Seks jak moneta – najczęściej przetargowa – Santi o filozofii erotyki Brak ocen

download

Mówi się, że targowanie to najczęściej dziećmi. Między dorosłymi, poważnymi, zadbanymi, uznanymi. Handel na uczucia i trzymanie strony, bo przecież każdy związek ma co najmniej ich dwie. Jak kij końce ma dwa. Sporo w parze jest do ugrania, sporo do wynegocjowania, sporo do zaakceptowania. Pod kołdrą, jak pod ladą, najwięcej się dzieje. Seks-monetą płacimy obficie, a i wyceniamy wysoko. Bez litości. Na teraz i na zaś. Przeciągając linę. A później nam smutno, że za darmo na świecie nic nie ma.

 

Seks-narracje:

 

– Oko za oko, czyli jak Ty mi, to ja Ci. Najpopularniejszy gatunek w dobrym domowym stylu. „Jak ona nie chce wziąć do ust, to i ja nie wyliżę”, „nie będę stroić się w halki, skoro on w zwykłych slipach, a jeszcze brzuch mu od piwa urósł”, „jak teraz taki filmem zajęty, to później mnie głowa rozboli i to do końca tygodnia”, „zawsze to ja zaczynam, niech teraz ona się wreszcie wykaże”. W lżejszej wersji to tylko przepychanki. Takie małe igiełki, że skoro ja mogę, to i ty powinieneś, choć pewności nie ma, że tego koniecznie mi trzeba. Bo przecież o równość się rozchodzi, o sprawiedliwy podział. W imię zasad zostawiamy te żelazne opiłki, pozbawiając nasze niebo lekkości.

– Obowiązek, czyli seks jak psu miska się przecież należy. Żona mężowi jak daninę ciało niesie. Wybrał, zaobrączkował, pieniądze do domy przynosi. On to wieczorem odbiorem potwierdzi. Po coś brał ślub, więc nie ma gadania, starania, za długiej gry wstępnej. Jak się nie podoba, to inne tylko czekają. Więc może lepiej dać jeść w domu do syta, bo głodny to głupi. Pozwoli się jeszcze uwieść jakimś piersiom w push-upie. Po drugiej stronie lustra: że niech on się nie wygłupia z tymi pieszczotami, niech już tej muzyki nie puszcza i świec nie rozstawia. Ile ma lat, a tylko jedno w głowie. No dobrze. Położę się i dam posmakować. Śmieci wyniósł, to i ja swoje zrobię.

– Na zgodę. Wymachiwałam słowami jak nożami, ale pokocham, ukoję, wpuszczę do środka i dobrze już będzie. Nie ma co więcej tłumaczyć. Dotyk połata pociętą duszę, zabandażują się rany, ego na nowo zrośnie. Samoozdrowienie przez wytrysk. Lub inaczej: kiedy kolejne wakacje znowu odwoływane, poprzesuwane wspólne kolacje na późną noc, na szybko, a czasem na stojąco, bo praca, bo nowy klient i czasu szkoda wytracać. Wtedy w rocznicę miłość z tobą będę uprawiał, a ty już będziesz wiedziała, że jesteś najważniejsza.

 

Tak sobie płacimy pięknym za nadobne. Wznosząc mury niesnasek, zza których fajerwerków orgazmów zobaczyć nie sposób. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie, a przecież miało być tylko przyjemnie. Z seksem soczystym jak różowe maliny…

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witam.
Trzeba przyznać, że prawda poetyckim językiem napisana, a i inwersją obleczona. Krótko, zwięźle i na temat – dobrze.
Pozdrawiam,
B.S.

Dziękuję. Ważne, by było inspiracją.

Seks był, jest i zawsze będzie kartą przetargową. Nie unikniemy tego, nie wyzbędziemy się całkowicie. Człowiek to prosty mechanizm; oczekuje nieustannych korzyści i jest w stanie zaprzedać duszę diabłu, aby osiągnąć pożądany efekt.
Każdy, czasami z pełną świadomością, wręcz premedytacją, wykorzystuje własne ciało.
Z wymienionych przez Ciebie, Santi, kart przetargowych każda ma pejoratywny wydźwięk. Staram się szukać pozytywów i takowe znajduję jedynie w tak zwanym seksie przeprosinowym. Moje życie intymne może być na najwyżej stopie, zadowalać mnie pod każdym względem, ale nie mogę go porównywać do gwałtowności, pasji, zrzuceniu balastu nagromadzonych emocji w trakcie kończenia kłótni solidnym pieprzeniem. Bardzo oczyszczającym. Taka forma godzenia się, daje poczucie mi, jak i partnerowi, że wszystko wraca do normy, że w codziennym życiu możemy się nie zgadzać, ale w łóżku nadal pasujemy do siebie idealnie.
Ktoś powie, że nie ma tu wspomnianej “karty przetargowej”. Jednak wszystko zależy od człowieka, sytuacji. Nie umiem i nie lubię przepraszać. Oddając siebie daję wyraz własnej skruchy. Pozwalając na więcej niż zwykle, przekraczając nieprzekraczalną granicę, przyznaję się do winy. Jak nieme kino; słowa są zbędne.

Pozdrawiam,
kenaarf

Napisz komentarz