Dom Rossów III (Ferrara)  3.74/5 (84)

25 min. czytania
dom_rossow_32

Rachel Kramer Bussel, „Spanked by Elaisted”, CC BY 2.0

SOBOTA
GOŚCIE

Emily spacerowała po ogrodzie przed domem.

Dziś była jej impreza urodzinowa. Jej matka, Helen i Rose obiecały jej niezapomniane wrażenia.

Od trzech godzin do ich wielkiego domu przybywali niezwykli goście. Większość z nich dziewczyna widziała po raz pierwszy w życiu. Dostojni, bogaci dżentelmeni w średnim wieku wraz z towarzyszkami.

Kobiety w wieku jej matki, o których wiedziała, że dzielą „zainteresowania” z Panią Ross. Młodzi, dziwni znajomi Rose (Emily mogłaby przysiąc, że niektórych facetów i niektóre z tych dziewczyn widziała w licznych klipach porno, które podtykały jej Helen i mama)… Wszyscy goście wchodzący do ogrodu pozdrawiali Emily.

Niektórzy składali jej krótkie życzenia, inni uśmiechali się szeroko, jeszcze inni rzucali lubieżne spojrzenia, a najczęściej wszystko na raz.

Emily została ubrana w elegancką małą czarną, ciemne, wzorzyste rajstopy i buty na niewielkim obcasie. Delikatny makijaż rozświetlał jej twarz i tylko usta pomalowane na lśniący, jasnoczerwony jak tętnicza krew kolor wyzywająco przyciągały wzrok.

– Wszystkiego najlepszego, dziewczynko – powiedział cicho elegancki facet po czterdziestce,  wchodząc do domu. W drzwiach obrócił się jeszcze do niej – może później rozsmarujesz tę szminkę na moich jajach, co…? – spytał, za co dostał kuksańca od swojej rozbawionej, również eleganckiej partnerki.

Emily przez ostatnią godzinę usłyszała wiele podobnych komentarzy. Kilkoro gości nawet odważyło się ją obmacać tu i ówdzie podczas całowania i składania życzeń. Była lekko zawstydzona i podniecona całą sytuacją. Wiedziała, że w całym domu trwa już niesamowita orgia, niby na jej cześć. Gości była prawie setka.

Ale najbardziej przerażała i ekscytowała ją myśl o tym, że jej starszy o rok brat, George, także był obecny.

Do tej pory była pewna, że George znajduje się poza grą, poza spiskiem mamy i Helen. Najwyraźniej teraz do niej dołączył… W jakiej roli? Zadrżała.

Wszystkie okna w domu były pozamykane i szczelnie zasłonięte. Muzykę i głosy słyszała tylko przez chwilę, kiedy kolejni goście wchodzili frontowymi drzwiami.

Matka kazała jej stać i witać przychodzących, póki nie przyjdzie jej para – Jack. Och, na samo wspomnienie wczorajszego wieczoru i nocy poczuła ciepło między udami, a jej sutki zesztywniały pod cienkim staniczkiem. Pieprzyli się do samego rana. Jack zaliczył ją raz w cipkę (do tej pory to czuła) i raz w usta, Rose tak samo. Ze dwa razy szczytowała dzięki ustom i dłoniom Helen i raz siedząc okrakiem na twarzy matki. Znów mama nie pozwoliła jej spróbować seksu analnego… Ale obiecała, że dziś pozwoli Jackowi to zrobić. Dziś, powiedziała, nikt do niczego nie będzie cię zmuszał. Będziesz robiła, co tylko zechcesz.

Co tylko zechcę.

Czyli co? Zobaczymy. Tylu gości, tyle pokoi w wielkim domu… Tyle różnych perwersji. Wszyscy chętni, żeby dotykać, pieścić, podglądać, pieprzyć… Co tylko zechcę.

Na razie chciała, żeby Jack już przyszedł. Zapadł zmrok i zaczęło się robić chłodniej. Skrzypnęła furtka i do ogrodu weszli kolejni goście. Dwie dziewczyny, tak do siebie podobne, że musiały być siostrami, o bladej skórze i jasnobłękitnych oczach. Fantazyjne fryzury, przewiewne, wyglądające na drogie sukienki, przez które prześwitywały ich drobne piersi ze sterczącymi sutkami, nowoczesna, wysublimowana biżuteria… Wyglądały jak para modelek ze skandynawii. Trudno było ocenić ich wiek. Mogły mieć równie dobrze 17 jak i 25 lat. Nie wiedziała też, czy któraś była młodsza, czy były bliźniaczkami.

Jedna z nich prowadziła na smyczy czarnego, podpalanego dobermana, rozglądającego się podejrzliwie po ogrodzie.

Blond zjawy przeszły obok, nie wypowiadając ani słowa, tylko patrząc na Emily tymi swoimi upiornymi, błękitnymi oczami.

Dziewczyna zadrżała.

Kiedy znikały w wejściu do domu Emily zastanawiała się, czy one… czy ten pies… Pokręciła głową czując fale gorąca na twarzy. A potem zjawił się Jack.

JACK

– Cześć – powiedziała i uśmiechnęła się. A potem zarumieniła się i uśmiechnęła jeszcze raz. Tak łatwo było ją onieśmielić… Ale mimo że każde, najmniejsze nawet ukłucie wstydu od razu kwitło na jej twarzy, lubiła to obezwładniające uczucie towarzyszące rumieńcowi.

Jak tu się nie rumienić, witając przystojnego, dużo starszego chłopaka, którego prawie nie znała, a który pieprzył ją jeszcze dziś w nocy jak tanią dziwkę…?

– Cześć – odpowiedział. Wyglądał marnie… Nic dziwnego. We czworo z mamą, Helen i Rose wymęczyły go doszczętnie. Ale uśmiechał się. Miał chyba ten sam głodny wyraz twarzy co ona, kiedy mama i Helen zaczynały swoje gry.

Od poniedziałku życie znów wróci do normy. Szkoła, korepetycje, dodatkowe zajęcia, przyjaciółki, zakupy. Nigdy nie wiedziała, kiedy zacznie się następna gra; przerwy trwały od tygodnia do kilku miesięcy. To oczekiwanie było chyba najlepsze. Westchnęła i podała rękę Jackowi.

– Chyba trochę przesadziłeś – zauważyła, zerkając na jego garnitur i prowadząc do drzwi.

– Tak myślisz? Chciałem mieć pewność, że się dopasuję. Ty wyglądasz świetnie.

– Mama mnie ubierała – odparła skromnie. Stanęli przed drzwiami.

– Dziś obowiązują nas dwie zasady. Pierwsza: nikt nie może mnie tknąć bez mojego pozwolenia…

Jack uśmiechnął się na te słowa i polubiła go za to.

– Druga: jeżeli wchodzisz do jakiegoś pokoju, wyjść możesz dopiero po upływie pięciu minut. Dziwne, nie?

– Dziwne – zgodził się Jack. A potem jakby się ocknął i sięgnął za połę marynarki – poczekaj…

Wyciągnął mały, prosty naszyjnik. Gruba, czarna wstążka, srebrne zapięcie z tyłu i lśniący kryształ z przodu. Emily odwróciła się, i bez słowa podciągnęła włosy, odsłaniając kark. Jack zapiął naszyjnik. Był trochę ciasny. Emily pomyślała, że pewnie wygląda trochę jak ekskluzywna obroża…

– Dziękuję – uśmiechnęła się słodko do chłopaka. – A teraz chodźmy. – Otworzyła drzwi i weszli do salonu.

SALON

Z głośników sączył się gustowny jazz. W kominku palił się niewielki ogień, światła były przytłumione. Zanim ich oczy przyzwyczaiły się do półmroku, nosy zaatakowała najpierw fala perfum, męskich i damskich, drogich, wyszukanych. Potem dotarł do nich zapach seksu, zwierzęcy, piżmowy.

Do ich uszu docierały płynące zewsząd ciche jęki, stęknięcia i wulgarne szepty, chichoty i rytmiczne odgłosy.

W salonie było może ze dwadzieścia osób. Większość – elegancko ubrana. Kilka kobiet w futrach, dziewczęta w zwiewnych sukienkach, mężczyźni w garniturach i zupełnie na luzie.

Na niskim stoliku leżała młoda dziewczyna, zupełnie naga i blada. Ktoś przytrzymywał jej ręce za głową, a wysoki mężczyzna ze spuszczonymi spodniami posuwał ją na oczach wszystkich. Jakieś kobiety pochylały się i szepcząc świństwa; obmacywały piersi, brzuch i łono dziewczyny. Elegancka, dojrzała para przypatrywała się temu z kanapy, sącząc szampana z wysokich kieliszków. Jakiś młody, wytatuowany chłopak w t-shircie i butelką piwa w dłoni przysiadł się do pary i bezczelnie zaczął wgapiać się w dekolt eleganckiej kobiety. Ta uśmiechnęła się tylko i patrząc mu w oczy, położyła dłoń na jego kroczu. Chłopak odchylił się i pozwolił, żeby wyjęła jego twardniejącego fiuta z rozporka, podczas gdy towarzyszący kobiecie mężczyzna wyglądający na jej męża, masturbował się przez spodnie, oblizując wargi.

Przed kominkiem, ubrana w ciasny stanik, koronkowe rękawiczki do ramion oraz pończochy na pasie, klęczała seksowna, krótko ostrzyżona brunetka, o uroczym uśmiechu. W dłoniach trzymała dużą tacę zastawioną kieliszkami szampana. Co chwila ktoś podchodził do niej i brał nowy kieliszek, albo odstawiał pusty. Mężczyźni i niektóre z kobiet nie mogli się powstrzymać i muskali jej piersi, ramiona… Jakiś chłopak nawet zaczął obscenicznie ocierać się kroczem o jej policzek. Dziewczyna wciąż uśmiechała się słodko.

Oparta o drugą kanapę stała inna para. Ona miała podciągniętą sukienkę i podpierała się o oparcie kanapy. Miała czerwone majtki odsunięte na bok, a on brał ją od tyłu, szybko i rytmicznie, ale bez większego zaangażowania, jakby pieprzył ją ot tak, jako przystawkę do szampana, którego popijał. Rozglądał się po sali i teraz patrzył z lubieżnym uśmiechem na Emily. Jego ruchy wyraźnie się wzmocniły, co wyrwało z gardła posuwanej kobiety obsceniczne okrzyki. Na oko nastoletnia laseczka przyklękła na kanapie i zamknęła usta kobiety namiętnym pocałunkiem.

Wszystko to i wiele więcej zarejestrowali Jack i Emily, wchodząc do salonu.
Orgia trwała w najlepsze.

Wielu facetów zwracało uwagę na Emily i Jack zastanawiał się, czy cieszy się, że dziś nie mogą jej tknąć, czy żałuje, że nie może zobaczyć jak ją biorą, wszyscy na raz, całym tłumem… Była najmłodsza w pokoju, a niektórzy z mężczyzn w tym pokoju mogliby być jej ojcami, jeśli nie dziadkami.

Stali przez chwilę przy drzwiach, oszołomieni. Potem Jack pociągnął Emily za rękę i podeszli do klęczącej, krótkowłosej dziewczyny z szampanem.

– Cześć – zaszczebiotała do Jacka, kiedy podawał Emily kieliszek.

– Cześć – odpowiedzieli jednocześnie. Szatynka była zdecydowanie urocza. W jej urodzie było coś z chochlika…

– O tak, tak, taaak! – rozległ się głos gdzieś z kanapy.

– Spuść się w jej brudną dupę, no dalej, wypierdol ją! – syczała jakaś kobieta.

– Masz, dziwko… Masz… – potem cała seria warknięć, jęków i chrząknięć. Emily i Jack nie byli w stanie nawet dostrzec, kto właśnie dochodził.

– Uuu, ktoś właśnie przeżywa przyjemne chwile… – szepnęła klęcząca i puściła oko do Emily.

– Taaak, taaak… Teraz zlizuj to, suko…

Jack pociągnął Dziewczynę za sobą. Przy wejściu do korytarza stała Betsy Rose, bardzo elegancka, w czarnej sukience wieczorowej i delikatnym makijażu. Rozmawiała szeptem z jakimś facetem w garniturze jednocześnie brutalnie obciągając mu wystającego z rozporka, żylastego fiuta. Uśmiechnęła się na widok Emily.

– Witaj, córeczko. Jak ci się podoba przyjęcie na twoją cześć?

Emily zarumieniła się.

– Jest… niesamowite.

– Cieszę się – ruchy jej dłoni były teraz pełniejsze, wolniejsze. Ściągała całą skórę z penisa, a potem zakrywała całą żołądź napletkiem. Mężczyzna pojękiwał cicho, z zamkniętymi oczami.

– Zanim zaczniecie zwiedzać pokoje… Mogłabyś coś dla mnie zrobić, skarbie? – zapytała Elisabeth, niewinnie.

– Tak, mamo?

– Włóż proszę swoją słodką rączkę w spodnie temu panu – powiedziała Betsy. Mężczyzna spojrzał z niesamowitą żądzą na nastolatkę. Emily posłusznie podeszła i nie patrząc mu w oczy wsunęła dłoń w rozpięte spodnie i pod slipy, a jej mama przyspieszyła. Emily czuła palcami spocone, owłosione jądra mężczyzny. Ścisnęła je lekko, raz, drugi i…

Facet sapnął i trysnął rzadką spermą prosto na odsłonięte udo Elisabeth, zostawiając mokrą plamę na jej pończosze. Kolejne wytryski spadły na jej suknię i wreszcie na podłogę.

Emily przy każdym wytrysku czuła, jak kurczą się jądra, które ściska. Kiedy skończył, cofnęła rękę. Pachniała potem i seksem.

– Dziękuję, córciu. Możecie iść – powiedziała Elisabeth wycierając dłoń o suknię na piersi.

Odprowadzani spojrzeniami napalonych mężczyzn, weszli do korytarza.

– Gdzie najpierw? – spytał Jack, niepewnie.

– Obojętnie – Emily wzruszyła ramionami – i tak chcę obejrzeć wszystko.

Nacisnęła klamkę i weszli do małego, ciemnego pokoju.

ZIELONY POKÓJ

Ciężkie, szmaragdowe kotary osłaniały okna. Pokój był niewielki, staroświecki. Ciężkie, dębowe meble zajmowały większość przestrzeni pod ścianami. Podłogę pokrywał gruby, zielony dywan w regularny, prosty wzór.

Były tu tylko trzy osoby.

Kobieta, nieco tylko młodsza od Elisabeth i dwóch mężczyzn. Mężczyźni byli całkiem nadzy i pół leżąc, pół klęcząc pieścili stopy i buty kobiety.

Miała wyszukaną fryzurę, czarne, splątane włosy i zielone spojrzenie. Ubrana była w klasyczną, elegancką, czarną bieliznę, z koronkami, pasem do pończoch i wszystkimi innymi niezbędnymi detalami. Miała niesamowicie długie nogi. Nawet kiedy siedziała na starym, obitym zamszem fotelu z nogami ciasno założonymi jedna na drugą, było jasne, że że ma niesamowicie zgrabne nogi, do których nawet Rose było daleko.

Rzuciła im jedno spojrzenie i uśmiechnęła się kącikiem ust, a potem uniosła stopę, żeby jeden z mężczyzn mógł possać jej wysoki obcas.

Patrząc na nią, Jack pierwszy raz poczuł się jak prawdziwy fetyszysta stóp. Sam miał wielką chęć podpełznąć i lizać cienki nylon okrywający jej łydki…

Mężczyźni byli lekko spoceni i niesamowicie podnieceni. Emily z fascynacją patrzyła na ich napięte pośladki, kiedy wiercili się tak u jej stóp, na wpół wzwiedzione członki i dokładnie ogolone jądra. Obaj byli młodsi, niż kobieta.

Muzyka i odgłosy orgii z salonu były tu przytłumione. Dało się słyszeć tylko podniecone oddechy Emily i Jacka i mokre, czasem ssące odgłosy czci oddawanej tej pięknej kobiecie.

Wyglądało na to, że przybycie Emily i Jacka coś zmieniło, bo kobieta odstawiła wino, które sączyła leniwie do tej pory i długim, wytrenowanym, hipnotyzującym ruchem, podniosła nogi z ziemi, spektakularnie, wolniutko rozplątała uda i rozłożyła szeroko nogi, pokazując wszystkim swoje majtki ciasno opinające jej cipkę i łono. Oblizała wargi.

Ten jeden ruch był tak niesamowicie podniecający, że Jack poczuł jak momentalnie sztywnieje mu kutas. A zielona pani zauważyła to i znów się uśmiechnęła. Postawiła stopy na dywanie i dwaj nadzy mężczyźni natychmiast wrócili do całowania jej stóp.

Emily zerknęła na Jacka, na twardego penisa napierającego na ciasne jeansy i udzieliło się jej jego podniecenie. Chłopak miał ochotę spuścić się na tę kobietę, na jej nogi, oznaczyć ją swoją spermą. A ona uśmiechała się, jakby ze zrozumieniem.

Kobieta uniosła stopę, zręcznie wyjmując ją z bucika i sięgnęła nią między nogi jednego z klęczących mężczyzn. Palcami masowała mu żołądź i jądra, aż zaczął jęczeć przeciągle jak kocur w rui. Cały czas patrzyła Jackowi w oczy. Chłopak bezwiednie położył dłoń w pobliżu swojego krocza, ale Emily chwyciła ją i trzymała mocno. Nie chciała, żeby doszedł. Chciała, żeby na to patrzył, żeby chciał wytrysnąć, ale żeby nie mógł…

Stanęła za nim i położyła mu dłonie po obu stronach napiętego przez wzwód materiału. Gładziła go lekko i pilnowała, żeby się nie dotykał. Zza ramienia patrzyła na damę.

Drugi z mężczyzn wciąż lizał jej kostkę, teraz pozbawioną bucika. Nylonowa pończocha lśniła od jego śliny. Ale po chwili i on poczuł dotyk jej zręcznej stopy na swoim kutasie. Mężczyźni usiedli pod fotelem ich pani, po obu stronach, z bezwstydnie szeroko rozłożonymi nogami, a ona masowała, drażniła, bawiła się ich sztywnymi fiutami za pomocą tylko i wyłącznie swoich mokrych od śliny i pocałunków stóp. Jej palce zaciskały się zręcznie na ich jądrach, pięty odciągały im napletki… A ona, z dłońmi wygodnie wspartymi na poręczach fotela wciąż wpatrywała się w Jacka, jakby chciała, żeby to on wytrysnął.

Emily czuła, jak chłopak się poci, jak jego spodnie sztywnieją jeszcze bardziej. Zastanawiała się, czy dojdzie od samego patrzenia…? Oby nie… Chociaż myśl o ciasnych jeansach wypełnionych jego gorącym nasieniem straszliwie ją podnieciła.

Pani na fotelu wyraźnie wzmocniła swoje wysiłki, choć nie przyspieszała. Mężczyźni wili się, jęczeli, a ona powoli, powolutku, delikatnymi dotykami doprowadzała ich do orgazmu.

Pierwszy nie wytrzymał ten z lewej. Wytrysnął nagłą, długą strugą, a potem sperma po prostu zaczęła ciec z jego fiuta jakby ktoś odkręcił kurek. Prawie nie było widać kolejnych skurczów, tylko jedną, ciągłą, lepiącą się strugę nasienia. Potem ten drugi zacisnął uda na stopie kobiety i zaczął tryskać warcząc przy każdym skurczu. Deszcz kropel padł na pierś kobiety, potem na brzuch mężczyzny.

Nylonowe pończochy tonęły w gorącej, lepkiej spermie, której zapach docierał do Emily przez całą szerokość pokoju.

– Chodź – szepnęła Emily i pociągnęła Jacka do drzwi. Niechętnie wyszedł razem z nią.

KORYTARZ I

Na korytarzu jakiś facet pieprzył pijaną kobietę rozpłaszczoną na ścianie. Przy każdym pchnięciu mężczyzna uderzał kolanem o komodę, a ozdobny wazon na niej chwiał się niebezpiecznie.

Obejrzał się agresywnie na Emily.

– Cześć, siksa! – warknął. – Chodź tu, wyliżesz jej pizdę z mojej spermy!

Jack miał ochotę walnąć go w pysk. Emily zaśmiała się tylko nerwowo i podeszła bliżej kopulującej pary.

– Nie wolno ci mnie tknąć – powiedziała.

Facet najwyraźniej o tym wiedział i wyglądał na wkurzonego. Złapał posuwaną kobietę za szyję, wyciągnął lśniącego od śluzu fiuta i brutalnie ją obrócił, przyciskając jej twarz do tapety. Potem równie brutalnie wsadził jej kutasa w odbyt i zaczął pieprzyć ze zdwojoną siłą, wciąż trzymając ją za gardło.

– Tak, taaak, mocniej…! – wyła.

Emily patrzyła na tę scenę jak zahipnotyzowana.

Dopiero szarpnięcie Jacka przywróciło ją rzeczywistości.

Chłopak pociągnął ją do znanych im drzwi do dużej łazienki na parterze…

ŁAZIENKA NA PARTERZE

Po półmroku zielonego pokoju i korytarza musieli chwilę przyzwyczajać się do blasku i odgłosów… Wszystkie światła były zapalone. Nie było tu nawet skrawka cienia.

W łazience było kilka młodych dziewczyn i paru facetów, na oko mniej niż tuzin. W wielu miejscach białe kafelki na podłodze i ścianach pokrywały rozbryzgi spermy.

Wszyscy byli spoceni i spleceni jak jeden wielki, żywy organizm. Wszyscy byli całkiem nadzy i wili się na podłodze, pół leżąc, pół siedząc, penetrując nawzajem swoje usta, waginy, odbyty, ściskając piersi, pośladki i penisy.

Nawet kiedy ich oczy przyzwyczajały się do oślepiającego, obnażającego światła, Jack i Emily nie byli w stanie rozróżnić, rozdzielić wzrokiem tej drgającej, jęczącej masy na poszczególnych ludzi.

Zamknęli za sobą drzwi. Kilka par zamglonych, mokrych, błyszczących i zmrużonych oczu spoczęło na nich. Czuli się dziwnie, stojąc w ubraniach w tym sanktuarium pieprzenia, gdzie królowała naga skóra i płyny ustrojowe. Byli jak intruzi.

Jakaś dziewczyna, która aktualnie nie miała kutasa w gardle, ani nie lizała nikomu tyłka uśmiechnęła się do nich, jak przez sen, a jej głowa podrygiwała w rytm zadawanych jej agresywnych pchnięć.

Wyciągnęła do nich rękę.

Jack spojrzał na Emily. Wiedział, że gdzieś, na końcu tego niesamowitego wieczoru będzie uprawiał z nią seks. Wiedział, że powinien się powstrzymać od orgazmu, póki do tego nie dojdzie. Czyż nie takie były zasady tej dziwnej gry?

Ale Emily – to co innego.

Patrzył na rumieńce na jej ślicznej buzi, podziwiał jej makijaż, subtelny i wyzywający jednocześnie, zbyt świadomie kobiecy jak na jej szesnaście lat…

Popchnął ją lekko w stronę wyciągniętej ręki, a ona, zaskoczona zrobiła kilka kroków w przód i splotła palce z palcami dziewczyny.

Ramię zwinęło się powoli, przyciągając dziewczynkę na skraj orgii. Dziewczyna sprowadziła Emily na kolana i zaczęła ją całować, a wszystkie jej ruchy były powolne i senne.

Inne ramiona wystrzeliły ze splecionej, drgającej masy i delikatnie wciągnęły młodą Rossównę w samo serce konstrukcji.

Ze wszystkich stron delikatne i szorstkie dłonie dotykały jej ciała przez ubranie. Czuła się, jakby była naraz z setką kochanków i kochanek.

Dłonie wślizgiwały się pod jej sukienkę, pod rajstopy, dotykały jej majtek i tego, co nagrzewało się pod nimi. Cudze piersi dotykały jej twarzy, słyszała bezwstydne jęki tuż przy swoich uszach, czyjeś umazane nasieniem łono dotknęło jej czoła… Ale najbardziej niesamowite były zapachy i dotyk.

Emily zamknęła oczy. Czuła wokół siebie zapach potu tych obcych, pieprzących się wszędzie wokół ludzi. Tuż pod nim – charakterystyczny zapach spermy i śluzu z pochwy. Potem inne, kojarzące się ze śliną, ślady perfum i ten jeden, dodatkowy, wyjątkowy zapach towarzyszący penetracji analnej.

Sam zaczęła dotykać wszystkiego wokół. Z zamkniętymi oczami badała pejzaż złożony z sutków, mięśni, śliskiej skóry, włosów, członków, sromów, pośladków i jąder. Czuła rytmiczne ruchy, zaczynała łączyć poszczególne pchnięcia i napięcia z konkretnymi jękami, westchnięciami i okrzykami. Wiedziała już kto kogo i jak pieprzy i zręcznie dokładała pracę swoich palców tu i tam. Wślizgiwała się w momentach szczytowania i jej opuszki ściskały główki tryskających wewnątrz lub na zewnątrz ciał penisów…

Jakiś członek zaczął ocierać się o jej sukienkę, mierząc między pośladki i choć zatrzymywał się na materiale czuła, jak wbija się jej lekko w ciało i nie zwalnia, a potem tryska i wielka, mokra plama gorąca rozlewa się na jej ubraniu.

Dotyk stał się nieznośny, zapachy przytłoczyły ją, a orgazm przyszedł tak niespodziewanie, że krzycząc i napinając mięśnie brzucha dopiero po kilku sekundach zorientowała się, jak mocny był ten orgazm.

Leżała bez ruchu a dłonie wciąż błądziły po jej ciele, krocza i piersi seksownych kobiet wciąż ją trącały w uniesieniu…

Powoli ruszyła, pół pełznąc, pół wijąc się po śliskich kafelkach w kierunku światła.

Wyślizgnęła się z ciżby, stanęła na rozchwianych nogach. Ramiączko jej małej czarnej za nic nie chciało się trzymać, a rajstopy puściły w paru miejscach. Jedna jej pierś była bezwstydnie odkryta, wzwiedziony sutek błyszczał od czyjejś śliny.

Jack patrzył na nią, najwyraźniej zachwycony.

Kolejna seria głośnych jęków za jej plecami przyprawiła o dreszcze. Ale nie miała czasu odwrócić się i popatrzeć jeszcze na tę symfonię ciał – Jack już złapał ją za rękę i wyciągnął z łazienki.

Zdążyła tylko byle jak zakryć nagą pierś, po czym wyszli na korytarz.

KORYTARZ II

Po wulgarnym, brutalnym mężczyźnie nie było śladu. No, nie do końca – pijana kobieta, którą zerżnął wciąż opierała się o ścianę, bezwstydnie wypięta z drżącym, rozwartym, pulsującym odbytem z którego wprost do jej cipki spływało nasienie…

Emily poprowadziła Jacka do kuchni.

Kiedy przechodzili obok kobiety Jack nie powstrzymał się i dał jej potężnego klapsa. Poczuł jak pośladki falują, a z ust kobiety wydobył się obsceniczny jęk…

KUCHNIA

W kuchni zastali inną scenę.

Kilka całkiem ubranych osób stało przy barku i oglądało przedziwny spektakl.

Trzech mężczyzn siedziało na wysokich, barowych stołkach. Mieli spuszczone spodnie i bieliznę aż do kostek. Dłonie, spięte kajdankami za plecami. Na twarzach – bezbrzeżna rozkosz lub bezbrzeżne cierpienie – trudno było ocenić. Wszyscy mieli oczy przewiązane tak, że nic nie widzieli.

Między nimi uwijały się dwie kobiety, starsza i młodsza. Bardzo atrakcyjne, ubrane w seksowną bieliznę oraz jedwabne  i koronkowe rękawiczki.

Dotykały czerwonych, sztywnych kutasów owych mężczyzn, pieściły ich jądra, prostaty, czasem uda… Jedyne, czego nie robiły, to nie doprowadzały ich do orgazmu.

Po mistrzowsku prowadziły ich do szczytu, który nigdy, nigdy nie nadchodził. Ich nabrzmiałe jaja musiały być wypełnione spermą do pełna, gotowe wytrysnąć w każdej chwili, gdyby tylko te dwie nimfy tego zechciały…

Ale one były perfekcyjne w każdym calu. Z uśmiechem nachylały się i szeptały jakieś świństwa po francusku prosto do ich uszu… Z elegancją klękały między ich nogami i wsuwały zręczne palce pod ich jądra… Bezlitośnie pieściły kciukiem końcówki członków, aż mężczyźni błagali o wyzwolenie, które nigdy nie nadchodziło…

Jack i Emily wraz z pozostałymi widzami obserwowali zafascynowani to przedstawienie przez dobrych kilka minut.

Wreszcie ta młodsza klęknęła między nogami jednego z mężczyzn. Delikatnie ścisnęła i uniosła jego jądra jedną dłonią, a drugą zaczęła powoli masować jego prostatę, ciągnąc skórę mocno w tył, tak że skóra na wyprężonym członku ściągała się o milimetry, po czym wracała na miejsce… Po dwóch minutach takiej opieki mężczyzna zaczął drżeć na całym ciele i jęczeć jakby był umierający.

– Allez, maintenant … vous avez la permission de venir. Printemps a moi – powtarzała dziewczyna słodkim głosem, nie przerywając pieszczoty. A kiedy szczytował z gardłowym okrzykiem, kiedy strumień spermy nie tyle wytrysnął ile wylał się obficie na koronkowe rękawiczki, roześmiała się melodyjnie.  – Ah oui, juste oui, bravo…!

Kiedy skończył szczytować i ostatnie krople spłynęły z żołędzi, puściła go i rozkuła. Ściągnął opaskę z oczu, ucałował jej mokrą od jego spermy rękawiczkę, podciągnął spodnie i odszedł, nagrodzony cichymi oklaskami widzów.

Tym razem to Jack był zaskoczony, kiedy Emily pchnęła go w kierunku wolnego miejsca. Zanim się obejrzał, Francuzka rozpinała mu spodnie na oczach wszystkich. Nie zdążył się jednak nawet zawstydzić – ściągnęła mu slipy do kostek i usadziła go na stołku. Nie zdążył zaprotestować, kiedy zapinała mu kajdanki na rękach ani kiedy zawiązywała mu chustę na oczach.

– Nous y voila, joli garcon – powiedziała i zaśmiała się cicho.

Jack poczuł się odcięty i obnażony.

Uczucie bezbronności było niezwykłe. Gdzieś tam stali obcy mężczyźni i kobiety oraz Emily i patrzyli na jego czerwonego, napiętego kutasa, tak strasznie wyeksponowanego…

Przez kilka minut  nikt go nawet nie dotknął. Słyszał tylko pomruki dwóch pozostałych „pacjentów” po swojej lewej i prawej stronie oraz szepty widzów i, od czasu do czasu pojedyncze słowa wyszeptane, lub wypowiedziane po francusku słodkimi głosami.

Dotyk pojawił się z zaskoczenia. Gładkie, jedwabne rękawiczki zdradziły mu, że to ta starsza, dojrzalsza kobieta gładziła jego uda, bardzo blisko krocza.
Zaczął mimowolnie drżeć.

I… tak, wreszcie! Palec dotknął żołędzia… ale natychmiast się zsunął w dół i zaczął łaskotać jego jądra. Naciskać, drażnić… Jego penis zesztywniał jeszcze bardziej, tak że zsunął się z niego cały napletek. Wzwód był prawie bolesny, a Jack wiedział, że ma być jeszcze gorzej… Zacisnął zęby.

Po kolejnych kilkunastu minutach dowiedział się, jak bardzo można być podnieconym i nie dojść. Gdyby nie kajdanki to sam doprowadziłby się do orgazmu w kilka sekund. Przy każdym dotyku szarpał się i poruszał biodrami, starając się zmusić do szczytowania. Przestał też zwracać uwagę na obsceniczne dźwięki, jakie z siebie wydawał… Niedługo zacznę błagać, pomyślał.

Przeżył torturę słuchania, jak jeden z mężczyzn obok szczytuje. Jęczał razem z nim, słyszał chichot i szepty, potem mokre dźwięki nasienia rozbryzgującego się na skórze i podłodze, a na końcu ciche oklaski.

I znów rękawiczki muskające jego wędzidełko, i znów palce dotykają jego napletka, znów dziewczę z uroczym chichotem bawi się jego jądrami…

Myślał, że krew pompowana do penisa zaraz go rozsadzi.  W jądrach czuł pulsujący ból, który narastał i narastał, wręcz czuł ogromne ilości spermy gromadzące się przy wejściu do nasieniowodu, wirujące, niecierpliwe, obfite źródło, czekające na wytrysk, nie, na eksplozję.

Jack zgubił się w czasie. Miał wrażenie, że ta cudowna tortura trwa wieczność. Wciąż na skraju ekstazy… Jego jęk zdawał się trwać ciągle i ciągle…

– Allez, maintenant, nous allons le terminer avant le garcon a pleurer – zaszczebiotała ta młodsza. Wcześniej wymieniła rękawiczki na nowe i teraz czuł, jak jej dłonie okryte cienką koronką głaszczą jego brzuch, potem niżej…

– Eh bien, montrez-moi le zizi…

Uklęknęła przed nim. Poczuł jej wargi na wewnętrznej stronie uda i jęknął. Potem jej dłoń zważyła jego jaja. Najgorszy był ten jej chichot… Tak niesamowicie podniecający i irytujący jednocześnie, zupełnie jak jej dotyk.

– Voir, il a besoin de soins spéciaux… – powiedziała ta starsza i również uklękła przed nim. I teraz dwie pary dłoni w delikatnych rękawiczkach robiły wszystko, oprócz dania mu tego, czego najbardziej potrzebował.

Najwięcej uwagi poświęcały jego jądrom. Nawet nie wiedział, na ile sposobów można pieścić jaja… Wił się i jęczał na swoim stołku, a one ciągle się bawiły jego obolałymi genitaliami, wymieniając jakieś zabawne uwagi.

I kiedy już myślał, że zacznie płakać i błagać, wreszcie nastąpił początek końca.

Jedna dłoń schwyciła go za podstawę członka, tuż przy brzuchu, pod jądrami, które znów zabolały i nadęły się pod uciskiem. Druga, w jedwabnej rękawiczce wsunęła się między jego nogi i mocno masowała prostatę. Kolejne dwie wylądowały na pośladkach.

Masaż prostaty był jedną setną tego, czego potrzebował, ale czuł, że orgazm, potężny, obezwładniający, wreszcie nadchodzi.

Jedwabna rękawiczka wsunęła się między jego spocone pośladki a jeden palec pogładził odbyt, a potem wcisnął się do środka. Jack jęknął głośniej.

I Jack pomyślał o Emily i innych widzach, którzy teraz patrzą na jego wykrzywioną twarz, jak słuchają jego jęków, jak patrzą, czy już tryska czy nie… Palec wiercący się w tyłku przyprawiał go o dreszcze i nie wiedział ostatecznie od czego dochodzi, ale ból zaczął ustępować i poczuł pulsowanie, poczuł jak jądra tłoczą spermę w górę, powoli, milimetr po milimetrze…

– Climax, garcon, qui ont culmine pour celui-ci douce petite – powiedziała ta starsza, prawie dysząc mu do ucha i choć nie zrozumiał ani słowa, jej głęboki, wilgotny głos sprawił, że jęknął i poczuł jak powoli przekracza granicę między torturą, a upragnionym orgazmem.

– Imaginer que jaillit tout droit au son doux visage; qu’elle garde un doigt dans le cul, pas moi. – wtórowała jej druga, a jej głos sam mógł doprowadzać do orgazmu. – Verser la totalite de leur sperme deja, en ce moment…

I wreszcie, z głośnym okrzykiem uwolnił się.

To nie był zwykły wytrysk. Sperma po prostu lunęła z jego wymęczonego, wyprężonego, nietkniętego przecież penisa jak struga moczu i spływała z niego jak z wulkanu, ciągłym, nieprzerwanym strumieniem. Kobiety chichotały a on wylewał z siebie całe litry, całe wiadra gorącej, lepkiej, gęstej spermy i przez cały ten czas przeżywał orgazm tak niesamowity, że trząsł się na całym ciele.

Kiedy po chwili wszystko się skończyło, westchnął głośno.

Palec opuścił jego zaciśnięty teraz szczelnie odbyt. Czuł gorącą wilgoć spływającą mu między pośladkami na stołek. Rozwiązano mu oczy. Spojrzał w dół, na powoli opadającego kutasa, całego uwalanego lepkim płynem i na brzydką kałużę na kuchennej podłodze. I na odziane w rękawiczki dłonie klęczącej Francuzki, oblane nasieniem jak lukrem. Uśmiechała się do niego.

– Bravo – powiedziała. To zrozumiał.

 SCHODY

– To było niesamowite – powiedział Jack, podciągając slipy i spodnie. Było mu mokro i lepko, ale nie przejmował się ani tym, ani plamami na ubraniu. To było warte wszystkiego.

– Ale teraz musisz się podbudować, zanim… – zaczęła Emily – zanim mnie weźmiesz.

Jack spojrzał na jej buzię, na rozmazaną szminkę. Mimo tak wstrząsającego orgazmu jego fiut nawet nie zdążył zmięknąć do końca, a już znów się podnosił.

Z salonu wciąż dobiegały odgłosy orgii, w kuchni jego miejsce zajął następny ochotnik, a czekało jeszcze całe piętro. Mimo wszystko czuł pewien niedosyt.

Chciał wziąć Emily tu i teraz, na podłodze, na korytarzu pod schodami. Wcisnąć fiuta w jej ciasne dziurki, rozmazać tę jej szminkę na swoim ciele…
Opanował się.

– Idziemy na górę?

Skinęła głową.

Na schodach minął ich młody, przystojny facet. Prowadził na smyczach dwie dziewczyny idące na czworakach – jedną murzynkę i jedną azjatkę. Obie były ubrane w lateksowe uprzęże, miały zakneblowane usta a z ich tyłków wystawały sztuczne, zwierzęce ogony.

Cała trójka minęła ich bez słowa.

W szerokim korytarzu u góry także kręciło się paru gości. Niektórzy z szampanem, inni z butelkami piwa. Niektórzy siedzieli w przytulnych kącikach na miękkich fotelach, inni obmacywali się przy ścianach. Od czasu do czasu gdzieś ktoś jęczał.

Przecisnęli się między ludźmi.

W końcu korytarza, przed drzwiami do niewielkiej toalety stała kolejka mężczyzn, a na samym końcu Rose, pogrążona w rozmowie z jakąś młodą dziewczyną. Rose pomachała do nich, nie przerywając konwersacji.

Otworzyli pierwsze drzwi, jakie napotkali i weszli do środka.

SALONIK NA PIĘTRZE

Powiało chłodem.

Był to długi salonik, z szeregiem okien, zza których sączyło się światło ulicznych latarni i przejeżdżających samochodów. Wnętrze rozświetlone było jedynie przez świece. Widzowie siedzieli w dwóch rzędach, a przedstawienie, które oglądali było doprawdy niezwykłe…

Emily aż pisnęła.

Dwie skandynawskie piękności, które widziała wcześniej, klęczały na drewnianej podłodze.

Obie siostry były ubrane w przezroczyste, delikatne, bardzo dziewczęce koszulki nocne. Ich blada skóra i niesamowite spojrzenie, oraz wlatujący przez otwarte okno wiatr poruszający ich włosami i okryciami nadawał im aury zjaw, jakichś istot nie do końca rzeczywistych…

Między nimi kręciła się plama ciemności. Masywny doberman, wyraźnie podekscytowany, tym, co się tu działo.

Jack pociągnął Emily na krzesło, w jednym z rzędów, tuż obok namiętnie całującej się pary.

Bliźniacze duchy modelek jakby tylko czekały, aż przyjdą, rozpoczęły swój cudownie amoralny spektakl.

Jedna z nich sięgnęła i zręcznie chwyciła psiego penisa w swoją piękną dłoń. Zaczęła nią poruszać. Emily nie wiedziała, czy robi jej się niedobrze, czy to, co wiruje jej w brzuchu to jakieś perwersyjne podniecenie… Pięć minut. Nie zamierzała zostawać tu dłużej.

Mężczyzna siedzący po jej lewej stronie rozpiął rozporek…

Druga z tych pięknych, delikatnych zjaw podciągnęła koszulkę, odsłaniając blade pośladki, po czym wypięła tyłek w kierunku psa. Emily poczuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła.

Pies ochoczo wyrwał się z chwytu drugiej z sióstr i pokrył ofiarę. Po sali przetoczyły się szepty i westchnienia. Doberman oparł ciężkie łapy na ramionach zjawy, rwąc jej cienką koszulkę i zaczął z nią kopulować, zanim jeszcze druga dziewczyna własnoręcznie wprowadziła jego psiego fiuta w pochwę swojej siostry.

Facet po lewej bezwstydnie, zwyczajnie walił konia, mrucząc pod nosem jakieś świństwa.

Emily spojrzała na Jacka. Na jego twarzy, jak pewnie i u niej, podniecenie mieszało się z obrzydzeniem. Ten spektakl był tak zboczony, tak niemoralny, że aż… obezwładniający.
Emily sama się zdziwiła, kiedy położyła dłoń na kroczu Jacka.

Siostry całowały się teraz i dotykały, podczas gdy pies kontynuował ordynarne pieprzenie pizdy swojej pani. Był tak silny, że czasami jego pchnięcia przesuwały zjawę w przód po gładkiej, lakierowanej podłodze. Języki sióstr splatały się i rozplatały tak, aby wszyscy mogli to widzieć…

Na zawołanie pies posłusznie zszedł z jednej dziewczyny i wspiął się na drugą. A one, złączone w pocałunkach, tak delikatnych i zwiewnych, że zupełnie nie pasujących do sytuacji, wyglądały jak swoje odbicia.

Było coś nieziemsko, upiornie pięknego w tej scenie.

Wreszcie pies zaszczekał głośno i przywarł wyjątkowo mocno do swej pani i w jednej chwili przestał się poruszać. Emily usłyszała cichy jęk albo sapnięcie dziewczyny. Bestia najwyraźniej właśnie tryskała głęboko w pochwie swojej pani… Ale wszystkie jej jęki zostały stłumione przez chętne usta jej bliźniaczej siostry.

Pocałunek trwał przez kolejną minutę, a Emily i Jack wciąż nie mogli oderwać oczu od tej dzikiej, przerażającej trójcy. Pies wykręcił ciało, tak że stał teraz tyłem do tyłka swojej pani, z penisem wciąż tkwiącym w jej delikatnym ciele. Psim zwyczajem jego kutas napęczniał u podstawy, tak, że utknął na całą minutę. Wreszcie z mokrym odgłosem i głośnym westchnieniem dziewczęcia wyślizgnął się z rozwartej szeroko cipy.

Kaskada psiej spermy bluznęła rozbryzgując się na posadzce. Doberman, zaspokojony odszedł na posłanie pod jedną ze ścian.

Siostry wciąż się całowały, choć tej, z której wypływała sperma, trzęsły się nogi.

Jakiś facet wstał z krzesła i stanął nad dziewczętami. Z rozporka wystawał mu czerwony kutas. Po chwili dołączyli inni, mniej lub bardziej rozebrani i również stawali nad parą, a każdy celował w fiutem w ich twarze. Kilku miało towarzyszki. I to one obciągały im kutasy, kiedy jęcząc, zaczęli tryskać, jeden po drugim, prosto na blade policzki. Wszyscy celowali w splatające i rozplatające się raz po raz języczki i wargi i wielu trafiało.

Twarze sióstr bardzo szybko spłynęły falami nasienia o różnej konsystencji…

Emily spojrzała na zegarek. Spędzili w tym pokoju prawie dwanaście minut. Chwyciła Jacka z rękę i wyszli na korytarz.

KORYTARZ NA PIĘTRZE

Kiedy wyszli z saloniku dopiero uświadomili sobie, jak zimno było w pomieszczeniu. Mimo to oboje byli spoceni i czerwoni na twarzach. Spojrzeli na siebie, ale szybko odwrócili wzrok, wstydząc się ogromnego podniecenia, jaki wywował u nich ten perwersyjny, zwierzęcy show.

Ruszyli wgłąb korytarza.

Kolejka mężczyzn skurczyła się. Rose wciąż stała na samym końcu i machała do nich. Podeszli więc do niej. Rose powiodła wzrokiem po plamach na ich ubrniach, obejrzała nieco rozmazany makijaż Emily.

– Widzę, że świetnie się bawicie – gosposia wyglądała na lekko pijaną. Kolejka do toalety składała się już tylko z niej i jednego, podnieconego starszego faceta w eleganckim smokingu. Tego samego, który niedawno tak brutalnie pieprzył kobietę w korytarzu na dole i który wciąż pałał agresją i niezaspokojoną żądzą. Emily zastanawiała się, czy aby nie był na jakichś prochach.

Zza zamkniętych drzwi maleńkiej toalety wydobywały się męskie jęki i rytmiczne odgłosy.
– To główna atrakcja wieczoru – powiedziała Rose uśmiechając się tajemniczo. – Oczywiście nie licząc mnie – mrugnęła do nich i kciukiem starła kroplekę czegoś lepkiego z policzka Emily.

– Cudownie wyglądasz, Rose – powiedziała Emily, a Jack tylko kiwnął głową, zbyt podniecony by nie gapić się na dekolt i nogi tej „gosposi” ze snu nastolatka. Od razu zauważyła, jak na nią patrzy, oczywiście. Uśmiechnęła się cudnie i przesunęła dłonią po swoim łonie ukrytym pod cienką i obscenicznie krótką spódniczką.

– Co wy na to…? – zerknęła na mężczyznę przed nią. – wygląda na to że mamy jeszcze jakąś…

Nim dokończyła drzwi od łazienki otworzyły się szeroko i Jack i Emily wreszcie zobaczyli wnętrze.

MAŁA TOALETA

W toalecie ujrzeli taką scenę:

Rozpięta i przywiązana do aluminiowej uprzęży tkwiła rudowłosa Helen. Miała na sobie białe podkolanówki i buty, nic więcej. Przykuta była tak, żeby jej wypięty boleśnie tyłek sterczał w stronę wejścia, na wygodnej dla facetów wysokości, przed sedesem. Jej głowa tkwiła w muszli, z twarzą tuż nad poziomem wody. Ręce spięte po bokach rezerwuaru, rogi szeroko rozwarte i przykute do alumionowego pręta na wysokości kostek.

Jakiś facet z papierosem w ustach właśnie chował kutasa w spodnie.

Odbyt nastolatki był szeroko rozwarty. Cały zaczerwieniony i pulsujący, poruszał się, wylewając z siebie kolejne strugi nasienia niezliczonych facetów, którzy się weń spuścili. Wyglądało to tak, jakby Helen całkowicie straciła kontrolę nad zwieraczem odbytu.

Sperma pokrywałą też całe jej pośladki. Miejscami świeża, miejscami zaschnięta rozpinała się też na jej plecach, nogach, włosach, ścianach i na podłodze. Sączyła się nieprzerwanie z rozepchanej, całkiem bezwłosej cipy prosto na podłogę. Kałuże między nogami dziewczyny składały się z nasienia i moczu, którego zapach był wyraźnie wyczuwany w powietrzu.

Tak wiele spermy na raz nie widziało jeszcze żadne z nich.

Nogi rudej dziewczyny drżały, ale uprząż utrzymywała ją w tej poniżającej pozycji. Jack w pierwszej chwili (mimo podniecenia) nieco się przeraził.

Rose chyba to dostrzegła, bo parsknęła pijackim śmiechem.

– I jak tam, Helen? – Krzyknęła. – Masz już dosyć?

W odpowiedzi z wnętrza muszli dobiegł ich słaby, niezrozumiały głosik. Facet, który skończył, zapiął rozporek i wyszedł z toalety zostawiając drzwi szeroko otwarte.

– Nie dosłyszałam…! – zawołała znów Rose, podczas gdy wulgarny facet wszedł do łazienki i zaczął rozpinać spodnie mrugając bezczelnie do Emily i Jacka.

– Jeszcze…! – dał się słyszeć jęk Helen.

Jack pokręcił głową. Ta dziewczyna była… nienasycona. Prawdziwie nienasycona.

– Będę sobie wyobrażał, że to ciebie rucham, mała piczko! – powiedział facet do Emily, wyciągając lepkiego, czerwonego fiuta, który szybko sztywniał mu w dłoni.

– O tak, co za cudowna dupka mi się trafiła… Lubię takie młode dziewczynki. Ale my się w końcu znamy, prawda, Helenko?

Emily postanowiła ignorować wszystko, co mówił ten facet, ale musiała przyznać że ta niekończąca się litania straszliwych sprośności strasznie ją podniecała, dlatego zatrzymała Jacka na miejscu, choć on chciał już ruszać dalej. Wiedziała, że widok obspermionego tyłka Helen działa na niego jeszcze mocniej niż na nią.

Obok Rose oparła się o ścianę i patrzyła z zainteresowaniem na reakcje dzieciaków.

Mężczyzna klepnął kilka razy fiutem w blady pośladek rudzielca, a potem bezceremonialnie wepchnał go do szeroko rozwartego odbytu dziewczyny.

– Och tak, tak, kurwa… Jak gorąco i ślisko. Nieźle cię rozjechali – zaczał posuwać wypięty tyłek jakby ten był zwyczajnym przedmiotem, kawałkiem mięsa, służącym tylko jego przyjemności. Ale przecież trochę tak właśnie było, pomyślał Jack, przypominając sobie swoją drugą wizytę w domu Rossów i niesamowite spojrzenie Helen…

Jack i Emily minęli toaletę i sapiącego faceta i ruszyli szybkim krokiem ku drzwiom do pokoju dziewczyny.

– Miłej zabawy – mruknęła Rose, gdy ją mijali.

Ciąg dalszy na pewno nastąpi

Przejdź do kolejnej części – Dom Rossów IV

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Widzę, robi się coraz ciekawiej.

Ta część, jak do tej pory, podobała mi się najbardziej. Koncepcja przechodzenia z pomieszczenia do pomieszczenia nie jest może nowatorska, ale bardzo wdzięczna jako tło do opowiadania, czytelnik wędruje razem z narratorem. Do tego okazja, urodziny Emily, a w związku z tym i szereg nowych postaci pojawiających się w opowiadaniu. Dobrze się czyta, Ferraro. Przyznaję 5 gwiazdek i czekam na wejście do pokoju Emily:-)

Mocna rzecz!

Kolejna część Domu Rossów nie zawodzi. Następuje dalsza eskalacja perwersji (choć moim skromnym zdaniem numer Skandynawek to już mocne przegięcie i w tym momencie wszystko mi opadło, ręce też:-) libertynizm wznosi się na nowe poziomy. Metody wychowawcze Betty wobec jej córki wciąż są niezwykle interesujące. Niewiele już chyba pozostaje nieodkrytych krain.

Podobnie jak Miss jestem ciekaw, co się stanie w pokoju Emily. Mam nadzieję, że Jack i młoda panna Ross nacieszą się sobą nie sięgając po niektóre z już opisanych bezeceństw. Może jestem sentymentalny, ale myślę, że po tych wszystkich pokazach dziewczynie przyda się trochę w miarę normalnego, czułego seksu. To w końcu nie Helen, która jest kompletnie szalona i ma zdecydowanie masochistyczne skłonności.

Tekst jest napisany dobrym stylem i trzyma tempo. Nie dopatrzyłem się jakichś błędów stylistycznych, a nieliczne literówki – poprawiłem w miarę mych skromnych możliwości 🙂 Teraz więc pozostaje czekać na ciąg dalszy, który, jak pisze Autor, z pewnością nastąpi!

Pozdrawiam
M.A.

Aż zabolał ./. 😛

mocne

Mam wrażenie, że autor jak pływak zmierzający do bardzo odległej mety, bardzo precyzyjne i oszczędne wykonuje ruchy, aby mu sił starczyło. Ta precyzja, troska o niezbędną ilość słów, wywiera właściwy efekt.
Hmmm, w sumie słowo pisane nie powinno konkurować z filmem czy rzeczywistością. Ono może, właściwie użyte, pobić kino i szary real erotyczny.
Trochę się nogi plączą pani w pończochach, ale o to mniejsza. A chłopak głównej bohaterki w dżinsach czy w garniturze?

Kiedy następna część?
Czekam z niecierpliwością!

Sami chcielibyśmy wiedzieć! Myślę, że następna część pojawi się, gdy Mistrz będzie gotowy, by ją zaprezentować. Do tego czasu możemy tylko czekać niecierpliwie na to, co nam upichci 🙂

Pozdrawiam
M.A.

KIEDY BĘDZIE NASTĘPNA CZĘŚĆ??! TO JUŻ PRAWIE 4 MIESIĄCE!!!

Też chcielibyśmy to wiedzieć, krzyczący Anonimie 🙂

M.A.

Świetne opowiadanie. Ile jest planowanych części cyklu? Nie chcę wywierać presji, ale… KIEDY NASTĘPNA CZĘŚĆ?! ^^

Kiedy??!!!!!!!!!!! Napiszcie do niego, zadzwoncie, kij mnie to ale dajcie wreszcie 4 część !!!!

Dodajcie 4 część, proszę. Nie mogę wytrzymać tego napięcia, co dalej ich spotka.

Wierz mi, Anonimie,

nie wstrzymujemy publikacji 4 części "Domu Rossów" z czystej (a nawet brudnej) złośliwości… my sami jej nie znamy 🙂 A również chcielibyśmy poznać, jak rozwinie się ta historia. Obiecuję, że gdy tylko dostaniemy tekst, wygospodarujemy miejsce w naszym harmonogramie publikacji i jak najszybciej pokażemy ją Czytelnikom.

Pozdrawiam
M.A.

No nie zdzierżę no…-.- Ferrara ty sadysto, teraz to jestem pewny że z czystej złośliwości tego nie kończysz ;p

Przestań. Jak napisze to opublikuje, ochłoń zboku.

Będzie w ogóle kolejna część?

Ferrara, widzisz to i nie… piszesz? Fani czekają, coraz brutalniej domagają się kontynuacji! Ferrara!

Prosił bym o jakiś komentarz od autora, wszelkie informacje mile widziane. Wiadomo ile będzie części?- fan ;p

Niestety, nie mamy żadnych informacji na ten temat. Wiemy, że wielu czytelników czeka na ciąg dalszy Domu Rossów, tak więc, gdy tylko otrzymamy tekst, opublikujemy go priorytetowo:-)

Czy następna część jest przynajmniej planowana? Ileż można nas tak trzymać. ;p

Mimo wielokrotnych prób, nie udało nam się nawiązać kontaktu z Autorem, Anonimie… Ostatnie wiadomości, jakie mamy to te, że z powodów zawodowych musi odłożyć pisanie na bliżej nieokreślony czas. Nie tracimy jednak nadziei, że któregoś pięknego dnia opublikujemy dalsze części przygód Rossów…

Ktoś tu chyba o nas zapomniał. Seria plasuje się na szczycie mojego rankingu, szkoda tylko że wciąż niedokończona. Mam szczerą nadzieję że autor sobie o nas przypomni, oby jak najprędzej.

Wiem, iż opiekunowie portalu nie wstrzymują publikacji opowiadania, ale ciekaw jestem czy pojawiły się może jakiekolwiek informacje od Fae Ferrary?

Kiedy będzie kolejna część, czy w ogóle będzie, bo opowiadanie jest świetne. Mam jednak wrażenie, że to nie powinien być jeszcze koniec, a od dość długiego czasu nie było nowych części 🙁

Właśnie przeczytałem te 3 części. Gdybym mógł zaprojektować własny raj, zwyczajnie zapętliłbym je i przeżywał cały czas na nowo, może jeszcze z własnymi, drobnymi dodatkami… Dość blisko mi do natury Helen, choć jestem też niepoprawnym romantykiem-idealistą. Ale…dość, nomen omen, pieprzenia. FAE?! FANI DYSZĄ Z NIECIERPLIWOŚCI! Powiedz chociaż, co się z Tobą dzieje…

Co się dzieje… No cóż. Życie. Cierpię na chroniczny brak czasu. Dostałem pracę marzeń i skupiam się na niej. Mam też rodzinę, która pochłania resztki czasu. I choć czasem przychodzi myśl, żeby dokończyć Dom Rossów oraz dwa inne teksty, to zwyczajnie nie ma wolnej chwili, żeby móc zagłębić się na kilka intensywnych wieczorów w ten perwersyjny, wyuzdany świat.

Ale ostatnio, przyznaję, że powrót chodzi mi po głowie. Pozdrawiam wszystkich czytelników NE. Miło patrzeć, jak portal się rozrasta.

Ferrara

Witaj, Ferrara!

Dawnośmy się nie widzieli! Cieszę się, że się odezwałeś. Bo już się martwiliśmy. No i mam nadzieję, że wkrótce otrzymamy od Ciebie z dawien dawna oczekiwany tekst!

Pozdrawiam
M.A.

Jako ogromny fan serii, który regularnie sprawdzał czy nie ma od Ciebie nowych wiadomości, gorąco zachęcam do zagłębienia się "na kilka wieczorów w ten perwersyjny, wyuzdany świat."

Drogi Ferrara.
Wiele bym oddala, by moc znowu czytać Twoje słowa, by znaleźć się na powrót w Twoim wyuzdanym świecie i tak beztrosko móc zapomnieć o wszystkim co dookoła. Sprawiasz, ze nie tylko przeżywam rozkosz, ja jestem rozkoszą..
Ale rozumiem, że życie pisze swoje scenariusze i czasem coś po prostu się kończy. Wiedz, że nigdy się z tym nie pogodzę..
Czasem się zastanawiam czy w tym co piszesz nie ma choć odrobiny prawdy… A może tak będzie w Twoim następnym opowiadaniu.. Będę na nie czekać.
Dziękuję Ci za to, co mogłam dzięki Tobie przeżyć i że pomogłeś mi odkryć moje fantazje.
Zawsze będę Twoją największą fanką :*

Odpowiedz

Golradir Ciryatan

Drogi Ferrara.
Wracając po kilkunastu tygodniach do „Domu Rossów” nadal jestem zaciekawiony dalszym przebiegiem zdarzeń. Wiadomo ze życie jest ważniejsze niż pisanie opowiadań ale jeśli czasami tu zaglądasz to wiedz ze jest pewna grupka osób które czekają na kontynuację. Ale wiadomo że „Nie od razu Rzym zbudowano” wiec cierpliwie czekam na kontynuację. Pozdrawiam i życzę sukcesów w życiu osobistym i zawodowym Golradir Ciryatan

Nie bardzo wierzę, że Ferrara kiedykolwiek dokończy ten cykl, ale sądzę że mimo wszystko jest wart polecenia. Każda z trzech części jest nieco inna, druga chyba szczególnie odczłowieczona, niczym mokry sen nastolatka, ale wszystkie są dobre, pobudzające wyobraźnię (to chyba cecha autora – czytając jego teksty mam wrażenie jakbym oglądała film, a konkretnie ostre porno). Wątpię, żeby zakończenie mogło mnie zaskoczyć, zdecydowanie chciałabym je przeczytać z zupełnie innych powodów 🙂

Kiedy następna część ?

Czesc o skandynawkach…najlepsza, prosze wiecej tej tematyki…

Napisz komentarz