Po prostu niebo cz. 5 (Santi) Brak ocen

12 min. czytania
David Zayas Jr, Dominique D'Vita,"Tell me", CC BY-NC-ND 3.0

David Zayas Jr, Dominique D’Vita,„Tell me”, CC BY-NC-ND 3.0

Po prostu niebo cz. 4

List L

Marie do Stana

Dzisiaj obudziłam się w zimnym mieszkaniu. Pierwszy dzień jesiennego chłodu. Czas odkręcić grzejniki i przejść w tryb zimowy, gdy na dworze spędza się jedynie trochę czasu, a nie całe dnie. Moja pierwsza myśl była z tych nieproszonych i miękkich. Miło byłoby Cię dotykać. Nieerotycznie. Dać zamknąć się w dłoniach na jeszcze parę chwil. Takie nie najbardziej słoneczne dni dobrze jest przecież zaczynać od pocierania skóry o skórę.

Całuję. Spokojnie i delikatnie. Choć długo. Tak, żeby serce szybciej zaczęło pompować krew, a oddech nieznacznie przyspieszył. I jeszcze raz całuję. Bardziej dziko. Jak miewam w zwyczaju, gdy świta mi w głowie myśl, że może mógłbyś we mnie wejść, choć na chwilę.

11 październik 20**

List LI

Stan do Marie

Dzięki za ciepły list. Za wszystkie. Zmieniasz sie trochę. Jesteś taka czuła w korespondencji.

11 październik 20**

List LII

Marie do Stana

Nie tyle zmieniam się w swojej korespondencji i nastawieniu do Ciebie, co raczej pokazuję więcej… Wciąż lubię słowa „pieprzyć” i „rżnąć”, wciąż chętnie rozłożę przed Tobą szeroko nogi, i wciąż jestem gotowa – gdy się mną znudzisz – udać, że też znudzona, szybko znajdę pocieszenie.

Choć prawdą jest też, że zawsze o tej porze roku budzi się we mnie jesienna dziewczyna. To na szczęście przechodzi, najczęściej z pierwszym śniegiem. Zresztą sam już zauważyłeś, że jest we mnie wiele kobiet. Moja znajoma pisała kiedyś o pewnej strukturze z magiczną liczbą 3 – rozpadania się na kobietę, dziewczynę i dziecko. Ja sama widzę w sobie raczej Herę, Atenę i Afrodytę, z tym że po letnich występach tej ostatniej, więcej miejsca robię dwóm pierwszym. Tak że obdzielam gości zupą dyniową z pomarańczą i imbirem, do gotowanych potraw dodaję dużo masła, chodzę na długie spacery i czytam książki dla samej przyjemności. Piszę takie właśnie listy…o niczym.

13 październik 20**

List LIII

Stan do Marie

Czytanie korespondencji od Ciebie to przyjemny, ciepły i ekscytujący sposób na spędzenie chwili. Do zobaczenia niedługo u mnie.

14 październik 20**

Ponownie jechała windą. Do niego. To samo osiedle, ten sam blok, znany zapach ścian. Tym razem nie płynęła pożądaniem. Jej umysł był szczelnie wypełniony mnożącymi się pytaniami. Można je było wszystkie właściwie sprowadzić do jednego – dlaczego z trudem przez nią komunikowane wyznania, on traktuje jak chwilowe fanaberie? W ten sposób na pewno chroni ich seks. Uczucia psują tę uprawianą miłość, zawstydzają i rozleniwiają. Promują czułość i troskę nad wyuzdanie. A tak za każde zranienie ona zażyczy sobie przynajmniej jeden orgazm i będą kwita. Prosty rachunek zysków i strat. Keep it simple, reguła mędrców. Jest jego kochanką, na chwile i godziny, raz na dwa miesiące na noc z kawałkiem dnia. Taką ofertę rzuciła kiedyś na stół, taka oferta została przyjęta. Ot wszystko. Tylko dlaczego płynie między nimi nieprzerwany strumień słów? Dlaczego on mówi o niej „cudna”, a czasem zupełnie się zapomina, używając „bądź” lub „zostań”?

Dojechała na właściwe piętro z jedną refleksją: za dużo słów. Za dużo pytań, liczb, historii z przeszłości, wyznań szeptanych do ucha w momentach szaleństwa. Chciała tylko ciszy i porozumienia ciał. Wyzwalająca myśl. Spadł ciężar z żołądka, gardło się rozsupłało. Zdać się na instynkt. Zanurzyć we własnej kobiecości, słuchając roztańczonej wewnętrznej bogini. Zawirować w rękach kochanka, pozwalając odejść wszystkim troskom. Dać się dotknąć i posmakować. Seks z nim był zawsze jak koktajl namiętności: dzikość, czułość i nieskrępowanie. Marie była jak „O.” Pauline Regie, jak „Maja” z filmowej Kama Sutry. Była najbardziej wyuzdaną kurtyzaną i najczulszą kochanką. Była sobą, we wszystkich odsłonach.

Idąc korytarzem ku właściwym drzwiom, przystanęła na chwilę, by  jednym ruchem sprawnie zsunąć stringi. W ten sposób bez słów mogła zamanifestować gotowość. Pokazać, po co przyszła i co najlepiej koi wszelkie jej niepokoje. Chciała, żeby on od razu wsunął dłoń pomiędzy jej uda. Łechtaczka puchła nadzieją na kontakt z palcami i językiem. Podbrzusze zalewały rytmicznie fale gorąca. Niech więc ją bierze, bez pytania i uprzejmości. Niech penetruje dłońmi, by później jak najszybciej wypełnić penisem.

Dotarła na miejsce. Gdy pukała, jej oddech był już przyspieszony, a usta bezwiednie lekko rozwarte. Stojąc na wycieraczce, zamieniała się w sukę z cieczką. To jedno było więc niezmienne..

List LIV

Stan do Marie

Znowu było cudnie. Twoje słowa były czarujące i zawstydzające. Ale wiedz, że jak na mnie (moje emocje, względnie: możliwości emocjonalne) naprawdę bardzo dużo Ci daję. Choćby się okazywało, że w efekcie to tyle, co nic. Oczywiście, biorę od Ciebie więcej, niż sam mogę dać. Zdaje się, że to wiem.

16 październik 20**

List LV

Chris do Stana

Stary, piszę do Ciebie ku przestrodze. Kumple chyba tak właśnie postępują. Czy wiesz, jakie słuchy chodzą po firmie? Od dwóch miesięcy mówi się, że wodzą za Tobą maślane oczy jednej z asystentek. OK. Nie pierwsza taka, nie ostatnia. Młode to takie i wiadomo, że szuka mentora. Ale ponoć ta dziecinka cieszy się ekstra względami z Twojej strony. Nie bądź głupi! Nie ryzykuj reputacji dla spódniczki. Co projekt zlatują się takie, jak ptaki do chleba – głodne rad, wsparcia, pochlebstw, machają nam przed nosem cyckami jak przynętą. Sądziłem, że już do tego przywykłeś. Ile to już bab spławiłeś? Czasem przeleciałeś przed i wyarłeś usta po. Ale zawsze po cichu. Bez firmowych romansów. Pewnie były takich setki. Ale to nieważne. O czym się nie mówi, to nie istnieje. A teraz plotkuje się już całkiem sporo. Może to spóźniony kryzys wieku średniego, co, stary? Znam na to niezłą terapeutkę. I kilka pięknych dyskretnych laseczek. Jedno z dwojga na pewno pomoże. Dobrze wiesz, że image to część naszej pracy. Wchodzimy w te firmy jak w kobiece ciała i sprawiamy, żeby piszczały z zachwytu. Audyty, doradztwo, czasem jakiś kontrakt. To nasz job. Płaci się nam słono. Jesteśmy rekinami. Pokaż raz, że jesteś rybką, a karmić Cię będą jak rybkę. Uważaj, stary. Mówię Ci. Mogę zostać w tym biznesie sam. Będę miał mniejszą konkurencję, ale szkoda byłoby takiego gracza jak Ty. Jesteśmy o krok od założenia spółki i zagarnięcia rynku. Ale żeby to się udało, musimy sobie ufać. Sam wiesz – braterstwo. A nie jakieś tam cizie, Marysie, Aneczki czy inne Iwonki.

16 październik 20**

List LVI

Marie do Stana

Dajesz mi o wiele więcej, niż kiedykolwiek poprosiłam. Proponuję przestać analizować, zabawić się wspólnie. Poczujemy bardzo fizycznie, gdy przestanie nam być po drodze. Ciała nie kłamią.

17 październik 20**

List LVII

Marie do Stana

Jak widzisz, nie potrafię przestać do Ciebie mówić. Chyba, że właśnie mnie wypełniasz. Wtedy krzyczę i wydaję nieartykułowane dźwięki aż po sąsiedzkie pukanie. Pytałeś, jakie były moje orgazmy. Dwa pierwsze: zapierające dech w piersiach, na skraju łez szaleństwa, przejmujące całe ciało. Nie przeżyłam takich od lat. To pewnie efekt złożenia wielu czynników… Tego, jak mnie przywitałeś; smaku wina, który zabrał mnie w piękniejsze miejsce; pornosa na ekranie, gdzie wielu mężczyzna brało jedną kobietę…i jeszcze tych razów pasem gęsto spadających na moje pośladki. Gdybym miała opisać mój wymarzony seks – wracałabym stale do scen, które wczoraj przeżywaliśmy.

Orgazm, który dostałam za sprawą Twojego języka na mojej łechtaczce, gdy sama czułam penisa w moich ustach… to  nie tylko skurcze macicy, ale wytrysk podobny temu męskiemu. Znam go i uwielbiam. Jesteś jedynym mężczyzną, z którym tak szczytuję (bo tak, bywały takie kobiety…). Zalałam swoje uda spełnieniem.

Ostatni orgazm – wyczarowany dla Twoich oczu. Niemal bolesny i suchy. Jakby ciało dochodziło, ale brakowało już ejakulatu do kolejnych wytrysków… Jak  wsunąłeś się we mnie po nim, czułam po prostu niebo.

To było istne szaleństwo. Nie sądziłam, że ja potrafię się tak kochać. Całą sobą, a nie tylko ciałem, jak to bywało do tej pory. Byłeś w mojej cipce, ustach, wyobraźni… Czekam na czwartek. Bo chcę tak znowu. To wysoce uzależniające.

20 październik 20**

List LVIII

Marie do Stana

Wpatruję się w Twój zielony status na skype. Wciąż tęsknię. Za kontynuacją, Twoim ciałem, bliskością. Dotykiem, głosem, sposobem,w jaki mnie przytulasz. I jeszcze tym, że potrafisz mnie uderzyć, czy oddać na mnie mocz, co czyni mnie tak bardzo Twoją. Coś się dzisiaj (podczas tej serii spotkań) dla mnie zmieniło. Gdybym była nastolatką, wyłabym z tęsknoty i pisała wiersze… A teraz upijam się trochę i tak sobie myślę, że kochanka staje się drugą kobietą wtedy, gdy pragnie być tę pierwszą. I ja chyba czasem, właściwie całkiem często, chcę być Twoją drugą kobietą.

P.S. A może jestem bardzo jak nastolatka. Rymowanka dla Ciebie:

Głęboko

głęboko we mnie wchodź

rozgrzanymi dłońmi i ustami

nazbyt natarczywymi myślami

wyobraźnią za mną wódź

bez pamięci razów nieudanych

czule prowadząc na smyczy

i smakując zakazanej słodyczy
przekraczania granic niepoznanych

do wykrzyczanej utraty tchu

rozchyl, dotknij, poliż

uderz, zerżnij, poniż

aż poczuję słodki zapach bzu

23 październik 20**

List LIX

Adam do Marie

To pewnie duże zaskoczenie, ten mój list. Znalazłem Twój adres mailowy, wklepując imię i nazwisko w wyszukiwarce. Raz kozie śmierć, można spróbować. Wyskoczył profil ze zdjęciem, przy okazji przeczytałem Twoje CV. Wiedzie Ci się, „assistant manager”. Ja pewnie jestem bladym cieniem z przeszłości. Dawno zapomnianym. Ale czułem, że jestem Ci winien jakieś słowo, choćby po latach, po siedmiu dokładnie. Bo pewnie wciąż wierzysz, że pierwsza miłość rzuciła Cię dla Boga. Może trochę tak było. Jak napisałem w pożegnalnym smsie (tak wiem, że takie sprawy powinno się załatwiać inaczej, przepraszam), naprawdę rozważałem zakon. Ostatecznie kilka miesięcy później wstąpiłem do seminarium. Rok byłam klerykiem. Ale to nie dla mnie. Myślę, że mówiłem o powołaniu, bo nie miałem odwagi przyznać się przed sobą, że zwyczajnie to całe „my” to nie było to. Szczególnie, że Tobie zdawało się być dobrze. Mnie ten związek uwierał, nie byłem w nim sobą. Choć pomysł, żeby uciec w celibat teraz wydaje mi się mocno śmieszny. W każdym razie rzuciłem to. Zrobiłem licencjat z systemów operacyjnych i teraz pracuję jako informatyk. Pamiętasz Marzenę z naszej klasy? Przyjaźniłaś się z nią na samym początku liceum. Wpadliśmy kiedyś na siebie, już po historii z sutanną. Zjedliśmy lody, powspominaliśmy i jakoś poszło. Od trzech lat jesteśmy małżeństwem. Mamy syna. Mały dwuletni szkrab. Radość i udręka. A więc wyszedłem też na ludzi, żebyś sobie nie myślała. Masz dzieci? Męża? Napisz może. Przecież moglibyśmy się przyjaźnić.

25 październik 20**

List LX

Marie do Stana

Po naszej skypowej rozmowie i kilku wspominkach z przeszłości sądzę, że nigdy nie będziesz tam, gdzie ja dzięki Tobie jestem. Chyba najczęściej kocham zupełnie w pojedynkę. Trochę mi szkoda. Miłość to cudowne miejsce. Tam zapiera dech w piersiach i ręce drżą, i całe ciało ogarnia skurcz…. I jeszcze naprawdę się tęskni. Wiem, że generalnie można wolicjonalnie „nie tęsknić”. Sama jestem w tym wytrenowana. Ale czasem sobie wyobrażam, że mi  w tych uczuciach towarzyszysz i mówisz to wszystko, co po dużej ilości wina… I wtedy jest niebo, nie tylko cieleśnie.

Zostanę blisko Ciebie na długo. Jeśli wytrzymasz. Pewna cena do zapłacenia jest zawsze, ale chyba każdy (a na pewno każda) od czasu do czasu pragnie wcielić się w Wertera. Wiele jest kwestią timingu. Od jakiegoś czasu czuję się „in the mood for love” (może już wspominałam, że uwielbiam ten film?). A że kochasz się ze mną, jakbyś ofiarowywał mi cały świat, no cóż. Prócz tego, że jestem przy tobie suką, zawsze gotową kochanką, to czasem zamieniam się jeszcze w dziewczynę, małolatę do przytulenia. Brakowało mi tego w życiu. Przez kilka ostatnich lat.

Postaram się pilnować pastelowego różu naszej relacji. Choć jak to bywa z namiętnościami, czasem wymykają się spod naszej kontroli. Cytując Ciebie: na razie żadne z nas nic nie straciło. Oby tak jak najdłużej. Dobrze, że stoisz na straży równowagi. Właściwie zazdroszczę Ci spokoju.

26 październik 20**

List LXI

Stan do Marie

Tak, zero boleści i przykrej tęsknoty. To nieznośne nastroje i tak niepotrzebne. Oczywiście łatwo mi to deklarować teraz, jak czuję się fajnie. Pamiętam, że dużą cześć swojego życia przetęskniłem i przebolałem. Kiedyś. Zupełnie bez sensu, to było bardzo przykre. Nie chcę tego powtarzać i nie życzę tego nikomu. Chyba remedium jakie znalazłem jest optymizm i przekonanie, że można cieszyć się życiem, związkiem, ale trzeba cały czas jakoś na to pracować (pracując też nad innymi pasjami). Ale nie cierpieć.

26 październik 20**

List LXII

Marie do Stana

Chyba uchwytuję to, co chcesz powiedzieć. Tęsknota jest piękna, o ile nie zmienia się w monodramat odgrywany na własne potrzeby. Tyle, że o ile ciężko zaskoczyć mnie nową pozycją, czy pomysłem na seks, o tyle uczucia są dla mnie permanentnym zaskoczeniem. Przeżywanym za każdym razem z pewną naiwnością i zaangażowaniem neofity. Więc może i wiem, jak powinno być. Może nawet już czegoś doświadczyłam (że nawet jeśli „nie można bez kogoś żyć”, to później żyje się zwyczajnie dalej, a potrafi być i piękniej). Ale wciąż nie panuję w pełni nad tym, co i w jakiej skali przeżywam. Tak jak orgazmy wymykają się spod mojej kontroli, tak i czasem emocje.

Sama do siebie mówię przekornie: „nabierz dystansu dziewczyno do tych wszystkich Stanów i emocji”. Jest przecież wiele etapów pomiędzy zauroczeniem, zakochaniem (którego dzięki Tobie doświadczam), a dojrzałą miłością. Ta ostatnia dopiero wyzwala się z egoistycznych chceń, a koncentruje na rozwoju i dobru kochanka. Utwierdza się w próbach i czasie. Jest zrozumieniem i wspieraniem. Tak myślę przynajmniej… I tego stanu bardzo mi brak. To pewnie esencja Twojego dziesięcioletniego związku. Nie ma fajerwerków, nie ma szaleństw, ale jest równowaga. Jest troska. Masz atmosferę do pracy, do rozwoju. Nudna czułość, bez której nie byłoby tak dobrze i bezpiecznie.

Nie. Nie kocham Pana, tego z opowieści i wyjazdów – pytałeś o to. Kiedyś może tak, ale wtedy też miłość miała dla mnie inne znaczenie. Kochałam go, jak dwudziestoletnia dziewczyna kocha swojego chłopaka (chłopaka-sadystę), z którym wierzy we wspólną jasną przyszłość od pierwszego spotkania (ale nie ma pojęcia czym ta „wspólna przyszłość” miałaby być). Imponował mi. Osiągnął sukces, był zdeterminowany i inteligentny, doskonały w łóżku. Potrafił o wiele zadbać, zwalniając mnie z odpowiedzialności. Uratował mnie ze smutku poprzedniego związku, gdy chłopak rzucił mnie dla sutanny.  Kolejna piękna historia. Ale z Panem spotykaliśmy się zaledwie parę miesięcy. Choć jego wpływ na moje życie, erotykę pozostał ogromny. Wypowiedziałam słowa „kocham Cię” po tym, jak bił mnie mocno, aż wreszcie na polecenie je z siebie wydusiłam. I uwierzyłam, że kocham.

Fakt, że dobrze żyło mi się ostatnio bez mężczyzn, jest dowodem na to, że jednak „można żyć bez powietrza”. Że rozstania bolą, ale nie zabijają. I że szczęście jest kwestią wyboru (ten Twój optymizm?). Moje serce zresztą okazało się prawdziwym ocaleńcem…

28 październik 20**

Wiersz Marie dla Stana, napisany na serwetce, podany dyskretnie w kafeterii podczas lunchowej przerwy

Chciałabym

chciałabym, żebyś mnie więcej dotykał

do śniadania, obiadu, na deser

i jeszcze wtedy, gdy będziesz zasypiał

całował jak mych ust największy koneser

chciałabym z Tobą we mnie płonąć po prostu

wieczorem, w nocy i z samego rana

jak ćma co stopi się w świecy wosku

chwilę wcześniej spełnieniem zalana

chciałabym być brana namiętnie

pozbawiona wstydu i oddechu

a Ty byś wargami napierał natrętnie

w znanym tylko kochankom pośpiechu

29 październik 20**

List LXIII

Stan do Marie

Fajnie jest czytać Twoje listy. Czekam na opóźniony samolot. Za oknami leją strugi deszczu, jest ciemno i zimno. Wracam do Twoich słów. Ale nie pojmuję dlaczego, skoro masz taki luźny stosunek do tych spraw, mówisz, że poruszają Cię moje inne relacje. Doceniam, że jesteś wyrozumiała, ale nie chcę Cię ranić. Z drugiej strony, mówisz, że jesteś we mnie zakochana, że jesteś moja. A przecież jesteś gotowa wyjść tak sobie na miasto i się całować albo, jak masz ochotę, nawet coś więcej. Nie traktuję tego jako zarzut. Wiesz, że to mnie raczej podnieca. Ale to zastanawiające, niejasne. Jesteś zagadką, droga Marie.

30 październik 20**

List LXIV

Marie do Stana

Poruszają mnie Twoje inne relacje, bo Ty nie uprawiasz z Tymi kobietami tylko seksu. Słuchasz ich. Ofiarowujesz czułość. Sprawiasz, że czują się wyjątkowe. A to ja chcę być wyjątkowa dla Ciebie. Rezerwuję czułość na rzadkie i specjalne okazje. Ty szafujesz czułością, jak ja seksem. Dla mnie to coś niemal świętego, cennego.

Wierzę, że nie dajesz innym tyle co mi. Przez ostatnie miesiące poświęciłeś mi bardzo, bardzo dużo czasu i uwagi. Fizycznie nie mógłbyś tego oferować innym w takiej skali. Dla mnie nie ma nic ponad czas cenniejszego. Wiem też, że kochasz się ze mną tak, jakby nic poza nami nie istniało, jakby to były najpiękniejsze chwile w życiu. Ciała nie kłamią. Ufam im czasem bardziej niż słowom.

Postaram się wyjść poza moje nieco dziecinne „bądź tylko mój”, bo realnie chyba nie jest to mi faktycznie potrzebne. O ile właśnie czuję się tak jak teraz – dopieszczona przez Ciebie na wiele sposobów. A zazdrość? No cóż…,przynajmniej wiem, że mi zależy. Nigdy nie napisałam, że dajesz mi za mało, wręcz przeciwnie, czasem jestem oszołomiona. I tylko momenty, gdy moja skóra nagle przestaje czuć Twoją są trudne.

Co do innych mężczyzn: po prostu sobie życz, jasno komunikuj. Chcesz grać moimi kochankami, chcesz klubu i szaleństwa w grupie, chcesz mojej wierności albo zasady „że tylko na Twoich oczach”? Dobrze. Powtarzam: ja nic nie stracę nie sypiając z innymi, dopuszczam możliwość innych kontaktów seksualnych (w rozsądnych ramach i fajnej jakości), o ile we dwoje coś zyskujemy. Chłopak z wczoraj miał piercing na języku, bardzo pobudzająca ozdoba…

Możemy się wieczorem zdzwonić na chwilę, sekundę, wyobrażenie Twojego dotyku na moich piersiach…i jeszcze Twoich ust całujących moje ramiona.

Całuję Stan. I biorę w wyobraźni do ust…

31 październik 20**

Po prostu niebo cz. 6

Santi (nieswieta.pl)

Z podziękowaniami dla redaktora tekstu – Karela. Za wszystkie pozostawione błędy odpowiada tylko i wyłącznie Autorka.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

"Dystansu do tych wszystkich Stanów czy emocji" – widzę tu pewną inspirację która sprawia mi wielką satysfakcję!

Odcinek-łącznik, ale ciekawy, tym bardziej że poszłaś za dobrymi radami i wprowadziłaś do tej historii nowe postacie.

Chris wydaje się podobny do Stana tylko bardziej wyrachowany i cyniczny. Za to Adam intryguje: pierwsza miłość Marie, a jednocześnie niedoszły ksiądz. Gość poszukuje. Czyżby szykowała się powtórka z rozrywki? Na pewno będzie ciekawszym kochankiem dla Marie niż mdły Stan.

Umiejętnie mieszasz style, dobrze Ci to idzie. Opowiadanie bardzo mi odpowiada, po krótkim okresie zwątpienia w ten cykl.

Mustafa

fraza ta "dystans do Stanów tego świata" przylgnęła do mnie i niezwykle mi się podoba. genialna gra słów. wykorzystałam – dziękuję. jak wiele innych podpowiedzi, które we mnie zagrały. choć pewnie nie raz jeszcze w ten cykl zwątpisz, drogi Mustafo. bo tak to już jest z cyklami, opowieściami posiekanymi na odcinki.

dziękuję za wszystkie dobre słowa,

Santi

Przede wszystkim, piękna ilustracja.

Po drugie, piękna opowieść. Coraz ciekawsza wraz z pojawieniem się dawnej sympatii. Cieszę się że nie przestałam wierzyć w potencjał tej historii. Jest dobrze, a ufam, że będzie coraz lepiej.

Trochę brakowało mi w tej części rozbudowanych scen seksu Marie. Uwielbiam o nich czytać. Jest taka poetycka w opisywania tego, co dzieje się między kobietą i mężczyzną. Chętnie też ujrzałabym ją też w scenie lesbijskiej – wszak Santi sugerowała jej biseksualizm.

Na razie jednak wystarcza mi, co otrzymałam i jestem za to głęboko wdzięczna Autorce.

Z dygnięciem
Murbella

ostatnie zdanie z Twojego komentarza – dla taki słów się pisze. jestem połechtana, zmotywowana, zainspirowana.

a co do biseksualizmu. no cóż. nie chcę tu nadmiernie mnożyć dobrodziejstw. Marie i tak wychodzi na seksualnego potwora. ale nic nie wykluczam. jak w życiu. kompletnie nic…

Santi

Smakowity kąsek. Tylko porcja zbyt mała:>

Być monogamistą, wiernym przez czas trwania związku to już niemodne, i mało kto o tym pisze. Autorka też płynie z prądem, a nie pod prąd mody, za co jej nie ganię, natomiast czy za to warto chwalić – oto jest pytanie.

Być zakochanym i dawać wolność ukochanej osobie, by mogła kochać innych – to prawdziwa miłość czy oszukiwanie samego siebie. Jak długo tak można? Kto to potrafi? Człowiek wielkiego ducha czy osoba niemoralna? Bohaterowie zdają się czerpać skądś siły, by przez miesiące trwać w takim układzie, a może nawet w nim wzrastają. Perpetuum mobile? Znowu pytam: jak długo tak można? Bo jeśli obustronne (kolejne pytanie: czy rzeczywiście obustronne, nawet kiedy niesymetryczne) emocje trwają tak długo i wiemy, że perpetuum mobile nie istnieje, to musi nastąpić zmiana.

Ciekawe jaką zmianę zaplanowała Autorka i czy jej się uda dobrze proces opisać.

Ukłony dla Czytelników

Karel

Oj bardzo smakowite <3
niesmowite Santi :3

Lindsey

:*

Napisz komentarz