Cena zwycięstwa – wersja 2014 (seaman) Brak ocen

18 min. czytania

Pisk gumowych podeszw butów. Miękkie, mlaszczące odgłosy piłki, odbijającej się o drewniany parkiet. Krótkie, rwane okrzyki, które mają przekazać koledze z drużyny jakąś ważną informację.

– Podaj!

– Szybciej, lewo!

– Pomoc! Ucieka!

Pozornie totalny chaos. Dziesięć osób, biegających w tę i z powrotem, na pierwszy rzut oka bez ładu i składu. Dla koszykarzy raj na ziemi.

Kinga uwielbiała grać. Nie wiedziała, skąd wzięła się ta miłość, i dlaczego do tej akurat gry. Nie była szczególnie wysoka, ledwie metr siedemdziesiąt. Ani nawet specjalnie uzdolniona. Ale lubiła walkę, szybkość i ten jedyny w swoim rodzaju dźwięk, gdy dobrze rzucona piłka wpadała do kosza, nie dotykając obręczy. Amerykanie mieli na to określenie – swish – które pasowało idealnie.

Od trzech lat grała w drużynie licealnej, jako rozgrywająca i liderka, prowadząc w tym czasie zespół do dwóch finałów ligi wojewódzkiej. Ale gra z dziewczynami była inna. Wolniejsza, miękka, delikatniejsza. A ona lubiła grać z facetami.

Mocna, dobrze postawiona zasłona zatrzymała biegnącego za nią Bartka. Na tyle skutecznie, że chłopak odbił się od przeciwnika i przewrócił jak długi na deski. Dzięki temu dziewczyna zyskała miejsce i czas, drugi obrońca za wolno przejął krycie, nie zdążył jeszcze obiec zasłony. Wyciągnęła ręce, instynktownie, bez patrzenia ustawiając stopy za czerwoną linią trzech punktów. Mocno podana piłka sama wpadła w dłonie. Płynny, wyćwiczony ruch nadgarstków, miękkie odbicie od podłogi i brązowy Spalding poszybował w kierunku tablicy z koszem.

Swish.

***

Przyszła tu kiedyś, przyprowadzona przez byłego chłopaka. Grała razem z nim i jego kolesiami na podwórkach, a potem, gdy przyszła jesień i zrobiło się zbyt mokro, żeby grać na asfalcie, zabrał ją na salę, do innej grupy. Nowi na początku narzekali. Jak to, grać z babą?

– Baby to masz w nosie, ciulu – odpowiadała wtedy. A potem starała się ze wszystkich sił, chcąc udowodnić, że miejsce na parkiecie jej się należy. Wchodziła jako ostatnia rezerwowa, a przy zmianach co pięć punktów oznaczało to, że trafiała przeważnie na samą końcówkę krótkich, granych do dwudziestu punktów, meczy. Pod koniec drugiego z nich, gdy obie drużyny miały po osiemnaście oczek, przypadkowa piłka trafiła w jej ręce, gdy stała na obwodzie, za czerwoną linią. Nie kryta, zlekceważona przez obrońców.

– Nie! – krzyknęli koledzy z jej drużyny, jak widać bardzo ufni w umiejętności dziewczyny, z którą kazano im grać. Po chwili jednak darli się z radości, gdy piłka wpadła do kosza.

Gdy zmieniali strony, podbiegł do niej rozgrywający przeciwników, Sławek. To on powinien być przy niej, gdy rzucała. Olał ją i przegrał.

– Fuks – mruknął, patrząc jej w oczy. – A do tego głupota. Wystarczyły dwa punkty, rzut za trzy był bez sensu.

– Ale trafiłam – odparowała ze złością. – I przegraliście.

– Tym razem – uśmiechnął się z lekką wyższością. – Wypadek przy pracy.

– Zobaczymy – sapnęła i łyknęła wody z butelki. Zobaczymy, powtórzyła w myślach.

Została, zaakceptowali ją i chodziła dalej, nawet gdy jej chłopak stał się byłym, a do tego przestał przychodzić na salę. Nie tak dobra jak oni, ale w końcu zdobyła miejsce w zespole. Kindze to odpowiadało. Cokolwiek, żeby tylko mogła sobie pograć.

***

Sławek. Jeden z najlepszych z tamtej grupy. Szczerze mówiąc, jeden z lepszych, jakich widziała w grze. Nieco wyższy od niej, ciemnowłosy i niebieskooki chłopak z bogatego domu, rok spędził w Stanach, na płatnej wymianie licealnej. Grał w reprezentacji tamtejszej szkoły, małej i niewiele znaczącej, ale mimo wszystko musiał być dobry, żeby załapać się do składu – zwłaszcza jako cudzoziemiec, a do tego białas. Bez dwóch zdań, potrafił grać.

I był piekielnie przystojny. Z pewnością siebie, ocierającą się o arogancję, wąskimi biodrami i ładnie zarysowaną klatką, a do tego z pieniędzmi rodziców, zwracał na siebie uwagę. Na Kindze też wywarł spore wrażenie. Z jednej strony złościł ją zarozumiały ton, często słyszalny w głosie chłopaka. Z drugiej – pociągała ciemna, jakby wiecznie opalona karnacja. I te niebieskie oczy.

Nigdy w życiu nie przyznałaby się przed nikim, a już na pewno nie przed sobą, że coś do niego czuje. I dopiero w zeszły poniedziałek, po ostatniej sali, zrozumiała, że może być inaczej.

***

Schodziła do szatni wściekła. Na początku nie zdawała sobie sprawy, że to z powodu Sławka, dopiero na drugi dzień zrozumiała, skąd wzięły się u niej tak silne emocje. Głupi pajac, pomyślała. Co za kretyn. A ta landrynkowa pinda? Dno.

Ale wiedziała, że było inaczej. Że owa landrynkowa pinda była tym wszystkim, czego nastoletni, nabuzowany hormonami chłopak potrzebował. Zrozumiała to od razu, gdy szczupła, jasnowłosa dziewczyna weszła na salę, tuż po skończonym, ostatnim tego dnia meczu. Uśmiechnęła się do Sławka, pomachała mu dłonią. Podszedł do niej niespiesznie, zamienili kilka słów, po czym nieznajoma dziewczyna wyszła.

– Poczekajcie chwilę – powiedział w kierunku kolegów, którzy zaczęli powoli kierować się do wyjścia. – Dajcie jej się przebrać.

Byli chyba zdziwieni równie mocno co Kinga, bo wymienili zaskoczone spojrzenia. A potem zamarli, gdy blondynka pojawiła się na sali po raz drugi.

Pieprzona dziwka, pomyślała ze złością Kinga na samo wspomnienie tamtej chwili.

Różowe, króciutkie szorty, na pewno nie nadające się do gry w kosza, mocno opinały się na tyłku blondynki. A do tego dość sugestywnie układały na podbrzuszu, nie ukrywając żadnych szczegółów kobiecej anatomii. Biała koszulka na ramiączkach, spod której prześwitywał różowy – a jakże – stanik, wysoko podciągnięte podkolanówki i gruby, jasny warkocz na początku rozbawiły Kingę, ale gdy spostrzegła zachwycone spojrzenia pozostałych chłopaków, szlag ją trafił. Co oni widzą w takich lafiryndach? Nie to, żeby była zazdrosna, ona przecież zawsze stawiała kosza na pierwszym miejscu i nie miała czasu ani pieniędzy, by kupować sobie podobne łachy. Zresztą przychodziła na salę grać, a nie wyglądać. Nie zależało jej na zainteresowaniu kolegów z boiska. Chyba. Z drwiącym wyrazem twarzy przeszła obojętnie obok chichoczącej pindy i trzasnęła za sobą ciężkimi drzwiami, mając nadzieję, że wyperfumowana blondyna połamie sobie na piłce paznokieć.

Nie mogła ścierpieć komentarzy zachwyconych kolesi, którzy jakoś wyjątkowo nie poganiali jej tego wieczoru, by spieszyła się z prysznicem. Stojąc pod natryskiem zastanawiała się, czy podglądają przez dziurkę od klucza, podziwiając tyłek jasnowłosej dziewczyny. Wycierała krótkie, ciemne włosy i nie mogła pozbyć się gorzkiego smaku w ustach. Co ją obchodzi, z jakimi dziewczynami spotyka się Sławek?

Wyglądało jednak na to, że nie mogła wymazać z pamięci widoku tamtej dziewczyny.

***

Cały tydzień gryzła się w myślach z własnymi emocjami. Wszystko wykonywała niemal mechanicznie – szkoła, powrót do domu, pomoc schorowanej matce, zabawa z trzyletnią siostrzyczką, czekającą na nią co dzień, niczym wierny pies. Nie potrafiła wyrzucić z głowy obrazu roześmianej, ładnej dziewczyny, z zachwytem wpatrującej się w Sławka. Co się stało? Czemu tak ją to ubodło? I to akurat teraz, gdy powinna skupić się na nauce, gdy matura była tuż–tuż? Nie rozumiała, skąd bierze się rozgoryczenie, złość i smutek, które pojawiły się tak nagle. Czyżby widok jakiejś odpicowanej laluni, klejącej się do Sławka, uświadomił Kindze, że sama coś do niego czuje? To było zupełnie bez sensu.

W poniedziałek, na dzień przed kolejnym spotkaniem ze Sławkiem i resztą kolegów, postanowiła, że pokaże temu durniowi, jaka jest wściekła. Nic mu nie wyjaśni, o nie. Po prostu da mu popalić. Nie wiedziała jeszcze jak, ale była pewna, że znajdzie jakiś sposób. Na sto procent.

***

Potrafiła pokazać, że jest twarda. Życie nauczyło ją, jak sobie radzić. Ojciec pijak, od kilku lat zamknięty w koszalińskim więzieniu za pobicie żony, był dobrym nauczycielem. Wymagająca niemal ciągłej pomocy mama, od tamtego, pamiętnego dnia złamana nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, też ją wyedukowała. Ciągle narzekająca, obwiniała dziewczynki za to, ze straciła „ukochanego Tadka”, jak go nadal nazywała. Nie potrafiła przejrzeć na oczy. Nie była do tego zdolna. Cóż, osiem lat spędzone w piekle z alkoholikiem, sięgającym po pas równie często co po wódkę, mogło zmienić każdego człowieka.

Tylko Sylwia pozostała czysta. Była zbyt mała, by zapamiętać razy ojca. Łzy mamy. Krzyki Kingi, broniącej najbliższych przed ogłupionym przez wódę człowiekiem. Tylko ona potrafiła szczerze śmiać się i z radością klaskać na widok starszej siostry. Była jedynym, ostatnim źródłem radości Kingi. I to wystarczyło. Dziewczyna wiedziała, że nie można się rozczulać. Nie ma co liczyć na jakąś wielką miłość, zakochiwać się w byle kim, jak jej zidiociałe koleżanki. To bez sensu. Facet nie potrafi dać za wiele, a tak naprawdę dało się żyć bez tego, co miał do zaoferowania. Owszem, miewała chłopaków, czasem nawet całkiem fajnych, ale głównie dlatego, by koleżanki nie zaczęły zadawać jakichś głupich pytań. Na odczepnego umawiała się z tym czy tamtym, czasem nawet dawała się pomacać. Było przyjemnie, ale bez przesady. Nie ma co się rozczulać nad rodzajem męskim. Generalnie jest do niczego. Nieprzydatny.

Generalnie.

***

A teraz okazało się, że jednak jest inaczej. Ze zdziwieniem odkryła, że w jakiś dziwny sposób zależy jej na Sławku. Dlaczego? Nie potrafiła tego wyjaśnić. Przecież zupełnie do siebie nie pasowali; on z bogatego, dobrego domu i ona, dziecko z patologicznej rodziny. Bez szans na jakąkolwiek przyszłość. A jednak złość jaką czuła była dowodem na to, że chłopak nie jest jej obojętny. Zareagowała w jedyny znany sobie, bezpieczny sposób.

Pokażę gnojkowi, ile jest wart, postanowiła, jadąc tramwajem na salę. Popamięta dzisiejszy wieczór, choćby nie wiem co.

***

Dawała mu popalić przez cały wieczór. Nie odpuszczała w obronie: łapała go za koszulkę, podstawiała nogę i stosowała wszystkie nieczyste sztuczki, jakie można w koszykówce wymyślić. A do tego cały czas gadała.

– Oj, znowu nie wyszło – mruknęła do niego, gdy nie trafił rzutu.

– Uważaj, bo sobie krzywdę zrobisz – rzuciła, gdy przez nieuwagę stracił piłkę w ataku.

– Myślałam, że potrafisz bronić – warknęła po własnym, celnym rzucie.

Chłopak dostawał szału. A przez to grał jeszcze gorzej. Był jednym z tych, którym emocje przeszkadzają. W przeciwieństwie do Kingi, bo jej wściekłość na Sławka pomagała. Przez cały wieczór nie miała ani jednej straty. Trafiła cztery trójki, udało jej się nawet kilka razy zebrać bezpańskie piłki, mimo że była ze wszystkich najwolniejsza i najniższa. Pod koniec dwugodzinnego grania nawet koledzy z drużyny Sławka zaczęli komentować jego słabą grę. Dziewczyna z zadowoleniem patrzyła, jak miotał się na wszystkie strony, chcąc za wszelką cenę przełamać własną niemoc. To był chyba najsłabszy dzień w jego wykonaniu, jaki widziała. Czuła małą satysfakcję, nie mogła zaprzeczyć. A gdy przegrał ostatni mecz, przeszła obok, jakby od niechcenia rzucając:

– Coś ta nowa dziewczyna ci nie służy.

Popatrzył za nią spod zmrużonych powiek, pozornie obojętny na parsknięcia, jakimi jej słowa skwitowali pozostali.

Usiadła ciężko na ławeczce, sięgając po wodę. Czuła zmęczenie, silniejsze niż zazwyczaj. Zużyła dziś wyjątkowo dużo sił, za wszelką cenę starając się udowodnić coś Sławkowi. A może sobie, nie potrafiła powiedzieć.

Uniosła wzrok, gdy stanął przed nią z piłką w dłoniach.

– Siedziało ci dzisiaj, bez dwóch zdań – zaczął powoli.

– Może – odparła, starając się zachować spokój. Kątem oka zauważyła, że dłoń zaciśnięta na butelce z wodą drży leciutko. Zacisnęła mocniej palce, modląc się by on tego nie zauważył.

– To co, może porzucamy? – spytał.

– Zmęczona jestem – odpowiedziała. – Chyba sobie odpuszczę.

Mruknął z rozczarowaniem, zrobił ruch, jakby chciał się odwrócić, ale nagle zamarł i spojrzał na Kingę raz jeszcze.

– Szkoda. Założę się, że nawet dzisiaj byłbym lepszy od ciebie w trójkach.

Parsknęła, słysząc sarkazm w jego głosie.

– Chyba że masz dziś okres albo co – ciągnął z coraz wyraźniejszą drwiną. – To bym zrozumiał, w końcu jesteś babą. Jesteś tutaj tak jakby na warunkowym.

Zjeżyła się. Chciał ja sprowokować, by odegrać się za nieudany wieczór, zdawała sobie z tego sprawę. Ale posuwał się za daleko.

– W sumie to nie wiem, po co trzymamy cię tutaj – mruknął, rozglądając się na boki. Stojący najbliżej zamilkli, przysłuchując się rozmowie. Była pewna, że nie podzielają zdania Sławka, ale z drugiej strony miał na tyle silną pozycję w grupie, że nie mogła liczyć na ich wsparcie. Zaklęła w myślach. Nie mogła mu pozwolić na dalsze złośliwości. Chciała z nimi grać.

– Okres czy nie – rzuciła ostro – i tak trafiłam dzisiaj więcej niż ty.

Uśmiechnął się szyderczo.

– No, nie wiem – odparł z radością. – Chcesz się sprawdzić? Czy mogę założyć, że się poddajesz?

– Założyć, to możesz najwyżej szaliczek od mamy – rzuciła gniewnie. – Ten spod choinki.

Wstała i podeszła do Sławka. Patrzył na nią z góry, wyniośle unosząc głowę.

– Po trzy rzuty – stwierdziła raczej, niż pytała. – Drugi zbiera i podaje. Szybkie rzuty, bez opierdalania się.

Przytaknął, patrząc na pozostałych.

– Dla mnie może być. Im szybciej, tym lepiej, nie mam dziś za dużo czasu.

– Kto pierwszy?

– Panie przodem – odrzekł.

– A panowie tyłem – skwitowała, zabierając mu piłkę.

Ustawiła się z boku boiska, powoli kozłując.

– Daj znać! – rzuciła w kierunku idącego pod kosz Sławka.

– Znać!

Zasady były proste, na wzór konkursu z meczu All Stars z NBA. Pięć pozycji, po trzy rzuty z każdej. Nie odmierzali czasu, ale kwestią honorową było grać jak najszybciej. W Stanach mieli limit czasowy, tutaj było odrobinę inaczej – tylko największy cienias mierzył długo każdy rzut.

Kinga miała dobry nadgarstek. Podczas treningów wykonywała po sto powtórzeń. Wyrabiała sobie automatyczny odruch, by podczas meczu nie musieć zastanawiać się, nie myśleć nad każdą piłką. Przeważnie nie było czasu. Tutaj też wyłączyła głowę. Ledwie dostała silne – zbyt silne jej zdaniem, ale nie miała zamiaru się skarżyć – podanie od rywala, wyskakiwała lekko w górę, a dłonie same układały się we właściwy sposób. Nie patrzyła na piłkę, koncentrując się na kolejnym rzucie, ale wiedziała, że Spalding klasycznie, oldskulowo kręcił się wokół poziomej osi, tak jak uczył ją trener w liceum.

– Wsteczna rotacja! – darł się zawsze. – Piłka ma mieć wsteczną rotację!

Swish.

Swish.

Swish.

Szło jej jak nigdy. Miała dzień, była zmotywowana.

***

Została dłużej na boisku, pozwalając chłopakom przebrać się przed nią. Była szczęśliwa. Nie wiedziała, czemu widok zezłoszczonej miny Sławka dał jej taką satysfakcję. Przecież w sumie nie miała prawa mieć do niego pretensji. Nigdy nie zamienili ze sobą zbędnego słowa, chyba że przypadkiem. Wiedział, że istniała, ale za bardzo się tym nie przejmował. Kindze wydawało się do niedawna, że tak samo podchodzi do niego, ale okazało się, że było inaczej. Dlatego teraz ze zdziwieniem przyjmowała własną radość. Jestem dziwna, stwierdziła w duchu. Jeśli tak ją zabolał zeszłotygodniowy widok rozchichotanej blondynki, to można by założyć, że odrobinę jej na Sławku zależy. A jeśli tak było, to zareagowała w najgorszy sposób – upokorzyła go na oczach kolegów. Bo nie tylko przegrał rywalizację za trzy punkty, ale zrobił to przy akompaniamencie jej uszczypliwych uwag. Wiedziała przecież, jakie ma wybujałe ego. Na pewno ciężko przyjął porażkę. Zapamięta ją na długo.

Po co to zrobiła? Żeby zwrócić na siebie uwagę? Żeby mu dopiec? Coś sobie udowodnić? Jeśli taki miała zamiar, to odniosła sukces. Po ostatnim, niecelnym rzucie Sławek wyszedł z sali bez słowa, z zaciśniętymi ustami, nawet na nią nie spojrzawszy. Ale co ona z tego miała? Czy zawsze musiała odpychać od siebie wszystkich chłopaków, na których zaczynało jej jakoś zależeć? A jeśli tak właśnie było, to dlaczego tak robiła? Czy obraz poruszającej się z trudem, rozgoryczonej matki tak głęboko wrył się w jej serce, że nie było tam już miejsca na nic innego?

Nagle poczuła się podle. Myśli, wypełniające jej głowę, wprawiły dziewczynę w smutny nastrój. Nie chciała już tu być, wolałaby w tej chwili siedzieć w tramwaju, zamknąć oczy i w samotności jechać do domu. Zniecierpliwiona, wyjrzała na korytarz. Na jego drugim końcu, kilkadziesiąt metrów dalej, przez otwarte drzwi wychodzili z szatni jej koledzy. Pomachali dając znak, że może iść się kąpać. Odetchnęła z ulgą. Miała nadzieję, że nie spotka już dziś Sławka. Miała go dość, miała dość siebie i własnej złości. Wpuściła sprzątaczkę na salę gimnastyczną i poczłapała do szatni, tłukąc piłką o wyłożoną parkietem podłogę.

***

Łazienka z prysznicami była staromodna, duża sala z rzędem natrysków, wyłożona białymi kaflami. Dziewczyna przewiesiła ręcznik przez uchwyt i odkręciła kurek. Stała kilka minut bez ruchu, pozwalając gorącej wodzie wypłukać zmęczenie i negatywne emocje. Myjąc brzuch i piersi, zastanawiała się nad własnym zachowaniem. Zdziwiła ją nie tyle własna reakcja, ale siła, z jaka zaatakowała chłopaka. W końcu to nie jego wina, że ma taki gust czy inny. Zresztą, z reakcji pozostałych można wywnioskować, że lala w przyciasnych szortach mogła się podobać. A gdybym ja przyszła grać w takim czymś, przemknęło Kindze przez głowę i uśmiechnęła się do tej myśli. Wyglądałabym idiotycznie, ale w sumie mam ładny tyłek i pewnie wszyscy stwierdziliby, że fajna ze mnie dupa. Kto zrozumie napalonych nastolatków, gorszych w swoich reakcjach niż rozhisteryzowane panienki. Chociaż nie, stwierdziła, wspominając własne koleżanki z liceum, nie ma gorszych niż one. Gdy spłukiwała mydliny z ciała, postanowiła, że w następnym tygodniu przeprosi jakoś Sławka, spróbuje być dla niego milsza. Może i arogancki z niego typ, ale nie zasłużył na takie traktowanie.

Z mocnym postanowieniem poprawy odwróciła się do wyjścia, owijając się ręcznikiem. Że też muszę mieć takie duże cycki, pomyślała. Uniosła wzrok i zamarła. W drzwiach stał Sławek, wciąż w stroju koszykarskim, przyglądając się dziewczynie spod przymrużonych powiek.

– No, no – zaczął. – Kto by pomyślał, ze masz taką fajną dupę.

– Co ty tu robisz? – warknęła, zapominając o własnym postanowieniu. – Sorry za słowa, ale spierdalaj, daj mi się przebrać.

– Wciąż nie rozumiesz, prawda? – spytał z błyskiem w oczach. – Do mnie należy odnosić się z szacunkiem. Chyba należy ci się lekcja pokory.

Skoczył w kierunku Kingi, szeroko rozkładając ramiona. Krzyknęła głośno, starając się niezdarnie usunąć w bok, ale klapki rozjechały jej się na mokrej podłodze. Straciła równowagę i, pchnięta przez Sławka, padła na podłogę. Mocno uderzyła głową w białe kafle, na moment straciła kontakt z otoczeniem.

***

Wynurzyła się z waty, wypełniającej jej głowę niczym szara mgła. Światło sufitowej lampy oślepiło na moment dziewczynę , ale nie potrzebowała wzroku, by zrozumieć co się dzieje. Sławek przydusił ją ciężarem własnego ciała do podłogi. Udami unieruchomił jej nogi, silnym chwytem przytrzymał obie ręce. Drugą, wolną dłonią ściągnął i odrzucił ręcznik. Boleśnie złapał Kingę za pierś.

– Co ty, kurwa, robisz? – warknęła, nie zdając sobie w pełni sprawy z grozy sytuacji. Wydawało jej się jeszcze, że chłopak żartuje. Wygłupia się. – Spierdalaj, Sławek!

– A jak ci się wydaje, co ja robię? – wysyczał, pochylając się ku jej twarzy. – Biorę, co chcę.

Szarpnęła się gwałtownie, potem jeszcze raz. Nie miała szans, by się wyswobodzić, chłopak był zbyt silny.

– Kurwa, pojebało cię? – rzuciła z paniką w głosie. – Co ty odpierdalasz?

– Proszę, proszę – mruknął, nie zwracając uwagi na słowa Kingi – nie dość, że dupa w porządku, to jeszcze cycki pierwsza klasa. Kto by pomyślał?

– Kurwa, Sławek, puść mnie natychmiast, a zapomnę o wszystkim – spróbowała raz jeszcze przemówić mu do rozsądku. – Co ty robisz?

– To, co lubicie najbardziej – spojrzał na dziewczynę. Zadrżała, widząc obojętny chłód w jego oczach. – Biorę, co chcę.

Jeszcze raz szarpnęła ciałem. Znowu bez żadnego efektu. Zaczęło jej świtać, że to nie żarty. On naprawdę przygniatał ją do podłogi, obmacując pierś. To nie mogło się skończyć dobrze.

– Ratunku! – zawyła. – Pomocy!

Bez uprzedzenia, niemal bez zamachu, uderzył dziewczynę w twarz. Zabolało, i to bardzo. Spojrzała na napastnika z przerażeniem.

– Sławek, zastanów się – spróbowała jeszcze raz, błagalnie. – To przecież bez sensu. To jest… – jej głos załamał się nagle. Uświadomienie sobie tego, co się z nią dzieje, było jeszcze bardziej bolesne, niż uderzenie sprzed minuty. – To jest gwałt! Pójdziesz za to do więzienia!

Zaśmiał się chrapliwie.

– I tutaj się mylisz, złotko – syknął. Poczuła jego palce, drgnęła, gdy zsunął dłoń w dół, do jej krocza. Chciała się wyrwać, uciekać, ale nie mogła, był zbyt silny, nie było szans na to, by mu się sprzeciwić.

Boże, przemknęło jej przez głowę, to się dzieje naprawdę. Pomocy!

Chłopak jakby nie zauważał jej przerażenia, a może wprost przeciwnie, może to go właśnie najbardziej podniecało.

– Widzisz, mój tata jest prokuratorem okręgowym. – Jego oddech stał się cięższy, bardziej chrapliwy. – Wiesz, kto to taki? Zna wszystkich komendantów policji w Polsce, wszystkich sędziów, adwokatów. A ja? Jestem nietykalny. Myślisz, że ktoś napisze raport z zarzutem na mnie? Przyjmie zgłoszenie od kogoś takiego, jak ty?

Dygotała z przerażenia. Nie wiedziała, co jest gorsze, dłoń Sławka, zaciśnięta boleśnie na jej sromie, czy zimne, okrutne słowa.

– Kim ty tak naprawdę jesteś, co? – syczał jej do ucha. – Patologiczna rodzina, ojciec pijak i matka z syndromem współuzależnienia… Pierwszy lepszy adwokat mnie wybroni, nawet jeśli doszłoby do oskarżenia. Ale do tego nie dojdzie, bo przecież nikt nie uwierzy komuś takiemu, jak ty. Tatuś przecież musiał cię molestować, masz zjechaną psychę i pewnie dajesz dupy na lewo i prawo. Sama prowokowałaś, sama chciałaś… prawda?

Łzy ciekły dziewczynie po policzkach. Była przerażona. Tym, co robił. Jego słowami. Zimną pewnością siebie, z którą odkrywał najbardziej wstydliwe rzeczy z jej życia. Skąd to wszystko wiedział? I czy miał rację? Czy naprawdę była taka, jak mówił? Czy go sprowokowała? Czy to była jej wina? Nie powinna być taka agresywna, zaczepna, bezczelna. Przecież wiedziała, że Sławek należy do innego świata, jest kimś lepszym od niej. Nagle spięła się do ostatniej próby. Nie może tak po prostu się poddać. Musi walczyć! Przecież była jeszcze sprzątaczka!

– Ratunku! Ludzie, pomocy! – zawyła, próbując zrzucić chłopaka z siebie.

Kolejny cios, mocniejszy od pierwszego, był na tyle silny, że Kinga poczuła krew w ustach. Uderzyła potylicą w podłogę raz jeszcze, tak mocno, ze zakręciło jej się w głowie. Traciła przytomność, nie na tyle szybko jednak, by nie usłyszeć drwiących słów napastnika:

– Krzycz, dziwko, krzycz. Nikt cię nie usłyszy. Sprzątaczka dawno już poszła, a cieć siedzi w budce przy bramie.

Czuła męskie palce na swoim ciele. Miażdżyły jej sutki, szczypały i drapały delikatną skórę piersi i podbrzusza. Chłopak gryzł szyję i ramiona dziewczyny, nie zważając na jęki ofiary. Ale najgorsze dopiero nadchodziło i zrozumiała to, czując sztywnego kutasa, napierającego na wejście do jej wnętrza. Próbowała walczyć, szarpnąć się i uniemożliwić mu wtargnięcie do środka, bała się bólu i upokorzenia, ale nie miała już sił. Była bezradna, zdana na jego okrutną żądzę. Błagała, bełkocząc coś bez sensu, twarz miała mokrą od łez, a myślach wzywała pomocy od wszystkich, których tylko znała. Ale ani Bóg, ani matka, ani nawet zapity ojciec nie odpowiedzieli, głusi na jej prośbę. Sławek tymczasem rozepchnął uda Kingi na boki, ułatwiając sobie dostęp do najciekawszych dla niego miejsc. Dziewczyna jakby osłabła, przestała walczyć, zwiotczała w jego uścisku. Puścił więc ręce ofiary, zadowolony że może pomóc sobie drugą dłonią i wcisnął się do pochwy bezwładnej nastolatki. Jęknęła rozdzierająco, ale na więcej nie miała już siły. Pokonał ją, złamał i zdobył, a teraz korzystał ze zwycięstwa.

Czuła miarowe, potworne pchnięcia, szarpiące całym jej ciałem. Słyszała chrapliwe, podniecone sapanie tuż przy własnym uchu. Ale było jej już wszystko jedno. Może miał rację, może tylko do tego się nadawała, nosząc w sobie skazę ojca–pijaka i matki–kaleki. Przecież dobrych dziewczyn to nie spotyka, przemknęło jej przez głowę. Musiała być skażona, jakoś zawinić, zrobić coś na tyle okropnego, żeby zasłużyć na taką karę. Bo w innym przypadku byłoby to zupełnie bez sensu.

Sławek poruszał się miarowo, tkwiąc głęboko w jej ciele i cały czas miętosił dłońmi obolałe piersi. Nie zważała na zadrapania, siniaki i krew, która zalewała jej usta. Czuła się brudna wewnętrznie, zbrukana, w jakiś niepojęty sposób zbezczeszczona jego dotykiem. Ale może było inaczej, może właśnie taka była zawsze, a on to widział od początku i teraz wykorzystywał… Nie potrafiła już tego wszystkiego objąć myślami, a Sławek kolejnymi, coraz bardziej gwałtownymi pchnięciami wyrywał ją z głębokiej, ciepłej wody, w jakiej zanurzył się przerażony umysł, uciekając od straszliwej rzeczywistości.

– Dobrze ci, szmato? – wysyczał podniecony chłopak. Boleśnie ugryzł bezwładną dziewczynę w ucho, zostawiając czerwony ślad. Z satysfakcją przyjrzał się zobojętniałej, martwej twarzy. – Tak właśnie lubisz, co? Dziwko, jesteś taka sama jak wszystkie. Póki nie doświadczysz prawdziwego faceta, sama nie wiesz, czego chcesz.

Nie odpowiadała, było jej wszystko jedno. Równie dobrze mógłby ją teraz udusić, nie próbowałaby się chyba bronić. Była złamana, leżąca na chłodnej podłodze, zupełnie samotna i bezdennie smutna.

***

Sławek w końcu ją zostawił, zabierając nawet ręcznik, by nie miała czym się wytrzeć. Gdy odzyskała siły, już go na szczęście nie było. Z trudem, drżąc na całym ciele, wstała i przeszła do szatni. Jej ciuchy porozrzucane były po całym pomieszczeniu. Nie znalazła majtek, ale nie przejęła się tym wcale. Wytarła koszulką wilgotną skórę, sycząc z bólu przy każdym ruchu. Najbardziej bolało na dole, tam gdzie najbardziej sobie poużywał. Ale nie płakała. Nie czuła nawet gniewu, jedynie zobojętnienie. Była sama. Zostawili ją, nikt jej nie pomógł, wszyscy porzucili dziewczynę na pastwę gwałciciela. Nawet jego nie potrafiła obwinić. Sam przecież powiedział, że to ona, Kinga, go sprowokowała. Przecież tak właśnie musiało być. Innego wytłumaczenia nie potrafiła wymyślić.

Pierwsze łzy pojawiły się, gdy nakładała bluzę. Zaszlochała głośno, obejmując obolałe ciało ramionami. Co mam teraz zrobić, pomyślała. Jak dalej żyć? Przecież to niemożliwe, nie po tym. Nasunęła na głowę obszerny kaptur, kryjąc twarz w jego cieniu. Przemknęła obok budki, w której starszy, zmęczony życiem pan przysypiał przy dźwiękach ulubionej stacji radiowej. Powlokła się w kierunku przystanku tramwajowego, w milczeniu połykając słone łzy.

Nie mogła nikomu powiedzieć. Zresztą, nie miałaby komu. I tak by jej nie uwierzyli. Nie ma szans. A nawet jeśli ktoś wysłuchałby tej nieprawdopodobnej opowieści, na pewno obwiniłby ją za wszystko. Po co sama zostawała w szatni, w łazience? Po co w ogóle chodziła tam grać, prowokując młodych, nabuzowanych chłopaków swoją obecnością? Czy nie wie, jacy są nastoletni chłopcy? Nie potrafią myśleć racjonalnie, nie umieją rozróżnić zachęty od odmowy. To przecież jasne. A ona? Dziewczyna z patologicznego domu, pewnie podświadomie wystawiała ich na próbę tak długo, aż się doigrała.

Wsiadając do tramwaju, prawie uwierzyła w tę historię. Musi milczeć, nie powinna niczego zgłaszać, a już na pewno nie pójdzie na policję.

To przecież taki wstyd.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

będzie druga część? proszę! dawno nie czytałam tak dobrego opowiadania 🙁

Nie każdego dnia Św.iIchał,ale seaman znowu w swoim żywiole.Ciut niedokończone,ale daje nadzieję na cd,przecież nie zostawi twardej Kingi upokorzonej.

Witajcie!

Ten tekst, historycznie mój drugi (choć obecna wersja jest zupełnie inna), już od początku wywoływał reakcje: niedokończony, a ciąg dalszy? Nie będzie kontynuacji, niestety. Może to najsłabszy element opowiadania, to urwanie właśnie, ale tutaj był ku temu powód. Nie będę spoilerował treści, napiszę tylko, że na początku miał być zupełnie inny klimat, ale potem, podczas "researchu" naszły mnie takie emocje w stosunku do głównej bohaterki i kobiet w jej sytuacji, które w takim zawieszeniu mogą trwać nawet rok, że musiałem tak to właśnie zakończyć. Szczerze mówiąc, miało być jeszcze smutniej.

Pozdrawiam, s.

Ludzie, tu przecież wcale nie trzeba kontynuacji. Tekst jest kompletny, Autor w oczywisty sposób powiedział wszystko to, co chciał powiedzieć. Co będzie potem? Trauma i cierpienie. Nie należy oczekiwać żadnego katharsis, a już na pewno nie poprzez brutalną zemstę na krzywdzicielu. W realnym świecie tak to nie działa. To nie film Tarantino.

Tekst świetny, choć niepokoi fakt że ostatnio Autor we wszystkich tekstach popada w tak depresyjne klimaty.

Absent absynt

Absencie – dzięki. Tak właśnie jest. I tak chciałem to opisać, a po pierwszych komentarzach poczułem niepokój, że coś mi bardzo nie wyszło 🙂
I wiem, że jestem w tekstach pesymistyczny ostatnio – sam nie potrafię określić, z jakiego powodu. Tak jakoś samo wychodzi, choć tutaj – z racji tematu – trudno było wyłuskać choć odrobinę optymizmu.

Pozdrawim, seaman.

Seamanie, a ja lubię Twój pesymizm. Bo z niego rodzą się ciekawe, aczkolwiek zazwyczaj smutne, historie.

Tekst dobry, dopracowany i jak dla mnie kompletny a zarazem skończony.
Jedyne, z czym nie mogę się zgodzić to: "Gdy odzyskała siły, już go na szczęście nie było." – po takim upadku, doświadczeniu fizycznej przemocy, złamana psychicznie długo powinna dochodzić do siebie. Może stwierdzenia typu: "otrząsnąwszy się z pierwszego szoku" było by trafniejsze i realniejsze.

Pozdrawiam,
kenaarf

Masz całkowitą rację, Kenarf, być może wejdę w edycję i poprawię te słowa. Chodziło mi – jak to dobrze odczytałaś – o wyjście z pierwszego, otępiającego szoku. Niewłaściwy dobór literek.

Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
Seaman.

"Niewłaściwy dobór literek." – ach! zacne. Będę raczyć tym swojego Korektora 😉

Dla mnie również tekst jest kompletny, wiarygodny, dobrze napisany.
Moim zdaniem najsmutniejsza w tej opowieści jest brak wiary w zmianę, w siebie, w lepszą przyszłość… wzorce i blokady jakże często wynoszone z rodzinnego domu.

A przecież to wszystko jest w przede wszystkim w głowie, bo tak naprawdę mamy wpływ na wiele spraw, a i Kinga wcale nie musi być skazana na życie podobne do swojej matki, oby znalazł się ktoś, kto jej to uświadomi. Mnóstwo takich zaniedbanych emocjonalnie, duchowo samotnych dzieci i nastolatków jest, to jest przerażające i smutne po prostu.

Dziękuję Ci, Miss, za komentarz i za korektę, którą – trzeba to zaznaczyć – mimo wyjazdu na urlop i braku dostępu do internetu jako takiego zdołałaś sprawnie przeprowadzić.
Zbierając materiały, odwiedziłem kilka forów, na których wypowiadały się kobiety po tego typu przejściach. Uderzające były dwie rzeczy – paraliż emocjonalny ofiar i pewna prawidłowość. Choć oczywiście nie można uogólniać, bardzo często przemoc dotykała dziewczyn z ciężkim życiem, że się tak wyrażę. Być może tylko one się odzywały, przerywając milczenie, być może dziewczyny i kobiety z "dobrych domów" nie odwiedzały takich stron, korzystając z innych źródeł pomocy… Nie wiem, jak to teraz odczytywać, ale odebrałem wrażenie o przekleństwie nawarstwiających się nieszczęść i to było chyba najgorsze.

Ciężko mi się pisało ten tekst. Mam nadzieję, że było warto.

Pozdrawiam, s.

Przepraszam,może pora czytania i pisania.Utwór kompletny,ale marzyłaby mi się zemsta w stylu KillBill.I poprawcie to coś,bo komentarz musiałam przezornie skopiować(stąd chyba ta niedoróbka)
.Achach ,znowu!-czyli-najpierw logowanie,potem koment?

@zu – tak, masz rację. Trzeba się w pierwszej kolejności zalogować. Gdy tego nie zrobisz, to w momencie wciśnięcia "opublikuj" przenosi Cię automatycznie do tegoż logowania a wcześniej napisany komentarz ginie w nicości. Raz tego doświadczyłam, zeźliłam i teraz sprawdzam zanim wyślę, czy aby na pewno jestem lognięta 🙂

Z moich doświadczeń też wynika, że tylko logowanie zapewnia bezpieczeństwo komentarzowi (a i tak lepiej go przed wysłaniem zapisać, choćby przez ctr+c, bo czasem go coś zje). Niezbyt możemy to naprawić, to po prostu mechanika bloggera. A z Googlem jak wiadomo, się nie wygra 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Dobry;] czasem frustrowały lekko przeskoki narratora. Ale i historia i ujęcie ciekawe, nie innowacyjne, ale sprawne i wciągające.

Smutne i świetne. Wielka szkoda że tak często powyższe przymiotniki idą w parze. Cóż, niektórzy powiedzieliby że klimat opowiadania pasuje do miejsca… Jednak mnie, mimo wszystko zaskakuje postawa Sławka – może miałem szczęście i nie poznałem dotąd osoby tego typu a sam wychowywałem się w innym duchu… Cóż, subiektywny zgrzyt, jeśli to nie za mocne słowo w tej sytuacji. Kinga za to wpasowuje się idealnie w wyobrażenie, co uniemożliwia krwawą zemstę.
Trójkropek.

Witaj, Trójkropku. Wiem, że potraktowałem Sławka po macoszemu. Z jednej strony powodem był brak czasu i chęci, by rozbudowywać charakterologicznie postać chłopaka. Z drugiej – nie był najważniejszą osobą w tekście. Nie interesowało mnie, dlaczego dochodzi do takich zdarzeń, o tym można napisać inne opowiadanie. Chciałem zająć się drugą stroną, zastanawiałem się co musi dziać się w duszy ofiary, że po takim wydarzeniu nie podejmuje walki, jak choćby Beatrix Kiddo ze wspomnianego Kill Bill. Bo tak sie niestety przeważnie dzieje, że dziewczyny boją się, wstydzą i obwiniają same siebie. A jeśli już zgłoszą na policję… cóż, to odrębny temat. Dopiero na początku tego roku wszedł w życie przepis, który podczas rozprawy sądowej zapewnia ofierze intymne przesłuchanie, jeden-na-jeden z sędzią, bez oskarżonego, jego i swojej rodziny, obcych ludzi… straszne.

Dlatego tez postanowiłem przedstawić Sławka jedynie jako cień diabla, nie wgłębiajac się w jego psychikę, nie badając motywów.

Pozdrawiam, s.

Seaman, witaj. Nie wyraziłem się precyzyjnie, zgadzam się że ujęcie Sławka w sposób szczegółowy nie było potrzebne. Zgrzyt o którym pisałem wystąpił ze względu na jego pozycję. Gdyby to był przedstawiciel nizin społecznych, nie wystąpiłaby taka sama fatalna reakcja jaka zazwyczaj daje się zauważyć u wielu przedstawicieli społeczeństwa – "jak to, taki dobry chlopak z dobrego domu. Uczył się dobrze, w kosza grał. Sama go dziwka sprowokowała!". Wstyd, ponieważ taka sytuacja może mieć miejsce i zgwałcona kobieta nie otrzyma żadnego wsparcia, wręcz przeciwnie. Dzieło przez to szokuje i zmusza do refleksji, i według mnie ten niefortunnie nazwany "zgrzyt" podnosi znacznie wartość, i tak świetnego utworu. Przecież znane są również przypadki fałszywego oskarżenia o gwałt, które mogą dotknąć każdego mężczyznę. Dlatego też chętniej wierzymy w takie zbrodnie dokonywane przez inne osoby. Skrócę wypowiedź aby nie wprowadzać dodatkowego chaosu – opowiadanie zmusiło mnie do myślenia o ludziach i o sobie. Uważam je za świetne.

Odnośnie prawa – cieszy mnie ewolucja przepisów i wykładni w tym kierunku. Gwałt bezsprzecznie udowodniony powinien być karany ostrzej gdyż jest w mojej ocenie mordem popełnionym na duszy dziewczyny.

Cieszy mnie że znalazłeś czas na odpowiedź. Muszę chyba częściej komentować.

Pozdrawiam,
Trójkropek.

Cieszę się, jeśli nasza konwersacja skłoni Cię do komentowania. Załóż login i komentuj, a myślę, że wszyscy Autorzy będą dyskutowali z Tobą równie chętnie, jak ja 😉
Wracając do tematu: szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się nad Sławkiem, znałem kiedyś podobnego człowieka (może oprócz skłonności do przemocy) i jakoś tak mi się odwzorował. A uczynienie z niego chłopaka z nizin potraktowałbym chyba jako pójście na łatwiznę – chłopak z marginesu, to oczywiste że musiał tak postąpić. Myślę, że udalo mi się stworzyć ciekawy kontrast między Kingą a Sławkiem, ludźmi z dwóch zupełnie innych światów. A jej początkowe emocje w stotunku do niego (jakiekolwiek by one nie były) wydały się przez ten rozdźwięk tym bardziej bezsensowne. Ale tak to już z zauroczeniem czy miłoscią (choć tutaj to za duże słowo) bywa – jest ślepa.

Pozdrawiam, seaman.

W końcu mogę odpisać – wybacz opóźnienie. Rozmowa z Autorami, nawet jeśli jest to monolog w stylu przykładowej przedmowy lub przypisów/komentarzy autorskich, jest bardzo cenna. Szczególnie wartościowe jest w przypadku takich opowiadań – artystycznie niedokończonych. Ale nie mogę przez cały czas Wam kadzić, więc może wstrzymam się z założeniem konta do momentu w którym nabiorę trochę krytycyzmu 🙂 Trzeba was trochę pomęczyć abyście nie osiadli na laurach 🙂

Przy okazji interesuje mnie miejsce akcji – z jednej strony wspomniane jest koszalińskie więzienie, lokujące sytuacje w tym mieście.. a z drugiej, dziewczyna pod koniec wsiada do tramwaju – kiedy ostatnim razem sprawdzałem, w Koszalinie nie było tramwajów. Jeśli więźniowie są przydzielani do zakładów karnych w jakiś interesujący sposób, na przykład losowania, to nic mi o tym nie wiadomo. Zawsze myślałem że jest to najbliższy ośrodek odosobnienia, a już na pewno w przypadku tak pospolitych przestępców. Ale cóż – to tylko szczegóły – w ramach powyższego nabierania krytycyzmu, do czegoś muszę się przyczepić 🙂

Jeszcze nie wspomniałem o fakcie iż gdyby Sławek był przedstawicielem nizin społecznych, zniknąłby, a przynajmniej utracił na znaczeniu, wątek bezkarności pewnych jednostek w społeczeństwie. Pod tym względem wszystko gra perfekcyjnie.

O ile nie lubię smutnych opowiadań, nie mogę zaprzeczyć Twojej umiejętności poruszania się w tych tematach. Cieszę się że nie jesteś monotematyczny i w twoim dorobku znajdują się również inne rodzaje dzieł.

Pozdrawiam,
Trójkropek.

Witaj ponownie!
Zakładaj konto, krytykuj i wybrzydzaj do woli – dzięki temu będą powstawały lepsze teksty.
Z umiejscowieniem zakładu karnego powiem szczerze nie zastanawiałem się za bardzo. Zakładam, że skazanego wysyła się do więzienia, w którym jest wolne miejsce, bez względu na okręg sądowy sprawy. Ale nie znam się na tym kompletnie i być może sam sobie strzeliłem w kolano. Tak naprawdę to nawet nie wiem, czy w Koszalinie jest więzienie (ups!)… A akcja – powiedzmy – dzieje się w moim mieście, czyli w Gdańsku. My mamy tramwaje 😉

Raz jeszcze dziękuję za miłe słowa i, zachęcając Cię do dalszego komentowania, pozdrawiam.
seaman.

"Wybór" więzienia jest przede wszystkim uzależniony od klasyfikacji popełnionego przestępstwa. Czy mamy do czynienia z recydywistą, czy osobą, która pierwszy raz została skazana. Jakie to było przestępstwo. Jaki jest stan psychiczny skazanego, etc. Poza tym są trzy rodzaje zakładów karnych: otwarte, zamknięte, półotwarte. Dlatego ktoś, kto popełnił przestępstwo w Szczecinie może odbywać swą karę we Wrocławiu.

P.S. W Koszalinie jest więzienie, więc zachowałeś kolano, Seamanie.

Jak napisała Kenaarf, Koszalin dysponuje więzieniem. Mamy również często piękną, deszczową pogodę, pasującą do niewesołego klimatu a koszykówka ma – przynajmniej w moim środowisku – pierwszeństwo wśród sportów. Jedyną nieścisłością był pojawiający się tramwaj, ale jak już zaznaczyłem – musiałem się do czegoś przyczepić 🙂 Przy okazji chciałbym również podziękować za wyklarowanie sytuacji dotyczącej zakładów karnych – człowiek uczy się całe życie a i tak prawdy dowiaduje się dzięki opowiadaniom erotycznym 🙂

Seamanie, w rewanżu zachęcam Cię do dalszego pisania – będę miał co ewentualnie komentować.

Trójkropek.

Trzeba powiedzieć otwarcie – Seamanowi znowu się udało.

Podobnie jak poprzednie opowiadanie Marynarza publikowane na NE – "Lizbona" – to również jest remakiem sprzed lat. I podobnie jak w przypadku tamtego, zmiany poszły daleko. Pierwsze, młodzieńcze teksty zostały przekształcone w opowiadania dojrzałego już Autora. Nieco, jak się wydaje, zgorzkniałego, ale za to robiącego piórem z dużym wirtuozerstwem.

Pisałem to już chyba kiedyś (pewnie nie raz!) ale moim zdaniem Seaman bardzo się rozwinął w swej twórczości. Tworzy dzieła surowe, przesycone czasem melancholią, czasem smutkiem, realistyczne i bezlitosne – dla Czytelnika i dla swoich bohaterów. Właściwie lekturze często towarzyszy coś na kształt cierpienia, ale jednak nie chce się człowiek od niej oderwać.

Podsumowując: mam nadzieję, że długo jeszcze będziemy mieć okazję raczyć się tekstami Seamana. I mam też nadzieję, że tworzenie tak smutnych i depresyjnych opowiadań nie kosztuje go zbyt wiele psychicznego wysiłku. Bo trudno jakoś mieć wrażenie, iż Autor w trakcie pisania był w euforii połączonej z ekstazą… ale kto wie, może się mylę!

Pozdrawiam
M.A.

Dzięki wielkie za miłe słowa, Aleksandrze. Dziękuję również za wyrozumiałość przy ciągłym przesuwaniu terminu publikacji tego tekstu (miał ukazać się chyba jeszcze w czerwcu…) i za pomoc w ostatecznej korekcie.
I nie musisz się martwić, w codziennym życiu nadal jestem pozytywnie nastawiony do świata, nie zmieniam się wraz z każdym tekstem w zgorzkniałego samotnika 😉
Nie chcę zmuszać czytelnika do "cierpienia" podczas lektury, myślę jedynie, że czas poświęcony pisaniu należy wykorzystać na stworzenie czegoś ważnego. Nawet, jeśli jest to treść czysto fikcyjna, jak w przypadku Lizbony. Tutaj, powiem szczerze, w pewnym momencie poczułem, że nie mam wyjścia, że znowu musi być smutno. Ale to chyba zrozumiałe.

Najgorsze jest to, że jeden z kolejnych pomysłów znów pobrzmiewa podobnie. Cóż, takie życie.

Pozdrawiam serdecznie,
seaman.

Coś w tym jest. Czytanie opowiadań seamana jest trudne, zmusza do przemyśleń, czasem wywołuje ból. Mimo wszystko, warto sobie ten trud zadać.
Eileen

To opowiadanie wprawiło mnie w ponury nastrój, gdyż jest prawdopodobne w 99%. W Polsce różne morderstwa przechodziły bez żadnych skazanych winnych, a co dopiero jakieś gwałciki…
Po komunizmie zostało u nas takie bagno, że mając wpływy można wszystko załatwić mając przy tym poczucie bezkarności – bo u nas nie ma żadnej sprawiedliwości, a tysiące zwykłych ludzi mają zniszczone życia w jeszcze większym stopniu. Wystarczy mieć plecy…

Drogi Anonimie,
pisząc opowiadanie (jakiekolwiek, to też) nie myślę nad tym, czy dzieje się w mojej rzeczywistości, czy np. w Ameryce. No, może trochę, bo muszę trzymać się jakichś realiów, nawet w świecie fantastycznym. Dla mnie ważniejsza jest – uwaga, bardzo górnolotne frazesy teraz pójdą – kwestia ludzkiej natury jako takiej. Dlaczego ludzie zachowują się tak czy inaczej? Zastanawiając się nad własnym pisaniem doszedłem do wniosku, że staram się wymyśleć (odwzorować) jakąś postać, a potem pokazać ją w sytuacji kryzysowej, zmuszającej do zachowania dla tej postaci niecodziennego. Staram się zastanowić, co może się z wymyśloną postacią dziać. Stawiam przy tym pytania, które chcę zadać odbiorcom, a do czytelnika "należy" odpowiedź na pytania.
Nie wymyślam jakiegoś tekstu, dopasowując go np. do Trójmiasta (z ktorego pochodzę), czy do Polski. No, może poza moimi tekstami "retro". Tutaj też nie uważam, że na zachowanie Sławka ma jakikolwiek wpływ to, że urodził się i mieszka w Polsce. Chyba nie ukształtował go fakt, że Polska miała to nieszczęście, iż przez prawie pół wieku była rządzona przez komunistyczny reżim. Młode pokolenie ma to głęboko w… nosie. Ważny jest fakt, że chłopak pochodził z bogatej rodziny, to prawda, ale wyjaśniłem w jednym z powyższych komentarzy, dlaczego tak go przedstawiłem, .
W krajach "pierwszego świata", tak samo, jak w Polsce, dochodzi do przestępstw najcięższego kalibru, które sprawcom uchodzą bezkarnie – dobrym przykładem może być jedno z najsłynniejszych morderstw wielokrotnych w USA, za które oskarżono, a potem uniewinniono O. J. Simpsona.
Tutaj najważniejsza była Kinga. Sławek był diabłem, którego musi mieć każda dobra historia. A że mamy takie przepisy prawne, jakie mamy – dowiedziałem się dopiero podczas researchu. I byłem zszokowany, to fakt. Lecz nie to chciałem opisywać.
Wszyscy słyszymy w wiadomościach jakieś tam głośne historie o zgwałconych dziewczynach. News pojawia się i znika, szybciej niż spadająca gwiazda. Ale za każdą tego typu historią, wciśniętą między informacjami o aferze podsłuchowej a ostrzeżeniem o kolejnej fali upałów, jest sponiewierana, złamana kobieta, której bardzo ciężko dojść po takiej traumie do w miarę normalnego życia. A za nią, w półmroku, stoi rząd tych kobiet, o których nigdy nie usłyszymy. I to jest najsmutniejsze. To, co jeden czlowiek może wyrządzić drugiemu. To naprawdę może wprowadzić w ponury nstrój.

Przepraszam, że tak smutno wyszedł komentarz, ale inaczej nie potrafię na to patrzeć.

Pozdrawiam Cię, Anonimie, dziękując za komentarz,
seaman.

Lubię opowiadania, które zmuszają do refleksji. To sprawia, że tekst trafia do odbiorcy dużo mocniej niż jakakolwiek epicka przygoda i, tym samym, lepiej się zapamiętuje. Dla laika, który nigdy nie miał bezpośredniej styczności z taką przemocą, emocje bohaterki, tortury zapewne dożo większe od strony psychiki niż fizyczności, są świetnie przedstawione, choć zdaję sobie sprawę, że prawdziwe spectrum odczuć poznać może tylko osoba, która gwałtu doświadczyła. Czego oczywiście trudno komukolwiek życzyć.

Można by się zżymać, że przedstawiona historia jest sztampowa, zwłaszcza gdyby spojrzeć na współczesną kinematografię z zakresu dramatu. Dziewczyna z patologicznej (lub ubogiej) rodziny i nastolatek z bogatego domu. Takich filmów można znaleźć na pęczki. Co jednak odróżnia opowiadanie od filmu?
Rozbudowane preludium opowiadania, wraz ze wszystkimi smaczkami, wprowadza czytelnika w miejsce/czas, po których nastąpią wydarzenia przełomowe. A potem szybkie zakończenie, które w rzeczywistości trwa duuużo dłużej.
W filmie – jako przedstawieniu obrazkowym – wstęp następuje dużo szybciej, po nim zwrot akcji a potem koszmarnie ślamarząca się gehenna bohaterki (najczęściej jednak płci pięknej).

Cieszę się, że na NE są opowiadania. Cieszę się, że autor zakończył w tym konkretnym momencie, pozostawiając nas w sferze domysłów, niejako znanych nam z tego co widzimy w tv, lub (odpukać w niemalowane) poznajemy u bliskich. Cieszę się też, że seaman ponownie zasiadł do tego opowiadania, pokazując nam, że jego kunszt pisarski jest od początku na doskonałym poziomie. To Twój drugi tekst? Szacun kolego 😉

Pozdrufko
MRT

Podoba mi się koncepcja tego opowiadania. Sposób przedstawienia relacji głównej bohaterki z resztą drużyny – mistrzowski. Każda dziewczyna, która uprawiała kiedyś sport razem z mężczyznami to przyzna.
Eileen

Dziękuję Ci Eileen za komentarze. Grałem kiedyś (i to długo) z dziewczyną – kolegi dziewczyną – i dawała radę. W ramach własnych możliwości, ale była tak nieustępliwa i twarda jak każdy z nas.

Pozdrawiam, s.

Szacun dla Seamana, że wraca do swoich starych tekstów, modyfikuje je i nadaje nowy blask. To jest istotna cecha autora, który dąży do doskonałości i nie poprzestaje na jednej próbie. Staram się też tak postępować.

Nie dam rady przeczytać tekstu do końca. Doczytałem do prezentacji tej „złej postaci”, wyobraźnia zadziałała i dałem spokój. Może kiedyś mi się uda. Wszystko „bez te spoj…” Tfu, tfu. Brzydkie obce słowo, które ktoś tu zaszczepił. Też tak mam z makaronizmami, więc i mnie nie oszczędzajcie, jeśli mi się takowy w komentarze wkradnie. Co innego w tekście. Czasem są potrzebne.

Więc nie dam rady przeczytać przez te spoj… coś tam. Już wiem, co się stanie i nie przemogę niechęci. Lubię teksty Seamana. Wszystkie chyba przeczytałem, poza tym jednym.
Szkoda. Przemoc mnie ostatnio brzydzi, zwłaszcza w konfiguracji silniejszy(fizycznie, społecznie)-słabsza. A może nie ostatnio, tylko po prostu to proces nieodwracalnie związany z dojrzewaniem.

Swoją drogą, Seamanie… Dwa czy trzy pierwsze zdania, które powinny być bez zarzutu w każdym tekście, a ja słyszę zgrzyt przynajmniej w dwóch miejscach. Hmmm. Te kilka zdań po prostu warto mieć bez zarzutu. Potem czytelnik się rozpędza i zwraca uwagę jeno na niezgrabności, styl i gramatykę, cały zanurza się w fabule.

Uśmiech dla Wszystkich,

Karel

Witaj Karelu!

Dziękuję bardzo za komentarz i przykro mi – choć rozumiem powody – żeś nie dokończył lektury. Tak mam jakoś ostatnio tendencję to migrowania w kierunku cięższych tematów, czasem pełnych niestety agresji.
Pierwsze zdania powiadasz… Nie potrafię tak pisać. Nie wiem, czy to było tutaj, czy gdzieś indziej, ktoś z komentujących zachwycał się początkiem (ucieczka Ciri z oblężonego miasta) pięcioksięgu Sapkowskiego jako przykładem szybkiej, pełnej emocji pisaniny, rwanej narracji itp. Powiedzmy, że – choć ten fragment książki ASa najmniej mi się podoba – chciałem spróbować coś takiego wymyślić. Po pierwsze, to trudniejsze, niż się może wydawać, a po drugie – efekt końcowy też nie do końca mi się podoba. Cóż, po to upadamy (literacko), by wyciągać wnioski i się podnosić z jeszcze lepszymi tekstami.

Pozdrawiam Cię serdecznie, s.

Karelu, nikt Ci nie kazał czytać spoilerów, czy w ogóle komentarzy pod tekstem 🙂 Wtedy nie zepsułbyś sobie przyjemności z lektury.

Co zaś się tyczy "brzydkiego, obcego słowa, które ktoś zaszczepił" – no cóż, po pierwsze nie mamy odpowiednika rodzimego, więc używam słowa z języka obcego. Po drugie, język polski rozwija się (jak zresztą wszystkie) poprzez zapożyczenia. Były próby zmiany tego stanu, sztucznego "unarodowienia języka", ale kończyły się one komicznie (słynne promowanie "zwisu męskiego prostego" w miejsce zapożyczonego z francuskiego krawata). Większość mowy, którą się posługujemy nie narodziło się nad Wisłą. Deal with it 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Śledzę zakładkę "Komentarze". Jeśli wpisy ujawniają treść, zupa się wylewa. Komentarze pod tekstem przeglądam po przeczytaniu tegoż, ale już je wtedy często znam.

Napisz komentarz