Tamta noc 5/6 (marv)  3.8/5 (5)

14 min. czytania
Lies Thru a Lens, "Darling", CC BY 2.0

Lies Thru a Lens, „Darling”, CC BY 2.0

Sylwia mówi:

Wstałam. Poderwał się na mój ruch. Spięty i podniecony przypominał przestraszone małe zwierzątko, które w nocy przebiega przez drogę.

Podeszłam do niego. Gorący asfalt parzył bose stopy. Obserwował mnie zachłannie. Czułam jak jego wzrok ześlizguje się po mojej szyi, przemyka pomiędzy piersiami, głaszcze brzuch, zagłębia w mym łonie. Rozpieszczał mnie. Widziałam w jego oczach siebie taką, jaką zawsze chciałam być. Piękną, pociągającą, kobiecą, bardzo odległą od siebie jaką znałam z lustra.

Mój zapach wypełniał martwe powietrze. Pachniałam chęcią, wilgocią, czystością i snem. Rozumiałam go, gdyż sama zapadałam w ten zapach, sprawiał, że pragnęłam się dotknąć, zagłębić we mnie palce, by później podsunąć je pod twarz, powąchać, oblizać. Czułam każdy fragment mojego ciała, spływające po plecach kropelki potu, stróżkę podniecenia na udzie, twarde sutki. Moje ciało uwodziło mnie, domagało się dotyku, pieszczoty.

Stanęłam przy nim. Iskry reflektorowego światła eksplodowały w gęstości naszego podniecenia. Kuba pachniał pragnieniem.

„Co robisz…” zaczął, lecz pokręciłam w mroku głową. Dotknęłam jego policzka – zniecierpliwiona elektryczność pożądania wyładowywała się pod moimi palcami, przeszyły nas dreszcze. Miał szorstką, wilgotną od potu skórę policzka. Przez moment bałam się, że pod tym dotykiem skuli się w sobie i ucieknie, widziałam na skraju jego spojrzenia, ukryte za podnieceniem przerażenie. Przysunęłam się do niego, nasze ciała zetknęły się w ciszy. Czułam bicie jego serca na piersiach. Kropelki potu spływające po jego klatce piersiowej.

„Chcesz?” szepnęłam do jego ucha oblizując je koniuszkiem języka. Bezgłos nocy zagłuszył jęk.

Pocałowałam go w policzek, lekko, samymi wargami. Tak jak kuzynka żegnająca się z kuzynem.

Polizałam wargi, koniuszkiem języka, jak kociak. Smakował papierosami i solą, po chwili tęsknotą i smutkiem.

Całym językiem oblizałam go po szyi, jakbym lizała loda. Tutaj smakował wolnością i mrokiem.

Ściągnęłam z niego koszulkę. Powoli, leniwymi ruchami zadzierałam materiał, pozwalając by przylepiał się do jego ciała. W końcu uwolnił się z niego i stanął półnagi. Wciąż przerażony.

Wzięłam jego sutka pomiędzy wargi, przygryzłam, pogładziłam językiem. Chciał objąć mnie w pasie, lecz mruknęłam w niezgodzie.

Lekko, spodem języka wytyczyłam ścieżkę od piersi do pępka. Później wróciłam do góry. Krótkie, ledwie widoczne włoski na jego ciele jeżyły się pod tym dotykiem. Położył mi dłonie na ramionach, lecz znów odmówiłam. Wsunęłam język w zagłębienie jego brzucha i tam odnalazłam smak desperacji.

Po chwili trwającej wieczność rozpięłam mu spodnie. Guzik, suwak, ruch w dół. Sztywny penis wycelował we mnie. Prostując się, przysunęłam się tak, by dotykał mych bioder. Pocałowałam go, wpierw delikatnie, nieśmiało, jak dziewczynka całująca kolegę, który przyniósł jej oranżadę w ciepłe wakacyjne popołudnie; później wsunęłam język w jego usta, mocno, łapczywie, tak jak pijana robiłam w liceum, z obcymi chłopakami; gdy odpowiedział zwolniłam i posmakowałam go naprawdę, jak chciałam posmakować od dawna, tak jak kobieta smakuje mężczyznę. Byliśmy tylko my, w ciszy nocy i nasz pocałunek. Wirujące, bawiące się ze sobą języki. Jego członek na moim biodrze, pulsujący, gorący, twardy. Jego dłoń na moim pośladku. Moje ramiona wokół jego szyi. Pragnęłam zatracić się w nim, tak jak kiedyś zatracałam się w Mateuszu. Na takie chwile wielu czeka całe życie, lecz zazwyczaj dostają tylko codzienność.

Chwila pękła, gdy jego palce ześlizgnęły się z pośladków ku cipce. Pocałunek stracił swą niewinność, stał się kolejnym elementem gry, tej niezdrowej rywalizacji, której nie rozumieliśmy. Odsunęłam się. Jęknął zawiedziony.

Znów tam byłam, z pustki rozkoszy wróciłam w tę noc. Znów go pragnęłam, ale inaczej, zwierzęco, kurewsko.

Położyłam palce na jego penisie. Kciukiem rozmasowałam po główce przezroczystą kroplę podniecenia. Zsunęłam skórkę, ścisnęłam. Męskość Kuby pulsowała w mej dłoni. Nie był duży, oni nigdy nie są. Ci, których pragniemy są normalni, ani mali ani wielcy, ani grubi ani ciency. Zaspokajają nas swoją miłością, zdobywają zaangażowaniem. Ich starania sprawiają, że dochodzimy. Nie mają nic wspólnego z napompowanymi bohaterami porno, którzy nie zaspokoiliby nawet lalki. Lecz nie rozumieją, że nie oczekujemy nic więcej.

Zaczęłam poruszać dłonią – powoli, w równym rytmie prowadziłam go w obłęd. Gdy czułam, że się napina, zwalniałam. Nie chciałam, by to przekroczyło granicę. Jeszcze nie teraz. Chyba zrozumiał, bo opadł na maskę samochodu i pozwolił mi decydować. Czułam jak żądza gotuje się pod moimi palcami. Jak spełnienie podpływa pod skórę.

Kucnęłam. Wilgotna żołądź penisa celował we mnie. Pocałowałam ją lekko. Z sykiem wypuścił powietrze. Przytuliłam się do niego policzkiem, pulsowanie krwi ogrzewało mą twarz. Mój zapach mieszał się z jego. Pachnieliśmy samotnością i nocą. Tęsknotą i pożądaniem. Potem i cielesnością. Pustką.

Byliśmy dwoma iskrami pośród mroku nocy. Nieufnymi, oddalającymi się od siebie i zbliżającymi płomieniami świec, które wypalały się powoli. Byliśmy tylko echem po romantyzmie, utopionymi we współczesności, samotnymi ciałami, pragnącymi bliskości.

Odetchnęłam, zamknęłam oczy, wzięłam go do ust, poczułam na języku. Smakował morzem. Mężczyzną. Pożądaniem. Smutkiem. Nieco gorzki i mdły. Podniecający.

Kilka razy poruszyłam głową, pozwoliłam by pomyślał o nadchodzącym spełnieniu. Czekanie było najprzyjemniejsze. Napięcie towarzyszące niedosytowi.

Wtedy wzięłam go głęboko, do końca. Dotarł aż do gardła, jęknął, zapulsował. Ścisnęłam go mocno u nasady i nie pozwoliłam skończyć. Śliniąc go mocno wycofałam się, wstałam. Moje usta pachniały jego pragnieniem.

Znów wzięłam go w dłoń. Był śliski od śliny. Rozpoczęłam powolną pieszczotę.

„Co zrobiłeś najgorszego?” wyszeptałam nie przerywając. „Opowiedz…”


Kuba mówi:

Jej dłoń na mojej męskości poruszała się powoli. Stałem na progu szaleństwa. Sztywny, twardy, wypełniony przerażającym pożądaniem. Gdy już zatracałem się w przyjemności, ona zatrzymywała mnie na krawędzi obłędu, nakazywała bym wrócił. Byłem tam, na tej drodze, w tamtą noc. To się działo naprawdę. Sylwia dotykała mnie, jej dłoń nie była fantomem. Oddychałem w rytm jej ruchów, całe moje ciało podporządkowywało się temu rozkosznemu, sadystycznemu tętnu.

Moje ciało nie było już moje. Stałem się obcy. Przestałem kontrolować sytuację. Przez moment zastanawiałem się, czy w ogóle ją kontrolowałem. Czy nie było tak, że od początku robiłem i mówiłem to, co Sylwia chciała. Świat umykał spod moich stóp i jedyne co mogłem zrobić, to nie upaść na jego dno.

Dotykała mnie raz mocno, raz delikatnie, kontrolując podniecenie. Jej drobne palce oplatały mnie, brały w posiadanie. Marzyłem by w nią wejść, poczuć jej wnętrze, ciepło jej pragnienia. Lecz jedyne na co mogłem liczyć, to ten powolny, jednostajny puls, wokół którego skręcało się moje jestestwo.

Tym razem nie mogłem uciekać od opowieści.

Znasz Tomka?

Tomek mówił: „Jesteś moim najlepszym przyjacielem Kuba, kocham cię i szanuję, wcale nie jestem pijany, przecież wiesz, że ja wiele potrafię wypić, po prostu się trochę napiłem, kilka piw to wszystko, tylko z tobą tak mi się pije, bracie, znam cię od zawsze, kocham cię, wiesz, że tak jest, jesteś połową mojego świata, bratem, którego nie miałem, najlepszym przyjacielem.”

Tomek mówił: „Znamy się od dziecka Kuba, kocham cię. Nie, nie będę rzygał. A pamiętasz, jak złapali nas na paleniu w podstawówce? Jak wziąłeś na siebie winę, choć mówiłem, że nie musisz, jak uratowałeś mnie przed przeniesieniem, bo tak miałem przejebane? Twoi rodzice byli wściekli, miałeś szlaban, przesrane, i nigdy nie powiedziałeś, że to ja.”

Tomek mówił: „Trzy dni piliśmy, wtedy, jak Ania odeszła. Byłeś przy mnie, pamiętam, nie wracaliśmy do domu, uciekaliśmy przed mendami tym głupim podwórkiem, wpierdoliłem się na płot, wróciłeś. Spaliśmy na dworcu z żulami, wsłuchani w ich opowieści o przegranych życiach. Szwendaliśmy się po mieście, pozwalaliśmy by pijane nogi nas prowadziły, by miasto do nas przemawiało. Trzy dni.”

Tomek mówił: „Nie jestem pijany, nie dziękuj, drugi raz zrobiłbym to samo, wiem, jak musiałeś mieć przejebane, to oczywiste, że cię przyjąłem, nie dziękuj bracie. Możesz u mnie mieszkać, kiedy chcesz, będziemy pić i palić trawę, znów będzie jak wtedy, w dzieciństwie, gdy biegaliśmy razem po lesie, szukając niedopałków i ćmiąc je na budowie.”

Tomek zawsze mówił prawdę. W swoich pijackich, nieskładnych monologach. Był ostatnią prawdziwą osobą na świecie. Kochałem go.

Tomek mówił też: „Zakochałem się stary. Zginąłem. Nie ma mnie. Zakochałem się Kuba. Uwielbiam ją, uwielbiam w niej wszystko. Jej ciało, jej seks, śmiech, słowa, sposób w jaki się porusza, w jaki poprawia włosy, w jaki je, myje się, ubiera, w jaki opowiada o lekcjach w liceum, to jak przygryza wargę gdy dochodzi i wysuwa język gdy czyta. Kocham na nią patrzeć, spać przy niej, czuć jej zapach. Kocham przytulać ją do siebie, obejmować, głaskać, wtulać ją w siebie byśmy byli jednym. Kocham pomagać odrabiać jej lekcje, słuchać jak mruczy w trakcie snu, patrzeć jak po powrocie ze szkoły zrzuca plecak i rzuca mi się w objęcia. Kocham jej wady, złość, dziecięcy płacz. Jak wkurwia się na mnie, gdy nie słucham. Jak opierdala mnie za picie. Kocham jej ignorancję w wielu dziedzinach, to, że zawsze chce mieć rację. Zakochałem się Kuba, nazywa się Pati. Patrycja.”

Miała piętnaście lat i była najpiękniejszym dzieckiem, jakie widziałem. Niska, szczupła, sprężysta, dziewczęca. Dziecięce, rude loki okalały delikatną twarz. Małe piersi unosiły się w rytm jej oddechów gdy biegała, śmiała się i przeklinała. Byliśmy od niej dziewięć lat starsi i wpatrywaliśmy się w nią jak pedofile w ofiarę. Zafascynowani jej żywotnością, świeżością, radością. Ale ona nie była ofiarą, lecz pewną siebie, bezczelną dziewczyną wskakującą Tomkowi do łóżka. Wiecznie napaloną, tak jak napalone potrafią być tylko nastolatki. Tryskającą życiem. Pochłaniałem ją wszystkimi zmysłami. Chłonąłem jej zapach, przelotne spojrzenie, przypadkowe dotyki, wsłuchany w jej głos marzyłem. Świat zatrzymywał się dla mnie, gdy z nią rozmawiałem.

Tomek mówił: „Poznałem ją przez kompletny przypadek. Jej siostra miała z nami mieszkać. Przyjeżdża obejrzeć pokój i nie potrafi się zdecydować. Więc schodzi na dół i przychodzi z tym małym cudem. Czy podoba się jej mieszkanie? I nie widziałem już świata poza nią. Nie obchodziło mnie wynajęcie pokoju, chciałem tylko, by została w tym mieszkaniu jak najdłużej, bym mógł oddychać tym samym powietrzem co ona…”

Krążyłem wokół nich jak wyniszczona wojnami planeta wokół wiecznego słońca. Widziałem ich szczęście, grzałem się w nim niczym wąż na pustynnych skałach. Chciałem by trwali …

I pragnąłem jej bardziej niż bezbolesnej śmierci. Obserwowałem, sprawdzałem. Naciskałem i odpuszczałem. Notowałem jej reakcje. Z początku niewinne uśmiechy. Iskry zrozumienia w oczach. Przypadkowe otarcia o mnie. Czułem się jak myśliwy naganiający zwierzynę. Gdy widziałem, że zmierza w przeciwnym kierunku, zachodziłem ją od zawietrznej, przeganiałem, prowadziłem tam, gdzie chciałem. Aluzjami, półsłówkami, półgestami, niedokończonymi zdaniami, dowcipami. Gdy mogłem, odrywałem ją od Tomka – na spotkania przychodziłem wcześniej, mając nadzieję chociaż na kilka chwil sam na sam. Wracając z imprez nadrabiałem drogi, by ich odprowadzić. Zacząłem krążyć w okolicy szkoły. Poznałem plan lekcji. Poznałem kilka jej koleżanek.

Tomek mówił: „Na trzeźwo Kuba, zupełnie na trzeźwo. To kobieta mojego życia. Wiem, że jest gówniarą, że musi dorosnąć, ale kocham ją tak, jak nikogo w życiu. Tylko ty to zrozumiesz. Nie kręci mnie jej wiek, wolałbym, żeby była starsza, wtedy nie czułbym się jak perwer. Nigdy żadna dziewczyna tak na mnie nie działała, Kuba, musisz mi uwierzyć. Kurwa, przecież jestem brzydkim grubasem, nie wiem nawet, dlaczego mnie lubi. Kocham ją Kuba, kocham ją bardziej niż kogokolwiek. Kocham spędzać z nią czas, opiekować się nią, czuć jej ciało pod moim. Jest spełnieniem moich marzeń. Kobietą moich snów. Chcę patrzeć jak dorasta, jak jej sądy stają się dojrzałe. Jak zmienia się w kobietę. Chcę się nią opiekować, gdy będzie sama, przytulać ją w dziwaczne noce. Chcę się przy niej budzić ze świadomością, że ona tam jest, że zawsze będzie. Kiedyś poproszę ją o rękę, gdy będzie już dorosła, a jej odpowiedź będzie prawdziwie jej odpowiedzią. Powiem jej wtedy, że chcę przy niej umrzeć. Że pragnę by wychowała moje dzieci.”

Wariowałem. W świecie, w którym po wszystko możesz sięgnąć, nic nie jest zakazane. Nikt nam niczego nie odmawia, nie zastanawiamy się więc nad konsekwencjami własnych czynów. Byłem jak dziecko pragnące nowej zabawki. Jak posiadający wszystko bogacz kupujący żonę. Chęć posiadania wyciszała sumienie. Zachcianka stała się obsesją.

Osaczałem ją, obserwowałem. Wpadałem na nią na ulicy. Odprowadzałem do domu. Pisaliśmy maile, rozmawialiśmy. Nocami pisałem jej esy. Czasami, w ciemności przychodziła refleksja, chwila opanowania, lecz odganiałem ją tak, jak odgania się natrętnego komara. Moje życie ograniczało się do niej, do prób spotkania z nią.

Tomek mówił: „Kocham ją”. Myślałem: „Tak bardzo chciałbym się z nią kochać”.

Upiliśmy się na mieście. A Tomek nie upijał się normalnie. On niszczył się alkoholem, wlewał w siebie morze wódki i przestawał dopiero, gdy tracił przytomność. Było w tym jego piciu coś rozpaczliwego, jakby uciekał przed trzeźwością, przed pojmowaniem świata takiego jakim jest. Zawsze trzeba było się nim opiekować, prowadzić, słuchać pijackich wynurzeń. Nie było nic dziwnego w tym, że niosłem go do domu, ale wiedziałem, że nie robię tego tylko dla niego. Nocowała u niego Patrycja.

Półprzytomny, chwiejący się na nogach nieudolnie otwierał drzwi. Kilka chwil mu zajęło nim trafił kluczem w zamek. Uchylając je naparł zbyt mocno i wpadł do środka. Podnosiłem go z wysiłkiem, opierając się o ścianę. Obudziliśmy ją. Gdy po kilku minutach podniosłem wzrok znad niedającego się ruszyć pijanego ciała, stała tam, w drzwiach do pokoju, ubrana jedynie w szorty i koszulkę.

Światło pokojowej lampki oświetlało ją od tyłu, świetlista aureola odcinała od ciemności mieszkania. Wyglądała tak, jak wyglądać powinny wszystkie nimfetki – te niewinne, pociągające kochanki, do których tęsknimy przez całe życie, bohaterki japońskich komiksów, powieści Nabokova, opowiadań erotycznych i wiadomości o dziewiętnastej. Spod materiału prześwitywały dziewczęce piersi. Nieułożone włosy rozsypywały się wokół twarzy oświetlając ją czerwienią. Chciałem patrzeć na nią jak wierny na relikwię, lecz w jej oczach zobaczyłem strach. Musiałem wyglądać jak klient w barze ze striptizem.

Podnieśliśmy go wspólnie i rzuciliśmy na łóżko. Zwinięty w kulkę na brzegu łóżka, wyglądał jak ofiara pobicia. Kochałem go.

„Będę już szedł” powiedziałem, lecz ona złapała mnie ze rękę.

„Zostań, przenocuj” szepnęła. Przysięgam.

Położyliśmy się z Tomkiem, w mieszkaniu było tylko jedno łóżko. On na krawędzi, ona między nami, przytulona do mnie plecami. Przez moment próbowałem udawać, że to będzie normalna pijacka noc w mieszkaniu kumpla, że zaraz zasnę i obudzę się rano, że nic się nie stanie. Ale wiedziałem, że to nieprawda, jej drobne ciało leżało tuż obok, dotykało mnie, prowokowało, nęciło. Nie mogłem powstrzymać żądzy.

Wpierw dotykałem ją opuszkami palców, lekko, prawie nie dotykając. Unosiłem dłoń ponad nią i pozwalałem by płynęła kierowana tylko prądami jej ciała. By palce co chwilę opadały, znacząc ją kółkami rozchodzących się dreszczy. Nie spała, zupełnie tak, jakby na to czekała. Drżała pod każdym dotykiem, a ja bałem się, że ucieknie, że, gdy chwila pęknie, odejdzie przerażona tym, co robimy. Lecz nie uciekła. Nie powiedziała „nie”. Nie strząsnęła mej dłoni.

Badałem łuk jej bioder, brzucha, ramion. Niemal nie oddychaliśmy, wsłuchani w Tomka chrapanie. Baliśmy się każdego jego ruchu, każdej zmiany pozycji, każdego głośniejszego wydechu. Jakby był intruzem w naszej błogiej realności zdrady, potworem z bajki, którego nie można obudzić. Pijanym niedźwiedziem, obok którego bohaterowie prześlizgują się, by spokojnie pieprzyć się w jaskini pełnej skarbów…

Wsunąłem dłoń pod jej koszulkę, dotykałem małych, twardych piersi. Ściskałem je delikatnie, pieściłem. Podsunęła się do tyłu, przytuliła plecami do mojego torsu. Moja sztywność wbijała się w jej pośladki. Lekko, samymi wargami całowałem jej szyję. Jej dziecięca rączka sięgnęła do moich spodni, rozpięła, podniosłem się, by mogła je zsunąć. Drobne paluszki owinęły się wokół żołędzi, drżałem. Badała mnie niepewnie, wpierw kilka razy jedynie dotykając członka i uciekając dłonią, by w końcu objąć go palcami, zsunąć skórkę, nasunąć, nadać rytm rozkoszy.

Tomek przewrócił się przez sen. Zamarliśmy w bezruchu. Z dłońmi na swoich ciałach, w nieruchomej czułości. Wsłuchani w jego oddech, znów rozpoczęliśmy pieszczoty, ściskałem jej piersi w rytm jej ruchów na mojej męskości, w dół, mocniej, w górę, lżej, w dół, mocniej, w górę, lżej. Pierwsza kropla mojego pragnienia wypłynęła na jaj dłoń, przerwała na chwilę, podsunęła rękę pod twarz, oblizała z wdziękiem nieletniej prostytutki. Po minutach trwających wieczność zsunąłem rękę ku jej łonu. Było gładkie, zupełnie pozbawione włosów. Dziecięce, niewinne. Wsunąłem w nią palec, jęknęła. Poruszaliśmy się we wspólnym rytmie tego straszliwego, bezgłośnego zapomnienia.

W końcu odważyła się zsunąć spodenki. W mroku widziałem nagość jej nóg i pośladków, zapach jej podniecenia rozniósł się po pokoju. Wygięła nienaturalnie szyję i pocałowała mnie swoimi drobnymi wargami. Smakowała słodyczami, latem i niewinnym pragnieniem. Podniosła nogę, zachęcała.

Wszedłem powoli. Jej wilgotna, gorąca ciasność przyprawiała mnie niemal o ból. Obejmowała mnie szczelnie. Pochłaniała. Poruszałem się w niej powoli, nie wchodząc cały.

Kochaliśmy się w przeklętej ciszy pokoju Tomka. W mroku naszych pragnień spółkowaliśmy łamiąc serce osobie, którą kochaliśmy najbardziej.

Delikatnie poruszała biodrami, nadziewając się na mnie. Pomagałem jej, a nasze ciała rozmawiały ze sobą ponad świadomością, nie przejmując się obrzydliwością czynu, dążyły do zaspokojenia. Przed spełnieniem zamarliśmy w bezruchu, jej ciasna kobiecość pulsowała w rozkoszy. Wtulony w jej włosy wdychałem zapach jej skóry, smak naszego grzechu.

Doszedłem w ciszy, wypluwając nasienie na jej plecy i pośladki. Dłonią doprowadziłem ją do orgazmu. By nie piszczeć, zagryzła zęby na poduszce. Mokre od podniecenia palce podsunąłem jej pod usta, ssała je tak, jakby obiecywała ciąg dalszy.

W ciszy, która nastąpiła, oddychaliśmy w rytmie narzucanym przez Tomka. Niemal słyszałem, jak nasienie wysycha na skórze dziewczyny mojego najlepszego przyjaciela.

Wyszedłem… Chłód nocy połknął mnie i przywrócił trzeźwość. W narzuconej przez mrok samotności nie miałem nikogo. Ostatnie kawałki mojego człowieczeństwa spadały w otchłań. Pozostawiony sam sobie, znów się bałem. Na zimnych ulicach bezimiennego miasta nie było nikogo, u kogo znaleźć bym mógł zrozumienie. Byłem bezwartościową skorupą, równie pustą, co niebo rozciągające się nade mną mrokiem.

Nie pamiętam jak pisałem, że pragnę, że tęsknię, że dziękuję, żeby przyszła jutro, z rana, że czekam…

Przyszła. Stojąc w drzwiach mojego mieszkania patrzyła w ziemię tak, jak ja, wstydząc się swojego pragnienia. Rozbierałem ją jak rozbiera się dziecko. Mechanicznie wypełniała moje polecenia, reagowała na gesty. Jej ruchy były automatyczne, bezosobowe. Ręce do góry, bluza, koszulka, rozchyl nogi, spodnie, podnieś prawą stopę, skarpetka, lewą, skarpetka, zdejmij majtki.

Położyłem ją na łóżku. Gdy smakowałem jej kobiecość, obudziła się ze snu, położyła rączki na mojej głowie, przycisnęła do krocza. Miała smak dziecięcych marzeń, lodów na patyku, bitej śmietany, waty cukrowej, świeżości i źródlanej wody. Pachniała niewinnością. Całowałem ją tak, jak całuje się święte figury, z namaszczeniem, religijnym uniesieniem. Rozwierałem jej drobne wargi palcami, by zagłębić język w różowym wnętrzu. Lizałem mały, pulsujący punkcik łechtaczki. Drobną stopę wbijała w mój obojczyk, gdy przeżywała drgnienia pierwszego orgazmu. Przycisnęła mnie mocniej do siebie, lizałem głęboko. Wpierw pisnęła cicho, zadrżała, skuliła się w sobie, by po chwili eksplodować. Krzyknęła urwanie, opadła na łóżko, pulsowała. A ja lizałem ją jeszcze krótkimi, lekkimi ruchami, uspokajając jej ciało. Oddychała w rytm tych liźnięć, dostosowywała się do mnie.

Uniosłem się nad nią na rękach. Leżała piękna, drobna, lubieżna. Z rozrzuconymi w ekstazie ramionami, półprzymkniętymi powiekami, piersiami unoszącymi się szybko w poorgazmowym oddechu. Była wystarczająco mokra by przyjąć mnie w sobie, poprosiła bym zaczął. Wszedłem od razu do końca, już bez wcześniejszego napięcia, znów uwolniony od świadomości sumienia. Poruszaliśmy się powoli, pragnąc przedłużyć przyjemność. Zapadałem się w nią, zapominając kim jestem. Szeptała me imię, przyciągając mnie do siebie, obejmując mnie nogami i przytrzymując, gdy byłem głęboko. Nie doszła drugi raz, a ja nie miałem sił się powstrzymywać. Pragnąłem spełnienia. Kończąc, wypełniając ją nasieniem, czułem jakbym bezcześcił ideał.

„Kocham cię”. Moje słowa popłynęły ponad naszymi oddechami. Ponad pustką naszej zdrady. Ponad cielesnością tych zbliżeń. Była pierwszą, której to powiedziałem, ta dziewczynka, której nie powinienem był mieć.

„Kocham Tomka” odpowiedziała. Wzięła mnie do ust, lizała, ssała, jej język pieścił mą żołądź. Drobną rączką zsuwała napletek. Odpowiedziałem, wypełniłem jej usta. Wtedy złapała mnie u nasady i kilka razy wzięła głęboko, aż do gardła. Moja pornograficzna wyobraźnia podpowiadała kolejne obrazy – wytrysk w jej ustach, odgłos przełykania spermy; wytrysk na twarz, białe krople nasienia spływające po jej delikatnej twarzy; seks analny, rozpieranie jej ciasnego wnętrza pomimo bólu. Ale wszystkie te klisze nie były wiele warte, w zderzeniu z realnością naszego zbliżenia. Z pieszczotami jej języka na moim członku. Z jej idealnym dziewczęcym biustem. Z linią jej wyginającej się nad łóżkiem karku i pupy.

Potem kochaliśmy się na stole… podłodze… w kuchni… łazience… Wtedy i później, następnego dnia, i następnego, w wiecznej tajemnicy i poczuciu winy, w milczeniu, by nasze słowa nie przypominały nam o naszej podłości, byśmy zapomnieli o tym, że jesteśmy odpowiedzialnymi za siebie ludźmi, których czyny ranią najbliższych… By pustka nie wypełniła naszych serc tak, jak powinna…

Przejdź do kolejnej części – Tamta noc 6/6

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

szkoda że tego cyklu będzie tylko 6 części…

Napisz komentarz