Różne rodzaje miłości… (Micra21) 3.53/5 (10)

Jezioro Kisajno, wyjście z kanału Łuczańskego, czternasty lipca. Czterdziestojednoletnia Anna, kapitan jachtowy, prowadziła swoje Tango o wdzięcznej nazwie „Bajeczka” w kierunku Sztynortu. W kokpicie siedział z nią niespełna siedemnastoletni syn, Marek. Spędzali wspólnie kolejne wakacje na Mazurach. Od sześciu lat, co roku pływali razem przez miesiąc. To były zawsze ich chwile, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, bez codziennego pośpiechu do szkoły, pracy czy innych zajęć dnia powszedniego. Pogoda piękna, wiał lekki wiaterek ze wschodu. Jacht, nieznacznie pochylony na lewą burtę, płynął cicho na północ. Drobne fale, rozcinane dziobem, pluskały delikatnie o kadłub. W Sztynorcie zamierzali zjeść obiad w tawernie, która oferowała smaczne posiłki dostępne dla kieszeni przeciętnego żeglarza – turysty.

– Mareczku, przejmij ster.

– Już, mamo.

– Kurs na Sztynort.

– Jest, kurs na Sztynort – potwierdził po żeglarsku chłopak. – Ster przejąłem.

– Ster zdałam. – Anna przekazała rumpel synowi.

Położyła się na słońcu. Spod przymkniętych powiek obserwowała swojego kochanego, młodego żeglarza. Marek spokojnie prowadził „Bajeczkę” przez jezioro. Uważnie obserwował inne jachty płynące w pobliżu. Promienie lipcowego słońca pieściły ciepłem zgrabne ciało kobiety. Czas był dla niej łaskawy. Wyglądała na co najwyżej trzydzieści, trzydzieści kilka lat i to pomimo urodzenia dwójki dzieci. Zamknęła oczy i różne myśli zaczęły przechodzić przez jej głowę.

Wspominała męża, z którym pływała wcześniej, córkę. Wyszła za Karola bardzo wcześnie, bo mając zaledwie dziewiętnaście lat, to był syn przyjaciół rodziców,. Razem wyjeżdżali na wakacje, razem chodzili do szkoły, tylko on do klasy o dwa lata starszej. Kochali się „na zabój” i nie wyobrażali sobie życia innego, niż razem.

Siedem lat temu okrutny los zabrał Annie ukochanego męża. Pijany kierowca doprowadził do czołowego zderzenia i Karol zginął, wracając ze służbowego wyjazdu do Berlina. Jako świetny prawnik pracowała w renomowanej kancelarii adwokackiej i nie brakowało jej pieniędzy na codzienne życie. Obydwoje kochali żagle i zaszczepili tę miłość pociechom. Basia zdobyła stopień sternika w wieku niespełna osiemnastu lat, a Marek już miał żeglarza, a w następnym roku zamierzał zdać egzamin na jachtowego sternika morskiego. „Bajeczka” to łódź kupiona za pierwszą premię Karola, po pięciu latach małżeństwa.

Marek zerkał na matkę w białym bikini, bardzo skąpym, którego stanik składał się z dwóch trójkącików, powiązanych cienkimi sznureczkami, a dół ledwo zasłaniał łono. Duże piersi, rozsunięte lekko na boki, nie mieściły się pod materiałem. Tak naprawdę, zasłaniał on tylko brodawki z otoczkami. Wyglądała w tym stroju jak młoda dziewczyna. W siedemnastoletnim ciele chłopaka buzowały hormony. Do tej pory był jeszcze prawiczkiem. Miał dziewczynę, ale poza pocałunkami i delikatnymi pieszczotami nie posunęli się dalej. Matka stanowiła dla niego ideał kobiety i o takiej skrycie marzył. Jej widok spowodował u niego podniecenie, widoczne w obcisłych kąpielówkach. Usiadł tak, żeby nie było tego widać. Wstydził się i nie chciał, żeby zauważyła.

Lekko uchyliła powieki i obserwowała syna za sterem. Nie uszedł jej uwadze widok wzwiedzionego członka. „O czym on teraz myśli?” – zastanawiała się. – „Pewnie tęskni za Klarą. Szkoda, że nie mogła popłynąć z nami, lubię ją. Swoją drogą, ciekawe, jak daleko zaszli we wzajemnych kontaktach.” Zdawała sobie sprawę, że młodzież nie tylko trzyma się za ręce i słodko patrzy sobie w oczy. Sama też, jako nastolatka, robiła różne rzeczy z Karolem. „Pierwszy raz” przeżyła z nim dwa miesiące przed ślubem. Wspominała to, jako piękny akt miłości z ukochanym narzeczonym. Oboje bardzo lubili seks i mieli nań ochotę zawsze, niezależnie od miejsca, pory dnia i innych okoliczności. Można powiedzieć, że byli uzależnieni od seksu. Ale tylko ze sobą, to im wystarczało. I nagle wszystko się urwało. Ułamek sekundy, alkohol i… Koniec. Annie świat się zawalił. Została sama z dwójką dzieci. Od trzech lat nie kochała się z żadnym mężczyzną, poza Adamem, ale była to krótka znajomość. Miała trwać dłużej, ale nie mogli się porozumieć właśnie w kwestii życia intymnego. Po stracie męża poświęcała cały swój czas dzieciom i pracy. Radziła sobie, masturbując się prawie codziennie.

Podniosła głowę i zobaczyła zaczerwienioną twarz Marka. Usilnie wpatrywał się w przestrzeń przed jachtem, jakby chciał udowodnić matce, że bardzo uważa na to, co dzieje się na wodzie. Nie dała po sobie poznać, że cokolwiek dostrzegła. Dopływali do celu. Sternik precyzyjnie dobił do pomostu. Zwinęli żagle i poszli na obiad.

Po południu dotarli do zatoczki na Kisajnie, gdzie zamierzali spędzić noc. Po ustawieniu „Bajeczki” na postój, Anna poszła popływać. Chłodna woda przyjemnie obmywała ciało rozgrzane słońcem. Marek siedział na pokładzie, czytał książkę.

– Chodź – zawołała go matka. – Ochłodzisz się.

– Za moment.

Chłopak skończył rozdział i wskoczył do jeziora. Rzeczywiście, kąpiel była mu potrzebna po gorącym, słonecznym dniu. Przyglądał się pływającej koło niego na plecach kobiecie. Wzgórki piersi wystawały ponad wodę, a sterczące brodawki odznaczały się pod białymi trójkącikami stanika. Prześwitujący, mokry materiał pozwalał zobaczyć też kępkę włosów łonowych pod majteczkami. Udała, że nie widzi świdrujących oczu nastolatka. Marek po chwili do niej dołączył.

Wieczorem siedzieli w kokpicie, patrząc na rozgwieżdżone niebo. Anna pokazywała synowi różne konstelacje widoczne nad głowami. Tłumaczyła zasady określania pozycji astronomicznej, żeby wiedział, jak odnaleźć swoją pozycję na morzu i wyznaczyć właściwą drogę do portu docelowego. Dziś, wobec powszechnej dostępności nawigacji satelitarnej, przy pomocy GPS, żeglarze nieczęsto umieli posługiwać się tradycyjnymi metodami. Marek przyglądał się matce w świetle lampki wiszącej na ścianie kabiny, zarysowi jej piersi pod trykotowym t–shirtem, doskonale widocznemu przy bocznym oświetleniu. Poczuł, że członek rośnie mu w spodniach. Próbował skupić się na astronomii, ale nie dawał rady. Pod pretekstem późnej pory i zmęczenia poszedł do koi. Anna sprawdziła jeszcze, czy kotwica dobrze trzyma i też znikła w kabinie. Przechodząc obok syna, zobaczyła jego otwarte oczy. Zatrzymała się.

– Nie możesz zasnąć?

– Nnnieee… – odparł drżącym głosem

– Coś się stało?

– Nie… tak… – mówił z wyraźną trudnością, po sekundzie wyrzucił z siebie. – Podobasz mi się.

– Chyba zauważyłam to dzisiaj.

– Myślałem, że potrafiłem to ukryć.

– Zapominasz, że matka zauważa więcej niż to, co widzą oczy. Przecież jesteś normalnym nastolatkiem, dorastającym młodzieńcem. Rozmawialiśmy o tym niejeden raz. Z Klarą ci się nie układa?

– Nie, jest świetnie. A dziś dotarło do mnie, że jesteś piękna – odpowiadał, ciągle zdenerwowany.

– Nie mów tak. Jestem twoją matką, a matki mają być aseksualne. Poznałam Klarę na tyle, by móc powiedzieć, że przypomina mnie. I pewnie dlatego to ją właśnie wybrałeś. Podświadomie szukałeś dziewczyny podobnej do matki.

– I to jest moje nieszczęście. Bo cię pragnę, chcę cię dotykać, pieścić, spać z tobą. – Prawie wykrzyczał nagromadzone emocje.

– Przecież to jest niemożliwe, wiesz o tym. – Odwróciła się.

Chłopak zamilkł. Na tym rozmowa się urwała, ale Anna wiedziała, że to jeszcze nie koniec kłopotów. Życząc mu dobrej nocy, poszła do kabiny dziobowej. Nie mogła zasnąć, tak poruszyła ją rozmowa z synem. Cieszyła się z jednej strony, że miał odwagę powiedzieć to wszystko, a z drugiej, bała się swojej reakcji, że ona sama nie wytrzyma już dłużej bez mężczyzny i zrobi coś, czego będzie później żałować. Uświadomiła sobie, że cała ta sytuacja też na nią podziałała, poczuła wypływającą spomiędzy nóg wilgoć. Usłyszała ciężki, sapiący oddech Marka, dochodzący ze środka kabiny i ciche szuranie kołdry. Wiedziała, że on się tam onanizuje. To ją jeszcze bardziej podnieciło. Wsunęła rękę w spodnie od pidżamy, sięgając palcami wejścia do pochwy. Było tam już bardzo mokro i gorąco. Kilkanaście sekund ruchów palcami wyzwoliło silny orgazm, dużo silniejszy, niż zwykle przy masturbacji. Jej ciało domagało się twardego kutasa. W jednej chwili przypomniała sobie seks z Karolem, i jaką dawał jej rozkosz. Musiała się jeszcze raz dopieścić. Dopiero po drugim szczytowaniu zasnęła.

Wczesnym rankiem Anna zajrzała do kabiny, gdzie spał Marek. Widoczne były tylko nogi, wystające spod kołdry. Oddychał spokojnie. Spał głęboko. Zmieniła pidżamę na jednoczęściowy kostium, wzięła kilka swoich rzeczy do prania razem z mokrymi po nocnych przeżyciach spodniami i zeszła do wody. W otworze zejściówki pokazała się zaspana twarz syna.

– Już wstałaś?

– Jak widzisz – odpowiedziała. – Korzystając z dobrej pogody, muszę zrobić małe pranie. Może masz coś do prania? Zostaniemy tu na dwa, trzy dni.

– Nie, dziękuję. To ja przygotuję śniadanie – zaoferował się chłopak.

Cały dzień spędzili na pływaniu, opalaniu się i czytaniu książek. Anna uważnie obserwowała syna. Widziała, jak ukradkiem się jej przygląda, jak w jego oczach migają błyski pożądania. Podniecenie dawało znać o sobie niepokojem w dole brzucha i wilgocią w kroczu. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że jej własny syn staje się dla niej obiektem seksualnych marzeń. Teraz przypomniała sobie różne zdarzenia z ostatnich tygodni, jeszcze w domu. Wrzucając do pralki swoją bieliznę, kilkakrotnie zauważyła wilgotne plamy. Myślała, że woda chlapnęła z umywalki. Teraz dotarło do niej, to Marek onanizował się, używając bielizny matki i zostawiał ślady spermy. Że uprawia masturbację – normalne w jego wieku; że używa jej bielizny – nie szkodzi, można wyprać, ale to jednak trochę dziwne. Sama też onanizowała się od trzynastego roku życia. Gdy zaczęła uprawiać seks z Karolem, przestała. Po jego przedwczesnej śmierci wróciła do masturbacji, nawet kupiła sobie wibrator w kształcie penisa. Leżał głęboko schowany, w miejscu niedostępnym dla domowników. Ze swoimi dziećmi rozmawiała niejeden raz na temat dojrzewania, różnic miedzy kobietą a mężczyzną. Stosownie do wieku, otrzymywali wyczerpujące informacje o życiu intymnym człowieka, że masturbacja to nic złego, bo większość młodych ludzi obojga płci musi rozładowywać pokłady napięcia seksualnego. O tym, że współżycie wiąże się z odpowiedzialnością za tę drugą osobę i nie należy zaczynać zbyt wcześnie. Zarówno Basia, jak i Marek mieli zaufanie do matki i nieraz zwierzali się jej z różnych swoich problemów, wspólnie szukając dobrego rozwiązania. Strata ojca spowodowała jednak szybsze dorastanie obojga.

Wieczorem, siedząc w kokpicie oświetlonym srebrzystym blaskiem księżyca, Anna sama zaczęła rozmowę z Markiem.

– Wczorajsza nasza rozmowa i twoje wyznanie nie dały mi spać. – Zwróciła na syna swoje ciemne oczy. – Długo rozmyślałam. Jesteś już prawie dorosły i chyba mogę z tobą rozmawiać otwarcie. Wiesz, że seks to wyraz głębokiej miłości dwojga ludzi.

– Wiem. – Niespodziewanie objął matkę i pocałował w usta.

– Nie. – Próbowała się bronić, w głębi duszy jednak tego chciała.

– Kocham cię, kocham! – wysapał w przerwie pocałunku.

Nie puszczał. Jego ręka powędrowała na piersi kobiety. Anna jeszcze walczyła z Markiem, lecz jej opór malał z każdą sekundą. Pragnienie seksu z młodym mężczyzną zaczynało brać górę nad rozsądkiem.

– Nie wolno nam…

– To będzie tajemnica, tylko nasza – zapewnił.

Nie przestawał pieścić matki przez koszulkę. Brodawki natychmiast stanęły „na baczność”, tworząc małe wypukłości na materiale. Zaczęła oddawać pocałunki. Rozum się wyłączył, zawładnęło nią ciało, żądne miłości mężczyzny. Nieważne, że to jej syn, że to niemoralne. W tej chwili liczyły się tylko doznania seksualne. Dotknęła Marka, poczuła twardego, podniesionego do góry penisa. Jednym ruchem zdjęła koszulkę, uwalniając swoje dorodne, jędrne piersi. Jej ręka wsunęła się do spodni i ścisnęła członka, a druga zaczęła je zsuwać. Na chwilę przestali. Błyskawicznie zrzucili resztę ubrań i wpadli do kabiny, tuląc się i pieszcząc. Anna objęła ustami sterczące przyrodzenie i zapamiętale lizała. Poczuła między nogami palce syna, szukające łechtaczki, dotknięcie wyzwoliło jęk przyjemności. Szarpnęła biodrami do góry, równocześnie prosząc, żeby nie przestawał. Sama nadal pieściła ustami kutasa. Lubiła to, a od trzech lat nie zaznała tej przyjemności. Wystarczyło kilkanaście sekund, żeby wytrysnął. Równocześnie gorąca i mokra pochwa atakowana była przez palce chłopaka. Rozpalona kobieta kilka chwil później eksplodowała niesamowitym orgazmem. Opadli zmęczeni na materac. Ale jeszcze im było mało. Członek młodzieńca nie opadał, a i ona chciała jeszcze. Dla nich przestał liczyć się czas, okoliczności, czy miejsce. Dopadło ich zwierzęce wprost pożądanie. Pieścili się nadal.

– Wejdź we mnie – szepnęła i rozchyliła uda.

Chłopiec wsunął członka w śliskie i gorące wnętrze. Pierwszy raz w życiu doznał uczucia otoczenia go miękkimi, pulsującymi ściankami kobiecej pochwy. Poruszał się w niej jeszcze trochę nieporadnie, ale Anna pomogła mu, nadając odpowiednie dla siebie tempo. Nie mogła powstrzymać głośnych jęków rozkoszy, cała drżała z rosnącego podniecenia. Osiągnęła orgazm chwilę po Marku, głośno krzycząc i wijąc się po łóżku. Przytrzymała młodego mężczyznę na sobie jeszcze długą chwilę. Wolno wracali do rzeczywistości po tych szalonych przeżyciach. Po kilku minutach, zmęczeni gorącym seksem, zasnęli.

Wczesnym rankiem słońce wesoło zaglądało do kabiny przez okienka w burtach łodzi. Wstawał nowy dzień. Anna otworzyła oczy i zobaczyła śpiącego obok niej, nagiego Marka. Po chwili dotarło do niej, co zrobili poprzedniego wieczora. Targały nią sprzeczne uczucia, z jednej strony złość i obawa, bo to przecież jej syn, a z drugiej, zadowolenie z seksualnego spełnienia. O ciążę się nie obawiała, bo stale brała tabletki antykoncepcyjne. Postanowiła porozmawiać z Markiem, jak się obudzi.

Lipcowe słońce, mimo wczesnej godziny, nagrzewało kabinę. Marek odwrócił się na plecy i odsunął kołdrę. Matka zobaczyła jego penisa w porannym wzwodzie. Znów nadeszło szaleńcze pożądanie. Zaczęła całować go i pieścić językiem. Z mężem uwielbiali takie przebudzenia. Poranne zbliżenia, lub pieszczoty oralne były dla nich prawie codziennością. Nieświadomy niczego chłopak pojękiwał przez sen. Anna poczuła, że robi się bardzo mokra. Sięgnęła dłonią do pochwy, wsunęła najpierw dwa, a później trzy palce i pieściła się nimi, nadal z synowskim kutasem w ustach. Po niedługim czasie obojgiem targnął spazm rozkoszy. Marek przebudził się i jęknął:

– O, jak dobrze.

Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, co się dzieje. Zobaczył nagą matkę leżącą obok.

– Mamo, co robisz? – zapytał zmieszany.

– Już nie śpisz? – Kobieta odskoczyła. – Pamiętasz, co zrobiliśmy wczoraj?

– Chyba kochaliśmy się… – odpowiedział niepewnie.

– Ale nam nie wolno. To się nie powinno stać – Anna mówiła to bardzo zdenerwowana.

– Mnie też jest głupio, ale stało się… – dodał drżącym i cichym głosem.

– Wczoraj złamaliśmy wszystkie zasady. Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło, że dałam się tak sprowokować.

Rozmawiali jeszcze długo, zapominając o śniadaniu. Zdenerwowanie Anny powoli ustępowało. Tłumaczyła sobie, że nikogo nie skrzywdzili. Obawiała się wyjścia na jaw tego, co zrobili. Marek obiecał jej, że nigdy nikomu nie powie, co się wydarzyło w czasie tych wakacji. Patrząc jej w oczy, nieśmiało poprosił, żeby nauczyła go wszystkiego, co dotyczy seksu. Czując jeszcze wewnętrzny opór, jednak zgodziła się. Zatoczka leżała z dala od szlaków turystycznych. Osłonięta trzcinami, pozwalała na całkowitą swobodę pary, teraz już kochanków.

Od tego dnia życie Anny i Marka zmieniło się diametralnie. Przynajmniej w czasie rejsu po Mazurach. Przestała ich krępować wzajemna nagość. Spali razem w koi dziobowej, kochając się co noc, nawet po kilka razy, a czasem też w ciągu dnia. Matka nauczyła swojego prawie dorosłego syna „mapy erotycznej” kobiecego ciała. Pokazała, jak pieścić najwrażliwsze punkty. Chłopak okazał się bardzo pojętnym uczniem i pod koniec wspólnych wakacji potrafił doprowadzić matkę–kochankę do szalonych orgazmów. Siedemnastoletni młodzieniec miał prawie niespożyte siły, a głodnej seksu wdowie też ciągle było mało. Po kilku takich nocach jej krocze zaczerwieniło się i napuchło, więc musiała zrobić przerwę. Powiedziała o tym, ale mimo tego dalej miała ochotę na igraszki. Postanowiła pokazać Markowi miłość analną. Jej sprawiała ona ogromną satysfakcję, bo stanowiła jeden z ulubionych sposobów uprawiania seksu z Karolem. Młody człowiek nauczył się delikatnie pokonywać opór zwieracza podczas wchodzenia w ciasną i wrażliwą dziurkę, żeby nie sprawiać bólu partnerce.

Któregoś ranka Marek obudził się wcześniej. Wschodzące słońce ostrym promieniem zaświeciło w oczy chłopaka. Anna spała na plecach z uniesionymi i rozchylonymi udami. Młodzieniec delikatnie podniósł się na koi i obserwował matkę. Dotykiem poznał już wszystkie zakamarki jej ciała, ale bardzo pragnął zobaczyć z bliska, jak wygląda miejsce dające tyle rozkoszy, a równocześnie droga jego wyjścia na świat. Powoli zaczął przyglądać się lekko zarośniętym, jeszcze błyszczącym po nocnych zabawach, wargom pomiędzy udami. Doszedł go zapach podnieconej kobiety. Ciekawość, jak smakuje, kazała mu dotknąć sromu językiem. Kobieta drgnęła i poruszyła biodrami. Pomyślał sobie, że skoro palcami go pieści, to język będzie równie dobry. Rozsunął nim różowe płatki i dotarł do częściowo wysuniętej łechtaczki.

– Oooo…! Nie przestawaj – usłyszał westchnienie.

– Tak ci dobrze? – Podniósł głowę.

– Cudownie – odpowiedziała. – Daj mi do ust swojego kutasa.

Marek położył się na niej, nie przestając pieścić łechtaczki. Nowe doznania spowodowały jego szybki orgazm. Anna nie wypuszczała członka, wysysając resztki spermy. On jeździł nadal językiem po wewnętrznych wargach sięgając w głąb kobiecości kochanki. Po chwili zaciskające się na głowie uda, pulsująca na języku pochwa i nagły wypływ śluzu dały mu odczuć szczytowanie kobiety. Podniósł się i położył głowę na piersiach matki.

– Dobrze smakujesz – powiedział – tak trochę słono, a trochę kwaśno. Podoba mi się.

– Naprawdę? – niedowierzała.

– Oczywiście, smak i zapach intymny kobiety działa na mnie niesamowicie.

Pocałowała go, bez oporu przylgnął do warg i poczuł smak swojej spermy, ale mu to nie przeszkadzało. Jeszcze chwilę leżeli, ale głód i poranna potrzeba wygoniły ich z łóżka.

Nieubłaganie zbliżał się koniec wspólnej włóczęgi po jeziorach. Marek przeczuwał, że w domu nie będą mogli kontynuować tego, co zaczęło się tutaj. Anna myślała o tym samym, ale trochę inaczej. Doszła do wniosku, że dość już samotności, dzieci dorosły i musi poszukać własnego szczęścia, a chłopak niech zajmie się Klarą. To jest dla niego właściwa partnerka. A ona przestanie być niedostępną wdową.

Nadeszła ostatnia noc przed powrotem do codzienności. Nie mieli czasu spać, chcieli nasycić się sobą na zapas. Kochali się na wszelkie możliwe sposoby, nawet nie mogli policzyć ile razy, bo to był nieustanny prawie orgazm u niej, a Marek już nie mógł, nawet on, który dotychczas dotrzymywał kroku swojej wiecznie napalonej matce. Dopiero po wschodzie słońca oddali się w objęcia Morfeusza. Po paru godzinach Anna pierwsza podniosła głowę. Znów zobaczyła stojącego, nabrzmiałego członka. Nie mogła powstrzymać żądzy. Wzięła kutasa do ust, ssąc zapamiętale. Marek, obudzony w tak przyjemny sposób, złapał matkę za biodra i ułożył na sobie, żeby mieć dobry dostęp do gorącej i spływającej sokami kobiecości. Ich ciałami targnął ostatni, wspólny, orgazm.

Po śniadaniu przygotowali „Bajeczkę” do rejsu powrotnego. W Warszawie czekała na chłopca Klara. Na sierpień wybierali się razem w Bieszczady, z jej dziadkami.

Nadszedł sierpień. Anna, po rejsie z synem, wróciła do pracy. Marka wysłała z Klarą i jej dziadkami w Bieszczady. Samotne wieczory spędzała w domu, rozmyślając o tym, co zaszło na jachcie. Ciągle nie mogła uwierzyć, że dała się ponieść pożądaniu. Czy nie zrobiła synowi krzywdy? Wydawało się, że nie, ale pozostał jakiś trudno uchwytny osad w sercu.

W połowie miesiąca szef zorganizował spotkanie z ważnym klientem. Poprosił Annę o przygotowanie dokumentów i obecność przy rozmowach, zaplanowanych na piątkowe południe, a potem na późnym obiedzie w restauracji. Początkowo nie chciała pójść, ale po dłuższym namyśle zgodziła się.

Na tę okazję założyła nową sukienkę, do kolan, w kolorze kawy z mlekiem, dopasowaną, ale niezbyt obcisłą, podkreślającą jej kobiece kształty, do tego brązowe szpilki i biały żakiet. Całość tworzyła bardzo twarzowy i elegancki zestaw, w sam raz na popołudniowy obiad w dobrej restauracji.

Jednym z uczestników spotkania był Jerzy, dyrektor ekonomiczny firmy handlowej, wysoki, czterdziestoletni mężczyzna. Prawniczka ceniła go jako partnera do interesów, uważała za kulturalnego i błyskotliwego człowieka. Razem z nim przyszedł Tadeusz, prezes tej samej firmy, starszy, szpakowaty facet. Na obiad szefowie pojawili się z żonami, tylko Anna i Jerzy bez osób towarzyszących. Po godzinie atmosfera zaczęła się robić swobodniejsza. Rozmowy zeszły na tematy bardziej prywatne. Anna siedziała obok Jerzego, prowadząc niezobowiązującą rozmowę o wychowaniu dzieci, poziomie szkół i uczelni. Równocześnie intensywnie zastanawiała się, dlaczego taki przystojny mężczyzna, jak on, jest tu sam.

– Pani Anno, mogę o coś zapytać? – odezwał się cicho.

– A o co chodzi? – Zaciekawiona zwróciła twarz w jego kierunku.

– Dlaczego jest tu pani sama?

– Bo nie mam męża. Zginął siedem lat temu w wypadku i mieszkam tylko z synem.

– To przykre – powiedział Jerzy ze smutkiem.

– To ja teraz zadam panu to samo pytanie. Można?

– Pięć lat temu moja żona zmarła na raka trzustki. Sam wychowuję Iwonkę, pomaga mi wspaniała mama mojej żony. Wie pani, samotnemu mężczyźnie trudno jest wychowywać dorastającą dziewczynę.

– Rozumiem, bo ja jestem w podobnej sytuacji. Mam dwudziestoletnią córkę i siedemnastoletniego syna. Muszę sobie radzić, ale pomagają mi zarówno rodzice, jak i teściowie. Basia studiuje prawo na Uniwersytecie Warszawskim, mojej dawnej uczelni.

– Moja Iwonka też myślała początkowo o prawie, ale w końcu złożyła podanie na Uniwersytet Medyczny. Bardzo lubi pomagać innym. Świeżo zdała maturę z bardzo dobrymi ocenami.

Rozmawiali nachyleni ku sobie. Bliskość tego mężczyzny powodowała sprzeczne myśli – z jednej strony emanował spokojem, a z drugiej, coś przyciągało jak magnes do niego. Annie zrobiło się gorąco, ręce jej drżały i poczuła wilgoć w majtkach. Ten facet wzbudził w niej pożądanie, skonstatowała. Uderzyło to w nią niesamowicie mocno, przestraszyła się, że nie zdoła opanować emocji. Dawno już nie miała intymnego kontaktu z nikim, nie licząc wakacyjnego przeżycia z Markiem. Szef prawniczki uregulował rachunek i prezesi zaczęli się żegnać. Jerzy zaoferował Annie, że odwiezie ją do domu. Zanim zdążyła pomyśleć, już się zgodziła. W samochodzie obydwoje milczeli przez całą drogę do jej domu. Dopiero przy pożegnaniu zapytał, czy da się zaprosić jutro na kawę. Znów, bez namysłu wyraziła zgodę. Po chwili zreflektowała się: „Co ja robię?”, ale poprosiła go o numer telefonu, tłumacząc, że nie może dać teraz wiążącej odpowiedzi. Obiecała zadzwonić wieczorem. Wymienili numery komórek i pożegnali się.

W domu zdjęła sukienkę i usiadła w samej bieliźnie przy biurku, chowając twarz w dłoniach. Rozmyślała o Jerzym, o swoim nim zainteresowaniu, o tym, co usłyszała w czasie obiadu. Wspomniała Adama, wydawałoby się, miłego mężczyznę. Dał się poznać jako kulturalny, inteligentny człowiek. Rozwiódł się rok wcześniej, bo żona go nie rozumiała, jak twierdził. Dzieci nie mieli. Podobno rozstali się w zgodzie. Dzieci Anny go zaakceptowały. Zamieszkał w ich domu. Rozbudził w niej uśpioną seksualność. Kochali się dość często, ale tylko wtedy, gdy on chciał. Na próby zainicjowania seksu przez partnerkę nie reagował, albo wręcz odmawiał. Wkrótce zaczął pokazywać swoją prawdziwą twarz. Miał pretensje o późniejsze powroty z pracy, o telefony innych, nieważne, mężczyzn czy kobiet. Ciągle powtarzał, że nie powinna tyle pracować, bo on utrzyma rodzinę. Według niego, kobieta powinna dbać o dom, czekać na mężczyznę z obiadem i nie mieć swoich przyjaciół, czy nawet znajomych. Wyjście z domu tylko z nim i pod jego opieką. Po miesiącu Anna miała dość tych zastrzeżeń. Powiedziała mu, że albo zmieni swoje podejście, albo muszą się rozstać, ona z pracy nie zrezygnuje i będzie spotykać się z kim chce, bo nie jest niewolnicą. Domyślała się, że to był prawdziwy powód rozstania z poprzednią żoną. Jeszcze próbował ją przekonywać, ale twardo mówiła – nie będzie siedziała w domu, bo lubi swoją pracę i nie zamierza rezygnować dla jego kaprysu. Nie po to kończyła studia, żeby teraz to zaprzepaścić. Rozstali się.

Po tej nieudanej próbie na długi czas przestała myśleć o jakimkolwiek mężczyźnie. Zraniona i znowu samotna, poświęciła całą swoją energię wychowaniu dzieci. Do dzisiaj. Ten dzień zdawał się wywracać do góry nogami całe jej dotychczasowe życie. Jerzy też jest sam i pewnie potrzebuje kogoś. Dół brzucha ogarnęło przyjemne mrowienie. Wspomnienie popołudniowego spotkania i rozmowy spowodowało u niej nagłą chęć na seks z nim. Nie umiała sobie tego wytłumaczyć. Chyba tym, że podczas rejsu z Markiem jej seksualność została ponownie rozbudzona. Anna położyła bezwiednie rękę między uda. Poczuła wilgoć i gorąco pod bielizną. Wsunęła dwa palce pod materiał, sięgnęła do mokrej i śliskiej łechtaczki. Dreszcz przyjemności wstrząsnął jej ciałem. Masowała ją do chwili, gdy spazm orgazmu wygiął plecy tak, że o mało nie spadła z krzesła. Krzyk rozkoszy rozległ się w pustym domu. Przestraszyła się, że ktoś usłyszy. Przez lata nauczyła się panować nad głosem w takiej chwili. Nie mogła przecież jęczeć czy krzyczeć przy dzieciach. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, że jest sama. Marek wyjechał, a Basia mieszka z Darkiem. Oprzytomniała i postanowiła zadzwonić do syna, żeby porozmawiać o Jerzym.

– Marek, cześć.

– Cześć, mamo.

– Jak wam jest? Macie dobrą pogodę?

– Prawie cały czas świeci słońce. Dzisiaj pływaliśmy na żaglówce.

– Mam nadzieję, że w kapokach. – Doświadczona żeglarka nie mogła powstrzymać uwagi o bezpieczeństwie.

– Oczywiście – zapewnił.

– A jak dogadujecie się z dziadkami?

– Świetnie, są przemili, dają nam dużo swobody. Właśnie dzięki panu Antoniemu mamy do dyspozycji łódkę. Jego sąsiad dał nam do dyspozycji Maka 606 na prawie dwa tygodnie. Jutro płyniemy z Klarą na wyspę, zostaniemy tam do niedzieli.

– Tylko bądź uważny i dbaj o swoją dziewczynę.

– Przecież to oczywiste – zapewnił matkę. – Mamo, jest jeszcze jedno…

– Coś się stało? – Anna wyczuła niepokój w głosie Marka.

– Nie… nic… – mówił niepewnie – a właściwie stało się… my z Klarą…

– Spaliście ze sobą. – Domyśliła się.

– Taaak…

– Mam tylko nadzieję, że nie wrócicie z tego wyjazdu we trójkę. – Jej głos był wyjątkowo spokojny.

– Mamo, wiemy, co to antykoncepcja.

– Dobrze, porozmawiamy, jak wrócicie. Ja dzisiaj kogoś poznałam. A właściwie znam go już parę lat. To klient naszej kancelarii. Byliśmy w restauracji na służbowym obiedzie i rozmawialiśmy trochę. Zaprosił mnie na kawę, jutro. – Wyrzuciła z siebie wyznanie.

– To idź. Musisz mieć kogoś, z kim możesz się spotkać, pogadać, a może nie tylko…

– O czym ty mówisz!? – Udawała oburzenie.

– Mamo, mam siedemnaście lat, nie jestem już małym chłopcem. Nieraz rozmawialiśmy o tym z Baśką, że powinnaś sobie kogoś znaleźć. Wiem, że nadal kochasz tatę i nic tego nie zmieni. Jeżeli ten facet zaakceptuje cię taką, jaka jesteś, to my nie mamy nic przeciwko.

– Nie spodziewałam się, że jesteście już tacy dojrzali. Kocham was bardzo, przez te ostatnie lata byliście moją podporą. To dzięki wam nie załamałam się. I jeszcze teraz takie słowa! – odpowiedziała, wzruszona postawą dzieci. – Ten facet, jak go nazwałeś, ma na imię Jerzy i nie będę ukrywać, spodobał mi się.

– To się nie zastanawiaj za długo, tylko idź – powiedział dobitnie. – Dobranoc.

– Dzięki, dobranoc, ucałuj Klarę i jej dziadków.

Anna usiadła na kanapie ze szklanką soku w ręce. Sięgnęła po telefon, odnalazła numer Jerzego i napisała krótkie zdanie: „Czekam jutro o 16.00 przed domem. A.” Za kilka chwil komórka piknęła cicho, oznajmiając nadejście wiadomości. Dwa słowa: „Będę. Jerzy”. Tylko dwa słowa, a wywołały szybsze bicie serca i ponowne mrowienie w podbrzuszu.

Tej nocy spała mocno. W sobotni poranek otworzyła oczy i zobaczyła słońce zaglądające wesoło do sypialni. Ogarnęła ją radość z nowego dnia, ale i niepokój przed spotkaniem. Wstała z łóżka wypoczęta i zadowolona. Zaparzyła kawę w ekspresie i zjadła śniadanie. Miała teraz czas tylko dla siebie. Postanowiła wziąć długą, gorącą kąpiel. Nalała swój ulubiony płyn, pachnący cedrem, i puściła wodę. Naga stanęła przed dużym lustrem w łazience. Zobaczyła w nim dojrzałą, zgrabną kobietę z dużymi, ale nie obwisłymi jeszcze piersiami, lekko zarysowanym brzuszkiem, ładnie zaokrąglonymi biodrami i długimi nogami. „Muszę zacząć chodzić na gimnastykę, bo obrosnę tłuszczem” – zabrzmiało w jej głowie. Weszła do wody, położyła się, wystawiając tylko głowę nad cedrową pianę, zamknęła oczy i wyobraziła sobie Jerzego, patrzącego na nią. Znajome mrowienie dało znać o sobie spomiędzy ud. Wsunęła dłoń i rozchyliła płatki wewnętrznych warg. Dwa palce gładko wśliznęły się do gorącego i wilgotnego wnętrza, sięgnęły daleko w głąb pochwy. Ułożyła rękę tak, żeby równocześnie kciukiem drażnić łechtaczkę. Ciało drżało po wpływem tych pieszczot, zaczęła jęczeć z rozkoszy. Początkowo cicho, ale po chwili z ust wydobywały się coraz głośniejsze okrzyki. Tym razem się nie hamowała, w końcu była sama w domu. Po kilku minutach osiągnęła szczyt, niekontrolowane skurcze całego ciała spowodowały zalanie sporej części podłogi. Dochodząc do siebie, zobaczyła przed oczami obraz Jerzego, leżącego obok, w dużej, trójkątnej wannie, i pieszczącego ją delikatnie po spełnieniu. W tym momencie pomyślała: „Chyba prześpię się z nim, zobaczymy jak będzie, może coś z tego wyniknie dalej”. Pragnęła go bardzo mocno.

Skończyła kąpiel, wtarła w lekko wilgotne ciało cedrowy balsam i w cienkim szlafroku zaczęła szukać ubrania na dzisiejsze popołudnie. W szufladzie komody znalazła nowy komplet bielizny, kupiony w poprzednim roku, jako prezent gwiazdkowy dla siebie. To był chwilowy kaprys, kolor materiału ją zauroczył. Później nawet nie chciała zobaczyć, jak wygląda w tym zestawie. Wrzuciła go do szuflady i zapomniała. Teraz otworzyła pudełko, wyciągnęła z niego piękny, bordowy stanik z cienkiej, połyskliwej koronki i majteczki w formie kusych, obcisłych szorcików z tego samego materiału, z jedwabną wstawką w kroku. Całość była mocno prześwitująca, nawet gładka wstawka w majteczkach. Do tego zestawu Anna przygotowała wąską, brązową spódniczkę do połowy uda i cienką bluzkę bez rękawów, w kolorze miodu. Do kompletu postanowiła założyć szpilki, te same, które miała wczoraj.

Po obiedzie zaczęła zakładać przygotowane rzeczy, co chwilę spoglądając w duże lustro na drzwiach szafy w sypialni. Zrobiła jeszcze bardzo delikatny, prawie niezauważalny makijaż.

Za pięć czwarta jej telefon cichym brzęknięciem zaanonsował nadejście sms–a: „Jestem już. J.” Szybko odpisała: „Wychodzę”. Jerzy przywitał Annę bukietem czerwonych tulipanów i pocałunkiem w podaną dłoń.

– Może pan zaczekać chwilkę? Wstawię kwiaty do wody w domu, szkoda, żeby zwiędły, są śliczne.

– Oczywiście – odpowiedział. – Pięknie pani wygląda.

– Dziękuję, wracam za dwie minuty.

Pojechali na Starówkę. Na Piwnej weszli do „Gwiazdeczki”, małej kawiarenki z ogródkiem pod szklanym dachem. Akurat w rogu był wolny stolik. Czekając na kelnerkę, Anna przyglądała się Jerzemu. Regularne rysy, ciemne oczy i lekko siwiejące skronie nadawały mu wygląd nobliwego, pociągającego mężczyzny. Przechodziły ją dreszcze, jak tylko spojrzała na twarz swego towarzysza. I na dodatek to ciągłe mrowienie między nogami. Już czuła, że jest wilgotna, podniecona.

– Na co ma pani ochotę? – Z zamyślenia wyrwał ją głos Jerzego, gdy do stolika podeszła kelnerka.

– Duże espresso i mały kieliszek koniaku.

– A jakieś ciastko?

– Tort węgierski, jeśli jest.

– Dla mnie to samo, tylko bez koniaku.

Czekali bez słowa na zamówienie. Anna przerwała ciszę. Postanowiła nieco przejąć inicjatywę, przynajmniej na chwilę.

– Panie Jerzy, może przestaniemy tak „panować” sobie, nie jesteśmy w pracy.

– Zgoda. Sam nie wiedziałem, jak to zasugerować. Mężczyźnie nie wolno proponować kobiecie przejścia na „ty”.

– Właśnie, dlatego ja to zrobiłam – odparła z uśmiechem. – Anna.

– Jerzy, może być Jurek.

Przypieczętowali to pocałunkami w oba policzki. Siedzieli w tej kawiarence ponad dwie godziny, rozmawiając o wszystkim. Telefon Anny dał sygnał nadejścia sms–a. Odebrała: „I jak? Basia”. Szybko odpisała: „Skąd wiesz?” Po kilku sekundach dostała odpowiedź: „Marek dzwonił. Baw się dobrze. Jutro zadzwonię. B.” Jerzy uważnie obserwował towarzyszkę. Zastanawiał się, co kryje się za tą uśmiechniętą twarzą.

– Jerzy, moje dzieciaki są na wakacjach, mam czas do jutra… – Anna zawiesiła głos. – Może zjadłbyś ze mną kolację, trochę mi smutno…

– Czemu nie. Może pojedziemy do jakiejś przytulnej restauracji, znam taką, niedaleko. Mają tam świetnego kucharza.

– Nie, mam lepszy pomysł – odpowiedziała drżącym od emocji głosem. – Zapraszam do mnie, porozmawiamy spokojnie, napijemy się wina.

– Dobrze – odparł krótko. – Tylko ja nie będę mógł pić, samochód.

– Ale ja mam ochotę, na czerwone.

Pojechali na Mokotów, gdzie Anna miała dom z ogrodem. Po drodze kupili wino, australijskie Shiraz, łagodne w smaku i przyjemne do popijania. Prowadząc samochód, Jerzy zastanawiał się nad swoją pasażerką. Ciągle nie mógł rozgryźć tej kobiety. Przez te lata wspólnej pracy zdawała mu się zimną, wyrachowaną prawniczką, nie szukającą rozrywek ani przygód, a teraz widział kogoś zupełnie innego. Nie wiedział, czego może się spodziewać. „Co ma być, to będzie” – pomyślał.

Annę z kolei nurtowały wątpliwości – „Co ja robię, zapraszam obcego człowieka do domu. Chyba zwariowałam” – Ale szybko odrzuciła te myśli. Chciała seksu z Jerzym i dopuszczała taką możliwość, że może się to stać dzisiejszego wieczora. Po ostatnich przeżyciach z Markiem w czasie wakacji, samotna masturbacja przestała jej wystarczać. Zapragnęła miłości dojrzałego mężczyzny.

Dotarli wreszcie do domu, Anna zaprosiła gościa do salonu, a sama poszła do kuchni, przygotować coś do jedzenia. Po chwili jednak Jerzy podszedł do niej, popatrzył głęboko w oczy i bez słowa pocałował. Nie stawiała oporu, tylko mocno przylgnęła ustami do jego warg. Świat zawirował, a języki splątały się. Nagle oderwała się i spojrzała na niego uważnie.

– Słuchaj, nie jestem przygodą na jedną noc – powiedziała szeptem. – Znasz moją historię, ja znam twoją. Podobasz mi się i myślę, że mnie nie skrzywdzisz.

– Tak, masz rację – odparł nie wypuszczając jej z objęć. – Wiemy o przeszłości i to dodatkowo powoduje we mnie chęć zaopiekowania się tobą.

Anna poczuła zgrubienie w spodniach mężczyzny. Zrobiło się jej przyjemnie, że jeszcze działa na płeć przeciwną. Poprosiła gościa, żeby otworzył wino i chwilę zaczekał, aż ona dokończy kolację.

– Korkociąg jest w szufladzie pod barkiem – poinformowała.

– Dobrze.

Po kolacji usiedli na kanapie, Jerzy objął Annę ramieniem i zaczął mówić, że już dawno zwróciła jego uwagę. W czasie spotkań w kancelarii zauważył obrączkę na serdecznym palcu lewej dłoni. Zastanawiał się, dlaczego, przecież w Polsce nosi się obrączkę na prawej. Teraz zrozumiał, to był sygnał, że nie ma męża, ale wcześniej go miała i nie jest jeszcze gotowa na nowy związek. Kobieta drżała pod jego dotykiem. Poczuł to. Zaczęli całować się tak zachłannie, jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata. Anna pospiesznie rozpinała jego koszulę. On nie pozostał dłużny, ściągnął z niej bluzeczkę i położył dłonie na piersiach, masując przez koronkowy stanik. Brodawki natychmiast stwardniały pod tym dotykiem. Pociągnęła partnera w kierunku sypialni. Pozbyli się reszty ubrań i padli na materac spleceni uściskiem. Bez żadnej gry wstępnej, natychmiast, zapragnęli połączyć się w miłosnej ekstazie.

– Chodź do mnie. – Rozłożyła szeroko uda.

Jerzy wsunął sztywnego penisa od razu głęboko. Poruszał się szybko, za każdym razem wbijając go najgłębiej, jak mógł. Po kilku minutach zamarł i spojrzał Annie w oczy.

– Co jest? – zapytała.

– Nie mamy zabezpieczenia.

– Możesz kończyć we mnie. Biorę tabletki.

Długotrwały brak seksu spowodował, że doszedł szybko, przed partnerką, ale tylko sekundy dzieliły ich orgazmy. Anna mocniej objęła nogami jego biodra i pod wpływem pulsowania członka wzniosła się na szczyt. Ciałem wstrząsały skurcze, a z gardła wydobył się przeciągły jęk rozkoszy. Jerzy padł na nią, ciężko dysząc. Nie wypuszczała go z uścisku nóg, chciała, by trwało to w nieskończoność. Ciężar kochanka przypomniał jej dawno nie odczuwaną radość z leżenia pod mężczyzną. Właśnie takie zakończenia lubiła. Uwielbiała ten nacisk, lekko tylko zmniejszony podparciem na łokciach. Było jej tak dobrze, że odpłynęła na kilkanaście sekund.

– To było niesamowite, dawno nie przeżyłam czegoś takiego – szepnęła ucha Jerzego.

– Ja też – odpowiedział cicho. – Jesteś cudowna.

– Zostań do jutra.

– No nie wiem, muszę pomyśleć – droczył się z nią.

Leżeli w milczeniu, przytuleni do siebie. W głowie Anny szalały różne myśli. Miała wątpliwości, czy dobrze zrobiła. Z jednej strony wyrzucała sobie, że wpuściła innego niż Karol, mężczyznę do swojego domu, do łóżka, a z drugiej cieszyła się z tego. Pocałowała Jerzego w usta, oddał pocałunek i powiedział, że chce zadzwonić do Iwony, uprzedzić, że wróci późno, może nawet jutro. Wstał i nie zakładając nic na siebie, poszedł do salonu po telefon. Wracając do sypialni, zabrał po drodze resztę wina. Anna leżała na prześcieradle, niczym nie przykryta. Na widok mężczyzny odruchowo naciągnęła kołdrę na nagie ciało. Jerzy napełnił kieliszki i podał jej, mówiąc:

– Teraz ja też mogę się napić z tobą. Zostaję.

Anna przytuliła twarz do szorstkiego, pokrytego całodniowym zarostem policzka. Mocno przywarła wargami do ust. Ręką sięgnęła w dół, szukając członka, leżącego spokojnie po poprzednim wysiłku. Już się nie spieszyli. Pierwsze pożądanie zostało zaspokojone wcześniej, teraz przyszedł czas na powolne smakowanie wspólnych pieszczot. Ich ciała rozpalały się coraz mocniej. Dłonie kochanka objęły piersi, masując je delikatnie, a dwa palce delikatnie szczypały brodawki. Oddech Anny stał się płytki i urywany, a jej dłoń przyspieszyła ruchy. Penis odzyskał już pełną twardość. Podniosła się i siadła na biodrach Jerzego, równocześnie nabijając pochwą na sterczący pal. Ujeżdżała go przez długie kilkanaście minut, drażniąc łechtaczkę o kość łonową, a on ugniatał jej piersi. Tym razem równocześnie osiągnęli wyżyny przyjemności. Opadła na pierś partnera, jeszcze drżąc i jęcząc. Jego członek pulsował w rytm skurczów gorącego wnętrza. Stracili kontakt z rzeczywistością na kilkanaście sekund. Leżała bez ruchu, całując go namiętnie. Zmęczeni, lecz zadowoleni usnęli mocnym i spokojnym snem.

Niedzielny poranek powitał ich słońcem, przedzierającym się nielicznymi promieniami przez szpary w zasłonach. Anna wstała cicho, nie budząc Jerzego, założyła szlafrok na nagie ciało i zeszła do kuchni zaparzyć kawę. Z filiżankami napełnionymi aromatycznym napojem wróciła do sypialni. Mężczyzna już się obudził. Z pogodnym błyskiem w oczach przyjął naczynie.

– Dzień dobry – powitała go. – Jak się spało?

– Dzień dobry, bardzo dobrze – odpowiedział. – Chodź tu do mnie, muszę cię pocałować.

Mówiąc, odstawił filiżankę, wyciągnął ramiona i przytulił kobietę do siebie. Ponownie oddali się miłości, rozbudzając zmysły po nocnym odpoczynku. Niespieszne ruchy dawały obojgu głęboką rozkosz. Odprężeni i zadowoleni wzięli długą, wspólną kąpiel w pachnącej cedrem, ciepłej wodzie, myjąc i pieszcząc nawzajem swoje ciała, dopełniając rytuału poranka. Zwieńczeniem tego pięknego początku dnia było pyszne śniadanie na tarasie domu.

Minęły wakacje, Marek wrócił z Bieszczad. Wspólnie postanowili nie wracać do tego, co działo się między nimi w czasie wakacyjnego rejsu. Dzieci Anny i Jerzego poznały się wkrótce po rozpoczęciu roku akademickiego. Iwonka z Basią błyskawicznie znalazły wspólny język i bardzo się polubiły. Miłość dwojga dojrzałych osób kwitła i rozwijała się.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Z wielu tekstów, które czytałam na tej stronie, ten jest chyba najsłabszy. Powtarzalne opisy seksu, spłycony wątek kazirodczy i marna psychologia. Harlequinek w pigułce, nieudolnie zaprawiony preferują.

*perwersją
Nie zauważyłam autokorekty.

Poproszę o podwójną pieprzówkę, dwie papryczki czereśniowe na zakąskę i szklankę z soku cytrynowego na popitkę.
Ilość cukru, lukru i wszelkiego innego słodkiego w takim nagromadzenia, że nawet kazirodztwo nie jest w stanie tego zmienić.
A szkoda – gdyby w odpowiednim momencie opowiadanie skończyć. Trzeba było uciąć je tam, gdzie oboje otrzeźwieli. Wtedy przynajmniej coś by z tego było, a tak, jak celnie zauważyła Ana piętro wyżej, wyszedł Harlequin…

Jak to mawiał Waluś Kwicoł “Taaaakie udo spieprzyć… “

Ana i Boober, przynudzacie 🙂
Być może użytkownicy tego forum są przyzwyczajeni do czegoś wielkiego, sięgającego fabułą i sztuką pisania co najmniej Saturna i dlatego takie przyziemne opowiadanie was nudzi. Jednak życie codzienne składa się z drobnostek i epizodów. I takie epizody tu są. Co prawda mamy wątek kazirodczy, ale został tak delikatnie ujęty, że zdołałem go przeczytać bez nadmiernego „kręcenia nosem”. Do tej pory seks matki z synem był dla mnie nie do przebrnięcia. W przypadku tego opowiadania stało się inaczej. To wystarczy, aby uznać je za dobre 🙂 Mocna czwórka ode mnie.

Zdziwił mnie tylko jeden fragment: »Mężczyźnie nie wolno proponować kobiecie przejścia na „ty”. Gdyby to były lata 30. ubiegłego wieku to bym uwierzył w taki dialog. „Nie wypada proponować” byłoby bardziej do przełknięcia.

I jeszcze ostatnie zdanie, mocno przesłodzone, nieco psujące wydźwięk całości, bo niebezpiecznie przesuwające historię w kierunku baśni: »Miłość dwojga dojrzałych osób kwitła i rozwijała się.« Może gdyby dodać „niełatwa miłość”, „obarczona trudną przeszłością”, czy coś podobnego, byłoby lepiej.

Mnie nie chodzi o wyżyny literackie, przeintelektualizowaną snobką nie jestem, uważam jedynie, że to bardziej streszczenie czy synteza, niż opowiadanie. Dopieszczony detal jest lepszy, niż potraktowany po macoszemu zbyt duży kawałek tortu. Gdyby uciąć to w miejscu zaproponowanym przez Boobera, ewentualnie rozbudować nieco warstwę psychologiczną tego fragmentu, wyszłoby znacznie zgrabniej i smaczniej. A tak, mamy po początkowych apetycznych pomysłach, gorączkowe zmierzanie do “żyli długo i szczęśliwie”.

Dzieki za komentarz i obronę. Moje opowiadania są w większości mocno realistyczne, inspiracją do tego była rzeczywista historia, z którą zetknąłem się w życiu. Co do zakończenia, to może masz rację, jakoś mi tak wyszło. A w przypadku prponowania przejścia “na ty” to jestem tzw.'”starej daty” i tak już będzie. Pozdrawiam

Życie rzeczywiście składa się głównie z codziennych drobiazgów, ale w opisywaniu ich potrzebna jest odrobina poetyki, a czytając opowiadania Micry znajduję tylko suchą relację… Nie przemawia to do mnie. Za dużo schematów, uproszczeń i powtarzalności, zero dramatyzmu, nawet seks jakiś taki letni, a przecież powinien być przepełniony namiętnością lub czułością…

No i jako kobieta, feministka, na dodatek dbająca o zdrowie po prostu burzę się wewnętrznie na beztroskie branie tabletek antykoncepcyjnych przez samotną, nie szukającą seksu wdowę. Niewiarygodne. Nielogiczne. I biorąc pod uwagę, że autorem jest mężczyzna, tym bardziej niesmaczne. Hormony to naprawdę nie niewinne witaminki!

Fanką twórczości Micry nigdy nie byłam i zapewne nigdy nie będę. Brakuje mi tu tego czegoś. Niby dokładne opisy, ale dość suche.
Nie mniej jednak, należy docenić starania Autora. Pracuje sumiennie, wciąż doskonaląc swe umiejętności. Może pewnego dnia zaskoczy mnie i Was również.

Pozdrawiam,
kenaarf

Jak widac sa nie tylko rozne rodzaje milosci. “Literatury” rowniez. Po przeczytaniu przestalem slodzic kawe, cukru mam dosc na kolejny rok. Z tym, ze w kawie smak pozostal, a tutaj odnalazlem tylko cukier. Pzdr

Napisz komentarz