Niebieskie majteczki (Batavia)  3.46/5 (26)

16 min. czytania
Simon Jude (sijumon), "Venedicta", CC BY-NC-ND 3.0

Simon Jude (sijumon), „Venedicta”, CC BY-NC-ND 3.0

– Przepraszam, nie wiedziałam, że to tyle kosztuje, zaraz coś odłożę.

– Co? – burknęła zniecierpliwiona kasjerka, niezadowolona z dodatkowego kłopotu.

Odłożyła torebkę ze słodyczami, opakowanie ciasteczek i coś jeszcze.

– Teraz powinno być dobrze.

– Ciociu, a cukierki? Obiecałaś!

– Basiu, kupie ci jutro.

Mała zaczęła płakać.

Stałem w kolejce i zerkałem na śliczny tyłeczek dziewczyny. Przyglądałem się im, a raczej jej, od dłuższego czasu. Wcześniej minęliśmy się miedzy regałami. W zasadzie to wjechała swoim wózkiem w mój. Przeprosiła z uśmiechem, który rozbroiłby nawet kata. Opalona, śliczna twarzyczka, delikatny makijaż, leciutko rozchylone, wilgotne usta… I te oczy – lazur morza śródziemnego. Rozpuszczone, sięgające biustu włosy barwy skórki chleba. Zgrabna, wyprostowana. Miała na sobie czerwoną bluzkę z długim rękawem. Związana w połowie, odsłaniała brzuch i ciasno przylegała do biustu. Widać było, że nie nosiła stanika. Niebieskie jeansy, ciasno opinające zgrabny tyłeczek i długie nogi. Całości dopełniały jasne sandałki na niewielkim obcasie.

Jakie to dziwne, zastanawiałem się, tyle kobiet między regałami, a zawsze się znajdzie jedna, jak wisienka w czekoladzie między landrynkami. Nic tylko rozkoszować się smakiem.

Ta śliczna wisienka prowadziła, a w zasadzie to była prowadzona, przez małą dziewczynkę. Może miała z osiem lat, ciągnęła ją oczywiście do półek ze słodyczami. Słyszałem jak się śmiały i przekomarzały, co włożyć do koszyka.

Niezły tyłeczek. Ciekawe, czy ktoś ma nie niego wyłączność?

Jeszcze kilkukrotnie rozglądałem się po sklepie, chcąc nakarmić wzrok, ale już jej nie zobaczyłem. Dopiero teraz, przy kasie. W sumie to przykry widok, płaczące dziecko, któremu się coś obiecuje i nie można dotrzymać słowa.

To był impuls, może to jej smutna mina, a może to płacz tej dziewczynki? Ona, pochylona nad małą, próbowała ją uspokoić. Do tego ten intrygujący skraj niebieskich majteczek wypełzający z jeansów. Dlaczego nie pomóc? – pomyślałem. .

– Niech pani skasuje wszystko, ja dołożę. Nie płacz, malutka – ostatnie zdanie skierowane było do dziewczynki.

Kasjerka, zadowolona, że pozbyła się problemu, zamknęła rachunek. Sięgnąłem po cukierki i wręczyłem je małej.

– Oddam panu pieniądze. Zadzwonię tylko do siostry.

– Nie trzeba. Warto wydać parę złotych, żeby zobaczyć taki uśmiech – wskazałem wzrokiem na dziewczynkę.

– Bardzo panu dziękuje. Proszę dać jakieś namiary, to oddam te pieniądze. Proszę. Stawia mnie pan w niezręcznej sytuacji…

– W ogóle nie ma o czym mówić. Cześć.

Wyszedłem ze sklepu. Miałem poczucie, że dałem pieniądze komuś, komu sprawiło to radość, a nie tym, którzy proszą „na chleb”, a wychodzą za chwilę z piwem. Mała, jak wsiadałem do samochodu pokiwała mi ręką, niezbyt przejmując się tym, co mówiła do niej wisienka w czerwonej bluzce.

Wróciłem do domu. Trochę ogarnąłem bałagan i zadowolony z siebie zacząłem przygotowywać kolacje. Z patelni dochodził smakowity aromat. Jeszcze minutka i będę mógł siadać do jedzenia. Ładna była – mimo woli pomyślałem o dziewczynie z marketu. Intesywny zapach gęstniejącego sosu pobudzał apetyt. To sprzątanie trochę jednak zajęło, na zegarku była dwudziesta. Niespodziewanie zadzwonił dzwonek u drzwi.

– Kogo tam diabli niosą, o tej porze?

Otworzyłem drzwi. W drzwiach stała ślicznotka z marketu

– Dobry wieczór. Przyszłam zwrócić pieniądze.

Zaskoczony widokiem wisienki, zaniemówiłem.

Dopiero po dłuższej chwili, uwagę moją zwrócił jakiś dziwny zapach. Nadal milcząc próbowałem sobie uświadomić skąd dochodzi. Wydawała się być zaskoczona i zdziwiona moim zachowaniem.

– Proszę niech pani wejdzie – w końcu wydusiłem z siebie – właśnie robię kolację.

– Hm… Pachnie dość nietypowo… Jakby…

– Cholerny świat! – rzuciłem się ratować zawartość patelni. Za późno. Zostałem bez kolacji. Weszła do kuchni dokładnie w momencie, kiedy resztki sosu bolognese lądowały w koszu. Kompletnie przypalone. Zostało tylko stygnące spaghetti…

– Przepraszam, to moja wina – próbowała się tłumaczyć.

– Żadna pani wina, tylko moje gapiostwo – wyciągnąłem rękę. – Tomek.

– Beata – musnąłem ustami dłoń – Może mogę pomóc?

– Z tym już nic nie zrobimy. Ale spróbuję wymyślić coś dla nas dwojga.

– Nie trzeba, dziękuje, na prawdę. Przyszłam tylko zwrócić dług.

– Doprowadziłaś do tego, że będę głodował, to musisz też pocierpieć ze mną. – mówiłem ze śmiechem – No chyba, że ktoś na ciebie czeka. Pomożesz?

Ślicznie się uśmiechała. Nastawiłem wodę. Wyjąłem chleb, sałatę, rzodkiewki, ogórki, pomidory, wędliny. Wstawiłem wodę i za chwilę wrzuciłem jajka. Przyglądała się, co robię i po chwili wzięła się do pomocy. Wystawiłem talerze, kubki, serwetki. Przyniosłem Martini i kieliszki. W czasie tych przygotowań ocieraliśmy się i dotykaliśmy mimo woli. To chyba jedyna zaleta małej kuchni. Co jakiś czas rzucałem okiem w głąb jej dekoltu i było na co popatrzeć. Kłamałbym sam przed sobą, że pozostawało to bez wpływu na mnie. Niespodziewanie, nie podnosząc głowy, powiedziała:

– Długo będziesz jeszcze zaglądał mi w dekolt? Bo w końcu sobie palce potniesz. – Zadowolona, z kpiącym uśmieszkiem, zerknęła na mnie. Przyłapany musiałem zrobić niezbyt mądrą minę.

– Jestem głodny, a zawsze lubiłem i mleko, i wycieczki po górach… – Nalałem Martini do kieliszków. Wszystko było już na stole.

– Tam w markecie zawstydziłeś mnie.

– Jesteś niepoważna. Tylko pomogłem ci uszczęśliwić małą. Przestań to rozpamiętywać. Cieszę się, że jednak zostałaś. Powiedz lepiej, jak mnie znalazłaś?

– To koledzy Basi, mojej siostrzenicy, powiedzieli, gdzie mieszkasz.

– Wiesz, kolacja z taką ślicznotą jak ty jest wystarczającym podziękowaniem za pomoc w markecie.

Rozmowa zeszła na inne tematy. Opowiedziała o swoim przyjeździe do siostry. O pracy, planach na przyszłość. Napomknęła o chłopaku, z którym się rozstała. Po godzinie miałem wrażenie, jakbym ją znał od bardzo dawna. Przyniosłem druga butelkę wina. Filmy, książki, rozmowa skakała z tematu na temat. Czas upływał niezauważalnie między śmiechem i naszymi komentarzami. W pewnym momencie Beata spojrzała na zegarek.

– O Boże, już północ, a ja obiecałam, że wrócę za pół godziny!

Gwałtownie wstała, potrącając stół. Butelka z winem przewróciła się, a zawartość ochlapała jej koszulkę i niemal całe spodnie. Patrzyła zaszokowana na to, co się stało.

– No to narobiłam… Jak w takim stanie pójdę do domu?

– Idź do łazienki. To trzeba zaraz przeprać. Inaczej jedno i drugie będzie do wyrzucenia. Pożyczę ci swoją koszule i spodnie. Jakoś sobie poradzisz.

Poszła do łazienki, a ja sprzątnąłem cały ten bałagan. Słyszałem jak spiera ciuchy. Wyjąłem z szafki pierwszą z brzegu koszule i spodnie. Nie zdawałem sobie sprawy, co jej dałem i jaki, niespodziewany, efekt to przyniesie. Zapukałem do łazienki i podałem przez uchylone drzwi. Po paru minutach wyszła. Teraz to ja parsknąłem śmiechem. Wyglądała komicznie, w bufiastych spodniach i za obszernej koszuli.

– Przecież ja w tym nie pójdę. Jak ja wyglądam Tomek? A ty się jeszcze śmiejesz. Coś ty mi dał, rzeczy po dziadku? To nie jest zabawne.

– Ależ jest, naprawdę Możesz w tym rozbawić całe osiedle . Sam pójdę z tobą. A tak serio, to możesz się tu przespać. Ciuchy, ciuchy do rana wyschną…

– Wiem, co ci chodzi po głowie. Myślisz, że się nie domyślam?

– Przejrzałaś mnie. Rzeczywiście, zwabiam młode kobiety poznane w marketach i zmuszam do jedzenia ze mną kolacji. A potem je wykorzystuję. Rano policja znajduje ich poćwiartowane ciała w pojemniku na śmieci. A tak poważnie, to w drugim pokoiku jest kanapa. Zaraz dam ci pościel. Zadzwoń do siostry i powiedz, co się stało, o ćwiartowaniu też, jeśli masz ochotę. A ja ogarnę ten sajgon.

Zaniosłem jej pościel do pokoju i zabrałem się za sprzątanie naczyń po kolacji. Zamknęła się w pokoju. Słyszałem jak rozmawia przez telefon. Po chwili dotarł do mnie głośny wybuch śmiechu. Przyszła w samej koszuli. Znowu uśmiechnięta.

– Z czego jesteś taka zadowolona? Z gwałcicielem i rzeźnikiem pod jednym dachem?

Cmoknęła mnie niespodziewanie w policzek.

– Przepraszam, to ze zdenerwowania. Siostra poradziła mi, że jakby co, to mam się dać poćwiartować.

Spojrzałem na nią zaskoczony.

– Naprawdę jej to powtórzyłaś?

– Słowo w słowo.

– Nigdy nie zrozumiem kobiet.

– Możemy jeszcze trochę posiedzieć i po gadać? To dziwne, znam cię kilka godzin, a mam wrażenie jakby od zawsze. To, jak?

– Nie ma sprawy. Tylko pamiętaj jak się to kończy. Ale przez wzgląd na miłą rozmowę, pozwolę ci wybrać pojemnik….

Usiadła na kanapie, opierając pięty na skraju i oparła brodę na kolanach. Widziałem jej zgrabne uda i pasek niebieskich majteczek.

– No, no… – mruknąłem.

– A ty musisz się ciągle gapić tam gdzie nie powinieneś? Ja ci w spodnie nie zaglądam. Chociaż może i warto…

Ciekawe teksty – pomyślałem – czyżby jednak …

– Herbaty, kawy, wina z podłogi, czy soku? A może coś słodkiego? – spytałem.

– Słodkiego? Mam ochotę na lody

Jasne, aluzję pojąłem. Poszedłem do kuchni, wyjąłem z zamrażarki opakowanie i nałożyłem do jej pucharka szczerą porcję. Kiedy wróciłem, dalej się uśmiechała. Tyle, że w tym uśmiechu pojawiła się bardzo obiecująca nuta. Podałem jej naczynie i łyżeczkę.

Sam usiadłem na podłodze, widok był zdecydowanie ciekawszy.

Zajadała ze smakiem. Może mi się wydawało, ale za każdym razem oblizywała łyżeczkę w bardzo sugestywny sposób. Nabrała porcję lodów, zbliżyła do ust. Muśnięcia językiem, objęcie wargami i delikatne ssanie. Rozgrzany dotykiem lód topił się i spływał kropelkami po łyżeczce. Lizała długimi pociągnięciami, patrząc mi w oczy, goniła językiem uciekające krople, by po chwili zanurzyć ją całą w tych czerwonych wargach. Wszystko powolne, niespieszne… Do tego ten dźwięk, gdy wysuwała ją z ust. Chwilami przymknięte oczy, rozmarzona… ale i skupiona, jakby nic innego się nie liczyło. Wyobraźnia podsuwała mi obraz zupełnie innego deseru.

W końcu nie wytrzymałem.

– Beata, ty to robisz specjalnie? Liżesz, no wiesz jak, jak… .

Roześmiała się w głos. Pochyliła się do mnie i przerwała mi pocałunkiem. Prosto w usta.

– Teraz już możesz brać się do tego ćwiartowania… – powiedziała, na moment odrywając się od moich ust. Przytuliła się do mnie i znów zaczęła całować. Języczek miała ja mała żmijka, taki ruchliwy i wszędobylski. Przerwałem jej.

– Beatko, nie mogę….

– Co się stało? – niemal czułem, jak sztywnieje.

– Wiesz, musze najpierw wynieść tą poprzednią z lodówki. Nie zmieścicie się we dwie. A poza tym mogę pomieszać części, a to już jest sprzeczne z moją etyką mordercy…

– Jesteś wstrętny! Jak możesz odkładać pocięcie na kawałki mojego delikatnego ciałka, dla jakiejś zamrożonej, której i tak jest wszystko jedno?.

Przewróciła mnie i usiadła na biodrach. Pochyliła się i zaczęła całować. Obejmowałem i przyciągałem ją do siebie. Głaskałem po włosach, plecach zsuwając ręce coraz niżej. Rozpinała mi koszule, gdy ja głaskałem jej pośladki. Złapałem za biodra. Zdecydowanym ruchem przesunąłem ją tak, że siedziała mi na twarzy. Zacząłem ją całować, najpierw przez majteczki. W końcu odchyliłem je na bok i wpiłem się ustami w jej wargi. Beata, nawet nie rozpinając guzików, ściągnęła koszule przez głowę, uwalniając cudowne, pełne piersi, zwieńczone dużymi, brązowymi, sterczącymi sutkami. Wsuwałem powoli język w jej wilgotne wnętrze, poruszając nim w środku i delektując się jej smakiem tak, jak chwilę wcześniej ona delektowała się lodami. Wreszcie wysunąłem język i przejechałem nim ku przodowi, z premedytacją zahaczając o występ skryty między wargami czuły punkt. Przerwałem, skupiając wzrok na jej piersiach.

– Zaczynam dostrzegać góry….

– Liż i nie przestawaj – ton był niemalże rozkazujący. – Reszta może poczekać….

Rozchyliłem językiem jej płatki, sięgając pomiędzy fałdkami do odsłoniętej, nabrzmiałej łechtaczki. Zacząłem trącać ją językiem, by po chwili chwytać ją pomiędzy zęby i delikatnie przygryzać. Znów wsunąłem język do środka, czując jej ciepło. Beata poruszyła biodrami, rozsmarowując swoją wilgoć na mojej twarzy. Nie widziałem jej miny, bo odrzuciła głowę do tyłu. Miałem za to w zasięgu wzroku doskonale wyeksponowane piersi. Puściłem jej pośladki, przenosząc dłonie na jej biust. Był takie miękki, delikatny, nieprawdopodobnie, jedwabiście gładki. Twarde nabrzmiałe sutki ocierały się o wnętrze dłoni.

Beata nagle poderwała się i stanęła nade mną. Jednym zgrabnym ruchem niebieskie majteczki wylądowały na podłodze. Znów nakryła mi twarz swoim tyłeczkiem, tym razem obrócona plecami do mnie. Czułem jak walczy z paskiem i zapięciem spodni. W końcu uwolniła to, co chciała. A ja poczułem ulgę. Jej dłoń objęła mnie i powoli zaczęła poruszać się na członku. Nie trwało to jednak długo. Pochyliła się, eksponując jeszcze bardziej swój tyłeczek.

– No i co z tym wykorzystywaniem? Bo na razie to jakoś nie czuję się specjalnie wykorzystana…

– Najpierw musze wszystko dokładnie obejrzeć, nie wiem jeszcze, jak cię ciąć.

To był cudowny widok. Lśniąca od soków cipka i wyeksponowane brązowe słoneczko. Ze zdwojonym zapałem zabrałem się do pieszczenie jej kobiecości. Ten smak, zapach, chyba nie zapomnę go do końca życia. Wsuwałem język do wnętrza, wodziłem nim po całym sromie, dokładnie zlizywałem soki, zahaczając językiem także o brązową dziurkę.

Beata kontynuowała prace ręczne, połączone z degustacją. Ich skutek musiał widoczny jej odpowiadać, bo mruczała z zadowolenia.

Wsadziłem do jej wnętrza palec, potem drugi. Była niesamowicie wilgotna i rozpalona w środku. Zacząłem nimi poruszać, a okrężnymi ruchami języka pieściłem jej drugi otworek. Naraz poczułem na penisie coś zimnego. Wrażenie było niesamowicie silne, na granicy bólu. Przerwałem zaskoczony.

Beata nałożyła mi na sterczącego fiuta resztę lodów z pucharka. Zaczęła je zlizywać, wodząc językiem w górę i w dół.

– Pomysłów to ci nie brakuje. Próbujesz mnie zamrozić?.

Chciałem sięgnąć po swój pucharek, ale odsunęła go poza mój zasięg.

– Wiesz, musze walczyć o życie… W końcu może jest jakaś szansa, że ucieknę przed tym porankiem w pojemniku…

– To zostawię do krojenia na koniec, takie jest smakowite – powiedziałem, głaszcząc sprężysty pośladek.

Docisnęła cipkę do mojej twarzy. Znów zacząłem pracować językiem. Ona krótkimi ruchami bioder zaczęła mnie przyduszać. Momentami zamierała w bezruchu uniemożliwiając mi oddychanie. Jednocześnie wciąż działała ręką i ustami na moim penisie. Nieubłaganie prowadziła mnie, jak taternika na skraj przepaści. Kiedy mimowolnie zacząłem poruszać biodrami, nagle zeszła ze mnie i położyła się obok. W kącikach ust nadal miał resztki lodów. Całowałem te usta, zlizując lody. Ująłem w dłonie jej piersi, a ona, zwrócona twarzą do mnie, zarzuciła mi nogę na biodro i wprowadziła penisa w siebie.

– Rób to powoli, tak lubię – wyszeptała.

Zgodnie ze wskazówką, zagłębiałem się w nią powolnymi ruchami, ciągle całując usta i drażniąc nabrzmiałe sutki. Jej oddech, na początku spokojny, przyspieszył. Przymknęła oczy chłonąc wrażenia. Czułem, jak spięła mięśnie, szczelnie jak obręcz opinając członka swoją kobiecością. Poruszałem się w niej w powtarzającym się rytmie – kilka powolnych ruchów i dwa, trzy szybkie, jak najgłębsze, uderzając o jej łono. Odpowiedzią były coraz głośniejsze jęki i coraz szybszy oddech.

Otworzyła oczy. Zmieniła pozycję, dosiadając mnie niczym amazonka. Pochylona zatopiła usta w moich i powolnymi, precyzyjnymi ruchami ujeżdżała mnie. Wznosiła się tak wysoko, że mój instrument niemalże wyskakiwał z niej. Gdzieś tam w głębi umysłu, podziwiałem jej wyczucie. To nie ja ją brałem w posiadanie, tylko ona mnie. Jej ruchy, z początku powolne, z każdą chwilą przyspieszały. Wyraz twarzy, narastająca gwałtowność uderzeń bioder, jęk wydobywający się z jej gardła i skurcze pochwy na członku, nie pozostawiał złudzeń. Dobiegliśmy do mety prawie jednocześnie. Opadła, przytulając się do mnie i spazmatycznie łapiąc powietrze. Penis drgał wewnątrz, wypełniając ją spermą

– I kto tu, kogo usiłuje zamordować? – Odezwałem się w końcu, sam nie poznając własnego głosu. Ona jednak milczała, wciąż dochodząc do siebie. Sam miałem wrażenie, że jestem na mecie długiego biegu.

Dotykałem jej piersi, głaskałem po udach i biodrach. Zatapiałem palce we włosach całując usta.

– Beatko…

– Tak?

– To w sumie jest nieprawdopodobny ciąg zdarzeń. Market, spalona kolacja, rozlane wino i ty tu teraz ze mną. Mam wrażenie, że to sen. Za chwile, otworzę oczy i okaże się, że przysnąłem w kuchni, kolacji nie ma. Ty znikniesz , a ja pójdę znowu spać sam i głodny.

– Głuptas jesteś. Siostra powiedziała mi „zostań u niego i sama weź go porżnij na kawałki”. I jestem szczęśliwa, że do tego doszło.. A na dodatek chce jeszcze. A ty?

– Cóż, zrobię wszystko co zechcesz, każdą zachciankę. Do świtu, a potem… – sugestywnie przejechałem kantem dłoni gdzieś na wysokości jej pasa. A w myślach dodałem – dziewczyno, lepiej nie mogłaś trafić.

Nic więcej nie mówiąc objąłem jej piersi. Przejechałem językiem, czując jakie delikatne są w dotyku. Drażniłem, ssąc i delikatnie przygryzającą twarde, nabrzmiałe sutki. Sięgnąłem między jej uda, wsuwając palec w wnętrze, spływające jej sokami i moją spermą. Kciukiem drażniłem łechtaczkę. W końcu przeniosłem dłoń na jej brązowe słoneczko i masowałem je kolistymi ruchami, czując jak zaciska się i pulsuje pod dotykiem palca.

– Tomek, czy możemy spróbować w tyłeczek? – jej głosem, nieco tylko głośniejszy od szeptu, był pełen obawy, ale i podniecenia. – Nigdy tego nie robiłam. Lizałeś mnie tam tak cudownie, to mnie niesamowicie podnieca. Twój język na pośladkach i na dziurce, byłam zaskoczona.

– Chcesz ? To w sam raz zajęcie dla takiego psychopaty jak ja.– Przygarnąłem ja do siebie i pocałowałem.

– Próbowałam parę razy sama, … Ale chcę poczuć, jak to jest być kochaną w tamtą dziurkę? Albo jak to jest, jak ma się zasłonięte oczy, odczucia kiedy jest się zdanym tylko na dotyk i słuch?….. Co cię tak śmieszy? – oburzyła się nagle. Chciała się podnieść, ale nie puściłem.

– Jak mam się nie uśmiechać –odpowiedziałem. – To, co mówisz działa też na moją wyobraźnię. A uśmiecham się, bo nawet jeśli za chwilę wyjdziesz, zostaną mi przemiłe wspomnienia…

Spojrzała uważnie na mnie. Pochyliła się, pocałowała, wsuwając języczek głęboko w moje usta. Ręką uchwyciła moje narzędzie, które znów zaczęło się podnosić i. Przestała całować.

– Będziesz tęsknił za mną?

– Będę. Chyba, że dasz mi adres, to przyjadę.

– To dwieście kilometrów stąd…

– Nie koniec świata… – rzuciłem z udawaną obojętnością. Ale tak naprawdę zrobiło mi się naprawdę smutno.

Przyjedziesz do mnie? Wyjeżdżam pojutrze…

Chyba jednak nie jestem najlepszy w udawaniu. Mój wyraz twarz musiał wszystko pokazywać. Ona przyglądała mi się uważnie. W kącikach ust widziałem tłumiony śmiech. Ona wręcz kpiła ze mnie i nawet tego specjalnie nie ukrywała. Wyłożyłem karty na stół.

– Naprawdę chciałbym być z tobą. Czy to takie dziwne? Sama powiedziałaś, ze rozmawia ci się ze mną, jak byśmy znali się od lat. Ja też mam takie odczucie. I co w tym śmiesznego? Niedługo wyjedziesz, a ja zostanę i będę tęsknił.

Śmiała się już głośno, co parę chwil obdarowując mnie kolejnym całusem.

– Naprawdę będziesz tęsknił? Chciałbyś, żebyśmy byli razem?

– Naprawdę.

– Kochaj się ze mną, teraz. A potem będziemy spełniać wszystkie nasze fantazje… Tą z uwiedzeniem i wykorzystaniem przypadkowej dziewczyny ze sklepu możemy wziąć na pierwszy ogień…

Jej dotyk postawił wszystko we właściwej pozycji. Byłem gotowy do powtórki. Co ze mnie za kretyn? – zganiłem się w myśli. Miałem przy sobie piękną dziewczynę i zamiast cieszyć się jej obecnością, zamartwiałem się już, co będzie dalej. A tu trzeba korzystać z tego, co los przyniósł. Pocałowałem ją i wstałem. Popatrzyła zaskoczona.

– Gdzie idziesz? Co się stało?

– No jak to gdzie? Po nóż. O ile pamiętam, po seksie plan zakłada poćwiartowanie i wyniesienie w kawałkach z mieszkania…

Zostawiłem ją z tą myślą. W to, że połapała się że żartuję, nie wątpiłem.

Wszedłem do łazienki i sięgnąłem po opakowanie kremu. Kiedy wróciłem, niosąc je w ręku, nawet nie próbowała ukryć zaskoczenia. Odłożyłem krem na bok. Objąłem ją i zacząłem całować. Wsunąłem jej język w usta, Beata po chwili zaczęła odwzajemniać pieszczoty. Smakowała malinami, jak lody które jedliśmy. Znów objąłem dłonią jej muszelkę i delikatnie pocierałem. Wsunąłem zagięte palce do wnętrza, a kciukiem masowałem łechtaczkę. Rozchyliła przyzwalająco uda. Pochyliłem się, całując szyję i piersi. Ssałem, przygryzałem i szczypałem sutki. Opadliśmy na kanapę, jej dłoń odnalazła mojego członka i zaczęła się po nim przesuwać. Podniecenie, które nieco opadło po pierwszym przypływie, znów zaczęło narastać.

– Włóż go już, proszę – jęknęła

– Uklęknij – odparłem, delikatnie nakierowując ją dłonią na właściwą pozycję. Przewróciła się na brzuch i uklęknęła, wypinając pośladki. Wprowadziłem go po raz drugi dzisiaj do jej jaskini. Znów objęła go ciasno, intensyfikując doznania. Uczucie było nieziemskie. Jęknęła, kiedy załapałem za biodra. Wdzierałem się w nią, a jej mięśnie powoli się rozluźniały. Przyśpieszyłem, jądra obijały się o jej wargi. Czułem narastające podniecenie, tym razem brałem ją ostro i szybko. Beata coraz głośniej wyrażała swoje podniecenie. Wymierzyłem solidnego klapsa w jej zgrabne pośladki. Okazało się, że ból jeszcze bardziej ją stymulował. Nabrałem kremu na palce i rozsmarowałem na drugiej dziurce. Spowolniłem ruchy w pochwie i masowałem drugi otworek powoli coraz bardziej się w niego zagłębiając. W końcu palec pokonał opór, wchodząc głęboko. Po chwili dołączyłem do niego drugi. Najpierw powoli zagłębiałem się w jej tyłeczek. Z każda chwila przyspieszałem masowanie jej dupki. Wyszedłem z niej, nałożyłem nowa porcje kremu na pulsująca dziurkę Zacząłem napierać mokrym od jej soku członkiem na odbyt. Pokonywałem kolejne centymetry jej dziewiczej dupki. Powolnymi, coraz głębszymi ruchami zdobywałem ją, aż biodra dotknęły pośladków. Uchwyciłem piersi i ściskałem, drażniąc sutki. Pchnięcia stawały się coraz szybsze i bardziej brutalne. Coraz mocniej uderzałem biodrami w jej pośladki. Nasze ciała spływały potem, obydwoje coraz gwałtowniej oddychaliśmy. Czułem, że mój orgazm się zbliża i będzie silniejszy niż kiedykolwiek. Beata już nie pojękiwała, to był jeden przeciągły głośny krzyk. Coś do siebie mówiła, ale nie potrafiłem zrozumieć słów. Ręce miała wyciągnięte do przodu, kurczowo zaciskające się na oparciu, a głowę oparła na kanapie. Tylko tyłeczek trzymała wysoko wzniesiony do góry. Pierwszy strzał wylądował w jej dupce, wywołując moje dreszcze. Wyciągnąłem penisa i zalewałem spermą jej plecy i pośladki. Widziałem jak jej brązowe słoneczko pulsuje, a z cipki wypływają gęste potoki soku. Puściłem biodra, a ona bezwładnie upadła na kanapę. Położyłem się obok niej i całowałem twarz, oczy, usta. Delikatnie głaskałem po plecach. Otworzyła oczy i patrzyła na mnie jakaś nieobecna. Dopiero po dłuższej chwili nieco oprzytomniała, pocałowała mnie mocno w usta.

– Chce jeszcze. To było niesamowite. Nigdy nie przeżyłam takiego orgazmu. Wszystko mnie boli, ale jest tak błogo…

Patrzyłem na nią zaskoczony i bardzo zadowolony jednocześnie.

– Z seksem jest jak z dobrym jedzeniem. Jak chcesz w pełni docenić, nie ma się co spieszyć… Kolacja była, śniadania też masz ochotę spróbować?

– Tak.

– To idziemy pod prysznic. Bo wyssałaś mnie dzisiaj ze wszystkiego. Czy w twojej fantazji było tak, jak tutaj?

Zaczęła się śmiać. Widziałem zadowolenie na jej buzi. Czego mogłem chcieć więcej?

Prysznic w małej kabinie, gdzie mimowolnie ocieraliśmy się o siebie był uroczym dopełnieniem tego, co wydarzyło się wcześniej. Jakieś żarty, podszczypywanie… Napięcie, które zaczęło się, gdy stanęła w drzwiach zniknęło.

Położyliśmy się do łóżka i rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas, zanim zmorzył nas sen.

Leżałem już rozbudzony, gdy do pokoju weszło zjawisko w niebieskich majteczkach, mojej koszuli związanej powyżej pępka, zza której, prowokacyjnie wyglądały śliczne piersi. W rękach niosła tace z jedzeniem.

– Zrobiłam śniadanie.

– Śniło mi się, że się budzę, a ciebie już nie ma. Ciągle wydaje mi się, że za chwile znikniesz.

– No chyba nie tak zaraz. Wyjeżdżam dopiero pojutrze, a potem, za tydzień, przeprowadzam się tutaj. Kupiłam mieszkanie piętro wyżej, akurat nad twoim. Więc gdybyś chciał, to mam jeszcze sporo fantazji do spełnienia…

Spojrzała na mnie z zaciekawieniem, tymi swoimi błękitnymi oczami.

.

W podziękowaniu za cierpliwość i wyrozumiałość dla B. – Autor

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Marzec będzie na NE miesiącem wielu debiutów.

Dziś witamy 48 Autora opowiadań – Batavię, z jego debiutem na naszych łamach. Mamy nadzieję, że jego pisarstwo przypadnie do gustu naszym Czytelnikom!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Bardzo przyjemny debiut, lekkie opowiadanko z obrazowymi opisami. Momentami miałam wrażenie, że autor puszcza do czytelnika oczko 😉

Gratuluję debiutu.
Nie mam niczego przeciwko zdrobnieniom samym w sobie – są nośnikiem emocji i pozwalają na ekspresję uczuć bohatera jednak dla mnie jest ich w tekście zbyt wiele.
I muszę to napisać: kłują w oczy literówki, kropek w interpunkcji jest aż nadto lub niekiedy brak na końcu zdania.
Całość – bardzo lekka opowiastka.

*nic przeciwko

Lekka, przyjemna opowiastka. Rzeczywiście trochę za dużo tych zdrobnień, błędów też sporo… no, ale zobaczymy co autor nam zaserwuje następnym razem 😉

Bardzo dobry debiut. Ciekawe opowiadanie. Gratulacje dla nowego Autora. Ale zdanie „Możemy posiedzieć i pogadać?” pogadać pisze się razem. I jeszcze drobne literówki można znaleźć. Pozdrawiam

Jak wielu autorów tego portalu debiut nowego autora przeczytałem troszke wcześniej. Jednak teraz, po pracy redakcyjnej znacznie bardziej mi się podoba! Batavia przemyślał i doszlifował parę elementów!

Szczególnie spodobało mi się porównywanie bohaterki/zauroczenia narratora do wiśni. Przed oczami momentalnie stanął mi Sted i jego Wiśnia Kandyzowana. Niektóre z pozostałych opisów też brzmią bardziej podobniej do Stachury.

Pozdrawiam nowego Autora.
Może będą z Autora ludzie. Zobaczymy. Ja życzę dobrych pomysłów i udanego samodoskonalenia.
Debiutu nie chcę krytykować. Nie od razu Kraków itd.
Ale mam nadzieję na poprawę. Historii nam tu trzeba mniej banalnych, słownictwa erotycznego mniej grafomańskiego,
a zdrobnienia nawet w pierwszoosobowej narracji są bardziej osobistą potrzebą wyrażenia emocji autora, niż jego bohatera, a już na pewno nie są oczekiwane przez czytelnika. Trzy zdrobnienia w odpowiednio wyeksponowanych miejscach większe zrobią wrażenie niż setka, która wywoła coś na kształt mdłości.
Uśmiechy,
Karel

Aż mdłości? 😉
Uwielbiam tę nadwrażliwość…

Może to tylko moje odczucie, ale to jest tak słodkie, że nie mogę czytać. I jeszcze ta końcówka godna Disney’a. Jak Karel, liczę, że będą z Autora ludzie.

Miło, że do Najlepszej dołączają nowi Autorzy. Różnorodność jest w cenie.
Co do debiutu, cóż, mogło być lepiej, ale patrząc na swój własny pierwszy tekst publikowany na łamach NE, powyższe opowiadanie nie jest złe.
Na przyszłość, zadbaj Autorze o końcówki, notorycznie gubisz ogonki; zamiast „ę” widnieje „e”. Interpunkcja leży i kwiczy. Co to za zwyczaj stawiania kropki po wielokropku, tudzież po znaku zapytania? W niektórych miejscach brakuje przecinków. Didaskalia od sasa do lasa.
Erotyka ociera się miejscami o grafomanię. Prace ręczne, brązowe słoneczko, jaskinia w odniesieniu do pochwy – to tylko pierwsze przykłady z brzegu.
Kilka niezgrabności językowych.

Pracuj Autorze, bo, na moje oko, będą z Ciebie ludzie 🙂

Pozdrawiam,
kenaarf

Dopiero dziś tak naprawdę mam trochę czasu. Dziękuje za krytykę, bo słuszna.
Jeżeli mówisz/piszesz/, że na twoje oko …
Aż strach się bać, zawieść zaufanie.

Chciałem podziękować za to, że znaleźliście chwilę czasu na przeczytanie.
Zdaje sobie sprawę, że zamiast wytknąć dosadnie wszystko to, co złe i nieudolne
oszczędziliście mnie, dając odrobinę nadziei.
Czy jest to jak „cukierek” przesłodzone? — tak i mam tego świadomość
Czy jest to z nutką grafomaństwa? — na pewno tak.
Czy jestem w stanie dorównać autorom, którzy piszą na tej stronie? — nie to niemożliwe.
To tak jakbym miał się wspiąć na Everest. Wy tam już jesteście. Więc pozostaje mi być sobą.
Z szacunkiem i pokorą przyjąć mogę wszystkie uwagi i jeszcze raz Wam podziękować za zaufanie.
Batavia.

Wcale nie musisz wspiąć się na Everest, ale powinieneś chociaż próbować! 🙂

Spróbuję – kupię raki. W końcu tam sam lód i śnieg … jak tutaj. Dzięki

Witaj Batavia. Pozdrawiam i przypominam się z portalu lol.24 Czytelnicy stęsknili sie tam też w oczekiwaniu na twoje nowe opowiadania. Czekają na kontynuację bielizny. Opowiadanie to cieszy się powodzeniem. sprawdź komentarze.Pozdrawiam.

Anonimie2…
Nie liczyłbym na kontynuację. „Bielizna” to zakończony temat.
Może kiedyś pokuszę się o napisanie jej poprawnie i zamieszczenie na NE.
Sam czytając teksty na NE możesz ocenić, jak ułomnym jest tamten tekst.
W końcu dąży się by dorównać najlepszym, a tacy tutaj zamieszczają swoje wycyzelowane pod każdym względem opowiadania.
Pozdrawiam i dziękuje za pamięć.
B.

Napisz komentarz