Studium dominacji (Ravenheart)  3.36/5 (13)

10 min. czytania

Pamiętam ten dzień. Gdy tylko jego wspomnienie rozmywa się, spoglądam na mój wzdęty brzuch i natychmiast wydarzenia znowu stają mi przed oczami. Wzdycham i przekładam się ostrożnie na posłaniu. Tak wiele się zmieniło…

*

Był upalny, słoneczny dzień. Żar lał się z nieba gęstym ukropem, sprawiając, że przy najmniejszym ruchu na skórze pojawiały się krople potu, wyciskając z ciała ochotę do jakiejkolwiek pracy. Westchnęłam i przeciągnęłam się rozkosznie. Lubiłam taką pogodę.

Mój najdroższy właśnie wrócił przed chwilą do naszego rodzinnego gniazdka i przyniósł ze sobą powiew otwartej przestrzeni i zapach drzew. Zapragnęłam spaceru. Takiego bezcelowego błądzenia między drzewami, chwili relaksu od ciągłego pamiętania o tym, że trzeba coś przyrządzić, ugotować, włożyć do garnka. No i przede wszystkim marzyłam o chłodnym, zielonym cieniu.

Podeszłam do mojego mężczyzny i rozkosznie mrucząc mu do ucha, wzięłam go za rękę i pociągnęłam na dwór. Chyba nie miał specjalnie ochoty, ale jak zwykle stanęło na moim. Czasami wolałabym, żeby był bardziej stanowczy. Męski, władczy – taki, który potrafi zmieniać świat – a przede wszystkim panować nad swoją dziewczyną. No, ale to nie jego styl. Trudno, nie można mieć wszystkiego. Wyszliśmy.

Pierwsze drzewa zaczynają się dosłownie o rzut kamieniem od naszego domostwa. Młoda, zielona trawa kołysała się pod stopami. Chwilę wałęsaliśmy się bez celu, aż znajoma droga przywiodła nas nad szemrzący strumień. Brodziliśmy chwilę w rześkiej, chłodnej wodzie, płosząc zabawne małe rybki, pierzchające błyskawicznie przed naszymi nogami. W końcu, zmęczeni spacerem i upałem, wyszliśmy na piaszczystą łachę. Ośmieleni spokojem tego miejsca i otaczającą nas pustką ułożyliśmy na nagrzanym brzegu. Uwielbiałam to bezludzie – właśnie dlatego, że mogliśmy spokojnie zasnąć na słońcu, pozwalając by brązowiło nasze nagie ciała.

Mój mężczyzna szybko zapadł w sen, ale ja nie mogłam jakoś się odprężyć. Może sprawił to ten okropny żar lejący się z nieba, a może po prostu monotonia dzisiejszego poranka który prawie cały przespałam. Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam obserwować ciało śpiącego, kołysane spokojnym oddechem. Mój wzrok prześlizgnął się po jego piersi, minął płaski brzuch i spoczął na śpiącym razem ze swoim panem członku. Wyglądał zabawnie, śmiesznie mały i pomarszczony, a mimo to poczułam przyjemny dreszcz. Zaczęłam sobie wyobrażać, czego bym pragnęła.

Mrrrr… Tak bym chciała, żeby obudził mnie kiedyś biorąc taką zaspaną, na wpół przytomną. Gdzieś w głębi duszy kryło się we mnie mroczne pragnienie bycia zdobytą, zdominowaną. Wszedłby w moją dziurkę, gdy jeszcze nie będzie gotowa. Bez wstępów, rytuału, czułych pomruków i nieśmiałych pocałunków. Pewnie bym się wyrywała, ale wtedy przytrzymałby moje wijące się ciało i wbił się w nie jednym, potężnym pchnięciem. O, na pewno by bolało… ale to właśnie wydawało mi się kuszące. Wyobraziłam sobie, jak jego palce zaciskają się na mnie, jak przygniata mnie swoim ciężarem. Jak jestem bezbronna, bezsilna i… podniecająca. Czułabym, że mój opór by go drażnił – ale i wzbudzał dziką żądzę w jego ruchach. Wyobraziłam sobie, że patrzę na całą tę scenę z boku. Ujeżdża mnie, dosiada, jak podniecony pies kryjący swoją sukę. Szybko, dziko, namiętnie. A ja, początkowo oporna i niechętna, stopniowo daję się ponieść tej dzikości. Skoro bierze mnie jak sukę – będę nią. Wypinam się do niego, pozwalam mu zakosztować słodkiej chwały zwycięzcy.

Poczułam, jak w środku nagle staję się mokra. To nie było delikatne, stopniowe narastanie. To była nagła fala podniecenia. Przymknęłam oczy, aby słodki obraz mojego zniewolenia stał się jeszcze wyraźniejszy i sięgnęłam ku mojej cipeczce, natychmiast zagłębiając w niej palce. Jęknęłam przeciągle, gdy przeszedł mnie dreszcz – nie na tyle jednak głośno aby zbudzić śpiącego obok mężczyznę. Chciałam to zrobić sama, widząc się oczami pragnienia, niemal fizycznie czując, jak jestem brana – brutalnie twardo, aż do bólu. Chciałam, aby silne, męskie dłonie miażdżyły mnie, dawały mi rozkosz i ból… I wtedy, wiedziona jakimś dziwnym przeczuciem – otworzyłam oczy.

Uniosłam głowę i rozejrzałam się. Cisza, spokój, obok mnie lekko pochrapujący facet. Co więc wyrwało mnie z mojej fantazji? Obejrzałam się za siebie. I struchlałam.

Stał tam, jeszcze w cieniu drzew i wpatrywał się we mnie, zupełnie jak polujący drapieżnik. Drgnęłam, a on ruszył zwinnym, kocim krokiem. Wychynął z ciemnego kręgu drzew zupełnie bezszelestnie. Jak duch lasu, jak groźna kwintesencja dzikości. Zwalista sylwetka, znamionowała wielką siłę, olbrzymie muskuły prężyły się pod napiętą skórą – ale mimo to poruszał się zręcznie. Kwadratowa szczęka i proste, wręcz prymitywne rysy twarzy znamionowały żar testosteronu, który musiał buzować w jego żyłach. Z jego ruchów biła nieobliczalna, fascynująca, bezlitosna pewność. Spojrzałam na niego tylko raz, ale w jednym okamgnieniu wiedziałam do czego jest zdolny. I czego chce.

Krzyknęłam cicho. Mój partner poderwał się i zastygł w przerażeniu. Spojrzenie przybysza przemknęło się po moim nagim ciele, jego oczy rozświetlił mroczny błysk. Usta rozciągnęły się w uśmiechu, nozdrza zafalowały. Przeniknął mnie dreszcz przerażenia. Patrzyłam na niego z mieszaniną strachu i odrazy… ale i z dziwną fascynacją. Budząca lęk prymitywna zwierzęcość, wywoływała gdzieś w mojej głębi dziwne uczucie. A on chyba wyczuwał to. Ruszył wprost na mnie.

Mój mężczyzna zawahał się. Był niższy prawie o dwie głowy, dużo węższy w barach. Mimo to dzielnie stanął na drodze nadchodzącemu zagrożeniu. Wzniósł do góry zaciśnięte pięści, ale na obcym nie uczyniło to wrażenia. Szedł prosto, patrząc mi w oczy, zupełnie nie zwracając uwagi na rywala. Miałam wrażenie, że mówi mi: czekaj, zaraz się tobą zajmę, tylko najpierw wdepczę w ziemię to chuchro.

Zderzyli się w walce. Bez wstępu, bez zasad, bez reguł. Żadnego oszczędzania się. Liczyła się tylko nagroda. To ja miałam nią być. Stałam, jak wmurowana patrząc na to, co musiało nastąpić. Mój mężczyzna dzielnie próbował dosięgnąć przeciwnika – ale nie był dla niego rywalem. Jednym, potężnym ciosem obcy zwalił go na ziemię. Mój obrońca padł bez głosu, ujrzałam jak krew płynie z jego nosa i ust. Tamten nawet na niego nie spojrzał. Patrzył na mnie. Widziałam tylko jego groźną twarz i pałające chucią spojrzenie. Nie mogłam się ruszyć.

Dwoma susami przebył dzielącą nas odległość. Obalił mnie na ziemię i przykrył swoim ciałem. Rozpłaszczył mnie na piasku, przygwoździł, boleśnie wbijając kolano w moje plecy. Jego wielka łapa sięgnęła ku mojemu kroczu. Zacisnęłam uda, ale rozwarł je przemocą. Wiłam się i próbowałam szarpać, ale na próżno. Poczułam jak grube, silne palce zanurzają się w mojej cipeczce. Poczuł wilgoć. Zagarnął ją i mokrą dłoń podniósł do twarzy. Usłyszałam, jak wciąga głęboko w nozdrza mój zapach.

Przytrzymywał mnie jedną ręką, przyciskał do ziemi, tak że moja twarz zanurzyła się w piasek. Nie widziałam niczego, co się wokół dzieje – czułam tylko, że się szybko porusza, aby jak najszybciej zakosztować swojej nagrody. Po krótkiej chwili moich pośladków dotknął znajomy kształt. Był wielki, gorący i nabrzmiały. Nie! Resztkami sił spróbowałam zrzucić go z siebie. Podniósł mnie jak laleczkę i uderzył w twarz. Zabolało. Zachłysnęłam się i zrozumiałam. Miałam być posłuszna.

Teraz widziałam go całego. Wielka, potężna maczuga prężyła się dumnie, wypychając ku mnie czerwoną główkę. Gruby wał otaczającej ją skóry zsunął się do połowy. Obcy ciężką ręką pchnął mnie na ziemię i sprawnie obrócił na brzuch. Szturchnięciem pokazał, czego chce. Posłusznie uklękłam, podpierając się rękami, zanurzając dłonie głęboko w żółty piasek. Chciał mnie dosiąść jak zwierzę, od tyłu. Jak wielka, ciemna małpa. Nie chciał nawet widzieć mojej twarzy, zadowalał się ciepłem mojej dziurki. Resztką buntu próbowałam zacisnąć uda, choć wiedziałam, że i tak na niewiele się to zda. Nie spodobało mu się to.

Czułam jak jego mocarna ręka wsuwa się pod mój brzuch. Podniósł mnie do góry jak małego kociaka i obrócił tak, że widziałam teraz leżące ciało pokonanego. Przygryzłam wargi do krwi. Rozwarł kolanem moje nogi i poczułam, jak obleśnie wielki członek szuka wejścia w moje ciało.

Moje palce zacisnęły się konwulsyjnie na piasku, gdy wielka główka otarła się o moją kobiecość. I wtedy pchnął. Mocno, zdecydowanie, brutalnie. Coś wielkiego wdarło się we mnie, wypełniło mnie i zaczęło się rozpychać. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia. Jakiż on był wielki. Nie wiem, czyby w ogóle by się zmieścił, gdyby nie to, że na chwilę wcześniej wyśniona fantazja napełniła mnie moimi sokami. Czułam jego gorący oddech na karku, wielkie ramiona oplotły mnie tak, że nie mogłam się ruszać. Olbrzymi narząd poruszał się we mnie z rytmiczną doskonałością, a jego kosmate jaja uderzały mnie po udach.

Posuwał mnie i posuwał – a ja mogłam tylko poddać się brutalnej żądzy. Brał mnie, bo chciał – i jak chciał. W taki absolutnie dominujący sposób. I nagle, ku własnemu przerażeniu poczułam, że moje własne ciało mnie zdradza. Maltretowana cipeczka znowu wypełniła się wilgocią, reagując na odwieczny impuls. Każdy jego ruch tylko pogarszał sytuację. Chyba to zresztą wyczuł, bo z jego ust wydobył się triumfujący, gardłowy okrzyk.

Moje ciało przestało poddawać się mojej woli. Tego rżnięcia nie można było uniknąć, można było tylko się mu poddać. Zamknęłam oczy, drżąc na całym ciele. Przepełniało mnie uczucie poniżenia, upodlenia i pogardy dla własnego ciała, które zaczynało czuć występną przyjemność. Tyłeczek wyprężył się na spotkanie jego wielkiego narządu. Nagle poczułam, że sama myśl, że podniecam go tak mocno jest dla mnie dziwnie pociągająca. Jestem suką – przemknęło mi przez myśl. Suka. Obracałam w myślach to słowo, z dziką, występną radością nadstawiając się na jego pchnięcia. Suka.

Byłam nią. Napaloną, młodą suczką, o którą właśnie stoczono walkę i która nie ma nic do powiedzenia – może tylko oddać zwycięzcy swoje gorące wnętrze. Taka właśnie się czułam. Zezwierzęcona, oddana pierwotnej chuci. Przypadłam do ziemi, opuściłam głowę, wtuliłam ją w piasek i na znak posłuszeństwa rozszerzyłam nogi. Walił mnie tak, jak jeszcze nikt nigdy. Zaczęłam jęczeć z rozkoszy. Moje ciało przenikały nieznane dotąd emocje. Biedna, sponiewierana dziurka była tak pełna soków, że każdy suw wyzwalał w niej głośne mlaśnięcie.

Zapamiętałam się w tym uniesieniu. Wyobraziłam sobie, że patrzę na to z oddali. Mała, drobna kobietka, zniewolona przez wielkiego samca; włochatą, dzika bestię. Oddana na łaskę jego męskiej, płodnej siły. Upokorzona. Ale jednocześnie słodka i podniecająca. I wtedy nagle zobaczyłam, że mój pokonany mężczyzna ma otwarte oczy. Z bólem i strachem przygląda się mojemu upodleniu, ale nie ma siły by wstać. Przez chwilę poczułam się winna, ale natychmiast przeszył mnie gniew. Gdyby tylko lepiej o mnie walczył. Gdyby nie był taki… taki słaby. Niech teraz zobaczy – pomyślałam mściwie i zaczęłam się ruszać z jeszcze większą pasją. Pieprz mnie – pomyślałam, jak przez mgłę – pokaż temu słabeuszowi jakim jesteś samcem. Jak dymasz mnie na jego oczach, jak sprawiasz mi rozkosz o jakiej nie śniłam, a ten biedny głupiec nie może nic zrobić. I wówczas, aby jeszcze bardziej skrzywdzić pokonanego, zrobiłam na jego oczach to, co tak lubił: zaczęłam dziko kręcić tyłeczkiem, żeby walący mnie samiec jeszcze mocniej tarł o moje wnętrze. Zobaczyłam ból w oczach pokonanego – i w tym samym momencie poczułam, że mój jeździec zastyga w bezruchu i eksploduje spełnieniem. Jego gorąca sperma lała się we mnie i lała, przepełniając mnie dziwnym uczuciem dumy. Może to i ON mnie wziął – ale to JA zadecydowałam, kiedy dojdzie. Ja, jego lubieżna, napalona suka. Napełnił mnie swoim nasieniem i teraz jego członek powoli wycofał się ze mnie, wypadając na zewnątrz z obscenicznym mlaśnięciem.

Wstał powoli. Przekręciłam się na plecy i spojrzałam na niego. Wielka, owłosiona bestia. Patrzył na mnie, więc dotknęłam ręką oblepionej cipki i podniosłam wyciekającą spermę do twarzy. Powąchałam ją i roztarłam sobie jej resztki na brzuchu i piersiach. Nie znałam jego języka, ale pragnęłam, żeby wiedział, że odtąd należę tylko do niego. Stał niezdecydowany, więc – wciąż na kolanach – zbliżyłam się do niego. Jego wielki członek zmalał, ale i tak nadal był po prostu olbrzymi. Dotknęłam go dłonią, powiodłam palcami po śliskiej od naszych soków powierzchni. Wielka, nabiegła krwią główka dopiero chowała się pod grubym, ochronnym fałdem aksamitnie gładkiej skóry. Zebrałam trochę resztek jego białego nektaru i – nie spuszczając wzroku z jego oczu – powoli, lubieżnie przeciągając ruch, przeniosłam go na swoją obolałą cipeczkę. Zmierzył mnie wzrokiem. Czy zrozumiał, co chcę mu powiedzieć?

Obrócił się i ruszył w stronę drzew, skąd przyszedł. Serce zabiło mi gwałtownie. Zostawi mnie tak? Przecież byłam jego. Gotowa, posłuszna, chętna. Nie może mnie tak zostawić! Jęk, który wydobył się z moich ust, był jak ciche skomlenie. Usłyszał. Obrócił się i spojrzał na mnie. Przepełniła mnie szalona, gorąca fala dzikiej radości. Zerwałam się na nogi i mimo, że śliska ciecz wypływała mi na uda pobiegłam za nim, nawet nie patrząc na leżącego na piasku drugiego mężczyznę. Należałam już do zwycięzcy. Wspólnie zanurzyliśmy się w chłodny cień puszczy.

*

Zawsze, gdy przypominam sobie ten dzień, wraca mi słodkie rozmarzenie. Ale nie czas na lenistwo, zbliża się mój wybranek. Słyszę jego kroki, rozbrzmiewają echem wśród kamiennych ścian.

– Mój pan i władca – myślę – Mój brutal.

Jego zwalista sylwetka przesłania drzwi. Spogląda na mnie z góry i rozciąga usta w powitalnym grymasie. Przez szerokie plecy przewieszona jest ubita sarna.
Uśmiecham się do niego. Teraz, gdy będę niedługo rodzić, przyda się więcej jedzenia i nowa skóra. Wprawdzie zima w tym roku była krótka, ale poranki nadal są jeszcze chłodne. Podchodzi do mnie, do swojej Pięknej. Chwyta mnie za długie, poskręcane włosy. Mocno. Uwielbiam, gdy tak robi. Mój Samiec. Moja Bestia. Mój Pan.

*

Od tego dnia słońce wstawało i zachodziło setki tysięcy razy. Dawno w niepamięć odeszły brutalne czasy Lodowej Epoki. Nikt dziś już nie pamięta historii Pięknej i Bestii. Ale… kto wie, może ich opowieść wzbudzi w kimś gorący dreszcz podniecenia, przypominając o dziedzictwie zapomnianych genów?

Homo neanderthalensis, żył ok. 200 tys. lat temu. Był potężnie zbudowany, masywny i umięśniony (charakterystyczne były jego potężne łuki brwiowe). Naukowcy przypuszczają, że mniejsi, lecz bardziej wszechstronni homo sapiens, którzy wyparli neandertalczyków, okazali się po prostu lepiej przystosowani do zmiennego środowiska. Inna teoria zakłada, że gatunki stopniowo się wymieszały – mogły się bowiem krzyżować. Dowodem tego są znajdywane szczątki praludzi mających wyraźnie wspólne cechy obu gatunków. Obecnie kilka znanych uniwersytetów pracuje nad uzyskaniem pełnej mapy genomu neandertalczyka.

Kto wie, co nas czeka – przy dzisiejszych postępie prac nad klonowaniem… Może sponsorują go tajemnicze, anonimowe i bardzo bogate zwolenniczki ognistej gry podporządkowania i dominacji?

i.ravenheart@gmail.com

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Doskonały pastisz. Tylko tak jestem w stanie wytłumaczyć "cipeczkę" i "maczugę" i pobrzmiewające nutki naiwnej narracji. Chyba, że…

Nie wydaje mi się, by był to zamierzony pastisz. Chociaż końcówka gwałtownie w tym kierunku skręca 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nastrojowe, co dla Ravenhearta typowe.

Krótkie, co dla Ravenhearta raczej nietypowe.

Z niespodzianką, którą trochę zaspoilowaliśmy fotką.

Ogólnie rzecz biorąc, niezły, warty przypomnienia tekst.

Pozdrawiam
M.A.

Świetne opowiadanie. Surowe i bezpośrednie.

Napisz komentarz