Pieprzona chemia miłości… – Furia z dirty-fabulous-life o seksie Brak ocen

chemia

Źródło: Pixabay

Żeby to było takie, proste jak to opisują w tych wszystkich poradnikach, to byłoby dobrze… Dwoje ludzi się spotyka, wąchają się mimochodem, a następnie przyspiesza im serce i pocą się dłonie – od tego momentu wiedzą już że są dla siebie stworzeni.

Wedle naukowców etapów zakochania są trzy (chociaż ja będę polemizowała):

  1. Oczy taksują delikwenta od góry do dołu, następnie nos wącha, a ucho wsłuchuje się w barwę głosu. Nasz mózg przetwarza dane w tempie 432 km/sekundę i podejmuje decyzję:
  2. Jeśli to co zarejestrował mu się podoba zaczyna wytwarzać fenyloetyloaminę, jeśli nie, no to cóż… delikwent ma problem – nie zostanie jego materiał genetyczny przez nas wykorzystany w celach np. prokreacyjnych, tudzież jako środek na zmarszczki (to nie ja, nie ja, gdzieś na forum przeczytałam :D)
  3. Produkcja feromonów zaczyna się w 4 sekundzie od analizy mózgu; ręce się pocą, tętno rośnie, błyszczą oczy, rozszerzają się źrenice… ściska nas w dołku…

No i byłoby zajebiście fajnie jakby natura trochę się bardziej wyspecjalizowała i przewidziała, że może się tak zdarzyć, że w danej parze tylko jednej osobie spocą się ręce, a ta druga nawet nie domyśli się że to z powodu potencjalnego zakochania… tylko jeszcze zarejestruje ten fakt z niesmakiem… Japończycy dawno temu wymyślili takie zegarki na rękę, które dzwoniły jak obok nas przeszła osoba która wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi była nam przeznaczona. Chyba coś im z tym wynalazkiem nie wyszło, bo nic od dawna nie słyszałam.

Na temat nieodwzajemnionej miłości napisano już tomy, ale ja niezupełnie nie o tym. Skoro naszymi uczuciami zawiaduje chemia to jak tu wierzyć w przeznaczenie i wielką miłość? Tak, tak, znam teorię że zakochanie przeradza się w miłość, przyjaźń, przywiązanie itp., ale idąc tym chemicznym tropem jaką mam gwarancje, że mój facet przechodząc ulicą nie sztachnie się przez przypadek feromonami jakiejś miłej dziewoi i nie spocą mu się ręce??

Czytając o tym jak szybko mózg się orientuje w sytuacji nie mogę się z tym nie zgodzić, gdyż wszystkie moje związki były z tzw. „zakochania od pierwszego wejrzenia”. Wchodziłam gdzieś i nagle zonk – w mózgu papka, problem z logiczną wypowiedzią i rumienienie się jakbym była co najmniej dziewicą orleańską. Niestety mój mózg ma dziwne wzorce i nie wiem jak on to robi, że zawsze zakochuję się w skomplikowanych typach – cudownych na swój sposób, ale jednak skomplikowanych. Żeby jednak mózg dał mi więcej niż 4 sekundy to może zdążyłabym jakiś riserdż przeprowadzić i sama podjąć decyzję, no ale nie chce ze mną współpracować. Trudno.

Ponieważ mam takie, a nie inne doświadczenia, zawsze się dziwiłam, jak moje koleżanki latami hołubione przez jakiś „gamoni”, z których się śmiały i twierdziły że prędzej piekło zamarznie niż one pozwolą się dotknąć, nagle wysyłały mi zaproszenia na ślub – twierdząc że „gamoń” zmienia status na „miłość mojego życia”. Więc tutaj te cztery sekundy były bardzo, bardzo długie…

Ale, z drugiej strony jeśli żeby się zakochać trzeba jednak kogoś powąchać to jakim cudem pałałam wielką miłością do Michaela Jacksona, oraz WSZYSTKICH (ale za to po kolei) chłopaków z New Kids On The Block? Wiem, że w farbie drukarskiej jest ołów, ale zaręczam że nie lizałam tych plakatów ani nie wąchałam jakoś szczególnie. Więc?

Ostatnio też zauroczyłam się zaocznie pewnym panem. Na oczy go nie widziałam, nie słyszałam jego głosu, ale jakoś tak szybko od kwestii zamawiania u niego projektu przeszliśmy na korespondencję prywatną. Pan ma podobne poczucie humoru do mojego, operuje żartem na granicy absurdu i no cóż… podkręcił mnie intelektualnie – co w moim przypadku wpływa poważnie na poziom libido. Postanowiliśmy się spotkać. Cóż… troszkę żałuję że do spotkania doszło, ponieważ już teraz nie będę mogła go sobie wyobrażać… Albo konkretniej – wyobrażać sobie co mogłabym z nim zrobić. Myślę że mojemu mózgowi wystarczyły 2 sekundy żeby wiedzieć że z tej mąki chleba nie będzie… Nic mu nie mogę zarzucić; był ubrany schludnie, nawet troszkę awangardowo, miał wypolerowane buty i czyste paznokcie, ciepły uśmiech. Ale… jakoś nie mogłam go sobie wyobrazić jak mnie rzuca na łóżko i zdziera ze mnie ubranie :/ Ale za to bosko pachniał. Poszłam z nim do kina gdzie wiadomo… było ciemno i ten zapach jego (a właściwie na nim) wpływał na mnie, no ale cóż… wszystkiego nie da się robić po ciemku.

I kolejna rzecz, czasami na imprezach u znajomych spotykam pewną parę (małżeństwo) i zawsze zakochuję się na jakieś kilka godzin w mężu owej żony. I tutaj naprawdę musza działać feromony. Nie potrafię tego wyjaśnić. Pan ten w ogóle mi się nie podoba fizycznie na co dzień , ale uwielbiam z nim tańczyć. Dżizas, jak on mnie obejmuje w tym tańcu i patrzy mi się w oczy to autentycznie robi mi się mokro. Marzę, żeby się wpić w jego usta i żeby pan mnie zerznął tak, żebym zapamiętała to do końca życia. Gdyby nie to że panicznie się boję jego żony to chyba bym go gdzieś zaciągnęła. Na dodatek żona temperamentna jak diabli więc jestem pewna że mąż zrobiłby mi dobrze, tak jak pewnie robi jej… Tylko tak jak wspomniałam, pomijając święte więzy małżeńskie – po takiej akcji ja wylądowałabym w najlepszym razie na urazówce, a żona w areszcie. Ciekawe co zrobiłby mąż ;)

Więc w moim przypadku jak widać nie muszą wszystkie trzy elementy do siebie pasować: węch, wzrok, słuch. Niekoniecznie razem. I niestety stwierdzam, że może mój mózg bierze udział w analizie przypadku, ale rozum jakoś niekoniecznie ;)

A jak jest u Was?

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Urocze 🙂 Pozdrawiam.

Napisz komentarz