Zabójczy układ II: Tajemnice Catherine (Coyotman) Brak ocen

40 min. czytania

Kiedy Jack Sparks się przebudził, nie miał ochoty otwierać oczu. Czuł na sobie ciężar otaczającego go świata. Wyobrażał sobie, jak tłum ludzi zebranych pod posterunkiem policji „obdziera go ze skóry” chcąc dowiedzieć się nowych faktów w sprawie seryjnego zabójcy. W samym budynku nie czekało go przyjemniejsze zadanie. Przewidywał kolejny dzień z biegania po omacku, jaki fundował mu łaciński grabarz. Padający za oknem deszcz jeszcze bardziej odbierał mu chęci do tej nierównej, jak mu się wydawało, walki. Westchnął głęboko, a w myślach przebiegły mu wszystkie wydarzenia poprzedniego dnia.

– Pieprzony grabarz – wymamrotał sam do siebie, ciężko podnosząc się z łóżka. Kiedy postawił stopy na chłodnej podłodze, natychmiast przypomniała mu się mięciutka, dywanowa wykładzina u Catherine Harold. Westchnął po raz kolejny.

Letni prysznic nieco orzeźwił jego umysł. Zaczął myśleć o Jenny i o tym, jak spędzili wieczór. Przypomniał sobie, jak potem wrócił do domu, znów pełen wstydu, znów z fałszywymi wyrzutami sumienia i położył się koło śpiącej już żony.

– Wcześnie dziś wstałaś – odezwał się wchodząc do kuchni, wciągając nosem zapach świeżo zaparzonej kawy.

– Witaj kochanie. To ty w końcu nieco się przespałeś.

Jack podszedł i na przywitanie pocałował żonę w policzek.

– Słyszałaś co się wczoraj stało?

– Tak. Cathy Harold. Coś podobnego!

– Prasa nie da nam spokoju. Aż boje się wyjść z domu.

– Wiadomo co ma na sumieniu? No wiesz skoro on ją zabił…

– Na razie niczego nie jesteśmy pewni. Za wcześnie aby mówić o szczegółach.

– Ale to na pewno on, prawda?

– Wygląda na to, że tak.

– I nic więcej mi nie zdradzisz?

– Właściwie nie ma czego zdradzać. Na razie analizujemy to, co znaleźliśmy u niej w domu, badamy jej przeszłość i wszystko co z nią związane. W prokuraturze powinnaś usłyszeć więcej. Mnie stary wywalił z posterunku i kazał odpocząć. Dowiem się więcej, jak tam wejdę.

Margaret Sparks, zwana przez Jacka po prostu Margo, zawsze żywo interesowała się sprawami męża. Jednak kierowała nią nie tylko zwykła czysta ciekawość. Jako zastępca prokuratora generalnego stanu Nowy Jork traktowała to jako część swojej pracy, chciała być na bieżąco z najciekawszymi sprawami, chciała trzymać rękę na pulsie. Traktowała to również jako swego rodzaju rytuał, gdyż to właśnie wspólnie prowadzona sprawa zbliżyła ich do siebie nieco ponad osiem lat temu.

– Wciąż nie mogę w to uwierzyć. To była taka ciepła osoba, pomagała ludziom i niby to wszystko było na pokaz? Pamiętam ją jeszcze z czasów studenckich. Organizowała najlepsze imprezy w swoim domku nad jeziorem. Chociaż w sumie trudno było to nazwać domkiem, raczej małą drewnianą willą. Zawsze wszystkiego było tam pod dostatkiem, sama Cathy jednak nigdy się nie upijała.

– Bywałaś u niej na imprezach? Nie mówiłaś, że się znałyście.

– Bo w sumie nie znałyśmy się. Ja byłam tam może trzy, cztery razy. Czasem bywało u niej pół naszego kampusu. Nie musiałeś znać Catherine Harold, żeby wbić się do niej na imprezę.

– Mówisz, że nie zdradzała wtedy żadnych podejrzanych zachowań?

– To był wzór cnót. Wszyscy ją lubili, miała wielu przyjaciół, a jeszcze więcej marzyło aby nimi zostać. Chłopaki prawie zabijali się o nią, ale ona nie była typem łatwej. Nigdy nie zapomnę, jak dała kosza kapitanowi naszej drużyny koszykówki. A powinieneś wiedzieć, że on był wśród chłopaków taką partią, jak wśród dziewczyn ona.

– To wszystko nie trzyma się kupy.

Po chwili do pokoju wbiegły dzieciaki i rzuciły się na rzadko ostatnio widywanego ojca.

Po wspólnym śniadaniu, a potem uszykowaniu i odwiezieniu pociech do ich szkół, Jack ruszył w stronę posterunku. Zaczął rozmyślać o Catherine Harold i o tym co powiedziała mu o niej żona.  Zastanawiał się czy te wszystkie imprezy dla połowy kampusu to była tylko przykrywka aby ukazać siebie jako fajną, koleżeńską i porządną. Zakładając, że to ona była na płytach i uprawiała seks z tymi młodziakami, wyjaśniałoby to w jakiś sposób odrzucenie najlepszej studenckiej partii. Choć niekoniecznie. Mogła go zwyczajnie nie lubić. Być może czasy studenckie w ogóle nie miały tu nic do rzeczy.

Przed posterunkiem czekał już tłum dziennikarzy. Jack dobrze wiedział, że nie ma sensu pchać się frontem gdyż musiałby stracić kilkadziesiąt minut na przepychanki. Na oficjalne komunikaty przyjdzie jeszcze pora.

– Pomęczycie mnie później – burknął sam do siebie, mijając wjazd prowadzący do głównego wejścia.

Zaraz po przekroczeniu drzwi swego wydziału zauważył, że w pokoju odpraw zaczęli zbierać się funkcjonariusze, którzy pracowali nad sprawą grabarza. Idąc w ich kierunku machnął na przywitanie Kapitanowi, który dopijał kawę w swoim biurze, po drodze wymienił uprzejmości z kilkoma innymi kolegami. Szukał też wzrokiem Jenny, ale na próżno.

Już pierwsze minuty pokazały, że wszyscy zaczęli odczuwać rosnącą presję toczącego się śledztwa. Można było zauważyć pośpiech, zdenerwowanie, ale też oczekiwanie. Sam Jack odczuwał bezradność. Wiedział, że nawet jeśli szybko dowiedzą się, co panna Harold ma za uszami, to i tak może nie dać im to nowych tropów, jeśli chodzi o grabarza. Starał się jednak tego nie okazywać. Wszedł pewnym krokiem do pokoju odpraw i czekał na przybycie ostatnich funkcjonariuszy. Po pewnej chwili przyszła także Jenny. Wymienili jedynie spojrzenia i oboje w spokoju czekali, aż wejdzie porucznik Lafferty, który zmierzał powoli do swych podwładnych.

– Sierżancie, proszę zaczynać – polecił Lafferty, zamykając za sobą drzwi.

– Witajcie – rozpoczął Sparks – Wszyscy wiemy, o co toczy się gra i wszyscy wiemy, że z każdym dniem będzie coraz trudniej. Dlatego im szybciej wyjaśnimy kwestie dotyczące panny Harold, tym szybciej będziemy mogli wrócić do sprawy grabarza. Najpierw jednak dla porządku zapytam, czy ktoś może wpadł na jakiś trop dotyczący naszego mordercy?

Nastała grobowa cisza.

– Cóż… warto było spróbować – kontynuował prowadzący śledztwo – Ja wiem, że nie chcecie za bardzo go łapać, bo odwala on za was część roboty, ale pamiętajcie, że jak już go zamkniemy, to przynajmniej prasa da nam trochę spokoju.

Ciszę przerwało kilka prychnięć. Sparks spodziewał się cieplejszego odzewu na swój żart, ale mimo tego cieszył się, że przynajmniej cisza już tak mocno nie kłuła w uszy.

– No dobrze. Koniec tych dowcipów. Co mamy? Najpierw mówcie, co znaleźliście w Forrestblake? Doktor Kelly?

– Współrzędne poprowadziły nas prosto do prowizorycznego grobu Catherine Harold. Ogólnie wszystko to, co zwykle – rozpoczęła doktor Amanda Kelly, starsza laborantka o aparycji Naomi Campbell, tyle że z nieco większym biustem – Kopiec ziemi przykryty liśćmi, wokół żadnych śladów. Ciało zakopane pod kilkudziesięciocentymetrową warstwą ziemi. Jeśli chodzi o obrażenia: złamany kark, który był bezpośrednią przyczyną zgonu, skrępowane ręce, tym samym sznurem co zwykle, obtarcia przy nadgarstkach spowodowane wiązaniem oraz nieco podrapane stopy i kostki, co wskazuje na to, że zanim ją zabił, jeszcze starała mu się wyrwać. Wygląda też na to, że była czysta jeśli chodzi o narkotyki, choć na pełne wyniki toksykologii musimy poczekać. Czekamy także na ostateczne wyniki i raport z sekcji, ale z tego co rozmawiałam z doktorem Heffnerem, który ją przeprowadzał, tu także nic nowego  Generalnie żadnych śladów mogących dać jakikolwiek przełom.

– Rozumiem. Sierżancie Hetfield, co udało się ustalić grupie pracującej nad nagraniami?

– Najpierw zacznę od tego, że ustaliliśmy tożsamość kobiety z filmów znalezionych w domu panny Harold. Na podstawie znaków szczególnych na ciele, takich jak pieprzyki czy blizny ustaliliśmy, że kobieta na tych filmach to w istocie panna Catherine Harold. Zrobiliśmy także porównanie w programie komputerowym dolnej części twarzy z filmów ze znanym wszystkim wizerunkiem panny Harold. Wynik to 90% zgodności, co w tego przypadkach jest właściwie rozstrzygające.

– Skąd te brakujące 10% skoro jesteście pewni?

– Wiesz jak to jest z takimi porównaniami. Wystarczy niewielki grymas i już te wyniki się zmieniają, zwłaszcza, że tu porównywaliśmy tylko połowę twarzy. 90% właściwie rozstrzyga kwestię, czasem nawet bliźniaki lub te same osoby w pewnym odstępie czasu nie mają takiego wyniku. Tutaj jednak dodatkową pewność dają nam te znaki szczególne, o których wspomniałem oraz inne cechy, gdyż porównywaliśmy także daty utworzenia tych filmów do wizerunku publicznego panny Harold z danego okresu i takie cechy jak opalenizna, ułożenie fryzury i jej kolor. Te rzeczy też w większości się pokrywają. Wiadomo, że fryzurę zmienić bardzo łatwo. Więc nie oczekiwaliśmy tu pełnej zgodności. Pieprzyki i blizny zaś, które znajdują się na ciele denatki jak i na ciele naszej aktorki pokrywają się w 100% To nie może być przypadek. Zgadza się również ogólna sylwetka ciała, kolor oczu, oraz, że tak nazwę, strzyżenie wokół części intymnych.

– Masz na myśli…

– Tak – przerwał mu Hetfield – mam na myśli fryzurkę o kształcie strzałki skierowanej w dół tuż nad waginą.

– Czy na wszystkich nagraniach jest ta sama kobieta?

– Nie przejrzeliśmy jeszcze wszystkich filmów, gdyż są to długie nagrania, Staranne obejrzenie, a następnie opisanie i wyciągnięcie wniosków z tego materiału wymaga więcej czasu. Na razie oglądaliśmy około połowę płyt. Na wszystkich jest ta sama kobieta. Przy wyborze jako klucz posłużyły nam daty nagrań, Jedni pracują nad wczesnymi datami, sięgającymi siedem lat i więcej wstecz i następni pracują nad tymi które mają cztery do siedmiu lat wstecz, następni dwa do czterech. I ostatnia ekipa bada ostatni rok. Przyjęliśmy taki podział, gdyż zauważyliśmy, że z czasem nagrania wychodziły z coraz większą częstotliwością.

– A więc z czasem musiała czuć się coraz pewniej.

– Tez tak pomyśleliśmy. Mogła też mieć coraz silniejszą potrzebę zaspokojenia swoich żądz.

– Słuszne spostrzeżenie. Jakie jeszcze wyciągnęliście wnioski?

– Schemat każdego spotkania był podobny. Jest trzech młodych mężczyzn i jedna kobieta. Jak już wspomniałem, ta sama kobieta jest na wszystkich dotychczas obejrzanych przez nas filmach. Mężczyźni, a właściwie chłopcy co jakiś czas się zmieniają. Dokładną częstotliwość tych zmian określimy gdy skończymy oglądanie, ale wygląda na to, że nie jest ona stała. Między jedną trójką, a kolejną nie zauważyliśmy żadnych kłótni czy wzajemnych animozji. Mam na myśli to, że nie zauważyliśmy czegoś, co mogłoby zniechęcić naszą bohaterkę do danej trójki. Choć na jednym z nowszych filmów pojawiło się coś dziwnego, choć trudno sprecyzować co to może znaczyć. W pewnym momencie coś odwróciło uwagę chłopaka leżącego na skraju łóżka.

– Macie tu fragment?

– Tak.

– Obejrzyjmy więc.

Na wielkim ekranie na ścianie pokoju odpraw ruszył fragment filmu. Catherine Harold, jedna z najbardziej szanowanych osobistości stanu Nowy Jork, kandydatka do tytułu człowieka roku, urzeczywistniała na nim swoje mroczne fantazje. Siedziała okrakiem na jednym z młodzieńców w znanej już wszystkim na posterunku masce i rytmicznie podskakiwała.

– Wyciszyłem dźwięki, gdyż uznałem, że nie mają one tutaj większego znaczenia.

– Uwaga, za kilka sekund będzie – wtrącił Hetfield.

Chłopak, który właśnie był dosiadany, w pewnej chwili spojrzał w swoją prawą stronę. Wyglądał na zaskoczonego, uniósł się lekko na łokciach, szturchnął swą kochankę i wskazał jej miejsce, na które wcześniej spoglądał. Catherine jednak zignorowała chłopaka i pchnęła go tak, by znów przyjął pozycję horyzontalną.

Sierżant Hetfield przerwał nagranie.

– Przez dwie minuty chłopak jeszcze spoglądał od czasu do czasu w to miejsce, aż w końcu jego uwaga całkowicie skupiła się na kobiecie.

– Co o tym sądzicie?

– Myślimy, że chłopak patrzył w kierunku wejścia do tego pomieszczenia, stamtąd właśnie wchodzili w kadr. Trudno powiedzieć co zobaczył. Możliwe, że coś się przewróciło, spadło, choć na nagraniu nic w tym momencie nie słychać, oprócz odgłosów towarzyszących kopulacji. Jest możliwość, że ktoś pociągnął za klamkę, ale trudno podejrzewać pannę Harold o taką nieostrożność.

– Może z biegiem czasu poczuła się zbyt pewna siebie i straciła czujność?

– Jest taka możliwość. Choć rozważaliśmy też inne opcję. Np. taką, że chłopakowi się to zdawało, lub zobaczył coś zupełnie nieistotnego. Myślimy, że na tych nagraniach są oni czymś odurzeni. Sądzimy też, że dostawali coś na potencję, gdyż w pewnym momencie filmy stały się dłuższe, a młodzi z krótkodystansowców stali się maratończykami. Dopuszczamy więc możliwość, że mu się to przywidziało. Uważamy, że sama Catherine też tak pomyślała, więc nawet jeśli chłopak wspomniał jej o klamce, zignorowała jego ostrzeżenie. Musiała być pewna, że nikt do tego domu nie wejdzie, lub tak jak wspomniałem, wskazał jej coś, co wydało jej się niegodne uwagi.

– Mogła mieć też wspólnika. Czy coś na to wskazuje?

– Trudno powiedzieć. Na filmach nie pojawiają się inne osoby niż trójka i kobieta.

– Rozumiem. Jeśli znajdziemy tą miejscówkę, będziemy mogli to dokładniej ustalić. Na razie się nad tym nie rozwódźmy.

– Wracając do zamiany chłopaków na następnych, założyliśmy, że powód, jeśli takowy występował, musiał pojawiać się poza kadrem. Być może kobieta po prostu nie lubiła monotonii i stąd dążyła do częstych zmian. Generalnie na filmie nie usłyszeliśmy dotąd wielu rozmów. Co najwyżej krótkie zdania czy półsłówka mające na celu instruowanie mężczyzn, co mają robić żeby było jej przyjemniej. Chłopcy właściwie tylko stękali, ewentualnie ostrzegali przed wytryskiem.

– Ich tożsamość?

– Z tych filmów, które obejrzeliśmy na piętnastu chłopaków mamy już dwanaście trafień. Na razie wzięliśmy do porównania tylko osoby zaginione. Wszyscy byli w wieku 15–16 lat. Pochodzili z patologicznych rodzin, ośrodków dla trudnej młodzieży, sierocińców. Trzy trójki udało nam się zidentyfikować w całości i okazało się że każdy z nich mieszkał i uczył się w innej części miasta. Śmiało możemy założyć, że tak jest też z pozostałymi. Uważamy, że były to środki ostrożności stosowane przez pannę Harold.

– Ok. Zatrzymajmy się tu na chwilę. Będziemy musieli określić jej sposób działania. Chcę wiedzieć, w jaki sposób dobierała sobie tych młodych. Jak doprowadzała do tego, że znajdowali się w jej lokum. Przychodzili do niej sami, a może sama po nich podjeżdżała? Jones i Barkley, przejedźcie się do domów chłopaków, których już zidentyfikowaliśmy. Pogadajcie z opiekunami, nauczycielami, popytajcie sąsiadów i znajomych. Zresztą, sami wiecie co macie robić. Znacie fakty, wiecie o co pytać. Przede wszystkim jednak musimy zbadać coś innego. Trzeba nieoficjalnie założyć, że panna Harold w jakiś sposób pozbywała się chłopców, którymi się już znudziła. Skoro została zamordowana, być może nie zdążyła pozbyć się tych, z którymi spotykała się aktualnie. Jeśli ich znajdziemy, przestaniemy błądzić po omacku. Być może dzięki temu dowiemy się także, co zrobiła z tymi, którzy już się jej znudzili.

– Tak jest! – odpowiedzieli niemal chórem Jones i Barkley.

– Jeźdźmy dalej. Co z przeszłością panny Harold? Co z jej wydatkami?

– Generalnie jest czysta jak łza – włączył się znowu Hetfield – Sprawdziliśmy jej finanse, przychody, wydatki i trudno było się do czegoś przyczepić. Raz z opóźnieniem zapłaciła rachunki bieżące i dostała ponaglenie. Było to w czasie, kiedy przebywała w Europie i akurat wybuchł wulkan na Islandii, którego nazwy nie potrafię wymówić. Była tam przez kilka dni uziemiona. Swoją drogą, ona generalnie często podróżuje za granicę. Jeśli chodzi o ogólne wydatki, wszystko co udało nam się wydobyć z jej historii bankowej to kupno samochodu, remont mieszkania, przeorganizowanie ogrodu i tak dalej. Sprawdziliśmy i wszystko jest bez skazy. Nawet ogrodnik, który u niej pracował, chwalił ją jaka to wspaniała kobieta. A jeśli chodzi o jej bieżące miesięczne wydatki są mniejsze niż mojej żony więc…

Większość ekipy buchnęła śmiechem przez co Jack musiał na chwilę przystopować. Dowcipy o rozrzutnych żonach nigdy się tutaj nie nudziły.

– Spokojnie panowie – Jack czekał aż wszyscy się uspokoją – Na pewno nie kupiła z tych kont tego całego sprzętu. Hipotezy?

– Cóż jest tak czysta, że to aż śmierdzi – kontynuował Hetfield. – Mogła mieć lewe konto zasilane z jakiegoś nieznanego nam źródła. Mogła mieć też wspólnika, który jej to finansował. Wreszcie mogła też wykorzystywać do swych niecnych planów swą działalność charytatywną. Choć to ostatnie już zaczęliśmy sprawdzać i na razie wszystko wygląda ok. Biorąc pod uwagę, jak świetnie kamuflowała się z tymi młodziakami, nie sądzę, żeby jej fundacje były tutaj kluczem. Zbyt duże ryzyko dla tak skrupulatnej osoby.

– Pieniądze ojca?

– Ojciec jej pomagał, ale właściwie tylko do ukończenia studiów. Później podjęła pracę i stała się niezależna finansowo.

– Co mówili o niej ludzie z jej otoczenia? Jakie były jej relacje z rodziną?

– Miała doskonały PR. Nie usłyszeliśmy żadnej negatywnej opinii. Gdybym nie wiedział tego, co wiem teraz, sam uznałbym ją za anioła. Co do rodziców. Relacje ze staruszkami mieli świetne. I to pomimo faktu że zarówno ona jak i oni to ludzie, których grafiki są dość napięte. Często razem bywali na imprezach charytatywnych, pamiętasz na pewno głośne niedawno wspólne oddawanie krwi.

– Byli z igłami w rękach na wszystkich okładkach gazet.

– No właśnie. Nawet jedną znalazłem, mam ją tutaj – Hetfield wziął z biurka New York Timesa i posłał w obieg. – Poza tym wspólne wypady na kolacje, niedzielne obiadki czy  częste telefony, na co wskazują bilingi jej komórki. Jak sami widzicie, są to właściwie wzorowe relacje. Nawet ja tak często nie widuję się z moimi rodzicami i idę o zakład, że większość z was także.

Tłum policjantów i laborantów ani drgnął.

– Co powiecie o jej latach młodości?

– Nic nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę możliwości tej rodziny. Uczyła się w najlepszych szkołach, najpierw w Darkville, później Nowym Jorku. W międzyczasie w wieku czternastu lat wyjechała z rodzicami na południe Europy, gdzie spędzili trochę ponad trzy lata. Głównie Włochy i Grecja. Tam także uczyła się w topowych szkołach.

– Gdzie dokładnie się zatrzymywali na dłużej?

– Saloniki, Neapol i nieco krócej Nicea we Francji.

– Biegle mówiła w kilku językach, prawda?

– Tak.

– Znała łacinę?

– Chwileczkę – Hetfield przerzucił na biurku papiery – Mam. Na studiach miała szóstkę. Więc możemy założyć, że znała. Łączysz to z naszym łacińskim napisem?

– Wiem, że to daleki strzał. Mimo to, będzie trzeba prześledzić jej historie z Europy. Poszukajcie czy są jakieś wzmianki, plotki, cokolwiek z tego okresu.

– Tak jest.

– Sprawdziliście jej mieszkania? – przerwał ciszę Sparks

– Miała dwa mieszkania: jedno blisko centrum, gdzie znaleźliśmy tabliczkę z naszym łacińskim napisem, a drugie poza miastem, nieco mniejsze, bardziej kameralne, ale za to z dużą przestrzenią, którą śmiało można nazwać ranczem. Sprawdziliśmy już niemal w całości oba miejsca i nic nie znaleźliśmy.

– Niemal?

– Ranczo za miastem zajmuje kilka hektarów. Ma tam swoje konie, owieczki i inne zwierzaki. Zresztą handel mięsem, skórami i samymi zwierzakami spokojnie pozwala utrzymać to miejsce. Nie musi nic do tego dokładać. Na stałe mieszka tam służba zajmująca się sprawami bieżącymi domu, byli kompletnie zdezorientowani, kiedy tam wpadliśmy. Sam dom jest czysty, reszta jest jeszcze sprawdzana,  ale ogólnie nie sądzimy, żeby ten adres był właśnie tym, o który nam chodzi.

– A dom nad jeziorem?

– Słucham?

– Moja żona studiowała na tym samym uniwersytecie co panna Harold. Wspomniała, że miała ona domek nad jeziorem, gdzie organizowała studenckie balangi.

– Miała rzeczywiście taką miejscówkę, ale sprzedała ją zaraz po studiach. Zresztą okres studiów dopiero niedawno ruszyliśmy.

– Rozumiem. Prześwietlcie kupca. Najlepiej sprawdźcie teraz kto to kupił. Lepiej żebyśmy coś wiedzieli, zanim ewentualnie się tam wybierzemy – kiwnął na Pappę, by szybko przydzielił kogoś do tego zadania –  Jedźmy dalej. Znajomi?

– Na razie przepytaliśmy aktualnych. Sypały się same pochwały i zachwyty. Ludzie nie mogli uwierzyć, że Catherine Harold mogłaby być zamieszana w coś niezgodnego z prawem.

– To wszystko?

– Na razie to wszystko.

– W takim razie dziękuje. Słuchajcie. Wykonaliście kawał dobrej roboty przez ostatnie kilkanaście godzin. Na razie nie znaleźliśmy nic, co pomogłoby nam ruszyć jakoś mocno do przodu. Mamy jednak pewne informacje, które rzucają nieco światła na całą sprawę. Przede wszystkim, panna Harold bardzo się starała aby wszyscy uważali ją za idealną. Była kobietą sukcesu, pomagała biednym i pokrzywdzonym, płaciła rachunki, z gazet wiemy, że była blisko ze swoimi rodzicami, nie miała też żadnych konfliktów z prawem. Z pewnością takie zachowanie dla nadgorliwych może być podejrzane. Nie jest to jednak przestępstwo. Idźmy więc dalej. Dopiero zagłębiacie się w okres studencki, ale ja już wiem, że panna Harold w tych czasach lubiła imprezowe życie. Choć nie upijała się i była uważana raczej za cnotkę, to jednak organizowanie imprez kłóci się z obrazem, który przed chwilą przedstawił nam sierżant Hetfield. Może nie kłóci się mocno, ale jednak. Z moich informacji wynika, że na jej imprezach bywało po kilkaset osób. Moja żona użyła określenia „połowa kampusu”, ale załóżmy, że kilkaset osób nie będzie przesadą. Alkoholu było tam zawsze pod dostatkiem. Zgaduje, że narkotyki też. Musimy ustalić, co tam się dokładnie działo.

– Co ze sprzętem, którym filmowała? Pappa masz coś?

– Niewiele. Taką jakość, jaka jest na filmach pozwala uzyskać właściwie każda firma produkująca średniej klasy sprzęt RTV. Montaż kamer, nawet jeśli miałyby być ukryte, nie stanowi większego problemu nawet dla laika, zakładając oczywiście, że jest zdeterminowany. Zakładam, że Panna Harold założyła je sama, by uniknąć zbędnych pytań.

– Skąd taki wniosek?

– Pamiętasz taką akcję „Wystarczą Chęci”

– Przejdź do rzeczy.

 – To była akcja społeczna, w ramach której budowane były tanie domy dla biednych. Stawiane na przedmieściach, konstrukcja drewniana. Cartherine Harold zaangażowała się w ten projekt ze swoja fundacją. W sieci łatwo można znaleźć filmiki, na których nasza bohaterka wierci dziury w ścianach i wiesza zdjęcia szczęśliwej rodziny mającej się tam wkrótce wprowadzić.

– To ma sens.

– Jeśli chodzi o sam program do obróbki takich filmów, obsługa jest jak najbardziej przyswajalna. Firmy sprzedają programy z instrukcją krok po kroku co i jak zrobić. Rozmawiałem z jednym ze sprzedawców i potwierdził mi, że wielu klientów świetnie sobie z tym radzi bez pomocy fachowców.

– Czy to ślepy zaułek?

– Na razie tak. Jeśli nie zobaczę tego sprzętu na własne oczy, nic więcej nie będę w stanie powiedzieć. Z dużą dozą prawdopodobieństwa, zarówno wyciągając własne wnioski jak i biorąc pod uwagę wnioski innych, uważam, że panna Harold radziła sobie ze swym niecnym procederem sama. Oczywiście pozostaje do wyjaśnienia kwestia, skąd miała dodatkowe pieniądze. Nie sądzę jednak, żeby w jej przypadku był to wielki problem. Nie uważam też, żeby kogoś wtajemniczała na przykład w celu uzyskania pomocy. Była na to zbyt ostrożna. A nawet jeśli, to z pewnością tego kogoś także się pozbyła.

– Po tym co usłyszeliśmy, rzeczywiście nasuwają się takie wnioski. Jednak ta teoria ma jedną poważna rysę.

– Jaką?

– Ktoś się o wszystkim dowiedział i postanowił ją ukarać.

– Fakt…

– Wniosek z tego taki, że być może Łacińskim grabarzem jest osoba, która była na tyle blisko panny Harold, że udało jej się poznać jej najskrytsze sekrety. Być może Catherine nawet nie wiedziała, że ktoś wie.

Nastała cisza.

– Sprawdził już ktoś tego kupca?

– Tak, tutaj sierżancie.

Z tłumu wyłonił się niski, nieco pulchny jajogłowy w białym fartuchu.

– Co ustaliłeś?

– Właścicielką jest niejaka Jessica Runner. Zapłaciła z konta w banku na Kajmanach. Próżno o niej szukać jakichkolwiek informacji. Wszystko wskazuje na to, że to fałszywa tożsamość. Co ciekawe, na konto regularnie wpływają kwoty w wysokości 50 tysięcy dolarów.

– Jak często?

– Co miesiąc.

– Skąd pojawiają się wpłaty?

– Ustalamy to. Nie jest to proste, bo konto jest zastrzeżone. Ale poradzimy sobie.

– Ok. Dobra robota. Kontynuuj.

– Czy ma ktoś coś do dodania? – nikt nie zareagował na pytanie sierżanta. –  W takim razie koniec zebrania. Hetfield, zbierz ekipę i jedziemy do domku nad jeziorem. Jones i Barkley, wy jak wspomniałem jedziecie pogadać z bliskimi naszych chłopaków. Reszta niech się podzieli. Jedni niech pracują nad prześwietleniem wszystkich bliskich naszej denatki. Zacznijcie od osób majętnych, które byłyby w stanie zorganizować szereg morderstw na taką skalę. Drudzy niech pracują nad płytami i tożsamością młodych. I niech ktoś jeszcze raz podzwoni do jej znajomych, z którymi już rozmawialiśmy. Popytajcie o ten domek. Szukajcie też nowych, może akurat na coś trafimy. Chcę też wiedzieć co robiła i gdzie bywała, kiedy była już nastolatką. Krótko mówiąc, macie mi napisać jej szczegółową biografie od momentu jak tylko dostała pierwszego okresu i zaczęła myśleć o seksie. Do roboty! I ani słowa dziennikarzom. Być może wreszcie zobaczyliśmy światełko w tunelu. Acha i niech ktoś połączy mnie z moją żoną. Powinna już być w prokuraturze.

Margaret już po wyjściu z budynku prokuratury podniesionym głosem odezwała się do męża i jego partnera.

– Cześć chłopcy. Mam tu wasz nakaz, o który prosiliście. Cieszę się, że mogę się z wami zabrać. Wiecie, że od zakończenia studiów, w ogóle tam nie wracałam. To będzie ciekawe doświadczenie.

– Świetnie, że udało ci się przekonać szefa. No i dzięki, że znalazłaś czas.

– W końcu to sprawa Catherine Harold, cóż może być bardziej intrygującego? W prokuraturze to bardzo nośny temat, więc mi zazdroszczą, że mogę z wami jechać – odpowiedziała podchodząc do samochodu – Oj nie kłopocz się – dorzuciła widząc wysiadającego z fotela pasażera sierżanta Hetfielda – Usiądę z tyłu.

– Droga do Nowego Jorku zajmie nam godzinkę, więc będziemy mieli okazję nieco przybliżyć ci obraz tego, co już wiemy. Tak jak mówiłem przez telefon, poprosiłem, byś z nami jechała, gdyż znasz ten domek, byłaś w nim i będziesz w stanie powiedzieć nam, co się zmieniło. Przy okazji może rzucisz na tą sprawę nieco nowego światła.

– Lafferty nie marudził?

– On też chce jak najszybciej rozwikłać tą sprawę.

– No więc mówicie, co macie.

Jack streścił żonie sytuację związaną z Catherine Harold i domkiem nad jeziorem. Margaret przyjęła to z umiarkowanym spokojem.

– No proszę. I pomyśleć, że Forbes chciał nadać jej tytuł człowieka roku – spuentowała jedynie.

– Masz jakieś pomysły, o co w tym wszystkim chodzi?

– Myślę podobnie jak ty. Więcej dowiemy się, kiedy obejrzymy ten dom. Co do pieniędzy na Kajmanach myślę, że to jej konto. To typowe dla bogatych zwyrodnialców, nie raz mieliśmy przecież z takimi do czynienia. Pytanie tylko, kto jej to konto zasilał.

– Ma wielu przyjaciół.

– Albo miała na kogoś haka i ten ktoś jej płacił.

– Wykluczasz to, że sama organizowała te pieniądze?

– Wątpię, żeby miała na to czas, to skomplikowany i wymagający uwagi proces. Poza tym z jej wizerunkiem było to ryzykowne. Uważam, że ktoś jej płacił. Ktoś, kto nie wiedział o jej ciemnej stronie. Sam pomyśl, ma konto na inne nazwisko, na które ktoś wpłaca pieniądze. To bardzo wygodne i bezpieczne. Sam widzisz, że gdyby nie przypadek to tak szybko byś tego nie odkrył.

– Het? A ty co sądzisz?

– To wszystko coraz bardziej mi się nie podoba. Zaczynam myśleć, że wdepnęliśmy w gówno, które trochę nas przerasta. Pomyśl, to córka Johna i Lucindy Haroldów, jednego z najpotężniejszych, najbardziej wpływowych małżeństw w stanie. Stary Harold to strasznie ambitny człowiek, nieznoszący porażki. Jeśli coś tu spieprzymy, to po naszych karierach. Wcześniej był tylko grabarz i zwyrodnialcy. Teraz doszła ona i wszystko się zmieniło.

– Dlatego musimy złapać tego drania jak najszybciej – odparł Jack.

Kiedy po nieco ponad godzinie jazdy konwój policyjnych aut dojechał do wskazanego przez Margaret miejsca, zegar wskazywał południe.

– Poznajesz? – Jack zwrócił się do żony.

– Zmieniło się.

– Co dokładnie?

– Kiedyś tu była otwarta przestrzeń, teraz ten domek jest ogrodzony. Gdy ostatni raz tu gościłam, stały dwa domy. Ten i jeszcze jeden pięćset metrów dalej. Teraz jak widzisz są trzy.

Jack rozejrzał się i rzeczywiście w zasięgu wzroku były jeszcze dwa budynki, ale bardzo od siebie oddalone.

– Jak stąd daleko do waszego kampusu?

– Jakieś trzy kilometry. Ale uwierz mi, dla studentów to żadna odległość, jeśli obieca im się darmowy alkohol. Zwłaszcza, że kiedy nie było tu ogrodzenia, było gdzie parkować. Cały front był zawalony samochodami, a imprezy odbywały się od strony plaży.

– Ładnie tu. Z dala od miasta, cicho spokojnie.

– Czyżbyś zrobił się sentymentalny? Ooo… – Margo udała rozczulenie

– Nie nabijaj się. Zmierzam do tego, że to świetne miejsce do pozbywania się ludzi.

– Panie sierżancie, otworzyliśmy bramę – poinformował jeden z funkcjonariuszy.

– Ok. Uwaga panie i panowie! Otworzyły się bramy Mordoru. Zapraszam więc do środka.

Między bramą wjazdową, a wejściem do domu było może z pięćdziesiąt metrów wybrukowanej drogi, która przy samym budynku rozchodziła się i okalała go ze wszystkich stron. Pomiędzy płotem, a brukiem znajdował się wielki trawnik, na którym gdzieniegdzie rosły drzewka. Mniej więcej sto metrów za domem było jezioro.

– Niech ktoś obejdzie tą budę. Sprawdźcie czy teren w porządku.

Dom był duży, dwupiętrowy, świetnie utrzymany. Białe deski były tak czyściutkie, jakby budynek malowano ledwie kilka dni temu. Przed frontowymi drzwiami znajdował się ganek, na którym kołysała się przywieszona do sufitu bujana ławka, rodem z ckliwych romantycznych filmów. Sklepienie ganku było podtrzymywane dwoma filarami w stylu rzymskim, których bazy oraz głowice zdobił kwiecisty wzór. Trzon każdego filaru miał proste zdobienie w postaci wydrążonych, pionowych rowków.

– Sierżancie, obeszliśmy budynek, teren czysty – odezwał się chwile temu wyznaczony do tego policjant.

– Wchodzimy.

Po otwarciu drzwi frontowych dało się odczuć lekką duchotę. Dom nie był przez jakiś czas wietrzony, przez co powietrze w nim było ciężkie. W środku panował porządek, wyglądało, jakby wszystko stało na swoim miejscu, w dekoracji czy ozdobach próżno było szukać przesady. Na ścianach holu, do którego weszli z przedsionka, wisiało kilka obrazów, a także ustawiono kilka zdjęć w ramkach, w tym jedno duże ze szczęśliwą Catherine w objęciach rodziców, zrobione zapewne przed kilku laty. Jedyną rzeczą, do jakiej na pierwszy rzut oka można się było przyczepić, stanowiła spora ilość kurzu na meblach. Jackowi jednak wydawało się to normalne w stosunkowo rzadko używanym domu.

– Wiecie co macie robić, Het część ekipy na piętro, Ja z resztą przeszukam parter – odezwał się Sparks.

Sierżant Hetfield gestem ręki wskazał na kilku funkcjonariuszy. Poszła z nim także Jennifer, która z coraz większym z trudem znosiła obecność żony Jacka, której ten poświęcał właściwie całą uwagę. Zupełnie jakby poprzednia noc nic dla niego nie znaczyła.

Grupa detektywów oraz wspomagających ich posterunkowych i laborantów rozpierzchła się po domu i zaczęła przeszukiwać pomieszczenia. Jack wiedział, że zaraz znajdzie się odpowiedź na pytanie, czy to właściwy dom. Na szczęście nie było tu nieskończonej ilości pokoi. Już po chwili jeden z policjantów podbiegł do przełożonego

– Sierżancie. Dwa pokoje są zamknięte. Zamek jest na kod.

– Da się je wyważyć?

– Są wzmocnione, proszę pana.

Młody policjant wyglądał na wystraszonego, a jednocześnie podekscytowanego.

– Przekaż doktorowi Pappadopulsowi, żeby zajął się tym ze swoimi ludźmi.

– Tak jest.

Do Jacka podeszła Margo

– Co myślisz?

– Jeszcze za wcześnie na świętowanie, ale raczej nikt nie robi takich zabezpieczeń, jeśli nie ma nic do ukrycia – odpowiedział.

– Też tak sądzę… a psiik!

– Na zdrowie.

– Cholernie dużo tu kurzu.

– Jakby dawno nikt tu nie sprzątał. Trochę dziwne.

– Ciekawe, co ty byś zrobił, jakbyś wpadał tu w towarzystwie trzech napalonych kobiet. Nie sądzę żebyś brał się za odkurzanie. Poza tym ten kurz ma może miesiąc, góra dwa. Z kiedy macie ostatnie nagranie?

– Zdaje się, że sprzed dwóch tygodni

– Czyli wystarczy, że raz czy dwa nie chciało jej się sprzątnąć. Ty nie sprzątasz w domu wcale.

Jack udał, że nie usłyszał tej ostatniej uwagi. Zignorowanie jej było o tyle łatwe, że w tym monecie podszedł do niego Pappa.

– To chwile potrwa. To nie byle jakie zamki, są zamykane magnetycznie, w ścianach są stalowe wzmocnienia. Siłą byśmy ich na pewno nie ruszyli. A nawet jeśli by nam się udało,  moglibyśmy narobić bałaganu w środku.

– Wysoka półka?

– Raczej nie, powiedziałbym, że średnia, ale to solidne drzwi.

– Da się złamać te zabezpieczenia, czy dzwonicie do producenta?

– Myślę, że szybciej złamiemy. Już zaczęliśmy przy obu zamkach.

– Ile potrzebujecie czasu?

– Daj nam pół godziny.

– W porządku. Tych, których nie potrzebujesz przy drzwiach wyślij do szukania śladów. Niech zaczną od góry żebyście sobie nie przeszkadzali. Ja przejadę się do tych dwóch sąsiadów. Jeśli ktoś tam będzie, zapytam czy coś widzieli. – Margo – zwrócił się do przysłuchującej się żony – chodź ze mną.

Pierwszy budynek, pełniący rolę hoteliku, był jeszcze większy od domku Catherine. Podobnie jak tamten, miał pomalowane na biało ściany, a przed drzwiami znajdował się dość pokaźny ganek. Tutaj jednak sklepienie było podtrzymywane przez kilka belek, zamiast fikuśnych kolumn. Całość otoczona była tradycyjnym, niewysokim, białym płotem. Gdy Sparks przeszedł z żoną przez furtkę, w drzwiach pojawił siwy, brodaty mężczyzna ubrany w koszule w niebiesko białą kratę. Wyglądał na około pięćdziesiąt lat.

– Dzień dobry – odezwał się Jack, któremu zaraz zawtórowała mu żona.

– Dzień dobry – odpowiedział mężczyzna.

– Jesteśmy z policji – sierżant machnął swoją odznaką – możemy zadać kilka pytań?

Właściciel hoteliku spojrzał w stronę domku Catherine, mając w pamięci zamieszanie, jakie chwile wcześniej wybuchło za sprawą podjeżdżających policjantów.

– To ma związek z tą kolumna samochodów jaka przed chwilą podjechała do Haroldów?

– To dom Haroldów? – udał zaskoczenie Jack. – Podobno sprzedali go kilka lat temu.

– Wie pan, Haroldowie to nie są ludzie, którzy tłumaczą się ze swoich planów takim jak ja. Kiedyś, gdzieś ponad dziesięć lat temu, pomieszkiwała tu córka Haroldów, dużo się tam działo, wiadomo, studenci, imprezy i jeszcze raz imprezy. Gdy skończyła studia, pokazywała się tu rzadko. Właściwie jej nie widywałem. Dom został ogrodzony i czasem tylko było widać, jak podjeżdża limuzyna.

– Jak często?

– Wie pan, mam lepsze zajęcia niż podglądanie domu Haroldów. Kilka razy ktoś tu bywał.

– Pamięta pan kiedy ostatnio?

– Ostatnio widziałem tam samochód jakiś miesiąc temu. Ale jak już mówiłem, łatwo to przegapić. Samochód wjeżdża za bramę i już go nie widać za tym murem.

– Rozumiem. Czy zauważył pan coś niezwykłego?

– Niezwykłego? Co ma pan na myśli? Coś co mogłoby przekonać łacińskiego grabarza do jej zabicia?

– Mam na myśli jakieś krzyki, dziwne zachowania, może widział pan jakichś gości, którzy bywali w tym domu?

– Nikogo nie widziałem. Nawet jeśli ktoś tam gościł, to zachowywał się bardzo spokojnie. No chyba, że komuś nie podobała się wszechobecna rozpusta panny Harold z czasów studiów.

– Z relacji świadków wynika, że to była spokojna dziewczyna, nie upijała się.

– Nie wiem, co ona tam dokładnie robiła. Na jej prywatkach nie bywałem, ale porozrzucane po całej okolicy zużyte prezerwatywy powinny dać panu jakąś wskazówkę. Kiedyś jedna para zabawiała się pod moim płotem. Niektórzy błądzili po pijaku i przychodzili potem do mnie. Wie pan, jak ciężko przekonać pijanego człowieka, że trafił pod niewłaściwy adres?

– Co może nam pan powiedzieć o tamtym miejscu, o domu?

– Właściwie to dużo. Sam go sprzedałem panu Haroldowi.

– Może pan opowiedzieć jak to było?

– Dawniej prowadziłem z żoną dwa takie hotele, ten przed którym stoicie oraz ten, który zapewne pana koledzy właśnie przeszukują. Niestety kiedy małżonka zmarła, nie dało się pogodzić prowadzenia obu. Wystawiłem ten mniejszy na sprzedaż. Nie minęło wiele czasu, jak telefonicznie odezwał się do mnie sam John Harold. Na początku myślałem, że to żart. Uwierzyłem dopiero, jak stanął przede mną tak jak pan teraz. Jak wspomniał, chciał kupić go swej córce, by miała komfort na studiach.

– Czy miał on jakieś wymagania odnośnie wyposażenia domu?

– Chciał dom w stanie surowym. Bez mebli, dywanów, obrazów i innych tego typu. Chciał też, bym zajął się wyminą zamków na nowe, bezpieczniejsze.

– Chodzi o zamki drzwi wejściowych?

– Oczywiście? Niby po co komu solidne zamki w drzwiach w środku?

– Harold nie bał się, że mógłby pan dorobić sobie klucz?

– Czy pan usiłuje mnie o coś oskarżyć?

– Nie, nie, źle mnie pan zrozumiał. Po prostu staramy się ustalić, jaki był pan Harold.

– Wie pan. Ja nie wiem, jak u was w mieście, ale tutaj jest bardzo spokojnie. Nikt nikogo nie okrada. Poza tym musiałbym być głupi, żeby sobie dorabiać klucze. Podejrzenie padłoby od razu na mnie – tłumaczył się. –  Wiedziałem, że mam mu kazać samemu się tym zająć – burknął do siebie na koniec.

– Niech pan się o nic nie boi. Chcemy tylko ustalić pewne szczegóły związane z naszym dochodzeniem.

– Kiedy dom został wysprzątany, wszystko odbyło szybko. Haroldowie przesłali mi na konto pieniądze, potem on wpadł po klucze i tyle go widziałem.

– O czymś z panem rozmawiał?

– Nie. Przyjechał pod dom, dałem mu trzy komplety kluczy, podaliśmy sobie ręce i to wszystko.

– Dziękuje za informację. Wie pan może, czy w następnym domu ktoś obecnie mieszka?

– Nikogo tam nie ma. Właściciele, Brownowie wpadają tu tylko w okresie letnim. Jak tylko pogoda się zaczyna psuć, wracają w swoje strony.

– Dziękujemy.

– Ale niech pan pojedzie i zapuka. Nigdy nic nie wiadomo. To wszystko?

– Tak.

Po chwili właściciel hotelu wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.

Jack za radą mężczyzny sprawdził trzeci budynek, należący do Brownów, ale tak jak tamten mówił, nikogo nie zastał. Kiedy wracali z Margo na teren przeszukiwań, zadzwoniła komórka.

– Słucham cię Pappa – odebrał sierżant.

– Otworzyliśmy. To nasz pokój.

– Zaraz tam będziemy.

Jack Sparks niczym torpeda wpadł do byłego mieszkania Catherine Harold. Natychmiast udał się w stronę świeżo otworzonych drzwi.

– Co mamy?

– Otworzyliśmy obydwa pomieszczenia. Jednym z nich jest ten pokój z filmów, drugi to składowisko sprzętu, który połączony jest z kamerami w pokoju. Wszystko co się działo w tej, nazwijmy to, sypialni można było zarejestrować kilkoma kliknięciami.

Jack zajrzał do pomieszczenia z łóżkiem, a po chwili przeszedł do drugiego, gdzie znajdowało się kilka mniejszych monitorów i jeden duży, na oko ponad pięćdziesięciocalowy.

– Możliwy był też przekaz live. Pappa zrobił kilka ruchów myszką i po chwili na monitorach ukazali się policjanci pracujący w pomieszczeniu obok.

– Jakość sprzętu?

– To dobry sprzęt, ale tak jak sądziłem, daleko mu do najwyższej półki.

– Te filmy wyglądały dość profesjonalnie, Pappa.

– Wiesz Jack, dziś niezłej jakości film można nakręcić aparatem za tysiąc dolarów. Oczywiście pod warunkiem, że ma się pojęcie na ten temat. Mam tu na myśli choćby właściwe ustawienie oświetlenia.

– Ten sprzęt nie kosztował tysiaka.

– Owszem, kosztował znacznie więcej, ale trochę tego wszystkiego jest. Same komputery to wydatek czterocyfrowy.

– Mogła to sama połączyć?

– Trudno powiedzieć. Nie wiem jaka była jej wiedza na ten temat.

– Ale widzisz teraz, jak to jest zmontowane. Co możesz na ten temat powiedzieć?

– Wszystko wygląda dobrze. W sumie połączenie jednego pokoju z drugim to kwestia wywiercenia kilku dziur i przeciągnięcia kabli, potem podłączenie wszystkiego według instrukcji i zainstalowanie odpowiedniego programu w komputerze. Program jest intuicyjny i łatwo się nim posługiwać.

– Czyli mogła to sama zrobić?

– Uważam, że tak. Nie jest tajemnicą, że to bystra kobieta była. Choć nie jestem pewien, czy sama by sobie poradziła z drugim pomieszczeniem.

– Co z nim?

– Chodź, nie będziemy oglądać go na monitorach.

Panowie przeszli do pokoju obok.

– Tak jak podejrzewaliśmy, pokój został wytłumiony. Wszystko, co tu się dzieje jest niesłyszalne dla kogoś z zewnątrz. Jest to zrobione bardzo solidnie. Nie tylko zostało nałożone na ściany to, co widzisz. Ściany zostały odpowiednio wzmocnione, także te w sąsiadujących pokojach, choć tam tego nie widać.

– Trzeba się dowiedzieć, jakie firmy w okolicy się tym zajmują – powiedział bardziej do siebie Jack.

– Kamery, jak widzisz, są w kilku miejscach pokoju. Chłopcy mieli więc świadomość, że są kręceni. Ich instalacja na ścianach czy suficie jest dość prosta. Nie łączyłbym jej więc z instalacją wytłumienia.

– Sugerujesz, że znalezienie tych co to zakładali nic nam nie da?

– Oczywiście można to sprawdzić, ale nie sądzę.

– Ok. dzięki Pappa.

Jack przeleciał wzrokiem po pokoju, przyjrzał się białej strukturze przypominającej gąbkę okalającej ściany i sufit, policzył kamery usiadł na skraju łóżka. A więc tutaj to wszystko się działo – pomyślał. Po chwili położył się i spojrzał na stojącą w drzwiach Margo. Ta przyglądała mu się z rozbawieniem.

– Co robisz?

– Chcę wiedzieć, na co mógł patrzeć ten chłopak, któremu coś na chwilę odwróciło uwagę.

To były jednak drzwi – pomyślał – nic innego z tej strony nie było.

– I co?

– Młody chyba spojrzał na drzwi, na razie nie ma to jednak znaczenia – Jack podniósł się z satynowego nakrycia łóżka – Idę się rozejrzeć.

Gdyby nie te dwa pomieszczenia, dom i jego otoczenie wyglądałby całkiem normalnie. Jack był pod pewnym wrażeniem tego miejsca, sądził, że gdyby sam miał taki dom, to spędzałby w nim więcej czasu, niż tylko okres wakacyjny.

– Co teraz, Jack? – zagadnął go Hetfield

– Jak idzie chłopcom Pappy?

– Szukają odcisków, pakują wszystkie nośniki danych z komputerów.

– Coś na nich jest?

– Są puste, ale na posterunku spróbujemy coś odzyskać.

– Odciski?

– Nic nie znaleźliśmy. Zupełnie, jakby tu nikt nie przebywał.

– Dziwne.

– Myślisz, że jednak miała wspólnika? Kogoś, kto jakiś czas temu tutaj wysprzątał, pousuwał pliki i ogólnie postarał się, żeby nic nie znaleziono?

– Sam widzisz. Wnioski nasuwają się same. Możliwości jest jednak wiele. Sam grabarz mógł tu posprzątać, gdy już się jej pozbył. W zacieraniu śladów jest bezbłędny. Daje nam zawsze tylko to, co sam chce, żebyśmy mieli.

– Ale ten kurz jest starszy.

– Jest, ale nie musiał go sprzątać. Gdyby czegoś dotknął, zauważałby to po śladach.

Panowie wyszli na zewnątrz drugim wejściem. Taras ten był znacznie większy od frontowego, który łączył się z gankiem. Mógł mieć jakieś trzysta metrów kwadratowych. Wyłożony był granitową kostką. Od jeziora wiał delikatny wiatr. Nie było jednak zbyt przyjemnie, za sprawą wilgotności oraz chłodu. Słońce tylko od czasu do czasu przebijało się przez gęstą zawiesinę chmur. Jezioro wydawało się spokojne. Łódź motorowa należąca do Haroldów tylko lekko kołysała się na wodzie, przywiązana do kilkunastometrowego molo.

– Myślisz, że ich topiła? – zapytał Hetfield, wskazując skinięciem głowy na łódź.

– Nie można tego wykluczyć. To bardzo duże jezioro.

– Oby nie. Wyobrażasz sobie poszukiwania?

Jack jednak zignorował słowa partnera.

– Co jest w tym budynku? – Sierżant Sparks wskazał sporą szopkę stojącą przy prawej krawędzi tarasu.

– To schowek na narzędzia ogrodowe i różne pierdoły typu składane krzesła, stoły. Jest tam też kajak, wiosła i inne rzeczy do zabaw na wodzie.

– Otwarte?

– Tak, chłopcy dopiero co stamtąd wyszli.

– Zajrzyjmy więc.

Solidna konstrukcja z drewna, mająca około pięćdziesiąt metrów kwadratowych powierzchni stała kilkanaście metrów od wyjścia. Co ciekawe, drzwi były antywłamaniowe, a nie na kłódkę, Jacka jednak przestało to dziwić, gdy wszedł do środka.

– Wymieniasz mi kajaki i łódkę, a zapomniałeś o skuterze wodnym?

– Jakoś mi to umknęło.

Jack rozejrzał się po pomieszczeniu, zastanawiając się ile to wszystko musiało kosztować. Wydawało się, że większość sprzętu od dawna nie używano.

– Czy to nie dziwne? To miejsce jest jeszcze bardziej zakurzone niż dom.

– Szopki są zazwyczaj bardziej zakurzone niż dom. Poza tym lato w tym roku nie rozpieszczało, Jack. Ty tez codziennie czyścisz swój motor?

Kolega spojrzał na niego wymownie.

– No tak, zapomniałem, że jesteś zboczony na punkcie tego Harleya.

– Het, niektóre z tych rzeczy nie było używane latami.

– Nie wszystkie. Spójrz, na przykład na łopaty, grabie. Te widać, że były w użyciu.

– Tak, widać nawet ziemię, która się z nich osunęła. Pomimo, że ktoś tu nie sprząta, to jednak łopaty używa regularnie. Widać ślady częstego ich przestawiania. Były jakieś odciski?

– Nic mi nie mówiono, ale zgłoszę, żeby skrupulatnie się temu przyjrzeli. Myślisz o tym co ja?

– Też czujesz, że tuż pod nosem mamy cmentarz?

Panowie znów spojrzeli na siebie wymownie, tym razem bez jakiejkolwiek ironii.

– Zawołaj tu kilku ludzi. Będzie trzeba kopać.

Kiedy część ekipy wyszła z domu Catherine, Jack właśnie spacerował po ozdobnym trawniku, który znajdował między tarasem a plażą. Kiedy zobaczył wychodzących współpracowników, wrócił w pobliże szopki.

– Słuchajcie, z sierżantem Hetfieldem zauważyliśmy, że w przeciwieństwie do wielu innych rzeczy, w tym miejscu łopaty używane są nad wyraz często. Sądzimy, że ciała, których szukamy mogą znajdować się tutaj, tuż pod naszymi nosami.

– Gdzie mamy zacząć sierżancie?

Sparks spojrzał jeszcze raz na wielki trawnik i lekko wzruszył ramionami

– Wiem, że to jak szukanie igły w stogu siana. Mam jednak przeczucie, że nie były one zakopane bezmyślnie. Myślę, że musi być w tym jakiś porządek. Życie Catherine Harold było bardzo uporządkowane. Nie sądzę żeby z zakopaniem ciał było inaczej. Zacznijcie przy cyprysach, które rosną metr od ogrodzenia.

– Dlaczego właśnie tam? – wtrącił Pappa.

– Cyprys był symbolem smutku i żałoby w starożytności. Sadzono je na grobach zmarłych. Zresztą, w niektórych miejscach nadal kultywuje się tą tradycję. Skoro Haroldowie tak lubią rzeczy związane ze starożytnością, to może warto pójść tym tropem.

– A ty od kiedy jesteś specjalistą od starożytnych?

– Szczerze mówiąc, dowiedziałem się o tym podczas oglądania jakiegoś teleturnieju. A teraz upewniłem się w google – mówiąc to podał Pappie telefon komórkowy z włączonymi wynikami wyszukiwania.

Doktor tylko podrapał się po głowie i już nie komentował.

– Poza tym jest jeszcze jedna rzecz – kontynuował Jack.

– Jaka?

– Podejdźcie wszyscy ze mną.

Sierżant ruszył w kierunku kilku cyprysów rosnących przy ogrodzeniu, blisko plaży.

– Spójrzcie tutaj, przy tych najmniejszych drzewkach. Widzicie darń? Wygląda jakby na pewnym odcinku była ona sztukowana

– Do czego zmierzasz?

– Do tego, że ktoś usunął niedawno fragmenty trawnika razem z korzeniami, a potem ułożył od nowa w tym samym miejscu. Zwróćcie uwagę, że na obrzeżach fragmentów – tu Jack wskazał palcem kwadrat o mniej więcej dwudziestocentymetrowym boku – trawa jest nieco przerzedzona, widać uzupełnienia ziemią. Trawa jeszcze nie zdążyła się ukorzenić i odpowiednio zagęścić.

– Na co czekacie, do samochodów po sprzęt i kopcie! – krzyknął Hetfield, widząc zamyślonych współpracowników.

Policja Drakville była oczywiście przygotowana na taka ewentualność. Łopaty z szopy z oczywistych względów nie wchodziły w grę. Teraz czekały je szczegółowe badania, poszukiwanie włókien, włosów, jakichkolwiek śladów.

– Ja też mam przy domu kilka takich drzewek i nikogo pod nimi nie grzebałem. Idę o zakład, że nie są pod Cyprysami – zagadnął Jacka Pappa – Prędzej ich utopiła. W końcu to wielkie jezioro, ona ma łódź. Wielu też tak sądzi. Po co miałaby tu sobie robić cmentarz?

– Podwójna stawka?

– Zgoda.

– Naoglądałeś się za dużo Dextera, Pappa..

– Zobaczymy. Zresztą i tak zakład nie tyczy się wody. Dla mnie ważne, żeby nie była pod drzewkami.

– Moim zdaniem na pewno ich nie utopiła. Jezioro może jest i duże, ale jest wielkie ryzyko, że ciało może zostać odkryte, choćby przez przypadkowych nurków, albo po prostu wypłynie. Poza tym sądzę, że wykopanie dołu jest łatwiejsze niż pakowanie ciała do worka, obciążanie go, taszczenie na łódź, a potem jeszcze wyrzucenie z niej na środku jeziora. Poza tym jest jeszcze kobieca logika.

– Czyli?

– Jeden z najpopularniejszych telewizyjnych seryjnych morderców wrzucał swoje ofiary do wody. Uważasz, że byłaby tak głupia, żeby robić to samo? Poza tym kobieta nienawidzi jak inna ma taką sama torebkę czy jakiś ciuch, a co dopiero sposób pozbywania się ciał.

– Bardzo zabawne…

– Ale tak na poważnie, według mnie dzięki zakopaniu ciał była najmniej widoczna. Z trzech stron osłonięta ogrodzeniem, od strony jeziora wystarczyło rozłożyć parawan, który miała w tym schowku razem z łopatami i innymi narzędziami. Czuła się tu bezpiecznie. Nie sądzę też, żeby gdzieś ich wywoziła poza ten teren. Nad wydarzeniami na jeziorze czy na drodze nie miała pełnej kontroli. Tu czuła się panią sytuacji. Poza tym spójrz jak kopią. Ziemia wydaje się dość luźna.

Pappa po wysłuchaniu argumentów przyjaciela zdawał się nieco tracić wigor, mimo to nadal szedł w zaparte.

– Ja tam wiem swoje. Topiła ich. Tylko niepotrzebnie rozorasz trawnik.

Pappa podszedł bliżej kopiących, by z bliska widzieć efekty prac.

– Nie guzdrać się –  krzyknął lekko poirytowany.

– Ależ jestem podekscytowana – Zagadnęła Jacka przysłuchująca się od dłuższej chwili Margo – Właśnie dla takich chwil postanowiłam pracować w prokuratorze. Czyż odkrycie tak wielkiej tajemnicy nie jest wspaniałym uczuciem?

Jack tylko spojrzał na nią pobłażliwie. Znał jej entuzjazm, kiedy byli blisko rozwiązania jakiejś poważnej zagadki. Widział wtedy w niej nastolatkę, którą właśnie wpuszczono za kulisy koncertu wielkiego idola.

– Oczywiście to nie mój przypadek – kontynuowała. – Ale i tak mam dreszcze.

– Zaraz wszystko będzie jasne – odpowiedział.

Margo tymczasem podeszła blisko męża i zaczęła szeptać mu do ucha.

– Jestem tak podniecona, że najchętniej zrobiłabym to tu i teraz.

– Margo, przestań.

– Przyznaj, że też chętnie byś to zrobił.

Mężczyzna poczuł na uchu jej ciepły oddech. Wyobraźnia zaczęła podpowiadać możliwy scenariusz dalszych wydarzeń, czego efektem było delikatne łaskotanie w podbrzuszu. Wiedział doskonale, jaka jest słabość Margo, znał też swoją. Robili to w miejscach publicznych nie raz i trzeba było przyznać, że rzadko kiedy tradycyjny seks w łóżku mógł się z tym równać. Margo zawsze była wtedy nienasycona, drapieżna jak lwica.

Jack kochał swoją żonę i choć miewał częste, przelotne romanse, wiedział, że nigdy jej nie zostawi. Oczywiście nie był z siebie dumny, zdawał sobie sprawę że postępuje niewłaściwie, ale takim już typem mężczyzny był. Nie lubił monotonni,  wciąż szukał nowych wrażeń, nowych kobiet, z którymi mógł realizować swoje fantazje. Tłumaczył sobie, że to jak z ludźmi uzależnionymi. Jedni muszą dać sobie w żyłę, inni  codziennie się napić, kolejni nie potrafią znaleźć umiarkowania w jedzeniu, a Jack po prostu musiał mieć co jakiś czas nową kobietę. Potrzebował dużo seksu, a wiedział, że jedna partnerka nigdy nie będzie w stanie dać mu aż tyle i w takich konfiguracjach, o jakich marzył.

Nauczył się nawet odseparowywać od ciężkich wyrzutów sumienia. Miał w głowie coś jakby „przełącznik”, dzięki któremu oddzielał życie z rodziną od swej ciemnej strony. Gdy bywał z innymi kobietami, odcinał się myślami od rzeczywistości, zupełnie jakby wciąż był kawalerem, który na wszystko może sobie pozwolić, w domu zaś był kochającym mężem i ojcem skupionym na swojej roli, niemyślącym o własnych słabościach. Kiedy znajdował się jednak poza domem, wystarczył impuls, spojrzenie, gest kobiety, która wpadła mu w oko. Przy żonie jednak kontrolował się doskonale, zaś dziewczynom, z którymi ją zdradzał zwyczajnie mydlił oczy, na przykład zapewniając o chęci bliskości czy nawet o miłości. Nigdy jednak żadnej nie deklarował, że się dla niej rozwiedzie. W końcu plątanie się w zdradę to mimo wszystko decyzja dwojga osób, które doskonale wiedzą, w co się pakują.

– Coś tu jest! – krzyknął jeden z kopiących.

– Mamy ciało! – krzyknął drugi!

Sierżant podbiegł do nich. Dół miał głębokość mniej więcej metra. Kiedy Jack stał tuż nad wykopem, uderzył go odór rozkładającego się ciała. Na dnie widoczny był fragment korpusu i ręki, były brudne, obsypane ziemią. Wyglądało na to, że chłopcy zostali pochowani nago.

Pappa podszedł do Jacka i podał mu dwa banknoty.

– Farciarz – wymamrotał pod nosem.

– Zawołajcie wszystkich, którzy pracują w środku. Niech przyjdą pomóc kopać. Sierżancie Hetfield, przejmujesz dowodzenie, ja idę podzwonić w kilka miejsc.

Ten kiwnął jedynie głową.

– Chodź ze mną – szepnął do Margo. Ta lekko uśmiechnęła się pod nosem

Jack chwycił żonę za dłoń i pociągnął ją za sobą. Przyśpieszonym krokiem weszli do domu, który właśnie opuszczali wezwani policjanci. Para żywym krokiem przeszła przez hol, tylko kątem oka zauważając pokój, w którym odbywały się niezliczone orgie z udziałem Catherine.

– Chodźmy do ubikacji na górze, tam już wszystko posprawdzali no i będziemy mogli się zamknąć się od wewnątrz – powiedziała coraz bardziej rozpalona pani prokurator.

Szybkim krokiem, przeskakując po dwa stopnie schodów wpadli na piętro. Od razu skierowali się w prawo, do łazienki. Juliusz Cezar namalowany na jednym z obrazów spoglądał na nich z wyraźną aprobatą, może nawet zazdrością. Weszli. Jack Szybko zamknął drzwi, przekręcił zamek i pchnął lekko żonę w kierunku ściany. Dopadł do niej niczym wygłodniały zwierz, całując szyję i jednocześnie rozpinając guziki gustownego, czarnego żakietu.

Guzikami białej koszuli zajęła się już sama Margo, gdyż Jack w tym czasie był już przy spódnicy, rozpinając ją z tyłu i powoli, by nie zniszczyć samonośnych pończoch, obsuwał ją w dół.

– Nie możemy napaskudzić – powiedział.

– Nie martw się o to.

Jack uśmiechnął się, po czym zsunął z niej granatowe, koronkowe majteczki. Gdy powiódł wzrokiem ku górze, zobaczył, że kobieta odpina właśnie stanik. Szybko ściągnął pasek od spodni i po chwili mógł uwolnić nabrzmiałą męskość. Margo ujęła ją w dłoń, starając się prędko doprowadzić męża do pełnego wzwodu. Wystarczyła chwila, kilka ruchów ręką i Jack był gotowy. Posłał żonie kolejny soczysty pocałunek, następnie uniósł ją za pupę i oparł o ścianę. Kobieta zarzuciła mu ramiona na szyję, a nogi oplotła wokół jego bioder. Nie była to najwygodniejsza pozycja na świecie, ale Jack wiedział, że kiedy jest mocno podniecona, Margo lubi być nieco zdominowana, przyparta do muru i nie owijając w bawełnę, przerżnięta.

Mężczyzna sprawnie nakierował penisa na szparkę żony i energicznie zaczął pchać biodra do przodu. Miał nadzieje, że ściany na piętrze są choć w połowie tak mocne, jak te w sprawdzanych przez nich pokojach. Pierwsze ruchy zdawały się potwierdzać, że dom został wybudowany solidnie. Kafelki, o które opierała się kobieta nie odpadały, a ściana póki co stała niewzruszona. Jack starał się nieco „podrzucać” Margo na swych silnych ramionach, jak i równocześnie poruszać w odpowiednim rytmie biodrami, dzięki czemu mógł uzyskać większą głębokość penetracji, tak jak lubiła jego żona. Ona zaś przypatrywała się ich odbiciu, gdyż ustawili się tak, że lustro na całą wysokość ściany było tuz za Jackiem. Margo obserwowała więc, jak mąż wchodzi w nią z wielką energią, patrzyła na jego umięśniony, bledszy od reszty ciała tyłek. Uwielbiała podziwiać jego wspaniale zbudowane ciało. Podobało jej się to, że miało ono doskonałe proporcje. Jack był umięśniony, ale daleko mu było do stałych bywalców siłowni, którzy nierzadko wyglądają karykaturalnie, niczym napompowane baloniki. Nie miał też przesadnie umięśnionych nóg, co według niego wyglądało niezbyt atrakcyjnie. Nigdy zresztą nie przykładał się na siłowni do ćwiczeń kończyn dolnych, wystarczyła mu regularna jazda rowerem, jak twierdził. Tymczasem z minuty na minutę tempo igraszek wzrastało, Jack wbijał się w mokrą szparkę swej żony coraz gwałtowniej, coraz głębiej. Kobieta przyjmowała kolejne pchnięcia i cichutko stękała do ucha swego męża, czasem tylko jęknęła głośniej, gdy Jack zmieniał nieco kąt natarcia. Było jej jednocześnie błogo i trochę niewygodnie. Wciąż przyparta do muru, czuła dwie duże dłonie podtrzymujące jej pośladki i przede wszystkim napierającą męskość prującą  jej różową cipkę. Czuła się fantastycznie, niemal ekstatycznie, po jej ciele rozlewało się błogie ciepło, przechodziły ją dreszcze, kiedy Jack pukał do dna jej krainy rozkoszy. Wiedziała, że już wkrótce nadejdzie całkowite spełnienie. Tymczasem mężczyzna zaczął odczuwać trudy przyjętej pozycji, jego oddech stał się płytki, a ręce zaczęły drętwieć. Kropelki potu pojawiły mu się na skroniach i na plecach. Zauważyła to również Margo.

– Czekaj – powiedziała

– O co chodzi?

Jack zwolnił, spojrzał na żonę, która skinieniem głową dała mu sygnał by przystopował. Margaret postawiła nogi na ziemi, wypuściła ptaszka ze swego gniazda i odeszła na kilka kroków. Przestawiła przed lustro szafkę na kosmetyki mającą niecałe półtora metra wysokości szafkę na kosmetyki i oparła się o nią łokciami, wypinając pupę w kierunku męża. Ten natychmiast podszedł z wyprostowanym fallusem i ponownie wsunął się do mokrej jamki. Zaczął spokojnie, miarowymi, długimi ruchami. Dłońmi, które w końcu mogły nieco odpocząć, dotykał pleców żony, muskał delikatnie jej gładką, jędrną skórę. Wcześniejsze, szybkie tempo dodało jej rumieńców. Na pupie miała odciśnięte dwie czerwone plamy od dłoni. Spoglądał też na drugą dziurkę, przypominając sobie wczorajsze igraszki z Jennifer. Kakaowe oczko aż świeciło się od soków, które wysączyły się podczas wcześniej przyjętej pozycji. Jack nie był szczególnym entuzjastą seksu analnego, ale czasem uprawiał go dla urozmaicenia. Nigdy jednak z żoną. Próbowali tego raz i skończyło się nieprzyjemnie. Margo odczuwała w tym miejscu dyskomfort jeszcze przez kilka dni. Przeklinała wtedy wszystkie filmy porno z udziałem analnych igraszek, gdyż to właśnie ich oglądanie podsunęło obojgu ten pomysł. Poza tym Margo nie mogła sobie wyobrazić żeby po takim seksie wziąć potem jeszcze członka do ust.

– Szybciej – odezwała się kobieta – Zaraz zaczną nas szukać.

Jack nieco mocniej chwycił żonę w okolicach talii i spełnił jej prośbę. W celu nabrania większej dynamiki pochylił tułów nieco do przodu i naparł swym członkiem jeszcze mocniej. Gdy spojrzał w swoje odbicie w lustrze, stwierdził, że przypomina trochę kopulującego królika. Nie do końca podobał mu się ten obraz, ale w końcu uznał, że „cel uświęca środki”.

Szybkie, energiczne pchnięcia plądrowały teraz skarbnicę Margaret, która dzięki zmianie pozycji mogła wreszcie skoncentrować się na doznawanej przyjemności, bardziej skupić się na swoich odczuciach zamiast tracić siły na utrzymanie karkołomnej i męczącej konfiguracji. Doskonale znała swoje ciało i wiedziała co zrobić, by dojść szybciej niż zazwyczaj. Jedną ręka opierała się o szafkę, druga zaś powędrowała w kierunku łechtaczki. Coraz bardziej napalona Margo wiedziała, że czasu jest niewiele i że pomoc w dojściu do szczytnego celu nie zaszkodzi. Zaczęła masować sobie wzgórek łonowy, dając sobie więcej niż odrobinę przyjemności. Czasem jej mąż wbijał się na tyle głęboko, ze aż zahaczał o jej, krótkie na szczęście, paznokcie. Powoli zaczęła odczuwać nadchodzące spełnienie.

Jack tymczasem jedną dłonią chwycił Margo za ramię i kontynuował szaleńczą jazdę, zaczął już nawet powoli pomrukiwać pod nosem, przez co kobieta wiedziała, że finał zbliża się także dla niego. Jednocześnie wciąż obserwował żonę, jej odbijający się jak piłeczka kauczukowa tyłek, jej plecy wygięte w łuk, po których lubił wodzić palcami, zwłaszcza po wgłębieniu jej idealnie prostego kręgosłupa, patrzył też na piersi, faulujące pod wpływem szybkich ruchów, zachowujące się jak gruszka, jeden z przyrządów do treningu bokserskiego, tyle że oczywiście w nieco wolniejszym tempie. Tymczasem wagina Margo przeżywała istne oblężenie: wchodzący w dziurkę penis, obijające się o łechtaczkę jądra, zwinne paluszki dopełniające bogactwa doznań. Gdy dodać do tego okoliczności w jakich to się działo, łatwo wyobrazić sobie, jak czuła się Margo. W końcu kobieta poczuła błogie ciepełko jakie rozlało się po jej ciele, a sama zakwiliła z rozkoszy, starając się tłumić krzyk, który narastał w jej gardle. Ciało kobiety zaczęło drgać bez żadnej kontroli, jedynie ręka nadal leniwie kręciła kołeczka na łechtaczce, jakby chcąc zgarnąć całą pulę przyjemności.

Przeżywany przez żonę orgazm bardzo podniecił Jacka, przez co on sam zaczął się zbliżać do końca.

– Zaraz dojdę – ostrzegł. Margo słysząc te słowa i czując coraz mocniejsze pulsowanie w środku, szybko odskoczyła od męża i uklęknęła przodem do niego.

– Nie możemy napaskudzić, pamiętasz? – powiedziała z zalotnym spojrzeniem.

Jack patrzył, jak główka jego członka zatapia się w ustach żony, poczuł wilgotny chłód i jednocześnie przeszywające ciepło rozlewające się po lędźwiach. Margo zaczęła delikatnie ssać żołądź, bawiła się nim niczym uczennica lizakiem na szkolnej przerwie. Choć ostatnio często słyszy się z różnych mediów, że penisy i lizaki są wśród uczennic szkół ponadpodstawowych równie popularne.

Pragnąć zintensyfikować doznania męża i przyspieszyć jego orgazm chwyciła dłonią penisa i zaczęła nim rytmicznie poruszać, drugą zaś pieściła jądra. Jednocześnie wciąż trzymała żołądź w ustach. Jack uwielbiał ten moment, a samą sytuację nazywał ruchem posuwistym–zwrotno–ssąco–gniotącym. Z lubością obserwował jak ręka jego żony wykonuje ruchy, których on sam nie szczędził swemu członkowi w młodości.

W końcu nadszedł ten moment. Jack poczuł serie mocnych impulsów przeszywających ciało i z trudem utrzymując równowagę, wystrzelił. Każda kropla kierowała się bezpośrednio do ust Margaret, która w obawie o pozostawienie śladów łapczywie połykała przyjmowane strumienie białej mazi. Na podłogę nie spadła ani kropla. Wcześniej był lizak, a teraz picie przez słomkę. Pewne przyzwyczajenia po prostu zostają nam na całe życie.

Kiedy oboje doprowadzali się do porządku, zadzwonił telefon.

– Gdzie jesteś?

– Już idę.

– Pospiesz się.

Jack rozłączył się, dopiął ostatnie guziki koszuli, nałożył swój granatowy krawat i szybko dołączył do swych towarzyszy.

– Co się stało? – zapytał stojącego na tarasie Pappę, jeszcze zanim przeszedł przez próg. Pappa zrobił gest, który oznaczał słówko na osobności.

– Zidentyfikowaliśmy rachunek zasilający Jessikę Runner, właścicielkę konta z którego opłacono kupno tego domu.

– I co?

– Nie uwierzysz. To sędzia Hershey

– Pieprzysz!

– Niestety nie.

– Wygląda na to, że będziemy musieli mu złożyć wizytę.

Przejdź do kolejnej części – Zabójczy Układ cz. 3: W domu panny Boulevard

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór,

pora późna, więc powiem tylko,że bardzo się cieszę z powrotu Coyotmana – do pisania i do cyklu "Zabójczy Układ". Wiedząc, jak bardzo zaawansowany jest ten projekt, mogę też zapewnić Czytelników, że na następną część nie będą musieli czekać kolejnego roku 🙂 Kojocie, witaj nam z powrotem!

Idzie dobry klimat dla kryminałów na NE. Po rocznej przerwie wrócił "Zabójczy Układ", po półrocznej "Manhattan". Żeby jeszcze tylko Rita powróciła ze "Steel City" i mielibyśmy piękny komplet!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Nareszcie!

Cierpliwy, ale do pewnych granic

Zaznaczam swoje ukontentowanie drugim odcinkiem. Ciut za wiele miejsca zajmuje dochodzenie, ale w kryminale i to rasowym to chyba nieuniknione. No, to policja zna teraz grzechy Catherine. A gdzie w tym wszystkim Jason?

Cierpliwy wynagrodzony

Jasonowi zostanie poświęcona kolejna część:) Co do dochodzenia – rzeczywiście poświęciłem sporo miejsca, ale nie chciałem zostawić zadanych w poprzedniej części pytań bez odpowiedzi. Poza tym jak to w kryminałach – diabeł tkwi w szczegółach:)

Witajcie. Cieszę się, że w końcu ruszyłem do przodu z opowiadaniami i że wreszcie możecie zobaczyć efekty mojej pracy. Wybaczcie, że tak długo to trwało. Kolejna część pojawi się już niebawem i będzie w całości poświęcona Jasonowi (przed nią w planach publikacji jeszcze kilka opowiadań innych autorów, także cierpliwości). Także wszyscy ci, którzy interesują się losami naszego mordercy będą mogli zaspokoić swoją ciekawość. Jestem włąsnie na etapie kończenia tej częsci:) Kolejne postaram się wysmarować w odstępie około miesięcznym.

Panie anonimowy co do dochodzenia i jego długości – to jak sam zauważyłeś jest to nieuniknione. Zwłaszcza, że nie chcę pozostawić pytań, które zadałem w poprzedniej części, bez odpowiedzi. Poza tym jak to w kryminałach ważne są szczegóły wplecione w natłok informacji, które dopiero na końcu ujawnią swoją prawdziwą istotę. Przyznam, że składanie tego wszystkiego do kupy bywało frustrujące przez pewnie tak mi ciężko szło pisanie kontynuacji. Teraz będzie mi łatwiej bo już mam mniej więcej cały obraz opowieści:)

Podziękowania dla ekipy NE za mobilizowanie i pomoc w korekcie.

Fajnie, fajnie! A czy mozemy sie spodziewac – po zakonczeniu kryminalnej historii – kolejnych przygod Roberta? Mam wielki sentyment do tego cyklu! Devon

Nie chcę składać deklaracji bo wiadomo jak to było z tym epizodem, ale rzeczywiście mam w planach kontynuację Roberta. Mam już nawet koncept. Najpierw jednak będę kontynuował kryminał. Być może po 3 (która już jest na ukończeniu) lub 4 części zacznę "drugi sezon":)

Dawno oczekiwana kontynuacja przeboju 🙂

Jaskier

Seks w toalecie na miejscu zbrodni taki nieprofesjonalny :> i to jeszcze w wykonaniu gliniarza i pani prokurator… No, no, czy z tego nie wyniknie aby dyscyplinarka?

Owszem jest, ale uznałem, że opowiadanie erotyczne rządzą się swoimi prawami:) Poza tym piętro zostało już sprawdzone:)

Po pierwsze cieszę się ogromnie z powrotu Coyotmana na łono Najlepszej, po drugie cieszę się z kontynuacji Zabójczego Układu i faktu, że to kontynuacja tak udana…
Zaskoczyło mnie, że Jack żywi tak ciepłe uczucia do żony, po poprzedniej części spodziewałam się, że to Jenny jest panią jego serca.
A jak już pojęłam, że Margo to fajna babka (choć wcale nie wykluczam, że jest grabarzem!), to spodziewałam się, iż przesuwając szafki w toalecie domku pani prokurator i małżonek wpadną na jakiś istotny ślad.

Czekam na więcej!

Dzięki Miss:)
Swoją drogą tak się złożyło, że nasze kryminały sąsiadują na łonie NE. Krótko mówiąc mam niezły punkt odniesienia do jakiego poziomu mam równać:)

fajnie, że sąsiadują, bo nie czuję się osamotniona w tym gatunku:-)
Skoro już my dwoje zebraliśmy się i napisaliśmy dalszy ciąg naszych kryminałków, liczę na to, że Rita również zafunduje nam dalszy ciąg Steel City.

Byłoby cudnie, choć ja mam nadzieję, że Rita skończy najpierw swój cykl "Nocy" (pierwsza, druga, trzecia…) bo tam już chyba niewiele zostało.

Pozdrawiam
M.A.

Patrzcie ich, jacy wymagający. 😉 Jak trochę odsapnę i zyskam choć odrobinę więcej wolnego czasu to obiecuję coś wytworzyć.

Rito, musowo:-) Czekamy!

Niecierpliwie czekam na trzeci odcinek!
Ciekawym, co knuje Jason.

Lurker

Jason a.k.a. Dexter Morgan:-) pogromca kanalii wszelakich. W erotycznym wydaniu!

Mustafa

Jason jednak robi to dla pieniędzy a Dex robił to bo sprawiało mu to frajdę:)

Witaj Coyotmanie!
Tym razem pójdę trochę pod prąd:) Widoczna jest długaaaaaaa przerwa w pisaniu, niby nie zapomniałeś rzemiosła technicznie jest poprawnie, ale nie czytałem z jakimiś szczególnymi wypiekami na twarzy. Ot, przeczytałem. Stanąłeś przed niełatwym zadaniem kontynuacji wielkiego hitu.

W mojej ocenie wyszło Ci to na solidne 4, ale być może potrzebujesz czasu, by wrócić do dawnej formy. Postacie np dużo ze sobą rozmawiają, ale w tych dialogach nie ma za wiele humoru, ani czegoś co dynamizowałoby fabułę. Sceny też potrafisz pisać znacznie bardziej sugestywne, ja wiem, strasznie ciężko jest utrzymać pewien poziom.

Scena skupia w sobie wszystko to o czym piszę jest przyzwoita, ale szału nie ma. Wniosek jest taki, że czasem zbyt długi rozbrat z pisaniem sprawia, że znakomity Autor "rdzewieje".
Wierzę jednak, że szybko się otrząśniesz, gdyż umiesz pisać o dwie, a nawet trzy klasy lepiej:)
5, jako motywacja do pracy i przez sentyment do "marki"
Pozdrawiam,
Foxm

Witaj Fox!
Trudno ci nie przyznać racji, że przez długą przerwę w pisaniu można zardzewieć. Ale to nie tak, że nic nie pisałem przez rok:P
Myślę, że prawda leży trochę po środku – owszem, może mój poziom nieco się obniżył (choć mnie samemu trudno to ocenić) ale też ty jako, że sam zacząłeś pisać, dostrzegasz więcej błędów.
Postaram się z kolejną częścią podnieść poziom:)
Pozdrawiam

Odpowiedz

pięciolistna koniczyna

Jestem cichą fanką Najlepszej Erotyki już od kilku lat.Dziś,po przeczytaniu dwóch odcinków świetnej serii,postanowiłam dołączyć do dyskusji.
Drogi Autorze,szczere gratulacje:).To pierwsze opowiadanie na NE,które wciągnęło mnie nie tylko tak mocno,ale i w taki sposób,że czytam je dla poznania rozwiązania zagadki,a nie dla przyjemnego dreszczu towarzyszącego czytaniu wysokiej klasy opowiadań erotycznych.To tajemnica gra w Twoim opowiadaniu pierwsze skrzypce i sceny erotyczne,choć miłe,tylko opóźniają poznanie odpowiedzi na pytanie:kim jest zleceniodawca tych wszystkich morderstw i jakie,na prawdę, motywy nim kierują?

Pięciolistna koniczynko (jak ładny nick – ja bym go sobie zarezerwował ; ) zachęcamy do większej aktywności. Mamy wszyscy nadzieję na dokończenie tej historii.

Napisz komentarz