XXXIX

Odprawieni przez Władczynię uczestnicy narady rozeszli się do swoich zajęć. Nefer najchętniej powróciłby do biblioteki i do czytanych zwojów, robiło się jednak późno, a miał przecież towarzyszyć swojej Pani w kolejnej wyprawie do miasta. Nie otrzymał w tej sprawie żadnych konkretnych poleceń, poza ogólną zapowiedzią, że będzie potrzebny – co wzbudziło zresztą wyraźne niezadowolenie Mistrza Apresa. Nie wiedząc, gdzie i kiedy ma się stawić, czekał po prostu w salonie. Królowa wyłoniła się z gabinetu po dłuższej chwili. Wyglądała na zmęczoną.

– Dobrze, że przynajmniej teraz nie trzeba cię szukać. – rzuciła w stronę niewolnika. – Idź się ubrać. Szatę znajdziesz w swojej skrzyni. Dzisiaj pójdziesz w obręczach, postaraj się jednak, aby nie rzucały się zbytnio w oczy. Aha, zabierz też przybory do pisania i papirus. Potem czekaj tutaj. Ja idę poczynić własne przygotowania, a to może chwilę potrwać.

Nadal sprawiała wrażenie znużonej. Jej nastrój w niczym nie przypominał radosnego oczekiwania, gdy poprzednim razem wybierała się na targ. Nefer zrozumiał, że dzisiaj dzień pracy Władczyni jeszcze się nie skończył, a spotkanie w gospodzie Muty może nie być łatwe.

– Wielka Pani. Dziękuję, że zechciałaś mnie włączyć do orszaku i zabrać do Abydos. – powiedział cicho.

– Jesteś osobistym niewolnikiem Królowej i twoje miejsce jest przy Mnie. – odparła po prostu. – Twoje służby mogą zresztą okazać się przydatne. – dokończyła znacząco.

– Najjaśniejsza Pani. – Odważył się spytać. – Dlaczego wezwałaś mnie na dzisiejszą naradę, a teraz zabierasz do miasta? Mistrz nie był z tego zadowolony.

– Mistrz nie musi być zadowolony ze wszystkiego. Mam wobec ciebie pewne plany, niewolniku, i powinieneś być wprowadzony w niektóre sprawy. Jak dotąd dobrze mi służysz. Nawet to, że jesteś krnąbrny, pomogło Moim zamiarom. Masz też dobry wpływ na Irias, a jest ważne, by dzisiaj zachowywała się jak prawdziwa księżniczka i królowa – dodała po chwili. – A nadto, cenię twoje opinie. Dziś wieczorem także chcę, abyś uważnie słuchał.

– Najwspanialsza, Amazonki z pewnością również nie będą zadowolone z mojej obecności.

– Znajdę sposób, zobaczysz. Tylko nie popisuj się akurat przy nich swoją krnąbrnością.

– Pani, Irias będzie Ci dzisiaj towarzyszyć? Kiedy zamierzasz ją odesłać? Nawet nie zacząłem z nią prawdziwych lekcji.

– Ale i tak zdążyłeś nauczyć ją dużo więcej, niż poprzedni nauczyciele. Doceniam to. Jeśli nic się nie zmieni, wyjedzie w ciągu kilku dni. Może jednak uda się sprawić, że… – urwała.

– Wielka Pani?

– Nie chcę o tym mówić, by nie robić daremnej nadziei. Przemyślałam jednak pewne kwestie i być może zdołam sprawić, że wyjazd będzie tylko czasowy. Ale o tym teraz ani słowa. Idź już i nie zapomnij o tych przyborach do pisania.

Uwinął się szybko. Nowa szata i sandały, dostarczone w zamian za zniszczone na folwarku, okazały się równie porządne i funkcjonalne. Niespodzianka czekała go dopiero wtedy, gdy sięgnął po schowaną głęboko paletkę z farbami. Czyjaś ręka, aż bał się pomyśleć czyja, umieściła obok prostej paletki kosztowną miseczkę na wodę ze skorupy żółwia oraz pęk najwyższej jakości trzcinowych pędzelków. Zgarnął te skarby razem z kilkoma czystymi zwojami papirusu i schował za pazuchą.

Przygotowania Królowej istotnie trwały dłużej i musiał czekać na powrót Amaktaris. Na szczęście przybyła przed Talią, spotkania z którą Nefer nieco się obawiał. Władczyni ponownie przybrała postać pani Nerisy, atrakcyjnej kobiety w średnim wieku. Tym razem nie sprawiała jednak wrażenia żony kupca albo pomniejszego urzędnika. Prosta, surowa w kroju szata – właściwie rodzaj peleryny, nie rzucający się w oczy makijaż, brak biżuterii, wszystko to nadawało Pani Dwóch Krajów wygląd wojownika, którym także zresztą była, jak przypomniał sobie Nefer. Wrażenie to potwierdziło się, gdy siadając odsłoniła na chwilę przypięty do pasa sztylet. Nie ulegało wątpliwości, że tym razem nie wybierała się do miasta dla rozrywki.

Talia w wiadomy sobie sposób wyczuła, iż Królowa ukończyła przygotowania i pojawiła się w komnacie kilka chwil później. Ona także występowała jako wojowniczka i uzbroiła się w swój niezwykły miecz, co jednak Nefera wcale nie zdziwiło. Miał tylko nadzieję, że długa szata Opiekunki zamaskuje oręż przypięty do pasa. Talii towarzyszyła Irias, sprawiająca wrażenie mniejszej wersji obydwu kobiet. Starała się zachować opanowanie i wyglądać dzielnie, ale niespokojne spojrzenie, które rzuciła w stronę Amaktaris zdradzało, iż odczuwa jednak obawę przed dzisiejszą wyprawą do miasta. Trudno było rozpoznać w niej beztroską i uradowaną perspektywą wizyty na targu dziewczynkę sprzed kilkunastu dni. Wyraźnie ucieszyła się na widok Nefera i chwyciła go za rękę, co wywołało grymas niezadowolenia na twarzy Talii.

– Co tu robi ten niewolnik? Chyba nie zamierzasz zabrać go na spotkanie? – Talia potrafiła zwracać się do Pani Obydwu Krajów bez odrobiny szacunku.

– Mam właśnie taki zamiar. To Mój osobisty sługa, nie zapominaj o tym. Dla Amazonek jego obecność przy Mojej Osobie nie powinna być niczym dziwnym, a potrzebuję go jako sekretarza.

– Wywiera zły wpływ na księżniczkę, byłoby lepiej, gdyby został w pałacu.

– To ja o tym zadecyduję, Talio! – Twardy głos Królowej przywołał opiekunkę do porządku. – A co do Irias, to uważam, że bardzo dojrzała, odkąd go poznała.

– Cieszę się, że idziesz z nami. – dodała cicho dziewczynka. Nefer miał ogromną ochotę powiedzieć małej przyjaciółce o nowych planach Królowej, przypomniał sobie jednak otrzymane rozkazy i uścisnął tylko mocno jej dłoń.

– Chodźmy wreszcie, robi się późno. – rozkazała Najjaśniejsza.

Znaną już kapłanowi drogą udali się do miasta. Przy bocznej furtce czuwali zaufani gwardziści, którzy bez słowa otworzyli przejście. Talia prowadziła podopieczną za rękę, jak gdyby obawiała się, że Irias swoim zwyczajem zniknie w tłumie zapełniającym plac targowy i przyległe ulice. Nefer nie miał takich obaw, widział, że księżniczka zachowuje się dzisiaj zupełnie inaczej. Z zaciętą determinacją, zdecydowana przezwyciężyć odczuwaną obawę. Talia rozglądała się czujnie, kapłan nie miał wątpliwości, że swym długim mieczem albo i bez niego odparłaby każdy atak rabusia czy innego przestępcy. Nie potrafiła jednak wtapiać się w tłum równie skutecznie jak Mistrz Apres. Ich grupka, dwie uzbrojone kobiety, dziewczynka i niewolnik, musiała wyglądać raczej niezwykle, szczęśliwie długie szaty Amaktaris i Talii pozwalały ukryć oręż przed oczyma ciekawskich, a panujący już półmrok i duży ruch na placu targowym dopełniły reszty. Bez przeszkód dotarli do gospody Muty i Ahmesa.

Tak, jak można się było tego spodziewać, przyjęła ich osobiście właścicielka. Nigdzie nie było widać Ahmesa, a co jeszcze dziwniejsze – stada potworków. Bez zbędnych słów Muta zaprowadziła ich do znanego Neferowi, prywatnego pomieszczenia na zapleczu. Czekały tam już dwie kobiety, których wygląd z pewnością musiałby wzbudzić zainteresowanie na ulicach Memfis. Wysokie i postawne, w trudnym do określenia wieku, surowym ubiorem i zachowaniem przypominały Talię. W odróżnieniu od opiekunki nie sprawiały jednak wrażenia, by w jakikolwiek sposób usiłowały przystosować się do życia w cywilizowanym kraju. Nie ukrywały przy tym broni, przypiętych do pasa sztyletów lub krótkich mieczy – kapłan nie potrafił ocenić dokładnie rodzaju oręża. Podobnie jak Talia, wojowniczki były przy tym na swój barbarzyński sposób atrakcyjne, szczególnie błękitnooka blondynka musiała wzbudzać zainteresowanie. Jej towarzyszki, brunetki, nie cechowała może uroda aż tak niezwykła w Kraju nad Rzeką, również mogła jednak przyciągać spojrzenia. Nefer miał nadzieję, że wojowniczki nie opuszczały gospody Muty zbyt często. Obawiał się, że w przeciwnym razie ulice stolicy nie jeden już raz musiałyby spłynąć krwią.

– Najdostojniejsza Pani, oto kobiety które poleciłaś mi ugościć. – W głosie Muty dało się usłyszeć ślad znużenia tym obowiązkiem, istotnie – zapewne niełatwym.

– Dziękuję ci, moja droga. Poproszę cię, jeśli będziesz potrzebna. – Królowa uprzejmie ale zdecydowanie odprawiła gospodynię, która zresztą z wyraźną ulgą opuściła pomieszczenie.

– Jestem Amaktaris, Pani Górnego i Dolnego Kraju, Władczyni wojowników. Kim wy jesteście? – Bogini natychmiast przejęła inicjatywę, co wydawało się skądinąd jedyną słuszną metodą postępowania z dumnymi Amazonkami.

– Jestem Korina, wojowniczka i Opiekunka Królewskiej Stadniny. – odparła blondynka, która zareagowała jako pierwsza i zmierzyła Królową badawczym spojrzeniem.

– Jestem Lamia, wojowniczka i Strażniczka Zachodniej Granicy. – przedstawiła się brunetka.

Obydwie Amazonki sprawowały więc niegdyś wysokie urzędy za panowania Hypatii. Czy były wierne poległej królowej? Czy będą, co ważniejsze, wierne jej córce? Żadna z kobiet nie zdradzała zamiaru padnięcia na kolana czy złożenia w inny sposób należnego Najjaśniejszej hołdu. Poprzestały na nieznacznym pochyleniu głów. Amaktaris nie spodziewała się zapewne niczego innego, nie zareagowała bowiem na to naruszenie etykiety. Czegóż zresztą można było oczekiwać po barbarzyńcach?

– Oto księżniczka Irias, córka królowej Hypatii i jej prawowita dziedziczka. Wasza prawowita królowa. Uznajcie jej władzę. – Najwspanialsza z miejsca przeszła do zasadniczego punktu spotkania.

Od przybycia do gospody dziewczynka nie trzymała już niczyjej ręki. Stała dumnie wyprostowana i bez obawy skrzyżowała spojrzenie z groźnymi wojowniczkami. Nefer przyglądał się temu z podziwem. W tej chwili księżniczka w niczym nie przypominała dziecka. O dziwo, to Lamia odwróciła wzrok jako pierwsza.

– Uznaję pochodzenie i prawa wojowniczki Irias! – Jej słowa wyglądały na szczere. Znów przyglądała się księżniczce, teraz jednak z ciekawością i śladami dumy.

Z Koriną nie poszło jednak tak łatwo.

– Spraw królestwa Amazonek nie załatwia się w obecności mężczyzn. Co robi tutaj ten niewolnik, niech natychmiast opuści komnatę! – Dobitne słowa blondynki uczyniły atmosferę bardzo napiętą. ”Dlaczego dzisiaj jakoś wszyscy chcą się mnie pozbyć ze swego towarzystwa?” – Pomyślał sarkastycznie Nefer, chociaż rozumiał oczywiście, że Korina zamierza zyskać na czasie i odwrócić uwagę od zasadniczej kwestii uznania praw Irias.           Było to oczywiste także dla Amaktaris, która zareagowała zdecydowanie.

– To Mój osobisty niewolnik. Jako Królowa i wojowniczka mam prawo korzystać z jego usług w każdej chwili i w każdy sposób, jaki uznam za potrzebny. Tak stanowią i wasze obyczaje!

– Niewolnicy służą jako pasterze i rolnicy albo do ogrzewania łoża, a nie jako uczestnicy spraw państwowych. – odparowała Korina.

– Tu, w Egipcie, jesteśmy bardziej cywilizowani – jak może zauważyłaś – i mamy większe wymagania wobec służby. – Władczyni zachowywała chłodny spokój. – Chcę, by wykonywał obowiązki sekretarza i spisał warunki umowy, którą – mam nadzieję – zawrzemy.

– Dziwne macie tu zwyczaje. Słowo wojowniczki powinno wystarczyć, ale skoro tak chcesz… Lubię jednak, gdy niewolnicy są w mojej obecności nadzy. Wiem wtedy, że niczego nie ukrywają. – Roześmiała się, ale jej oczy pozostały zimne. – Czy pozwolisz?

Nie czekając na zgodę Królowej dobyła krótkiego miecza i podeszła do Nefera. Nie zdążył się wystraszyć. Amazonka lewą ręką ujęła jego nową szatę, po czym szybkim ruchem dzierżonego w prawej dłoni oręża rozcięła ją od góry do dołu. Klinga okazała się naprawdę ostra. Nefer zdołał tylko przytrzymać przybory do pisania i zacisnął wargi.

„Ciekawe, czy trzyma ich nago także zimą?” – Przemknęło mu przez głowę. Ze swoich lektur wiedział, że w górach na północy ta pora roku potrafi być surowa.

Korina zmierzyła krytycznie nagą postać kapłana.

– Do łoża istotnie się nie nadaje, chyba, że w tym waszym cywilizowanym kraju macie obyczaje jeszcze dziwniejsze niż sądziłam. Widzę jednak, że potrafisz utrzymywać dyscyplinę wśród swoich niewolników. – dodała, wskazując mieczem na znaczące plecy Nefera, nadal nie do końca zagojone ślady po biczu.

Twarz Królowej stała się nieprzeniknioną maską, tylko w oczach czaiły się błyski gniewu. Dla kapłana było oczywiste, że Władczyni z trudem panuje nad sobą i znosi zniewagi Koriny. Najwyraźniej bardzo Jej zależało na powodzeniu tego spotkania.

– A co to takiego? – Amazonka dotknęła czubkiem miecza obręczy skuwających męskość Nefera. – Używamy czegoś podobnego przy hodowli ogierów, znam się na tym jako Opiekunka Stadniny. Byłoby ciekawie nakładać takie przyrządy niewolnikom, naprawdę ciekawie… Tylko jak sprawić, aby nie grzebali przy tym i nie zdejmowali ukradkiem?

– Mamy zręcznych rzemieślników, potrafią wykonać odpowiednie zamki. – odparła sucho Królowa.

– A już myślałam, że ta cała cywilizacja na nic się nie przydaje, a tu proszę, potraficie wymyślić coś naprawdę interesującego.

Amaktaris nie skomentowała.

”Jestem tu w służbie Mojej Pani.” – pomyślał Nefer. – „I nie mam prawa do okazywania uczuć.” – Jakakolwiek uwaga ze strony niewolnika mogłaby zresztą tylko pogorszyć sytuację, niezależnie od tego, że wojowniczka trzymała nagie ostrze tuż przy jego przyrodzeniu. Bawiąc się obręczami i trącając je czubkiem miecza, nie omieszkała przy tym skaleczyć nieco skóry. Pojawiły się drobne kropelki krwi. Czy celowo prowokowała Najjaśniejszą, czy po prostu była aż tak nieokrzesana?

– Przestań! – odezwała się niespodziewanie Irias. – Macie uznać mnie za królową i złożyć hołd, a nie zajmować się jakimś niewolnikiem!

Ten ton głosu księżniczki nie był Neferowi obcy, zdążył go poznać podczas pierwszej awantury z Nektanebo. Korina i Lamia okazały jednak zaskoczenie. Pierwsza z wojowniczek odruchowo cofnęła ostrze, druga równie instynktownie wyprostowała się, jak gdyby oczekiwała na rozkazy dowódcy. Irias nie traciła czasu. Najwidoczniej Najdostojniejsza i Talia starannie przygotowały ją do dzisiejszego spotkania i wiedziała, jak ma wyglądać ceremonia. Skinęła teraz na opiekunkę, która odpięła od pasa swój niezwykły oręż.

– Oto miecz królowej Amazonek. Jako ostatnia z nich nosiła go i używała w walce królowa Hypatia, matka księżniczki Irias. Trzymała go w dłoni, gdy poległa. – Tu głos Talii nieco zadrżał. – Uratowałam i przechowałam tę broń dla jej córki i następczyni, królowej Irias. Oddaję go teraz w prawowite ręce.

Przyklęknęła i ceremonialnie podała broń dziewczynce. Ta dobyła miecza z pochwy i uniosła nad głową. Ćwiczenia odbywane z opiekunką oraz sierżantem nie poszły na marne. Irias poruszała dość ciężkim zapewne orężem z łatwością i dużą wprawą.

– Przyjmuję ten miecz jako moje dziedzictwo po matce, podobnie jak władzę i obowiązki, które oznacza. Wzywam was do oddania hołdu i złożenia przysięgi!

Nefer nie miał pojęcia, czy Irias długo ćwiczyła tę przemowę, ale wypadła znakomicie. Jako pierwsza, zapewne zgodnie z planem, zareagowała Talia. Okazało się, że miała przy boku także krótki sztylet. Dobyła go teraz i złożyła u stóp dziewczynki.

– Uznaję wojowniczkę Irias za moją prawowitą królową i przysięgam dochować Jej wierności i posłuszeństwa.

– Przyjmuję twój hołd i przysięgę. Weź broń i używaj jej w moim imieniu, Opiekunko Królestwa! – Głos księżniczki, teraz właściwie już królowej, brzmiał pewnie i czysto.

Nominacja Talii na faktyczną regentkę królestwa musiała, rzecz jasna, zostać uzgodniona już wcześniej, ale i tak przez twarz Koriny przemknął błysk ulgi i radości. Wojowniczka nie potrafiła zbyt dobrze ukrywać własnych uczuć, co stanowiło zapewne kolejny przejaw jej słabego opanowania umiejętności właściwych osobie cywilizowanej – jak pomyślał złośliwie Nefer. Przyszła teraz kolej na Lamię, co było w zasadzie formalnością, skoro już wcześniej uznała prawa Irias. Po złożeniu hołdu i przysięgi została zatwierdzona na urzędzie Strażniczki Zachodniej Granicy. Na koniec młoda królowa skinęła władczo na Korinę. Blondynka, z widocznym ociąganiem, dopełniła jednak stosownej ceremonii. Ona również otrzymała zatwierdzenie swojej funkcji na dworze, przy czym Irias nie dała po sobie poznać ewentualnych wątpliwości w tej sprawie. Użyteczną w cywilizowanym kraju sztukę ukrywania uczuć księżniczka zdołała najwidoczniej poznać, chociaż dotychczas miewała zazwyczaj kłopoty z jej zastosowaniem. Po zakończeniu oficjalnej i przećwiczonej zapewne części ceremonii Irias spojrzała na Amaktaris. Zanim jednak ta chwila wahania stała się widoczna dla nowych poddanych, z pomocą wychowanicy przyszła Najjaśniejsza.

– Ja, Amaktaris, Pani Górnego i Dolnego Kraju, uznaję waleczną Irias jako prawowitą królową Amazonek, Moja Siostrę i Przyjaciółkę. Obiecuję wspierać jej rządy i być wrogiem dla jej wrogów!

– Obiecałaś dać nam broń i złoto. Kiedy je zobaczymy? – Korina raczej obcesowo dopominała się korzyści, które najprawdopodobniej jako jedyne skłoniły ją do złożenia oręża u stóp nowej królowej.

– Za cztery dni wyruszycie do domu, wtedy otrzymacie pierwszą część złota. Broń i kolejne raty kruszcu będzie przekazywał książę Manetos, Mój kuzyn i dowódca wojsk w Syrii. Trzysta talentów złota rocznie.

– Spodziewałyśmy się więcej. – Twarz wojowniczki wydłużyła się. – Potrzebujemy dużo więcej, by umocnić Królestwo. Obiecywano nam inne sumy!

– Jestem gotowa podnieść tę dotację do pięciuset talentów, ale mam dodatkowe warunki. – oświadczyła Władczyni. – Królowa Irias po objęciu władzy i przyjęciu przysiąg wierności od wojowniczek powróci na Mój dwór, i będzie na nim przebywać aż do ukończenia szesnastu lat.

– To niemożliwe! – zaprotestowała Korina. – O tym nie było uprzednio mowy!

Tym razem niezadowolenie okazała także Lamia, nawet Talia była wyraźnie poruszona.

– Pani? – spytała zaskoczona.

Uprzedzony przez Najwspanialszą, Nefer obserwował Irias i dostrzegł grymas ulgi oraz szalonej radości, który przemknął przez twarz dziewczynki. Na szczęście wszystkie trzy wojowniczki wpatrywały się uporczywie w Panią Dwóch Krajów i ten przelotny objaw słabości ich nowej królowej umknął uwadze Amazonek.

– Nie zgadzam się! – kontynuowała Korina.

– Nie ty będziesz decydować o takich sprawach, Opiekunko Stadniny. – Chłodny głos Władczyni nie pozostawiał wątpliwości, że zapamiętała poprzednią arogancję wojowniczki i z prawdziwą przyjemnością brała teraz odwet. – Moje zaproszenie i Moją propozycję kieruję do królowej Irias. Czy zechcesz ją przyjąć, siostro?

– Tak, przyjmę z radością! – Dziewczynka nie zdołała tym razem ukryć, że naprawdę się cieszy.

– Moja pani i królowo! – Talia zwróciła się wprost do podopiecznej, wykazując się tym samym o wiele większą zręcznością, niż Nefer mógłby kiedykolwiek podejrzewać. – Jeżeli zechcesz odwiedzić Najwspanialszą Panią Górnego i Dolnego Kraju oraz skorzystać z Jej gościny, to twoja wola. Pamiętaj jednak, że gdy ukończysz czternaście lat, zgodnie z obyczajami naszego ludu przypadnie czas Twojej inicjacji jako kobiety. Obrzęd ten przechodzą wszystkie wojowniczki, także przyszła lub panująca królowa. Może on odbyć się tylko na naszej ziemi, powinnaś wtedy powrócić.

– Tak, przemawiasz rozsądnie Talio. – wtrąciła Amaktaris. – Czy uznasz za właściwe przychylić się do tej prośby Opiekunki Królestwa, siostro?

– Tak! – odpowiedziała Irias. Perspektywa pozostania z ukochaną Panią jeszcze przez cztery lata była dla niej tak radosną niespodzianką, że nie przejmowała się tym, co miało nastąpić w bardzo odległej, jej zdaniem, przyszłości.

– A więc wszystko uzgodnione. Wyjedziesz za cztery dni i spodziewam się twojego powrotu za cztery miesiące. Aby zaś okazać Moją radość z życzliwego przyjęcia zaproszenia, zwiększę obiecaną dotację do sześciuset talentów rocznie.

Korina, najwidoczniej przywódczyni opozycji, pomyślała zapewne o korzyściach związanych ze znacznym zwiększeniem strumienia złota. Talię ułagodziło uwzględnienie podniesionych przez nią zastrzeżeń. Obydwie wyraziły zgodę, chociaż bez większego entuzjazmu.

„Królowa musiała przecież wiedzieć o tej ceremonii inicjacji.” – Pomyślał Nefer. – „Czy uzgodniła to wcześniej z Talią? Raczej nie, Opiekunka nie kryła zaskoczenia warunkami Władczyni, a nie jest dobrą aktorką. Amaktaris celowo pozwoliła jej wygrać w tej sprawie, by ustąpiła w kwestii powrotu Irias.”

– Skoro wszystko uzgodnione, Mój niewolnik spisze teraz tekst układu. – Królowa musiała odczuwać satysfakcję z przeprowadzenia własnych zamysłów.

– Mam jeszcze jeden warunek. – dodała Korina, gdy Nefer na skinienie Władczyni przygotowywał swoje przybory i rozrabiał farbki, korzystając z zawartości stojącego na stoliku pod ścianą dzbana z wodą. – Chcę dostać te obręcze do poskramiania niewolników. Podobają mi się i pewnie wielu innym wojowniczkom także przypadną do gustu.

– Spodziewam się, że znajdziemy kilka sztuk, które będziesz mogła zabrać wyjeżdżając. Później prześlę więcej, razem z bronią i złotem. – odparła niedbale Królowa. – Myślę jednak, że tego warunku nie trzeba zapisywać osobno w traktacie?

Amazonka nie odpowiedziała. Podczas tej wymiany zdań kapłan przyjął pozycję pisarza, wygładził papirus i zgodnie z życzeniem Bogini spisał główne punktu porozumienia, zapełniając zwój eleganckim pismem.

Układ pomiędzy Najjaśniejszą Królową Amaktaris Wspaniałą, Panią Górnego i Dolnego Kraju, Żywym Wcieleniem Izydy, Władczynią wojowników oraz waleczną Irias, niezrównaną Królową Amazonek, zawarty jedenastego dnia miesiąca żniw w piątym roku panowania Bogini Objawionej oraz w pierwszym roku panowania wojowniczki Irias.

Ja, Amaktaris, Pani Dwóch Krajów, uznaję waleczną Irias, Królową Amazonek, za Siostrę i Przyjaciółkę oraz obiecuje wspierać Ją całą potęgą Kraju, a także bronią i sześciuset talentami złota rocznie, które zostaną dostarczone w miejsce, które Ona wskaże. Niech przyjaciele walecznej Irias będą Moimi przyjaciółmi, a Jej wrogowie Moimi wrogami.

Ja, Irias, Królowa i Wojowniczka, przysięgam dotrzymać przyjaźni z Najwspanialszą Amaktaris, Panią Górnego i Dolnego Kraju, Moją Ukochaną Siostrą. Niech Jej przyjaciele będą Moimi przyjaciółmi, a Jej wrogowie Moimi wrogami. Przyjmuję też zaproszenie do pobytu na Dworze Mojej Najdostojniejszej Siostry i Królowej na lat cztery, po którym to czasie powrócę do własnego królestwa.

Niech na tych, którzy nie dotrzymają tego układu spadnie gniew Amona-Ra, Izydy, Ozyrysa, Horusa i wszystkich bogów Egiptu oraz Wielkiej Matki Kybele i wszystkich innych bogiń Królestwa Amazonek.

Moc układu potwierdzamy własnoręcznymi podpisami i przyłożeniem pieczęci, Ja, Amaktaris Wspaniała, Pani Dwóch Krajów oraz Ja, Irias, Królowa Amazonek

Warunki te uzgodniono i zaprzysiężono w obecności szlachetnych wojowniczek: Talii – Opiekunki Królestwa, Koriny – Opiekunki Królewskiej Stadniny oraz Lamii – Strażniczki Zachodniej Granicy. Ich prawdziwość wojowniczki potwierdzają podpisami lub odciskiem kciuka.

Nefer nie miał doświadczenia w komponowaniu podobnych dokumentów, wzorował się po prostu na lekturze zwojów opisujących dzieje dawnych władców, resztę uzupełnił własną pomysłowością. Dlatego z pewną obawą podał papirus Bogini. Przejrzała go szybko i skinęła dłonią, nakazując sporządzić drugi egzemplarz. Podczas gdy kapłan zajmował się tym, odczytała treść pisma wojowniczkom. Korina wzruszyła obojętnie ramionami. Amazonki nie były przyzwyczajone do podobnych formalności i uznawały zapewne spisanie treści układu na papirusie za kolejne dziwactwo cywilizacji. Gdy przyszło do złożenia stosownych przysiąg, Amaktaris i Irias uczyniły to kolejno pewnym głosem, a następnie sygnowały dokument. Dziewczynka przećwiczyła najprawdopodobniej i tę część swego zadania. Podpisała się z pewnym trudem, ale starannie, obok podpisu i pieczęci Amaktaris. Własnej pieczęci nie posiadała. Spośród wojowniczek tylko Talia potrafiła nagryzmolić coś, co można było uznać za jej imię. Nefer i tak przyjął to ze zdumieniem. Czyżby sroga Amazonka opanowała cywilizowane umiejętności? Korina i Lamia, tak jak się spodziewał, poprzestały na odciśnięciu umoczonych w tuszu kciuków.

– Zaopiekuj się tym papirusem. – poleciła Królowa, podając kapłanowi własny egzemplarz. Drugi wręczyła Talii, zapewne jako nowej Opiekunce Królestwa. Nefer podejrzewał zresztą, że gdyby papirus otrzymała Korina, wylądowałby na najbliższej stercie śmieci.

– Czas na mały poczęstunek. – ogłosiła Władczyni. – Niewolniku, sprowadź panią Mutę!

Gospodyni czekała już w gotowości z potrawami i napojami, które trudno byłoby uznać za skromne. Składały się raczej na małą, ale wystawną ucztę. Podczas gdy Muta oraz dwie posługaczki rozstawiały naczynia na jednym ze stołów, Królowa podeszła do Nefera.

– Twoja rola skończona. Dobrze się spisałeś, chociaż było trudno, dużo trudniej niż przypuszczałam… – powiedziała cichym głosem. – Nie możesz tu teraz zostać. Idź do Ahmesa, niech da ci jakieś ubranie i coś do jedzenia. Dość już mam wysłuchiwania ze wszystkich stron uwag, że ciągle cię głodzę. – dodała ze zmęczonym uśmiechem.

Zdumiony Nefer udał się na poszukiwania przyjaciela, zastanawiając się, czy słowa Bogini można uznać za coś w rodzaju przeprosin za upokorzenia, których doświadczył dzisiejszego wieczora. I w jakim właściwie celu zabrała go ze sobą na to spotkanie? Przecież nie po to, by spisał dokument, do którego Amazonki nie przywiązywały żadnego znaczenia. Można się było natomiast spodziewać ich pogardy, jeśli nie wrogości wobec niewolnika.

Ahmesa znalazł szczęśliwie w jednym z pobliskich pomieszczeń, dzięki czemu nie musiał krążyć nago po całej gospodzie. Przyjacielowi nie trzeba było wiele tłumaczyć, wkrótce wrócił z porządną, chociaż nieco znoszoną szatą. Dla Nefera okazała się wprawdzie trochę zbyt obszerna, ale przyjął ją z wdzięcznością.

– Nie było łatwo, co? Te damy są raczej niemiłe. Wiem coś o tym. Na szczęście, zajmuje się nimi Muta, ale i ona jest już zmęczona. Dzieci odesłaliśmy na wszelki wypadek do jej siostry. Są bardzo żywe, jak pewnie zauważyłeś. Interesują je wszystkie nowości. Woleliśmy uniknąć kłopotów. Oczywiście, nie obejdzie się bez nich w przypadku siostry Muty. – dokończył z lekkim uśmiechem.

– Najdalej za cztery dni te kobiety wyjeżdżają. – odpowiedział Nefer. – Irias pojedzie z nimi, ale wróci za kilka miesiący. Ma zostać ich królową. To wprawdzie chyba tajemnica, ale i tak pewnie już o tym wiesz.

– Jak spodobały się Irias jej przyszłe podane?

– Była bardzo dzielna i zachowała się jak prawdziwa władczyni. Możemy być z niej dumni.

– O tak. Nasza księżniczka ma wielkie serce i odwagę, zwłaszcza, gdy ktoś zagraża jej przyjaciołom.

Słowa Ahmesa obudziły pewną myśl w głowie Nefera. „A więc to tak. Najjaśniejsza znowu rozstawiła pionki na planszy… I znowu przewidywała trafnie. To dlatego nie reagowała i dała Irias możliwość królewskiego potraktowania tej Koriny. A to, że księżniczka potrafiła poskromić arogancką Amazonkę w najlepszy możliwy sposób, świadczy o jej odwadze i talentach”.

– Nasza Pani i Jej goście mają teraz okazję po raz kolejny skorzystać z moich umiejętności. – kontynuował przyjaciel. – Uważam, że my obaj także zasłużyliśmy na małą przekąskę i kubek piwa!

– Nie odmówię. Ale tylko jeden. Nie sądzę, aby Bogini miała wielką ochotę na zbyt długie ucztowanie dzisiejszego wieczora.

Jedzenie i piwo u Ahmesa okazały się, jak zwykle, znakomite. Nefer z przyjemnością odprężył się w towarzystwie przyjaciela, słuchając kolejnej porcji plotek z dworu. Dotyczyły w dużej części wczorajszej uczty. Było oczywiste, że Ahmes musiał wiedzieć o przygodach kapłana, taktownie nie poruszał jednak tego tematu. Szeroko rozwodził się za to na temat wyczynów księcia Mutawalisa, którego obecność wzbudziła duże zainteresowanie, szczególnie wśród dam. Z przyjemnością opowiedział też przyjacielowi o opłakanym stanie, w jakim do Pałacu powrócił dzisiejszego ranka książę Nektanebo – niezbyt czysty, w złachmanionych szatach i zdartych, kosztownych butach. Musiał jakoby skorzystać z wozu dostawcy warzyw i przyjechał na kupie cebuli. Obydwaj zdrowo się z tego uśmiali. Chwila wytchnienia nie trwała jednak długo. Nefer trafnie przewidział, że Najwspanialsza nie będzie miała ochoty zbyt długo ucztować w towarzystwie Amazonek. W komnacie pojawiła się Irias, której zachowanie w tym momencie w niczym nie przypominało postawy księżniczki czy królowej. Ku zaskoczeniu kapłana, rzuciła mu się na szyję.

– Dziękuję ci! Tak się cieszę, że będę mogła wrócić! Wiedziałam, że przekonasz Panią!

– To Ona podjęła tę decyzję, Jej powinnaś podziękować.

– Też to zrobię, ale gdyby nie ty, odesłałaby mnie na dobre! Tylko Talia była niezadowolona, ale trudno.

Nefer nie uznał za potrzebne wyprowadzać przyjaciółki z błędu co do własnej roli przy zmianie decyzji Bogini. Może zresztą jego poranna rozmowa z Amaktaris miała jakieś znaczenie? Kto wie? Zamiast tego poruszył inną sprawę.

– To ja ci dziękuję, księżniczko, a raczej królowo. Znowu mi dzisiaj pomogłaś.

– Ta Korina jest wstrętna. Nie lubię jej. Pani też jej nie lubi!

– Tak, musisz na nią uważać, ale Talia powinna Cię we wszystkim wspierać. Co tu robisz? Już skończyłyście?

– Tak. Pani mówi, żebyś przyszedł do bocznego wyjścia. A ja biegnę do kuchni, Muta obiecała mi jakieś specjalne ciastka, mają być jeszcze lepsze od twoich, Ahmesie!

– To niemożliwe, księżniczko. Sama się przekonasz. A jeśli nawet uznasz dzisiaj ciastka Muty za smaczniejsze, to zajrzyj pojutrze do pałacowej kuchni!

Rozradowana Irias pobiegła dalej.

– Rozpieszczacie ją na wyścigi. – zauważył Nefer.

– Czy ktokolwiek potrafi się jej oprzeć? – odpowiedział kucharz. – Czekają ją zresztą wkrótce niełatwe chwile.

– Poradzi sobie. Nie mam co do tego wątpliwości.

– Ja też nie mam. – Roześmiał się Ahmes. – Co to za historia z tą Koriną? Ona jest wyjątkowo drażliwa.

– Irias potraktowała ją jak królowa krnąbrnego poddanego, gdy zainteresowała się bardzo obcesowo moimi obręczami. – odparł zwięźle Nefer.

Ahmes musiał wyczuć jego niechęć do rozmowy o tej sprawie.

– To z pewnością nie zaszkodzi tej damie. Ale ty powinieneś już iść. Na pewno zdążymy się jeszcze zobaczyć przed twoim wyjazdem.

”A więc o tym też już wie? A może po prostu uznał taką decyzje Władczyni za oczywistą?”

Szybko pożegnał się z przyjacielem i ruszył ku bocznemu wyjściu z gospody. Zastał tam Królową i Talię pogrążone w raczej gniewnej rozmowie. Przez chwilę zawahał się, ale Władczyni skinęła na niego, nakazując pozostać. Poza tym gestem żadna z kobiet nie zwróciła na niego uwagi.

– Nie podoba mi się to. Irias powinna przebywać w swoim królestwie i poznawać jego obyczaje!

– I ma stać się tak nieokrzesana jak ta Korina? Tutaj zdobędzie ogładę i wykształcenie.

– Ogładę cywilizacji mężczyzn, zamiast wychowania wojowniczki!

– Jak widzisz, jestem Królową tego Kraju, wojowniczką także. Irias znajdzie tu dobrą opieką. Będzie bezpieczniejsza niż wśród skłóconych Amazonek. Nie ufam tej Korinie, a ona z pewnością nie jest jedyna.

– To nie są prawdziwe powody! Przyznaj, że chcesz jej powrotu, bo ją kochasz!

– Tak! – odparła po chwili Królowa. – To także jest ważny powód. Chcę jej dobra i bezpieczeństwa. Kraj Amazonek jest niespokojny, sama o tym wiesz. Twoim zadaniem będzie poskromienie opozycji, a Ja pomogę ci złotem i bronią! – Władczyni niedwuznacznie przypomniała o tym, że dysponuje potężnym argumentem wzmacniającym Jej pozycję.

– Czasami żałuję, że szukałam twojej opieki i pomocy wtedy, pięć lat temu… Gdyby nie słowa Hypatii… To umierająca królowa wydała mi taki rozkaz. Zabierz Irias do Egiptu, kraju jej ojca.

– Co takiego?

– Powiedziała wtedy, że ojcem Irias jest wojownik w służbie egipskiego faraona. To z powodu tego polecenia przyjęłam twoją opiekę.

– Hypatia powiedziała coś więcej o ojcu Iras?

– Nie. To i tak nie ma znaczenia. Dla nas liczy się tylko pochodzenie po matce. Oczywiście, musiał być dzielnym wojownikiem, inaczej nasza królowa nie wzięłaby go do łoża. To dobrze, silna krew jest potrzebna, ale Hypatia chyba go nie zabiła, jak opowiadała. Niech jej wybaczy Wielka Matka. O tym nikt nie powinien się dowiedzieć!

– Możesz liczyć na Moją dyskrecję, Talio. Chcę jednak, by Irias wróciła i przebywała na Moim dworze jeszcze przez cztery lata. Od tego nie odstąpię!

– Niech tak będzie, skoro musi. – zgodziła się Opiekunka. – Gdy wróci, przybędzie z nią jednak kilka wojowniczek. Pozostaną przy młodej królowej i zadbają, by poznała nasze obyczaje.

– Niech tak będzie, skoro musi. – ustąpiła niechętnie Królowa. – Niewolniku! – Przypomniała sobie o obecności Nefera. – Oczekuję, że będziesz milczał na temat tego, co tu usłyszałeś, pod groźbą utraty głowy!

– Najpotężniejsza z Władczyń! Szlachetna wojowniczko! Będę oczywiście milczał, pozwólcie jednak, że przedstawię pewną myśl. – Zdobył się na odwagę, by zaproponować to, co obiecał Irias.

– Mów! – rozkazała Bogini, nie zważając na niechętny wyraz twarzy Talii.

– Może byłoby dobrze, gdyby młodej Królowej oraz walecznej Opiekunce Królestwa towarzyszył w podróży ktoś, kogo obie znają i kogo Irias lubi?

– Chyba nie masz na myśli siebie? – Parsknęła Talia. – Sam miałeś okazję doświadczyć, co może cię czekać w naszym państwie. Wiesz, w jakiej wyłącznie roli mogą przebywać tam mężczyźni. Nie mam zamiaru zabierać cię ze sobą, a i Irias nie pozwolę. – oznajmiła z mocą, nie zważając na pewną niestosowność ostatnich słów.

– Szlachetna pani, mam na myśli kogoś zupełnie innego, prawdziwego wojownika… gwardzistę Melegara.

– Co takiego? – Nefer z przyjemnością obserwował jak zaskoczona Talia dosłownie straciła mowę ze zdumienia.

– To dobry pomysł. – zauważyła Królowa. – Melegar jest wierny, to świetny wojownik, a Irias naprawdę go lubi. Jest co prawda przydatny i tutaj, ale…

– On z pewnością się nie zgodzi! – Talia wreszcie odzyskała głos i to w sposób raczej gwałtowny. – Nie jest głupi i wie jakie są obyczaje Amazonek!

– Może rzeczywiście należałoby najpierw zapytać jego samego. – zawahała się Królowa. – Nie mogę i nie chcę wydawać mu takiego rozkazu.

– Myślę, o Pani, że Melegar mógłby się zgodzić z własnej woli… Gdyby Talia zapytała go osobiście.

– To wykluczone, nie będę z nim o tym rozmawiać! On się nie zgodzi. – Ostrym na pozór słowom wojowniczki zaprzeczało widoczne zakłopotanie, z którym je wygłosiła..

– Z pewnością przydałby ci się, Talio, ktoś zaufany i absolutnie wierny. A do tego dzielny wojownik. Przydałby się też Irias. Jako twój niewolnik, bo taki musiałby mieć status, nie wzbudziłby zdziwienia Amazonek. Powinien doskonale odpowiadać ich gustom. – Królowa dobiła Talię. – Mógłby zająć się organizacją dostaw broni. Nie będę cię zmuszać, podobnie jak i jego, ale to dobry pomysł.

– On się zgodzi, nie jesteś mu obojętna… To przecież widać, Talio. – powiedział cicho Nefer. – Daj mu szansę. Jemu i Irias.

– To nie tak, ja… Ja nie potrafię w taki sposób! – wyrzuciła z siebie opiekunka.

– Pomogę ci, Talio. Irias także, jeśli zechcesz. – dodała Królowa.

– O nie, jestem wojowniczką i nie będę okazywała strachu przed żadnym mężczyzną. Nawet przed Melegarem. Sama się tym zajmę. – oświadczyła z determinacją, jak gdyby wybierała się do walki. Może zresztą było to dla niej zadanie trudniejsze, niż perspektywa ciężkiej bitwy.

– Życzę ci powodzenia, naprawdę Talio – Amaktaris po raz kolejny okazała opiekunce życzliwą delikatność.

– Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dość już o tej sprawie. – Szorstkie słowa Talii zamknęły dyskusję.

– Najwspanialsza Pani. – Nefer uznał za stosowne zmienić temat. – Jeżeli pozwolisz, pragnąłbym zwrócić Twoją uwagę na pewien drobiazg.

– Cóż takiego, kapłanie?

– O Wielka, obiecałaś Korinie dostawę tych specjalnych obręczy. Kilka sztuk, które ma dostać teraz, nie zaszkodzi. Nie powinna jednak otrzymać ich więcej.

– Dlaczegóż to? Pragniesz oszczędzić naszym niewolnikom własnego losu? – zadrwiła Talia.

– Boska Pani, waleczna wojowniczko! Nie to miałem na myśli. Jeżeli jednak te obręcze staną się popularne, a może tak się zdarzyć, to nie Korina powinna je rozdawać. Niech czyni to wyłącznie królowa, albo lepiej – Opiekunka Królestwa.

– Masz rację, kapłanie. – przyznała po chwili Władczyni. – Tego, co obiecałam wprost, rzecz jasna dotrzymam. Niech Korina pobudzi ciekawość Amazonek. Kolejna dostawa obręczy trafi jednak do twojej dyspozycji, Talio. Używaj mądrze tych podarunków.

– Właśnie, może ktoś opowiedziałby mi wreszcie, co to za obręcze, które nosi Nefer i dlaczego tak spodobały się Korinie? – spytała Irias, która niespodziewanie pojawiła się z koszykiem ciastek.

Królowa i Talia spojrzały niepewnie po sobie, po czym jak na komendę skierowały wzrok na kapłana.

– Najpotężniejsza z Władczyń, szlachetna opiekunko! – Wypowiadając te słowa, Nefer, odczuwał autentyczną, nieco złośliwą satysfakcję. – Zechcecie zapewne przyznać, że wyjaśnianie takiej kwestii młodej królowej Amazonek przez niewolnika byłoby… co najmniej niestosowne!

Konsternacja na twarzach obydwu kobiet pogłębiła się. Amaktaris pierwsza doszła do siebie. Wybuchła śmiechem, w którym zapewne rozładowało się towarzyszące Jej od dłuższego czasu napięcie.

– Jak to się dzieje niewolniku, że ty zawsze potrafisz się zemścić i sprawić wszystkim kłopoty w taki sposób, iż trudno cię za to ukarać? Wracajmy do pałacu i skosztujmy po drodze tych znakomitych z pewnością ciastek!

XL

Kilka następnych dni okazało się bardzo podobnych do siebie. Władczyni czyniła przygotowania do podróży i nadganiała zaległości w „królowaniu”. Zajęta udzielaniem posłuchań i zatopiona w dokumentach, nie miała nowych zleceń dla osobistego niewolnika. Nefer widywał Ją rzadko. Nie oznaczało to jednak braku zajęć. Poranki, a często i przedpołudnia, spędzał na placu ćwiczeń, maltretowany na wszelkie sposoby przez Harfana. Zdaniem Libijczyka czynił jakoby pewne postępy we władaniu oszczepem, sam wcale jednak tego nie dostrzegał – zwłaszcza padając po raz kolejny na piasek dziedzińca. Zdarzało się, że towarzyszyła im Irias ze swoją armią, ale teraz Talia starała się osobiście kierować ćwiczeniami dziewczynki i odsuwała ją od Nefera.

Jak dowiedział się od wszędobylskiej księżniczki, Melegar przystał na propozycję wyjazdu. Kapłan zbytnio się temu nie dziwił. Sam także miał przecież kilka okazji aby uciec albo uzyskać zwolnienie ze służby, a jednak wolał pozostać na dworze Bogini jako niewolnik. Pomimo niechęci Talii, okazje do rozmów z Irias miewał popołudniami, podczas odbywanych z dziewczynką lekcji. Szybko zorientował się, że jej wiedza w zakresie znajomości pisma jest mocno ograniczona. Wynikało to nie tyle z braku zdolności, co raczej ochoty do nauki. Sztuki czytania uczono jej dotąd na nudnych tekstach dotyczących bogów i obrzędów religijnych. Z własnego doświadczenia pamiętał, że nie była to fascynująca lektura. Opowieści o wojnach i bitwach przyciągały uwagę księżniczki w o wiele większym stopniu, ale w ciągu kilku dni nie dało się nadrobić dawnych zaległości. Najczęściej sam więc odczytywał uczennicy co ciekawsze fragmenty albo był zmuszany do snucia własnych opowieści, dużo też po prostu rozmawiali.

Irias niepokoiła się koniecznością wyjazdu, perspektywa powrotu za kilka miesięcy dodawała jej jednak odwagi. Pierwsze spotkanie z przyszłymi poddanymi nauczyło ją tego, że nie należy okazywać żadnej słabości wobec dumnych wojowniczek. Tylko wówczas uznają jej władzę i będzie w przyszłości ich prawdziwą królową. Po zakończeniu lekcji czytał kolejne zwoje albo zażywał kąpieli w basenie. Wieczory spędzał w towarzystwie Ahmesa i jego piwa, raz nawet przyłączył się do nich Harfan. Sypiał teraz w bibliotece, bez przykuwania do ściany. Na dworze wszyscy zajęci byli przygotowaniami do wyjazdu Władczyni i nikt nie zwracał większej uwagi na wolnego od poważniejszych obowiązków niewolnika. On sam żadnych szczególnych przygotowań nie czynił, nie bardzo zresztą potrafił wymyślić, na czym miały by polegać.

W sumie nie było to złe życie jak na status niewolnika, można nawet powiedzieć, że zaskakująco dobre, co Nefer sam przed sobą przyznawał. Odkrył jednak, że brak mu towarzystwa Bogini, chociaż służąc przy Jej Osobie narażony bywał na kaprysy Amaktaris Wspaniałej, czy raczej na stawianie czoła niespodziankom, które szykowała osobistemu niewolnikowi. Wezwała go tylko raz, wieczorem trzeciego dnia, aby sprawdzić jak goją się rany na plecach i wetrzeć kolejną porcję leczniczej maści.

– Pożegnaj się jutro z Irias, kapłanie. Wyjeżdża o zmroku. – powiedziała, kojąc dotykiem dłoni i jakimś balsamem resztki bólu. – Następnego dnia my z kolei wyruszamy do Górnego Kraju. Wszystko, co chcesz ze sobą zabrać, umieść w skrzyni. Poleciłam załadować ją na okręt razem z Moimi bagażami.

– Dziękuję, o Wielka.

– Twoje plecy wyglądają już przyzwoicie, postaraj się jednak, aby takimi pozostały. – stwierdziła z niepokojącą nutką w głosie, jak gdyby planowała kolejne wyzwania dla sługi. – Zauważyłam, że przesiadujesz często w bibliotece. – kontynuowała Władczyni. – Możesz wziąć ze sobą kilka zwojów. Umieść je w skrzyni najpóźniej rano w dniu wyjazdu. I nie muszą to być wyłącznie dzieła o dawnych władcach… – Zawiesiła głos. – Podróż będzie długa i przyda się odrobina rozrywki.

Zanim Nefer miał okazję zastanowić się nad właściwym znaczeniem tych słów, Królowa nakazała mu wstać i odprawiła go.

– Dziś nie będziesz już potrzebny, mam zamiar skorzystać z kąpieli.

Z rozmów z Irias Nefer wiedział, że obie z Amaktaris spędzały ostatnio wieczorami wiele czasu w prywatnej łaźni Bogini, zapewne chcąc nacieszyć się przez kilka pozostałych do rozstania dni zarówno własnym towarzystwem, jaki i dostępnymi w pałacu luksusami. On sam nie miał prawa wstępu do tej części apartamentów.

Pożegnanie z Irias było krótkie. Nefer pragnął oszczędzić tak sobie, jak i księżniczce okazji do okazania słabości. Nie do końca to się udało. Dziewczynka przytuliła się do niego.

– Wcale nie chcę jechać. – wyszeptała. – Boję się.

– Wiem… I nie powiem, że nie masz czego się bać. Ale okazywanie tego strachu byłoby najgorszą rzeczą, jaką mogłabyś zrobić. Talia i Melegar pomogą ci. Im możesz zaufać. Z pewnością znajdą się też wojowniczki, które staną po twojej stronie. Uważaj jednak na Korinę i jej podobne.

– Wiem. Pani mówi to samo.

– Pani ma doświadczenie w sprawowaniu władzy i jest bardzo mądra.

– Ty też.

– Z władzą nie mam nic wspólnego. Za to ty, gdy wrócisz, będziesz prawdziwą królową. Będę musiał padać przed tobą na kolana i uderzać czołem o ziemię. – Chciał rozweselić dziewczynkę.

– Jeżeli kiedykolwiek to zrobisz, rozkażę cię wychłostać i ześlę do tego folwarku, pamiętaj! – zapowiedziała groźnym tonem. – Jak wyszło? Przestraszyłeś się? – spytała po chwili, psując cały efekt.

– Oczywiście, wielka pani. – odparł z powagą.

„Ona będzie naprawdę wspaniałą władczynią” – Pomyślał. – „Jeśli tylko bogowie dadzą jej szansę”.

– Biegnij pożegnać się ze swoimi wojownikami. Zobaczymy się za cztery miesiące. – Odesłał Irias, bo sam poczuł niebezpieczną wilgoć w oczach.

Tego wieczoru opróżnili z Ahmesem kilka dzbanów piwa. Nefer chciał pożegnać się z przyjacielem, pragnął też odegnać poczucie straty, jakie owładnęło nim po rozmowie z Irias. Jemu także będzie brakowało towarzystwa dziewczynki. Królowa nadal nie miała żadnych dyspozycji dla osobistego niewolnika. Zapewne towarzyszyła wychowanicy, odprowadzając ją do gospody Muty, skąd w tajemnicy miał wyruszyć mały orszak młodej królowej Amazonek. Nefer doskonale rozumiał, że jego obecność w tym miejscu mogłaby przynieść tylko szkody. Gdyby Irias okazała cień wzruszenia żegnając się z niewolnikiem, straciłaby szacunek w oczach wojowniczek. Pomimo tego, odczuwał absurdalny żal, który koił piwem. Na szczęście Ahmes miał dość rozsądku, by przerwać pijatykę odpowiednio wcześnie, przypominając o jutrzejszym wyjeździe.

– Nie licz na to, że będziesz wylegiwał się na pokładzie. – zauważył przyjaciel. – To długa podróż i Najjaśniejsza może odczuwać na Rzece znudzenie. Z kolei udział w przygotowanych na Jej cześć uroczystościach oraz bankietach w wizytowanych miastach, spotkania z urzędnikami albo przeprowadzanie inspekcji mogą Ją znużyć. I w jednym, i w drugim wypadku zadbanie o poprawę nastroju Bogini będzie zadaniem osobistego niewolnika. A zdążyłeś już chyba poznać zmienność i kaprysy naszej Pani. Czekają cię liczne wyzwania i niespodzianki. Ale z pewnością sobie poradzisz, jeśli wykażesz się taktem i mądrością.

Rozstali się, życząc sobie wzajemnie powodzenia.

Następnego dnia Nefer podjął wreszcie przygotowania do podróży, które ograniczyły się zresztą do wybrania kilkunastu zwojów z biblioteki Królowej. Zgodnie z Jej życzeniem do traktatów historycznych dołączył kilka romantycznych opowieści, z których większość była raczej śmiała w formie i treści. Po namyśle postanowił też zabrać matę do spania. Przyzwyczaił się już do tego luksusu i nie miał ochoty sypiać na nagich deskach pokładu, a trudno było oczekiwać, aby Władczyni zajmowała się za niego takim drobiazgami. Zdążył w ostatniej chwili, gdy liczny oddział niewolników wynosił z garderoby Królowej stosy skrzyń, koszy i innych paczek. Pospiesznie upchnął zwoje i matę do własnej skrzyni, która szczęśliwie czekała jeszcze na tragarzy.

– Gdzie mam się stawić, panie? – spytał nadzorującego transport urzędnika. – I czy te wszystkie rzeczy pomieszczą się na okręcie?

– Czy myślisz, że Pani Dwóch Krajów podróżuje jednym tylko okrętem? Towarzyszy jej cała flotylla. – odparł urzędnik. – Ale twoją skrzynię Najwspanialsza poleciła umieścić na własnej barce, razem z częścią Jej osobistych bagaży. Oddała ją pod moją szczególną opiekę i skrzynia czekała tu na ciebie, na wypadek, gdybyś chciał coś dołożyć. – Ton rozmówcy wyrażał zdziwienie, wywołane taką dbałością o bagaż jakiegoś niewolnika. – Najdostojniejsza składa teraz w świątyni ofiary w intencji pomyślnego przebiegu podróży. Potem uda się na przystań w uroczystej procesji. Ty masz ruszać tam bez zwłoki i czekać na pokładzie królewskiej barki. To rozkaz Boskiej Pani!

A więc jednak zaspał i spóźnił się. Nie najlepszy początek podróży. Co prawda, podczas oficjalnych ceremonii towarzyszących wyjazdowi Władczyni i tak nie byłoby z niego szczególnego pożytku. Tym niemniej odczuwał wyrzuty sumienia z powodu tych kilku dzbanów piwa. Miał nadzieję, że Królowa nie uzna jego przedłużonego snu za poważne wykroczenie. Nie zwlekając, udał się na przystań. Nikt nie próbował zatrzymać go przy pałacowej bramie. Panował tam olbrzymi ruch i żołnierze nie nadążali z kontrolowaniem wszystkich przechodzących. Musiało to z pewnością wzbudzać irytację Mistrza Apresa.

Okręt Monarchini rozpoznał bez trudu, pomimo tego, że do pomostów przystani zacumowano kilkanaście innych. Królewska barka przewyższała je rozmiarami. Długa na jakieś sto dziesięć kroków i raczej pękata niż smukła, napędzana była rzędami wioseł, których Nefer naliczył pięćdziesiąt na każdej burcie. Na okoliczność napotkania pomyślnego wiatru okręt wyposażono też w maszt, jednak żagiel pozostawał w tej chwili zwinięty. Możliwość kierowania barką dawały dwa wielkie wiosła sterowe, umieszczone na rufie przy burtach. Niemal całe miejsce pomiędzy masztem a rufą okrętu zajmowała obszerna nadbudówka, wyposażona w zamykane okiennicami otwory. Znajdowały się tam zapewne osobiste kajuty Królowej.

W połączeniu z wysokimi burtami czyniło to barkę raczej niezdolną do podroży po wzburzonym morzu, ale też zapewne nigdy nie opuszczała ona Rzeki. Świeżo pomalowana i odnowiona, lśniła w słońcu złoceniami oraz barwami purpury i bieli. Szczególnie bogato ozdobiono wyniosły tron, ustawiony na dachu nadbudówki i ocieniony rozpiętym nad nim, szerokim baldachimem. Nie ulegało wątpliwości, że zasiadała na nim sama Bogini, gdy okręt przybywał do jakiegoś miasta. Przestrzeń przed masztem też pokryta była deskami pokładu i zawalona w tej chwili stosami skrzyń oraz innych bagaży, które tragarze wnosili po trapie na statek i rozmieszczali następnie w pomieszczeniach nadbudówki, pod nadzorem dwóch kobiet, służących Królowej.

Wejścia na pokład barki strzegło kilku żołnierzy, którym Nefer musiał podać swoje imię i status, zanim pozwolono mu przejść. Nie wypytywano go jednak zbyt dokładnie. Któryś z wojaków musiał go pewnie znać z widzenia. Chcąc zyskać lepszy punkt obserwacyjny wspiął się na wzniesione do góry zakończenie dziobu barki. Wyrzeźbiono je w kształcie głowy kobry, z niewiadomych przyczyn wąż trzymał w zaciśniętej paszczy solidną, poprzeczną belkę. To na niej usadowił się Nefer. Zauważył, że w belce osadzono kilka metalowych pierścieni, służących może do cumowania okrętu, chociaż w tej chwili nie wykorzystywano ich w ten sposób. Bez trudu domyślił się natomiast przeznaczenia wąskich, drewnianych ławek umieszczonych przy dziobie na obydwu burtach. To tutaj załoga i pasażerowie załatwiali swoją potrzebę; zapewne z wyjątkiem tych najdostojniejszych, którzy musieli dysponować bardziej dyskretnymi sposobami.

Flotylla liczyła może ze dwanaście jednostek. Oprócz królewskiej barki dostrzegł dwa smukłe okręty wojenne, na których roiło się od żołnierzy. Pięć czy sześć innych statków służyło najprawdopodobniej jako środek transportu dla świty i mniej ważnych lub zbyt kłopotliwych bagaży Monarchini. Zauważył, że na jeden z nich ładowano właśnie bogato zdobiony, ceremonialny rydwan. Było też kilka mniejszych korabiów, właściwie łodzi, niekiedy pozbawionych pokładów. Ich zaletą była szybkość, w razie potrzeby miały zapewne dostarczać do miejsca przeznaczenia rozkazy Władczyni oraz zapewniać komunikację pomiędzy okrętami flotylli. Nie ulegało wątpliwości, że Bogini podróżowała wygodnie i z rozmachem. Roztaczanie takiego przepychu było jednak z całą pewnością jednym z celów całej wyprawy.

Monarchini przystąpiła do wykonywania tego zadania już w Stolicy, o czym przekonał się wkrótce, gdy poprzedzany dźwiękiem wojskowych rogów i narastającymi odgłosami gromadzącego się szybko tłumu, pojawił się podążający od strony miasta orszak Władczyni. Jak zwykle przy takich okazjach była niesiona w lektyce, otoczona wianuszkiem dworzan, urzędników, służby i straży. Podobnie jak wtedy, pamiętnego dla Nefera dnia sprawowania sądów, przypominała na pozór bardziej posąg Bogini niż żywą kobietę. Nie brakowało laski pasterskiej i złocistego bicza, które trzymała skrzyżowane na piersi, korony Górnego i Dolnego Kraju oraz bogatej biżuterii. Orszak zbliżył się do przytani i Amaktaris wysiadła z lektyki, wkraczając po trapie na pokład barki. Żołnierze oddali salut, marynarze upadli na kolana i pochylili głowy ku deskom pokładu. Podobnie uczynił Nefer, pospiesznie zeskakując ze swego punktu obserwacyjnego.

Najjaśniejsza powoli wspięła się po schodach na dach nadbudówki i zajęła przeznaczone Jej miejsce na tronie. Kapłan zdążył na tyle dobrze poznać swoją Panią, że pod maską królewskiej wyniosłości potrafił rozpoznać znużenie. Uroczystości musiały być długie i męczące. Władczyni nadal nie mogła jednak pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. Teraz, gdy okręt odbijał od pomostu i kierował się ku leniwemu nurtowi Rzeki, nadal wpatrywały się w Jej postać tysiące poddanych. Musiała wzbudzać w nich uwielbienie, szacunek, może strach, w żadnym wypadku nie miała jednak prawa okazać ludzkiej słabości. Dla ludu była Boginią, żywym uosobieniem potęgi opiekuńczej Izydy, a nie młodą, zmęczoną kobietą.

W ślad za królewską barką odbijały kolejno pozostałe okręty i łodzie flotylli. Nefer dostrzegł jeszcze, że na jednym z transportowców umieszczono lektykę oraz zaokrętowano jej nosicieli, zapewne zbyt starannie dobranych i wyszkolonych, by zastępować ich przypadkowymi niewolnikami. Barka powoli posuwała się w górę nurtu, poruszana miarowymi uderzeniami wioseł. Mijała niespiesznie zabudowania stolicy. Tutaj, na Rzece – co prawda w pewnym oddaleniu – okrętowi towarzyszyły liczne łodzie i stateczki, wypełnione wznoszącymi okrzyki ludźmi. Dla nich wszystkich, wiernych poddanych lub zwykłych ciekawskich, Amaktaris nadal musiała odgrywać rolę niewzruszonej i niedostępnej Bogini. Pomagał w tym ocieniający Jej postać baldachim oraz dające ochłodę lekkie podmuchy wiatru, które pojawiły się na Rzece. Dwójka klęczących za tronem i poruszających trzymanymi w dłoniach wachlarzami niewolników była właściwie zbędna. Służyli jednak Monarchini jako nieodzowny podczas oficjalnych uroczystości symbol statusu Najwspanialszej.

Musiało minąć dużo czasu, zanim zabudowania i łodzie wreszcie zniknęły za zakrętem Rzeki i Królowa mogła schronić się w przeznaczonych dla Jej Osoby apartamentach. Uczyniła to nadal z pełnym dostojeństwem, nie zdołała jednak ukryć przelotnego uśmiechu ulgi. Jej dzień pracy wreszcie się skończył. Mogła teraz oddać się przyjemności kierowania dwiema niewolnicami, rozmieszczającymi dostarczone w bagażu stroje i różne drobiazgi. Znając Anę, Nefer wiedział, jaką wagę kobiety przywiązują do takich spraw. Nie spodziewał się szybkiego wezwania i nie pomylił się. Jego własna skrzynia i zwoje znajdowały się gdzieś wewnątrz pomieszczeń przeznaczonych na użytek Bogini, a ponieważ nie zamierzał tam teraz zaglądać, zajął się teraz leniwym obserwowaniem Rzeki, okrętu i poczynań załogi. Dwaj niewolnicy, pracujący uprzednio wachlarzami, zdemontowali przy pomocy kilku marynarzy tron i umieścili go w przylegającej do kabiny przybudówce. Trafiły tam także osadzone na drążkach wachlarze. Rozpięto następnie płócienne zasłony, skrywające przed niepowołanym wzrokiem dach kabiny. Po umieszczeniu tam materacy i poduszek, powstał zaciszny, ocieniony zakątek, w którym Bogini mogła rozkoszować się urokami podróży. Nefer zauważył, że wstawiono tam nawet wazony i donice z kwiatami. Po ukończeniu tych przygotowań marynarze przyzwali jedną z łodzi, na którą zeszli obydwaj słudzy, odpływając ku któremuś z transportowców. Wkrótce w podobny sposób dokonano zmiany straży na barce. Najwidoczniej na królewskim okręcie kwaterowało na stałe bardzo mało osób – tak aby zapewnić Władczyni jak najwięcej miejsca i spokoju. Załoga, niezbyt liczna, musiała sypiać w dziobowej części okrętu, jak najdalej od kajuty Bogini. Poza samą Najjaśniejszą, okrętem podróżowały więc tylko dwie niewolnice oraz on sam, osobisty sługa Królowej. Oczywiście, pozostawali jeszcze niewolnicy poruszający wiosłami. Musiało ich być około setki, skuci łańcuchami i upchnięci pod pokładem mieli jednak małe szanse, by zakłócić spokój Władczyni.

Nefer miał już okazję kilkakrotnie odbywać dłuższe podróże po Rzece, nigdy jednak nie dotarł w okolice stolicy. Nie licząc, oczywiście, poprzedniego razu, gdy przed niespełna miesiącem wieziono go jako więźnia pod pokładem łodzi strażniczej. Wtedy nie miał możliwości podziwiania widoków i nie znał swego losu. Ta ostatnia niepewność nadal była aktualna, ale przynajmniej chodził swobodnie po pokładzie królewskiej barki i mógł przyglądać się brzegom Rzeki, które przesuwały się przed jego oczyma. Memfis położone było u nasady Delty Nilu oraz u wrót Dolnego Kraju. Żyzna i zielona dolina rozciągała się tutaj szeroko, nie tak jak w okolicach Abydos, gdzie spalone słońcem wzgórza przeglądały się niemal w szerokim nurcie wody. Nawet tutaj pustynia była jednak widoczna na horyzoncie, odcinała się ostrą linią od zielonych pól, rozpościerających się tak daleko, jak daleko sięgały odnogi głównego nurtu Rzeki i poprowadzone od nich ludzką ręką kanały nawadniające. Ten widok uzmysławiał każdemu, że Kraj i życie, jakie w nim istniało, były darem Nilu, a raczej bogów, którzy sprawiali, iż nurt pozostawał bogaty w wodę i regularnie, co roku wylewał.

Późnym popołudniem do płynącej dostojnie w górę Rzeki królewskiej barki zbliżyła się jedna z mniejszych łodzi. Ustawiła się przy burcie, wioślarze wyrównali prędkość. Z pokładu statku zrzucono liny, na których marynarze zaczęli ostrożnie wciągać na pokład wiadra z wodą. Ustawiali je następnie przy wejściu do nadbudówki, gdzie przejmowały je od majtków dwie niewolnice Władczyni. Musiała minąć dłuższa chwila, zanim zaskoczony Nefer zrozumiał, że trwają właśnie przygotowania do kąpieli Najjaśniejszej. Wiadra zawierały gorącą wodę, podgrzaną na jednym z transportowców. Ze względów bezpieczeństwa unikano rozpalania otwartego ognia na pokładzie okrętu Królowej. Domysły kapłana potwierdziły się, gdy marynarze zaczęli spuszczać opróżnione wiadra na linach do Rzeki, nabierając w ten sposób zimnej wody, którą niewolnice także przenosiły do wnętrza nadbudówki. Bogini nie zamierzała najwidoczniej rezygnować w trakcie podróży z przyjemności zażywania ciepłej kąpieli.

Wkrótce wydarzyło się coś jeszcze bardziej niezwykłego. Słońce zniżało się już do wzgórz wyznaczających zachodni horyzont, gdy okręt zbliżył się ostrożnie do jednej z piaszczystych łach, jakie co jakiś czas wnurzały się z nurtu. Marynarze zrzucili za burtę przywiązane linami ciężkie kamienie, pełniące rolę kotwic. Ustał jednostajny ruch wioseł. Podpłynęły trzy mniejsze łodzie, wypełnione żołnierzami. Około dwudziestu zbrojnych wspięło się na pokład po wyrzuconych na burty sznurowych drabinkach. Łodzie okrążyły następnie łachę, a pozostali na nich wojownicy głośnymi okrzykami i uderzeniami oszczepów o wodę przepędzili kilka wylegujących się tam krokodyli. Groźne gady leniwie odpłynęły w dół nurtu.

Z prowadzącej pod pokład schodni, usytuowanej w połowie drogi pomiędzy masztem a dziobem, zaczęli teraz wyłaniać się wioślarze. Skuci łańcuchami, z plecami i barkami poznaczonymi śladami po biczu, mrużyli oczy przed ostrymi jeszcze promieniami słońca. Nie wyglądali jednak przynajmniej na zagłodzonych. Było to zresztą logiczne, musieli mieć siły, by poruszać wiosłami. Popychani przez strażników, zeskakiwali do wody. Nefer zrozumiał, że pozwalano im się w ten sposób wykąpać, aby nie wydzielali nieprzyjemnego fetoru, z którego słynęły statki poruszane przez niewolnych wioślarzy. Wspomniał, jak Królowa nie lubiła przykrych zapachów i teraz dopiero zdał sobie sprawę, że na królewskiej barce nie dawało się wyczuć tego trudnego do pomylenia z czymkolwiek innym smrodu.

Niewolnikom nie pozostawiano, rzecz jasna, zbyt wiele czasu na kąpiel, w końcu okręt musiał ruszać dalej. Ostania grupa wioślarzy nie zdążyła jeszcze wyskoczyć za burtę, a już strażnicy ponaglali pierwszych do wspinania się na pokład. Jeszcze skuteczniej działała obawa przed czającymi się gdzieś krokodylami, zapobiegająca także wszelkim próbom ucieczki. Chwilowo gadów nie było jednak nigdzie widać, a na łodziach czuwały straże. Nefer także postanowił wyskoczyć do wody i umyć się. Kto wie? Może Bogini zechce go jeszcze wezwać? Nie chciał pojawiać się przed Jej obliczem brudny i spocony. Uwinął się szybko, by nie wracać na barkę jako ostatni.

Wioślarzy zapędzono bez zwłoki pod pokład, a dodatkowi żołnierze powrócili na łodzie i przydzielone im okręty wojenne lub transportowce. Przy okazji dokonano zmiany straży. Pojawiła się też kolejna łódź, wioząca wieczorny posiłek dla marynarzy i, jak się okazało, dla niewolników przy wiosłach. Nefer przypomniał sobie, że w porannym pośpiechu nie zdążył odwiedzić kuchni. Bał się podejść do glinianego garnca, z którego raczyli się członkowie załogi, nie odmówiono mu jednak chochli gotowanej kaszy z warzywami, którą w kilku innych naczyniach znoszono pod pokład. Okazało się, że nie różni się ona zbytnio od strawy marynarzy, trafiały się nawet kawałki mięsa. Posiłek nie trwał długo i wkrótce na barce znowu zapanował spokój. Wciągnięto kotwice, wiosła poruszyły się i królewski okręt, a w ślad za nim cała flotylla, ruszyły ponownie w górę Nilu.

Zapadał już zmierzch, ale kapitan musiał doskonale znać ten odcinek Rzeki. Osobiście przejął kierowanie wiosłami sterowymi, wysyłając dodatkowo zaufanego marynarza na dziób. Żeglugę ułatwiał wiszący na bezchmurnym niebie księżyc. Zapalono kilka pochodni. Dla bezpieczeństwa umieszczono je w obejmach na krańcach wysuniętych nieco poza burty drągów, które marynarze przymocowali do pokładu na czas pory nocnej. Pochodnie nie dawały zbyt wiele światła, ale za to pozostałe okręty na wszelki wypadek przeformowały szyk, otaczając królewską barkę.

Nefer pomyślał, że jednak przyjdzie mu spędzić tę noc na nagich deskach i zaczął już rozglądać się za jakimś zacisznym miejscem do spania, kiedy z kajuty wyłoniła się jedna z niewolnic. Znał ją z widzenia.

– Najdostojniejsza Pani rozkazuje, abyś natychmiast stawił się przed Jej obliczem.

A więc Władczyni nie zapomniała o osobistym niewolniku. Kapłan nie zamierzał zwlekać z wykonaniem polecenia i podążył za dziewczyną. Ciekawiło go wnętrze nadbudówki. Okazało się, że podzielono ją na kilka dość obszernych pomieszczeń. Bogaty wystrój, meble, dywany i makaty, a także wazony z kwiatami przypominały wyposażenie pałacu i pozwalały zapomnieć, że wszyscy znajdują się na okręcie. Tu i tam pełgały płomyki lampek oliwnych. Widać Najjaśniejszej nie dotyczyły ograniczenia związane z płonącym ogniem. Co prawda knoty lamp zabezpieczono szklanymi osłonami. Intensywny zapach kadzidła odganiał owady, czynił też atmosferę apartamentów tajemniczą i pobudzającą zmysły. Nefer pomyślał jeszcze przelotnie, że tuż pod jego stopami, oddzieleni deskami pokładu, trudzą się smagani biczami nadzorców wioślarze, którym zapewne nigdy nie będzie dane ujrzeć tych wszystkich luksusów, z których korzysta Władczyni. Solidne deski i grube dywany tłumiły jednak wszelkie przykre odgłosy. Przez otwory okienne słychać było tylko skrzypienie wioseł i łagodny szum Rzeki.

Czyż Królowa nie była Panią Obydwu Krajów, Dawczynią Światła i Życia, Objawioną Izydą? Z pewnością miała pełne prawo podróżowania w warunkach, które odpowiadały Jej boskiej randze. Myśli te uleciały z głowy kapłana, gdy niewolnica wprowadziła go do kajuty, czy raczej komnaty, która mogła być tylko sypialnią Bogini. Zdecydowanie mniejsza niż jej odpowiednik w pałacu, nie ustępowała jednak wyposażeniem. Tylko łoże nie było aż tak obszerne. Amaktaris wpółleżała na nim, wdzięcznie wspierając się na podgłówku. W słabym świetle rzucanym przez dwie lampki oliwne wyglądała jak zwykle uwodzicielsko, a w dodatku tajemniczo. Odświeżona po kąpieli, narzuciła prostą w kroju, ale elegancką szatę z delikatnego płótna. Reszty dopełniały złocone sandałki i dyskretna biżuteria. O ile mógł to ocenić, nie miała na twarzy makijażu, albo też był on bardzo stonowany.

– Dziękuję, moja droga. Nie będziesz już dzisiaj potrzebna. Zamknij tylko okiennice. – Królowa uprzejmie odprawiła służącą.

Osłony otworów okiennych stanowiły umieszczone na zawiasach i kunsztownie wykonane drewniane kratki, stylizowane na splątane kwiaty lotosu. Chroniły przed niepowołanymi spojrzeniami, wpuszczały jednak nocne odgłosy Rzeki.

– Spóźniłeś się dzisiaj, niewolniku. – Władczyni wbiła w Nefera lekko rozbawione spojrzenie. – Sądziłeś może, że cały orszak będzie na ciebie czekał? Właściwie, to powinnam cię ukarać. – W typowy dla siebie sposób Amaktaris groziła, przemawiając kpiącym głosem.

– Wielka Pani, ja… – Znowu zapomniał odpowiednio szybko upaść na kolana. – Chciałem pożegnać się z Ahmesem i wypiłem wczoraj zbyt dużo piwa. – Zrezygnował z prób wyłgania się.

– Ty w ogóle pijesz zbyt wiele piwa. Tutaj go nie znajdziesz i wyjdzie ci to na dobre. Potem zastanowię się nad stosowną karą. Ta podróż potrwa bardzo długo. Za trzy dni, jeśli wszystko pójdzie dobrze, powinniśmy dotrzeć do Nennesut. To nasz pierwszy cel. Okręt płynie powoli, a wioślarze potrzebują co jakiś czas odpoczynku. Zwykle stajemy na noc na kotwicy, dzisiaj jednak poleciłam kapitanowi kontynuowanie żeglugi tak długo, jak będzie świecił księżyc.

– Czy aż tak bardzo zależy Ci na pośpiechu, o Najjaśniejsza?

– Niekoniecznie… Ale dzisiaj jest pierwszy dzień, pierwszy wieczór podróży… A Ja lubię odgłos pracy wioseł na okręcie, skrzypienie drewna, plusk wody… Tak bardzo potrafią pobudzać wyobraźnię… – Zawiesiła głos.

Lekko zdezorientowany Nefer nie do końca zrozumiał ostatnią myśl Władczyni, nie zamierzał jednak wypytywać o to swojej Pani.

– Okręt taki jak ten to szczególne miejsce. – dodała po chwili. – Są na nim dwa światy, oddzielone tylko cienkimi deskami pokładu… A Ja jestem Panią każdego z nich…

„Czy Ona potrafi czytać w myślach i powtarza moje własne słowa?” – Przemknęło mu przez głowę.

– Przynieś wina, niewolniku. – Monarchini wskazała gestem na przejście do sąsiedniego pomieszczenia.

Nefer znalazł tam gliniany dzban z winem, srebrny kielich, tacę z lekkimi przekąskami. Przyniósł to wszystko, tacę z własnej inicjatywy, licząc w skrytości ducha na poczęstunek. Strawa przeznaczona dla niewolników, choćby i pożywna, nie mogła przecież równać się z potrawami ze stołu Królowej. Bogini nie zamierzała jednak jeść ani zezwalać na to słudze. Skinęła dłonią, nakazując napełnienie kielicha. Podał go, padając na kolana u stóp łoża.

– Znowu zapomniałeś o swoich obowiązkach? Skosztuj tego wina! – poleciła.

Upił solidny łyk świetnego zapewne trunku, którego jakości nie potrafił jednak docenić. Tym razem Bogini nie miała w planach wprawiania sługi w stan lekkiego oszołomienia. A przynajmniej nie w taki sposób. Jej bliskość, zapach kadzidła, panujący w pomieszczeniu półmrok… Wszystko to działało oczywiście na zmysły kapłana, czego Ona zdawała się nie zauważać. Przyjęła kielich i ułożyła się wygodniej, popijając od czasu do czasu wino.

– Jak już powiedziałam, to będzie długa podróż. Mam nadzieję, że zdołasz zaradzić znudzeniu, które może się pojawić? Zabrałeś te zwoje, o których mówiłam? W takie wieczory jak ten, miło byłoby posłuchać ciekawej opowieści.

– Zapakowałem je do skrzyni, o Najdostojniejsza.

– Twoja skrzynia stoi w sąsiedniej kajucie, razem z częścią Moich osobistych bagaży. – Wskazała wolną dłonią inne drzwi. – Jej zawartość powinna być tam bezpieczna, a zwoje z pewnością się przydadzą. Dzisiaj mam jednak inne życzenie.

– Tak, o Najwspanialsza z Bogiń?

– Irias dużo ostatnio mówiła o tym, jak to wspaniale potrafisz opowiadać. Królowa także chciałaby skorzystać z tych talentów osobistego niewolnika. Opowiedz coś, tylko niech to będzie historia stosowna dla tego pięknego wieczoru. O wojnach i wojownikach dość słyszę w koszarach i podczas narad z generałami.

Ponownie przesunęła się nieco na łożu, przybierając jak najwygodniejszą pozycję. Jej szata rozchyliła się lekko, odsłaniając smukłe uda. Ona może tego nie dostrzegła, ale Nefer całym sobą zauważył ten ruch. Lekko zdezorientowany, dopiero po chwili wziął się w garść i przebiegł w myślach możliwe warianty różnych opowieści. Zdecydował się na historię o wyborze małżonki przez pewnego władcę, jak gdyby wziętą wprost z treści awanturniczych i romantycznych zwojów, które Amaktaris zdawała się lubić.

– W kraju na wschodzie panował potężny król, który tak bardzo kochał swoją żonę, że gdy zmarła, rodząc mu martwego syna, przez wiele następnych lat nie chciał wybrać nowej królowej, pomimo nalegań dworzan i doradców. Wreszcie ustąpił, pojmując konieczność posiadania następcy. – Zbyt późno zdał sobie sprawę, że opowieść przypominała mocno historię rodziców Najjaśniejszej, a także Jej własną sytuację, ale Amaktaris nie zwróciła na to uwagi i słuchała, sącząc wino. ”W końcu to prawda.” – Pomyślał. – „Ona powinna urodzić następcę. Oczekuje tego cały Kraj.”

– Władca zgodził się pojąć za żonę i uczynić królową dziewczynę, która okaże się najpiękniejszą, najmądrzejszą i najodważniejszą spośród wszystkich zamieszkujących w jego państwie. Na wiadomość o tym liczne szlachetnie urodzone oraz ambitne panny, a także ich jeszcze ambitniejsi rodzice i krewni, zaczęli rywalizować o uwagę i względy wyznaczonych przez monarchę osób, mających zadecydować o dopuszczeniu kandydatek do decydującej próby. Ostatecznie wybrano trzy dziewczęta, które miały stanąć przed królem. Jedną z nich była córka niższej rangi dworzanina. Piękna i mądra, od dawna skrycie kochała władcę miłością pierwszą i jedyną, dla której odrzucała wszystkie propozycje małżeństwa składane jej rodzicom. Król był zresztą mężczyzną w sile wieku, dzielnym wojownikiem, mądrym władcą i dobrym człowiekiem. Inna z rywalek też pochodziła ze stolicy, a chociaż piękna, była jednak zarazem podstępna i okrutna. Kochała nie króla, ale władzę, którą zyskać mogła jako królowa. Razem z równie ambitnymi oraz bezwzględnymi ojcem i bratem planowała już kogo usunie z dworu i zniszczy, gdy tylko osiągnie swój cel. Trzecia z kandydatek, dziewczyna z prowincjonalnej arystokracji, była raczej cicha i spokojna. Wcale nie pragnęła takiego małżeństwa i zaszczytów. Do udziału w rywalizacji przymusili ją tak naprawdę krewni. Wszystkie trzy piękności zaproszono do pałacu, by stanęły przed władcą pewnego wieczoru, przygotowane i wystrojone. Monarcha przywitał je uprzejmie, obdarzył pochwałami i wyraził żal, że może wybrać tylko jedną z nich. Oświadczył, że ponieważ nie potrafi zdecydować, która jest najpiękniejsza, najmądrzejsza i najodważniejsza, musi poddać je trzem kolejnym próbom.

Pierwsza z nich, próba urody i gracji, okazała się dla dziewcząt najłatwiejsza. Na znak monarchy służący zdarli zasłonę z ustawionej w komnacie złotej ramy wypełnionej krzyżującymi się prętami. Uczyniono w nich otwór, oddający kształty kobiety o idealnej urodzie, tak jak opisywali je mędrcy i opiewali poeci. Do ramy i prętów przymocowano delikatne, srebrne dzwoneczki. Zadaniem kandydatek było przejście na drugą stronę w taki sposób, aby nie zadźwięczał żaden z nich. Wszystkie trzy uczyniły to z lekkością i swobodą, wzbudzając podziw zebranych. Król przekonał się, że dziewczęta są doskonale piękne i próba nie wyłoniła zwyciężczyni.

Nadszedł czas próby mądrości. Na prośbę władcy jeden z jego przyjaciół, czcigodny mędrzec, znawca spraw boskich i ludzkich, zadał każdej z kandydatek bardzo uczone pytanie, odwołujące się do świętych ksiąg, dzieł myślicieli i utworów poetów. Wszystkie odpowiedziały z podobną biegłością i rozumem. Mędrzec przeprosił swego pana i przyjaciela, stwierdzając, że nie potrafi mu pomóc w dokonaniu wyboru, gdyż dziewczęta są równie mądre jak piękne.

Pozostała ostatnia z prób, próba odwagi. Władca klasnął w dłonie i słudzy wnieśli do komnaty stół z trzema pucharami. Na kolejny znak króla pojawili się trzej inni słudzy, a każdy z nich niósł dzban i nalał wina do jednego z pucharów. Wtedy wprowadzono trzech skutych łańcuchami więźniów, których ustawiono przy naczyniach. Król oświadczył, że wprawdzie za swoje zbrodnie zostali skazani na śmierć, dwóm jednak, którym dopisze szczęście i pobłogosławią bogowie, daruje życie. Skazańcy ujęli puchary i wypili swoje wino. Niemal natychmiast jeden z nich zwalił się na posadzkę, targany konwulsjami. Jeszcze chwila i leżał martwy. Dziewczęta wpatrywały się wstrząśnięte, gdy wyprowadzano ocalałych i wynoszono martwego nieszczęśnika. Ich twarze stały się jeszcze bardziej blade, gdy podano nowe puchary i znów weszli do komnaty słudzy z trzema dzbanami, napełniając kielichy. Król przyznał, że próba odwagi jest okrutna i że każda z dziewcząt, jeśli zechce, może się wycofać. Zostanie bogato obdarowana i powróci do rodziców, zachowując łaskę monarchy. Tego było już za wiele dla kandydatki z prowincji. Przyjęła propozycję władcy i zrezygnowała z poddania się próbie. Pozostały dwie, jedna powodowana miłością, druga żądzą władzy. Jako pierwsza miała wypić wybrany przez siebie puchar dziewczyna kierująca się złą wolą i ambicją. Nie zdobyła się jednak na to i zażądała, by rywalka piła pierwsza. Ta ujęła i bez wahania wychyliła jeden z kielichów. Nic się nie stało. Teraz druga z dziewcząt nie miała już wyjścia i musiała wypić swój puchar, wybierając życie albo śmierć. Długo wahała się, ujmując i odstawiając naczynia.

– Nie, nie odważę się! – zawołała w końcu, upokorzona własnym strachem oraz świadoma przekreślenia wszystkich planów i ambicji.

– A ty? Czy ty się odważysz? – Król spytał jej rywalkę.

Dziewczyna bez słowa podeszła ponownie do stołu i wypiła zawartość jednego z dwóch pozostałych kielichów. Zanim ktokolwiek z przerażonych dworzan zdołał ją powstrzymać, ujęła ostatni puchar, spojrzała królowi głęboko w oczy i także opróżniła go do samego dna. Nic się nie stało.

– Skąd wiedziałaś? – zapytał monarcha, porażony tym pokazem odwagi i zaufania.

– Panie, nie mógłbyś być tym kim jesteś i nie mogłabym cię pokochać, gdybym znalazła tu truciznę!

W taki oto sposób trzecia próba wyłoniła nową królową, a potomkowie władcy i odważnej oraz mądrej dziewczyny po dziś dzień panują w tym kraju. – Nefer zakończył opowieść, oczekując reakcji Monarchini.

Słuchała go bardzo uważnie, teraz jednak zaskoczyła kapłana.

– Czy to któryś z mistrzów podsunął ci pomysł tej opowieści?

– Nie, o Pani. To stara historia z dalekiego kraju, na którą natrafiłem w jakimś zwoju. – odparł przestraszony.

Władczyni przypatrywała mu się długo i uważnie.

– To dziwne, ale wierzę ci. Mam wrażenie, że nie potrafiłbyś Mnie oszukać. A sama historia bardzo mi się spodobała. – Dopiła kielich. – Podaj wino, niewolniku. I na wszelki wypadek sprawdź, czy nie jest zatrute!

Gdy wykonał obydwa polecenia, podjęła przerwaną myśl.

– Z pewnością musiałeś dostrzec podobieństwo pomiędzy tamtym królem a Mną. To nawet ciekawe… A gdybym to Ja urządziła podobne zawody? – zapytała kpiąco. – Kandydatów nie brakuje. Pierwszym z nich mógłby być książę Nektanebo. Może tego nie wiesz, ale żywił kiedyś ambicje poślubienia Królowej. Bez obawy jednak. Mój drogi kuzyn nie podołałby żadnej z tych prób. Wcale nie trzeba by straszyć go pucharem zatrutego wina. Jako drugi mógłby wystąpić książę Mutawalis. Ma wygląd wojownika, odwagi zapewne mu nie brakuje… Cóż, nie jest natomiast szczególnie inteligentny, jak sam miałeś okazję się przekonać.

Nefer słuchał ze zdumieniem tego przeglądu wad i zalet pretendentów do ręki Władczyni. Prawdziwa niespodzianka miała jednak dopiero nadejść.

– Potrzebujemy jeszcze trzeciego kandydata. – Kontynuowała Królowa z niebezpiecznym błyskiem w oku, który powinien ostrzec kapłana. – Przyjmijmy, że byłbyś nim ty.

– Ależ, Wielka Pani… – Zdołał wyjąkać.

Amaktaris z wdziękiem udała, że nie usłyszała tej próby przerwania Jej wypowiedzi, co byłoby, rzecz jasna, niedopuszczalnym pogwałceniem etykiety.

– Nie mam żadnych wątpliwości, że odpowiedziałbyś na każde pytanie dowolnego mędrca czy kapłana, którego zdołałabym znaleźć do roli sędziego i egzaminatora. I to nie tylko dlatego, że masz wiedzę. Jesteś mądry i potrafisz to wykorzystać. Próba odwagi… Uważam, że dałeś dowody posiadania tej zalety.

– Pani, nie jestem wojownikiem i nigdy nie walczyłem na polu bitwy… – zaprotestował Nefer.

– To najłatwiejszy rodzaj odwagi, możesz mi wierzyć. Widziałam natomiast, jak zachowałeś się w innych, dużo trudniejszych sytuacjach i pozwól, że pozostanę przy własnej opinii. Na cóż jednak mądrość i odwaga, skoro nie zdołałbyś przetrwać w zawodach do ujawniających je prób, gdybym stawiała je przed kandydatami w takiej samej kolejności, jak tamten król? Nie mam wyjścia, muszę nad tobą popracować!” – Roześmiała się. – „Ćwiczenia z Harfanem trochę pomogły, ale to za mało. Na szczęście nie ma tu Ahmesa, a i o piwo trudno. Myślę, że akurat te Moje starania doceniłaby także Ana.

Nefer nie zdążył przemyśleć znaczenia tej ostatniej uwagi, Królowa zaskoczyła go bowiem po raz kolejny.

– Ten władca z opowieści pominął jeszcze jedną, ważną zaletę kandydatek, nawet bardzo ważną… Ja nie popełniłabym takiego błędu. Jak wypadlibyście w tej szczególnej konkurencji? Dwaj książęta i ty, niewolnik? Myślę, że Mój kuzyn nawet nie stanąłby do rywalizacji. Jego upodobania i zdolności są powszechnie znane… Książę Hetytów to co innego, o jego talentach i wigorze krążą prawdziwe opowieści wśród służby i nie tylko tam… Ale to może być także wadą…

– Czy Ona wypiła za dużo wina, czy też okrutnie bawi się uczuciami sługi? – Pomyślał przerażony tym, co może za chwilę usłyszeć.

– A ty, Neferze? Jakimi wykazałbyś się zaletami? Królowa tego nie wie… Ale teraz ma ochotę i okazję, aby się o tym przekonać.

– Wielka Pani? – wyjąkał zaskoczony.

– Podejdź bliżej. I nic już nie mów, na dzisiejszy wieczór starczy opowieści.

Gdy przysunął się do łoża, Królowa bez wahania czy śladu zażenowania, zdecydowanym ruchem dłoni ujęła jego męskość. Poczuł jak bawi się członkiem, lekko wbijając weń wypielęgnowane paznokcie.

– Czego byś pragnął, sługo? – spytała, mrużąc kpiąco oczy i nie zważając na własne, wydane przed chwilą polecenie.

Udzielenie sensownej odpowiedzi utrudniły zdumienie oraz narastający, przyjemny ból w kroczu. W obliczu tej sytuacji Nefera zawiodła dopiero co wychwalana przez Władczynię inteligencja. Nie doczekawszy się słów niewolnika, Bogini – nadal rozbawionym głosem – wyraziła własne przypuszczenia.

– Może chciałbyś, aby zniknęły te obręcze?

– Tak, o Boska Pani. – zdołał wykrztusić.

– Czy jednak byłabym wówczas bezpieczna w twoim towarzystwie, niewolniku?

Nefer milczał, nie znając odpowiedzi.

– Co prawda, wystarczyłby jeden Mój okrzyk, a nadbiegłyby straże i wylądowałbyś w Rzece z krokodylami, albo w łańcuchach pod pokładem. – Słowa te dodatkowo go podnieciły, uświadamiając mu Jej władzę.

Przez chwilę jeszcze bawiła się z wprawą genitaliami kapłana, zwiększając cierpienia i rozkosz Nefera.

– Tak naprawdę, wcale bym jednak tego nie chciała. Niech więc chwilowo obręcze zostaną, zanim upewnimy się, czy zdołasz nad sobą zapanować. Potrafisz chyba zadowolić swoją Panią, mając je na sobie?

Nadal milczał, nie wiedząc ku czemu zmierza Bogini.

– Jestem zmęczona, przez długi czas musiałam dzisiaj siedzieć bez ruchu… Wymasuj mi plecy, niewolniku. Tam znajdziesz olejki. – Wskazała dłonią na stojący obok łoża stolik.

Otrzymawszy wreszcie konkretne polecenie, Nefer ochoczo ruszył aby je wykonać. Dostrzegł kilka glinianych naczyń z wydzielającymi silną woń, tłustymi substancjami. Wybrał szczególnie ciężki i zmysłowy olejek o zapachu drewna sandałowego. Ana także go lubiła i pomimo wysokiej ceny pozwalali sobie niekiedy na taki luksus. Poza innymi zaletami pobudzał też zmysły… Tutaj nie musiał oszczędzać, toteż chciał obficie nabrać półpłynnej mazi.

– Poczekaj, ty głupcze! – Powstrzymała go Amaktaris. – Zamierzasz masować przez tę szatę? Jestem do niej trochę przywiązana i nie chciałabym, abyś zniszczył ją tłustymi dłońmi! Nie będziemy chyba wzywać niewolnic, ty musisz więc pomóc ją zdjąć.

O ile pamiętał, w razie potrzeby Królowa potrafiła znakomicie poradzić sobie z taką czynnością bez niczyjej pomocy. Jeżeli jednak teraz wyraziła życzenie skorzystania z usług osobistego niewolnika przy pozbyciu się ubrania, skwapliwie skorzystał z okazji dotknięcia Jej ciała. Zapomniał jakimś sposobem, że za chwilę ma usłużyć Bogini jako masażysta. Zadanie okazało się niełatwe, Najjaśniejsza nie zamierzała bowiem wstawać z łoża i można było odnieść wrażenie, że celowo porusza się w taki sposób, by utrudnić niewolnikowi wykonanie rozkazu. Neferowi to jednak nie przeszkadzało, mógł bowiem dotykać swojej Pani za Jej zezwoleniem. W końcu szata opadła na podłogę, odsłaniając zapierające dech w piersi, nagie ciało Bogini. Przewróciła się leniwie na brzuch i machając od niechcenia stopą – widok ten doprowadził kapłana na skraj szaleństwa – ułożyła się wygodnie, podpierając ramionami głowę.

– Do dzieła niewolniku! I pamiętaj, że na Moim dworze służą najlepsi masażyści. Właściwie, mogłabym wezwać któregoś z nich, chcę się jednak przekonać, co potrafisz.

Zachęcony w ten sposób, Nefer nabrał solidną porcję olejku i zaczął wcierać go w plecy Władczyni. Gratulował sobie w duchu, iż wielokrotnie w przeszłości sprawiał masażem przyjemność Anie. Jego umiejętności nie mogły zapewne równać się z biegłością nadwornych masażystów Najwspanialszej, nie był jednak zupełnym dyletantem. W każdym razie, Ana sprawiała zwykle wrażenie zadowolonej z jego służby i nie omieszkała tego okazywać. Po raz kolejny zdumiała go oraz zachwyciła gładkość i delikatność skóry Amaktaris. Może sprawił to olejek, może było to złudzenie, miał jednak wrażenie, iż czuje jak skóra Bogini rozgrzewa się i żyje pod dotykiem jego dłoni. Wcierał wonny specyfik starannymi, szybkimi ruchami. Masując plecy Anie zwykle siadał na jej udach, teraz – rzecz jasna – nie ośmielił się tego uczynić. Pracował, pochylając się w niezbyt wygodnej pozycji. Coraz silniejsze podniecenie sprawiało, iż nie odczuwał bólu. Ściśle rzecz biorąc, bez bólu się nie obyło, narastał on w zniewolonych genitaliach Nefera. Nadal był on jednak przyjemny.

Skończywszy wstępne wcieranie olejku, zajął się kręgosłupem Władczyni. Kilkakrotnie przesunął wzdłuż niego dłońmi. Zacisnął pięści i użył w tym celu także knykci. Poczuł, jak Bogini poruszyła się. Nie chciał przysparzać Jej cierpienia, mięśnie Najjaśniejszej były jednak nadal wyraźnie naprężone. Odnalazł szczególnie sztywne ich węzły i zaczął z wprawą uciskać. Ponownie drgnęła, po chwili poczuł z ulgą, jak się rozluźnia. Powrócił do masażu kręgosłupa. Zaczął przesuwać dłońmi wzdłuż obydwu jego krawędzi. Odnajdywał kciukami zagłębienia pomiędzy kolejnymi kręgami, wsuwał w nie opuszki kciuków i uciskał, stopniowo zwiększając siłę. Jego Pani cicho jęknęła, uznał, że bardziej z rozkoszy niż bólu. Pochylił się i użył przedramion, by ich kolistymi ruchami masować całą powierzchnię pleców. Po dłuższej chwili ponownie zajął się kręgosłupem, tym razem przesuwając ręce w górę, w kierunku szyi i karku. Tutaj ponownie wyczuł pod palcami twardość zesztywniałych mięśni. Nabrał nową porcję olejku i użył poduszek dłoni, by rozluźnić te stawiające opór węzły. Nacisk jego palców był silny, masował teraz ramiona, kark i szyję Władczyni. Pozwalała mu na to bez oporu, nie bacząc, że mógłby odebrać Jej oddech jednym zaciśnięciem ręki.. Nie miał oczywiście takiego zamiaru i wycofał się, gdy tylko sprawił, że sztywne dotąd mięśnie rozluźniły się. Ponownie zajął się kręgosłupem.

Nie miał pojęcia, jak długo to trwało. Zapamiętał się, czuł tylko, jak w gorącym i przesiąkniętym zapachem kadzidła powietrzu pot skrapla mu się na czole. Raz czy drugi ocierał go przedramieniem. Amaktaris poddawała się jego zabiegom, wydając niekiedy ciche jęki i westchnienia. W pewnej chwili odwróciła się na łożu, przewracając na plecy. Miał przed oczyma Jej lekko sterczące piersi, płaski brzuch i tajemne miejsce poniżej, skrywające kobiecość Bogini.

– Wystarczy, niewolniku. Chcę teraz poczuć twój język.

Pochylił się ku temu najskrytszemu miejscu, aby wykonać polecenie. Okazało się jednak, że źle zrozumiał intencje Najjaśniejszej. Chwyciła go niezbyt delikatnie za odrastające włosy i pociągnęła w górę, przysuwając twarz i usta Nefera ku własnym piersiom. Zauważył, że ich sutki były sztywne, pomimo panującego w komnacie gorąca. Przypomniał sobie wizje, jakich doznał w tamtym cuchnącym kanale. Łaskawi bogowie zdołali je poznać i zechcieli urzeczywistnić. A raczej uczyniła to pewna Bogini. Zaczął pieścić sutki wargami oraz językiem, wykonując koliste ruchy i ssąc. Nie ośmielił się nadgryzać, chociaż wiedział, że Anie sprawiało to przyjemność. Po dłuższej chwili przesunął usta w dolinę pomiędzy piersiami. Nadal pracując językiem, opuszczał głowę coraz niżej, w kierunku pępka. Zagościł tu na dłużej, starając się bezskutecznie spenetrować to zagłębienie. Ruszył dalej, docierając do jaskini o wiele bardziej tajemniczej. Przelotnie zachwycił się jeszcze gładkością skóry Bogini w jej okolicach. To nie miało jednak w tej chwili większego znaczenia. Przyzywały go sekrety wilgotnego otworu. Przywarł do niego jak wędrowiec, odnajdujący oazę po wędrówce przez pustynię. Spijał wilgoć, którą znalazł, a która zdawała się wypływać bez końca z głębokiego wnętrza. Zapragnął dotrzeć do ukrytego źródła tego życiodajnego płynu. Jego język poczynał sobie coraz odważniej… Nagle poczuł ogniste smagnięcie na plecach, po chwili spadło kolejne uderzenie. Tego nie pamiętał z doznanej wizji.

Zaskoczony, oderwał się od swojego zajęcia i uniósł głowę. Amaktaris sięgnęła po ulubiony bicz i naznaczyła nim plecy niewolnika. Uderzenia nie były może szczególnie silne, ale pobudziły Nefera. Do piekącego ognia na plecach dołączył przejmujący ból genitaliów. Zapragnął zwinąć się w kłębek, Bogini nie pozwoliła mu na to. Zdecydowanym ruchem dotknęła rękojeścią bicza policzka niewolnika, nakazując, by odwrócił się na plecy. Gdy to uczynił, nadal pomiędzy Jej nogami, niespodziewanie szybkim ruchem uniosła się z pozycji półleżącej i przesunęła do przodu. Po chwili głowa Nefera tkwiła w silnym uścisku ud i kolan Władczyni. Zdążył jeszcze podziwiać przez chwilę pośladki Najwspanialszej, opuszczające się na jego twarz. Stracił oddech i usiłował się wyrwać. Zajmował jednak niewygodną pozycję, w dodatku poczuł ostre paznokcie Amaktaris, wbijające się niezbyt delikatnie w jego genitalia. Zastygł bez ruchu. Nie wzmocniła uchwytu dłoni, za to przesunęła się nieco, szukając właściwej pozycji. Dzięki temu mógł zaczerpnąć powietrza, ale w następnej chwili jego usta znalazły się ponownie tuż przy wejściu do tajemnej jaskini, w jakże innej jednak niż uprzednio sytuacji.

– Pokaż teraz, co potrafisz, niewolniku!

Rozkaz ten usłyszał z pewnym trudem, nie miał jednak zamiaru zwlekać z jego wykonaniem. Zrezygnował z daremnych prób wyrwania się i skoncentrował na zadaniu przeniknięcia w głąb wilgotnego otworu. Nic nie widział i podążał na oślep. Udało się nadspodziewanie łatwo, przesuwał językiem, smakował i spijał soki życia, które teraz spływały do jego warg prawdziwą strugą. Po chwili miał wrażenie, że zdołał poruszyć żywioły wody i ziemi, które więziły jego twarz i usta, zabierały wzrok, słuch i tamowały oddech, dając w zamian coraz większy zalew życiodajnego soku. Ognisty ból, który odczuwał gdzieś daleko w dole, mógł być kolejnym, dręczącym go żywiołem. Wreszcie ponowne drgnięcie ziemi, wywołane jego staraniami, dało mu chwilę na złapanie oddechu. Błogosławiony żywioł powietrza też był na swoim miejscu.

Teraz, gdy wiedział, jak do niego dotrzeć, zdwoił starania, co jakiś czas nagradzany coraz silniejszymi konwulsjami przygniatającego go żywiołu ziemi i kolejnym oddechem. Słyszał wtedy głośne oznaki entuzjazmu Bogini, które jednak nie sprowadzały na szczęście straży. Poruszając się na nim coraz szybciej i gwałtowniej, ponownie wbiła zakończone paznokciami palce w zniewoloną męskość Nefera. Ten ból nie miał jednak większego znaczenia. Od czasu, który zdawał mu się wiecznością i tak czuł tam spalające go płomienie. Teraz Najjaśniejsza krzyczała już bez przerwy. W pewnej chwili przez całe Jej ciało przebiegło drżenie. Wypływ życiodajnego soku stał się jeszcze bardziej gwałtowny, zalewał on dosłownie usta niewolnika. Niemal nie poczuł, jak palce Bogini dotknęły obręczy. Nawet w takiej chwili nie straciła zręczności, będącej może rezultatem wprawy i doświadczenia. Pierścienie opadły dokładnie wówczas, gdy zesztywniała i wydała szczególnie głośny okrzyk. Uwolniona męskość Nefera natychmiast się wyprostowała, a pobudzona dodatkowo – przypadkowym może – muśnięciem dłoni Najdoskonalszej, po prostu eksplodowała, zalewając niewolnika falą gorącego, gęstego płynu. Tryskał nadal w konwulsjach, gdy Amaktaris utrzymywała się na szczycie rozkoszy, szukając wręcz dotyku języka sługi.

Po ciągnącej się w nieskończoność chwili przypływ uniesienia opadł. Bogini zsunęła się z Nefera i leżała przy jego boku. Nie trwało to jednak długo.

– Rusz się, niewolniku i podaj wino! – Kobieta ponownie stała się królową. Zresztą Amaktaris nigdy nie przestała być i jedną i drugą, nawet unoszona falami namiętności. Może przez moment kobieta wzięła wówczas górę, ale i Władczyni była na swoim miejscu.

Pospiesznie wykonał rozkaz, rozumiejąc, że tym bardziej powinien upaść teraz na kolana. Przyjęła puchar i ruchem dłoni nakazała mu wstać. Przyglądała się opadłej już, ale nadal zabrudzonej łodydze Nefera.

– Jako masażysta rokujesz pewne nadzieje, ale tych obręczy nie należy ci jednak zdejmować. Nie potrafisz bez nich wytrzymać nawet jednej chwili.

– Pani, jestem wdzięczny. Dziękuję. – Ośmielił się odpowiedzieć.

– Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam – wyznała niespodziewanie. – Może dlatego, że naprawdę się starałeś, może dlatego, że miałam taki kaprys, a podobne chwile miło z kimś dzielić… Nie spodziewałam się jednak aż takiej reakcji. Idź już! Nie mam ochoty oglądać osobistego niewolnika w podobnym stanie. Nawet twoje pierścienie trudno byłoby teraz nałożyć. Nie wydaje mi się jednak, aby akurat w tej chwili robiło to jakąkolwiek różnicę. – W głosie Najjaśniejszej Nefer doszukał się nuty satysfakcji. – Weź swoją matę ze skrzyni i umyj się gdzieś, zanim wyjdziesz na pokład.

Czyżby Bogini spodziewała się, że to, co zaszło tego wieczora w Jej apartamentach uda się ukryć przed załogą, żołnierzami i służkami? A może było to Jej zupełnie obojętne i naprawdę po prostu drażnił Ją widok pokrytego własnymi sokami niewolnika? Skłonił się i szybko opuścił komnatę.

.

Przejdź do kolejnej części –Pani Dwóch Krajów XLI-XLV

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ta część sagi udowadnia, że Autor mocno trzyma w garści wątki fabularne. No i pierwsze zbliżenie Nefera z Amaktaris… może niepełne, ale i tak opisane z ogniem!

Opowiadanie niby długie, a przecież chciałoby się, by było jeszcze dłuższe!

Mnie osobiście te akurat rozdziały znudziły, bo są zwyczajnie przydługie. Rozumiem, że zamysł tego cyklu jest taki aby czytelnik miał jak najpełniejszy obraz fabularnego świata, ale opisy są nazbyt szczegółowe. Przypomniały mi portrety przyrody rodem z Orzeszkowej, czego nie uznaję za komplement. Akcja bez wątpienia idzie w ciekawym kierunku i wciąż będę czekać na kolejne teksty, jednak ta część opowieści mnie zawiodła.

a mnie wręcz przeciwnie, zafascynowała treśc , fabuła i dązenie do finału 🙂

Po prawdzie, to do finału jeszcze bardzo daleko. Pozdrawiam i zapraszam.

Temerio: Bohaterów czekają jeszcze różne przygody, zarówno natury erotycznej jak i czysto fabularnej. Na pierwsze pełne zbliżenie było jeszcze za wcześnie z pewnych istotnych powodów, które ujawnią się z czasem.

Aleksandro: Swego czasu pojawiły się uwagi o zbyt słabym zarysowaniu scenerii właśnie. Jak widać, można przesadzić w drugą stronę. Pewne szczegóły przydadzą się, co prawda, w dalszym toku akcji. Mam nadzieję, że przyszłe rozdziały uznasz za bardziej dynamiczne.
Dzięki za opinie i pozdrawiam.

Dobry wieczór,

w przeciwieństwie do Aleksandry, mi akurat odpowiada szczegółowość i pieczołowitość opisów, jak i w ogóle bogactwo kreowanego przez Nefera świata, tak więc tą część przygód egipskiego kapłana-niewolnika przeczytałem z podobną przyjemnością, jak poprzednie. Cieszę się, że relacja głównego bohatera z królową rozwija się (chciałoby się rzec: osiągając kolejne “bazy”) i że dane jest nam zobaczyć nieco więcej Egiptu, niż tylko stolicę, którą znamy już dość dobrze. Znając kilka kolejnych rozdziałów mogę zapewnić, że podróż Amaktaris zaowocuje w bardzo ciekawe wydarzenia i z pewnością nie będzie miejsca na nudy. A przynajmniej ja nie nudziłem się ani chwili.

Pozdrawiam
M.A.

Aleksandrze, jak wiadomo, Ty sam z wielką dbałością podchodzisz do różnych szczegółów opisywanego świata, w tym także starożytnego Egiptu, dokąd również trafili Twoi bohaterowie. Wiem też, że nie tylko wykorzystujesz posiadaną wiedzę ale i aktywnie jej poszukujesz. Zamieszczone przeze mnie opisy, zwłaszcza królewskiej barki, przydadzą się w kolejnych rozdziałach, gdyż właśnie ta jednostka pływająca stanie się miejscem rozlicznych wydarzeń.

Autor idealnie dawkuje erotykę, która błyska na tle polityki jak latarnia morska na zdradzieckim wybrzeżu.
Wstrząsa mimo śladowych dawek.

T.D.

Przygody erotyczne bohaterów przeplatają się z perypetiami osobistymi i politycznymi, w pewnym stopniu łączą się zresztą z tymi ostatnimi i tez odegrają istotną rolę w tych rozgrywkach. Pozdrawiam.

> Przygody erotyczne bohaterów przeplatają się z perypetiami osobistymi i politycznymi, w pewnym stopniu łączą się zresztą > z tymi ostatnimi i tez odegrają istotną rolę w tych rozgrywkach. Pozdrawiam.

Jes, yndid. Dlatego też czytam i pozwoliłem sobie na wcześniejszy komentarz. Więc jeżeli uznałeś moje powyższe za lekko skrytą krytykę, to … nieporozumienie, ja zawsze rzucam komplementami.
Nie umniejszając innym autorom, bardzo lubiłem ich czytać parę lat nazad, gdy majtki studentek wyznaczały horyzonty. Teraz jestem trochę starszy i perypetie Nefera są mi bliższe (chociaż majtki studentek nadal mnie ciekawią 🙂 )

Co do kotów – też je lubię i myślę, że staroegipski szacunek okazywany kotkom idealnie pasuje do postaci Królowej, Oby Żyła Wiecznie.

T.D.

Nie odebrałem tego jako zawoalowanej krytyki, wręcz przeciwnie – jako autora cieszą mnie przejawy zainteresowania wyrażane w komentarzach. Ja również wyrosłem już nieco z wieku “studenckiego” i dlatego staram się, aby erotyka pełniła funkcję istotnej części opowieści, ale jednak podporządkowanej fabule (a nie odwrotnie). Pojawia się, gdy ma do odegrania jakąś rolę. Trafne to porównanie Królowej z Kotką, czy raczej z Lwicą (też wielki kotek)… Wkrótce trafi zresztą na godną siebie rywalkę, a swego rodzaju prefiguracja położenia bohatera pomiędzy dwiema Lwicami już w kolejnych rozdziałach. Pozdrawiam.

Neferze, jak zwykle kapitalne oppwiadanie.
Kiedy można liczyć na kolejną część ?

Już wiem czego w klimacie tej opowieści mi brakuje: kotów!

Janie: Kolejne części ukazują się mniej więcej co miesiąc, zwykle na początku miesiąca. Każdy odcinek to spora porcja tekstu (ok. 50 znormalizowanych stron) i przygotowanie go do opublikowania zajmuje trochę czasu.
Aniu: Ja też lubię koty, może rzeczywiście warto pomyśleć o jakimś wątku “kocim”.

Pozdrawiam

Ach, ten Nefer. Po wielu perypetiach doczekał się spełnienia fantazji. Zapewne ma nadzieję na więcej zabaw w łożu Królowej. Oby udało mu się jak najdłużej utrzymać zainteresowanie Amaktaris.
Cieszę się że Irias powróci. Bez jej psot pałac nie byłby taki sam.

Patrycjo, tak jak Nefer-bohater ma nadzieję utrzymać zaintereoswanie królowej, tak Nefer-autor ma nadzieję zachować Twoje zainteresowanie opowieścią. Ona snuje w związku z nim pewne plany, które powoli dojrzewają. A Irias ma do odegrania bardzo ważną rolę w nadchodzących wydarzeniach. Pozdrawiam.

Bardzo ciekawy opis . Na podstawie tej powieści można sobie wyobrazić starożytny Egipt , którego obraz zafałszował niejaki Aleksander Głowacki. Pozdrawiam

Wspomniany przez Ciebie autor prowadził specjalne studia i gromadził wiadomości na temat starożytnego Egiptu zanim przystąpił do pisania “Faraona”. Dał obraz zgodny z najlepszą ówczesną wiedzą. A głównym celem i zresztą powszechnie uznawaną zaletą powieści Prusa stało się ukazanie ponadczasowych mechanizmów zdobywania oraz sprawowania władzy.

Pozwolę się z Tobą nie zgodzic. To cytat z opracowania naukowego na temat Faraona. “Powieść Bolesława Prusa Faraon nie jest ani wiernym obrazem starożytnego
Egiptu, ani artystycznym uzupełnieniem XIX-wiecznej literatury naukowej. Dzieło
Prusa otaczała i otacza atmosfera nie zawsze przychylna. Zarzucano mu m.in.
„przerosty dydaktyzmu”. W dodatku ekskursy dydaktyczne oraz informacje w za-
mierzeniu encyklopedyczne rozsiane po całej książce dawno utraciły znamiona
użyteczności. Prus jako autor Faraona był i jest w Polsce krytykowany, bagatelizo-
wany i może wręcz skazany na powolne zapomnienie wskutek słabnącego zainte-
resowania młodszych czytelników.
Natomiast dawniejsi entuzjaści rzekomej wiedzy Prusa o Egipcie byli niefachow-
cami, a nawet ignorantami w tej dziedzinie.”

Sam interesuję się starożytnym Egiptem tylko hobbystycznie, więc nie mnie oceniać, na ile Prus zdołał oddać realia opisywanego przez siebie świata. W swoim czasie, gdy publikowano „Faraona” uważano, że w dużym stopniu. Może i rzeczywiście były to oceny niezorientowanych laików. Natomiast nie uważam, by to braki w wiedzy Prusa decydowały o spadającej popularności tej powieści. To raczej wynik ogólnych zmian w oczekiwaniach czytelniczych oraz sposobie pisania, których ofiarą padają utwory pozytywistów. Sążniste, rozbudowane opisy w malarskim stylu, ekskursy dydaktyczne, wiedza przekazywana w stylu encyklopedycznym straciły rację bytu w dobie telewizji, internetu czy wreszcie łatwości podróżowania. Każdy, kto zechce, może przykładowo obejrzeć sobie egipskie zabytki na ekranie albo nawet na własne oczy. W tej sytuacji uprzednie walory powieści pozytywistycznych stają się obecnie nużącym obciążeniem. Współczesna powieść powinna przede wszystkim wzbudzać emocje i operować żywą fabułą oraz dialogami, w których przekazuje się jak najwięcej informacji. Czyli, to nie stopień wiedzy autora decyduje o walorach dzieła, ale talenty literackie. Za przykład niezbyt udanych, współczesnych powieści „egipskich” uważam cykl francuskiego autora Ch. Jacq’a. Postacie, ich zachowanie, sposób myślenia i wypowiadania się, ogólny obraz świata wreszcie wydają się zbytnio uwspółcześnione. Brakuje mi tam po prostu klimatu (napięcia fabularnego i żywych dialogów również). A przecież autor jest profesorem egiptologii i wiedzy fachowej z pewnością odmówić mu nie można. Z drugiej strony W. Smith („Bóg Nilu” – kontynuacje już mniej udane) potrafi zaciekawić, stworzyć wrażenie, że wprowadza nas w świat starożytnego Kraju nad Rzeką. I to pomimo tego, że z fachową wiedzą na temat starożytności obchodzi się bardzo dowolnie, o ile posiada coś więcej, niż tylko jej podstawy. Wniosek? O walorach utworu literackiego decydują względy literackie (czyli talenty pisarskie autora). Wiedza fachowa dotycząca poruszanych tematów jest, oczywiście, pożądana, ale nie odgrywa decydującej roli.

Napisz komentarz