Po prostu niebo cz. 4 (Santi) Brak ocen

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 9 minut/-y    
Perry Galahger, Dominique d'Vita, "Round", CC BY-NC-ND 3.0

Perry Galahger, Dominique d’Vita, “Round”, CC BY-NC-ND 3.0

Po prostu niebo cz. 3

List XXXV

Stan do Marie

Cóż Marie, jak to cudownie mieć tyle lat, co mam. By się nie zatracić. Nie oszaleć… do końca. A “tylko” cieszyć się i podniecać tym, co teraz ma miejsce. Ostatnie dni i historie były niesamowite, ale chyba jestem Ci winny wyjaśnienie. Ciągle pytasz o obrazy u mnie na ścianie. Namalowała je moja partnerka. Spotykamy się dwa razy w tygodniu od kilkunastu już lat. Pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć. Póki żadne z nas nic nie straciło.

20 wrzesień 20**

List XXXVI

Marie do Stana

A więc nie jesteś wolnym mężczyzną. Sądziłam, że te Twoje „inne historie”, to tylko przelotne romanse. Zdążyłam już sobie wyobrazić nasze szeptane, rozerotyzowane przed snem telefony. Szybkie trzeźwienie. Tyle razy mówiłeś, że się znudzę, że przestanę się spełniać w takiego rodzaju relacji. Teraz rozumiem.

Bałeś się, że będę chciała być za często i za blisko. Jak napisałeś: na razie żadne z nas nie poniosło strat. Nie było łez (nawet tych dobrych, z tęsknoty), żalu (nawet tego dobrego, że przecież chwila ta mogłaby trwać dłużej). Pięknie byłoby utrzymać takie tempo, ten stan. Choć jest to wielkie wyzwanie przy moim nieumiarkowaniu i obecnie nieumiarkowanej chęci intensyfikacji relacji z Tobą. Wciąż pociągającą jest dla mnie myśl o namiętnym romansie… Wydajesz się być do niego stworzony. Nawet, jeśli miejsce przy Twoim boku jest już zajęte. Niepoprawna ja. I tylko trochę czuję się oszukana. Położę głowę na poduszczę, odetchnę głęboko. Nie stało się nic.

21 wrzesień 20**

List XXXVII

Stan do Marie

Przyjedź do mnie. Na dwa dni. Jutro zadzwonię.

21 wrzesień 20**

List XXXVIII

Marie do Stana

Wczorajsza rozmowa poruszyła falę fantazji. Tym razem bez gdybań, a tylko o tym, co może się wydarzyć przez dwie noce i jeden dzień, które spędzę u Ciebie. Już bardzo niedługo. Będzie inaczej niż do tej pory. Wezmę zabawki. Pośpiech ubierania zastąpię chodzeniem nago po kuchni. Zostawię na chwilę szczoteczkę w Twoje łazience i pewnie porozrzucam rzeczy. Przywiozę znakomite wino. Chciałabym, żebyś się na to mentalnie przygotował. Chciałabym przygotować się i ja, poznając jeszcze kilka odpowiedzi.

1) Czy lubisz szpilki?

2) Jaka bielizna Cię podnieca? Niewinna biel, czerń, gorset, a może pełna, tradycyjna pidżama w kratkę? Moja szafa nie jest nieograniczona, ale wybór jest duży.

3) Czy mogłaby Ci się podobać lateksowa sukienka? Czy miałeś kiedykolwiek fantazje – skóra, latex, wet look?

4) Jaki masz stosunek do seksu analnego?

5) Czy oddałbyś mi się na 3 godziny dnia drugiego? Chciałabym Cię mieć na ten czas na własność. Pokazać siebie w pewnej odsłonie. W nocy o tym śniłam. Wyśniłam niemal gotowy scenariusz (jednak by miał siłę rażenia, musi pozostać niespodzianką). Bardzo mnie to podnieciło.  Mogłoby to dać Ci pojęcie, jakie emocje przeżywa strona uległa. Potrafiłbyś mi na tyle zaufać?

23 wrzesień 20**

List XXXIX

Stan do Marie

Ciekawy ten kontrast. Z jednej strony BDSM, bogactwo gadżetów i technik cielesnych, z drugiej moja spontaniczna czułość. W seksie chodzi mi o postawę: sposób mówienia, a w zasadzie kuszenia, patrzenia w oczy, podniecenie wyrażone ciałem i oddechem. Bawienie się sytuacją, nieustanny flirt. Kierowanie się raczej wyobraźnią niż wiedzą, co i jak. Stawiam na niewinną radość, delikatność. Nawet wtedy, gdy sytuacja wymaga wulgarności… Nie wiem, jak to wyrazić, pewnie to też zestaw technik tylko innego rodzaju, bardziej technika emocji. W sumie teraz sobie uświadomiłem, że takie coś praktykuję od zawsze. Co za zderzenie. Oddać Ci całkowitą kontrolę, nawet tylko na jakiś czas? To nie w moim stylu. Nie jestem też zwolennikiem seksu analnego.

25 wrzesień 20**

List XL

Marie do Stana

Tak, spotkanie będzie wyzwaniem. Ale wierzę, że i tak się odnajdziemy. Rozbudzimy na znane nam sposoby, może otworzymy jakieś nowe drzwi. Przemyśl jeszcze moją prośbę o trzy godziny Ciebie. Utrata kontroli, której się obawiasz, może być bardzo wyzwalająca. Nie nalegam. Wszystko co jest „hard”, można zrobić również w wersji „soft” – czyli nie zgwałcę Twojego odbytu butelką, nie wbiję szpilek w plecy po krople krwi. Skoro nie rwiesz się do seksu analnego – możemy zrezygnować. Temat zostawiam na kiedyś. Bo choć sama mam duże opory natury higienicznej, to mi sprawia on szaloną przyjemność.  Tak jak widziałam przeżycie prawdziwej ekstazy przy masażu prostaty. Lubisz niewinność i naturalność. Kontrast wobec mojego podziwu dla stylu dziwkarsko-planowanego. Ale dobrze, że jest to powiedziane explicite. Postaram się być możliwie otwarta…jak zawsze.

26 wrzesień 20**

List XLI

Stan do Marie

Masaż prostaty (palcem) to rzeczywiście jest coś, na co mógłbym się skusić. Z ciekawości. Dużo słyszałem.  A co do stylu dziwkarskiego czy puszczalskiego, to on się momentami łączy z tymi emocjami, o których pisałem. W sumie najbardziej podnieca mnie ta Twoja gotowość i chęć seksu, o ile nie jest to wyrachowanie.

26 wrzesień 20**

List XLII

Marie do Stana

W takim razie wpisuję jednorazowe rękawiczki na listę zakupów. Bo w Twoim wypadku, jeśli chodzi o zabawy analne, o niczym ponad palec nie myślałam. W swoim własnym, no cóż… To zależy od poziomu pożądania i rozbudzonego zaufania do Ciebie (oba muszą być bardzo wysokie), jak i Twoich chęci czy możliwości. Mi również głównie zależy na wrażeniach, a ich ogromną częścią są właśnie emocje. Obok czułości czy pożądania, takie jak niepewność, wstyd. Lubię wysycać je wszystkie. Role i te tak zwane ” mniej naturalne” zachowania mają tylko pomóc usunąć blokady. Choć ja przy Tobie do tej pory czuję się ich niemal pozbawiona. Spontanicznie przechodzę w tryb bezwstydnej rozpustnicy. Jakkolwiek to się dzieje, jakkolwiek to sprawiasz. Znowu chce mi się kochać…

27 wrzesień 20**

List XLIII

Stan do Marie

Trudno mi sobie wyobrazić, jak się wstydzisz. Schlebiasz mi tymi komplementami. Jestem trochę z innej bajki.

27 wrzesień 20**

List XLIV

Marie do Stana

Zdarzało mi się spędzać nawet kilkudniowe sesje z niemal nieznanym mężczyzną. Spałam na podłodze, jadłam byle co. Ale żeby tak po prostu razem… Denerwuję się, że mam z kimś spędzić dzień i dwie noce. Sesją rządzą pewne reguły, które są dla mnie jasne. To dominujący rozdaje karty, decyduje. Chyba trochę jestem dzika, jeśli chodzi o ten “normalny” świat… A może ta normalność kiedyś za bardzo mnie zraniła.

29 wrzesień 20**

List XLV

Marie do Stana

Fantazja na dobranoc.

Preludium: staję przed lustrem, Ty pół kroku dalej, za moimi plecami. Obserwujesz dziewczynę z odbicia. Jeszcze jestem ubrana – w czerwoną sukienkę, choć już bosa. Przesuwam dłońmi po własnej szyi i dekolcie, tak jak czasem to robię, gdy uprawiamy wirtualny seks i nie mogę dostać Twojego dotyku. Rozbudzam się sama, przymykając oczy. Czuję pod palcami materiał opinający piersi i opływający wokół bioder. Maluję w ten sposób własne kształty. Sycę się nagością pod cienką tkaniną. Pozwalam rozpiąć Ci sukienkę. Nic ponad to. Zsuwam ją sama z ramion, odsłaniając nagie piersi. Dotykam się. Tak, jak robię to zawsze dla Ciebie. Bawię się, szczypię twarde sutki. Wyrywa to ze mnie westchnienia. Chcę byś patrzył.

Interludium: zsuwam sukienkę, która opada na podłogę. Jestem naga. Widzisz mnie taką w lustrze. Ja widzę siebie taką: piękną i rozkołysaną pożądaniem. W Twoim spojrzeniu rozpoznaję pragnienie. Pieszczę ciało, głaszcząc brzuch, biodra. Lekko rozchylam nogi i się pochylam, by dotknąć wewnętrznej strony własnych ud. Przesuwam dłońmi po krągłej pupie. Prostuję się, by zacząć pieścić łechtaczkę. Zataczać powolne kręgi i czuć, jak puchnie purpurowy koral rozkoszy. Zagłębiam palec odrobinę we mnie i oblizuję. Po chwili palec powraca. Wsuwam go głębiej, lecz tym razem daję Ci go posmakować. Nic ponad to. Wracam do pieszczoty siebie.

Postludium: gdy jedną ręką wciąż zabawiam się sama, druga wędruje do tyłu, do Twojego krocza. Wyczuwam twardość chuja. Wyciągasz go dla mnie i pozwalasz się dotykać. To ja szafuję przyjemnością – własną i Twoją. Zapominam o lustrze, choć Ty właśnie w nie patrzysz. Jęczę z podniecenia i czucia. Zatracasz się. Przyciskasz brzuchem do ściany, lekko unosząc i rozchylając pośladki. Wchodzisz we mnie. Moja cipka jest mokra. Ty za to jesteś twardy i spragniony jej gorąca. Tańczę razem z Twoim ciałem, nabijając się każdym razem mocniej – choć zupełnie niespiesznie. Tak, jakby do wysmakowania był każdy ruch, każde przesunięcie się członka w pochwie, tarcie ciał. Szybko zaczynam błagać, byś przyspieszył. Chcę krzyczeć i szczytować bezwstydnie, zalewając Cię swoim orgazmem. Trzymając mnie ciasno przy sobie, robisz krok w tył. Chwytasz moje wyciągnięte do tyłu ręce, splatając je ze swoimi, tak by nie stracić równowagi. Zaczynasz rżnąć mnie ostro, swoją kochankę idealną, dziwkę od ero-zadań specjalnych. Oboje zaczynamy krzyczeć. Próbuję wyszeptać jeszcze, że dłużej nie wytrzymam. Dźwięk zamienia się w jęk orgazmu. Gdy wciąż przeżywam  swoje skurcze, klękam, otwieram szeroko usta i wysuwam język. Ledwie dotykasz swojego penisa, a wytryskuje z niego obficie sperma. Gdy prącie dotyka koniuszka języka, przechodzą Cię kolejne dreszcze. Teraz to ja smakuję.

30 wrzesień 20**

List XLVI

Marie do Stana

Mam nadzieję, że wniknęłam intensywnie w Twój poranek swoimi słowami. Tak jak Ty przeniknąłeś mój wieczór, całą moją wyobraźnię, a później ciało – gdy masturbowałam się pod prysznicem. Ciepła woda spływała po moim ciele, a ja wciąż czułam, że mnie obserwujesz. To jedna z najbardziej realnych fantazji, jakie zdarzyło mi się mieć. Mogłabym niemal przysiąc, że to wszystko zdarzyło się wczoraj naprawdę. Mam jeszcze głowę pełną szczegółów: Twojego lekkiego uśmiechu, gdy stanęłam pomiędzy Tobą a lustrem, narastającego tempa swojego oddechu, Twoich rozkołysanych pożądaniem bioder, momentu otarcia się o Ciebie nagimi pośladkami. Tylko smaku nie znam. Jeszcze.., bo wyobraźnia w tej jednej kwestii wydaje się być bezużyteczna. Już się nie denerwuję na myśl o naszym spotkaniu. Wiem, że będziemy mieli co robić. Miałam mówić do Ciebie mniej. Ale to wciąż sprawia mi przyjemność. A ja przyjemnościom zwykłam raczej ulegać…

1 październik 20**

Marie do Stan – sms w drodze od niego do jej domu

Trzyma mnie wyobrażenie momentu, gdy z podciągniętą sukienką usadawiałam się tuż nad Twoją twarzą i kazałam Ci się lizać. Twoje ręce zajęte są sobą. Jest coś nieskończenie fascynującego w tym obrazie.

5 październik 20**

XLVII

Marie do Stana

Mam bardzo dużo emocji po naszym spotkaniu. Pamiętam tę chwilę szaleństwa spotęgowanego alkoholem i miłosnym uniesieniem, gdy usłyszałam “chciałabyś zostać na zawsze? zostań na zawsze” i “a co jeśli to ja później nie będę mógł bez Ciebie żyć?”. Choć to tylko taki moment, przegoniony przez poranek i powrót trzeźwości, to jednak miał miejsce… Trafnie zdiagnozowałeś przyczynę mojego przeżywania orgazmów przy Tobie. „Zakochanie”. Pewnie dlatego potrafię i chcę przy Tobie zasypiać, tak jak uwielbiam, gdy zamykasz mnie w swoich ramionach. Tyle, że tak jak dla mnie to wszystko “takie wyjątkowe”, tak dla Ciebie to część codzienności, Twojego podejścia i relacji z kobietami. “Taki wyjątkowy” jest dla Ciebie natomiast seks ze mną, który akurat ja zwykłam byłam dzielić z innymi… Wszystko odwrotnie. Uwierać mnie zaczęła okrutnie myśl, że spałeś kilka nocy wcześniej z jeszcze inną kobietą, bo Twoją pierwszą kobietę już niemal przełknęłam. Mam ochotę teraz uciec, bo jeszcze mogę i jeszcze wielkich szkód po obu stronach nie będzie. To też „peak point” naszego romansu – bez wyrzutów i oczekiwań, czyste zadziwienie i satysfakcja. Mogłoby zostać wspomnienie idealne. Pomyśl o tym, jak o propozycji… Ale jak powiedziałam w pijackim amoku  –  to właściwie bardzo chcę zostać. W relacji bliskości. Z uprawianym możliwie często seksem. Tyle, że na pewno nie chodziłoby tylko o niego.  Co zresztą wiesz i czujesz… Pomyśl spokojnie, czy na pewno mnie jeszcze chcesz. Mam całe mnóstwo przemyśleń… Lubię spotkania w takim intensywnym formacie. Przez stałe przebywanie odzierają z wyobrażeń, pozwalając na konfrontację z rzeczywistością. I jeszcze raz dziękuję za wszystko, bo szczegółowa lista byłaby naprawdę długa.

6 październik 20**

List XLVIII

Stan do Marie

No przecież wiadomo, że gdy o mnie chodzi, to „chcę”.  To przecież Ty odejdziesz. Takie są przewidywane scenariusze. Na podstawie moich doświadczeń.

6 październik 20**

List XLIX

Marie do Stana

Myślę, że czas przestać żonglować możliwymi scenariuszami, a skupić się na tym, jak ten realizowany uczynić zapierającym dech w piersiach. Poza tym moje doświadczenie wskazuje raczej na to, że mężczyźni nauczeni przeze mnie chcieć i prosić o więcej, w pogoni za marzeniem po prostu o mnie zapominają, znikając nagle i bez uprzedzenia. Inna rzecz, że po kilku latach, wiedzeni jakimś rodzajem nostalgii, pragną powrócić. Dla mnie wtedy jest już za późno. Tylko raz próbuję być blisko. Wiem też dlaczego (jak pewnie wiele kobiet w Twoim życiu) mierzę się tak boleśnie z tematem “wyłączność/wyjątkowość”. Ciągłe pomnażanie kochanek, szczególnie od kiedy ja jestem jedną z nich, staje się jasnym przekazem, że ja to za mało, że Cię nie zaspokajam, że czegoś mi brak, czegoś, co dają Ci inne. Dlatego koniecznie proś o więcej od życia, ale jeśli długo będziesz prosił o inne, nowe kobiety, to w końcu najpewniej je właśnie dostaniesz. A ja pójdę tam, gdzie chce się właśnie mnie. Co znaczy “długo” i “ciągle” w tym kontekście? Tego nie wiem… Na ten moment jest mi dobrze. Doświadczane orgazmy są tego najpewniejszym znakiem. Cenię czas i uwagę, którą ofiarowujesz właśnie mi. Czuję się chciana i rozpieszczana – głównie Twoim sprawnym językiem. Na przyszłość – tym bardziej jesteś w tej komfortowej sytuacji, że jeśli po prostu chcesz seksu z innymi kobietami, możemy je wspólnie pouwodzić…

7 październik 20**

Po prostu niebo cz. 5

Santi (nieswieta.pl)

Z podziękowaniami dla redaktorów tekstu – KP oraz White Wolf. Za wszystkie pozostawione błędy odpowiada tylko i wyłącznie Autorka.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Czy wymiana listów daje tyle swobody w prowadzeniu historii, co inne, bardziej standardowe sposoby narracji?

Zastanawiam się. Wydaje się, że to jednak spore ograniczenie, choć oczywiście ma swoje zalety. Pozwala subiektywnie, słowami bohaterki zobrazować jej afektowane wnętrze, jej głód, którego nie ośmielę się nazwać, bo albo źle jego istotę zdefiniuję, albo zbyt banalnie określę. Bohater jest w tym dialogu trochę jak ściana na tenisowym boisku treningowym. Bohaterka wkłada w uderzenia całą swą moc i zaangażowanie, piłeczka odbija się od ściany-bohatera w dość przewidywalnym, monotonnym rytmie.

Właśnie. Monotonnym. Znowu się zastanawiam, czy te szczere, afektowane wynurzenia bohaterki nas nie znudzą. Nie ich treść, bo tu autorka wykazuje nieustanną inwencję, lecz ich już niemal znany na pamięć nastrój. Myślę, że utrzymanie jednolicie epistolarnego charakteru tekstu tym właśnie grozi. Dlatego warto czynić to, co autorka czyniła wcześniej. Odejść na chwilę do innego trybu narracji, dać odpocząć czytelnikowi.

a więc Autorka "Nieba" stale odkrywa ograniczenia i zalety takiej narracji. nieustannie szuka. czasem eksperymentuje. choć listy jakoś nie chcą jej już opuścić. dziękuję za ten komentarz. spróbuję zmierzyć się z monotonią.

ściskam,

Santi

Po nieco słabszej moim zdaniem części 3, to opowiadanie znów uderza w czułe struny mojej duszy. Uwielbiam Marie! Jej sposób myślenia, odczuwania, jej immanentny i nieokiełznany erotyzm. Gdyby nie była tak stanowczo hetero, z przyjemnością spędziłabym z nią wiele miłych chwil i zastąpiła tego niesympatycznego, napuszonego i pustego wewnętrznie Stana. Ech, mogę tylko pomarzyć… ale od tego przecież wszystko się zaczyna!

Całkiem już przekonana fanka
Murbella

"Na przyszłość – tym bardziej jesteś w tej komfortowej sytuacji, że jeśli po prostu chcesz seksu z innymi kobietami, możemy je wspólnie pouwodzić…" – chyba nie aż tak stanowczo heteroseksualna 😉 jak to kobiety w ogóle…

Santi

Stylistycznie ten cykl zaczyna trochę nudzić. Po poprzednim bardziej fabularnym rozdziale powrót do formuły listów wydaje się regresem.

Gdyby jeszcze to były ciekawe listy… ale Stan to nudziarz o charyzmie mokrej ścierki. Marie bardziej interesująca, choć koszmarnie zmanierowana. Generalnie marnuje się dziewczyna korespondując z tym bucem. Czy naprawdę nie ma wokół siebie kogoś bardziej intrygującego niż ten banalny do bólu zębów pan menadżer? Gość nawet nie wie, jaki skarb wpadł mu w ręce. Frajer.

No nic będę czytał dalej w nadziei na odmianę. Może Marie przejrzy na oczy i zrozumie, że na świecie jest 3,5 mld mężczyzn, nie trzeba skupiać się na tym chłopku-roztropku. Może jakiś romans lesbijski na boku? Tak dla odświeżenia. I nabrania dystansu do Stanów tego świata.

Mustafa

"nabrać dystansu do Stanów tego świata" – zanotowałam. genialnie przewrotne.
dziękuję.

Santi

O to była uwaga Mustafy. Dlaczego nie wprowadzisz trzeciej osoby> Czwartej? To mogłoby zadziałać. Na przykład w niebezpiecznych związkach taki przeplataniec jest wspaniały i ciekawy. Mi to opowiadanie podeszło po , rzeczywiście nudnej, części poprzedniej.

pomyślę nad większą ilością postaci. choć obiecać nie mogę, że pojawią się już w tej wersji historii. dziękuję za komentarz.

Santi

Dobry wieczór,

lektura 4 rozdziału "Po prostu niebo" była jak powrót do znajomego już miejsca. Po poprzednim, "fabularnym" odcinku wróciliśmy do ciągu epistoł. Z jednej strony cieszę się, że BDSM nie jest tu tak obecne jak ostatnio (nie mój styl, więc pasuje mi, że i Stan w tym nie gustuje), z drugiej formuła listów zaczyna się powoli wyczerpywać. Głównie za sprawą wskazanej już przez innych Komentatorów słabości Stana. On naprawdę nie jest godnym partnerem do dyskusji z Marie. Nie ta przenikliwość, nie ta refleksyjność. Dlatego pomysł Seelenverkopera, by wprowadzić nowych korespondentów byłby godny rozważenia, gdyby nie fakt, że Santi ma już zapewne wypracowaną koncepcję całości i teraz nie będzie już wszystkiego odkręcać.

To, co czyniło fajnym "Niebezpiecznie związki" były m.in. zmiany narratorów. Każda z postaci miała odmienny sposób patrzenia na sprawy, zauważała co innego, ofiarowała Czytelnikowi inną wrażliwość. Tutaj mamy wprawdzie dwie diametralnie różne postaci – ale jednak to trochę za mało. Podejrzewam, że gdyby "Niebezpieczne związki" składały się wyłącznie z korespondencji wicehrabiego de Valmont i prezydentowej de Tourvel, też dość szybko mogłyby się przejeść. Ale tam mieliśmy również markizę de Merteuil, Cecylę de Volagnes, kawalera Danceny'ego… nawet gdy któraś postać nas nużyła, zaraz do głosu dochodziła następna.

Nie chcę przez to powiedzieć, że cykl "Po prostu niebo" mi się nie podoba. Czytam go dla postaci Marie. Jak dla mnie listów Stana mogłoby tu wcale nie być – bo nie wnoszą niestety nic wartościowego. Opowieść ta przypominałaby wtedy raczej dziennik intymny Marie i jako taki świetnie by się sprawdzała.

Tak więc – albo zwiększenie liczby osób dramatu, albo wręcz przeciwnie, wycięcie głosu Stana, który mimo trzech rozdziałów, w których miał możność wystąpić, nie stworzył niezapomnianej kreacji. Każdy z tych zabiegów zwiększyłby moją przyjemność z lektury.

Pozdrawiam
M.A.

dziękuję za ten bardzo konstruktywny i inspirujący komentarz. coś niecoś może się zmieniać z odcinka na odcinek, ale już na pewno wiele zmieni się w nowszej wersji, która najwidoczniej musi powstać, by rozprawić się z monotonią.

Santi

Santi

Dobry Wieczór!
Zgodnie z obietnicą pilnie śledzę tę serię i w przypadku tego odcinka muszę się przychylić do zarzutów przedmówców. Marie jest gadułą, która w dodatku jest świadoma swoich potrzeb. a Stan delikatnie mówiąc nie błyszczy.

Nie chcę się mądrzyć, skoro masz wypracowaną koncepcję całości, ale jakaś odświeżająca zmiana byłaby wskazana. Lubię czytać opowiadania w klimacie BDSM, ale wydaje mi się, że odrobina staromodnej klasyki nikomu nie zaszkodziła.

Jedna rzecz mnie zastawia: Dlaczego tak twardo obstajesz przy formie listów? Podziwiam za upór w postaniu, ale chyba trochę sama utrudniasz sobie życie.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że seria wyjdzie z kryzysu, jaki dotknął ją w tym rozdziale.
Foxm

Nie zmieniaj formy, ilości bohaterów też nie..- gdy zacznie się to zmieniać nie będzie już tak intymnie… Odkrywaj lecz nie zmieniaj czegoś co jest dobre, by było lepsze- bo lepsze się już nie da.:*
Idealnie, idealnie jak zawsze. Uwielbiam poczytywać tą historię, raz za razem- to jest przyjemne, bardzo.

Całuję, Li.

Napisz komentarz