Ciemna jest noc VI (artimar)  2.37/5 (45)

23 min. czytania
Egon Schiele - Nude with blue stockings, bending forward

Egon Schiele – Nude with blue stockings, bending forward

Przeczytaj pierwszą część cyklu

Kolejne dni zlały się potem Magdzie w mroczny ciąg wizyt na oddziale kardiologicznym. Prosto z pracy jechała do szpitala i zostawała tam do późna w nocy. Czasem towarzyszyła jej Agnieszka, która starała się, najlepiej jak mogła, podtrzymać przyjaciółkę na duchu.

Lekarze nie próbowali rozbudzać nawet wątłej nadziei. Rokowania były złe. Ciotka gasła w oczach. Magda skontaktowała się z ojcem, ale nie mógł wyrwać się choćby na tydzień. Oznaczałoby to zerwanie rocznego kontraktu, z którego wciąż pozostało mu do odpracowania na platformie siedem miesięcy.

Nie licząc przyjaciółki, została sama wobec pazerności pielęgniarek i niejasnych wypowiedzi lekarza prowadzącego. Osiem dni od przyjęcia na oddział ciotka zmarła. Magda spodziewała się najgorszego niemal od samego początku, mimo to przepłakała całą drogę z pracy, gdzie odebrała telefon siostry oddziałowej. Faris, zaalarmowany przez pełną dobrej woli Ankę, zadzwonił później, ale nie nalegał, gdy dziewczyna nie przyjęła oferty wsparcia ani towarzystwa. Lada chwila oczekiwała przyjazdu Agnieszki, która urwała się wcześniej z firmy.

* * *

Magda wróciła do urzędu trzy dni po pogrzebie. Przez kolejne dwa tygodnie pozwoliła porwać się wirowi pracy. Nadganiała nie tylko ostatnie zaległości, ale i to wszystko, co zawsze odkładała na później, które nigdy nie nadchodziło. Ilość nadgodzin na koncie dziewczyny rosła w zastraszającym tempie, ale tylko przepracowaniem potrafiła zagłuszyć żałobę.

Faris pojawiał się niemal co dzień, jakby nadrabiał stracony czas. Celowo nie przyprowadzał klientów, odkąd ciotka współpracowniczki znalazła się w szpitalu. Z zewnątrz nic się nie zmieniło, ale Magda patrzyła inaczej na agenta nieruchomości. Dzielili tajemnicę i niepokój o Drażana, o którego jednak nie pytała. Była pewna, że Arab zadzwoni to niej jako pierwszej, jeśli zdobędzie nowe informacje.

Z czasem nastawienie dziewczyny zmieniło się. Przyglądała się mężczyźnie uważniej. Im dłużej go studiowała, tym mniej przypominał hakera. Swoboda zachowania znakomicie maskowała nieustanną czujną obserwację, kalkulację, ocenę. Nie dostrzegła ani minuty odprężenia. Miała wrażenie, że w spojrzeniu, które zdawało się tchnąć spokojem i otwartością, głębiej czaiła się groźba. Magda nie chciałaby być świadkiem gniewu Araba.

Musiała jednak przyznać, że pełen tajemnic obcokrajowiec coraz mocniej ją fascynował. Łapała się na podziwianiu ostrego profilu i nieco drapieżnego oblicza. Pociągała ją orientalna powierzchowność współpracownika. A gdy pewnego razu rzucił pieprzny komentarz do wypowiedzi klienta, co wyraźnie trafiło w gust interesanta, zaczęła snuć domysły, jakim Faris jest kochankiem

W weekendy i czasem po pracy stopniowo porządkowała mieszkanie ciotki. Zdejmowanie kolejnych warstw, w których osiadło kilkadziesiąt lat życia krewnej, szło zdecydowanie oporniej, niż się spodziewała. Za każdym razem zjawiała się na miejscu z mocnym postanowieniem doprowadzenia do ładu wybranego kąta, ale po kilkunastu minutach grzęzła we wspomnieniach, które przywoływał każdy przedmiot. Zadanie ułatwiały nieco sąsiadki, które chętnie zatrzymywały niemal wszystko, co zaoferowała z dobytku zmarłej.

Magda zdecydowała, że wynajmie mieszkanie. Tylko przez krótką chwilę wahała się, czy nie poprosić Farisa o radę. Jeśli na czymś się znał, to właśnie na nieruchomościach.

* * *

Zjawił się pewnej środy w towarzystwie trzech kobiet, poszukujących lokum dla szkoły językowej. Nauczycielki niemal nie zauważały urzędniczki, tak pochłonięte były kokietowaniem agenta nieruchomości, który nie pozostawał dłużny i starannie podkręcał erotyczne napięcie, flirtując z zaangażowaniem.

Magda obserwowała sytuację z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony bawiło ją przedstawienie, które odgrywał Faris, z drugiej – w głębi duszy kiełkowało… No właśnie – co? Uczucie o tyle irracjonalne, iż dziewczyna zdawała sobie sprawę, że Arab nie traktuje przekomarzań poważnie; podchodzi do nich czysto instrumentalnie, jak do niezbędnego elementu negocjacji. A jednak spoufalanie się agenta z belferkami wywoływało rozdrażnienie.

Niepokoiło Magdę, że współpracownik wytrącił ją z równowagi taką błahostką. Najwyraźniej nie radziła sobie z samotnością i nic nie zapowiadało, aby sytuacja uległa zmianie w niedalekiej przyszłości. Drażan wciąż nie dawał żadnego znaku. Przecież nie mogła czekać w nieskończoność. Chciała zacząć znowu cieszyć się życiem, które toczyło się na wyciągnięcie ręki.

Przylepiła do twarzy służbowy uśmiech i śledziła pertraktacje, uzupełniając pod koniec techniczne szczegóły umowy najmu.

Przy pożegnaniu kobiety bez oporów cmokały agenta w policzek, jakby byli starymi znajomymi. Stojącej obok Magdzie podawały zdawkowo rękę.

Wreszcie została ze wspólnikiem sama.

– Trzy niewyżyte baby – skomentowała cierpko scenkę, której była przed chwilą świadkiem.

Na obliczu Farisa malowała się beztroska radość, ale oczy mierzyły czujnie towarzyszkę.

– Czyżbyś była zazdrosna?

Trudno było orzec, czy mężczyzna kontynuuje zabawę, jaką prowadził z interesantkami, czy podjął właśnie nową grę.

– Chyba żartujesz – palnęła odruchowo i szybko zmieniła temat.

– Czy mogę mieć do ciebie osobistą prośbę?

– Teraz mnie zaintrygowałaś.

Arab zbliżył się o krok. Spojrzenie przewiercało Magdę na skroś. Znikąd uderzyło ją gorąco, które skoncentrowało się w dolnych partiach ciała.

– Chciałabym wynająć mieszkanie ciotki. Czy miałbyś trochę czasu, żeby mi coś poradzić?

– Oczywiście – zgodził się bez wahania. – Zadzwonię w piątek. Umówimy się na weekend.

Skinęła głową. Po krótkim pożegnaniu skierowała się do swojego biura, czując na tyłku ciężar męskiego wzroku.

* * *

Siedziały już od dobrej godziny w pubie. Dyskutowały pomysł, aby Artur poznał rodziców Agnieszki.

– Wiesz, bo trochę się boję, że on to potraktuje jako pewne oczekiwania.

– Przecież nie chcesz wychodzić za mąż. Bo nie chcesz, prawda? Czy coś się zmieniło… – Magda zerknęła na przyjaciółkę badawczo.

– No nie chcę, ale wolałabym wiedzieć, na czym stoję. Dobrze mi z nim. Dużo rozmawiamy, niby ogólnie o związkach też, ale on głównie skupia się na narzekaniu, że kobiety zawsze chcą zmieniać facetów na swoją modłę, a on nie znosi, jak się go do czegoś zmusza.

Blondynka opierała policzek na dłoni i apatycznie mieszała słomką w kuflu piwa.

– Ale takie podejście nie wyklucza udanego związku. Przecież zależy ci na nim, więc dlaczego miałabyś chcieć go zmieniać? To jest chyba w końcu normalne, że kiedyś poznaje się rodziców swojej dziewczyny.

– Boję się, że odbierze to jako nacisk, no nie wiem… jako wpychanie go w sztywne ramki.

– To nie proponuj wizyty.

– Ale nie potrafię już tak beztrosko żyć z dnia na dzień. Za bardzo się zaangażowałam.

– Może będzie dobrze. Tak ładnie cię przecież przepraszał po tej całej akcji z zastępowaniem kolegi z pracy.

– Myślisz? – Agnieszka popatrzyła z nadzieją.

– Nie jestem tobą, żeby zawsze mieć rację, ale tym razem może tak być.

Uśmiechnęła się ciepło, mimo to niepewność nie opuszczała twarzy jasnowłosej przyjaciółki.

– A czy on wie, co do niego czujesz? – spytała Magda.

Telefon zadzwonił w najmniej odpowiednim momencie. Imię na ekranie wprowadziło chaos w myśli i podbiło puls.

– Spotkanie aktualne?

– Tak. Jasne. Kiedy mógłbyś się zjawić?

– Co powiesz na jutro o drugiej?

– Pasuje mi. Spotkajmy się na miejscu. Zaraz wyślę ci adres.

– Nie trzeba. Wiem, gdzie to jest. A więc do zobaczenia.

Magda odłożyła komórkę i zapatrzyła się w ruch uliczny za oknem. Wreszcie odetchnęła głęboko. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że wstrzymywała powietrze. Ogarnęła ją ekscytacja wymieszana z podenerwowaniem. Czy było cokolwiek, czego Arab o niej nie wiedział?

Agnieszka przyglądała się towarzyszce podejrzliwie.

– Wszystko gra?

– Chyba tak. Faris wpadnie jutro do mieszkania ciotki i doradzi mi, co z nim najlepiej zrobić.

– No! Widzę, że wreszcie między wami zaiskrzyło! – Ożywiła się blondynka.

– Bez przesady. Chcę tylko usłyszeć poradę eksperta. – Magda wciąż nie odrywała wzroku od widoku za szybą.

– Komu ty to mówisz? Spędzicie sami… – Agnieszka wymówiła zaimek ze szczególnym namaszczeniem – … sporo czasu. Faris na pewno uważa, że to całe spotkanie to tylko pretekst.

– Przestań. Przecież ciągle nie wyjaśniło się, co z Drażanem.

– Kocie, Drażan nie może zawsze stać między tobą i nim czy jakimkolwiek innym facetem. Musisz iść do przodu. Faris na pewno nie ma takich problemów, chociaż to przyjaciel twojego hakera.

– Wiem, ale mimo wszystko…

– Ale ja wiem. I coś jeszcze ci powiem. – Agnieszka nachyliła się konspiracyjnie. – Nie spodoba ci się to, ale wydepiluj się tam, wiesz. Starsi faceci lubią gładkie dziewczyny.

– Masz rację. Nie spodobało mi się to. I na pewno do niczego nie dojdzie.

* * *

Na szczęk klucza w zamku podniosła się z sofy i podreptała do drzwi. Przywitała Artura namiętnym pocałunkiem, nim zdążył zauważyć, w co się ubrała, czy raczej co zdjęła. Nie zauważył, ale wymacał. Odsunął dziewczynę od siebie i z rozchylonymi ustami obejrzał od góry do dołu.

– Yyyyyy, nie wiem, co powiedzieć – wydukał.

Zachwyt na twarzy chłopaka nakarmił jej próżność. Poza czarnymi koronkowymi stringami Agnieszka stała w przedpokoju całkiem nago. Po raz kolejny zaskoczyła kochanka. Uśmiechnęła się triumfalnie.

Obchodząc przybysza, zaczepiła palcami skraj rozpiętej bluzy. Gdy znalazła się za plecami, pomogła sobie drugą ręką i pozbawiła go okrycia.

– Mamy na to czas?

– Mamy. Magda nie przyjdzie. Da się chyba wreszcie uwieść swojemu Saladynowi.

– Postawiłaś na swoim – skonstatował bez entuzjazmu.

– Jeszcze nie. Ostateczna decyzja należy do niej. Marzył ci się trójkącik?

– Nie – zaprotestował natychmiast.

– Więc temat zamknięty.

Objęła kochanka i po omacku rozpięła masywną klamrę pasa, który wyszarpnęła ze szlufek i upuściła z łoskotem na ziemię. Po pasie przyszła kolej na dżinsy. Nic nie widziała zza barczystych pleców, musiała więc znowu polegać na dotyku. Uporała się z guzikiem i suwakiem. Wyciągnęła ze spodni koszulkę i ściągnęła ją przy współpracy chłopaka, który obrócił się i ujął twarz Agnieszki w obie dłonie. Opadł z uśmiechem na usta, miękko, tak jak lubiła. Liznęła środek górnej wargi. Artur oderwał się na chwilę.

– Ktoś się stęsknił – wymruczał.

– Yhm, leżałam tak sobie na sofie i taka byłam sama…

– Aha…

Zapuściła palce w odrosłe kędziory i przyciągnęła brodatą twarz do swoich warg. Język kochanka przyniósł posmak mięty. Jedna z dłoni zaczęła pieścić pierś. Zrewanżowała się, zsuwając spodnie z napiętych pośladków. Twardniejący członek wypchnął materiał luźnych spodenek wprost na brzuch partnerki.

– … tak sobie pomyślałam o tobie i zrobiło mi się gorąco… ¬– kontynuowała, wodząc palcami po drgającej męskości.

– A co sobie o mnie myślałaś?

Agnieszka chwyciła w kroku opuszczone dżinsy i poprowadziła chłopaka do sypialni. W pierwszych dwóch krokach porzucił buty. Gdy dotarli na miejsce, dziewczyna usiadła na skraju łóżka i zaczęła gmerać przy gumce bokserek.

– Tak sobie myślałam, że bardzo lubisz moje cycuszki, a ja bardzo lubię, jak się nimi bawisz…

Opuściła bieliznę wraz ze spodniami do ziemi. W drodze powrotnej drażniła paznokciami wewnętrzną stronę nóg Artura, aż dotarła do jąder. Wówczas dłonie powędrowały na boki ku pośladkom, za które przyciągnęła kochanka bliżej. Otoczyła członek piersiami.

– Sprytnie to sobie wykombinowałaś.

Chłopak poruszył z wolna biodrami. Blondynka zmieniała nacisk i manewrowała ciałem, aby skoordynować posunięcia i dać partnerowi jak najwięcej przyjemności. Artur zaczął przyspieszać. Na początku wpatrywała mu się w oczy. Gdy je zamknął, przeniosła wzrok na pojawiającą się i znikającą między piersiami, coraz bardziej czerwoną żołądź. Nigdy wcześniej nie uprawiali tak miłości, więc zastanawiała się, czy zdoła doprowadzić kochanka do wytrysku. Obserwowała jego twarz, jak rozchylił usta i zaczął głębiej oddychać. Wypatrywała charakterystycznego napięcia szczęki, ale nie doczekała się znajomego grymasu. Między kolejnymi pchnięciami bioder następowały coraz dłuższe przerwy. Wreszcie penis wysunął się spomiędzy półkul biustu Agnieszki.

– To było bardzo przyjemne – wymamrotał chłopak.

Przyklęknął między udami dziewczyny i pocałował ją mocno. Jednocześnie podłożył ręce pod pupę partnerki i wepchnął ją głębiej na łóżko.

– Teraz muszę zadbać o ciebie – dodał.

Agnieszka przejęła jednak znowu inicjatywę. Pchnęła Artura na plecy, czemu poddał się ochoczo, dosiadła go i zaczęła trzeć łonem o napięty członek. Podniecenie, które rozbudziła fantazjowaniem w oczekiwaniu na gościa, wkroczyło w nową fazę.

– Czego pragnie moja pani?

– Teraz chcę mieć jedną rękę tu…

Położyła dłoń chłopaka na lewej piersi.

– … drugą tu…

Naprowadziła palce na ukrytą pod koronką łechtaczkę.

– … a teraz majtki na bok…

Sięgnęła do tyłu i ujęła penisa, odsunęła pasek materiału i opadła na naprężoną męskość, która wypełniła szczelnie pochwę. Dziewczyna aż jęknęła z przyjemności. Rozkołysała ciało, powoli odchylając się do tyłu, aby członek uderzał pod właściwym kątem w to wrażliwe miejsce, którego każde trącenie rozchodziło się dreszczem od podbrzusza aż po kark. Oparła dłonie za plecami na kolanach chłopaka, wpatrującego się jak zahipnotyzowany w podskakujący biust. Stopniowo przyspieszała. Mięśnie ud ogarnęło wkrótce zmęczenie, ale była tak blisko spełnienia, że nie miała zamiaru przerywać. Wreszcie poczuła rosnące napięcie, zalewające łono i wznoszące się falą coraz wyżej do zaciśnięcia gardła w pierwszym spazmie orgazmu.

Artur nie pozwolił kochance przeżywać długo rozkoszy. Ściągnął w dół i przycisnął drżące ciało. Przetoczyli się i chłopak wylądował nad górze. Wciąż oplatała go udami. Podniósł się i przełożył obie nogi na jedną stronę, skręcając korpus partnerki.

– Mogę tak? Mówiłaś kiedyś, że ci niewygodnie w ten sposób.

– Ale ty to lubisz, więc… – Posłała mu zachęcający uśmiech.

Wsparł się na ramieniu i pocałował Agnieszkę. Czuła, jak wprowadził członek w jej napęczniałe wnętrze tak wilgotne, iż nie napotkał właściwie żadnego oporu. Oderwał usta. Zatonęła w migdałowym spojrzeniu. Pchnął. Wciągnęła powietrze, gdy biodra skręciły się mocniej. Uderzył ponownie. To rzeczywiście nie była najbardziej komfortowa pozycja, ale widziała ponad sobą czerń źrenic pożerających brązową tęczówkę. Chciała dać kochankowi rozkosz. Ona dotarła już na szczyt.

Po dwóch powolnych ruchach Artur od razu nabrał pełnej prędkości posunięć. Finisz dziewczyny musiał zastać go u progu orgazmu, bo już wkrótce zamknął oczy, a mięśnie twarzy zatańczyły pod skórą. Jeszcze moment straceńczego sprintu i znieruchomiał. Nasienie rozlało się ciepłem w pochwie. Klatka piersiowa pracowała ciężko jak miech w kuźni.

Chłopak zwalił się obok Agnieszki.

– Żebyś ty wiedziała, jak mi z tobą dobrze – wysapał.

Blondynka powoli rozprostowała się i wyciągnęła na łóżku. Ogarnęło ją słodkie znużenie. Artur znalazł dłoń kochanki i uniósł do ust. Wzruszyła się. Była szczęśliwa. Tak zwyczajnie.

– Kocham cię – szepnęła.

Partner obrócił się na bok i popatrzył poważnie na towarzyszkę. Pogłaskał po twarzy.

– Nie wiem, za co.

Nie oczekiwała takiej odpowiedzi. Miała nadzieję na zapewnienie o wzajemności. Pozwoliła się łagodnie pocałować. Doszła do wniosku, że to nie jest właściwy moment na propozycję odwiedzin u rodziców. Czułe pieszczoty zgasiły niebawem cień niepokoju.

Aż do południa następnego dnia, gdy za wychodzącym chłopakiem zamknęły się drzwi.

* * *

Magda obudziła się nad ranem zlana potem. Nie pamiętała koszmaru, który sprowadził roztrzęsienie. Przez kolejną godzinę przewracała się w łóżku, ale nie mogła ponownie zasnąć. Zrezygnowana wstała i powlekła się do wanny. Pod koniec mycia zatrzymała dłoń na wysokości łona, błądząc palcami pośród zarostu.

„Przecież to bez sensu” – skarciła się w myśli. Po momencie zawahania usunęła jednak wszystkie włosy.

Po wyjściu z kąpieli zastygła z ręcznikiem w dłoni. Od czasów dzieciństwa nie widziała siebie takiej. Żałowała, że nie postarała się dotąd o duże lustro, które obejmowałoby całą sylwetkę. Pogładziła opuszkami palców bezwłose krocze. Czy on też dotknie jej w ten sposób? Potrząsnęła głową. „Absurdalny pomysł!”

Długo grzebała potem w szafie, dobierając strój, wciąż niezadowolona z każdej sztuki odzieży, po którą sięgnęła. Zła na siebie wciągnęła ostatecznie te same, co zwykle, dżinsy i koszulę. Przecież wybierała się porządkować mieszkanie ciotki. Nic ponadto.

Przyszła na miejsce długo przed uzgodnioną godziną z zamiarem kontynuacji pakowania ubrań opiekunki. Trafiła jednak na albumy ze zdjęciami, a potem na całe pudło nieposortowanych fotografii. Siedząc na podłodze, przywoływała kolejno zaklęte w obrazkach chwile. Gdy patrzyła na matkę, miała wrażenie, że przegląda się w lustrze. Niewiele za to odziedziczyła po ojcu. Może tylko wzrost.

Czas mijał. Na przemian to uśmiechała się, to smutniała. Niektórych twarzy nie rozpoznawała. Czy ktokolwiek będzie im jeszcze kiedyś w stanie nadać imiona?

Dzwonek do drzwi sprowadził Magdę do teraźniejszości. Po drodze zerknęła na zegar w kuchni. Arab zjawił się dokładnie o umówionej porze. Jak zwykle.

Niezwykły był za to wygląd mężczyzny. Czerń do niego pasowała. Podkreślała nieco dzikie rysy twarzy. Czy po raz pierwszy oglądała prawdziwego Farisa? Szkoda, że nie miała po temu wielu okazji. Wydawał się odprężony i jakby młodszy.

– Takiego cię jeszcze nie widziałam – zauważyła zaraz po zwięzłym powitaniu.

– Dzisiaj nie pracuję.

– Przecież poprosiłam o opinię specjalisty.

– Tak, ale przed tobą nie muszę przecież odgrywać tego całego przedstawienia.

Uśmiechnęli się do siebie ze zrozumieniem. Arab bez słowa znosił przedłużające się oględziny dziewczyny, która oswajała się z jego nowym wcieleniem. Wreszcie wyrwała się spod uroku towarzysza.

– Napijesz się czegoś?

– Może być woda. To już wiem, gdzie zaczniemy.

Podając chwilę później szklankę, przebiegła wzrokiem od własnej dłoni do mocnych palców Farisa i dalej, ku mankietowi koszuli. Nie pierwszy raz przyglądała się ciemnym włosom na nadgarstku, zastanawiając się, jak współpracownik wygląda bez ubrania. Wyobraźnia rozpędzała tętno, podsuwając obraz muskularnej piersi zacienionej zarostem, zstępującym po nieco zbyt wydatnym brzuchu niżej na krocze…

Pospiesznie odwróciła się z na wpół opróżnioną butelką. Chłód lodówki uspokoił trochę rozbiegane myśli.

Magdy nie zdziwił brak entuzjazmu gościa na widok wystroju wnętrza. Gust ciotki zaliczał się do dość tradycyjnych. Choć kuchnia i łazienka przeszły gruntowny remont mniej niż rok temu, daleko im było do chłodnej nowoczesności, jaką siostrzenica zmarłej właścicielki zaobserwowała w rezydencji Araba pod miastem.

Ściany mniejszego pokoju, który dziewczyna zajmowała aż do czasu przeprowadzki do własnego mieszkania, wciąż pokrywały plakaty nieistniejących już zespołów. Pod rozbawionym spojrzeniem Farisa mogła się tylko podrapać z zażenowaniem po głowie.

Komentarze fachowca okazały się oczywiście bardzo cenne. Kusząco zabrzmiała także propozycja Araba wzięcia lokum pod własną kuratelę i wynajmowania go jak pokoju hotelowego.

– Tyle, że trzeba będzie pozbyć się prawie wszystkich mebli i wstawić tu coś świeżego. Jeśli zdecydujesz się na moją ofertę, będę chciał mieć prawo głosu w wyborze nowego wyposażenia.

Magda westchnęła. Dostrzegała zalety pomysłu. Brak stałego najemcy sprawiłby, że ojciec miałby gdzie się zatrzymać podczas odwiedzin córki. Ale wyrzucić prawie wszystkie meble?

– Wiesz, ciężko mi jest podjąć z miejsca taką decyzję. To mieszkanie było jednak moim domem przez kawał życia. Tak po prostu wywalić wszystko na śmietnik…

– Nie musisz dawać mi teraz odpowiedzi – Faris zapewnił szybko. – Rozumiem. Widziałem twój pokój. I te zdjęcia…

Wskazał rozsypane na podłodze fotografie. Magda przykucnęła nad albumami.

– Trafiłam na nie dzisiaj przypadkiem. Właściwie miałam sprzątać, ale jak wpadły mi w ręce, zaczęłam oglądać. Potem przyszedłeś i nie zdążyłam ich schować.

Zgarniała zdjęcia na powrót do pudełka. Na sortowanie przyjdzie pora kiedy indziej.

– Tyle po nas na koniec zostaje – dodała smutno.

Podniosła się zbyt nagle. Zawrót głowy sprawił, że zatoczyła się i wpadła na stojącego obok gościa, który złapał dziewczynę odruchowo za ramiona. Powinna natychmiast uwolnić się z objęć, ale trwała z kartonem w dłoniach, chłonąc bliskość męskiego ciała. Czuła, jak serce w piersi poczęło bić coraz mocniej. Zamiast się ruszyć, przymknęła oczy. Chciała zapomnieć się na krótką chwilę.

Faris przysunął się powoli, aż Magda oparła czoło na ramieniu niewiele wyższego mężczyzny. Pachniał dyskretnie cynamonem i pieprzem. Mogła to jeszcze przerwać. Ale nie potrafiła. Pragnęła dotyku. Arab powiódł ręką po przedramieniu dziewczyny, aż po dłoń ściskającą rozdzielające ich pudełko, które ujął delikatnie i odstawił na stół za sobą. Jeśli mogła podejrzewać, że chce ją tylko pocieszyć, kolejne ruchy zaprzeczyły domysłom.

Mężczyzna pogłaskał odsłonięty kark. Powędrował niespiesznie wzdłuż kręgosłupa. Pieszczota sprowadziła miękką ociężałość. Dotyk budził mrowienie, które opadało ku miednicy i rozniecało pożądanie. Ręka zatrzymała się na krzyżu. Palce nacisnęły kość na samym szczycie zagłębienia między pośladkami. Zsunęły się nieco niżej, wróciły na krzyż, aby zacząć od nowa tylko silniej. Łono partnerki zareagowało początkowo nieśmiałym, ale narastającym pulsowaniem. Wsparła się rękoma o szeroką pierś Araba. Dłoń sięgnęła jeszcze niżej i zdecydowanie przycisnęła biodra dziewczyny do męskiego podbrzusza i wzwiedzionego członka. Palce naparły na srom przez materiał dżinsów. Westchnęła. Podążyła przez obleczony w czerń tors, aż dotarła do guzików.

Faris ujął oba nadgarstki, nie pozwalając rozpiąć koszuli. Spojrzała w ciemne oczy zaskoczona. Uśmiechał się lekko. Obrócił powoli Magdę plecami do siebie. Dłoń przesunęła się znowu po kobiecym karku i zstąpiła na szyję. Dziewczyna odchyliła głowę do tyłu, powodowana naciskiem wędrującej ku podbródkowi ręki. Palce przeciągnęły po ustach. Jeden wniknął między wargi. Pieściła go językiem.

Nagły ruch. Na oczy opadł materiał, wiązany ciasno z tyłu głowy. Zlękła się. Próbowała zerwać opaskę, ale silny chwyt powstrzymał uniesione ramiona. Ciepły oddech skłębił się przy uchu.

– Zaufaj mi – wymruczał niski głos.

Opuściła uwolnione ręce. Ciało ogarnęło drżenie. Muśnięcie na plecach. Palce na karku, sunące linią kręgosłupa w dół i znikające na krzyżu. Ręka na ramieniu. Skrzypnięcie podłogi. Zrozumiała, że Faris przeszedł zza pleców i stanął przed nią. Gładzenie na policzkach, szczęce, szyi, zatrzymujące się na pierwszym guziku koszuli i rozbiegające na boki, wzdłuż obojczyków, po ramionach, ku dłoniom. Gasnący lęk. Narastające bicie tętna w podbrzuszu. Dłonie na biodrach wędrujące w górę, poprzez talię, trącające delikatnie zewnętrzną stronę piersi, pachy, aż po uszy. Lekko przyciśnięte osłonięte oczy, znowu głaskanie na policzkach, palce przebiegły rozchylone usta, podbródek, szyję. Pierwszy guzik koszuli ustąpił, a po nim kolejne. Napięcie w dole brzucha. Palce zsuwające koszulę z ramion. Dziewczyna skończyła sama, wyzwalając się z rękawów.

Ciepła dłoń na lewym ramieniu pod ramiączkiem stanika powędrowała ku piersi, ale tuż nad nią skręciła do środka i opadła do pępka. Zatrzymała się na zapięciu spodni. Zakończenia nerwowe zadrgały chaotycznie. Niechby zszedł niżej! Dłoń na prawym ramieniu pokonała tę samą drogę. Magda spróbowała sięgnąć Farisa, ale mężczyzna ponownie chwycił nadgarstki.

– Nie.

Dziewczyna odpuściła. Dłonie na talii. Rozpoczęły wspinaczkę. Rozstąpiły się pod biustem i otoczyły piersi od góry. Palce muskały kolejno przez koronkę bielizny wyprężone sutki. Dotyk znikł. Nagłe strzepnięcie na prawej piersi. Zduszony krzyk. Magda cofnęła się o krok. Za chwilę tej samej tortury doświadczyła druga pierś.

– To boli!

– Wiem – odpowiedział spokojny głos.

Wrócił lęk. Dziewczyna sięgnęła do opaski, ale została powstrzymana.

– Nie…

– Pozwól mi – przerwał głos.

Magda odetchnęła głębiej i rozluźniła się trochę. Uścisk na nadgarstkach został zwolniony. Muśnięcie na szyi. Dłoń zsunęła się między piersi i niżej. Palce tańczyły na granicy spodni. Mimo lęku podniecenie się wzmogło. A może lęk je karmił?

Obie ręce na biodrach zdecydowanie popchnęły dziewczynę, aż dotknęła pośladkami blatu stołu. Wsparła się o krawędź. Męskie dłonie głaskały włosy, uszy, boki szyi. Na obojczykach rozeszły się i zsunęły wreszcie ramiączka stanika. Magda poczuła ciężar biustu. Ciepło na dekolcie, muśnięcie brodawek, które spięły się ponownie. Za chwilę dłonie zgniotły piersi w brutalnej pieszczocie. Mężczyzna podszedł bliżej. Dziewczyna rozsunęła uda bardziej instynktownie niż z rozmysłem. Poczuła twardość penisa, gdy kochanek naparł na krocze. Rozpiął haftki i zdjął stanik. Magda po raz trzeci spróbowała sięgnąć ku koszuli Araba, który znowu nie pozwolił się obnażyć.

– Prosiłem: nie.

Faris nacisnął całym ciałem i uwięził w chwycie jednej dłoni obie ręce partnerki. Podzwanianie. A może się przesłyszała? Niespodziewanie na nadgarstkach zamknął się zimny metal.

Magda poderwała się nerwowo, ale przyparta do stołu nie miała szans. Partner objął szarpiące się ciało, póki dziewczyna nie zaprzestała walki.

– Uwolnij mnie!

Zapiekła skóra otarta o ostre krawędzie kajdanek.

– Przecież tego chcesz.

– Ale nie tak!

Zamiast odpowiedzi między udami pojawiła się dłoń. Dziewczyna nie mogła zaprzeczyć, że podniecenie wkrótce wygrało ze strachem. Pchnęła biodra na spotkanie męskiej ręki.

– Mam przestać?

– Nie…

Dotyk znikł, by pojawić się na zapięciu spodni, które szybko ustąpiło. Magda wstała ze stołu, pozwalając się całkiem rozebrać.

– Tak sobie ciebie wyobrażałem – głos zabrzmiał z oddalenia.

Więc mężczyzna podziwiał swoje dzieło.

Szelest. Muśnięcie na szyi spadające w dół, przez mostek i brzuch, na łechtaczkę. Całe ciało spięło się kurczowo. Kolejne trącenie i następne. Żar zapulsował w całym podbrzuszu. Uścisk jednej dłoni na piersi. Tymczasem niżej palce brną między fałdami sromu. Szczypany sutek. Palce w pochwie. Magda westchnęła. Krocze podążyło za posuwistymi ruchami ręki. Dziewczyna rozstawiła szerzej nogi i zaparła się skutymi rękami o stół. Jęknięcie. Palce wbiły się głębiej. Znalazły jej czuły punkt. Lekkie pocieranie, mocniejsze, niemal drapanie. Nerw w miażdżonym sutku zdaje się sięgać łechtaczki. Jeszcze chwila, moment, sekunda… Orgazm ogłuszył.

Dłonie znikły. Magda poczuła wilgoć spływającą po udzie. Pochyliła głowę. Skurcze powoli ustąpiły.

Ruch powietrza. Faris się zbliżył. Odwrócił partnerkę. Pod naciskiem dziewczyna opadła klatką piersiową na twardy blat. Ramiona szybko zdrętwiały w niewygodnej pozycji. Ręka na biodrze. Okrężne ruchy na łechtaczce, ale pozbawione wcześniejszej delikatności. Palce niecierpliwie podążyły głębiej, penetrując kobiece wnętrze. Pożądanie wróciło. Dotyk w dole pleców i pośladkach pozostawił wilgotne ślady. Dłonie odeszły.

Klaps wyrwał brutalnie z chwilowego odprężenia. Kolejne uderzenie.

– Przestań!

Seria smagnięć wbrew protestom. Magda zrozumiała, że nie ma sensu walczyć. Powinna była to przerwać już na początku, ale Faris omamił ją dotykiem. Klaskanie rozlegało się głośno w wysoko sklepionym pomieszczeniu. Skóra paliła, ale dziewczyna czuła, jak uda stawały się coraz bardziej mokre. Nie pojmowała reakcji ciała. Nagle zapadła cisza.

Zadzwoniła klamra paska, szmer zdejmowanego ubrania. Ręce zacisnęły się wokół talii. Członek wsunął się gładko do pochwy. A potem pchnięcia silne, bezlitosne. Kobieta nie powstrzymała przeciągłego stęknięcia. Rant stołu boleśnie werżnął się w biodra. Gdyby ciężki mebel nie dotykał krawędzią ściany, nie pozostałby w miejscu. Kolejne sztychy coraz mocniej naciągały pochwę. Magda pragnęła, aby trwały bez końca. Mimo bólu zdrętwiałych rąk i przyciśniętych do twardego drewna ud. Jądra pocierały rytmicznie łechtaczkę. Jeszcze kilka uderzeń i żądza stłumiła myśli. Pchnięcia zwiększyły tempo i intensywność. Wzbierający szum w uszach. Jęk, gdy szczytowanie szarpnęło znowu ciałem.

Dłoń przewędrowała przez krzyż między pośladki. Dreszcz. Pieszczota najintymniejszej części ciała intrygowała, kusiła. Ale zrodziła też natychmiast lęk i wstyd. Dziewczyna spróbowała unieść się w sprzeciwie, ale ręka między łopatkami przytrzymała ją na blacie. Poddanie się przychodziło coraz łatwiej wraz z wszechogarniającym poczuciem bezwolności, przymuszenia do uległości.

Jeszcze chwila pędu i Arab zwolnił. Wycofał się. Pociągnięcie za kajdanki. Magda pozwoliła się poprowadzić. Nie wiedziała, dokąd. Czuła na plecach oddech Farisa. Łydki i uda drżały jak nieswoje. Pchnięcie. Coś podcięło nogi. Metalowe obręcze wpiły się w ciało. Przestraszona upadła z krzykiem, ale wylądowała miękko, trochę bokiem na ramieniu. Delikatny chłód atłasowej kapy na rozpalonej twarzy. Łóżko.

Faris nie pozwolił na dłuższy odpoczynek. Wprawnie ustawił dziewczynę, aż całkiem wypięła pośladki. Barki na posłaniu. Pod policzkiem kojący gładki materiał. Opaska zsunęła się odrobinę. Magda dostrzegła dobrze znany połyskliwy wzór na narzucie.

Materac się ugiął. Mężczyzna klęknął między nogami partnerki. Dłoń wniknęła między uda. Palce zanurzyły się w śluzie i rozprowadziły lepką wilgoć w górę. Wrócił lęk. Ręka przycisnęła kark, wyprzedzając spodziewany bunt.

Serce łomotało. Magda zamarła w bezruchu, gdy kciuk zagłębił się w ciasny otwór ciała. Mięśnie zacisnęły się odruchowo wokół niego. Zapiekło. Palec wysunął się i wrócił, drażniąc o ileż wrażliwsze ścianki. Skupiła się na tym doznaniu. Zatraciła w nowym doświadczeniu.

Faris cofnął rękę z karku. Dłoń zamknęła się na biodrze. Członek naparł na pierścień odbytu. Wdarł się do wewnątrz jak gruby, rozpalony pręt. Z gardła dziewczyny wyrwał się zdławiony charkot. Żar przewiercił krocze. Ale z każdym powolnym posuwem coraz łatwiej było go znieść i stopniowo rozluźnić się. Pchnięcia męskich lędźwi stały się regularne. Kobieta zaczęła wychodzić im naprzeciw. Znalazła rosnące podniecenie. Światło docierające do oczu pod przepaską przeszkadzało. Zacisnąć powieki. Odciąć zbędne bodźce. Uderzenie, następne i następne. Mrowienie w podbrzuszu, dreszcze wspinające się wyżej, przez pośladki, plecy, kark… Orgazm rozlał się gorącymi falami.

Gwałtowne przyspieszenie partnera wstrząsnęło ciałem. I bezruch. Dobiegające z góry dyszenie, zagłuszane przyspieszonym oddechem Magdy. Serce tłukące się obłąkańczo w piersi. Została sama.

Gdy obróciła się na bok, poczuła ciężar wszystkich kości i mięśni. Leżała w niewygodnej pozycji, ale nie miała siły się poruszyć. Słyszała hałas w mieszkaniu. Nie próbowała sobie wyobrazić, co nowego planował Faris. Więcej nie zniesie. Zużył ją do cna.

Odgłosy ucichły. Rozległy się kroki. Mężczyzna usiadł obok na łóżku. Rozpiął kajdanki. Ściągnął opaskę.

– Przyniosłem ci wody – zabrzmiał głos przy uchu. Arab wciąż pachniał lekko cynamonem.

Z wolna rozchyliła powieki i natychmiast je zmrużyła, choć światło słońca rozpraszały nieco firanki. Przekręciła się na wznak i napotkała zadowolone spojrzenie Farisa. Zdążył się ubrać.

Uniósł rękę i odgarnął Magdzie z czoła kosmyk włosów. Czuły gest ją zaskoczył. Przyglądała się towarzyszowi bez słowa. Sięgnął po stojącą na ziemi szklankę. Dziewczyna usiadła powoli. Roztarła nadgarstki, rozprostowała zesztywniałe ramiona i przyjęła podane naczynie. Upiła łyk. Zimna ciecz ukoiła wysuszone gardło. Myśli przestały błądzić bez celu.

– Tym razem oblałam twój test – zachrypiała, wpatrując się w wyblakły plakat na ścianie. Długowłosy piosenkarz wyglądał żałośnie w pełnej wystudiowanej zadumy pozie.

– To nie był test. Nie sprawdzałem cię.

– Nie? A wtedy, zimą, w restauracji…

– To było co innego.

– Doprawdy?

– Gdybyś wtedy ze mną poszła, wszystko skończyłoby się na zwykłym seksie. Naprawdę wszystko. Ale mnie nie zawiodłaś.

Przeniosła wzrok na mężczyznę. Zdawał się być w świetnym nastroju.

– Co się zmieniło?

– Teraz to ty do mnie przyszłaś. Widziałem, jak mi się przyglądałaś. Zastanawiałem się tylko, jak to zaaranżujesz.

Chciała zaprotestować, ale wspomniała, co czuła, będąc świadkiem flirtu Araba z trzema nauczycielkami; jak niemal bez zastanowienia zaproponowała mu prywatne spotkanie; a wreszcie swoje poranne przygotowania. Dotarło do niej, że Faris miał rację.

– Mogę zostawić cię samą? – zapytał, wstając.

– Chyba tak.

– Wpadnę w tygodniu.

Ujął twarz dziewczyny za podbródek. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ciemne oczy. Dwie kałuże płynnego węgla. Cały zdawał się być czarną skazą pośród złocistego blasku popołudniowego słońca.

– Nie walcz ze mną następnym razem. Nie… uszkodzę cię trwale – obiecał i odszedł.

* * *

Faris uniósł wzrok znad komputera, gdy Artur wkroczył do staromodnego gabinetu.

– Słyszałem, że miał szef wczoraj randkę – rzucił chłopak od progu na powitanie.

– Bądź łaskaw zamknąć drzwi – odrzekł przełożony bez emocji.

Młody nie dał wybić się z rytmu. Ciekawość paliła. Agnieszka nie zadzwoniła przy nim do przyjaciółki. Wykonał polecenie, ale natychmiast zwrócił się znów do pryncypała.

– Co, jak wróci Drażan?

– Wzrusza mnie twoja wiara i oddanie naszemu przyjacielowi, ale nie mam od niego żadnych wieści od czterech miesięcy.

Chłopak wiedział już, jak skończyło się spotkanie. Niestety komentarz szefa potwierdził też coraz częściej powracające obawy.

– Pewno ukrył się, bo węszą wokół niego – stwierdził ostrożnie.

– Aż tak już im na nim nie zależy. Informacje, które miał, są bezużyteczne po tylu latach. Najchętniej zabiliby go dla przykładu, że z kartelem się nie zadziera.

– Ale nie ma szef pewności, że to zrobili.

Artur podszedł do barku i nalał sobie alkoholu. Nie chciał nawet dopuścić myśli, że haker zginął.

– Nie mam. Ale niekoniecznie musiałbym się o tym dowiedzieć.

– Za co właściwie go ściągają?

– Młody, im mniej wiesz, tym lepiej śpisz i dłużej żyjesz.

Mężczyzna wstał zza ogromnego biurka. Minął podwładnego i też sięgnął po butelkę z bursztynową zawartością.

– Jak ci idzie z twoją dziewczyną?

Brzęknęło szkło. Zabulgotała nalewana ciecz. Artur odwrócił wzrok i jednym haustem opróżnił swoją szklankę.

– Pieprzy się. Zaczęła traktować ten niby-związek poważnie. Aż tak jej nie wierzę, żeby głębiej w to brnąć.

– Przykro mi.

Chłopak nie usłyszał w głosie przełożonego żalu. Zastanawiał się czasem, czy Faris Khadal ma w ogóle jakiekolwiek uczucia; czy wszystko, co czyni, jest z góry obrachowane. Tak jak teraz cała ta historia z Magdą. Dziewczyna była czysta i godna zaufania. Skoro odkryła powiązania Drażana z szefem, rozpoznając limuzynę, którą jeździł haker, rozsądek podpowiadał, żeby trzymać ją możliwie blisko.

– Mogłeś do niej nie wracać po tym, jak przestałeś się ukrywać – zauważył Arab.

– Mogłem – Młody odparł lakonicznie.

Co miał odpowiedzieć? Zaangażował się bardziej, niż był skłonny przyznać, ale za chwilę Agnieszka zaproponuje pewnie, żeby się do niej wprowadził albo żeby wyjechali razem na wakacje. Może zapragnie poznać jego kolegów czy odwiedzić w pracy. Nie mógł wiecznie zasłaniać się fałszywymi wymówkami. Nie była przecież głupia. W końcu odkryje kłamstwa kochanka. Gdyby tyle nie gadała… Poznał chyba wszystkie tajemnice dziewczyny i jej przyjaciółki, która była przynajmniej na tyle przytomna, żeby przemilczeć sprawę Drażana i jego związków z szefem. Artur wiedział, że Agnieszka niczego przed nim nie ukrywa, bo po prostu mu ufa. Szkoda, że nie mógł tego samego powiedzieć o sobie.

– Nie rozpędzaj się z tą whisky – ostrzegł Arab, gdy chłopak skierował się ponownie do barku. – Nie umawiałem się z tobą na męskie pogawędki. Mam dla ciebie robotę.

* * *

Opierała się ciężko o umywalkę i wpatrywała w lustro. Odkąd wstała, krążyła bezsensownie po mieszkaniu, póki nie zatrzymała się przed srebrzystą taflą szkła. Tak dobrze znane od lat odbicie – oczy, nos, usta, lekko odstające uszy. A jednak odkryła w sobie kogoś obcego. Od przebudzenia ciało skarżyło się bezgłośnie bólem. Ciało, które zdradziło wczoraj Magdę. Zadrapania na nadgarstkach, naciągnięte mięśnie ramion, wykręcone stawy barkowe, nadwerężony kark, siniaki na udach i otarta śluzówka odbytu – niemi świadkowie skucia, sponiewierania, seksu analnego. I trzech orgazmów.

Faris ani razu jej nie pocałował. Pocałował… Co za śmiesznie infantylna myśl. Łudziła się wizją dojrzałego, zmysłowego kochanka. „Nie uszkodzę cię trwale.” Ani cienia uczuć. Tylko brutalnie zaspokajana sadystyczna chuć.

Przez głowę przemknęło wspomnienie lodowatego dotyku metalu, zamykającego się na przedramionach. Zamknęła oczy. Oślizłe macki żądzy pełzły już po udach, brzuchu i plecach, ciągnąc dziewczynę w lepką ciemność perwersyjnych pragnień. „Przecież tego chcesz.”

Zadzwoniła komórka. Agnieszka. Magda zignorowała wcześniej trzy połączenia od przyjaciółki. Tym razem odpowiedziała.

– Co się nie odzywasz? Mnie tu skręca z ciekawości! – zaszczebiotała blondynka.

– Miałaś jak zwykle rację.

– Opowiadaj! Pełen uroku Faris zaskoczył cię arabską namiętnością?

– Pełen uroku Faris zaskoczył mnie kajdankami. Między innymi.

* * *

Krótko po wyjściu Artura topniejący na podłodze trójkąt światła zachodzącego słońca ostatecznie wyparował. Faris zasunął ciężkie pluszowe story i usiadł za biurkiem. Czekała go jeszcze przynajmniej jedna trudna rozmowa. Zdawał sobie sprawę, że Młody nie jest aż tak utalentowany jak Drażan, więc bezradność wobec kolejnego zlecenia nie zaskoczyła Araba. Mimo to pytał zawsze chłopaka o zdanie. Dowiadywał się przynajmniej, kogo najlepiej zatrudnić do bardziej skomplikowanych zadań.

Nie lubił większości hakerów, z którymi współpracował. To zawsze była banda ćpunów i zarozumiałych świrów, na których nie można polegać. Począwszy od Hunchbacka, ale on znikając, zostawił chociaż Farisowi Chorwata razem z drobnym kolumbijskim problemem.

Agent nieruchomości wrócił do komputera. Zalogował się do programu stworzonego przez Drażana. Podobno stawał się dzięki niemu niewidzialny w sieci. Palce prowadzone pamięcią motoryczną same odnalazły na klawiaturze wklepywany po kilka razy dziennie adres. Na Araba spojrzał martwo ogromny okoń. Szeroko rozwarta paszcza zachłannie łapała zabójcze powietrze. Wpisał nazwę użytkownika i hasło. Początkowa ekscytacja towarzysząca sprawdzaniu awaryjnej skrzynki kontaktowej dawno już opadła i uschła. Pozostała tylko rutyna. Jednak tym razem zamiast oczekiwanego powitania ponad wątkami forum wędkarskiego wyświetliła się informacja o prywatnej wiadomości.

Mężczyzna kliknął pospiesznie link.

Rozczarowany polderami wracam do domu. ~Lon

Więc zatrzymała go Holandia. Faris pozwolił sobie na szeroki uśmiech. Opadł na oparcie fotela, zaplatając palce obu rąk za głową. Gra przybrała bardzo ciekawy obrót.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Przejdź do kolejnej części Ciemna jest noc cz. VII

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nie pamietam, żebym kiedykolwiek czekała na coś równie niecierpliwie co na kolejna cześć tej historii. Dziś mam trochę mieszane uczucia (styl i forma itd jak zawsze mistrzowskie). Po prostu do tej pory miałam określone zdanie o bohaterach a teraz czuję się jak dziecka we mgle i nic już nie jest jak wcześniej. Autorko, błagam, nie każ zbyt długo czekać na kolejna cześć, bo osiwieję 😉 pozdrawiam, martyna

Faris – coraz bardziej diaboliczny i zimny manipulant. Czyżby miał do ukrycia coś kompromitującego na swoim ciele?.
Biedna Magda, jej sytuacja staje się niekomfortowa.
Tym bardziej niecierpliwie czekamy na następna cześc.

Mniam!
Smakowita uczta!
Ogromnie mnie ciekawi co dalej. Autorko, pisz, pisz, pisz! Połykam Twoje historie jak, nie przymierzając, młody pelikan. Albo mój syn tiktaki. W całości. Super!

Madz

Odmalowanie Pana F. w sposób nie wzbudzający sympatii, a także uprawdopodobniający przyszłe nastawienie bohaterki do tej postaci, można traktować jako wybranie łatwiejszej drogi w budowaniu fabuły. Zobaczymy, co będzie dalej. A z tego, co wiem, będzie się działo… Na bardzo ramowo skonstruowany konspekt patrzyłem wielkimi ze zdziwienia oczyma.
Ukłony dla wszystkich Czytelników

Fascynujące.

A więc Faris ujawnił greyowskie skłonności? Po pragmatycznym do bólu Arabie nie oczekiwałem takich upodobań jak bdsm… to była dla mnie spore zaskoczenie. Magda poznała wiec smak rozkoszy przyprawionej bólem i chce więcej. Przyznam, że mało wiarygodne dla mnie było to, jak szybko przekonała się do brutalniejszych pieszczot, że o seksie analnym bez nawilżenia nie wspomnę. Obawiam się że bardziej prawdopodobny od analnego orgazmu byłby bolesny płacz. Znacznie bardziej wiarygodna – choć nie tak ciekawa – była typowa scena między Agnieszką i Arturem. Może są juz trochę nudni, ale za to solidni i realistyczni w swych doznaniach.

Fabuła nie posunąła się wiele naprzód ale ten mail na końcu pozwala liczyć, że stanie się to w następnym odcinku. Styl pisania jak zawsze bez zarzutu. Niezłe zdjęcie.

Mustafa

Dobry wieczór,

na nową część "Ciemna jest noc" czekałem jak zawsze z zaciekawieniem, tym bardziej, że już od jakiegoś czasu było mi wiadome, kiedy ma się ukazać. I muszę przyznać, było na co czekać. Choć rozdział nie obfituje w mrożącą krew w żyłach akcję (choć w tekście pojawia się sugestia, że to cisza przed burzą) i tak jest czym się delektować. Przede wszystkim, dwoma jakże różnymi scenami erotycznymi. Jedną "waniliową" i jedną spod znaku skóry i pejcza… czy może raczej czarnej opaski i czerwonych pośladków 🙂 Są one bardzo dobrze napisane i przyspieszają pęd krwi w żyłach. Chapeau-bas!

Przyznam, że nie sądziłem, iż między Magdą i Farisem do czegoś dojdzie. Wiem, że to wydarzenie było subtelnie zapowiadane, ale do końca uważałem, że to podpucha i nasza bohaterka pozostanie wierna wspomnieniu Drażana. Ten zwrot akcji rodzi nowe, interesujące perspektywy dla dalszego rozwoju akcji. Wbija klin między dawnych przyjaciół, a przynajmniej sojuszników, czyni Magdę trofeum w ich ewentualnym konflikcie. Będzie ciekawie obserwować konfrontację Araba i Chorwata. Dlatego też sądzę, że mam dobre podstawy, by oczekiwać, że następny rozdział będzie wypełniony krwistą akcją!

Styl pisania jest bardzo dobry z jednym wszelako wyjątkiem: niechęć do zaimków dzierżawczych przybiera czasem komiczne formy. Podejrzewam, że spora w tym wina szanownego Korektora prac Artimar, w którego opowiadaniach również dostrzegam ten mankament. W całym tekście "jej" jako zaimek dzierżawczy pojawia się tylko 4 razy, tyle samo co zaimek "jego". Zwykle problemem – zwłaszcza u początkujących Autorów – jest nadmiar zaimków dzierżawczych. Ale w tym wypadku działania podjęte w kierunku ich eliminacji poszły stanowczo za daleko. Posłużę się kilkoma przykładami:
"Łono partnerki zareagowało początkowo nieśmiałym, ale narastającym pulsowaniem." – sensowniej byłoby napisać "jej łono" – Magda nie jest jeszcze wtedy (seksualną) partnerką Farisa, a zatem słowo to brzmi sztucznie.
"Dłoń sięgnęła jeszcze niżej i zdecydowanie przycisnęła biodra dziewczyny do męskiego podbrzusza i wzwiedzionego członka." – lepiej byłoby napisać "jego podbrzusza", albo po prostu "podbrzusza" i pozwolić Czytelnikowi dojść (choćby po tym członku) do kogo ono należało.
"Pchnęła biodra na spotkanie męskiej ręki." – lepsze i bardziej naturalne byłoby pchnięcie na spotkanie "jego ręki". Albo po prostu ręki – w scenie występują dwie postacie, więc można wydedukować, kto komu i co robi.
Ale to mój jedyny zarzut do stylu, więc mogę go przeboleć.

Jak podsumować? Oczywiście – czekam na ciąg dalszy. W nadziei, że kolejny rozdział przyniesie nam więcej informacji na temat losów Drażana i ścigających go zabójców z kartelu. No i oczywiście ostrzę sobie moje czytelnicze zęby na wybuch, do jakiego musi dojść między Chorwatem i Farisem. Gorąco polecam cały cykl!

Pozdrawiam
M.A.

Fajna seria. Mam pytanie: ile jeszcze planuje się odcinków?

Marksista

Jak miło wejść i zobaczyć kolejną część jednej ze swoich ulubionych serii. Od początku można się było spodziewać, że Magda ulegnie urokowi Araba, a jednak trochę mnie to rozczarowało. Niech w końcu wróci Drażan, proszę. 😉 Tak było znacznie lepiej, ale wiem, że na wszystko zawsze jest określone miejsce i czas, zatem tak właśnie miało być i tyle.
Czekam!
Gorąco pozdrawiam w ten jakże szary i zimny deszczowy dzień.

Witam!
Nie będę nawet odrobinę silił się na oryginalność. Wzorem moich przedmówców jestem pod ogromnym wrażeniem najnowszego odcinka "Ciemna jest noc". Może zainspirowany przykładem Karela zacznę rozdawać, bo ja wiem… Foxiki:?A tak poważnie, teraz mam pewność,że podział zastosowany przy poprzednim odcinku, to był błąd. Tu się dzieje i człowiek chce się dowiedzieć, co dalej.

Jestem zaskoczony rozwojem sytuacji, ale ostre klimaty jak ulał pasują do Araba. Zastanawiam się jak rozwiążesz obecną sytuację, masz pięć postaci i stosunkowo małą liczbę możliwości "parowania bohaterów", których jeszcze nie wykorzystałaś. Chyba, że na scenę pojawią się jacyś nowi bohaterowie, na co szczerze mówiąc liczę.
Poczekamy, zobaczymy.
Pozdrawiam,
Foxm

Dziękuję za ciepłe przyjęcie. Mam nadzieję, że nie rozczaruję ciągiem dalszym.

@ Mustafa
To nie pierwszy raz, kiedy Magdzie podoba się ból. Właściwie jest tak od początku znajomości z Drażanem.

@ Megas Alexandros
Cenna uwaga. Zaskoczę Cię, ale tym razem Karel, nie wycinał, lecz wstawiał zaimki, co dało mi do myślenia.

@ Marksista
Odsyłam do komentarzy pod poprzednim odcinkiem.

@ Foxm
"Parowanie bohaterów" – niezłe, chociaż w tym kontekście pewnie lepiej by zabrzmiało "parzenie" 😉

@ Karel Godla
Jesteś pierwszym czytelnikiem połowy części „Ciemna jest noc”. Jaką miałbyś uciechę z korekty kolejnych odcinków, gdybyś wiedział dokładnie, co się zdarzy się? 🙂

Cześć,

podejrzewam, że znalezienie balansu w kwestii zaimków dzierżawczych jest niełatwe, ale faktycznie, jeśli znalazłaś się w tej kwestii "po drugiej stronie Karela" to chyba podeszłaś do tematu nazbyt radykalnie 😉 W każdym razie to była jedyna rzecz, która raziła mnie podczas lektury.

Pozdrawiam
M.A.

@artimar Parzenie kojarzy mi się raczej ze zwierzętami, niech zostanie parowanie 🙂
Kłaniam się,
Foxm

Faktycznie. Gdy bohaterowie opisywani przez Autora wpadają w zwarcie, mam wrażenie że z ich ciał unosi się para. Tak dobrze są te zwarcia opisane. Masz rację, Drogi Foxie, parowanie jest trafnym określeniem – zawiera dwa aspekty w jednym słowie.

Drogi Autorze,

Korekta sprawia mi uciechę z wielu powodów. A przyjemność lektury to bonus.
Twoja twórcza ambicja i zaangażowanie powoduje, że z jednej strony czasami odrzucasz oczywiste sugestie zmian (rzadko, ale się zdarza), a z kolei po małym marudzeniu potrafisz totalnie przerobić czterdzieści procent tekstu (mam do tego szacunek, bo to dowodzi także pracowitości i wielu innych pozytywnych cech).

Dzięki za wzięcie mnie w obronę. Liczba zaimków "Ciemnej" jest w szerokiej zielonej strefie. To znaczy: mogłoby ich być nieco więcej lub nieco mniej bez utraty dobrej czytelności. A że przyzwyczajenie czytelników są różnorakie – każdemu nie dogodzisz.

Kochana Artimar, miej litośc! Czytelniczki, stęskniły się za Drażanem! Ach, kiedy on wreszcie się pojawi?
Życzymy dużo weny i pomysłów, niech ci się powodzi w nowym roku.
Stęskniona.

Zatem to ja otwieram miesiąc luty. 😉
Artimar, wiem, że kiedy wrócisz, to będzie to jak niespodziewane otwarcie z kopa drzwi, ale i tak nie mogę się doczekać.
Pousychamy tu z tęsknoty za dalszym ciągiem. 😀

Pozdrawiam,
B.

A ja otwieram marzec 🙂

Czekamy na Magdę i Drażana…

Ja otwieram kwiecień i jak pewnie wszyscy tutaj czekam na kolejną część 🙂

Czy będą jeszcze następne części? Autorzy NE wiecie czy Artimar powróci i cykl zostanie ukończony?

A mnie postępowanie i upodobania Farisa wcale nie zaskakują (może dlatego, że jego rodacy mają obecnie bardzo „złą prasę”, gorszą chyba jeszcze niż w chwili powstania utworu). Cała ta otoczka zdaje się zresztą do niego pasować. Także reakcja Magdy daje się wytłumaczyć (tajemniczy, ale i trochę znajomy kochanek, zdecydowany, z pewnością ekscytujący… A przy tym ładnie pachnie! – co rzadko zdarza się realnym „gwałcicielom”). Tylko Drażan… W jakiś posób zdradziła jednak pamięć o nim. A tu jednak wraca… Ciekawe, jak z tego wszystkiego wybrą zarówno bohaterka, jak i Autorka.

Napisz komentarz