Róża miłości I (Tłumacze NE)  4/5 (4)

19 min. czytania
Rys. Fameni-Liporini

Rys. Fameni-Liporini

Drogie Czytelniczki! Drodzy Czytelnicy!

Rozpoczynamy dziś na Najlepszej Erotyce nowy, eksperymentalny projekt – „Przekłady”. W jego ramach będziemy tłumaczyć na język polski i przedstawiać Wam stare i nieco już zapomniane dzieła o tematyce erotycznej, prawdziwe perły gatunku sprzed wieku albo dwóch. Są to często teksty anonimowe, niekiedy przypisywane znanym autorom, którzy jednak nigdy się do nich nie przyznali, a nawet gdy zostały podpisane – to majątkowe prawa autorskie do nich dawno już wygasły.

Odkurzając owe powieści, opowiadania oraz miniatury, jesteśmy bardzo ciekawi, czy mimo lat, które minęły od ich stworzenia, są jeszcze w stanie zaciekawić współczesnych odbiorców. Odpowiedź na to pytanie należy wyłącznie do Was.
Zapraszamy do lektury!

Tytuł oryginału: La Rose d’Amour. Or the Adventures of a Gentleman in search of Pleasure.

Autor: Nieznany.

Publikacja: w okresie od lutego do października 1880 roku na łamach angielskiego pisma „Pearl. A Journal of Facetiæ and Voluptuous Reading”.

Autor przekładu: Megas Alexandros

Róża miłości. Lub też przygody dżentelmena w poszukiwaniu rozkoszy. Rozdział 1.

„Tak więc każde stworzenie, spośród wszystkich gatunków

Znajduje rozkosz w słodkim, miłosnym zbliżeniu” – Drysden

W wieku lat siedemnastu, w wyniku niemądrego, acz typowego dla rodzica przywiązania ze strony mego ojca, Hrabiego de L., byłem wciąż więźniem starego zamczyska, położonego na bretońskim wybrzeżu. Nie znałem nikogo oprócz nauczycieli, niczego poza codzienną rutyną lekcji, za których podporę służyło mi zaledwie kilka tuzinów zatęchłych ksiąg. Będąc z natury człowiekiem gnuśnym, leniwym i do nauki nieskorym, prędko znudziłem się ową nieznośną monotonią. W końcu doszedłem do wniosku, że nie dam rady żyć w ten sposób ani chwili dłużej. Moją sytuację zmieniło dopiero przybycie do zamku niespodziewanych gości.

Jakże miłym dla mnie zaskoczeniem było usłyszenie podczas porannych lekcji odgłosu, jaki wydają koła powozu, pędzącego chyżo po kamieniach dziedzińca. Rzuciłem czytaną właśnie książkę w kąt, zbiegłem po schodach i napotkałem ojca w drzwiach głównej sali. Towarzyszyli mu: mój stryj, Książę C., a także jego dwaj synowie, obaj mniej więcej w moim wieku.

Później ojciec zdradził mi, że wkrótce wyrusza do Rosji w roli ambasadora, co zaś się tyczy naszych gości, to zostaną w zamku przez tydzień lub dwa, po czym powrócą do Paryża, zabierając mnie ze sobą. Pod nieobecność ojca miałem bowiem pozostawać pod opieką stryja. Nazajutrz ojciec, przekazawszy mi wiele dobrych rad i błogosławieństwo, wyruszył w długą drogę do Petersburga.

Moi kuzyni, Raul i Julian, okazali się prawdziwie dzikimi źrebakami, które spuszczone z uprzęży pociągnęły mnie za sobą, stając się przewodnikami po wszelkich nieprawościach. Mój stryj, zajęty interesami, które prowadził w okolicy, nie był w stanie nadzorować ich zachowania. Pewnego dnia, poszukując Raula, zaszedłem do jego komnaty. Otworzywszy drzwi, zostałem całkowicie oszołomiony widokiem. Raul spoczywał na łożu w ramionach jednej z pokojówek, Manette, wspaniale pożądliwej, pięknie zbudowanej dziewki o rumianym licu.

Gdy wszedłem do pokoju, mój kuzyn górował nad Manette, zamknięty w silnych objęciach jej ramion i ud. Białe nogi pokojówki krzyżowały mu się za plecami. Przyglądając się zgodnym, falistym ruchom ich ciał, zauważyłem, że oboje zażywali wielkiej rozkoszy. Byli tak mocno zajęci sobą i tym, co wspólnie czynili, że nie spostrzegli mojego przybycia. Choć w ciągu trzech dni, które spędziłem w towarzystwie kuzynów, nasłuchawszy się ich wyuzdanych rozmów, utraciłem wpojone mi przekonanie o cnotliwości niewiast, fakt pozostawał faktem. Moje surowe wychowanie sprawiło, że nigdy jeszcze nie poznałem prawdziwie kobiety, nawet którejś z mieszkanek wioski leżącej tuż obok zamku. Widok splecionej w miłosnym uścisku pary wzbudził we mnie tak wielkie zdumienie, że mogłem tylko stać w uchylonych drzwiach i sycić swe oczy. W międzyczasie zaś kochankowie skończyli i Raul podniósł się znad dziewczyny.

Wstał z łoża, zwrócony do mnie plecami, Manette zaś leżała z zamkniętymi oczyma. Uniesiona wysoko spódnica oraz halki ukazywały mym spragnionym oczom krągłe, białe podbrzusze, którego dolną część pokrywała plątanina czarnych loków, zaś szeroko rozwarte uda pokojówki pozwalały mi po raz pierwszy ujrzeć to, o czym wiele słyszałem, lecz nigdy dotąd nie było mi dane zobaczyć – pochwę. Poniżej porośniętego czarnymi kędziorkami wzgórka rozpoczynała się wielce kusząca szczelina, rozdzielająca dwie mięsiste i rozchylone teraz wargi, spomiędzy których wypływało teraz coś, co wyglądało niczym biała piana.

Moje zmysły były wzburzone tym, co zobaczyłem, a dziwne emocje wypełniły me serce. Niewiele myśląc, postąpiłem krok naprzód. W tej właśnie chwili Manette usłyszała mój ruch. Zaskoczona, prędko zakopała się w pościeli. Raul wyszedł mi na spotkanie. Wziął mnie za rękę i zaprowadził w stronę łoża, mówiąc:

– Kuzynie Ludwiku, cóż żeś zobaczył? Jak długo przebywałeś w tym pokoju?

Odpowiedziałem, że byłem świadkiem całego zbliżenia. Raul ściągnął kołdrę z dziewczyny, zmusił ją, by usiadła, zajął miejsce obok niej i objął ramieniem szczupłą kibić. Następnie rzekł:

– Kuzynie Ludwiku, ty, który nigdy nie kosztowałeś dotąd rozkoszy, jakich zaznaje się w ramionach ślicznej dziewczyny, nie wiesz, jak trudno jest zwalczyć pokusę, by korzystać z każdej okazji do zaspokojenia swego apetytu. Widzisz, jak piękną i czarującą kochanką jest Manette. Kto mógłby jej sobie odmówić? Uczyniła mi zeszłej nocy honor, zapraszając do swej sypialni. Byłbym grubianinem, gdybym nie odwzajemnił takiej uprzejmości.

– Zaiste, jest bardzo czarująca – odpowiedziałem i czując wielką ochotę, by bliżej zapoznać się z rozkoszami, jakie płyną z połączenia dwojga płci, położyłem dłoń na nagim kolanie Manette, która wciąż siedziała na skraju łoża, zaś jej odzienie z trudem tylko zasłaniało pochwę oraz uda. Wsunąłem dłoń pod jej spódnicę, aż natrafiła na wzgórek, który górował nad smakowitą szczeliną.

Raul powstrzymał mnie, mówiąc:

– Wybacz, kuzynie, lecz ta ślicznotka należy do mnie, przynajmniej chwilowo. Ponieważ jednak widzę, żeś skory, by samemu zostać wprowadzonym w misteria Cypryjskiej Bogini, sądzę, że z pomocą Manette uda nam się zapewnić ci towarzyszkę na dzisiejszą noc. Czyż nie, moja droga?

– O tak! – odparła skwapliwie dziewka, podnosząc się na nogi. Jej oczy śmiały się do mnie. – Sprowadzimy Paniczowi Ludwikowi moją małą siostrzyczkę, Rose, która bez wątpienia góruje nade mną urodą, ma także większe i bardziej białe piersi… – Mówiąc to, zakryła swe doskonale krągłe, blade półkule, które pożerałem łapczywym spojrzeniem. – Jestem pewna – kontynuowała – że paniczowi spodoba się Rose, gdy stanie przed nim dziś w nocy.

Powiedziawszy Manette, że sprowadzenie siostry jest moim warunkiem milczenia na temat tego, com tutaj zobaczył, czym prędzej opuściłem komnatę.

Wróciwszy późno w nocy do własnej sypialni, spędziłem jakąś godzinę pogrążony w gorączce niecierpliwości. W końcu Manette wkroczyła do pokoju, prowadząc za rękę swoją siostrę. Rose doprawdy była przepiękną dziewczyną, więc skoczyłem ku niej, gdy tylko zamknęły się za nią drzwi. Złapałem młódkę w ramiona, zaprowadziłem do sofy, gdzie usiadłem, i przyciągnąłem ją blisko siebie. Odpiąłem chustę, która skrywała jej dekolt, i ponownie obejmując, obsypałem górną część piersi ognistymi pocałunkami. To z kolei sprawiło, że policzki Rose oblały się rumieńcem, a ona sama podjęła paniczną próbę uwolnienia się z mych ramion.
Manette stanęła obok nas i rzekła:

– Paniczu Ludwiku, wiedz, że Rose nigdy jeszcze nie przebywała w towarzystwie mężczyzn. Stąd pewne jej opory. Bardzo jednak chciałaby pozostać z tobą, ty zaś, jak wierzę, odnajdziesz w niej wszystko, czego pragniesz. Czyż nie tak, siostro?

– Och tak – odparła Rose, zaraz jednak, spłoniona, ukryła swe piękne oblicze za poduszką poderwaną z sofy.

Manette stwierdziła tymczasem, że przyda nam się wino, wspaniały trunek, podnoszący na duchu i skłaniający ku miłości. Obiecała, że przyniesie dzban, siostrze zaś przykazała, by poiła mnie nim obficie. Opuściła sypialnię, lecz zaraz powróciła z antałkiem pobudzającego alkoholu. Życząc nam dobrej nocy, wyszła już na dobre.

Kiedy zostaliśmy sami, zamknąłem od środka drzwi, po czym przysunąłem do sofy niewielki stolik. Usiedliśmy przy nim z Rose. Dokładałem starań, by się rozluźniła, co oznaczało, że na razie musiałem powściągnąć swoje żądze. Zmierzając w upragnionym kierunku, pół tuzina razy napełniałem winem jej kieliszek. Piła dość swobodnie, co z kolei pobudziło naturalną żywotność jej charakteru, a także sprawiło, że nasze rozmowy stały się otwarte i bezpruderyjne. Obejmowałem ramieniem jej talię lub szyję, przyciągałem do swego torsu, składałem gorące pocałunki na zarumienionych, z lekka tylko nadąsanych ustach. Wsunąłem dłoń w jej dekolt, objąłem jędrną pierś i ścisnąłem ją między palcami. Na takich igraszkach upłynęło nam trochę czasu. Czyniąc następny krok, podciągnąłem jej spódnicę nad kolana. Gładziłem zgrabne uda i bawiłem się nimi. W końcu sięgnąłem ręką głębiej pod spódnicę, tak głęboko, aż moje palce sięgnęły miękkich włosów, porastających obrzeża jej szparki.

Bawiąc się jedwabistymi loczkami, przeczesując je palcami, jeden z nich skierowałem niżej i wsunąłem go między mięsiste wargi. Poruszałem nim tak sprawnie, że Rose zaczęła się kręcić na sofie. Nie mogłem tego dłużej znieść. Palił mnie ogień pożądania, krew gotowała się w żyłach. Podniosłem ją tak, że stanęła na nogach, i zacząłem ją rozbierać, a właściwie w pośpiechu zrywać odzienie z jej ciała, aż w końcu stanęła przede mną doskonale naga. Bogowie! Cóż za uroda, jakaż czarowność ukazała się moim spragnionym oczom! Jakież wspaniałe piersi, cudownie uformowane, niewielkie, lecz krągłe i jędrne. Jąłem je ściskać, całować, brać sutki między zęby… Przyciągnąłem bliżej dziewczynę, a czując przy sobie bijący od niej żar, opadłem na kolana, by przenieść miłosne pocałunki na soczyste wargi jej sromu. Wszystko to w szaleńczym pośpiechu. Płonąłem i srożyłem się. W jednej chwili zrzuciłem z siebie ubranie, wstałem i chwyciłem dziewkę w ramiona. Z łatwością uniosłem w górę drżące i wiotkie ciało. Zaniosłem ją na łoże.

Wsunąłem poduszkę pod pulchne, idealne w kształcie pośladki Rose i sprawiłem, że położyła się na plecach. Sam zająłem miejsce u jej boku. Rozchyliłem szeroko uda dziewczyny. Mój członek był już w pełnej gotowości bojowej i niecierpliwie wyczekiwał rozpoczęcia zmagań. Położyłem się na kochance. Czubkami palców rozwarłem wargi jej dziewiczego sromu, by z dużą trudnością wepchnąć między nie grot swojej, nie mniej dziewiczej włóczni. Gdy tylko umościł się on we właściwym miejscu, pchnąłem i wbiłem się z wielką ochotą, a jednak niewiele zdziałałem. Cofnąłem biodra i wysunąłem się na wierzch. Zwilżyłem żołądź śliną i znów umieściłem ją we właściwym miejscu. Po kolejnych natarciach, równie gwałtownych jak pierwsze, opór osłabł i udało mi się wsunąć do połowy mej długości. Wreszcie puściły wszystkie tamy i miłosne soki wypełniły pochwę kochanki. Opadłem na jej piersi, drżałem w szaleństwie spazmów. W końcu zalałem jej krwawiące i rozdarte wnętrze istną powodzią nasienia.

Muszę rzec, iż biedna Rose bardzo odważnie zniosła swoją deflorację. Przez większość czasu ściskała między zębami skrawek prześcieradła, by powściągnąć bolesny krzyk, a jej ręce przyciągały mnie ku sobie, a niekiedy wręcz ujmowały za członek, by jeszcze ułatwić zamach na jej cnotę.

Leżałem wciąż na niej, drżąc i łapczywie chwytając powietrze, wciąż płonąc dziką ekscytacją. Sztywność mojego penisa, która na chwilę ustąpiła, prędko zaczęła powracać, jeszcze silniejsza niż poprzednio. Znów jąłem zagłębiać się w Rose, a sperma i miłosne soki ułatwiły wdarcie się w ciasną jaskinię jej pochwy. Wznowiłem mocne ruchy biodrami i głębokie pchnięcia, z każdym docierając coraz dalej. Wreszcie któryś gwałtowny sztych sprawił, że wbiłem się aż po nasadę prącia. Cierpienie, które sprawiłem przy tym Rose, było tak wielkie, że nie zdołała powściągnąć ostrego pisku. To mnie wszakże nie powstrzymało. Stanowiło jedynie symbol ostatecznego triumfu, rozkosznie pikantną przyprawę dla już smakowitego dania. Zanurzyłem się najgłębiej, jak było to możliwe między miękkie, soczyste ściany jej miłosnej pochwy. Przez dłuższą chwilę leżeliśmy w bezruchu, w pełnym zespoleniu.

Objąwszy ramieniem szyję Rose, przyciągnąłem ją jeszcze bliżej ku sobie i zasypałem różowe usta oraz zarumienione policzki niezliczonymi pocałunkami. Jej twarz była mokra od łez, których nie zdołała powstrzymać mimo całej odwagi, jaką wykazała podczas zbliżenia. Spoglądając w cudowne oczy kochanki, wycofałem penisa, lecz zaraz począłem znów go wciskać. Moja nieokiełznana żądza nakazywała mi, bym wznowił batalię. Na wargi Rose wystąpił uśmiech nieskończonej miłości. Wszystkie oznaki cierpienia zniknęły z jej oblicza. Mogłem teraz poczuć miękkie, ociekające sokami fałdki sromu, pulsujące i zaciskające się wokół nabrzmiałego członka. Przyspieszyłem ruchy, coraz bardziej podniecony. Tym razem moje pchnięcia, a także silne uderzenia jąder o podbrzusze dziewczyny przyniosły inny niż poprzednio efekt. Pomimo bólu, który z pewnością nadal odczuwała, Rose zaczęła drżeć w ekstazie. Zacisnęła dłonie na moich ramionach i objęła mnie nogami. W tej oto pozie po raz pierwszy w życiu złożyła hołd mężczyźnie. Hołd, do którego zmusiły ją mocarne sztychy mojej miłosnej różdżki. Dotarłem na szczyt w tej samej chwili i wlałem kolejny strumień spermy w jej krynicę rozkoszy. Dopiero wspólnie przeżyta ekstaza nieco przygasiła szalejące w nas płomienie.

Owo doświadczenie było tak nieoczekiwane, smakowite i poruszające, że wijąc się w moich ramionach, Rose wykrzyknęła:

– Och, Boże! Umieram… O niebiosa! Cóż za radość, jaka przyjemność. Och… – zakończyła długim i głębokim westchnieniem.

Jej mięśnie zacisnęły się, a potem zwiotczały. Opadła na pościel, omdlała. Ja zaś osunąłem się na nią i na pewien czas również utraciłem świadomość.

Kiedy doszliśmy już do siebie po wspólnym miłosnym delirium, podniosłem się z łoża i nalałem wina. Podałem kielich Rose i kilkoma łykami opróżniłem własny. Pochyliłem się nad kochanką i ucałowałem delikatnie wargi rozdziewiczonego sromu, a potem wykrzyknąłem:

– Prawdziwa krynico miłości, źródło nieskończonych rozkoszy mężczyzny, najdroższa smakowita szparko, od tej chwili całe życie poświęcę w całości tobie!

Spędziłem z Rose resztę nocy, czerpiąc jeszcze mnóstwo przyjemności z jej uroczego ciała. Wielokrotnie wpadaliśmy sobie w ramiona, by płynąć wspólnie po morzu ekstazy. Toczyliśmy namiętne łóżkowe boje, aż w końcu natura przypomniała o swych prawach i krańcowo wyczerpani, zasnęliśmy we wzajemnych objęciach.

Gdy zbudziłem się o poranku, Rose siedziała na posłaniu, spoglądając z pewnym zatroskaniem na mój skurczony i oklapły członek, który zeszłej nocy wdarł się między wargi jej sromu, odbierając dziewictwo. Kiedy spostrzegła, że ją obserwuję, rzuciła mi się w ramiona i wtuliła twarz w moją pierś. Uniosłem ją delikatnie i zapewniwszy, że wszystko zaraz będzie dobrze, kazałem pobawić się moim penisem. Sam zaś zająłem się jej krągłym biustem. Jąłem podrażniać brodawki, ssać je, ściskać piersi w dłoniach. Dotyk Rose na nowo wzniecił we mnie płomienie. Patrzyła z zainteresowaniem, jak skurczony fallus, którego wzięła do ręki, rośnie i nabrzmiewa, zmieniając się w potężną laskę, gładką i wypolerowaną niczym z kości słoniowej. Wielka odsłonięta żołądź wręcz promieniowała gorącem i czerwienią. Zdecydowałem, że przyszła pora, by nagrodzić dziewczynę za jej wysiłki.

Delikatnie ułożyłem ją na posłaniu i wsunąłem poduszkę pod rozkoszne półkule pośladków. Rozsunęła nogi najszerzej, jak potrafiła, ukazując mym oczom rozwarte wargi swojej pochwy, spragnione już przysmaku, który w pełnej erekcji unosił się przy moim brzuchu. Kładąc się na Rose, sprawiłem, że wzięła członek w dłonie i sama skierowała go na wejście. Miałem tak potężny wzwód, że pomimo całego rozciągnięcia, jakiego doświadczyła pochwa mej kochanki, nie byłem w stanie się w nią wsunąć. Wycofałem się nieco, zwilżyłem żołądź miłosnymi sokami Rose i podjąłem drugą próbę. Dziewczyna zastygła w bezruchu, kiedy wpychałem w nią swego penisa. W końcu się udało. Ponieważ byłem bardziej cierpliwy niż zeszłej nocy, penetracja sprawiła jej wiele przyjemności, której poprzednio zdążyła ledwie zasmakować. Wkrótce ponownie zjednoczyliśmy się w rozkosznym uścisku.

Ledwie zdążyliśmy odzyskać siły po bardzo satysfakcjonującym zbliżeniu, gdy zaalarmowało nas pukanie do drzwi. Wsunąłem na siebie luźną koszulę i otworzyłem. Raul i Manette weszli do środka. Pozwoliłem, by zbliżyli się do łóżka i podnosząc kołdrę, ukazałem im nagą i rumieniącą się Rose, piękną, choć wyraźnie zmęczoną wszystkim, co przeszła poprzedniej nocy i tego poranka.
Rzekłem im:

– Spójrzcie na jej bieliznę! Zauważcie, jak splamił ją szkarłatny przypływ, który popłynął, kiedy zerwałem różę miłości mojej kochanej Rose.

Kuzyn Raul złożył mi serdeczne gratulacje. Oznajmił, że jest wielce ukontentowany faktem, iż to za jego sprawą zerwałem tak śliczną różę. Ponadto cieszy się, że miał swój udział we wtajemniczeniu mnie w misteria boskiej sztuki miłości, a także z tego, że za swą pierwszą towarzyszkę rozkosznych bojów miałem dziewicę. Manette z kolei powinszowała swojej siostrze.

– Bardzo się cieszę, że twoim kochankiem został nie kto inny, a panicz Ludwik – oznajmiła. – Jestem pewna, że będziecie razem bardzo szczęśliwi, teraz, gdy posmakowaliście najwyższej przyjemności, jaką odnaleźć można w miłosnych objęciach. Wątpię, byście kiedykolwiek zmęczyli się tą rozkoszą.

Spędziłem z Rose wiele kolejnych nocy, czasami w jej sypialni, innym razem w mojej. Wiele razy, nie mogąc się doczekać zmierzchu, wzywałem ją pod jakimś pozorem do moich komnat w ciągu dnia i zabawiałem się z nią do woli.

Pewnego dnia, gdy leżeliśmy razem w moim pokoju, Rose rozciągnęła się w poprzek posłania i uniosła swą spódnicę, pokazując mi wszystkie swe intymne uroki. Klęczałem między jej rozchylonymi nogami, z penisem (który, trzeba w tym miejscu nadmienić, był bardzo wielki – niewielu mężów może się pochwalić tak imponującym przyrodzeniem) w dłoni, kiedy niespodziewanie do komnaty weszła Manette. Mogła to uczynić, gdyż niebacznie nie zamknąłem drzwi na klucz.

Przez dłuższą chwilę stała w milczeniu, spoglądając prosto na mój członek. Widać było, że jego rozmiary zrobiły na niej mocne wrażenie. Widząc wszakże, iż jestem zajęty, opuściła pokój, gdy tylko nasyciła oczy.

Następnego dnia Manette znowu mnie odwiedziła. Poprosiła, bym udał się z nią do jej alkowy, gdzie – jak rzekła:

– Chcę pokazać ci coś, co ucieszy cię i zadowoli dużo lepiej niż twa aktualna kochanka.

Poszedłem za nią, a gdy znaleźliśmy się w jej sypialni, zamknęła drzwi na klucz. Stałem przy oknie, wyglądając na zewnątrz, podczas gdy Manette zbliżyła się do łoża, które ukryte było za zasłoną zwieszającą się z baldachimu. Usłyszawszy tuż za plecami lekkie kroki, odwróciłem się. Pokojówka stała przy mnie całkiem naga. Rzuciła mi się w ramiona, objęła mocno za szyję i tak oto poprowadziła w stronę posłania, na którym usiadła.

Ujrzałem teraz to, co pragnęła mi pokazać. Nie zamierzając ustępować z pola bitwy, na które zostałem zaproszony, prędko pozbyłem się marynarki oraz kamizelki. W tym czasie Manette zsunęła mi spodnie, wydobywając spod nich gotową już do działania lancę. Potem rzuciła się na posłanie i pociągnęła mnie za sobą. Mój miecz szybko znalazł drogę wiodącą do miękkiej i soczystej pochwy, którą przeznaczyła mu sama natura. Nim zsunąłem się z pokojówki, dwukrotnie zerwałem tamy miłosnej powodzi i zalałem jej wnętrze swoim nasieniem. Nasze uda były mokre od wilgoci, która wypływała z mojej kochanki. Od tej pory, aż do chwili, gdy mój kuzyn opuścił zamek, codziennie korzystałem w ten oto sposób z Manette.

Pod koniec drugiego tygodnia pobytu stryj oznajmił, że nazajutrz wyrusza do Paryża i polecił mi poczynić wszelkie przygotowania, albowiem miałem towarzyszyć mu w podróży. Kiedy wiadomość została ogłoszona, postanowiliśmy z kuzynami wyzyskać do maksimum ostatni dzień w mej ojcowiźnie. Zdecydowaliśmy, że razem z naszymi kochankami udamy się do lasu, nad brzegi niewielkiego strumyka.

Był to niedzielny poranek. Raul, ja i Julian wyruszyliśmy, by w umówionym miejscu spotkać nasze panie. Choć nie wspominałem o Julianie w związku z naszymi romansami, nie należy sądzić, że pozostawał w tym czasie bezczynny – kiedy Raul i ja zabawialiśmy się z Manette i Rose, on pocieszał się w ramionach Marie, jednej z dojarek krów, postawnej i pożądliwej brunetki o bardzo pociągającej urodzie. To w jej sypialni spędzał każdą z poprzednich nocy. Jak się okazało, dziewczęta dotarły na miejsce nieco przed nami. Miały ze sobą jadło oraz wino.

Pozdrowiwszy nasze ślicznotki, zaczęliśmy przygotowywać obiad, do którego zasiedliśmy – czy może raczej legliśmy – na soczyście zielonej trawie. Podczas jedzenia pogrążyliśmy się w dyskusji o licznych sposobach, za pomocą których uszczęśliwiały nas towarzyszki. Po zaspokojeniu głodu postanowiliśmy poznać także inne sposoby, które wciąż miały w zanadrzu.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęliśmy wsuwać dłonie w dekolty naszych kochanek, pieścić ich biusty, kłaść dziewczęta na plecach i podciągać ich spódnice. Niestety, mimo naszych najlepszych starań nie byliśmy w stanie podnieść również halek, choćby na tyle, by dostrzec na chwilę uda naszych wybranek. Oznajmiły bowiem solidarnie, że nie ulegną naszym miłosnym zakusom – z pewnością nie na oczach koleżanek. Dodały ponadto, że jeśli będziemy naciskać, uciekną i zostawią nas tu samych.

Wobec takiego obrotu sprawy zaproponowałem, byśmy wykąpali się w strumyku.

– Zrzucimy z siebie wierzchnie ubrania, a potem na słowo rozkazu każdy z nas pozbędzie się również bielizny!

Dziewczęta kręciły trochę nosami, bo wstydziły się być oglądane nago przez tylu mężczyzn. Najmocniejszy opór stawiała Marie, która ukazała się dotąd bez odzienia tylko Julianowi. Odrzuciliśmy jednak ich obiekcje. Rozdzialiśmy się tak, że każdy został tylko w koszuli, a następnie podchodziliśmy do naszych kochanek i również im pomagaliśmy się pozbyć nadmiaru warstw ubrania. Sukienki i halki spadały na trawę. Kiedy miały już na sobie tylko bieliznę, wydałem im rozkaz, by i jej się pozbyły. By je zachęcić, czym prędzej zrzuciliśmy własne koszule i stanęliśmy całkiem nadzy. Ku naszemu zaskoczeniu dziewczęta ani drgnęły. Widząc ich nieposłuszeństwo, zaproponowałem, by po kolei zrzucały bieliznę i stawały przed nami nagie. My zaś ocenimy urodę każdej z nich. Pierwszej, która się na to zdecyduje, obiecałem w nagrodę pierścień z diamentem.

Manette wystąpiła naprzód i rzekła:

– Ponieważ przyszłam tu, by miło spędzić czas z panami, oni zaś całkiem się już rozebrali, nie będę psuła zabawy. Nie wstydzę się być oglądana przez każdego z nich, bo uważam, że jeśli chodzi o piękne nogi i słodką cipkę, mogę iść w zawody z każdą dziewką w Brytanii!

Jeśli o mnie chodzi, byłem pod ogromnym wrażeniem Marie, kochanki Juliana, jej dużych piersi, szerokich bioder oraz mocnych ud, a nade wszystko pięknego sromu, skrytego pod gęstą kępką włosów łonowych, z których wynurzały się wydęte, czerwone wargi. Zaproponowałem więc, byśmy po kąpieli wymienili się dziewczętami, tak by każdy z nas zakosztował również kochanek pozostałych dwóch.

Moi kuzyni się na to zgodzili. Co zaś się tyczy dziewek, one również były zadowolone. Manette nie mogła się doczekać, bym znów zanurzył się w ociekających sokami głębinach jej pochwy. Marie również miała na to ochotę. Gdy oglądałem jej wdzięki, szepnęła mi, że mimo robiącego wrażenie wzrostu miała ciasną szparkę, a mimo to członek Juliana był zbyt mały, by w pełni ją zadowolić. Dodała, że mój penis, niemal dwukrotnie większy od kuzynowskiego, z pewnością bardziej przypadłby jej do gustu, ona zaś uszczęśliwiłaby mnie lepiej niż Rose.

Ruszyłem pierwszy nad strumyk, prowadząc za rękę Rose. Inni poszli naszym śladem. Kiedy już znaleźliśmy się w wodzie, bawiliśmy się z dziewczętami, zanurzając je pod powierzchnią, pieszcząc pod pozorem mycia, do woli sycąc dłonie dotykiem ich najintymniejszych miejsc. Ściskaliśmy ich piersi, gładziliśmy brzuchy, pocieraliśmy uda i łona. One zaś odwzajemniały nam się dokładnie tym samym.

Kiedy tak staliśmy w wodzie, która sięgała nam ledwie do bioder, a nasze penisy prężyły się w doskonałej formie, obejmując Rose ramieniem próbowałem wsunąć w nią swój członek. Nie byłem jednak w stanie tego uczynić, bo trudno było znaleźć na dnie właściwe oparcie dla nóg. Usłyszawszy chlupot, rozejrzałem się i dostrzegłem, że Raul i Julian rozwiązali już ten problem. Ich kochanki zostały położone na brzegu strumienia, tak że plecami spoczywały na lądzie, a ich nogi wciąż pozostawały w wodzie. Kuzyni stali między ich rozchylonymi udami, a z ruchów ich tyłków oraz głośnych rozprysków mogłem wnioskować, że zażywają wielkiej rozkoszy. Dawali mnie i Rose doskonały przykład. Nie mogliśmy mu się oprzeć.

Wyprowadziłem dziewczynę z wody i spoczęliśmy na trawie, w cieniu drzewa. Posadziłem ją sobie okrakiem na udach, a ona oplotła mnie nogami. Jej miękki biały brzuch ocierał się o mój. Jedną ręką bawiłem się półkulami jej piersi zwieńczonymi sutkami przypominającymi rubiny. Były twarde i spragnione dotyku. Dla drugiej dłoni znalazłem inne zadanie: rozchylała wargi sromowe Rose, przygotowując mojemu penisowi drogę do wejścia. Fallus stał już na baczność, naciskając na brzuch kochanki, jakby domagał się wejścia i prawa azylu w jej wspaniałej pochwie. Rose była w doskonałym humorze. Udawała, że próbuje mi przeszkodzić, w istocie jednak ruchami swoich bioder tylko mocniej rozpalała we mnie pożądanie.

Obsypałem ją ognistymi pocałunkami. Z jej oczu, zakrytych długimi czarnymi rzęsami, leciały iskry pożądania. Przewalaliśmy się na trawie, spleceni w uścisku, aż w końcu Rose znalazła się pode mną, a moje kolana wsunęły się między jej uda. Niedługo potem byłem już głęboko w niej, a ona, gdy tylko poczuła, jak miłosna strzała wdziera się w jej wnętrze, podpisała akt kapitulacji i ulegle poddała się moim staraniom. Ja zaś ponawiałem kolejne szturmy, aż w końcu doszedłem, podczas gdy kochanka złożyła mojej męskości należny jej hołd. Opuściwszy powieki, wydała z siebie przeciągły jęk i wyprężyła się. Jej mięśnie zacisnęły się mocno, a potem odprężyły, dając mi w ten sposób dowód, iż Rose właśnie doświadczyła najwyższej przyjemności, jaką może przyjąć kobieta i dać mężczyzna.

Nie zdążyliśmy jeszcze odzyskać sił, gdy nadeszli pozostali. Wymierzając nam silne klapsy, szybko przywrócili nas światu. Zaraz po tym, jak wyszli z wody, dokonaliśmy wymiany partnerek. Raul zajął się Rose, Julian wybrał sobie Manette, mi zaś przypadła w udziale Marie. Położyliśmy się razem na trawie – ja między jej udami, z policzkiem wtulonym w gęstą kępkę włosów porastających jej podbrzusze. Odpoczywaliśmy przez pewien czas, popijając wino, jedząc słodycze, wymieniając niespieszne pieszczoty. W ten sposób minęła nam godzina czy dwie. Nasze żądze zaczęły się znów wzmagać, prędko osiągając stan wymagający ich zaspokojenia. Moi kuzyni, sądząc, że miłosny akt spełniony w wodzie wzmacniał rozkosz, jaką otrzymywali od kochanek, zaproponowali im powrót do strumienia. Marie i ja zostaliśmy pod drzewem. Podniosłem się, rozpostarłem na trawie spódnicę i halki mojej partnerki, czyniąc z nich coś na kształt poduszki, na którym Marie mogła złożyć swe bujne pośladki. W ten sposób ułożyła się w idealnej pozycji dla realizacji moich planów. Delikatnie wspiąłem się na nią, ona zaś wzięła do ręki mój członek i poprowadziła go we właściwe miejsce. Kiedy umieściła żołądź między wargami sromu, przez chwilę pocierałem ją tylko, by stopniowo zacząć się zagłębiać. Penetracja była powolna, pełne wejście zajęło mi ponad minutę. Pochwa Marie była wąska, a mój członek rozciągnął ją do granic możliwości.

Moja kochanka nie kłamała – w istocie doznałem w jej szparce uczucia wielkiej ciasności. Objęła mocno mego penisa, sprawiając, że przebiegł mnie dreszcz najwyższej rozkoszy. Cofnąłem biodra i wbiłem się w nią ponownie. I jeszcze raz. Kolejne pchnięcia sprawiły, że całkiem straciłem kontrolę nad sobą. Moje ruchy stały się tak szybkie i pełne wigoru, że wkrótce puściły wszelkie tamy, a esencje naszych dusz zmieszały się w jedność.

I choć kochałem moją małą Rose, jej drogą szparkę i cały czar, jakim emanowała, choć znajdowałem wiele przyjemności w ramionach, a także doceniałem dojrzalsze nieco uroki Manette, muszę przyznać, że rozkosz, której właśnie doświadczyłem z Marie, przewyższyła wszelkie poprzednie doznania.

Kiedy po raz wtóry kosztowałem słodyczy, jaką można było znaleźć w objęciach Marie, pozostała część naszej grupy wróciła znad strumienia. Nie zwracaliśmy wszakże na nich uwagi i spokojnie zakończyliśmy naszą wspólną „pracę”. Następnie wypoczywaliśmy. Wzmożony wysiłek zaostrzał apetyt, więc nasze nagie syreny przygotowały posiłek. Po zaspokojeniu głodu i ponownej kąpieli, włożyliśmy ubrania i ruszyliśmy w stronę zamku.

Podczas drogi powrotnej zarządziłem z kuzynami naradę na temat tego, czy nasza umowa dotycząca wymiany partnerek powinna rozciągnąć się na zbliżającą się noc. Raul odpowiedział, że powinniśmy ją spędzić wszyscy w jednej sypialni, tak by każdy z nas mógł do woli zabawić się z każdą z dziewcząt.

Tej nocy o jedenastej spotkaliśmy się wszyscy w mojej komnacie. Dziewczyny przyniosły pościel z innych pokoi i rozłożyły ją na podłodze. Ułożyłem się wygodnie na posłaniu, całkiem nagi. Manette prędko do mnie dołączyła. Raul postanowił wypróbować zdolności Marie, Julian zaś wybrał tym razem Rose.

Po tym, jak dwukrotnie udowodniłem swój wigor Manette, dokonaliśmy kolejnej zamiany i tym razem w udziale przypadła mi pożądliwa Marie. Nim nadszedł świt, każdy z nas leżał już obok swej właściwej kochanki. Po ustaleniu paru kwestii dotyczących przyszłości, zapadliśmy w sen – ja w mojej ulubionej pozycji, leżąc między nogami Rose, z głową złożoną na jej miękkim brzuchu.

Śniadanie zjedliśmy o dziesiątej, a potem zakradłem się do pokoju Manette, gdzie oprócz niej odnalazłem też Rose i Marie. Każdej wręczyłem hojny podarunek i oznajmiłem, że wszystkie są mi wielce drogie. Obiecałem również, że po powrocie z Paryża wezmę je pod swą opiekę i na utrzymanie. Każda z nich miała nadzieję, że na pożegnanie wychędożę ją po raz ostatni, ponieważ jednak czasu starczyło tylko na jedno zbliżenie, ciągnęły losy. Tym razem to Marie miała szczęście. Położyła się w poprzek łóżka, a kiedy ściągnąłem spodnie, pozostałe dziewczęta podniosły jej spódnicę, a następnie uniosły i rozchyliły jej nogi. Kiedy już się w nią wbiłem, wsparły uda Marie na moich biodrach. Prędko doprowadziłem ją do rozkoszy pchnięciami mej miłosnej różdżki. Pół godziny później byłem już w drodze do Paryża. Wydarzeniom w tym mieście i moim w nich udziale poświęcony będzie następny rozdział.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór,

przedstawiam tłumaczenie pierwszego rozdziału "Róży miłości". Wiem, wiem, tytuł nienajszczęśliwszy, ale nie ja go wybierałem 🙂 Zrobił to jakiś Anonim dokładnie 125 lat temu. Czy przez ten czas tekst się zestarzał? Dokonując przekładu zaskoczyło mnie, że wcale nie tak bardzo – wyłączając pewne archaizmy językowe. Naturalnie to, co wtedy przyspieszało bicie serca, a czasem wręcz powodowało jego palpitacje, dziś może co najwyżej wywołać dreszcz delikatnego podniecenia… uważam jednak, że taka literacka archeologia ma swój sens. Szkoda byłoby, gdybyśmy stracili perły z – nomen omen "Perły", skandalicznego periodyku wychodzącego pod koniec XIX w. w Londynie.

Na zakończenie chciałem jeszcze podziękować Arei Athene za dokonanie ostatecznej korekty tłumaczenia. Co do mojej autorskiej serii, Epilog Opowieści helleńskiej: Demetriusza pojawi się na NE za tydzień, 23 stycznia.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Witaj MA!
Rzeczywiście język trąci nieco archaizmami, ale dla większości czyrelników NE powinien być zrozumiały. Dobrze oddaje klimat epoki. Jak widać, już w tamtych czasach znajdowali się autorzy piszący takie erotyczne opowiadania. Przekład bardzo dobry, przynajmniej dla mnie. Przy odrobinie wyobraźni (a tej mi nie bra
kuje) można widzieć to, co się działo. Szczególnie całe zdarzenie nad strumykiem. Dobry pomysł z tłumaczeniami.
Pozdrawiam

Micra21 vel Niedźwiedź

Dziękuję, Micro!

Owszem, epoka wiktoriańska była, pomimo oficjalnej pruderii, okresem wzmożonej działalności różnych literackich świntuchów. Wartość powstałych w tamtym okresie prac jest różna, ale myślę, że kilka z nich tu przetłumaczymy. Dla mnie dużym atutem jest również ich całkowita niepoprawność polityczna. Mam nadzieję, że wkrótce inni Autorzy NE dołączą do mnie w publikowaniu przykładów. Życzę im przy tej okazji powodzenia!

Pozdrawiam
M.A.

Właśnie tej niepoprawności odrobinę się boję szefie. Opowiadanie przeczytałem i doszedłem do jednego wniosku- faceci są podrasowani niewątpliwie co do swoich możliwości( przez wyobraźnię autor), ale nie aż tak jak dzisiaj;]

Ale czego się tu bać Seelenverkoperze? Zresztą, sam lubisz być niepoprawny politycznie, więc nie przesadzaj z tymi lękami 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Osobiście uważam, że archaiczność językowa opowiadania jest jego największą zaletą. Historyczne przemiany stylistyki literackiej tekstu są niemal równie ciekawe jak przemiany obyczajowe. Dlatego cieszę się, że talent tłumacza pozwolił zachować oryginalny styl i klimat opowiadania 🙂

Pozdrawiam – Areia Athene

Świetny pomysł i dobra robota tłumacza, który w swojej pracy zachował klimat i język epoki, Jednak czego innego można by się spodziewać po człowieku, który pasjonuje się historią?

Wydawało mi się że to był najbardziej pruderyjny okres w dziejach, a tu proszę, jakie zaskoczenie. Ale zazwyczaj jest tak że gdy coś jest zakazane, wtedy powstaje tego najwięcej.

daeone

Uwielbiam archaizmy językowe 🙂
Dzięki Megasie.

wes

@ Areia Athene:

Na szczęście "Rose d'Amour" napisana jest stosunkowo nowoczesnym, jak na epokę, językiem, bez nadmiaru stylistycznych szaleństw. Przynajmniej w porównaniu do innych dzieł współczesnych "Róży", takich jak "Wenus w Indiach" Charlesa Devereaux czy "Chutliwego Turka" (autorstwo anonimowe). Tam dopiero miałbym kłopoty z przekładem! Tu było jednak względnie prosto.

@Daeone:

Dziękuję za ocenę mojej pracy tłumaczeniowej 🙂 Co do wiktoriańskiej pruderii – oczywiście, był to okres oficjalnie oziębły, co miało też odzwierciedlenie w obowiązującej ideologii oraz aktualnym stanie nauki – uważano np. że kobiety nie mają popędu seksualnego i nie odczuwają przyjemności ze współżycia. Z drugiej strony – domy publiczne przeżywały wówczas swą złotą epokę, no i wtedy również wymyślono wibratory (cudowne dziecko medycyny i rewolucji przemysłowej). Dochodzę do wniosku, że były to pełne hipokryzji, ale i rozrywek czasy.

@wes:

Cieszę się, że mogłem zatem nimi usłużyć 😉

Pozdrawiam
M.A.

Fajnie żeś to przetłumaczył, Megasie, i cieszę się bardzo, że będziecie więcej takich atrakcji.

Co jak co, ale zabawne te określenia mieli. W tak wiekowym tekście mogę przeżyć "prawdziwą krynicę miłości" czy "lancę", jednak we współczesnym opowiadaniu uważałabym to za grafomanię. 😉

Siostra.

Witaj Siostro,

ponieważ robiąc ten przekład nieźle się bawiłem, mam już w planach kolejne atrakcje z tego cyklu. Powoli przyłączają się też inni Tłumacze – możliwe, że jeszcze w tym tygodniu zamieścimy pracę jednego z nich. Co do określeń – i tak nie przetłumaczyłem dosłownie wszystkich. Ale faktycznie były dość komiczne. I dziś po prostu by nie uchodziły, a wtedy – proszę bardzo!

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz