Zwiąż mnie – chcesz, mówisz, masz (Wiki)  3.11/5 (63)

10 min. czytania

– Uhm…ymmm… – zaczęłam się budzić. Powoli wyłaniałam się z otchłani snu, stopniowo odzyskując świadomość. Ścierpłam, jakoś niewygodnie i twardo. Jakby skurcz zimna przebiegł moje ciało – tak, było mi faktycznie zimno. Chciałam skulić się w sobie i przeciągnąć zarazem. Ale… cholera, co jest?

Świadomość wracała do mnie błyskawicznie. Myśli, jedna za drugą, w szalonym tempie, goniła i tłukła się nieporadnie, nie mogąc dopasować docierających bodźców do znanych już sytuacji. Nie byłam jak zwykle w swoim wygodnym, wielkim łóżku, z atłasową pościelą. Gdzie więc byłam? Ciemno!

Dreszcz strachu popłynął wzdłuż mojego kręgosłupa, adrenalina dotarła natychmiast do mózgu – budząc go do końca. Usiłowałam otworzyć oczy ale, to nic nie zmieniło, dalej było ciemno. I wtedy dotarło do mnie, że na oczach mam przepaskę, która szczelnie odcina dopływ światła. Przeraziło mnie to jeszcze bardziej, bo oznaczało – że nawet nie zobaczę miejsca, w którym się znajduję. I ta wszechogarniająca cisza. Może gdybym coś słyszała, mogłabym przynajmniej przypuszczać, gdzie jestem.

– Uhm… – szarpnęłam się i kolejne odkrycie doprowadziło moje myśli prawie na skraj szaleństwa. Byłam naga! Nie miałam nawet skrawka materiału na sobie. No i nie ma mowy, bym mogła się poruszyć. Moje zadbane i wypielęgnowane ciało leżało teraz rozkrzyżowane i przywiązane do jakiejś zimnej i, jak mogę stwierdzić po gładkości, polakierowanej deski. Znajdowałam się chyba w dość obskurnym miejscu, bo zewsząd docierał do mnie piwniczny zapach wilgoci. Ogarnęła mnie panika i szarpnęłam się po raz kolejny, chcąc wtulić się sama w siebie, aby dodać sobie otuchy.

– Ymm.. – ból przeszył teraz nadgarstki i kostki – dość mocno skrępowane rzemieniem. Nie było sensu się szarpać. Były dobrze przywiązane, a ból był dość przykry. No właśnie bólu nie lubię, więc okej. Nie będę się szarpać, ale przecież mogę pokrzyczeć…

– Uuuu.. – co jest, nie mogę! Tyle myśli na raz kołatało mi się w głowie, że dopiero teraz zrozumiałam, że na ustach miałam przyklejony plaster. Mogłabym przysiąc, że to zwykła, szeroka taśma klejąca.

– Uhm… – jęknęłam jak najgłośniej potrafiłam. Teraz strach zamienił się we wściekłość. Cholera, kto mnie tu przywiązał? Jak śmiał? I znowu ukłucie strachu przebiegło wzdłuż ciała. Nie czułam zimna lecz gorąco, a każdy mięsień przygotował się do natychmiastowej obrony. Może ktoś mnie porwał? Może chce zgwałcić? Zabić? Boże, oczekiwanie na nieuniknione było gorsze niż jego spełnienie. Z drugiej strony, gdyby chcieli mnie skrzywdzić, to pewnie już dawno by to zrobili.

Z tego zamyślenia wyrwało mnie ciche i jakby trochę nieśmiałe skrzypienie schodów. Kroki stawiane były jak najciszej, ale ze względu na stare schody, specjalnie to nie wychodziło. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Zasłonięcie oczu wyostrzyło słuch do maksimum. O nie, ktoś nadchodził. Z jednej strony to dobrze, przecież nie mogę tu tak leżeć do końca świata. Ale z drugiej strony – przecież jestem naga. Na co dzień, taka dumna i stanowcza, trochę niedostępna i wyniosła. Leżałąm teraz unieruchomiona w tej upokarzającej sytuacji. Nagle dotarło do mnie, że przecież zawsze fantazjowałam na ten temat: wiązanie, zasłonięte oczy, ale jak fantazja boleśnie różniła się od rzeczywistości. Przecież ktoś może mnie zranić, wykorzystać i porzucić jak niepotrzebną zabawkę. Napięłam się jak struna i zastygłam tak, w oczekiwaniu na zbliżające się coraz bardziej kroki. Umilkłam zupełnie, trochę w irracjonalnej nadziei, że jak będę cicho, to może mnie nie zauważy.

Zawsze wyobrażałam sobie, że oprawcy i gwałciciele poruszają się stanowczym i pełnym energii krokiem. O takich mężczyznach zawsze fantazjowałam: pewnych siebie i władczych. A tu co? Chyba byłam nawet trochę zawiedziona. A przynajmniej taka myśl przebiegła mi jak błyskawica przez głowę. Skrzypienie schodów było coraz bardziej wyraźne, i miarowo się przybliżało, choć jakby coraz wolniej i nagle się zatrzymało. Cisza. Słyszałam tylko przyspieszone bicie serca. No nie, to była katusza. Złość i strach walczyły w mojej głowie o pierwszeństwo.

I nagle… hałas. Oooo…, mój zbliżający się oprawca to chyba sierota jakaś, bo zdaje się, że się przewrócił. Jak pech – to podwójny! Nie dość, że związana, to gwałciciel nowicjusz.

Drzwi powoli zaskrzypiały i lekko się otwarły, a zmierzająca do mnie osóbka, jak mogłam się domyślić – zastygła w drzwiach. I teraz dotarła do mnie kolejna prawda o moim losie. Leżałam rozkrzyżowana dokładnie na wprost drzwi. Moja zupełnie wygolona, różowa cipka otwierała się, niczym dojrzały kwiat, w całej okazałości przed nieznajomym. Była maksymalnie wyeksponowana, nie zostawiając miejsca wyobraźni, a mały trójkącik nad nią – wręcz jakby wskazywał nieznajomemu cel jego wędrówki. Ten brak włosów w intymnym miejscu zawsze sprawiał, że czułam się podwójnie naga, jakby pozbawiona dodatkowej bariery. Jakiś dreszczyk emocji przeszył całe ciało i poczułam jak ciarki przechodzą mi po plecach. Strach mieszał się ze złością i upokorzeniem, ale również z podnieceniem.

Osóbka weszła jednak do środka i bardzo powoli – miałam wrażenie, że prawie na palcach – niepewnym krokiem, zaczęła się zbliżać. Jakby chciała pozostać niezauważona. Po sile, z jaką stawiała kroki, mogłam wywnioskować, że nie był to chyba dojrzały i postawny mężczyzna. Raczej niewielkiej postury chłopiec lub młodzieniec – nie mogłam tego na pewno stwierdzić. Podchodził coraz bliżej, powoli, krok za krokiem. Zaczął się zbliżać. Poczułam bijące od niego ciepło i kolejny prąd przeszył moje ciało, znajdując metę między rozłożonymi udami. Na znak protestu zaczęłam się wiercić i postękiwać. Osóbka stanęła. Trwało to może pół minuty, aż postanowiłam się uspokoić, aby usłyszeć czy dalej tu jest, czy może w jakiś tajemniczy sposób się rozpuściła. Nie. Zbliżała się. Moje myśli szalały. Oddychałam głęboko i coraz szybciej, nie mając pojęcia, kto to i o co mu chodzi.

Poczułam ciepły i delikatny oddech i wiedziałam już, że się przyglądał, jakby chciał wszystko dokładnie obejrzeć. Z bezsilności zaczęły mi płynąć łzy i załkałam po cichu, wprawiając w drżenie nagie ciało.

– Uhm.. – jęknęłam i poczułam delikatne usta na łechtaczce – najwidoczniej były bliżej niż się spodziewałam. Zamarłam. To było przyjemne. Usta cofnęły się, a w ich miejsce pojawił się palec. Z niezwykłą subtelnością dotknął samej nasady moich wewnętrznych płatków i zaczął przesuwać się po ich zakończeniach, tak delikatnie, że prawie wcale. Najpierw jedna koronka, potem druga, powoli, w górę i w dół. Jakby badał rzeczywistość ich istnienia. Zapomniałam przez chwilę gdzie jestem i nie mogłam uwierzyć, że robię się coraz bardziej wilgotna. Palec musiał to zauważyć, bo dołączył do niego drugi i ześlizgnęły się w głąb, między coraz bardziej nabrzmiałe, rozpulchnione płatki i z tą samą delikatnością lekkiego piórka kontynuowały posuwiste ruchy. Badając w przypadkowym, rozkosznym rytmie całą ich szerokość, starały się nie opuścić ani milimetra. Jakby zachęcone moją wilgocią, zaczęły przyspieszać. Trącały od niechcenia powiększające się już źródło rozkoszy, coraz bardziej wzmacniając sączącą się błogość. Wędrowały też czasem wyżej, gdzie malutki napletek trafiał między dwa paluszki i poruszany w ten sposób, topił mój wszelki opór. Byłam coraz wyżej, a palce robiły się coraz bardziej pewne siebie i zapędzały się coraz bliżej mojego słodkiego otworka. O nie. Moje biodra drgnęły nieproszone, kiedy po raz kolejny były blisko wejścia i nie wiedząc nawet jak – nadziałam się na nie. Palce zastygły i ja też. Ale po chwili zaczęły poruszać się znowu. Wsuwały się powoli i wysuwały. Usta przylgnęły do mojej łechtaczki i zassały ją delikatnie. Aksamitny język zaczął wodzić po niej kółka, od malutkich po większe, aby znowu powrócić do małych. Palce w moim wnętrzu poruszały się rytmicznie. Pierwsza fala błogości rozpłynęła się po mnie, gdy wtem…

Usłyszałam bardzo konkretne i pewne siebie kroki na schodach. Spłoszony palec natychmiast się wyślizgnął i byłam pewna, że osóbka odskoczyła ode mnie i gdzieś się schowała. Zdecydowane i głośne skrzypienie schodów oznajmiało, że zbliża się ktoś inny. Drzwi otworzyły się z hukiem i uderzyły w ścianę a ja jęknęłam z przerażenia i szarpnęłam się mocno. Po raz kolejny rzemienie przypomniały mi, gdzie jest moje miejsce.

Głośne kroki – niczym podkute metalem oficerki – wtargnęły do pomieszczenia. To musiał być mężczyzna. Ciarki przeszły mi po plecach. Napięłam wszystkie mięśnie i nie mogłam powstrzymać cichego łkania. Głośny świst bata przeciął powietrze i zrozumiałam, że miałam być cicho. I znowu kroki, w tę i z powrotem. Złożony na pół rzemień przesunął się spokojnie po mojej skórze, wzdłuż ciała i dotarł aż do podbródka, zadzierając go lekko do góry. Nieznajomy jakby sprawdzał, ile łez wylałam i czy bardzo się bałam. Bat kierował się z powrotem w dół, w stronę mojej kobiecości. Żeby tylko nie przyszło mu do głowy użyć tego na mnie – modliłam się w duchu. Zaczęłam znowu łkać ze strachu, ale bardzo się powstrzymywałam, by nie było tego widać. Broda zaczęła mi drżeć i myślałam, że zaraz odejdę od zmysłów, gdy końcówka rzemienia dotknęła łechtaczki. Podrażniła się z nią chwilę, lekko ją ugniatając i przejechała po otwartych płatkach. Ta ogromna niemoc i niemożność zaprotestowania budziła mój największy sprzeciw. A jednocześnie chciałam tego. Moja ciekawość sięgnęła zenitu. Czułam się potraktowana przedmiotowo, ale też maksymalnie pożądana. Najwidoczniej musiałam się gościowi podobać, skoro zadał sobie tyle trudu, by mnie tu przywieść, rozebrać i przywiązać. Przecież można to zrobić prościej.

Mężczyzna stanął między moimi nogami i spojrzał na wilgotną od niedawnych pieszczot szparkę.

– Hm… – to był jedyny dźwięk jaki usłyszałam z jego ust. Ta niepewność – co zrobi za chwilę – doprowadzała mnie do szału. O nie, nie… Poczułam główkę jego penisa, gładzącą z wielką czułością moją cipkę, jakby spijała z niej soki. Oj nie, proszę – pomyślałam i odsunęłam pupę jak najdalej mogłam, choć rzemyki bardzo mi to utrudniały. Ze strachu prawie przestałam czuć, jak boleśnie zaczęły wbijać się w nadgarstki. Ale penis ani myślał się cofać.

Zatrzymał się przez chwilę przy wejściu, zanurzył samą końcówkę. Delektując się przez chwilę śliskim wejściem, wtargnął do środka bez uprzedzenia, brutalnie i z całym impetem dobijając do końca.

– Uhm… – jęknęłam z rozkoszy i zaskoczenia, a ogromny impuls przyjemności dotarł do każdej końcówki mojego ciała. Ta mieszanka strachu, poddaństwa i niepewności tworzyła zabójczy koktajl. Nie mogłam myśleć i nie musiałam. Sen to czy jawa? Na jakim byłam świecie? Pewność siebie tego mężczyzny i jego zdecydowanie – rozwiewały moje wszystkie obawy, opory i zahamowania.

Poruszał się we mnie powoli. Jego ręce trafiły na moje piersi – zamykając magiczny trójkąt. Delikatne, ale stanowcze palce pociągnęły lekko za sutki i bawiły się nimi, niczym małymi pokrętłami. Nie umiałam już nad sobą dłużej panować. Wyprężyłam się, by znaleźć się bliżej jego dłoni – kimkolwiek był. Jakby wiedziona instynktem, dobijałam do nieznajomego i poruszałam się w jego rytmie. Byłam zaskoczona swoją reakcją, ale było mi już wszystko jedno.

Mężczyzna zachęcony odpowiedzią na pieszczoty, przyspieszył. Chwycił mnie mocno i pewnie za biodra. To było już tylko pieprzenie. Nie mogłam nic zrobić. Obcy penis wbijał się we mnie rytmicznie, zabierając mnie bardzo wysoko. Chciałam czy nie, czułam się jak jego własność i było mi z tym bardzo dobrze. Przestała istnieć moralność i cały świat zewnętrzny – ten mężczyzna zapanował nad moimi emocjami i pragnieniami. Chciałam się w nim zatracić. I nagle poczułam się bezpiecznie w jego silnych i zdeterminowanych dłoniach. Biło od nich znajome, choć trudne do zdefiniowania ciepło.

Mężczyzna przyspieszył, a moje biodra wychodziły mu na spotkanie. Piwniczny pokój napełnił się zapachem podniecenia i odgłosami naszych ciał. Obudziło to we mnie niczym nieskrępowane żądze, potrzebę czysto fizycznych doznań. Zaczęłam jęczeć i postękiwać bez żadnego zażenowania. Gdybym mogła, gdybym miała zdjęty plaster z ust, krzyczałabym na cały głos i błagała, by rżnął mnie dalej, by nie przestawał. Chciałam być jego dziwką, jego ladacznicą, jego suką.

I nagle uświadomiłam sobie, że całą tę sytuację ogląda przecież ukryta osóbka, właściciel palca – który również mnie dzisiaj obsługiwał. Świadomość tego faktu popłynęła nagłym impulsem do mojej głowy. Silny orgazm przepłynął przeze mnie jak nawałnica, jakbym zapadała się gdzieś głęboko w siebie, w czarną otchłań. Fala ogromnej słodyczy dotarła do najdalszych zakamarków.

Powoli zaczynała powracać świadomość. Wylewała się ze mnie ciepła maź – więc domyśliłam się, że mężczyzna też pewnie szczytował. Cholera, było mi wstyd, przed tym nieznajomym, że tak się zachowywałam. Że tak krótko protestowałam. Ale on podszedł do moich ust i szybkim, sprawnym ruchem zdarł z nich plaster.

– Uuaa…– zabolało, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Chwycił moją głowę, podniósł do góry i zatkał nos. Zanim zdążyłam się zorientować, wlewał mi do gardła jakiś płyn. Nie miałam szansy zaprotestować. Starałam się jedynie nie zakrztusić. Trochę płynu pociekło po brodzie i było mi z tym bardzo nieswojo. Mężczyzna ponownie szybkim ruchem zakleił moje usta i wyszedł.

Cholera, co to było? Czy tak już będzie codziennie? Poczułam przenikliwe zimno, pustkę i strach.

*****************

– Uhm…ymmm… – zaczęłam się budzić. Powoli wyłaniałam się z otchłani snu, wolno odzyskując świadomość. Ścierpłam, było mi jakoś niewygodnie, ale przytulnie. Ciepło. Skuliłam się w sobie i przeciągnęłam. Otwozryłam oczy. Mmmm.. jak dobrze. Otulona kocem, leżałam na sofie w salonie, a w oddali majaczyło światło w gabinecie męża. Biedny. Znowu zapracowany siedział przed komputerem. Kurcze, ale co ja miałam za sen: taki straszny i cudowny za razem. Wyciągnęłam zdrętwiałe od niewygodnej pozycji ręce i zamarłam…

Co to za ślady na nadgarstkach? Wstałam na równe nogi i sprawdziłam czy mam wszystkie części garderoby. Musiałam ustalić, czy to był tylko sen. Odruchowo zajrzałam pod spódnicę… o nie… miałam majtki założone na lewą stronę…

*****************

6 godzin wcześniej.

Siedzimy na przestronnym tarasie naszego dużego domu. Pełnia lata. Ciepłe, prawie bezwietrzne popołudnie. Rozmawiamy wesoło ze znajomymi. Mąż z dumą opowiada o naszej przestronnej piwnicy, którą osobiście zaopatruje w coraz to ciekawsze gatunki wina. Któraś para przyszła z synem.
– Ciociu – szepnął cicho rumiany blondynek – gdzie tu jest toaleta?

– Zaraz przy wejściu, po prawej stronie – odszepnęłam równie cicho, by nie zdradzać jego tajemnicy. Adaś był miłym, ale trochę nieśmiałym chłopcem. Wiedziałam, że mu się podobam – przyglądał mi się cały wieczór. Tylko dzięki mojej dyskretnej uwadze nie obgryza dziś paznokci. Jego mama nie była wstanie zniechęcić go do tej praktyki i któregoś razu poprosiła mnie w sekrecie o pomoc.

Trochę alkoholu zaczęło rozluźniać atmosferę na tyle, że pojawiały się coraz śmielsze tematy. Ktoś opowiedział swoją fantazję, ktoś inny erotyczny sen.

– A wiecie – zaczęłam – a mi to się marzy, aby mój Piotr mnie związał i jakoś zaskoczył.

Koleżanka podchwyciła temat i zaczęła opowiadać o niedawno przeczytanym artykule, w którym redaktorka zastanawiała się nad fenomenem seksualności współczesnych kobiet, które marzą o dominacji silnych mężczyzn. Atmosfera była przez cały czas serdeczna i tylko mój mąż uśmiechał się jakoś inaczej niż zwykle…

– Napijesz się lemoniady kochanie? – zapytał.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witaj Wiki,

z przykrością muszę stwierdzić, że to opowiadanie nie przypadło mi do gustu.

Po pierwsze – konwencja tekstu mnie nie zaskoczyła. Wiem, taki Twój styl, aczkolwiek Twoje opowiadania zaczynają być dla mnie przewidywalne.
Po drugie i najważniejsze – emocje, które boleśnie szarpią świadomość bohaterki. Rozumiem te wszystkie, które związane są z całą sytuacją (niepokój, strach, złość, etc, brakuje jeszcze obrzydzenia), ale ciekawość, podniecenie… Serio? Z tego, co się orientuję, kobieta potrzebuje komfortu psychicznego żeby żywo i z pasją reagować na erotyczne bodźce. Twoja bohaterka nie miała tego komfortu.

Kilka rzeczy mi się nie zgadzało:

"… ale ze względu na stare schody…" – skąd bohaterka wie, że stare? Nowe też potrafią skrzypieć, wystarczy jedna, wypaczona deska.

"Nie dość, że związana, to gwałciciel nowicjusz" – nowicjusz lub seryjny gwałciciel, żaden z nich nie powinien bawić. I jak dla mnie, to mógłby się na tych schodach połamać i już nie wstać 🙂

"Palec musiał to zauważyć…" – zazdroszczę właścicielowi uważnych i spostrzegawczych paluszków 🙂

"Moje biodra drgnęły nieproszone, kiedy po raz kolejny były blisko wejścia…" – a gdzie te biodra chciały wejść? 😉

"Czułam się potraktowana przedmiotowo, ale też maksymalnie pożądana…" – pożądana tylko dlatego, że Twój oprawca przeciągnął po Twojej skórze rzemieniem? Kolejne zdanie – "Najwidoczniej musiałam się gościowi podobać, skoro zadał sobie tyle trudu, by mnie tu przywieść, rozebrać i przywiązać. Przecież można to zrobić prościej" – nazywajmy rzeczy po imieniu, kobieta została porwana, i bez względu na to, jakimi pobudkami kierował się oprawca, sytuacja ta nazywana jest porwaniem, i jak dla mnie, nie jest to nic przyjemnego.

"Mężczyzna stanął między moimi nogami i spojrzał…" – skąd bohaterka wie, że spojrzał? Wcześniej nie mogła dostrzec twarzy "osóbki". Poza tym, wiedząc, jak zakończy się to opowiadanie, jest niemożliwe, żeby kobieta mogła zobaczyć twarz intruza…

Oczywiście, znając już zakończenie tego tekstu, moje zarzuty mogą wydawać się absurdalne. Jednak w momencie, kiedy kobieta jest gwałcona – tak, właściwe słowo, bo przecież w tamtej chwili jest w niej niejako uwięziona i nie ma świadomości, kto stoi za tą napaścią – nie powinna czuć żadnego podniecenia, fascynacji czy też zadowolenia.

Cały powyższy wywód jest wynikiem mojego emocjonalnego podejścia do tekstu, być może właśnie dlatego mi się nie spodobał.
Scena erotyczna… Można by rzec, że od samego początku serwujesz nam ten erotyzm, związane ręce i nogi, zakneblowane usta, jakby nie było, dość popularna ostatnimi czasy forma zabaw erotycznych. Mi to pasuje. Samo zbliżenie opisane z wprawą i odpowiednio dobranym słownictwem, jedyne co na minus, to to, że za krótko 🙂

Pozdrawiam,
kenaarf

Aaa, jeszcze jedno – udział "osóbki" w całym zajściu. Jej obecność dodaje całej sytuacji jeszcze więcej tajemniczości. Po tym, jak postać odsunęła się poza zasięg czytelnika, ja ciągle miałam ją w głowie. Bardzo ciekawe, bardzo…
Ale… Znając już zakończenie, hmm, jesteś niepoprawna, fachowo i zgrabnie zawarłaś w tekście to, co, jak mi się wydaje, często cechuje Twoją twórczość 😉

No nie wyjdę dzisiaj z Twojego tekstu Wiki 🙂
Przypomniało mi się, że nie tak dawno temu, dostałam "baty" od Pana Megasa za opowiadanie o podobnej tematyce. Ciekawa jestem Jego opinii 🙂

Dobra, teraz skończyłam już na serio 🙂

Czuję się wywołany do tablicy, więc przybywam 🙂

Najpierw uwaga ogólna: o kobiecych fantazjach dotyczących gwałtu napisano już tony artykułów oraz książek. Polecam zwłaszcza "Woman's Erotic Rape Fantasies: an Evaluation of Theory and Research" w Journal of Sex Research 45(1)/2008, jako niezłe podsumowanie różnych koncepcji na ten temat. To dość przystępna lektura, w dodatku łatwo ją znaleźć w necie.

Skoro już się pomądrzyłem, to odniosę się ad rem.

Kenaarf, dostałaś ode mnie, jak to mówisz, baty, bo w swoim opowiadaniu (niepublikowanym na NE) stworzyłaś skrajnie nierealistyczną sytuację psychologiczną: w której bohaterka nie przeżywa fantazji o gwałcie, tylko naprawdę pragnie gwałtu, który grozi jej ze strony dwóch opryszków (którzy zresztą przedtem skrzywdzili bliską jej osobę). Uznałem to za piramidalną bzdurę niemającą żadnego pokrycia w rzeczywistości i zdanie to podtrzymuję.

Opowiadanie Wiki ociera się o podobny grzech konstrukcyjny. Związana kobieta, podejrzewająca, że została porwana przez nieznanego jej gwałciciela raczej nie odczuwałaby podniecenia, a wyłącznie panikę. Dwie rzeczy mogą usprawiedliwiać ten tekst: koncepcja snu (jeśli w nią uwierzymy), w którym nic nie jest oczywiste i myśli płyną w dziwnych kierunkach, albo też – a posteriori – końcówka tekstu, która sugeruje, że cała scena była tylko niewinną grą małżonków. Osobiście nie kupuję drugiego rozwiązania – Wiki obszernie opisuje kolejne stadia świadomości swojej bohaterki i jakoś nie wygląda to na grę. Ona naprawdę czuje się schwytana w pułapkę przez nieznajomego – a zatem podniecenie, jakie odczuwa jest tak samo niewiarygodne psychologicznie, jak w Twoim tekście.

Pozostaje więc wytłumaczenie oniryczne. W sumie, można je kupić. Sen zainspirowany wcześniejszą rozmową. To by tłumaczyło, dlaczego bohaterka rozumuje w tak dziwaczny sposób, jej zmienne nastroje (inaczej trzebaby przyznać, że ma poważne problemy psychiczne).

Osobiście tekst mnie nie zachwycił. Wydaje mi się, że Wiki publikuje na NE swoje archiwalne opowiadania w kolejności od najlepszych do najsłabszych – "Gwałt", "Ty w mojej szkole…" "W sieci pająka" – to były niezłe teksty. "Tam gdzie miłość ma swe granice" i "Zwiąż mnie" to, z mojej perspektywy – stwierdzam wyraźny spadek jakości.

Wiki, prosimy Cię (myślę, że nie tylko ja): napisz nowe opowiadania! Bardzo jesteśmy ciekawi Twej pisarskiej ewolucji!

Pozdrawiam
M.A.

Amen

Prawdą jest Megasie i nie ma w tym nic odkrywczego, że zamieszczam tutaj stare opowiadania w przytoczonej przez Ciebie kolejności – zmienię później daty publikacji – co by tego gorsze zepchnąć na koniec;) Moich pierwszych opowiadań sama nie chciałbym czytać i obiecuję Was nimi nie katować;)
Czy napiszę kolejne? – mam coraz większą ochotę, może nawet zejdę z tej mojej wieży dla księżniczek i zacznę stąpać po ziemi, aczkolwiek tego nie obiecuję;)

A ja to śmiem się nie zgodzić, że kobieta nie może 'naprawdę pragnąć gwałtu', bo może. Pewnie nieliczne, ale takowe istnieją, więc nie można ich wykluczać. 😉

Judyto kategorycznie się z Tobą nie zgadzam.

Owszem, czasami, wyjątkowo rzadko, można spotkać kobiety, o których piszesz. Jest tylko jeden szkopuł – ich fascynacja przemocą, chęć zostania zgwałconą jest wynikiem silnych zaburzeń psychicznych. Ich podłożem może być np. trauma z dzieciństwa. Dziewczynka obcująca płciowo z własnym ojcem, doświadczająca bólu i upokorzenia, dorastająca w przekonaniu, że seks ma być brutalny, tego samego będzie oczekiwała od potencjalnego, przyszłego partnera. Być może ten partner, a być może życie, zweryfikują jej oczekiwania i sprowadzą do bardziej "normalnych" pragnień. To są bardzo ciężkie przypadki. Żadna, normalna kobieta nie może chcieć doświadczyć gwałtu. Może jej się wydawać, że tego właśnie chce. Ale… Kiedy, nie daj bóg, taka chwila nastanie, marzenia ścierają się z rzeczywistością, która musi wziąć górę nad fantazjami. Obdarta ze wszystkich złudzeń imaginacja, staje się koszmarem, i wtedy właśnie kobieta zdaje sobie sprawę, że jej pragnienie było do dupy.

Zaznaczam, że jest to, tylko li wyłącznie moja opinia, do której nie mam zamiaru nikogo przekonywać. Ja to właśnie widzę tak, a nie inaczej.

Pozdrawiam,
kenaarf

Oh, nie zawsze są to zaburzenia psychiczne, tylko ich natura. Niektóre wręcz się z tym urodziły. Niekoniecznie muszą wywodzić się z domów patologicznych czy też mocno odbiegających od standardowych. Po prostu ich pragnienie poniżenia, upodlenia i wykorzystania jest niesamowicie silne. I czasami same mogą gwałt prowokować np. umyślnie wybierając na samotny, nocny spacer ulice nieoświetlone i rzadko uczęszczane.
Jednak biorę pod uwagę, że to właśnie może być brane jako odchylenie od normy.

A powyższy tekst jest moją opinią, bo jej we wcześniejszym komentarzu bliżej nie przedstawiłam. 😉

I jeszcze dodam, ponieważ umknęło mi to, że niekoniecznie brutalna sceneria musi być tą jedyną. Ze zwykłych czułości bądź najzwyklejszego przytulenia również mogą być zadowolone, ale w mniejszym stopniu i nie na dłuższą metę.

Komentarze powinny mieć opcję edytowania…

Też byśmy tak chcieli! Niestety, jedyną opcję, jaką oferuje blogger jest wykasowanie komentarza i wrzucenie nowej jego wersji…

Pozdrawiam
M.A.

"nie zawsze są to zaburzenia psychiczne, tylko ich natura" – bullshit czyli tak zwana gówno prawda. Nikt nie rodzi się z pragnieniem bycia zgwałconym. Gwałt z samej definicji to czynność robiona WBREW woli osoby gwałconej. Fantazje na ten temat nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Siostro – wybierz się do ośrodków opiekuńczych gdzie przebywają ofiary gwałtów. Przejdzie Ci takie pieprzenie głupot.
[znam kilka ofiar gwałtów, środowisko bdsm w Polsce nie należy do najbezpieczniejszych]

ps
brutalny seks nie jest tożsamy z gwałtem

Barmanie, przecież nie mówię, że brutalny seks jest tożsamy z gwałtem oraz, że wszystkie kobiety marzą o byciu zgwałconą. I owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że jest to wbrew ofierze.
Mówię tylko: gwałt może się przerodzić w przyjemność. Nie dla wszystkich. NIEKTÓRYCH.

"Gwałt może się przerodzić w przyjemność" – większej niedorzeczności dawno nie czytałam. Siostro nie brnij…
W moim słowniku, słowo "gwałt" znaczy chyba zupełnie coś innego, niż w Twoim. Ale OK, szanuję Twoje zdanie, masz do niego prawo. Koniec, kropka.

Pozdrawiam,
kenaarf

Gwałt to zrobienie sobie dobrze, bez zwracania uwagi na potrzeby, emocje i bezpieczeństwo osoby gwałconej. Fantazje od rzeczywistości różnią się znacznie. Naprawdę twierdzisz, że porozrywana pochwa, poobijane żebra, wyłamane nadgarstki, obolała twarz, połamany nos i wstrząśnienie mózgu może być dla kogokolwiek przyjemne?

Wzajemnie, kenaarf, wzajemnie.

Barmanie, gwałt nie zawsze musi się kończyć połamaniem kości i obiciem ciała.

Do niczego i tak nie dojdziemy, ponieważ ja swoje spotkanie z nim odczułam inaczej, a Wy macie na ten temat inne zdanie. Wynika z tego, że nigdy nie dojdziemy do porozumienia czy też kompromisu, więc pozostaje nam tylko zakończenie tej dyskusji. Tak sądzę.

Ja mam swoją, opartą o intuicyjne rozumienie procesów ewolucji, teorię nt. gwałtów. Temat śliski i niezbyt ekscytujący. Niemniej zdecydowanie stoję po stronie Siostry vel Joanny. Wiele tysięcy lat temu nie istniało powszechnie zjawisko nie-gwałtu. A te tysiące lat to mgnienie w ewolucji. Kulturowo – owszem – zmieniło się wiele. Ale fizjologicznie prawie nic.
Gwałtowi mówimy NIE ale fakty są faktami.
Ukłon,
Karel

Karelu… Judyta nie Joanna… 😉

W artykule "Napalone na wszystko" Andrzeja Fedorowicza (swoją drogą polecam przeczytać całość) znajdziemy fragment:

Fizjologiczne podniecenie kobiet na widok wszelkich scen erotycznych to z kolei – zdaniem badaczki – wynik ewolucyjnej adaptacji. W czasach, gdy ludzie żyli jeszcze w jaskiniach, prokreacja była zwykle wynikiem gwałtu. „Automatyczne” podniecenie, w wyniku którego następowało zwilżenie pochwy, stanowiło więc mechanizm obronny na wypadek niechcianej penetracji. Zmniejszało niewygodę i możliwość obrażeń, które mogły prowadzić do choroby, niepłodności czy nawet śmierci.

„Kobiety, które nie wykazywały takiej reakcji na widok scen zapowiadających seksualny atak, nie przetrwały” – twierdzi Chivers. „Zdolność tę przekazały w genach swoim córkom te, których pochwy były lepiej przystosowane do takich sytuacji”.

Może nie ma to związku z Waszym sporem na temat przyjemności, ale w ciekawy sposób pokazuje, jak ciężką drogę ewolucyjną musiały przejść kobiety na przestrzeni tysiącleci. Rozwija też pewnie po części myśl Karela.

Ja może troszkę zboczę z tematu, ale mam ciekawe pytanie w kontekście Waszych wcześniejszych komentarzy: czy Was też drażni słowo "samogwałt" jako określenie masturbacji? Chętnie używane przez polski kler określenie nie ma według mnie żadnego sensu, no chyba że ktoś jest ciężko chory i nie ma władzy nad swoimi kończynami lub umysłem. Nie można działać przecież wbrew własnej woli i zadawać sobie samemu gwałtu.

Paco nie masz pojęcia, jak Cię dobrze rozumiem w kwestii tego samogwałtu – całe lata karmiono mnie tym znienawidzonym przeze mnie terminem i tłumaczono, jak zła jest owa praktyka.

"ewolucyjna adaptacja" – bardzo słuszne określenie. Artykuł znam. Jest bibilijny niemalże. Chivers budzi moją wiarę w niezmąconą przesądami, wiodącą do słusznych wniosków, dociekliwość człowieka. 🙂

A i owszem. Mnie również "samogwałt' irytuje. Ogólnie do większości określeń promowanych przez KK mam negatywne nastawienie.

Karelu,
wybaczam to drobne nieporozumienie z imieniem. Czasami się taki błąd wkradnie. 😉

Judyto,
Przepraszam i dziękuję za wyrozumiałość.
Dla mnie samogwałt jest po prostu synonimem. Nie przykładałem do słowa pejoratywnego znaczenia.

Bardzo ciekawa dyskusja się tutaj rozwinęła.

I tego właśnie trochę mi tutaj brakowało – interesujących, czasem ostrych dyskusji o opowiadaniach, różnych aspektach ich fabuł, a czasem też o sprawach, które w wyniku opowiadań wynikły. Cieszę się, że takie debaty coraz częściej się na naszych łamach pojawiają!

Pozdrawiam
M.A.

A żeby odnieść się ad rem:

Samogwałt też wydaje mi się potworem językowym. No, ale to jest element walki o język. Można nazywać niewinną masturbację czy też onanizm* samogwałtem i od razu nadaje się tej czynności irracjonalnie negatywne konotacje. Podobnie aborcję nazywa się "zabijaniem dzieci". To taka sama manipulacja erystyczna.

Pozdrawiam
M.A.

* właściwie słowo "onanizm" te powinno być negatywnie nacechowane, bo przywodzi skojarzenie z grzesznikiem Onanem, którego Bóg zabił za rozlewanie nasienia. No, ale znajomość Biblii jest w naszym katolickim rzekomo narodzie śladowa, więc i onanizm nie kojarzy się jakoś strasznie.

Przeczytałam jeszcze raz wszystkie komentarze… I muszę zwrócić uwagę na fakt, który gdzieś nam umknął, a który jest najistotniejszy.

Może i moje ciało jest ewolucyjnie "przygotowane" na gwałt. Tyle, że nawet gdybym taplała się w basenie z lubrykantem i była "mokra" jak woda w kranie, to nic nie uchroni mnie przed stratami moralnymi.

Ofiara gwałtu wcale nie musi nosić fizycznych znamion znęcana się. Poszkodowane osoby reagują różnie, od bicia, szarpania, krzyku, po totalną apatię i wyłączenie emocji.
Nawet najlepszy lekarz nie zszyje, nie nastawi, nie amputuje, nie wsadzi w gips, etc. okaleczonej psychiki.
Liczne artykuły, grupy wsparcia i fora udostępniane na stronach internetowych przekazują realny obraz tematu.
"Łatwo i lekko" jest oceniać sytuację, w której się nigdy nie było. Tyle w temacie.

Co do "samogwałtu"… Sama czynność wyjątkowo dobrze mi się kojarzy, zaś wyrażenie samo w sobie, napawa obrzydzeniem.

Pozdrawiam,
kenaarf

Witaj Kenaarf:)

Powinna, nie powinna… w takich chwilach przypomina mi się moje dentystka: boli? a nie powinno;)
Dziękuję za komentarz.

Krótko? Też nie lubię, jak jest krótko;)

Zanim przeczytam to opowiadanie ponownie – bo pamiętam je z DE, odniosę się do opowiadań Wiki generalnie.

Sprzeciwiam się traktowaniu tych tekstów w sposób dosłowny, jako wierne odwzorowanie rzeczywistości. Dla mnie te wszystkie "gwałty" to cudowne, grzeszne fantazje, których realizm jest jedynie umowny. Gdyby przyjąć konwencję realistyczną to te wszystkie gwałty byłyby przykre, brutalne, bolesne i wcale nie chciałabym o nich czytać. Taki gwałt "na serio" przedstawił kiedyś Barman_Raven w swojej "Bettie". Sceny z tego opowiadania wciąż się mnie trzymają mimo, że wcale tych wspomnień nie chcę.

Do tekstów Wiki pasują idealnie słowa Mefista, który co prawda odnosił się do mojego Budapesztu, ale cytat jest adekwatny: "Kanon kobiecych fantazji. Brutalna przemoc otulona jedwabnym woalem utkanym z mrocznych pragnień."

Opowiadania Wiki to fantazje – wspaniałe fantazje, których nie chcę przenosić w rzeczywistość – mam ochotę delektować się nimi w zaciszu i cieszyć z faktu, że mogę dzielić je z Autorką.

Wiki – czekam na nowe opowiadania.

Nic dodać, nic ująć. Trafiłaś w samo sedno.

Typowo dla Wiki. Cukierki i kokardki z odrobiną przemocy. Jedyne co może bronić to opowiadanie, to konwencja snu. Choć i tak "atłasowa pościel" i "zadbane i wypielęgnowane ciało" razi na tym poziomie pisania. Jak u Paco – to oznaka braku dojrzałości pisarskiej. Ale biorę poprawkę na to, że opowiadanie powstało ładnych kilka lat temu.
Sfera emocji… podniecenie opisane dość dobrze, ale… brakuje choćby kilku zdań na temat strachu/obrzydzenia – nutki realizmu. Ale znów sprytnie wyłączyłaś wszystkie krytyczne uwagi konwencją senną.
kenaarf – najwidoczniej nie jesteś targetem dla wydawców "50 twarzy.." Wiki lubi takie właśnie powiastki – cukierkowe, z bogatym,władczym, dominującym (najlepiej z tytułem książęcym) mężczyzną, szerokimi łóżkami, girlandami i lokajem w liberii. Takie gwałty bez obrażeń wewnętrznych, dające przyjemność kobiecie. To osobny nurt w literaturze erotycznej – seria o Grey'u jest tego najlepszym przykładem.
Nie chwaląc się, popełniłem w przeszłości mnóstwo takich "lightowych" opowiadań a la bdsm. Inaczej teraz to postrzegam – trochę się ich wstydzę.

Barman – Ty masz poczucie humoru – takiego Cię nie znałam;))) Płakałam ze śmiechu, czytając to dzisiaj. W większości podsumowałeś mnie tak celnie, że aż sama odkryłam się na nowo;)
Tytuł książęcy – fakt, ale z drugiej strony pojawia się też np. muskularny, prosty i grubo ciosany ogrodnik – nie ma to jak kontrasty.

Co do zadbanego ciała i atłasowej pościeli – takowe posiadam, w takowym się kocham i nie widzę w tym nic niedojrzałego.

Jak trafnie zauważyła Rita – moje opowiadania to czysta fantazja, która powstaje w mojej głowie niosąc tylko i wyłącznie przyjemność. Prawdziwe życie jakie jest – każdy widzi. Nie posiadam powołania pedagogicznego w tym kierunku.

Nie lubię nawet polskich seriali, które w dużej większości są smutne.

Muskularny, prosty i grubo ciosany ogrodnik też jest delikatny. Nie wali piąchą, nie śmierdzi smarem samochodowym i nie pije ukradkiem browara w pracy. On też jest bajkowy. Jeśli komuś odpowiada taka konwencja… To czemu nie? Dla mnie bardziej interesujący jest realizm. Ale zawsze wolałem książki od komiksów.
Wiki – od ilu lat prowadzimy ten spór? Od początków DE. Niespełna 10 lat. I co? I nic.
Dlatego pozdrawiam, nadmieniając, że nie stawiam Twoim opowiadaniom "gwiazdek".

Tak, zdecydowanie nie jestem odpowiednim targetem. A, co do opowiadań Wiki i Twojej, Barmanie wzmianki o Szarym, to nawet King w swej najnowszej powieści poświęca tej książce, a właściwie jej bohaterce jedno zdanie:
"Jak może powiedziałaby Anastasia Steel, to tak przyjemnie bolało" – i według mnie ostatnie słowa tego zdania pasują idealnie do opowiadań Wiki 🙂

Pozdrawiam,
kenaarf

Wskaż mi chociaż jedno miejsce, w którym bohaterkę przyjemnie boli. Postacie kreowane przeze mnie nie lubią bólu – podobnie jak ja nie jestem masochistką. Że mam zryty berecik w kierunku dominacji – to żadna nowość;)

Przyjemnie boleć może nie tylko w opowieściach a la Wiki.

Rozczarowałam się, bo liczyłam na coś mocniejszego. Ale, jak wyczytałam z komentarzy, taki masz styl pisania. Chociaż jak dla mnie to jest on lekko naiwny i, Barman-Raven to dobrze określił, brakuje dojrzałości pisarskiej.
Okropnie irytowała mnie 'osóbka' oraz te wszystkie jęki: "hm", "uhm", "yhm".
No cóż, jestem na nie.

O błędach logicznych napisała już kenaarf, a ja dorzucę jeszcze kilka od siebie. 😉

„Nie byłam jak zwykle w swoim wygodnym, wielkim łóżku, z atłasową pościelą.”
Zbędny przecinek po ‘łóżku’.

„Usiłowałam otworzyć oczy ale, to nic nie zmieniło, dalej było ciemno.”
Przecinek przed ‘ale’, a nie po.

„Leżałąm”
Leżałam*

„Osóbka weszła jednak do środka i bardzo powoli – miałam wrażenie, że prawie na palcach – niepewnym krokiem, zaczęła się zbliżać. Jakby chciała pozostać niezauważona. Po sile, z jaką stawiała kroki, mogłam wywnioskować, że nie był to chyba dojrzały i postawny mężczyzna. Raczej niewielkiej postury chłopiec lub młodzieniec – nie mogłam tego na pewno stwierdzić. Podchodził coraz bliżej, powoli, krok za krokiem. Zaczął się zbliżać.”
Dwa razy ‘zaczął się zbliżać’.

„Złożony na pół rzemień przesunął się spokojnie po mojej skórze, wzdłuż ciała i dotarł aż do podbródka, zadzierając go lekko do góry.”
Jak rzemień mógł to zrobić? Przecież nie jest aż sztywny.

A zdjęcie przy opowiadaniu takie ładne jest.. 😉

Zacząłem czytać i odpuściłem. Dla mnie ani dramaturgia, ani erotyczne oczekiwanie nie zostało zbudowane w pierwszej części opowiadania, skutecznie zniechęcając do dalszej lektury. Mistrzostwo w odstraszeniu takiego czytelnika jak Karel. Wiadomo, są różne gusta, a o gustach powinno się dyskutować. Ale jak tu dyskutować, skoro nie mogę się zmusić do przeczytania całości. Dodam, że kategoria "NonConsent/Reluctance" to jedna z moich ulubionych kategorii. Jednakowoż nie w tak minimalistycznym wykonaniu. Takie fajne opowiadanko napisałaś w tej kategorii. Ale stanowczo nie TO opowiadanie.!

Moim zdaniem konwencja snu bywa ciekawym zabiegiem, ale tutaj nie do końca do mnie przemawia. Niby sen ale zbyt analityczne rozważania bohaterki psują atmosferę i sugerują , że jednak nie jest to sen. A jak na rzeczywistość to trochę za szybki przeskok w emocjach bohaterki i trudno uwierzyć w tą nagłą zmianę z niepokoju na pożądanie. Od niechęci przy wchodzeniu do pochwy do podniecenia po dobiciu do końca. A podobno kobiety sie wolno rozgrzewają… Ten brak spójności i zaburzone tempo w przebiegu budowania emocji mi zgrzytało. Trochę się czułam jakbym przepis kucharski czytała. Wcześniejsze opowiadania lepsze były 😉

Zwlaszcza urzekla mnie relacja i opisy przezyc bohaterow w opowiadaniu Gwalt?. Jesli to bylo ostatnim to dobry kierunek widze:)

Do Szanownej Autorki

Jakkolwiek pozostaję jedynie czytelnikiem publikowanych uprzednio na Dobrej Erotyce i aktualnie w tym miejscu opowiadań, w tym Szanownej Autorki oraz niezależnie od niezwykle intrygującej atmosfery jaką Szanowna Autorka tworzy wokół swojej osoby (owe zadbane ciało oddające się przyjemnościom w atłasowej pościeli :p ) pozostaje jedynie ocenić, że po prostu nie jest to najlepsze opowiadanie. W konsekwencji spotkało się ono z krytyką spowodowaną odstawaniem od poziomu innych opowiadań na tym portalu publikowanych.

Chyba jednak do Swojej wcześniejszej twórczości należy podchodzić nie tylko z sentymentem, ale i większą refleksją i dozą krytycyzmu.

Przyłączając się do życzeń i w oczekiwaniu na nową twórczość.

Napisz komentarz