Bar Schronisko (Seelenverkoper)  3.67/5 (74)

11 min. czytania

Bar_schronisko2Opowiadanie dla Starskiego.

Пейте как pija коммунисты

Не rozlewaj снова

Są takie bary, gdzie nie leje się jeszcze wielokolorowych „shotów”, a drinki inne niż piwo z wkładką witane są z pogardą lub dużą dozą ostrożności przez siedzących przy wypolerowanym  kontuarze. Gdzie barman to facet pod czterdziestkę słuchający swoich klientów, a nie cycata studentka pragnąca namówić ich na parę szklaneczek po stówie każda. W lokalu takim po ścianach nie wiszą różne podróbki irlandzkich czy szkockich tabliczek pamiątkowych, a jedynie stare gitary elektryczne, zdjęcia paru byłych właścicieli i ich kumpli oraz Charlie Parker, Tom Waits, Kazik Staszewski i może Nicholas Cage na fotosie z „Leaving Las Vegas”. Clinta Eastwooda zdjęto, bo za łatwo mu szło z kobietami, a przez to był sztuczny i stracił na męskości. Z głośników leci stary rock przeplatany bluesem i metalem. Co pewien czas swoje wyryczy Kaczmarski, Gintrowski lub Brell.

I nie ma sali dla niepalących! To znaczy takiej prawdziwej, bo wymogi wymogami. Jest taki mały stolik z jednym krzesełkiem w samym rogu, odgrodzony od reszty baru dwójką drzwi. Nie podoba się? To wypierdalać! To nie jest miejsce dla wrażliwców, studenciaków próbujących podrywać śliczne porcelanowe dziewczynki i dla ślicznych porcelanowych dziewczynek. Nawet ciem barowych nie ma zbytnio. To azyl dla mężczyzn. Oaza w której nie muszą słuchać gderania mamusi, szefowej, żony i kochanki. Nie muszą wynosić śmieci, uśmiechać się do teściowej, jechać do centrum handlowego na zakupy, masować obolałych stóp i prowadzić dwugodzinnej gry wstępnej.

Wierzcie lub  nie, ale taki bar istnieje. Ma dziesięć wysokich stołków przy kontuarze i nazywa się „Pub Schronisko”.

Dziś siedzą tu Profesor – doktor habilitowany jednego z humanistycznych kierunków na lokalnym uniwersytecie,  Ksiądz – świeży nieszczęśliwy małżonek i Młody– student, który od początku studiów zastanawia się, kto wymyśla te wszystkie kłamstwa o hulaszczym trybie życia młodzieży.

– Dramat, bez aktów, bo tu sami faceci siedzą – mruknął smutno Barman przyglądając się nieszczęśliwej bandzie, którą ten złośliwy sukinkot Bóg zesłał mu na drugą stronę kontuaru. Potem nalał kolejkę czystej. Tylko że w angielkach, a nie w tych śmiesznych kieliszkach dwudziestkach. Wypili, w dużej części po połowie.

– Nie uwierzycie panowie – rozpoczął Ksiądz po chwili milczenia. Widać było, że na pysku miał świeży, liczący góra dwa tygodnie zarost i jakieś szaleństwo w oczach. – Żona zabrała mnie do seksuologa, karwa ich mać. Nie było śmiechów, faceci pokiwali smutno głowami i niejeden zgarbił się pod ciężarem własnych, analogicznych wspomnień. – Tylko, że to oczywiście musiała być baba. Bo moja żona „nie będzie opowiadała o sprawach intymnych mężczyźnie” – sarknął piskliwym głosem Ksiądz – a ja to niby przed kobietą mam opowiadać, nie? Mam się nie wstydzić? No i idziemy, siedzimy w poczekalni, a tam tacy sami biedacy jak ja. Nawet moja Madzia nie pozwoliła mi na fajkę skoczyć. – Ksiądz odpalił papierosa i z rozkoszą dmuchnął dymem.

– Podobno nie lubią jak palimy, bo słup papierosowego dymu przypomina im widmowego fallusa Boga Stworzyciela, stojącego w opozycji do wiecznie mokrego łona Bogini Matki – wyjaśnił usłużnie Profesor.

– Gdyby ona jeszcze była wilgotna – mruknął Ksiądz – zresztą, nie o to chodzi. Wchodzimy, standardowa dyskusja. Typowy scenariusz, Madzia płacze: „nie uprawialiśmy seksu od trzech miesięcy, mąż się mną w ogóle nie interesuje”. Seksuolog spojrzała na mnie, jakbym co najmniej małe kotki w worku topił. Ja się bronię: „moja żona chce uprawiać seks tylko w pozycji klasycznej, żadnego urozmaicenia”. Madzia ryczy coraz głośniej. „Czyli nie umie pan iść na jakikolwiek kompromis”, podsumowuje mnie seksuolog „powinien pan sobie uświadomić, że żona też ma swoje pragnienia i nie być takim pieprzonym egoistą w łóżku” upomniała mnie surowo. Oczywiście, ona może mieć pragnienia i je realizować, a ja wychodzę na egoistę, gdy próbuję wprowadzać w życie swoje.

Zgasił papierosa.

– Nawet się nie depiluje, wiecie gdzie – ciągnął Ksiądz. – Próbowałem ją namówić, najpierw delikatnie, że wiesz kochanie, że to bardzo zdrowo nie mieć tam owłosienia, że i ładniej pachnie i odczucia wyraźniejsze, ale gdzie tam. Jak grochem o ścianę. To ogoliłem się ja. Wiecie: jaja, brzuch, wszystko. Na zero. Myślałem, że zejdę, jak chlapnąłem się wodą kolońską, a krwawiłem jak zarzynane prosie. Dalej nic. Ona lubi on natural podobno, ale jak robię minetkę, to zadowolona jak cholera. Tylko tyle mam z urozmaicenia życia seksualnego. To jak lizanie lizaka spod szafy –  zasępił się. –  Wszędzie włochy, w ustach, między zębami, przyklejają się do twarzy. I do tego cuchnie, nie rybą, ale jakimś zleżałym mięsem. Po takim lizaniu patelni przez trzy dni jestem wegetarianinem.

– „Tam się nie pieścimy, gdzie się nie golimy” tłumaczę tej pożal się Boże psychoterapeutce. Znaczy, że postawiłem taki warunek. Ona mi na to: „ to wbrew wszelkim zasadom stawiać kobiecie takie ultimatum”, Madzia zaś, że: „ty mnie już nie kochasz”. Kurwa mać. Kocham ją, ale jestem zmęczony.

– Nie chce na pieska. – Zamachał rękami Ksiądz ubrany na czarno, co sprawiło, że wyglądał jak wielki kruk – bo to „takie zwierzęce jest”. I: „nie mogę widzieć twojej twarzy”, a to, że będąc na górze zawsze muszę wszystko robić ja i że różne pozycje stworzone są raczej przez ludzi i dla ludzi, nie dociera. Do tego jest zawsze sucha. Wilgotnieje znaczy, jednak tylko trochę. Musimy używać tych lubrykantów, ale tylko naturalnych i mało wydajnych, bo na inne Madzia ma uczulenie. Całe pieprzone życie zapierdalam do najbliższej apteki po te tubki i prezerwatywy z dodatkowym nawilżeniem. Zawsze mi łapy po seksie śmierdzą wodą kwiatową. Pewnie teraz płacze w domu. Znowu – dorzucił smutno.

Wypili to co było w angielkach, a Barman rozlał znów. Do pełna.

– Najgorsza jest gra wstępna – zaczął Profesorek, ubrany w nienaganny garnitur, łysiejący na czubku głowy facet pod czterdziestkę, nie wyglądający jednak na swój wiek. – Musisz zaliczyć ten rytuał godowy, ten chocholi taniec. Najpierw wino, kolacja, film, potem co najmniej godzinę macanek i całusów aby ją w końcu, ordynarnie rzecz ujmując, zerżnąć. Tylko, że po tym wszystkim masz najmniejszą ochotę akurat na to ostanie. Wpadasz napalony jak cholera, ale pomiędzy jednym kieliszkiem, a sceną komedii romantycznej cały twój optymizm seksualny wietrzeje jak kamfora i gdy ściskasz już w ręku jej cycek, to zastanawiasz się czy nie pominąć tego etapu i czy nie wyjść na papierosa.

Zebrani pokiwali głowami.

– Wszyscy oglądamy komedie romantyczne – rzucił smutno Barman wzdrygając się, jakby coś sobie przypomniał. – Zamiast filmów Tarkowskiego, Kusturicy czy Bergmana, a nawet pal sześć, ekranizacji jakiegoś komiksu Marvela zaciskamy zęby, gdy Hugh Grant z miną niedokarmionego szczeniaka wyrywa kolejna hollywoodzką aktorkę i rżnie ją na pięterku gustownie urządzonego domku na Notthing Hill.

Zebrani pokiwali głowami.

– Jeśli powiesz– uzupełnił Młody – że ma ładne pośladki, czy cycki to twoja kobieta obrazi się na miesiąc. Ale one! –  ryknął i podniósł rękę celując w niebo i o mało co nie lądując na ziemi- one mogą mówić, że ten z Prison Break czy inny kutasina jest niezłym ciachem.

Zebrani pokiwali głowami i wypili po połowie.

– Nie to – odżegnywał się Profesor – abym był męskim szowinistą! Jestem feministą od skarpetek po czubek nosa, jednak uważam, ze powinniśmy równo dzielić tak przywileje jak obowiązki i winę, a tych ostatnich dwóch baby unikają jak mogą. Feminizm jest dobry! Przyniósł ze sobą rewolucję seksualną, podział obowiązków domowych, spódniczki mini, ale z drugiej strony, faceci bronią się jak zaszczute zwierzęta przed ciągłymi oskarżeniami.

– Najzabawniejsze jest to – ciągnął Profesor – że one optimum libido osiągają po czterdziestce, a my – skrzywił się – tak około siedemnastki. Jak my biegamy napaleni, to one nie czują żadnego, podkreślam, żadnego smyrania w majteczkach, a kiedy się roztyją, nabiorą celulitisu na dupie i rozstępów, kiedy ich piersi zaczną być obwisłe, to pieprzyłyby się cały dzień i dziwią, że nie wykazujemy entuzjazmu komsomolców. Moja Kaśka gdy wraca z roboty – mruknął ciszej – zawsze chce seksu i tego całego cyrku. Nie numerka, ale przynajmniej paru godzin. Lewo skończę i odsapnę, już go bierze do buzi i ssie. Wiecie jaka to presja, jeśli nie uda mi się drugi raz stanąć? Potem trzeci?

–  Twoja przynajmniej bierze do buzi –  obruszył się Ksiądz. – Moja twierdzi, że za duży, że się nie zmieści. Tylko na początku mi  to schlebiało.

–  Więc –  kontynuował Profesor przebywający aktualnie w swoim własnym, małym, mentalnym piekiełku – kładzie się na plecach, chyba tylko po to abym widział każdą fałdkę i przebarwienie na jej brzuchu, rozchyla nogi o paskudnych, grubych kolanach i przyciąga mnie do siebie. Wtulam twarz w jej włosy, pachną naprawdę ładnie –  zaznaczył – rumiankiem i szałwią i zaczynam robić swoje. Cierpliwie dyszę w kobiecy kark i czuję jak zaczynają drażnić moją skórę jej gęsta i twarda sierść na brzuchu i rękach. Ruszam biodrami, coraz szybciej. „Wolniej” krzyczy. Zwalniam i tracę koncentrację. „Patrz mi w oczy” rozkazuje, więc podnoszę swoje ślepia i wgapiam posłusznie w jej. Boję się tego, bo jeśli zauważy moją duchową nieobecność to nocuję na dworcu. Odwraca się z moim członkiem w środku, wyginając go jak szmacianą pacynkę, kładzie bokiem i przez jakieś pół godziny robimy to na łyżeczkę. Zawsze kończy się bólem karku bo oczywiście, non stop, chce abyśmy się całowali. Ślina jest wszędzie, poduszka przesiąknięta, a ja połykam cała tablicę Mendelejewa, bo do łóżka musi się malować. Mogliby mnie zamiast tych wyfryzowanych zwierzaków pokazywać na bilbordach kampanii mówiących o szkodliwości kosmetyków. Wolałbym, aby pochodziła na siłownię lub przeszła na dietę. Ale według niej szminka, podkład i chuj wie co jeszcze wystarczą. Spuszczam się wreszcie, sam nie wiedząc dlaczego i nie odczuwając przyjemności. Czuję po prostu opróżnianie jąder i flaka zamiast grubej pały. Wtedy ona każe mi wstać i klęka przede mną. Widzę lekkiego garba od siedzenia za biurkiem i żałośnie obwisłe piersi. To nieprawda – mruknął Profesor – że tylko duże obwisają. Małe też. Są długie jak te podłużne balony – Pokazał, rozkładając ręce niczym wędkarz chwalący się zdobyczą przed kumplami. – Wtedy się staram. „Stań jeszcze raz” modlę się cicho w duchu i myślę o tych ślicznych dwudziestolatkach, które uczę. Czasem pomaga. Wtedy zaczyna się maraton, dociągam do dwóch godzin, zanim padnę jak nieżywy, bo na drugi wytrysk nie ma szans. Chowam go do bokserek i robi mi się żal. Penisa –  wyjaśnił po chwili – i siebie. Boli mnie, od jej niedelikatności i niewyżytości. Od paru godzin posuwania bez pożądania. Prawie codziennie.

– Też ją kocham – mruknął po chwili – ale nie daję rady, a ona ma mi to za złe. Pewnie szuka już młodszego kochanka, bo nic nie mówi o rozwodzie.

– Taaa i tylko na filmach porno i w opowiadaniach erotycznych tak łatwo doprowadzić je do orgazmu pochwowego – dorzucił Ksiądz.

– Tylko czterdzieści procent kobiet może go odczuwać – podsunął nieśmiało Profesor.

– I tylko dwadzieścia procent Polek, jak mi się czasem wydaje – uzupełnił Barman.

Zapadła cisza. Każdy z mężczyzn przeżuwał własne problemy z kobiecymi orgazmami. Milczenie musiało zostać przerwane, bo inaczej wszyscy by się utopili w żółci i pociągnęli ze sobą na dno pisarzy, scenarzystów i reżyserów porno. Świat pewnie by nie stracił, ale nie stałby się też piękniejszym miejscem.

–  Uwielbiają gasić światła – zaczął Młody. –  Nie wiem, jak to było z licealistkami czy z gimbusiarami, bo wtedy nie popychałem, a teraz jakoś nie napatoczyła się ani jedna. Wstydzą się swojego ciała, choć nie mają czego i czekają aż będzie ciemno lub każą mi zdejmować okulary.

– Wiesz, praca u podstaw, budowanie samooceny to ciężka robota w świecie popkulturowego ideału lalki Barbie – zbeształ go profesor. –  I ty powinieneś im w tym pomagać.

– Staram się. Kwiaty, komplementy, nawet parę wierszy zakułem i recytuję. Uwielbiam się bawić ich całym ciałem. Tyle, że to nie my jesteśmy problemem. One chcą być piękne dla innych kobiet. Co ja mówię – zastanowił się – piękniejsze od innych, by wzbudzać ich zazdrość. By jako samica dominować.

– Może racja – mruknął Profesor, myśląc o własnej żonie i jej nierejestrowaniu własnych fałdek, celulitu i zrogowaciałych stóp. Wolał kochać się przy zgaszonym świetle, by tego nie oglądać, ale nie chciał psuć marzeń Młodemu. Bowiem to, co dziś uważa za piękne i urocze niedoskonałości, za parę lat będzie go wkurwiać i obrzydzać.

–  Uwielbiają gasić światła – zaczął ponownie Młody. – Ostatnio wyrwałem na koncercie „Brzeszczotem po jajach”, nowego, undergroundowego, metalowego zespołu, śliczną Gotkę. Klasyczna uroda, nogi długie, cieniutkie, w glanach i czarnych, siatkowanych pończochach, do tego z prześwitem między udami. – Młody mlasnął, a reszta towarzystwa zamarła nasłuchując. – Mógłbym je głaskać przez cały koncert. Ona się śmiała, machał nimi i okrywała mnie burzą czarnych włosów. Wreszcie zabrałem ją do jej malutkiej studenckiej klitki, gdzieś w dzielnicy akademików, cały czas wkładając dłoń pod króciutką spódniczkę. Opierałem ją o losową ścianę, mocno przyciskając swoje biodra i całując gdzie popadnie, po szyi po piersiach, pod pachę. Przewróciliśmy kwiatek, krzesło i współlokatorkę, której kazałem spieprzać albo się przyłączyć.

– Przyłączyła się? – spytał z nadzieją w głosie Ksiądz.

– Gdzie tam – sarknął młody i poprawił okulary. – Pomarzyć to ja sobie mogę. Przyłożyła mi ręcznikiem w łeb i zwiała gdzieś w okolice łazienki. Wziąłem swoją Gotkę w ramiona i zaniosłem do jej pokoju. Wtulała się we mnie, nie wiem czy to była czułość, czy alkohol i chciało się jej po prostu puścić pawia. Rzuciłem ją na łóżko i zaczynam się dobierać do cieniutkiej bluzeczki z eksplozją supernowej, a ona do mnie: Elton John. Przez chwilę zbaraniałem rozkraczony nad nią. Ja? Elton? O co chodzi? „Puść Eltona Johna” – szepce, „lubię się przy nim kochać”. Dziwnie to zabrzmiało, ale pędem ruszyłem do kompa. O tak ręce mi chodziły – pokazał kolegom i Barmanowi, o mało co nie wywracając angielki z wódką – ale w końcu znalazłem jakąś playlistę tego angola i wracam do niej. Mruczała i wbijała mi pazury w plecy, bo w międzyczasie pozbyłem się koszulki, a gdy to samo chciałem właśnie zrobić z jej majteczkami słyszę: „zdejmij okulary”. Kurde, panowie mam po minus dziesięć dioptrii w każdym oku, a ona do mnie… no ale miałem taką ochotę, że miotnąłem patrzałki na biurko i znów biorę jej malutki, przekłuty sutek w zęby. „ Zgaś światło” mruczy i zakrywa piersi rękoma. Chciałem ją oglądać, podziwiać, każdy fragment ciała, które właśnie zacząłem uwielbiać. Szpiczaste piersi, drobne ciałko, lekko za długą szyję. Jesteśmy wzrokowcami – rzucił do reszty towarzystwa – i nie możemy tego ukrywać. Uwielbiamy dziewczęce ciałka i konsumujemy przede wszystkim oczami, bo powierzchnię języka mamy ograniczoną.

– Tylko, że jeszcze bardziej miałem ochotę ją przelecieć – podjął po chwili. – Zwyczajnie. Słuchać jej jęków, czuć ciepło ciała i wilgoć kobiecości. Więc zerwałem się, mrużąc oczy jak kret potruchtałem z nabrzmiałym kutasem miedzy nogami do wyłącznika światła, przesunąłem go i stała się ciemność. Całkowita, bo okno okrywały ciężkie, ciemne zasłony. Wracając po omacku w stronę wilgotnych dźwięków i cichych jęków potknąłem się o glana, wyrżnąłem jak długi o kant łóżka i straciłem szansę na najlepszy numerek w życiu. Oraz trzy zęby. Jak przyjechała załoga karetki okazało się, że mam pękniętą szczękę i lekki wstrząs mózgu. Kurwa, ich śmiech zapamiętam do końca życia.

Wszyscy wokół baru, za wyjątkiem Młodego, zachichotali.

– To nie było śmieszne– mruknął przepraszającym tonem barman i nalał wszystkim kolejkę. – Ale jeśli cię to Młody pocieszy, to wkładanie po ciemku do dziurki, jeśli twoja kobieta nie przypomina wodospadu Niagara, jest zajebistym problemem.

Wypili.

Potem rozeszli się do mieszkań, tak czy inaczej i takich lub innych, bo wszystkie mity się jakoś muszą kończyć: śmiercią Herkulesa, porażką Argonautów czy zwykłą i wulgarną awanturą domową.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Cudne! Uśmiałam się do łez. Wyrazy szczerego uznania. Jotka

Miło mi, ze się uśmiałaś;] Ale facetów też czasem niektóre rzeczy smucą w tym opowiadaniu;]

Oczywiście, domyślam się. I nawet jestem w stanie to zrozumiec. Czy wolałbyś, żebym napisała " takie biedactwa, jak mi ich żal" itp.?
Czy kobiety z litości maja udawac orgazm? To byłoby bardzo ponure. Wolę humor. Dlatego tak właśnie odebrałam ten świetny tekst.
Swoja drogą mocno ewoluują relacje damsko – męskie. Osobny temat do dyskusji. Kłaniam się. Jotka

Widzisz, kiedyś kobiety nie uzależniały swego szczęścia w pożyciu od orgazmu. Dlatego też nie miały bolesnego poczucia niespełnienia gdy nie szczytowały za każdym razem.

Podejrzewam, że były szczęśliwsze niż dzisiejsze adeptki Cosmo, które sądzą że każde zbliżenie ma być zwieńczone wspaniałym Trzęsieniem Ziemi, albo się nie liczy.

Szczery

Oczywiście – nie oczekujmy od mężczyzn niemożliwego czyli orgazmu przy każdym stosunku, ale przecież są też inne metody! Wystarczy trochę chcieć! 🙂

Ania ma rację, nie oczekujmy. Są kobiety pozbawione nawet tej zdolności i żyją szczęśliwie. Szczerze współczuję panom, którzy mieli okolicznośc wyłącznie z adeptkami Cosmo.
Nie wierzę, że wszystkie kobiety uzależniają swe szczęście w pożyciu od orgazmu. Ale ta, która jest za każdym razem indagowana, "czy było jej dobrze", nie zawsze odpowie szczerze. Nawet, jeśli nie jest od partnera uzależniona emocjonalnie lub finansowo. Nawet dziś.
A kiedyś egzystencja kobiety nie mającej własnych środków utrzymania, była całkowicie zależna od mężczyzn. Nie podejrzewam też, ze wtedy wszystkie były szczęśliwsze.
Ale cieszmy się tym, co mamy. Niech wam się wiedzie! Jotka

Sądzę, że najważniejsza jest po prostu wzajemna wrażliwość na potrzeby partnera. Niby nic dużego, a cieszy.

Dla mnie prawdziwą zmorą są faceci podobni do jednego z moich pierwszych partnerów (dość szybko zakończyłam tę znajomość). Otóż przeżyłam niejeden orgazm kiedy bawił się mną palcami, ze szczerą frajdą pieściłam go ustami i sielanka mogłaby pewnie trwać wieki, gdyby nie postanowił na sił ę zaliczyć ze mną swojego pierwszego razu. Zgroza! 😉 Kilka ruchów frykcyjnych, trochę sapania, jego orgazm, a potem teksty w stylu "…bo chciałem zobaczyć jak przeżywasz orgazm… Miałaś orgazm, prawda?" (tak jakby wcześniej nie widział jak wyglądam przeżywając!) ;D ;D ;D
Nie cierpię fallocentrycznych mężczyzn!!!

Myślę że waginocentryczne kobiety też bywają straszne:>

Osobiście za waginosceptykami jak i penisonegacjonistkami nie przepadam bardziej.

Uważam, że bardzo mocną stroną tej dyskusji jest natężenie neologizmów na centymetr kwadratowy 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Zgadza się. Precz z waginokracją, precz z fallokracją! Niech żyje kohabitacja!
Pa! Jotka.

Opowiadanie tyleż świetne, co ilustrująca go fotografia – okropna 🙂

Tym razem Seelenverkoper, którego znaliśmy już jako niepoprawnego romantyka ("Piosenka zza rogu ulicy") oraz miłośnika klimatów Gibsona i Dicka ("Warsaw Cyberpunk") zaprezentował się nam jako bystry obserwator i kronikarz męskich traum, kompleksów, osamotnienia oraz zagubienia. Wykreowany przez niego pub jest schronieniem dla poobijanych życiem samców, którzy czują, że ich dawna rola – zdobywców, panów sytuacji – staje się nieubłaganie przeszłością. Feminizm postępuje naprzód, kastrując tych wczorajszych władców świata. Kobiety zdobywają władzę, stają się asertywne, stawiają coraz wyższe wymagania. Wreszcie – zaczynają gardzić mężczyznami, którzy nie są w stanie ich spełnić. Ci zaś odnajdują oparcie już tylko we własnym gronie, gdzie mogą dzielić się swymi zgryzotami i znaleźć zrozumienie.

Jakkolwiek karykaturalny jest ów "Bar Schronisko", to przecież dotyka ważnych tematów. Zmieniająca się równowaga sił między płciami staje się frustrująca – pytanie, czy tylko dla mężczyzn, którzy zsuwają się z zajmowanego długo tronu. Wydaje się, że kobiety też nie są w tej nowej sytuacji szczęśliwe i spełnione – vide wizyta "Księdza" i jego małżonki u seksuolożki. Z wykastrowanych mężczyzn też nie ma wszak wiele pożytku. Rewolucja niesie ze sobą poczucie zawodu. Okazuje się, że zwycięstwo może mieć gorzki posmak, a miejsce dawnych problemów zajmują niespodziewanie nowe.

Chętnie przeczytałbym lustrzane opowiadanie – i poznał również smutki pań, które "wybiły się na niepodległość", ale straciły coś po drodze. Myślę jednak, że takiego tekstu nie napisze już Seelenverkoper, tylko jedna z naszych wielce utalentowanych Autorek. A może jednak się mylę i panie nie mają powodu do swoich frustracji? Jeśli tak, pokornie przepraszam i do nóżek padam, przebaczenia błagać. A potem udaję się do Baru Schronisko, by wypłakać wśród mych towarzyszy niedoli, tych Herkulesów i Argonautów naszej nieheroicznej godziny.

Pozdrawiam serdecznie,
M.A.

Może nie jestem typową kobietą, bo zdecydowanie wolę Kustoricę i Bergmana niż komedie romantyczne, ale obawiam się, że dużo łatwiej wychować sobie mężczyznę na kochanka idealnego niż uporać się z kompleksami kobiety, dlatego jeśli kobieta ma potrzeby i odwagę to wszystko jest możliwe 🙂
W związku z tym częściej narzekamy na to, że nie chcecie panowie wynosić śmieci niż na to, że przeszkadza wam zapalone światło 😉

Dziękuję Megasie;]
Widzisz sam jestem feministą, ale wkurza mnie, gdy kobiety starają się mnie kastrować. Palę to palę. Łażę po krzunach dwa dni to łażę. Nie mam ochoty gadać z twoimi koleżankami o centrum handlowym to nie mam.

Jednak właśnie o to chodzi, aby pozwalać żyć drugiej stronie tak jak tamta chce, nie naśmiewać sie z kobiet w biznesie ani faceta kwiaciarza.

Aniu kocham cię:* i chcę cię zaprosić na kolejny prywatny pokaz Bergmana:D
a tak bardziej na serio( oczywiście zaproszenie aktualne) co do filmów i swiatła to jest to przykładowe przerysowanie. Oczywiście zdarzają się takie kobiety, a nawet ich jest bardzo dużo( choć to zależy od pokolenia) które komedie oglądają i światło gaszą;] twój facet ma farta, że nie masz tego w zwyczaju.

Na Twoim miejscu bardziej bym uważała kogo zapraszam na prywatne pokazy ;D
Bywam niebezpieczna…

Mam psa do obrony ( no dobra nie do obrony, ale jak spanikuje to może ci się zaplatać o nogi. Bernardyn a tchórz i brak wartościowych rzeczy z wyjątkiem pary starych plakatów filmowych i książek.

O siebie się jakoś nie umiem umartwić ;]

A może właśnie o siebie powinieneś 😉
Mam iście sadystyczne zapędy…

Znakomite! Pełne smaczków rozmaitych, plastyczne i dowcipne, ze swadą napisane. Gratuluję Koperku:-)

Cóż gratulacje od portalowej legendy (bardzo młodej i rześkiej legendy!!! Pragnę zaznaczyć) to miód na ego;]

Będę pisał w miarę czytania. Wariacje na temat…

Kiedy zobaczyłem opowiadanie które nie ma numerka w tytule, oczy mi zapłonęły. Rzadki kąsek. (Rzymskie numerki też liczą się jako numerki choć to tylko literki.)

Ludzie, co to za zdjęcie! Jakie seksi!

Potem przeczytałem pierwszą linijkę i byłem już przekonany, że to będzie dobry wieczór.

Potem dwie kolejne. Nie rozumiem. translate.google.com – wciąż nie mogę zrozumieć. Google -> "dziewczyna z prowincji" – zestawienie tekstu rosyjskiego i polskiego ale szczerze mówiąc nie wiem który jest tłumaczeniem którego i co to za utwór. Jestem ignorantem, wio!

Cytując młodego Cejrowskiego (mniej-więcej) "elegancki drink >>szyło<< składa się ze szklanki spirytusu i łyżki mielonego pieprzu". Tak mi się przypomniało po tym piwie z wkładką. (Nienawidzę Cejrowskiego.)

Jestem niepalący. Prowokacja.

"Pub Schronisko" – brzmi jak fakt. Wyrocznia google… gada od rzeczy. Czyli pub to jednak fikcja albo mało kto o nim słyszał.

Szkło angielka? Ale ja jestem nieobeznany. Google… nie mogę znaleźć informacji o pojemności.

Ej, ale ja mam nadzieję, że to jest trochę przerysowane? Że w rzeczywistości nie jest aż tak…?

Angielka mi nie daje spokoju. Google. "Nie mylić angielki z bagietką. Bagietka jest dłuższa, cieńsza i ma lżejsze ciasto." Nie pomylę. Jest! Nazywa się to "old fashioned glass". 180-300ml. Do dna!

Komsomolec? Google. K-278. Polecam. Kolejna pływająca trumna o napędzie jądrowym. Tryumf radzieckiej myśli technicznej.
Komsomolec? Google. Komsomoł. Już wiem.

O nie. Już nie Barbie. Teraz Monster High. Po przeskalowaniu do rozmiarów człowieka byłby, delikatnie mówiąc, strukturalnie niestabilne.

Koniec.

To nie było erotyczne. Sory, już się poprawiam. Nie było podniecające. Ale dotrwałem do końca. Przeczytałem je do końca jako pierwsze opowiadanie erotyczne od długiego, długiego czasu.

O co chodzi z dedykacją? Starski zamówił sobie coś takiego?

Do przeczytania,
jestem

Pij jak piją komuniści to toast, który słyszałem w Petersburgu wiele lat temu. Końca świata słucham właśnie przez te miłe wkręty;]

Angielka czyli inaczej literatka ein achtel Liter.ale pojemność 100-150;] z tego co wiem…ale to regionalizm tu zależny od zaborcy.

Też nienawidzę Cejrowskiego

Troche przerysowane;] zebrałem parę historii z tego baru

I właśnie bar istnieje, tyle, że zmieniłem nazwę. Prawie dokładnie taki jak opisałem, tylko, że krzesełek jest siedem.
A dedykacja? Po prostu Starskiego od długiego czasu nie widziałem ani nie słyszałem a lubię z nim gadać. To postanowiłem wilka wygonić z lasu jego klimatem;] podrabianym ale zawsze.

"Kiedy zobaczyłem opowiadanie które nie ma numerka w tytule, oczy mi zapłonęły. Rzadki kąsek. (Rzymskie numerki też liczą się jako numerki choć to tylko literki.)"

Kolega Jestem ma rację, że ostatnio publikujemy głównie odcinki serii. Myślę,że warto częściej przeplatać cykle pojedynczymi opowiadaniami. Realizując ten postulat, w przyszłym tygodniu damy zapewne dwa "jednostrzałowce". A od października będziemy się starali bardziej to równoważyć.

Pozdrawiam
M.A.

Mocne, szczere, autentyczne i prawdziwe. Nadto nieoderwane od rzeczywistości, brutalnie realistyczne i okrutnie wiarygodne.

Takie jest właśnie powyższe opowiadanie.

Absent absynt

Fajny tekst, Seelenver.
Komentujący powyżej wymienili zalety. Mnie lekko zazgrzytał rozdźwięk między opowiadaniami Księdza i Profesora a Młodego. O ile dwaj pierwsi rzucali mięsiwem niczym ekspedientka u rzeźnika, swarnie i swojsko opisując własne przygody, to język Młodego za bardzo przypominał zwykłą narrację w opowiadaniu (majteczki, wilgoć kobiecości, takie tam). To jedyna uwaga narzekacza Seamana.

Poza tym – miodzio.

Pozdrawiam, s.

Seelenverkoper umie pisac, ale tym razem daliscie sie nabrac. :p

AS

ps

szerzej odpowiedzialem Ci na pokatnych

Kto dał się nabrać? I na co? "Bar…" to kawał świetnej pisarskiej roboty, choć może niekoniecznie opowiadanie erotyczne. Ale o temat ten z pewnością zahacza.

Absent absynt

Ty, jak widac.

To było pomocne…

Cóż, chyba każdy pozostanie przy swoim zdaniu.

Absent absynt

Zasadniczo trochę się różnią. Ci trzej. Ale mieli być łudząco podobni Starski, może zabrzmi to banalnie, ale jak się pożyje to wszystkie twarze się zlewają. Staja się podobne- ot za oceanem jest jak za rogiem oceanu.

Tani chwyt? Nie przeczę, tani.Ale miał to być mit, stad język, stąd układ.
Ostatecznie nie jestem Kierkegaardem ani Faulknerem Panie Starski- chyba za dużo ode mnie oczekujesz;] ot co najwyżej mogę poopowiadać jeszcze anegdotki chasydzkie.

heh no ja nie bede prowadzil tego samego dialogu na dwóch roznych portalach, mimo opcji copy and paste. TAKI foch panie.

Na początku się śmiałem, jednak po chwili spojrzałem na śpiącą żonę i jakoś mi zachciało mi się czystej..

Najbardziej szczera wypowiedź roku. Tak właśnie działa ów tekst.

Sprawnie, zabawnie i ogólnie git. Tyle, że to takie oklepane męskie grepsy z „Testosteronu” Saramonowicza i wszystkich późniejszych klonów. Jakby wprost wyjęte z ust Więckiewicza, Karolaka czy Adamczyka. Bez puenty, bo myśl, że faceci są z Marsa a babki z Wenus jest oczywista przed lekturą:).

Czy każda historia ma bawić i uczyć? Nie każda. bo w życiu nie wszystko lekcje niesie.

Co do Testosteronu możesz mieć rację ale dopiero teraz sobie zdaję z tego sprawę- rzeczywiście podobny wątek, ale historie chyba prostsze. Odrobinę. Może i nie. W każdym razie w pewien sposób nawet cieszy to porównanie do ikony popkultury.

Abstrahując od faktu, ze to opowiadanie jest mało erotyczne, jestem wręcz przekonana, że nauka to ostatnie co większość z nas chciałaby wynieść z opowiadań umieszczanych na tym portalu 😉

Coraz bardziej Cię lubie Aniu;] co nie zmienia faktu, ze przestraszyłaś mnie wizją "bycia niebezpieczną" bez doprecyzowania. Może więc odkłamiesz rzeczywistość i przedstawisz mi tę wizję dokładniej?;]

Jestem sadystką, nie ekshibicjonistką ;p
Chyba będzie musiało wystarczyć stwierdzenie, że lubię mieć władzę nad mężczyznami…

Dowcip mi się przypomniał;]
Do lezącego w szpitalu działacza LGBD przychodzą koledzy i mówią:
-Janek my się musimy do czegoś przyznać.My, w organizacji to wszyscy cię podziwiamy, gdy maszerowaliśmy na paradzie równości ty prowadziłeś szturm na ONR, gdy walczyliśmy o prawo do adopcji to ty nie bałeś się narodowców i NOPu, gdy maszerowaliśmy na belweder to ty pierwszy zwarłeś się z kordonem policji.
-Panowie- mówi zafstydzony Janek- ja też wam muszę coś wyznać. Ja nie jestem Homoseksualistą a masochistą.

Tyle z wyznań bo niestety ja nie przepadam za bólem;]

Dowcip rzeczywiście na miejscu ;D

Drogi Autorze, co prawda niegrzecznie, ale spytam (ciekawość nie daje spokoju) – w jakim jesteś wieku? Od dawna szukam mężczyzny, który nie pozwoliłby się wykastrować, niestety przed 30 rokiem życia żadnego jeszcze nie spotkałam.

Trzydziestki jeszcze nie dobiłem;] a co do kastracji to parę osób się stara i chyba najbliżej celu jest mój aktualny szef:D

Witam,
To i ja dołożę swoje trzy miedziaki. W analizę relacji damsko-męskich nie będę już się bawił, bowiem sam Autor uczynił to w sposób wielce udany, a i przedmówcy w komentarzach dorzucili swoje. Ogólnie rzecz biorąc – nie jest lekko. Takie czasy. Taki klimat.
Skupię się za to na małą chwilę na przyjemności z czytania powyższego tekstu i przyznam, że ta skądinąd ponura i dołująca wizja samczych traum, ubawiła mnie setnie. Zasłużyłeś w pełni Księżycowy Koprze na oklaski i najwyższą notę.
Pozdrawiam
SP

Dobry pomysł i napisane całkiem zgrabnie. Tyle dosłowności podanej po męsku. Brakowało mi trochę promieniowania tła… znaczy się odgłosów baru, by wyostrzyć apetyt w czasie i przed wypowiedziami bohaterów.

Napisz komentarz