Mikst (Frodli)  3/5 (4)

14 min. czytania

Półtora miesiąca po naszym życiowym triumfie nadszedł turniej, na który czekali fani tenisa na całym świecie – US Open na kortach Nowego Jorku. Jako deblistki nie ściągałyśmy na siebie takiej uwagi mediów, jak soliści, tym niemniej apetyty na nasz triumf były zauważalne. Już kilka dni przed turniejem zakwaterowałyśmy się w jednym z najlepszych hoteli blisko kortów. Mogłyśmy sobie na to pozwolić – po wygraniu Wimbledonu zgłosiło się kilku sponsorów, poza tym od dwóch miesięcy byłyśmy niepokonane. Upojny wieczór spędzony z partnerką z kortu i jeszcze kilkadziesiąt następnych spowodowało, że rozumiałyśmy się jeszcze lepiej. Komentatorzy zwracali uwagę na nasze niewiarygodne zgranie pozwalające wychodzić cało z największych tarapatów. Chociażby przed tygodniem wygrałyśmy przegrywanego 0:5 seta, broniąc w międzyczasie kilkanaście piłek meczowych.

Dwa dni przed naszym pierwszym meczem przez kompleks przewijało się już całkiem sporo osób – głównie uczestnicy eliminacji i zawodnicy bez wolnego losu w pierwszej rundzie. Siedziałam w barze sałatkowym nieopodal wejścia do męskich szatni, popijając sok wielowarzywny. Tymczasem Diora spędzała czas na harcach ze swoim kolegą z dzieciństwa, który kilka lat temu przeprowadził się na Manhattan. Spotkali się przypadkiem przedwczoraj i od tego czasu nie wychodzili z łóżka, pomijając nasze wspólne treningi. Chcąc udowodnić jej, że ja również mogę mieć każdego, od kilkudziesięciu minut siedziałam i czekałam na okazję do podrywu.

 

W barze jednak nie działo się nic ciekawego. Nikt nawet nie skierował na mnie wzroku, gdy weszłam do środka. Trochę podrażniło to moją próżność, wszak byłam niepokonaną od dwóch miesięcy deblistką, a w tym miejscu spodziewałam się raczej ludzi z branży znających się na rzeczy. Wśród towarzystwa dominowali zawodnicy w towarzystwie trenerów. Szczególnie ciekawe były pary tenisistka-trener, ponieważ od dłuższego czasu panowała wśród nas nieformalna rywalizacja dotycząca zakontraktowania jak najprzystojniejszego faceta. Nasz poczciwy, dobiegający trzydziestki George spokojnie mógł stawać w szranki z innymi trenerami, ale przy kilku zgromadzonych tutaj musiałby uznać swoją niższość, przynajmniej według mojego gustu.
Po bezowocnym przesiedzeniu dwóch godzin wyszłam na dwór. Dochodziła dziewiętnasta. Na kortach zostali już tylko zawodnicy i garstka ich fanów, a pod samym kompleksem również nie kręciło się zbyt wielu ludzi. Fajerwerki wybuchną dopiero za dwa dni, osiągając apogeum w ostatni weekend sierpnia, gdy w sobotę i niedzielę rozgrywane są finały singla. Mieszkając pięć minut pieszo od hotelu, postanowiłam zrezygnować z taksówki dla zawodników i dotrzeć do pokoju na własnych nogach. Szłam ciesząc się wieczornym słońcem, stawiając spokojne kroki stopami obutymi w trampki. Sięgająca kolan sukienka powiewała nieznacznie pod wpływem ciepłego, delikatnego wiatru. Oczy schowałam za dużymi okularami przeciwsłonecznymi, a w pchełkach włożonych do uszu grała muzyka z ojczyny moich rodziców. Lubiłam słuchać jej po treningach – skoczne, wesołe rytmy relaksowały mnie nie gorzej, niż sauna i masaże. Całości ubioru dopełniała torebka z Burberry – droga, zbytkowna i nie pasująca do reszty. Dostałyśmy je jednak z Diorą w ramach umowy sponsorskiej, toteż obnosiłyśmy się z nimi poza kortami.
Będąc niejako wyłączoną z naszego świata nie dostrzegłam, że od kilkudziesięciu metrów jestem śledzona. Zresztą pewnie i tak nie zwróciłabym na to uwagi, bo szłam szeroką promenadą. Chociaż nie mijałam zbyt wielu ludzi, to czułam się bezpiecznie z uwagi na wczesną porę. Uśpiło to moją czujność. Unosząc nogę do postawienia kroku, zostałam popchnięta i upadłam na bok. Pomimo słuchawek usłyszałam trzask pękającego ramienia torebki. Podnosząc się i masując obolałe kolano dostrzegłam, że za złodziejem rzucił się w pościg jakiś mężczyzna. Dogonił go i powalił na ziemię, a w tym czasie podbiegło jeszcze trzech przechodniów. Chwilę później podjechał przejeżdżający nieopodal patrol policji. Przynajmniej jeden kieszonkowiec mniej będzie polował na turystów odwiedzających zawody. Wybawca podbiegł do mnie truchtem, trzymając w ręce zepsutą torebkę.
– To chyba twoje – odezwał się przyjemnym dla ucha, niskim głosem. Jego angielski był nienaganny, przynajmniej jak na moje latynoskie standardy. Podał mi wolną dłoń, pomagając wstać, gdyż do tej pory klęczałam na zdrowym kolanie.
– Tak, dziękuję, panie…
– Tyroli. Giorgio Tyroli. Może przeszlibyśmy na ty?
– Jasne. Lisa Consorta.
Język mi skołowaciał. Miałam przed sobą Giorgio Tyroliego we własnej osobie. Aktualną męską szóstkę, półfinalistę Wimbledonu. Dwudziestoletnia, młoda gwiazda męskiego tenisa. Przystojny brunet i jedna z najgorętszych partii w sporcie. Gorącokrwisty Włoch. Serce zabiło mi mocniej, gdy wyciągnął ku mnie swoją dłoń. Onieśmielona, podałam mu swoją.
– No, to wstęp mamy za sobą. Zaproponowałbym małego drinka, ale chyba nie wypada przed turniejem. Gdzie podziała się twoja papużka nierozłączka, Diora?
Zrobiło się jeszcze goręcej. Znał nas! I jeszcze chciał umówić się na drinka… Cholera, romans z kimś takim? We śnie o tym nie marzyłam.
– Wykorzystuje pobyt w stolicy do odwiedzenia znajomych. W końcu za chwilę wylatujemy ze Stanów i wrócimy dopiero za kilka tygodni.
– No tak, wy się bawicie, a ja się nudzę – zaśmiał się. – Ty jednak nie wyglądasz na cierpiącą na nadmiar znajomych, więc może dasz się wyciągnąć na mały seans w moim pokoju? Mieszkam nieopodal, w Corona Plaza.
– O, to tak jak ja! Jasne, że dam się namówić – zgodziłam się ochoczo wiedząc, co kryje się za propozycją. Poprzedni turniej zakończyłam pójściem do łóżka z najlepszą przyjaciółką… Dlaczego więc teraz nie miałabym rozpocząć następnego od utraty dziewictwa?
Policja poprosiła mnie tylko o potwierdzenie, czy ujęty i lekko potłuczony mężczyzna faktycznie jest sprawcą napadu, po czym podziękowali Giorgio za pomoc i życzyli nam dobrej nocy. Uśmiechnęłam się na te słowa i spojrzałam wymownie na towarzysza. Nie zmieszał się, lecz odpowiedział uśmiechem. Wróciliśmy do hotelu dyskutując, lecz o dziwo nie wymieniając ani zdania o tenisie. Jadąc już windą, poprosiłam go o kwadrans czasu dla siebie i wysiadłam trzy piętra przed nim.
Wróciłam do pokoju. Miałyśmy osobne sypialnie i dobrze, ponieważ z tej usytuowanej na lewo od drzwi wejściowych dobiegały jęki i sapanie, które nie dałyby mi zasnąć bez odpowiedniej strefy buforowej. I tak zresztą zasypiałam z rękoma na piersiach i muszelce, rozochocona odgłosami ich miłosnych uniesień. Poszłam prosto do łazienki, wzięłam szybki prysznic i opatrzyłam kolano. Na szczęście skończyło się na zadrapaniu i niewielkiej ilości krwi. Wypadek nie powinien odbić się na mojej formie. W kilka minut później byłam już odświeżona i pachnąca. Po chwili wahania założyłam samą sukienkę – białą, opinającą ciasno ciało, sięgającą aż po szyję, za to odsłaniającą sporą część pleców. Założyłam kremowe baleriny i wyszłam na spotkanie przygodzie.
Giorgio został zakwaterowany w apartamencie 1113. Zapukałam lekko kostką zgiętego palca wskazującego. Drzwi otworzyły się cicho, a ja wstąpiłam do środka. Z obszernego przedpokoju weszłam prosto do ciemnego pokoju rozświetlonego nocną lampką i ogromnym telewizorem, na którym toczyła się scena… podniesienia Simby! Nie wierzyłam własnym oczom. Wtem dwie dłonie objęły mnie od tyłu, a gorące usta złożyły delikatny pocałunek na mej szyi. Z wrażenia omal nie podskoczyłam
– Giorgio… – westchnęłam, gdyż sprawił mi niekłamaną przyjemność.
Obróciłam się na jednej nodze, zarzuciłam mu ręce na szyję i przywarłam ciałem do jego torsu. Pocałowaliśmy się pożądliwie. No dobra, ja pocałowałam go pożądliwie, bo on wciąż był czuły i delikatny. Nie wykorzystał okazji, by położyć dłonie na moim tyłku, po prostu mnie objął. Pachniał jakimiś niesamowitymi męskimi perfumami, które dodatkowo mnie nakręciły. Postąpiłam powoli kilka kroków do przodu tak, że przyparłam go plecami do drzwi wejściowych.
– Chcesz, by słyszał nas cały korytarz? – Udało mu się wydusić, chociaż uporczywie blokowałam mu usta. Świetnie całował, a przynajmniej lepiej od Diory.
 – Masz rację – przyznałam, po czym wyrwałam mu się, chwyciłam za rękę i zaprowadziłam do sypialni, jakby to był mój pokój. Usiedliśmy na sofie naprzeciw telewizora i dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego ubiór. T-shirt i spodenki, a na nogach klapki. Chyba również pod moją nieobecność brał prysznic. Nie założył też bielizny, wnioskując po wypukłości w jednej z nogawek.
Na stoliku na wprost sofy stały dwie wysokie szklanki przyozdobione plastrami cytryny. W środku pływały liście mięty. Spostrzegł moje zaintrygowanie.
– To tylko mojito mojej roboty, na wodzie mineralnej. Chcesz? – nie czekając na odpowiedź, podał mi szklankę, a następnie wziął swoją. – No to… za nasze zwycięstwa. – wzniósł toast, po czym uśmiechnął się i upił łyk napoju.
Podążyłam za nim. Faktycznie, smakowało jedynie cytryną i miętą. Żadnego Sprite’a, 7upa czy innych słodkich napojów. Orzeźwiające, chociaż nie zimne. W międzyczasie Giorgio wyłączył pauzę na odtwarzaczu DVD.
– Może to i dziecinne, ale przed każdym turniejem oglądam Króla Lwa. Ostatnio zaczyna mi to przynosić szczęście. – uśmiechnął się. – A ty w jaki sposób się motywujesz przed meczami?
– Hmm… – popadłam w zadumę. – W sumie to jesteśmy z Diorą tak zgrane, że nie potrzebujemy szczególnego rytuału motywacyjnego. Chociaż może… powiem ci, ale na ucho.
– Tak? – zaciekawił się, podstawiając ku mnie lewy profil. Zbliżyłam usta do jego ucha.
– Pieprzymy się co wieczór. – powiedziałam cicho, po czym chwyciłam zębami miękki płatek. Spróbował się odwrócić, czym wyrwał ucho z moich szczęk.
– Au! – krzyknął, przykładając dłoń do boku głowy. Przez chwilę wydawał się zły, ale szybko się uśmiechnął. Miał cudowne, brązowe oczy. Pełne wyrazu i ciepła. Jednocześnie miałam nieodparte wrażenie, że świdruje mnie tym wzrokiem. – I to jest tajemnica waszej świetnej dyspozycji?
– No tak, od kiedy chodzimy do łóżka nie przegrałyśmy meczu.
– Hmm… – zamyślił się. – A gdybym chciał zmontować z tobą mikst, to mogę liczyć na taką motywację?
– Oj nie wiem… – odpowiedziałam filuternie, po czym zawiesiłam głos. – Z Diorą grałyśmy razem kilka miesięcy, zanim coś wygrałyśmy. I dopiero wtedy poszłyśmy do łóżka. Tak więc musiałbyś sobie zasłużyć.
– Uch… – Mina trochę mu spoważniała. – A może… – jego twarz zbliżyła się do mojej – A może jakaś mała zaliczka?
Uśmiechnęłam się słodziutko i puściłam do niego oczko. Podczas przekomarzań zdjęłam niepostrzeżenie pantofelki, z czego postanowiłam teraz skorzystać. Pogładziłam opuszkami palców prawej stopy jego nagą, owłosioną goleń. Aż podskoczył, ale nie zajrzał ku naszym nogom.
– Pomyślę o tym. Masz jakiś pomysł na kolejny toast naszym bezalkoholowym mojito?
– Niech pomyślę… Za… Za Latynoski i ich gorącą krew! – zakrzyknął, po czym wzniósł szklankę i wypił do dna. Nie chciałam być gorsza i również wychyliłam resztę napoju.
Patrząc na jego idealnie zarysowaną szczękę początkowo nie poczułam, że stopa Giorgio musnęła moją nogę i zaczęła podążać w górę. Momentalnie krew uderzyła mi do głowy. Podjęłam jego grę. Wróciłam stópką na jego goleń. Gdy zaczął przesuwać się w górę mej nogi, jego ruchy znalazły odzwierciedlenie w moich działaniach. W kilkanaście sekund opieraliśmy się wzajemnie o swoje kolana. Teraz to ja przejęłam inicjatywę. Muskając delikatnie piętą jego udo, niespiesznie zmierzałam ku kroczu. Drgnął, gdy oparłam się stopą na jego nabrzmiałym, rosłym członku. Tak, jak podejrzewałam, pod spodenkami nie miał bielizny. Cofnęłam się i zanurkowałam w jedną z luźnych, szerokich nogawek. Drgnął, gdy zrobił to samo i wyczuł palcami ciepło mej kobiecości, muskając czubkami palców me włosy łonowe. Zdębiał, a ja zaczerwieniłam, gdy przycisnęłam stopą jego penisa do uda. Oceniłam, że jest długi i dość gruby, pulsujący ciepłem. Jednocześnie u jego podstawy wyczułam kępkę miękkich włosów.
Podrapałam się po głowie, przyjąwszy minę zdradzającą zakłopotanie. Cofnęłam nogę, on też. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, patrząc sobie w oczy. W końcu oboje otworzyliśmy usta, ale widząc, że druga strona chce coś powiedzieć, nie odezwaliśmy się.
– Ty pierwsza – poprosił.
– Miałeś… miałeś kiedyś dziewicę? – spytałam i w jednej chwili poczerwieniałam jak burak.
Uśmiechnął się. Położył mi rękę na ramieniu, chwilę później dotknął nią mego policzka. Pogładził go, opuszkami palcami łaskocząc płatek ucha. Spodobała mi się ta pieszczota. Wiedziałam, że gdy tym razem się na siebie rzucimy, to nie będzie odwrotu. Sekunda po sekundzie, nasze twarze zbliżały się do siebie. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego. Położył się w poprzek sofy, a ja usiadłam na nim okrakiem.
Wstąpił we mnie jakiś demon. Nauczona doświadczeniem nabytym z Diorą, przygwoździłam jego ramiona dłońmi i schyliłam ku niemu głowę niczym drapieżnik schylający się do szyi ofiary. Wargi przyssały się do warg, głośnie cmoknięcie i koniec. Chwilę później kolejny pocałunek, ale tym razem przygryzłam jego wargę. Gdy unosiłam głowę, widziałam w jego źrenicach swoją twarz. A w spojrzeniu jednocześnie strach i pożądanie. Chciał chyba coś powiedzieć, ale nie dałam mu tej szansy. Zaczęliśmy całować się bez opamiętania. Po kilku minutach nasze wargi i języki były pogryzione nieomal do krwi. Niespodziewanie uniósł się i po chwili to ja byłam na dole, leżąc po drugiej stronie sofy. Cofnął nieco głowę i wysunął język. Poczułam, jak jego koniuszek przemyka po mych wargach, błądzi w kącikach rozchylonych ust, gładzi krawędzie zębów. Lewą rękę położył na mym brzuchu, ale konsekwentnie, sekunda po sekundzie zsuwał się centymetr za centymetrem w dół. Minął szparkę i zamknął dłoń na materiale sukienki. Wtedy mu przerwałam.
– Może przejdźmy do sedna? – zaproponowałam. Uniosłam biodra i sama zdjęłam z siebie sukienkę, podciągając ją do góry.
Giorgio patrzył jak wryty na owłosione, lecz estetycznie przycięte łono, płaski brzuch i duże, jędrne piersi bujające się po wyzwoleniu. Przez długie sekundy lustrował wzrokiem moje ciało, a ja uniosłam ręce do głowy, prężąc moje skarby. Chociaż dzięki Diorze nie wstydziłam się aż tak bardzo pokazywać nago, to jednak rozebranie się po raz pierwszy przed mężczyzną było stresujące. Ciemnoróżowe sutki mych opalonych jak całe ciało piersi były już twarde i wycelowane w niego. Chwyciłam dolny rąbek jego T-shirta i podciągnęłam do góry. Zobaczyłam umięśniony, świetnie wyrzeźbiony brzuch. Od pępka w dół biegł czarny strumień krótkich, gęstych włosów. Uniósł ręce, bym mogła zdjąć koszulkę przez głowę.
– To bardzo banalne stwierdzenie, ale jesteś idealna – powiedział, wciąż wpatrując się w moje piersi.
– Ty też jesteś niczego sobie, ale jeszcze nie zobaczyłam wszystkiego – zażartowałam i szarpnęłam za spodenki. Zsunęłam je na uda, dalej musiał już poradzić sobie sam.
Dopiero teraz pokazał mi pełnię swych umiejętności. Znów nasze twarze zbliżyły się i pił się wargami w moje usta, aż zaparło mi dech. Oplotłam jego szyję rękoma i zatopiłam palce w czuprynie. On natomiast oparł dłonie o posłanie po moich bokach. Zamknęłam oczy, gdyż i on to uczynił. Trącił swym językiem mój, pobudzając go do działań. Czułam go wszędzie. Na języku i pod, na podniebieniu i dziąsłach, zębach i wewnętrznych stronach policzków. Raz po raz przechylał głowę z prawej strony na lewą i odwrotnie, a ja wykorzystywałam te krótkie chwile rozłąki naszych ust, by zaczerpnąć powietrza. Zdobyłam się tylko na delikatne pieszczoty narządu goszczącego w mych ustach. Po paru minutach namiętnego całowania się poczułam dłonie na swych biodrach. Rozchyliłam nogi, opierając łydki na jego udach. Myślę, że gdyby nie wcześniejsze przygody z Diorą, doprowadziłabym jedynie do poplątania się naszych kończyn.
– Weź… mnie… wresz… cie… – wysapałam urywkami między kolejnymi pocałunkami.
Sięgnął ręką do szafki ustawionej koło sofy, otworzył położoną najwyżej szufladę i wyjął z niej mały, foliowy kwadracik. Rozerwał go i wydobył gruby okrąg z błonką w środku. Prezerwatywa…
– Dziękuję – powiedziałam, chociaż początkowo miałam zamiar skrzyczeć go za zaprzestanie pieszczot.
– Nie chcę sprawiać nam kłopotu – odparł, po czym wrócił na miejsce i sprawnym ruchem naciągnął kondoma na członka, zostawiając na czubku trochę wolnej przestrzeni. Przycisnęłam uda do jego boków. Teraz miałam okazję przyjrzeć się dokładniej jego sylwetce.
Nie był specjalnie rosły, ale miał ładnie wyeksponowaną muskulaturę. Dwoje gładkich, lekko wypukłych piersi, naprężone, brązowe sutki, krata na brzuchu… Od pępka w dół pasek ciemnych włosów, a niżej jego zawodnik. Nie za duży, nie za mały, ale prezerwatywa mogła zakłamywać wynik oględzin. Naprężony i gotów do akcji, otoczony burzą włosów i przyozdobiony od dołu naprężonym woreczkiem skrywającym jądra. Pochylił się nade mną, przykładając koniuszek penisa do mych wilgotnych, rozchylonych warg. Pierwszy raz czułam coś takiego. Twardy, zaokrąglony na końcu narząd napierający na wejście do mojej szparki. Posunął się kawałek dalej i zatrzymał się. Trafił na otworek w mojej błonie dziewiczej, ale nie mógł się przez niego przecisnąć do środka. Czekałam pełna napięcia. Zaczął wiercić biodrami, łaskocząc moją muszelkę. To było cholernie podniecające, owe oczekiwanie na nieuniknione.
– Och, jeszcze, tak, nie przestawaj… – jęczałam, wiercąc tyłeczkiem. Miałam wrażenie, że za chwilę odpłynę. Miałam wielką ochotę chwycić swoje piersi i wspomóc Giorgio w doprowadzeniu mnie na szczyt, ale powstrzymałam się. Zamiast tego ścisnęłam dłońmi jego pośladki, pchając jego biodra ku sobie. Zrozumiał znak i pchnął silnie, wnikając w moje ciało. Wszelkie bariery pękły, a dziewiczo ciasna szparka została rozszerzona przez pierwszego goszczącego tam mężczyznę. W pierwszych chwilach nie czułam nic poza pieczeniem w wejściu do pochwy, gdy Giorgio powoli wchodził i wychodził, kochając się ze mną na pół gwizdka. Słyszałam jakby przez jakąś barierę jego tłumiony, szybki oddech, a skupiałam uwagę na delektowaniu się pierwszym seksem. Gdy wszedł we mnie, wykonałam głęboki wdech, a potem miałam wrażenie, że nie oddycham.
– Oooch… – westchnęła.
– Boli? – zapytał troskliwie, odrywając się do całowania mojej szyi.
– Nie, jedynie trochę piecze… ale nie przestawaj…
Kochaliśmy się dalej. Był bardzo delikatny – nie próbował przyspieszać ani wchodzić głębiej. Całowaliśmy się lub po prostu patrzeliśmy sobie w oczy. Masowałam i drapałam jego plecy, ściskałam pośladki, a on całował moją szyję i piersi.
– Giorgio… A może spróbowalibyśmy od tyłu? – zaproponowałam po dłuższej chwili.
Przytaknął, pocałował mnie i wycofał się ze szparki, a ja obróciłam się i wypięłam ku niemu tyłeczek, opierając łokcie o miękkie oparcie sofy. Moje piersi zwisały pionowo, nie dotykając tegoż. Uklęknął za mną. Położył jedną dłoń na moim pośladku, a drugą nakierował członka na mokrą, gorącą szparkę.
– Ostrzegam, że długo nie wytrzymam, w tej pozycji za mocno się podniecam.
– Nie ma sprawy – uspokoiłam go. – Od czego masz palce i język?
Usłyszałam jego cichy śmiech, po czym członek otulony w wilgotny od mych soczków kondom przemknął po przerwie między moim odbytem, a szparką. Wszedł we mnie jeszcze raz. Tym razem jego ruchy stopniowo był coraz głębsze, aczkolwiek nie przyspieszał. Ręce pomału przesunęły się z bioder na piersi, więc niemalże opierał się torsem o moje plecy. Palcami gładził i podszczypywał sutki, od czasu do czasu ujmując całe półkule, by je pomasować. Kręciłam tyłeczkiem i byłam zadowolona. Co prawda pieczenie mnie nie opuszczało i nie spodziewałam się dzisiaj nadzwyczajnych uniesień, ale czułam się szczęśliwa. Gdy wchodził we mnie prawie cały, łaskotał dół mych pośladków swymi włoskami, a twardy zawodnik robił swoje. W końcu znalazłam optymalne ustawienie. Przeczesywał przednią ścianę szparki, drażniąc po drodze punkt G. Zrobiło mi się cieplej, a na łechtaczce poczułam ciepłe, wydostające się ze mnie soczki. Jego ruchy stały się nieregularne i wiedziałam, co się zaraz stanie. Porwałam jego rękę i położyłam na swym łonie. Męska, szorstka i silna dłoń pogładziła trójkącik dziewiczych włosów łonowych i pomknęła w dół. Opuszkiem palca trącił łechtaczkę.
Jęknęłam. Jedną ręką wciąż pozostał na mych piersiach, a druga zabawiała się z guziczkiem rozkoszy. Wolna pierś kołysała się w rytm naszych ruchów. W pewnym momencie kochanek jęknął, wszedł we mnie cały i zaczął pompować do prezerwatywy nasienie, pchając w rytm strzałów. Jego spazmy mile pieściły wnętrze mojej kobiecości. Czułam każdy jego skurcz w sobie. Po kilku sekundach wyszedł ze mnie i cofnął dłonie. Odwróciłam się do niego, kładąc się jak przed chwilą. Zdjął i rzucił na dywan zużytego kondoma, dysząc ciężko. Chwilę później uklęknął przy moich stopach, zniżając twarz ku kroczu.
– Pozostaje mi tylko dokończyć dzieła – uśmiechnął się i przywarł ustami do mojej szparki.
Położył obie dłonie na moich pośladkach, a następnie jedną z nich wsunął między moje nóżki. Przytknął czubki dwóch palców do mojej szparki i wszedł we mnie. Krzyknęłam, gdy jednocześnie poruszył we mnie palcami i trącił językiem łechtaczkę. W kilka sekund narzucił tempo nieosiągalne dla jego bioder. Zginał we mnie palce, wiercił dłonią, wyjmował ją i pocierał mokrymi od mych soczków opuszkami łechtaczkę. Ja nie pozostałam pasywna, starałam się wiercić biodrami, ale wolną ręką przycisnął je do krawędzi łóżka. Było mi coraz cudowniej.
W końcu wierzgnęłam nogami, ale spazm stłumiły mocne ręce Giorgia. Poczułam, jak moje wnętrze zaciska się na jego palcach. Zrobiłam się strasznie wilgotna. Krzyknęłam ponownie, gdy kilka fal ciepła rozeszło się po moim ciele. Byłam na szczycie. Przez ponad minutę dochodziłam do siebie. W tym czasie Giorgio leżał na boku koło mnie, całując moje targane spazmami ciało i głaszcząc dłońmi rozgrzane łono.
– Jesteś wspaniały… – wyszeptałam, a on pochylił się do mnie tak, że nasze czoła zetknęły się ze sobą. Patrzeliśmy sobie w oczy z najbliższej odległości.
– To co, powtórka pod prysznicem? – zaproponował.
Roześmiałam się.
Wyszłam od niego około siódmej rano. Za godzinę pierwszy trening, a ja prawie nie spałam… Irytowało mnie zachowanie Diory, a tymczasem stałam się gorsza od niej. Trudno mi było jednak przyznać przed samą sobą, że tego żałowałam. Na samo wspomnienie ostatnich godzin w moim podbrzuszu zagościło znajome, przyjemne ciepło. Zeszłam trzy piętra w dół po schodach, otworzyłam drzwi do naszego pokoju i udałam się do swojej sypialni. Z części Diory dobiegały znajome jęki i sapanie. Nie tylko ja miałam udaną noc.
.
Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Rozumiem, ze Mikst to kontynuacja opowiadanja Debel? Skoro tak, beda moze dalsze przygody pani Consorty? Bo zaczynam sie w nie wkrecac:) Devon

Bohaterka to dziewica o manierach, obyczajach i sposobie bycia dziwki:> Przychodzi do baru sama i czeka… Na wyrwanie? Na klienta? Poznaje przygodnego kolesia i zaraz oddaje mu dziewictwo. W naszych czasach jej postawa powoli awansuje do rangi standardu. Ale i tak Lisa jest strasznie pretensjonalna i zdrowo mnie wkurza.

Z pozdrowieniami
Yvonne

Dobre. Kiedy cd?

Trochę za krótko, trochę zbyt pospiesznie prowadzona akcja. Ale poza tym – opowiadanie się broni, mimo lat, które minęły (a ma już, jak mi się zdaje, baaaaardzo długą brodę). Szkoda, że nie było więcej opowieści o przygodach Lisy Consorty. A może powstały, ale nie trafiły na Dobrą Erotykę? Jeśli tak, to może dobre miejsce, by pokazać je światu?

Mustafa

Panie Frodli, pora na nowe opowiadania. Fanklub czeka! A zna dobrze wszystkie starocie z archiwum! Daj Pan to, czego nie znamy!!

Spragniony Nowego

Opowiadanie lekkie, sympatyczne, krótkie, zwięzłe, o nieskomplikowanej fabule i takiż bohaterach. Co tu się może nie podobać? Ale jak widzę, u niektórych Czytelników powoduje mocne reakcje – co uważam za niekwestionowaną zaletę. Jak porusza – to już pół sukcesu!

Pozdrawiam
M.A.

P.S. A tak w ogóle zgadzam się ze Spragnionym. Frodli, czekamy na Twe nowe opowiadania!

Napisz komentarz