Siła muzyki II (Paco_de) Brak ocen

20 min. czytania
Hans Holbein Młodszy, „Ambasadorowie” (fragment)

Hans Holbein Młodszy, „Ambasadorowie” (fragment)

Przeczytaj pierwszą część cyklu

pierwszy rzut oka skrzynia zawierała około dwudziestu przedmiotów. Paweł pospiesznie przejrzał je wszystkie, w razie wątpliwości czytając opisy, ale żaden z nich z pewnością nie pochodził z jego rodzinnego świata. Strach mieszał się w nim z podnieceniem. Zrobiło mu się gorąco na myśl, jakie możliwości właśnie się przed nim otwierały. Każdy z elementów kolekcji dawał przecież dostęp do całkiem innego życia! W głębi duszy czuł jednak, że powinien szukać drogi powrotnej do domu. Jego rodzice i znajomi na pewno niedługo zaczną się o niego martwić. Zagłuszył sumienie, rozważając, że przecież jedyny przedmiot umożliwiający mu powrót do domu zabrała Aida.

Czekanie na ratunek w portalu nie wchodziło w rachubę, nie wiedział przecież jak często ktokolwiek tędy przechodzi, ani jakiego pokroju będą to ludzie (o ile w ogóle będą ludźmi). Rozwiązaniem jego problemu byłoby znalezienie innego przejścia, w którego kolekcji mógłby się znajdować przedmiot z jego „domu”. W tym prawdopodobnie musiałby mu pomóc inny wędrowiec, bardziej obeznany w temacie. Paweł wątpił jednak w skłonność do współpracy innych podróżników, jako że sam niechętnie dzieliłby się z nieznajomymi swoją wiedzą o portalach.

Mając przed sobą prawie dwa tuziny światów na wyciągnięcie ręki, szybko zapomniał o wracaniu do domu. Wyciągnął ze skrzyni całą kolekcję i rozłożył przed sobą na podłodze. Po kolei brał do ręki każdy przedmiot, czytał opisy i odkładał z powrotem do środka. Sam nie wiedział, czego szuka – dobrego miejsca do rozpoczęcia życia od początku czy może tylko krótkiego dreszczyku emocji?

Opisy były krótkie, często składały się zaledwie z kilku przymiotników. Prawie od razu odnalazł ołówek, którym Aida napisała pamiętną karteczkę. Przypominał raczej z grubsza ociosany patyk, na którego końcu zatknięty był mały węgielek. Przypięty do niego opis świata, w którym przecież właśnie znajdował się Paweł, nie przedstawiał rewelacji: „Pola, pastwiska, lasy. Słabo rozwinięta cywilizacja, brak złożonych maszyn i elektryczności. Bardzo mała gęstość zaludnienia”. Wrzucił więc ołówek do skrzyni razem z kartką Aidy i szukał dalej.

Większość kolekcji była mało interesująca. Opisy w stylu: „Wieczna zima” lub „Dinozaury, nie polecam!” nie zachęcały do działania. Niektóre z nich były w ogóle nie do rozszyfrowania – być może ktoś nie chciał, aby inni zainteresowali się danym światem? Swoją drogą ciekawe, ile opisów mówiło prawdę? Chcąc uniknąć konfrontacji z dziewiczą przyrodą, odrzucał więc kamienie, kości zwierząt o dziwnych kształtach i zasuszone kawałki powykręcanych roślin. Na emeryturę przyjdzie jeszcze czas, pomyślał. Bał się natomiast wybrać świat z zaawansowaną techniką. Wysoce rozwinięta cywilizacja mogła nieść ze sobą niebezpieczeństwa, których nie byłby w stanie przewidzieć.

Czuł, że Aida nie powiedziała mu wszystkiego. Skąd brały się w kolekcji rzeczy ze światów niezamieszkałych przez istoty rozumne? Być może dało się trafić z portalu w jakieś losowe miejsce? Przynajmniej było pewne, że jeśli w jakimś świecie ginie się już na wejściu, to nikt nie byłby w stanie umieścić w zbiorach portalu żadnego przedmiotu.

Inną sprawą było to, że gdy kończył rozmawiać z dziewczyną, było już całkiem ciemno, a teraz przez szpary w dachu wlewało się do środka słońce. Można było więc założyć, że czas płynął inaczej w każdym ze światów. Miał tylko nadzieję, że chociaż prędkość jego upływu była jednakowa, a zmieniała się jedynie strefa czasowa.

Coraz częściej myślał o całej sprawie jak Polak. Co prawda wszystko, co miał przy sobie, przechodząc przez portal, zmieniało się na modłę danego miejsca, ale gdyby udało mu się w jakiś sposób uzyskać coś wartościowego w jednym uniwersum, prawdopodobnie wracając zachowałoby to odpowiednik swojej wartości. Dajmy na to złoto powinno być takie samo wszędzie. Teraz na przykład zamiast portfela w kieszeni spodni miał do paska przytroczoną sakwę zawierającą wyszlifowane, kolorowe kamienie. Oryginalnie w portfelu miał kilkadziesiąt złotych. Ciekawe, ile rzeczywiście warte były „pieniądze”, które miał teraz? Na chwilę rozmarzył się na myśl o bogactwach czekających na niego za portalem oraz o fortunie, z którą powróci do domu.

Sięgając po kolejny przedmiot, poczuł ukłucie i odruchowo cofnął rękę. Na palcu wskazującym zdążyła wykwitnąć mała kropla krwi. Paweł wsadził krwawiący palec do ust i drugą ręką wygrzebał ze stosu ostry przedmiot. Trzymał w ręku grot strzały przypominający średniowieczny wyrób europejskiego kowala. Wykonany był z kiepskiej jakości stali, ponadto widać było na nim poszczególne uderzenia młota. Wokół trzonu owinięty został skrawek pergaminu, na którym kaligraficznym pismem wypisane było tylko: „Magia i Miecz”.

Oczami wyobraźni Paweł widział już rycerzy w błyszczących zbrojach, księżniczki uwięzione w wieżach, brodatych magów w spiczastych czapkach i góry złota w jaskiniach trolli. Tyle wystarczyło, aby przekonać go do wyboru tego przedmiotu. Poza tym opis kojarzył mu się jednoznacznie z jego rodzimym światem, więc może uda mu się natrafić tam na jakiś ślad drogi do domu.

Zabrał grot, wrzucił resztę gratów do skrzyni i zszedł na dół. Czarować co prawda nie umiał (uznał, że teoria z książek o Harrym Potterze się nie liczy), ale miecz może mu się przydać po drugiej stronie. Portale same w sobie rządziły się chyba swoimi prawami (większość przedmiotów z poprzedniego wcielenia portalu po prostu zniknęła), dlatego wolał wziąć wszystko, co przydatne, ze sobą, żeby nie musieć tutaj wracać.

Rozejrzał się po izbie. Te rzeczy nie należały już do kolekcji, dlatego mógł zabrać, co tylko chciał, a dany przedmiot się już dostosuje. O jedną ze ścian oparto starannie ociosaną drewnianą maczugę. Jej rękojeść owinięta była kawałkiem skóry, a w „bojowy” koniec powbijano ostre kamienie. Wśród krzywych mebli, okien wielkości dłoni i prehistorycznego paleniska pośrodku klepiska, broń wyglądała na cud techniki. Powinna się więc nadać. W wiklinowym koszu stojącym przy drzwiach znalazł pół sporego chleba, kawałek sera i jabłka. Wszystko spakował do kawałka zszarzałego materiału zdjętego ze stołu, związał i przerzucił przez ramię. Podniósł z podłogi także swój instrument, omotany teraz płótnem zamiast futerałem. No to w drogę, pomyślał, przechodząc przez próg. Szybko zamknął za sobą drzwi, żeby się nie rozmyślić.

Gdy się odwrócił, ujrzał całkiem inny obraz niż w poprzednim świecie, a więc wszystko zadziałało, jak należy. Portal zamienił się w duży drewniany dom na kamiennej podmurówce. Swoim dachem krytym strzechą i półkolistymi oknami przypominał stojące przy autostradach imitacje dawnych polskich karczm. Przed nim znajdował się podjazd z małym rondem, w środku którego stał rozłożysty dąb. Odchodząca od niego droga łączyła się dalej z głównym traktem, w większej części zasłoniętym teraz przez gęste krzaki bzu. Zza nich dobiegały Pawła podniecone głosy ludzi, miarowy tętent kopyt wielu zwierząt i turkot kół wozów.

Zanim ruszył się z miejsca, metodycznie przyjrzał się swojemu ubiorowi i ekwipunkowi. Na stopach miał skórzane buty ze śmiesznie zawiniętymi do góry czubami, powyżej granatowe spodnie o prostych nogawkach z grubego materiału. Zamiast marynarki miał teraz na sobie wytworną, luźną kurtę zapinaną na klamry. Z tyłu była nieco dłuższa niż z przodu, gdzieniegdzie ponaszywane były na nią skomplikowane wzory. Pod nią nosił białą obcisłą koszulę ze stójką. Na ramieniu wisiała płócienna torba z prowiantem. Do pasa przypiętą miał sakiewkę, wypełnioną miło pobrzękującymi monetami, oraz cienką skórzaną pochwę. Wystawała z niej prosta rękojeść rapiera; szarpnięte ostrze wyskoczyło z cichym sykiem. Było wąskie i krótkie, obusieczne, utrzymane w dobrym stanie. Taka broń nadawała się bardziej do dźgania w plecy lub zadzierania damom sukni niż do prawdziwej walki.

Futerał na gitarę wyraźnie zmienił kształt. Paweł wyciągnął ze środka instrument przypominający lutnię. Obłe w kształcie pudło rezonansowe u góry było oczywiście płaskie, za to z drugiej strony wyglądało jak kadłub łodzi rybackiej. Od pudła odchodził szeroki gryf bez progów, a na główkę nawinięte zostało sześć strun. Z ciekawości spróbował zagrać melodię. Instrument wydobył z siebie dźwięki przywodzące na myśl średniowieczną balladę. Granie szło mu całkiem dobrze, zważywszy na to, że przecież trzymał lutnię pierwszy raz w życiu. Widać jego muzyczne umiejętności także dostosowały się do tego świata. Dobrze.

Bez dalszej zwłoki ruszył w stronę drogi. Panował na niej dość spory ruch, ale prawie wszyscy zmierzali w jednym kierunku. Na przekór tłumowi Paweł ruszył w drugą stronę – tam, gdzie w jego świecie znajdowałoby się centrum miasta. Mijani przez niego ludzie wyglądali, jakby chcieli jak najszybciej od czegoś uciec. Niedbale załadowane wozy ze skromnym dobytkiem ciągnięte przez silne konie z krótkimi nogami podskakiwały na wertepach z cichym jękiem osi. Wiele osób poruszało się pieszo, większość była biednie ubrana. Czasami trafiały się jednak wytworne karoce z oknami zasłoniętymi kolorowymi kotarami.

Mężczyźni byli przeważnie niscy i krępi, często nosili długie, gęste brody. Mieli okrągłe twarze, szeroko rozstawione oczy i sprawiali wrażenie przestraszonych. Paweł przewyższał ich wszystkich co najmniej o głowę, czasami nawet o dwie. Kobiety natomiast były smukłe i zwykle wyższe od swoich mężów. W przeciwieństwie do facetów miały ładne, pociągłe twarze o delikatnych, słowiańskich rysach. Ubierały się skromnie, zazwyczaj w proste, jednokolorowe suknie lub płaszcze.

Ludzie wytykali go sobie palcami i mówili do siebie szeptem, a gdy na nich spojrzał, szybko spuszczali wzrok. „Być może portal nie przystosował mnie tak dobrze, jak powinien?”. Potem przypomniał sobie swój strój i zrozumiał, jak bardzo się wyróżnia. Ci, którzy byli tak ubrani, prawdopodobnie siedzieli za zasłonami w karocach.

Z rozmyślań wyrwał go hałas tuż za jego plecami. Odwrócił się, by za parą koni ujrzeć prosty wóz wyładowany po brzegi warzywami. Z przodu siedział stary woźnica w kapeluszu z okrągłym rondem oraz młody chłopak z ciekawskim wyrazem twarzy, prawdopodobnie jego pomocnik. Starszy odezwał się do niego majestatycznym basem:

– Może trzeba podwieźć wielmożnego pana? Do miasta daleko, a na drodze tłum. Wysoko urodzonemu nie przystoi mieszać się z plebsem.

– Dziękuję, chętnie skorzystam – Paweł już wspinał się na miejsce obok woźnicy, zbywając milczeniem uwagę o plebsie.

– Mnie nazywają Męczywór, a to mój pachołek Opieniek – powiedział woźnica, wskazując na młodzieńca, który w szerokim uśmiechu pokazał wszystkie krzywe zęby.

– Jam jest Lord Pabździąg z Fagóry, rodu Palitrawa – odparł, sam się sobie dziwiąc. Chciał tylko powiedzieć, że nazywa się Paweł. Widać na jego umysł zadziałała magia portalu. Dlaczego musiał nosić tak kretyńskie imię? Przynajmniej lepsze to od Męczywora. Poza tym był Lordem, cokolwiek to oznaczało w tych stronach. Do tej pory nie wierzył, że jego szlacheckie pochodzenie (co prawda trafił się tylko jeden szaraczek siedem pokoleń wstecz) kiedykolwiek się do czegoś przyda.

– Z bardzo daleka zatem przybywasz, panie. My zmierzamy do stolicy sprzedać plony, jako że zbliża się wielka uczta na zamku, to i ceny poszły w górę. Można spytać jaki jest twój cel podróży, panie?

– Jestem minstrelem i poszukiwaczem przygód – zbył go, bo nie wiedział za bardzo, co odpowiedzieć.– A z jakiej okazji odbywa się owa uczta?

Zanim stary zdążył cokolwiek powiedzieć, do rozmowy wtrącił się pachołek. Szeroko otwierał usta i prawie krzyczał, lekko sepleniąc:

– Panie, to będzie największa uczta, jakom myśmy widzieli! Zjechali wszyscy najlepsi rycerze z królestwa na wezwanie władcy. Mędrcy bedo radzić jak poczwary parszywe spod zamku wygonić, a śmiałkowie spróbujo o nagrodę zawalczyć!

Chciał jeszcze coś dodać, ale przerwał mu Męczywór:

– Zamknij się, debilu, nie tobie dane z możnymi gadać! Przepraszam za niego, panie. Chłopak jest pomocny, ale mało myślący.

– Nie szkodzi. A cóż to za poczwary się pod grodem zagnieździły?

Stary już otwierał usta, ale wyprzedził go Opieniek:

– Smoki, panie! Para gadów się zalęgła w grocie tuż pod zamkiem. Ale jakie ogromne, wielkie jak stąd do tamtego drzewa! – Wskazał na okazałą brzozę oddaloną o dwie długości wozu. – A jakie przebrzydłe! Pysk mają jak wąż, cielsko jaszczura pokryte grubymi łuskami i ogon z kolcami wielkości ramienia. Do tego skrzydła jakby od nietoperza, tylko że ze sto razy większe. Ludzie gadajo, że parszywce ogniem piekielnym srają i gównem zioną z pyska! – Rzeczywiście debil, stwierdził Paweł. – Szkód bezwstydnych się dopuszczają, żrą wszystko, co wpadnie w ich wielkie szpony, szczególny apetyt ponoć na dziewice mają. Ale panie, co ja gadam! Ponoć najgorsze ze wszystkiego jest to, że w nocy…

Paweł nie dowiedział się, co jest najgorsze, bo entuzjastyczną wypowiedź Opieńka przerwał Męczywór celnym uderzeniem pięści w ucho młodzieńca.

– Wstydziłbyś się wielmożnemu panu takie bzdety opowiadać! Wybacz, Lordzie, raz jeszcze. Prawdą jest, iż potwory zamieszkały w jaskini pod twierdzą jakiś miesiąc temu. Od tamtego czasu uprzykrzają straszliwie życie całej okolicy, a szczególnie mieszkańcom zamku. Ludzie zaczęli porzucać swoje siedziby i wynosić się do innych królestw. To się władzom nie spodobało, bo poważnie wpływy z podatków zmalały. Król posyłał wojów wielu, a nawet maga swego przeciwko poczwarom, ale bez skutku. Rycerze zwykle kończyli upieczeni we własnych zbrojach, a czarodziej ledwo uszedł z życiem. W końcu zrozpaczony władca gońców rozesłał na wszystkie strony świata z wiadomością, że nagrodę wielką oferuje za głowy smoków. Obiecał, że kto mu trofeum przyniesie, ten pół skarbca dostanie i jedną z księżniczek za żonę. Nagroda zacna, ale i bestie okrutnie niebezpieczne. Dzisiaj właśnie jest na dworze uczta na powitanie śmiałków, a od jutra kto się odważy, będzie mógł swoich sił przeciwko gadom spróbować.

 – Rzeczywiście, problem wielki. Mam nadzieję, że komuś uda się smoki pokonać, bo wtedy będę miał o czym nowe pieśni układać.

Paweł jednak już teraz zaczął snuć plany zgładzenia smoków i marzyć o zagarnięciu nagrody. Nie liczył na zwycięstwo w stylu świętego Jerzego – miał raczej na myśli jakąś owcę wypchaną siarką. Skoro bestie jadły wszystko, co się da, ten plan mógł wypalić. Nie wiedział jak na razie, co znajduje się w królewskim skarbcu, ale miał nadzieję, że było tego dużo, szczególnie w połówce oferowanej jako zapłata.

Dalsza droga upływała im w milczeniu, prawdopodobnie Opieniek nie chciał jeszcze raz zarobić pięścią w ucho. Krajobraz jak na razie nie zwiastował rychłego wjazdu do miasta, chociaż z każdym skrzypiącym obrotem kół wozu po bokach drogi wyrastało coraz więcej domostw. Gdzieniegdzie widać było spalone połacie zboża, domy z pozrywanymi dachami i przewrócone drzewa. Jeśli było to dzieło smoków, musiały być rzeczywiście potężne i nieludzko silne.

W końcu krajobraz zaczął się powoli zmieniać. Kryte strzechą chałupy ustąpiły miejsca solidniejszym budynkom z kamienia, niektóre z nich miały nawet szyldy ze znakami cechowymi. Trakt z ziemnego zmienił się w brukowany. Niestety tutejsza ludność nie wynalazła jeszcze kanalizacji, więc wszystkie odpady z domów trafiały prosto do rynsztoka, co bardzo podobało się puszczonym samopas świniom. Gdy zabudowa stała się tak gęsta, że wóz ledwo zmieściłby się w bocznej uliczce, dotarli do bram miasta.

Strażnicy, widząc dobrze ubranego jegomościa, nawet nie domagali się łapówki i bez zbędnych pytań wpuścili Pawła z towarzyszami w obręb miejskich murów. Architektura diametralnie się zmieniła, dało się odczuć, że mieszkanie za fortyfikacjami było przywilejem zamożnych. Dominowały tu wysokie kamienice z bogato zdobionymi fasadami, ulice równo wybrukowano, no i nigdzie nie pałętała się trzoda. Smoczych śladów było tutaj naprawdę niewiele – widocznie gady wolały otwarte przestrzenie.

Targowisko, na które zmierzał Męczywór z Opieńkiem, leżało nieopodal murów. Paweł podziękował miedziakiem za podwiezienie i pieszo ruszył w stronę zamku. Na zatłoczonych ulicach mijał chyba cały przekrój społeczny tutejszego królestwa. Otyli kupcy ubrani w kolorowe szaty mieszali się z szarym pospólstwem. Co ciekawe, wśród tłumu dostrzegał czasem dumnie kroczące wysokie postacie ubrane podobnie do niego. Prawdopodobnie byli to ludzie pochodzący z rodzinnych stron jego nowej tożsamości.

Jego wzrok jednak najbardziej przykuwały damy. Te z mężami u swojego boku najczęściej nosiły szaty nie odkrywające nawet kostek. Ich suknie składały się z takiej ilości materiału, wiązań i klamerek, że rozebranie ich bez nożyczek prawdopodobnie zajęłoby tydzień. Panny na szczęście odziewały się całkiem inaczej. Lubiły odkrywać plecy, długie nogi i jędrne piersi na tyle, by zachować jeszcze resztki przyzwoitości i dobrego smaku. Umiały przy tym podkreślić to, co było ich dumą oraz ukryć ewentualne niedoskonałości swoich sylwetek. Mocno opięty na pośladkach materiał i odznaczające się pod tkaniną sutki sugerowały, że tutejsze panienki nie przepadały za bielizną. Długie, proste włosy, zwykle czarne lub ciemnobrązowe, nosiły zaplecione w warkocz lub rozpuszczone.

Siedziba króla górowała nad miastem. Twierdza zbudowana na wyniosłym wzgórzu na bazie kwadratu, z okrągłą wieżą w każdym z narożników, wyglądała naprawdę imponująco. Całość wyrastała prosto z bazaltowej skały, co sprawiało wrażenie, że jest nie do zdobycia. W górę prowadziła tylko jedna, wąska i stroma droga. Od miasta zamek oddzielony był fosą, nad którą przerzucony został most zwodzony. Jak dotąd w zboczu wzniesienia Paweł nie dostrzegł żadnej smoczej groty.

Miał wątpliwości, czy zostanie wpuszczony na teren zamku. Okazało się na szczęście, że nazwisko „Pabździąg Palitrawa” otwiera wszystkie drzwi i straż stojąca przed mostem ochoczo go przepuściła. Droga ku twierdzy była długa i męcząca. Królewskie stajnie znajdowały się jeszcze przed fosą, więc nawet najmożniejsi musieli wspinać się pieszo po wąskiej ścieżce z wydrążonymi prosto w skale schodami.

Kiedy dotarł przed ostatni mur broniący dostępu do właściwego zamku, w bramie przywitał go wesoły jegomość z piórem w jednej i długim zwojem pergaminu w drugiej dłoni. Imię i ród Pawła zostały odnotowane na liście. Jak spod ziemi wyrosła przed nim służąca, której zadaniem było odprowadzenie gości do ich komnat. Jego przewodniczka przywitała go uśmiechem i poprosiła gestem, żeby szedł za nią.

Paweł spodziewał się, że na królewskim dworze nie będzie brzydkich służących, ale nie marzył, iż trafi aż tak dobrze. Chłopak nie dopuszczał do siebie myśli, że do oprowadzania gości specjalnie wybrano tę część służących, która odznaczała się szczególnymi walorami estetycznymi. Służbę na zamku łatwo można było rozpoznać po charakterystycznych, jasnych mundurach. Mężczyźni nosili biały komplet składający się z luźnej koszuli i długich spodni. Na ramionach wszyscy zatrudnieni na zamku mieli przyszyte kolorowe odznaki, prawdopodobnie określające ich funkcję. Kobietom za uniformy służyły za to krótkie, zwiewne sukienki z półprzejrzystego materiału. Miały chyba w zamyśle skrywać kobiece kształty, ale ich działanie było dokładnie odwrotne do zamierzonego. A trzeba przyznać, że tu do pracy nie przyjmowali takich, które nie miały się czym pochwalić. Lekki materiał finezyjnie osiadał na ich piersiach i sterczących sutkach, a przy każdym kroku wchodził pomiędzy podskakujące pośladki, podkreślając ich krągłość.

Dziewczyna prowadziła Pawła przez labirynt wąskich korytarzy i stromych schodów. Wystrój zamku był surowy – kamienne ściany rzadko przyozdabiały gobeliny, okna były nieliczne, a okopcone dymem z pochodni łukowate sklepienie przypominało sufit w kurnej chacie. Ich kroki rozbrzmiewały głośno przy każdym uderzeniu obcasa o drewnianą podłogę, jednak były usilnie zagłuszane przez służącą, która tonem przedstawiciela handlowego zapewniała Pawła, jak bardzo król cieszy się z tego, że zawitał on do jego zamku. Udając, że słucha, przy każdej okazji gapił się na jej skaczące cycki. Wiedział, że przecież służce nie wypada zwracać uwagi Lordowi.

Jej wyuczona gadka skończyła się akurat w momencie, gdy dotarli do drzwi właściwej komnaty. Dziewczyna życzyła mu miłego pobytu i pobiegła po kolejnych gości. Pokój był przestronny, sporą jego część zajmowało ogromne łóżko z baldachimem. Poza niską komodą i chybotliwym krzesłem nie było w nim więcej mebli. W rogu widoczne były drzwi. Paweł rzucił swoje bagaże na podłogę i ruszył w ich kierunku.

Okazało się, że za ścianą jest łaźnia. Była co najmniej dwa razy większa od jego komnaty. Nie należała tylko do niego, na co wskazywały liczne drzwi prowadzące do tej komnaty. W podłodze z czarnego kamienia wbudowano dwa baseny z szerokimi stopniami. Woda w większym była zimna, natomiast mniejszy zasilany był najwyraźniej z gorącego źródła. Pod ścianą, tam gdzie nie było akurat drzwi, ciągnęły się drewniane ławy.

W środku nie było nikogo, więc mógł czuć się swobodnie. Szybko rozebrał się i długo rozkoszował kąpielą, na przemian w jednym i drugim basenie. Woda sprawiła, że poczuł zwierzęcy głód. Zebrał więc ubrania i wrócił do komnaty, gdzie poważnie uszczuplił swoje zapasy jedzenia. W końcu zmęczony i wciąż nagi opadł na łóżko, zasypiając prawie natychmiast.

Obudził go kobiecy śmiech dobiegający z łaźni. Zaciekawiony podszedł do drzwi. U góry była szeroka na jedną dłoń szpara. Jako że Paweł przerastał znacząco większość tubylców, mógł bez przeszkód obserwować, co dzieje się w środku.

Przy basenie z zimną wodą stały dwie dziewczyny w strojach służących. Obie były młode, wyglądały na najwyżej dwadzieścia lat. Jedna, bardziej pulchna niż jej koleżanka, miała proste blond włosy do ramion, miłą twarz z mocno wypukłymi policzkami i niewinne, niebieskie oczy. Druga miała za to figurę kolumbijskiej modelki. Szerokie biodra doskonale współgrały z długimi nogami i wąską talią. Ciemna karnacja, czarne włosy i ostre rysy nadawały jej drapieżny wygląd.

  • – No chodź – ciemnoskóra odłożyła na brzeg podłużne zawiniątko, które trzymała za plecami i wskoczyła do basenu bez ściągania sukienki. – Czego się tak boisz?

– Dobrze wiesz, czego się boję – odrzekła blondynka, ale też weszła do wody. – Jeśli ktoś nas tu nakryje, siostro, to będziemy miały przesrane. – To zdanie pogrzebało nadzieje Pawła na przyłączenie się do zabawy. – Jak my stąd wrócimy?

– Nie bój nic, Filena. Nikt nie zwraca uwagi na pokojówki, poza tym wszyscy szykują się do uczty. I przestań do mnie mówić siostro, bo mnie to wkurza. Dobrze wiesz, że jesteś podrzutkiem. Derian mi powiedział.

– Mogłabyś chociaż udawać, że nie wiesz! Jeśli ktoś się o tym dowie, może nieźle namieszać. I co jest w tym cholernym zawiniątku, które Ci dał ten twój donosiciel?

– A, to na później – uśmiechnęła się tajemniczo brunetka. – Ale mam nadzieję, że tym razem nie spieprzył roboty, tak jak wtedy, z tym magicznym miłosnym eliksirem.

Z tymi słowami odepchnęła się od ściany basenu i przepłynęła na drugą stronę na plecach, wykonując nogami ruchy jakby do żabki. Filena patrzyła z wypiekami na twarzy, jak fale omywają jej unoszące się na wodzie pełne piersi, a przy kopnięciach zaglądała chciwie między smukłe nogi dziewczyny.

– Ty to potrafisz kusić, Adonna – powiedziała z zachwytem.

– Jednak straciłam sporo czasu, żeby cię na to namówić. Chodź za mną.

Ciemnowłosa wyszła z basenu po stopniach i skierowała się w stronę „jacuzzi”. W tym momencie Paweł zaczął uważać, żeby jego penis nie otworzył z wrażenia drzwi. Mokra sukienka stała się jeszcze bardziej przejrzysta i przylgnęła do zgrabnego ciała Adonny. Kiedy szła, jej tyłek kołysał się zalotnie, a zziębnięte sutki stały na baczność. Filena nie wytrzymała i poszła za nią. Miała trochę mniej zgrabną figurę niż jej przybrana siostra, ale za to o wiele większe piersi.

Dziewczyny stanęły przy mniejszym basenie i zrzuciły z siebie przemoczone ubrania. Adonna nie kryła zadowolenia. Przysunęła się do blondynki i zważyła w dłoniach jej wielki biust. Następnie błądziła rękami po całym jej ciele, rozkoszując się gładko wygolonym łonem i okrągłym tyłeczkiem swojej partnerki. Filena chwyciła za to głowę ciemnoskórej i złożyła na jej ustach głęboki, namiętny pocałunek. Adonna wykorzystała ten moment – mocno ugniatając dłońmi uda dziewczyny, zbliżała się coraz bardziej do jej krocza. Gdy w końcu jej palce dotarły do rozgrzanego skarbu, zaskoczona Filena głośno zajęczała i ich usta się rozłączyły.

Z jej twarzy nadal nie znikały ostatnie ślady niezdecydowania. Cofała się, aż plecami natrafiła na potężny słup podtrzymujący strop. Ciemnoskóra chyba domyśliła się, że musi być bardziej stanowcza. Przypadła do wystraszonej blondynki i mocno przyparła ją do kolumny. Złapała ją za uda i podniosła do góry, oplatając jej nogami własne plecy. Filena momentalnie zarzuciła jej ręce na szyję, aby czuć się pewniej. Adonna nie traciła ani chwili – patrząc w jej oczy chciwym wzrokiem, zaczęła powoli poruszać biodrami, tak by ich szparki ocierały się o siebie. Jasnowłosa w końcu się rozluźniła, na jej usta wypełzł lubieżny uśmiech i zaczęła sama napierać kroczem w rytmie swojej partnerki.

Ta w końcu rozkazała blondynce usiąść na brzegu basenu, a sama wskoczyła do środka. Dno było na tyle płytko, że gdy uklęknęła i pochyliła się w stronę Fileny, jej mokry tyłek akurat pozostał na powietrzu. Czarnulka całkowicie przejęła dowodzenie. Jednym ruchem objęła uda partnerki i rozchyliła je szeroko na boki. Długimi palcami odchyliła wargi sromowe i podziwiała różowiutkie wnętrze blondynki. Zaczęła wodzić językiem po jej pachwinach, podbrzuszu i udach, przekornie omijając nabrzmiałą z podniecenia cipkę.

Filena z wypiekami na twarzy poddawała się pieszczotom, ale widać było, że traci cierpliwość. Sięgnęła więc rękami do sutków Adonny, a ta w nagrodę przyssała się do jej łechtaczki. Blondynka szybko zaczęła wydawać z siebie głośne jęki. Rozochocona czarnulka włożyła sobie rękę między nogi i masowała krocze. Odgłosy zadowolenia Fileny stały się bardziej donośne, a ręka Adonny poruszała się z czasem coraz szybciej. Nagle ciemnowłosa przerwała pieszczoty i wstała.

– Dobra, jesteśmy już wystarczająco mokre – powiedziała, podchodząc do zawiniątka. Blondynka spojrzała na nią ze złością niespełnionej kobiety, ale nic nie odrzekła.

W pakunku znajdował się dwustronny penis, który wyglądał jak prawdziwy. Gdy Adonna wzięła go do ręki, członek ożył, zaczął pęcznieć i się wydłużać. Po chwili był już dużo dłuższy niż jej przedramię. Mimo, że dziewczyna trzymała go sztywno, penis cały czas wił się i majtał we wszystkie strony, skracał i wydłużał. Wyglądało to, jakby w środku znajdował się wąż, który bardzo chce wydostać się na zewnątrz.

– Że też ci nie wstyd prosić jedynego maga w królestwie o takie rzeczy! – powiedziała Filena, która z wrażenia mało co nie wpadła do wody.

– Jemu i tak się nudzi. Ważne, że działa – odrzekła zadowolona brunetka.

Adonna ostrożnie ugięła nogi w kolanach i rozchyliła uda. Nie bez trudu przytknęła jeden koniec wierzgającej zabawki do swojej szparki i wepchnęła sporą długość do środka. Błogi wyraz na jej twarzy świadczył o tym, że penis z wyczuciem wił się w jej pochwie, intensywnie masując ścianki. Dłuższą chwilę z zamkniętymi oczami i szeroko rozchylonymi ustami delektowała się całkiem nowym doznaniem. Nagle przypomniała sobie, że nie jest przecież sama.

– Jest dokładnie taki, jakiego chciałam. Przygotuj się.

Filena posłusznie położyła się brzuchem na brzegu basenu tak, że nogi do połowy ud miała w ciepłej wodzie. Kolanami oparła się o płytkie dno, jej tyłeczek sterczał wypięty i czekał na przyjęcie magicznej zabawki.

Adonna zaszła ją od tyłu i stanęła nad nią okrakiem. Oparła się jedną ręką o krawędź basenu, a drugą mocno chwyciła penisa i nakierowała go na łono blondynki. Zdecydowanym ruchem opadła na nią. Zabawka zagłębiła się w ciałach dziewczyn. Filena zakwiczała, jej głowa opadła na kamienną posadzkę.

Po rozchodzącym się po łaźni dźwięku można było się domyślić, że mag odwalił kawał dobrej roboty. Kutas sam przesuwał się z jednej cipki do drugiej, zmieniał swoją długość, wirował i wyginał się. Początkowo Adonna z przyzwyczajenia unosiła się w górę i w dół, później jednak opadła na blondynkę i ich krocza się zetknęły. Obie kręciły biodrami, próbując dosięgnąć swoją łechtaczką ciała partnerki i dać sobie jak największą przyjemność.

Ich dziki taniec trwał w najlepsze. Adonna była w swoim żywiole, za to Filena krzyczała coraz głośniej i zaczęła tracić siły. Lawina przyjemnych doznań spowodowała, że jej nogi zaczęły się trząść i straciła panowanie nad mięśniami. W końcu całym jej ciałem wstrząsnęły dreszcze. Opadła płasko na podłogę i powoli dochodziła do siebie. Kutas wyskoczył z niej z cichym mlaśnięciem, a z jej wnętrza chlusnął strumień białego, gęstego płynu.

Czarnulka patrzyła na to zadowolona. Ona sama nie osiągnęła jeszcze spełnienia. Wyszła z basenu i usiadła na ławie pod ścianą. Jedną ręką energicznie pocierała swoją łechtaczkę, a drugą przytrzymywała wijącą się zabawkę. Przesuwała po niej dłonią tak, jakby chciała sprawić przyjemność facetowi. Po chwili dyszała już głośno, ale nadal czegoś jej brakowało. Przykucnęła na ławce, szeroko rozsuwając nogi, placami oparła się o ścianę. Mokrą lewą rękę przeniosła na swoją drugą dziurkę i solidnie ją nawilżyła. Chwilę jej to zajęło, ale w końcu udało jej się wygiąć sztucznego penisa i wprowadzić do swojej pupci. Ten jakby sam zrozumiał i zaczął gąsienicowym ruchem wchodzić w nią coraz głębiej.

Obie końcówki zabawki były zajęte, więc rękami mogła pieścić swoje piersi i guziczek rozkoszy. Jęcząc coraz głośniej, opadła na ławkę i przysiadła na zabawce. Paweł mógł tylko domyślać się po jej nieobecnym wzroku i wyrazie zaskoczenia na twarzy, co działo się w środku. Dziewczyna poruszała energicznie biodrami w przód i w tył, cały czas nie przestając masować łechtaczki. Długo oczekiwany przez nią orgazm nadszedł, gdy jej głośne jęki zlały się w jeden przeciągły krzyk rozkoszy.

Drżące ciało Adonny opadło na ławę. Zabawka wypadła na podłogę i szybko zaczęła się kurczyć. Dziewczyna leżała bokiem na wilgotnym drewnie, a z obu jej dziurek powoli zaczęła wyciekać duża porcja sztucznej spermy.

Pewnie leżałaby tak, dysząc ciężko, jeszcze długo, gdyby nie podeszła do niej Filena.

– Wstawaj, zboczeńcu – szarpała ją blondynka. – Musimy się zbierać i to szybko.

Adonna chyba zrozumiała powagę sytuacji, bo zerwała się na równe nogi. Po jej udach ściekały w dół dwie białe strużki. Dziewczyny pozbierały szybko swoje ubrania oraz akcesorium. Nie oglądając się za siebie, zniknęły za najbliższymi drzwiami.

Paweł do tej pory nie chciał się zdradzić jakimś dźwiękiem, ale teraz bez chwili zwłoki sięgnął po swojego kutasa. W gorącym powietrzu napływającym z łaźni nadal dawało się wyczuć odurzającą woń podniecenia zabawiających się tam przed chwilą dziewczyn. Było mu wszystko jedno, gdzie się spuści – teraz chciał tylko sobie ulżyć.

Od nader przyjemnej czynności oderwały go odgłosy kroków dobiegające od strony korytarza. Sekundę później do pokoju wtargnęła służąca. Paweł szybko przestał poruszać dłonią i stał dalej zwrócony przodem ku drzwiom wiodącym do łaźni, udając, że bada fakturę drewna. „Czy oni nie uznają tutaj czegoś takiego jak pukanie do drzwi?” Jego humor dodatkowo psuł fakt, że chyba akurat ta jedna jedyna służka była stara, gruba i brzydka. Pewnie wszystkie ładne usługiwały teraz przy stole.

– Wybacz najście, panie, ale właśnie rozpoczęła się uczta. Król bardzo pragnie zobaczyć wszystkich śmiałków gotowych na śmiertelną walkę ze smokiem.

Ja tu zwariuję. No tak, wpisali mnie na listę. Śpię sobie w zamku, to nie ma nic za darmo, myślał, coraz bardziej zażenowany całą sytuacją i swoją głupotą. Teraz nie będzie już odwrotu.

Służąca chyba nie zrozumiała jadowitego spojrzenia, którym poczęstował ją Paweł, bo nadal stała jak kołek w progu i gapiła się na niego rybim wzrokiem. Bez skrępowania podszedł więc z kiwającym się na prawo i lewo, nadal stojącym penisem do krzesła, na które odwiesił ubrania po kąpieli. Z trudem zmieścił się w bieliznę, zapiął spodnie i szybko założył pozostałe części garderoby.

Z wypisaną na twarzy żądzą mordu niemal wypchnął służącą z pokoju, zatrzasnął drzwi i udał się za nią.

Przejdź do kolejnej części – Siła muzyki III

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Listopad na Najlepszej zaczynamy pogodnie, bez oglądania się na ponure, obchodzone w całym kraju święto wywodzące się w prostej linii od pogańskich Dziadów 🙂

Druga część "Siły muzyki" autorstwa Paco_De przenosi nas w pseudośredniowiecze, pokazane z nieco ironiczno-kpiarskiej perspektywy. Smoki, księżniczki na wydaniu (obowiązkowo w wieżach), szczodrzy królowie i w tym wszystkim główny bohater, świadomy,że pochodzi jednak z trochę innej bajki.

Jeśli Paco_De będzie konsekwentnie rozwijał swą opowieść w tę stronę, sądzę, że "Siła muzyki" stanie się godnym następcą innych fantastycznych serii z naszej strony (np. "Innego wymiaru" Seamana).A kto wie, może i je przewyższy. Czego i sobie, i Państwu życzę!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Dziady były wczoraj. Jeśli mają jakiś ciąg dalszy, to jutro, a nie dzisiaj.
Dzisiaj wszyscy mamy imieniny!

Nie napisałem, że wczoraj (w piątek były Dziady). Napisałem tylko, że święto chrześcijańskie, które było w piątek obchodzone, wywodzi się m.in. od Dziadów. W początkach chrześcijaństwa znana była praktyka "przykrywania" świąt pogańskich chrześcijańskimi. Np. Boże Narodzenie początkowo obchodzono w zupełnie innym terminie – 25 grudnia ustanowiono je po to, by "przykryć" obchody pogańskiego święta Słońca Niezwyciężonego. Podobnie Wielkanoc, ustanowiono tak, by przyćmić święta celtyckie.

A wczoraj faktycznie wszyscy mieliśmy imieniny.

Pozdrawiam
M.A.

P.S. Żeby jednak nie robić całkowitego offtopa, odniosę się do opowiadania, a dokładnie, jego oprawy graficznej. Bardzo fajna ilustracja. I tym samym mała zagadka dla NE-rotomanów: fragmentem jakiego obrazu jest ilustracja zdobiąca tą część "Siły muzyki"? Nagród wprawdzie się nie przewiduje, ale liczę na Waszą skłonność do współzawodnictwa 😉

Hans Holben Młodszy „Ambasadorowie”, 1533 r., olej na desce, 207 na 209,5 cm, National Gallery w Londynie

No i po konkursie 🙂 Gratulacje, kenaarf!

M.A.

Dziękuję Panie Megasie 🙂

Ps. Godzina ogłoszenia konkursu dość niefortunna – wybacz – ale normalni ludzie śpią o tej porze 😉

Przyznam szczerze, że nie zwróciłem uwagi na ten obraz przemierzając przepastne sale National Gallery, chociaż znam jego całość. Na pewno teraz inaczej bym na niego spojrzał 😉
Oczywiście podpis się należy, dziękuję za korektę.

Walka ze smokiem? Czegóż to autorzy na Najlepszej nie wymyślą! Ciekawe jak zostanie rozwiązany ciąg dalszy tej bajki. Skok w jeszcze inny świat, czy kontynuacja. Troszkę przypomina sytuacją z Trudno być bogiem, bohater ze świata zaawansowanej cywilizacji zanurzony w prymitywnej rzeczywistości, którą próbuje ogarnąć. Nieoczytany jestem, niestety. Pożyjemy, zobaczymy.

Pomysł podróżowania między światami daje Autorowi spore możliwości w dalszych częściach ( o ile takowe się ukażą). Żywię szczerą nadzieję, że bohater nie osiądzie na dłużej w tej rzeczywistości i postanowi kontynuować swoje podróże.
Wersja ukazana powyżej nie trafiła w mój gust. Ale liczę, że kolejnym razem Paco przeniesie mnie do świata, w którym życzyłabym sobie spędzać dalsze lata życia.

Dwie sprawy mocno mnie ubodły:
1. Zdrobnienia – nie przepadam za nimi. "Czarnulka", "pupcia", "tyłeczek", te określenia akurat zapadły mi w pamięci. Ale podkreślam, że jest to moje prywatne odczucie.
2. "Filena zakwiczała…" (cały kontekst zdania, świadczył, że był to odgłos rozkoszy) – może to trauma z dzieciństwa, ale kwiczenie przywodzi mi na myśl oszałamiającą salwę dźwięków świń zawożonych do ubojni. Jak dla mnie zwrot bardzo aseksualny.

Paco – czekam na kolejną odsłonę Twojej wyobraźni 🙂

Pozdrawiam,
kenaarf

Autorze, Redakcjo,

Warto ilustrację podpisać, iż to fragment tego lub tamtego. Też byście nie chcieli, by Was cytować, nie podając źródła. Autor obrazu co prawda obrócił się już w pył, ale zasada szacunku dla stwórcy nie przestaje obowiązywać.

kenaarf,
trzymam Cię za słowo. Narzekając na innych, sami bądźmy w porządku. Jak zobaczę zdrobnienie w Twoim tekście nowym, wydrę się na cały głos, a nawet będę bódł, bo nie lubisz :-). Zwłaszcza zareaguję na "cipkę". Ale generalnie zdrobnienia są dopuszczalne. W dialogach na przykład. We fragmentach typu strumień podświadomości.
Ukłony,
Karel
P.S. Ja w przeciwieństwie do Ciebie, żywię nadzieję na opis walki ze smokiem. I jakiś remisowy wynik, bo nie lubię rzezi. A potem może trójkącik: księżniczka, smok i bohater. Tego chyba jeszcze nie było na naszej planecie. Uśmiech.

Karelu,

tak, masz rację. Zdrobnienia w dialogach mogą być nawet potrzebne. Wszystko zależy od kontekstu. Po prostu ich nie lubię. Owszem, czasami też ich używam. Mimo to, nadal nie jestem z nimi zaprzyjaźniona 😉
I jestem niemal pewna, że "cipki" w moim wydaniu zdecydowanie nie ujrzą światła dziennego. Mój nowy Korektor woli bardziej dosadne określenia 🙂

kenaarf,
Z nadzieją, iż będzie tak, jak obiecujesz, pozdrawiam Ciebie i Twojego, lubiącego dosadne określenia, korektora.
Twój Karel
P.S. Mówiąc "cipki", miałem również na myśli wszelkie "szparki", "główki" i tym podobne. Wyeksploatowano je tutaj w sposób rabunkowy, aż wzbudzają odruch nie-powiem-jaki. Gdy publika od zdrobnień odpocznie, będzie je można za jakiś czas, powiedzmy dziesięcioletni, z powrotem przywrócić do obiegu. Są wszak pełnoprawne w naszym języku, ale dzisiaj zaliczają się do sztandarowych (ja również w tej chwili piknie kiczuję, nieprawdaż?) symboli kiczu.

Karelu, walkę ze smokiem mogę zagwarantować, ale nie zdradzę, jaki będzie wynik. Trójkącik ze smokiem na pewno byłby ciekawy…

Co do zdrobnień, niejako się z Wami zgadzam. Rozumiem, że ich nadmiar może być trudny w odbiorze, oraz że zmienia się wydźwięk tekstu. Ja sam, jako autor, tego nie zauważyłem, ale obiecuję uwzględnić to w mojej przyszłej twórczości – dlatego dziękuję za celną uwagę. Dla mnie zdrobniałe określenia żeńskich części ciała są jak najbardziej naturalne, nie wyobrażam sobie ich natomiast użyć w kontekście płci brzydszej – gdybym zobaczył w tekście "kutasika", zapewne natychmiast wyłączyłbym przeglądarkę.

Nieszczęsne "kwiczenie" miało być jedynie niewinnym synonimem do wszechobecnych "jęczeń", "ochów i achów" i innych zawodzeń. Być może określenie nietrafione, ale chyba większości z nas zdarza się czasem wydać z siebie jakiś niekontrolowany dźwięk :]

Napisz komentarz