Przekleństwo Ekstazy cz. VI [Rework] (Frodli)  3.34/5 (4)

36 min. czytania

Siedemnastoletni, rosły młodzieniec opierał się plecami o drzewo i pracowicie stymulował dłonią nadzwyczajnych rozmiarów penisa. Przyjemność tę sprawiał sobie niemal codziennie. Kilkadziesiąt metrów od niego przepływała Rimia, szeroki i miejscami wartki strumień, który kilkaset kilometrów dalej, już jako potężna rzeka, okala stolicę królestwa Rimonu. W tymże właśnie ruczaju kąpały się trzy dziewczyny, które przychodziły tutaj każdego popołudnia zaczerpnąć wody potrzebnych w gospodarstwie rodziców. Oba brzegi potoku porastał las, aczkolwiek gdzieniegdzie ciągnęły się kilkumetrowej szerokości pasy trawy i plaż. To sprawka mieszkańców wioski, którzy utorowali sobie w ten sposób drogę do brodów. Ukryty nieopodal chłopak obserwował właśnie jeden z takich piaszczystych brzegów.

Córki gospodarza Grygera miały od lat szesnastu do dwudziestu, występowała między nimi dwuletnia różnica wieku. Najmłodsza była zarazem najwyższa spośród sióstr i chlubiła się długimi blond włosami sięgającymi nieco za piersi.

Z tej przyczyny nie zawsze widział dokładnie dwie półkule świeże niczym pierwsze pąki na drzewach. Kilka razy udało mu się zobaczyć sterczące z zimna jasnoróżowe sutki ledwie wyróżniające się na tle różowej, młodej skóry.

Łono porastał brązowawy meszek dokładnie kryjący całe krocze, gdy zwarła uda. Starsza też była blondynką, tyle że niską i zdecydowanie bardziej kobiecą. Duże piersi, włosy do ramion i szerokie biodra przy jednoczesnym wyraźnym wcięciu w talii czyniły ją w oczach chłopca boginią seksu. Najstarsza nie była zbyt hojnie obdarzona przez naturę. Małe, stożkowate piersi, wąskie biodra i wzrost równający ją z niejednym mężczyzną do tej pory skutecznie odstraszały potencjalnych zięciów Grygera.

Dziewczyny nieświadome obecności podglądacza przeciągały się w sięgającej im kolan wodzie, napinając rozkosznie piersi, pływały też na grzbiecie. Pryskały się wodą stając szeroko na nogach plecami do niego i eksponując swe wdzięki. Tarzały się ze sobą na brzegu, przekomarzając się i dzieląc ze sobą siostrzane sekrety. Na koniec zaś spacerowały wzdłuż rzeki czekając, aż słońce osuszy ich ciała i włosy. Chłopak poczuł, że dochodzi. Utworzony w wyobraźni miraż przedstawiający ujeżdżającą go środkową siostrę skutecznie przyczynił się do nadejścia orgazmu. Targnęło nim kilka spazmów i z westchnieniem ulgi splamił ściółkę paroma ładunkami nasienia. Podciągnął spodnie i już miał wracać do wioski, gdy usłyszał pisk wydobywający się z trzech dziewczęcych gardeł. Spojrzał jeszcze raz w ich stronę. Kilkanaście metrów za nimi z lasu wyszedł niedźwiedź, zapewne do wodopoju. Zrobił to jednak tak niefortunnie, że odciął nagie siostry od miejsca, gdzie zostawiły ubrania i nosidła z wiadrami wody zaczerpniętej z rzeczki. Zapewne skończyłoby się to szczęśliwie i miś nawet nie zwróciłby na nie uwagi, lecz krzyki pozbawiły siostry szansy na taki rozwój wydarzeń.

Młodzieniec nie miał zamiaru bezczynnie przyglądać się, jak drapieżnik po kolei przetrąca karki córkom jego sąsiada. Nie miał pod ręką żadnej broni, zresztą nikt na co dzień nie nosi ze sobą ekwipunku służącego do polowania na niedźwiedzie. Pozostało mu liczyć na własny spryt i mięśnie, które bynajmniej nie były dla niego powodem do wstydu. Już trzy lata temu przerósł najwyższego mężczyznę w wiosce, a był nim kowal, u którego praktykował. Szerokością barków dorównywał swojemu nauczycielowi, chociaż nie wszedł jeszcze w pełni w wiek męski. W zapasach nie było na niego mocnych zarówno w osadzie, jak i w okolicy, czego dowodził przy okazji rozmaitych festynów organizowanych wiosną i latem. Co prawda w pojedynku z niedźwiedziem miał marne szanse, ale może uda mu się odciągnąć jego uwagę na tyle, by panny mogły uciec. Ruszył biegiem, na przełaj przez krzewy, nie bacząc na gałęzie chłostające jego twarz i kolce rozdzierające odzież i skórę. W tym czasie niedźwiedź stanął na tylnych łapach i zaryczał głośno. Zrobił parę kroków w kierunku przerażonych sióstr, które stanęły jak wryte. Dwa kroki od tragedii spomiędzy drzew wyskoczył chłopak, który całą masą naparł barkiem na stojące zwierzę. Drapieżnik zatoczył się. Szczęśliwie dla ludzi był jedynie młodym samcem, toteż nie był nawet dwukrotnie cięższy od chłopaka ważącego nieco ponad sto kilogramów. Różnica masy pozwoliła mu jednak utrzymać się na nogach.

Zaskoczone niespodziewanym pojawieniem się wybawiciela dziewczęta zakryły rękoma piersi i łona.

– Oron! Co ty tu robisz?! Podglądałeś nas! – darły się jedna przez drugą.

Bierzcie ubrania i biegnijcie do wioski, już! – zakrzyknął młodzian.

– Podglądałeś nas! – zaperzyła się najmłodsza.

– I napalaleś się! – dodała druga, widząc wciąż wyraźne wybrzuszenie w spodniach chłopaka.

– Powiemy ojcu! – skończyła trzecia.

– Zamknąć się! – krzyknął wściekły Oron – Najpierw musicie przeżyć! Więc już, won mi stąd!

Spiorunował je wzrokiem. Złociste tęczówki jego oczu zaczęły ciemnieć, a białka nabiegały czerwienią. Dostrzegły to. Po wsi krążyły już plotki, że zdenerwowany Oron ma oczy bestii. Teraz przekonały się, że to prawda. Posłuchały. Spojrzały na niego ostatni i obiegły ich szerokim łukiem, kierując się ku własnemu odzieniu. Niedźwiedź podążał za nimi wzrokiem, aż w końcu obrócił się ku nim i zaryczał. Chciał ruszyć ku nim, ale rozpędzona, ciężka pięść trafiła go w lewe oko. Warknął, szarpnął łbem ustawił się frontem do adwersarza. Wyprostował się w pełni, uniósł łapy szczerząc potężne pazury, otworzył paszczę i ponownie ryknął. W tej pozie był wzrostu Orona.

– Myślisz, że się ciebie boję? To się mylisz. – wycedził chłopak – Jestem najlepszym zapaśnikiem na południu hrabstwa Shumor, może wreszcie znalazłem godnego przeciwnika.
Niedźwiedź rzucił się na niego próbując oprzeć na jego ramionach przednie kończyny, ale Oron złapał je poniżej łap i nie pozwolił im opaść. Szarpnął, jednak chłopak wrył stopy w piach i nie dał się przewrócić. Zanim zwierz wpadł na pomysł zapikowania ku niemu paszczą, młodzieniec podkurczył nogi, po czym wyrzucił je w przód, trafiając przeciwnika piętami w gardziel. Zwierz runął w przód i obalił człowieka na plecy, przygniatając mu dłonie łapami do podłoża. Już miał zacząć kąsać, gdy złączone kolana uderzyły w jego żuchwę, co skutecznie zamknęło mu z głośnym kłapnięciem paszczę. Pokrzepiony efektem Oron zadał jeszcze kilka ciosów. Oszołomiony przeciwnik zszedł z niego i wycofał się. Ruszył do ataku na czterech łapach, ale w ostatniej chwili Oron uskoczył w bok. Padając poczuł uciskanie na brzuch i wydostał spod siebie kamień rozmiarów pięści. Podniósł go jedną ręką i spojrzał bestii prosto w ślepia.

Niedźwiedź spotkał się wzrokiem z chłopakiem, który ośmielił się rzucić wyzwanie panu tego lasu. Ujrzał czarne tęczówki okolone czerwonym pierścieniem. Rozwarł paszczę i ponowił atak. Była to jednak jego ostatnia szarża w życiu. Oron cisnął kamieniem prosto w przełyk bestii. Pocisk utknął tam i zranił gardło zwierzęcia. Zaczęło miotać się we wszystkie strony, zarzucał łbem na boki, ale kamień nie wypadł. Wbiegło do strumienia, który po chwili zabarwił się na czerwono w jego otoczeniu. Zimna woda spowodowała zaciśnięcie się błon śluzowych i głębsze rany. Przez kilka minut Oron przyglądał się, jak zwierzę walczy z nadchodzącą śmiercią. Nie wygrało. Ze śmiercią nikt nie wygra.

Plaża była pusta, nie licząc porzuconych nosideł. Córki gospodarza uciekły, gdy był zajęty walką. Kilka chwil po tym, jak niedźwiedź wyzionął ducha, blisko niego rozległy się głosy.


*** *** *** *** ***

– Powiadam wam, to demon wcielony! Gołymi ręcami niedźwiedzia ubił! – wrzeszczał na forum wioski siwowłosy, długobrody starzec w zgrzebnej szacie.

– Bzdury pleciesz, kumie. Toć on nie ułomek, by z byle źwierzem sobie nie poradzić. – zaoponował Huan, kowal u którego Oron terminował. – Za dziesięć lat on będzie mocarzem jakim albo najlepszym kowalem na Zachodzie. Ja ci powiadam, kumie Faerze.

Po powrocie Hyeny, Kyeny i Dyeny (licząc od najmłodszej) dwóch mężczyzn, którzy akurat nie byli w polu, porwało za widły i ruszyło w las, by pomóc Oronowi lub, co wydawało im się bardziej prawdopodobne, przegonić zwierzę pożerające jego zwłoki. Jakież więc było ich zdziwienie, gdy ujrzeli kowalskiego terminatora całego i zdrowego, tylko w postrzępionych portkach. Gryger narobił jednak rabanu o podglądanie jego córek w kąpieli i wymógł na sołtysie zwołanie forum wioski.

– Gówno prawda! Tylko młódki mu w głowie! Córki chciał mi zbałamucić! – odparował ojciec trójki powabnych dziewcząt.

– Srata tata! On niechybnie niejedną potworę ma już na sumieniu, jeno się nie chwali! Prawdali to, Oronie? – zagaił młodzieńca jego przybrany ojciec, gospodarz Hiran.

Wezwany do odpowiedzi milczał. Wyznanie prawdy kompletnie by go skompromitowało, a te głupie dziewki ubzdurały sobie, że chciał je kolejno wykorzystać i porzucić ciała w lesie lub utopić w Rimii.

– Ha! Milczy! Znaczy, winny! – triumfował Gryger.

– A zamknijże jadaczkę, kumie. – uciął kowal – Wstydzi się, bo widok zastał wstydliwy. Hej, Oronie, czegóż się tu wstydzić? Czyż nie po to są powaby kobiece, by chuć nimi posilać?
– Tegoż za wiele, Huanie! – wzburzył się gospodarz – Moje córki to nie byle dziewki z estińskich burdeli!

– A to dlaczego hasają z odsłoniętymi powabami po lesie? Jagód szukają? – zadrwił kowal.

– Zaraz nie zdzierżę!

– Twój problem!

Huenie! – wtrącił się starzec, Faer. – Nie podburzaj do chędożenia dziewek wbrew ich woli!

Kowal poczerwieniał z gniewu.

– Co to jest, choroba? Kumie, wszak on twe latorośle od paszczęki niedźwiedziej wybawił. I za to karać go chcecie, że się na gołe dupy ponapatrzał? Za to? Czyż nie znaczy nic dla ciebie, że mógł być ostatnim, który ich powaby obaczy?

– Cichaj, Huanie. Widzę, że to cię w twarde dupsko kole, żem ja niewdzięczny. Cóż zatem mam czynić? Córkę za niego wydać?

– A chociażby. Hyena młódka powabna, kumie, i w sam raz na panią kowalową się nada.
– A niech cię orcy w rzyć chędożą z twoimi radami. Hyena zgodzić się musi! Najmłodsza moja córka to, nie wydam jej byle komu!

W tym momencie głos zabrał ojczym Orona, znachor Berg.

Grygerze, pohamuj się. Chociaż chłopak jest moim przybranym synem, to nikogo poza nim nie mam. Całe moje domostwo dostanie, a zawodu też uczy się nie byle jakiego.

Gryger stropił się. Kazał jakiemuś gołowąsowi po swej prawicy przyprowadzić Hyenę i przysiadł na pieńku leżącym koło niego.

– Waszmościowie… Cóż teraz? Któż obstaje za darowaniem win temuż oto Oronowi, przez własną mać nazwanego Przeklętym?

– Baczaj na słowa, kumie! Toć to nie jego wina, że maci bebechy powypruwał. Prawdali to? – zaprotestował kowal.

– Prawda! – odrzekł chór kilkunastu mężczyzn na forum.

Wyrostek przyprowadził Hyenę. Wystawiona na forum wioski spuściła oczy i zaczerwieniła się. Oron nawet nie spodziewał się jej zgody.

– Córuś ty moja… – Gryger wstał, podszedł do niej i pocałował w czoło – Wieszli, że Oron cię od śmierci marnej wyratował. Dla ciebie to uczynił, własne zdrowie wystawiając na szalę Giogosa, boga myśliwych. Wcześniej jednakże lubieżnie nasycał się waszym widokiem, srom wielki rodzinie przynosząc. Aby spór załagodzić, obmyślono pobrać was ze sobą. Czy weźmiesz go?

Hyena spojrzała Oronowi w oczy. Odwrócił wzrok. Wiedział, że zobaczy w nim potwora, chociaż jego oczy bestii obecnie wyglądały jak ludzkie tyle, że złotego koloru. Zadrżała jej żuchwa, gdy mówiła powoli i cicho.

– Ja… tatulu… panowie kmiecie… ja… biorę go!

Ostatnie dwa słowa zaakcentowała tak mocno, że zgromadzonych przyzwyczajonych do jej spokojnej mowy zabolały uszy. Uśmiechnięta, zwróciła twarz ku narzeczonemu, chociaż nadal się czerwieniła.

– Oronie, chodźże no tu. – zapraszającym gestem przywołał chłopca Gryger.

Młodzieniec podszedł do niego. Kmieć złapał za prawe dłonie córki i przyszłego zięcia, a następnie zwarł je ze sobą i uniósł w górę.

– Ogłaszam zrękowiny! – wrzasnął.

Zgromadzeni skwitowali te słowa gwizdami, okrzykami i oklaskami.


*** *** *** *** ***

Wesele odbyło się kilkanaście dni później. Ceremonia zaślubin prowadzona przez sołtysa odbyła się w południe, później natomiast rozpoczęła się zabawa, na którą zgodnie z obyczajem para młoda zaprosiła całą wieś. Po północy, gdy już spora część mieszkańców osady spała pod stołami, podobna ilość słaniała się na nogach, a pozostali, trzymając fason, oczekiwali finału uroczystości, ogłoszono pokładziny. W tym celu goście udali się do domu weselnego składającego się z czterech izb. Drzwi wejściowe prowadziły do sporego pokoju, w którym goście mieli oczekiwać na pana młodego, który po wypełnieniu swej roli przyniesie splamione krwią prześcieradło. Przechodziło się zeń do dwóch mniejszych pomieszczeń rozdzielonych przez pokój pokładzin. Jedno z nich służyło do przygotowania pana młodego, drugie z kolei do przyodziania panny młodej w białą tunikę. W wielkiej izbie ustawiono stół zastawiony jadłem i napitkiem, aby oczekującym nie dłużył się czas.

Oron wszedł do przydzielonego pomieszczenia, gdzie pełniący honorową funkcję dwaj weselnicy rozebrali go z tradycyjnego stroju weselnego. Składały się na nie: para skórzanych spodni, biała, lniana koszula oraz czapka weselna z zatkniętymi piórami kury, kaczki i gęsi. Osobie postronnej ubiór mógłby wydawać się absurdalny, jednakże dla mieszkańców wioski był niemalże świętością. Symbolizował on produkty, z których słynęło hrabstwo Shumor – bydło, len i drób. Podobnie wianek ślubny panny młodej spleciono z kłosów i łodyg pszenicy, żyta, jęczmienia, natomiast białą suknię ślubną przyozdobiono kwiatami porastającymi okoliczne pola, łąki i lasy.

– No, Oron, tej Hyenie to się poszczęściło. – pogratulował jeden z weselników, klepiąc go po ramieniu. Rzecz szła oczywiście o wielkiego członka młodzieńca.

– Na początku będziecie mieli ciężko, ale później nie będzie wypuszczać cię z sypialni. – dodał drugi.

Na podłodze leżały białe spodnie przygotowane tak, by móc wejść w nie i stanąć na posadzce. Pomocnik jednym, sprawnym ruchem naciągnął je aż do pasa i przewiązał tasiemką okalającą górny kraniec odzienia. W tym czasie drugi założył mu równie białą koszulę. Kiedy już Oron został przygotowany do nocy poślubnej, weselnik pociągnął za sznurek zwisający koło drzwi do sypialni. Rozległ się metaliczny dźwięk mosiężnego dzwonka. Po chwili z drugiego końca domu weselnego dobiegł podobny zwiastujący, że panna młoda również jest gotowa. Zwyczajem było, że pan młody oznajmia swą gotowość jako pierwszy i czeka na odpowiedź małżonki.

Weselnik, który wcześniej użył dzwonka otworzył drzwi do sypialni i potężny młodzieniec przestąpił przez próg. W pomieszczeniu panował półmrok rozwiewany jedynie przez świece stojące na szafkach po obu stronach wielkiego łoża zasłanego białą pościelą. Mniej więcej w tym samym czasie w alkowie zjawiła się Hyena. Miała na sobie prostą, białą sukienkę sięgającą do połowy łydek. Ramiączka stanowiły paski materiału związane w kokardki na barkach. Postąpiła dwa kroki, stanęła kładąc ręce po sobie i uśmiechnęła się doń nieśmiało. W krótkim okresie narzeczeństwa spędzali ze sobą kilka godzin dziennie, poznając się wzajemnie. Wszystkie dzieci w wiosce bawią się razem, lecz w wieku dwunastu lat kończy się sielanka i zaczyna przysposabianie do zawodu. Jednocześnie chłopcy i dziewczęta dziwnie tracą zainteresowanie swoim towarzystwem i stan taki trwa przez kilka lat, dopóki w młodych organizmach nie obudzą się powodowane naturą żądze.

W gestii Orona pozostawało, czy zechce rozwiązać ramiączka sukienki i ujrzeć pannę młodą w całej okazałości, czy też zadrzeć i dobrać się od razu do dziewiczego łona. Podszedł do niej, spojrzał w jej duże, turkusowe oczy. Rozchyliła lekko wąskie, różowe wargi ukazując dwa rzędy małych, równych zębów. Położył dłonie na ramionach żony i szybkimi ruchami pociągnął za tasiemki. Okrycie zsunęło się cicho z ciała Hyeny i wylądowało u jej stóp. Pomimo ciepła letniej nocy zadrżała, na skórze wykwitła gęsia skórka. W izbie oświetlonej jedynie kilkoma świecami panował sprzyjający intymnym uniesieniom półmrok. Oron dostrzegał w nim każdą pojedynczą grudkę gęsiej skórki. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, dlaczego tak dobrze widzi w ciemności.

Hyena była wysoka, mimo to czubkiem głowy sięgała jedynie do piersi męża. Długie blond włosy dziewczyny zostały splecione w dwa warkocze opadające na plecy, dzięki czemu pan młody mógł napawać się widokiem niezbyt dużych, lecz przyjemnych dla oka jędrnych piersi zwieńczonych miękkimi, różowymi sutkami. Nie była aż tak koścista, jak jej najstarsza siostra, ale i tak na ramionach, biodrach i brzuchu nie dostrzegł zbyt wiele tłuszczyku nadającego kobietom krągłe kształty i apetyczny wygląd. Włoski porastające jej wzgórek łonowy wyglądały identycznie, jak nad rzeką kilkanaście dni wcześniej. Oron poczuł ciepło w podbrzuszu i parcie rosnącego członka na materiał spodni. Nie mówiąc ani słowa chwycił jej dłonie i przyłożył do swoich bioder. Zrozumiała gest, rozwiązała i pomogła mu zdjąć koszulę. Chwilę później rozwiązała tasiemkę wiążącą spodnie i pozwoliła im opaść. Jej oczy zrobiły się jeszcze większe, gdy ujrzała na wpół wzwiedzionego penisa.

– Ale wielki… – wyszeptała.

– Postaram się, żeby było ci jak najlepiej. – zapewnił ją Oron, po czym schylił się, by objąć ręką jej nogi i wziąć żonę na ręce. Była lekka jak piórko, czego się spodziewał. Pewnym krokiem podszedł z nią do łóżka i powoli opuścił, kładąc na posłaniu. Usiadł koło niej stawiając stopy na podłodze i pochylił nad jej twarzą.

– Czekałem na tę chwilę. Jeśli się wstydzisz, zgaszę świece.

Gwałtownie zaprzeczyła ruchem głowy. Nic nie mówiąc, zarzuciła mu ręce na szyję i pociągnęła ku sobie. Pocałowała go mocno i pożądliwie, zupełnie inaczej, niż podczas zaślubin i na weselu. Zaparło mu dech. Wpiła się w jego wargi, przyciskając do siebie rękoma. Starając się nie przerywać pocałunku, wykręcił ciało i położył obok niej na boku. Wolną ręką chwycił jedną z jędrnych, młodzieńczych piersi. Westchnęła. Zataczając niewielkie okręgi dłonią, drażnił czubkami palców sutek. Twardniał coraz bardziej. Przez dłuższą chwilę w sypialni rozlegały się jedynie dźwięki mlaskania i głębokiego, przyspieszonego oddechu.

W końcu oderwali się od siebie.

– To było niesamowite… – wyszeptała. Jak zauważył Oron, jej twarz i dekolt zdobiły wypieki podniecenia. – Chyba jestem już gotowa, żebyś mnie wziął…

Fala gorąca uderzyła młodzieńcowi do głowy, gdy Hyena powoli rozchyliła nogi. Puścił jej pierś i dotknął owłosionego krocza. Poczuł ciepło i wilgoć między wargami sromowymi. Jednocześnie w nozdrza uderzył upojny zapach kobiety. Uklęknął między jej udami, siadając sobie na piętach. Pochylił się nad nią, oparł ręce po bokach jej barków i położył się na niej powoli. Ostatecznie leżeli zetknięci brzuchami patrząc sobie w oczy. Zaczęli się znów całować. Obejmowała go rękoma i przyciskała uda do jego boków. Mimowolnie kręciła biodrami, doprowadzając go tym do szaleństwa. Wygiął ciało w lekki łuk, by zniwelować różnicę wzrostu między nimi i dotknąć czubkiem męskości kępki włosów między jej nogami. W międzyczasie członek zdążył nabrać już niemalże stopy długości, był też nadzwyczajnie gruby.

Chwycił penisa w dłoń i nakierował na wejście do pochwy. Wykonał powolny ruch biodrami do przodu. Wilgotne płatki objęły ciasno żołądź, która zatrzymała się już po chwili. Hyena jęknęła.

– Zrób to… – zachęciła go. – Wiem, że będzie bolało… Ale zrób to w końcu…

Zadarła nieco nogi, by dać mu lepszy dostęp do swego skarbu. Wycofał się i pchnął jeszcze raz. Miał wrażenie, że prawie się udało. Ponowił próbę. Przeszkoda ustąpiła, jej wnętrze zrobiło się jakby wilgotniejsze.

– Aaaaaach… Ale boli… Ale nie przestawaj… – stęknęła i wtuliła głowę w jego ramię.

Oron ani myślał przeciwstawić się poleceniu żony. Poruszał się w niej powoli, przywierając ustami do odsłoniętej szyi. Ogarnęła go ekstaza. Nigdy nie przypuszczał, że stosunek z kobietą może być tak diametralnie inny od masturbacji. Ciasne, ciepłe i wilgotne wnętrze obejmowało połowę jego członka, głębiej wejść nie mógł. Już po kilku ruchach miał wrażenie, że za chwilę dojdzie. Kochał się z Hyeną, która jęczała i wzdychała cicho wprost do jego ucha. Jedną ręką obejmowała jego szyję, a drugą starała się położyć na pośladku, ale był zbyt wysoki i dłoń wylądowała jedynie na umięśnionym boku.

– Możesz przyspieszyć? To zaczyna robić się przyjemne… – wyszeptała.

Kolejna fala gorąca uderzyła do głowy młodzieńca. Pchnął mocniej. Wycofał się i szybko wrócił. Krzyknęła, oplotła jego biodra nogami. Poruszał się teraz tak szybko, że ledwie mogli złapać oddech. Oron wiedział, że nie wytrzyma długo. Jęki kobiety stawały się coraz częstsze, dłuższe i donośniejsze. Nie mógł wytrzymać długo takiego tempa, zbyt był podniecony faktem swego pierwszego razu i obecnością cudownego ciała w jego objęciach. Pierwsza fala orgazmu była niczym uderzenie zwalające z nóg. Mocny impuls Rozpoczynający się na żołędzi, przesuwający się w stronę krocza, krzyża, rozchodzący się w kierunku głowy i stóp. Mimowolnie pchnął mocno, głęboko, silniej niż zamierzał. Wpompował w nią pierwszą porcję nasienia. Krzyknęła, wbiła paznokcie w jego skórę, starała się unieść biodra, jakby wychodząc mu na spotkanie. Uderzył jeszcze kilka razy, za każdym razem strzelając go jej wnętrza spermą. Pochwa pulsowała, wzmagając jeszcze doznania. Jeśli Oron miał jakieś wątpliwości co do ożenku, to właśnie zostały one rozwiane przez najintensywniejszy orgazm w jego życiu.

– To było cudowne! – wykrzyczał w ucho żony. Uniósł głowę i zamarł. Wielkie, zielone oczy Hyeny patrzyły martwo w sufit, z na wpół otwartych ust sączyła się ślina i krew, plamiąc śnieżnobiałą, miękką poduszkę. Dusząc w sobie krzyk, poderwał się na kolana. Nagie, piękne ciało dygotało, ale coraz słabiej. Spomiędzy jej nóg wypływała krew i sperma, a plama na prześcieradle sięgała od jej krocza do połowy ud i krzyża. Miał ochotę przeraźliwie krzyknąć, ale nie potrafił dobyć z siebie głosu. Siedział więc zszokowany i wpatrywał się w swą martwą żonę, która chwilę wcześniej przeżywała z nim swój pierwszy raz.

Kilka minut później rozległo się pukanie do drzwi.

– Oronie! Hyeno! Nie posnęliście aby? – dobiegł go głos jednego z weselników, którzy pomagali mu wcześniej. Odpowiedziała im cisza. Gdy chwilę później drzwi otworzyły się cicho i do pokoju weszły dwie osoby, ujrzały siedzącego nagiego, młodego mężczyznę wpatrującego się w martwe oczy.

*** *** *** *** ***

Następnego dnia w chacie Grygera odbyła się poważna dyskusja. Berg i Oron siedzieli na krzesłach, a podenerwowany gospodarz chodził w kółko po izbie. Sam opiekun pana młodego musiał przyznać, że nie widział podobnego przypadku śmierci oblubienicy w czasie pokładzin. Podczas oględzin zwłok nie dostrzegł nic niepokojącego, a narządy płciowe nie zostały uszkodzone (poza przerwaniem błony dziewiczej). Po zdaniu przez Orona relacji z nocy poślubnej także nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Hyena umarła. Zdziwiło go jednak, że stało się to w trakcie orgazmu.

– To nie było normalne. – powiedział mu na stronie – Nie wierzę w siły nieczyste, chociaż większość mieszkańców wioski uważa, że to ich sprawka. Wyjadę na kilka tygodni do stolicy, do czasu mego powrotu nie zbliżaj się do żadnej kobiety, tak na wszelki wypadek. Zasięgnę rady w Gildii Magów, tam na pewno czegoś się dowiem. Jak powiedział, tak i zrobił. Następnego dnia o świcie wyruszył w podróż do stolicy. W tym czasie Oron wrócił do pracy u kowala.

*** *** *** *** ***

Wieczorem udał się nad rzekę. Wziął ze sobą oszczep na wypadek niespodziewanego spotkania z niedźwiedziem. Po dotarciu na miejsce zdjął z siebie ubranie i rzucił się w leniwy nurt, chłodząc rozpalone od pracy mięśnie i po części kojąc zszargane nerwy. Po kwadransie zabawy w wodzie stwierdził, że ma dość.

Wyszedł na brzeg, ten sam, na którym niespełna trzy tygodnie wcześniej walczył z niedźwiedziem. Brodząc w wodzie, spacerował kilka minut czekając, aż zachodzące słońce i delikatny, leśny wiatr osuszą skórę. Zamyślił się. Po kąpieli zawsze dobrze mu się myślało. Czuł wtedy specyficzną więź z przyrodą. Wyostrzał mu się słuch, tak że był czuły na odgłosy każdego przelatującego ptaka, stąpającego w gęstwinie jelenia, czy szemrzącą wodę. Miał wrażenie, że jednoczy się z naturą, że to do niej należy tak naprawdę. Znajdował w sobie niepospolite pokłady energii. Ładował akumulatory na kilka dni ciężkiej pracy w kuźni. I to wszystko w czasie kilkunastu minut gapienia się w rzekę. Przykucnął, odwracając się plecami do brzegu.

Tkwiąc w zadumie nie spostrzegł, że nie jest sam. Od dłuższego czasu z leśnych ostępów patrzyło na niego dwoje zielonych oczu. Nie słyszał szelestu liści ocierających się o odzianą postać, kroków bosych stóp na piasku. Gdy przybysz przykucnął za nim i przywarł wnętrzami ud do jego pośladków, gdy małe, kobiece dłonie objęły do i spoczęły na umięśnionym brzuchu, gdy delikatny podbródek oparł się na jego ramieniu i miękkie, długie włosy musnęły pod wpływem wiatru jego policzek – on tego nie poczuł. W jego nozdrza uderzył zapach wiosennych kwiatów zbieranych przez dziewczęta w okresie roztopów. Drgnął. Postać znikła w mgnieniu oka. Pod wpływem tego nagłego odczucia odwrócił się, choć nadal kucał. Podniósł wzrok. Widok zaparł mu dech w piersiach.Stała przed nim wysoka kobieta. A może nie kobieta? Musiała być nieznacznie starsza od niego. Miała zielone oczy i brązowe włosy. Na głowie wianek z kwiatów. Piersi zasłaniały jej dwa pionowo zwisające liście paproci związane łodygami na karku. Pomimo delikatnego zefirku nie poruszały się, by odsłonić dorodne piersi. Dopiero po chwili opuścił wzrok i dostrzegł, że ów osobliwy stanik łączy się czubkami liści z ogonkiem trzeciego liścia, który skierowany końcem w dół zasłaniał łono i którego koniec ginął między długimi, szczupłymi nogami przybyszki. Talię opasywał większy wianek z kwiatów, zapewne łączący się na krzyżu z końcem liścia. Ów osobliwy strój pozwalał dostrzec nieziemską urodę właścicielki. Idealne stopy, z gładkimi, przyciętymi paznokciami i nieskazitelną skórą. Przecudne, opalone nogi, szerokie, krągłe biodra, płaski brzuszek, boki pełnych piersi wystające spod paproci, łabędzia szyja i twarz godna uwiecznienia w rzeźbie. Smukły, zadarty nos, duże oczy i wąskie usta, wystające kości policzkowe, małe uszy, za które założone były włosy. Całe ciało równomiernie opalone. Gdy usta istoty otworzyły się w niemym uśmiechu, Oron nie mógł wyjść z podziwu nad gładkimi, białymi zębami błyszczącymi niczym perły.

Poczuł gwałtowny przypływ pożądania. Ponieważ był nagi, więc o pragnieniach Półorka szybko dowiedziała się piękność. Otworzyła szerzej oczy na widok wielkiego członka spotkanego mężczyzny. Zaczęła się śmiać. Miała cudowny głos, jeszcze piękniejszy niż wygląd. Niczym tuzin słowików ćwierkających tę samą pieśń, lub woda szemrząca w leśnym wodospadzie. Słuchając jej śmiechu Oron słyszał bicie swego serca, pulsowanie krwi napływającej do mózgu, strzyżenie uszami zająca czającego się w zaroślach, stąpanie podchodzącego go lisa, ziewanie niedźwiedzia kładącego się do snu i nawoływania wilków ruszających na łowy. Wraz z ustami śmiały się jej oczy. Widział w nich las jak w zwierciadle. Promienie słońca przenikające przez korony drzew i grę świateł porannej jutrzenki na pokrytych rosą liściach. Wiatr pochylający źdźbła traw na polanach, i błysk światła w zwierciadle wody. Miał wrażenie, że zapada się w tych oczach, a śmiech obejmuje go swymi ramionami i nie pozwala słyszeć nic innego. Wpadł w trans przerwany wraz ze śmiechem kobiety.

– Cudowny z ciebie mężczyzna. – stwierdziła z niekłamanym uznaniem. – I zostałeś hojnie obdarowany przez Matkę.

– Akurat po niej chyba tego nie odziedziczyłem. – zażartował lekko zażenowany Oron.

– Nie chodzi mi o twoją matkę. Tylko o naszą Matkę. Tę, która wszystko stworzyła. Lasy, pola, rzeki, góry, nas. Powinniśmy składać jej po stokroć cześć w najpiękniejszym rytuale, który sama nam podarowała.

– Nie rozumiem cię. – wydukał tylko oczarowany młodzieniec.

Nie poruszyła żadną ręką, nawet nie mrugnęła okiem, a opadło z niej odzienie. Samo z siebie. Został jej tylko wianek na włosach, które zamaszystym ruchem głowy rozwichrzyła. Wtedy spadł. Podziwiał teraz najpiękniejsze skarby, dary od „Matki”, jak to stwierdziła kobieta. Dwie symetryczne półkule trochę zwisające pod wpływem grawitacji. Miała już nabrzmiałe sutki. Były brązowe i dość spore, wielkości ziarenek groszku. Aureolki także niemałe, średnicy może pięciu centymetrów, jak szybko ocenił bystry wzrok Orona. Łono było nagie i delikatne jak sama kobieta i nie było na nim nawet śladu jakiegokolwiek owłosienia.Naga postać ruszyła ku niemu. Spoglądał na nią z dzikim pożądaniem i ślepą fascynacją, mimo to nie potrafił się ruszyć. Jej biodra kołysały się, a ich widok przyprawiał go o dreszcze. Idąc, na ułamki sekund odsłaniała przed nim skrytą między udami kobiecość, i wtedy widział dwie równoległe do siebie fałdki w kolorze jej opalonej skóry. Szła do niego kilka sekund, które zdawały mu się wiecznością. Kontemplował każdy jej ruch – mrugnięcie okiem, falowanie piersi; śledził każdy rozwiewany przez wiatr włos i odprowadzał go oczami na smukłe ramię piękności.

Gdy stanęła przed nim, onieśmielony pięknem padł najpierw na pośladki, a gdy pochyliła się ku niemu – na plecy. Znów się roześmiała. Widok dwóch pionowo zwisających piersi drgających w rytm skurczów jej przepony rozpalił jego zmysły do białości. Bał się jednak cokolwiek zrobić, tak oczarowało go to cudne zjawisko. Nie miał nawet odwagi na nią spojrzeć, gdy stanęła nad nim w rozkroku i usiadła na jego muskularnym i twardym brzuchu. W miejscu kontaktu jej muszelki ze swoją skórą młodzieniec poczuł ciepło. Schyliła się ku jego ustom i wpiła palce w piach po bokach jego głowy. Chwilę później przywarła do niego wargami, zapierając mu dech w piersiach. Pomimo całej swej ogromnej siły fizycznej nie był w stanie oprzeć się kobiecie, która po krótkim, lecz namiętnym pocałunku zaczęła skubać zębami jego wargi, a jej palce wczepiły się we włosy, by masować skórę jego głowy. Położyła się na nim, przyciskając piersi do jego torsu. Dotyk dwóch twardych punkcików i gładkiej, nieskazitelnej skóry wywołały w nim kolejną burzę emocji. Gdy jeszcze cofnęła biodra i potarła rowkiem między pośladkami o jego przechylającego się ku przodowi członka, miał wrażenie, że nie oprze się dłużej rozkoszy.

Dostrzegł, że całowała go z zamkniętymi oczyma. On sam również zwarł powieki i poddał się namiętności. Nieśmiało położył ręce na jej pośladkach i zaczął je masować, ale ona chwyciła je w swe dłonie i przeniosła na plecy. Posłuszny jej rękom zatoczył dłońmi okręgi na aksamitnie gładkiej skórze, dotykając ją opuszkami czterech palców każdej dłoni. Stracił rachubę czasu.. Nie wiedział, czy usiadła na nim okrakiem po pięciu minutach, kwadransie, czy godzinie. Widział wszystko w zwolnionym tempie. Ruchem głowy zarzuciła włosy na jedną stronę. Dźwignęła się na kolana i cofnęła, by po chwili klęczeć w rozkroku z wejściem do pochwy tuż nad jego żołędzią. Niepospolity członek Orona był prawie tak długi jak odległość między jej kolanami a łonem. Miał nastąpić wielki finał ich spotkania. Przełknął ślinę, czekając na jej ruch. Wyczuła w nim niepewność i najpierw zsunęła napletek. Zobaczyła fioletowo-różową żołędź rozmiarów kurzego jajka. Oblizała lubieżnie usta i przyłożyła swą szparkę do czubka jego męskości. W tym momencie Oron nie wytrzymał. Targnął nim gwałtowny skurcz, jęknął cicho i kilkoma silnymi strzałami splamił jej krocze spermą, a siła spazmów wyrwała jego narząd z dłoni kobiety i także podbrzusze przyjęło swoją dawkę. Po piętnastu sekundach jej wzgórek łonowy i uda ociekały białawą, lepką substancją.

Na jej twarzy pojawił się wyraz zawodu, ale szybko przemieniła go w szczery uśmiech.
– Widocznie tak być musiało. Poczekam chwilę, aż zbierzesz siły do kolejnego aktu miłości. Tymczasem Matka dała nam kolejną szansę na złożenie jej hołdu.

To powiedziawszy chwyciła go za ręce i przewróciła się na plecy tak, że w końcu leżał na niej, opierając się przedramionami o piach po bokach jej ciała. Spojrzał jej w oczy. Widział w nich swą twarz i bezgraniczną rozkosz. Ona widząc jego wąskie źrenice i słysząc szybki, głęboki oddech, uśmiechnęła się słodko i pocałowała go krótko w usta z głośnym cmoknięciem.

– Chciałbyś posmakować prawdziwej rozkoszy? – spytała, znów oblizując wargi. Jej usta i oczy wciąż się do niego uśmiechały.

– Tylko z tobą. – odpowiedział, schylając się do kolejnego pocałunku. Powstrzymał go jej palec przyłożony do jego warg, jakby chciała go uciszyć.

– Więc rozchyl moje nogi i pokaż, jak bardzo mnie pragniesz. Niech Matka da ci, czego pragniesz.Zdziwiony enigmatycznymi dla siebie słowami zszedł z niej, zarzucił sobie jej łydki na ramiona i położył prawie na brzuchu, by sięgnąć ustami do jej

zakątka rozkoszy. Ujrzał, tak jak wcześniej, dwie podłużne fałdki, teraz błyszczące się od śluzu i spermy. Spomiędzy nich nieśmiało wystawały dwa mniejsze, pomarszczone płatki, spomiędzy których w górnym zejściu wystawała nabrzmiała, niewielka łechtaczka. Rozchylił jej wargi palcami i poczuł słodki zapach i ciepło jej wnętrza. Cofnął dłoń i z namaszczeniem pocałował jej muszelkę, po czym otworzył usta i zamknął je, łapiąc łechtaczkę w pułapkę swych ust. Krzyknęła, po czym odepchnęła rękami jego głowę.

– Nie chcę, byś dał mi teraz rozkosz. Chcę tylko, byś jej posmakował. Śmiało, niech twoje usta spijają ze mnie miłość, dar Matki.

Oblizał wargi z soków i uśmiechnął się.

Patrząc jej wcześniej w oczy nie spostrzegł, że ich zielony kolor powoli nabiera fioletowych skaz, a brązowe włosy zmieniają odcień na brudnozielony. Wiedział tylko, że musi zakosztować jej rozkoszy, musi poczuć, jak smakuje miłość. Przywarł więc do niej ustami i wsunął w nią swój długi język najdalej, jak mógł. A że był całkiem pokaźnych rozmiarów, więc sięgnął daleko. Czuł na nim skurcze rozgrzanych mięśni, ale także słodycz jej soków i ciepło kobiecego ciała. Poruszał samym czubkiem, kręcił nim całym, wsuwał i wysuwał, albo odrywał od niej usta i zlizywał z jej łona uronione krople. Kobieta zacisnęła uda na jego głowie i odrzuciła ręce na bok. Zaciskała i otwierała pięści nabierając w nie piasku, zginała i prostowała palce w stopach. Im dłużej trwał ten stan, tym więcej czerpał z jej źródła rozkoszy, a ona tym szybciej oddychała, jęczała, krzyczała ku niebiosom i wyśpiewywała cześć Matki. Oron doskonale czuł, że doprowadza ją na szczyt. Była coraz bardziej rozpalona, wilgotniejsza, obficiej sączył się z niej miłosny nektar. Toteż nie bardzo go zdziwiło, gdy gwałtownym ruchem naparła łonem na jego twarz, ściskając mu nos po wyrwaniu się jego ustom. Poczuł na wargach i brodzie skapującą wilgoć. Wygięła się w pałąk, napinając piersi. Szczytowała kilka minut. Po tym czasie opadła w jego objęcia.
– Matka dała mi doświadczyć swej dobroci. Złóżmy jej więc najwspanialszy z hołdów.

Po tych słowach wyrwała mu się. Dźwignęła się na czworaki, wypinając ku niemu tyłeczek i kręcąc nim zalotnie. Widział jej śmiejące się usta, oczy i błyszczącą muszelkę. Podpełznął do niej na kolanach i przyłożył stojącego już członka do wejścia jej szparki. Jednocześnie pochylił się nad nią i oparł dłonie o piasek tuż obok jej dłoni. Wyglądali jak para kopulujących zwierząt.

– Tak, teraz weź mnie, weź moje ciało, przyjmij rozkosz, weź ją i daj też mi, jak jeleń z łanią, jak wilk z wilczycą, jak pierwotnie chciała matka…

Jej słowa dodatkowo go podnieciły. Nie miał żadnych problemów, by wejść w nią samą żołędzią. Poczuł znajome ciepło, pulsowanie krwi w ich narządach. Zakręciła biodrami, a on cofnął się, nie wychodząc z niej jednak, i wykonał drugie pchnięcie. Tym razem zespolili się całkowicie. Bez przeszkód zagłębił się w niej, aż poczuł zetknięcie gładkich pośladków ze swoim podbrzuszem. Jęknęła, zaczęła się prężyć i wywijać pupą w prawo, lewo, górę i dół, by zmieniać kąt natarcia i różnicować doznania obojga. Oron tymczasem powoli wykonywał swe zadanie. Jakże inne było to kochanie od wczorajszej nocy poślubnej. Teraz trafił na osobę godną najwyższej czci, gotową na przyjęcie jego miłości wraz z wszelkimi tego mankamentami, i nie sprawiało jej to ani bólu, ani przykrości. Była jego ideałem. Gdzie tam Kyenie do niej. Średnia córka Grygera wydawała mu się teraz niewartą zachodu wieśniaczką, a on miał przy sobie (i pod sobą, i na sobie) księżniczkę tego lasu. Nobilitacja, którą sam wydedukował, dodała mu animuszu. Uniósł dłonie i chwycił w nie piersi kochanki, jednocześnie wzmagając siłę penetracji. Wchodził w nią szybko, ściskając jej piersi. Jednocześnie słyszał szum liści na drzewach i plusk płynącej wody. Kobieta reagowała bardzo entuzjastycznie i żywo na wszelkie jego działania.

– Tak! – krzyczała. – Niech moje piersi doznają tej samej miłości, jak me łono! Niech twoja męskość kocha mnie ku czci Matki! Nie spiesz się! Niech ta chwila trwa wieczność! Tak! Ach! Matko! Daj mi owoc mego trudu, ześlij mi swe błogosławieństwo! Doceń nasz hołd, potwierdź siłę sakramentu! Aaach!

Kochanek starał się jak mógł, by sprowadzić na nią „błogosławieństwo Matki”. Słuszność swych działań dostrzegał w coraz silniejszych skurczach, w coraz wyższym tonie głosu kobiety, w rosnącej wilgotności jej wnętrza. Gdy dotykał żołędzią samego dna pochwy, czuł się jak odkrywca nieznanych obszarów.

– Wypełniliśmy naszą powinność względem braci zwierząt, teraz złóżmy hołd przodkom, kochajmy się jak oni!

Zaprzestał ruchów, wyszedł z niej i poczekał na jej reakcję. Położyła się na plecach i rozchyliła nogi, podkurczając je i ukazując nie zwartą jeszcze po wyjściu członka Orona muszelkę.
– Chodź do mnie, najdroższy! Całuj me usta, pieść me piersi, kochaj me ciało!

Położył się na niej i poczuł, jak jej uda przywierają do jego boków. Wszedł w nią ponownie i spojrzał w jej oczy. Ujrzał prawdziwe oblicze zjawiska. Zielone oczy przedzierzgnęły się w tęczowe, a włosy stały się zielone. Kobieta uśmiechała się drapieżnie, szczerząc białe kły o połowę dłuższe od pozostałych zębów.

– Tak, najdroższy, teraz będziesz mnie kochał do końca świata, ku czci matki! – wyszeptała, a swym głosem zmroziła mu krew w żyłach. Przypomniał sobie opowieści zabobonnych bab i staruchów o rusałkach, pięknych dziewczętach uwodzących nieostrożnych chłopców kąpiących się w leśnych strumykach. Omamiały ich i kazały się kochać, aż wyczerpany i wycieńczony kochanek nie padał martwy. Oron spróbował wyjść z niej. Bezskutecznie.

– Jesteś w mojej mocy! Będziesz się ze mną kochał do końca życia! Ale czymże taka śmierć wobec większej chwały Matki! Tak! Tak! – zaczęła krzyczeć, gdy spanikowany Oron uspokoił się i wpadł na iście szatański pomysł. Zaparł się rękami o jej barki i wbił się w nią z całym impetem, aż klasnął podbrzuszem o jej łono i moszną o krocze. Szybko się wycofał i wrócił z jeszcze większą siłą i szybkością. Czuł, jak ciasne wnętrze kochanki zaczyna pulsować w rytm jego szybkich ruchów.

– Próbuj, a jakże! Niech nasze ciała dają sobie rozkosz, ku chwale Matki! Tak! Ach!

– Zobaczymy, kto kogo zachędoży na śmierć. – odparł Oron, jeszcze przyspieszając. Miał żywo w pamięci minioną noc i pomimo traumatycznych przeżyć tym razem miał nadzieję, że finał będzie identyczny. Dawno już zgubił rachubę, ile razy cofał się i ponawiał atak z siłą nie mniejszą, niż wcześniej. Dzięki pracy w kuźni miał końskie zdrowie i żelazne płuca. Rusałka otworzyła usta, ukazując ociekające śliną kły, wywaliła język i przechyliła głowę w bok, przymykając oczy. Z tą ekstatyczną miną przyjmowała kolejne próby doprowadzenia jej do orgazmu. Wbiła jeszcze paznokcie w jego plecy, aż krzyknął z bólu.

Po wielu minutach starań poczuł uderzenia gorąca do głowy i naszło go wrażenie, że rumienią mu się policzki. Serce waliło w klatce piersiowej i wydawało się, że za chwilę przeciśnie się przez żebra i wyskoczy na zewnątrz. W podbrzuszu rozeszła się fala ciepła, która podążała ku kroczu, a następnie wzdłuż członka do żołędzi. Pierwszy ładunek nasienia oddał, gdy akurat wchodził w nią na maksymalną głębokość. Cudowne uczucie spełnienia nakazywało mu pozostać w bezruchu, ale ślepa żądza ponaglała jego biodra do dalszych ruchów. Cofał się więc i szybko wracał, strzelając przy naporze i odwrocie. Czynił tak przez kilkanaście sekund. Na koniec wysunął z niej tyle męskości, ile się dało.

Rusałka zacisnęła zęby na tyle, na ile pozwalał jej wysunięty język. Zaczęła oddychać ustami, powietrze świszczało przez zęby. Targnęły nią spazmy orgazmu. Wygięła się w pałąk i opadła na ziemię, krzycząc niezrozumiałe słowa. Z kącika jej ust wypłynęła strużka piany. Przeorała paznokciami plecy i ramiona kochanka, zdrapując skórę aż do krwi. Po chwili Oron poczuł, jak tajemne pęta puszczają i wyszedł z niej pospiesznie, po czym odskoczył jak oparzony do tyłu. W ciągu kilku minut tarzająca się w piasku i krzycząca istota spłonęła doszczętnie, a jej popioły wiatr poniósł do rzeki, a ta do morza.

Młodzieniec długo nie mógł się otrząsnąć. Po dwóch kwadransach rozmyślań wykąpał się jeszcze raz i wrócił do osady, gdy słońce ledwie majaczyło na horyzoncie.

*** *** *** *** ***

Minął tydzień, zbliżała się noc przesilenia letniego. Dla mieszkańców osady – najważniejsza w roku. Rokrocznie młodzi, bezżenni mężczyźni mieli szansę stanąć do rywalizacji w łowach na świętego jelenia. Na zwycięzcę czekał naszyjnik z wilczych kłów oraz honorowe miejsce w radzie osady, do której zwyczajowo przyjmowano jedynie tych, którzy założyli już rodziny.

Z racji owdowienia w młodym wieku do polowania zaproszono także Orona. Po przygodzie z rusałką młodzieńca nurtowało coraz więcej pytań, na które nie znajdował odpowiedzi. Kim jest? Co tu robi? Dlaczego nie może kochać się z kobietami, jak każdy normalny mężczyzna? Jedyną osobą, której ufał na tyle, by się zwierzać, był przybrany ojciec. Ten jednak jeszcze nie wrócił. Pozostało mu więc trzymać się z dala od dziewcząt (które zaczęły interesować się nim bardziej, niż dotychczas) i zająć pracą w kuźni.

Jak zauważył Huan, chłopak wyrastał na solidnego rzemieślnika. Znalazł w sobie zamiłowanie do wymyślnych ostrzy i grotów. Zamiast majstrować narzędzia przydatne do pracy na roli i podkuwać konie, wolał hartować po kilkanaście razy ten sam sztylet lub miecz, aż ostrze nie dzieliło włosa na dwoje. Broń wykonana przez Orona charakteryzowała się najczęściej wygodną rękojeścią i falowaną klingą. Groty natomiast nieznaną kowalowi metodą po trafieniu zakotwiczały się w ciele ofiary i niemożliwe było usunięcie ich bez poharatania skóry i mięśni. Wielkie zasługi oddały podczas polowań na niedźwiedzie, które wykrwawiały się wyrywając z siebie spreparowane przez młodzieńca strzały.

Polowanie rozpoczęło się o zmierzchu. Jak każdy z uczestników, Oron wyekwipowany został w kołczan z dziesięcioma strzałami, łuk, nóż myśliwski oraz oszczep. Święty jeleń krążył od kilku dni w lasach dokoła wioski. Pojawiał się co roku, a zsyłał go sam bóg myśliwych Giogos. Dawał się podejść jedynie najmężniejszym i najsprytniejszym łowcom.

Półork nie zdradził nikomu, że od kiedy zwierzę pojawiło się w okolicy, nocami wybierał się na samotne polowanie. Odkrył w sobie naturę dotychczas mu nieznaną, która drzemała w nim i czekała na impuls do przebudzenia się, a którym był pojedynek z niedźwiedziem. Nieuzbrojony, w kaftanie i spodniach zapuszczał się w najgłębsze odmęty puszczy, aż poprzedniej nocy dotarł do samego matecznika. Spotkał tam zwierzynę, do której prowadziły go wypatrzone i wywęszone tropy. Podczas kolejnych wypraw zdawało mu się, że z dnia na dzień jego zmysły wyostrzają się. Cieszyło go to i niepokoiło jednocześnie.

Wielki, biały jeleń otoczony złocistą poświatą kroczył porośniętą krzewami polaną. Ich spojrzenia spotkały się. W tym momencie zaczajony do tej pory w zaroślach Oron wystąpił z cienia i stanął w blasku księżyca. Dokoła niego powstało zamieszanie i na polanę zaczęły wychodzić przeróżne stwory. Srebrny niedźwiedź o gabarytach małego domu kroczył wespół z czarnym jak noc wilkiem rozmiarów sporego konia. Towarzyszyły im złotorogie sarny, króliki wielkości dużych psów i nieznane człowiekowi wielkie koty o diamentowych pazurach. Zachowywały się spokojnie, jakby nigdy nie spotkały człowieka i nie wiedziały, że może on zrobić im krzywdę. Zdumiony młodzieniec kroczył w kierunku jelenia, który stał niewzruszony, a dokoła niego gromadziła się jego zwierzęca świta. W końcu łowca i zwierzyna stanęli oko w oko.

– Witaj w moim królestwie, Oronie Półorku.

Usłyszane słowa wprawiły go w zdumienie. Czy ktoś doszedł tu za nim? A może to któreś ze zwierząt przemówiło? Odwrócił się. Na wyciągnięcie ręki stał przed nim rosły mężczyzna wyglądający na około trzydzieści lat. Bujne włosy splecione w warkocze i sięgająca torsu, wypielęgnowana broda nie pozwalały co prawda odgadnąć wieku jegomościa, ale młodzieniec wyczytał to w jego oczach. Oczach bestii. Odkrycie to zdumiało Orona. Jego spojrzenie przypominało kocie. Zwężone, pionowe źrenice spoglądały na chłopaka bez wyrazu, za to usta skrzywił przyjazny uśmiech.

– Przepraszam, nie przedstawiłem się. Giogos. – rzekł mężczyzna i wyciągnął do niego dłoń. Po chwili wahania młodzieniec uścisnął ją. Zapewne nie wyglądam na boga, co? Zaskoczę cię. Jestem tym samym, o którym bajdurzą wasi starcy. Panuję nad tym lasem i strzegę przed niegodnymi miejsce, w którym się znalazłeś.

-Czy to znaczy, że jestem tego godzien?

-Nie do końca. Po prostu miałeś szczęście, moje ogary cię nie zwietrzyły. Sam nie wiem, jakim cudem.

-Dlaczego nazwałeś mnie półorkiem?

Giogos milczał dłuższą chwilę, zanim odpowiedział. Założył ręce na krzyżu chwytając swe dłonie i obszedł chłopaka kilka razy. Byli podobnego wzrostu i postury z tym, że muskulatura Orona nie stała się jeszcze właściwa dla wieku w pełni męskiego.

– Na to pytanie zabrania mi odpowiedzieć twoje przeznaczenie. – rzekł w końcu.

– Czy to ma związek z moją przypadłością?

– O jakiej to przypadłości mówisz? – bóg udał, że nie ma pojęcia o śmierci Hyeny i wypadku z driadą. Rzecz jasna, wiedział wszystko. Wydarzenia sprzed dwudziestu lat odbiły się szerokim echem w świecie nadprzyrodzonym. Niektórzy obdarzeni odpowiednimi zdolnościami ludzie też wiedzieli. Nie było ich jednak zbyt wielu i w większości nie dożyli tego dnia, gdyż w chwili poczęcia Orona byli już bardzo posunięci w latach. – Magowie mogą ci pomóc. Poszukaj także dobrej wyroczni. Ode mnie niczego się nie dowiesz.

Oron zmieszał się. Do tej pory niczego się nie dowiedział o swoim pochodzeniu, a Berg zawsze zapadał w wymowne milczenie, gdy padało pytanie o rodziców chłopaka.

– Wracaj już do siebie. Przed tobą ciężki dzień.

– Tak właśnie zrobię. To był wielki zaszczyt ciebie poznać, Giogosie.

No no, bez tych ceremonii, nie lubię ich. Tak samo zresztą, jak ofiar ze zwierząt. Najlepszym sposobem na zaskarbienie sobie moich łask jest dbanie o las. Jednakże nie mów tego wieśniakom, mogą cię zabić za bluźnierstwo. Może z czasem sami to zrozumieją.

Oron nic nie powiedział, skinął jedynie głową, odwrócił się plecami do Giogosa i odszedł w kierunku wioski. Wracał tą samą drogą, którą przybył. Nie pokonałby jej żyw żaden człowiek. Wielokrotnie musiał przeskakiwać nad głębokimi parowami, a zbyt szerokie przepaście przebywać balansując na konarach drzew rosnących po obu stronach. Poruszał się bezszelestnie i w miarę możliwości zawsze pod wiatr, toteż nie zwęszył go żaden z drapieżników przemierzających nocą puszczę.

*** *** *** *** ***

Następnego wieczora o zachodzie słońca dźwięk rogu obwieścił początek łowów. Półork wiedział, dokąd iść. Udawał, że kluczy po lesie, ostatecznie zmierzał w stronę matecznika. Już przed północą znalazł się na polanie, gdzie czekało na niego trofeum. Zbliżył się do czekającego nań olbrzymiego jelenia, gdy poczuł ukłucie w prawym barku. Uderzyła go myśliwska strzała, jedna z wielu sporządzonych na dziś wieczór. Nie wbiła się jednak w skórę, lecz odbiła zostawiwszy bolesnego siniaka i spadła na ziemię. Odwrócił się. Astar, bratanek Grygera, kroczył ku niemu z napiętym łukiem.

– Mości Oronie, zostaliśmy tylko my i ten piękny jeleń. Czyż to nie dziwne?

– Wcale a wcale. – zripostował Oron. Chociaż kolejna strzała była wycelowana prosto w jego serce, nie czuł strachu. Odkrycie sprzed chwili zaszokowało go. Owszem, nigdy jeszcze nie zranił się żadnym narzędziem ani nożem, ale kładł to na karb szczęśliwych zbiegów okoliczności. Tymczasem teraz strzała odbiła się wprost od jego skóry! Zapewne długo by jeszcze rozmyślał, ale drażniła go obecność Astara. – Nie dziwne jest też to, że konfident Grygera wbija komuś strzałę w plecy. Noża byś nie dorzucił?

– Zamilcz, mutancie! Myślisz, że nie wiem, skąd się wziąłeś? Starzy powiadają, że wyprułeś matce bebechy. I to ona pierwsza nazwała cię Przeklętym. Nie możesz być synem męża! Nawet strzały się ciebie nie imają!

– Zdaje się, że masz rację. Przykro mi jednak, że to odkrycie przypłacisz życiem.

Nie był to głos Orona. Astar chciał coś powiedzieć, usłyszał kroki za plecami. Nim zdołał się obrócić, potężna pięść zgruchotała mu czaszkę. Bóg myśliwych Giogos tylko wybranym pozwala dotrzeć do serca swego królestwa.

– Śledził cię od początku. Nie mogłem pozwolić, by ktoś przepełniony chciwością poznał sekretną ścieżkę.

– Dziękuję za troskę, ale chyba czeka mnie małe polowanie.

– W takim razie ruszaj, Oronie Półorku. Wątpię, byśmy jeszcze kiedyś się spotkali. Pamiętaj, że nie możesz tłumić w sobie bestii. Ona wcześniej czy później z ciebie wyjdzie.

– Żegnaj, Giogosie. Będę o tym pamiętał.


Jelenia nie było na polanie. Spłoszył go widok Astara, na którego przybycie nie był przygotowany. Oronowi nie pozostało więc nic innego, jak dopaść go i zabić.

Młodzieniec biegł niemalże sprintem przez las, podążając tropem świętego jelenia. Buzowała w nim adrenalina, jakiej nie czuł do tej pory. Wzrok wyostrzył się, podobnie jak słuch i węch. Tylko dzięki temu usłyszał nawołujących się myśliwych. Wystraszone przez Astara zwierzę nie zachowało ostrożności i dało się wytropić. Zobaczył je biegnące przez las, a kilkadziesiąt metrów za nim kilkunastu rówieśników z osady. Próbowali otoczyć jelenia, ale wciąż im się wymykał. Gdy zobaczył Orona, manewrując między myśliwymi zawrócił w jego stronę. Półork założył strzałę na łuku i napiął cięciwę. Wymierzył w biegnącego ku niemu rogacza, zwolnił uścisk palców. Strzała przebiła gardło zwierzęcia, które padło u jego stóp.

*** *** *** *** ***

Całonocną biesiadę mącił jedynie niepokój Grygera o wciąż nie wracającego Astara. Pozostali bawili się w najlepsze, mężczyźni winszowali Oronowi, którego tors dumnie zdobił wilczy naszyjnik. Podpitego chłopaka z czasem zaczął męczyć pęcherz, toteż postanowił udać się w ustronne miejsce.

Zbliżał się świt, tu i tam zataczali się pijani mężczyźni, a także przemykały do lasu pary nastolatków, które korzystając z zaangażowania dorosłych w świętowanie, postanowiły nabyć pierwszych miłosnych doświadczeń. Ciężko było nie wejść w krzaki, w których nie spotkałoby się młodej pary w negliżu i niedwuznacznej sytuacji, tym niemniej w końcu odszedł od wioski na tyle daleko, żeby spokojnie się wysikać. Wtedy usłyszał kroki.

Nie należały do mężczyzny, gdyż stawiane były lekko i ostrożnie. Nieba nie zasłaniała żadna chmura, toteż bez problemu w świetlne księżyca rozpoznał, kto nadchodzi. Była to Kyena, średnia córka Grygera. Dziewczyna z najskrytszych snów Półorka kroczyła ku niemu i zapewne nie miała ochoty dyskutować o polowaniu.

– W końcu sami… – wyszeptała.

– Kyena, posłuchaj mnie… – rzekł odwracając się i zaciągając rzemyki w spodniach – To nie jest dobry pomysł. Może spotkać cię to samo, co siostrę. Prawie na pewno spotka.

– Pewnie nie wytrzymała pierwszego razu. Nie bój się, ja mam go już za sobą. To jak, zabawimy się?

Chciał zaprotestować, ale pociągnęła go za koszulę w dół, zarzuciła ręce na szyję i zamknęła mu usta pocałunkiem. Łapczywie ssała i gryzła jego wargi, tuląc się do potężnego torsu. Była tak niska, że normalnie nie sięgałaby mu nawet do piersi, ale ponieważ zdezorientowany schylił się ku niej, mogła w pełni rozkoszować się smakiem jego ust. Dłonie młodej kobiety zaczęły błądzić po jego ramionach i plecach. Postanowił zaryzykować i pójść na całość. Chwycił dłońmi jej pełne pośladki i uniósł dziewczę do góry. Uklęknął, wciąż trwając w pożądliwym pocałunku. Chwilę później leżała już na plecach. Poczuł na torsie młode, jędrne piersi , które oddzielał od niego tylko cienki materiał letniej sukienki i koszula. Miał okazję ucieleśnić swe młodzieńcze fantazje, ona zaś chciała zasmakować z nim miłości. Rozbudzona w Półorku natura nakazywała kochać się namiętnie i bez zahamowań. Kyena nie pozostawała mu dłużna. Podczas, gdy intensywnie pieścił dłońmi jej ciało, dziewczyna błądziła rękami po jego plecach i wpijała się weń paznokciami, gdy podrażnił któreś z jej wrażliwych miejsc.

Oderwał usta od wymiętych, miejscami popękanych i zakrwawionych warg kochanki, po czym przemierzył językiem jej szyję kreśląc nieregularne wzorki na napiętej skórze. Chwycił przód jej sukienki i zdarł z niej okrycie jednym ruchem. Uwolnione piersi zakołysały się i naprężyły, gdy wplotła dłonie we włosy.

– Jesteś niesamowity… – wyszeptała – Posiądź mnie wreszcie…

Nie miał zamiaru jej odmawiać. Rozchylił ponętne nogi kochanki. Ujrzał nie widzianą od pamiętnego wypadku nad rzeką, zachęcająco skierowaną ku niemu muszelkę. Zsunął spodnie i położył się na partnerce. Naprężony, potężny członek dyndał tuż przy jej szparce, obijając się o rozchylone uda.

Spojrzeli sobie w oczy. Dzięki nocnej porze nie dostrzegła zmian w jego spojrzeniu. Nie widziała czerwonych tęczówek i czarnych białek. Położył dłoń na wilgotnym łonie i rozchylił nabrzmiałe, delikatne wargi. Złożył na jej ustach kolejny chciwy pocałunek i wtargnął w nią męskością. Krzyknęła do jego ust i zaczęła bić pięściami w ramiona kochanka, gdy ten zainicjował miłosny rytuał. Różnica wzrostów sprawiała, że wchodził w nią ledwie na ćwierć długości. Po kilku ruchach rozgościł się w rozkosznym, ciepłym wnętrzu. Obejmowała go bardzo ciasno, ledwie się w niej mieścił. Wchodził w nią szybko, mocno i zdecydowanie, nie pozwalając Kyenie zaczerpnąć tchu.

Przedłużający się pocałunek wyczerpywał ją do ostatka, nie miała już siły się wyrywać. Zadarła wyżej nogi, by ułatwić mu penetrację, skryła też ponownie dłonie we włosach. Uniósł głowę, by ujrzeć, jak całe jej ciało wygina się w pałąk przy każdym pchnięciu monstrualnego członka. Piersi były tak nabrzmiałe, że ledwie podrygiwały w rytm zdecydowanych ruchów Półorka.

– Teraz już wiesz, co spotkało Hyenę?

– Tak… – jęknęła. – Ale nie przestawaj… Jestem twoja… Kochaj mnie! Chcę czuć cię całego…

Objął ją potężnymi ramionami i usiadł. Siedzieli zwróceni twarzami do siebie, nie przerywając stosunku.

– Zawsze o tym marzyłem… – wyszeptał, po czym opuścił ją na stojącego pionowo członka.
Wszedł cały, docierając w najgłębsze zakamarki zdezorientowanej dziewczyny. Krzyknęła, ale tym razem zamiast ją pocałować, przycisnął ręką jej głowę do
torsu. Drugą ręką unosił ją i opuszczał. Chociaż czuła przenikliwy ból w podbrzuszu, ciało zaczęło reagować na męskość Orona niczym na wyrafinowaną pieszczotę. Nawilżyła się na tyle, by ruchy kochanka w jej wnętrzu nie powodowały mimowolnego krzyku. Ten ustąpił miejsca niepohamowanym jękom i spazmom. Już nie musiał kneblować jej ust własnym ciałem, mógł chwycić biodra Kyeny i nadziewać ją na siebie coraz szybciej i mocniej. Nie pozostawała bierna – położyła dłonie na jego ramionach i pomagała mu unosić swe ciało, poruszała również biodrami w przód i w tył.

Bezmyślnie odwrócił twarz w stronę księżyca i wtedy poznała prawdę. Było już jednak za późno. Rozpalone ciało dawało sygnały, że nadchodzi spełnienie. Sutki i łechtaczka paliły ją tak, że nie mogła powstrzymać jęków i krzyków. Silne skurcze kobiecości uwięziły członka w środku, zostawiając mu niewielkie pole manewru. Młodzieniec jęknął przeciągle i wlał w nią swe pożądanie, a jej zgubę. Ciepły, uderzający w jej wnętrzu płyn doprowadził ją na szczyt. Miała wrażenie, że jej dusza wyrywa się z ciała. Zapada się w dół. Spazmy i drgawki jeszcze wzmagały ekstazę. Miała ochotę krzyczeć, ale głos zamarł w jej ustach. Wnętrze pulsowało coraz wolniej, ale każdy kolejny skurcz zamiast słabnąć był coraz silniejszy. Korzystając z bezwładności jej ciała, zdjął ją z siebie i położył na trawie. Spoglądała nieprzytomnie na rozgwieżdżone niebo. W przedagonalnych spazmach unosiła biodra do góry, ryjąc piętami ziemię. Była kompletnie zaspokojona. A także martwa, niestety.

*** *** *** *** ***

– I co było później? – zaciekawiła się Rychela, bawiąc się członkiem lepkim od zasychającej spermy i śluzu.

– To, czego należało się spodziewać. Wieśniacy nie czekali na powrót Berga, wypędzili mnie. Rzucali za mną kamieniami, ale poza stłuczeniami i siniakami nie byli w stanie wyrządzić mi krzywdy. Dostałem konia i miecz od Huana, z pozdrowieniami od wspólnego znajomego. Zdaje mi się, że nie tylko ja miałem przyjemność poznać Giogosa. Nigdy więcej nie spotkałem już nikogo z wioski, w której się wychowałem.

Rychela milczała. Oron nie miał już dla niej innych opowieści, więc zaczęli się kochać.

Przejdź do kolejnej części – Przekleństwo Ekstazy cz. VII [Rework]

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

W końcu! :)Wspaniale

Nocny Kwiecie, jeśli Ci się podobało, to oceń – żeby ta pojedyncza trójka nie psuła wizerunku opowiadania 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Genialna seria:)

Nareszcie się doczekaliśmy :)) warto było czekać
gratulacje 🙂

Panna M

nie żebym marudził ale jest już 13 sierpnia a kolejnej części ani widu ani słychu…
jimmyg

Premiera 7 części przeniesiona na 16 sierpnia 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Niezłe tempo ma nasz bohater. Przy podobnych walorach i talentach może doprowadzić do wyludnienia okolicy. Zaciekawiła mnie postać boga lasu. Oficjalnie pan myśliwych, wydaje się bardziej ukrytym obrońcą środowiska naturalnego. Udana, niejednoznaczna figura. Zostały jeszcze dwie części, ta przewyższa poprzednie objętością. Coś się z pewnoscią wydarzy.

Napisz komentarz