Lot kukułki III i IV (Ravenheart) Brak ocen

16 min. czytania

Lot kukułki III: Puste gniazdo

11.08.
Cholera jasna, ale się nawaliłam. Ech… Przede mną leży prawie puste opakowanie po prochach i pusty dzbanek po kawie, a ja usiłuję zebrać myśli po wczorajszej samotnej balandze.

Po przyjeździe z dworca wzięłam prysznic, nastawiłam radio i krótko mówiąc – przyssałam się do butelki. No, może nie tak dosłownie, bo nie znoszę samej wódy – ale robiłam sobie drinka za drinkiem. Miałam szczery zamiar urżnąć się z przerwą w życiorysie, ale zanim go zrealizowałam, zadzwonił telefon. Pomyślałam, że to Marek i odebrałam, ale okazało się że to Aśka.

Szybko się zorientowała, że coś jest nie tak – więc kazała mi przejść na Internet (bo jej się komórka kończyła). Zalogowałam się na jakimś czacie i stworzyłyśmy prywatny pokój. Nawiasem mówiąc, czat był erotyczny, a jakżeby inaczej. Wyżaliłam się Aśce na całą sytuację. Wysłuchała mnie cierpliwie, jak prawdziwa przyjaciółka. Nawet specjalnie nie narzekała na Marka, tylko starała się pocieszyć. Umówiłyśmy się, że jak wrócę, to przyjedzie do mnie na noc i będziemy razem się dołować. Trochę mi to pomogło; zawsze lepiej jest dzielić smutki na pół.

W końcu Aśka stwierdziła, że musi kończyć, bo „jej panowie” wracają ze sklepu. Pożegnała się szybko i wylogowała się. JEJ PANOWIE! Rany, w co ona się wpakowała!

Leżałam na wpół pijana na łóżku i rozmyślałam. Co oni tam robią…? Razem, we troje. I Aśka w tym wszystkim – jej drobne ciało wbite pomiędzy dwóch kochanków. Z tego wszystkiego nagle zrobiło mi się mokro… Jak podcięty biczem koń, ruszyła wyobraźnia. Zrzuciłam ciuchy i nago wsunęłam się do lekkiej, letniej pościeli. Przed oczami miałam wyuzdaną, zmysłową scenę… Asia, jak lubieżna marcowa kotka nadstawiała się dwóm facetom. Mrucząc cicho, ocierała się o nich, jej drobne dłonie szukały ich wzwiedzionych członków. Obaj mężczyźni przysunęli się do niej, wzięli ją w kleszcze swych mocarnych ciał. Całowali się dziko i namiętnie. Aśka miała półprzymknięte oczy, a z jej ust wydobywały się gardłowe westchnienia. Potem rzucili na szerokie łóżko i dosiedli – jeden po drugim. Oczami wyobraźni zobaczyłam jak obaj wypełniają ją swoją spermą, jak chwilę po tym, jak ociekającą dziurkę mojej przyjaciółki opuścił jeden wielki gorący pal, ładował się w nią drugi.

Po raz pierwszy w życiu tak silnie przeżywałam fantazję erotyczną. Nawet teraz, kiedy dzieli mnie od niej cała noc, moje serce przyspiesza na to wspomnienie. Może sprawiła to rzeka wypitego alkoholu, może emocje związane z wyjazdem Marka. Nie wiem. Czułam się trochę tak, jakby coś się we mnie przebudziło, uwolniło. Trochę się tego przestraszyłam. Zobaczymy, czy to samo będzie dziś wieczorem – zostało jeszcze trochę wódki, może w ciągu dnia wyskoczę jeszcze do sklepu. Zamierzam podejść do tego naukowo – świadomie zamierzam pić i podniecać się (szkoda, że nie ma tu TV ani moich zabawek) – a następnie podsumować to w jutrzejszym wpisie.
Aha, Marek przez cały dzień nie był łaskaw się odezwać. Trudno, nie będę płakać z tego powodu. Okazuje się, że potrafię zafundować sobie ekstra orgazm także i BEZ niego.

12.08.
Hm. Zadziwiam sama siebie. Wczoraj wykonałam plan w 100%. To znaczy – po gorącej, odprężającej kąpieli, wykończyłam resztę alkoholu i wylądowałam w wyrku. Z jasno zarysowanym celem – odpłynąć w takim orgazmie, jak wczoraj. Asia nie dzwoniła, więc trzeba było sobie znaleźć inny pomysł. Byłam nieźle już podpita, więc wlazłam na erotycznego czata i zaczęłam się przysłuchiwać dyskusjom.
Na początku zalał mnie stek prymitywnych tekstów, ale po jakimś czasie zorientowałam się, że niewielki (bardzo niewielki) odsetek uczestników stanowią ludzie na wyższym poziomie. Po paru chwilach potrafiłam już mniej więcej kojarzyć kto jest kto i z kim warto podjąć rozmowę.

W pewnej chwili ktoś do mnie zapukał. AsiaPetereSermonis. Hmm… Asia_Szukam_Rozmowy? Po łacinie? No, nieźle – pomyślałam – to raczej nie jest pryszczaty nastolatek, ani obleśny erotoman, który zaczepi mnie o robienie mu laski przez Internet. Po za tym lubię imię Asia, więc postanowiłam zaufać intuicji. Odpowiedziałam.
Okazało się, że po drugiej stronie siedzi dziewczyna odrobinę młodsza ode mnie. Nazwałam ją Joanną, dla łatwiejszego odróżnienia od Aśki. Rozmowa nie zaczęła się od razu od kosmatych tematów, co mi się niezmiernie spodobało.

Joanna jest wolnym ptakiem – jak o sobie napisała, przez pół roku prowadzi własną firmę, a przez pół – hula po świecie. W tej sytuacji nie ma ani czasu ani sił na stały związek – jak napisała. Żaden facet, ani… żadna kobieta na to nie pójdzie. Hm… nikt nigdy nie powiedział mi jeszcze w tak otwarty sposób, że jest biseksualny. Chyba wyczuła, że byłam zaskoczona, bo spytała, czy zdarzyło mi się uprawiać seks z dziewczyną. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że nie – choć zdarza mi się o tym fantazjować. Po za tym mam męża. Tym razem ona była zaskoczona – a co do tego ma mąż? Gadałyśmy strasznie długo, prawie do świtu. O wszystkim, o życiu, pracy, małych i dużych smuteczkach, o facetach, o kobietach, o fantazjach erotycznych. Nie powinnam tak bardzo otwierać się przed obcą osobą… ale w sumie nie podałam jej żadnych danych. Jestem sama tym zdziwiona – ale podobało mi się.

13.08.

Koszmarna awantura z Markiem (przez telefon). Po przyjeździe dowiedział się, że musi wyjechać. ZNOWU. Powiedziałam, że jeśli tak wyobraża sobie małżeństwo, to może sobie poszukać innej frajerki. Wolę żyć biednie, ale mieć koło siebie faceta, z którym chcę dzielić życie. Poleciało wiele przykrych słów. W końcu trzasnęłam słuchawką. Jest mi teraz strasznie głupio, bo nadal kocham Marka, a poza tym mam nieczyste sumienie po wczorajszych internetowych ekscesach. Pieski świat.

15.08.

Wróciłam. Marka już nie było, czekała za to na mnie masa pracy.

17.08.
Odezwała się Joanna. Pyta, czy wieczorem znowu poczatujemy. Zgodziłam się. Czyżbym odkrywała swoją nową, ciemniejszą stronę?

18.08 .

Wczorajszy czat z Joanną zaskoczył mnie. Napisała, że czuje się samotna, bo jej życiowa… partnerka (!!!) zdecydowała się wrócić do… męża (!). Opowiedziała mi strasznie dużo ze swojego życia. Nigdy bym nie przypuszczała, że lesbijki mogą mieć tak skomplikowane życie. Byłam tak zafascynowana jej historią, że spławiłam dzwoniącą Aśkę. Hm. Joanna pisze, że chciałaby mieć dzieci i wyjechać z Polski.

20.08.

Marka nie ma i nie dzwoni. Martwię się o niego. I o nas. Joanna się nie odzywa. Za to Aśka dobija się do mnie, jak może. Wisiała mi pół godziny na telefonie i ze szczegółami opowiadała co i jak robili. We trójkę. Cholera, nie powiem – zaczęło mnie to wciągać. Mówiła do mnie, a ja nagle poczułam potrzebę, żeby zacząć się dotykać. Słuchałam, wtrącając od czasu do czasu jakieś pytanie, ale moja ręka już zaczęła sięgać w stronę cipeczki. Rany, co się ze mną dzieje? Słuchałam Aśki, jak opisywała hardcorowy seks z dwoma facetami i zastanawiałam się, co by było, gdybym ja tam była. Byłam cała mokra, jeszcze zanim wsadziłam dłoń w majtki. Aśka chyba w pewnym momencie usłyszała mój przyśpieszony oddech. Przerwała na chwilę i spytała wprost, czy robię sobie dobrze. Nie odpowiedziałam, ale zrozumiała, w czym rzecz. I nagle powiedziała, że chciałaby to widzieć. Chciałaby być przy mnie i patrzeć, jak dochodzę. Czułam pulsowanie krwi w uszach, przed oczami miałam mroczki. Pocierałam coraz mocniej swoją muszelkę. Aż w końcu miałam orgazm. Telefon wypadł mi z ręki, a ja zwinęłam się w kłębek, ciężko dysząc i dygocząc na całym ciele.

Przez głowę przelatywało mi tysiące myśli. Praktycznie kochałam się z nią przez telefon. Przecież gdyby tu była, to pewnie skończyłoby się w wyrze. Co z Markiem? Czy powinnam mu o tym powiedzieć? W sumie to przecież niby nie zdrada, ale jeśli tak, to czemu męczy mnie sumienie?!

Jakieś pięć minut potem dzwoniła Aśka. Nie odebrałam. Przysłała SMS: To było fantastyczne. Mam nadzieję, że twój odlot był tak samo dobry jak mój. Nie mogę sobie darować, że nie robiłyśmy tego wcześniej. Pa.

Nie odpowiedziałam. Przepłakałam pół nocy.

21.08.

Wyłączyłam telefon. Marek i tak nie dzwoni, a z Aśką nie wiem, jak mam rozmawiać. Przysłała maila. Przeprasza mnie i w ogóle. Odpisałam, że nic się nie stało, ale muszę ochłonąć po tym wszystkim i jakoś to sobie uporządkować.

26.08.
Długo rozmawiałam z Joanną. Opisałam jej to wszystko. Zrozumiała, pocieszyła, ukoiła. Dziwne, nie znam jej, ja jakbym znała ją od wieków.

27.08.

Przyjechał Marek. Atmosfera ciężka.

30.08.

Mamy z Markiem dwie osobne kołdry, pod pretekstem, że w nocy bijemy się jedną. Dawniej nam to nie przeszkadzało. Po raz pierwszy zasypiając nie czuję jego ciała, jego zapachu, jego oddechu. Niby jest tuż obok, ale tak, jakby był w tej swojej Rumunii, czy na Słowacji.

05.09.
Kochaliśmy się w końcu. Prawie zapomniałam, jak to już jest – uprawiać seks z własnym mężem. W sumie było miło, dobrze, ale miałam wrażenie, że czegoś mi brak.

A może to ja przesadzam?

10.09

Od tygodnia – praca, praca, praca. No, a wieczorem konsultacje z Joanną. Dziwnie się czuję – rozmawiam z obcą dziewczyną, na wszystkie tematy. Wymieniamy się tyloma myślami – a o trzy metry dalej ,mój mąż w naszym małżeńskim łożu przegląda zestawienia firmowe.

21.09

Marek wyjeżdża. Zabawne, prawie tego nie zauważyłam. Chociaż… to wcale nie jest zabawne.

22.09.

Aśka przysłała SMS. Pyta, czy mam ochotę na babski wieczór. Nie wiem, co mam odpowiedzieć. Boję się, że nie skończy się na piciu i plotach. A może nie potrafię się przed sobą przyznać, że… chciałabym się z nią TAK spotkać?

25.09.

Nie, no… po prostu porażka na całej linii. Joanna napisała, że nie będzie jej przez trzy najbliższe miesiące, bo wypływa w rejs. Czy nade mną wisi jakieś fatum? Mąż nieobecny, internetowa kochanka polazła precz. Cholera. Zostałam sama z rozbudzonymi potrzebami, pustym domem i jedyną przyjaciółką, która nie ma dla mnie czasu, bo się ustawicznie puszcza. Nie mogę ciągle topić smutków w winie, bo się uzależnię.

Trzeba koniecznie wprowadzić coś żywego do domu. Jak nie psa, to chociaż kota.

26.09.

Aśka wysłuchała moich żali na zezowate szczęście. Tej to się za to układa… Mąż, kochanek… a czasami i dwóch. Powiedziała, żebym się nie martwiła, tylko spróbowała znowu na forum. No może spróbuję…

30.09.

Nie było czasu próbować, bo wrócił Marek. Przeprosiliśmy się, ale jakaś pamięć awantur i późniejszego zimnego rozstania zaległa między nami. Najlepszym na to dowodem jest to, że choć kocham go i jest mi nadal najbliższym człowiekiem na świecie, to nie potrafię wywołać w sobie wyrzutów sumienia za mój dziwny romans z Joanną w sieci.

05.10.

Marek zaimponował mi – stwierdził, że praca zagraża naszemu związkowi i że postawi się zarządowi. Albo dadzą mu więcej luzu, albo odejdzie. Jestem z niego dumna. Kocham go!

10.10.
No i mamy odpowiedź firmy – Marek dostał podwyżkę i urlop. Ale żadnej obietnicy, że nie będzie tyle wyjazdów. Nie jestem zachwycona… ale lepszy rydz niż nic. Poza tym… kocham go za to, że się postawił! No nic, przeżyjemy!

11.10.
Była dziś u nas Aśka z Witkiem na czymś w rodzaju proszonej kolacji. Hmmm… bardzo dziwne to było. Najpierw typowe ploty, a potem zeszło na jakieś takie kosmate tematy. Cholera, ona rozmawiała z nami i trzymała rękę na fiucie Witka. Nie wiedziałam, gdzie schować oczy, zwłaszcza, że wiem o jej ekscesach. Ale z drugiej strony, cała ta sytuacja dziwnie mnie podniecała. Potem trzy czy cztery razy Aśka powracała do tematu seksu swingerskiego. Jasna cholera, ona prawie wprost zaproponowała, żebyśmy się wymienili partnerami. Marek obrócił to w żart.
Potem, kiedy poszłam do kuchni po jakieś drobiazgi, poszła za mną i… zaczęła się do mnie autentycznie dobierać! Przyparła mnie do lodówki i pocałowała w same usta. Jej ręce szukały moich piersi. A ja… ja odwzajemniłam jej pocałunki. CHCIAŁAM, żeby mnie pieściła, żeby zajęła się moimi piersiami. I nagle, zupełnie nie wiem jak to się stało – chwyciłam ją za rękę i położyłam na swojej cipce. Czułam jej palce, od mojej rozgrzanej cipeczki dzieliła ją tylko warstwa materiału. Rany, chciałam, żeby włożyła mi ją do środka. Czułam, że puszczają we mnie wszystkie hamulce. I wtedy usłyszałam, że któryś z naszych panów wstaje i idzie do kuchni. Odepchnęłam Aśkę. Nie zaprotestowała, wiedziałam, że rozumie. I… że co się odwlecze, to nie uciecze. Wieczór skończył się szybko. W pewnej chwili Aśka wyszła do toalety i wysłała mi SMSa, którego odebrałam rano.

Czy Witek czegoś się domyślił? Co ja w tym wszystkim robię? SMS do Aśki. Zrobimy to następnym razem. Masz świetne piersi. Mam ochotę pokazać ci nowy świat! Cycki do góry! Laski razem! A.

12.10.
No i koniec sielanki. Marek znowu na wyjazd. Jak ta firma dawała sobie radę bez niego? Może mieli innego frajera.

Samotny październik żony pracoholika z początkami biseksualności. A może stanę się lesbijką?

Boję się jutra. Boję się przyszłości. Jestem sama.

A może to tylko deprecha?

Stefan Grosjean, "Sunset", CC BY-NC-ND 3.0

Stefan Grosjean, „Sunset”, CC BY-NC-ND 3.0

Lot kukułki IV: Śpiew godowy

15.12.
Aśka napiera na spotkanie, a ja się waham. Przecież wiem, że jeśli zaproszę ją na babski wieczór, to pójdziemy do łóżka. Tak, chcę się z nią kochać. Zastanawiam się tylko, czy ja po prostu nie chcę się kochać z KIMKOLWIEK. Przecież mieszkałam z nią kilka lat podczas studiów i nigdy nie odczuwałam do niej pociągu.

16.12.
Dostałam maila od Joanny! Zakotwiczyli w jakimś porcie. Obiecała, że po powrocie wyśle mi zdjęcia! Cieszę się, jak durna. Pytała też, czy może dać mojego maila znajomemu. Nudzi się jak mops i chętnie by z kimś pogadał, a Joanna twierdzi, że będzie nam się fajnie gadało. Zgodziłam się. Zgodziłabym się, gdyby spytała, czy wejdę dla niej nago na Gubałówkę. Boję się, że zakochałam się w tej dziewczynie, choć przecież nigdy jej nie widziałam na oczy. Aśka to zupełnie coś innego, jest moją przyjaciółką… no, może bliską znajomą. Owszem, chciałam się z nią kochać, ale to tylko fizyczność i (mam nadzieję) przelotna słabość. Boję się jej trochę, zwłaszcza po tym, co o niej wiem.

17.12.
Dostałam maila od znajomego Joanny. Nazywa się Adam. To znaczy – taki login mi przysłał. Pyta, czy nie miałabym chęci porozmawiać któregoś wieczoru na czacie. Elegancko przeprosił za śmiałość – i w ogóle mail był sformułowany niezwykle uprzejmie. Umówiłam się z nim na jutro. I kupię sobie wino, a co tam! Aśce na razie nie odpowiadam.

18.12.
Rozmowa z Adamem była czarująca. No facet ma naprawdę klasę. Co ciekawe, całkiem nieźle zna się na literaturze. Przegadaliśmy całą XIX i XX twórczość angielską. Boże, jak dobrze znaleźć bratnią duszę! Nawet wina nie skończyłam! Umówiliśmy się na czacik po świętach. Ale i tak tęsknię do rozmów z Joanną.
SMS od Aśki: Cmon, mamy na siebie chcicę… Odezwij się.

19.12.
Delegacyjny mąż jutro wraca. Aśka niepocieszona, a ja się cieszę podwójnie.

20.12.
Wrócił Marek. Znowu mnie zaskoczył. Kupił mi wielki bukiet czerwonych róż. Prawie nie zmieścił się w drzwiach. Przegadaliśmy całą noc. Znowu wróciły stare, dobre czasy. Boże, jak mi tego było trzeba…

Zasnęliśmy razem, wtuleni w siebie i zakochani.

21.12.
Marek po Świętach nie idzie do pracy! Hurra!

28.12.
W biegu, w biegu, w biegu. Święta minęły bardzo szybko. Zasadniczo oboje nie jesteśmy religijni, ale Boże Narodzenie obchodzimy. Taka polska, domowa hipokryzja. Coś jednak jest w atmosferze tych dni… Może w przyszłym roku będziemy też obchodzić Wielkanoc?

Wyłączyliśmy telefony, laptopy, telewizję, komputery, szmery–bajery. Taka medialna cisza działa, jak narkotyk.

Jest mi dobrze, budzę się rano koło mojego męża i wylegujemy się w łóżku, albo kochamy. Seks to jednak fantastyczna rzecz! Nawet z własnych chłopem, hihihi. Jakoś myśli o bzykaniu się Asią uciekły mi z głowy… Nawiasem mówiąc, Aśka proponuje wspólnego Sylwestra w górach. Hmm… niespecjalnie się do tego jakoś palę…

29.12.
Sylwestra spędzamy w domu! W łóżku! Będzie pizza, sałatki, słodycze i inne wysokokaloryczne okropności, mnóstwo szampana i innego alkoholu. Ale zamierzamy też z Markiem intensywnie to spalać…

Aha, dostałam maila od Joanny z życzeniami. Zrobiło mi się miękko w brzuszku… Wysłałam jej odpowiedź, trochę z podtekstem. I z podziękowaniami za kontakt do Adama, od którego także dostałam życzenia.

30.12.
Sylwester za progiem – nic nie napiszę, bo nie mam czasu.

02.01.
No i już po motylkach. Ech, takie wolne dni powinny być częściej! W każdym razie tak… po pierwsze – nowy rok będzie bardzo udany, bo taki był jego pierwszy dzień. I tego będę się trzymać. Spędziliśmy cały czas praktycznie nie ruszając się z łóżka. Obgadaliśmy mnóstwo spraw, przytuleni do siebie, szepczący, kochający, szczęśliwi. Zaczęliśmy nawet planować dzidziusia (choć Marek nigdy dotąd o tym nie myślał). Liczymy na to, że dziecko by nas jeszcze silniej związało, tym bardziej, że Marek niestety będzie jednak wyjeżdżał.

Nie powiem… zaczęło mnie to strasznie podniecać. Mrrrr… odstawić tabletki i kochać się zupełnie bez zabezpieczeń… Oj, aż mi się ciepło zrobiło… Z drugiej strony – czy kobiety w ciąży są nadal podniecające dla swoich partnerów? Marek mówi, że tak, ale kto go tam wie. W każdym razie plany jeszcze odkładamy – może pod koniec tego roku.

Na razie będziemy mieli tylko psa. No, oczywiście uzyskanego inną drogą (chociaż ostatnio naszą ulubioną pozycją jest właśnie na pieska, hihihi).

07.01.
Znowu zostałam Penelopą. To męska rzecz – być daleko, a kobieca – wiernie czekać… Zaopatrzyłam barek, biorę się za tłumaczenia. Aśka siedzi gdzieś w górach.

08.01.
Jestem wykończona. Odwykłam od pracy…!

10.01.
Odezwał się Adam. Nawet mi się to przydało, bo pogadaliśmy o literaturze, akurat potrzebowałam czyjejś obiektywnej opinii. A potem jakoś tak zeszło na ogólne tematy. Świetny gość!

11.01.
Znowu schemat: rano praca, potem kontakt z Markiem, potem praca, a na koniec relaks przy winie i wieczorne pogaduchy z Adamem. Intryguje mnie ten gość. Nie dziwię się, że Joanna go lubi, ma bardzo podobny styl, poglądy, horyzonty. Ciekawe, czy się znają w realu. Poza tym – tęsknię do Marka, jego rąk, spokoju i zapachu. No i poseksiłabym się trochę. Wibrator przestaje mi wystarczać, hehe.

15.01.
Hmm… przez ostatnie dni co wieczór rozmawiam z moim internetowym wirtualnym przyjacielem. Trochę zaczynam się tego bać. Gadaliśmy długo o Joannie, chyba zna ją bardzo dobrze. Przez chwilę się zastanawiałam, czy to nie jest jedna, wielka ściema i czy to nie jest ta sama osoba. Hmm… jeśli tak, to ciekawe, czy to jest facet, czy babeczka? Sama nie wiem, co bym wolała.

Aśka milczy.

20.01.
Znowu gadałam z Adamem. Ten facet (o ile oczywiście to jest facet) już nie tylko mnie intryguje – wręcz fascynuje. No i zaskoczył mnie dziś maksymalnie – okazało się, że jest… bratem Joanny! To dlatego tyle wie o niej! Ma z nią bardzo bliski kontakt… Boję się, że powiedziała mu o naszych frywolnych czatach.

22.01.
Marek w domu, żonie lżej! Wpadł na tydzień. Aha, zastanawiamy się nad kupnem DOMU. O rany… No fakt, są plusy posiadania męża–pracoholika!

24.01.
Dziwnie się czuję. Marek zmęczony spał, a ja czatowałam z Adamem. W pewnej chwili moje kochanie obudziło się i na wpół przytomne, spytało, co robię. Chyba zaczerwieniłam się po uszy, jak przyłapana na całowaniu nastolatka. Dobrze, że było ciemno. Szybko się rozłączyłam i poszłam do łóżka. Ale głupio się czułam…

25.01.
Adam pytał, co się wczoraj stało. Powiedziałam – zgodnie z prawdą (i dla uspokojenia sumienia) – że mąż się obudził. W sumie nigdy mu nie mówiłam, jaka jest moja sytuacja rodzinna. Pogadaliśmy chwilę. Nawiasem mówiąc – dowiedziałam się, że Adam miał żonę (rozwiódł się rok temu) i ma nastoletnią córkę. Hihi! A w ogóle to nasza ostatnia rozmowa zaczęła krążyć wokół tematów uczuciowych i rodzinnych. Adam wie, że Joanna jest lesbijką! I wcale mu to nie przeszkadza. On ma bardzo otwarty światopogląd, co zresztą dobrze o nim świadczy. Marek wyjeżdża.

28.01.
Hmm… Zaczynam się zastanawiać, czy moje wieczory przy winie i klawiaturze nie są ZBYT wciągające. Dzisiaj nasza rozmowa z Adamem była właściwie erotyczna. Zaczęło od wątków erotycznych w literaturze, potem przeszło na literaturę stricte erotyczną… i skończyło się na wzajemnym opisywaniu fantazji erotycznych, co przyznaję z pewnym wstydem. Dobrze, że nie wiem, kto to jest i się z nim nie spotkam. Mało mi było niedoszłego seksu z Aśką…

Z drugiej strony, co ma robić samotna żona pracoholika…

01.02.
Hmm… nie wiem co mam o sobie myśleć. Śniła mi się dziś fantazja Adama. Co gorsze (!?) byłam jakby jej uczestniczką. I to aktywną. Sen przyszedł nad ranem. Po przebudzeniu, jeszcze na wpół przytomna, nie do końca panując nad sobą, zaczęłam się sama pieścić. I to kontynuując pomysł mojego Nieznajomego. Cholera, orgazm prawie wyrzucił mnie w kosmos…

02.02.
Kontynuuję erotyczne konwersacje z Adamem. Cholera, przez cały dzień ruszam się jak mucha w smole, a wieczorem nie mogę już wytrzymać, żeby z nim nie gadać. Co to za facet? Potrafi samymi słowami mnie podniecić, ma niesamowitą wyobraźnię. I jest taki… taki… no właśnie nie wiem jaki. Taki jak powinien być.

05.02.
Pieściłam się dziś rozmawiając z Adamem. Pieściłam… nie, ja się po prostu brandzlowałam jak szalona. Siedzę przed ekranem, jedną ręką próbuję pisać, a drugą wsadzam sobie wibrator, czytając jego wypowiedzi. Dziwność tej sytuacji podnieca mnie, kręci wręcz. Poznaję swoją mroczną stronę. Dziś śniło mi się, że kocham się we trójkę – z Markiem i z Adamem. Obudziłam się cała drżąca i rozpalona.

Czyżbym uzależniała się od seksu? Co się będzie działo, jak przyjedzie moje kochanie? Czy na tym polega emocjonalna zdrada?

06.02.
Przyszło mi do głowy, że to już prawie rok, jak piszę ten pamiętnik. Jak ja się zmieniłam przez ten czas…

15.02.
Zaniedbuję dziennik, bo w dzień tłukę tłumaczenia, a wieczorem gadam z Adamem. Hmm… W nocy zaś wyobrażam sobie fantazje, które tworzymy z moim internetowym cieniem. Nigdy nie przypuszczałam, że to może tak kręcić. Leżę naga w łóżku i pieszczę się do orgazmu. Jednego, drugiego, trzeciego. Podnieca mnie samo myślenie o tym. Nawet teraz, gdy piszę te słowa robię się mokra… Fascynuje mnie to, że mam męża, a flirtuję z jakimś obcym gościem, którego nawet nie znam. Czy tak się zaczyna odkrywanie własnej mrocznej strony?

Złapałam się na tym, że nie piszę nic o Marku. Ale to nie tak, że go nie kocham! Tęsknię do niego, gorąco, rozpaczliwie! Inna rzecz, że te zapiski są coraz bardziej dziennikiem mojej niezdrowej fascynacji wirtualnym seksem. Ale oddałabym 10 takich „nowych” orgazmów za jeden z Markiem. Nawet za spokojny wieczór, po prostu.

01.03.
Tydzień z Markiem! Wrócił i miałam go tylko dla siebie! W końcu nie była cały czas w robocie (myślami). Jakie to cudowne uczucie. Oczywiście tłumaczenia poszły w kąt, nie wspominając o Adamie. Pisaliśmy ze sobą tylko raz, Marek poszedł pod prysznic, a ja siadłam do komputera. Adam akurat był na sieci. Opowiedziałam mu, jak się z Markiem kochaliśmy. Ze szczegółami. Napisał, że chciałby być z nami. Aż mi się ciepło zrobiło. Na szczęście Marek skończył kąpiel i przerwałam rozmowę. A potem znowu się kochaliśmy, dziko, namiętnie, jak dwa marcujące koty. Klęczałam na łóżku, a Marek dosiadał mnie od tyłu. Było cudownie. Po wszystkim poprosił, żebym nie szła się umyć… Powiedział, że chce, bym leżała koło niego, chce czuć zapach swojej spermy wypływającej z mojej cipeczki. Zwinęłam się w kłębek, a on przytulił mnie i objął. Zasnęłam. Śniło mi się, że budzę się, a obok mam i Marka, i Adama (choć w sumie nie wiem, jak wygląda…). Mrrrr…!

08.03.
Ech, Marek znowu wyjeżdża. Trzy tygodnie nie będę go miała w sobie. Oszaleję!

Przejdź do kolejnej części – Lot kukułki V

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Godna kontynuacja, znacznie bardziej erotyczna. Ciekawym, co czeka nas dalej.

Mustafa

Nienajgorsze. Ale i nienajlepsze:) Ravenheart potrafi lepiej. Ale czasem wychodzi gorzej:)

Absent absynt

Codzienna egzystencja sfrustrowanej kury domowej:-D sama prawda, czasem bolesna. Devon

Dobre. Kiedy c.d.?

Napisz komentarz