Epizod z życia Wiktora K. (Ayden) 2.67/5 (2)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 21 minut/-y    
Pavel Kiselev (photoport), "Angelina", CC BY-NC-ND 3.0

Pavel Kiselev (photoport), “Angelina”, CC BY-NC-ND 3.0

Wiktor otworzył ciężkie powieki i mrugnął nimi kilkakrotnie. Ziewnął, przeciągnął się na łóżku i bardzo, ale to bardzo powoli podniósł swoje ciało. Garbiąc się nieco, przetarł twarz dłonią. Znowu się nie wyspał, ale przecież to u niego norma. Kto by przejmował się czymś, co dzieje się notorycznie? Powoli, noga za nogą, wstał i z markotną miną rozejrzał się po sypialni. Spojrzał na przesuwaną szafę, na plazmowy telewizor, głośniki za dziesięć tysięcy, które tak bardzo kochał, i laptop stojący na biurku obok łóżka. Samo biurko mogło uchodzić za jego królestwo. Oprócz komputera walała się na nim cała masa różnych rzeczy. Płyty, pendrive’y, wizytówki firm komputerowych, kable, ściereczki do czyszczenia sprzętu, dużo śrubek, kilka części, puste kubki po kawie i kilka talerzyków.

Pod biurkiem było jeszcze gorzej. Leżały tam rzeczy obcych ludzi: drukarki, telefony, dwa laptopy – ledwie upchane w niedużej wnęce i upierdliwie przeszkadzające wyprostować nogi. Wiktor, widząc ten syf co rano, krzywił się z obrzydzeniem. Ciągle miał coś na głowie, ciągle musiał coś naprawić, a prawdopodobieństwo, że właściciele tego sprzętu zaczną nękać go telefonami, rosło z każdym dniem. Nie potrafił odmówić i to był jego największy problem. Przecież nie brakowało mu forsy, ale przyszła taka jedna z drugą, zrobiła słodkie oczka i już się zgadzał. Miał przeklętą słabość do kobiet.

Kiedy już skończył się krzywić, jeszcze bardziej potargał sterczące, ciemne włosy i podszedł do biurka. Podniósł jeden kubek, potem drugi i na nowo zmarkotniał, widząc wyraźne ślady rozwijającej się w najlepsze pleśni. Tak bardzo nie chciało mu się zmywać, że żałował, iż obudził się sam.

Zostawił wszystko, po czym niedbale machając jedną ręką i przecierając oczy drugą, ruszył do łazienki. Chłodny prysznic szybko postawił go na nogi.

Wyszedł z kabiny z ręcznikiem owiniętym wokół bioder i spojrzał w lustro. Po raz pierwszy tego dnia jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.

– Wiktor, jaki ty jesteś przystojny – westchnął, przejeżdżając dłonią po policzku, pokrytym kilkudniowym czarnym zarostem.

Do ust powędrowała szczoteczka z dużą ilością pasty do zębów, a brwi uniosły się kilkakrotnie, jakby kokietując swoje odbicie. Przez chwilę wpatrywał się w zieleń tęczówek, po czym puścił oko do własnego odbicia. Z dumą zerknął na wyrzeźbione ciało, dla którego katował się na siłowni.

Podczas szczotkowania przejechał dłonią bo dłuższej partii ciemnobrązowych włosów na głowie, podnosząc je lekko. Od kilku lat miał niezmienną fryzurę, która według fryzjerki pasowała mu najbardziej. Włosy wygolone po bokach, dłuższe na górze, niedbale zaczesane na prawą stronę.

– Coś ty się, Wikuś, tak na Hitlera uczesał? – rzekła jego babcia podczas któregoś z rodzinnych przyjęć.

– Tak jest teraz modnie – odparł bez mrugnięcia okiem. – A ty wyglądasz przepięknie! Ciągle rozkwitasz!

Uśmiechnął się najpiękniej jak umiał, a staruszka tylko prychnęła z rozbawieniem. Prawda była taka, że Wiktor zawsze wiedział co powiedzieć, żeby przestano rozmawiać na jego temat.

Miał trzydzieści pięć lat i ciągle był sam. Było mu z tym niezwykle dobrze. Kierowanie rozmowy na inne tory, w wypadku wścibskich pytań krewnych, podniósł do rangi sztuki.

Wychodząc z łazienki, zerknął na przegub lewej ręki. W pół do ósmej, czyli normalnie. Pomyślał, że zdąży wypić kawę. Wszedł do niedużej, jasnej kuchni i włączył ekspres, po czym wrócił do sypialni i ubrał się w ciemne dżinsy i biały T-shirt.

Rzucił okiem na Wrocław. O poranku miasto tętniło życiem. Sięgnął po jeden z dwóch czystych kubków, potem po cukierniczkę. Zatrząsł nią, zmarszczył brwi, po czym otworzył szafkę przy lodówce. Zamarł.

Dwie największe katastrofy w jego życiu: brak kondomów w kieszeni i kawa bez cukru.

Skrzywił się tak mocno, że aż musiał zamknąć oczy. Do nosa dotarł znajomy aromat, a mięśnie rozluźniły się nieco. Kawa dobra na wszystko. Szybko policzył, ile zajmie mu zejście do małego sklepiku i nijak to się miało do czasu, który mu pozostał.

Jęknął głośno, szarpiąc sobie włosy. Nie mógł wyjechać z domu bez kawy i już. Pewnych przyzwyczajeń nie sposób zmienić. Zacisnął zęby i wyszedł z mieszkania, tylko po to, żeby zapukać do sąsiednich drzwi.

Wziął kilka głębokich wdechów, żeby się uspokoić, ale i tak na dźwięk otwierania zamka spiął palce na małej czarnej filiżance, którą trzymał w dłoni.

– Krystyna – wymamrotał, widząc swoją rudowłosą sąsiadkę. – Pożycz cukru.

– Dzień dobry, dzień dobry – zaszczebiotała, obdarzając Wiktora najbardziej kokieteryjnym uśmiechem, na jaki ją było stać. Szeroko otworzyła przed nim drzwi. – Jak się cieszę, że cię widzę, Wikuś.

Jej pulchne dłonie o serdelkowatych palcach sięgnęły ku niemu, by uszczypnąć policzek Czym prędzej oddał sąsiadce trzymaną filiżankę.

– Cukru – powtórzył słabo. – Naprawdę, bo spóźnię się do pracy.

– Już, już.

Puściła mu oko i powolnym krokiem ruszyła do kuchni. Kręciła przy tym szerokimi biodrami tak, że miał wrażanie, że zaraz zahaczy o ścianę. Pięćdziesięcioletnia panna, z kilkoma kilogramami za dużo, z pewnością była jego największą wielbicielką. Odprowadził wzrokiem pulchną postać, odzianą w kwiecisty szlafrok i szybko zerknął na zegarek. Stwierdził, że zostało mu dwadzieścia minut. Oby tylko nie zaczęła tych swoich wygłupów… – pomyślał.

Większość kobiet uważa, że faceci myślą o seksie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak bardzo się mylą, wiedział tylko on, kiedy po pół minucie Krysia ponownie pojawiła się w holu z jego filiżanką, napełnioną cukrem. Rozpięty cienki szlafroczek rozchylał się na boki, ukazując mu niemłodą figurę, odzianą w czarną koronkową bieliznę. Stanik z dużymi miseczkami podnosił zmęczony latami biust, a głębokie, obcisłe majtki obejmowały ciało, które tu i ówdzie wylewało się na boki.

Zamknął oczy i znów je otworzył, nie wierząc, w to co widział. Ale przecież doskonale wiedział, że tak będzie. Po cholerę tu przychodził? Po cukier – powtórzył w myślach. Po cukier, dzięki któremu mógł dobrze zacząć dzień, jednak rzeczywistość okazała się zbyt… brutalna.

– Dziękuję – wymamrotał, odbierając filiżankę i całą uwagę skupił na jej pociągłej twarzy. Kiedyś może atrakcyjnej, dziś przesadnie pokolorowanej. Przez sekundę zastanowił się, czy spała taka wymalowana, ale szybko porzucił ten temat na rzecz zdrowia psychicznego. – Ja idę, bo praca… I śniadanie.

– Wiktor – westchnęła, dotykając jego ramienia. – Och. – Uśmiechnęła się ze skruchą i chwyciła za poły szlafroczka. – Rozpięło mi się. – Wzruszyła ramionami, a on chcąc nie chcąc spuścił wzrok. Znowu zamknął oczy.

– Uważaj, bo się przeziębisz – bąknął, bo uprzejmość miał we krwi, i chwycił za klamkę

– Z takim mężczyzną jak ty to nigdy w życiu. – Stanowczo poprawiła uścisk. – Wiktor, może ty u mnie zjadłbyś…

– Nie, Krystyna – powiedział głośniej, niż chciał i wyśliznął się z uścisku. – Dziękuję! – krzyknął, stojąc już za drzwiami. Szybko zamknął się w swoim mieszkaniu i odetchnął głęboko.

Zostało mu dziesięć minut. Skomentował to siarczystym przekleństwem. Osłodził już ostygłą kawę i gapiąc się w okno, upił pierwszy łyk. Wzdrygnął się i spojrzał niechętnie w kierunku wyjścia. Stanowczo los nie był dla niego łaskawy, zsyłając mu tak niewyżytą sąsiadkę.

Firma, do której dojechał w jakieś cztery minuty, była jego trzecią pracą. Jako informatyk dostawał tu niezłą wypłatę, miał święty spokój i nie za dużo obowiązków. Poza tym miał swój pokój, który czasami dzielił z młodymi, atrakcyjnymi stażystkami. Uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie ostatniej z nich. Była słodka, bardzo słodka. Jej usta zaciśnięte na twardym członku do tej pory czasem śniły mu się po nocach. Jaka szkoda, że upierała się przy trwałym związku.

Epizodyczne schadzki nie satysfakcjonowały jej tak bardzo jak Wiktora, dlatego szybko zaczęła kręcić nosem. Niestety, tematyka ich rozmów, jeśli nie krążyła wokół seksu, była pociągająca jak spłuczka od klozetu. Wiktor zdecydowanie był lekkoduchem, ale nie znaczy to, że nigdy nie wchodził w związki.

Lubił budzić się rano obok kobiety, która mogła mu zaoferować coś więcej niż seks. Inteligentną rozmowę, żart, wspólnie spędzany czas, możliwość dzielenia się swoimi zainteresowaniami, pasją… – mógł tak wyliczać w nieskończoność. Wchodząc w związek, całkowicie poświęcał się dla tej jedynej. Miał tylko jedną zasadę – nie mogła go ograniczać. W końcu powtarzał, że nikt oprócz jej jednej się nie liczy, więc dlaczego, do cholery, one tego nie rozumiały? Skąd te podejrzenia, spekulacje, snucie teorii? Szczerze tego nienawidził, nie rozumiał i nie popierał. I właśnie dlatego znowu był wolny, w sumie już jakieś pół roku.

Niezadowolony z rozpoczętego dnia usiadł za swoim dużym biurkiem. Było prawie tak zagracone jak to w domu, tylko bez zapleśniałych kubków. Te skrzętnie zbierała i myła pani Zosia – sprzątaczka uwielbiająca go nad wyraz. Włączył oba komputery i spojrzał na duże monitory zasłaniające mu widok na drzwi wejściowe.

Przestawił kilka długopisów, poszukał piątkowych zapisków, pod którymi znalazł ogryzek po jabłku. Westchnął i poszedł po wodę na kolejną dzisiaj kawę.

Wracając, usłyszał głos szefa dobiegający z jego pokoju. Wpadł tam jak burza. Równie szybko się zatrzymał, widząc młodą, szczupłą brunetkę.

– Już jesteś – Piaskowski przeczesał swoje dłuższe, ciemne włosy. – Przedstawiam ci Annę, nową stażystkę.

– Jasne, szefie. – Uśmiechnął się do niego i podał mu dłoń, następnie rzucił do dziewczyny:

– Wiktor.

– Anka… – przedstawiła się nieśmiało, po czym uciekła wzrokiem, wyraźnie speszona faktem, że jej się przygląda.

Miała duże zielone oczy i gęste brązowe włosy, które rozpuszczone sięgały za niewielki biust. Ubrana w białą koszulę z guzikami i wysoką spódnicę przed kolano wyglądała jak młoda urzędniczka. Jak każda – pomyślał, odprowadził szefa wzrokiem i włączył czajnik.

Dał jej na oko dwadzieścia trzy lata, nie więcej. Pewnie młodsza od niego o ponad dekadę. Sądząc po tym, jaka była spięta, nie miał co liczyć na szybki podryw. W dodatku na razie nic o niej nie wiedział. Musiał być uważny, ostrożny.

Nie mógł nic poradzić na to, że widząc młodą, atrakcyjną dziewczynę, od razu nastawiał się na flirt. Jednym okiem zerkając na monitor, drugim określał miseczkę jej stanika, pozbawiał koszuli i wyobrażał sobie jej nagie ciało. Każda z nich była przecież inna, każda dotykała inaczej i każda smakowała na swój sposób. Zastanawiał się jaka była Anna, co już umiała, a czego mógłby ją nauczyć?

Minuty wlokły się jedna za drugą, nie odzywali się do siebie ani słowem, pogrążeni w swoich zajęciach. Monotonnie usuwając wiadomości na poczcie, na ślepo podniósł kubek. Zapomniał, że kawę już dawno wypił. Skrzywił się, czując fusy.

– Pieprzony muł – mruknął pod nosem, cmokając przy tym zawzięcie, by powyciągać fusy z zębów.

– Słucham? – Usłyszał z boku i zdezorientowany spojrzał w tamtym kierunku. Zapomniał, że dzielił pokój z zielonooką pięknością. Chrząknęła pod jego zaskoczonym spojrzeniem. – Przepraszam. Myślałam, że coś mówiłeś.

– Nie. – Już chciał się uśmiechnąć, ale przypomniał sobie, że między jedynkami może mieć czarne kropki. – Ale możemy porozmawiać, jeśli bardzo ci się nudzi – zaproponował.

Na chwilę schował się za monitorami i przeciągnął językiem po zębach.

– Nie. – Zaśmiała się nerwowo. – Nie chcę ci przeszkadzać.

Ale on już wstawał, zadowolony, że udało się znaleźć choćby maleńki punkt zaczepienia. Podszedł do jej biurka i oparł się o nie biodrem. Dziewczyna spojrzała na niego z dołu i leciutko się uśmiechnęła.

Zajebiste masz te oczka – pomyślał, ale nie pozwolił, by zauważyła, że cokolwiek w jej osóbce bardzo mu się spodobało.

– Umiesz obsługiwać kserokopiarkę? – Wskazał na duże urządzenie w kącie.

– Nie, nigdy n…

– To zapraszam – przerwał jej i powoli podszedł do maszyny.

Kciukiem wcisnął mały guziczek z napisem „power” i zerknął na dziewczynę, która powoli podnosiła się z fotela. Zamknął oczy, gdyż odruchowo zaczął znowu wyobrażać ją sobie bez ubrań. Otworzył pokrywę.

Kiedy stanęła obok niego, od razu poczuł zapach jej perfum. Delikatny, różany aromat wpłynął do jego nosa i powołał do życia kolejne erotyczne obrazy.

– Tędy wkładasz papier – bąknął niewyraźnie i zaraz odchrząknął, by odzyskać panowanie nad głosem.

Zerknął na nową kątem oka. Obserwowała go, ale raczej nie koncentrowała się na twarzy, tylko na… torsie?

Zdziwiony, zmrużył powieki, a ona podniosła wzrok i nerwowo poruszyła ustami. Uśmiechnęła się leciutko i z przesadnym zainteresowaniem zerknęła na papier, który trzymał w dłoni.

– Możesz przez podajnik – kontynuował – albo kładąc na skaner. – Podniósł górną klapę. – Tutaj układasz sobie równo, przykrywasz. – Zamknął klapę. – I wciskasz start. – Zrobił to, co powiedział. – Oczywiście tekstem do dołu – dodał z lekko uniesioną brwią, ale kiedy na nią spojrzał, dostrzegł, że ma zamknięte oczy. – Dobrze się czujesz? – zapytał, na co zaraz je otworzyła.

– Tak – przytaknęła szybko.

Uśmiechnął się pod nosem. Podejrzewał, że dziewczyna bardziej skupiała uwagę na nim niż na maszynie. Może miał jakieś szanse? Nie widział obrączki na jej palcu. A jak to mówią… Facet nie ściana – da się przesunąć.

– Nie słuchałaś – pogroził jej palcem.

Chciał sprawdzić, czy się speszy, zarumieni. W odpowiedzi dostał tylko ten czarujący uśmiech, który już zaczął mu się bardzo podobać.

– Wybacz, zamyśliłam się.

– Aniu, Aniu – wymruczał niskim tonem, po czym wyjął duplikat kartki.

– Anna – poprawiła go, po raz pierwszy pokazując, że jej głos potrafi zabrzmieć stanowczo.

– Ania – powtórzył na przekór, a kiedy spojrzał na nią, roześmiał się głośno, widząc tę surową minę, którą mu zademonstrowała. Obiecał sobie zapamiętać, że nie podoba jej się zdrobnienie

Postanowił, że już zawsze będzie się tak do niej zwracał. W końcu od nienawiści tylko krok do… sypialni.

– Ślicznie marszczysz nosek – dodał bez skrępowania, a ona szybko spoważniała i odwróciła wzrok.

Mam cię – pomyślał. Pozwolił sobie na triumfalny uśmiech. Wstydziła się go, co oznaczało, że będzie naprawdę dobrze się bawił. Szkoda, że się nie rumieniła, jak Laura – wspomniał córkę szefa, która kiedyś dzieliła z nim pokój. W tym momencie jakby wywołał wilka z lasu.

– Spróbujesz? – zaproponował, w dłoni trzymając kartkę, sekundę przed tym, jak ktoś energicznie zapukał do drzwi. Do pokoju wpadła wysoka, zgrabna brunetka z małym chłopcem na rękach.

– Cześć, Anka – przywitała się z dziewczyną, po czym od razu przeniosła wzrok na niego.

– Laura… – wymamrotał słabo.

One się znały? Sam nie wiedział dlaczego zrobiło mu się gorąco.

– Ano Laura – odpowiedziała mu pewnym głosem, spojrzała na Ankę i uśmiechnęła się z sympatią. – Poznaliście się?

– Tak – odparła energicznie. – Wiktor pokazywał mi, jak obsługiwać kserokopiarkę.

– Nie wątpię. – Laura zdobyła się na uśmiech. – Wiktor naprawdę jest dobry w pokazywaniu – orzekła, patrząc na niego wymownie. – W przyuczaniu stażystek.

– Coś insynuujesz? – Siląc się na nonszalancję, wepchnął dłonie do kieszeni dżinsów.

Mały chłopiec na rękach jego przyjaciółki uśmiechnął się do niego radośnie i schował twarz w długich włosach mamy.

– Mogę cię prosić na chwilę? – Laura spojrzała na drzwi.

Wiktor westchnął ciężko i podał kartkę nowej koleżance.

– Próbuj – burknął pod nosem i wyszedł na korytarz za swoja przyjaciółką. – Znacie się? – zapytał, udając obojętność, jeszcze zanim jego towarzyszka otworzyła usta, by coś powiedzieć.

– Anka to moja kuzynka – syknęła, patrząc na niego ostro. – Niech ci do głowy nie przyjdzie jej podrywać.

– Jakżebym śmiał. – Wzruszył ramionami i podniósł ręce w obronnym geście.

W jego głowie kołatało się jedno wielkie „cholera jasna”. Laura była córką szefa. Poznali się ponad dwa lata temu tutaj, w tej firmie, w jego pokoju i chociaż roztoczył przed nią cały swój czar, nie dała się uwieść. Zapatrzona w jakiegoś motocyklistę, każdy komplement uznawała za żart, każdą propozycję za kabaretowy skecz.

Nigdy wcześniej żadna kobieta nie traktowała go tak niepoważnie. Na chwilę stracił dla niej głowę, bo oprócz niewątpliwej urody cechowała ją również nieprzeciętna inteligencja. Na szczęście, w porę się opamiętał. Była zbyt niewinna, a na dodatek młodsza o trzynaście lat. Naiwnie wierzyła w prawdziwą miłość.

Doszedł do wniosku, że z czasem różnice między nimi stałyby się zbyt duże. W dodatku, tą swoją szczerą miłością obdarowała innego. Łączyła ich wyłącznie przyjaźń. Była jedyną przyjaciółka, z którą nie spał.

– Słuchasz mnie? – warknęła, zmuszając go do powrotu do rzeczywistości. – Anka jest nietykalna, rozumiesz?

– Przecież ja nic – zaczął się bronić.

– Za dobrze cię znam. – Wskazującym palcem dźgnęła go w pierś. – To wrażliwa, spokojna dziewczyna. Jeśli ją zranisz, nie wybaczę ci tego.

– Tak jak wielu innych rzeczy – mruknął pod nosem.

– Wiktor!

Zdenerwowała się, aż tupnęła nogą. Postanowił czym prędzej zmienić temat.

– Jak tam mój Leoś? – zapytał rozanielonym głosem.

Wyciągnął rękę do rocznego chłopaczka. Dziecko zaśmiało się radośnie, po czym także wyciągnęło do niego swoje małe pulchne rączki. Laura przewróciła oczami, ale spokojnie oddała mu synka.

– Ale z ciebie przystojniak, zupełnie jak wujek – zawołał, podnosząc go do sufitu.

Jakaś kobieta przechodząca niedaleko roześmiała się głośno. Uroczy widok. Patrząc z boku, ten obrazek mógłby całkiem wiarygodnie przedstawiać ojca i syna. Oczywiście, wiarygodnie dla kogoś, kto nie znał Wiktora.

– Mylisz, że nie widzę, że próbujesz zmienić temat?

– Ja? – Spojrzał na nią zdziwiony. – A ty? – Kilkakrotnie podniósł brwi.

– Kiedy ty dorośniesz? – Westchnęła, dobrze znając ten jego głupkowaty tekst.

– Kiedy ty w końcu weźmiesz rozwód z tym swoim mężem i przyznasz, że to ja jestem tym właściwym mężczyzną? – zapytał z zadowoleniem.

Już widział jak się denerwowała. Jak zaciskała usta, a jej oczy ciskały gromy. Uwielbiał wyprowadzać ją z równowagi.

– Oddaj mi dziecko. – warknęła

– Ciągle karmisz piersią? – spytał, oblizując wargi.

– Wiktor! – Spodziewał się, że mały zacznie płakać, ale ten rozrechotał się na dobre.

– Widzisz? On jest mój – oświadczył z dumą.

– Jasne – sapnęła, zabierając mu chłopca. – Pod warunkiem, że spuściłeś się na mój wibrator.

Uśmiechnął się szeroko, a ona tylko pokręciła głową.

– Przypominam ci że w sobotę o szóstej robimy urodziny Leona. Nie zapomnij. – Jego uśmiech od razu zbladł. – I pamiętaj, co ci mówiłam o Ance. – Wskazała na drzwi. – Obetnę ci jaja, jeśli będzie przez ciebie płakać.

Odwróciła się na pięcie i ruszyła korytarzem, a on przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem. Kiedy się obejrzała, pomachała mu rączką małego Leosia, a on jakby automatycznie odpowiedział swoją dużą dłonią. Będzie musiał znowu odwiedzić Piaskowskich i znosić tego jej męża, którego szczerze nie lubił.

– Sztywniak – mruknął pod nosem. Przecież on sto razy lepiej zająłby się jego żoną.

Ledwo wszedł z powrotem do pokoju, napotkał te wielkie, zielone oczęta. Wpatrywały się w niego z zainteresowaniem. Dziewczyna siedziała za swoim biurkiem, z jedną ręką na myszce, drugą podpierała podbródek, jednak na jego widok się wyprostowała.

– Skserowałaś? – zapytał, zerkając na maszynę.

– Tak – odparła. – Nic trudnego.

Chciał odpowiedzieć jej coś miłego i jednocześnie dowcipnego, ale w jego głowie ziała przeokropna pustka. Ciężko opadł na krzesło i ukrył twarz w dłoniach.

Przecież nie traktował Laury poważnie. Nie, na pewno nie. I przecież nie bał się jej… No pewnie, że się nie bał! Jeszcze tego by brakowało, żeby bał się kobiety.

Jakoś stracił ochotę na pogaduszki z Anką, a z głowy uleciały mu wszystkie zabawne teksty, których do tej pory używał, by uwieść kobietę. Pomyślał, że ma przecież dużo czasu, a ta dziewczyna nie jest jakaś specjalnie wyjątkowa. W dodatku ma małe piersi, co w jego mniemaniu było sporą wadą.

I byłby tak trwał do końca dnia, a może i przez kilka następnych, gdyby nie kapryśna kserokopiarka.

Wiktor spokojnie odpisywał na maila, a znajomy odgłos przesuwanych po maszynie, kserowanych kartek działał uspokajająco. Od czasu do czasu zerknął na kształtne pośladki Anny i fantazjował, przenosząc ją do swojego łóżka, żeby zaraz potem napisać kilka kolejnych zdań dotyczących nowego oprogramowania.

– Stało…

Głos koleżanki dochodził do niego jakby z oddali. Spojrzał na dziewczynę, miała zmartwioną minę. Już miał zapytać, o co chodzi, ale wtedy dotarło do niego piszczenie maszyny, przy której stała.

– Coś się stało – powtórzyła. – Możesz mi pomóc?

– Mhm – mruknął nieśpiesznie, skupiony na swoim mailu i wklepał kilka kolejnych słów.

– Wiktor?

– Już, już. – Przecież nie mógł odejść, kiedy znalazł wenę. Czasami godzinami męczył się nad jakimś pismem, a tu szło tak dobrze. – Co się stało? – mruknął, by zyskać na czasie. – Przeczytaj tam, na ekranie.

Wklepał kolejne dwa słowa. Zaczął się zastanawiać, czy przekazał do księgowości ostatnią fakturę za Internet.

– Toner – usłyszał jej ostatnie słowo. – Ty mnie słuchasz?

Uśmiechnął się promiennie.

– Mam podzielną uwagę – odparł z zadowoleniem.

– A to nowość – prychnęła. – Pierwsze słyszę, żeby facet miał podzielną uwagę. Jesteś jakiś wyjątkowy? – Jej cyniczne spojrzenie sprawiło, że musiał zaprzestać pisania i podnieść się z krzesła.

– Jeszcze nie zauważyłaś? – odpowiedział pytaniem na pytanie i obdarzył kobietę olśniewającym uśmiechem. Speszona spuściła głowę. – A ty? – zapytał, jak to miał w zwyczaju.

– Co ja?

– No ty! – Uśmiech nie schodził z jego ust. – Ty też?

Dziewczyna zdębiała. Stanęła, gapiąc się na niego, nie wiedząc, o co chodzi. Żeby jeszcze miał coś konkretnego na myśli…

– Ale co?

– No wiesz – szepnął i otworzył klapę. To była jego ulubiona gra. Głupie pytania, nie mające na celu czegoś bardziej konkretnego. Podteksty, zabawa słowami… – Bo ja tak. – Wyjął toner i zerknął na Anię. Roześmiała się radośnie.

– Nie wiem, o co ci chodzi. – Lekko pokręciła głową.

– Kokietka – wymruczał i z rozbawieniem oglądał jak się peszy. – Trzymaj. – Podał jej zużyty toner. – Tylko uważaj, bo ciężkie – zażartował, a ona wyciągnęła ręce i nachyliła się nieco, jakby chciała od razu przyjąć ten rzekomy ciężar.

Tak naprawdę jednak toner był bardzo lekki, ale zanim się o tym przekonała, spojrzała na niego. Lekko rozchyliła usta, jakby miała zamiar coś powiedzieć, ale on i tak ledwo to zauważył.

Jej duże, zielone oczy, patrzące na niego tak z dołu… Jak pięknie wyglądałaby z jego penisem w ustach, patrząc na niego z takim oddaniem. Zapragnął tego, mocno. Podniecenie przyszło nagle, a wyobraźnia już montowała te strzępy erotycznych wizji w niezły film.

– Lekkie.

Z odrętwienia wyrwał go jej pełen pretensji ton. Szybko zamknął powieki i znowu je otworzył, siląc się na uśmiech.

– Żartowałem, Aniu – powiedział, zamykając klapę kserokopiarki.

Czuł, że jego penis obudził się do życia, jednak jeszcze nie na tyle, by stworzyć widoczną, krępującą sytuację.

– Możesz tak do mnie nie mówić? – zaczęła delikatnie.

– Dlaczego?

– Bo to zdrobnienie, jak do małej dziewczynki.

– A nie jesteś nią? – zapytał, czując, że jeszcze bardziej ją zdenerwuje. Nie mylił się. – Mała, słodka Ania.

– Dzięki – fuknęła. – Myślałam, że jesteś inny.

Rozbawiła go tym, więc roześmiał się głośno.

– Jestem wyjątkowy – stwierdził pompatycznie. – I podobno utalentowany – dodał melodyjnie, a ona uśmiechnęła się pod nosem.

– Utalentowany w czym?

– Oj, młoda, niewinna kobietko – westchnął z przesadą.

Dawno tak dobrze się nie bawił, a po chwili ona wydała się rozumieć dwuznaczności, bo znów nie wiedziała, na co patrzeć. Śmiejąc się, wrócił na swoje miejsce.

Postanowił dać jej trochę swobody i włączył przeglądarkę. W końcu przyznał sam przed sobą, że mu się spodobała. Była szczupła z idealną talią i kształtnymi pośladkami, co skutecznie odciągało jego myśli od małych piersi. Zastanowił się, które z szerokiego repertuaru komplementów użyć, żeby do niej trafić. Z pewnością słyszała już wiele z nich. Błądził wzrokiem po zasyfionym biurku, szukając natchnienia. Chwycił w dłoń swój wizytownik i zaczął przeglądać małe, twarde karteczki. A może… szmaragdy? Uśmiechnął się, obracając w palcach wizytówkę sklepu jubilerskiego. „Masz oczy jak szmaragdy, piękna” – brzmiało, jakby był romantykiem. Bardzo dobrze. Wiedział już, że nie odpuści.

To, co się z nim działo, mógł porównać do zalążków obsesji. Do szesnastej nie mógł pozbyć się z myśli tego kociego spojrzenia, które niedawno mu zafundowała. Wiktor, opanuj się – krzyczał na siebie w myślach. Kurwa, to tylko oczy! Gały, patrzałki, ślepia… Brak cycków! Stanowczy brak cycków, rozumiesz? Ona nie jest w twoim bujnym typie. Nie ma co się nakręcać!

Włączył mu się instynkt łowiecki, ciągle analizował, jakich sztuczek użyć, żeby jak najszybciej ją sprawdzić. Wiedział jedno – musiał ją mieć.

W domu nie było lepiej. Po tym, jak zrobił sobie obiadokolację, chodził z kąta w kąt, a jego myśli ciągle siedziały przy nowej stażystce. Wiedział, że musi coś z tym zrobić, bo jak tak dalej będzie, to nabawi się seksualnej frustracji, a to nie było mu do niczego potrzebne. Zadzwonił do jednego z kolegów, Mariusza. Niskiego trzydziestodwulatka, z kręconymi blond włosami. Był taką kupą mięśni, że nikt go nigdy nie zaczepiał. Swoją drogą za tą dobrą budową szła też siła, więc jak już ktoś się odważył, zawsze żałował.

Zaproponował mu wyjście do klubu, na co tamten ochoczo się zgodził. Na niego mógł zawsze liczyć. Chociaż żonaty, potrafił znaleźć czas dla kumpla. To co, że żona robiła mu wyrzuty? Przyjaciele byli ważni – jeśli nie najważniejsi.

***

W kącie dużego lokalu raczyli się dobrym, ciemnym piwem i taksowali wzrokiem przechodzące obok kobiety. Wymieniali się uwagami. Oceniali je w skali od jeden do dziesięciu, gdzie dziesiątka zdarzała się naprawdę rzadko, a jedynka wzbudzała przerażenie.

Już oni wiedzieli do jakiego klubu pójść, żeby nie uświadczyć jedynki!

Liczyła się tylko dobra zabawa. Czasami urywał im się film – może Mariuszowi nie tak często, ale Wiktor lubił zaszaleć. Źle wspominał niektóre poranki, więc bogatszy o nieprzyjemne doświadczenia, naprawdę starał się wybierać miejsca na poziomie. Tylko topowe miejscówki, rzut beretem od rynku.

Stał przy barze, leniwie taksując długowłosą blondynkę, ubraną w skąpą czerwoną sukienkę i słuchając, jak jego kumpel narzeka na małżeństwo. Mimochodem rzucał jakieś uwagi typu: „Sam chciałeś GPS na palcu, to teraz cierp”, ale Mariuszowi jakoś to nie przeszkadzało. Potrzebował się wyżalić na oziębłą żonę i brak seksu, a Wiktor zawsze go słuchał.

– Ile dasz? – Teraz przerwał mu, nie odwracając wzroku od piękności, która stała do nich bokiem.

– Siedem, za tę pupcię. – Mariusz pociągnął łyk piwa.

– Chyba nie widziałeś przodu – Wiktor mruknął z rozbawieniem. – Mocna dziewiątka.

Teraz obaj obserwowali ruchy młodej dziewczyny, która zaśmiewała się z czegoś przy barze. Po dłużej chwili, jakby czując na sobie ich spojrzenie, odgarnęła swoje długie włosy i zerknęła w ich kierunku. Wiktor, nie tracąc okazji, podniósł rękę i uśmiechnął się jak do dobrej znajomej. Odwzajemniła uśmiech.

– Dzisiaj nie będziesz samotny? – Mariusz zapytał jakoś trochę uszczypliwie, a brunet trącił go łokciem

– Sam decydowałeś się na takie życie – odpowiedział mu z rozbawieniem, wiedząc, że przyjaciel trochę mu zazdrości.

Chciał wieść dalej hulaszcze życie? Mógł się nie żenić. W końcu każdy jest kowalem swego losu.

Dziewczyna odeszła od baru i ponętnie kołysząc biodrami, ruszyła na parkiet, w tańczący tłum. Informatyk oddał piwo swojemu przyjacielowi i bez wahania ruszył za nią. Zręcznie lawirował między ludźmi, przed nosem mając tylko jej jasne włosy. Szła powoli, więc bez problemu dotrzymał jej kroku.

Po kilkudziesięciu sekundach był na samym środku parkietu. Szalejący tłum nie oszczędził mu kuksańców, a duszne powietrze otaczało z każdej strony. W końcu blondynka przystanęła. Zrobił to samo. Patrzył, jak jej ręce unoszą się nad głowę, a biodra kołyszą się w rytm któregoś z klubowych hitów. Czuł, jak rośnie w nim pożądanie. Zaczął ją rozbierać, kawałek po kawałku. Ktoś wpadł na niego i ledwo uniknął ciosu łokciem. Zaklął szpetnie. Tracił czas.

Powoli podszedł do niej od tyłu i leniwie podrygując w rytm piosenki, obserwował zgrabny tyłek, ledwie zakrywany obcisłą sukienką. Jego ręce powędrowały na boki, jakby nie mogły się powstrzymać, a on ledwo je kontrolował, żeby jej nie dotknąć. Wpadła na niego sama. Plecami przylgnęła do twardego torsu i wygięła swoje smukłe ciało, ocierając się i plącząc sobie włosy.

– Cześć – mruknął jej do ucha, kiedy odwróciła głowę.

Widząc, kim jest jej towarzysz, uśmiechnęła się z zadowoleniem, a okrągłe pośladki sugestywnie pomasowały jego krocze. Objął ją delikatnie, zdecydowanie sunąc w górę talii, ku piersiom.

Jednocześnie przycisnął ją do siebie. Musiała czuć na pośladkach sporej wielkości wybrzuszenie. Dowód samczego pożądania. Niech wie, jak bardzo na niego działa. Mogła mieć dwadzieścia kilka lat, nie więcej. Lubieżny uśmiech, który mu zademonstrowała, mówił tylko tyle, że nie ucieknie jak spłoszona nastolatka. Obróciła się i zarzuciła mu ręce na szyję, a on skupił wzrok na jej piersiach. C lub D, nie wiedział… Były piękne, duże. Dotykały jego torsu, a on przytulił mocniej dziewczynę, wciskając ten uroczy biust w swoją klatkę piersiową. Lekko pocałował jej szyję, odchyliła głowę, zapewniając mu lepszy dostęp. Tym razem ugryzł, polizał, possał… Palce wplotła we włosy mężczyzny, oddychała szybko.

– Idziemy – rozkazał chwilę przed tym, jak pociągnął ją za rękę.

Oszołomiona, rozejrzała się dookoła, ale posłusznie dała się poprowadzić na drugi koniec klubu. Do toalety. Wybrał męską, nie przejmując się zapachem i nie zwracając uwagi na towarzystwo. Otworzył jedną z kabin i wciągnął ją do środka, w akompaniamencie czyjegoś głośnego gwizdu. Gwałtownie przywarł ustami do jej ust, tak że wpadła na ścianę, a jej ręce na chwilę odskoczyły na boki. Zaskoczona tym atakiem, ledwie nadążała za jego językiem, zachłannie wdzierającym się między jej wargi. Szybko odzyskała rezon. Jęknęła, czując, jak oplata jej język swoim, a jego smak przyjemnie rozlewał się po podniebieniu.

Zamknęła oczy, drżąc leciutko i wdychając jego zapach, który zaczął dominować nad odorem męskiej toalety. Widział, jak bardzo jest rozpalona, jak co chwilę spogląda na niego tym nieobecnym wzrokiem, jak rozchyla wargi, kiedy odrywa od niej swoje usta. Położył dłoń na jej odkrytym udzie, przesunął w górę i ścisnął mocno, pozostawiając wyraźny ślad na bladej, delikatnej skórze uda. Nie bawiąc się w wyrafinowane pieszczoty, palcami zaczepił o cienkie, koronowe majtki. Jęknęła, gdy zdecydowanym ruchem pociągnął je na dół, a kciukiem przejechał po mokrej, stęsknionej dotyku łechtaczce.

– Zrób to szybko – poprosiła, słysząc brzęk paska od spodni.

W odpowiedzi uśmiechnął się tylko, a kolanem rozchylił jej nogi. Założył gumkę i wszedł od razu, mocno i pewnie, a jej głośny jęk rozległ się ze zdwojoną siłą w niewielkim pomieszczeniu. Jedną ręką objął ją pod pachami, a drugą mocno złapał za pośladek. Podniósł jej ciało, a ona oplotła nogami jego biodra. Wszedł jeszcze głębiej. Zacisnął powieki – przyjemność była obezwładniająca.

Kolejny raz poruszył biodrami. Rozkosz rozlała się falami po jej ciele. Rozmiar członka przysporzył jej na początku sporo bólu, ale szybko o tym zapomniała. Ból przemienił się w przyjemność, wchodził w nią raz za razem. Brał z coraz większą determinacją, niemal brutalnie.

Narzucał mordercze tempo, myśląc tylko o nadchodzącym spełnieniu. Po jej ciele przebiegły dreszcze, a palce mocno wbiły się w szerokie, męskie ramiona, osłonięte cienką koszulką.

Czuł, jaka jest niesamowicie mokra i gorąca. Chciał wbić się w nią do końca, sprawić, by zapamiętała go na długo. Ręką jeszcze mocniej docisnął ją do siebie, z fascynacją obserwując wypukłości piersi.

Doskonale czuła jak z każdym kolejnym ruchem, miseczki stanika drażniły jej twarde sutki. Nie mając żadnej kontroli nad sytuacją, mogła tylko jęczeć, mocno obejmując go ramionami. Zmuszone do długiego wysiłku mięśnie reagowały bólem.

– Tak! – krzyknęła, gdy pierwsza fala gorąca rozlała się po jej ciele.

Ścisnął jej jędrny pośladek i jeszcze mocnej naparł biodrami. Skupił się na drugiej dziurce, płytko wkładając w nią jeden z palców.

– Nie – wyjęczała, szybko kręcąc głową, ale członkiem wszedł w nią tak mocno, że został z tego głośny krzyk przyjemności.

W skupieniu obserwował twarz kochanki. Pieścił ją już bez opamiętania, zachłannie, a ona straciła panowanie nad sobą. Liczyło się tylko tu i teraz.

Przymknął powieki, czując, jak pochwa mocno otula go swoimi ściankami. Fantastyczne, miękkie piersi nieznajomej rozpłaszczyły się na torsie Wiktora, gdy wtuliła się w niego spełniona. Ostatnie pchnięcie i z gardła mężczyzny wydobył się przeciągły jęk. Doszedł.

I w końcu przestał myśleć o tych cholernych zielonych oczach.

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór!

Niniejszym witamy 47 Autorkę Najlepszej Erotyki! Z tej okazji, Ayden życzę Ci wielu i wyłącznie udanych premier 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Witam i dziękuję serdecznie 🙂

Dodam jeszcze, że opowiadanie uważam za dobry debiut i mam nadzieję, że wkrótce pojawią się tu następne Twojego autorstwa.

To wprawdzie bardziej pojedyncza “fotografia” ukazująca sytuację bohatera (i dającą orientację w jałowości jego egzystencji), niż skomplikowana i złożona fabuła, ale i tak miło na nią spojrzeć.

Faktycznie, widzę tu podobieństwo z wczesnymi tekstami Miss.Swiss. A także duży potencjał na przyszłość 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nie jestem dobra w skomplikowanych fabułach, więc cieszę się, że ten tekst spotkał się z takim przyjemnym odbiorem.
Dziękuję 😉

Dobry wieczór!
Cóż mogę rzec po lekturze debiutu Ayden na łamach Najlepszej Erotyki? Że jestem bardzo zadowolony, gdyż to miejsce wciąż jest atrakcyjne dla debiutantów. Epizod z życia Wiktora przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Głównie ze względu na styl naszej nowej koleżanki. Opowieść przywołała różnorakie wspomnienia.

Pierwszym z owych wspomnień była niewątpliwie wczesna twórczość Miss Swiss – nieśmiałe eksperymenty z erotyką i rozbudowana warstwa obyczajowa. Wiktor jawi mi się jako postać dość dziwna, Ni Casanova, ni typowy samiec Alfa, Można się zastanawiać co te kobiety w nim widzą?
A może to tylko wstęp do jakiejś ewolucji postaci? Oczywiście przy założeniu, że dane nam będzie przeczytać kolejne epizody.

Bezsprzecznie najbardziej tajemniczą personą jest blondynka z końcowej sceny. Lubię efektowne wolty – przynajmniej w opowieściach erotycznych.
Normalnie dałbym cztery, by nie rozpieścić Autorki i zmobilizować do pracy. Ale wrocławskie zakamarki, wywołują niemal zawsze uśmiech na mojej twarzy. Zostawiłem pięć ze sporym kredytem zaufania. Jak mawia klasyk: “Polubiłem Twój styl, Ayden. Nie spieprz tego. 🙂
Kłaniam się,
Foxm

Dziękuję i mam nadzieję, że nie popsuję.
Przynajmniej będę się starać 🙂

Gratuluję udanego debiutu! Przeczytałem ten epizod dwa razy (naprawdę!), a to o czymś świadczy 😉 Wiktor ma w sobie “to coś”, co sam zresztą widzi w swoim odbiciu w lustrze 😉 Dlatego bardzo jestem ciekaw, czy Krystyna, ze swoją nieposkromioną miłością, kiedykolwiek go uwiedzie 😉 Aż się prosi o sequel 😀

Ty zawsze potrafisz dodać mi otuchy 🙂
Krysia jest taką postacią, że można z nią konie kraść 🙂 ale ciągle mam mieszane uczucia co do kontynuacji.

Dobre, proszę więcej 🙂 Przecież nie można tak skończyć. Lekko, z humorem, choć i ze sporą dawką dziegciu w postaci samczego cynizmu. Przyjemny styl.
Ayden, cieszę się, że jesteś z nami!

Hej, dziękuję 🙂
Ja też się cieszę, że nie stchórzyłam 🙂

Historia przyjemna, chociaż w gruncie rzeczy błaha. Prosta, ładnie napisana obyczajówka. Smaczna ale nie aż tak, by zapamiętać. Czasu poświęconego na czytanie jej nie uważam że stracony 🙂

Kilka usterek interpunkcyjnych. Głównie brakujące kropki.

Dzięki 🙂

Jak dla mnie, tekst jest skończony. Autorka urwała w odpowiednim momencie, pozostawiając Czytelnika z pobudzoną ciekawością i pytaniami bez odpowiedzi. Ja bym się nie pokusiła o kontynuację. Nie płyń na jednej, wysokiej fali, ayden, będą inne, równie dobre, a może i lepsze. Na to liczę.

Jak na debiutantkę, poszło Ci całkiem sprawnie. Owszem, nie uniknęłaś błędów, czasem oczywistych do wychwycenia, ale jednak widzę w Tobie potencjał.

Historię Wiktora traktuję jako małą przystawkę, trochę naiwną i banalną, ale cóż poradzić. Życie też czasami takie bywa.

Pozdrawiam,
kenaarf

Tak, ja też po czasie myślę, że to jest dobre takie, jakie jest i niech tak zostanie.
Dziękuję za każde słowo.

Napisz komentarz