Młoda Wiedźma II (Boober)  3.18/5 (11)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 14 minut/-y    
frankie m., "Sarah", CC BY 2.0

frankie m., “Sarah”, CC BY 2.0

Minęło kilkanaście tygodni, od czasu gdy Kasjopeja poznała, czym może być ból i upokorzenie. Dowiedziała się także, co potrafi Madamme Ornella. Kiedy więc posługaczka odnalazła ją po południu w bibliotece i poinformowała, że Madamme życzy sobie ją zobaczyć, i to natychmiast, poczuła się nagle bardzo źle. Od pamiętnej nocy Madamme zachowywała się tak, jakby nic nie zaszło. Jakby zapomniała o całym wydarzeniu. Kassi nie zapomniała. Nadal miała przed oczami te wszystkie wydarzenia, nadal niemal czuła ból, który jej wtedy zadano. Pełna najgorszych przeczuć pukała więc do drzwi, za którymi spodziewała się spotkać najgorsze.

– Nie ma się czego bać – Madamme bezceremonialnie użyła swoich zdolności telepatycznych. – Nie zrobię ci żadnej krzywdy.

Dopiero teraz Kassi zauważyła, że Madamme nie jest w pokoju sama. Przy sekretarzyku, na obitym skórą krześle, siedziała Starsza Szkoły. I to ona zaczęła mówić.

– Kasjopejo, dowiedziałam się o twoim nieposłuszeństwie i o karze która, całkiem zresztą zasłużenie, spotkała cię za to. Ale nie jestem tu po to, by wywlekać tę akurat sprawę. Znacznie bardziej zainteresowały mnie obserwacje na twój temat, poczynione przez Madamme Ornellę.

Kassi nie wiedziała, dlaczego nagle przed oczami stanęła jest opleciona cierniem strzała. Wiedziała natomiast doskonale, że ową strzałę ujrzała także Madamme. Słowa, które rozbrzmiały w jej głowie, nie zostały przez nikogo wypowiedziane. Ale słyszała je aż nadto wyraźnie. Głos Madamme nie zostawiał cienia miejsca na wahanie: „Nie widziałaś żadnego znaku. I na razie nie wolno ci o nim nawet myśleć!”

– Według Madamme Shaer Ak’Thinnro masz pewne rzadkie predyspozycje, które wykraczają swoją naturą poza zwykle stosowane w naszej szkole praktyki. Dlatego, na specjalną prośbę Madamme Shaer Ak’Thinnro, będziesz szkolona indywidualnie. To znaczy dodatkowo, oprócz tego, czego będziesz uczyć się na co dzień. Ponieważ Madamme Shaer Ak’Thinnro zależy na pewnej dyskrecji, zorganizuję to tak, by twoje koleżanki nie były o tym poinformowane. Miej jednak, młoda damo, świadomość, że jest to niezwykły wyjątek od zasad panujących w szkole. Tylko ze względu na wstawiennictwo Madamme i jej pozycję czynię taki wyjątek. Tuszę, że docenisz ten gest.

Kassi skłoniła się nisko Starszej Szkoły. Znała aż za dobrze surowe reguły i wiedziała, że Madamme musiała mieć bardzo, bardzo mocne argumenty. Nie wiedziała tylko, dlaczego je przedstawiła. Starsza Szkoły podniosła się z fotela. Obie jeszcze raz pochyliły przed nią głowy, gdy wychodziła. Zostały same.

Kiedy tylko za Starszą zamknęły się drzwi, Madamme zrobiła coś, czego Kassi w życiu by się nie spodziewała. Rozwiązała sznurowanie swojej szaty i rozchyliła ją. W świetle kilku świec dziewczyna doskonale widziała symbol zdobiący skórę między piersiami Madamme.

– Wiesz, co to jest?

Pewnie, że wiedziała. Znak równie legendarny, co mityczny. Nigdy oficjalnie nie potwierdzono nawet jego istnienia. Zarazem jednak każdy, kto liznął chociaż odrobinę magii, był świadom, co oznacza opleciona cierniem strzała. Godło wiedźm, które jako jedyne miały prawo używać mocy do zadawania śmierci. Podobno. Krąg najbardziej zaufanych strażniczek najmroczniejszych tajemnic tego świata. Podobno. Od wielu lat już nieistniejący wewnętrzny klan Gildii, chroniący jej ścisłe władze. Podobno. Tajne stowarzyszenie pragnące przejąć władzę nad światem. Podobno. Żywiące się krwią zwyrodniałe psychopatki. Podobno. Wszystko to traktowane było jako kolejne z legendy, po części powstające samoistnie, po części starannie preparowane i rozpowszechniane przez samą Gildię. Te, które nosiły znak ciernia i strzały nazywane były różnie. Morderczynie Ciernia, Wewnętrzna Gildia, Kurwy Śmierci… Najczęściej – Siostry Ciernia. I tego właśnie miana użyła.

– Madamme jest Siostrą Ciernia…

– To durne określenie. Jak i wszystkie pozostałe. A zwłaszcza Kurwy Śmierci… Ale niech będzie. Tak, jestem Tą Która Nie Istnieje, Grotem Sprawiedliwości, Córką Mroku… Jest tego trochę. Wszystko bez znaczenia. Uczyłaś się o Iher Sheilhan?

To wyjaśniało kilka rzeczy. O Iher Sheilhan, mrocznej elfce, która w Czasach Krwi zasłynęła bezgranicznym oddaniem Gildii i niezwykłym okrucieństwem wobec wrogów, uczono od dawna. Iher zginęła broniąc tajemnic Gildii, zamęczona przez rebeliantów. Do samego końca nie zdradziła nic ze swojej wiedzy. Jej okaleczone ciało podrzucono przed jedną ze świątyń w Górskim Mieście. Co jednak miała wspólnego Iher Sheilhan z Siostrami Ciernia? Madamme znów użyła chyba telepatii. Albo po prostu spodziewała się, ze Kassi o to zapyta.

– To właśnie Iher powołała do życia nasz „zakon”, jak sama go nazywała. Dobrała do swojego otoczenia najlepsze z najlepszych, elitę. Wiedźmy o specyficznych, unikalnych zdolnościach. I uczyła je, jak je wykorzystywać. To niezwykły dar kontrolowania ludzi, wpływania na ich umyły, przenikania do nich. Niewiele wiedźm potrafi przejąć całkowitą kontrolę nad człowiekiem. Pewnie, każda z nas potrafi skłonić kogoś do zrobienia tej czy innej, zazwyczaj prostej, rzeczy. Ale podporządkowana osoba zawsze jest świadoma, że działa pod przymusem. Niemal każda z nas potrafi lepiej lub gorzej wniknąć w czyjeś myśli. Ale prawie zawsze czytana osoba ma co najmniej przeczucie, że ktoś ją podsłuchuje. To, co potrafiła Iher, wykraczało daleko poza te podstawy. Ale wymaga specyficznych predyspozycji. Ty je posiadasz.

Kassi nie wiedziała, jakie to predyspozycje. Nie wydawało jej się, by posiadała jakieś szczególne cechy, odróżniające ją od koleżanek. Nie omieszkała podzielić się tą wątpliwością z Madamme.

– Widzisz, dziecko… Wiedźmy bardzo często nie doceniają potęgi, jaką stanowi ciało. Uczy się je, zresztą świadomie, że u podłoża ich mocy i umiejętności leży kontrolowanie własnego umysłu. Jasność myśli, siła świadomości. To prawda. Ale Iher odkryła coś jeszcze, coś, z czym Gildia nigdy się nie pogodziła. Że ta pogardzana cielesność, odpowiednio kontrolowana i umiejętnie wykorzystana, daje moc, o jakiej wiele z twoich nauczycielek nawet się nie śniło. Najprościej mówiąc, fakt, że seks i magia świetnie się uzupełniają, to najbardziej chroniony i najbardziej wstydliwy sekret Gildii.

Kassi miała w głowie coraz większy mętlik. Cielesność? Seksualność? Przecież coś dokładnie przeciwnego wpajano im od początku edukacji. „Ciało to tylko powłoka, liczy się umysł” – takie motto wykuto w kamieniu na bramie Akademii!

– Przemyśl to sobie… A teraz idź. Kiedy przyjdzie właściwy moment, spotkamy się znowu. A, i nie bój się, że przypadkiem coś komuś wypaplasz… – Madamme zamruczała coś pod nosem i dotknęła grzbietem dłoni jej czoła. – Nałożyłam blokadę na całą rozmowę. Tylko w mojej obecności będziesz w stanie powiedzieć cokolwiek na ten temat…

Kassi przez cały wieczór nie mogła znaleźć sobie miejsca. To, czego dowiedziała się od Madamme, a przede wszystkim fakt, że nagle, bez uprzedzenia, została obdarzona taką wiedzą, nie dawał jej spokoju. I napawał lękiem. Wiedziała, jak kończą te, które sprzeciwią się Siostrom Ciernia, iheritkom. Jeszcze okrutniej obchodziły się z tymi, które zdradziły symbol strzały i ciernia. Może były to tylko legendy, ale w każdym bajaniu jest przecież ziarno prawdy. Co będzie, jeśli się nie sprawdzi? Jeśli okaże się, że Madamme i Starsza Szkoły pomyliły się co do niej? Zginie? Czy może jej ciało zostanie na zawsze już skażone ozalitem – wydrą z niej moc, pozbawią daru?

Tak rozmyślając dłubała w talerzu z gulaszem. Kolacja jakoś jej nie smakowała, prawdę mówiąc, nie miała ochoty na jedzenie. Była zbyt podenerwowana. Nagle coś przykuło jej wzrok. Jeszcze raz poruszyła łyżką w misce. Nie było wątpliwości. Drobinki tłuszczu w zawiesistym sosie ułożyły się w cienką linię. Zbyt cienką, i zbyt równą, by było to dzieło przypadku. Dyskretnie rozejrzała się dookoła. Nikt nic nie zauważył – większość adeptek wyszła już z refektarza. Dookoła niej było pusto. Tymczasem wzór na powierzchni sosu zaczął się zmieniać. Teraz widziała już wyraźnie. Strzała i cierń. Poczuła za sobą jakiś ruch.

– Czekam w swojej komnacie… – usłyszała zza pleców. Kiedy jednak się odwróciła, nikogo tam nie było.

Kiedy spojrzała na swój posiłek, gulasz znowu wyglądał całkiem normalnie. Kawałki mięsa i kaszy nie układały się w żaden nadzwyczajny wzór. Ot, bezkształtne góry i doliny stygnącego jadła. Wstała, podniosła swoją miskę i powoli skierowała się ku wyjściu. Po drodze podała naczynie posługaczce.

– Masz przybyć tylko w todze – powiedziała nagle dziewka. – W niczym więcej.

– Mówiłaś coś? – zapytała, nie wierząc własnym uszom.

– Ja? Nie, panienko… – W tępych oczach służącej ujrzała zaskoczenie.

– Nieważne… – rzuciła z roztargnieniem.

Kwadrans później stała przed drzwiami komnaty Madamme. Tak jak jej przykazała dziewka, miała na sobie czarną, jedwabną togę, narzuconą wprost na nagie ciało. Czuła, jak z zimna dostaje gęsiej skórki. W końcu Madamme otworzyła. Weszła. Mrok pomieszczenia rozświetlała znów tylko jedna, mała lampka. Nieco światła padało także z półotwartych drzwi do drugiego pomieszczenia. I właśnie tam została od razu zaprowadzona.

Komnata przypominała nieco gabinet medyka. Była tam twarda kozetka, obita lśniącą skórą, fotel o przedziwnej konstrukcji, szafki i stoliki. Madamme bez słowa wskazała na jej togę i wieszak. Zrozumiała, że ma się rozebrać. Nie wiedziała po co, ale nawet nie przyszło jej przez myśl, by protestować. Wiedziała już przecież, do czego zdolna jest Madamme. Nawet, jeśli wszystko, co przeżyła było tylko iluzją, nie miała najmniejszej ochoty doświadczyć tego po raz wtóry. Posłusznie odpięła klamrę togi. Śliska tkanina niemal natychmiast zasunęła się z ramion. Chwilę później stała naga, drżąc z zimna, w migotliwym świetle pochodni. Madamme Ornella stanęła naprzeciwko niej. Jednym ruchem dłoni pozbyła się otulającego ją do tej pory płaszcza. Spod miękko wyprawionej tkaniny wyłoniło się nagie ciało. Kassi miała po raz pierwszy okazję podziwiać ją w całej okazałości. Wprawdzie Madamme była również naga owej pamiętnej nocy, podczas której zadała jej tyle bólu i cierpienia, ale dziewczyna niewiele z tego pamiętała. Teraz patrzyła zauroczona na niemal idealne ciało swojej nauczycielki. Na pełne piersi, sprężyste ramiona, na oliwkową skórę. Madamme była półelfką. Poznała to po sutkach, odwrotnie niż u ludzi – jaśniejszych od reszty skóry. Widziała jej biodra, smukłe nogi, delikatne i wąskie stopy. Kobieta przed nią uniosła ręce i objęła własne piersi.

– Kassi, jedną z najlepszych broni, jaką posiadamy my, iheritki, stanowi fakt, że jesteśmy kobietami. Wojownicy, królowie, kapłani, naczelni magowie… Wszyscy są mężczyznami. Mają swoje potrzeby, często zupełnie różne od naszych. A pożądanie to jeden z najsilniejszych motorów, popychających ludzi do działania. Odpowiednio wykorzystane może dać ci siłę, o której inne wiedźmy jedynie śnią. Mam tu na myśli zarówno moc magiczną, jak i inną, czysto ludzką…

– Ale skąd pewność, że i ja… – zaczęła Kassi

– Wiem to. Po prostu wiem – Madamme ucięła wszelką dyskusję. – Chcę ci coś pokazać. Tym razem nie sięgnę po żadną magię iluzji. Wszystko, co zobaczysz, będzie prawdą, stanie się w rzeczywistości. Po tej lekcji czeka cię decyzja. Jeśli nie osiągniesz absolutnej pewności, że wiesz, na co się godzisz, po prostu zapomnisz o wszystkim, a przez resztę życia będziesz, jak większość twoich koleżanek, leczyć w infirmerii, przerzucać posłańców z pilnymi depeszami albo zaklinać pogodę. Skup się więc. Pójdziemy na mały spacer…

– Nagie? – Kassi pożałowała pytania, zanim jeszcze skończyła je zadawać.

– Oczywiście. Niestety, zaklęcie rzeczywistej niewykrywalności działa tylko na ciało. A tam, gdzie się udamy, lepiej żeby nas nie odkryto.

Kassi była zaskoczona. Pełna niewykrywalność? Wiedziała, że istnieją zaklęcia czyniące czasowo niewidocznym. Elementarna magia, detekcja mocy pozwalała natychmiast wykryć takie działanie. Ale niewidzialność i niewykrywalność zarazem? Nie miała jednak zbyt wiele czasu do namysłu. Iheritka zaczęła mruczeć pod nosem inkantację. Po chwili dziewczyna poczuła, że robi jej się potwornie zimno. Wrażenie jednak minęło równie szybko, jak się pojawiło. Mimowolnie uniosła ręce – nadal były na swoim miejscu. Zniknęła jedynie Madamme.

– Idziemy! – rozległ się głos w jej głowie. Znów telepatia. – Będę prowadzić cię myślami.

O tym, że jest niewidzialna, przekonała się szybko. Na szkolnym korytarzu co chwila mijały kolejne adeptki, szykujące się powoli do spoczynku. Żadna z nich nie zauważyła ich obecności. Kassi nie mogła się powstrzymać i machnęła jednej z przechodzących dziewcząt dłonią tuż przed oczami. Żadnej reakcji.

– Przestań. To nie pora na żarty… – głos w jej głowie nie pozostawiał miejsca na dyskusje. Ani na obronę. – Korytarzem na prawo i do bramy na zewnątrz.

Posłusznie szła dalej za Madamme. Kiedy znalazły się poza akademią, nauczycielka skierował je w stronę Dolnego Miasta. Kassi znała tę część grodu tylko z opowieści. Podejrzane spelunki, marynarze, domy uciech… Sama nigdy nie odważyłaby się tam wybrać, nawet w dzień. A co dopiero w nocy.

Madamme prowadziła ją wąskimi zaułkami. W końcu znalazły się przed niewielkimi drzwiami, na tyłach sporego domu. Madamme zamruczała coś pod nosem. Podwoje otworzyły się powoli. Jeden rzut oka wystarczył, by Kassi zorientowała się, gdzie są. Półnagie dziewczyny, kilku mężczyzn w kosztownych kubrakach, woń trunków i perfum, pomieszana z jakimś jeszcze, trudnym do zdefiniowania zapachem. Zamtuz. Dom schadzek. Lupanar. Burdel.

Madamme nie pozwoliła jej jednak zbyt długo zastanawiać się nad tym, gdzie się znalazły. Nakazała jej wejść schodami prowadzącymi na piętro. Kassi minęła cuchnącą piwem krasnoludzką kobietę, trzymającą straż u ich szczytu. Domyśliła się, że to u niej uiszczało się opłatę za usługi ladacznic.

Pokoje na piętrze nie miały drzwi. Ich rolę pełniły kotary z grubego, rubinowego sukna. Zza zasłon dochodziły różnorakie odgłosy: poskrzypywanie łóżek, przyspieszone oddechy, tłumione, lub nie, stęknięcia i jęki, czasem głośniejsze okrzyki rozkoszy, innym razem przekleństwa… Jednocześnie podniecająca i obrzydliwa symfonia seksu. Na końcu korytarza jedna z kotar nagle odchyliła się nieco. Kassi domyśliła się, że stało się to za sprawą ręki Madamme i że ma tam wejść. Większą cześć podłogi zaścielały miękko wyprawione baranie skóry, pełniące jednocześnie rolę czegoś w rodzaju łóżka, czy raczej posłania. Na środku pokoju stał mężczyzna. Praktycznie nagi, jeśli nie liczyć ciężkiego, złotego naszyjnika z medalionem i grubych, skórzanych bransolet łucznika. Przed nim klęczała naga kurtyzana. Młoda jeszcze elfka, o spiczastych uszach i niemal granatowych włosach. Pochłonięta była pieszczeniem sterczącej męskości klienta.

– Za chwilę pozwolę ci doświadczyć tego, co czuje ten mężczyzna. Zobaczysz, jak silne jest to doznanie… Usiądź… I staraj się nie otwierać oczu…

Posłusznie przysiadła na skraju futrzanego legowiska, oparła się o ścianę i opuściła powieki. Madamme wyszeptała inkantację. To, co poczuła, zupełnie zaskoczyło Kassi. Po prostu nagle, znikąd, zaczęła czuć gorące usta elfki, wodzące po jej… No właśnie. Czuła między udami coś twardo napiętego, bardzo wrażliwego na dotyk. Ciało mężczyzny – ciężar medalionu, twardość skórzanych bransolet. A przede wszystkim, rozkosz, jaką wyćwiczone, sprawne usta prostytutki dawały temu, co, wedle wielu, co stanowiło o jego męskości. Nie umiała nawet nazwać tego doznania, ale z całą pewnością było silne i przyjemne. Bardzo przyjemne.

Głowa dziewczyny na moment zmieniła rytm. Usta, do tej pory tylko poruszające się na twardym członku, nagle zmieniły zupełnie pieszczotę. Teraz nierządnica wsuwała penisa głęboko do gardła, tak głęboko, że Kassi czuła, jak za każdym pchnięciem uderza nosem w podbrzusze kochanka. Czuła wielce przyjemne napięcie. Nagle doznała czegoś jeszcze – mocnego skurczu w okolicy krocza. Świat zakołysał się w posadach. Poczuła, jak całe podbrzusze mężczyzny napina się, jak z twardego członka tryska nasienie, wprost do gardła kurtyzany. Tak oto doświadczyła męskiej rozkoszy. Zupełnie innej niż ta, którą znała. Trwająca tylko parę chwil, ale za to tak intensywna, że aż przerażającą swoją mocą. Mężczyzna opadł na kolana, a potem, położył się na plecach. Ciężko oddychał. Kassi wraz z nim wciągała każdy, z trudem zaczerpywany haust powietrza. Pod zamkniętymi powiekami powoli zaczął pojawiać się obraz twarzy prostytutki, jej figlarny uśmiech, fiołkowe oczy. Malutka kropla białawego nasienia w kąciku ust. Wzrok przesunął się niżej, na drobne piersi, poznaczone wyrysowanymi barwiczką wzorami. Kassi nie tylko odczuwała, ale i widziała to, co mężczyzna.

Choć jej klient właściwie został zaspokojony, kurtyzana nie przerwała zabiegów. Delikatnymi palcami ujęła więdnącego nieco członka. Powoli, bardzo delikatnie, wznowiła pieszczoty. Palce błądziły wokół jąder, pieściły skórę między udami. Kassi czuła, jak obiekt tych starań napełnia się krwią i znów wypręża, gotów do działania. Jak delikatne elfie palce przesuwają się po pomarszczonej skórze. Pod plecami miała miękkość skór, bok grzało ciepło bijące z otwartego paleniska. Teraz kurtyzana zmienia pozycję. Pochyliła się znowu nad stercząca męskością. Tym razem jednak tylko przebiegła po niej ustami, zsuwając się niżej. Młoda wiedźma poczuła jej ciepły, rozedrgany język na jądrach, pachwinach. Gorąco i podniecenie wzmagało się. Kassi była świadoma, jak drobne palce prostytutki przebiegają po wewnętrznej stronie ud, jak pieści ciało mężczyzny. Jak jej drobne piersi przyciskają się do jego ud. Wrażenie było takie, jakby to były jej własne uda… Widziała jej głowę, poruszającą się nad silnymi, umięśnionym ciałem.

Usta, piersi i dłonie nierządnicy przesuwały się teraz w górę męskiego ciała. Dziewczyna przejechała brzuchem po naprężonym członku. Kassi poczuła jej sterczące sutki, ocierające się o tors. A także pośladki w dłoniach, kiedy mężczyzna chwycił ją i jednym, mocnym ruchem naprowadził nad gotowego do dalszych igraszek penisa. Doznanie wchodzenia w mokre wnętrze było niesamowite. Wrażenie ciepła, wilgoci otulającej sterczące, nabrzmiałe przyrodzenie, dreszcz pożądania… Jednocześnie obserwowała, jak prostytutka miarowo unosi się i opada, niczym amazonka na koniu, i czuła, jak nabrzmiała lanca zagłębia się i wynurza z jej wnętrza. Jak dziewczyna zaciska się na niej, by wzmocnić jeszcze doznania. Gdzieś na granicy świadomości pojawił się szacunek dla biegłości kurwy w jej rzemiośle. Natychmiast jednak został wyparty przez drugi już potok rozkoszy.

Prostytutka przestała się unosić i opadać. Teraz zataczała biodrami coraz szersze koła, jednocześnie zaciskając mięśnie na penisie. Kassi poczuła dotyk na nadgarstku – dziewczyna chwyciła mężczyznę i położyła jego rękę na swym biuście. Poczuła pod palcami twardość sutka, miękką sprężystość piersi. Mieściła się bez trudu w szerokiej, mocnej dłoni. Kręgi zataczane przez biodra dziewczyny przybrały na intensywności. Nie minęło wiele czasu, kiedy znów poczuła wzbierającą gdzieś w dole falę. Tym razem jeszcze silniejszą. I nagle owa fala przełamała tamy i rozlała się po całym ciele. Usłyszała, jak mężczyzna krzyczy. Czuła potężne skurcze, strugi nasienia trafiające do mokrego wnętrza dziewczyny. Balansowała na granicy utraty świadomości, przygnieciona i całkowicie pochłonięta przetaczającą się przez nią feerią doznań. Która zresztą prędko osłabła, pozostawiając uczucie cudownej błogości, świadomość spełnienia…

Właściwie było jej teraz wszystko jedno – zewnętrzny świat przestał istnieć. Uświadomiła sobie, że mężczyzna, z którym dzieliła nawet łaskotanie kropli potu spływającej mu po karku, całkiem zapomniał, iż słono zapłacił za usługi owej elfki. Że kupił sobie parę chwil jej miłości, a właściwie – samego tylko seksu. Czuła, tak jak i on, że teraz mógłby zrobić dla sprzedajnej dziewczyny wszystko. Że gdyby kazała mu iść i zabić samego króla, chwyciłby łuk i ruszył do pałacu. Że w jakiś dziwaczny sposób kocha tę płatną dziewkę. Czuła, jak szczęśliwy i wdzięczny zapada w sen…

Iluzja urwała się tak nagle, jak się pojawiła. Siedziała oparta o ścianę, nieco skołowana.

– Wychodzimy. Starczy tego.

Kassi rozejrzała się nieprzytomnym nieco wzrokiem po pokoju. Mężczyzna spał na skórach. Nierządnicy już nie było. Ruszyła w stronę drzwi. Opuściła burdel tą samą drogą, którą tu przyszła. W parę chwil wróciła do akademii, prowadzona oszczędnymi poleceniami swojej nauczycielki. Mimo, że chciała zapytać Madamme o wiele spraw, ta milczała. Dopiero w akademii, kiedy zdjęła już z nich obu czas niewykrywalności i kazała uczennicy założyć togę, odezwała się po raz pierwszy:

– Jeżeli się nie domyśliłaś, prostytutka robiła dokładnie to, co jej kazałam. Oczywiście nie zdawała sobie z tego sprawy. Sama pewnie teraz zadaje sobie pytanie, jak była w stanie sprawić temu tępemu żołnierzykowi aż tyle rozkoszy. Tego mogę cię nauczyć. I jeszcze więcej. Ale pamiętaj, z tej drogi nie ma powrotu. Wbrew pozorom, większość legend o Kurwach Śmierci jest prawdziwych. Pewnie dlatego nikt ich nie dementuje, są przecież tak nieprawdopodobne. Może będziesz musiała zabijać, albo kłaść się z najobrzydliwszymi kreaturami tego świata. A może znajdziesz się w sytuacji wyboru, którego nigdy nie chciałabyś podejmować. To cena, jaką płaci się za talenty Iher. Decyduj się. Tu i teraz. Powtarzam raz jeszcze: z tej drogi nie ma powrotu.

– Nie ma?

– Nie. Kroczysz nią dopóki nie umrzesz.

W komnacie zapadła cisza. Kassi powoli uniosła głowę i spojrzała w oczy Madamme. Choć wiedziała co powie, własny głos zaskoczył ją swoją mocą.

– Zgadzam się!

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Tak, jak w poprzedniej części spodobało mi się odegranie scen w głowie bohaterki, tak tutaj jestem ukontentowana pomysłem na umożliwienie Kassi odczuwania męskiej rozkoszy. Zdecydowanie lepszy odcinek, mimo,że kilka drobnych usterek znalazłam 🙂
Czekam na kontynuację. Ciekawa jestem gdzie zawędruje bohaterka i jak się to dla niej skończy.

Pozdrawiam,
kenaarf

Pełna zgoda. Drugi odcinek jest znacznie lepszy od pierwszego i pod względem fabularnym – chętnie zamieniłabym się z Kassi w zamtuzie, i pod względem technicznym – bogatsze słownictwo, rozważniej budowane zdania. Lubię powtórzenie jako figurę retoryczną – tutaj refren “podobno” rozdzielał dźwięcznie kolejne domysły.
A zapowiedź kursu seksu sprawia, że czekam na kolejne części z niecierpliwością. 🙂

O to, to właśnie, Artimar! Zapomniałam wspomnieć o zachwycie nad “podobno”. Kojarzy się z depeszami i nieodłącznym ich elementem – “stop”. Od razu przypomina mi się film “Sissi” z 55′ i facet, swoją drogą genialnie komiczny i kochliwy, nadający depeszę.

[…] Przejdź do kolejnej części – Młoda Wiedźma II […]

Ej, ja też chcę wejść do głowy faceta i czuć jak on! Świetny pomysł. Część w moim mniemaniu lepsza niż wcześniejsza. Oby tendencja się utrzymała 🙂

I naprawdę ktoś wierzy, że oni mają lepiej? ;D

Nie mówię, że mają lepiej; według specjalistów to właśnie kobiecy orgazm jest bardziej intensywny. Chodzi o samą ciekawość, jak ową przyjemność odczuwają mężczyźni.

Prawdę powiedziawszy jestem przekonana, że różnice między płciami są przereklamowane ;D
Podejrzewam, że każdy z nas swoją “małą śmierć” przeżywa inaczej… Generalnie spojrzenie na świat cudzymi oczami jest interesujące, ale czy akurat wybrałabym seks… nie wiem…

Droga Aniu, a jakie ciekawsze rzeczy znasz od seksu? I kiedy chciałabyś patrzyć oczami innej osoby?;]

Drogi Boberze zawsze chichoczę jak czytam to opowiadanie bo przed oczyma mam taką mroczną wersje Harrego Pottera. Czyta się lekko i dobrze, ale fantasy jak fantasy. Nowych kanonów tu nie ustalasz choc sprawnie posługujesz się istniejącymi.

Seks jest bardzo ciekawy – szczególnie kiedy się go uprawia, ale mnie bardziej interesuje co ludziom siedzi w głowie, niż to jak odczuwają przyjemność. Wolałabym zrozumieć jak inni patrzą na otaczający ich świat, a do tego lepiej nadawałyby się setki rzeczy:
– czytanie Ulissesa,
– zdobywanie K2 zimą,
– spacer z psem,
– nurkowanie,
– skok ze spadochronem (sama mam lęk wysokości, więc pewnie bym się nie odważyła, ale “robiąc to” kimś, kto to lubi powinnam przecież czuć jego zachwyt a nie własny strach),
– raczkowanie jako kilkumiesięczne dziecko,
– a nawet przyglądanie się striptizerce oczami faceta (mechanizmy pożądania, zawężona percepcja związana z nimi, takie tam…).

A Ciebie interesowałoby tylko przeżycie ekstazy w ciele kobiety? ;D

Przepraszam Aniu kochana, że tyle musiałaś czekać, ale hmm dużo ostatnio czytałem.
Ulisses jest przereklamowany niestety. Nie lubie go, a i tak wolę go czytać sam a nie czyimiś oczami. To zwyczajnie niewygodne.;] Raczkowanie niestety pamiętam, a jeśli Ty chcesz sobie przypomnieć to pół litra na pusty żołądek załatwi sprawę jak nic. Nawet będziesz wesoło gaworzyła.

Seks to nie tylko orgazmy i nie powiedziałem, że chciałbym być w ciele kobiety;].
– chciałbym sprawdzić czy seks z Kleopatrą naprawdę był wart całego imperium rzymskiego dla dwóch wybitnych Rzymian.
– chciałbym sprawdzić czy Chrystus, Budda i Konfucjusz uprawiali seks i jak go widzieli.
– chciałbym jak zdobywca Aleksander Macedoński, Czyngis-khan, Belizariusz czy Trajan kochać sie z księżniczkami ze wszystkich zdobytych ziem.
– chciałbym być na miejscy wielu facetów, ale tylko w łóżku. Wtedy mógłbym przerżnąć z czystym sumieniem przyjaciółki czy swoje byłe albo niedoszłe.
Tak bardziej na serio moim zdaniem drugiego człowiek najłatwiej poznać w łóżku lub przy wódce, a to najbardziej lubię w życiu. Poznawać dziesiątki tysięcy światów ukrytych w głowach innych ludzi.

Napisz komentarz