Po prostu niebo cz. 2 (Santi) Brak ocen

19 min. czytania
David Zayas Jr, Dominique D'Vita, "Thank Goodness It's Monday" CC BY-NC-ND 3.0

David Zayas Jr, Dominique D’Vita,
„Thank Goodness It’s Monday”, CC BY-NC-ND 3.0

Po prostu niebo cz. 1

List XIV

Marie do Stana

Miałam wczoraj nocne koszmary, co sprawiło, że zadałam sobie pytanie, czy relacja z Tobą jest i pozostanie dla mnie dobra. Dzisiaj, jutro, za tydzień, za miesiąc. Odpowiedź zdaje się prosta – powinnam wycofać się jak najszybciej. Za bardzo to wszystko przeżywam. Zazdrosna o czułość, o wyobraźnię. Sądzę, że moje nastawienie ma  związek z Twoją strategią seksu delikatnego, który mocno odsłonił braki w moim życiu.

Myślę, że spotkań prywatnych więcej nie będzie. Za każdą dotychczasową podnietę – dziękuję. Było dobrze. Potraktuj to proszę jak największy komplement, że w głowie zawróciłeś mi zbyt szybko i zbyt intensywnie. Nie było to planowane.

13 sierpnia 20**

List XV

Stan do Marie

Ach ta Twoja władczość. Decydujesz, kiedy zaczynamy i jak kończymy. Ty możesz przeżywać przygody, które są esencją Twojego życia. Ja natomiast powinienem pozostać wstrzemięźliwy. Mam nadzieję, że jak będę leciał przez kilka godzin samolotem, doznasz radosnego antykoszmaru i wieczorem napiszesz coś miłego o naszym następnym spotkaniu. Coś podniecającego i pobudzającego moją wyobraźnię. Czekam.

14 sierpnia 20**

Napisała. Bo lubiła pisać i mimo wszystko nie przestała lubić tego mężczyzny. Był arogancki i wymagający. Oczywiście. Często sam o sobie mówił, że oczekuje dużo od innych, ale po stokroć więcej od siebie. Zamknęła oczy i zaczęła sobie wyobrażać, jakby to mogło być. Gdyby się ponownie spotkali i gdyby inne kobiety nie miały najmniejszego znaczenia. Gdyby nie było konferencyjnych romansów, umawianego seksu w hotelowych pokojach, rozsianych tu czy tam flirtów.

List XVI

Marie do Stana

Fantazja na Twoje życzenie…

Weszła do klatki schodowej prowadzącej do jego mieszkania już po raz drugi. Nie lubiła labiryntu korytarzy zaprojektowanego w epoce dominacji wielkiej płyty. Gubiła się, czując zapach gotowanych obiadów, jak i wzrok sąsiadów, bacznie strzegących prowadzenia się pozostałych mieszkańców. Dotarła do windy, by przez chwilę zastanawiać się, na które piętro właściwie zmierza. Siódme, a może dziesiąte?

Nie mogła sobie przypomnieć. Niech będzie dziesiąte… – jak obstawianie w zakładzie, gdy stawkę stanowi orgazm. Lubiła dreszcz emocji wynikający z podejmowanego ryzyka. Nawet jeśli znała cenę porażek, to co może smakować lepiej niż wysoka wygrana? Znalazła się na właściwym piętrze. Odnalazła właściwe drzwi. Zapukała. Otworzył jej po chwili. Lekko się uśmiechnął, ledwie zauważalnie unosząc kąciki ust. Jego oczy śmiały się jednak szczerze. Czekał na nią, na te parę godzin wydartych realiom i codzienności. A ona? Ona w obecności tego mężczyzny cała stawała się czuciem.

Przekroczyła próg mieszkania, odkładając torbę, zdejmując buty. Wspięła się na palce i pocałowała delikatnie. Wilgotny dotyk ust stanowił zaproszenie dla niego, by wchodził w nią na możliwie wiele sposobów. Zareagował gwałtownie, namiętnie oddając pocałunek i wciągając ją w grę ust. Idąc do niego, była już wilgotna, teraz cała spływała pożądaniem. Chciała, żeby ją chwycił za włosy, oparł na stole, brał gwałtownie. Chciała, by męskie podbrzusze obijało się głośno o jej pośladki, a cipka była pieszczona penisem. W tej właśnie chwili. Oczywiście, to nie jego styl. Zrobi to inaczej, może nawet lepiej. Wkładając w akt więcej bliskości, czułości.

Oderwała się od jego ust, gotowa, z bielizną przesiąkniętą pożądaniem. Zaproponowała, by zawiązał jej oczy, rozbierał i pieścił powoli. Chciała, by uczył się reakcji jej ciała, by oboje mogli się ich uczyć. Spełnił prośbę, prowadząc ją na środek pokoju. Zanim chusta szczelnie przesłoniła jej oczy, kątem oka spostrzegła wiszące na ścianach obrazy. Lubiła ludzi z pasją. A jeszcze bardziej lubiła pieprzyć się z takimi ludźmi.

Zdjął z niej sukienkę. Przesunął dłonią po karku, brzuchu, pośladkach – jakby badał linie, krągłości, załamania ciała. Ścisnął sutki przez materiał stanika, wywołując cichy jęk. Oddychała ciężej, niecierpliwie czekając na kolejny ruch. Odsłonił piersi, całując i przygryzając brodawki. Otarła się o mężczyznę biodrami, pragnąc jeszcze bardziej go sprowokować, podniecić, pozbawić tego cholernego opanowania…

14 sierpnia 20**

List XVI

Stan do Marie

Chcę więcej, mocniej, śmielej!

15 sierpnia 20**

List XVII

Marie do Stana

Fantazji ciąg dalszy…

Stała naga na środku pokoju. Z przesłoniętymi oczami, wilgotna dotychczasowymi pieszczotami. Gwałtownym ruchem wsadził w nią palce, czując ciepło i ciasnotę cipki. Jęknęła z rozkoszy i przylgnęła do niego ciałem tak, by brać więcej. Przez chwilę wydawało się, że mężczyzna bada czułość jej wnętrza, przesuwając w środku to jednym, to dwoma palcami. Ale on wiedział, dokąd zmierza i co pragnie osiągnąć. Sprawnie dotarł do osławionego punktu G, który masowany pulsująco doprowadza do mokrych orgazmów każdą kobietę. Zaczął pocierać miejsce rytmicznie, wywołując pierwsze spazmy i skurcze ciała. Wyciągał mokre nią palce, by po chwili natrzeć jeszcze intensywniej, rozeprzeć, ponowić stymulację. „Czy wiesz, że zaraz dojdę?” – zapytała. „Tak zaplanowałem” – odparł. Uciekła biodrami, nie chcąc przedwczesnego spełnienia. Całowała go, niezdarnie rozpinając koszulę. Wyzwolił się ze spodni i bielizny, na moment lekko ją odpychając. Stanęli przed sobą nadzy. Utkwiła w nim wzrok suki w rui, by po chwili położyć rękę na penisie. Smok prężył się już pożądaniem. Objęła dłonią męskość, wyobrażając sobie, że wypełnia ją stopniowo, przesuwając się po ściankach pochwy.

Wyrwał ją ze świata fantazji. Chwycił za włosy i sprowadził na kolana. „Weź go do ust” – nakazał. Rozchyliła posłusznie  wargi. Zaczęła od dokładnego nawilżenia całej długości penisa językiem, przechodząc płynnie do zabawy samym czubkiem. Potem zacisnęła swe usta na górze, by połknąć go niemal całego. Głęboko, namiętnie, rytmicznie. Lubiła to uczucie – pęcznienie, twardnienie. Chciała, by doszedł jak najszybciej.

Obciągała mu sprawnie jeszcze przez chwilę, na przemian przyspieszając i zwalniając. Czasem podnosiła wzrok znad jego krocza i spoglądała w twarz, sycąc się odmalowaną na niej przyjemnością. Po każdym takim spojrzeniu, oddawała się zajęciu z jeszcze większą pasją – ssąc, liżąc i wpychając sobie penisa aż do gardła. Tak głęboko, by poleciały z oczu łzy. Przerwał jej zabiegi, popychając w stronę łóżka. Ułożył kobiece ciało na plecach z szeroko rozchylonymi nogami. Gdy zakładał prezerwatywę, podziwiał bezwstyd pozy, która sygnalizowała najwyższą gotowość –  otwierała się na niego, ociekając pożądaniem. Wszedł w nią gwałtownie, wyrywając z ust przeciągły jęk. Uwielbiała czuć penisa w sobie, ten pierwszy moment penetracji dostarczał zawsze najsilniejszego wrażenia. Wysyczała „pieprz mnie, rżnij mnie mocno”, poddając się ruchom męskich bioder i starając się jednocześnie nabijać jak najmocniej na twardego kutasa. Pochwycił jej ręce i przycisnął do łóżka ponad głową. Zwiększył  tempo tak, by nie mogła nad sobą panować – kontrolować wydawanych dźwięków, reakcji ciała.

Wyszedł z niej nagle, dając znać, by zmieniła pozycję, wypinając pupę. Posłusznie wykonała polecenie. W tym samym momencie poczuła pieczenie pierwszego klapsa, który spadł na pośladek. Zajęczała. Rozkosz mieszała się z bólem. Jego dłoń znaczyła kobiece ciało jeszcze kilka razy. „Lubisz to, co?” – bardziej stwierdził, niż zapytał. Spomiędzy krągłych pośladków, teraz w malinowym kolorze, wychylała się wciąż spragniona cipka. Wsunął w nią ponownie penisa, który rósł przy każdym pchnięciu. Chwycił włosy. „Rżnij mnie od tyłu, jak swoją prywatną dziwkę” – wyszeptała. W odpowiedzi wymierzył jej kolejne siarczyste uderzenie, wchodząc jeszcze głębiej. Pieprzył tak przez chwilę, czując, jak jądra obijają się o tyłek.

Krzyczała głośno, zapominając, że ktoś może ją usłyszeć. Był szybki i zdecydowany. „Chcesz być moją dziwką? Więc za chwile spuszczę Ci się na twarz. Co na to powiesz?”. „Zrób to. Czy mogę wcześniej skończyć?” Pozwolił jej. Rytmicznie wsuwał w nią kutasa, gdy ona sama pieściła łechtaczkę. Zaraz po skurczach jej pochwy, wyszedł szybko, zdjął prezerwatywę i przesunął się ku dziewczęcej twarzy. Brandzlował się, gdy ona otworzyła szeroko usta, wystawiając język, gotowa na przyjęcie nasienia. Wytrysnął do ust, na policzki i włosy. Przyjmowała go z radością. Wylizała spermę, którą mogła sięgnąć językiem, uśmiechając się potem lubieżnie. Przetarła twarz dłonią. „Lubię, gdy tak kończysz” – powiedziała.

16 sierpnia 20**

List XVIII

Stan do Marie

Dziękuję. Tekst jest wspaniały. Wywołujący eksplozje. Chyba pierwszy raz od dekad pryskałem, czytając.

16 sierpnia 20**

List XIX

Marie do Stana

Skoro lubisz opowiadania, to mogę być online dziś wieczorem, o 21.30 lub później. Wybierz, kiedy miałbyś ochotę poszeptać i może trochę westchnień posłuchać.  Bo przecież kto wie, co się wydarzy, może jedynie wymienimy poprawne spostrzeżenia, co do pogody. Niepewność bywa bardzo kusząca.

21 sierpnia 20**

List XX

Stan do Marie

Poświntuszyć z Tobą będzie cudnie.

21 sierpnia 20**

Świntuszyli więc tego wieczoru razem. Nie mówili ani słowem o pracy, ani o pogodzie. Podnieconym szkoda czasu na banał. „Zawodowo” zamieniło się w „intymnie”. On planował, jak i gdzie by ją całował. Ona rozchylała lekko usta, oddychała ciężej. On dotykał swojego penisa, ona pieściła cipkę. Wirtualnie okazali się niezwykle zgrana parą.

List XXI

Marie do Stana

Obudziłam się przepełniona wspomnieniami, wciąż rozgrzana fantazjami i satysfakcją. Wyobrażałam sobie Twoje ręce na moim ciele – na moich piersiach, brzuchu, biodrach. Wyobrażałam sobie, że prężę się jak kot pod Twoim dotykiem. Eksponuję szyję, plecy i pośladki, byś kontynuował swoją wędrówkę… Zdecydowanie chcę powtórzyć dzisiaj naszą wirtualną sesję. Uczyńmy ją jeszcze intensywniejszą. Myślę, że stać mnie na mały performance tylko dla Ciebie. Postaram się wcześniej wywiązać z obowiązków. Ostatecznie nieumiarkowanie jest mi bardzo bliskie.

22 sierpnia 20**

List XXII

Stan do Marie

Tak, cudnie było usłyszeć Twoje fantazje, a potem widzieć, jak się podniecasz, smakujesz swoje soki, doznajesz orgazmu. Jak się zawstydzasz, pieścisz piersi i uśmiechasz zrelaksowana. To bardzo pobudzające, usztywniające. Plany na wieczór super, byle tylko łącze internetowe nie nawaliło. W hotelu, w którym mieszkam, stale mam z tym problemy.

22 sierpnia 20**

List XXIII

Marie do Stana

Może być wieczorna fantazja-performance w  stylistyce BDSM? W pończochach, z rekwizytami, może nawet w obroży na szyi? Czy to coś, co mogłoby Ci się podobać? Mam ochotę Ci się taka inna pokazać. Kiedyś wspominałam, że niegrzeczna ze mnie dziewczynka.

22 sierpnia 20**

Marie przygotowała dla Stana scenariusz. Przywitała go w obroży, czarnym gorsecie z odsłoniętymi piersiami, który mocno opinał talię, eksponując krągłość bioder oraz pupy. Miała ciemniejszy niż zwykle makijaż i czerwoną szminkę. Wyglądała, jak zamówiona na godziny dziewczyna i była z tego dumna. Zapytała, czy jest gotowy. Był. Pokazała mu, jak pieści piersi, lejąc na nie pachnący olejek. Bawiła się sutkami: najpierw delikatnie, później szczypiąc, by na koniec zapiąć metalowe klamerki. Wyciągnęła ze skórzanej torby palcat. Przesuwała nim zmysłowo po ciele – wzdłuż linii bioder, talii, aż po krągłości piersi. Kilka delikatnych razów spadło na dekolt, zachęcająco czerwieniąc skórę w tych miejscach.

Zdjęła cieniutkie stringi, których obecność i tak do tej pory pozostawała niezauważona. Usiadła w szerokim rozkroku, przesuwając palcatem po rozchylonych udach. Widział ją dokładnie – kolor warg oraz sromu, jak i otwartą szparkę, jawny znak gotowości. Palcat zaczął wędrówkę dokładnie po tej okolicy, by dawać miast tortur czystą przyjemność. Wilgoć sączyła się z jej wnętrza.

Stan, zapatrzony po drugiej stronie ekranu, przesuwał ręką po penisie coraz szybciej. Pornospektakl jednego aktora i jednego widza. Marie odłożyła zabawkę, by zawirować palcem wokół łechtaczki, pocierać ją mocno i bezwzględnie. Po tej pieszczocie weszła w siebie dwoma palcami. Biodra zaczęły jej tańczyć w przód i do tyłu. Wyobrażała sobie, że sztywny penis ostrego jebaki wsuwa się w nią mocno. Masuje. Wypełnia. Jęczała głośno, by po chwili szczytować na wizji. Gdy skończyła, mężczyzna także finiszował. Zdjęła obrożę i uśmiechnęła się łobuzersko.

– Jak podobał Ci się taki klimat? – zapytała.

List XXIV

Marie do Stana

Niepożądany efekt uboczny dwóch wieczorów na wizji – trzeciego dnia nie sposób zdyscyplinować myśli, które uciekają ku Tobie. Głos pobrzmiewa w uszach. Pracować nie umiem. Potrzeba mi więcej samodyscypliny. Dobrej nocy. Słodkich snów.

23 sierpnia 20**

List XXV

Stan do Marie

Dobrze, że mi się przydarzyłaś.

24 sierpnia 20**

List XXVI

Marie do Stana

Rozpala mnie fantazja. Przeglądasz sprawozdania, ja może też przed chwilą przerzucałam ostatnie raporty sprzedaży. Poczułam się zaniedbana i znudzona. Pobudzona i spragniona. Podchodzę więc do Ciebie, ujmuję dłoń. Wkładam sobie Twój palec do ust. Ssę. Obciągam. Zabawiam się jak penisem. Ty jedynie spoglądasz znad papierów. w pewnym momencie wyciągasz palec z ust i wkładasz między wargi sromu. Mam sukienkę. Nie mam bielizny. Czytasz i zabawiasz się w moim wnętrzu. Wstajesz dopiero, gdy kończysz analizować jakiś fragment, rozpinasz rozporek. A więc rozproszyłam Cię odpowiednio skutecznie…

27 sierpnia 20**

List XXVII

Stan do Marie

Rozpinam rozporek. Wkładam i wyciągam penisa w otwór Twoich ust. Może chwilę dławię.
A tak na marginesie: najbardziej fantastyczne (w sensie: nierealne) jest moje zaczytanie, wgłębienie się w bzdurne raporty na tyle, by nie zauważyć Twojej zachęty.

27 sierpnia 20**

List XXVIII

Marie do Stana

Może po prostu świadomie byś mnie ignorował. Dziewczynę czasem podnieca, gdy musi zabiegać, bardziej się starać, dać więcej. Ja lubię dawać więcej. Można ode mnie oczekiwać, lekko lub mocniej na mnie naciskać. Gdy słuchałam Cię czasem na mityngach, myślałam – „po prostu wbij się we mnie mocno i zrób mi sobą dobrze”. Jak widać, mam różne fetysze. Choć może to proste. Dobrze, gdy mężczyzna mi imponuje i stymuluje coś więcej niż ciało.

27 sierpień 20**

List XXIX

Marie do Stana

Jestem stęskniona za Twoim dotykiem. Myślę, że to wirtualne spotkania stworzyły to odczucie. Bo przecież już kilka razy Twoje dłonie powinny przesuwać się po moim ciele, wywołując drżenie, podniecenie, pragnienie spełnienia. Już kilka razy miałam czuć Twoje wargi na mojej szyi, ustach, piersiach, łechtaczce. Już kilka razy szczytowałam z Tobą i dzięki Tobie. Więc choć seks uprawialiśmy raz, to ja jestem spragniona nie tyle samych orgazmów, co realnego ciała. Brzmienia Twojego głosu, który prowadził mnie na szczyt.

Dlatego nie oczekuję, a bardzo czekam. Aż będę Cię wreszcie czuć, nie tylko słyszeć. Aż będę nie tylko siebie, ale też Ciebie smakować. I choć jestem raczej bezwstydna, to tym razem trochę się wstydzę i trochę denerwuję… przed tym spotkaniem. Mam nadzieję, że to przejdzie, gdy tylko przekroczę próg Twojego mieszkania.

Powinno być ostro i pikantnie, tymczasem ja jestem miękka w środku i wrażliwa. Może to nagły spadek endorfin, które ostatnimi dniami tak intensywnie buzowały w mojej krwi. Mogłabym przysiąc, że moje ciało chce Twojego ciała zupełnie nieerotycznie. Tak do położenia się obok i czucia przez chwilę. Stan ten zapewne należy przeczekać. Romantyczna wersja mnie jest daleko mniej interesująca niż ta szelmowska, lecz przynajmniej wiem, że wciąż można wywrzeć na mnie wrażenie czymś innym niż świszczącym batem. Tęsknię. Bez „chyba”. To ciekawe.

3 wrzesień 20**

List XXX

Stan do Marie

Poprosiłaś mnie dzisiaj podczas przerwy lunchowej, abym opowiedział Ci kiedyś swoje niegrzeczne historie. Tyle, że moja pikanteria ma się nijak do Twojej. Nawet nie będę próbował dorównać. Z mojej strony skalowanie jest raczej po stronie emocji. Pamiętam, że kilka lat temu, podczas szkolenia, gdzieś na ostatnim piętrze, w ciemnościach korytarzy, żeby nikt się nie domyślił, trzymałem dojrzałą i melancholijną panią prezes za rękę. Chyba ze dwie godziny. Zero bliższego kontaktu. Potem, na którymś wyjeździe, dwa lata później, mieliśmy romans. Ale to właśnie tamtą pierwszą sytuację pamiętam. To było w swoistym sensie bardzo pikantne. Niezapomniane i delikatne. To tylko przykład, co zapada mi w pamięć.

7 wrzesień 20**

List XXXI

Marie do Stana

Lubię ten przykład, historię skrywanych szeptów rozpulsowaną Twoim rodzajem erotyki. Kobiety dla Ciebie wariują: godzą się być jednymi z wielu, ryzykują stanowiska czy oddają cnotę, chcąc doświadczać wspólnego świata stworzonego jedynie dla nich, choć na kilka chwil. Nie dziwię się. Jestem jedną z tych kobiet. Twoja skoncentrowana uwaga moczy moją bieliznę… Nawet teraz chciałabym stać naga na środku Twojego pokoju. Wpijać się w usta, wypinać lekko piersi, dotykać nagimi pośladkami Twojego penisa.

W załączniku coś z kiedyś. Jak prosiłeś – z kolekcji własnych przeżyć, z serii jak uczyłam się uległości. Opisowo. Więcej o emocjach niż o technice. Widać kiedyś nasz język i podejście były bardziej zbliżone.

8 wrzesień 20**

Namiętnik Marie:  pierwsza sesja

Jak zaczęła się ta historia? Banalnie: trzydniową znajomością w sieci i wyznaczonym terminem spotkania w Warszawie. Miał być ktoś inny, miały być urodziny spędzone w obroży, planowane przez wiele miesięcy. Nie wyszło – tamten zrezygnował. Tymczasem nowy On, poznany przez przypadek, zdecydował się uratować nadzieje i pragnienia. Przekazał właściwie tylko krótki komunikat: „spotkasz się w Warszawie w wybranym czasie, ale ze mną. Już to zaplanowałem, nie trudź się .”

Lubię proste komunikaty, tak jak mężczyzn, którzy podejmują szybko trafne decyzje. Gdy usłyszałam jasną zapowiedź seksu, już wiedziałam, że będzie dobry, może nawet najlepszy. Kilka jednoznacznych słów działało jak lubrykant, wywoływało bezwstydny uśmiech.

Kolejny kochanek, ciekawe czy choć wart zapamiętania jego imienia? Ostatnim razem po upojnej nocy pełnej fajerwerków, z sobie tylko właściwym urokiem, zapytałam o imię swego Adonisa. Dociekliwość w tej materii przed stosunkiem jest mi raczej obca. Oni znali doskonale moje imię – to zazwyczaj wystarczało. Zimna suka? – Nie. Byłam i jestem raczej realistką pełną optymizmu. Dlatego spotykam się z kolejnymi mężczyznami, wierząc, że ich rola nie będzie sprowadzalna do roli wibratora.

Jaki będzie ten facet? Z inicjatywą, dużym członkiem i mocnym charakterem? Lubię przecież duże ego. Odpowiedź przyszła dobę później. Spotkałam swego przyszłego Pana na zatłoczonej Starówce, gdzieś pod kolumną Zygmunta. Powiedział, że tak właśnie wygląda najbardziej przerażona dziewczyna w całej stolicy. Miał rację, nie byłam pewna, co dalej mnie czeka, kim tak naprawdę jest ten przystojny mężczyzna, ani jak będą wyglądały najbliższe wspólnie godziny. Bałam się, krępowałam i wstydziłam, choć te same uczucia wywoływały we mnie ekscytację. Skurcz podbrzusza rozluźniały co raz częstsze fale gorąca, a rzeczywistą rozmowę przecinały fantazje, w których on ofiarowywał mi rozkosz – pieścił łechtaczkę, wsuwał się penisem w pochwę, dawał siarczyste klapsy w spragniony tego rodzaju podniet tyłek.

Czułam, że moja bielizna przesiąka zapachem i smakiem seksu. A jednak nie mogłam wyzwolić się od niepewności i strachu – bo przecież umówiliśmy się w sieci. Teraz dopiero docierała do mnie różnica pomiędzy radosnym bzykaniem się ze znajomym, a szukaniem konkretnego rodzaju seksu, doborem cech partnera i pokonywaniem pół tysiąca kilometrów, by mogło dojść do spotkania. Było trudniej, bardziej emocjonalnie. Obawy i pożądanie uderzały w skronie, niemal odurzając.

Wszystko działo się dynamicznie. Wziął mnie na kawę, by zaraz potem zabrać do apartamentu. Dał czas dla siebie, wysyłając do łazienki. „Przygotuj się suko, tylko starannie” – usłyszałam. Serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Między udami nie czułam wilgoci, a byłam po prostu mokra, wodospad pożądania. Patrzyłam na siebie w lustrze i widziałam własne wyuzdanie – czułam się jak kurewka idąca do pracy. Podniecała mnie ta myśl. Ubrałam się szybko w kupioną w tym samym dniu czarną, prześwitującą halkę z koronką zasłaniającą biust. Zawiązałam ją na szyi, poprawiłam makijaż, wyszłam na środek pokoju.  Rozmawialiśmy wcześniej na ten temat – ugięłam więc kolana, uklękłam i czekałam.

Starałam się wypuszczać powietrze lekko, ale dało się słyszeć mimowolne przyspieszenie oddechu. W pierwszych słowach kazał mi pokazać, co przyniosłam ze sobą; jak przygotowałam się na to spotkanie. Nie było tego wiele – miałam swój wibrator i nowiutką skórzaną obrożę. Położyłam to wszystko przed sobą.  Nie mogłam powstrzymać się od patrzenia na niego. Uderzył mnie w twarz. Szokujące. Podniecające. Nigdy więcej! Więcej! Spuściłam oczy. Powędrował dłonią do brody, uniósł lekko twarz – mój wzrok mimowolnie znowu spoczął na nim. Dostałam kolejny policzek. Nie wiedziałam, że tak trudno nie patrzeć. Ćwiczył mnie w ten sposób przez chwilę, aż zaczęłam panować nad swym spojrzeniem. Tresura. Opadałam na cztery łapy. Zapominałam kim jestem, by stać się posłuszną i zwierzęco lubieżną. Budził moje instynkty, a wśród nich i ten najbardziej pierwotny – by kopulować.

Wstałam, gdyż on chciał sprawdzić, czy wszystko ze mną w porządku. Miałam rozszerzyć nogi, podczas gdy on wsunął dłoń w gumowej rękawiczce między uda tak, by palce mogły penetrować wnętrze. To nie miało nic wspólnego z pieszczotą – badanie stanu zdrowia suki, zanim zajmie się nią nowy właściciel. A jednak byłam na granicy orgazmu. Wypieki oblały moją twarz, źrenice rozszerzyły się szeroko. Gdybym mogła, wyszeptałabym by już mnie wziął, kochał zachłannie. Nic nie zapowiadało jednak łatwego i szybkiego spełnienia. „Spokój mi tutaj” – usłyszałam. I choć raczej zwielokrotniło to tylko moją reakcję, to jednak chciałam być karna. Pragnęłam przeżyć tę dobę najintensywniej jak to możliwe, przetrwać do końca bez względu na okoliczności i scenariusze. Wiedziałam, że nie zdecydowałam się na romantyczną kolację w wieczór swoich urodzin, chciałam przecież poznać sucze oddanie.

Każdy jego gest, czynność, słowa były moimi pierwszymi doświadczeniami uległości. Nikt wcześniej nie uderzył mnie w twarz, nikt nie sprawdzał, czy nadaję się do użytku, nikt nie założył obroży, by zapiąć na smyczy. Seria upokorzeń. On nigdy nie dowiedział się, jak bardzo każde z nich wstrząsało mną w środku. Przyszłam uczyć się swojej roli, starałam się więc tylko w milczeniu nadążyć za pragnieniami Pana, pokazując, że zasługuję na ten czas i chłonąc jednocześnie własne podniecenie. Bo przeżywane wstrząsy rozpalały mój umysł oraz ciało, odbierając wstyd, każąc szeroko rozstawiać nogi czy lizać zachłannie wkładane do ust palce.

Rozpiął spodnie, wyciągnął penisa, bym mu obciągnęła. Był duży, nie mogłam wcisnąć go sobie do gardła, nie potrafiłam. Ledwo byłam w stanie schować zęby i objąć narząd ustami. Usiłowałam dać choć namiastkę przyjemności, ale on był bezkompromisowy, namiastka nie zadowalała go w żadnym razie. Zapytał, czy wszyscy tylko mnie rżnęli, skoro jestem taka fatalna w robieniu loda. Nie, Panie, nie… Niektórym się nawet podobało – tych słów nie usłyszał. Milczałam i czułam łzy w oczach. Nie z powodu kutasa w gardle, ale z powodu upokorzenia. Dlaczego tak mnie traktował? Miałam kochanków, ale nie puszczałam się na lewo i prawo, nie robiłam tego zawodowo, nie wiedziałam, co i jak lubił. Wpychałam penisa głębiej w usta, pracując językiem na całej jego długości i pieszcząc dłońmi jądra. Mocniej i szybciej z każdą chwilą, choć karcił mnie, gdy brakowało ruchom delikatności.

W końcu podniósł mnie z kolan, chłoszcząc dwa razy pękiem rzemieni. Bolało, choć narzędzie wydawało się niepozorne. Dał mi ten pęk do ręki i kazał się samej ukarać. Stałam przez chwilę, ucząc się zadawać ból sama sobie. Wymaga to więcej determinacji, więcej skłonności do masochizmu, niż wystawienie ciała na razy od kogoś innego. Uderzyłam zaledwie cztery razy, starając się, by było mocno, zamachując się z całych sił. Nie zawsze trafiałam, nieudolnie dzierżąc przez ten jeden moment narzędzie przyszłego oczyszczenia. Pokiwał głową, mówiąc, że mu się podobało. Dotknął z czułością moich włosów i twarzy… Później dowiedziałam się, że ten gest zawsze mu towarzyszy i że wszystkie jego niewolnice tak samo go uwielbiały. Będę o ten ruch dłoni i spojrzenie już zawsze zazdrosna…

„Wpuść Pana suko, daj się wygodnie używać” – powiedział. Położyłam się na plecach, on nałożył prezerwatywę i wypełnił mnie całą pierwszy raz. Gdy we mnie wchodził, miałam tak samo bezwstydnie rozchylone usta, jak i uda. Przed chwilą czułam jeszcze ostrość uderzeń rzemieni, moja skóra była wrażliwa czerwonymi pręgami. Ale on już rżnął ostro, bezlitośnie. Ból wzmacniał odczucia.

Nie mogłam nie krzyczeć, choć potrafiłam milczeć nawet, gdy bolało. Rozkosz odbierała władzę zmysłom. Rozchylałam mocniej nogi i przywierałam do niego, falując biodrami w rytmie jego ruchów. Kazał mi wstać i wypiąć pupę. Zapiął smycz, żeby wygodniej we mnie wchodzić, żebym mogła nabijać się po sam korzeń penisa. Suka w obroży. Suka na smyczy. Jak w fantazjach, które spędzały sen z moich powiek przez wiele nocy, które dostarczały pożywki seansom samotnej masturbacji, które wyrywały z gardła spazmy rozkoszy, gdy szczytowałam.

Było dobrze, za dobrze bym potrafiła to znieść. Przestałam słyszeć, przestałam widzieć i czuć – ostatnie doświadczenie stanowiły skurcze orgazmu… Poczułam, jak skręcałam się w mimowolnych drgawkach na łóżku.  Byłam przerażona. Co się stało? Jak długo? Z całym spokojem Pan kazał mi przytulić się mocno. Rozwarł szeroko ramiona, pozwolił przylgnąć ciałem do swojego ciała. Straciłam na chwilę przytomność z nadmiaru rozkoszy. Dostałam więcej, niż mogłam znieść. Wiedziałam, że od tego momentu jestem już jego. Szybka lekcja zaufania.

Owszem, miałam swoje słowa bezpieczeństwa, ale tak naprawdę, dzięki tej jednej sekundzie, przestały się liczyć, były już bezużyteczne. Mógł robić, co chciał ze swoją własnością, święte prawo Pana. Obiecał mi wcześniej, że oszczędzi moją dziewiczą dziurkę, bo do tamtej pory nigdy nie uprawiałam seksu analnego. Jednak to omdlenie i jego intensywna  obecność – obecność Pana dla swojej suki, gdy ona tego naprawdę potrzebuje – skasowały wszystkie warunki. Należałam do niego, cała, bez wyjątków. Byłam wdzięczna, że mogę należeć; że on chce i będzie mnie pieprzył.

Tej nocy brał mnie wielokrotnie, we wspomnieniach pozostała rozsypanka najwyższych uniesień, zabaw, kar, śmiechu i łez. Nie zabrakło niczego. Wyprowadzał mnie związaną na spacer z misternie splątaną na ciele liną. Uśmiechałam się, chciałam być przy nim. Świeże powietrze, inni ludzi i odrobina swobody… Żartowałam, ciesząc się z każdego dotyku, z uwagi, którą mi poświęcał. Powrót do apartamentu stanowił każdorazowo wyzwanie. Klęcząca, zapłakana, okładana kolejnymi razami, szarpana za włosy…i brana, i kochana do utraty tchu. Kolejne wyjście. Kolejny powrót.

W programie nalazła się i brudna brama klatki schodowej. Obciągałam mu tam, klęcząc na zimnych kaflach. Dławiłam się, a łzy leciały mi z oczu. A przecież ktoś mógł mnie zobaczyć, ktoś mógł mnie rozpoznać. Nie miało to dla mnie wtedy znaczenia, byłam dumną niewolnicą, stworzoną i gotową, by zaspokajać. Raz też owinął mnie szczelnie w folię z parą kulek gejszy w szparce – szeleściłam i gotowałam się na całej powierzchni skóry. Powrót – zamaszyste smagnięcie. Opadłam wtedy na kolana niedaleko kanapy. Chciałam zniknąć… To nie słabość ducha, to wyczuwalne nieposłuszeństwo samego ciała, bo nie dawało już rady. Wystawiłam tyłek, a on na zmianę go chłostał i ruchał dziurkę. Im bardziej nastawiałam się na kolejny ruch bioder, tym mocniejszy raz padał na pośladki. Traciłam kontrolę nad własnymi odczuciami. Brał mnie, jak chciał; dawał tyle, że ledwo byłam w stanie to znieść. Mógłbym swoją erotyką obdarować dziesięć kobiet na raz, ale byłam tylko jedna i dziękowałam za to,  że jestem tylko jedna. Zasnęliśmy późno, brudni i wtuleni w siebie. Pozwolił mi zostać w łóżku.

Obudził mnie jego penis, był już w środku, niczym sen majaczyło poczucie, że we mnie wchodził. Chciał bym wzięła go do ust… Byłam zaspana i rozleniwiona. Czerwone pręgi na plecach musiały wystarczyć zamiast kawy, działanie równie skuteczne. Pobudzone bólem receptory wysyłają ostrzegawcze sygnały do rozespanego umysłu, krzyczą: działaj, działaj… Nałożył rękawiczkę, wsadził palec w mój odbyt. Sprzeciw nie miał sensu, obiecałam przecież zeszłej nocy, że będę cała jego, zadeklarowałam się na tę chwilę i na przyszłość. Przyjął to do wiadomości, więc jak mogłabym teraz odmówić mu czegokolwiek..? Jak suka może odmawiać swojemu właścicielowi? To dla niego żyje, dla niego oddycha.

Mój tyłek podobno nie stawiał specjalnych oporów, gdy wsadzał swojego kutasa. Bolało. Pierścień odbytu zaciskał się na członku. Nie było miło, nie było komfortowo. Kilka ruchów i niby pojawiła się przyjemność… jej trudny rodzaj. Pragnęłam, żeby wreszcie skończył. Tak się stało. Pozwolił się przytulić i wylać żale, że przecież kiedyś obiecał. Na pytanie „dlaczego?”, odpowiedział, że wcześniej nie przypuszczał, iż tak bardzo będzie mnie chciał całą … I zaczęłam się cieszyć, że wziął mnie również w ten sposób, nie zostawiając nic dziewiczego dla innych.

Pożegnaliśmy się, jak dobrzy znajomi. Wyrzuciłam z siebie jeszcze potok nieważnych słów, a On kilka razy przytaknął. Wysadził mnie pod moim hotelem, ucałował dłoń i podziękował… To ja powinnam dziękować, czułam to całą sobą. Mój pancerz zimnej suki rozpadł się w pył, zostałam oddaną suką swego Pana. Nie w głowie byli mi kolejni kochankowie, kolejne próby i mizerne razy. Dildo straciło swój urok. Mogłam tylko czekać na kolejne spotkanie.

List XXXII

Stan do Marie

Jeśli to wszystko prawda, to trudno mi opisać moje wrażenia. Trochę jakby z nieba spadła mi kochanka doskonała. Ocean namiętności. Dobrze, że dopiero teraz, kiedyś pewnie bym oszalał. Ale to już wiesz.

9 wrzesień 20**

List XXXIII

Marie do Stana

To prawda. Każde odczucie, gest i wydarzenie. Spisywałam wspomnienia z  części spotkań, bo takie robiły na mnie wrażenie. Właśnie sesje. Niedługo zobaczymy się my, a zaraz potem mam spotkanie w Warszawie z Panem. Z człowiekiem z opowiadania o pierwszej sesji, pięć lat później. Zresztą jeden jest taki mężczyzna w moich historiach, choć nie brakowało namiętności i po nim, i z innymi. Pewnie opiszę… Dobrze, że ta historia Cię nie przeraża, a raczej inspiruje.

Jeśli odpowiada Ci mój rodzaj seksualności, to dla mnie jak wygrana w lotto. Szczególnie, że choć na waniliowej drodze (jak w BDSM nazywa się seks bez świstu batów w powietrzu), to jednak rodzisz podobnie duże emocje. Nie wiedzieć czemu, mam ochotę klęczeć i zaspokajać właśnie Ciebie. Płynę pożądaniem na samą myśl, że Cię zobaczę. Może to przez złożenie Twojego doświadczenia, woli eksperymentowania i czułości. Ta ostatnia może być kluczowa, bo otwiera mnie zupełnie inaczej.

10 wrzesień 20**

List XXXIV

Stan do Marie

Wygrałaś w lotto, nawet niezłe trafienie. Możliwe, że duży kapitał. Czekam na spotkanie. A tymczasem: do zobaczenia!

10 wrzesień 20**

Po prostu niebo cz. 3

Santi (nieswieta.pl)

Z podziękowaniami dla redaktora tekstu – Karela. Za wszystkie pozostawione błędy odpowiada tylko i wyłącznie Autorka

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Naprawdę smakowite!
Eileen

Dobrze napisane, choć trochę niedbale: sporo literówek. Fabuła jeśli można ją tak nazwać rozwija się w interesującym kierunku. Czytałem z przyjemnością. Ale na dwa razy.

Jedyne co mocno razi to nagminne używanie słowa "ubrać" w odniesieniu do np. prezerwatywy czy rękawiczki. Ich się naprawdę nie ubiera, tylko nakłada (podobnie jak np. buty). "Ubieranie rękawiczek" to jakaś prowincjonalna, małopolska bodajże, gwara. Za to dziękujemy serdecznie i prosimy, by Autorka pisała dobrą, powszechną polszczyzną bez regionalnych naleciałości.

Poza tym jest dobrze.

Absent absynt

"Ubieranie prezerwatywy" również i mnie rzuciło się w oczy. Fakt, przeszkadzało.

Kilka razy nastąpiły skróty:
"góra, dół, góra" – w odniesieniu do felliato;
"ku górze i ku dołowi" – w trakcie zabawy z palcatem;
"do przodu, do tyłu" – w odniesieniu do "tańczących bioder".
Sądzę, że przytoczone skróty można było rozwinąć poprzez zwykłe zdania opisujące daną czynność. Np.: suwała ustami wzdłuż sztywnego członka; palcat wędrował po ciele kobiety, począwszy od linii bioder, poprzez talię…, etc.

"Suka w rui", wiem, że ruja to to samo, co cieczka, jednak jakoś tak się przyjęło, iż względem psowatych używamy sformułowania właśnie "cieczka", więc w zasadzie nie powinno się przytoczonego zwrotu traktować jako błąd… Nie wiem, pewnie to kwestia mojego spaczonego podejścia 🙂

I ostatnie… hm, ktoś zaraz powie, że Karel wyhodował potwora, ale "cipki" w powyższym opowiadaniu strasznie mi nie pasowały. Nie mam nic do cipek, często nie zwracam na nie uwagi, i tak powinno być i tym razem, tym bardziej, że owo określenie pojawia się w listach. Ale właśnie to mi nie pasuje. Bohaterka wydaje się być "rasową suką", która jakby się mogło zdawać, lubi i potrafi bardziej dosadnie nazywać rzeczy po imieniu.

Pierwsza część była delikatniejsza, bardziej poetycka, co powodowało czasem lekkie rozdrażnienie. Nie mniej jednak sądzę, że jako wstęp, wprowadzenie była potrzebna. Akcja powoli nabiera kolorytu, coraz bardziej zabarwionego erotyzmem. Bohater wciągany jest w świat kobiety. Odkrywa jej upodobania, pragnienia. Zobaczymy, jak bardzo będzie potrafił się zmienić pod wpływem opisywanych sytuacji, czy też fantazji. Kiedy odstąpi od waniliowego seksu, aby zaspokoić wysublimowane żądze kochanki. Jego postać, póki co, jest dla mnie bardziej klarowna, przejrzysta.
Zobaczymy, co Autorka przygotuje dla nas i swych bohaterów przy kolejnej odsłonie.
Trzeba również zaznaczyć, że Santi sprawnie posługuje się słowem pisanym i umiejętnie przelewa myśli na "papier", czego mogę jedynie zazdrościć 🙂

Pozdrawiam,
kenaarf

@kenaarf,
Ubieranie – tak się mówi potocznie, choć ten zwrot wychodzi powoli z użycia. A w liście wszystko jest dozwolone: niegramatyczne sformułowania, błędy ortograficzne (jeden mimo poprawki autorka zachowała), kicz i afektacja posunięte do grafomaństwa.
Cipki. Wiesz, kenaarf, że nie lubię, ale nie można strzelać, gdy słowo pada w dialogu, czy korespondencji.

@absent absynt,
faktycznie są literówki i nawet ort(jak wspomniałem – celowo zachowany). Czasem przy zatwierdzaniu/odrzucaniu poprawek może się autorowi omsknąć ręka, albo korektor dał ciała. Trudno to teraz prześledzić.

Karelu, przyzwyczaiłam się, że kompletnie nie rozumiesz, co w danej chwili chciałam przekazać 🙂
Napisałam, że konwencja listu pozwala na użycie "cipki", jednak słowo to nie pasuje mi do kreowanej postaci. Tyle.

kenaarf,
Przyzwyczaiłem się, że kompletnie nie wyczuwasz, że ja rozumiem, co chciałaś ze zrozumieniem przekazać 🙂 Mnie inkryminowane słowo do bohaterki pasuje. Gdyby nie – protestowałbym (nie ważne, czy skutecznie). Po prostu rzecz gustu.

Hmm…małopolska nie jest prowincją.a rękawiczki , czy prezerwatywę się raczej zakłada. Ale to może prof Miodek rozstrzygnie. Pozdrawiam.m

Hmm…małopolska nie jest prowincją.a rękawiczki , czy prezerwatywę się raczej zakłada. Ale to może prof Miodek rozstrzygnie. Pozdrawiam.m

wpisuję do notatnika wszystkie uwagi. dziękuję. co nieco poprawiłam – choć nie wiem, czy to tak wolno, grzebać w tekście po publikacji.

@Kenaaef oraz Karel – co proponujecie miast cipek? bo szczerze, mam tutaj poważny problem… pochwa i wagina to sam kanał. srom zewnętrze. słabo jakoś u mnie ze słownictwem w tej kwestii…

Co do grzebania w tekstach po publikacji to w każdym (nawet karelowym) tekście w trakcie czytania poprawiam średnio 5-10 literówek, w zależności od długości tekstu. Wiadomo błędy się zdarzają, a jako, że nie wydajemy gazety tylko prowadzimy blog to korzystajmy z dobrodziejstw technologii i poprawiajmy błędy 🙂

Pozdrawiam, WW.

Fascynujący portret kobiecego erotyzmu, który i mi jest bliski. Czasem uderzała mnie wręcz świadomość, że te frazy mogłyby wyjść spod moich palców… gdybym potrafiła tak pisać.

Z wdzięcznym dygnięciem
Murbella

i zrobiło mi się bardzo miło. dziękuję za te słowa Murbella.
Santi

Ah Santi…
Wspaniałe! Z części na część jest coraz bardziej gorąco!
CUDOWNE!

:*

dziękuję bardzo Karelowi za korektę. ustrzegł mnie przed licznymi językowymi gafami oraz niezręcznościami. niemniej wszystkie niedociągnięcia pojawiające się w tekście to wyłącznie sprawka autorki. czasem tylko ślepej, a czasem dodatkowo upartej.

@Karel :*

Santi

Ehm… Karel podobno taki srogi i w ogóle wredny z Niego korektor, a tu kolejna (po Kenaarf) Autorka z uśmiechem (tudzież całusem) wspominająca współpracę z panem Godlą.
Cóż takiego jest w kobietach, że lgną do zimnych drani 😉

Pozdrawiam wszystkich, obiecując komentarz na temat, jak tylko wrócę do domu.
seaman.

Pan Karel może sobie być wredny, srogi, kto chce może go również nazywać zimnym draniem, ale poza tym jest po prostu bardzo dobrym Korektorem. W tym cała tajemnica, Seamanie (aczkolwiek wypowiadam się tylko w swoim imieniu, jakie relacje łączą wyżej wspomnianego z redakcyjną koleżanką Santi, to już nie moja sprawa) 🙂

Witam!
Do lektury drugiej części tego cyklu podchodziłem z pewną obawą. Wspomniana obawa narodziła się we mnie po styczności z pierwszą odsłoną, która nijak nie trafiała w moje gusta, mimo, że napisana bardzo ładnym językiem.

I w tym właśnie miejscu zostałem zaskoczony, drugą część czytało mi się zdecydowanie lepiej. Twój język pozostał bez zmian, wciąż jest bogaty i kwiecisty(moim zdaniem czasem aż do przesady, ale to akurat może być wyłącznie moje spostrzeżenie). Twoi bohaterowie nabrali nieco więcej ludzkich cech, a opowiadanie pikanterii.

Warstwa erotyczna jest tym, co podobało mi się zdecydowanie najbardziej w tym tekście. Nie zachwyciłem się, ale było więcej niż dobrze. Mam co prawda wątpliwości czy kochankowie praktykujący tak ostre zabawy w sypialni w ich trakcie dalej są w stanie konstruować długie, wręcz literackie wypowiedzi. Ale prawo autora do budowania dialogów wedle uznania jest niepodważalne

Największy zarzut stanowi w mojej ocenie korespondencja. Wszystko rozumiem, korporacja, dwójka ludzi na wysokich stanowiskach, subtelna gra itp. Ale te listy są tak nadęte – moim zdaniem – ,że z trudem opanowałem chęć ich pomijania. Ciężko mi sobie wyobrazić bohatera, w którym korespondencja utrzymana w podobnym tonie budzi pierwotne instynkty.
Proponowałbym popracowanie nad swobodą fragmentów z mailami, taka moja sugestia.

Generalne wrażenie po lekturze jest pozytywne i dostrzegam progres, ale raczej nie wpiszę się w entuzjastyczny nurt powyższych komentarzy.
Zostawiam całkiem mocne cztery oraz swoje zapewnienie, że wnikliwe przeczytam każdy tekst Twojego autorstwa.
Kłaniam się,
Foxm

Napisz komentarz