Wymiary: Drugi wymiar (seaman)  2.56/5 (6)

14 min. czytania
Eric H. (eHillustrations), "Don't tell", CC BY-NC-NC 3.0

Eric H. (eHillustrations), „Don’t tell”, CC BY-NC-NC 3.0

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 9 grudnia 2012 r.

Lidia obudziła się ponownie, na szczęście tym razem bursztynowa kula świeciła dość jasno i pierwsze przebudzenie nie przerażało. Ale po sekundzie dziewczyna przypomniała sobie, co zaszło wcześniej i z krzykiem poderwała się na nogi. Była naga, strzępy szlafroka leżały wciąż na podłodze pod ścianą. Na szczęście była sama w pomieszczeniu. Drżąc na całym ciele, Lidia ostrożnie dotknęła krocza. Było obolałe i wilgotne, ale całe. Nie wiedziała, od czego jej podbrzusze się lepi, na szczęście nie była to krew. Nie chciała wąchać tej półprzezroczystej mazi pokrywającej szparkę i uda, czuła obrzydzenie na samą myśl o źródle jej pochodzenia. Chciała się umyć, ubrać i uciec stąd. A do tego była głodna.

Uważnie rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym była uwięziona. Kamienie ściśle do siebie przylegały, nie chciała za bardzo dotykać dziwnego mchu wyrastającego spomiędzy płyt. Nigdzie nie odkryła drzwi, żadnego mechanizmu otwierającego i nie miała pojęcia, którędy jej potworny gwałciciel dostał się do środka i jak się stąd wydostał. Musiała się dowiedzieć. Musiała wiedzieć, gdzie jest, kim jest ten straszny stwór. A przede wszystkim, co zrobić, żeby wrócić do swojego domku, do Sopotu…

Drżała z przerażenia na myśl, że potworny gość może pojawić się ponownie i znów ją zgwałcić. Niestety, nie była nawet w stanie pomyśleć o jakiejkolwiek obronie; nie miała broni, a poza tym nawet gdyby coś znalazła, pewnie nie potrafiłaby się nią posługiwać.

Wtem gdzieś z góry dobiegł leciutki szum – ten sam, który słyszała wcześniej, w ciemnościach. Nie zdążyła zareagować, gdy nagle poczuła taką słabość, że bezwładnie osunęła się na podłogę. Jak przez mgłę dostrzegła postać i, choć widziała ją niewyraźnie, i tak zadrżała z przerażenia – wysoka, wychudła sylwetka poruszająca się na dziwacznie wyginających się w tył, owadzich nogach, podeszła i pochyliła nad nią, sycząc cicho.

– Piękny kąsek, piękny… chciałbym cię skosztować, cukiereczku. – Lidia znów, ku swojemu zdziwieniu, potrafiła zrozumieć dziwaczną istotę, której podłużna, brązowa twarz falowała dziewczynie przed oczyma. – Bardzo chciałbym. Ale nie mogę. Jeszcze nie.

Na szczęście dla siebie straciła przytomność. Nie czuła łapczywej dłoni obłapiających piersi, ani mokrego, nieludzko długiego języka dotykającego jej ciała.

***

Gdy się ocknęła, nikogo z nią nie było. Na podłodze stała okrągła miska, wyglądająca jakby wydrążono ją z jednego, wielkiego kamienia, z drewnianą łyżką rzeźbioną w dziwaczne, roślinne motywy, sterczącą znad krawędzi. Pojemnik wypełniony był gęstym płynem, którego mdławy kolor nie zachęcał do skosztowania zawartości naczynia. Ale ciecz pachniała nie najgorzej – ostry, słodkawy aromat, kojarzący się z cynamonowymi ciasteczkami korzennymi. A ona była bardzo głodna. Po półgodzinnej walce z samą sobą ostrożnie, czubkiem języka posmakowała umoczonego w zawartości miski palca, a potem wyjadła całą zawartość, skrobiąc łyżką o kamień. Poczuła, że odzyskuje siły i wigor. Dopiero wtedy spostrzegła, że nie jest już pokryta lepkim śluzem, najwyraźniej ją umyto. Wzdrygnęła się na myśl, kto i jakimi potwornymi rękami tego dokonał.

Chcąc odpędzić od siebie niezbyt przyjemne myśli, rozejrzała się po pomieszczeniu. Zauważyła leżący na podłodze, w rogu, zwitek materiału. Podeszła bliżej i podniosła tkaninę i obejrzała przy żółtawym świetle. Wyglądała tak samo, jak tworzywo, z którego zrobiony był płaszcz jej gwałciciel. Była nadspodziewanie lekka, a pamiętała wrażenie ciężaru i grubości stroju, jakie miała wcześniej, obserwując oprawcę. Z materiału wykonano obszerną sukienkę. Lidia nigdzie nie widziała szwów, całe ubranie wyglądało, jakby zostało wykonane z jednego kawałka. Dziewczyna założyła strój. Ledwie materiał opadł swobodnie, natychmiast się obkurczył. Lidia krzyknęła wystraszona i chciała go złapać, zerwać z siebie. Nie mogła. Sukienka ściśle przylgnęła do skóry dziewczyny, Lidia nawet nie mogła włożyć palca pod krawędź sukienki na ramieniu czy udzie. Sukienka tak ściśle opinała ciało, że dziewczyna czuła się, jakby była naga. Materiał zawinął się wokół krocza, ściśle obejmując krocze kobiety w taki sposób, że powstał krótki kombinezon, ledwie zakrywający pośladki. Patrzyła zdumiona na dziwny strój, który, zamiast ją okrywać, jeszcze eksponował jej ciało – piersi uniosły się do góry i do przodu, jakby miała na sobie gorset, a sutki sterczały wyzywająco. Na dole materiał równie silnie przylegał do skóry, eksponując jej szparkę tak, że dokładnie widać było wgłębienie pomiędzy wargami sromowymi. Lidia miała wrażenie, że patrząc z góry widziała wzgórek łechtaczki. Zadrżała. Ale nie z zimna, bo pod skąpym ubraniem było jej zaskakująco przyjemnie i ciepło. Nie wiedziała, czy to tylko dzięki dziwacznemu kostiumowi, jaki miała na sobie, czy też dzięki słodkawemu posiłkowi, zjedzonemu przed momentem. Czuła się spokojna, zrelaksowana, gdzieś znikły lęk i przerażenie. Bez strachu, niemal z oczekiwaniem usiadła na środku pomieszczenia, zastanawiając się, co ją teraz spotka.

***

Nie czekała długo. Zresztą nawet nie wiedziała, ile czasu upłynęło, bo nie odczuwała znużenia. Wydawało jej się, że minęła ledwie chwila, gdy ponownie poczuła na skórze lekkie mrowienie. Bursztynowa poświata rozbłysła na chwilę i zanim spojrzała w górę, stał przed nią ten sam dziwaczny chudy stwór, którego pamiętała z poprzedniej wizyty, niczym koszmarny sen.

– Witam, o pani – stwór, tak pokraczny, że mimo swojego modliszkowatego wyglądu komiczny, ukłonił się przed nią lekko. – Mój pan przysłał mnie po ciebie.

Lidia wstała. Nie odczuwała strachu przed tym chudym patyczakiem ani jego kolczastym panem – co mocno ją zdziwiło.

– Dobrze, prowadź – odrzekła. Prawie nie parsknęła śmiechem, patrząc na pochylającego się przed nią w artretycznie sztywnym ukłonie stwora. Zdążyła tylko zastanowić się, jak też wyjdą z pokoju bez okien i drzwi – ale był to raczej ciekawskie zainteresowanie świetnie bawiącej się osoby, niż dręcząca ją wcześniej chęć ucieczki – gdy zorientowała się, że nie znajdują się już w bursztynowej celi, ale stoją w ciemnym, długim korytarzu. Przed nimi, kilkanaście kroków dalej, otwarte drzwi prowadziły do jasno oświetlonego pomieszczenia.

Zanim weszli do pokoju, Lidia zorientowała się, że w środku ktoś jest – jej uszu dobiegały świszczące odgłosy rozmowy. Rozumiała każdy dźwięk, ale nie interesowała się treścią dialogu. Było jej wszystko jedno, kto znajduje się w środku i o czym dyskutuje. Nawet gdy weszła i zobaczyła, że jedną z postaci, siedzących przy wielkim stole, jest niedawny gwałciciel, nie wywołało to żadnego negatywnego uczucia – wypełniały ją jedynie miłe rozanielenie i spokój. Nie zastanawiała się nad tym, wręcz przeciwnie – niepojęte były wcześniejsze emocje: strach, obrzydzenie, chęć ucieczki.

Przy stole – zauważyła ze zdziwieniem, że był to pierwszy normalnie wyglądający przedmiot, jaki widziała w tym miejscu – siedział jej gwałciciel, a obok niego trzy postaci, każda z nich o wyglądzie rodem z koszmarnych snów. Sąsiad, jeszcze wyższy niż kolczasty dręczyciel, było to widać mimo tego, że obydwaj siedzieli, odziany był od szyi w dół w ciemny płaszcz lub habit skrywający całe ciało. Tym bardziej rzucała się w oczy olbrzymia głowa – podłużna, jasnoskóra i bezwłosa, o niemal ludzkich rysach. Jedyne, co było inne, to tysiące długich, cieniutkich pręcików, wyglądających na metalowe, wystających z niemal każdego skrawka ciała na głowie – wyjątkiem były bezrzęse powieki i wąskie, zaciśnięte usta tego osobnika. Patrzył czujnie na wchodzącą kobietę, a długie na kilkanaście centymetrów pręciki chwiały się przy każdym ruchu jego jajowatej czaszki.

Z drugiej strony gospodarza siedziała rogata istota o czekoladowej, metalicznie połyskującej skórze. Duże, czarne oczy i delikatne rysy twarzy nasunęły Lidii myśl, że stworzenie jest kobietą. Ciężkie, grube rogi, spiralnie zakręcone, wyrastały z czoła stwora. Dziewczyna nie była w stanie określić z całą pewnością jego płci, bo na ciało miał narzucony ciemnoszary, niemal czarny habit, identyczny ze strojem jajogłowego.

Trzeci osobnik był najmniejszy ze wszystkich w pokoju, ale jego wygląd był najobrzydliwszy. Malutki niczym karzeł, z główką wielkości piłki do futbolu, miał olbrzymie skrzydła, złożone i sterczące zza jego wąziutkich ramion. Kosmate ręce, zakończone pokrytymi obrzydliwymi guzami dłońmi, założył na sterczący, okrągły i goły brzuch. I to on był najpotworniejszy – przynajmniej z tego, co widziała Lidia. Skóra, przezroczysta i błyszcząca, sprawiała wrażenie cienkiej i delikatnej. Dziewczyna wyraźnie widziała czerwonobrunatne wnętrzności, przy każdym ruchu karzełka przemieszczające się z miejsca na miejsce i sprawiające wrażenie, że zaraz rozerwą obrzydliwą skórę właściciela i wyciekną na blat stołu.

Lidia nie zareagowała na gości, ich wygląd, czy dziwaczne, mlaszcząco-świszczące dźwięki jakie wydawali. Było jej obojętne, kim byli. Tak bardzo, że później sama była zaskoczona swoją obojętnością. Bo teraz nie odczuwała nawet tego. Zastanawiała się tylko, czy do jedzenia podadzą tę samą breję, którą jadła wcześniej. Część jej świadomości zdawała się rozumieć przyczyny niezwykłego błogostanu i spokoju. Podali jej narkotyk? Co z tego? Przynajmniej było miło i przyjemnie…

Podeszła do stołu i na znak gospodarza usiadła po jego prawej stronie, obok osobnika ze sterczącymi z głowy pręcikami.

Mimo, że słyszała różnice w mowie gospodarza i pozostałych, rozumiała wszystkich bez najmniejszego wysiłku.

– To moja nowa człowiekobieta – powiedział, wskazując Lidię swą pazurzastą dłonią. Inne stworzenia popatrzyły z zaciekawieniem.

Czuła się, jakby była obiektem oceny, niczym uczeń na egzaminie lub aktorka na castingu.

– Wiążę z nią spore nadzieje – dodał.

– Z jakiego to powodu, hrabio? – spytał wysoki osobnik z igłami w głowie. Lidia w myśli nazwała go Iglastym. I o mało co nie parsknęła śmiechem..

– Pewne cechy psychofizyczne zdają się wskazywać na szczególne możliwości, duży potencjał drzemiący w tym okazie – odrzekł jej potworny gwałciciel, poruszając wielkimi ramionami. – Myślę, że nada się do prezentacji podczas audiencji.

– I mamy uwierzyć, jedynie na podstawie twych słów, hrabio? – odezwała się postać o ciemnobrązowej skórze. Miała niski, aksamitny i delikatny głos, kontrastujący z jej nieludzkim wyglądem, a przede wszystkim z grubymi rogami, wyrastającymi z ciemnego czoła. To na pewno kobieta, pomyślała Lidia, patrząc na dziwaczne monstrum.

– Wiesz, że jakość prezentowanych okazów jest bardzo ważna, zwłaszcza podczas tak ważnych spotkań – kontynuowała rogata istota. – Jakość musi być pierwszorzędna.

– To oczywistość, moja pani – odparł z gniewnym mruknięciem kolczasty stwór. Lidia postanowiła w myślach, że tak go będzie nazywała: Kolczasty. – Dlatego też gotów jestem poddać się jakimkolwiek testom, na jakie zdecyduje się Rada i jej członkowie.

– W każdej chwili? – odezwał się Iglasty.

– Oczywiście, choćby natychmiast – odpowiedział Kolczasty, zwracając swoje czerwone oczka na nakłuwane oblicze.

– Kobieto! – Lidia zorientowała się, że jej gwałciciel zwraca się do niej. Wstała i lekko pochyliła głowę.

– Tak, panie? – spytała pokornie.

– Będziesz posłuszna!

– Tak, panie – odpowiedziała dziewczyna.

Kolczasty skinął potężną głową z zadowoleniem i spojrzał na Iglastego.

– Jakiego testu żąda Rada? – spytał.

Pytany skinął głową na brązowoskórą istotę. Wysyczał jakiś dziwny dźwięk, chyba imię dziwadła z rogami.

– Czy będziesz tak miła i sprawdzisz prawdziwość słów hrabiego? – Spytał. Lidia spojrzała z zainteresowaniem na wstającą od stołu postać. Tę istotę ochrzciła Rogatą. Może mało oryginalnie, ale przynajmniej jakoś zrozumiale, pomyślała. Nadal odczuwała lekką euforię, radosne oczekiwanie, toteż bez lęku patrzyła na zbliżającego się stwora. Rogata lekko poruszyła ramionami i habit zsunął się z jej ciała, bezszelestnie opadając na podłogę. Lidia westchnęła, i chociaż powinno być to westchnięcie przerażenia, jedynym uczuciem, jakie odczuwała dziewczyna, było zaciekawienie.

Całe ciało rogatej postaci, bez płaszcza sprawiającej wrażenie wyższej niż jeszcze przed chwilą, było koloru ciemnej czekolady. Duże, sterczące piersi, do tej pory skryte pod ubraniem, wąska talia i zaokrąglone biodra jednoznacznie wskazywały na płeć istoty, potwierdzając wcześniejsze domysły Lidii. Na szczęście ma dwie piersi, jak Bóg przykazał – pomyślała dziewczyna. Chociaż, z drugiej strony, dodatkowe cycuszki przecież by nie przeszkadzały – dodał jakiś wewnętrzny, przekorny głos gdzieś w zakamarku jej umysłu.

Poza tymi w miarę człowieczymi atrybutami brązowoskóra nie miała za dużo cech ludzkich – długie ramiona zakończone potężnymi pojedynczymi pazurami zamiast dłoni i mocny, gruby ogon, wijący się niczym wąż za plecami Rogatej dopełniały niesamowitego widoku. Lidia wstała i ruszyła w kierunku brązowoskórej. To musi być jakiś narkotyk, skonstatowała w myślach dziewczyna, dziwiąc się swym reakcjom – była zaintrygowana, lekko podekscytowana, ale zaskakująco spokojna i opanowana.

Stanęły twarzą w twarz. Lidia objęła ramionami szczupłą talię Rogatej, podziwiając niesamowity kolor jej ciała i doskonale widoczne, prężące się pod skórą mięśnie. Brązowoskóra była dla Lidii niczym jakieś niesamowicie egzotyczne, dzikie zwierzę, wielkie czarne oczy spokojnie wpatrujące się w twarz dziewczyny napawały ją dreszczem emocji, wypełniały umysł niespokojnymi wizjami, przyspieszały rytm bicia serca. Głaszcząc gładką, porośniętą mięciutkim meszkiem skórę, Lidia błądziła dłońmi po plecach istoty, aż w końcu, zupełnie niechcący, dotknęła nasady grubego, wijącego się ogona. Rogata zesztywniała pod delikatnym dotykiem kobiety, ogon rozwinął się wysoko ponad głowę nieludzkiej istoty. Zaintrygowana Lidia zaczęła gładzić prężący się ogon, najpierw delikatnie, potem bardziej stanowczo, obejmując go wokół nasady, niczym męski członek.

Drugą dłoń położyła na krągłej piersi Rogatej, głaszcząc naprężoną skórę i sterczący, czerwony sutek. Brązowoskóra zaczęła syczeć, wystawiając długi, różowy język spomiędzy grubych warg. Przymrużyła wielkie oczy, odchylając głowę zwieńczoną parą rogów w tył. Lidia z podziwem patrzyła na napięte pod czekoladową skórą mięśnie i delikatnie pocałowała obejmowaną przez siebie istotę w szyję.

Rogata otoczyła Lidię ramionami, przyciskając mocno do siebie. Dziewczyna czuła na plecach potężne pazury, ale nie przerażał jej ten dotyk. Potworne zakończenia ramion delikatnie szorowały po jej ciele, wywołując gęsią skórkę. Kobieta mocniej przywarła ustami do brązowoskórej, pieszcząc językiem jej aksamitną skórę. Rogata głośno zasyczała i oblizała wargi spiczastym językiem. Mruknęła coś niezrozumiale pod nosem i nagle odzienie, jakie Lidia miała na sobie, a którego wcześniej w żaden sposób nie mogła zdjąć, samoistnie opadło na podłogę.

Dwa nagie ciała splotły się w namiętnym uścisku. Nad ich głowami ogon Rogatej prężył się i wił bez ustanku. Nagle brązowoskóra oderwała się od rozdygotanej kobiety i ułożyła się plecami na stole, biodra i pośladki zwieszając poza krawędź blatu. Lidia nie potrzebowała dalszej zachęty, widok sprężystych, długich ud leżącej przed nią istoty, zapraszająco i szeroko rozchylonych, zadziałał na jej instynkty jak płachta na byka. Położyła obie dłonie na talii Rogatej i, powoli przesuwając je ku górze, w kierunku sterczących piersi brązowoskórej, opadła na kolana, klękając przed wypiętymi w jej kierunku biodrami.

Dziewczyna nie do końca potrafiła kontrolować swoje reakcje. Nie chciała.. Podobało jej się to, co się działo, a działo się jak gdyby samoistnie, bez udziału jej woli czy konieczności podejmowania jakichkolwiek decyzji. Nigdy wcześniej nie była z inną kobietą. Nigdy wcześniej nie była z istotą wyposażoną przez naturę w ogon i rogi. Nie przeszkadzało jej to ani trochę. Upajał intensywny, waniliowy zapach bijący z ciemnobrązowego, niemal czarnego krocza dziwnej, dzikiej kochanki, drżącej pod wpływem pieszczot Lidii. Kobieta z rozkoszą wdychała woń, kojarzącą się z aromatycznymi ciasteczkami z jej dzieciństwa. Ustami muskała delikatną skórę podbrzusza i wnętrza ud brązowoskórej. Kątem oka widziała poruszający się gdzieś obok i wokół nich gruby ogon Rogatej. Gruby i giętki, wił się niczym wąż, prześlizgując się po plecach, łydkach i pośladkach dziewczyny. Drżała, chciała czuć go na swoim ciele, jeszcze więcej i więcej. Jakby słysząc to bezgłośne pragnienie, ogon oplótł ciało dziewczyny, owijając się wokół talii i pieszcząc koniuszkiem jej pośladki. Lidia jęknęła pod wpływem tego dotyku, pochylając się w przyklęku do przodu. Przybliżyła twarz do szparki leżącej przed nią istoty i jednocześnie wypięła biodra mocno do tyłu. Pod wpływem intensywnego waniliowego aromatu, wydobywającego się z kobiecości brązowoskórej, zakręciło jej się w głowie i aby nie upaść, mocniej wsparła się dłońmi o ciało kochanki, zaciskając dłonie na pełnych, brązowych piersiach. Całowała krocze Rogatej, które delikatnie drżało i, niczym żywy kwiat płatki, rozchylało mięsiste wargi sromowe, ukazując swoje karmazynowe wnętrze.

W tym samym czasie ogon brązowoskórej, jakby wiedząc, czego pragnie prężąca się kobieta, grubym końcem zaczął muskać cipkę Lidii, bezbłędnie odnajdując łechtaczkę. Lidia jęknęła. Mocno ścisnęła w palcach sterczące brodawki kochanki, jednocześnie przywierając ustami do jej szparki. Boże, co za niebiański smak, myślała, zasysając grube wargi sromowe. Z ciała brązowoskórej wprost na niecierpliwy język dziewczyny zaczął wyciekać gęsty, smakujący czystą waniliową słodyczą syrop. Kobieta łapczywie spijała nektar rogatej kochanki. Nadal czuła dotyk ogona, drażniącego i napierającego niecierpliwie. Miała nadzieję, że znajdzie się sposób, żeby w nią wniknął. I to szybko.

Pieszczona przez Lidię istota prężyła i wyginała się mocno, wypinając piersi jeszcze bardziej ku górze. Ramionami przyciskała głowę dziewczyny do swojego krocza, wymuszając jeszcze intensywniejsze pieszczoty. Potężne pazury wbijały się ostrymi koniuszkami w skórę Lidii, nie robiąc jej krzywdy, a tylko sygnalizując potężną siłę. Odchylona do tyłu głowa i napięta twarz z przymrużonymi oczyma i szeroko otwartymi ustami zdradzały moc rozkoszy, jaką odczuwała brązowoskóra.

Tymczasem ogon rogatej istoty, wciąż napierając na nabrzmiałą, wilgotną pochwę Lidii, w końcu odnalazł wejście do jej wnętrza i zręcznie wślizgnął się do środka. Powoli wpychał się coraz głębiej. Gdyby mogła zobaczyć siebie z boku, dziewczyna z pewnością by oniemiała – pochłonęła już przynajmniej 30 centymetrów brązowego, grubego węża, który nie przestawał napierać. Lidia wiła się pod naporem wypełniającego ją czekoladowego szczęścia i, chcąc odwzajemnić się za doznawaną przyjemność, tym mocniej pieściła i lizała szparkę leżącej. Czuła coraz większe ilości napływającego do ust słodkiego nektaru i łapczywie spijała wszystko, co tylko mogła. Nie dziwiła się inności uprawianej miłości, nie zastanawiała nad odmiennością partnerki – jedyne, czego pragnęła, to dawać i dostawać maksymalnie dużo rozkoszy.

Dziewczyna puściła piersi Rogatej i zsunęła dłonie po prężącym się ciele, do krocza kochanki. Jedną zaczęła pieścić i pocierać miejsce złączenia grubych warg sromowych, tam gdzie powinna znajdować się łechtaczka brązowoskórej. Drugą rękę delikatnie przyłożyła do mokrej od śliny i soków szparki leżącego stworzenia. Wepchnęła najpierw dwa palce do wnętrza czekoladowego ciała, potem powoli wcisnęła kolejne. Z piątym, kciukiem, było najtrudniej, ale w końcu udało jej się i to. W środku było mokro, ciasno, gorąco i niesamowicie podniecająco. Lidia czuła zaciskające się rytmicznie mięśnie pochwy, słyszała głośne jęki kochanki. Również westchnęła, czując w sobie ogon Rogatej. Jeszcze intensywniej drażniła stwardniałą kuleczkę łechtaczki ciemnoskórej istoty, powoli poruszając dłonią uwięzioną pomiędzy brunatnymi fałdami sromu Rogatej. Poruszyła biodrami, chcąc wzmocnić rozkosz z bycia posuwaną. Zatracała się w emocjach, chciała więcej, mocniej, szybciej. Jeszcze. I jeszcze. I jeszcze.

Orgazm nadszedł bez żadnego wysiłku – po raz pierwszy w życiu dziewczyny. Spazmy rozkoszy wstrząsnęły jej szczupłym ciałem dziewczyny, wyrywając przytłumiony krzyk z ust.

Opadło uniesienie i, choć rozkosz nie puszczała ze swojego żelaznego uścisku, kobieta skupiła się na szparce nieludzkiej kochanki. Ta, wygięta w czekoladowy łuk, drżała i syczała z podniecenia. Lidia odnalazła językiem najdelikatniejszy punkt brązowoskórej. Liznęła jej rozgrzaną skórę kilka razy i poczuła, jak ciało Rogatej sztywnieje w spazmie orgazmu. Na dłoni, nadal tkwiącej we wnętrzu szparki istoty, mięśnie zacisnęły się z taką siłą, że Lidia przez sekundę przestraszyła się o swoje palce. Jęk namiętności poniósł się echem po pokoju.

Lidia drgnęła, gdy ogon kochanki wyślizgnął się z jej ciała. Ostrożnie wyciągnęła dłoń ze szparki Rogatej i podniosła się z klęczek. Zamglonym wzrokiem rozejrzała się po sali. Czuła drżenie kolan, ale stała spokojnie.

Wszystkie pozostałe istoty nadal siedziały przy stole, tak samo jak przed kilkunastoma minutami, przyglądając im się z ostentacyjnym spokojem. W czerwonych oczkach swojego pana dostrzegła coś na kształt aprobaty. Westchnęła i powoli oblizała palce. Wciąż smakowały wanilią.

Jej partnerka podniosła się ze stołu. Owinęła talię kobiety ogonem i przyciągnęła ją do siebie. Stały twarzą w twarz i czekoladowe nozdrza zafalowały, obwąchując dziewczynę. Po chwili Rogata wysunęła spomiędzy obrzmiałych warg długi, różowy język i musnęła dziewczynę po policzku.

– Nadaje się – wysyczała.

Rozluźniła mięśnie i uwolniła Lidię. Ta, wyczerpana emocjami, zatoczyła się lekko, opierając plecami o chłodną ścianę. Dostrzegła nieznaczny ruch Kudłatego i po chwili stanął przy niej chudy, patykowaty sługa. Złapał Lidię pod ramię i syknął:

– Idziemy, człowiekobieto!

Dała się bezwolnie poprowadzić ku wyjściu z komnaty. W drzwiach usłyszała jeszcze głos Kolczastego:

– Dobrze więc, ustalmy szczegóły prezentacji…

Drogę przez ciemny korytarz pamiętała, jak przez mgłę. Oprzytomniała dopiero w znanym sobie, skąpanym w bursztynowej poświacie pomieszczeniu.

– Spij słodko, skarbie – syczał modliszkowaty stwór. – Gromadź siły. Będą ci potrzebne…

Przejdź do kolejnej części – Trzeci wymiar

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Bardzo Ciekawe, fajnie napisane i w moim klimacie:) Pan kolczasty trochę mi się z filmem hellraiser skojarzył 😉

Witaj Nocny Kwiacie, bardzo dobre skojarzenie, jak dla mnie tamta naszpilowana postać z Hellraisera to jeden z najciekawszych wymysłów charakteryzatorskich ever :-))) I oczywiście protoplasta kolczastego.

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam. seaman.

KAZAŁEŚ MI DOŚĆ DŁUGO CZEKAĆ NA KOLEJNĄ CZĘŚĆ- ALE BYŁO WARTO! ROBI SIĘ CORAZ CIEKAWIEJ I PIKANTNIEJ..POWOLI ZBLIŻAMY SIĘ DO PUNKTU KULMINACYJNEGO! RZECZYWIŚCIE KOLCZASTY I RESZTA FERAJNY SKOJARZYLI MI SIĘ WŁAŚNIE Z TYM HORROREM O KTÓRYM WCZEŚNIEJ PISAŁA NOCNY KWIAT.NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ PREZENTACJI W KTÓREJ BĘDZIE UCZESTNICZYĆ LIDIA I CIEKAWA JESTEM "TAJEMNICZEGO PANA", KTÓREMU BĘDZIE PRZEDSTAWIANA.POTRAFISZ JAK ZAWSZE WZBUDZIĆ WE MNIE CHĘĆ NA WIĘCEJ..TWOICH OPOWIADAŃ!CHYLĘ CZOŁO!
POZDRAWIAM ANKA 😉

Uprasza się Mademoiselle Ankę o wyłączenie Caps Locka. Bo aż oczy bolą 🙂

Pozdrawiam
M.A.

DO SZANOWNEGO PANA M.A.!

ZASTANAWIAM SIĘ OD CZEGO BARDZIEJ ROZBOLAŁY CIĘ OCZY?!
OD MOJEJ PISOWNI Z UŻYCIEM CAPS LOCKA, CZY OD WYRAŻONYCH PRZEZE MNIE KOMPLEMENTÓW POD ADRESEM TWÓRCZOŚCI INNEGO AUTORA!
CÓŻ MYŚLAŁAM, ZE MAMY WOLNOŚĆ SŁOWA (NAWET TEGO PISANEGO CAPS LOCKIEM!!)
Pozdrawiam Anka

Droga Anko,

zapewniam Cię, że tylko i wyłącznie pisownia. Ale jeśli jestem w tym odosobniony nie przejmuj się 🙂

Sam jestem wielbicielem twórczości Seamana (zwłaszcza "Zabaw dużych chłopców" i cyklu fantasy rozpoczętego "Rudowłosą"), więc bynajmniej nie skąpię mu komplementów. "Innego wymiaru" jeszcze nie przeczytałem, ale to tylko dlatego, że czekam, aż pojawi się cała seria. Wtedy połknę ją całą na jeden raz.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

M.A. nie jest w tym odosobniony. Nie piszemy z wlaczonym kapslokiem. Nie puszczamy glosnych bakow w srodkach komunikacji miejskiej. Nie wypluwamy gumy do zucia na chodnik. Takie tam zasady dobrego wychowania.

Witajcie!
proszę o spokój! I po kolei:
– droga Aniu, dzięki za taki miłe i WYRAŹNE słowa aprobaty ;-))) bardzo się cieszę, gdy komentują moje opowiadania kobiety, bo jak powszechnie wiadomo, płeć piekną o wiele trudniej zaspokoić :-))). I gwarantuję Ci, że (mimo dużego ego Autora ;-)) Megas nie miał na myśli niczego zdrożnego pod moim czy czyimkolwiek adresem w swoim komencie.
– drogi Megasie – moje słowa o Twym ego są oczywiście tylko komplementem, bo wiekszość wielkich artystów, jeśli nie wszyscy, takowe miała. I wielkie dzięki za Twoje słowa uznania odnośnie Zabaw i Rudowłosej.
– Anonimie, rozumiem wszystko, ale te głośnie bąki z środkach komunikacji? hahaha, muszę to zapamiętać!

Pozdrawiam, seaman.

Witam!

Jeśli tak bardzo naruszyłam zasady dobrego wychowania (lub raczej poprawnej wizualnie pisowni),czy jak to jeszcze inaczej nazwiecie to dziękuje M.A.że otwarcie wyraził swoją krytykę!

Pozdrawiam Anka

jezli już to netykietę naruszyłaś 🙂

ale chyba wszyscy Ci wybaczą za pokorne przyjęcie uwag i zmianę swego postępowania (pffff ale to zabrzmiało :P)

daeone

No i spokój zapanował na pobojowisku 🙂

Anko, życzę Ci jeszcze wiele miłych chwil spędzonych przy lekturze tekstów na NE!

Seamanie, nie obraziłem się!

Daeone, faktycznie, żeś powiedział. Chyba musimy Ci nadać tytuł oficjalnego herolda naszego portalu 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Podoba mi się wielofunkcyjność ogona członkini Rady – chwytanie i bzykanie w jednym :). Interesujące wizualnie insektopodobne postacie, w stosunku do których jednak trudno jest mi wykrzesać jakieś erotyczne konotacje. Pomimo ostrej sceny na stole akt seksualny z Pierwszego Wymiaru miał, w moim odczuciu więcej dynamiki. A może ja, po prostu, wolę człekoształtne kochanki ;). Czekam na zapowiedzianą prezentację.
zooza

Pomysł, wizja – bardzo smaczne. Ten wielofunkcyjny ogon – mniam! Tylko wanilia to nie to, co tygrysy lubią najbardziej. 😉 Opis jednak kuleje, sprawia wrażenie mocno niedopracowanego.
Mimo to czekam na ciąg dalszy 🙂

Napisz komentarz