Miniatury MałejMi I Brak ocen

16 min. czytania

Kochanka Aleksandra

– Aleksander ma kochankę – powiedziałam, a właściwie oświadczyłam mojej przyjaciółce, siedząc przy drugiej filiżance kawy.

– Nie mówisz tego chyba na poważnie? – odpowiedziała zaskoczona Małgorzata.

– A dlaczego miałabym kłamać? – zapytałam lekko zdezorientowana.

– Bo nie tak zachowuje się kobieta, która dowiedziała się, że jej mąż ją zdradza – wyraziła swoją opinię moja przyjaciółka.

– A jak według ciebie miałabym się zachowywać? Rwać sobie włosy z głowy, przeklinać, rzucać, czym popadnie i ciągle płakać? – odpowiedziałam pytaniem. Wyjaśnij mi, po co miałabym to robić? To nie zaczęło się wczoraj, tydzień czy miesiąc temu. To ciągnie się już od kilkunastu lat.

– Dlaczego więc nie powiedziałaś mi wcześniej? – spytała zdezorientowana Małgorzata.

– Po co? Poradziłabyś coś na to? O ile wiem, to nie – odpowiedziałam trochę zrezygnowanym tonem.

Aleksander spotyka się z nią od kilkunastu lat. Najpierw były to sporadyczne spotkania, tylko od święta. Potem zaczęło się to przekształcać w nałóg. Teraz – to jeden nieustający ciąg spotkań. Długo nie mogłam się zorientować w tym, co się dzieje. Potem, gdy już wiedziałam, na czym stoję, zaczęły się kazania, przeklinanie, rwanie sobie włosów z głowy, płacz i błaganie, aby się z nią rozstał. Wszystko na próżno.

Kilkakrotnie Aleksander przyrzekał mi, że to już koniec spotkań z tamtą kobietą. Przebaczałam mu, pozwalałam wrócić do mnie i do Mateuszka. Wytrzymywał z nami miesiąc, czasem trzy … a potem zawsze do niej wracał. Wierz mi, Małgosiu, że do niejednych drzwi pukałam z prośbą o pomoc, że walczyłam o ten, z góry skazany na niepowodzenie, związek, że znosiłam te pełne współczucia spojrzenia sąsiadów – aż do wczoraj.

Pamiętasz Małgosiu, jak oświadczyłam Olkowi, że jestem w ciąży? Cieszył się jak dziecko. Zaraz pobiegł pochwalić się kolegom… i wtedy wylądował w jej ramionach na kilka dni. Będąc z nią, zapomniał o mnie, zapomniał o wszystkim wokół, zapomniał o całym świecie. Potem wrócił skruszony i przepraszał. Kłamał, że to się więcej nie powtórzy, przyrzekał mi to. A ja mu wierzyłam. Wtedy jeszcze chciałam wierzyć… Wytrzymał w tej obietnicy aż do narodzin Mateusza. Swojego syna w szpitalu widział tylko raz! Ze szpitala odebrał mnie mój ojciec – bo Aleksander znów był w objęciach swojej pani. Po pierwszej nocy spędzonej w domu, wychodząc, oświadczył mi, że potrzebuje czasu, aby przyzwyczaić się do obecności kogoś trzeciego w naszym życiu. Zamknął za sobą drzwi i zostawił mnie samą z małym dzieckiem – byłam zagubiona i przerażona. Nie tak to sobie wszystko wyobrażałam, oj nie tak…

Olek wrócił cztery dni później.

Wtedy myślałam, że wszystko sobie przemyślał. Zmienił się. Pomagał mi w opiece nad dzieckiem. Robił zakupy, kąpał małego – dziś wiem, że wszystko po to, by zamydlić mi oczy. Udało mu się – ten jeden jedyny raz o nic go nie podejrzewałam. Nie myślałam, że znów się z nią spotyka. A on po prostu dobrze to sobie wszystko wymyślił. Ukrywał przed nami swoje miłosne schadzki. Sypiał w drugim pokoju, tłumacząc mi, że to niby dla mojej wygody. Abym nie musiała wstawać w nocy po Mateuszka, tylko miała go przy sobie.

Kochankę Aleksandra spotykałam wszędzie. W osiedlowym warzywniaku, na pobliskim bazarku, w dużym supermarkecie a nawet na stacji benzynowej. Miała jedną twarz i setki nazwisk. Nienawidziłam jej. Cicho obwiniałam o wszystko, co spotkało moją rodzinę. Ale nigdy się do niej nie odezwałam. Mijałam ją, rzucając jej pełne pogardy nienawistne spojrzenie i odchodziłam szybko w swoją stronę.

Sąsiedzi dość szybko zorientowali się, co dzieje się za drzwiami naszego mieszkania. Nie dało się nic przed nimi ukryć. Zwłaszcza, gdy Aleksander zasypiał w ramionach swojej pani na klatce – nie dotarłszy nawet na ostatnie piętro bloku, w którym mieszkaliśmy. Zaczęto mi współczuć. Omijano szerokim łukiem, od niechcenia rzucając tylko „dzień dobry”. Czasami tylko staruszka z pierwszego piętra pytała mnie „dlaczego na to pozwalam?”.

To przez tę miłość swojego ojca Mateusz nie miał żadnych kolegów. Z nikim nie utrzymywał bliższych kontaktów. Nikogo nie zapraszał do mieszkania, bo nigdy nie wiedział, czy ojciec nie oddał się w ramionach swojej kobiety już w przedpokoju. Mój syn nie miał udanego dzieciństwa i to jest jedyna rzecz, której tak naprawdę żałuję po tylu latach tego pustego, wypalonego, pozbawionego wszelkich uczuć małżeństwa. Gdybym miała choć trochę odwagi, nigdy nie dopuściłabym do tego.

Aleksander tylko raz zadał mi ból. Tylko jeden jedyny raz fizycznie mnie skrzywdził. Choć bolało jedynie przez chwilę. Chyba nie był zadowolony z tego, co tym razem dała mu jego druga miłość, najważniejsza kobieta jego życia. Nie zdawałam sobie sprawy, w jakim jest stanie, aż do momentu, gdy podszedł do mnie, a stałam przy stole w kuchni, zagniatając ciasto na łazanki. Objął mnie ramionami w pasie. Zbliżył swoje usta do mojej szyi. Próbowałam się odsunąć, ale jego silne ramiona na to nie pozwalały. Olek nie zważając na nic, podwinął mi spódnicę, zdarł ze mnie majtki i wszedł we mnie jednym ruchem. Zabolało. Naprawdę zabolało jak cholera. Zagryzłam jednak zęby i nie odezwałam się ani słowem.

Małgorzato, jeśli mam być z tobą szczera to powiem ci, że po kilku, może kilkunastu ruchach Aleksandra zaczęło mi się podobać to, co robimy. Tak dawno go w sobie nie czułam, tak dawno go nie obejmowałam. Już nie pamiętam, kiedy kochaliśmy się tak niespodziewanie, tak trochę po wariacku… A Olek był naprawdę świetnym kochankiem. Odgarnął moje włosy na jedną stronę szyi, by przylgnąć ustami z jej drugiej strony, by językiem błądzić po moim obojczyku, by muskać go namiętnymi pocałunkami. Aleksander zarzucił mi lewą nogę na stół, dłońmi obejmował kołyszące się piersi i szeptał czułości do ucha. Poruszał się we mnie miarowo, płynnymi ruchami. Jego uda obijały się o moje spragnione czułości, bliskości i pieszczot ciało.

Przerwaliśmy to szalone zbliżenie, by przenieść ze stołu stolnicę. Wtedy to właśnie pochwyciłam męskość Olka w usta. Poczułam na niej swój smak, swój intymny, jakże go kiedyś podniecający, zapach. Zakręciło mi się w głowie. Wkładałam sobie dumie prężącego się członka mojego męża głęboko w usta. Pieściłam go, oplatając językiem. Błądziłam wargami po całej jego długości, by po chwili objąć mocno ustami tylko główkę. I znów pochwycić go głęboko w usta. Wiedziałam, że Aleksander to uwielbia. Moje dłonie błądziły po jego jądrach, jego dłonie zatapiały się w moich, teraz już rozpuszczonych włosach, nadając rytm i intensywność pieszczotom.

Po chwili już leżałam plecami na zimnym blacie kuchennego stołu. Aleksander szeroko rozchylał moje nogi, by jak najgłębiej wbić się we mnie swoim językiem. Pieścił zachłannie, krótkimi muśnięciami. Jego cudowny język trącał moją kobiecość, wargi obejmowały ją łapczywie, dostarczając nieopisanej rozkoszy…

Mój mąż chyba nie chciał za długo czekać. Ponownie zdecydowanie wbił się we mnie. Zarzucił sobie moją nogę na ramię i zbliżył usta do piersi. Podczas, gdy jego zęby delikatnie przygryzały prawą brodawkę, dłoń pieściła lewą pierś. Kochaliśmy się zupełnie tak, jak przed laty, kiedy istniała obawa, że za chwilę wrócą rodzice. I to chyba nas tak niesamowicie nakręciło. To cudowne wspomnienie – szczeniackiej, szalonej miłości.

Spełnienie przyszło zdecydowanie za szybko. Kilka stanowczych pchnięć, parę ruchów ręką wystarczyło, aby ciepłe nasienie Aleksandra spoczęło na moim brzuchu. Palce Olka rozmazały oznakę rozkoszy, po czym spoczęły na mojej kobiecości i, dotykając, szybko w ten sposób doprowadziły do orgazmu.

Tamtego wieczoru mój mąż nie spotkał się ze swoją kochanką. Za to usiadł ze mną na kanapie, z filiżanką kawy w ręce i snuł plany na przyszłość. Dziękował mi za tę cierpliwość, wyrozumiałość, za to wieczne uczucie, które nie pozwoliło mi go dotąd zostawić. Chyba już wtedy nie wierzyłam w jego słowa – choć jutro jawiło się różowo…

Po miesiącu jego obietnica okazała się pustą deklaracją, przekreślając tym samym dziewiętnaście lat małżeństwa. Wczoraj coś we mnie pękło, ktoś zrzucił mi klapki z oczu. Dopiero wczoraj wszystko zrozumiałam. Cholera… dlaczego tyle czasu mi to zajęło? Jaka ja ślepa i głupia byłam? Przecież ta kobieta sama go nie zostawi. A on nie ma wystarczająco silnej woli, by z nią zerwać. A ja już po prostu nie mam siły, by trwać w tym chorym trójkącie.

Aleksander jest alkoholikiem…

Kobietą jego życia, jego największą miłością jest wódka…

.

Celoe Aykina(modelsfrance), "Make up", CC BY-NC-ND 3.0

Celoe Aykina(modelsfrance), „Make up”, CC BY-NC-ND 3.0

Krótka spowiedź dziwki

Jestem 37–letnią kobietą. Kobietą, która przegrała swoje życie. Kobietą, która w całym swoim pieprzonym życiu 1102 razy usłyszała pytanie: „Dlaczego to robisz?” Rozgoryczonym, samotnym, będącym u kresu sił fizycznych i psychicznych, wykolejonym życiowym wrakiem.

Nie tak wyobrażałem sobie życie, będąc małą dziewczynką. Miałam mieć dom, psa, cudownego męża i gromadkę dzieci. Miałam zostać nauczycielką.

A zostałam dziwką…

Wszystko jedno, jak się to nazywało: masażystka, tancerka, kelnerka na prywatnym przyjęciu, hostessa – zawsze miało wspólny mianownik: seks i pieniądze.

Kimś takim zostałam, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie. Źle. „Zadebiutowałam” nieświadomie. Ale decyzję o tym, aby trudnić się najstarszą profesją świata podjęłam już z pełną świadomością.

Mój pierwszy raz. Cóż, takich rzeczy nawet po alkoholu się nie zapomina. Miałam 17 lat. Z moją najlepszą przyjaciółką pojechałam na weekend do jej starszej o 14 lat siostry. Wielka aglomeracja miejska zrobiła na nas – siksach z małej mieściny – wielkie wrażenie. Wszystko było takie inne i nowe. Anna, siostra mojej przyjaciółki, wżeniła się w jakąś bogatą rodzinkę. Mimo, że u nas sklepy świeciły pustkami, u nich nie brakowało niczego. Ale nie o tym miałam chyba pisać…

Anna i jej mąż Krzysztof wydawali akurat jakiś bankiet. Krzysiek zajmował się produkcjami telewizyjnymi – w związku z tym na przyjęciu ludzi z tak zwanej „branży” nie brakowało. Kręciłyśmy się więc z Aliną miedzy nimi prawie niezauważone. Nikt nie pilnował, ile piłyśmy. Rozmawiałyśmy z niektórymi gośćmi.

Szczególnie spodobał mi się Janek. Był sporo starszy, mógł mieć koło trzydziestki. Z początku różnica wieku mnie przerażała. Brak nadzoru spowodował jednak, że jawnie z nim flirtowałam, udając, że mam już dwadzieścia lat. Janek dbał, aby mój kieliszek nigdy nie był pusty. Przystojny, zielonooki, szczupły brunet bawił mnie mnie anegdotkami ze świata szklanego ekranu.

Z tego pierwszego razu niewiele chcę pamiętać. Skrzypienie łóżka. Tępy ból. Szybki numerek bez żadnej gry wstępnej. Po wszystkim na szafce nocnej znalazłam kilka banknotów.

Ryczałam jak głupia. Przeklinałam samą siebie, że dałam się tak podejść. Naiwna małolata z zabitej dechami dziury, gdzie słońce mówi dobranoc, a psy dupami szczekają – uwierzyła, że zainteresował się nią taki facet. Rozgoryczona i zawstydzona wróciłam do domu. Nikomu nic nie powiedziałam. Szczęściem było to, że nie byłam w ciąży.

Potem szybko znalazłam sobie męża. W nieudanym małżeństwie trwałam sześć lat. Mąż nie zadowolił mnie tak naprawdę przez ten czas ani razu. Wspaniały, cudowny seks znałam tylko z książek. Gdy poroniłam po raz drugi, rozgoryczony małżonek zaczął pić. Potem przyszedł czas, że za wszystko obrywałam. Zostawiłam go więc i uciekłam.

Zamieszkałam u Aliny. W naszej mieścinie mówiła, że pracuje w międzynarodowej firmie, gdzie jest asystentką. Naprawdę pracowała w agencji towarzyskiej… i tam też znalazła pracę dla mnie.

Pierwszego klienta obsłużyłam 21 maja 1995 roku. Na imię miał Janusz. Wybrał mnie. Wolał dojrzalsze kobiety. Miły gość. Powiedział, że jest samotnym i nieszczęśliwym biznesmenem. Rozebrał mnie szybko, bez zbędnych ceregieli. Trochę rękoma popieścił piersi. Palcami pogmerał między nogami. Nawet nie zrobiłam się wilgotna. Nie całował mnie. Dziwki się nie całuje. Dla kobiet takich jak ja pocałunek to rzecz niezwykle intymna. Połączenie ust z ustami partnera to subtelny akt, na który nie pozwalamy byle komu.

„Poprosił”, abym mu pomogła osiągnąć wzwód. Uklękłam więc między jego udami. Założyłam prezerwatywę. Już dawno wyzbyłam się oporów przed pieszczeniem faceta ustami. Musiałam. Nauczyłam się tego przy mężu. Jeśli tylko mężczyzna dbał o higienę, nie miałam z tym problemów. Janusz był czysty. Ssałam go mocno, pomagając sobie ręką. Wkładałam jego penisa w usta najdalej jak umiałam. Oplatałam go językiem i patrzyłam mu w oczy. Mój pierwszy klient przytrzymywał mi głowę rękoma, dyktował tempo pieszczot. Lewą ręka pieściłam jądra. Ssałam go coraz szybciej. Był zadowolony.

Gestem kazał mi wstać i uklęknąć na łóżku. Wypięłam w jego kierunku pupę. Wszedł we mnie szybko i mocno. Wykonywał płynne ruchy. Czułam obijające się o mnie jądra. Ręce brutalnie ściskające piersi. Nie pamiętam, o czym wtedy myślałam. Przyjemności z tego nie czułam żadnej. A orgazm nauczyłam się udawać już dawno temu – przy mężu. Poczułam jeszcze tylko jak ciałem Janusza targają dreszcze. Jak prezerwatywa wypełnia się jego nasieniem. Wykonał jeszcze parę wolnych ruchów. Klepnął mnie w pośladek i usiadł obok. Opadłam na posłanie. Po 15 minutach rzucił tylko krótkie „dzięki” i wyszedł.

Poszłam pod prysznic. Czułam się brudna. W głowie miałam gonitwę różnych myśli, ale żadna z nich nie zagościła tam na dłużej. Liczyło się tylko to, że za 60 minut pracy w portfelu miałam kilkadziesiąt złotych. Drugie tyle miał mój „opiekun”.

Tego popołudnia i wieczoru obsłużyłam jeszcze czterech klientów. Seks był podobny. Najpierw obciąganie, potem ostre, mocne i szybkie pieprzenie. Po wszystkim musiałam robić okłady z zsiadłego mleka, bo moje „narzędzie pracy” bolało mnie niemiłosiernie.

Po tygodniu popadłam w rutynę, w dziwne odrętwienie. Ciało traktowałam przedmiotowo, natomiast natrętne myśli zepchnęłam w otchłań niebytu. Klienci byli różni. Jedni mili, inni agresywni. Jedni chcieli tylko ustami, drudzy woleli anal. Przestałam ich liczyć. Liczyłam kasę. A każde pytanie „dlaczego akurat to robisz?” skrupulatnie zaznaczałam w notesie. Było to bowiem pytanie, na które do dziś nie umiem sobie szczerze odpowiedzieć. Bo przecież w życiu pieniądze to nie wszystko.

Miałam kilku swoich stałych klientów. Przychodzili tylko do mnie. Jednym z nich był Michał. Lekarz pediatra w moim wieku. Przystojny, dobrze zbudowany facet, który odwiedzał mnie zawsze we wtorki i zawsze na dwie godziny. Był jedynym klientem, który potrafił mnie zadowolić. Zadowolić naprawdę, bez udawania. Do perfekcji opanował sztukę posługiwania się językiem. Lizał mnie miękkimi muśnięciami. Delikatnymi dotknięciami szorstkiego języka doprowadzał mnie do szaleństwa. Rozkoszował się moim smakiem i zapachem z czystą, niekłamaną przyjemnością. Potem wchodził we mnie delikatnymi, płynnymi ruchami. W tym samym, niezmiennym tempie potrafił poruszać się we mnie długi czas. Michał był jedynym klientem, któremu pozwalałam kończyć wytryskiem na moich piersiach. Po wszystkim przytulał mnie do siebie i wypalaliśmy wspólnie papierosa.

Michał był też jedynym mężczyzną, z którym jeden jedyny raz spotkałam się poza pracą. Najpierw poszliśmy na kolację. Potem pojechaliśmy do niego. Kochaliśmy się powoli, czule dawkując przyjemność i całując się do utraty tchu. Czułam się wtedy jak prawdziwe pożądana kobieta. Czułam się tak tylko ten jeden raz w całym moim długim, żałosnym życiu. Tylko raz kochałam się z mężczyzną z czystą, niekłamana przyjemnością.

Z tamtej nocy pamiętam jak Michał mnie całował. Były to delikatne, subtelne muśnięcia ust lub namiętne zachłanne pocałunki. Jego dłonie pieściły piersi. Ustami krążył po moim brzuchu, zmierzając w kierunku najczulszego punktu. Gdy rozchylił moje nogi, wdarł się pomiędzy nie językiem. Brutalnie i pożądliwie. Błyskawicznie dotarł do nabrzmiałych i rozpalonych warg. Wtedy poddałam się pożądaniu.

Potem uklękłam przed nim. Nieśmiało zaczęłam pieścić go językiem. Cholera! Czy dziwka może pieścić faceta nieśmiało? Pochłonęłam go w ustach. Ledwie się mieścił. Ssałam z zapamiętaniem. Coraz mocniej. Kochanek wyszedł z moich ust. Mocno pchnął mnie na dywan. Szybko złapał za biodra, jego penis wdarł się w moją wilgotną i rozpaloną szczelinę. Raz po raz wbijał się głębiej i głębiej. Wydawało mi się, że oszaleję. Nie byłam w stanie pohamować krzyku, który wywoływały ból i rozkosz. Wtedy na chwilę przestał. Wyszedł ze mnie, ale tylko po to, by złapać pod pośladkami i tak poprowadzić pod ścianę. Jak piórko uniósł mnie do góry, aby zaraz opuścić. Nabiłam się na jego penisa. Chwyciłam go za szyję. Przywarłam ustami do jego warg. Wykorzystał to, szybko wpychając język do moich ust. Trzymając mnie za pośladki podnosił mnie i opuszczał, tak że jego penis wdzierał się we mnie. Wyłam z rozkoszy. Poruszałam się na penisie, nabijałam się na niego coraz mocniej. Rzucałam głową jak oszalała, traciłam ostatnie szczątki świadomości. Moim ciałem targały spazmy, przeszywał je dreszcz. Poczułam jeszcze tylko ciepło spermy Michała, która wypełniła całe moje wnętrze.

Tydzień później Michał na stałe wyjechał do Austrii.

Przez jedenaście lat wykonywania mojego intratnego zawodu, zostałam dwa razy pobita. Pierwszym razem skończyło się to tylko paroma siniakami. Drugim razem oberwałam gorzej. Miałam złamany nos, trzy żebra i wstrząs mózgu.

Wycofałam się z interesu na jakiś czas. Dopóki rany się nie wygoją. Wciąż waham się, czy wrócić. Lata już nie te. Klienci coraz gorsi i bardziej wybredni. Przeważnie wybierają małolaty. Zresztą, czy można się im dziwić? Po co mają płacić za dziwkę, która spała z… Zresztą, czy to ważne, ilu ich było? Do nieba i tak nie pójdę. Cholera. Zaoszczędzona kasa szybko się kurczy. Przez ten cały czas człowiek przyzwyczaił się do życia na jako takim poziomie. Cóż, drogie perfumy, najlepsze kosmetyki, modne fatałaszki trochę kosztują.

Zresztą, co ja w życiu potrafię tak naprawdę dobrze robić?

.

Nie dla psa kiełbasa

Tekst zawiera określenia potocznie uważane za wulgarne. Czytelników wrażliwych, nieprzepadających za tego typu wyrażeniami proszę o zaprzestanie lektury już w tym miejscu. Pozostałym życzę przyjemnej zabawy.

Nie wiem, która jest godzina. Właśnie wychodzę z baru. Dzisiaj sam, bo koledzy wyraźnie zastrajkowali. Wypiłem dwie setki. I cztery piwa. Jest ciemno, więc pewnie może być koło dziesiątej. Zresztą szczęśliwi czasu nie liczą. A ja jestem szczęśliwy. Dziś wyjątkowo. Stara od wczoraj nie gdera. Błoga cisza. Cóż za rozkosz dla ucha.

Jak zwykle wolnym krokiem, niby król całego wszechświata, kroczę z osiedlowego miejsca spotkań stałych bywalców, do domu. Ręce trzymam w kieszeniach. Tu nikt mi nie podskoczy.

W końcu jestem u siebie. Kogokolwiek zapytacie, kim jest Emil, każdy wam odpowie.

Tę blond laleczkę o wymiarach modelki zauważam jak wysiada z samochodu. Co za sztuka! Nogi do samej szyi. Białe podkolanówki, śmieszne, dziewczęce wręcz buciki, plisowana spódniczka, krótka bluzeczka i mały plecaczek. Ech…cud, miód, malina, orzeszki. Tylko ten kolo, co uprzejmie otworzył jej drzwi to jakiś w dupę jebany dżentelmen. Obwiesił się łańcuchami i myśli, że błyszczy. Przysłania mi taki widok. I jeszcze się pcha z jęzorem do jej gardła. Fiut pierdolony.

 „Spieprzaj dziadu” – pomyślałem i umyślnie schyliłem się, by zawiązać sznurowadło.

Facet wsiadł do swojego czarnego merca i odjechał z piskiem opon. Lasencja została na chodniku sama. Blondyna wolnym krokiem kroczyła przed siebie, ponętnie kręcąc seksownym tyłeczkiem.

„Oj, gdybym ja ją miał” – przeleciało mi przez głowę. Pieprzyłbym ją tak, że wyłaby z rozkoszy. Zaciągnąłbym ją do tej bramy, koło której właśnie przechodzi. Stare kamienice, jednakowa bliźniacza wręcz zabudowa. Jak to tydzień temu napisali w gazecie? Że niby hiszpańskie patio przypomina? Może i przypomina, ale dla mnie to nieistotne. Liczy się tylko to, że gwarantuje ono schronienie dla mnie i laski przed ciekawskim wzrokiem przechodniów.

Ta mała, wepchnięta w kąt kurewka klęczałaby przede mną i z przyjemnością lizałaby mi fiuta. A takie jak ta to lubią. Wiem, że lubią. Zawsze z przyjemnością liżą fiuty tym osiłkom z pornoli. Biorą je głęboko w swoje pomalowane czerwoną, soczystą szminką usta i ssą z rozkoszą. Trzepią ręką. Nie za mocno, ale tak z wyczuciem. Potem językiem oplatają główkę, zamykają na niej usta. A jeszcze potem liżą. Liżą długimi przeciągłymi ruchami od nasady po sam koniec stojącego dumnie kutasa i patrzą facetowi w oczy. A jego to kręci. Mnie też by kręciło. Panienka trzymałaby mojego fiuta w ustach, masowałaby go językiem, jednocześnie przyciskając go sobie do podniebienia. Potem brałaby do ust moje jajka, oba naraz i pieściłaby je językiem. A jej zwinna ręka trzepałaby mi konia. Lasencja dławiłaby się moim kutasem, wpychając go sobie głęboko w gardło, a ja trzymałbym ją za włosy, tak by nie mogła go wyjąć. Posuwałbym ją w usta aż miło. Albo uderzał penisem w jej wysunięty język.

Potem pchnąłbym ją na ścianę, zadarłbym jej i tak krótką spódniczkę do góry i ściągnął z niej majtki. Taka kurewka musi mieć śliczną cipkę. Ciasną i mokrą. Zanurzyłbym się w nią od razu, dwoma palcami. Zacząłbym ją nimi posuwać. Mocno i głęboko. Potem zagarnąłbym jej soki i wcisnął panience palce do ust. Oblizałaby je z przyjemnością. Następnie wdarłbym się w nią swoim kutasem jednym ruchem, aż dziwka zawyłaby z rozkoszy. I pieprzyłbym ją. Wpychałbym się do jej ciepłego, soczystego wnętrza. Raz za razem. Trzymałbym ją za biodra i pakował, co sił. A ta suczka jęczałaby w rytm moich pchnięć.

Przeniósłbym ją na ten pojemnik, w którym trzyma się zimą piasek do posypywania oblodzonych chodników. Ułożyłbym ją na nim na plecach. Szeroko rozłożył nogi. Naplułbym na cipkę. Moja ślina zmieszana z jej sokami, nawilżyłaby małą dziurkę. Zarzuciłbym sobie śliczne, długie nogi na ramiona. Bez wielkiego trudu wpakowałbym kutasa w jej tyłek. Moja stara mi nigdy na to nie pozwala, ale ta mała nie będzie miała nic przeciwko. Nie będzie mi tu stroić fanaberii, że nie chce, że niby ją boli… Takie słodkie dupy jak ta to lubią. Więc moja mała kurewka będzie jęczeć z zadowolenia, gdy ja będę powoli pieprzył jej tyłeczek. Ugniatał i miętosił jej cycki.

Będę w nią wbijał kutasa, po same jajka. Mocno i szybko. Tak, aby po cichym podwórzu roznosił się odgłos jajek obijających się o jej słodki, wypięty tyłek. A ona będzie cicho wyć. Prosić o to, bym pieprzył ją jeszcze mocniej i jeszcze głębiej. Trzymając więc cizię za ramiona, wchodziłbym w nią, co sił.

Czując zbliżający się wytrysk, panienka odwróciłaby się i uklękłaby przede mną. Ujmując mojego kutasa w rękę, włożyłaby go sobie do ust. Wystarczyłoby pewnie tylko jeszcze kilka ruchów, by poczuła ciepłą spermę na swoim języku. Bo tam właśnie trafiłby pierwszy ładunek. Następny poleciałby na policzek, a kolejny – na brodę. Palcami zgarnęłaby ociekające z brody nasienie, lubieżnie by je oblizała, po czym wpakowałaby je sobie całe do ust. I ssała tak, jakby tym ruchem udowadniała mi, co najbardziej lubi. Potem mała kurewka wzięłaby mojego fiuta w usta i wylizała do czysta. A jej palce pieściłyby cipkę. Pozwoliłbym lasce na to – niech i ona ma z tego jakąś przyjemność.

Ostatnia na tej ulicy brama.

Teraz albo nigdy.

Panienka chyba się domyśliła, że za nią idę.

Trzeba działać szybko.

I cicho. Bardzo cicho.

Nie zastanawiam się więc długo i chwytam zaskoczoną lasencję w pasie. Mocno ciągnę ze sobą. Opiera się trochę, zaczyna krzyczeć. Zatykam więc kurewce usta dłonią i cicho szepczę:

– Zamknij się, dziwko, bo cię zabiję! – stary, nieoryginalny tekst, przeważnie działający tylko w filmach, w rzeczywistości też okazał się skuteczny.

Popycham dziewczynę na ścianę. Ręką unieruchamiam jej ręce nad głową. Językiem wpycham się do jej ust. Szmata mnie ugryzła. Wymierzam jej więc policzek i ostrym głosem radzę, by tego więcej nie robiła. Pytam, czy zrozumiała?

W odpowiedzi kiwa głowa, że tak.

Druga ręka wędruje pod krótką spódniczkę i zadziera ją do góry. Dziewczyna zaciska mocno uda. Na niewiele jej się to zdaje. Wciskam pomiędzy nie dłoń. Czując niewielką lukę, pomagam sobie dalej kolanem. Laska zaczyna płakać.

– Tylko mi tu nie becz, kurwo jedna – rzucam przez zaciśnięte zęby.

Wciskam swoją wolną rękę pod jej bluzkę. Zagarniam kołyszące się piersi w dłoń. Wymierzam im klapsa. Szczypię sutek. I ponownie ją całuję. Tym razem mnie nie gryzie. Nawet odpowiada na mój pocałunek.

Z akcji defensywnej dziewczyna wyraźnie przechodzi do ofensywy.

Zaczyna cicho pojękiwać. Oj, chyba jej się to podoba. Już się nie szarpie. Nie wyrywa. W końcu musiała ustąpić. Dość szybko domyśliła się, że ze mną nie ma szans. Uwalniam więc jej dłonie. Zarzuca mi je na szyję. Odwracam się więc plecami do ściany i rozpinam spodnie. Trzymając laskę za ramiona, zmuszam, by zniżyła się do parteru. Inteligentna sztuka w lot pojmuje, o co mi chodzi. Klęka przede mną. Ściąga mi spodnie do kostek. I bierze kutasa w rękę.
– Mam gumki w plecaku – oświadcza, zdejmuje go i krótko czegoś w nim szuka.

Po chwili czuję niesamowite pieczenie oczu, słyszę jej śmiech, odgłos oddalających się pantofelków i słowa:

– Palancie pieprzony, nie wiesz, że kobieta z podniesioną spódniczką biega szybciej niż mężczyzna z opuszczonymi spodniami???

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Trzy krótkie teksty, które ciężko do końca nazwać radosnymi czy optymistycznymi (może poza zakończeniem ostatniej). Tło wszystkich jest realistycznie szaro-bure. Bohaterzy to ludzie przegrani, zrezygnowani czy żałośni, jeśli więc aktualnie jesteś w stanie psychicznego dołka z przyczyn różnych (pogoda, życie Cię nie rozpieszcza itp., itd.) to miniaturki MałejMi raczej na pewno nie będą skutecznym antidotum, chyba, że na zasadzie "inni mają gorzej". Natomiast jak mówi tekst pewnej popularnej pieśni – życie to nie je bajka, historie pisane nie zawsze muszą mieś happy endy i ociekać od lukru i szczęścia. Zwłaszcza jeśli Autor posiada taką łatwość pisania jak np. MałaMi. Twoje miniaturki "połknąłem" szybko pomimo wcześniej wspomnianego lepkiego, szaro-burego tła, będąc zawiedzionym, że są tylko trzy. Nie bez przyczyny na łamach ś.p. DE uchodziłaś za czołową Autorkę, przez wielu zaliczaną do grupki najlepszych. Wciąż pozostaje wiernym fanem Twoich tekstów i pozostawiam pięć gwiazd.

Ach, wspomnień czar 🙂

Tym razem MałaMi uraczyła nas swoimi krótkimi formami. Ponieważ zasady Najlepszej są twarde i niezmienne (no chyba, że ktoś bardzo ładnie prosi 😀 ) i 2000 słów muszą być, miniatury zostały zebrane i opublikowane wspólnie. Mam nadzieję, że to dopiero pierwszy zbiór z kilku, zresztą nie tylko MałejMi – niektórzy z naszych Autorów też mają krótkie teksty, które jak dotąd nie mieściły się w formule NE. A teraz może się zmieszczą.

MałaMi jest zdecydowanie mistrzynią krótkiej formy. Historie, które rysuje w swoich Miniaturach nie są szczególnie złożone ani wielowątkowe. Ich nastrój jest raczej smutny, albo gorzki, czasem tylko pojawia się iskra poczucia humoru. Ale i tak chce się je czytać. Jest w nich bowiem jakaś prawdziwość. I tylko szkoda, że tak szybko się kończą. Człowiek chciałby się rozsmakować w sytuacji, dowiedzieć się więcej o bohaterach, może doczekać się jakieś mocnej puenty. A życie jak zwykle takiej puenty nie dopisuje. Dla bohaterów MałejMi jest tylko trwanie w ich małym piekle, zbudowanym z nudy, zaprzepaszczonych aspiracji, zawiedzionego zaufania.

Podobnie jak w przypadku Wiki, ciesząc się z Twoich dawnych tekstów, MałaMi, czekam z niecierpliwością na nowe! Interesuje mnie, jak teraz patrzysz na świat. Co zmieniło się w Twoim stylu oraz pisarskim arsenale. Proszę Cię serdecznie, nie daj nam długo czekać!

Pozdrawiam
M.A.

MałaMi, bardzo się cieszę z miniatur, szczególnie z Kochanki Aleksandra. Pamiętam, jak czytałam to opowiadanie na DE i jak udało Ci się mnie nim zaskoczyć. Jak mawiał (czy też raczej pisał) niejaki Wojtek79 – Autorko, pisz dalej!

Wkradł się błąd. Nie "nienawidziłam ją", a "nienawidziłam jej" (kogo? czego?).
A miniaturki… Pamiętam je z DE, dobrze, że zostały zebrane 🙂
Eileen

Dzięki za spostrzegawczość. Eileen. Już poprawione. Nie wiem, czemu, ja widziałam w tym miejscu "Znienawidziłam ją" 🙂

Krotkie ale tresciwe. warto czytac!
Ravic

Kochanka – 4+,za pomysl.
Spowiedz – 3+, za wykonanie.
Nie dla psa – 4, za humor.

Podsumowujac – ocena dobra. Sum

Wróciłem do miniatur MałejMi z przyjemnością – pomysłowe, nieszablonowe, w całkiem niezłym stylu.
Warte przeczytania.

Napisz komentarz