Pijana Wiśnia 1 – Nie uwierzysz! (Chaudière)  2.8/5 (5)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 18 minut/-y    
Andreea (Fulgerash), "Redhead", CC BY-NC-ND 3.0

Andreea (Fulgerash), “Redhead”, CC BY-NC-ND 3.0

Nie uwierzysz, czego byłem świadkiem, stary! Zamówiłeś kawę? Nie, ja dziś nie piję alko, coś ty, skłonny byłbym pomyśleć, że mam schizy. Wczoraj myślałem, że mam, i chociaż mógłbym to powtórzyć, wolałbym wiedzieć, czy to się dzieje naprawdę. No, już mówię.

Siedziałem wieczorem w barze. No tak, wiem, że żadna nowość, nie bądź taki do przodu! Ale nie siedziałem u Heńka, a Pod Pijaną Wiśnią. Nooo, właśnie, opadła trochę szczena, co? No, jak to co tam robiłem! Piłem, haha. Ach, pieprzenie. Stać mnie na Wiśnię… raz w miesiącu. No co, nie każdy ma hajs, nie? Zamówiłeś tej kawy? Dobra, nie udawaj, że jej nie pijesz. W każdym razie, byłem tam. Ach, na litość boską! Babcia mi dała… Ma kobiecina dziewięć dych na karku, ale rozum przedni, kocha wnuczka…. tak, i nie wie, że daje mu na alko. Dobra, olać, słuchasz, czy nie?

Więc… Niewygodne te krzesła tutaj… Więc… Pijana Wiśnia to dopiero coś, stary! Wszedłem, chyba dziewiętnasta była, a może wcześniej. No mniejsza. Wnętrze jak z obrazka! Tak, wiem, że to jest bar. Ale nie byle jaki bar! Tam nie możesz wejść od tak sobie. Musisz mieć odpowiedni strój albo odpowiednią osobę u boku. W ogóle to nie jest zwykłe towarzystwo. No, rozumiesz, co mam na myśli. Znaczy, normalni ludzie. Jak ty czy ja. Tylko taktowni i dyskretni. Cisi. Tak tam było cicho, delikatna muzyczka w tle, dym unoszący się z papierosów też delikatny. Delikatne oświetlenie, wszystko, kurwa, delikatne. Ciężkie zasłony i duże okna, masywne stoły i długa lada barowa też wyglądały tak jakoś delikatnie, no klasa. Uśmiechnięte kelnerki, normalnie ubrane. No, mówię ci przecież – normalnie! To znaczy żadnych kusych spódniczek i wydekoltowanych bluzek. Dziwne, nie? Proste, takie szerokie sukienki do kolan, . Nie tylko tym się różni Wiśnia od innych barów. Och, nie wnikaj w szczegóły, co z tego, że normalne bary tutaj to zazwyczaj speluny. Pijana Wiśnia się po prostu wyróżnia. I już. A, co jeszcze? Ochrona. Ale dyskretna. Niby siedzą, niby stoją w różnych miejscach, a jednak widzisz, że to ochrona. Nie ma szans, aby ktokolwiek wszczął tam jakąkolwiek bójkę czy awanturę. Może to i dobrze. Ceny drinków są kosmiczne, jak na moją marną kieszeń, no bo wyobrażasz sobie za takowy płacić dwie dychy?! Przecież to moment przez ciebie przelatuje. No, ale chociaż masz gwarancję, że takiego drinka w spokoju wypijesz, a nie że jakiś nienachlany cieć ci przerwie miłe posiedzenie. Bo było miłe, oj było.

Ach, z ciebie to jednak debil jest… Nikogo nie przeleciałem! Ale żebyś ty widział, co ja widziałem… Usiłuję ci właśnie powiedzieć, jakbyś był łaskaw się zamknąć, to by było o wiele prościej.

W końcu usiadłem przy barze. Barmani i barmanki rozstawili się co jakieś trzy metry, pewnie przez wzgląd, że lada długa, a większość ludzi właśnie tam siadało. I ona też. O, człowieku! Na ulicy byś takiej nie zauważył! Piła tequilę, kieliszek za kieliszkiem, tak przez dwadzieścia minut, aż miałem ochotę się dosiąść, ale… Odwagi mi zabrakło… Śmiej się, kurwa! Ty wiesz, jak ona wyglądała?

Och, dziękuję ci kochanie. Niezła kawa…. Ładny cizia ma tyłek, nie? Wcale nie śmieję się głupkowato! Poza tym już poszła, nie słyszała mnie. Ta, nie pieprz, ja zawsze cicho mówię. No, to na czym to ja…

Ach, tak. Kobieta. Myślę, że koło trzydziestki. Pomiędzy kieliszkami zerkała najpierw na telefon położony równo na blacie, a później na drzwi. Wyraźnie na kogoś czekała, to co ja będę się narzucał, nie? Świnia z ciebie, dobrze, że przynajmniej jeden z nas wie, co to takt, pacanie. Jak to, co znaczy „równo położony”? No, jak z wymierzoną odległością, czaisz, czy masz za daleko do łba? Krótsza krawędź idealnie prostopadle do krawędzi blatu. Nie dotykała go, zerkała tylko na ciemny, duży wyświetlacz, zatrzymując wzrok na kilka sekund, a później rzucała pośpieszne spojrzenie na przeszklone drzwi i wypijała kieliszek. Poza tym – jakby nic innego ją nie interesowało.

Taaaak, była… Już mówię, daj mi zebrać myśli. Gorąca ta kawa…. Nie wiem, czy była wysoka. Podejrzewam, że przeciętna. Długie nogi, wąskie, beżowe kozaki na wysokiej szpilce, sięgały aż jej kolan. Czarne, obcisłe spodnie… Na sam widok, stary, robiło się słabo. Wyprostowana, sprawiała wrażenie trochę sztywnej, ale nie zestresowanej, a raczej zniecierpliwionej. Ciemne oczy. Znaczy, nie widziałem ich koloru, aż tak dobrego wzroku to ja nie mam. Siedziała jakieś cztery stołki obok mnie. Ale pomalowane na ciemno. Wiesz, to takie mroczne, kobiece spojrzenie, którego lepiej nie uchwycić. Pachniała suką na odległość. Arogancją, pewnością siebie i cynizmem. I jakimiś pewnie drogimi perfumami. Bluzkę też miała czarną. Do tego szeroki pas w kolorze butów. . A jej włosy… Ruda burza. Ale to nie był taki ohydny rudy, na który farbują się te wszystkie pasztety, aby dodać sobie odwagi, bo że niby rude, to i wredne. Ona mogłaby być i blondynką, a i tak byś do niej nie podszedł. Ta arogancja w jej spojrzeniu… To był taki ciemny kolor, niejednolity, taki aż prawie brązowy. Poza tym spięła je wysoko, jakoś dziwacznie zaczesała, Kilka kosmyków opadało na jej twarz, te zaciśnięte w wąską linię usta. Normalnie jak Lara Croft. Ale najlepsze, nie powiedziałem ci najlepszego! Nie rżyj, tylko słuchaj teraz. Na ladzie, tuż przy samej krawędzi, równiutko ułożony, leżał… hmm. Coś jak pejcz. Albo szpicruta. Tak, bardziej szpicruta, masz rację, jednolite to było, czarne, lśniące i wierz mi, nie chciałbym z tego oberwać.

Jeszcze lepsze było to, że nie spojrzała w żadną inną stronę. Wcale. Ani razu, czaisz? A żebyś wiedział, że mi to męską dumę uraziło. I tak babki bardziej na mnie zwracają uwagę niż na ciebie. A ta nic! No, dobra, dobra! Nie unoś się. Za mało sobie posłodziłem tą kawę. Nie, jeszcze ciepła, nie udawaj zatroskanego.

A potem, stary, straciłem orientację. Chyba mi ktoś coś dorzucił do tego drinka, bo człowieku… Niemożliwe, abym widział to, co widziałem. Wiesz na kogo czekała? Na kobietę. Weszła przez szklane drzwi po pół godziny i kilku kieliszkach tequili. Najpierw zabrzęczał telefon. Ruda przesunęła po nim delikatnie palcem i przestał. Zauważyłem wtedy, że prawą dłoń miała w rękawiczce, wiesz, takiej skórzanej, bez palców, dopasowanej i też beżowej, nie wiem, co ona miała z tym beżowym. Jak na mój gust, czerwony byłby lepszy. Sam jesteś bezguście, ciołku! Dobra, słuchaj. Jak babcię moją kocham, ! Nie ściemniam.

Kiedy ekran zgasł, wyprostowała się, a barman postawił przed nią jeszcze jeden kieliszek. Wtedy po raz pierwszy uniosła głowę i uśmiechnęła się lekko do niego, normalnie półgębkiem, ale jednak! Skinął głową i wskazał na drzwi. To wtedy przeszła przez nie ta druga.

Druga była niższa, ale miały chyba podobną budowę. Jasne włosy opadały jej na ramiona. Nie była typową blondynką, to raczej jasny brąz. Ale w porównaniu z pierwszą, wyglądała tak uroczo! Stary… Lśniące spojrzenie, nawet z mojego miejsca szło to zauważyć. Te zarumienione policzki. Sukienka w kwiaty, jakaś torebka. Normalnie pełna wdzięku dziewczyna. Zatrzymała się tuż przy drzwiach, kiedy zobaczyła swoją towarzyszkę. Ta to się dopiero uśmiechała! A ruda? No co, ruda, co – zignorowała ją, chociaż wiedziała, że jest już, widziałem jak barman skinął jej głową. Tym samym powolnym tempem wypiła swój kieliszek, zagryzła cytryną i oblizała pomalowane wargi. Wzięła do ręki szpicrutę i przez krótką chwilę zrobiło mi się gorąco… No chyba nie miała zamiaru wykorzystać tego dziadostwa przeciwko tamtej?! Nie wymądrzaj się, wiem, że pozory mylą. W każdym razie jasnowłosa podbiegła do niej uradowana w momencie, kiedy ta się odwróciła i zsunęła ze stołka. Chyba miała z lekka w czubie. Nie wiem, skąd to wrażenie, jej pytaj, nie mnie, ale tak mi się wydawało. A może i nie miała. Ale musiała mieć, skoro odepchnęła od siebie tamto dziewczę! Jak to jak odepchnęła? Normalnie. Podbiegła do niej i zarzuciła jej ręce na szyję, ale ona cofnęła się sztywno, jakby jej kto kija w dupę wsadził i chwyciła tą małą za włosy! Od tak, rozumiesz? Dziewczyna jęknęła cicho, trochę z zaskoczenia, a trochę jakby ze strachu. Sam nie wiem, ale jakbyś spojrzał na niezmienną minę tej drugiej, też byś się wystraszył. Normalnie jak bez uczuć. Albo coś. Chyba do tego nie widziała szpicruty, bo trzymała ją w tej ręce, co jej włosy. No, ale…

Trzymała tak przez chwilę, mocno, aż tamta musiała odgiąć głowę. Zmusiła ją do patrzenia sobie w twarz, w oczy, i nie mam pojęcia co ta dziewczyna tam ujrzała, ale aż się szarpnęła. Nic to nie dało, oczywiście. Ruda przysunęła się do niej bardzo blisko, zrzuciła jej torbę z ramienia, przesunęła palcem dłoni w rękawiczce po policzku. Delikatnie, co dziwne. Dziwne, bo potem jednym ruchem, stary, chwyciła tą małą za podbródek tak mocno, aż pod tamtą ugięły się kolana. Pozwoliła jej uklęknąć, normalnie, czujesz? Była jak marionetka na niewidzialnych sznurkach tej kobiety. Klęknęła przed nią, z wyrazem jakiegoś chorego uwielbienia na twarzy. Nie uśmiechała się już, ręce spuściła wzdłuż ciała i tylko czekała. Cholera wie, czy się bała. Ruda nie puściła jej podbródka, a nachyliła się nad nią. Wypuściła jej włosy. Mała wtedy dopiero zauważyła szpicrutę, aż oczy szeroko otworzyła. Kobieta przesunęła jej końcem po drugim policzku dziewczyny, po biuście, aż do ud, ale nie spuszczała wzroku z jej twarzy. A potem przesunęła językiem po umalowanych na czerwono, pełnych wargach jasnowłosej, powtarzając ten gest palcem. Jezu, trzymała ten badyl tak blisko jej twarzy, że zastanawiałem się, kiedy ją uderzy. Ale ona tylko mocnym, powolnym ruchem rozmazała jej szminkę po policzku. A potem pocałowała. No, właśnie, pocałowała, co się szczerzysz głupkowato. Mocno, bo tamta znów jęknęła. I w sumie kilka sekund później wypuściła ją.

Nie, ja też myślałem, że to koniec, ale jasnowłosa ani myślała z tych kolan wstać. Zimna ta kawa już. Masz fajkę? Słuchaj… Ruda okrążyła ją, jakby sprawdzała, czy się nada, cholera wie, do czego. A potem, stary, tego byś się nie spodziewał. Sięgnęła do tylnej kieszeni spodni i wyciągnęła cienką obrożę, jak na obrożę dość ładną. Ze złotym łańcuszkiem i czymś jeszcze, ej, nie znam się na tych wszystkich sprzętach, a co ja, niby? Potem już jakoś za specjalnie delikatna nie była. Ledwie uchwyciłem, co ona w ogóle robi! Stanęła za małą, chwyciła jej włosy, odciągnęła głowę w tył. Tamta patrzyła w sufit, ale kiedy usłyszała brzdęk łańcucha, spróbowała się wyrwać. Ty, ona jakaś psychiczna, wiesz, co zrobiła? Walnęła szpicrutą o kant stołka, aż mnie uszy zabolały. Dziewczyna momentalnie przestała się wyrywać i wcale się jej nie dziwię! No to wykorzystała ten moment i zapięła jej tą obrożę na szyi. A najlepsze – nikt obecny w Pijanej Wiśni nie reagował. Wszyscy patrzyli, nikt ani się nie poruszył. Tylko ja chyba wyglądałem tam, jakbym miał za moment spanikować. A oni patrzyli! No,… Tak, już mówię. Oddychać też muszę, nie?

Ruda robiła to wszystko bardzo szybko, pewnie, jakby robiła po raz któryś albo jakby chciała utrzymać to wrażenie przewagi. Nie, to nie było wrażenie, ona miała przewagę i niezachwianą pewność siebie. A jeśli nie miała, to człowieku, mówię ci, grała jak ta lala. Nie szło odgadnąć, co tak naprawdę siedzi jej w głowie. Szczęście, nie zacisnęła mocno, było widać luzy pomiędzy bladą szyją dziewczyny, a skórą tej obroży. Przeciągnęła, słuchaj, ten złoty łańcuszek aż do jej rąk, szarpnęła, a w oczach jasnowłosej pojawiły się łzy – zaczerpnęła powietrza. Oddychała szybko i nic dziwnego. Wygięła jej ręce do tyłu, i jak się okazało, łańcuszek miał podwójne zastosowanie – można było nim związać równocześnie ręce. Albo ona po prostu go w ten sposób wykorzystywała. A jej mina… Satysfakcja zmieszana ze złośliwością, z chłodem i podnieceniem… Tak sądzę. No, w każdym razie skrzyżowała jej nadgarstki i związała mocno, a zaraz potem pociągnęła za łańcuszek, zmuszając ją do podniesienia się; pchnęła przed sobą o krok do przodu aż do lady i drugą dłonią, lewą, tą bez rękawiczki, w której trzymała szpicrutę, przycisnęła dziewczynę do blatu. Przez chwilę odniosłem wrażenie, że coś pęka, ale tamta nawet nie jęknęła – dopiero wtedy, kiedy kobieta naparła na nią swoim ciałem.

O, stary, to był dopiero widok… Wyobraź sobie. Kruche dziewczę przyciśnięte policzkiem do barowej lady, związane, praktycznie ubezwłasnowolnione. I jakaś wredna suka, tak, bo w sumie tak wyglądała, nad nią. Rany! Głupi by się domyślił! Zastanawiałem się tylko, czy mała tego chce, czy…

Kochanie, mogę cię prosić o jeszcze jedna kawę? Nie, nie piję za dużo i ty stawiasz, stary, Pijana Wiśnia mnie spłukała. Też byś tyle kawy pił po nieprzespanej nocy. Haha, idiota z ciebie, ani nie wiedziały, że tam jestem pewnie! Dzięki, złotko.

Ach… Tak, dalej… Ruda suka przeciągnęła dłonią od jej włosów, przez kark, plecy, do tyłka, i trzasnęła mocno. Odpowiedział jęk. No, jasne. Ale nie, nie – tylko dłonią. Myślisz, że byłaby zdolna wtłuc jej na środku baru? Wow… A za to to czasem nie zamykają? Ile ona mogła mieć lat, na pewno sporo młodsza. Może niewiele młodsza ode mnie. Nie wiem. Nie pytałem! Siedziałem tam z rozdziawioną gębą i gapiłem się jak idiota, kurwa, nawet nie mrugałem! Nie wiem, czy ze strachu, że ona tą młodą tam ubije, a nic mnie to nie powinno obchodzić, czy z zaskoczenia, czy, cholera, podniecenia. Chociaż mój wacek się na widok rudej głęboko chował, mówię ci.

No, co potem, a jak myślisz? Poszły! To znaczy, nie tak od razu. Zanim się wyprostowały, przysięgam, że ona jej rękę w majtki wepchnęła. No, jak to, która której? Jezu, naprawdę debil z ciebie… Słuchaj, ruda, jak już odkleiła tego klapsa – musiało i ją zaboleć – tym samym pewnym ruchem wsunęła rękę pod sukienkę tamtej. No to gdzie niby? Pomyśl, bo raczej ze strachu to się nie jęczy.

No, tym razem sobie dobrze posłodziłem. Ach, nie bądź taki do przodu, bo nic więcej nie usłyszysz! No, to masz tą fajkę, czy nie? Dobra, chuj z tym.

A potem poszły. Ale ja poszedłem za nimi i dziwiłem się cholernie, że nikt mnie nie zatrzymał. Na piętrze Pijanej Wiśni są pokoje, przecież, wczoraj się urodziłeś? Kobieta odsunęła się gwałtownie od jasnowłosej, pociągnęła za środek tego łańcuszka i zmusiła i ją do wyprostowania się. Była czerwona, ale nie płakała, to raczej z podniecenia. Chociaż oczy wciąż jej się szkliły. Też by ci się zaszkliły, jakbyś wiedział, że dostaniesz po dupie tym badylem. Ruda nie obejrzała się za siebie ani razu, zaś dziewczyna szła za nią posłusznie, wpatrzona w jej plecy. Tak samo jak tamta wcześniej, ani razu nie zerknęła na nikogo i nic innego. Jakby istniała dla niej tylko ta kobieta.. No, jak to, czemu za nimi poszedłem?! A ty byś nie poszedł? No, może nie… Pozostali wrócili do przerwanych czynności, mówię ci, jak w bajce o Alicji, wszystko wróciło do swojej nienormalnej normy, kiedy chwilowa anomalia zniknęła. Jak mi ktoś jeszcze raz powie, że jestem szalony, to przedstawię mu rudą. Nie, nie mam do niej numeru, ech… Zresztą, nawet bym nie chciał. Ona była zapatrzona wyłącznie w tę dziewczynę. Ta, myślisz, cholera, że dałbym się związać?! Kretyn, za dużo pornoli. To jak chcesz usłyszeć, co dalej, to przestań żesz gadać!

Słuchaj… Na pewno nie masz fajki? Mógłbyś czasem pomyśleć o przyjacielu, wiesz, że u mnie z kasą krucho… Mówiłem ci, że do Wiśni trzeba mieć zaproszenie albo… No, najwyraźniej nie dotarło! Ja dostałem od starej znajomej. a kasę od babci, to co miałbym niby zrobić, jak to wszystko jednoosobowe? Napiłbym się jednak. Ta, nabijaj się. Ciołek. Dobra, byś się przynajmniej tak otwarcie nie śmiał. I co z tego, że miałem pod nosem dwie napalone laski, czekaj, zobaczysz ją kiedyś może, to zrozumiesz… Czy ja wyglądam na samobójcę? No, a ona natomiast wyglądała, jakby tym pejczem ‑ przepraszam, szpicrutą ‑ miała odrąbać klejnoty każdemu napotkanemu facetowi, a zwłaszcza takiemu, co wszedłby im w drogę. Uch… Albo ja już miałem tak wielkie zwidy… Wiesz, drink za dwie dychy, może dają tam coś spod lady. Nie, kurwa, nie szczą! Chyba. Ha, ha, jesteś zajebiście zabawny… Dobra.

No, więc poszły. Wiesz, że całe piętro Pijanej Wiśni jest ciemne? To znaczy, baranie, że nie ma światła. No, jest pewnie, ale wszystko było tak epicko pogrążone w mroku. Nawet nie zauważyły, jak wślizgnąłem się za nimi do pokoju. Nie, nie zauważyły, a nie nie chciały, mówię ci, ruda by na to nie pozwoliła. Tam obok wejścia była taka szafa z ażurowymi drzwiami, czaisz, co to w Ameryce mają. No, to tam wlazłem. Ale jak babcię kocham! Nie po to, żeby podglądać w celach… Zamknij japę. Tylko aby upewnić się, że małej nie zabije tą szpicrutą. Ach, wiem, że ludzie się tak bawią, ale mówię ci, że ona wcale nie wyglądała jak chętna do zabawy! Niemożliwe, aby aż tak dobrze aktorzyła. Kurwa, ja jestem dobrym aktorem… Jasne, co ty wiesz! Rżyj dalej, a gówno się dowiesz, stary.

Zamknąłem te pieprzone drzwi, zanim zapaliła słabe światło. Zwykły pokój hotelowy. Swoją drogą nie wiedziałem, że w Wiśni mają noclegi. No, ale… One wcale nie odeszły daleko, mówię ci… aż gęsią skórkę miałem. Ruda zdarła, no tak, po prostu zdarła z jasnowłosej sukienkę. Chuj, że pewnie gdzieś tam miała guziki, po prostu szarpała dotąd, aż puściły. Rany… A tamta stała jak zahipnotyzowana, kiedy darł się materiał. Nieźle. A potem radio. Jak to, co radio, radio się włączyło. Pewnie miała gdzieś pilota. Friends – band of skulls leciało. Dziwne, ale dobra.

I docisnęła ją do tej pierdolonej szafy. Człowieku, mało drzwi nie pękły! Miałem jej oczy, nos, rozchylone usta normalnie na… na długość oddechu. Na centymetry. Szał pyty… ta… Naprawdę zdziwiony jestem, że się nie zorientowały. Ruda przeciągnęła ten łańcuszek przez szczebelki szafy, aż w pewnym momencie miałem jej pomóc, ale chyba bym wtedy zwątpił w sens własnego życia… No… ona świetnie dała sobie radę, żadna to nowość. Dziewczyna zorientowała się chyba, że już nie ucieknie, no to podjęła jeszcze jedną próbę, co z tego, że została w bieliźnie. W ogóle materiał w niektórych miejscach pościerał jej skórę, widziałem czerwone ślady, ale ani razu się nie poskarżyła. A ruda znów szarpnęła. No, ta, logiczne.

Szarpnęła, jedną ręką docisnęła jej głowę do drzwiczek, a drugą, tym razem tą w rękawiczce, zamachnęła się. Szpicrutą. Wiesz, zawsze się zastanawiałem, jak ciągnie takie uderzenie. Tyle się przecież oglądało tego… Nie bądź idiotą kompletnym, też zerkam czasem na pornole. Ale nigdy na żywo. A to, stary, było coś. Nie uderzała chyba zbyt mocno, no przecież by nie mogła na tyłku usiedzieć. Dostała tyle razy! Nie jestem w stanie stwierdzić, czy jęczała z bólu czy z podniecenia, bo oczy miała zamknięte. Obie oddychały szybko, tylko ruda była skupiona. Zakładam, że dozowała siłę. Jakby nie dozowała… Oj, stary! Uderzyła kilka razy, a potem przestała, wypuściła ją, przez co dziewczyna osunęła się twardo po drzwiach szafy. Wiesz, w takim momencie masz ochotę wyciągnąć rękę i podnieść poszkodowanego, ale… Omal się nie ośliniłem, bo zapomniałem, że mam zamknąć gębę. Ta, śmieszne.

Jasnowłosa przyklęknęła. Czekała, no.

Nie, kochanie, dziękuje za kawę, wypiłem już dość, ale słuchaj, masz może czas po pracy? Na litość boską! Pacan. Wybacz, mój kolega kopnął mnie pod stołem, porozmawiamy za chwilę i nie – nie jestem gejem.

Zadowolony?!

W każdym razie klęczała. Ruda mi na chwilę z oczu zniknęła, ale nic dziwnego, byłem tak zajęty studiowaniem twarzy blondynki, że… Do momentu, aż wróciła. Kurwa, w życiu czegoś takiego nie widziałeś! Jak to, fiuta! Mój to się już całkiem w obliczu tego skurczył…

Podeszła do niej, dźwignęła ją na nogi, rozebrała do reszty. Bielizna też się już tylko do wyrzucenia będzie nadawać, ale ruda nie wyglądała na taką, coby przejmowała się jakimś tam stanikiem. Czy czymś. Gładziła dłońmi jej ciało, a wierz mi, miała niezłe ciało… A potem chwyciła jej pośladki i pociągnęła ku sobie, ku górze, wbijając w bolącą przecież skórę paznokcie. Dziewczyna zacisnęła powieki i zęby, ale natychmiast rozchyliła usta, kiedy kobieta wepchnęła w nią palce. Stary… Aż mi się gorąco zrobiło. Widziałem każdy szczegół. Każdy. Jej drobne, kształtne piersi, mocno dociśnięte do szczebelek szafy. Jej piegi na nosie nawet! Jej cipkę… kurwa…

No, musiało jej się podobać, bo od momentu, kiedy dostała szpicrutą, nie drgnęła ani razu. Jęczała i z bólu, i z podniecenia, przekrzykiwała muzykę. A potem ruda jakby… Przestała być taka sukowata. No, cholera, po prostu zwolniła, przytuliła się do jej pleców i zapytała, czy na pewno tego chce? Stary! Jej głos! Wiesz, jak zabrzmiała? Jak zimna suka, jasne. Ale jeszcze jak kobieta, która dla tej małej zrobiłaby wszystko.

No, cóż. Dziewczyna skinęła głową, uśmiechając się lekko. Tyle wystarczyło. Dostała klapsa w tyłek raz jeszcze, tym razem dłonią w rękawiczce. A potem znów zobaczyłem TO. Wow… I żadnego pierdolenia się, znaczy cackania, ale tego to się akurat nie spodziewałem. Po prostu stanęła za nią, bardzo blisko, przesunęła lewą dłoń do przodu, pokręciła kółeczka palcem po jej łechtaczce, zmuszając ją do ponownych jęków, a potem tak jak gdyby nigdy nic, wepchnęła w nią wibrator, aż tamta krzyknęła. Ruda była i delikatna i konkretna. Trudno to wytłumaczyć, tą pewność, precyzję w jej ruchach, płynność, dziwne spojrzenie… ale i równocześnie ostrość, dynamiczność. Aż trzęsła się tandetna szafa, mówię ci. Poruszała się w niej, bo jak to inaczej nazwać? Normalnie tak. Poruszała się w niej, a i wyglądało to tak, kij, że była w ubraniu, kilkadziesiąt sekund, dosłownie, to zmniejszając, to zwiększając siłę pchnięć. Mała ledwie utrzymywała się na nogach. Jezu, tej rozkoszy malującej się na jej twarzy niemalże można było dotknąć. A potem ta suka wszystko popsuła. Co się dziwisz, spodziewałeś się innego zakończenia? Po prostu po raz kolejny się od niej odsunęła. Z całym swoim osprzętem, że się tak wyrażę. Dziewczę jęknęło żałośnie, ruda rozsupłała jej dłonie, zostawiła obrożę i odeszła. Odeszła, co się gapisz, czy ja niewyraźnie mówię?

Kochanie? No co, kelnerki należy przywoływać gestem, tępe są zazwyczaj. Blondynki, zwłaszcza. Kochanie, masz może papierosa? Ach, ogólnie ślicznie wyglądasz, złotko. Tak, może być cienki, nie przeszkadza mi to. Mogę tu zapalić? Szefa biorę na siebie. Kolację z tobą wieczorem też. Dziękuję!

Yhymmm. Ją też na siebie wezmę… No, zamyśliłem się, czego. Nie moja wina, żeś tłumok. Tak, wracając do tematu. Ruda stanęła przed łóżkiem, położyła tam wszystko, zdjęła rękawiczkę i usiadła. Westchnęła cicho, patrząc na nieruchomą dziewczynę, a potem wyraz jej twarzy znów się zmienił. Ach, czysta złośliwość. Szatan, nie kobieta. No, przecież, gdzie diabeł nie może… Nie wiem, czemu dziewczyna się nie ruszała. Oddychała szybko i miała zamknięte oczy. Wyglądała, jakby walczyła sama ze sobą. Człowieku, kobieta tam stygła, a mnie dzieliła od niej lipna ścianka! Ale, ta, podejrzewam, że bym kopa w dupę dostał jedynie. Pech.

W każdym razie w końcu się ruszyła. Mówię Ci, w pokoju było tak cicho, nawet muzyka już nie grała, że usłyszałbyś jak ci się piwo przez flaki przelewa. Wsunęła palce w szczeliny drzwiczek i przytrzymała się. Powoli otworzyła oczy, obróciła się i spojrzała na rudą. Tamta założyła nogę na nogę, splotła ręce na kolanach i czekała. Wyniosła, chłodna. A dziewczyna? Osunęła się po szafie na kolana i mrucząc błagalnie, podeszła do niej, ach, co to był za widok… czerwone pręgi grubo przecinały biała skórę jej pośladków. Ale tyłek to ona miała niezły… Zaczęła się łasić jak kotka, a tamta nic. Boże, co za baba! No więc jasnowłosa wyprostowała się lekko, rozplotła jej palce, pocałowała wnętrze dłoni. Zaczęła rozpinać jej buty, ściągnęła je, a później wspięła się pomiędzy udami rudej aż do jej ust. Stary, mówię ci, tak ją nęciła, muskała, kusiła i mruczała, że dosłownie widziałem, jak rudej suce pulsuje żyłka na skroni! Musiałaby być ślepa i głupia, aby na nią nie zareagować. W każdym razie w pewnym momencie wciągnęła głośno powietrze w płuca, złapała ją za ramiona i pociągnęła ku sobie. Zapewne mierzyła w co innego, ale mała też nie była głupia i przycisnęła ją do materaca swoim ciałem, a potem szybko zaczęła majstrować przy spodniach.

Szybko się kończą te fajki, myślisz, że da mi jeszcze jedną? Taa… Kobiety. Widziałem, bo to łóżko stało po trosze bokiem do szafy. I zacząłem się zastanawiać, jak ja do cholery stamtąd wyjdę??

Tak, przytrzymywała mocno rudą, ale ona była silniejsza. Burknęła coś tam pod nosem, że skoro tak, to coś tam, nie wiem, byłem zbyt zajęty kontemplowaniem tyłka dziewczyny, no i odepchnęła ją. Ba. Nowość. Ale zaraz też się dźwignęła, siłą przekręciła ją na brzuch i szarpiąc, uniosła tyłek. Wymierzyła kilka razów z otwartej dłoni, bawiąc się równocześnie jej łechtaczką, a potem znów sięgnęła po wibrującego penisa. Taaa. Pociągnęła ją, że już bardziej do poziomu suki sprowadzić się nie dało, docisnęła ramiona do prześcieradła, unosząc w ten sposób tyłek, i znów wepchnęła w nią to coś. Tym razem nie było w niej nic delikatnego, i gdyby nie fakt, że dziewczyna w sumie została z nią dobrowolnie, uznałbym to za gwałt, stary. Normalnie… Rżnęła ją tak zawzięcie, że tamta w pewnych momentach cichła, chyba nie miała już siły krzyczeć, jak zakładam. Doszła głośno, szybko. Ale co ty! Żeby to ją powstrzymało. Bawiła się tak jeszcze przez kilka minut, jak sądzę, ignorując prośby małej. No, człowieku, co najmniej dwa razy poprosiła, żeby już przestała. Aż wreszcie przestała. Wyciągnęła to z niej, pozwoliła jej opaść na poduszki, obróciła ją nieco delikatniej i zsunęła się między jej nogi. Nie zaprotestowała, kiedy język rudej w nią wtargnął, tylko wygięła się rozkosznie i chwyciła za te jej poukładane włosy. I wiesz, dobrze, że to był język. Sam język i czerwone usta, na których już tez nie było szminki. Jak to dlaczego? Przynajmniej zachowała odrobinę delikatności. Bawiła się jej łechtaczką długo, potem powoli wsunęła w nią palce, oceniła pewnie, czy jest mokra, i zwiększyła intensywność pieszczot. Jasnowłosa jęczała słodko. Tak, to naprawdę było mega. No, a potem doszła, wyginając się jeszcze mocniej.

Ruda uśmiechnęła się do siebie. Pierwszy raz, stary, od początku tego wszystkiego, zobaczyłem jej uśmiech. Gdyby robiła to częściej, mój wacek nie kuliłby się w spodniach… Ale nie, robiła to tylko dla niej, to było widać. Dziewczyna pociągnęła ją na siebie. Uśmiechała się lekko, ze zmęczeniem, a jej uśmiech poszerzył się, kiedy kobieta zaczęła całować jej piersi. Trwały tak chwilę, po czym ruda ukryła twarz w zagłębienie jej szyi i pozwoliła się głaskać. Głaskać, rozbierać tak wolno, niespiesznie; pozazdrościć.

No a potem urwał mi się film. No, skąd ja kurwa mam wiedzieć?! Mówię ci, że mi pewnie czegoś dosypali, nawet nie wiem, czy ty, stary, jesteś prawdziwy! Ocknąłem się z głową na barowej ladzie. To wciąż była Pijana Wiśnia. Wciąż było w niej dużo ludzi. Tylko dzień był inny. Właściwie, to który dziś? No, nieważne, ważne, że nie mam pojęcia, co dalej. No, nie mów, że nie chciałbyś wiedzieć, czy ruda się jej dała. Ach, taki lajf, kurwa. Ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś je spotkam.

To jak, kochanie? Rzucisz jeszcze jednego papieroska?

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Jeśli mnie liczenie nie zwiodło to mamy tu doskonały 53. debiut na Najlepszej.
Autorka wybrała sobie dość trudną formę, ale poradziła sobie z nią wybornie.
Tym bardziej, że ujmuje relację dotyczącą kobiecej dominacji ze znaczkiem ‘les’ widzianą oczami mężczyzny.
Niestandardowe, zaskakujące i od początku do końca utrzymane w konwencji.

Witamy w klubie. Od razu wielki plus za narrację. Gdyby żył, to James Joyce piłby dziś whisky, słuchał Davida Bowie i uśmiechał się do Twoich wizji…

Autorka ruszyła trudnym i mało uczęszczanym podejściem na szczyt o nazwie Debiut (że tak górnolotnie powiem). Noga omsknęła się tu i ówdzie, ale cel został osiągnięty w dobrym tempie i w dobrej formie.
Ja bym poszedł najłatwiejszym szlakiem, niektórzy preferują jednak wariant “im trudniej, tym ciekawiej.”
Witam i życzę sukcesów,
uśmiechy,
Karel

Dobry wieczór!
Takie debiuty jak powyższy dowodzą, że Najlepsza wciąż jest Najlepsza. Opowiadanie niebanalne,warte poświęconego czasu. Autorka rokuje więcej niż dobrze. Znać, że z niejednego pieca jadła chleb, a i luźne literackie zabawy nie stanowią dla niej materii nieprzystępnej.

W tym opowiadaniu najbardziej ujmuje właśnie styl narracji, potoczność słownictwa, niewynikająca z nieumiejętności, a będąca celowym zabiegiem. Osobiście brakło mi jednej kategorii – humor. W trakcie lektury kilka razy uśmiechnąłem się szeroko mając dziwną pewność, że snuta opowieść to pretekst dla wyłudzenia kolejnej kawy i następnej fajki. Słowem, bujda na resorach. Ocena?
5/5.
Pozdrawiam,
Foxm

5!
Gratuluję debiutu w takim stylu.
Dałaś mojej wyobraźni popracować.
Sposób narracji niebanalny. Język potoczny, ale jakże sugestywny. Czuć lekkość.
A i ja uśmiechnęłam się nie raz, nie dwa czytając.

(Wiem, że w mowie potocznej “tą kawę” czy “tą fajkę” jest dopuszczalne i nie jest błędem, a narrator nakręcony opowiadaniem właśnie w ten sposób mówi i może było to zamierzone, ale mnie osobiście podczas czytania jakoś to kłuje w oczy.)

Z pozdrowieniami
NNN

Droga NNN,
Twoje prawo – czuć ukłucia, widząc niegramatyczne dialogi.
Ale ja uważam, że te niegramatyczne formy są bardziej prawdziwe. Zdecydowanie bardziej. 🙂 I nic mnie w nich nie kłuje. Zupełnie nic.
Pozdrawiam Cię serdecznie, Droga Recenzentko
Uśmiechy,
Karel

Ależ Karelu… Piątka jest piątką. W mojej ocenie bardzo mocną tym razem.
Moje drobne ukłucia (tą/tę) czy Twoje nieujawnione omsknięcia nie wpływają negatywnie na ocenę, jak widać.
Bardzo cenię Twoje komentarze i podoba mi się – jak mniemam – ta ironiczna Droga Recenzentka. 🙂
W mojej ocenie nie ma ani słowa na temat nieprawdziwości – przeciwnie. Autorka wie, jak pisać potocznym, zwykłym, codziennym językiem. Jest lekko, prawdziwie i bez sztuczności.
Stąd też moja myśl czy owe – jak to nazwałeś niegramatyczne – “tą fajkę” nie jest także zabiegiem celowym.
Podobało mi się to opowiadanie tak bardzo, że poczułam się jakbym siedziała stolik obok i przysłuchiwała się tej pełnej emocji relacji mężczyzny jednocześnie wyobrażając sobie wszystkie sceny z kobietami w rolach głównych. I pewnie moja kawa wtedy także by wystygła a ręce zginęły w torebce w poszukiwaniu papierosów.

Ależ Droga NNN… Dlaczego ironicznie? Cenię Twoje recenzje. Skłoniły mnie one nawet do zakupu dwóch czy trzech pozycji.
Piątka za jakość opowiadania się należy, piątki nie kwestionuję. A omsknięcia? Stylistycznych nie ma. Czasem na chwilę traciłem wątek, nie wiedząc kto mówi, kto czyni – takie drobne niejasności, które przy stałym natężeniu uwagi czytelnika, zapewne nie doskwierałyby.
Mam w zasadzie tylko generalną uwagę: mogłoby być bardziej wciągające, bardziej budujące emocje. Niestety nie było, bo Autorka wybrała najtrudniejszą, w mojej opinii, formę, aby osiągnąć swoje cele. Wszystko musiało się odegrać w wyobraźni czytelnika. Jedni to osiągnęli, np. Ty. Ja nie.
Manipulować czytelnikiem potrafią tylko mistrzowie klawiatury po długim stażu w charakterze ucznia i czeladnika. Albo geniusze. Więc przed Autorką trochę pracy, aby osiągnąć doskonałość.

“Skłoniły mnie one [recenzje] nawet do zakupu dwóch czy trzech pozycji.” – to muzyka dla moich uszu. 🙂

“W pisaniu chodzi o to by uwieść czytelnika. Dobra gadka to część techniki uwodzenia. Gdyby tak nie było, czemu tyle par zaczynających wieczór od kolacji, kończy go w łóżku?” Końcówka Twojej wypowiedzi jakoś podsunęła mi ten cytat Kinga z “Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”. 🙂 Wiele w tym prawdy – omamić słowami Czytelnika, by nie zapomniał, że czyta opowiadanie to sztuka.

* by zapomniał (wykreślamy “nie”)

Pierwszy, od dość dawna, tekst, który przeczytałam. I bardzo się ciesze, że akurat na Pijaną wiśnię padło.
Nie do końca odpowiada mi konwencja monologu ale doceniam kontrast, jaki stanowi dla dynamiki opisywanych scen. Nawet to marudzenie o kawie i fajkach – paradoksalnie – buduje napięcie ;).
Duże brawa za realistycznie oddaną relację damsko-damską, za uchwycone wyrazy spojrzeń, za wszystko to co w takich sytuacjach pozostaje niewypowiedziane ale jest wiadome. Szczególnie bliska jest mi złotowłosa bohaterka ale doceniam autentyczność rudej.
Bardzo przyjemna lektura, która odgrzebała, przy okazji, kilka fajnych wspomnień. Dziękuję.

Autorka lesbijką jest, stąd ten realizm 😉

Tym bardziej chapeau bas! Doświadczać a umieć to opisać to dwie zupełnie różne sprawy 😉

Caligo, a może Ty dołączysz do nas?
W duecie, albo solo…

Nie jestem chyba godna :p Moje opisy są dość przeciętne, a wszystkie pomysły lądują w wordzie Chaudiere 😉
Natomiast coś słyszałam, że Pijana Wiśnia miała zacząć współpracować z NE w rubryce z artykułami, ale na razie nie wiemy nic więcej.

Trochę już późno, ale żeby tradycji stało się zadość: witamy w naszym gronie 52 Autorkę opowiadań 🙂 Połamania pióra!

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz