Szalony wyjazd na żagle (Micra21)  3/5 (4)

17 min. czytania

Rok dwa tysiące siódmy, początek lipca, sobota godzina szósta rano – jadę do Rucianego-Nidy na żagle. Nareszcie, po kilkunastu latach, mogę wejść na pokład żaglówki. Mój dobry kolega Tomek zaproponował mi wypad na sobotę i niedzielę na Mazury, gdzie w Rucianem-Nidzie stacjonuje jego łódź. Mamy całe dwa dni na pływanie po Mazurach. Całe DWA DNI!! Z radości nucę sobie pod nosem jakieś piosenki żeglarskie, dziś już nie pamiętam jakie. Sobotni poranek powitał mnie o piątej pełnym słońcem i czystym błękitem nieba. Czekało mnie dwieście kilometrów jazdy, na szczęście nie samotnej, bo zabrałem na ten króciutki, dwudniowy wypad moją przyjaciółkę, Monikę. W Rucianem mamy zarezerwowany pokój w niedużym pensjonacie „Róża Wiatrów” – tak na wszelki wypadek, bo przecież na „Futrzaku” (tak nazywa się łódź kolegi) mamy do dyspozycji kabinę z czterema kojami. Z nazwą jachtu wiąże się śmieszna historia. Kilka lat temu rodzina kolegi miała długowłosego kociaka, persa o imieniu Futrzak, a świeżo kupiony jacht typu Sportina miał wykładzinę ze sztucznego futerka na burtach kabiny. Synowie Tomka stwierdzili: jak łódka ma futro, to będzie nazywała się „Futrzak”. I tak już zostało.

Jak zwykle, wyjazd z miasta zabiera trochę czasu, ale po dłuższej chwili przeciskania się przez zatłoczone ulice wyjeżdżamy na trasę wzdłuż rzeki i jedziemy w kierunku Serocka i dalej przez Pułtusk, Ostrołękę do miejscowości Stare Kiełbonki, gdzie jest zjazd do Rucianego. Po drodze zatrzymujemy się na leśnym parkingu w okolicach Kadzidła. Bardzo lubię to miejsce, pięknie położone w środku lasu i trochę odsunięte od jezdni. Słabo oznakowane, widać je w ostatniej chwili i nikomu nie chce się ostro hamować, więc rzadko ktoś tu się zatrzymuje. Ja wiem dokładnie, gdzie to jest, bo często, jeżdżąc na Mazury, tu właśnie się zatrzymuję. Dzisiaj z Moniką szukamy samotności we dwoje, chcemy troszkę pobyć razem, napić się dobrej kawy i porozmawiać o paru sprawach. Mamy o czym pogadać, bo znamy się już ponad czterdzieści lat – gdzieś od szkoły podstawowej. Kiedyś, w młodości, byliśmy parą. Los jednak zdecydował inaczej, głównie za sprawą jej rodziców. A może ja byłem wtedy zbyt niedojrzały…? Zapewne przyczyn było kilka, ale stało się, jak się stało. Nasze życiowe drogi rozeszły się w pewnym momencie. Każde z nas założyło własną rodzinę, przyszły na świat dzieci. Osobno układaliśmy swoje życie, choć… muszę przyznać, że nigdy jej nie zapomniałem. Zawsze wiedziałem, co dzieje się u Moniki – a to za sprawą wspólnych, dalszych lub bliższych znajomych, a to okazyjnego telefonu czy kartki na święta. Ona też życzliwie interesowała się moim losem, czasem przez kogoś przesyłając pozdrowienia.

Jakieś dwanaście lat temu spotkaliśmy się całkiem przypadkowo (o ile ktoś wierzy w takie przypadki) na imieninowej kolacji u wspólnych znajomych – byliśmy tam bez swoich małżonków. Przetańczyliśmy całą noc i wszystko to, co było w młodości, nagle wróciło. I uderzyło w nas z niespotykaną siłą. Poczuliśmy tę tak zwaną „chemię”. Wtedy uwierzyłem w feromony, bo inaczej tego nie mogłem wytłumaczyć. Zapomnieliśmy się całkowicie na tarasie gospodarzy. Była gwiaździsta, ciepła, czerwcowa noc. Już nie pamiętam nawet, czy to była inicjatywa mojej ukochanej, czy to ja nie umiałem się opanować. Zapomnieliśmy o całym świecie, jak dwoje postrzelonych nastolatków. Całowaliśmy się i pieściliśmy namiętnie, nie mogąc nasycić sobą, stęsknieni, ze zdumieniem odkrywając, że pragniemy siebie z taką samą intensywnością jak kilkanaście lat wcześniej. Po tej zwariowanej nocy nie umiałem ochłonąć. Ona też nie.

Nastąpiły dalsze spotkania, choć radość z ponownego odnalezienia przyćmiewała rzeczywistość i odpowiedzialność. Wyjaśniliśmy to sobie, stawiając nade wszystko dobro i spokój naszych dzieci. Przecież one nie są niczemu winne i nie mogą ponosić konsekwencji za błędy rodziców. Zwyciężyła więc odpowiedzialność za rodzinę. Dziś, niestety, większość takich par rozwaliłaby dwie rodziny, żeby być razem, nie bacząc na okoliczności. To trudne do zniesienia, ale myślę, z perspektywy tych kilkunastu lat, że mieliśmy rację. Dzieci wychowały się w normalnych, pełnych rodzinach, miały poczucie bezpieczeństwa i kochających ich rodziców. Tak, poświęciliśmy coś, ale nie żałujemy. Tak było lepiej. A dziś… Dzisiaj jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi, rozumiemy się bez słów i bardzo się kochamy, ale to uczucie jest ukryte gdzieś głęboko, żeby nikt się nie dowiedział. Może za lat parę, jak pociechy wyjdą z domu „na swoje”, to zejdziemy się na stałe. Przynajmniej taki jest plan. Tymczasem cieszymy się każdą wspólną chwilą, doceniając i wykorzystując maksymalnie darowany nam czas.

– Masz kawę? – pyta Monika.

– Dla ciebie zawsze, zwierzaczku – odpowiadam ze śmiechem.

– To ty jeszcze dziś wozisz termos ze sobą, jak wszędzie można napić się kawy po drodze?! – Zaskoczona Monika nie może wyjść ze zdziwienia.

– A dlaczego nie? Przyzwyczaiłem się przez parę lat samotnych jazd – śmieję się, podając mojej ukochanej kubek pachnącej, parującej kawy. – Choćby tu i teraz, gdzie dostalibyśmy kawę w lesie?

– Kocham cię, słoneczko – uśmiecha się do mnie, równocześnie zdejmując z ramion bluzeczkę, pod którą ma śliczny kolorowy stanik od opalacza. – Coś mi za ciepło.

– No jasne, słońce grzeje całkiem nieźle – mówię i sam ściągam koszulkę.

– Mmmmm… – mruczy moja piękność, podnosząc ręce do góry. – Chodź, siądziemy sobie na trawie.

– Ok – odpowiadam.

Biorę z bagażnika samochodu kocyk z warstewką folii od spodu. Ta folia ma za zadanie zatrzymać wilgoć. Bardzo wygodne, jak jest rosa, specjalnie wożę go na takie okazje. Siadamy na kocu, przytulając się do siebie. Cudowne uczucie mieć tak blisko najukochańszą osobę. Monika całuje mnie w usta, a ja odwzajemniam pocałunek i szukam jej języka swoim. Nasze języki przekomarzają się ze sobą. Całujemy się tak dość długo. Czuję, jak mój penis zaczyna rosnąć i robi mi się ciasno w spodenkach. Ręka powoli obniża swoje położenie i z ramienia kobiety schodzi niżej. Dotykając jej piersi, obejmuję dłonią prawą półkulę pod stanikiem i szukam palcami brodawki. Monika ma bardzo wrażliwe piersi, cała drży pod moim dotykiem i zaczyna głośniej oddychać. Jej ręka ląduje na moim członku, na razie skrytym pod spodniami, ale próbuje wsunąć rękę pod pasek – tyle że niestety w tej pozycji nie jest to możliwe. Rozpina guzik i wtedy udaje jej się dotrzeć do celu.

– Coś mi mówi, że on czeka na mnie – szepcze cicho. – Daj mi go.

– Jest cały twój – mówię do niej równie cicho.

Powoli zdejmuje ze mnie spodenki i kąpielówki. Lekko nabrzmiały członek zostaje uwolniony i ciekawie łypie swoim jednym okiem do Moniki. Moja ukochana obejmuje go swoimi długimi palcami i zaczyna zabawę, zsuwając i naciągając skórkę. W kilka sekund mój przyjaciel staje na baczność. Przestajemy się całować, a ja kładę się na plecy. Moja Pani wykorzystuje to i sama układa głowę na moim brzuchu jak na poduszce. Przez chwilkę obserwuje swoją rękę poruszającą się po penisie. Powoli zbliża twarz do niego i po chwili trąca językiem sam czubek. Próbuje wargami złapać za brzeg napletka, co się udaje, i pociąga go delikatnie.

W tym samym czasie moja prawa ręka wędruje pod jej spodnie. Mam trochę ułatwione zadanie, bo spodnie, a w zasadzie dół opalacza, są elastyczne i dłoń bez problemu wślizguje się na pośladki. Zaczynam początkowo delikatnie, a później mocniej szczypać kształtną pupę Moniki. Wiem, że to lubi i czasem sama mnie o to prosi. Po chwili wchodzę dalej i wsuwam się między uda. Palce dosięgają miękkich, leciutko zarośniętych zewnętrznych warg, czuję wypływającą wilgoć, a moje palce – najpierw jeden, potem drugi – powoli wślizgują się do środka. Rozpalone wnętrze Moniki otula je swoją delikatnie pulsującą miękkością.

Oboje zaczynamy szybciej oddychać. Jej usta obejmują już całą żołądź, a język lekko drażni otworek i wędzidełko. Czuję, że nie wytrzymam długo tej pieszczoty – a chcę pobawić się troszkę dłużej, więc delikatnie przytrzymując głowę dziewczyny, daję do zrozumienia kochance, żeby przestała. Podnosi głowę i szepcze:

– Chcę do buzi i połknąć wszystko, a ty zrób mi delikatną palcówkę. Na resztę będzie czas w Rucianem.

– Według życzenia – uśmiecham się i zaczynam szukać palcem jej guziczka rozkoszy.

Rękę mam cały czas wsuniętą od tyłu pod majteczki i dołączam trzeci palec do zabawy. Dwoma palcami delikatnie podszczypuję łechtaczkę, podczas gdy trzeci wędruje do środka. Monika zaczyna odlatywać, ja zresztą tak samo. Nagle kilka razy spina się i czuję, że jej pochwa kilkoma skurczami zaciska się na moim palcu. W tym samym momencie penis wypełnia usta kochanki kilkoma „strzałami”. Chwilkę leżymy bez ruchu, z zamkniętymi oczami, wracając na ziemię po mocnym orgazmie.

– Dziękuję – słyszę delikatny szept w moim uchu.

– Ja też – odpowiadam równie cicho.

Kończymy wystygłą już kawę i ruszamy dalej, bo szkoda dnia. Jacht czeka!

Około dziesiątej trzydzieści podjeżdżamy pod bramę przystani, żeby spotkać się z Tomkiem i jego żoną, Elą. Mają czekać na pomoście, przy „Futrzaku”. Na miejscu okazuje się, że jeszcze ich nie ma. Zamknięty „Futrzak” stoi przycumowany do pomostu i kołysze się lekko na słabym wiaterku. Pogoda przepiękna, słoneczko grzeje nasze ciała, a wiatr – właściwie powiew – delikatnie porusza jachtami w porcie, dzwoniąc cichutko olinowaniem po masztach. Chciałoby się zatrzymać takie chwile i widoki na dłużej.

Czasu jest niewiele, a ja mam wielki głód pływania pod żaglami. Żegluję z przerwami od końca lat sześćdziesiątych, jednak ostatni raz pływałem prawie dwadzieścia lat temu na sasance sześćset dwadzieścia, którą użytkowaliśmy wspólnie z zaprzyjaźnioną rodziną przez całe siedem lat. Jeżeli przyjdzie nam ochota, to możemy popłynąć na Bełdany. Tyle tylko, że wyjście na to jezioro z przystani „U Faryja” wiąże się z koniecznością położenia masztu na Sportinie i pokonanie śluzy Guzianka. Chyba jednak pozostaniemy na Nidzkim. Tu również musimy położyć maszt, żeby przepłynąć pod mostem, a nawet dwoma – kolejowym i drogowym. W sumie niewielka różnica, ale zawsze śluza to więcej czasu, a tego mamy zbyt mało.

Cudowne jezioro, pięknie zakręcone w wielki rogal od przejścia pod linią wysokiego napięcia i stosunkowo mało ruchliwe ze względu na obowiązujący na nim zakaz używania silników spalinowych. Dzięki temu jest błoga cisza, bo wszelkiej maści motorówki mają zakaz wpływania. Również pływanie na jachcie żaglowym wymaga doświadczenia i znajomości tego pięknego akwenu, bo jego wewnętrzny, wschodni brzeg jest bardzo płytki i trzeba dobrze uważać, żeby nie osiąść na jakiejś mieliźnie, które sięgają długimi jęzorami daleko w kierunku środka jeziora. W środku tego „rogala” jest najszersze miejsce – z jednej strony zatoka Zamordeje Wielkie, a od wschodu Zamordejska. Brzegi prawie całego jeziora porastają piękne lasy, miejscami przecięte polanami, łąkami i polami uprawnymi.

Jako że Tomka i Elżbiety jeszcze nie ma, jedziemy do pensjonatu, żeby odświeżyć się po podróży. Lipcowe upały dają się we znaki nawet nad wodą. Dostajemy śliczny, duży pokój z widokiem na jezioro. W oddali można dostrzec wyspy, przy których stoi kilka masztów – najwidoczniej niektórym nie chce się żeglować w taki upał, a wiaterek jest leciutki. Może powieje w okolicach południa. Dzwonię do Tomka i okazuje się, że coś im wypadło i musieli zostać w mieście do południa, ale za godzinę ruszą. W tej sytuacji mamy parę godzin tylko dla siebie. Długo czekaliśmy na możliwość kochania się bez limitu czasu, bo w naszym mieście mamy tylko krótkie chwile sam na sam, i to dość rzadko.

Monika idzie pod prysznic a ja rozglądam się po pokoju. Słyszę z łazienki wołanie:

– Chodź umyć mi plecy!

Oczywiście nie trzeba mi dwa razy powtarzać, zrzucam z siebie ciuchy i wchodzę do kabiny, a tam moje kochanie, stojąc w strugach wody, puszcza do mnie oczko i uśmiecha się słodko. Biorę trochę żelu na dłonie i zaczynam pomalutku masować plecy Moniki. Myjąc ją pod pachami, mimowolnie zahaczam o boki jej piersi. Mmmmm, cudowne uczucie tak ślizgać się po jej mięciutkiej, jedwabistej skórze. Dłonie same zamykają się na tych cudnych krągłościach. Monika jako dojrzała kobieta, która wykarmiła trójkę dzieci, ma dość duże piersi, więc nie mieszczą się w dłoniach. Miedzy palcami czuję sztywniejące brodawki, a mój członek zaczyna prowadzić swoje niezależne życie i podnosi się zdecydowanie.

Jeszcze chwilkę stoimy pod wodą i kończymy chlapanko. Oboje nadzy wychodzimy z łazienki, obejmując się czule, i padamy na ogromne, prawie kwadratowe łóżko, czując ochotę na dokończenie naszych igraszek rozpoczętych na postoju. Sięgam ręką między uda mojej ukochanej i wyczuwam gorącą śliskość – jest gotowa na przyjęcie mnie w swoje rozpalone wnętrze.

– Chodź już do środka, bo nie wytrzymam – mruczy mi do ucha.

Delikatnie wsuwam penisa między wargi i pcham mocno. Bez oporu dobijam do końca, czując sklepienie, i zaczynamy jazdę, na początek powolną, by po chwili przyspieszyć. Moja ukochana obejmuje mnie nogami, dociskając do siebie. Jesteśmy tak napaleni, tak głodni siebie, że po kilku minutach Monika zaczyna drżeć i wyginać się, głośno pojękując w spazmach orgazmu. Ja też pompuję nasienie w jej wnętrze w ekstazie spełnienia. Opadamy na prześcieradło i tulimy się do siebie, powracając z krainy rozkoszy do słonecznej rzeczywistości. Na chwilkę zasypiamy. Gdy otwieramy oczy po krótkiej drzemce, słońce dalej wesoło zagląda do naszego pokoju i delikatnie pieści ciepłymi promieniami nasze wtulone w siebie ciała. Patrzę w oczy Moniki i widzę w nich wielką radość i miłość. Po prostu szczęście.

– Wiesz co? – mówię. – Mógłbym tak z tobą leżeć do końca świata i jeszcze dzień dłużej.

– Ja też – odpowiada sennie. – Wcale nie chce mi się wstawać.

– Ale ja głodny jestem – mówię z uśmiechem. – Ubieramy się i schodzimy na obiad.

– Koniecznie? – pyta Monika, mrużąc oczy i przeciągając się.

– Jak chcesz mieć ze mnie jeszcze dziś jakiś pożytek, to muszę uzupełnić kalorie, bo trochę ich straciłem. Ostatni raz jadłem rano, a dzień jeszcze długi.

Z poważną miną siadam na łóżku, uśmiechając się jednak kącikiem ust.

– Oj, te chłopy! Tylko seks i żarcie im w głowach, kolejność nieprzypadkowa – żartuje moja ukochana.

Powoli, z ociąganiem, wstajemy, wciągamy na siebie ciuchy i schodzimy do jadalni pensjonatu. Obiad pyszny, nawet jest szarlotka na deser. Po takim obiedzie mamy ochotę na mały spacer i kawę, więc idziemy nad jezioro popatrzeć na wodę i pływające jachty. Wiatru trochę przybyło i wypełnia żagle kręcących się po jeziorze łodzi. Nad wodą znajdujemy przytulną kawiarenkę ze stolikami na świeżym powietrzu i widokiem na las po drugiej stronie jeziora. Mocna, gorąca kawa smakuje wybornie, a do niej malutki kieliszek koniaku. Dziś już nie jadę samochodem, więc mogę sobie pozwolić na tę drobną przyjemność.

W międzyczasie dzwoni Tomek, że przyjadą dopiero późnym wieczorem. Jako że mamy pokój w pensjonacie, umawiamy się na pomoście około dziewiątej następnego dnia. To oznacza, że mamy z Moniką dla siebie (i tylko dla siebie) sobotnie popołudnie i calutką noc. Plany były trochę inne, ale zupełnie nam to nie przeszkadza. Powiem więcej – jesteśmy szczęśliwi, bo będziemy mogli kochać się do woli i to całkowicie swobodnie, bez ograniczeń czasowych. Życie jest piękne! Chociaż pisze różne scenariusze, to tym razem dobre dla nas, ba! – to jest najlepsze, co mogło nam się zdarzyć, przynajmniej w tej chwili. W tym miejscu powiem, że jak dotychczas nie mieliśmy dla siebie więcej czasu niż godzinę, może półtorej, a dla nas to zdecydowanie za krótko. Ale i tak uważam nasz seks za bardzo udany, choć te wykradane chwile już nas trochę zmęczyły.

Zresztą przy naszych temperamentach seksualnych to wszystko za mało. Możemy kochać się zawsze (no, powiedzmy, prawie zawsze) bez względu na porę doby i miejsce, jeśli tylko mamy zapewnioną wystarczającą intymność. Nasz pierwszy stosunek miał miejsce w samochodzie, na jakimś ciemnym parkingu na obrzeżach miasteczka. Doszło do niego absolutnie spontanicznie – ot, impuls, potrzeba chwili. Zresztą samochód był często naszym azylem, szczególnie w lecie. Dojrzali ludzie, dobrze po czterdziestce, a zachowują się jak zakochane nastolatki… No cóż, tacy po prostu jesteśmy i dobrze nam z tym!

Piękne sobotnie popołudnie mija bardzo szybko i zbliża się wieczór. Powoli, wędrując wzdłuż jeziora i patrząc na pływające jeszcze po wodzie łódki, wracamy do naszego pensjonatu. Moja przezorność związana z rezerwacją pokoju na ten weekend w tym momencie sprawdziła się w stu procentach, inaczej musielibyśmy szukać jakiegoś noclegu. A tak mamy zagwarantowane wygodne łóżko, łazienkę z ciepłą wodą i dobre, jak się okazało, jedzenie w pensjonacie. Idąc do „Róży Wiatrów” widzimy ludzi podobnie jak my spacerujących po Rucianem. Nikt się nie spieszy, widać nastrój wybitnie urlopowy. Pogoda w dalszym ciągu świetna, jak przystało na lipiec, nawet wieczorem jest dość gorąco. Wiatr ustał całkowicie, słońce już pomału schodzi niżej na zachodniej stronie nieba. Kocham Mazury, tu zawsze odpoczywam psychicznie od pędu wielkomiejskiego życia. Jakoś tak nad wodą nie mam potrzeby spieszyć się gdziekolwiek.

Wchodzimy do pensjonatu w porze kolacji. Spoglądam na zegarek, dochodzi 18.30. Wpadamy do pokoju na szybką wizytę w łazience i schodzimy coś zjeść. Po kolacji idziemy na pomost posiedzieć trochę nad wodą i poczekać na zachód słońca. Przytuleni zauważamy powoli zapalające się światełka nad brzegami jeziora. Obejmuję Monikę w niemym porozumieniu. Wiem, że tak samo jak ja kocha te widoki. Woda jest gładka jak lustro i wszystko widać podwójnie – na brzegu i odbite w wodzie. W ciszy słychać dalekie głosy śpiewające przy ogniskach lub nawołujące dzieci do spania. Jednym słowem wakacyjna sielanka. Z wolna zapada zupełna cisza, tylko jakieś świerszcze dają swój wieczorny koncert.

– Co ci chodzi po głowie? – pytam szeptem Monikę, bo od dłuższej chwili zamilkła i wtuliła twarz w moje ramię

– Wiesz, zastanawiam się, jakie by były nasze dzieci – oznajmia poważnym tonem, patrząc mi w oczy.

Tego nie wiemy i się chyba nie dowiemy, bo już za późno dla nas na wspólne potomstwo, nasz czas na to już minął – odpowiadam równie poważnie.

– A szkoda… – słyszę jej ledwo dosłyszalny szept.

Wiem, że to dla niej bolesny temat. Gdybyśmy wtedy bardziej zdecydowanie walczyli o siebie, nie pozostawiając nic przypadkowi… Nie możemy nic już zmienić, nie zmienimy przeszłości. Ale ja chcę się cieszyć tym, co jest nam dane teraz.

– Chodź, wracamy do pokoju. Trzeba pomyśleć o spaniu, bo jutro też jest dzień.

Całując Monikę w usta, łapię ją za rękę, wstajemy z desek pomostu i wracamy do pensjonatu. Moja dziewczyna rozpogadza się, znów uśmiecha.

Wchodzimy do pokoju, a ja natychmiast przywieram ustami do warg Moniki i językiem buszuję po jej buzi. Ledwo drzwi się za nami zamknęły, niecierpliwie zaczynamy ściągać z siebie odzienie. Nie ma tego dużo, bo to przecież lato i pogoda gorąca, więc błyskawicznie osiągamy stan całkowitej nagości i wbiegamy pod prysznic – oczywiście razem. Kabina niewielka, ale na stojąco wystarcza miejsca dla dwojga. Szybkie mycie, drobne pieszczoty i nago wskakujemy do łóżka. Dziś możemy nareszcie nie spieszyć się, mamy czas na delektowanie się swoimi ciałami, długie pieszczoty i pełny relaks w bliskości.

Moja ukochana delikatnie bierze mój członek w dłoń i obejmując samymi opuszkami palców, delikatnie zsuwa skórkę. Ten reaguje zwiększeniem swojej wielkości i twardości. Równocześnie ja całuję piersi Moniki, leciutko przygryzam brodawki, co powoduje ich błyskawiczne powiększenie i stwardnienie. Wspominałem już o ich szczególnej wrażliwości. Reagują natychmiast na moją pieszczotę, a Monika daje znać o tym troszkę głośniejszym i szybszym oddechem. Jednocześnie ręką głaszczę ją po brzuchu i zataczając kółeczka, schodzę niżej, na wzgórek i łapię go całą dłonią tak, jakbym chciał pociągnąć do góry. A jest za co chwycić. Za chwilę sięgam do jej sromu, bardzo ostrożnie masuję małe wargi i delikatnie rozchylam wsuwając jeden palec do środka. Czuję, że już zaczyna być mokro wewnątrz, palec środkowy wędruje na łechtaczkę i leciutko masuję ten najczulszy punkt w ciele kobiety. Monika drga pod tym dotykiem i zaczyna wiercić się po łóżku.

– 69 – sapie.

Kładę się na wznak a moja ukochana na mnie, wypinając pupę w stronę mojej twarzy. Oboje uwielbiamy tę pozycję, wtedy oddajemy się całkowicie drugiej osobie. Usta i język Moniki pracują nad moim przyrodzeniem, które już całkiem się podniosło i celuje swym jednym okiem w jej usta. A ja wsuwam swój język w rozpalone, ociekające sokami podniecenia wnętrze kobiety. Wwiercam się najdalej, jak mogę, spijam strumyczek tego nektaru i rozprowadzam go po całej powierzchni cipki i okolicach. Czuję, że ukochana za moment będzie na granicy spełnienia, dlatego szybciej pracuję językiem i palcami. Po chwili targa nią spazm orgazmu, napina plecy i nagle gwałtownie przywiera do mojej twarzy. Czuję na języku skurcze pochwy i jeszcze więcej soku zalewa mi usta. Cudowne uczucie, daje mi całą siebie, bez żadnych zahamowań. Na kilka chwil zamiera w bezruchu, uspokajając oddech. Nawet przestała pieścić mojego penisa, tylko trzyma go delikatnie w ustach.

– Wejdź we mnie – prosi.

– A na co masz ochotę – pytam.

– Klasyka – odpowiada szeptem.

Kładzie się na plecy a ja na niej przyciskając swoim (niemałym) ciężarem do materaca. Rozchylone nogi i rozwarte wejście do pochwy zapraszają mnie do siebie. Kochamy się niezbyt szybko, dopiero po kilku minutach zwiększam tempo. Dobijam głęboko, nasze wzgórki uderzają o siebie. Czuję, że spełnienie już blisko, Monika też jęczy z rozkoszy. Orgazm dopada nas prawie w tym samym momencie – mnie trochę wcześniej, ją po kilku sekundach. Zamieramy na chwilę w bezruchu, smakując wspólnie przeżytą przyjemność. Po chwili zasypiamy przytuleni do siebie „na łyżeczkę”.

Gdzieś nad ranem, już świta, budzę się z dziwnym uczuciem, że mam ochotę na seks. Penis stoi na baczność i wyraźnie daje znaki, że ma ochotę na jeszcze, mimo wcześniejszego zaspokojenia wieczorem i po południu. Moja ukochana śpi sobie smacznie, ale delikatnie wsuwam go między jej pośladki, jeszcze śliskie po ostatnim kochaniu. Przez sen, a może i nie, cicho mruczy, lekko napierając na mnie. Ciało Moniki wyraźnie na mnie czeka. Nogi ma podkurczone i pozwala na penetrację od tyłu. Bez pośpiechu poruszam się w niej powolutku.

– Chodź, weź mnie od tyłu – prawie niesłyszalnie prosi.

Klęka, wypinając tyłeczek, a ja wchodzę od tyłu. W tej pozycji dochodzę bardzo szybko i opadamy na prześcieradło cudownie spełnieni. Dalej wtuleni w siebie śpimy już do rana. Taki przerywnik w nocy to wspaniałe przeżycie. Rano budzimy się nawet wyspani, mimo nocnych ekscesów, ale ciągle nie mamy siebie dość. Tym razem to Monika zaczepia mnie, bierze do ust członek i robi mi loda. Mały jest trochę zmęczony po wczorajszym maratonie, ale powoli „powstaje z martwych”. Ja osobiście uwielbiam poranny seks, ale bardzo rzadko mam okazję go uprawiać. Dziś właśnie jest taki dzień. Moja Pani siada na mnie i ujeżdża kilkanaście minut, aż do cudownego orgazmu. Po chwili opada zmęczona i, całując, mówi mi „dzień dobry”. Kocham taki początek dnia. Oby częściej!

Szkoda, że nie mamy czasu na przytulanki, ale trzeba wstawać, bo „Futrzak” czeka, a na nim nasi przyjaciele. Późnym wieczorem przysłali SMS-a, że już są w porcie i czekają na nas około dziewiątej. Szybki prysznic, śniadanie i jedziemy do portu. Pogoda dalej fantastyczna, nawet zaczęło wiać, więc czeka nas piękny dzień pod żaglami. Pływamy po Nidzkim, ścigając się, jak to zwykle robią prawdziwi żeglarze ze wszystkimi na wodzie. Jak mocniej powieje, to dopiero jest zabawa! Na kawę stajemy w ślicznym miejscu naprzeciwko miejscowości Krzyże. Z wody widać trochę trawy w prześwicie między trzcinami. Ładne i czyste zejście do wody, więc można się wykąpać. Pijemy kawę w kokpicie i już umawiamy się na następne spotkanie, pewnie gdzieś w sierpniu.

Życie jest piękne! Szczególnie pod żaglami. Niestety, czas już wracać, bo nieubłaganie zbliża się poniedziałek, a szefowie nie mają litości dla załogi sponiewieranej po męczącej sobocie i niedzieli. Trzeba trochę się pozbierać i doprowadzić do stanu używalności zawodowej. Pomalutku płyniemy w kierunku przystani, bo wiatr przycichł, jak to zwykle bywa po południu. Dobijamy do pomostu koło szesnastej. Szkoda, że to już koniec pływania – miałem nadzieję na trochę dłuższe, lecz życie musiało zweryfikować tak dobre plany. Tomek z Elą zbierają się do samochodu, a my jedziemy do pensjonatu, żeby pozbierać resztę bagaży, zjeść jakiś późny obiad i – o zgrozo! – wracać do szarej codzienności.

W pokoju pakujemy nasze rzeczy i idziemy do jadalni. Rozliczamy się w recepcji, od razu rezerwując pokój na sierpień. Wracamy na górę zabrać nasze torby. Już mamy wychodzić, gdy nagle przychodzi mi do łepetyny szalony pomysł.

– Trzeba pożegnać Ruciane – mówię do Moniki.

– Czy masz na myśli to samo co ja? – odpowiada z szelmowskim uśmiechem na swojej ślicznej twarzy.

– No nie wiem, zaraz się przekonamy. – Chwytam ją za rękę i ciągnę w stronę łóżka.

Przewracam ją, migiem ściągam z niej szorty, sam pozbywam się równie szybko swoich i ląduję na niej. Już od dłuższej chwili planowałem, że jeszcze raz musimy pokochać się na pożegnanie z Mazurami, więc jestem gotowy. Wbijam się w cipkę Moniki i nie zważając na nic szybko dobijam do końca. Nie wiem, jak to zrobiła, ale jest mokra i chętna. Kilka minut i już zamieramy w ekstazie. Taki klasyczny „szybki numerek”. Jeszcze trzeba się trochę opłukać, bo przed nami kilka godzin jazdy. Adieu, Ruciane!

Powrót był dość sprawny, dopiero pod naszym miastem wypadek spowodował małe opóźnienie. Oboje byliśmy zachwyceni tym szalonym wypadem. Ten wyjazd pokazał, że nawet w tak dojrzałym wieku można dość dużo, jeśli partnerzy są dla siebie atrakcyjni i bardzo się kochają. Tylko to za krótko! Ale, niestety, jak mówi przysłowie: „Wszystko, co dobre, szybko się kończy”.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Wielkie dzięki za możliwość opublikowania tego tekstu na łamach Najlepszej Erotyki. Specjalne podziękowania dla Miss za nieocenioną pomoc w redakcji i korekcie tego tekstu i Megasowi za piękne zdjęcie. Powstawał w rekordowo krótkim czasie, od napisania pierwszych słów do publikacji minął ledwie miesiąc. Życzę miłej lektury wszystkim zainteresowanym.

* "Całe DWA DNI!!" Nie lubię, kiedy ktoś stosuje dwa wykrzykniki, ponieważ to takie niezdecydowane. Albo jeden, albo trzy. Dwa to przypadek (o jedno kliknięcie za dużo) bądź nieuwaga (o jedno kliknięcie za mało);
** "a to okazyjnego telefonu, czy kartki na święta." Przed takim 'czy' nie stawia się przecinka, ponieważ oznacza 'lub/bądź/…';
*** Co to jest 'opalacz'?
**** Zdecydowanie za dużo zdrobnień oraz spójnika 'i';
***** Kilka powtórzeń i zaginionych przecinków;
****** Stosowanie w dialogach cyfr "– 69 – sapie." uważam za nieeleganckie;
******* "Śliczny pokój" nie brzmi zbyt 'fajnie', szczególnie w ustach mężczyzny.

Tekst jest trochę tak, jakby opowiadać coś koledze, zapisywać wspomnienia w pamiętniku, tworzyć sprawozdanie na lekcję języka polskiego… Nie do końca przypadło mi do gustu, lecz jak na debiut jest przyzwoite.

Siostra.

Opalaczem nazywało się dwuczęściowy, damski strój do kąpieli i na plażę.
To ma być forma wspomnień, taki trochę pamiętnik. Dziękuję za komentarz, nie do końca negatywny.

Pozdrawiam

sama miałam opalacze w młodości:-) Jeszcze ręcznie szyte…
Jeśli chodzi o liczebniki, to generalnie masz rację Siostro – ale tu liczebnik specjalnie został zostawiony w tej formie (po namyśle), żeby graficznie też było od razu widać, o co chodzi.

Myślę, że taki właśnie był zamysł Autora, taka właśnie opowieść, szybki zapis czy szkic wydarzeń. Ta forma wydaje mi się bardzo pasująca do tego właśnie opowiadania.
Z dwoma wykrzyknikami masz rację – choć nie wiem, czy warto z tego powodu aż komentarz pisać. Ale poprawimy.

Dzięki za wyjaśnienie opalacza, Micra.

Miss, więc może w ogóle nie warto pisać komentarzy, hm?

Siostra.

Komentować zawsze warto, a wskazywanie nawet niedużych błędów przyczynić się może do poprawy opowiadania. Myślę że nie ma co zniechęcać komentatorów, zwłaszcza tak wiernych jak Siostra 😀

Lurker

Siostra się wcale nie zniechęci, jak sądzę. A trochę różnicy zdań nam dobrze zrobi, bo już na konkurencyjnym portalu zostaliśmy uznani za wzajemnie sobie słodzące TWA.

Oczywiście, że warto komentować. Subiektywne (bo jakież inne) moje zdanie jest po prostu takie, że o zauważonych brakujących przecinkach i innych detalach piszę do Autora od razu na priv, niech poprawia. A w komentarzu lubię sobie pogadać o treści.

Techniki takiej, jak pisanie do autora na priv nie znam. Poza tym skoro piszę komentarz, w którym wyrażam swoją opinię na temat opowiadania, to przy okazji zawrę w nim swoje uwagi co do interpunkcji, stylistyki i ortografii. Być może ktoś wyciągnie z nich coś dla siebie i wcale nie musi to być autor tekstu
Skoro "w komentarzu lubię sobie pogadać o treści", to równie dobrze pisanie o "innych detalach" możesz zarzucić również Smokowi, który wdał się w dyskusję na temat postępowania bohatera i jego rodziny, która nie jest bezpośrednio zawarta w opowiadaniu. (Przykład lekko abstrakcyjny.)
Rozmowy kształcą, więc po co ograniczać się 'piszemy to i to', a 'tego i tego' nie?

Dzięki Ci, Lurkerze, za nazwanie mnie wiernym czytelnikiem. 😀

Siostra.

Nie ma się co obrażać, ja się nie obrażam za uwagi. Co o pisania na priv, to mogą tylko zarejestrowani użytkownicy. Treść należy do autora i można się z nią zgadzać lub nie… Osobiście jestem zwolennikiem pisania komentarzy dowolnych, byle nie obraźliwych. Celowo nie jest zawarte wszystko w opowiadaniu, można sobie potrenować wyobraźnię. To jest częściowo fikcja literacka, chociaż bardzo realistyczna i częściowo fakty są wzięte z życia (niekoniecznie mojego, ale z niego też). Sporo lat już przeżyłem, widziałem wiele i niewiele sytuacji życiowych może mnie jeszcze zaskoczyć. Jeżeli to opowiadanie spowodowało taką ilość komentarzy co do samej treści, to znaczy, że warto było napisać taką historię. Pod znakiem żagli i Mazur mam jeszcze pomysły. Też częściowo z życia.
Wytknięcie błędów spowoduje u mnie tylko większą dbałość o wyeliminowanie ich. Nie jestem polonistą tylko człowiekiem "technicznym" bez wyższego wykształcenia więc błędy mogą się zdarzyć. "Nie robi błędów ten, co nic nie robi"
A komentarze, cóż…. publikując w internecie trzeba się liczyć ze wszystkim, negatywami również

Pozdrawiam Siostrę, urazy nie chowam
M21

Droga Siostro!

Ja również wolę, gdy w tekście występuje jeden lub trzy wykrzykniki – pewnie ze względu na moje uwielbienie dla liczb pierwszych 😉 Ale zgodnie ze Słownikiem ortograficznym PWN postawienie na końcu zdania dwóch wykrzykników jest tak samo uprawione jak postawienie jednego lub trzech takich znaków. A skoro ilość wykrzykników nie ma większego znaczenia, decydująca jest dla mnie wola Autora. Dlatego pozwoliłam sobie przywrócić pierwotną wersję omawianego zdania.

A co do 69… W tym kontekście "69" nie jest liczbą, tylko nazwą własną, dlatego nie musi – a nawet nie powinna – być zapisana słownie.

Pozdrawiam serdecznie – Areia Athene

Powiedz, proszę, od kiedy dwa wykrzykniki są poprawne? 😉 Nie mogę tej informacji znaleźć w Internetach, a data uznania bywa dla mnie istotna. (Mam obawy, że podwójny znak wykrzyknienia stał się poprawny nie tak dawno temu i mógł to spowodować komunikator Gadu-Gadu.)
Oto co ja znalazłam o tych nieszczęsnych wykrzyknikach: "W przypadku wyrażania szczególnie silnych emocji można postawić obok siebie trzy wykrzykniki, natomiast dwa wykrzykniki stosuje się rzadko, praktycznie tylko podczas przedstawiania eskalacji wrażeń (pomiędzy wyrażeniem z jednym i wyrażeniem z trzema wykrzyknikami)." – ale to Wikipedia, więc może kłamać. Innych źródeł nie widzę.
Zauważyłam też ładne porównanie na jakimś forum: 'Z wykrzyknikami, to jak z kwiatami. Jeden, trzy, ale nigdy dwa.' 😉

Dlatego język polski uważam za cudowny i dlatego żałuję niezmiernie, że nie studiuję filologii polskiej – nawet na temat 'głupiego' wykrzyknika można by eseje pisać. 🙂

Siostra.

To ja, jako ten, który studiował wrzucę cytat z poradni językowej PWN.

"Witam, czy stawianie dwóch wykrzykników jest poprawne?

Poprawne i czasem korzystne: co dwa, to nie jeden!!
Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski"

Z kim jak z kim, ale z M. Bańko nie będę się spierał. Uznaję zdanie autorytetu. Pytanie zadane do poradni dwa lata temu, co nie oznacza, że wtedy tak ustalono :).

Znalezione przez google w ciągu paru sekund :-D, ale to nie przytyk.

Pozdrawiam
Smok

Siostro, przecież wskazałam źródło, na którym oparłam swoje twierdzenie – Słownik ortograficzny lub Słownik języka polskiego PWN.

Cytuję stosowny fragment z aktualnej wersji słownika: "Znak wykrzyknienia wielokrotnie powtórzony. Możemy postawić dwa, a nawet trzy wykrzykniki, jeśli tego wymaga bardzo silne zabarwienie emocjonalne wypowiedzi."

Pozdrawiam serdecznie – Areia Athene

Smoku, też to znalazłam.
Ateno, zauważyłam.
Jednakże zadałam pytanie, które mnie nurtuje: w którym roku dopuszczono taki zapis? To jest dla mnie istotne.
Nieważne już zresztą, zapytam się kiedyś swojej polonistki. 😛

Siostra.

Areio* wybacz za pomyłkę.

Siostra.

Siostro, skoro tak to ważne z tą datą to służę pomocą. Cytat, który podała Atena pochodzi z Wielkiego słownika ortograficznego PWN, wyd. II, 2006 rok. Czy we wcześniejszych słownikach było analogicznie to ciężko mi w tej chwili powiedzieć, ale jeśli tak bardzo Cię to nurtuje to przy okazji jak będę miał starszy słownik pod ręką mogę sprawdzić. Mogę jednak zapewnić, że we wcześniejszym (pierwszym) wydaniu jest to samo, bo nie ma notki, że drugie jest wydaniem rozszerzonym/zaktualizowanym/poprawionym.

pozdrawiam
Smok

No, w końcu coś konkretnego. Dzię-ku-ję.

Siostra.

Skorzystam z okazji i powitam na naszych łamach trzydziestego piątego Autora Najlepszej Erotyki!

Micro21, mam nadzieję, że natchnienie będzie Ci sprzyjało i że podzielisz się z nami jeszcze niejednym tekstem.

Pozdrawiam
M.A.

Bardzo uprzejmie dziękuję za powitanie Szanownemu MA. Czekam na następną część (epilog) Demetriusza.
Pozdrawiam
M21

Zobaczyłem, że po dwu godzinach od publikacji już pojawiło się kilka komentarzy, więc nie zaglądając do nich postanowiłem przeczytać szybko opowiadanie naszego nowego kolegi. Sam pamiętam, jakie emocje towarzyszyły mi, kiedy publikowałem swoje pierwsze opowiadanie (no dobra, nie będę ściemniał, towarzyszą nadal, przy każdym tekście), będę starał się zatem używać precyzyjnych słów, aby dokładnie oddać moje wrażenia.
Po pierwsze bohater/narrator – powiem szczerze, nie polubiłem go. To oczywiście nie jest zarzut, może tak właśnie miało być, ale wydaje mi się postacią bardzo negatywną. Pod pięknymi słowami "przyjaciółka", "miłość z młodości" itp. nie kryje on nic więcej jak tylko kochankę, którą zabiera na weekend, żonę i dzieci zostawiając w domu. Nie ma jakichkolwiek wyrzutów sumienia, związanych ze swoją "moralnością", nawet "jedną literką" nie zająknął się o swojej rodzinie. Zamiast faceta, który realizuje swoje marzenia, dla mnie to zwykły dupek :P.

Przychylę się do części uwag Siostry, choć nie do wszystkich. Ja nie zwróciłem w ogóle uwagi na spójniki. Powtórzenia jednak psują efekt. Mam ten sam problem i moja ulubiona Pani Korektorka zasugerowała mi czytanie opowiadania na głos – naprawdę pomaga. Wyłapuje się dużą ilość takich baboli :). Z tego miejsca pozdrowienia dla Pani Korektorki 😀

Na koniec tych "batów" dodam tylko jeszcze to, co sprawiało, że tekst czytało mi się trudno. Zupełnie nie potrafiłem wczuć się w opowiadaną przez narratora historię, ze względu na używany w całym opowiadaniu w narracji czas teraźniejszy. Nie gniewaj się, ale momentami, zamiast skupiać się na fabule, zastanawiałem się dlaczego to nie jest napisane w czasie przeszłym. Tym bardziej, że sam piszesz, że ma to być forma wspomnień – pamiętnik.

No dobra, żeby nie było tak ponuro, bo to podcina skrzydła, a nie chciałbym tego robić. Ciekawy pomysł. Widać, że o żeglowaniu i Mazurach wiesz na pewno więcej niż przeciętny zjadacz chleba, któremu można wkręcić, żeby poszukał pod pokładem i przyniósł kilwater. Z opowiadania czuć, że życie na wodzie jest dla Ciebie pasją, z początku może to być trochę nachalne, ale ogólnie to bardzo pozytywny element.

No i jest to opowiadanie, w którym jest dużo seksu. Tu Ci zazdroszczę, bo moje teksty równie dobrze można by publikować z wyciętymi scenami erotycznymi i dalej trzymałyby się kupy, a czasem wręcz miałem wrażenie, że są one wtrąconym dodatkiem. U ciebie byłoby to nie do pomyślenia. Cała fabuła opiera się na tym, że przeskakuje się z koca na łóżko, z łóżka pod prysznic, by potem wrócić na łóżko. Sceny te może nie są opisane w stylu, który uwielbiam, ale duży plus za to, że jest ich kilka. Na NE z pewnością trafisz na wielu czytelników, którym także opis fikołków przypadnie do gustu 🙂

Pozytywnie odebrałem także to, że postacie są spójne. Narrator jest dupkiem 🙂 od początku do końca, a Monika jest chętna od początku do końca. Tu nie ma miejsca na wewnętrzne przemiany bohaterów itp.

Może nie jest to opowiadanie pełne intryg, zwrotów akcji, punktów kulminacyjnych, raczej nie będzie z tego serii, ale za to jest proste, lekkie, szybkoprzyswajalne :). Z pewnością zadowoleni będą ci czytelnicy, którzy niektórym autorom zarzucają zbytnią zawiłość i mało erotyki.
W związku z tym, że jest to Twoje pierwsze opowiadanie na NE, życzę Ci, by tych czytelników było jak najwięcej, by komentarze były ciekawe i dające do myślenia, by czytelniczki rzucały w Ciebie wirtualnie bielizną… choć nie – tego akurat życzę sobie :D, nie będziesz mi konkurencji robił. Także czytelniczki w sprawie tej bielizny to zapraszam do smoczych opowieści 😀

Pozdrawiam
Smok

A mi się podobało:-)
Stosowanie czasu teraźniejszego w takiej opowieści jest przecież jak najbardziej dopuszczalne i w wielu opowiadaniach na NE obecne. IMO dynamizuje akcję. Gdyby opowiadanie Micry napisać w czasie przeszłym, wymieniając te wszystkie czynności choćby erotyczne, opko byłoby cięższe… Poza tym użycie czasu teraźniejszego w narracji fragmentów o wypadzie nad jezioro, dobrze kontrastuje z fragmentami o przeszłości tej pary – gdzie jest czas przeszły.

Co do dupka lub nie dupka – może i nie jest to wzorowa postawa, ale przecież bohater o swoich dylematach wspomina. Nie wiemy, co tam za osoby jeszcze występują, jak wygląda życie codzienne bohaterów. Życie czarno-białe nie jest, a wybory nieraz bardzo trudne. Wspomniane jest, że mogli zostawić swoje rodziny, a jednak nie zrobili tego…

Mogli zostawić rodziny, a jednak tego nie zrobili… Fakt, za to wyjeżdżają sobie na weekendziki na Mazury. Dlatego dupek 😛
Dylemat, który utkwił mi w pamięci to: jak dzieci podrosną to zobaczymy, może się zejdziemy. Współczuję żonie tego Pana :).

Co oczywiście nie oznacza, że jestem nastawiony "na nie" do opowiadania. Tak po prostu oceniam bohatera, przez pryzmat jego wypowiedzi, postaw.

A co do czasu teraźniejszego to mi nie leży. Dlatego o tym napisałem. Nie jest to zarzut, że opowiadanie jest słabe, co bardziej wyrażenie subiektywnego zdania na temat tego, jak czytało mi się tekst przez pryzmat takiej narracji. Sam w tej chwili piszę opowiadanie, w którym pojawia się czas teraźniejszy w narracji, więc rozumiem doskonale, że coś takiego istnieje i nie należy tego unikać. Powinno być jednak myślę w jakiś sposób uzasadnione. Tu mi nie leży to, że w czasie teraźniejszym autor opisuje wydarzenia trwające dwa dni. Rozumiem opisanie tego, co dzieje się w danej chwili, a potem powrót do tego co się wydarzyło. Inaczej mówiąc czas teraźniejszy nie współgra mi z temporalnością opowiadania.

Nie wiemy nic o żonie (i mężu Moniki). Może życie z nimi nie należy do łatwych… Ciekawie byłoby się czegoś więcej dowiedzieć, no ale Autor nie dał się namówić na rozszerzenie tej perspektywy.
ja kiedyś byłam bardzo radykalna w ocenach moralnych, potem widziałam wiele sytuacji życiowych, które mój radykalizm nieco zrelatywizowały.
Ci bohaterowie tak wybrali… cóż… ale te historie o powrocie do dawnych miłości mają coś w sobie i nie są rzadkie. W każdym razie – pierwsze koty za płoty, Micro! Działaj dalej:D

A mnie się podobało i nie zgadzam się ze Smokiem, Większym dupkiem był (jak dla mnie) maż bohaterki "Kartki z pamiętnika"autorstwa Smoka.
Możliwe, że powodem jest różnica pokoleń. Z tekstu wynika, że wiekowo znacznie bliżej mi do Micry21. Cóż, młodsi już nie będziemy; to jest ulica jednokierunkowa. Niestety.
j.k.

Ale ja nigdy nie twierdziłem, że mój bohater nie jest dupkiem. A jeśli tak to bardziej w celu wywołania dyskusji niż własnych przekonań :). A zdrada jest paskudna bez względu na to, czy jesteśmy bliżej mety czy dalej. Posiadanie kochanki to dla mnie taka sama zbrodnia przeciw miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej zarówno u nastolatka z dziewiczym wąsem pod nosem, jak i u rubasznego dziadka, pamiętającego jeszcze okupację :).

Co wg Ciebie "niedupkowego" jest w tym, że oszukuje się bliskie osoby?

Pozdrawiam
Smok

Nic. Niepotrzebnie wdałam się w dyskusję. Cofam moją ocenę. Po upływie dostatecznie długiego czasu też złagodniejesz w ocenach, mam nadzieję.
j.k.

A jeśli nie złagodnieję i zdrada nadal będzie dla mnie ohydna to mam uważać, że coś ze mną nie tak? :/
Dziwne to czasy nastały, że ludzie mają nadzieję, że inni, wraz z wiekiem będą bardziej liberalni wobec wyrachowanej zdrady 😛

Smok

Wobec zdrady byc liberalnym z wiekiem jest całkiem możliwe, skoro teraz usprawiedliwia się faceta zachowującego się jak sutener względem własnej żony. A jeśli nie złagodniejesz? To już twoja strata. Nie dośc, że byłbyś starym Smokiem, to jeszcze zgryżliwym.

A kto usprawiedliwia bohatera Kartki z pamiętnika? Polecam lekturę moich komentarzy pod tamtym opowiadaniem. Oddzielajmy proszę światopogląd, sumienie i wypowiedzi autora od bohaterów jego opowiadań. Postać to kreacja czysto fikcyjna i jako taką należy traktować zarówno męża autorki pamiętnika, jak i bohatera opowiadania Micry. Nawet jeśli jest to proza realistyczna, czy też osadzona w świecie przedstawionym podobnym do realnego, to należy stanowczo rozdzielać fikcję od rzeczywistości.
A moja ocena zdrady jest niezmienna.
pozdrawiam
Smok

Miss ma rację, 69 zostało napisane cyframi celowo. Co do użycia czasów, to właśnie jest tak, że część jest w czasie przeszłym, bo dotyczy spraw minionych, ale one są ważne dla bohaterów.
Co do "dupka" i oceny moralnej, to w wielu innych opowiadaniach na NE można by było nieraz mocno dyskutować o moralności tej czy innej postaci. To ma być wspomnienie pewnej historii, która wydarzyła się w rzeczywistości. Sporo seksu jest chyba w tym miejscu dopuszczalne, w końcu to opowiadanie erotyczne 🙂
Jak chodzi o stronę żeglarską i Mazury – jestem sternikem morskim od kilkudziesięciu lat i żeglarstwo to moja pasja, a Mazury znam jak własną kieszeń, rzeczywiście Smok dobrze to ocenił.
Dziękuję za komentarze, uwagi biorę do serca, bo to mój absolutny debiut twórczy

Pozdrawiam wszystkich czytelników

M21

Micro, źle mnie zrozumiałeś. Nie twierdzę, że taka kreacja bohatera jest zła. Twierdzę, że przez pryzmat jego działań i podejmowanych decyzji nie polubiłem go, nie potrafiłem się z nim utożsamić. Tak jak nie potrafię się też utożsamić chociażby z bohaterami gwałcącymi niewinne kobiety (te mniej niewinne zresztą też :P), snującymi intrygi i mającymi niecne zamiary.

Nie twierdzę też, że to źle, że jest sporo seksu. To wg mnie bardzo dobrze. że pojawiają się na NE opowiadania, w których seksu jest dużo, tym bardziej, że jest gros opowiadań, w których seks jest dodatkiem.

Odnośnie czasu jednak będę się nieco upierać :). Tak jak napisałem wyżej w odpowiedzi do postu Miss. Użyty czas teraźniejszy kłóci się z długim czasem akcji opowiadania. Bez względu na to, czy przedstawiasz wydarzenia, które działy się jeszcze wcześniej. Wszystko co napisałeś dzieje się w przeszłości i wg mnie tak byłoby to najlepiej opisać. Jeśli używasz czasu teraźniejszego to do opisania tego, co dzieje się w świecie przedstawionym w jego quasi-teraźniejszości. Nie można jej jednak używać non stop przez dwa fabularne dni. Stąd ten zgrzyt, który czułem przy czytaniu.

Pisz śmiało kolejne opowiadania. Z chęcią je przeczytam. Nie przejmuj się krytyką, jednak jeśli dostrzeżesz w niej coś cennego to korzystaj z tego pełnymi garściami 🙂

Pozdrawiam
Smok

Nie powinno się strzelać do pianisty, takoż do artysty, ale ręka machinalnie szukała spustu od kałacha, gdy natykałem się na zdrobnienia (a już "cipka" szczególnie mnie zbulwersowała). W sumie to najbardziej raziło przy lekturze, tudzież inne stylowe usterki, co już Siostra wychwyciła. Sam nie jestem bez wad, więc poprzestanę dzisiaj na narzekaniach.
Nie jest mi znany zakaz stosowania dwóch wykrzykników. Ani każdej innej ich ilości w kupie obok siebie. Nie dajmy się zwariować takimi ograniczeniami. Nie powinienem się zajmować duperelami, ale wywiązała się cała dyskusja wokół tego problemiku i konkluzja wynikła nie taka, jakiej bym się spodziewał.

Opowiadanie bezpretensjonalne, realistyczne, aczkolwiek ilość numerków wtłoczona w niecałe dwie doby fabuły świadczy o ponadprzeciętnym libido bohaterów niepierwszej przecież młodości. Cała reszta fabuły – samo życie.
Wypad na weekend, aby u boku kochanej osoby naładować akumulatory do życia rodzinnego po powrocie, nie obraża mojej moralności. To nawet wskazane, jeśli pomaga weekendowemu zdrajcy służyć potem gorliwie podstawowej komórce społecznej, którą tworzy.

Ukłony dla wszystkich,
Karel

Akurat w kwestii poziomu libido bohaterów mam przekonanie graniczące z pewnością o takim poziomie. Wiek, choć poważny nie jest przeciwwskazaniem do uprawiania seksu. Przy niedoborach w życiu codziennym i dużej atrakcyjności dla siebie takich kochanków możliwości stają nieco większe niż się powszechnie uważa. Osobiście uważam, że seks jest dla wszystkich, tych bardziej dojrzałych też.

Autorka nr 33 serdecznie wita Autora nr 35!

Nie rozumiem, dlaczego pod tak optymistycznym tekstem znalazło się tyle marudnych komentarzy. Przecież mamy lato, piasek parzy nas w stopy, woda przyjemnie orzeźwia ciało, a wszechobecny zapach zieleni raduje i otumania. Jak w takich warunkach można marudzić?! 😉

Ja w tym opowiadaniu widzę przede wszystkim piękną historię dwojga kochających się i spragnionych siebie ludzi, którzy nie mogą być ze sobą, choć bardzo tego pragną… Już dawno nauczyłam się zawieszać oceny moralne, czytając teksty na naszym blogu. W końcu to jest Najlepsza Erotyka, a nie "Rozmowy w toku" 😉

Drogi Micro, gratuluję Ci bardzo udanego – w mojej opinii – debiutu i niecierpliwie czekam na kolejne Twoje teksty! 🙂

Pozdrawiam serdecznie – Areia Athene

Dziękuję Autorce nr 33 za słowa uznania. Ocenami moralnymi mniej się przejmuję niż wadami językowymi. Jak napisałem we wcześniejszej odpowiedzi trochę wyżej, mam jeszcze pomysł na opowiadanie żeglarsko-mazurskie. Wyobraźni na razie mi nie brakuje (jeszcze)

Pozdrawiam serdecznie
Micra

Areio, znaczy – poczułaś te mazurskie, letnie klimaty:D Rzeczywiście, przydałoby się trochę słońca…

Tak, Miss, poczułam te letnie klimaty i – jak to się mówi – zrobiło mi się cieplutko na serduszku! 😀

Ja zasadniczo jestem stworzeniem ciepłolubnym, dlatego przez całą zimę codziennie rano motywuję się do wstania z łóżka hasłem "Oby do wiosny!" 🙂

Napisz komentarz