Kwaterunek II (Marek Dopra)  3.58/5 (8)

20 min. czytania
Patrick Hitte, "Pin-up", CC BY 2.5

Patrick Hitte, „Pin-up”, CC BY 2.5

Przeczytaj pierwszą część cyklu

Minęło kilka tygodni. Oboje niemal zapomnieli o tej sprawie. Jednak wszelkie zaloty męża były odtrącane. Zofia powiedziała mu, że ma traumę po tamtym dniu i że dużo czasu potrzeba, by doszła do siebie, a on to zrozumiał. Dni mijały spokojnie pośród pracy i zdobywania żywności. Główną rozrywkę stanowiło słuchanie nowych wieści na temat sytuacji na dalekim froncie. Zarówno oficjalne rozgłośnie, jak i ta z Londynu, nie miały pocieszających informacji. Trzeba było przyzwyczaić się do sytuacji i jakoś układać sobie w niej życie.

Zofia miała głowę na karku i rzetelnie wykonując swoje obowiązki dbała o posadę, która pozwalała na zawieranie wielu pożytecznych znajomości. Często dostawała a to kiełbasy, a to kaszanki ze drobne przysługi. Mimo wojny można by powiedzieć, że ich codzienne życie było całkiem znośne. Nawet działania partyzantów ostatnimi tygodniami zamarły, po szeroko zakrojonej akcji wojsk okupacyjnych. Nie obyło się bez publicznych rozstrzelań, pokazówek. Ale najgorsze było to, że ludzie zdawali się być już do tego przyzwyczajeni. Godzili się z sytuacją i opór był coraz słabszy.

Mimo wcześniejszych tragicznych wydarzeń, szara codzienność jednak była szarą codziennością. Zofii zwyczajnie brakowało rozrywek, które pamiętała z czasów przed wojną. Kiedyś udawali się czasem z mężem gdzieś do pobliskiego miasteczka, a to na cotygodniowy jarmark, a to do cyrku, gdy odwiedził ich strony. Teraz jedyną okazją dla Zofii, by mogła się ładnie ubrać i pokazać wśród ludzi, były coniedzielne msze w pobliskim kościółku. Ale jak to kobieta, także w domu starała się wyglądać zawsze schludnie i ładnie.

Mijały kolejne tygodnie. Wydawało się, że sprawy wracają powoli do normy. Życie Zofii trafiło na dawne tory, Zajmowała się pracą, a po przyjściu do domu, wspólnie cieszyli się frykasami, jakie dostała w ramach łapówek od okolicznych rolników. Czasem tylko patrzyła gdzieś w dal, przez okno, zamyślona. Gdy Marcin pytał, o czym tak duma, odpowiadała wymijająco. Postanowiła być szczęśliwa. Codziennie rano mówiła sobie, jak jej się dobrze powodzi w tych warunkach. Ma dach nad głową, dobrego męża, pełny talerz.

W tym czasie nasiliły się w okolicy działania ruchu oporu. Pewnego dnia odczuła to także Zofia. Była przerażona, gdy w drodze do domu zaczepiło ją dwóch mężczyzn. Spodziewała się najgorszego, gdy zbliżali się do niej pośpiesznie na pustej drodze. Gdy grzecznie, ale stanowczo zapytali, czy mogą towarzyszyć w jej spacerze, była tak przerażona, że nie mogła wydusić z siebie słowa. Szybko i bez ogródek przeszli do rzeczy. Starszy z nich powiedział wprost, że interesują ich dokumenty z urzędu, puste druki, które może stamtąd wynieść i kilka innych drobnostek. Gdy Zofia poznała zamiary mężczyzn, jej strach minął. Najpierw grzecznie odmówiła, a gdy ci zaczęli naciskać, powołując się na jej obowiązki wobec ojczyzny, sugerując że kto nie jest z nimi, jest przeciwko, nie wytrzymała i wybuchła. Wypaliła że to nie jej wojna tylko ich, że nie życzy sobie żadnego nagabywania w pustych uliczkach i niech jej dadzą święty spokój, po czym oddaliła się szybkim krokiem, zostawiając w tyle zdezorientowanych mężczyzn.

Mimo to pojawiali się znowu i znowu. Zachowywali się grzecznie i nie zrażały ich jej reprymendy. Znowu odmówiła. Jednak po kolejnej serii rozstrzelań w miasteczku, przyniosła kilka czystych podstemplowanych druków, o które prosili i tak oto otrzymała pseudonim Marian. Coraz częściej pomagała tajemniczym gościom. Bała się, lecz widok kolejnych osób ładowanych przez okupantów na ciężarówki wpływał na nią mobilizująco. Nasilające się represje, które miały pokazywać miejscowym, gdzie ich miejsce, dopingowały ją. Zresztą, coraz bardziej nie mogła zrezygnować z dreszczyku emocji, jaki czuła za każdym razem, kiedy wynosiła w swej torebce coś cennego.

Było coś jeszcze, co pchało ją do działania. Dostrzegła, jak jeden z tajemniczych mężczyzn o imieniu Tomasz obserwował ją przy każdym spotkaniu. Zresztą on też zwrócił jej uwagę, swym wyglądem, słownictwem i manierami. W jakimś stopniu podobała jej się uwaga, którą jej poświęcał. Złapała się na tym, że czasem czeka na spotkanie, by znowu poczuć na sobie jego wzrok. Dbała bardziej o swój wygląd w dniach, gdy miała przekazywać dokumenty, a takie detale jak rozpięty guziczek stały się u niej normą. Czasem, gdy ich spojrzenia spotykały się, dostrzegała w jego wzroku to, co sprawiało, że dreszcze przechodziły jej ciało.

Pewnego dnia jak zwykle szła na miejsce spotkania. Miała w torebce kilka ważnych dokumentów, co sprawiało, że czuła się wyjątkowo podenerwowana. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą. Jednak akurat wtedy sprawy potoczyły się inaczej. Serce podeszło jej do gardła, gdy zobaczyła kilka podjeżdżających ciężarówek z żołnierzami, którzy zajęli kilka sąsiednich przecznic. Jej przerażenie sięgnęło zenitu, gdy zobaczyła, jak mężczyźni w mundurach zbierają wszystkich cywilów pod ścianą. Jej także to nie ominęło. Poczuła uderzenie kolbą, które popchnęło ją w stronę reszty. Po chwili wszyscy stali w rzędzie, a lufy karabinów skierowały się w ich stronę. Wtedy właśnie zauważyła, jak po kolei cywile są przeszukiwani, a to, co mają ze sobą, ląduje na ulicy. Mimowolnie przyciągnęła do siebie torebkę z niebezpieczną zawartością. Pewien cywil, u którego znaleziono coś podejrzanego, został wyciągnięty przed szereg. Dostał od jednego z żołnierzy w twarz tak, że się skulił, a po kolejnym uderzeniu padł na ziemię. Dwa następne kopniaki wymierzone przyłapanemu, wraz z towarzyszącymi im wyzwiskami sprawiły, że Zofia zaczęła odchodzić od zmysłów ze strachu. W końcu żołnierz przycisnął butem pojmanego i z zniesmaczoną miną ściągał ubrudzoną krwią, czarną, skórzaną rękawice.

Wtedy go poznała. To był on… oficer. Osobiście nadzorował akcję. Odepchnął butem leżącego i wskazał swym żołnierzom, by wciągnęli go do wozu. Wtedy on także ją zauważył. Zatrzymał na niej swe spojrzenie i wolnym krokiem ruszył w jej kierunku. Jego twarz była zimna i nie zdradzała emocji. Gdy stanął naprzeciw Zofii, wstrzymała oddech i opuściła przestraszony wzrok. Oficer złapał ją za przedramię i wyciągnął z tłumu. Kobieta obawiała się najgorszego. Jednak on uśmiechnął się lekko i wskazał, by szła obok niego. Zanim ruszył, nakazał podwładnym, by kontynuowali przeszukania.

Nie wyglądało na to, by chciał jej coś zrobić, więc Zofia trochę się uspokoiła. Jednak teraz doszło do niej nowe, nieprzyjemne uczucie. Szli razem wzdłuż szeregu  cywilów, jak na spacerze. Zwykle była ładnie ubrana, a jej obcisła spódnica sprawiła, że wyglądała dziś bardzo atrakcyjnie. Przy każdym kroku jej pupa poruszała się w niezwykle przyciągający sposób. A teraz, idąc przy oficerze czuła na sobie pogardliwe spojrzenia innych. Zapewne widok tak ponętnej kobiety i względy okazane jej przez oficera musiały być odebrane jednoznacznie. Każdy miał już wyrobioną opinię na to, jak zapracowała na tak ulgowe potraktowanie.

Zofia odetchnęła z ulgą, gdy oddalili się z tamtego miejsca. Stanęli w pustej uliczce i wtedy oficer odezwał się surowym tonem:

– Stąd już sobie poradzisz. Ja muszę wracać. Widzisz, ile mam tu z wami roboty. – Zofia spojrzała na jego dłoń, z której ściągnął rękawiczkę i przełknęła ślinę. Przypomniała sobie, jak brał ją bezceremonialnie i jej serce mocniej zabiło. Bała się, że znowu jest w opałach. Lecz tym razem nie patrzył na nią w taki sposób, jak wówczas. Być może dlatego, że miał co innego na głowie.  – Kiedy nauczycie się w końcu, że lepiej pogodzić się z losem? – zapytał retorycznie, zniesmaczonym tonem.

– To nie jest wasz kraj i nigdy nie będzie – Zofia zdumiała się nad własną odwagą. On tylko się skrzywił i opowiedział z sarkazmem.

– Mówisz? – chwilę stali w milczeniu. Patrzył na nią z góry, a ona wytrzymywała jego spojrzenie. – A teraz lepiej się stąd zmywaj.

Kobieta zastygła na chwilę, jakby na coś czekając. W jakiś dziwny sposób ubodło ją, że nie patrzył na nią tak jak wtedy i nic od niej nie chciał. Powinna czuć przecież ulgę, ale wcale tak nie było.

Zofia westchnęła i powoli obróciła się. Oficer także zamierzał odwrócić się i wracać do swych obowiązków, ale jego wzrok na ułamek sekundy wylądował na jej pośladkach.

– Poczekaj jeszcze chwilę – powiedział władczo i przyciągnął ją do siebie, tak, że stanęła plecami do niego.

– Co robisz? – zapytała Zofia, czując jak dłoń oficera wsuwa się pod jej sukienkę i szuka dostępu pod majtki.

– Chwilę no – powiedział tylko – nie wierć się tak! – dodał rozkazująco. Zofia nie miała odwagi zaprotestować. Oficer w końcu wsunął swą dłoń pod jej bieliznę i złapał za jej nagi pośladek. Delektował się chwilę jego miękkością i sprężystością. Wiedziała, że przed chwilą tą samą dłonią brutalnie wymierzał kary jej rodakom, ale teraz zajmowała się jej pupą. Nie tak brutalnie, choć równie stanowczo. Czuła się całkiem w jego garści, co wywołało powrót dziwnych odczuć w podbrzuszu.

– Co z tamtymi będzie? – zapytała, by ochłonąć.

– Nie chcesz wiedzieć – odpowiedział oficer ciągle zajęty jej pupą. – Zresztą nie twój interes – mówiąc to uścisnął mocno jej pośladek, a jego wzrok zmienił się. – Świetny…  teraz do mnie dotarło, że jeszcze nie wsadziłem tobie w tyłek. I chcę tego.

Zofia osłupiała na moment. W głowie jej się nie mieściło, że coś takiego można zrobić kobiecie. Próbowała go odpychać z przestraszoną miną, ale czyniła to nieporadnie.

– Uspokój się, no! – powiedział zdecydowanie. Pewnym ruchem włożył dłoń między jej uda i złapał stanowczo za włosy łonowe. Zofia jęknęła. Przestał ją przyciągać do siebie, więc chciała się wyrwać, ale trzymał mocno za loczki między udami.

–  Jesteś perfidna… –  Zofia zawiesiła głos.

–  …”świnia” chciałaś powiedzieć?  – oficer uśmiechnął się. Po czym spoważniał i dodał: – Tak przynajmniej nie będziesz wierzgać. A teraz słuchaj. – Trzymając ciągle Zofię od tyłu za jej włosy łonowe, zaczął poruszać powoli jej lekko wypiętą pupą na boki i do góry. – Irytuje mnie to twoje wierzganie. Nie mam zamiaru się z tobą nigdy siłować. Rozumiesz? – Kobieta poddawała się prowadzeniu przez niego z lekkimi oporami, ale dłoń w tamtym miejscu i to jak ją odczuwała, wywoływała u niej uczucia zniewolenia. Budziło to w niej z jednej strony złość. Była jednak świadoma, że złość ta jest i tak bez znaczenia, co wzmacniało tylko uczucie podległości. I uczucie to wywoływało u niej kolejne fale ciarek. Całkiem przestała się wyrywać. W pewnym sensie wręcz poczuła coś w rodzaju respektu wobec tego, jak sprawnie, jednyn ruchem oficer potrafi zniewolić kobietę.

– Myślisz, że to w porządku tak przyjeżdżać i brać, co się chce?! – zapytała podenerwowanym tonem. On tylko uśmiechnął się.

– Nie dbam o to, co jest w porządku – powiedział – kobiety należą się zwycięzcy. Tak zawsze było, jest i będzie.

– Nie jestem rzeczą, która można brać – zaprotestowała. – To nieludzkie.

Oficer pociągnął lekko za jej włosy.

– Wojna jest nieludzka, egzekucje są nieludzkie, wszystko, co nas otacza jest nieludzkie. A ja w tym nieludzkim świecie… pragnę cię znowu posiąść. I mogę.

Dotyk jego dłoni stykającej się z najintymniejszym miejscem, wywoływał instynktowną chęć ucieczki. Ale trzymał za jej delikatne włosy, jak jakiegoś zwierzaka. Traktował ją, jakby każda jej część należała do niego. I rzeczywiście to właśnie poczuła Zofia. Zaprzestała najmniejszych prób wyrywania się. Wiedziała, że to i tak nie ma sensu. Po prostu cipka w jego dłoni była w pełni jego własnością. A co najdziwniejsze, należenie w ten sposób do niego wywołało u niej fale ciepła rozchodzące się po całym ciele. Bycie w ten sposób zniewoloną było dziwnie ekscytujące.

– Zadowolony?! – spytała.

– Lubię tak – odpowiedział. – Tak właśnie przesłuchuję kobiety. Wyciągnął w końcu dłoń z jej majtek. – Zresztą, ty też lubisz wypinać dupę do silniejszego i nic na to nie poradzisz – patrzył, jak Zofia nerwowo poprawia bieliznę pod sukienką. – Jesteś tylko kobietą.

– Myślisz, że możesz mnie mieć całą? Że przez to będę naprawdę twoja? Że…

Oficer nie miał zamiaru tego słuchać i przerwał jej wywód.

 – I w końcu zrobię ci to, o czym mówiłem wcześniej. A teraz zmykaj.  Musze nauczyć szacunku kilku twoich rodaków.

Odwrócił się na pięcie i ruszył uliczką, z powrotem do swych żołnierzy, zostawiając oszołomioną kobietę za sobą. Stała tam jeszcze chwilę, po czym ruszyła do siebie. Po drodze minęły ją ciężarówki z żołnierzami, które wiozły także pojmanych cywili. Minął ją również samochód osobowy prowadzony przez szofera. Kątem oka dostrzegła na tylnym siedzeniu oficera i… jedną z kobiet, która także była wśród aresztowanych. Tamta wyglądała na przejętą. Zapamiętała ją, gdyż była dosyć atrakcyjna. Zofia nie wiedziała, dlaczego tamta siedzi obok oficera, ani też gdzie i po co jadą, ale jej zęby bezwiednie się zacisnęły .

* * *

Zofia jeszcze kilka dni była przejęta sytuacją. Myślała o słowach oficera. O tym jak ją trzymał. Potem jej myśli zaczęły krążyć wokół słów dotyczących tego, co zrobiłby z jej tyłkiem. Było to tak okropne, że aż niepojęte. Kiedy o tym myślała, w głowie pojawiały się natarczywe, przerażające obrazy. Aż wzdragała się na samą myśl, ale z drugiej strony wizje te było jej ciężko odgonić. Nie mogła pojąć, że coś podobnego mogłoby się wydarzyć. Ale wspomniała, że oficer stwierdził, że nie zrobił tego jej. “Znaczy, że innym kobietom robił takie rzeczy?” –  myślała z trwogą. Wyobraziła sobie, że jest na miejscu jednej z tych kobiet i że on zbliża się do niej, by spełnić swą groźbę. Że nie ma żadnej możliwości, by się ochronić, może tylko pogodzić się z losem. Że to już tuż, tuż za chwilę się stanie. Ciarki, jakie wtedy przeszły jej ciało były niemal nie do wytrzymania. I wtedy przyszło jej do głowy, że ciekawi ją, co by wtedy odczuwała. W chwili, gdy on się przymierza, a ona sama wypina się, patrząc za siebie. W tym momencie uświadomiła sobie, że wcześniej czy później on na pewno to zrobi. Że to się stanie naprawdę. Orgazm, jaki przeżyła myśląc o tym, że właśnie on jej to uczyni,  równał się niemal tym poprzednim, których z nim doświadczyła.

Na drugi dzień wstydziła się swych myśli. Jednak mijały kolejne dni, a te obrazy powracały. Czasem mniej, czasem bardziej intensywne, lecz nigdy nie znikały.

Po pewnym czasie ludzie z ruchu oporu ponownie się z nią skontaktowali. Tym razem wyglądali na bardziej przejętych i zmęczonych. Potrzebowali jej bardziej niż przedtem. Od kiedy oficer objął teren pod swoją kuratelę, przyszły dla nich gorsze czasy. Radził sobie dobrze z tłumieniem najmniejszych oznak buntu.

Pewnego dnia nie pojawili się na miejscu spotkania. Dopiero, gdy była już nieopodal domu, zauważyła ich ukrywających się w zaroślach w pobliżu drogi. Przyśpieszyła kroku, nie reagując na ich wezwania, zła, że próbowali kontaktu tak niedaleko jej posesji. Miała się nie zatrzymywać, lecz dostrzegła, że kolega Tomasza krwawi. Wtedy, nie myśląc wiele, pomogła zawlec rannego do swojego domu. Wiedziała, że to szaleństwo, ale działała instynktownie. Nie mogła obojętnie przejść obok potrzebującego.

Marcin nie wyglądał na zadowolonego, gdy zobaczył gości, z którymi Zofia pojawiła się w domu. Jednak znał swoje obowiązki. Zaprzągł konia do furmanki i pojechał do miasteczka po opatrunki. Zofia zajęła się chorym jak mogła, po czym razem z Tomaszem zanieśli go na strych.

– Tu będzie bezpieczniej – powiedziała, gdy odsapnęli na górze. Ranny był nieprzytomny, ale wyglądało, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Obrażenia były powierzchowne. Jednak utrata krwi wymagała odpoczynku. Tomasz zapalił papierosa i westchnął, siedząc na skrzyni ze starymi gratami.

– To było straszne – powiedział – wielu chłopaków zginęło. Zaskoczyli nas w nocy – mówił powoli, bez emocji. – Działali metodycznie i bez litości. Jest coraz gorzej, odkąd on tu jest. To skurwiel, jakich mało.

Zofia wzdrygnęła się. Wiedziała, o kim mówi. Pomyślała o tym, co strasznego musiało zdarzyć się w lesie, o tym, jak traktował zatrzymanych podczas łapanki i zrobiło jej się wstyd, że wieczorami marzy o tym, że by ją brał, wsadzając penisa w tyłek. A najgorsze było to, że mimo wszystko poczuła znowu ciarki na samą myśl. Postanowiła odpędzić od siebie czym prędzej te obrazy. Popatrzyła na Tomasza. Widać było, że pochodzi z inteligenckiej rodziny, a jedynie okoliczności sprawiły, że wylądował w lesie. Zauważyła, że on także ją obserwuje. Gdy jego wzrok spoczął na jej kolanach, zacisnęła je bezwiednie i zasłoniła brzegiem sukienki.

Na strychu zapanowała niezręczna cisza. Aby ją przerwać, Zofia wstała i otwarła skrzynię z dawno nienoszonymi ubraniami.

– Chyba będzie tego potrzebował – powiedziała. – Bo te jego są w strzępach. Gdy tak grzebała w ubraniach, usłyszała kroki Tomasza. Była pochylona, gdy stanął za nią. Poczuła ciarki na skórze. Wyprostowała się mimowolnie. – O, ta będzie jeszcze dobra – powiedziała, niepewnie trzymając w dłoni koszulę. Wtedy właśnie poczuła dotyk dłoni na przedramieniu. Nie zareagowała od razu, co ośmieliło Tomasza. Złapał ją za biodra i przysunął usta do szyi.

– Tak… wiem… to nie czas i miejsce, ale … wiesz jak działasz na mnie. Każdy twój gest doprowadza mnie do szaleństwa – usłyszała jego szept i poczuła, jak przyciąga ją do siebie. – Tracę zmysły, gdy jesteś obok… – Zaczął całować ją po szyi. Zofia przymknęła oczy i przez chwilę nie oponowała. Wtedy przesunął usta na jej ramię. W tym momencie wyrwała się i odsunęła na bok.

– Nie… – powiedziała stanowczo – nie można tak…  – idąc w stronę chorego dorzuciła: – Masz rację. To nie czas i miejsce. Nie wracajmy już do tego.

– Wiem, że nie chodzi o męża – powiedział hardo Tomasz. – Chodzą słuchy… że był tu… – Zofia wstrzymała oddech. – Widziano cię także z nim w czasie łapanki. Wyglądało, że masz u niego szczególne względy.

Kobieta nie wiedziała, co powiedzieć. W jej głowie szalało tysiące myśli. Ale nie była z tych, co łatwo dadzą się zbić z tropu. Wzięła głęboki oddech i odwróciła się w stronę Tomasza. W jej wzroku nie widać było cienia niepewności. Powiedziała głośno i wyraźnie.

– Tak. Bierze mnie kiedy chce i jak chce. – Po chwili dodała, wskazując dłońmi swe ciało: – Bierze, co najlepsze, tak, jak  mu się podoba. Pewnie jak wiele innych w okolicy. – Spuściła z tonu i usiadła na łóżku. – Zresztą, to nie ja jestem od tego, by bronić tutejsze kobiety.

Tomasz patrzył na nią. W jego oczach było widać mnóstwo emocji. Wyglądało, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć. Zofia bała się tylko jednego pytania. Nie miała zamiaru kluczyć ani kręcić. Nie chciała więc, by zapytał czy… czy było jej wtedy dobrze. Sama sobie nie chciała zadawać tego pytania, więc nie musiała wprost formułować w myślach odpowiedzi. Ale gdyby musiała użyć słów…? O co by musiała siebie spytać? Czy to, co czuła, gdy nadziewał ją na siebie, dał jej kiedykolwiek jakiś tutejszy mężczyzna? Czy czuła dziwną ekscytację, gdy jej usta służyły do zaspokajania jego penisa? Czy jej piersi, choć skrywane pod grubym materiałem, czekają na jego dłonie? Nie. Nie chciała na to odpowiadać. Choć czuła to gdzieś w środku, ale nie chciała przyznać wprost, nawet przed sobą.

Na szczęście Tomasz nie zapytał o nic. Zofia podniosła wzrok.

– Nie ma o czym mówić – rzekła. – To nie ma znaczenia dla mojej działalności. Wiem, kto jest naszym wrogiem. Będę dalej dostarczać to, czego chcecie.

W tym momencie usłyszeli warkot silników.

– O wilku mowa? – powiedziała z przestrachem Zofia. Szybko wgramoliła się na drabinkę w klapie na strych i zamykając ją za sobą i zeszła na dół.

Kobieta pośpiesznie rozejrzała się, czy nie ma jakiś śladów, które mogły zdradzić, co tu się dzieje. Była wdzięczna swej przezorności, że na bieżąco usuwała wszelkie dowody, wrzucając do pieca.

Gdy drzwi otworzyły się, była przerażona. Nawet nie chciała myśleć, co by się stało, gdyby wydało się, kogo trzyma na strychu. Jednak gdy w wejściu pojawił się oficer i podszedł do niej, poczuła dziwne mrowienie między udami.

– Dziś tylko na chwilę – powiedział. – Wyłapujemy niedobitki po nocnej akcji. Dostali niezłe baty. Nauczycie się w końcu, że krnąbrność kosztuje.

Wyglądał na zapracowanego, ale jednocześnie pełnego energii i usatysfakcjonowanego wynikami swoich działań. Z jednej strony Zofia wiedziała, co zrobił dziś jej rodakom, ile przyniósł im cierpienia. Z drugiej, gdy stał tak blisko, władczy i zwycięski, czuła mocne przyciąganie. Nie mogła się opanować, by niby przypadkiem nie dotknąć jego munduru. Oficer usiadł przy stole.

– I co, nie dostanę posiłku? – spytał, patrząc na Zofię. – Jeszcze dużo pracy dziś przede mną.

– Tak, oczywiście – podeszła do schowka na chleb, wyciągnęła go i ukroiła kilka kromek. Gdy podała je oficerowi, stanęła nad nim patrząc, jak łapczywie rzucił się na posiłek. Zajadając się nie zwracał na nią uwagi. Trochę zaczęło ją to uwierać. Jednak po chwili rozejrzał się po kuchni i powiedział:

– O, widzę, że męża nie ma.

– Tak, pojechał po narzędzia do miasteczka – odpowiedziała szybko.

– No, jak do miasteczka, to ma szczęście. Bo jak był z tymi w lesie, to już nie masz co liczyć, że wróci – powiedział zadowolony z siebie oficer. – Chyba, że w worku, jak inni. – Zaabsorbowany zwycięstwem, nie przejmował się wcale tym, co mogła czuć, gdyby rzeczywiście Marcin poległ w lesie. Wziął kromkę w dłoń i popatrzył na Zofię takim wzrokiem, że ta bezwiednie skuliła się. Mężczyzna zaśmiał się na to.

– Aleś się nieśmiała zrobiła – mówiąc to wsunął jej jedną dłoń pod spódnicę, złapał za udo i przyciągnął do siebie.

Zofia była zakłopotana. Instynkt kazał jej się wzbraniać, – ponadto zaś wiedziała, że ze strychu wszystko dobrze widać przez szpary w deskach. Czuła, że jest teraz obserwowana. Że Tomasz, który przed chwilą wyznał, jak bardzo jej pożąda i którego odrzuciła, widzi na jak wiele pozwala sobie wobec niej oficer. Jednak dotyk jego silnej dłoni, ściskającej delikatne wnętrze uda działał na nią zniewalająco. Niepewnie próbowała odepchnąć jego rękę, ale nie potrafiła być zbyt stanowcza. Dotyk mężczyzny dawał jej zbyt wiele dziwnej, niechcianej przyjemności, z której nie potrafiła zrezygnować. Pomyślała, że i tak na nic nie zdałyby się jej protesty. Poczuła, jak jego dłoń wędruje coraz wyżej.

– Nie tu – zdążyła tylko powiedzieć.

– Spokojnie – odparł oficer. – Żołnierze nie wejdą bez pytania – mówiąc to jednym ruchem złapał za jej majtki i zdarł je z niej rozdzierając na strzępy. Położył dłoń na jej nagiej pupie. Wtedy w Zosi zagotowało się. Przypomniała sobie wszystkie wieczorne marzenia, jak to właśnie on robi z jej pupą owe okropne rzeczy. A teraz, gdy czuła jak twarda ręka znowu ugniata jej nagie pośladki, nieopodal bezbronnego otworka, serce mocniej zabiło w jej piersi.

Pewnie uległaby całkowicie, gdyby nie świadomość, że Tomasz obserwuje wszystko ze strychu. Czuła, że i tak był to dla niego ciężki widok. Sprawca ich nieszczęść ugniatał dłonią jej cudowną, gołą pupę i delektował się jej miękkością, a drugą ręką przyciągał do siebie, patrząc, jak się niezdarnie próbuje wyrwać z jego rąk. Po chwili takiego przekomarzania oficer oparł się o krzesło i wziął kubek z herbatą w dłoń.

– Przecież wiesz kotku, że nie będę tu walczył – powiedział z przekąsem, ciągle gładząc pupę Zofii. – Starczy tego wierzgania. Mam nadzieję, że rozumiesz.

Zofia przełknęła ślinę i znieruchomiała.

– Tak, rozumiem – powiedziała. – Nie jestem niedorozwinięta.

– To dobrze – odparł oficer, skupiając się z powrotem na jedzeniu – więc teraz zachowuj się.

Zofia wiedziała, że nie ma o czym debatować. Nie namyślając się długo, zajęła się odpinaniem guziczków koszuli. Gdy skończyła rozpinanie, sama bez ponaglania rozsunęła brzegi swego ubrania, odsłaniając przed mężczyzną kształtne piersi. Czerwone sutki nabrzmiały zapraszająco. Chwilę zawahała się, po czym zaczęła odpinać guziki przytrzymujące spódnicę. Powoli zsunęła ją w dół, świadoma, że odsłania przed oficerem wszystkie kobiece sekrety. Poczuła dziwne dreszcze, okazując mu posłuszeństwo, w obecności przyczajonego na strychu Tomasza. Stanęła z gołą pupą i otoczoną gęstymi loczkami cipką przed oficerem. On w tym czasie kończył kolejną kromkę. Zofia czekała przed nim obnażona, nie wiedząc, co robić. Mężczyzna najwyraźniej nie miał zamiaru przerywać sobie posiłku.

 – Strasznie niesforni jesteście tutaj – powiedział, przegryzając kolejne kęsy. – Dużo roboty z tym. Oj, dużo – westchnął. – I po co ta krnąbrność? – popatrzył na nagie ciało Zofii. – Ty już ułożona jesteś. Ech, jakby wszyscy tu byli tak rozsądni jak ty, nie miałbym na głowie tylu przykrych obowiązków. A tak to same z wami problemy – żalił się.

– Nikt was tu nie zapraszał – odburknęła – jak wam tak źle, możecie wrócić w swoje strony.

Oficer uśmiechnął się na to.

– Ale poza tym całkiem mi tu dobrze – powiedział, kładąc dłoń na jej nagim pośladku. Pogłaskał go raz, po czym uniósł rękę chwycił jedną z piersi. Ugniatajął ją powoli, z wyraźnym zadowoleniem.

– Ech, te tutejsze kobiety – stwierdził, obmacując dokładnie. – Takich wspaniałości nie ma nigdzie indziej. Przybliżył usta do jej sutka i lekko przygryzł zębami pomarszczoną, czerwoną skórkę. Wiedząc, że jest obserwowana Zofia nie chciała okazywać zbyt wiele, jednak tego, jak bardzo nabrzmiałe były sutki nie dało się ukryć. Gdy zęby oficera dotknęły tego wrażliwego miejsca, nie mogła powstrzymać również cichego jęku.

Oficer puścił ją, oparł się na krześle i rozpiął spodnie. Wyciągnął swego penisa i przywołał ją palcem do siebie. Wiedziała, co ma zrobić. Chwilę zawahała się wiedząc, że będzie robić to na widoku, ale przecież nie miała wyjścia. Została do tego zmuszona. Nawet nie chciała myśleć, co czuje Tomasz, gdy jej pełne wdzięku usta obejmowały członka. Czuła jego twardość, gdy ocierał się o jej język i wnętrze ust, docierając aż do samego gardła. Gdy poruszała głową w dół i górę, ogarnęło ją zażenowanie, że musi robić tak wyuzdane rzeczy na oczach obserwatora ze strychu. Wtedy przypomniała sobie swoje własne słowa, że to przecież mężczyźni są od tego, by bronić kobiety przed innymi. Cóż ona mogła? Gdy to sobie uświadomiła, poczuła, że nie ma powodu by stawiać sobie jakieś zarzuty. Zaczęła obciągać z większym zaangażowaniem. Co pewien czas wysuwała penisa z ust i lizała powoli, od nasady aż po sam sterczący w górę czubek. Oblizywała go przeciągle, patrząc z dołu, jak oficer popija herbatę. Opuściły ją całkiem skrupuły. A nawet wylizując dokładnie i z zaangażowaniem żołądź, poczuła dziwną sprawiedliwość losu. Tomasz widział na własne oczy, na co on i jemu podobni pozwolili najeźdźcom. Zresztą, było jej coraz łatwiej, gdyż oficer sam w sobie był bardzo atrakcyjnym mężczyzną.

Kucając z lekko wypiętą pupą, poczuła chłód powietrza między pośladkami. Uświadomił on jej, jak bardzo jest teraz tam otwarta i dostępna. Poczuła znowu dłoń na swoim pośladku. Przez chwilę zapragnęła, by władczo złapał ją za włosy i nawet bezwiednie nadstawiła się odrobinę. Jednak momentalnie dotarło do niej, że nie powinna tak się zachowywać. Wciąż jednak czuła ciarki przechodzące między udami, gdy jego dłoń była tak blisko.

– Miękki  – powiedział. – Chyba nie pracujesz fizycznie. Prawda?

Zofia po chwili odpowiedziała.

– Tak… mam papierkową pracę.

– A to widać, że dużo wysiedziana.– odrzekł. – Podoba mi się. Lubię takie miękkie.

Patrząc na penisa oficera, przypomniała sobie swoje fantazje, w których bezczelnie wchodził on w jej tyłek. Poczuła dreszcze na samą myśl o tym, w jaki sposób weźmie ją w posiadanie. Gdy poczuła jego palce na zaciśniętym wciąż odbycie, jęknęła. Tym razem nie miała dość siły, by się usunąć. Tłumacząc sobie, że przecież nie ma wyjścia, bezwiednie jeszcze bardziej wypięła się, czekając na to, co się wydarzy. Oficer zaśmiał się, i odłożył kubek z herbatą na stół. Wstał, pozostawiając zakłopotaną Zofię w dole.

– Niestety, dziś na mnie już czas – powiedział. – Najpierw obowiązki.

Zmieszana Zofia podniosła się z kolan. Gdy oficer poprawiał swój mundur, stała tuż przy nim, z odsłoniętymi w rozpięciu koszuli piersiami. Oficer pogłaskał jedną z nich, po czym jego dłoń powoli przesunęła się wzdłuż brzucha w dół. Przeczesał palcami jej intymne loczki. Nie uchylała się ani nie zasłaniała.

– Przyjedziesz do mnie w czwartek – powiedział. – Najpierw muszę dokończyć wybijanie wam z głów buntowniczych fanaberii. Potem dopiero będzie czas, by nacieszyć się tutejszymi wspaniałościami do woli – mówiąc to patrzył na jej piersi i jeszcze raz pogładził włoski między udami. – Będę tego dnia w kwaterze południowej. Przygotuj się na interesujące zabawy – dodał, po czym odwrócił się i wyszedł.

Zofia poczuła się dziwnie, gdy usłyszała słowo „zabawy”. Niezdarnie wciągnęła na siebie spódnicę i zaczęła zapinać koszulę. Gdy usłyszała dźwięk uruchamianych silników ciężarówki, drzwi otworzyły się i pojawił się w nich Marcin. Patrzył za oddalającymi się pojazdami. Jeden rzut oka na zapinającą ubranie Zofię pozwolił mu domyślić się, co się tu rozegrało. Nic nie mówiąc, przygarbiony podszedł do krzesła i usiadł na nim w milczeniu.

W tym momencie otwarła się klapa na strych. Tomasz zszedł na dół. Przeszedł spokojnym krokiem przez kuchnię. Na jego twarzy było widać napięcie, ale powstrzymywał emocje. Poklepał Marcina po ramieniu, po czym podszedł do Zofii.

– Udasz się do niego w ten czwartek. Tak jak chciał – powiedział zdecydowanym tonem. – Zadbasz, żeby jak najdłużej było mu wspaniale – kiedy to mówił, na ułamek sekundy na jego twarzy pojawił się grymas smutku. Zofia posłała mu pytające spojrzenie.

–  Jeśli on tam będzie, będzie towarzyszył mu jego oddział – dodał członek ruchu oporu. – Koszary nie będą więc tak chronione. Ja pozbieram resztkę chłopaków i odbijemy stamtąd pojmanych.

– Nie mam nawet jak tam dotrzeć – odparła Zofia. – To daleko.

– Marcin cię tam dostarczy – powiedział Tomasz.

– Nie ma mowy! – mąż Zofii wzburzony poderwał się z krzesła.

Tomasz podszedł do niego, uścisnął mu ramię i usadził z powrotem. Trzymając mocno rzekł stanowczym tonem:

– Są sprawy ważne i ważniejsze. – Po chwili dodał nieco spokojniej – Ojczyzna wymaga ofiar.

Marcin opuścił wzrok zrezygnowany. W pokoju zapanowała cisza. Atmosfera stała się tak duszna, że Zofia nie mogła wytrzymać i wyszła na zewnątrz. Pomyślała o tym czwartku, o słowie „zabawy”, o tym, że zostanie dostarczona oficerowi przez swoich. W jej głowie kłębiło się wiele sprzecznych emocji. Po chwili dołączył do niej Tomasz.

– Nie wydaje mi się, by było to dla ciebie wielkie poświęcenie – w jego słowach dało się wyczuć żal.

Zofia spojrzała na niego. Miała w sobie empatię i domyślała się, że sprawia mu wiele przykrości, podobnie jak i mężowi. Ale jak zwykle, nie zamierzała wdawać się w tego rodzaju debaty. Znów pomyślała o penisie oficera, penetrującym jej tyłek i że właśnie on jej to robi. I raz jeszcze poczuła emocje, którym nie potrafiła się oprzeć.

– Jestem tylko kobietą. Nie wymagaj więc ode mnie zbyt wiele – odparła, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła z powrotem do domu.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Hmm, nie przekonuje mnie ta charakterystyka bohaterki. Rozumiem, że można łączyć w sobie różne emocje, w tym podanie się 'samcowi alfa', ale gdy ktoś z zewnątrz to na głos wypowiada jak Tomasz w ostatniej części, to w o kontraście ofiary patriotyzmu normalny człowiek się pali ze wstydu. A tu bohaterką przeżywa niby 'dużo emocji', ale tak na prawdę myśli tylko o penisie. To takie mało kobiece jest ;). Rozumiem w sytuacji jak penis jest na wysokości wzroku lub pępka, trudno wtedy myśleć o czymś innym. Ale w sytuacji z opowiadania, oficer sobie poszedł, przyszedł mąż, wyłonił się atrakcyjny obserwator, naturalna jest niepewność co inni myślą, co wiedzą, można by się wstydzić, nie być pewna czy zauważono i w jakim stopniu jej pożądanie osoby oficera (stwardnienie skutków o niczym niż o zdjęciu z siebie ubrania i chłodzie pomieszczenia nie świadczy) a przede wszystkim czuć się poniżona, wykorzystana, ale też zła i przestraszona oraz pewnie sporo innych emocji nad którymi warto by się pochylić. Myślenie o penisie w tym miejscu jest tak jakby nie na miejscu ;).

Czyta się dobrze, akcja jest wartka. Myślę sobie, że masz niezaprzeczalną zaletę — możesz dzielić się z czytelnikami myślami faceta. Pamiętam z innych Twoich opowiadań były to całkiem udane doświadczenia. Nad opisem wnętrza kobiety musisz jeszcze sporo popracować.

Mnie też motywacje kobiety nie przekonują, poza tym Twoje bohaterki są do siebie podobne: niby się opierają, gardzą oprawcami, a jednak coś każe im w końcu ulegać, samcza aura sprawa, że puszczają im hamulce. Zamiast obrzydzenia czują przyjemność, nie kupuję tego, ale sprawnie napisane, chociaż trochę za dużo powtórzeń. / Lena

Rzeczywiście nie wiem co w głowach kobiet siedzi, ale mnie fascynuje pewien typ sytuacji i wiem z własnych doświadczeń ze seks "pomimo" jest często dla nich bardziej ekscytujący niż seks "dlatego że". Właśnie w sytuacjach w których kobieta czuje złość, żal, nienawiśc,…. Parę razy miałem sytuacje ze w chwilach których powinienem dostać po głowie, kopa w tyłek albo w krocze, ze gdy wlasnie wtedy doszlo do seksu, orgazmy kobiece byly najdluzsze, najmocniesze, najbardziej mokre. Ale np tez w wielu zwiazkach po jakiejs klotni, gdy kobieta ma zal o faceta i gdy do chodzi do seksu w chwili gdy jeszcze powinna miec focha, jej przezycia sa intensywniejsze niz w innych przypadkach.
Ale jak mowilem nie wiem co w glowach kobiet siedzi to moze jakas kobieta wypowie sie na temat tego typu sytuacji seksu "pomimo" ?

Seks pomimo kłótni może być intensywniejszy między innymi z dwóch powodów. Po pierwsze emocje zmiecie są w większości intensywniejsze i wywołują silniejsze pobudzenie fizjologiczne, więc "start" jest z wyższego pułapu. Po drugie po kłótni zaczyna się niejako od nowa relację, więc w pewien sposób niesie smak nowości, a nowe bardziej fascynuje i bardziej motywuje obie strony do starania się. I po trzecie, kłótnie czasami (ale nie zawsze) oczyszczają atmosferę, więc jest mniej tych nagromadzonych codziennych przeszkadzaczy, drobnych niesnasek, które psują bliskość. Tyle mi przychodzi do głowy na dziś. Pozdrawiam 🙂

Zróbcie link do pierwszej części(?), proszę. Publikowana była tak dawno, że warto sobie odświeżyć pamięć przed lekturą części drugiej 🙂

Ja bym mógł dać nawet linka do gotowej części 3 I szczęśliwego zakończenia 🙂 ale to sobie trzeba wygoglowac

Zgodnie z życzeniem:-)

Pozdrawiam
M.A.

Pisanie Marka zawsze mnie zastanawiało. Z jednej strony on świetnie steruje pewnym rodzajem emocji, nazwijmy ją niską, z drugiej zaś – jego pisanie sprawia wrażenie naiwnego, niedopracowanego, ułomnego warsztatowo. Tekstów o podobnej charakterystyce (z pełnym premedytacji sterowaniem), jak on pisze, nie spotkałem poza jednym wyjątkiem w polskojęzycznym internecie. Za to w anglojęzycznym podobnego sterowania niskimi emocjami jest całkiem sporo. Czasem mam wrażenie, że Autor pisze w innym języku i potem tłumaczy(lecz nie przekłada) swoje teksty na polski.

Czekam aż Marek opublikuje u nas opowiadanie – mam nadzieję, że to nastąpi – który uważam za najlepszy tekst polski (czysty, subiektywny osąd komentatora) z punktu widzenia wspomnianej przeze mnie umiejętności sterowania.
Ale nie powiem, o jaki tekst mi chodzi. Uśmiechy.

Czytając drugą część Kwaterunku mam niestety uczucie wielkiego niedosytu, bo wiele w tekście z punktu widzenia i redakcyjnego i korektorskiego(mniej) można by dopracować, ulepszyć. Ale i tak jest nieźle.

Ukłony.

No fakt ze skupiam się głównie na płytkich emocjach:) i sam chciałem kiedyś nazwać swój zbiór "infantylia". Ale dobre jechanie nawet na niskich emocjach nie jest takie proste jakby się wydawało.
Mam 2 ulubionych autorów co robią to po mistrzowsku i właśnie z portali anglojęzycznych.

Napisz komentarz