Via Europa -III- (MRT_Greg)  3.62/5 (49)

35 min. czytania
Ilustracja: MRT_Greg

Ilustracja: MRT_Greg

Dziewczyny pracujące przy autostradzie dzielą się w zasadzie na dwie zasadnicze grupy. Te, które chcą i te, które muszą. Czasami wręcz chcą, bo muszą. Rzadko jednak kiedy muszą, bo chcą. Zaledwie ułamek procenta pierwszej grupy stanowią dziewczyny z tak zwanych dobrych domów. Najczęściej jednak są to przedstawicielki pochodzące z rodziny rozbitych lub patologicznych, dla których praca ta jest wynikiem doznanych przeżyć, lub takiego właśnie ukształtowania przez rodzinę. Nierzadko zrzeszone w organizacjach, oferują swe usługi w przeważającej mierze w cichych domach rozpusty, mieszczących się w pobliżu autostrad, tak by kierowcy nie musieli za bardzo zbaczać ze swej ustalonej drogi. Część oczywiście oddaje się w miejscu wskazanym przez klienta, a jako, że niemieckie drogi są solidniej patrolowane niż nasze rodzime, to najczęściej odbywa się to w kabinach kierowców ciężarówek.

Polskie tirówki z równym poświęceniem świadczą swe usługi w lasach, ciągnących się wzdłuż autostradowych parkingów. W takich miejscach najczęściej można spotkać przedstawicielki drugiej grupy dziewcząt. Porywane w krajach bloku wschodniego lub nawet z dalekich państw azjatyckim, szmuglowane przez granice przez mafię i inne organizacje przestępcze, zostają zmuszane do niewolniczej pracy, uzyskując zaledwie mikroskopijną część ze swego zarobku. O ile pierwsza grupa dziewcząt może liczyć na solidną opiekę medyczną, zarówno ze strony zrzeszeń zajmujących się prostytucją jak specjalistycznych organizacji państwowych, o tyle druga grupa narażona jest na pracę w warunkach urągającym wszelkim zasadom czystości i higieny. Wielokrotne usuwanie ciąż u tychże jest w zasadzie normą. Te, które się złamią a jest ich większość, w końcu popada w nałogi związane z narkotykami i alkoholem. Kończą wtedy na brudnych ulicach wielkomiejskich slumsów, bite i poniżane przez swych pracodawców, wpisują się na długą i ponurą listę niewyjaśnionych zgonów. To, co łączy obydwie te grupy, to umiejętność doprowadzenia do orgazmu każdego faceta, który skorzysta z ich usług. Szerokie doświadczenie sprawia, że żadna, nawet najbardziej wymyślna pozycja, nie stanowi dla nich najmniejszego problemu. A życzenia ich klientów bywają niekiedy tak dziwne i perwersyjne, że nikt przy zdrowych zmysłach nie byłby w stanie ich wymyślić.

Trudno się dziwić tym moim spostrzeżeniom, zwłaszcza, jeśli się weźmie pod uwagę gdzie właśnie ugrzęzłem. Korek zaczynał się dwieście kilometrów przed Dreznem a kończył chyba w Rosji. Przez cb dowiedziałem się, że szalejący wczoraj huragan spowodował spore zniszczenia wzdłuż i na autostradach. Służby techniczne pracowały w pocie czoła, by usunąć wszelkie gruzowiska na drodze, jednak ich ilość była przytłaczająca. Nawet powstałe na ten czas liczne objazdy nie potrafiły rozładować korku. W efekcie coraz większa liczba samochodów stała na wszystkich pasach i niemal każdej drodze prowadzącej do i z autostrady. Zadzwoniłem do firmy, informując o tym fakcie. Jak się spodziewałem w Polsce nie było lepiej. Co prawda ruch był mniejszy, ale też i zniszczenia spore. Z moich wyliczeń wynikało, że trasę liczącą nieco ponad tysiąc kilometrów mam szansę pokonać w dwa dni. Zapatrzony we wzniesienia pogórza zachodniosudeckiego przypomniałem sobie o pewnej dziewczynie, którą tu kiedyś często odwiedzałem, gdy przyjeżdżała w te rejony ze swojej nadmorskiej rezydencji.

Kate nie należała do żadnej ze wspomnianych grup a równocześnie należała do obydwu. Tak naprawdę nazywała się Katarina Fidorowa i pochodziła z dalekiej Ukrainy a konkretnie z Odessy. Życie obeszło się z nią brutalnie i odcisnęło mocno piętno na dalszej egzystencji, jednak, gdy ją pierwszy raz poznałem była już zupełnie inną dziewczyną.

***********

Pamiętam, jak zagrzebani w pościeli leżeliśmy na szerokim łożu, w jej apartamencie, stojącym tuż nad brzegiem morza. Cała ściana od strony wody była przeszklona i za pomocą pilota potrafiła rozsunąć się tak, że nic nie broniło dostępu do środka. Poranna bryza ruszała długimi firanami, sięgającymi od wysokiego na pięć metrów stropu aż do wyłożonej dębową klepką, podłogi. Białe legowisko, zbudowane na wzór magnackich łóż rodem z rosyjskich pałaców oligarchów, silnie kontrastowało ze ścianami wyłożonymi szarym kamieniem. Fragment jednaj z nich stanowił obrotowy prostokąt, wykonany z pełnego drzewa, w który wkomponowany został wielki plazmowy telewizor. Niemal jak w starych rezydencjach stanowił ukryte przejście do części dziennej. Po obrocie o sto osiemdziesiąt stopni, można było oglądać telewizję, siedząc wygodnie na skórzanej kanapie w salonie. Jeśli zaś, gruba na blisko osiemdziesiąt centymetrów, ściana obracała się jedynie o połowę, odkrywała przejście do pomieszczeń, znajdujących się pod poziomem morza. Niewielki basen, jacuzzi i siłownia stanowiły zaledwie fragment podziemnego kompleksu, z którego można było labiryntem dostać się do sztucznej jaskini oddalonej o blisko pół kilometra od rezydencji, lub, znacznie krótszą drogą, do garażu. Stojące tam pojazdy były wyznacznikiem luksusu, o jakim w młodości nawet nie marzyła.

Minimalizm wnętrz, na zewnątrz przybierał już całkiem ascetyczną formę. Wielka bryła chropowatego betonu zlewała się z kamienistym otoczeniem chorwackiej laguny tak, że nawet sprawne oko obserwatora z pobliskiej miejscowości nie było w stanie rozróżnić szczegółów. Ba, sam musiałem podjechać niemal na długość naczepy by odnaleźć wejście do rezydencji. Od strony morza widok był podobny, z tą różnicą, że część szczelin między skałami osłoniętych zostało pancernymi szybami. Odbijające się w nich zachodzące słońce, wskazywało gdzie mieszczą się pomieszczenia rezydencji.

Zapatrzony w światłowodowy gwiazdozbiór na suficie, drgnąłem, gdy dotknęła mojej twarzy.

– O czym myślisz? – spytała wtedy.

Spojrzałem na nią i pomyślałem, że oto znalazłem się w raju a piękna bogini jest odkupieniem za moje dotychczasowe życie.

– Jak to możliwe, że taka śliczna, młoda dziewczyna, posiada taki majątek?

Uniosła brew i zerknęła na mnie w bardzo dziwny sposób. Mieszanina nostalgii i smutku w jej oczach wyraźne kontrastowała z poczuciem dumy i swoistej egzaltacji.

– Naprawdę chcesz wiedzieć?

– A co? Jesteś córką włoskiego mafiosa?

– A gdyby tak było?

– To miałbym przesrane.

Zadrżałem na myśl, że oto pewnie związałem się z przestępczą rodziną. Zaraz pewnie wpadną tu goryle jej tatusia i zrobią mi z dupy jesień średniowiecza, za posuwanie córeczki. Już widziałem jak powalają mnie na ziemię, gniotą buciorami i kopią po żebrach. A potem wiozą do hacjendy starego i rzucają przed jego oblicze. A on spojrzy ponad talerzem wypełnionym po brzegi rosyjskim kawiorem, po czym machnie dłonią i kilka minut później w cementowych budzikach wzbogacę morską florę, jakiejś zapomnianej przez Boga skalistej laguny.

Uniosła się nieco do góry i podparłszy na łokciu, zwiesiła głowę. Jej spojrzenie uciekało daleko poza miejsce, w którym się znajdowaliśmy. Ja jednak nawet gdybym mógł je dojrzeć, nie mogłem oderwać wzroku od jej ciała. Zgrabna, po niezliczonych operacjach plastycznych, miała piersi jak u nastolatki – dumnie naprężone i jędrne ze sterczącymi sutkami, otoczone równie ciemną jak one otoczką. Smukła kibić zaczynała się od długiej szyi, a kończyła na płaskim brzuszku. W pępku wisiał maleńki kolczyk. Resztę ciała skrywała muślinowa pościel. Ja jednak pamiętałem co jest dalej. Nieco za chude biodra z wystającymi kośćmi, za to wysportowane, opalone na mahoń uda i zgrabne łydki. Stopy, które pół nocy pieściłem doprowadzając ją raz po raz do orgazmu, podczas którego głośno krzyczała. A między udami cipka jak marzenie. Zaciśnięte wargi sromowe, które nawet podczas stosunku ciasno obejmowały mojego członka. Jej wnętrze było gorące jak haitańskie wulkany, mokra niczym równikowa dżungla, lecz bez ani jednego źdźbła wokół. Gładko ogolona, tak, że pod językiem nie wyczuwałem ani jednego odrastającego włoska. Depilacja laserowa, jakiej się poddawała usunęła z całego jej ciała wszelkie owłosienie. Za to na głowie szalała burza czarnych jak smoła włosów. Długie, sięgające poniżej pasa, delikatnie falowały, zasłaniając jej powabne ciało, gdy poruszała się po rezydencji.

– Urodziłam się w Odessie, w pobliżu portu bałkańskiego – odezwała się po krótkiej chwili milczenia – mój ojciec pracował tam jako spawacz. Matka zajmowała się głównie prowadzeniem domu i wychowaniem mnie i sześciorga rodzeństwa…

– …Niech zgadnę – przerwałem jej – miałaś trzy siostry i trzech braci…

Odwróciła się tyłem do mnie. Usiadła na łóżku i zapatrzyła się w daleki horyzont. W oddali na falach kołysał się wielki, pełnomorski jacht o czarnym kadłubie. Albatrosy, jak mewy na sopockim molo, latały nad plażą, szukając smakowitych kąsków.

– Konkretnie to pięciu braci i siostrę. Trzech z nich zabrało morze, byli rybakami, jeden trafił do rosyjskiej, opuszczającej wówczas Ukrainę, armii, którą zawsze podziwiał. Jeden mieszka w Niemczech, założył rodzinę i czasem mnie odwiedza. Sam. Siostry nadal szukam.

Usiadłem na łóżku i usiłowałem przytulić do siebie. Początkowo odpychała mnie, lecz po chwili oparła o mnie i pozwoliła na lekkie pieszczoty. Pocałowałem ją w szyję i objąłem na wysokości piersi. Nie było w tym żadnych seksualnych podtekstów, po prostu przyjacielski gest. I jako taki go przyjęła. Zamknięta w mych ramionach kontynuowała opowieść a ja postanowiłem nie przerywać już jej aż do końca.

– Matka zmarła, gdy miałam dziesięć lat. Ojciec z daleka obserwował pogrzeb. Tego dnia wieczorem wrócił pijany jak nigdy dotąd i, demolując nasze skromne mieszkanie, ryczał, że to wszystko nasza wina, że wykończyliśmy matkę. Głupotą byłoby mu wtedy tłumaczyć, że to jego ciągły brak w domu i nałóg alkoholowy przyczynił się do choroby i śmierci matki. Zresztą jej depresje i lęki udzieliły się moim młodszym braciom. Ja, Sasza i Monika trzymaliśmy się razem, dzieląc od lat ten sam pokój, zatarasowawszy wejście nie wpuściliśmy go wówczas do środka. Tej samej nocy doszliśmy do wniosku, że pora wyprowadzić się z domu. Jedyną osobą jak się wtedy przeciwstawiła ojcu, był Andriej. Słychać było jego spokojny głos, gdy usiłował uspokoić ojca. Ten jednak zbyt zamroczony alkoholem, nie chciał z nikim dyskutować. Usłyszeliśmy szybkie kroki a następnie trzaśnięcie drzwiami. Andriej. Miał wówczas 23 lata i nigdy więcej go nie ujrzałam.

Tej samej nocy i my opuściliśmy nasz „ciepły” kącik. Przez jakiś czas tułaliśmy się po portowych slumsach, sypiając w brudnych, cuchnących moczem melinach, często spotykających podobnych nam uciekinierów. Byliśmy jak dzieci z dworca Moskwa, część już wtedy piła i ćpała, dwunastoletnie dziewczynki oddawały się starszym chłopakom, niekiedy oferując swe usługi menelom i za pięć rubli kupowały sobie błyskotki by być pięknymi. Jakimś dziwnym trafem wówczas ominęła mnie ta gehenna, mój brat był dwa lata starszy ode mnie i bronił mnie i siostrę. Ale potrzebowaliśmy jedzenia i ubrań. Wtedy pierwszy raz widziałam jak nisko może upaść człowiek. Najpierw zaczął kraść. Ot, drobne słodkości w sklepach, jedzenie z altanek w ogródkach miejskich, ubrania, koce. Któregoś razu przyniósł ze sobą wielki tobół. Był tam ciepły wełniany płaszcz męski, pachnący drogimi perfumami a w kieszeniach kilkadziesiąt rubli. Rzucił tym w nas i zaszył się w kącie dziwnie milczący. Potem coraz częściej przynosił nam coraz więcej markowych ubrań, dobrego jedzenia i zabawek dla Moniki. Przez długi czas nie pytałam go skąd to wszystko bierze. Później już nie musiałam. Któregoś wieczoru zobaczyłam go, jak wysiada z samochodu i żegna się ze starszym mężczyzną. Obejmował go i przytulał do siebie, jednak w tej pieszczocie nie było ojcowskiej miłości. Ręce mężczyzny pieściły głowę mojego brata, po czym odchylił go i pocałował. Wyobrażasz sobie moje zaskoczenie, gdy ujrzałam, jak mój brat całuje się z tym mężczyzną? Nie miałam wówczas pojęcia o męskich zboczeniach. Wychowana przez ulicę przyjmowałam wszystko za normę i nawet taki widok, choć początkowo zaskakujący, uznałam za część codzienności. Rok później mieszkaliśmy już w niewielkim mieszkaniu w blokowisku na wschodzie Odessy. Sponsor mojego brata udostępnił je dla nas w zamian za codzienne spotkania z nim.

Któregoś razu, gdy miałam czternaście lat przyszedł do nas razem z innym facetem. Gruby i niski z wielkim zarostem, przypominał dziadka Maroza, brakowało żeby tylko zawołał „hohoho”. Jurij – nasz sponsor – wraz bratem udali się do drugiego pokoju, skąd po chwili doszły nas pomrukiwania mężczyzny i jęki mojego brata. W tym czasie grubas siedział wraz ze mną i siostrą na kanapie, zagadując jak dawno niewidziany wujek. Po jakimś czasie Monika poszła do łazienki. Grubas jakiś czas jeszcze siedział ze mną, po czym udał się do kuchni. W każdym razie tam się skierował. Przez chwilę siedziałam sama, gdy nagle usłyszałam krzyki mojej siostry. Czym prędzej pobiegłam do łazienki. Monika szarpała się z grubasem, gdy ten usiłował zedrzeć z niej ubranie. Potargana koszulka odsłaniała jej dziecięce ciało, sukienka zwisała w strzępach a jego ręka usilnie próbowała dostać się między jej zaciśnięte uda. Rzuciłam się na niego, dzięki czemu moja siostra wyrwała się spomiędzy jego łap i uciekła do pokoju. Odwrócił się zdyszany w moją stronę. Czerwony na twarzy, wydzielał bardzo intensywny zapach, taki, który zawsze czułam od naszego sponsora podczas jego odwiedzin.

Spojrzałam wówczas na grubasa, pomyślałam o mojej siostrze i już wiedziałam, że oto nadszedł mój czas by ją chronić. Zsunęłam z ramion koszulkę a następnie zdjęłam spódniczkę. Po spodem nie miała żadnej bielizny. W mieszkaniu było wystarczająco ciepło na samo wierzchnie ubranie. Jak mówiłam, miała wówczas czternaście lat i moje ciało rozwijało się błyskawicznie. Stałam wtedy przed nim naga, nie zasłaniając niczego. On jakiś czas przyglądał mi się, zapatrzony w moje piersi a następnie opuścił wzrok, tam gdzie moje uda łączyły się w jeden ciemny punkt. Ujrzałam jak jego spodnie wybrzuszają się poniżej pasa, w końcu sapnął i rozpiął pasek. Błyskawicznie, jak na osobę jego postury, pozbył się ubrania i stanął przede mną nagi, zaciskając pięści jak monstrualny Budda. Jego penis był ogromny. Purpurowa główka pulsowała a członek drgał z każdym uderzeniem serca.

Podszedł do mnie i początkowo delikatnie pogłaskał po szyi. Jego palce zjechały niżej, do moich pączkujących piersi. Przez chwile gładził je delikatnie wreszcie zacisnął na nich swoje łapska. Jęknęłam, lecz nadal stałam przed nim wyprostowana. Tarmosił moje piersi, jakby sprawdzając ile bólu jestem w stanie wytrzymać. Gdy już sądziłam, że chce wyrwać mi je z ciała, jęknęłam, co najwyraźniej mu się spodobało, gdyż się uśmiechnął. W każdym razie puścił wreszcie moje piersi. Chwycił mnie pod pachy i posadził na wysokiej pralce. Rozsunął moje nogi i zapatrzył się na kłębuszek między nimi. Myślałam, że skamieniał, bo wyglądało jakby nawet przestał oddychać. Rozśmieszyła mnie ta sytuacja i, nie mogąc się powstrzymać, parsknęłam śmiechem. Skrzywił się i zmarszczył czoło, więc czym prędzej umilkłam i spojrzałam na niego poważnie. A wręcz wyniośle, bo to zrozumiałam, że to nie ja, lecz on jest w mojej władzy. Gdy zsuwałam nogi, marszczył w zmartwieniu czoło, gdy rozsuwałam je, promieniał radośnie. W końcu dotknął mnie tam. Delikatnie. Poczułam przyjemne łaskotanie w żołądku a następnie zaskoczona odkryłam, że źródło tej przyjemności znajduje się właśnie tam gdzie błądzi jego palec. Oczywiście wcześniej już bawiłam się swoim ciałem, nigdy jednak nie robił tego ktoś obcy. W tym czasie palec został zastąpiony językiem. Gdy poczułam liźnięcie na łechtaczce, odchyliłam się do tyłu, czując gorąco we wnętrzu. Moje nogi mimowolnie rozsunęły się jeszcze bardziej na boki, otwierając dla niego rozkoszną szczelinę. Skorzystał z tego ochoczo. Przez jakiś czas lizał mnie i lizał z zapałem, jakby chcąc zlizać wszystkie soki, które płynęły szerokim strumieniem z mojej cipki. Czułam jak moje ciało płonie, nie mogąc się powstrzymać szarpnęłam go za włosy, przyciągając jeszcze bliżej do siebie. Wcisnęłam jego twarz między uda i chciałam by trwało to jak najdłużej. Jakby czując, że jestem coraz bliżej orgazmu, powrócił do pieszczot. Głaskał mój brzuch, uda, jego ręce zaciskały się na moich piersiach i sutkach a ja odpływałam w krainę rozkoszy. Wreszcie poczułam nadchodząca upragnioną chwilę. Pierwszy skurcz był delikatny, późniejsze szarpały już moim ciałem na boki, zacisnęłam na nim swoje uda zakleszczając jego głowę między nimi. Wbiłam paznokcie w jego plecy, rozorałam je głęboko, nie zważając nie sprawiam mu ból. Moja przyjemność była ważniejsza. Jęczałam przy tym głośno, spazmatycznie łapiąc powietrze.

Wreszcie po jakimś czasie uwolnił się spomiędzy moich objęć. Położył dłoń na mojej cipce i spojrzał na mnie. Pogłaskałam go po twarzy a on uniósł mnie i, siadając na taborecie, posadził na sobie. Jego penis opierał się o mój brzuch, sięgając aż do pępka. Oparłam stopy o wannę i pomogłam mu unieść mnie do góry. Przez jakiś czas trzymał mnie tak, napawając się chwilą, wreszcie jednym, płynnym ruchem nabił na siebie. Krzyknęłam. Ból był straszny. Jego gruby członek wszedł we mnie zaledwie do połowy, wystarczająco jednak daleko by rozerwać moją dziewiczą błonkę. Łzy pociekły mi po twarzy, zacisnęłam palce na jego ramionach. Uniósł mnie ponownie do góry i jeszcze raz nasunął na siebie. Wszedł głębiej, znowu sprawiając mi ból. Jednak mimo tego był już zbyt zdeterminowany by przerwać. Minuta po minucie nabijał mnie na siebie, wchodząc coraz głębiej, aż wreszcie w którymś momencie poczułam, że dalej już nie może.

Sapnął wtedy i pocałował mnie. Choć dalekie to było od romantycznego pocałunku dwojga zakochanych. Jego usta miażdżyły moje dziewczęce wargi, śmierdzący język wpychał się głęboko, liżąc moje policzki i podniebienie. A jego wielki organ w tym czasie rozpychał się we mnie, demolując delikatne wnętrze. Na chwilę oderwał się od moich ust, ponownie uniósł ku górze i znowu nabił. Zacisnęłam zęby i pozwoliłam by dokończył, co zaczął. Nie miałam już sił na przeciwstawianie się.

Bawił się mną niczym szmacianą lalką, głośne mlaśnięcia odbijały się echem w maleńkiej łazience, gdy raz po raz zanurzał się we mnie. Coraz szybciej i szybciej aż w końcu świat zaczął mi wirować przed oczami i nie czułam już nic prócz regularnych pchnięć. Moje drobne piersi podskakiwały tuż przed jego oczami a on napawał się ich widokiem coraz bardziej podniecony. I gdy sądziłam, że już nic nie może mnie zaskoczyć, poczułam nadchodząca przyjemność. Kolejny raz w przeciągu zaledwie kilkunastu minut. On również zbliżał się ku końcowi.

W pewnym momencie wstał, chwycił mnie pod uda i zaczął na siebie nabijać jakbym nic nie ważyła. Szalone tempo sprawiło, że moje ciało nie nadążało z produkcją miłosnych soków. Zaczęłam odczuwać ból, on jednak jakby go nie zauważając, tłoczył się we mnie a jego, początkowo pojedyncze sapnięcia, przemieniły się w jednostajny ryk. A gdy już chciałam przestać, gdy usiłowałam się wyswobodzić z jego zacisku poczułam potężny skurcz orgazmu, który dosłownie na sekundę zatrzymał go w moim wnętrzu. Mężczyzna jęknął głośno, zacisnął oczy i w końcu uwolnił z mojego ciała. Na twarz trysnęła mi gorąca mleczna fontanna. Zaskoczona otworzyłam usta i mimowolnie łyknęłam nieco jego spermy. Miała lekko słonawy smak. Poczułam kolejne strugi, lądujące na moim ciele.

W końcu grubas oklapł na posadzkę. Jego ciało trzęsło się jak w epilepsji, członek wciąż wielki, pulsował a wraz z każdym drgnięciem wypluwał z siebie kolejne porcje nasienia. Położyłam się na kafelkach, rozkoszując się ich chłodem. Czułam też niewielki zimny podmuch na moim obolałym kroczu. Rozłożyłam szerzej nogi, by chłód ułagodził mrowienie. Spojrzałam na grubasa. Oparł głowę o wannę i przymknął oczy. Jego członek w niesamowitym tempie zwijał się, przeobrażając w małego ślimaczka. Sperma zasychała na kafelkach.

To był mój pierwszy raz. Może nieco wbrew mej woli, lecz uświadomił mi jak naprawdę wygląda świat wokół mnie i jakimi prawami się rządzi. Z małej dziewczynki stałam się małą kobietką. Grubas oczywiście więcej już nas nie odwiedził. Był typem, który potrzebował tylko dziewic, więc ja już leżałam daleko poza kręgiem jego zainteresowań. A muszę przyznać, że od tego czasu leżałam wręcz dosłownie. Przez nasze mieszkanie przewijało się mnóstwo mężczyzn i choć dużo czasu minęło, nim znowu miałam w sobie tak dużego członka jak u wujka Maroza, to za każdym razem dawałam z siebie wszystko, co tylko mogłam zaoferować. W ciągu następnych trzech lat zdobyłam doświadczenie, jakiego nie powstydziłaby się żadna porządna dziwka. Mając świadomość władzy nad mężczyznami, to ja dyktowałam warunki, ja decydowałam gdzie i kiedy i oczywiście w jakiej pozycji. Żadna, nawet najbardziej karkołomna nie była dla mnie tajemnicą. A oni chętnie się poddawali. W szczytowym momencie w naszym mieszkaniu było niemal dwudziestu mężczyzn, którzy brali mnie raz za razem a gdy już nie mogli, przetaczałam się po nich jak kocica, ocierając o ich spocone ciała.

Nigdy jednak nie zrobiłam tego z moim bratem. Mimo całej perwersji nie dopuszczaliśmy do siebie myśli o wspólnych igraszkach. A trzeba przyznać, że zdarzali się mężczyźni, którzy równie ochoczo, w tym samym czasie oddawali się zarówno mnie jak Saszy. To był niecodzienny widok, gdy leżałam na otomanie a mężczyznę, który mnie wtedy posuwał, mój brat ostro rżnął w dupę.

Wkrótce wieści o naszym przybytku stały się tak głośne, że zaczęli zjeżdżać do nas coraz wyżej stojący prominenci. Na podłodze, w kuchni, rżnęłam się merem miasta, w wannie z pułkownikiem, ubrana w obrożę oddawałam się senatorowi a moje skomlenie raz po raz doprowadzało go do orgazmu. W końcu na niego nasikałam a on wylizał moje, pachnące jeszcze moczem, krocze.

Cóż, często tak bywa, że to, co dobre szybko się kończy. Moja przygoda skończyła się pod koniec grudnia dwa tysiące piątego roku. Był słoneczny, acz mroźny poranek. Usłyszałam pukanie do mieszkania i ubrana jedynie w przeźroczystą halkę otworzyłam drzwi. Ujrzałam zamaskowaną twarz, poczułam uderzenie i tępy ból. A potem już nic nie czułam.

Gdy obudziłam się, leżałam skrępowana i zakneblowana na twardej podłodze w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Nie słyszałam żadnych odgłosów z zewnątrz. Przez jakiś czas usiłowałam dojść do siebie, wreszcie czując ból w okolicach potylicy, cicho jęknęłam. Nie minęło wiele czasu a do pomieszczenia weszło pięciu mężczyzn. Zapaliło się światło, co pozwoliło mi w miarę możliwości rozeznać się gdzie jestem. Przyznam się szczerze, że tak wystraszona to już dawno nie byłam. Pokój był pusty, jeśli nie liczyć, sporych rozmiarów pufa, w kącie pomieszczenia. Zresztą mebel zaraz wylądował na środku, ja zaś zostałam na niego rzucona jak niechciana, dziecięca zabawka. Rozbierający się mężczyźni jasno dali mi do zrozumienia, co się zaraz stanie. Przez obolałe gardło usiłowałam wykrztusić z siebie słowa zapytania, jednak śmierdzący knebel całkowicie mi to uniemożliwiał.

Czterech z nich wydawało się być wyraźnie na usługach piątego. Ciemnoskóry, potężny, jakiś czas bawił się policyjną pałką, pokazując mi jednoznacznie, co z nią zrobi. Zapatrzona w ciemny drąg nie dostrzegłam jak mężczyźni po bokach zrzucili swoje ubrania. W pewnym momencie poczułam, jak unoszą mnie ku górze i obracają pupą w dół. Do krępujących mnie sznurów dowiązali inne i ich końce zamocowali do klamer w ścianach. Naprężyli liny. Poczułam jak trzeszczą mi stawy. Ból był potworny. Na szczęście tuż pod pupą miałam pufa, dzięki czemu nie zwisałam całkiem na linach.

– „Teraz zobaczymy co potrafisz” – odezwał się ten czarny.

Hm… potrafiłam już wówczas wiele, więc pomyślałam, że może jednak, niezależnie od sytuacji warto się postarać. Niestety, tym razem to oni mieli nade mną władzę, więc musiałam się do nich dostosować.

Rżnęli mnie po kolei. Byli we wszystkich otworach, na raz i pojedynczo a ich szef stał z boku i się tylko przyglądał. Ale jego spodnie, wybrzuszone poniżej pasa świadczyły, że najchętniej też by dołączył do kompanów. Nie wiem, ile czasu to trwało, po którymś z kolei orgazmie straciłam rachubę. Minuty zlały się w kwadranse, kwadranse w godziny, mogłabym przysiąc, że trwało to nawet kilka dni, choć jak się później dowiedziałam, to niecałe dziewięć godzin. Gwałcili mnie naprzemiennie, jakby sami nie odczuwając zmęczenia. Słyszałam ich jęki, sapanie i mlaszczący odgłos z mojej cipki. A potem już nic nie słyszałam. Nie czułam. Byłam tylko trzema otworami, raz po raz wypełnianymi kutasami i spermą.

Ocknęłam się po jakimś czasie. Leżałam na twardej pryczy, śmierdzący koc okrywał moje nagie ciało. W niewielki pomieszczeniu stał jeszcze kibel, miska z wodą i stolik. Na nim kubek z zatęchłym sokiem i talerz z jakąś szarą breją. Taką oto dostałam zapłatę za moje ciało. Rwanie w podbrzuszu przypomniało mi o gwałcie. Dotknęłam się tam i jęknęłam, czując strupy. Przeraziłam się wtedy nie na żarty. A jeśli mnie uszkodzili? Jeśli byłam zabawką, której teraz się pozbędą. Ale z drugiej strony – myślałam – gdyby chcieli mnie zabić to przecież nie trzymaliby mnie teraz w tym obskurnym pomieszczeniu. Pełna zatem nadziei, że jeszcze trochę pożyję, podmyłam się, o dziwo, ciepłą wodą z miski i drżąc ze zmęczenia, cała obolała zasnęłam ponownie na łóżku. Koc rzuciłam w kąt.

Kolejne dni, tygodnie, mijały pod znakiem pojawiających się kolejnych misek z jedzeniem, miskami z wodą. Czasami przychodził jakiś mężczyzna. Bezceremonialnie rozsuwał moje nogi i smarował mi czymś krocze. Początkowo odczuwałam pieczenie, jednak z każdym dniem czułam się coraz lepiej.

Wreszcie któregoś razu otworzyły się drzwi naprzeciw łóżka i wszedł ten sam czarnoskóry mężczyzna, którego ujrzałam pierwszego dnia. Skuliłam się ze strachu, na myśl o kolejnych gwałcicielach. On jednak zaprosił mnie gestem, bym wstała i podeszła do niego. Skostniała z zimna i braku ruchu, ciężko powlokłam się do drzwi. Zaskoczona ujrzałam, że tuż obok mojej celi znajduje się całkiem inny świat. Pełen przepychu salon, otwierał się panoramicznymi oknami na majaczące w oddali śnieżnobiałe szczyty. Podłoga wyłożona miękkim dywanem czule pieściła moje stopy. Wciąż byłam naga, jednak lata doświadczeń sprawiły, że nie czułam się skrępowana. Czując na sobie wzrok mężczyzn, znajdujących się w pomieszczeniu, przeszłam przez całą jego długość i przytuliłam się do szyby. Spoglądałam na piękny ogród rozłożony u stóp rezydencji, w jakiej się znajdowałam. Krystalicznie czysta woda w basenie przed budynkiem zachęcała do kąpieli.

Ktoś okrył moje ciało delikatnym materiałem. Opatuliłam się nim szczelniej i odwróciłam w kierunku zgromadzonych. Mężczyzna siedzący na wielkiej kanapie cmoknął z zachwytu. Cóż, może pod spodem byłam zmaltretowana, jednak moja słowiańska uroda musiała na nim zrobić odpowiednie wrażenie. Klepnął sofę, dając mi do zrozumienia, bym siadła obok niego. Czarny w tym czasie ulotnił się gdzieś. Kilku facetów w ciemnych marynarkach stało jednak nadal w rogach pomieszczenia, zupełnie jednak nie zwracając na mnie uwagi. Jak się domyśliłam, ochroniarze mężczyzny na kanapie mieli inne zadania.

Siadłam obok nieznajomego i poczęstowałam się podsuniętą mi pomarańczą. Była pyszna. Nigdy dotychczas nie jadłam owoców egzotycznych, stanowiły rarytas, o którym mogłam tylko pomarzyć. Łapczywie więc zjadłam całą, popijając równie smakowitym sokiem. Uszczknęłam też nieco fioletowych winogron, cały czas spod powiek lustrując siedzącego obok. Wydawał się nie dostrzegać moich ukrytych spojrzeń.

– Wunderbar – szepnął patrząc na moje, spowite w materiał ciało – Meine kleine Nymphe.

– Szto? – Zaskoczona niemieckim językiem, omal się nie udławiłam pestką.

– Du bist meine Nymphe, ja?

Przez chwilę przypatrywałam mu się w milczeniu, w końcu skinęłam głową. Nie znając słów, mogłam się tylko domyślać, o czym mówi. Nymphe kojarzyło mi się z jakaś powabną grecką dziewczyną, więc uznałam, że głupio by było zaprzeczać. Uśmiechnął się zadowolony, po czym objął mnie ramieniem. Przytuliłam się do niego, sądząc, że tego właśnie oczekiwał. Zadowolony przesunął dłonią po moim ciele, delikatnie naciskając w okolicach piersi a następnie brzucha. Westchnęłam cichutko i oparłam głowę o miękki zagłówek. Moje ręce swobodnie spoczywały wzdłuż ciała. Nogi delikatnie rozchyliłam, na tyle jednak, by nie odniósł wrażenia, że oto spotkał kolejną zwykłą dziwkę. Cmoknął zadowolony i przesunął dłonią w kierunku mojego podbrzusza. Odchylił nieco materiału i dotknął mojego nagiego ciała. Jęknęłam, udając rosnące podniecenie i rozchyliłam usta. Jak mogłam się spodziewać, pocałował mnie. Zrozumiałam, że czas najwyższy wykorzystać swoje umiejętności.

Wzięłam sprawy we własne ręce i już po chwili siedział przede mną nago, jak go natura stworzyła. Jego członek sterczał już do góry, jednak zaskoczona jego rozmiarami, musiałam ugryźć się w język, by nie parsknąć śmiechem. Wyglądał bowiem bardziej jak kikut, mała kosteczka niż męski penis. Uklękłam przed nim i wzięłam go delikatnie między palce. Przesuwałam w górę i w dół, ostrożnie żeby tylko nie uszkodzić tego maleństwa. On w tym czasie wpatrywał się we mnie z rozszerzonymi oczami, łapiąc ciężko powietrze. Nachyliłam się nad jego kroczem i polizałam małą główkę. Jęknął i zalał mi twarz strużką spermy. Zaskoczona wpatrywałam się przez jakiś czas we wiotczejący członek. W końcu zmalał do takich rozmiarów, że ledwie go dostrzegałam spomiędzy bujnych włosów łonowych. Kompletnie zbita z tropu nie wiedziałam, co dalej mam robić. Odpowiedź nadeszła jednak szybko. Mężczyzna wstał, ubrał się i nie mówiąc słowa wyszedł z salonu. Otumaniona siedziałam na podłodze, wycierając usta chusteczką.

I tak oto rozpoczął kolejny etap mojego życia. Wiosna niezauważalnie przeszła w lato, lato zmieniło się w jesień, jesień w zimę. Za oknem wiał zimny wiatr, niosąc tumany śniegu a ja, co tydzień i z dokładnością szwajcarskiego zegarka niezmiennie o tej samej porze, obciągałam małego fiutka. Facet wydawał się być zadowolony z moich dokonań, gdyż po pół roku pobytu zmieniono moją celę na wygodny pokoik w domku gościnnym, stojącym w sąsiedztwie rezydencji. Oddano mi go w całości do dyspozycji. Z wiosną pozwoliłam sobie na spacery wokół posiadłości, odwiedziłam też jej wnętrza. Wszędzie panował ten sam przepych i pedantyczny wręcz porządek. Służba domostwa składała się z dwóch mulatek, które codziennie pucowały wielkie greckie wazy i inne dekoracje rodem z krajów śródziemnomorskich, wielkich goryli, stojących w każdym pomieszczeniu i posępnego mężczyzny, mającego zapewne za zadanie stać na straży mojego pobytu. Łaził za mną wszędzie, choć wyraźnie tak, bym nie miała go na widoku. Któregoś razu zeszłam do pomieszczeń mieszczących się w podziemiach. W rozległej kuchni uwijali się kucharze, a ilość przygotowywanych dań mogła przyprawić o zawrót głowy. Co ciekawe jednak, prócz wspomnianych, w rezydencji nie było nikogo więcej. Dla kogo więc takie ogromne ilości jedzenia? Po jakimś czasie znałam już niemal wszystkie zakątki wewnątrz rezydencji jak i wokół niej, rozmieszczenie kamer, ukrytego sprytnie monitoringu oraz wszelkie obchody strażników.

W kwietniu dwa tysiące trzeciego roku świętowałam swoje osiemnaste urodziny, siedząc na wielkiej kanapie w moim domku, gapiąc się w wielki plazmowy telewizor, na którym grupa szalonych dekoratorów zmieniała wystrój czyjegoś domostwa. Na szklanym stole obok mnie stał wielki półmisek owoców, kilka ciast i dzban soku. Ja zaś, całkiem naga, pieściłam delikatnie swoje ciało. Wiedząc, że o tej porze nikt mnie nie odwiedzi, a oczy wszędobylskich kamer zwrócone są w inną stronę, uznałam, że czas najwyższy zaspokoić swoje żądze. A muszę przyznać, że po niemal półrocznej abstynencji, przerywanej jedynie obciąganiem szefowi, byłam napalona jak kotka w rui. Gdyby wtedy ktoś wszedł do domku, rzuciłabym się chyba na niego i zgwałciła, nie zwracając uwagi na konsekwencje. Tymczasem jednak siedziałam samotnie a moim jedynym kochankiem był mój palec wskazujący, zataczający coraz węższe kręgi wokół mojej cipki. Wreszcie, nie mogąc dłużej wytrzymać, wsadziłam go sobie głęboko i szarpnęłam. Przez jakiś czas, wspominając moje pierwsze doznania w Odessie, miętosiłam piersi, zawzięcie się masturbując. Ale to mi nie wystarczało. Chciałam poczuć wreszcie w sobie coś większego. Zerwałam się z kanapy i sięgnęłam ku zawieszonemu na ścianie kandelabrowi. Wielka świeca była idealna. Stanęłam w rozkroku i, oparłszy się o ścianę, wsadziłam ją sobie głęboko w pochwę. Odchyliłam głowę do tyłu i jęknęłam z rozkoszy. W końcu. Najpierw powoli, ciesząc się chwilą, wreszcie coraz szybciej, posuwałam się, aż poczułam nadchodzący orgazm. Osunęłam się na podłogę i wznowiłam ruch. Zacisnęłam dłonie na materiale przewieszonym przez oparcie krzesła, zsuwając go na siebie. Nie zwracałam na to uwagi, chcąc jak najszybciej osiągnąć rozkosz. Będąc na skraju orgazmu, usłyszałam ciche skrzypnięcie. Odsunęłam z siebie materiał i jakież było moje zaskoczenie, gdy w drzwiach dojrzałam swojego szefa. Oblizując wargi przyglądał się sterczącej z mojej cipki świecy. Nie mogłam już nic na to poradzić. Wykonałam jeszcze dwa ruchy i moim ciałem targnął dreszcz rozkoszy. Wygięłam się w łuk. Świeczka wysunęła się z moje wnętrza, ukazując mężczyźnie mój wilgotny otwór. Po chwili runęłam na podłogę, moje pośladki uderzyły o posadzkę wydając głośne klapnięcie. Zacisnęłam uda i przez łzy spojrzałam na mężczyznę.

Był zły. Był tak wściekły, że cały się trząsł. Oto ta, co była mu nimfą, brandzlowała się na podłodze jak ostatnia suka. Nie wiem, czy świadomość, że to nie jeden z jego sługusów, lecz zwykła świeczka sprawiła mi tyle rozkoszy, w każdym razie mogłam się spodziewać, że oto nadszedł koniec mojej sielanki. I jak słusznie przypuszczałam, kilka minut później do środka wpadli jego goryle, przydusili mnie do podłogi a następnie związali i zakneblowali. Podnieśli z podłogi i rzucili na łóżko. Jeden z nich szwargotał cos przez mikrofalówkę. Po chwili w domku zaroiło się od innych mężczyzn. Wśród nich rozróżniłam tych, których ujrzałam pierwszego dnia pobytu w Niemczech. To mogło oznaczać tylko jedno. Ich boss wyszedł, lecz oni zostali.

Od tego czasu nie było już rezydencji. Nie było egzotycznych owoców i miękkich dywanów. Nie było małego fiutka i delikatnych pieszczot. Byłam dziwką na usługach mafii, oddającą swe ciało kierowcom ciężarówek. Za wszystko płaciłam ciałem. Za kromkę chleba brałam do ust, za ciepłą kawę na parkingu wypinałam tyłek, za ciepły płaszczyk na zimę jęczałam z rozłożonymi nogami, czując jak niezliczone ilości kutasów wypełniają moją cipkę strumieniami gorącej spermy. Czasami dostawałam drobne upominki, które chowałam w zaroślach przy parkingach. Czasem znalazł się taki, który nie traktował mnie jak ostatnią dziwkę i, częstując gorącą herbatą, korzystał tylko z moich rąk. Pomimo tego jednak brudna i zeszmacona pod czujnym okiem moich oprawców, spadałam coraz bardziej w dół, czując, że koniec jest już blisko. Aż w końcu podjęłam decyzje o ucieczce. Było mi obojętne, co ze mną zrobią, gdy mnie złapią. Któregoś razu nocą podkradłam się do ciężarówki, stojącej na jednym z przy autostradowych parkingów, otworzyłam naczepę i wślizgnęłam się do środka. Ukryłam między paletami jakiegoś towaru. Na całe szczęście było ich tyle, że chroniły mnie przed ewentualna kontrolą a równocześnie pozwalały usiąść w kącie. Po jakimś czasie ciężarówka ruszyła, a ja modliłam się, by się już nie zatrzymała. Zmęczona i zestresowana zasnęłam. Musiałam być potwornie zmęczona, gdyż po obudzeniu zorientowałam się, że leżę na łące, pełnej kwiatów. Pomyślałam, że jednak dopadli mnie i zamordowali, a ja znalazłam się w raju.

Uniosłam głowę do góry. W oddali majaczyły szczyty nieznanych mi wzgórz. Spojrzałam w bok i aż się zachłysnęłam widokiem. Lazurowe morze łączyło się bladą linią na horyzoncie z bezchmurnym niebem. Kilka wysepek wyrastało z morza. Porośnięte oliwnymi sadami, pyszniły się cudowną zielenią. Usłyszałam szuranie i spojrzałam w kierunku odgłosu. Śniady niewysoki mężczyzna niósł kosz, z którego wystawały kiełbaski i chleb. W pobliżu stała zaparkowana ciężarówka z otwartymi drzwiami naczepy. Zerwałam się jak oparzona. Jednak nie byłam w raju. Mężczyzna przystanął, położył kosz na łące i uniósł dłonie w pokojowym geście. Powiedział coś, lecz go nie zrozumiałam. Kiwnął głową, wskazał na kosz, następnie na zegarek na ręce i swoją ciężarówkę. Następnie pomachał do mnie ręką i odwróciwszy się, pomaszerował do ciężarówki. Wsiadł do szoferki i ruszył po chwili, zostawiając mnie samą.

Byłam wolna.

Siedziałem jakiś czas, wstrząśnięty usłyszaną historią. W oddali wody przyboju uderzały o skalisty brzeg, fontanny białej piany tryskały na boki. Morze z hukiem dawało znać o zbliżającym się przypływie. Słońce zachodziło, wielka pomarańczowa kula zawisła na horyzontem, rzucając ostatnie promienie. Ciepłe światło rozlewało się po sypialni. Pogrążona w zadumie dziewczyna siedziała ściskając się za ramię.

– Zapewne wtedy musieliśmy się pierwszy raz spotkać – rzekłem cicho.

– Nie – odparła, zwracając ku mnie twarz. Kąciki jej ust drgały w niepewnych uśmiechu. – Ciebie spotkałam trzy lata później. Jakimś dziwnym trafem odnalazłam też Saszę. Odwiedziłam go w jego mieszkaniu w Dreźnie. Miał żonę i dwójkę uroczych maluchów. Wspomnienia z przeszłości były już bardzo mgliste, aczkolwiek nie dało się o nich zapomnieć. Gdy przyjechałam do niego, byłam już całkiem inną dziewczyną. Po piekle, jakie zgotowała mi mafia – do dziś nie wiem, jak udało mi się od nich uciec – zaczęłam żyć na nowo. Oczywiście zajęłam się tym, co potrafiłam najlepiej, jednak nie ryzykowałam już spotkań z bogaczami. Moimi klientami stali się średniozamożni mieszkańcy Chorwacji oraz turyści i biznesmeni odwiedzający ten kraj. Ja ich wybierałam, choć sądzili, że jest odwrotnie. Początkowo było ich sporo, w końcu musiałam jakoś stanąć na nogi, po jakimś czasie ograniczyłam liczbę kontaktów, starając się dobierać takich, co jednak mieli trochę grosza w portfelu. I cały czas zbierałam. Któregoś razu poznałam starszego mężczyznę, francuskiego architekta, który na stałe przeprowadził się do Chorwacji. Żyliśmy jakiś czas ze sobą i choć wiedział, czym się zajmuję, nie zgłaszał do tego uwag. Po prostu każdy z nas zajmował się swoim biznesem. Któregoś razu zastałam go na podłodze naszego skromnego domku. Atak serca dopadł go w momencie, gdy ukończył swój najdoskonalszy projekt. Nigdy nie zobaczył jego realizacji, jednak dzięki moim niemałym już wówczas oszczędnościom oraz pomocy kilku zaprzyjaźnionych budowlańców udało mi się wznieść jego marzenie.

– To… – zająknąłem się i, zataczając krąg ręką, skończyłem – To jego dom?

– Tak. To jego dom. Jego marzenie. Widzisz więc, że nie mogłam go nie zrealizować. Zakochałam się w nim od pierwszej linii. Patrzyłam jak rośnie i wypełnia się, aż w końcu stanął. Pierwotnie miał być bardziej widoczny, ja jednak chciałam się odizolować i kazałam obsypać go rumowiskiem. Teraz jest moim pałacem.

– I twierdzą – bardziej stwierdziłem niż zapytałem.

– A, owszem – odrzekła ze śmiechem.

– Więc… – zacząłem ponownie – kiedy mnie spotkałaś?

– Kiedy ja cię spotkałam? Ha! Haha! – Raczej kiedy ty mnie spotkałeś.

– Jak zwał, tak zwał.

– O nie, mój drogi – położyła się na moich nogach i kontynuowała opowieść – To ty mnie spotkałeś, bo JA tego chciałam. Byłam wtedy, jak ci mówiłam, u mojego brata. Spacerowaliśmy po parku w mieście, przesiadywaliśmy niezliczone godziny w restauracjach i pubach, śmiejąc się i ciesząc z naszego wspólne spotkania. Czas płynął radośnie, wszystko wokół nas kwitło a my byliśmy ponownie tymi małymi dzieciakami z ulicznej Odessy, które nie znały jeszcze brudu tego świata. Goniliśmy się nawzajem wśród fontann, mocowaliśmy i tarzaliśmy po liściach, wprawiając w osłupienie mijających nas przechodniów. Byliśmy szczęśliwi i spełnieni.

Któregoś razu siedzieliśmy w ogródku restauracji przy rynku, popijając ciemne piwo, przysłuchiwaliśmy się rozmowom sąsiadujących z nami ludzi. Sasza zna doskonale kilka języków, co jest wymagane w jego pracy, ja wówczas znałam niemiecki i chorwacki. No i oczywiście ukraiński, lecz słów moim rodzimym języku dużo tam nie padało. Znałam też już polski, nauczona przez kierowców ciężarówek. Siedzieliśmy tak w każdym razie dłuższą chwilę w milczeniu, a żadne z nas nie wiedziało jak zacząć rozmowę. I wtedy cię ujrzałam. Wiesz… czasem tak bywa, że zobaczysz coś, co ci się spodoba, na pierwszy rzut oka. Zjawisko, które spędza ci sen z powiek, coś, co pragniesz mieć, bez względu na wszystko a równocześnie zdajesz sobie sprawę, że nigdy tego nie dostaniesz. A ja chciałam cię mieć i wówczas pomyślałam, że zrobię wszystko, by zrealizować moje zamierzenie.

– Chciałaś mnie mieć??!! – Prawie usiadłem zrzucając ją z kolan.

– Nie przerywaj – szarpnęła się zmuszając mnie bym powrócił do wcześniejszej pozycji. Położyła moją dłoń na swym ciele i kontynuowała – Tak. Chciałam cię mieć. Nie tyle w kontekście seksualnym, lecz po prostu mieć. Nie wiem jak to wytłumaczyć.

– Miłość? – zapytałem cicho.

Spojrzała na mnie, lecz zaraz odwróciła wzrok.

– Może – ledwie słyszałem jej słowa – choć wtedy nie znałam tego słowa. Wydaje mi się, że nawet dziś nie do końca je znam. To było coś więcej. Pożądanie, a równocześnie potrzeba bliskości kogoś, kto nie patrzy na ciebie tylko pod kątem wielkości cycków i mokrej cipki. Chciałam, byś był przy mnie, gdy tego potrzebuję, byś tulił mnie, gdy mrok wspomnień zadręcza moje myśli, gdy blizny na ciele przypominają mi o razach, które na mnie spadały. Chciałam, byś po prostu był przy mnie. Lecz… Wtedy jeszcze się nie spotkaliśmy. Wtedy tylko cię ujrzałam i przez kolejny rok zbierałam informacje. Czułam się niemal jak pracownik wywiadu, tropiąc swoją ofiarę, przemierzając świat za celem, który wciąż się wymykał z obławy.

Aż wreszcie, po miesiącach poszukiwań, udało mi się cię znaleźć. Pamiętasz? To było w okolicach Heusden-Zolder, w Belgii. Byłeś wtedy z kumplami i jakąś młodziutką dziewczynką na Zolder Truck Schow. Pierwszego dnia obserwowałam jak bierzesz udział w zawodach, widziałam jak cieszysz się z pucharu a potem…

***********

– And the winner is… – głos prowadzącego zamilkł na dłuższą chwilę.

Zaciskając pobielałe z zimna dłonie, czekałem na ogłoszenie wyników. Nie miałem wątpliwości, że w tej stawce moje skrzypce grają bardzo skromną nutę. Nie miałem dziesiątków tysięcy euro tak jak właściciel, przeznaczonego na dalekie australijskie drogowe pociągi Freightliner`a Coronado, nie zarabiałem kupy forsy, jak czarnoskóry Holender w gigantycznym Volvo VN, moje auto było przeraźliwie ubogie na tle wielu spośród zgromadzonych. W jego wnętrzu wygodnie mogły siedzieć tylko 3 osoby, większość zainstalowanego sprzętu była niewiele młodsza od samego pojazdu, tylko zestaw audio-video był najnowszej generacji, a to tylko dzięki hojności mojego pracodawcy. Sam montowałem większość części, sam skręcałem meble, mocowałem tapicerkę, drewniane i aluminiowe elementy. Część z nich wykonałem zwykłą ręczną szlifierką. A oni? W przepastnych warsztatach tuningowych poddali swoje ciężarówki przeróbkom, o jakich mogłem tylko pomarzyć. Wypieszczone, wypielęgnowane jak boska twarz modelki, spowite w kolorowe szaty z nadmorskimi pejzażami, pędzącymi po odległych oceanach potężnymi żaglowcami, ze scenami z filmów fantastycznych, błyskały feerią tysięcy małych żarówek. Od każdej z nich biła łuna przepychu i nonszalancji.

–… Mack Vision…

Serce zamarło mi w piersiach. Na zlocie były tylko trzy takie pojazdy. Niczym trzej królowie, przybyli z odległych krain, stały obok siebie, na piedestale ciężarowej motoryzacji. Z dumnie wypiętymi do przodu chromowanymi chłodnicami na monstrualnych maskach, z dala od migotliwego zgiełku, czekały na fascynatów zabytkowych pojazdów. Choć znacznie różniące się od pozostałych pojazdów, były bardziej świadkami imprezy, niż jej głównym daniem. Szkoda, bo miały co zaprezentować.

– …black…

Skurwysyn! Wszystkie były czarne. Ściskające moją dłoń drobne palce Karoliny, jasno sugerowały, że i ona ma dosyć wyczekiwania. Światło szperacza przebiegło po tłumie zgromadzonych. W oddali dał się słyszeć grzmot startującego F-16. W powietrzu unosiła się woń benzyny i spalonej gumy. Każdy mój zmysł wychwytał subtelne informacje wokół. Byłem tak nabuzowany, że gdyby ktoś mnie wtedy dotknął, dałbym mu w ryja.

– …from Poland – zaskakująco cicho zakończył prowadzący.

Światło szperacza zatrzymało się na naszej grupce, wyłapując chudego właściciela zwycięskiego pojazdu. Czułem jak do oczu napłynęły mi łzy. Schyliłem głowę i udając, że ocieram pot z czoła, zmazałem słone krople, jakie potoczyły mi się po policzkach. Całe szczęście, że było już po zachodzie słońca i nikt nie mógł dojrzeć moich zaczerwienionych oczu. Ciężko łapiąc powietrze, czując na sobie poklepywania moich towarzyszy ale też i innych kierowców, przeszedłem szpalerem w kierunku sceny. Wspiąwszy się po kilku stopniach, stanąłem w świetle jupiterów. Rumiany juror wręczył mi dyplom i wielki, pozłacany puchar. Był jak trofeum z mistrzostw świata. Gratulował mi, ściskając moją spoconą dłoń, a ja byłem tak skołowany, że nie rozróżniałem słów, jakie do mnie kierował. To było niemal jak sen. Nigdy w życiu, nic nie wygrałem. Zawsze albo tuż poza podium albo na szarym końcu peletonu.

Zbliżyłem się do mikrofonu i wyplułem z siebie kilka słów, zagłuszanych i tak przez moich, skandujących z radością przyjaciół. DJ za mną przygotowywał się już do swojego zadania. Tłum niecierpliwie spoglądał po sobie. Niechże już, kurwa, zejdzie ten Polaczek i zacznie się zabawa. Przypomniałem sobie widziany kiedyś na youtubie teledysk i nie mogłem się oprzeć by nie krzyknąć, wtórując coraz donośniejszym basom z głośników.

– Okay… Let`s fucking disco!!!

Potężne uderzenie tysięcy wat niemal zmiotło mnie ze sceny. Tłum zareagował dokładnie tak, jak chciałem. Ryk dziesiątków gardeł i kobiecy pisk zlał się w jedno w transowym rytmie drumm&bass, jaki rozpoczął ostatnią noc zlotu. Cały szczęśliwy, że nie mam już na sobie spojrzeń tłumu, zszedłem z tyłu sceny na rozgrzany asfalt. Spojrzałem na rozgwieżdżone niebo, a potem daleko przed siebie. Odetchnąłem z ulgą. To był jednak dobry dzień. Kątem oka złowiłem białą smugę między ciężarówkami. Wysilając wzrok dojrzałem niewysoką, smukłą postać młodej kobiety. Stała obok dostawczego volkswagena opierając się o jego bok, zabawiała kosmykiem swych długich, ciemnych włosów. Jakby wystudiowanym, teatralnym ruchem, odrzuciła do tyłu włosy i spojrzała na mnie. Uniosłem w górę kielich i uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła się, mrugając do mnie okiem. Kiwnąłem głową w kierunku imprezy, starając się by wyglądało to na zwykłe zaproszenie do zabawy. Oderwała się od samochodu i podeszła bliżej. Dopiero z tej odległości mogłem się jej dokładniej przyjrzeć. Cierpliwie czekała aż skończę ją lustrować, sama również uważnie mi się przyglądała. Wreszcie nie wytrzymała.

– Skończyłeś?

Miękki akcent jej polszczyzny sugerował wschodnie pochodzenie. Wysokie kości policzkowe i duże ciemne oczy, wskazywały na tatarskie korzenie, jednak zgrabna sylwetka nie budziła żadnych wątpliwości, że urodziła się bliżej Europy. Ukraina albo Rosja.

– Nie bardzo – odrzekłem, siląc się na spokój – chętnie bym się bardziej ci poprzyglądał.

Przez zwiewny materiał jej sukienki wyraźnie prześwitywały ciemne brodawki. Brak stanika i lekkość dziewczyny sprawiły, że mój członek mimowolnie drgnął, budząc się do życia po ostatnich dniach przedzlotowego niepokoju.

– To może zaprosisz mnie na swoje ranczo, kowboju?

– Yes, milady – odrzekłem rozpromieniony.

Chwyciwszy jej szczupłą dłoń, pociągnąłem za sobą w kierunku ciężarówki. Pomogłem wsiąść do wysokiej szoferki, korzystając z okazji, by uważnie przestudiować jej pupę, po czym rozejrzawszy się dookoła i nie dostrzegając żadnego ze znajomych, czym prędzej wskoczyłem za nią.

Wnętrze pojazdu rozświetlał delikatny blask diod, zamontowanych w podsufitce. Czując jak pokrywa mnie delikatny rumieniec wstydu, zrzuciłem z łóżka walające się na nim ubrania i gazety. Zepchnąłem je nogą w kąt szoferki. Ona w tym czasie ułożyła się już wygodnie niczym perska księżniczka na otomanie. Przygryzając wargi, przesunęła dłonią po swoim ciele, po czym złapała mnie za rękę i położyła na swojej piersi. Ścisnąłem jej brodawki przez materiał, czując, jak twardnieją pod wpływem mojego dotyku. Rozchyliła erotycznie usta, wysuwając języczek. Nachyliłem się bliżej niej i pocałowałem. Najpierw delikatnie, jakby była porcelanową figurką, czułą na najmniejszy dotyk, potem mocniej i coraz bardziej natarczywiej aż w końcu niemal połykaliśmy się wzajemnie, miażdżąc nasze usta w gorących pocałunkach.

Zerwałem sukienkę z jej ramion, odsłaniając jej piersi, dwie słodkie półkule, dumnie prężące się w moją stronę. Zacisnąłem na nich swoje dłonie tarmosząc i ugniatając jak ciasto na pierogi. Nie była bierna. W pewnym momencie odepchnęła mnie, chwyciła za koszulą i rozdarła wpół, urywając wszystkie guziki. W strzępy poszedł też podkoszulek, sprawnie pozbawiła mnie spodni i majtek, pożądliwie łapiąc mnie za pulsującego członka. Pod wpływem jej ciepłych, zwinnych dłoni stanął na baczność, celując w nią swoją purpurową główką. Owinęła wokół niego swoje dłonie i masowała aż na szczycie pojawiła się maleńka kropla. Zlizała ją swym języczkiem po czym wzięła całego do buzi, połykając aż po same jądra. Głębokie westchnienie, jakie wydobyło się z mojego gardła, było dla niej najwyraźniej zachętą do dalszych ekscesów. Naprzemiennie masowała dłońmi i brała do ust, ssąc i liżąc, jak słodki mikołajowy wafelek. Wpiłem się dłońmi w jej włosy, czasami nadając rytm jej głowy czasem pozwalając jej na dominację. Jednak po kilku dniach wstrzemięźliwości, nie trzeba było długo czekać na finisz. Czując jak moje ciało tężeje, zacisnąłem dłonie na je ramionach i, wybijając się jak najgłębiej w jej gardło, trysnąłem. A ona, patrząc na mnie z dołu, cierpliwie i sprawnie połykała kolejne porcje nasienia, niemalże czekając na każdy kolejny skurcz, wysysając mnie do ostatniej kropli.

Wyczerpany opadłem na łóżko i przymknąłem powieki. Ogarnął mnie boski błogostan, którego od tak dawna pragnąłem. Ona w tym czasie przytuliła się do mnie, bawiąc kędziorkami na moim podbrzuszu, cierpliwie czekała aż wrócę do rzeczywistości. Jak gdybym miał watę w uszach usłyszałem melodyjny głos.

– Mam nadzieję, ze nie wystrzelałeś się ze wszystkiego, kowboju…

Uniosłem powieki i spojrzałem jej prosto w oczy.

– A ja mam nadzieję, że jesteś gotowa na ostrą jazdę bez trzymanki.

Uśmiechnęła się drapieżnie, po czym wstała i zrzuciła z siebie suknię. Pod spodem była całkiem naga. Jej szczupła talia kończyła się długimi zgrabnymi nogami. Tuż pod kostką lewej stopy miała wytatuowanego delfinka.

Stanęła w lekkim rozkroku, dzięki czemu zobaczyłem jaka jest już mokra. Mikroskopijne strużki jej soków spływały po udach. Nie mogłem dopuścić by rozlała wokół swoją ambrozję. Siadłem na łóżku i, przysunąwszy głowę do jej krocza, liznąłem jej cipkę. Pod wpływem mojego języka otworzyła się lekko. Westchnęła i uniosła prawą nogę, ocierając się swym udem o moje ramiona. Złapałem za jej pupę, wciskając usta mocniej w jej łono, sięgając językiem do jej wnętrza. Zadrżała i cicho jęknęła. Pochyliła głowę, pozwalając by jej włosy omiotły mnie, zamykając w erotycznym kręgu. Rozsunąłem palcami jej wargi sromowe, docierając językiem do łechtaczki. Mój język przyspieszył, co spowodowało kolejne jęki i westchnienia. Członek ponownie obudził się do życia. Po pierwszym akcie, nieco skulony, sprawiał wrażenie całkowicie wypompowanego, jednak na ile siebie znałem, nie było to jeszcze wszystko z jego strony. Czując zatem, jak między moimi udami rośnie wielka pała, odsunąłem się od niej i, niemalże siłą, zmusiłem, by usiadła na mnie. Bez żadnych oporów nabiła się na mój pal, wciągając w siebie całego. W tym czasie wbiła paznokcie w moje ramiona, sprawiając, że aż syknąłem z bólu. Jednak miast zrzucić ją z siebie, zacisnąłem usta, uniosłem ją i ponownie solidnie nabiłem na siebie. No dobra. Pomogła mi w tym. Wszak w tej pozycji nie było szans bym ją uniósł całą. Widząc, że wie już o co chodzi, oparłem się wygodnie o ściankę i pozwoliłem, by sama nadała sobie tempo. Przez chwilę siedziała spokojnie, wpatrzona we mnie, poruszając tylko biodrami na boki w rytm jakiegoś erotycznego tańca. W końcu oparła się o mnie, unosząc pupę do góry. W jej wnętrzu została tylko główka, więc obawiając się, że zaraz cały znajdzie się na zewnątrz, wypchnąłem biodra ku górze, wbijając się w jej wnętrze. Zamknęła oczy i wygięła się w pałąk jak niegrzeczna kotka, czekając na kolejne pchnięcia. Wobec powyższego nie miałem innego wyjścia jak sprostać jej oczekiwaniom. Lecz skoro postanowiła całkowicie oddać mi kontrolę nad imprezą, postanowiłem działać według własnych zasad.

Chwyciwszy mocno jej pośladki, nadałem sobie takie tempo, jakiego nie powstydziłyby się tłoki mojej ciężarówki. Solidnie naoliwiona, z lekkością poddawała się moim pchnięciom, na tyle jednak ciasna, że czułem niemal każdym centymetr jej rozpalonego wnętrza. Oddawała mi się z prawdziwą dzikością ujarzmionej bestii, pomrukując chrapliwie przy każdym pchnięciu. Nie wiem jak długo to trwało. Zamknięty w świecie seksu przestałem odczuwać upływ czasu, moim ciałem rządziła tylko niepohamowana żądza doprowadzenia jej do orgazmu i mojego ponownego wybuchu. Dopiero na skraju orgazmu uświadomiłem sobie, że nasze okrzyki mogą być słyszalne z daleka. Było jednak już za późno na jakiekolwiek refleksje. W pewnym momencie poczułem drżenie, jakie przeszło przez jej ciało, paznokcie jej dłoni wbiły się głęboko w skórę a pochwa zacisnęła się na moim członku z siłą dwutonowego imadła. Czując mój nadchodzący orgazm przebiłem się przez jej zaciśnięte mięśnie aż po sam kraniec jej wnętrza. Na moment osłabł zacisk, lecz zaraz potem pojawił się kolejny i następny w coraz bardziej zbliżonych do siebie odstępach. Rozsunąłem dłońmi jej pośladki i wbiłem palec w jej anus, doprowadzając ją do potężnego finału. Zgubiła się. Czułem wyraźnie jak jej zaskoczenie miesza się z odczuciem potęgującej rozkoszy. A po chwili i ja doszedłem, wypełniając ją swym nasieniem. Gorąca struga rozpłynęła się po jej wnętrzu, docierając najgłębszych zakamarków, łaskocząc podrażnione już orgazmem ciało.

Roztrzęsiona wtuliła się we mnie, mrucząc dziwne słowa w swoim języku. Objąłem ją swymi ramionami, chcąc by ta chwila trwała wieczność.

***********

– A potem bawiliśmy się do białego rana. Poznałeś mnie z Gienkiem…

– Taa… Pamiętam – uśmiechnąłem się na wspomnienie rozdziawionej gęby mojego przyjaciela, gdy ujrzał moją zdobycz. – Całą noc próbował cię poderwać.

– No. Dokładnie. Zabawne było, gdy stawał między nami, chcąc być jak najbliżej mnie, odsuwając ciebie.

– Łazęga wredna. Jakby nie mógł sam sobie jakiejś baby upolować.

– Upolować? Baby? No wiesz??!

Trzepnęła mnie w ramię. Udawana irytacja nadawała jej twarzy cudowny wyraz.

***********

Głośne trąbienie zniecierpliwionego kierowcy z tyłu wyrwało mnie ze wspomnień. Korek przesunął się o dwadzieścia metrów do przodu a kiep z tyłu koniecznie chciał ten odcinek czym prędzej pokonać. Bo a nuż ktoś się wciśnie. Tak, kurwa, Marsjanin przyleci i wpierdoli się w sam środek kilkuset kilometrowego korka.

Spojrzałem na odległy znak drogowy, informujący o zjeździe z autostrady. Powziąłem już decyzję. Gdy tylko tam dotrę, zadzwonię do Gienka, że zjeżdżam na postój, bo nie ma sensu stać na drodze. A potem do Katariny. Miałem nadzieję, że zastanę ją w Niemczech. O tej porze zwykle bywała, więc szanse na spotkanie były spore. Myśl o spotkaniu z moją kochanką sprawiła, że przestałem reagować na kolejne klaksony z tyłu. Mimo tego powoli podturlałem się do przodu, w ostatnim momencie wciskając hamulce do oporu. Z tyłu dobiegł mnie pisk hamulców i niemalże usłyszałem wyzwiska zdenerwowanego kierowcy. Zerknąłem w lusterko. A jakże. Mój rodak solidnie wypracowywał naszą laurkę o kretynizmie polskich kierowców. Zresztą… chuj z nim, jeszcze tylko jakieś dwie godziny i to wszystko zostanie za mną. Włączyłem odtwarzacz i zasłuchany w melodyjny głos Boba Marley`a, odchyliłem na fotelu i przymknąłem powieki.

Somewhere over the rainbow

Way up high

And the dreams that you dream of

once in the love

will bye oh

Somewhere over the rainbow

Bluebirds fly

And the dreams that you dream of

dreams really do come true.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witam wieczorową porą!

Po dwóch częściach będących "opowieścią drogi" narrator zatrzymuje się (czy raczej, zostaje do tego zmuszony okolicznościami), by odpłynąć w krainę wspomnień.

Są to wspomnienia dlań bardzo przyjemne, dla Czytelników również, natomiast dla drugiej bohaterki tej historii, Katarinny-Kate – niekoniecznie. Właściwie trudno powiedzieć, jak postrzega ona swoje życie – jako pasmo udręk, czy też po prostu kolejne próby, które uczyniły ją kobietą, jaką jest dzisiaj. Trzeba przyznać, że mimo wszystkich okrucieństw, których doświadczyła, nie wydaje się szczególnie straumatyzowana.

To ona jest największą zagadką tego odcinka – zagadką, która tak naprawdę nie znajduje rozwiązania. Być może przyniesie je ponowne spotkanie z narratorem? Co do tego dopiero musimy się przekonać.

Tak czy inaczej, dostaliśmy kawałek rasowej, dobrze napisanej i zmysłowej opowieści o mrocznych żądzach i namiętności, która może być także odkupieniem.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

I właśnie takie komentarze sprawiają, że mogę pisać dalej. Ba! Ciekawość dalszych losów głównego jak i pobocznych bohaterów ze strony czytelników, jest równa mojej własnej :D. Ta seria bowiem powstaje na bieżąco i nawet ja sam czasem nie wiem dokąd poprowadzą kolejne nitki autostrad. Jedno wiem na pewno. Z Katariną spotkamy się w kolejnej odsłonie i zdecydowanie będzie miała też swój udział w finale. Ale… o tym już cicho sza 😉

Pozdrawiam
MRT

bardzo lubię tą serię.
Jimmyg

Pierwsza część była urocza. Przyrównywano jej klimat do sławnych opowieści pewnego kultowego twórcy. Druga, w mojej opinii, była "sennym rojeniem" zmęczonego drogą kierowcy. Nieco surrealistyczna, w mojej opinii. Trzecia część mnie zaskakuje. Aczkolwiek stereotyp tirowca i tirówki jest mocno zakorzeniony pośród innych sztampowych, uproszczonych i zabarwionych wartościująco obrazów rzeczywistości, poszedłeś swoją drogą. Zastanawiam się czy nie za bardzo popuściłeś wodze fantazji, ale w końcu czemu nie. Pisanie to fun. Bawmy się dobrze.

Ukłon pełen szacunku.

Napisz komentarz