Opowieść helleńska: Demetriusz XVIII (Megas Alexandros)  4.26/5 (36)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 27 minut/-y    
George Lawrence Bulleid, "Wiązanie opaski"

George Lawrence Bulleid, “Wiązanie opaski”

Kritias stał przed lustrem – wielkim dyskiem z wypolerowanego brązu – podczas gdy niewolnicy ubierali go w pyszną szatę w kolorze purpury. Tego wieczoru zrezygnował z tradycyjnej bieli oraz złota, barw delfickiego sanktuarium. Tam, gdzie się udawał, odzienie kapłana przyciągnęłoby zbyt wiele ciekawskich spojrzeń. Nie życzył sobie tego rodzaju uwagi. Dlatego też postanowił wcielić się w attyckiego eleganta, podobnego Hiperejdesowi.

Jego długie, lśniąco czarne włosy zostały natarte wonnymi olejkami, a następnie spoczął na nich oliwny wieniec. Kritias traktował go jak zwykłą ozdobę, choć w Mieście zwykło się nagradzać nim szczególnie zasłużonych mężów. Na palce wsunął złote pierścienie z drogimi kamieniami. Przeglądał się w lustrze, podziwiając swoje odbicie. Zaiste, był ukochanym synem Apollina, żyjącym pośród śmiertelników. Jeśli ktokolwiek miał w tym względzie wątpliwości, powinien ujrzeć go właśnie teraz, w całym splendorze nieludzkiego piękna. Jakże różnił się od otaczających go sług! Górował nad nimi niczym barwny motyl nad ohydnymi pędrakami.

Jego zabiegom przyglądał się urodziwy efeb o jasnych włosach i niespokojnych oczach. Siedział pod ścianą komnaty, na wielkiej, okutej brązem skrzyni na ubrania. Kritias pozwolił mu przebywać w swoich
komnatach, teraz jednak całkowicie go ignorował. Narkissos bywał przydatny, ale z czasem jego obecność stawała się irytująca. Do wad młodzieńca należały: bezczelność, zadufanie, lubieżność oraz nielojalność. Choć bardzo starał się je ukryć, nie mógł zwieść delfickiego kapłana. Ten bowiem, nie dostrzegając nigdy własnych słabości, bezbłędnie rozpoznawał je u innych.

Wkrótce po tym, jak zamieszkał w ateńskiej willi Hiperejdesa, Kritias pojął, że przyjaźń z Narkissosem może się okazać bardzo korzystna. Nie musiał się nawet zbytnio wysilać. Efeb prędko wyczuł, że ma do czynienia z kimś bardzo podobnym do siebie. W mgnieniu oka zadurzył się w kapłanie i był gotów zrobić wszystko, by pozyskać jego względy. Donosił mu o tym, co mówiono na ulicach, pełnił rolę przewodnika po Atenach, zdradzał sekrety swego opiekuna i kochanka. Posunął się nawet do tego, że w czasie sympozjonu dosypał Hiperejdesowi do wina niezbyt silnej trucizny, która jednak zmusiła go do opuszczenia sali i udania się na spoczynek. To zaś umożliwiło Kritiasowi wywarcie zemsty na Fojbiane – pod jego kierunkiem bankiet przemienił w brutalną orgię, której punktem kulminacyjnym był gwałt na heterze.

To jednak była już przeszłość. Ostatnimi czasy Narkissos stał się coraz bardziej nużącym towarzyszem. Narzucał się Kritiasowi ze swą namiętnością, pragnąc służyć mu swym ciałem tak, jak usługiwał Hiperejdesowi. Usilnie żądał również dopuszczenia do mrocznych tajemnic kapłana – misternej sieci spisków, które tkał on w całych Atenach i poza ich granicami. Nie potrafił pojąć, że jest tylko narzędziem. Użytecznym, lecz w razie potrzeby możliwym do zastąpienia. Przełożony delfickiego sanktuarium dbał o to, by efeb nie wiedział zbyt wiele i nie mógł mu w żaden sposób zagrozić. Z tego samego powodu nie wziął go do łoża, choć przecież nieobce mu były rozkosze miłości między mężczyznami. Chciał jednak uniknąć konfliktu ze swym gospodarzem, a także gorszących wybuchów scen zazdrości. Hiperejdes był narzędziem znacznie bardziej subtelnym oraz drogocennym; narzędziem, o które należało dbać, oszczędzając mu wszelkich oznak lekceważenia.

Intryga podczas sympozjonu była jedynym działaniem, które Kritias podjął przeciw ateńskiemu adwokatowi. Przemożna chęć ukarania hetery okazała się wówczas silniejsza od podszeptów zdrowego rozsądku. Cóż, czasem trzeba ulec namiętnościom. Wszak nawet boski Apollo pozwalał sobie na chwile słodkiego zapomnienia. Jednak nawet wtedy kapłan zadbał o to, by Narkissos wziął na siebie winę za krzywdę Fojbiane.

Najwyraźniej głupiec oczekiwał teraz wdzięczności za chwilę rozkoszy, którą przeżył, gwałcąc Szmaragdowooką. Co więcej, głośno formułował swe oczekiwania! To było już całkiem oburzające. Kiedy znowu otworzył usta, Kritias poczuł przemożną chęć, by go uderzyć.

– Pozwól mi iść z wami – poprosił po raz nie wiedzieć już który. – Jeśli się zgodzisz, Hiperejdes nie będzie się sprzeciwiał!

Kapłan skrzywił się z niesmakiem. Niedbałym machnięciem ręki odesłał niewolników. Zostali w komnacie sami.

– Hiperejdes wciąż się na ciebie gniewa – odparł, starając się, by w jego głosie nie zabrzmiała irytacja. – Jeśli wstawię się za tobą, uzna, że w czasie sympozjonu działaliśmy wspólnie. Albo zacznie podejrzewać nas o romans. Nie mogę sobie pozwolić ani na jedno, ani na drugie.

– Chcę pójść z wami! – młodzieniec był uparty. Lecz biorąc pod uwagę, gdzie udawali się starsi mężczyźni, trudno mu się było dziwić. – Tyle słyszałem o Sekrecie Penelopy!

Kritias ostatni raz spojrzał w lustro, a potem odwrócił się w jego stronę. Pozwolił sobie na łaskawy uśmiech.

– Najpiękniejsze dziewczęta w całych Atenach – rzekł. – A także urodziwi chłopcy, gotowi na każde skinienie. Rozumiem, czemu chcesz nam towarzyszyć.

Narkissos rozpogodził się, sądząc, że opór kapłana słabnie. Ten jednak szybko rozwiał jego złudzenia:

– Hiperejdes zaprosił tylko mnie. Po drodze będziemy omawiać rzeczy nieprzeznaczone dla twoich uszu. Sam zatem widzisz, że nie możesz z nami jechać.

Efeb już podnosił się na równe nogi, by zaprotestować, gdy do komnaty zajrzał sługa. Pochylił z szacunkiem głowę i przeprosił za przybycie bez wezwania.

– Czcigodny panie – zwrócił się do Kritiasa. – Niewolnica dostojnej Eurynome, żony stratega Dionizjusza, błaga, byś ją przyjął.

– Wprowadź ją, a potem odejdź. Ty też racz wyjść, Narkissosie.

Młodzieniec przybrał naburmuszoną minę, ale w końcu podniósł się ze skrzyni i opuścił komnatę, mijając się w drzwiach z Anteją. Jasnowłosa niewolnica była kobietą o powabnych kształtach i zmysłowych ruchach. Teraz jednak w ciemnoniebieskich oczach krył się lęk. Osunęła się na kolana przed kapłanem i pozdrowiła go, jak należało, lecz jej głos drżał.

– Mów, z czym przychodzisz – rozkazał, nie odwzajemniając powitania. Podejrzewał, że nie spodoba mu się to, co usłyszy.

– Dostojna Eurynome kazała…

– Wiem, kto cię przysłał! – przerwał jej niecierpliwie. – Spieszy mi się, więc przejdź do rzeczy.

Dziewczyna milczała przez chwilę. Kiedy uniosła głowę, w jej oczach dostrzegł łzy.

– Dionizjusz z Faleronu wciąż żyje, czcigodny panie. Trucizna zabiła niewolnicę, którą wziął sobie do łoża. Moja pani opuściła dom męża i otrzymała azyl w świątyni Hery. Obawia się o swoje życie. Błaga cię o pomoc. Będzie tam czekać, aż ją uratujesz.

Kritias poczuł, jak rośnie w nim gniew. Powierzył tej dziwce jedno proste zadanie, a ona i tak zawiodła. Teraz zaś oczekuje od niego, że będzie ratował jej nic niewartą skórę! Z drugiej strony, jeśli odmówi jej pomocy, Eurynome wpadnie znów w ręce swego męża. Kapłan nie miał złudzeń co do nienaruszalności azylu, który przyznały jej kapłanki Hery. Gdy tylko Dionizjusz dowie się, gdzie przebywa jego niedoszła zabójczyni, przyjdzie po nią, a potem zmusi do mówienia. Nie można było do tego dopuścić!

Należało usunąć wszelkie ślady łączące go z nieudaną próbą morderstwa. A także wszystkich świadków. Kritias spoglądał z góry na Anteję. Zadał sobie pytanie, jak dużo może wiedzieć. Pełniła funkcję pośredniczki między nim a Eurynome, krążyła pomiędzy nimi, pomagając umawiać tajemne spotkania. Nie miał wątpliwości, że na torturach zdradzi wszystko. Nawet jeśli pozostawała lojalna wobec swej przegranej pani, ateńscy oprawcy potrafili skłaniać do wylewności.

Musiała umrzeć, to oczywiste. Ale komu powierzyć owo niewdzięczne zadanie? Delficki kapłan żałował, że nie ma pod ręką żadnego spośród współspiskowców. Olbrzymi Celt Brennus jednym ruchem skręciłby Anteji kark. Tryfon z Ambrakii podałby jej dla orzeźwienia zatruty kielich wina, a potem patrzył, jak umiera w męczarniach. Filona wbiłaby sztylet w samo serce. Kritias był jednak pozbawiony ich pomocy. Wielokrotnie składał na ołtarzu ofiary ze zwierząt. Niejeden raz wydał wyrok śmierci. Przyglądał się też licznym egzekucjom, zwłaszcza na więźniach królowej Olimpias w odległym Passaronie. Sam wszakże nigdy nie odebrał życia drugiemu człowiekowi. Nie wiedział nawet, jak się do tego najlepiej zabrać.

Uklęknął przed dziewczyną i położył dłonie na jej ramionach. Popatrzyła na niego ufnie, z nadzieją. Widać było, że wydarzenia ostatnich godzin wprawiły ją w przerażenie. Wraz ze swą panią musiała uciekać z domu, współwinna zbrodni trucicielstwa. Stała się zwierzyną łowną. Miała świadomość, że jeśli wpadnie w ręce Dionizjusza lub scytyjskiej straży miejskiej, czeka ją okrutny los. Być może sędziowie pozwolą wypić cykutę jej pani, lecz nikt nie będzie tak łagodny dla zwykłej niewolnicy.

Właściwie, wyświadczam jej przysługę, pomyślał, gdy jego dłonie sunęły powoli w kierunku szyi jasnowłosej. To lepsze niż wielodniowe tortury, a potem śmierć na palu albo krzyżu. Powinna być mi wdzięczna.

– Nie martw się… – wyszeptał, uśmiechając się do dziewczyny. – Wszystko będzie dobrze.

Tak bardzo chciała mu uwierzyć, że nie broniła się, gdy objął oburącz jej smukłą szyję. Dopiero kiedy zacisnął palce, dławiąc ją i dusząc, w oczach dziewczyny pojawiła się groza. Szarpnęła się całym ciałem, znacznie mocniej niż przewidywał i prawie wyrwała mu się z rąk. Chwycił ją silniej i naparł całym swym ciężarem, sprawiając, że poleciała w tył, na plecy. Przycisnął ją do podłogi. Uniosła ręce ku jego przedramionom. Sapnął z bólu, gdy długie, wypielęgnowane paznokcie wbiły się w skórę. Chciała krzyczeć, lecz zakrył jej usta swoimi. Czuł pod sobą jej walczące o życie ciało. Broniła się rozpaczliwie. Ugryzła go w wargę, a potem jakimś cudem udało jej się wsunąć udo między jego nogi. Kopnęła z całej siły, celując w krocze kapłana. Tym razem zawył z bólu i rozchylił palce. Czym prędzej zepchnęła go z siebie i zaczęła gramolić się z podłogi.

Do komnaty wpadł Narkissos, który najwyraźniej podsłuchiwał pod drzwiami. Anteja rzuciła się ku niemu, błagając o ratunek. W oczach efeba nie było jednak litości. Uderzył ją na odlew, tak że znów zwaliła się na podłogę. Kritias podnosił się powoli, drżący i pobladły, trzymając się za pulsujące bólem przyrodzenie.

– Trzymaj ją… – wykrztusił.

Młodzieniec przygniótł swoim ciałem nogi niewolnicy, rękoma zaś unieruchomił jej nadgarstki. Nie próbowała krzyczeć. Wiedziała już, że nikt nie przyjdzie jej z pomocą. Wciąż jednak walczyła, chociaż bez nadziei. Kritias znów chwycił ją za gardło i ścisnął mocno. Anteja spoglądała bezrozumnie w jego ciemne oczy, a jej twarz stawała się coraz bardziej sina. W końcu znieruchomiała. Dla pewności dławił ją jeszcze przez kilka minut, aż wreszcie pojął, że dziewczyna nie żyje. Dopiero wtedy odważył się rozluźnić palce.

Ciszę, która wtedy nastała, przerwał Narkissos.

– Silna jak na dziewkę – zauważył wesoło, jakby właśnie uczynił coś, na co od dawna wyczekiwał z utęsknieniem. – Trzeba było ją najpierw ogłuszyć. Nie broniłaby się tak wytrwale…

Kritias go nie słuchał. Bardzo powoli podniósł się z kolan. Popatrzył na swoje dłonie, a potem na zwłoki niewolnicy. I znów na dłonie.

– Musimy ją ukryć – zauważył efeb. – Inaczej Hiperejdes zada nam mnóstwo niewygodnych pytań. Potem pomyślimy, jak pozbyć się ciała.

Dopiero teraz kapłan zwrócił na niego uwagę.

– Skrzynia na odzienie – zdecydował. – Powinna się tam zmieścić.

– Najwyżej będzie jej ciut niewygodnie.

Opróżnili skrzynię, a potem wspólnymi siłami wepchnęli do niej zwłoki Anteji. Narkissos zamknął wieko i uśmiechnął się szeroko.

– Liczę na twoją dyskrecję – powiedział Kritias. Czuł w sercu niepokój, jakby właśnie zbudziło się w nim dawno uśpione sumienie. A także wstyd, spowodowany faktem, że nie potrafił sam poradzić sobie z dziewczyną. Zamiast usunąć świadka, stworzył nowego, znacznie groźniejszego.

– A ja liczę, że zabierzecie mnie do Sekretu Penelopy – odparł bezczelnie efeb.

Kapłan popatrzył na niego z niedowierzaniem. Jak w takim momencie mógł myśleć o wizycie w domu rozkoszy? Młodzieniec tryskał humorem, zupełnie nieprzejęty tym, co przed chwilą uczynili. W jego beztrosce było coś znajomego… Kritias spotkał już kiedyś podobnego mu człowieka. Tamten był starszy, bardziej doświadczony, a jego twarz szpeciły zdobyte na wojnach blizny oraz pusty oczodół. Nie był utrzymankiem starszych mężczyzn, lecz żołnierzem, a potem łowcą głów.

A jednak, choć tych dwóch dzieliło wszystko, kapłan dostrzegł w Narkissosie uderzające podobieństwo do Alkajosa. I wówczas zrozumiał, jak wykorzystać okrutnego efeba.

– Mam dla ciebie inne zadanie, które jak sądzę, sprawi ci równie wiele przyjemności…

Słuchając dalszych słów Kritiasa, młodzieniec uśmiechnął się szeroko. Lecz w jego pięknych oczach nie było wesołości, tylko mroczne pożądanie. Dziś po raz pierwszy zasmakował mordu i choć to nie jego dłonie zadały śmierć, pragnął więcej. Wkrótce jego pragnienia miały się spełnić.

Kritias posłał go do świątyni Hery.

* * *

Pół dnia upłynęło mu na poszukiwaniach Eubulosa z Soli.

Zdawało się, że słynny komediopisarz umyka przed nim, zostawiając jednak wyraźny trop, pozwalający na kontynuację pościgu. Zjadł obiad w tawernie na Wzgórzu Nimf – lecz opuścił już to miejsce, zanim dotarł tam Falerończyk. Pił i grał w kości z kompanami w jednej z szulerni u stóp Areopagu – ale i stąd zabrał się przed przybyciem Demetriusza. Serwująca wino niewolnica dobrze zapamiętała czerwonego na twarzy tłuściocha, który wpychał jej rękę pod tunikę i śmiał się głośno, kiedy akurat wygrywał. Szepnęła młodemu poszukiwaczowi, że Eubulos planował wyprawę do domu rozkoszy o nazwie Pocałunek Alkmene. Chcąc nie chcąc, syn Dionizjusza udał się w jego ślady.

Był to dość podły burdel położony u podnóża Pnyksu. Zmierzając w jego stronę, Demetriusz dziwił się, czemu Eubulos wybrał akurat ten przybytek. Przypomniał sobie jednak, że triumfy na ateńskich festiwalach, choć bardzo prestiżowe, nie należały do szczególnie intratnych. Kiedy komedia Menandra zwyciężyła podczas Lenajów, poeta zyskał wieniec oliwny i uwielbienie całych Aten. Niestety, nie przełożyło się to w żaden sposób na przypływ gotówki. Zapewne komediopisarz z Soli również nie cierpiał na nadmiar oboli w sakiewce. Świętował zatem zgodnie z możliwościami.

Pocałunek Alkmene mieścił się w jednopiętrowym budynku, jakby przytulonym do wzgórza. Na parterze urządzono gospodę, gdzie klienci pili najtańsze sikacze, czekając, aż któraś z dziewcząt z piętra będzie gotowa ich przyjąć. Demetriusz rozejrzał się po brudnym i skąpo oświetlonym wnętrzu. Nie dostrzegł nigdzie Eubulosa, lecz jego uwagę przyciągnął stół ustawiony w najdalszym rogu izby. Siedział przy nim szczupły, niewysoki człowiek, którego twarz kryła się w cieniu. Falerończyk skierował się ku niemu, a potem dosiadł się bez pytania o zgodę.

– Dobry wieczór, Menandrze – uśmiechnął się do swego przyjaciela. – Nie spodziewałem się znaleźć ciebie w takim miejscu. Co cię tu ściągnęło? Wyborne trunki czy piękne dziewczęta?

– Nie tak głośno! – syknął tamten, pochylając się do przodu, tak że na jego policzki padł blask najbliższej lampy oliwnej. – Nie chcę, by ktokolwiek dowiedział się, kim jestem.

– Gdzie Eubulos? – Demetriusz ściszył głos do szeptu.

– Na górze. Zabawia się z którąś z tutejszych ladacznic. Już od godziny czekam, aż zejdzie.

– A gdy to zrobi, co zamierzasz uczynić?

Na chłopięcej twarzy Menandra pojawił się grymas gniewu.

– On musi zapłacić.

– Całkowicie się zgadzam. To wyjątkowa szuja. Ale czemu uważasz, że to twoje zadanie?

– Fojbiane nie ma nikogo! Nie pomogą jej ani sądy, ani urzędnicy miejscy. Jest tylko cudzoziemką, pogardzaną przez wszystkich, którzy mają jakąś władzę. Zostałem jej tylko ja.

– Przypominam, mój drogi, że porzuciła cię w dniu twej najboleśniejszej porażki. Uważam, że nic jej nie jesteś winien.

– Gdybym wtedy wygrał… Fojbiane nigdy nie znalazłaby się na uczcie u Hiperejdesa.

Demetriusz poczuł rosnącą irytację. Niewiele myśląc, wypalił:

– Gdyby nie była dziwką, która pożąda tylko złota i sławy, też by się tam nie znalazła!

Poeta zacisnął wargi. Długo milczał. Dziewka służebna zbliżyła się do ich stołu. Falerończyk miał ją już odpędzić, lecz uświadomił sobie, że może w ten sposób ściągnąć na siebie uwagę pozostałych klientów. Tego zaś sobie nie życzył. Uprzejmie zamówił zatem dwa kubki wina, a gdy służka zbyt długo się przy nim kręciła, najwyraźniej zainteresowana młodym i przystojnym gościem, odgonił ją siarczystym klapsem w pośladek. Pisnęła cicho, jakby z przyzwyczajenia i oddaliła się, zostawiając ich samych. Demetriusz westchnął i zwrócił się do przyjaciela:

– Wybacz mi te słowa. Wiem, że darzyłeś Fojbiane uczuciem. Nie powinienem był jej obrażać.

– Miałeś sporo racji. Szmaragdowooka nie jest najwierniejszą kobietą pod słońcem. Grzeszy też impulsywnością, łatwowiernością i brakiem rozsądku. Nie zmienia to jednak faktu, że złożyłem przysięgę. Ukarzę tych, którzy ją skrzywdzili.

– Domyślam się, że nie dasz się odwieść od tego postanowienia?

– Złożyłem przysięgę – powtórzył z naciskiem Menander. – Chciałbyś, bym lekko traktował własne słowo? Nawet to, które dałem tobie?

Falerończyk poczuł, że został pokonany. Przypomniał sobie rotę pradawnego ślubowania, które złożyli sobie przy grobie Iolaosa, heraklesowego towarzysza. Teraz zdawało mu się, że od tamtej chwili minęły wieki, a przecież stało się to raptem przed kilkoma miesiącami.

– Skoro nie mogę cię powstrzymać, muszę ci pomóc – oznajmił.

Menander potrząsnął głową.

– Jestem wdzięczny… lecz to nie twoja sprawa, druhu. Ty nic nie obiecywałeś Fojbiane.

– Ale obiecałem tobie.

Gdy poeta wciąż się sprzeciwiał, Demetriusz zaczął recytować:

– „Przyzywam Iolaosa i Heraklesa na świadków, by wysłuchali mej przysięgi. Jeśli ją złamię, niech moja dusza spłonie w najgorętszych ogniach Tartaru. Wojownik, który tu przede mną stoi, jest moim przyjacielem. Składam swoje życie w jego dłonie. Zawierzam mu swoją dumę i honor, wszystko, co mam najcenniejszego, bo wiem, że w chwili próby nie zawiedzie…”

– To może być niebezpieczne…

Falerończyk nie dał sobie przerwać.

– „Będę osłaniał go tarczą, póki starczy mi sił. Będę stał u jego boku w falandze, a jeśli szyk nasz zostanie złamany, będę osłaniał jego plecy. Uniosę mój miecz w jego sprawie i nie spocznę, póki razem nie zwyciężymy lub zginiemy. Będę wraz z nim bronił mego Miasta i jeśli dwaj staniemy w bramie, żaden wróg przez nią nie przejdzie…”

Tym razem to Menander westchnął, pobity własną bronią. A może poczuł ulgę, że nie będzie musiał sam mierzyć się z niewdzięcznym zadaniem? Demetriusz dokończył recytację:

– „Będę dbał o to, by nigdy nie zabrakło mu odwagi w obliczu śmierci. A jeśli pierwszy legnie na polu chwały, będę bronił jego ciała, aż sam upadnę obok niego. Najwierniejszy na sympozjonie, w miłości i w bitwie. Oto moja przysięga.”

– Oto moja przysięga – odpowiedział zrezygnowanym tonem poeta.

W tej właśnie chwili służąca przyniosła wino. Falerończyk poczekał, aż znajdzie się w bezpiecznej odległości od nich i wzniósł kubek do toastu.

– Za powodzenie naszego dzieła!

– Za zemstę – Menander stuknął swoim kubkiem o jego.

* * *

Na skąpanych w ostatnich promieniach zachodzącego słońca ulicach czuć było napięcie. Ludzie byli podenerwowani – może z powodu nieznośnego upału, który nawet o zmierzchu nie raczył osłabnąć, a może z innych, bardziej złożonych przyczyn. Hiperejdes i Kritias przedzierali się przez tłum obywateli oraz przyjezdnych. Idący przed nimi rosły i barczysty niewolnik nawoływał ludzi do rozstąpienia się, a bardziej opornych zmuszał do tego siłą. W kilka kroków za arystokratą i kapłanem podążali przysłani ze Sparty wojownicy, którzy tworzyli eskortę przełożonego delfickiego sanktuarium. Ubrani jak mieszkańcy Aten, odróżniali się jednak od otaczających ich mężczyzn. Wszyscy mieli krótko obcięte włosy, byli chudzi, lecz silni, a w ich oszczędnych ruchach czuć było niepokojącą drapieżność. Pod chitonami skrywali krótkie miecze oraz długie sztylety, bardziej przydatne do walki w ścisku. Stale czujni, rzucali na boki groźne i pogardliwe zarazem spojrzenia.

Wraz z nastaniem zmroku kończył się w Atenach czas handlu i rzemiosła. Zamykano stojące przy ulicy warsztaty, uprzątano stragany. Rozpoczynało się nocne życie miasta. Swe podwoje na oścież otwierały jaskinie hazardu, szemrane winiarnie, burdele. Większość obecnych na ulicach ludzi wcale nie wyglądała, jakby zmierzała w stronę domów. Wręcz przeciwnie – niektórzy już zataczali się pijani, idąc od jednej speluny do następnej. Coraz więcej ladacznic pojawiało się na progach domów. Stały tam, bezwstydnie odsłaniając twarze, uda, a czasem nawet piersi. Prezentowały się potencjalnym klientom, zachęcając, by spragnieni przyjemności podążyli za nimi do środka. Jednak ani Kritias, ani Hiperejdes nie zwracali uwagi na te tanie pornai. Ich celem było miejsce, w którym cielesne zespolenie praktykowano jako sztukę, gdzie niezrównana uroda dziewcząt oraz chłopców znajdowała się na piedestale, a w przerwach między rozkosznymi zapasami podawano najprzedniejsze wino z wyspy Rodos. Bram tego przybytku strzegli uzbrojeni strażnicy, którzy baczyli, by pospólstwo nie zakłócało możnym błogich chwil. Kritias nie mógł się już doczekać, kiedy uciekną z tego kłębowiska spotniałych ciał i wstąpią w gościnne progi Sekretu Penelopy. Choć przykładał do swej twarzy nasączoną wonnościami chustę, i tak nie była ona w stanie stłumić fetoru otaczających go ludzi. Nieprzyjemne zapachy wdzierały się do jego nozdrzy i osadzały na jego skórze niczym kurz, którym przesycone było powietrze.

– Liczę, że mają tam porządną łaźnię – rzekł, pochylając się ku Hiperejdesowi. – Przed dwoma godzinami brałem kąpiel, a już czuję, że trzeba mi następnej.

– Nie zawiedziesz się – zapewnił ateński adwokat. – Zobaczysz, że to miejsce stworzone, by zaspokoić każdą zachciankę mężczyzny.

W końcu tłum się przerzedził, bo opuścili otoczone najgorszą sławą ulice, gdzie plebs zażywał swych prymitywnych rozrywek. Dookoła wyrosły duże i gustowne rezydencje oraz budynki świątyń. Sekret Penelopy mieścił się w pięknej willi otoczonej ogrodem, który z kolei okalał mur wysoki na osiem stóp. Brama była dobrze oświetlona. Po obu jej stronach na murze wymalowano powitalne freski – długonogie nimfy odziane jedynie w przepaski biodrowe zapraszały gości do środka. Strzegący wejścia najemnicy wpuścili Kritiasa i Hiperejdesa, lecz ich ludziom kazali poczekać na zewnątrz.

– Za rogiem – powiedział jeden z żołnierzy, wskazując Spartanom ulicę poprzeczną do tej, którą tu przyszli – znajduje się tawerna. Możecie tam miło spędzić czas, czekając, aż wasi panowie zakończą wizytę.

Ateńczyk oraz delficki kapłan wkroczyli do ogrodu. Kritias rozglądał się z zainteresowaniem. Wysypanymi żwirem alejami przechadzali się bogato odziani mężczyźni w towarzystwie urodziwych niewiast ze wszystkich ludzkich ras. Można było dostrzec Doryjki o jasnych lokach, blade Iliryjki oraz Scytyjki, smagłe córy Lewantu, jeszcze ciemniejsze Egipcjanki, a nawet kilka mulatek i jedną Murzynkę. Suknia każdej z nich była idealnie dopasowana do karnacji, barwy włosów lub koloru oczu. Kosztowne szaty uzupełniane były przez złotą i srebrną biżuterię, drogocenne kamienie, wstążki wplecione we włosy. Między parami krążyli nadzy chłopcy, roznoszący na tacach wino oraz owoce. Pogrążonym w lekkich rozmowach mężczyznom i kobietom przygrywały harfistki i flecistki, usadowione pod nielicznymi drzewami. Wyglądało na to, że Sekret Penelopy niedawno otworzył swe podwoje i klienci dopiero przybyli. Za pewien czas niektóre pary udadzą się do willi, by w wystawnie urządzonych komnatach zakosztować nieco prywatności. Inne rozpadną się, a mężczyźni poszukają sobie innych zdobyczy, bardziej odpowiadających ich gustom.

Hiperejdes i Kritias nie zdążyli jeszcze oddalić się od bramy, kiedy podeszły do nich dwie młodziutkie dziewczyny w półprzezroczystych sukienkach z cienkiego niczym pajęczyna jedwabiu. Szyje obydwu były przewiązane białymi wstążkami. Dzierżyły w dłoniach kryształowe puchary wypełnione winem. Podały je przybyszom, pochylając jednocześnie głowy w ukłonie.

– Bądź pozdrowiony, cny Hiperejdesie – odezwała się wysoka, szczupła brunetka o niewielkim biuście i umalowanych na czerwono ustach.

– Bądź pozdrowiony, piękny panie – przywitała Kritiasa nieco niższa szatynka o pełnych kształtach i błękitnym spojrzeniu. – Witamy was w domu błogosławionym przez boską Afrodytę i Erosa. Na imię mi Irene, a mojej przyjaciółce – Damaris

– Jesteśmy uradowane, mogąc służyć tak miłym gościom. Będziemy waszymi przewodniczkami po Sekrecie Penelopy. Gdzie chcielibyście rozpocząć wizytę w tych gościnnych progach?

– Zabierzcie nas do Łaźni Nimf – rozkazał Hiperejdes.

* * *

W domu Demostenesa rozległo się energiczne walenie do drzwi. Najwyraźniej ktoś uderzał w drewniane podwoje nie ręką, ale drzewcem włóczni.

– W imię stratega Dionizjusza z Faleronu nakazuję wam otworzyć! – zawołał donośny głos.

Służba demokratycznego przywódcy składała się z zaledwie paru niewolników. Nabył ich przed kilkoma dniami, po tym, jak skonfiskowano mu poprzednich. Posłano ich na tortury – nie po to, by wydobyć zeznania, ale po to, by ukarać ich pana. Później Miasto wypłaciło Demostenesowi odszkodowanie za każdego, kto zginął w katowskim lochu. Nie zdążył jeszcze wydać tej sumy.

Zanim którykolwiek ze sług zdążył dobiec do drzwi, zostały one wyważone przez zbrojnych mężów, którzy następnie wdarli się do środka. Niewolnicy zostali zepchnięci pod ścianę, a do ich gardeł przystawiono ostrza mieczy.

– Co tu się dzieje? – spytał Demostenes, zbiegając po schodach z górnego piętra. – Jakim prawem gwałcicie spokój tego domu?

Spomiędzy uzbrojonych po zęby najemników wyszedł Dionizjusz z Faleronu. Zamiast cywilnego chitonu nosił skórzany napierśnik, zaś przy pasie kołysał mu się miecz. Nie włożył hełmu, do lewicy zaś nie miał przytroczonej tarczy, ale i tak wyglądał bardzo bojowo. Nie wiedzieć czemu, jego twarz pokrywała sadza.

– Prowadzę śledztwo w sprawie próby otrucia – oznajmił, spoglądając na demokratę. – Wiesz coś o tym, czcigodny Demostenesie?

– Skąd mam wiedzieć? Zostaw w spokoju tych ludzi, strategu. Zgładziłeś już wystarczająco wielu spośród moich sług.

– Bądź pewny, że nie spadnie im włos z głowy tak długo, jak będziesz odpowiadał na moje pytania. Szukam delfickiego kapłana o imieniu Kritias. Znasz go, Demostenesie? Może zatrzymał się u ciebie?

Demokrata milczał. Spoglądał na Dionizjusza z nienawiścią – tym silniejszą, że całkiem pozbawioną siły. Żołnierze stratega otoczyli go ze wszystkich stron, lecz trzymali się w odległości kilku kroków. Nikt go nie szarpał, nie popychał, a jednak było jasne, że jest na łasce swego wroga.

Strateg odczekał kilka długich chwil. Gdy stało się jasne, że przywódca demokratów nie zamierza mówić, skinął lekko głową. Stojący po jego prawicy zbrojny pchnął mieczem jednego z niewolników. Trafił w samo serce i przekręcił ostrze w ranie. Mężczyzna nie żył, nim jego ciało osunęło się na podłogę.

Demostenes wyprostował się dumnie.

– Niczego się ode mnie nie dowiesz.

– Doprawdy? – Dionizjusz z Faleronu ruszył energicznym krokiem w stronę demokraty. Ten wytrzymał w swojej pozie tak długo, jak się dało. W końcu jednak postąpił krok w tył, trwożnie cofając się przed swoim przeciwnikiem. Strateg zatrzymał się bardzo blisko niego, tak że niemal dotykali się torsami. Następnie nachylił się ku politykowi i szepnął mu do ucha:

– Mogę sprawić, że Korinna umrze. A zanim to się stanie, zakosztuje najgorszych cierpień, jakie tylko można zadać kobiecie…

Wypowiedziane słowa podziałały niemal natychmiast.

– Kritias gości u Hiperejdesa – wykrztusił Demostenes. – W jego ateńskiej willi…

Jego ciałem wstrząsały niekontrolowane dreszcze. Zimny pot spływał mu po karku. Mógł ryzykować wszystkim, życiem własnym i swoich sług. Lecz nie potrafił rzucić na szalę ukochanej córki… Mądrej nad wiek i pięknej niczym dawno już nieżyjąca matka. To była zbyt wielka cena, nawet za wolność i niepodległość Aten.

– Widzisz? Nie było tak źle – strateg odwrócił się do niego plecami i ruszył w stronę drzwi. Nim je przekroczył, zatrzymał się jeszcze i obejrzał przez ramię.

– Wybacz, że zabiłem twego sługę, ale sam mnie do tego zmusiłeś. Ty, Hiperejdes, Ktezyfon, Gorgonios… Wszyscy demokraci. Sprowadziliście na nasze Miasto chorobę, którą należy czym prędzej wyleczyć. Myślę, że śmierć Kritiasa będzie odpowiednim początkiem kuracji. A jak ty uważasz, Demostenesie?

Polityk opuścił głowę. Zrozumiał, że został pokonany. Z miłości do córki zdradził sojusznika – jedynego, który mógł pomóc demokratom w wyrwaniu Aten z rąk oligarchów oraz ich macedońskich panów. Cokolwiek się teraz wydarzy, będzie po części jego winą.

Dionizjusz spodziewał się jego milczenia. I nie naciskał na odpowiedź.

– Otoczcie dom – rozkazał jednemu z oficerów. – Pilnujcie, by ten głupiec nikogo nie ostrzegł. Do rana nikomu nie wolno tu wejść ani wyjść. Ja tymczasem – ostatni raz spojrzał na Demostenesa i w jego oczach nie było ani krzty szacunku – zapoluję na prawdziwą zwierzynę.

* * *

Łaźnia Nimf w pełni zasługiwała na swą nazwę. Zajmowała jedną czwartą parteru willi. Jej podłogę oraz ściany zdobiła bogata mozaika przedstawiająca rozmaite miłosne konfiguracje z udziałem śmiertelników obojga płci, nimf oraz satyrów. Pomysłowość artysty dorównywała jego pieczołowitości, gdyż na mozaikach można się było dopatrzeć najdrobniejszych szczegółów. W pierwszej chwili Kritiasowi zdawało się, że spogląda na fresk, kiedy jednak zbliżył się do jednego z rysunków, dostrzegł tworzące go drobne tessery.

Na jednej ze ścian pochylona do przodu niewiasta zaspokajała ustami siedzącego mężczyznę. Stojący za nią satyr postanowił skorzystać z okazji – w chwili, w której uchwycił go twórca, trzymał właśnie dziewczynę za biodra i do połowy wsunął w jej pochwę olbrzymiego fallusa. Tuż obok muskularny wojownik w hełmie hoplity, nagolennicach i szkarłatnym płaszczu penetrował wypiętego lubieżnie młodzieńca, który otwierał usta do krzyku. Dalej widać było scenę grupową: dwie nimfy splecione były nogami, tak że ich łona ocierały się o siebie. Jedna z dziewcząt odwracała głowę w bok, by przyjąć w ustach naprężoną męskość następnego satyra. Ten zaś z kolei był sodomizowany przez brodatego męża odzianego w lwią skórę. Łaźnia Nimf była pełna takich scen, mających pobudzić wyobraźnię widzów i skłonić ich do zanurzenia się we wszelkich rozkoszach oferowanych przez Sekret Penelopy.

Znajdowały się tu cztery baseny, jak dotąd puste. Irene i Damaris zrzuciły swe półprzezroczyste suknie, lecz zostawiły wstążki zawiązane wokół szyi. Nagie zbliżyły się do Hiperejdesa i Kritiasa. Brunetka pomogła się rozebrać adwokatowi, szatynka zajęła się kapłanem. Następnie we czworo zanurzyli się w największym z basenów. Woda była dobrze nagrzana, znad jej powierzchni unosiła się para. Mężczyźni oparli się wygodnie, niewolnice zaś usiadły im na kolanach.

– Piękne, nie sądzisz? – rzekł Hiperejdes, bawiąc się niewielką piersią Damaris. – W dodatku obydwie są dziewicami.

– W takim miejscu? – odparł z niedowierzaniem Kritias. Zaciekawiony wsunął rękę między uda Irene. Dziewczyna posłusznie je rozchyliła. Kiedy zagłębił dwa palce w jej wnętrzu, westchnęła cicho. On zaś poczuł wyraźny opór. Uniósł brwi i spojrzał na adwokata. – Skąd wiedziałeś?

– Jesteś tu pierwszy raz, przyjacielu, możesz zatem nie znać tradycji tego przybytku. Czystość naszych towarzyszek symbolizują białe wstążki zawiązane wokół ich szyi. Noszą je wszystkie dziewice nabyte przez Sekret Penelopy. A dom ten rzadko kupuje dziewczęta, które poznały już mężczyznę.

Kapłan przymknął oczy. Woda zmywała z jego ciała pot i zmęczenie, a dotyk młodego ciała Irene wzmagał pożądanie. Dziewczyna poruszyła się na jego kolanach. Najwyraźniej twarda męskość napierająca na jej pośladki zaczęła ją uwierać.

– Panie – szepnęła uprzejmie, obejmując jego nadgarstek. Delikatnie, acz stanowczo cofnęła rękę Kritiasa, tak że palce opuściły jej szparkę. Uniósł powieki i zmierzył ją spojrzeniem.

– Jak śmiesz? – spytał, bardziej zdziwiony niż zirytowany.

– Musisz jej wybaczyć – zaśmiał się Hiperejdes. – Ona tylko dba o interesy swoich właścicieli. Za kilka dni jej dziewictwo zostanie sprzedane na aukcji. Mężczyźni będą płacić krocie za prawo do bycia jej pierwszym, drugim, trzecim… Zazwyczaj podczas swego debiutu nowa porne przyjmuje dziesięciu klientów. Choć patrząc na te ślicznotki, jestem pewien, że chętnych będzie dużo więcej!

Szatynka zarumieniła się i opuściła wzrok.

– Po co mi zatem niedotykalska dziwka? – warknął rozgniewany nagle Kritias. Nie przywykł do tego, że mu odmawiano. Chciał już spędzić dziewczynę ze swych kolan, lecz pomyślał, że adwokat mógłby to uznać za objaw braku samokontroli. Uspokoił się zatem i spytał grzeczniej: – Jaki jest pożytek z ladacznicy, z którą nie można nic zrobić?

Hiperejdes popatrzył na niego jak na parweniusza.

– Nie każde jabłko pyszniące się na gałęzi należy od razu zrywać. Czasem warto poczekać, aż dojrzeje i się zarumieni. Damaris i Irene są tutaj z dwóch powodów. Po pierwsze, by wzbudzać sobą zainteresowanie – tak by więcej mężczyzn przyszło na ich aukcje. Po drugie, by rozpalić nasze żądze, które potem zaspokoją inne pornai. Lecz jeśli zbyt się niecierpliwisz, one również mogą to uczynić. Swoimi ustami, dłońmi, a w wypadku twojej Irene sądzę, że również przy pomocy piersi.

Kapłan zacisnął gniewnie wargi. Jak ten napuszony ateński dupek śmiał go pouczać? Jego, ukochanego czciciela Apollina, wysłannika królowej Olimpias? Przeklęty demokrata, nieuznający żadnych świętości, nieszanujący lepszych od siebie. Kritias najchętniej wytraciłby ich wszystkich, zaraz po rozprawie z oligarchami. Całe Ateny były wrzodem na gładkim licu Hellady. Z trudem opanował swą furię i spróbował się uśmiechnąć. Nie pozwoli się znów sprowokować.

Adwokat nie dał po sobie poznać, że ujrzał nagły grymas, który przemknął przez piękną twarz Delfijczyka. Wiedział, jak bardzo tamten jest pyszny i zakochany w sobie. I choć nadarzyła się okazja, by zranić nieco dumę kapłana, Hiperejdes był świadom, że należy zachować w tym umiar. Zwrócił głowę ku Damaris i znów objął dłonią jej pierś. Uśmiechnęła się doń nieśmiało. Jednocześnie, jakby dla kontrastu, mocniej wtuliła się pośladkami w jego krocze. Jego męskość zesztywniała nieco, lecz wciąż daleko jej było do pełnej erekcji. Ateńczyk czuł, że tej nocy pragnie czegoś innego. Od wielu już lat tracił zainteresowanie płcią przeciwną. Wspaniała, podobna samej Afrodycie Fryne była ostatnią niewiastą, za którą szalał. Następne kochanki wywierały już na nim znacznie słabsze wrażenie, coraz częściej ustępując wyuzdanym efebom, takim jak Narkissos. Na szczęście, w Sekrecie Penelopy można było zaspokoić każde pragnienie.

W przeciwieństwie do Kritiasa, Hiperejdesowi nie brakło cierpliwości.

– Umyjcie nas – rozkazał dziewczętom. – Potem udamy się do Komnaty Wyboru.

– Jak rozkażesz, panie – Damaris podniosła się z jego kolan. Przed oczyma ukazała mu się jej ociekająca wodą pupa. Miała szczupłe, niemal chłopięce pośladki. Adwokat poczuł, że jego penis sztywnieje. Opanował się jednak i nie sięgnął ku nim. Wiedział, że już wkrótce czeka go prawdziwa uczta. Nie było sensu zadowalać się czymś pośledniejszym.

* * *

Niedoszła wdowa modliła się przed niewielkim ołtarzem Hery, na którym złożono już ofiarę z młodego jagnięcia oraz dwóch gołębi.

– Boska małżonko! – szeptem mówiła Eurynome, wznosząc umazane krwią ręce ku wykutemu z brązu posągowi, widocznemu za ołtarzem. – Ty, która tak nienawidzisz Zeusa za jego niewierność oraz za to, że gwałtem zmusił cię do ślubu, wysłuchaj mnie. Wiem, że mnie zrozumiesz! Musisz zrozumieć! Podobnie jak ty, ja również mam dla swego męża tylko nienawiść. Lecz w przeciwieństwie do ciebie, podjęłam próbę uwolnienia się od niego! Niestety, poniosłam klęskę i teraz lękam się okrutnej zemsty. Błagam cię, olimpijska Hero, uchroń mnie przed nią. Spraw, by Dionizjusz darował moją winę i zadowolił się rozwodem. Z radością spędzę resztę życia w twej służbie, pani. Będę najwierniejszą z twych kapłanek, poznam najtajniejsze misteria, uczynię wszystko, by twojej woli stawało się zadość! W zamian proszę cię o jedno. Odwróć śmiertelne niebezpieczeństwo, które nade mną zawisło. Pozwól, bym cieszyła się życiem i wolnością od wszystkich mężczyzn tego świata.

Gdy tylko skończyła mówić, zbliżyła się do niej młoda świątynna akolitka.

– Wybacz, że ci przerywam, czcigodna pani, lecz jakiś człowiek chce się z tobą widzieć. Mówi, że przybył od kapłana Kritiasa.

W sercu Eurynome rozbłysł płomyk nadziei. Więc jednak Kritias nie zostawił jej na pastwę losu! Choć go zawiodła, choć nie spełniła jego woli, postanowił ją ocalić! Spojrzała z wdzięcznością na posąg Hery. Jeszcze nigdy jej modlitwy nie były aż tak skuteczne…

– Przyjmę go w swojej komnacie – oznajmiła i podniosła się z kolan. Akolitka podała jej misę z wodą, w której obmyła dłonie z krwi ofiarnych zwierząt, a następnie ręcznik. Izba, którą przeznaczyły dla niej kapłanki, była nieduża i prosto urządzona. Mieściły się tam tylko wąskie łoże, taboret, niski stół i skrzynia na odzienie. Od korytarza była oddzielona nie drewnianymi drzwiami, lecz cienką zasłoną.

Kiedy mężczyzna wszedł do ciasnego pomieszczenia, Eurynome wciągnęła powietrze w płuca. W pierwszej chwili, ujrzawszy go w wątłym świetle dwóch lamp oliwnych, myślała, że to sam Kritias. Dopiero po dłuższej chwili pojęła swój błąd. Nieznajomy był podobnie przystojny, lecz znacznie młodszy od delfickiego kapłana. Miał też jasne, krótsze włosy, a zamiast świątynnej szaty nosił krótką tunikę, właściwą jedynie dla efebów.

– Kim jesteś?

– Na imię mi Narkissos, pani. – Posłał jej pogodny uśmiech, którego nie odwzajemniła. – Przybywam, by cię uratować. Gotuj się do drogi. Jeszcze dziś musimy opuścić Ateny.

– Gdzie Anteja? – spytała nieufnie.

– Dostojny Kritias ukrył ją w podmiejskiej rezydencji Hiperejdesa. Jeśli zaraz wyruszymy, za godzinę się z nią spotkasz.

Eurynome wahała się. Czemu delficki kapłan przysłał akurat tego człowieka? Instynktownie czuła, że nie potrafi mu zaufać. Mimo całej jego urody, w tym młodzieńcu było coś śliskiego i odrażającego. A jednak nie miała wyjścia. Wkrótce Dionizjusz zacznie jej szukać. Przetrząśnie całe Ateny. Jeśli chciała przed nim uciec, musiała się pospieszyć.

– Jestem gotowa – oznajmiła, podnosząc się z taboretu. Zarzuciła na ramiona i włosy himation. – Ruszajmy, Narkissosie.

* * *

Podczas kąpieli Kritias przypomniał sobie o niewolnicy, którą udusił. To wszystko jej wina, pomyślał, kiedy Irene myła jego ramiona oraz klatkę piersiową. Wciąż był roztrzęsiony po morderstwie, dlatego stracił kontrolę nad sobą i dał Hiperejdesowi okazję, by ten z niego zakpił. Dłonie szatynki spłynęły niżej, na jego brzuch oraz biodra. Spoglądał na pełne, kołyszące się w rytm ruchów piersi, a także niżej, między uda dziewczyny. Ta mała idiotka nie powinna była odpychać jego ręki. Jak śmiała to uczynić? Powinien ją za to zabić. Tak jak tamtą.

Irene spłukała mydliny z górnej części jego ciała i cichym, pokornym głosem poprosiła, by podniósł się i stanął w basenie. Uczynił to po dłuższej chwili, tylko po to, by nie narazić się na dalsze kpiny ze strony adwokata. Zastanawiał się nad zemstą na bezczelnym Ateńczyku. Powinien to zrobić subtelnie, by nie naruszyć przymierza, które ich łączyło. A jednocześnie uderzenie musi być na tyle mocne, by Hiperejdes poczuł ból i wiedział, kto mu go zadał. Niewolnica wyrwała Kritiasa z zamyślenia, gdy uklękła przed nim i zaczęła myć jego genitalia. Kapłan przymknął oczy. Jej dotyk był delikatny, niemal pieszczotliwy. Nie podrażniał wciąż jeszcze wrażliwych po kopnięciu jąder, za to ponownie wzbudził pożądanie.

Kiedy dziewczyna ujrzała rosnącą erekcję, czym prędzej ujęła penisa w obie dłonie i zaczęła powolny masaż wzdłuż całego trzonu. Spojrzała w górę, czekając na dalsze instrukcje. Kritias bez słowa chwycił ją za włosy i przyciągnął do swego krocza. Zaskoczona nagłym ruchem, szarpnęła się, rozchlapując wodę. Wepchnął swą namydloną męskość niemal do gardła Irene, nie bacząc na to, że ta krztusi się i desperacko walczy o oddech. Kurczowo zacisnęła palce na jego udach, próbując odepchnąć się od swego dręczyciela. On jednak wciąż trzymał ją blisko podbrzusza, poruszając jednocześnie biodrami i za każdym razem głęboko penetrując jej usta. Czuł na plecach kpiące spojrzenie Hiperejdesa. Bardzo dobrze, niech patrzy. Kapłan przestał się tym przejmować. Musiał na kimś wyładować wzbierającą w nim wściekłość. Irene miała po prostu pecha.

Męskość Kritiasa wdzierała się aż do gardła szatynki. Jej niemy protest tracił na sile. Nie była już w stanie go odpychać, pozwalała, by robił z nią, co tylko chciał. Być może to właśnie ją uratowało. Delfijczyk poczuł, że jego furia słabnie, za to wzmaga się pożądanie. Doszedł szybko, z głośnym stęknięciem. Wytrysnął głęboko w ustach Irene, napełnił je sobą. Właściwie powinna być mi za to wdzięczna, pomyślał. Choć jest tylko nic niewartą dziwką, nauczyłem ją, jak smakuje nasienie półboga.

Kiedy w końcu odciągnął ją za włosy od swego penisa, niewolnica była na wpół omdlała. Spomiędzy rozchylonych warg wyciekała jej strużka spermy zmieszanej z mydlinami. Wywlókł ją z basenu i pchnął na podłogę. Zgięła się w pół i zaczęła wymiotować na piękną mozaikę. Kritias stał nad nią, przyglądając się temu z mieszaniną obrzydzenia i pogardy.

– Potraktuj to jako naukę, by nie sprzeciwiać się lepszym od ciebie – warknął.

Hiperejdes uśmiechnął się przepraszająco do Damaris.

– Myślę, że wystarczy nam tej kąpieli. Jak widać, nie na wszystkich działa ona równie kojąco.

* * *

Czas w Pocałunku Alkmene dłużył się niemiłosiernie. Demetriusz i Menander pili w milczeniu, obserwując schody wiodące na piętro. Co pewien czas zstępował po nich jakiś zaspokojony mąż, a zaraz potem kolejny ruszał na górę, by osiągnąć spełnienie w ramionach taniej porne. Czasem między oczekującymi wybuchały bójki, większość klienteli była bowiem pijana, a więc niecierpliwa. Eubulos jednak wciąż się nie pojawiał.

– Skurwysyn ma niezłą kondycję – warknął pod nosem poeta. – Dostaję mdłości na myśl, że miał w swoich rękach Fojbiane… – zacisnął dłonie w pięści i posłał w stronę schodów mordercze spojrzenie.

– Jaki masz plan? – spytał Falerończyk.

Menander sprawdził prędko, czy nikt im się nie przygląda, a potem sięgnął pod swą tunikę. Wyciągnął spod niej nóż kuchenny, o którym mówiła Raisa. Pokazał przyjacielowi ostrze, po czym znów ukrył je pod odzieniem.

– Sprawię, że ta świnia nikogo już nie skrzywdzi. Nigdy.

– Pomogę ci, ale masz mnie we wszystkim słuchać. Zrozumiałeś?

Moment zawahania, a potem szybkie skinienie głowy.

– Oddaj mi nóż.

Tym razem poeta wahał się dłużej. W końcu jednak przekazał Falerończykowi oręż. Ten przysłonił go swą chlamidą i kontynuował:

– Atak tutaj to szaleństwo. Nawet jeśli nikt nie przyjdzie Eubulosowi z pomocą, to i tak wszyscy zapamiętają nasze twarze. Zwłaszcza twoją, bo przecież tysiące ludzi widziało cię w Teatrze Dionizosa. Pozwolimy mu opuścić burdel i dopadniemy w jakieś pustej, mrocznej uliczce.

– Zgoda.

– Jeszcze jedno. Nie zabijemy go.

– Obiecałeś, że mi pomożesz…

– W zemście. Nie w morderstwie. Zdrowo go obijemy. Trochę poharatamy między nogami. Ale nic więcej.

– Jesteś dla niego zbyt łagodny. To jeden z gwałcicieli Fojbiane. Zasługuje na wszystko, co najgorsze.

– Możliwe. Lecz nie otrzyma tego od nas.

Menander wymamrotał pod nosem przekleństwo. Spoglądał teraz na Falerończyka z jawną wrogością. Demetriusz uznał, że musi się wytłumaczyć.

– Powodem mojej łagodności nie jest troska o Eubulosa, lecz o ciebie. Bogowie stworzyli cię artystą, nie zabójcą. Jeśli odbierzesz życie drugiemu człowiekowi, choćby i na to zasługiwał, zmienisz się nie do poznania. Sam nawet nie podejrzewasz, jak bardzo. Uczynię wszystko, co w mojej mocy, by temu zapobiec.

Spojrzenie poety złagodniało. Sięgnął po kubek z winem i opróżnił go jednym haustem.

– Niech ci będzie.

W tej właśnie chwili Eubulos ukazał się u szczytu schodów.

Przejdź do kolejnej części – Opowieść helleńska: Demetriusz XIX

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Wrrr skończyłeś w najlepszym momencie no ale można było się tego spodziewać ;).

Kiritas… zadufany, zakochany w sobie samozwańczy półbóg coraz bardziej mnie irytuje ale widzę już nadzieję w osobie Dionizjusza że uwolni Nas od niego ;).

daeone

To się nazywa cliffhanger, Karolu 🙂 Wiem, mnie też czasem irytuje ten zabieg literacki. Najbardziej w książkach, bo na ciąg dalszy trzeba często czekać po kilka lat. No, ale w tym przypadku this is not the case – już niedługo dowiesz się, co będzie dalej ze wszystkimi bohaterami Opowieści. No, może prawie wszystkimi.

A co do Kritiasa… nie, nic nie zdradzę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Całkiem dobre szkoda, że autor skończył w najciekawszym momencie ale zobaczmy co będzie dalej.

Spokojnie, drogi Anonimie. Ciąg dalszy już za 23 godziny 🙂

Pozdrawiam
M.A.

TQ – jak ten czas powoli leci …………….

Kolejne wspaniałe opowiadanie! Na początku zamierzałem je sobie "dawkować" ale jak zacząłem to już nie byłem w stanie przerwać 🙂

Bardzo się cieszę, że pokazałeś relację Kritiasa i Hiperejdesa – byłem jej ciekaw już wcześniej, obydwoje byli sprzymierzeńcami więc miałem nadzieję, że będzie okazja zobaczyć jakieś ich wzajemne interakcje. Jako że ateński adwokat jest kimś kogo Kritias nie może tak łatwo uznawać i traktować jako nieskończenie gorszego od siebie, jak większości innych śmiertelników, ciekawiło mnie jak piękny kapłan sobie z tym poradzi. No i nie zawiodłem się, cudownie opisałeś ich relację – sprowadzenie Kritiasa, przez Hiperejdesa, do roli parweniusza i prostaka było piękne, no i ta wściekłość delfickiego kapłana – jego myśli, głęboka niechęć wobec Aten i demokracji – jest on naprawdę świetnie stworzoną postacią, uwielbiam czytać jego przemyślenia, to skrajnie narcystyczne i aroganckie spojrzenie na świat.
Sądzę też, że adwokat również jest interesującym i utalentowanym "graczem" w ateńskiej rozgrywce o władzę – mnie się wydaję że ze stronnictwa demokratycznego (nie liczę tu Kritiasa) tylko on mógłby być godnym przeciwnikiem dla Dionizjusza. Nie jestem jednak pewny czy upokorzenie pięknego kapłana to na dłuższą metę dobry pomysł zważywszy na to jak ten jest mściwy 🙂
W każdym razie Hiperejdesa również lubię, zastanawiam się też czy ośmieszenie swojego towarzysza w Sekrecie Penelopy mogło też być trochę spowodowane tym co stało się z Fojbiane? Co prawda Narkissos wziął całą winę na siebie ale być może ateński adwokat nie dał się tak łatwo zwieść? Robi on też na mnie wrażenie jednak trochę bardziej "etycznego", a przynajmniej mniej okrutnego, niż większość głównych intrygantów i spiskowców walczących o władzę w mieście. Może to tylko pozory ale takie na mnie sprawił wrażenie.

No i bardzo zaskoczył mnie i spodobał się pomysł, że "wybraniec Apolla" ma wyrzuty sumienia i nie potrafi tak łatwo przejść do porządku dziennego nad morderstwem młodej niewolnicy. Nie spodziewałem się tego zupełnie, ale absolutnie mi to pasuję, w końcu Kritias dotychczas raczej nie miał okazji do własnoręcznego zadawania śmierci więc sam pewnie nie miał pojęcia jak na taki czyn by zareagował (chociaż, po zastanowieniu, wydaję mi się że dotąd pewnie sądził iż zabicie śmiertelniczki, i to niewolnicy, to byłby żaden problem dla prawie boga). Rewelacyjne też to jego zestawienie z "małym psychopatą" Narkissosem, niezrozumienie i zaskoczenie odczuwane przez kapłana – jak można tak absolutnie nic nie czuć w takiej sytuacji – no i porównanie kochanka Hiperejdesa do potwora w ludzkiej skórze – Alkajosa, to było bardzo ciekawe zważywszy na to jak efeb i macedończyk różnią się z pozoru do siebie.

No i oczywiście koniec… Jak potoczy się dalej zemsta Menandera? Całe szczęście że jest już dalszy ciąg bo nie chciałbym długo czekać na dalszy ciąg po takim cliffhangerze 🙂

To była znakomita lektura, gratuluję, uwielbiam czytać Twoją twórczość i bardzo, bardzo się cieszę iż czeka tu jeszcze na mnie jedno, nowsze, opowiadanie 🙂

Pozdrawiam
Aoba

Drogi Aoba!

Zacznę od tego, że bardzo miło jest otrzymywać tak długie i rozbudowane komentarze. One bardzo motywują do dalszego pisania, bo pokazują, że Czytelnicy naprawdę

dogłębnie śledzą losy bohaterów, analizują fabularne rozwiązania, zastanawiają się nad psychologią postaci, prawdopodobieństwem poszczególnych wydarzeń i zachowań.

To daje niesamowitą energię i inspiruje. Zwłaszcza, gdy uprawia się taki gatunek, jak mój: coraz poważniejszą powieść ukrytą pod płaszczykiem erotycznych opowiadań

😀

Co do meritum: relacja Kritiasa i Hiperejdesa jest istotna zarówno dla pogłębienia psychologicznego obrazu, jak i dla dalszych wydarzeń. Chciałem pokazać proces

stopniowego dochodzenia przez Hiperejdesa do świadomości, z jaką żmiją związali się ateńscy demokraci. Jak pamiętasz z pierwszych części Opowieści Demetriusza,

Hiperejdes został dopuszczony do spisku najpóźniej – kiedy pozostali demokraci już przyjęli pomoc królowej Olimpias, reprezentowanej początkowo przez Tryfona z

Ambrakii, a potem przez Kritiasa. Nie miał on wpływu na tę strategiczną decyzję. Później, gdy działał już wspólnie z demokratami, akceptował zapadłe rozstrzygnięcia. Teraz zaczyna je – przynajmniej w duchu – kwestionować.

Całkiem możliwe, że ośmieszenie Kritiasa przez Hiperejdesa miało coś wspólnego z tragedią Fojbiane. Jak piszę w następnej częsci, Hiperejdes już wcześniej podejrzewał, że Kritias maczał w tym swe smukłe palce. Kiedy Hiperejdes naocznie przekonuje się o sadyzmie kapłana, potwierdza to jego najgorsze przeczucia. Zgadzam się również, że Hiperejdes nie ma w sobie okrucieństwa pozostałych graczy o władzę. To w końcu bon vivant i hedonista, którego poczucie racji stanu pchnęło ponownie w objęcia polityki (którą porzucił po bitwie pod Cheroneą). Najchętniej zatonąłby w rozkoszy czerpanej z niewiast i pięknych chłopców – ale sumienie nie pozwala mu na to i zmusza do politycznej aktywności.

Jeśli chodzi o "wybrańca Apolla" – uznałem, że mimo, iż jest on diabłem w ludzkiej skórze, nie będzie całkiem pozbawiony sumienia, czy choćby głębszej refleksji nad własnymi działaniami. On jest jednak trochę innym psychopatą niż Alkajos i Narkissos. Choć oczywiście – gdy już mordowanie wejdzie mu w krew – wyrzuty sumienia będą coraz słabsze.

Ciąg dalszy zemsty Menandra opisany jest w Rozdziale XIX. Mam nadzieję, że gdy przeczytasz tę część, pozostawisz równie obszerny i dociekliwy komentarz! 🙂

Dziękuję za wszystkie miłe słowa i pozdrawiam!

M.A.

Witaj Megasie!

Jestem szczęśliwy, ze mój komentarz Cię ucieszył, nie myślałem że mogę mieć jakikolwiek wpływ na Twoją pracę a cóż dopiero dać jakąś – nawet malutką – inspirację. Nie będę ukrywał, że sprawia mi to ogromna radość.

Bardzo mnie również cieszy, że relacja Hiperejdesa i Kritiasa będzie istotna, mocno mnie ona zainteresowała i czytałem ich "pojedynki" z wielką przyjemnością. Ciekawi mnie bardzo co jeszcze może się między nimi wydarzyć.

Zastanawia mnie również jaki jest tak naprawdę wpływ Hiperejdesa na stronnictwo demokratyczne? Czy byłby on w stanie doprowadzić do jakiś większych zmian w ich strategii?

Uważam, że to bardzo dobra decyzja by "uczłowieczyć" Kritiasa dając mu wyrzuty sumienia. Było to bardzo zaskakujące, ja bym się tego wcześniej zupełnie nie spodziewał, przy tym zaś pasowało do tej postaci, niczego nie psuło, jedynie dodawało mu więcej głębi i sprawiło że stał się jeszcze ciekawszy. Skoro z czasem kapłan może stracić i te "malutkie" wyrzuty, które ma teraz – czyli jego zepsucie się zwiększa – to czy to oznacza że kiedyś, dawno temu, mógł on być innym człowiekiem – mniej złym, niepozbawionym jeszcze zupełnie współczucia i litości?

Przeczytałem też w końcu rozdział XIX a komentarz został napisany 🙂

Pozdrawiam
Aoba

Witaj ponowie, Aoba!

Pewnie, że takie rozbudowane komentarze mnie cieszą! Świadczą bowiem o tym,że moja pisanina wywołuje odzew. A więc – że warto ją kontynuować. Może i nie ulegam łatwo środowisku zewnętrznemu, ale gdyby nikt nie czytał i nie komentował tego, co tworzę, to nie miałbym zbyt wielkiej motywacji, by to czynić (a na pewno, nie w takiej skali). Tak więc komentarze takie jak Twoje dają mi dużo pozytywnej energii.

Pytasz o wpływ Hiperejdesa na stronnictwo demokratyczne – wpływ ma zapewne spory, bo to jeden z ateńskich polityków o większym autorytecie. Walczył dzielnie pod Cheroneą (podczas gdy Demostenes uciekł z pola bitwy), po klęsce chciał walczyć dalej. Nawet jeśli miał potem okres pijacko-dziwkarski, kiedy to porzucił w ogóle politykę, nie znaczy to, że nie jest teraz szanowany 🙂 Ale mimo to wątpię, by zdołał przekonać demokratów, by odrzucili pomoc Olimpias. Zbyt ona jest dla nich cenna. Poza tym skoro oligarchowie mają Macedonię, to i demokraci chcą mieć jakiś atut w rękawie.

Pozdrawiam
M.A.

Witaj Megasie

Bardzo mnie cieszy że moje komentarze dają Ci pozytywną energię, postaram się by wciąż to czyniły 🙂

Ja nawet sądzę, że i sam Hiperejdes mógłby nie chcieć zrezygnować z pomocy Olimpias. Bo demokraci obecnie nie mają wielkiego wyboru a bez niej nie mają szans ze wspieranymi przez Macedonię oligarchami.

Demostenes – o to też jest postać którą lubię, ta miłość do córki – w tym świecie traktowana jak dziwactwo – mnie się spodobała u tej postaci. Jest ludzki z tym. Mam nadzieję że jego córeczka przeżyję, ale rozumiem też że może być potrzebne by ją zabić. Ty Megasie wiesz najlepiej 🙂

Pozdrawiam
Aoba

Dobry wieczór, Aoba!

Zgadzam się z Twą oceną Hiperejdesa. Choć ma skrupuły, nie jest gotów popełnić politycznego (i zapewne także realnego) samobójstwa, pozbawiając się sojuszu z Olimpias. Nawet jeśli on go mierzi.

Co do Demostenesa – spotkałem się kiedyś z informacją, że Demostenes naprawdę kochał swą córkę. Uznałem, że to cecha bardzo go uczłowieczająca i postanowiłem wprowadzić ją do Opowieści Demetriusza. Natomiast prawdą jest również, że Demostenes przeżył swą córkę i opłakiwał jej śmierć… tak więc wciąż wszystko w moich narracyjnych rękach 🙂

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Dobry wieczór, Megasie!

Niestety (lub może "stety", dzięki temu mam okazję czytać perypetie fascynujących agentów Olimpias) stronnictwo demokratyczne nie ma wyjścia jeśli chce się mierzyć z oligarchami.

Z tego co się dowiedziałem to córka Demostenesa chyba miała umrzeć przed śmiercią króla Filipa, więc (o ile mam dobre informacje) mogę mieć nadzieję że w Opowieści Helleńskiej jej los jeszcze nie jest przesądzony 🙂

Pozdrawiam
Aoba

Słuszne spostrzeżenie z córką Demostenesa!

Zgodnie z tradycją demokrata bardzo kochał swoją córkę, a gdy umarła, szczerze ją opłakiwał, był załamany. Kiedy jednak przyszła wieść o śmierci Filipa, zrzucił z siebie żałobę i przybrał szatę weselną, co miało podkreślić jego nienawiść dla króla Macedończyków.

Ja postanowiłem pozwolić Korinnie żyć nieco dłużej, dzięki czemu mogła pojawić się w Opowieści helleńskiej i trochę tu namieszać.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz