Lot kukułki V (Ravenheart)  1.64/5 (34)

17 min. czytania
Stefan Grosjean,"Intimacy", CC BY-NC 3.0

Stefan Grosjean,„Intimacy”, CC BY-NC 3.0

Lot kukułki V: Kukułka

09.03.
Wieczór seksoholiczki przy Internecie. Opisałam Adamowi mój sen. Spodobał mu się. Zapytał, czy Marek poszedłby na trójkąt. Nie wiem… nie chcę go pytać. Boję się. Ale sam pomysł strasznie mnie kręci. Adam wysłał mi numer swojej komórki i zapytał o moją. Poprosił, żebym zadzwoniła wieczorem. Nie wiem, co mam robić.

10.03.
No więc zadzwoniłam. To było tak. Wypiłam butelkę wina i oglądałam z łóżka pornosa. Była jedna dziewczyna i dwóch facetów… Wzięłam wibrator i powoli, delikatnie się pieściłam, obserwując, jak na ekranie dwóch ogierów bzyka taką sympatyczną małolatę. No, małolatę jak małolatę – widać było, że jest ucharakteryzowana, ale dorzucili jej szkolny mundurek, opadające podkolanówki i tak dalej. W sumie podoba mi się taki klimat – niedoświadczona, naiwna dziewczyna i dominujący facet…

Cholera, tak mi brakowało prawdziwego, gorącego faceta, który by mnie przeleciał. No i wtedy pomyślałam o telefonie. Cholera, musiałam być nieźle wstawiona, bo zrobiłam to wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi… zadzwoniłam do Adama i spytałam co robi. Potem zaczęłam mu opowiadać, że leżę w łóżku, że właśnie wsadzam sobie wielki, czarny wibrator i że chciałabym, żeby tu był. Wszedł w tę grę. Ależ on ma głos. Taki niski, głęboki i seksowny jak cholera. Opowiadał mi, co by ze mną robił, a ja robiłam sobie dobrze. Wykrzyczałam mu orgazm do słuchawki. A potem zerwałam połączenie i leżałam tylko, myśląc, co ja najlepszego zrobiłam. Cipka pulsowała mi i zaciskała się spazmatycznie, a ja wyobrażałam sobie co by było, gdyby tu był. Adam, nie Marek.

12.03.
SZOK! Adam mieszka tuż obok, na naszym osiedlu. Zaczęło się od tego, że dziś na osiedlu doszło do jakiejś dużej zadymy. Rano obudził mnie hałas – i sygnał policji albo karetki. Wyjrzałam przez okno – z bloku naprzeciw antyterroryści wyprowadzali jakiegoś skutego kajdankami gościa. Było mnóstwo policji, chyba ABW czy inne CBŚ. No, afera na cztery fajerki – choć w sumie niewiele mnie to obeszło. Dzień przebiegł nawet spokojnie, do momentu, dopóki nie zaczęłam czatować z Adamem. Powiedziałam mu o zdarzeniu – a on… opisał je dokładnie! Też je widział. Słowo do słowa – okazało się, że mieszkamy w sąsiednich domach. Boję się myśleć, co z tego wyniknie…

13.03.
Adam zadzwonił wieczorem, kiedy się kąpałam. Rozmawiałam z nim długo, siedząc w wannie. Powoli, od niechcenia, bawiłam się prysznicem – ciepły, rozkoszny strumień gładził moją cipeczkę, w słuchawce słyszałam jego głos, no po prostu odlot. I ta świadomość, że mieszka o sto metrów stąd… Ja siedzę zupełnie naga w wannie, a on dotyka się, robi sobie dobrze, słyszę jego oddech w słuchawce. Co by było, gdyby przyszedł. Przecież oboje wiemy, że poszlibyśmy do łóżka. Od razu, bez zbędnych wstępów. Wyłączyłam telefon i zanurzyłam się we własnych fantazjach…

Ten pamiętnik robi się coraz bardziej monotematyczny. Kim ja się stałam? Prawie bez przerwy myślę o seksie, o internetowych schadzkach z Adamem. To jest chore. Powinnam się leczyć. Ale z drugiej strony, nigdy w życiu nie czułam nic podobnego. Nie potrafię tego przerwać. Nie chcę.

Ech, znowu piszę tylko o jednym. No dobrze, poza tym wszystkim, kupiliśmy psa. Właściwie – dostaliśmy, bo znajoma wyprowadza się zagranicę i nie ma co zrobić z Reksem. To piękny wilczur, kudłaty i czarny. Na szczęście ma dopiero parę miesięcy, więc nie zdążył się do nich przyzwyczaić. Będę miała zajęcie – trzeba go wyprowadzać. No i może zrzucę 2–3 kilo! Ciekawe, co powie Marek, jak zobaczy nowego lokatora!

20.03.
Adam dziś zaproponował, żebyśmy się spotkali. Wprost i otwarcie powiedział, że chce się ze mną kochać. Zrobiłam się mokra na samą myśl. Przecież nie wie, jak wyglądam. Ja zresztą też nic nie wiem o nim. Aha, przysłał mi w mailu… wynik badania przeciwciał na HIV. Jest czysty. Najpierw pomyślałam, że to było jakieś takie prozaiczne, płaskie i wulgarne. Że zburzyło całą erotykę naszych spotkań, ale potem przyszło opamiętanie. No, jest po prostu racjonalny. I chyba na poważnie myśli o randce.

Co do HIV, to ja w sumie też mam taki kwit, zrobiony w szpitalu podczas mojej choroby rok temu. Trochę stary, ale zawsze. Cały dzień myślałam o tym co, powinnam zrobić.

22.03.
Zachowuję się jak kretynka – przecież ja myślę o ZDRADZIE MARKA!!! Co się ze mną dzieje??? Wieczorem na sieci gadaliśmy z Adamem tylko o tym. Powiedziałam mu o swoim badaniu. Potem, jak otumaniona, wkleiłam je do maila i wysłałam. Mail przyszedł prawie natychmiast: MIESZKAM POD 16–TKĄ. PRZYJDŹ. CHCĘ SIĘ Z TOBĄ KOCHAĆ. Cholera, ja też chcę! Na samą myśl o tym, że mogłabym bzykać się z obcym facetem jestem mokra jak nigdy.

Co się ze mną dzieje? Może to brak Marka, może to ta cholerna wiosna, ale czuję jak we mnie grają hormony. Oglądam się na ulicy za spodniami. Nigdy czegoś takiego nie czułam.

28.03.
Od tygodnia nie robimy nic innego tylko mówimy o TYM. Jak by to było. Co się stało z moim dawnym, spokojnym ja? Mam chcicę na faceta, którego nie widziałam w życiu. Czuję, że byłoby wspaniale. Tylko co z Markiem, z naszą przyszłością?

29.03.
Cholera, łapię się na tym, że się łamię… Rozważam poważnie randkę z Adamem. Randkę? Jaką randkę… po prostu bym się z nim pieprzyła. Przeżyć to raz, mieć to z głowy i zapomnieć. Latam z Reksem po okolicznych lasach, żeby tylko zaprzątnąć czymś umysł.

30.03.
Dziś wieczorem prawie zdradziłam Marka. To znaczy – oczywiście siedzieliśmy prze komputerami i uprawialiśmy cyberseks. Dobrze, że doszłam, bo gdyby powiedział wtedy, że przestaje pisać i czeka – to chyba bym poszła.

31.03.
Dzwonił Marek, wraca za trzy dni. Kochanie, żebyś ty wiedział, jaki ja mam dylemat… O czym myśli twoja do niedawna porządna żoneczka. Cholera… Kupiłam alkohol i zalałam się w pestkę. Głównie dlatego, żeby wytrzymać samotny wieczór i nie zrobić nic głupiego. Chcicę mam straszliwą. Nigdy w życiu nie czułam nic takiego. Wytrzymać… wytrzymać te trzy dni bez robienia głupot!!!

01.04.
Dzień drugi spędzony w takim samym stylu. Nie włączałam komputera, żeby mnie nic nie podkusiło. Nie włączałam DVD, żeby się nie podniecać (tak jakbym nie była mokra od myślenia, co MOŻE się stać). Pić, pić, zapić!!! Wytrzymać dwa dni!!!

02.04.
Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Byłam znowu na długim spacerze z Reksem, żeby się zmęczyć. No i zrobiłam zakupy alkoholowe w innym sklepie – bo w naszym już się na mnie dziwnie patrzą. Może jakoś wytrzymam do wieczora.

03.04.
ZROBIŁAM TO!!!!!!!!!!

Wciąż nie mogę o tym przestać myśleć. Wczoraj wieczorem robiłam to, co ostatnio. Wykąpałam się, nie otwierałam komputera, tylko piłam. Miałam jeszcze ćwiartkę Rieslinga do końca, gdy przyszedł SMS. Zajrzałam do niego. Adam. PRAGNĘ CIĘ. CZEKAM. Tylko tyle. Serce biło mi straszliwie. Mówiłam sobie: wyłącz telefon, ale wiedziałam, że chcę TO zrobić. I nagle, w jednej oszałamiającej chwili podjęłam decyzję. Wstałam z łóżka. Byłam spokojna, ale obserwowałam siebie jakby z dystansu. Nie wiem, czy sprawił to alkohol, czy niesamowitość całej tej sytuacji, ale to było tak, jakbym oglądała film ze sobą w roli głównej. Na gołe ciało narzuciłam lekki płaszczyk. Sutki miałam tak sztywne, że ocierający je materiał wysyłał iskry aż do mojego kręgosłupa. Szłam się pieprzyć. Z facetem, którego nie widziałam nigdy w życiu. O którym nic nie wiedziałam. Reks chyba czuł, że coś się dzieje. Kiedy weszłam do przedpokoju zaczął mnie obskakiwać, cały podniecony. Czułam, jak moje soki lecą mi po wewnętrznej stronie ud. Reks chyba musiał je zwietrzyć, bo gdy szukałam kluczy, nagle, niespodziewanie włożył swój wielki, kosmaty łeb gdzieś w szczelinę płaszcza i chciwie wciągnął mój zapach. Nagle, ku swojemu przerażeniu, poczułam jego mokry język. Krzyknęłam i odsunęłam go, ale gdzieś w umyśle pojawiło się słowo: SUKA.

Tak, czułam się jak goniąca się suka. Szłam dać dupy samcowi, który czekał na mnie gdzieś tam, w ciemnościach nocy. Suka – to słowo towarzyszyło mi, gdy drżąc z zimna i podniecenia zjechałam na dół i wyszłam na dwór. Rześki wiatr nie otrzeźwił mnie. Było mi cholernie zimno, ale to jeszcze bardziej mnie kręciło. Sutki stały mi, jak zrobione ze stali. Nie pamiętam, jak znalazłam się przed drzwiami domu Adama. Wybrałam numer. 16. Po chwili usłyszałam jego cudowny głos. Nie wiem skąd wiedział, że to ja, bo powiedział tylko jedno słowo: NARESZCIE.

Po chwili stałam przed jego drzwiami. Nie zdążyłam zapukać, otworzyły się. Stał w nich wysoki, sympatyczny facet. Miał na sobie elegancki, długi szlafrok. Spojrzałam mu w twarz. Jakie on ma cudowne oczy! Piękne, zielone. Mogłabym się w nich utopić.
– Adam…? – spytałam głupio

Uśmiechnął się. Cudownie. Wziął mnie za rękę i wciągnął do środka. Pozwoliłam na to bez oporu. Zaczęliśmy się całować. Dziko, namiętnie. Przyparł mnie do drzwi, przycisnął całym sobą, aż prawie straciłam dech. Poczułam jego zapach. Zakręciło mi się w głowie. Płaszcz spadł na ziemię, stałam naga. Wziął mnie taką niewinną na ręce, podniósł do góry jak piórko i zaniósł do sypialni.

A potem był seks. Wspaniały, ostry, twardy seks. Kochaliśmy się, jakby za chwilę miał się walić świat. Pamiętam tylko, że krzyczałam, że wiłam się z rozkoszy. Zespoliliśmy się w jedność, nasze dwa kopulujące ciała stały się jedną, wibrującą istotą. Nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś podobnego. A potem zasnęłam na nim, a on cały czas był we mnie. Wysunął się dopiero po tym, jak odpłynęłam.

Obudziłam się po drugiej, przerażona, rozpalona z emocji, nie wiedząc co się ze mną dzieje, ani gdzie jestem. Adam leżał rozciągnięty na łóżku i cicho pochrapywał. Był nagi, tak jak ja, a jego penis trwał w obscenicznej półerekcji. Wtedy dotarło do mnie, co się stało. Okryłam się płaszczem i cicho wyszłam. Było zimno, cholernie zimno.

Nie wiem, co ze sobą zrobić. Czuję się niesamowicie – z jednej strony wspaniale i cudownie, z drugiej – nie mogę spojrzeć w lustro. Cały czas tłucze się we mnie jedna myśl: PUŚCIŁAM SIĘ. Zdradziłam Marka. Poszłam do innego faceta i kochałam się z nim! Co gorsza, było mi cudownie, rozkosznie, pikantnie. Najgorsze jest to, że wiem, że sama tego chciałam. Patrzę w lustro i myślę: dziwka. Co teraz będzie? Nadal czuję ręce Adama na swoim ciele, czuję jego wspaniałego fiuta, jak wbija się w moją muszelkę. Czuję jeszcze jego spermę, głęboko w sobie. Podnieca mnie to. Nie mogę sobie z tym poradzić. Czuję do siebie pogardę, ale nawet teraz, gdy na gorąco opisuję moje przeżycia, ręka sama szuka cipki…

Nie wiem, czemu to opisuję w tym notatniku. Może mam nadzieję, że jeśli to zapiszę, spojrzę na to chłodniej. Z dystansem. Muszę się pozbierać. Marek wraca dziś wczesnym rankiem (ten wpis robię o trzeciej w nocy). Co to będzie? Za samą myśl, czuję w sobie paniczny lęk. Coś chwyta mnie za gardło. CO JA ZROBIŁAM?!?!?

04.04.
Kiedy wczoraj Marek wrócił, poszedł od razu spać. A ja długo kręciłam się w naszym małżeńskim łożu. Wczoraj kochałam się z dwoma facetami. Z kochankiem i z mężem. Nie potrafię tego sobie poukładać. Myślałam o tym długo, aż zapadłam z czarny, głęboki sen. nadszedł niepostrzeżenie.

Cały dzisiejszy dzień myślałam, co powinnam zrobić. Z jednej strony jest we mnie straszne, ciężkie poczucie winy – a drugiej przepełnia mnie dziwna siła. Zrobiłam to, bo miałam ochotę. Zrobiłam coś, o czym sądziłam, że nigdy mi się nie przytrafi.

Wieczorem czekała na Marka wystawna kolacja przy świecach. Nie robiliśmy tego od wieków. Nie chciałam go tym przeprosić, czy zagłuszyć swojego sumienia. Nie. Chciałam po prostu być z nim. Właśnie dlatego, że mogłam wybierać. Po kolacji słuchaliśmy muzyki, przytuleni jak za danych czasów. Potem kochaliśmy się, długo i niespiesznie. Było mi cudownie. Tak bez motylków, ale czule i po prostu dobrze. Po wszystkim Marek zasnął szybko, a ja długo leżałam ze wzrokiem utkwionym w suficie i myślałam.

05.06.
Rano Marek jeszcze się nie obudził, a ja wczołgałam się pod kołdrę i „zrobiłam mu dobrze”. Właściwie nigdy wcześniej tego nie robiłam (tak spontanicznie) – do tej pory nie podobało mi się to. Tym razem było inaczej. Chciałam być właśnie taka: lubieżna i prowokująca. No i chciałam, żeby mu było dobrze. Zabawne, ale wielką frajdę dawało mi obserwowanie jego twarzy. Ssałam jego pałkę i masowałam ją, a on leżał szczęśliwy, z oczami wywróconymi do góry i absolutną rozkoszą na twarzy. Panowałam nad nim. Czułam się jak jakaś prasłowiańska boginka, dawczyni rozkoszy i miłości. Kocham go. Seks z Adamem nie ma nic do tego.

Dostałam SMS: JESTEŚ WSPANIAŁA. TO BYŁO WSPANIAŁE, CHOĆ CZUJĘ SIĘ WINNY. WYBACZ. On się TERAZ czuje winny?

06.04.
Przeczytałam swój wczorajszy wpis. Czyżbym usiłowała zrelatywizować to, co się stało? A może zracjonalizować. Nie wiem, co mam myśleć. A może staję się kopią Aśki? Adam pyta, czy jeszcze się do niego odezwę. Choćby na czacie.

07.04.
Kochałam się z Markiem, kiedy przyszedł kolejny SMS. Wiedziałam, że to od niego… od Adama. Leżałam pod mężem, z zadartymi do góry nogami… jęczałam w miłosnym uniesieniu… i jednocześnie umysłem byłam przy telefonie. Co on napisał. Oczywiście w takim momencie nie mogłam dojść… więc wiadomo, co wtedy robi kobieta… Doprowadza swojego faceta do końca i udaje, że orgazm był wspólny.
Wmawiam sobie, że to nie jest kłamstwo, tylko kobieca codzienność… Marek potem śmiał się, że dobrze, że to tylko SMS, a nie telefon – bo nie byłoby warunków do takiego fajnego orgazmu. Potem spytał niedbale, czy to była Aśka. Ze ściśniętym gardłem odpowiedziałam, że to komunikat z Ery. Na złodzieju czapka gore…

10.04.
Dziś na ulicy widziałam Adama. Wyszłam z Reksem i natknęłam się na niego, jak uprawiał jogging. Od razu miałam kisiel w majtkach. Nie widział mnie, zdążyłam się wycofać. Wieczorem SMS: PRAGNĘ CIĘ, SZALEJĘ BEZ CIEBIE.

11.04.
Seksiłam się z Adamem. To był impuls. Przymus. Poryw. Wyszłam do apteki, gdy podjechał samochodem. Poznał mnie, zatrzymał się i powiedział, że mnie podwiezie. Te oczy… te zielone oczy… I ten głos. Wsiadłam. Odjechaliśmy kawałek, tuż pod rosnący niedaleko lasek i zaczęliśmy się całować. Dziko. Zerwaliśmy z siebie ubrania… A potem było jak w filmie. Wsiadłam na niego… Zerżnęłam go. Dosiadłam i zjechałam. Nie obchodziło mnie, czy może nas zobaczyć jakiś przechodzień. Chciałam po prostu poczuć go w sobie. Wróciłam do domu na ostatnich nogach. Dobrze, że nie było Marka… Zrzuciłam ciuchy i poszłam do łazienki. Czułam nasienie Adama w sobie, widziałam zaschnięte plamy na ubraniu… ZNOWU GO ZDRADZIŁAM!!!

15.04.
Marek wyjeżdża. Pożegnałam go czule… ale myślę o tym, co będzie z Adamem.

16.04.
Poszłam do Adama. Kochaliśmy się znowu. Seks z nim jest niesamowity. Nie wiem, co mam o tym napisać. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. O mały włos nie zostałam u niego na noc.

20.04.
Czuję się jak ostatnia szmata, jak dziwka… Ale nie potrafię codziennie nie iść do Adama. Nawet na krótki numerek… Do mojego kochanka. Tak, mam kochanka. Zdradzam męża. Którego kocham. Życie jest popieprzone…

22.04.
Muszę z tym jakoś zerwać…

28.04.
Nie widziałam się tydzień z Adamem, ale dłużej bym tego nie zniosła. Seks z nim jest jak narkotyk. Przez cały ten czas snułam się po domu nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Cipka boli mnie od robienia sobie dobrze, ale to nie to samo. Niby sama lepiej się potrafię zaspokoić (czasem wystarczą dwa, trzy ruchy i odpływam), ale to uczucie, gdy Adam we mnie wchodzi… Czuję się wtedy taka zbrukana, taka upodlona – i kręci mnie to tak, że każdy jego ruch we mnie wysyła mnie na orbitę.

29.04.
Głupia cipa w aptece nie chciała mi sprzedać tabletek! Cholera, fakt – zapomniałam iść do cipologa po receptę, ale przecież powiedziałam jej, że przyniosę potem. W każdej innej aptece pewnie nie byłoby problemu, ale tu jest jakaś stara purchawka, która pewnie sądzi, że antykoncepcja nie jest dla ludzi i w ogóle najlepiej – szklanka wody zamiast. W dodatku Marka nie ma, a samochód znów jest w rozsypce. Chciałam zadzwonić do Adama, ale skoro mnie nie sprzedadzą, to jemu tym bardziej. Co tu robić. Przecież nie będę się z nim bzykać bez zabezpieczenia! Trudno, musi kupować prezerwatywy! A mnie przerwa w hormonach też dobrze zrobi!

02.05.
Adama nie ma – to znaczy; nie ma dla mnie. Na długi weekend przyjechała do niego córka. Ze złości wczoraj kupiłam butelkę wina i ubzdryngoliłam się w czarnoziem. Włączyłam sobie ostre porno i wsadzałam sobie wibrator przez całą noc. Musiałam tylko wyjść z Reksem – zamiast spacerować, kręcił się przy mnie i wsadzał mi nos między nogi. Ech, typowy facet! Mam nadzieję, że ludzie nie widzieli.

08.05.
Tydzień mija, ja nie mam prochów, Adam uziemiony przez córkę. Marek w delegacji. Aśka się nie odzywa (jeśli zadzwoni, pójdę się z nią kochać!!!). Rozpacz.

10.05.
Przyjechał Marek! Rzuciłam się na niego w progu i dosiadłam. No po prostu zerżnęłam go. Jestem uzależniona od seksu. Jak znowu wyjedzie, zwariuję, wyrzucę z domu córkę Adama albo dam dupy Reksowi. Normalnie staję się suką w pełnym tego słowa znaczeniu.

14.05.
Jutro Marek wybywa z domu, ale przynajmniej jest wykochany na maksa. Nie wypuszczałam go z łóżka. To nie to samo, co z Adamem, ale… Nigdy bym nie przypuszczała, że będę nimfomanką!

15.05.
Marek wyjechał. Cholera. Pracuję jak szalona, żeby potem mieć czas. Kawa, Red Bull i pisanie, pisanie, pisanie.

17.05.
Boże, co ja wczoraj zrobiłam. Jestem totalną idiotką. Wczesnym przedpołudniem ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam – i oniemiałam. Adam! Wszedł do mieszkania, przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Kazałam mu przestać, ale on robił to dalej. Powiedział, że chce mnie mieć, że musi to zrobić, bo oszaleje. Że ma dwie godziny, bo córka poszła z koleżanką do kina. Chciałam go wysłać po prezerwatywy – nie mogłam. Zrobiło mi się ciemno przed oczami… poszliśmy na żywioł. Zjebał mnie – bo inaczej nie można tego nazwać. Rżnął mnie w moim małżeńskim łożu, a ja, durna, zamiast wyrzucić go, tylko nadstawiałam mu tyłek. Nie liczyło się nic. Marek, ryzyko, nic! Byłam jak suka w rui, oparłam na kolanach, wbiłam głowę w łóżko i gryząc prześcieradło pozwalałam, żeby mnie brał. Pozwalałam? Nie! Ja go błagałam. Chciałam żeby mnie zerżnął, chciałam, żeby się spuścił do środka. Byłam jak pijana. Raz mi nie wystarczyło. Ledwo skończył, zaczęłam mu robić loda. Tak, właśnie robić loda. Jeszcze miesiąc temu takie słowa nie przeszłyby mi przez usta. Teraz obciągałam mu, żeby tylko jak najszybciej stanął. Jak tylko mi się udało, dosiadłam go i znowu kochaliśmy się jak szaleni. Skończyło się na czterech razach. Byłoby więcej, ale musiał lecieć. Leżałam w łóżku, a świat kołował wokół mnie. Obudziłam się dopiero wieczorem. Wyszłam z Reksem, zapaliłam papierosa i myślałam. Cholera, co będzie, jeśli zaszłam? Przecież nie odejdę od Marka. Tak naprawdę to kocham tylko jego, zresztą z Adamem nie wiąże mnie nic poza seksem.

18.05.
Cholera, poszłabym do apteki, ale przecież nie poproszę tej baby, która nie sprzedała mi Mercilonu – o Postinor. W dodatku Marek jest w domu raz na ruski miesiąc – a co, jeśli ten babsztyl rozniesie po okolicy, że potrzebuję Postinoru? Co robić? Skończyło się tak jak zawsze, kupiłam butelkę wina i odjechałam. Pocieszam się, że szansa na to, że zaciążyłam za pierwszym razem jest przecież niewielka. Chyba…

19.05.
Rano – kac–monstre i boląca cipka. I natłok myśli. CO ZROBIĘ, JEŚLI ZASZŁAM? Marek, przyjedź, proszę. Z tego wszystkiego zapomniałam kupić żarcia psu i musiałam drugi raz lecieć do sklepu. Siedzę i palę cały dzień. Czy papierosy mogą działać antykoncepcyjnie? Oby.

20.05.
Rzuciłam się w wir pracy. Co będzie, to będzie. Jestem dorosła – dam sobie radę. Miałam okropny sen, śniło mi się, że jestem suką, żyję w stadzie. Dwa najsilniejsze samce rywalizują o mnie i kopulują ze mną naprzemian. Potem byłam z ciąży i urodziłam szczeniaki. Brr…

26.05.
Jutro idę po test do apteki. Jestem rozdrażniona, wkurzona na cały świat i obolała. Czy to objawy wczesnej ciąży (boję się o tym myśleć), czy panika ciążowa? Przecież to było zaledwie parę dni temu! Cholera, jak mogłam być taką kretynką! W dodatku zbliża mi się okres i mam chcicę taką, że dałabym hydraulikowi, gdyby jakiś do mnie przyszedł. Adam pojechał oddać córce eksmałżonce.

27.05.
Debilka. Znaczy, ja. Pani w aptece powiedziała, że testy, jakie oni mają, mogę zrobić dopiero dwa-trzy tygodnie po owulacji. Mam tego wszystkiego dość. W dodatku Adama nie ma, Marka nie ma, a ja potrzebuję wina i ostrego bzykania, żeby zapomnieć o tym wszystkim. Polazłam na czata i zaczęłam (sama!) pieprzną dyskusję z jakimś napalonym nastolatkiem. Ech, lizanie cukierka przez szybę. Jak tak dalej pójdzie, to faktycznie nadstawię się Reksowi.

05.06.
Cholera. Powinnam dostać okres. NIE MA. Nie wiem, czy mam już panikować, czy nie. W sumie po odstawieniu tabletek organizm pewnie ma hormonalną huśtawkę. Może panikuję – zanim zaczęłam łykać hormony, mój okres był bardziej niepunktualny niż pociągi PKP w sezonie wakacyjnym. Przejrzałam już w sieci wszystkie chyba strony o testach ciążowych. Zachowuję się jak nastolatka po pierwszym razie.

06.06.
Okresu nie ma. Marka nie ma. Adama nie ma. Hydraulika nie ma. Jest tylko Reks… Trzeba wziąć się do roboty, bo ocipieję. Mam już mnóstwo zaległości, a Marek już niedługo wraca.

07.06.
Wrócił Marek, kochaliśmy się jak szaleni. Jest bosko. Wyciągnęłam czerwoną bieliznę i odegrałam scenkę „lubieżna dziwka”. Chyba jeszcze tak napalonego go nie widziałam. Wziął mnie trzy razy i jeszcze mu było mało. Cipka mnie bolała, ale co tam. Na koniec powiedziałam, że nie mam tylko jednej dziurki… Zaniemówił, ale przeleciał mnie, aż świszczało. Następnym razem wezmę wibrator i będę go miała z przodu, jak będzie mnie brał w pupę. Zasnęłam wtulona w niego, bezpieczna, kochana. Szkoda, że jutro jedzie Polskę.

Aha, mega–wieści! Marek dostał propozycję pracy w zarządzie poważnej firmy w USA. Spytał nieśmiało, czy chciałabym się przeprowadzić… Błyskawicznie podjęłam decyzję! Tak! Wyjechać, kupić dom w USA, odseparować się od wszystkiego… Także od Adama. Zacząć z Markiem od nowa!

08.06.
Marek w Szwajcarii, poleciał negocjować szczegóły kontraktu.

10.06.
KURWA. Zrobiłam test. Co ja zrobiłam? Co ja, głupia, zrobiłam? JESTEM W CIĄŻY.

13.06.
Trzy dni nie wychodziłam z domu, tylko ryczałam. No dobrze, wyszłam z Reksem, bo skomlał pod drzwiami tak, że bałam się, że ludzie zaczną pukać. Poszłam z nim na placyk, kupiłam wódkę i wróciłam. Trzy dni piłam, paliłam i ryczałam. Co ja, kurwa (dosłownie!) zrobiłam?! Usunąć? Rzucić Marka? Powiedzieć Adamowi?

Cholera. Jestem w ciąży. Będę miała dziecko z facetem, którego znam z erotycznego czata. Do którego nic nie czuję, poza tym, że uwielbiam się z nim bzykać. Co powiedzieć Markowi???

16.06.
Poszłam do Adama. Zanim mu powiedziałam, zaczęliśmy się kochać. Jestem dziwką. Tanią, napaloną dziwką. W dodatku dziwką, której rośnie brzuch. A mimo to, na jedno jego skinienie, na jeden gest poszłam do wyra. Potem mu powiedziałam. Roześmiał się tym swoim cudownym, męskim śmiechem i powiedział, że nigdy jeszcze nie kochał się z dziewczyną w ciąży, ale chętnie spróbuje… zwłaszcza, jak będę miała większy bęben. Tak powiedział. Strzeliłam go w twarz i wyszłam trzaskając drzwiami.

Przepłakałam kolejną noc. Dzwonił Marek, ale nie odebrałam. Chciałam, ale nie potrafiłam. Rano zadzwonił Adam. Powiedział, żebym przyszła. Wstałam, machinalnie nałożyłam coś na siebie, wzięłam butelkę wina i poszłam do niego.

Spędziłam u Adama dwa dni. Na przemian piliśmy, pieprzyliśmy się jak norki i rozmawialiśmy. Zdecydowałam się. Powiedziałam mu, że nie odejdę od Marka i że nie powiem mu, że to nie jego dziecko. Od Adama nie oczekiwałam niczego, poza tym, żeby siedział cicho. Zgodził się – zresztą, dla niego to najlepsze wyjście. Który facet zachowałby się inaczej?

20.06.
Wrócił Marek. Kontrakt podpisany. Za tydzień lecimy do Stanów.

21.06.
Marek pojechał do biura załatwić jakieś papiery, a ja poszłam do Adama. Po to, żeby mnie zerżnął. Ostatni raz. Chciałam czuć jego spermę. Co mi zależy, przecież już i tak jestem w ciąży. Spuścił się trzy razy. Po wszystkim, naciągnęłam na siebie majtki, wciągnęłam obcisłe dżinsy (już niedługo będę musiała się z nimi pożegnać) i wróciłam do domu, wypieprzona jak należy. Czułam, jak przelewa się we mnie nasienie Adama. Reks dostał prawie szału, wtykał nos między moje nogi i bez przerwy chciał wąchać. Nic mnie to nie obchodziło.

Marek przyszedł pół godziny po mnie. Mamy już wszystko. Wylatujemy za 5 dni.

26.06.
Za chwilę wychodzimy. W dalekim kraju oczekuje mnie nowe życie. Kochający mąż, mały, biały domek i moje maleństwo, które już niedługo przyjdzie na świat. Moje dziecko. Tylko moje, choć wychowam je tak, jakbym miała je z Markiem. Kocham go i kocham mojego małego, rosnącego w brzuszku Groszka. Kocham ich oboje. Jestem Kukułką.

.

K O N I E C

.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Przede wszystkim, cudna ta seria ilustracji do serii "Lotu". Steve Hanks maluje wspaniale.

Po drugie, fajny ostatni odcinek. Ravenheart jak zawsze pokazuje mistrzostwo. Jak nie od razu, to na koniec:)

Mustafa

Studium uzależnienia, potrzeby upodlenia. Zabrudzenia, zaspermienia, poniżenia, zsuczenia. Z jednej strony głębokie zanużenie w cielesności pożadania. Z drugiej strony totalne spłycenie i pogubienie jakiejkolwiek pozaseksualnej emocjonalności, duchowości. Niedaleko już, aby dać również Reksowi. Co początkowo wydaje się być ironicznym żartem zbliża się do rzeczywistości. Straszna wizja deformacji kobiecej strony seksualności. A, co mnie przeraża, po chwili zastanowienia się, lekkość tonu i przynrużenia oka się oddala, a zostaje niepokojące poczucie prawdziwości tych instynktów. I ich pierwotności . Tak, mogę rozumieć, że świat się ich boi.

Ciekawa interpretacja, Ekstensyfikacjo.

Przyznam, że nie patrzyłem na bohaterkę tak jak Ty. Widziałem w niej raczej osobę zagubioną i znudzoną. Spragnioną bliskości i tej bliskości nieotrzymującej. To wszystko popycha ją do coraz bardziej ryzykownych eksperymentów: cyberseksu z nieznajomymi, flirtu z koleżanką, wreszcie zdrady z innym facetem. Nie nazwałbym tej wizji straszną, nie wzbudziła mojej odrazy. Może to zasługa lekkiej i dowcipnej narracji. Też bałem się, czy przypadkiem Reks nie stanie się kolejnym obiektem fascynacji erotycznej bohaterki 🙂 Na szczęście tego Ravenheart nam oszczędził.

Pozdrawiam
M.A.

Biedny Reks, znowu będzie zmuszony zmienic panią/pana.

Hmmm… pamiętałam to opowiadanie jak przez mgłę i nie pamiętałam (lub nie chciałam pamiętać), że jest opowiadaniem Ravenhearta. Ostatnią, najgorętszą, część uważam za najlepszą i przy tym najbardziej w stylu autora. Zdecydowanie zgrzytał mi początek. Może zdrobnienia i chichotanie (no serio, chichotanie do własnego pamiętnika?!?) miały ukazać bohaterkę jako niewinne dziewczątko, ale naprawdę nie wyszło. Kobiety się tak nie zachowują! Niektóre być może serwują mężczyznom pokazy infantylizmu, ale dlatego, że mężczyźni się na to łapią i momentalnie chcą się zaopiekować taką sierotką, jednak nawet one na własny użytek raczej nie zdrabniają części własnego ciała (motylki w brzuszku normalnie mnie powalił!).

O dziwo szokuje mnie w tym opowiadaniu wiele rzeczy i raczej nie te co innych (najwyraźniej jakaś dziwna jestem). Między innymi:
1. Seks z nieznajomym bez zabezpieczenia, w przypadku gdy ryzykuje nie tylko własne życie i zdrowie, ale też życie i zdrowie męża. Jako dorosła kobieta powinna już wiedzieć, że HIV nie jest jedynym czym można się zarazić i z czym będzie trzeba żyć do końca życia. Przy okazji bardziej prawdopodobne, że podczas pobytu w szpitalu zbadali by ją pod kątem wirusa żółtaczki niż HIV…
2. Nieszokujące nikogo z komentujących popadanie w alkoholizm. Ciarki mnie przechodzą na myśl, że potępia się ludzi za to, że sami decydują z kim chcą iść do łóżka, a akceptuje się codzienne zalewanie w trupa.
3. Reakcja w stylu: chyba jestem w ciąży, idę się napić! Choć całą sobą przeciwstawiam się traktowaniu kobiet jako żywych inkubatorów, to akurat jest szczyt nieodpowiedzialności. Z takim podejściem może będzie miała szansę stać się matką-polką–męczennicą opiekując się do śmierci (własnej) niepełnosprawnym dzieckiem.
4. Absolutny brak zastanawiania się nad tym, który z nich, mąż czy kochanek, jest ojcem. Większość kobiet w takich momentach najpierw sięga po kalendarz a nie po butelkę 😉
5. Lekkie podejście kochanka do tematu ciąży – wbrew pozorom to też jego sprawa – i wyjawienie, że nigdy nie uprawiał seksu z ciężarną (a przecież ma córkę!).

Wiem, że bohaterką jest ona, ale zadziwiające, że nikt z komentujących (i potępiających upadek moralny) nie zwrócił w ogóle uwagi na postać męża. Autor wyraźnie zasugerował, że łącząca tę parę relacja jest płytka i wplótł kilka wątków mogących świadczyć o tym, że on wcale nie jest taki niewinny. Czyżby potępienie naszej Kukułki miało coś wspólnego z podwójną moralnością, w tym z męskimi lękami dotyczącymi ojcostwa?

Napisz komentarz