Kamila: Strumień (Smok Wawelski)  3/5 (1)

16 min. czytania

Od Autora: Witam wszystkich, którzy czy to błądząc po odmętach internetu, czy też nieco bardziej świadomie, trafili na moje opowiadanie. Uznałem, że przed rozpoczęciem lektury warto byłoby złożyć Czytelnikowi kilka słów wyjaśnienia. Kamila nie jest zwykłym opowiadaniem. Powstała jako eksperyment w zakresie poszukiwania przeze mnie formy, w którą można by ująć myśli, przeżycia i rozterki wewnętrzne bohaterki. Jako eksperyment proszę je też potraktować.

Niech to opowiadanie będzie chwilą wytchnienia przed powrotem do klimatów grozy, które jeszcze w sierpniu znajdą swój punkt kulminacyjny na łamach Najlepszej Erotyki.

Żeby nie przedłużać, zapraszam do lektury i podzielenia się opiniami, dotyczącymi opowiadania.

Duże, obszyte materiałem guziki tworzyły idealnie prostą linię, rozdzielającą jej piersi. Sukienka, którą miała na sobie sięgała pewnie do połowy ud, jednak sposób, w jaki leżała na miękkim i ciepłym kocu sprawiał, że w tej chwili była podciągnięta tak, iż odsłaniała większą część jej młodych, słodkich nóg. Wprawny podglądacz z pewnością starałby się znaleźć taką pozycję, aby dostrzec choć fragment bez wątpienia seksownej bielizny. Jeśli w ogóle ją miała. Ciemnografitowy materiał sukienki pięknie komponował się z delikatnym brązem jej opalonego ciała. Połączenie tych kolorów sprawiało wrażenie, że tonacja materiału wpada w lekki granat, może z domieszką zielonego.

Trudno już teraz powiedzieć, bo widok ten był tak ulotny, że nawet gdyby zrobić wówczas zdjęcie, pewnie pojawiłby się problem z określeniem dokładnej barwy. Dekolt sukienki, który dosyć dynamiczną, lecz nie ostrą linią odkrywał fragment ciała, był bardzo elegancki. Nie zdradzał nawet rąbka tajemnicy tego, co kryło się nieco niżej. Jednak jego linia prowadząca w dół od ramion pozwalała na fantazjowanie o kobiecych atrybutach. Ramiona miała zakryte, jednak tam, gdzie kończyły się rękawki, można było podziwiać równo opalone ręce, a podążając dalej wzdłuż nich, w miejsce gdzie splatały się ze sobą na brzuchu, , docierało się do pomalowanych paznokci. Zachwyt wydawał się najodpowiedniejszą reakcją na ich kolor. Widać było, że fiolet lakieru wybrany został przez osobę, która miała dobry gust i smak.

Głowa, lekko odchylona na bok, odsłaniała subtelną linię szyi, która zdawała się kusić do pocałunków. Delikatny puder i róż na odsłoniętym policzku sugerowały, że ma się do czynienia z romantyczką, świadomą swoich atutów, ale też na tyle nieśmiałą, że kryła się za nienachalnym makijażem. Przymknięte powieki zakończone były długimi, ciemnymi rzęsami, kontrastującymi z jasnym, pastelowym policzkiem. Całości dopełniały intensywnie różowe, pokryte błyszczykiem usta. Rudawe włosy, w odcieniach mieniące się złotem odgarnięte były w tył, tak że tylko długa, skośnie ułożona grzywka zakrywała momentami jedną z brwi. Reszta włosów opadała swobodnie na boki, zakrywając płatki uszu, które zapewne słyszały w życiu niejeden komplement i niejedną zachęcającą propozycję.

Jednak to, co zachwycało w niej najbardziej, to uniesione nogi. Leżała na kocu, oparta stopami o ścianę. Seksownie odkryte uda kończyły się tuż przed linią kolan. Kończyły się, gdyż dalej było to, co sprawiało, że wielu mężczyzn traciło głowę, ich mowa stawała się bełkotliwa i byli w stanie wykonać każde polecenie, niczym golemy ulepione tylko po to, by wykorzystać ich siłę. Szary materiał zakolanówek, które miała na sobie, rozpoczynał się miękkim ściągaczem, by chwilę później przejść w symetryczne wzorki ciągnące się wzdłuż łydek, aż do samych stóp. Dzięki temu jej nogi sprawiały wrażenie jeszcze dłuższych i smuklejszych. Jej idealne proporcje kłóciły się z tym, co często mówiła o swojej wadze i konieczności ćwiczeń.

– Piękne zdjęcie, kto ci je zrobił? – głos Magdy wyrwał Kamilę z zamyślenia.

– A… to. Też je lubię. Razem z Markiem wygłupialiśmy się kiedyś i urządziliśmy sobie profesjonalną sesję zdjęciową. – mówiąc o profesjonalizmie Kamila uniosła dłonie i wskazującymi oraz środkowymi palcami obu dłoni zaznaczyła cudzysłów, w który należało ująć to określenie.

– Jest naprawdę świetne, takie zmysłowe, romantyczne, cała ty. Masz więcej z tej sesji? – Magda zaczęła nerwowo naciskać klawisz komputera w poszukiwaniu innych zdjęć koleżanki. Fotografie przeskakiwały co chwilę na ekranie, ukazując Kamilę w różnych sytuacjach, na wakacjach, podczas imprezy rodzinnej, na zeszłorocznej zabawie sylwestrowej, na zakończeniu roku szkolnego.

– Zostaw, bo jeszcze znajdziesz takie, których nie powinnaś widzieć. – Kamila szybko zatrzasnęła ekran leżącego na kuchennym stole laptopa., Przytrzymała dłoń na obudowie komputera i gdy uświadomiła sobie, jak niedorzecznie, a nawet trochę przerażająco wyglądała ta sytuacja, spojrzała na zdumioną Magdę. Dziewczyna ledwo co zdążyła cofnąć dłonie i uciec przed opadającą obudową. Zanim udało jej się wyjść z osłupienia, usłyszała:

– Proszę cię. Korzystajmy z niego tylko do słuchania muzyki. Nic więcej nie jest nam potrzebne.

Z czajnika stojącego na kuchence gazowej zaczęła wydobywać się para i cichy gwizd, który odwrócił uwagę dziewczyn od niezręcznej sytuacji.

– To ja przygotuję coś do picia.

– A ja wyciągnę coś słodkiego. Mi możesz zrobić kakao. – Kamila pomimo swojego wieku ciągle piła gorący, mleczny napój. Lubiła ciepło, rozchodzące się po ciele od przełyku, przez gardło, prosto do żołądka. Magda często z niej żartowała, że zachowuje się jak małe dziecko, ale tym razem podarowała sobie jakikolwiek komentarz.

Chwilę później po pokoju rozprzestrzeniały się różne aromaty. Wprawny zmysł powonienia był w stanie wyróżnić dwie główne pięciolinie zapachowe, które można było rozbić na takty oraz nuty. Początkowo, z wysokiego C swoiste preludium grały mleczne zapachy, które z czasem przeradzały się w nieco niższe tonacje durowe, kochanych przez każdą kobietę ćwierćnut czekolady. Etiudy takie, przenikające się nawzajem brzmiały przez chwilę w nosach, by przejść do cięższych, bardziej nostalgicznych tonów nokturnów, których akordy tworzyły zapachy malin, jeżyn i innych leśnych owoców, będących kompozycją ulubionej herbaty owocowej Magdy. Orkiestra, gotowa zagrać każdy utwór powędrowała w pojemnych kubkach na stolik przy kominku, na którym stały już delicje, pierniki i wafelki, będące dla kakao i herbaty tym, czym dla muzyków symfonicznych są soliści, wykonujący piękne arie do granych przez nich utworów. Jeszcze szybka wizyta przy komputerze i chwilę później po całym domu wraz z aromatem podwieczorka rozchodziła się przyjemna, cicha, spokojna muzyka. Przy aneksie kuchennym i pobliskim stole była wyraźnie słyszalna, jednak kilka metrów dalej, na głębokiej kanapie, stojącej vis a vis kominka, w którym paliły się grube polana, czy to za sprawą rozmowy, czy też trzaskających odgłosów dobiegających z paleniska, tony muzyki były dużo cichsze, urywane, nie do końca zrozumiałe. Budowały jednak intymną atmosferę, która pozwalała ciału i umysłowi odpocząć, ukoić zszargane nerwy, uleczyć się ranom.

Domek udało się wynająć cudem. Magda wykorzystała wszelkie znane jej techniki manipulacji, żeby zdobyć klucze do chatki stojącej w Pieninach, gdzieś pomiędzy Krościenkiem i Szczawnicą, nieopodal przepływającego Dunajca. Miejsce to było nie lada gratką dla turystów, gdyż z okien i tarasu rozciągał się piękny widok na Trzy Korony. Dziewczyna musiała przekonać właściciela, żeby przeniósł kilka osób do innego, głębiej schowanego w lesie domku, gdyż to miejsce znała bardzo dobrze. W przeszłości wielokrotnie spędzała w nim niezapomniane chwile ze znajomymi i chłopakiem. Wiedziała, że jest tu coś magicznego, coś pięknego, coś co leczy. A tego właśnie w owej chwili potrzebowały najbardziej. Śniegu nie było wiele jak na grudzień, ale trzydziestocentymetrowa warstwa białego puchu, zalegająca w okolicy, i tak zrobiła piorunujące wrażenie na Kamili. Tam, gdzie mieszkała na co dzień, śnieg zazwyczaj kojarzył się z brudną chlapą, rozjeżdżaną przez samochody.

– No więc słucham. – głos Magdy przerwał ciszę, która już dłuższą chwilę panowała w pokoju. Obie dziewczyny siedziały na kanapie z kubkami w ręku. Nogi podciągnięte do ciała mieściły się na wygodnym siedzisku. Usadowiły się tak, że mogły na siebie patrzeć, a jednocześnie ich policzki były grzane przez ciepło promieniujące od kominka.

– No, ale o czym tu mówić. – Kamila objęła obiema dłońmi duży kubek, jakby chciała ogrzać dłonie ciepłem oddawanym przez napój.

– Słuchaj, nie przyjechałyśmy tutaj, ze względu na różnice zdań odnośnie tego, co będzie na obiad. Kiedy zabierałam cię z przystanku autobusowego, byłaś cała przemoczona, zapłakana i roztrzęsiona. Kama, znamy się tyle lat, zawsze mogłyśmy na siebie liczyć, muszę wiedzieć co się stało, bo nie wiem nawet, jak mogę ci pomóc.

Odpowiedziało jej tylko milczenie i wzrok koleżanki wlepiony w jasnobrązową taflę kakao. Jej oczy zrobiły się szkliste. Widać było, że stara się nie płakać, stara się, by żadna łza nie opuściła kącika jej oka i nie spłynęła po policzku lub wzdłuż zagłębienia tworzącego linię nosa. Widać było również, że jest to nierówna walka pomiędzy wolą i emocjami, które trawiły ją od wewnątrz, walka, którą chwilę później przegrała, jedną, drugą, trzecią, a potem już niezliczonymi łzami, spływającymi po twarzy i wsiąkającymi w miękki, wełniany sweter. Magda odstawiła przezroczysty, duży kubek, przysunęła się bliżej do koleżanki, zabrała od niej naczynie, odłożyła je w bezpieczne miejsce, po czym przytuliła do siebie jej głowę. Policzek Kamili dotykał jej piersi, co szybko poskutkowało pojawieniem się na bluzce wilgotnej od łez plamy. Mimo to wciąż przytulała i głaskała dziewczynę, wplatała dłonie w jej włosy, delikatnie poruszając opuszkami palców po skórze głowy i rozczesując rudą fryzurę.

– Połóż się i odpoczywaj. Jutro będzie lepiej – Magda odsunęła się nieco i położyła głowę koleżanki na swoich udach. Kamila nie protestowała. Chwilę później znów poczuła dotyk miękkich dłoni koleżanki, rozczesujących jej włosy. Zamknęła oczy.

Nie wiedziała ile czasu upłynęło, ale z letargu wyrwało ją poruszenie Magdy. Cały czas trzymała na jej udach głowę, a twarz miała zwróconą w stronę kominka. Od trzaskających drewien dzielił ją stolik, na którym wciąż stały dwa kubki. Nie mogło upłynąć dużo czasu, gdyż drewna jeszcze paliły się jaskrawym ogniem, a przecież skoro poczuła lekki ruch koleżanki, to z pewnością zauważyłaby też wcześniej, gdyby ta wstawała i dorzucała drwa do kominka. Nie dała po sobie poznać, że się obudziła, było jej tak dobrze, czuła, że jest blisko ktoś, kto jest dla niej ważny, dla kogo ona jest ważna. Tego potrzebowała w tej chwili najbardziej.

Swój wzrok zogniskowała na żywo poruszającym się języku ognia, który tańczył na rozgrzanym do czerwoności polanie brzozowego drewna. Patrzyła na niego przez szczelinę pomiędzy dwoma, nieistotnymi w tej chwili kubkami. Kiedy jednak Magda znowu się poruszyła i sięgnęła po wafelek leżący na stoliku, ponownie spojrzała na rekwizyty znajdujące się na pierwszym planie. Koleżanka swoim zwyczajem zanurzyła kawałek wafelka w herbacie i przytrzymała go tam przez chwilę. Jeszcze nie do końca wybudzonej Kamili wydawało się, że jest w stanie dostrzec jak wafelek nasiąka czerwonym napojem. Miała wrażenie, że ciastko zmienia kolor także powyżej tafli herbaty. – Czy to jednak możliwe – zaczęła się zastanawiać – aby zwykły wafelek nasiąkał tak bardzo?

Na dno kubka zaczęły opadać drobinki mokrego wafelka, co skojarzyło się jej od razu z lekcją języka polskiego jeszcze z czasów technikum. Nie pamiętała, w jakim utworze znajdowało się coś takiego, ale na pewno była mowa o tym, że pod wpływem smakowanego ciastka, magdalenki zanurzonej chwilę wcześniej w herbacie, bohater przypominał sobie momenty ze swojego wcześniejszego życia. Był to dla niego bodziec, który pozwolił na przywołanie sobie dawno zapomnianych epizodów.

Na pewno nie była to polska książka. Może Dostojewski? Nie, jego omawialiśmy tylko „Zbrodnię i karę”, myślała. Może Joyce, ale to był chyba ten od pisania bez przecinków i innych znaków interpunkcyjnych. Proust! Martin…, nie Marcel Proust i ten głupi tytuł: „W poszukiwaniu straconego czasu”. „A la recherche du temps perdu”, nauczycielka kazała nauczyć się tytułu w oryginale, po francusku, na pamięć. Głupota, po co mi to. Co to za ważny utwór, skoro go nawet nie omawialiśmy, tylko było wspomniane, że coś takiego istnieje. Chociaż z drugiej strony, komu chciałoby się to czytać, przecież składało się chyba z kilkunastu tomów. Jeszcze inaczej na to patrząc, to interesujące, kiedy całkiem nieoczekiwana błahostka wywoła w tobie wspomnienia ważnych momentów. Ciekawe jak to działa. Zobaczmy… Z czym mi się kojarzy wafelek w herbacie? Z Magdą, to proste, przecież ona tak zawsze robi. To może inaczej… Z czym mi się kojarzy picie kakao?

Na pewno był ranek. Jestem przekonana na sto procent. Był ranek, bo promienie słońca wpadające do kuchni trafiały na lodówkę, a ona przecież stała naprzeciwko okna wychodzącego na wschodnią stronę. Skoro było tam słońce, to znaczy, że było wcześnie. Kurcze, ale jestem mądra, jednak te lekcje geografii coś mi dały. Matko, ale dlaczego akurat to wspomnienie. Przecież tyle razy piłam kakao. No, ale nikt się temu nie dziwił tak bardzo jak on. Te jego pytania „ty naprawdę chcesz kakao?”, „nie żartujesz sobie ze mnie?”. Boże, jak mnie to wkurzało. Dobra, nie będę o nim myśleć, wyrzućmy go z tego wspomnienia. Jest ranek, kakao tak ładnie pachniało, promienie słoneczne wpadały do kuchni rozświetlając lodówkę. Piłam najlepsze kakao w swoim życiu. No fakt, trzeba mu to przyznać, kupił mnie tym. Dałam się złapać na czekoladowy proszek jak małe dziecko. Ale wróćmy, bo miało go nie być, a znowu jest. Kurcze, trudno tak wyrzucić kogoś zupełnie z pamięci, ze swoich wspomnień.

Dobra niech będzie, ale nienachalnie. Wspominam go  tylko tam, gdzie trzeba. No ale kiedy to było dokładnie? Chyba wtedy…tak na pewno, to było rano po tym, jak koncertowo dałam dupy, jak nigdy wcześniej i nigdy później. W sumie nie wiem, czemu tak mu się to spodobało. Ja byłam i nadal jestem tym zażenowana. To wtedy podjęłam decyzję. Kamila, nigdy więcej nie wypij za dużo. To kakao było takie kojące na kaca. A ten dupek jeszcze twierdził, że było super. No dobra, było przyjemne, tyle ile pamiętam, nie było źle, Boże jak mi było dobrze. No ale w taki sposób? Nigdy więcej. Potem człowiek sobie w oczy nie spojrzy. Jak do tego w ogóle doszło? Jedno kamikaze, drugie kamikaze, trzecie kamikaze… Ale były słodkie. I takie zimne. Takie niebieskie. Kto robił te shoty? Kto nam polewał? To była domówka, więc drinki nie były chrzczone.

No a potem zostaliśmy sami. Nie pamiętam, chyba miałam mu pomóc sprzątać. A może tak tylko mówili, bo byłam zbyt pijana, żeby gdzieś po nocy wracać do domu. Nie wiem. Zresztą, nieważne. Na nogach się trzymałam, bo przecież tańczyłam, no a potem… też tańczyłam. To było dobre. Pamiętam, wszyscy sobie poszli, Marek krzątał się po kuchni, a ja stwierdziłam, że zrobię coś szalonego. Żeby go rozbawić. Ale miał śmieszną minę, kiedy wszedł do pokoju, a ja klęcząc tyłem na kanapie, z rękoma na oparciu, wypięta w jego stronę w samych stringach i staniku sama sobie dałam klapsa mówiąc „co powiesz na małą przejażdżkę, kowboju?”. Ale miałam wtedy ubaw…, ale jakie to było żenujące. Do dziś mi wstyd. Dobrze, że nikt o tym nie wie. Oprócz niego.

Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. Chyba po pijaku chciałam pokazać, jaka to ja jestem wyuzdana, wyzwolona i jaka ze mnie aktorka porno. Matko, dobrze, że nikt o tym nie wie. No ale z tym kowbojem to przeszłam samą siebie. Ja pierdolę, jaka żenada. Kama, co ci odwaliło? Chociaż z drugiej strony, całkiem fajnie musiałam wyglądać. Nogi mam zgrabne, pupę chyba też. Jemu się podobało. W sumie nie od razu. Kazał mi się ubrać i iść spać. Co za palant. Choćbym nie wiem jakie robiła żenujące rzeczy, to żadna, ale to żadna kobieta nie chciałaby tego usłyszeć. Samoocena w dół, motywacja w dół, chęci w dół. Jak można coś takiego zrobić? Mi się podobało. Nie będzie mi dupek mówił, że mam się ubierać, kiedy mi się chce pieprzyć. Ale mi się wtedy chciało pieprzyć. Pamiętam, jaka byłam wilgotna. No marzyłam, żeby mnie wziął. Pewnie dlatego robiłam te wszystkie żenujące rzeczy. Choć tekstu z kowbojem chyba nic nie przebije.

No może jeszcze popchnięcie go na fotel i taniec erotyczny w wykonaniu pijanej studentki. Ruchy wykonywałam takie, jak na filmach. Oglądałam Demi Moore w  „Striptease”. No i Alba, Jessica Alba w „Sin City”. Boże, jak ona fajnie kręciła lassem na tej scenie. Sama bym się na nią rzuciła. Znając życie to w moim stanie pewnie wyglądało to jak taniec orangutana. Pamiętam, twierdził, że mu się podoba, a kiedy kładąc się na nim ocierałam się o jego ubranie, to nawet czułam, że mówi prawdę. Jakie to kurwa typowe dla facetów. Pokaż kawałek gołego ciała, potańcz, a oni już gotowi. Ocieranie się było fajne. Czułam, jak tył majtek, jeśli przy stringach można mówić o jakimś tyle, zahaczał o guziki jego koszuli i naciągał się na mojej muszelce. Ale to było przyjemne, kiedy materiał lekko przesuwał się po niej. Takie łaskoczące i drażniące zarazem. No i ta wilgoć. Pamiętam, że jak je potem ściągałam, były całe mokre.

Że też facetów kręcą takie rzeczy jak ocieranie się. No nieważne. Co to ja to, aha naciąganie. Albo byłam naprawdę pijana, albo głupia. Albo i jedno i drugie. Która normalna kobieta stawia sobie za cel wzięcie całego penisa do ust, zanim go zobaczy. A ja durna nawet jak zobaczyłam, to nie zrezygnowałam. A powinnam. O matko, jak mnie następnego dnia bolało gardło, jakie było podrażnione. Jak po pierwszym joincie. Chrypa i swędzenie. No, ale głupia stwierdziłam, że co? Ja nie dam rady? Pamiętam, jak wyciągnęłam go z bokserek. Pamiętam jak się zastanawiałam, czemu wygląda tak dziwnie. Sterczał na baczność, a skórka trzymała się ciągle na nim. I ten strach przy jej ściąganiu, czy nic nie uszkodzę. No i bardzo inteligentne zachowanie. Wezmę od razu całego. Tylko ja mogłam coś takiego wymyślić.

A ten palant, zamiast zachować się jak dżentelmen i poprosić, abym przystopowała, to jeszcze przytrzymywał moją głowę, stękał i cieszył się jak dziecko. Pewnie gdyby nie mój stan tamtego dnia, to do dzisiaj mogłabym z dumą powiedzieć, że jeśli już to robię, to jak kobieta, jak dama, a nie jak pospolity lachociąg. Co mnie podkusiło, żeby robiąc mu loda sięgnąć ręką do swojej cipki? Przecież na filmie tego nie wypatrzyłam. On też tego nie wymyślił. A ja głupia, łapę w majtki i szaleństw mi się zachciewa. Ale byłam wilgotna. Marzyłam, żeby tam wszedł i mnie zerżnął jak dzikie zwierze. W tamtej chwili nie przeszkadzałoby mi nawet, gdyby ktoś zaszedł mnie od tyłu podczas gdy ja niszczyłam sobie gardło. Ja pieprzę, jak można było doprowadzić się do takiego stanu, żeby chociaż o tym pomyśleć?

No i największa głupota z mojej strony. Co to nie ja. Co tam, pokażę, jaka jestem wyzwolona i świadoma swoich przyjemności. Wystawiłam się, wypięłam, odchyliłam majtki, przesuwając materiał na pośladek. Złapałam za przestrzeń między pośladkami i udami, rozciągnęłam w obie strony i żenująco bezpośrednio eksponując w ujęciu iście ginekologicznym, co mam do zaoferowania rzuciłam to pieprzone „weź mnie jak tylko masz ochotę”. Wtedy nauczyłam się, że swoje prośby należy komunikować dokładnie.

To jego wina. Ja byłam ofiarą tego wszystkiego. Ja mu zaufałam, a on się zachował jak skończony cham. Tyłek jest od srania, a nie od posuwania. Każdy powinien to sobie zapamiętać. I jeszcze bezczelnie zaczął mnie po nim całować i lizać. Jeśli miałabym do czegoś porównać to… nie da się. Przyjemne i łaskoczące, no ale to dupa. Niech sobie sam swoją wyliże. Przynajmniej teraz tak uważam. Wtedy robiłam z siebie dziwkę na całego. Sama nie wiem, co mi się bardziej podobało. Doznania, czy świadomość, że zachowuję się w taki sposób. Jednak dupa to dupa. Trzeba bronić. Na szczęście od czasu kiedy nie piję aż tyle, jest bezpieczna.

A wtedy? Co było robić. Słowo się rzekło, „weź mnie jak chcesz”. Miałam powiedzieć weź jak chcesz, ale nie tak? Co by o mnie pomyślał? No i takie kurwienie się sprawiało mi przyjemność. No może nie do końca to w tyłek. Jakby był dżentelmenem, wiedziałby, że jeśli kobieta syczy z bólu i w jej oczach pojawiają się łzy, to powinien przestać. I co to za tłumaczenie, że potem już łez nie było i jęczałam, jakbym zaraz miała eksplodować. To, czy szczytuję czy nie, to moja sprawa. No i moja cipka, ona domagała się twardego fiuta. A ten palant ciągle tylko wpychał w tyłek. Nie mówiłam, żeby przestał, bo kto mądry, jak mu jest dobrze, mówi, żeby przestać. Trochę to głupie było, bo przyjemność mieszała się z bólem, ale tej nocy byłam jego dziwką i nie chciałam wychodzić z roli. Zanotować! Nigdy więcej kamikaze! Po nim dupa boli.

Oj bolała następnego dnia. A ten jeszcze jak wychodził to mówił, że pięknie jest otwarta. Takie poniżenie. Co to za tekst w ogóle. I jak zawsze musiałam się wziąć za siebie sama. Paluszki w ruch, masowanie cipki po standardowemu. Tej nocy naprawdę czułam, że muszę mieć coś w środku. Posuwanie się dwoma palcami jest przyjemne, muszę to przyznać. Nie tak jak gruby penis w tyłku, ale też przyjemne. Przy najbliższej okazji muszę powiedzieć dziewczynom, żeby spróbowały. Tylko nie zdradzić się, że ja próbowałam. Ale się darłam, jak we mnie tryskał. Pulsowanie jego męskości sprawiało, że tyłek mi rozrywało, a ten cham jeszcze docisnął mnie do siebie i przygniótł, a ja próbowałam włożyć naraz trzy palce do muszelki. Prawie się udało. Nigdy tak się nie darłam. Ale chyba nie określę, ile w tym darciu było bólu, a ile rozkoszy. Jak ja mu mogłam spojrzeć w oczy po tym wszystkim rano? Chyba kupił mnie tym kakao. No i obiecałam sobie, że nigdy więcej się tak nie zachowam. Nigdy więcej się nie schleję i nie dam dupy jak pospolita dziwka. Przecież jestem kobietą, a nie pierwszą lepszą stojącą koło latarni. Faceci cenią ułożone kobiety. No i ten tekst o kowboju. On mi chyba nigdy nie ucieknie z pamięci.

– Choć, połóżmy się do łóżka – Magda właśnie kończyła zjadać wafelka, jej  słowa wyrwały Kamilę z zamyślenia.

– Madzia, on powiedział, że mnie nie kocha, że pokochał mnie inną, pokochał inną kobietę, nie taką jak ja. Nie wiem, co mam zrobić. Ja go kocham, ale ja jestem taka, jaka jestem. Nie wiem, co mogłabym zrobić dla niego, żeby się zmienić. Nie wiem czy chcę się zmienić. Chcę być sobą, chcę żeby mnie kochał taką, jaka jestem. Nie wiem skąd sobie wytrzasnął taki dziwny obraz mnie. Skąd sobie wymyślił, że jestem inna. Że kocha inną Kamilę.

– Idź do łóżka, połóż się. Zaraz do ciebie przyjdę. – po wyjściu dziewczyny jej koleżanka chwyciła za telefon i napisała smsa:

„Jesteśmy w Pieninach, w domku, adres znasz. Jeśli chcesz odzyskać Kamilę, przyjedź rano. Przecież oboje się kochacie”

Chwilę później Magda wtuliła się w plecy koleżanki. W domu była tylko jedna sypialnia z dużym, małżeńskim łóżkiem. Dla nich nie było to nic nowego. Wiele razy, kiedy jedna nocowała u drugiej, spały w ten sposób i żadna nie traktowała tego jako czegoś nadzwyczajnego.

– Dobranoc. Zobaczysz, jutro będzie lepiej, obiecuję.

– Dobranoc – odpowiedziała Kamila.

Promienie słońca wpadały już do pokoju przez nie do końca zasłonięte okno, kiedy dziewczyny obudziło pukanie do drzwi.

– Idź. To pewnie do ciebie – rzuciła jeszcze niedobudzona Magda.

– Jasne. Do mnie. Wstać ci się nie chce i tyle – odpowiedziała jej koleżanka, wychodząc z sypialni i kierując się w stronę drzwi. Magda nadstawiła uszu, żeby wsłuchać się w reakcję koleżanki. Cieszyła się, że udało się jej pomóc. Usłyszała zamykanie drzwi. Nie było jednak słychać głosów zza ściany. Po chwili do sypialni weszła Kamila i położyła się na łóżku.

– Kto to był? – zapytała zdumiona rozwojem wydarzeń Magda.

– Właściciel domku. Przyniósł drewno do kominka.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Cześć Smoku!

Miło, że serwujesz nam w przerwach pomiędzy kolejnymi odcinkami Revenscar, inne opowiadania.
Tekst o Kamili przypadł mi do gustu, jednak mam drobne zastrzeżenie – o tym za chwilę.
Podoba mi się ze względu na realizm przemyśleń bohaterki. Któraż z nas nigdy nie wypiła za dużo, a później nie pluła sobie w brodę? Bez znaczenia jest już przed kim się wygłupiłyśmy, ale stało się. Alkohol i łóżkowe przygody… Ach, jakież my wtedy potrafimy być odważne, frywolne 😉 o ile nie wypijemy za dużo przemieniamy się w ideał każdego faceta. Otwarte i chętne na eksperymenty.
Drażni mnie trochę klamra, którą objąłeś historię, bo w zasadzie oprócz zakończenia, które równie dobrze mogło dokonać się w innym miejscu, niczego do opowiadania nie wnosi.
Pojawia się jeszcze pytanie, czy rzekomy absztyfikant, o ile raczył się zjawić, tego nie wiemy, możemy snuć domysły, zdołałby dotrzeć do dziewczyn.
Z kilkoma pytaniami zostajemy bez odpowiedzi, i dobrze. Mnie najbardziej ciekawi, czy bohaterka, na przekór sobie i wbrew własnym zapewnieniom, nie ulegnie pokusie, i nie przekroczy kolejny raz swojej granicy przyzwoitości, tym razem na trzeźwo. Ciekawe, zaiste…

Pozdrawiam,
kenaarf

P.S. Dobrze jest mieć taką Magdę na podorędziu, co to rzuci wszystko w diabły i przyjedzie ratować pokaleczoną przyjaciółkę. Skarb, nie kobieta.

Dzięki kenaarf,

Nie chcę się zamykać na jedną konwencję, stąd od czasu do czasu zdarza mi się popełnić coś innego niż opowiadania grozy.

Klamra, o której wspominasz, a właściwie całość wydarzeń, dziejących się poza myślami bohaterki miała być wprowadzeniem do monologu wewnętrznego oraz drogą wyjścia z niego. Właściwie jej rola jest bardzo prosta – przedstawić bohaterkę i wytłumaczyć czytelnikowi przyczynę tych myślowych wynurzeń.
Jest więc pewnym dodatkiem do "dania głównego".

Zastanawiam się, dlaczego "rzekomy absztyfikant" miałby mieć problemy z dotarciem do dziewczyn?

Zdecydowanie nie jestem kobietą, dlatego największym problemem podczas pisania tego opowiadania było zachowanie wierności kobiecych myśli. Zależało mi na tym, aby nie popłynąć za daleko i żeby z kobiecych, pogmatwanych myśli nie zrobić męskiej wizji kobiecych, pogmatwanych myśli. Czy mi się to udało? Tego nie wiem, ale może Wy mi odpowiecie.

Seksownie odkryte uda kończyły się tuż przed linią kolan.- żeś smoku babola wysmażył;]

Opowiadanie genialne;] najlepsze z twoich do tej pory 😀 może dlatego, że obecnie sam przebijam sie przez " w poszukiwaniu…"

Seelenverkoperze, przeczytaj kolejne zdanie, zaczynające się od "Kończyły się, gdyż…"
Zamysł był mniej więcej taki, że odkryta część uda się kończyła tuż przed linią kolan, gdyż dalej była już nie odkryta – bo Kamila miała na sobie zakolanówki. Rzeczywiście można było to napisać nieco sprawniej.

Czy genialne to nie wiem. Kilka dni temu usłyszałem od pewnej osoby, że najgorsze z moich do tej pory 😛

Heh, widzę po gwiazdkach (nazywanych gdzieniegdzie słoneczkami – pozdro dla pewnej pary autorów), że zdania na temat Kamili są mocno podzielone :D.

Drogi Smoku

Cały czas się zastanawiam; kto pisał Ci ten tekst!? Bo… o ile część pisana normalnie jest wyraźnie Twoja, o tyle pisana pochyle jest żywcem jakby wzięta z konkurencji. Albo z DE "niskich lotów". Ciężko mi się czytało.
Mogę się jedynie domyślać, że podobnie jak ja kiedyś, chciałeś ująć opowiadanie w nową formę (co Ci się udało), jednocześnie gubiąc swój warsztat. Domyślam się, że miałem to odebrać jako rozterki dziewczyny po pijackiej imprezie. Niestety dla mnie wyglądało to, jak wciśnięte w tekst opowiadanie, napisane przez nastolatkę. Co prawda po korekcie ale jednak…

Z jedną gwiazdką (tudzież słoneczkiem) to lekka przesada. Można w tekście dopatrzyć się wielu fajnych momentów. Na ten przykład bardzo podobał mi się wstępny opis zdjęcia. No i sama forma. Jednak 5 Ci nie dam. Możesz mnie już więcej nie wpuszczać na imprezy do jamy ale uczciwie (w stosunku do Ciebie jak i siebie samego) ślę ode mnie trójeczkę. Bo wiem, że stać Cię na więcej i, przede wszystkim, wolę Twoje opowiadania grozy;)

Pozdrufko
MRT

Byłeś kiedyś pijaną kobietą…?
My, baby, mamy ten problem, że zawsze rozkładamy wszystko na czynniki pierwsze. W myślach pobijamy rekordy ilości pytań odnośnie totalnych pierdółek. Wypowiadam się w swoim imieniu, ale po spożyciu ten efekt tylko się wzmaga. Nawał problemów, rozterek jest ogromny, aż dziw, że jeszcze nie zapakowali mnie w biały kaftan.
Uważam, że Smokowi udało się oddać istotę kobiecego pogmatwania. Poza tym, tekst pisany kursywą, jest – cholera, nie znoszę tego określenia – pieprzonym strumieniem świadomości, a tutaj wszystko jest dozwolone. Od blisko dwóch tygodniu, codziennie poświęcam na to badziewie około piętnastu minut, piszę, co mi myśli na język przyniosą. Podobno takie ćwiczenia mają pomóc w wyrażaniu zamysłu autora. Zobaczymy co z tego będzie.

kenaarf

Napiszże po ludzku, że bloga piszesz 😀
Dlaczego nie lubisz określenia strumień świadomości? Lepsza będzie psychologiczna rekonstrukcja wspomnień?

Pijany byłem wielokrotnie. Kobietą jeszcze nie byłem. Najwyraźniej wszystko przede mną :p I… ja też rozbijam wszystko na atomy. Widocznie genetycznie je…ęło mnie nieco w kierunku XX …:/

Może spróbuję odnieść się do tekstu;
a) gdy będę znietrzeźwiony
b) gdy będę nawalony
c) gdy będę trzeźwieć

Od dwóch tygodni trzeźwiejesz czy jesteś w stanie permanentnego upojenia? 😀

Nie, Smoku. Bloga nie piszę i raczej nie zanosi się na to żebym kiedykolwiek zaczęła to robić.
Określenia nie lubię i już. A pisanie o tym, co akurat mam w głowie, ma być dobrym ćwiczeniem warsztatowym i jest tylko do mojego wglądu. Ale zaobserwowałam, że z dnia na dzień idzie mi coraz łatwiej.

Panie Grzegorzu… Nawet jak upitolisz sobie siusiaka, dorobisz cycki, to nigdy nie będziesz myślał jak kobieta. Wybacz, ale Wy, mężczyźni jesteście jednozadaniowi. Przykład: stałam kiedyś na przejściu dla pieszych. Na przystanku stał pan i intensywnie żuł gumę, ale tak, że cała szczęka mu chodziła. Podszedł do słupa ogłoszeniowego i zaczął czytać umieszczone tam ogłoszenie. Szczęka się zatrzymała. Dopiero kiedy skończył czytanie, powrócił do mielenia gumy. Obśmiałam się wtedy co nie miara 🙂

Pani k… Zapomniałaś o umoszczeniu pipuni w dziurze po siusiaku. Poza tym mierzenie wszystkich jedną miarą przez ero-pisarkę z całkiem sympatycznym dorobkiem jest nieco nie halo. Ja potrafię jednocześnie żuć gumę i drapać się po jajkach. A pan może musiał sobie poczytać półgębkiem, co bywa nieco trudne równocześnie międląc nieskoordynowanie gumę.

Rozumiem, że jako kobieta masz uwarunkowania do równoczesnego gadania przez kom, grzebania w torebce, zastanawiając się w której z setek kieszonek podział się błyszczyk do ust, a może jednak kupić sukienkę w kolorze zielonym, pokazywania zabłąkanemu turyście drogę do parku (- W lewo proszę pana, w lewo. – To czemu pokazuje pani w prawo?) i rozważania możliwości zakupienia piwa bezalkoholowego i udania się z nim do koleżanki, a facet niech sobie sam zrobi obiad… co jest z kolei powodem do mojego uśmiechu na takiż widok. I żeby to raz…:]

Oprócz mazidła do ust, nie używam kosmetyków upiększających, wszystko się zgadza 😛

MRT dzięki za szczery komentarz. Na imprezę do jamy Cię wpuszczę, spoko. Tylko radziłbym uważać i zie zasypiać w trakcie, bo towarzystwo NE jest zdaje się zabawowe i potem znajdziesz swoje kompromitujące zdjęcia w necie 🙂
Rzeczywiście Kamila to takie opowiadanie w opowiadaniu, dziejące się na dwu płaszczyznach. Tak jak pisałem – był to eksperyment. Też wolę swoje opowiadania grozy. Jednak kto nie próbuje…
Fajnie, że odjąłeś mi lat, jednak w kolejnym opowiadaniu postaram się nie pretendować do zaszczytnego tytułu nastolatki.
Kamila jest poszukiwaniem, chęcią znalezienia formy do czegoś, o czym pisałem rozdział mojej magisterki. I muszę ci przyznać, że może porównanie mnie do nastolatki nie było dokładnie tym czego oczekiwałem, ale z pewnością stanowi krok milowy w tych poszukiwaniach. O co dokładnie chodzi tutaj nie napiszę, bo chciałbym użyć tego w jednym z kolejnych opowiadań grozy.
Jeszcze raz dzięki za te kilka słów.

Lepiej znaleźć swoje zdjęcie w necie niż prezerwatywę w dupie. Ale to tylko moje osobiste zdanie.
Zawsze lubiłem pisarzy stosujących owe strumienie świadomości- Od Faulknera po naszego Sapkowskiego. Bo pogłębia to rys psychologiczny, bo pozwala na język żywy i prawdziwy a nie tylko literacki oraz po trzecie stanowi ciekawy sposób przekazu.

Do tego mamy wątpliwości głównej bohaterki, które uwielbiam! To taka typowa przyszła matka Polka! Co mi w łóżku wypada…przerażajace jest, ze kobiety naprawdę tak myślą.

Że językiem z marnych pornosów opisuje to, co przeżyła? Bądźmy szczerzy, ja też o ostatnim stosunku nie MYŚLĘ jako o wąchaniu róży nieskończoności. Mysle jak o dobrym lizanku.

Powiem tak. Przeczytałem do momentu, gdy czajnik na kuchence gazowej zaczął coś tam (to coś tam było po części nieco nieporadnie wyrażone). Do tego momentu, robiąc dla zabawy korektę, naniosłem mnóstwo poprawek. Grafomania pierwszej wody – tyle mogę stwierdzić. Dalej nie miałem już zapału czytać. Pewnie tekst rozwija się i nabiera lepszej formy.
300 procent normy jeśli chodzi o zaimki i przymiotniki. Nietrafione czasowniki, itp. Ten tekst powinieneś, Autorze, samokrytycznie przejrzeć, i mocno skorygować.
Czy to na pewno Ty pisałeś? Teksty o Ravenscar są stylistycznie dojrzałe i przemyślane. Tego początek jest gimnazjalny.

Przykro mi, Drogie Smoczycho, że nie mogę chwalić, co bym wolał, na prawdę.
Lubię Twoje teksty, ale nie ten (przynajmniej początek). Za poszukiwania jednak należy chwalić. I za to brawo. Poszukiwacz ma prawo błądzić. Kto nie szuka, nigdy nie znajdzie literackiego Graala.

Ukłony dla wszystkich,
Karel

Witam!

Ileż kontrowersji wzbudziło najnowsze opowiadanie Smoka, ileż gorących polemik! A do tego prawdziwy tajfun w ocenach. Dzieje się na Najlepszej, dzieje się 🙂

Smok nazywa swój najnowszy tekst eksperymentem i ja tak go traktuję. Skoro najważniejszym punktem opowiadani był "strumień świadomości" przymykam na śladową ilość fabuły w "klamrze" – więcej treści tam wprowadzonej odwracałoby uwagę od samego strumienia. A ten, moim zdaniem, opisany jest dość wiarygodnie. Ludzie chyba naprawdę tak myślą – nie oglądając się za bardzo na wysublimowane struktury językowe, liczbę zaimków, logikę wypowiedzi. Zwłaszcza na kacu czy tuż przed zaśnięciem/zaraz po obudzeniu. Gdyby ktoś te myśli wypowiedział na głos, wyszedłby niezły bełkot. Na tym tle przemyślenia Kamili i tak są całkiem spójne i ustrukturyzowane.

Nie wiem, czy technika strumienia świadomości przyjmie się na NE. Reakcja na tekst Smoka pokazuje, że jest to narzędzie niosące z sobą ryzyko. Tym niemniej eksperyment ciekawy. Dlatego też dałem wysoką notę za odwagę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Witaj Smoku!
Tekst ciekawy, inny niż wszystkie Twoje dotychczasowe. Nireówny, o czym wspominał Karel. Początek ciężkawy, momentami traciłem cierpliwość i chciałem przeskakiwać zdania – wybacz. Ale środkowa część interesująca. Myślę, że udało Ci się oddać coś, co nazywam kobiecym tokiem rozumowania. Kenaarf oddała to dobrze w anegdotce o gumie do żucia. Mam niestety tak samo 😉
Eksperyment chyba się udał, a ocenami się nie przejmuj – ważna jest dyskusja pod opowiadaniem, to że tekst wzbudził emocje i nie pozostawił czytelników obojętnymi. Bo to jest chyba dla autora najgorsze.

Pozdrawiam, s.

Seamanie, nie mam czego wybaczać. Było ciężko przeczytać to o tym mówisz. Doceniam. Cieszę się, że choć środkową część uważasz za interesującą. Po przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że w sumie cieszy mnie ta różnorodność, bo z jednej strony daje dużo do myślenia na temat tego, że pisanie nie jest uniwersalne i nawet jeśli część tekstów jest oceniana podobnie to są takie opowiadania, które dzielą czytelników, z drugiej zaś tak jak napisałeś, najgorsza jest chyba czytelnicza obojętność. Po tym opowiadaniu widzę, że (oczywiście z lekką nutką przesady) można kochać moje pisanie, można je nienawidzić, ale przynajmniej towarzyszą temu silne emocje 🙂

Masz rację, Smoku. Prawda jest taka, że bad publicity is still publicity 🙂 Najgorsze, co może spotkać Autora, to obojętność i gremialne olanie. Twoje teksty z pewnością obojętnymi nie pozostawiają, co widać zarówno po komentarzach, jak i po rozstrzale ocen.

Czegoż Ci życzyć? Aby Twoje teksty zawsze budziły emocje i skłaniały ludzi do dyskusji. Warsztat udoskonalisz sam 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Pieprzne i z humorem i to mi się w nim najbardziej podobało 🙂 A tekst "Nigdy więcej kamikadze! Po nim dupa boli." genialny. Przemyślenia naprawde realistycznie odzwierciedlone.

Dziękuję 🙂

Napisz komentarz