Miniatury MałejMi II Brak ocen

13 min. czytania
prezent_przedslubny2

Stan Lieberma (stanjean257), „Embrace 6”, CC BY-NC-ND 3.0

Prezent przedślubny

Odpalam kolejnego papierosa. To już dwunasty tej nocy. Wkoło cisza. Zaczyna świtać. Zaraz wstaniesz. Szybko wciągniesz spodnie. Włożysz koszulę. Pocałujesz mnie w policzek. Cicho wyjdziesz. Zarówno z pokoju, jak i z mojego życia. A ja zostanę sama. Nie. Nie sama. Zostanę z wyrzutami sumienia. Wspomnieniami. Z absurdalnym stwierdzeniem. To nie ja zdradziłam. Z kolejnym niedopałkiem… Głupia kobieto! Po co ci była ta jedna noc? Wiesz przecież dobrze: „stara miłość nie rdzewieje”. Wiedziałaś już, gdy zobaczyłeś jego oczy. Szaro-zielone oczy. Oczy wypełnione pożądaniem.

Głupia kobieto! Po co się przed sobą tłumaczysz? Sumienie nie zagłuszysz. Myśli nie oszukasz. Nie okłamiesz. Myśli powrócą, jak bumerang wraca do właściciela. Wrócą w najmniej spodziewanych momentach. I zamieszkają w twojej głowie. Na zawsze. Zadomowią się w niej. Zaprzyjaźnią się z wyrzutami sumienia. Z głupim sercem. Ze wspomnieniami.

Wszystko zaczęło się wczorajszego popołudnia. Wraz z moim chłopakiem zaproszona byłam na wesele jego koleżanki z grupy. Nie znałam jej. Zresztą Roberta – mojego chłopaka – też znałam dopiero 3 tygodnie. Wiedziałam, że ta koleżanka nazywa się Anna Prus. I wychodzi za niejakiego Rafała Nowaka. Znałam kiedyś jednego Rafała Nowaka. Nawet się z nim krótko spotykałam. Ale on był z Gdańska. A ten jest z Krakowa.

Wesele odbywało się w małej miejscowości pod Krakowem, skąd pochodziła panna młoda. Wszystkie osoby stanu wolnego spotkały się na tzw. „koronie” i zapoznaniu drużbów. Było nas około trzydziestu osób. Większość ludzi się już znała. Wiadomo, jedna uczelnia, jedne klimaty. Po paru głębszych nieważne już było, kto z kim studiuje.Zaakceptowali mnie jak swoją. A ja… wciąż się gubiłam – do Wojtka mówiłam Mariusz, do Edyty – Mariola. Zresztą nieistotne, jak mieli na imię. Ważne, że się dogadywaliśmy i wspólny cel potrafiliśmy osiągnąć.

Zawsze wszystkim pomocny Robert po paru minutach zostawiła mnie samą. Jego jak zwykle wszędzie było pełno, ale tak naprawdę nigdzie dłużej nie było. A to pojechał po kwiatki, a to po kompresor, a to po coś tam niezbędnie komuś potrzebnego. Rzucona na głęboką wodę musiałam sobie radzić. Kurczę, jakież było moje zdziwienie kiedy na sale wszedł pan młody. Skąd mogłam wiedzieć, że Rafał Nowak to właśnie ten Rafał Nowak? Mój były chłopak. Przecież nie jednemu psu na imię Burek. Przywitaliśmy się jak dobrzy przyjaciele. Objęciem i pocałunkiem w policzek. Za dużo to ze sobą nie rozmawialiśmy, nie było czasu. Wciąż ktoś wołał albo jego, albo mnie. W każdym bądź razie dowiedziałam się, że Rafał poznała Annę – swoją przyszłą żonę – na konferencji. No tak, on zawsze udzielał się społecznie. Nic dziwnego, że działał w samorządzie studenckim. Zakochał się od pierwszego wejrzenia. Potem oświadczył, a jutro mówi sakramentalne „tak”.

Impreza się rozkręcała w najlepsze. Nie tylko impreza. Towarzystwo też. A mojego faceta nigdzie nie było. Znów gdzieś, po coś pojechał. Ale jego nieobecność tym razem się przedłużała. W końcu zdenerwowana usłyszałam w słuchawce:

– Kotku będziesz musiała wrócić do hotelu z Rafałem i innymi gośćmi, bo my z Wojtkiem utknęliśmy. Popsuł się nam samochód. Czekamy na pomoc drogową i naprawdę nie wiem, ile nam może jeszcze zejść.

Cholera. Jak pech to pech. Sama w obcym mieście, z gromadą podpitych weselników i jeszcze bez pewnego transportu do hotelu. Dobrze, że przynajmniej pokój zarezerwowałam wcześniej.

Na szczęście towarzystwo już się zbierało. W recepcji – jak pozostała część biesiadników – odebrałam klucze do swojego lokum. Trafił mi się całkiem niezły pokój. Duże podwójne łóżko, zielone ściany, kremowe wykończenia. Rozpakowałam swój skromny dobytek. I skulona usiadłam w fotelu, z zamiarem pomalowania paznokci. Po kwadransie usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam, kończąc rozmawiać z Robertem przez telefon. Już wiedziałam, że na noc nie wróci. Zatrzymał się u Wojtka, bo bliżej… Tymczasem w progu stał… Rafał. W jednej ręce trzymał butelkę żubrówki, w drugiej karton soku jabłkowego.

– W końcu będziemy mogli spokojnie pogadać – oświadczył w progu i wszedł.

No i gadaliśmy… Godzinę, drugą. Trunku w butelce ubywało, humorku przybywało. Gdzieś około drugiej nad ranem Rafał oświadczył mi, że się zbiera. Grzecznie więc odprowadziłam go do drzwi. Pochylił się, by pocałować mnie w policzek – tak przynajmniej myślałam, do momentu w którym nie poczułam wdzierającego się w me usta szorstkiego, ciepłego języka. Przeraziła mnie siła tego pocałunku. Rafał wtargnął w moje usta z niekontrolowana gwałtownością. Niecierpliwie wpił się w nie, stapiając ze swoimi. Mocne pchnięcie jego języka przełamało barierę moich ust. Nie miałam czasu i szans na jakikolwiek sprzeciw. Stojąc przyciśnięta do drzwi, powoli zaczynałam odwzajemniać jego pieszczoty. Dłonie tuliłam do jego pleców i pośladków. Językiem muskałam szyję. Rafał podciągnął wyżej moja spódniczkę. Odsunął na bok skromne majteczki. Niecierpliwymi palcami jednej dłoni pieścił moją szparkę. Drugą odpinał pasek własnych spodni.

Chwycił moje nogi i zarzucił sobie na biodra. Jak piórko uniósł do góry i nabił na swojego penisa. Wszedł we mnie z gwałtownością od której pociemniało mi w oczach. Opierając mnie o drzwi, nadawał tempo temu szaleńczemu zespoleniu. Chwyciłam go za szyję. Koniuszki palców zatapiałam w jego włosach. Czułam jego dłonie obejmujące moja pupę. Jego szybki, urwany oddech błądził między moimi włosami. Usta łapczywie próbowały pocałować moje wargi. Rafał zwolnił, teraz to on stał oparty o drzwi. Nadal mnie jednak trzymał, nabitą na penisa. Automatycznie oplotłam jego nogi swoimi. Trzymając mnie za pupę wbijał się raz po raz. Coraz mocniej, szybciej głębiej… W pewnej chwili zamarł. Jego mięśnie stężały. Poczułam ciepło wypełniającego mnie nasienia. Słyszałam urwany oddech i jeszcze z trudem wyjąkane:

– Ewelinko, przepraszam. Ale nie mogłem się dłużej powstrzymać. Pragnąłem cię od chwili, kiedy cię dziś po południu zobaczyłem. Słonko moje…

– Hej, głowa do góry… – nic więcej powiedzieć nie zdążyłam. Jego język wdarł się ponownie w moje usta.

Poczułam, jak Rafał nie wypuszczając mnie z objęć, potykając się o opuszczone do kostek spodnie, idzie w kierunku łóżka. Ułożył mnie na nim z niezwykłą delikatnością. Uwolnił się z krępujących go spodni. Zdjął koszulę. Ułożył się tuż przy mnie. Nie pozwoliłam mu jednak na dalszą zwłokę, zachęcając jego język, trącając go koniuszkiem własnego, aż znów poczułam jak wypełnia moje usta. Teraz do mnie należała inicjatywa. Słodkie zakamarki wnętrza moich ust wciągnęły jego język. Zaczęłam go ssać rytmicznie i uwodzicielsko. Piersiami wyczułam wibrujący pomruk rozkoszy, który wydobył się z jego piersi.

– Jesteś cudowny – przeciągnęłam opuszkiem palców po jego wilgotnych wargach, wystających kościach policzkowych, nieregularnych brwiach. Zatopiłam, wzrok w jego szaro-zielonych oczach.

Nie spuszczając ze mnie wzroku, rozebrał mnie do końca. Chciwie patrzyłam na jego ręce, które powoli powędrowały do paska spódniczki, odpięły jej klamrę. Potem przyszła kolej na haftkę, a następnie na zamek błyskawiczny. Jednym płynnym ruchem zsunął spódnice wraz z bielizną. Stanął przede mną, dumny i podniecony.Popatrzył na mnie uważnie, szukając oznak zawodu lub wahania. Dostrzegł w mych oczach blask właściwy kobiecie, która pragnie być kochana.

Rafał pochylił się nade mną. Spróbował moich piersi miłosnymi kęsami. Językiem badał smak i zapach mojej skóry.Szorstki dotyk jego powleczonej świeżym zarostem brody powodował rozkoszne dreszcze. Z palcami wtopionymi w jego włosy wygięłam się w łuk, podsuwając piersi wyżej ku niemu.

– Są słodkie – wyszeptał, wędrując jednocześnie dłonią w poszukiwaniu koniuszka piersi wychylającej się z miseczki stanika. Nakrył ją dłonią, pocierał prężącą się pod jego palcami brodawkę. Oczy zajaśniały mu męska dumą, gdy moje piersi zaokrągliły się pod wpływem tej pieszczoty. Obwiódł palcem różowy sutek. Delikatnie tarmosił pączek mego ciała.

Przesunął się językiem na mój brzuch. Jego zarost łaskotał skórę. Język drażnił cieniutki paseczek niewydepilowanych włosków na mym wzgórku, nozdrza wdychały zapach. Jego wargi całowały moje, a spragniony język szukał mojego skarbu. Zaczął z nim powolny, zmysłowy taniec. Taniec, na który moje ciało reagowało wygięciem się w łuk i przeciągłym okrzykiem spełnienia. Bez tchu opadłam na posłanie. Czułam jak Rafał położył się obok mnie. Leżąc z zamkniętymi oczami, słyszałam jak odpala papierosa. Poczułam jego wargi na swoich. Hmmm… pamiętam…studencki pocałunek… tak nauczyłam się palić.

Nie mówiliśmy nic. Nie było takiej potrzeby. Oboje pogrążeni w swoich myślach obejmowaliśmy się czule. Słysząc równy oddech Rafała domyśliłam się, że zasnął. Starając się go nie budzić wstałam i poszłam pod prysznic. Różne myśli chodziły mi po głowie. Okłamywałam samą siebie. Próbując sobie w mówić, że przecież to nie ja za kilkanaście godzin przysięgać będę „miłość, wierność i uczciwość małżeńską …” chciałam zagłuszyć głos rozsądku.

Tej nocy kochaliśmy się jeszcze raz. Ten ostatni raz, będący dla Rafała prezentem przedślubnym. Czule objęci zasnęliśmy. Nie na długo. Teraz wstałeś. Szybko wciągnąłeś spodnie. Włożyłeś koszulę. Pocałowałeś mnie w policzek. Cicho wyszedłeś. Zarówno z pokoju jaki i z mojego życia. Głupia kobieta! Zostałam sama. Nie. Nie sama. Zostałam z wyrzutami sumienia. Wspomnieniami. Z absurdalnym stwierdzeniem. To nie ja zdradziłam. Z kolejnym niedopałkiem… Już trzynastym tej nocy… Głupia!

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

.

.

wspomnienia2

Stan Lieberma(stanjean257), „Two Bodies”, CC BY-NC-ND 3.0

Wspomnienia

Wspomnienia dopadły mnie tak nagle. Sobotnie popołudnie. Kolejne samotnie popołudnie spędzane w domu. Od lat te same, stare ściany rodzinnego domu. Ściany, które nieraz mnie przytłaczały, a innym razem stanowiły bezpieczny azyl. W swoim trzydziestodwuletnim życiu naprawdę kochałem tylko dwa razy. Tak kochałem… bo obie moje wielkie miłości ułożyły sobie życie… z kimś innym. Wiecie jak to jest: „osiołkowi w żłobie dano…” no właśnie, mnie też dano.

Szkoda, że tamtego szczęśliwego czasu nie da się rozłożyć na inne dni. Że to skumulowane uczucie szczęścia nie uległo pewnym podziałom. No cóż… nie dane mi chyba jest być szczęśliwym.

Z Anną poznałem się na jakieś suto zakrapianej alkoholem imprezie. Byłem właściwie szczeniakiem. Miałem siedemnaście lat. Ona, o rok młodsza blondynka, w sumie niczym nie wyróżniała się z tłumu. Była niską, trochę kościstą nastolatką. Miała jednak śliczna twarz, i „to coś“ w oczach. W pierwszej chwili wiedziałem, że to ta. Zaczęliśmy się regularnie spotykać.

Właśnie z Anną uczyłem się sztuki miłości. Pierwsze prawdziwe pocałunki wywoływały u nas raczej pokłady śmiechu niż namiętności. Pierwsze pieszczoty, przy których bardziej chodziło nam o poznanie ciała płci przeciwnej, niż o danie sobie spełnienia. Potem przyszedł czas na zbliżenia. Pierwszy raz wolałbym zapomnieć. Anna była spięta a ja… no cóż, skompromitowałem się wytryskiem w spodnie.

Potem jednak były prawdziwe chwile uniesień. Wciąż mam w pamięci te momenty. Powoli, nigdzie się nie spiesząc, pozbywaliśmy się ubrań. Całując się przy tym do utraty tchu. Nasze języki połączone w zmysłowym tańcu dostarczały sobie wzajemnie pieszczot, nie tylko ust. Całowaliśmy się po całym ciele. Raz tylko muskając ciepłym oddechem stojące wzgórki piersi, a innym razem angażując się w grę wstępną językiem. Pamiętam jak całowałem Annę pomiędzy piersiami. Wywołało to u niej salwy śmiechu – ale gdy chciałem przestać, sama podsuwała to miejsce, bym pieścił je dalej.

Niecierpliwe dłonie dotykały twarzy, szyi, błądziły po plecach, pośladkach, udach, aby w końcu dotknąć tych cudownych piersi. Kciukami muskać stojące i czekające na pieszczotę sutki. Dotykać je raz tylko muskając, a innym razem pocierając niecierpliwymi palcami. Dłoniom często towarzyszył język. Językowi akompaniowały dłonie.

To właśnie moje palce pierwsze spotkały się z jej kobiecością. Powoli muskając opuszkami palców włoski kryjące tę krainę miłości dostarczałem Annie nieopisanych wrażeń. Wyginała ona wtedy swe ciało napierając nim na moją dłoń. Zatapiała swój języczek w moim uchu, tak głęboko, jak głęboko chciała być w tamtym momencie pieszczona.Do dłoni dołączył język. Pieściłem ukochana kobietę najlepiej, jak tyko wtedy potrafiłem. Wsłuchiwałem się w jej oddech, wyostrzonymi zmysłami zapamiętywałem jaka przyjemność dostarcza jej najwięcej rozkoszy. Na co reaguję urwanym oddechem, na co jęknięciem, a na co z kolei krzykiem.

Ania natomiast uczyła się dostarczać przyjemności mnie. Przekonała się o tym, że nie tylko jej sutki są wrażliwe na pieszczoty, ale także i moje. Drażniła je koniuszkiem ciepłego języka, tarmosiła delikatnymi palcami, wsysała w swoje wargi. Najpierw nieśmiało dłońmi pieściła moją męskość. Potem uczyła się dostarczać mi przyjemności ustami. Ssąc, całując, muskając wargami mój członek powodowała, że wznosiłem się na wyżyny nieba. Jej cudowne wargi oplatały główkę penisa, język lizał go u nasady, dłonie delikatnie, z wyczuciem ugniatały jądra.

W chwilach gdy moja męskość łączyła się z kobiecością Anny, nasze ciała przeszywały dreszcze rozkoszy. Mając jej ciało pod swoim, z czułością patrzyłem jej w oczy. Mając je na sobie z niecierpliwością zagarniałem dłońmi jej piersi. Leżąc obok niej – a jednak w niej – z wystudiowaną cierpliwością muskałem szyję i pocierałem palcami jej twardy kwiatuszek. Widząc jej wypięty tyłeczek, obdarzałem go klapsami. Sadzając ją sobie na kolanach, dłońmi trzymałem ją za biodra.

Raz to ja dyktowałem rytm naszym zbliżeniom, innym razem to Anna była panią sytuacji. Czasami poruszałem się w niej wolno, innym razem pędziłem w galopie ku jak najszybszemu spełnieniu.

Poznawałem mapę ciała Ani, ucząc się dostarczać jej przyjemności. Ona patrzyła wtedy na mnie tak, jak ukochana kobieta winna patrzeć na mężczyznę, którego pragnie: z łagodnością, pożądaniem i uwielbieniem. Za każdym razem kochając się z nią uczyłem się nowych możliwości dania jej przyjemności. Wkładałem w to całe swoje serce, całą duszę.

Było nam ze sobą bardzo dobrze. Zaczęliśmy więc planować wspólną przyszłość. No cóż, musiałem podjąć trudną decyzję. Niełatwe dla kogoś, kto ma dwadzieścia sześć lat i całe życie przed sobą. Zacząłem jednak myśleć bardzo poważnie o tym, by się ożenić. Pomału zacząłem więc odkładać pieniądze na wesele. A życie toczyło się powolnym torem. Do czasu. Pewnego dnia przyjechał do mnie kumpel. Prosił o pożyczenie kasy. Pożyczyłem. Zwrotu się nie doczekałam, bo Albert rozwalił się na motorze. Przybiło mnie to i przytłoczyło. Z Anią o moim bólu pogadać nie mogłem, bo ona nigdy nie polubiła Alberta. Zacząłem więc chodzić do baru i pić. Tam poznałem drugą miłość mojego życia.

Justyna – ideał, a nie dziewczyna. Była barmanką, dorabiała sobie przed studiami. Miała osiemnaście lat, była inteligentna, oczytana, wesoła, a przede wszystkim cholernie ładna. No i umiała się ze mną dogadać. Właściwie to jej zawdzięczam to, że jeszcze żyje. Od samego początku znaleźliśmy wspólny język. Wtedy potrzebowałem przyjaciółki, nie dziewczyny.

Oddaliłem się od Anny. Nie mieliśmy o czym za bardzo ze sobą rozmawiać. Z Justyną było co innego. Okazała mi zrozumienie, współczucie i tę odrobinę serca, której potrzebowałem. Stanąłem na nogi. Przynajmniej psychicznie umiałem sobie poradzić ze śmiercią najlepszego kumpla. Niestety nie z tym, że się zakochałem. Coraz częściej wcześniej wychodziłem od Ani i przychodziłem do baru, do Justyny.

I coraz później stamtąd wychodziłem.

Nieraz odprowadzałem Justynę po pracy do domu. Idąc pustymi, ciemnymi ulicami uśpionego już miasta trzymaliśmy się za ręce. Pamiętam pierwszy nasz pocałunek. W bramie przed kamienicą w której mieszkała, nasze oddechy połączyły się w jeden. Języki zaczęły nieśmiały, lecz fascynujący pocałunek. Ten pierwszy pocałunek to taki subtelny akt. Pierwsze nieśmiałe zetknięcie ust z nową osobą powoduje, że ciałem człowieka wstrząsają dreszcze. Właśnie tak było ze mną. Justynka miała takie miękkie i delikatne wargi.

Potem urywaliśmy się na wspólne spacery na most westchnień. Taki opuszczony, stary most. Tam obdarzaliśmy się pierwszymi nieśmiałymi pieszczotami. Rękoma wzajemnie poznawaliśmy swoje ciała. Przekonałem się wtedy, że piersi Justyny stworzone są dla moich dłoni. Jej sutki tak cudownie twardniały od dotyku moich palców. Na śmielsze pieszczoty jednak się nie decydowałem. Owszem kusiło mnie i to bardzo, zawsze jednak coś mnie powstrzymywało.

Najpoważniejszą przeszkodą był dla mnie wiek. W końcu Justyna była o osiem lat młodsza ode mnie. Czasem przeklinam się za to, że jak była chora, nie powiedziałem sobie „nie”. Justyś palcami przeczesywała moje włosy, gdy zacząłem wargami znaczyć szlak na jej szyi. Ustami wędrowałem do obojczyka, powoli kierując się ku znanym tylko moim dłoniom piersiom. Zacząłem ustami drażnić sutki, najpierw całowałem je delikatnie, potem obwodziłem językiem, wreszcie zacząłem je ssać.

Justyna ścisnęła mnie za ramiona i wbiła paznokcie w moje plecy, bo przeniosłem usta jeszcze niżej. Ciepłym, szorstkim językiem pieściłem jej płaski brzuch. Potem podążyłem ku zewnętrznej stronie jej ud, a jeszcze potem przeniosłem się na ich wewnętrzną stronę. Muśnięciami pieściłem już najwrażliwsze miejsce miedzy jej nogami. Językiem zacząłem chciwie wnikać do środka jej kobiecości. Jeszcze nigdy nikogo nie pieściłem z taką żarliwością jak wtedy Justynkę. Mój język muskał jej kobiecość, wargi łączyły się z jej wargami. Najczulszy punkt jej ciała ssałem z zapamiętaniem. Nie przestawałem, póki nie poczułem, że Justyś gwałtownie drży pod moim dotykiem. Usłyszałem jej stłumiony krzyk, który zwiastował orgazm.

A potem… a potem zadzwoniła Anna i już mnie nie było…

To wszystko trwało parę miesięcy. Tę parę koszmarnych, a zarazem cudownych miesięcy, przez okres których czułem się strasznie okłamując Annę, ale nie umiałem zrezygnować ze spotkań z Justyną. Prowadziłem podwójną grę, nie umiejąc się zdecydować na żadną z miłości mojego życia. Patrząc na to teraz, z perspektywy czasu uświadamiam sobie ile to razy musiałem się nieźle nakombinować, by Anna się nie dowiedziała o Justynie. Jaki podły byłem, całując najpierw Justynę, a potem wyładowując pożądanie u Ani.. I dopiero teraz wiem, jak bardzo rola „tej drugiej” musiała ciążyć Justynie.

Nie dziwie się, że ta sytuacja przestała ją bawić. Justyna wyjechała na międzynarodową wymianę studentów. Czułem się oszukany, zdradzony. Zwłaszcza, że Anna w jakiś sposób dowiedziała się o wszystkim. Zostawiła mnie. Nie chciała ze mną nawet rozmawiać. Zresztą, co ja jej miałem powiedzieć? Że to z Justyną to tylko przygoda? Niewarty zapamiętania epizod? Chwila zapomnienia? Aż tak podły to nie byłem…

Przez pół roku, podczas których czekałem, aż wróci Justyna, żyłem nadzieją, że będziemy razem. Jak wiadomo nadzieja jest matką głupich… Moją też była. Owszem, Justyna wróciła. Ale nie sama. Przyjechał z nią jakiś Włoch. Aiden. Zmieniła się. Nowa Justyna była głośna i wulgarna. Miała przebitą brew nad lewym okiem, język, tatuaż na kostce lewej nogi, długie, pomalowane czerwono-krwistym lakierem paznokcie i szpanerski samochód (ciekawe jak na niego zarobiła – pomyślałem wtedy). Z wrażliwej na krzywdę innych osób stała się bezwzględną egoistką. Nie lubię takich dziewczyn. Odrażają mnie… a może przerażają? Nieistotne. O byciu ze mną nie było już mowy.

Wyjechałem. Wróciłem dopiero w zeszłym miesiącu. Od razu doniesiono mi, że Anna się stąd wyprowadziła. Owszem, przyjeżdża do rodziców, ale z dwójka dzieci. Na Justynę wpadłem przedwczoraj w sklepie. Spoważniała. Wyglądała ślicznie i kwitnąco. Na palcu jej prawej dłoni połyskiwała złota obrączka, a pod luźnym swetrem rysował się zarys sporego już brzucha. U jej boku stał ten, który mi ją zabrał… albo którego wybrała ona.

Zrozumiałem, że mój limit szczęścia w tym życiu został wyczerpany. Nie chce być potępianym. Wiem, co zrobiłem. Jak bardzo skrzywdziłem najbliższe mi osoby. Zapłaciłem za to wysoką cenę. Ale dziś cieszę się, że dwie kobiety, które kochałem prawdziwą, szczerą, choć może samolubną i egoistyczną miłością są szczęśliwe. Nieważne, że nie ze mną. Ważne, że są.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Przeczytałem z przyjemnością, choć to takie krótkie, zarysowane zaledwie, z emocjami, ale bez głębi. Dobry język, dobry opis. Dochodzi się do takiego etapu w pisaniu i warto iść dalej.
Ukłony i wielki lubik dla Autorki

Krótkie, sympatyczne. Bez fajerwerków ale i bez potknięć. Proste historie z życia wzięte. Przyjemna rzecz.

Absent absynt

Bardzo mi się podobało.

Jarek

W pierwszym opowiadaniu kilka razy trzeba zmienić formę z żeńskiej na męską. Lekkie opowiadania o dosyć zgrabnej formie.

Pozdrawiam AG

Opowiadania MałejMi są takie… małe ale eleganckie 🙂 tylko trudno się nimi nasycić. Są jak przystawki przed prawdziwym daniem. Bardzo ładnie zaaranżowane, lecz brzucha się nimi nie napełni.

Lurker

Lubię te krótsze formy na Najlepszej. Wszystko jasne, wszystko do przeczytania na jeden raz i bez dzielenia na odcinki.

Napisz komentarz