Przygody Roberta cz. 11 (Coyotman)  3.44/5 (13)

29 min. czytania

Mało kto lubi pożegnania. I nie ważne, czy żegna się ludzi, z którymi czas minął fantastycznie, czy zwyczajnych nudziarzy, w towarzystwie których każda minuta wydawała się godziną. Zawsze pojawia się pewne wrażenie niezręczności. Wynika ono albo z powodu tego, że wcale nie chcemy się żegnać bo czas minął nam świetnie, albo z powodu zupełnie odmiennego. Czas spędziliśmy średnio, byle jak, lub co najgorsze, źle i chcemy jak najszybciej zakończyć spotkanie.

W przypadku obozów, takich, jak na przykład ten, na którym przyszło nam przebywać, te wrażenia są nawet intensywniejsze. Kontakty, nawet jeśli przez jakiś czas się utrzymują, w końcu popadają w zapomnienie. Ludzie jednak, mimo że zdają sobie z tego sprawę, sami siebie oszukują, obiecując nowym znajomym smsy, telefony, czy nawet spotkania. Takie pożegnania trącą sztucznością na kilometr.

Leżąc w namiocie po wyjściu Ewy, zastanawiałem się, jak wypadną moje pożegnania. Większości ludzi z tego obozu, tych, którzy przyjechali z innych miast, w ogóle nie zapamiętam. Byli mi obojętni do bólu. Czy można jednak tak po prostu zupełnie zerwać znajomość z kimś, z kim się uprawiało seks? Oczywiście, takie przypadki są powszechne. Przykłady można zobaczyć na pierwszej lepszej dyskotece.

Zdawałem sobie rzecz jasna sprawę, że z moimi dziewczynami już się nie spotkam, a nawet jeśli, to raczej przypadkowo.

Mimo to nie umiałem wyobrazić sobie, jak po raz ostatni spojrzę im jutro w oczy, po czym wsiądziemy każdy do swojego autobusu.

Czas, który dzielił nas od obiadu, spędziłem w hotelu. Znów dałem się ograć kilka razy w bilard, co tylko przekonało mnie, że nie jestem stworzony do tej gry. W tym czasie rozeszła się także wiadomość o wcześniejszym zakończeniu obozu.

Kiedy byliśmy już na stołówce, wychowawcy oficjalnie ogłosili, że nazajutrz o siódmej rano pakujemy się do autobusu i odjeżdżamy na dworzec PKP. Dzisiejsze popołudnie zostało przeznaczone na sprzątanie obozowiska. Najgorszą z wiadomości była chyba pobudka zaplanowana na piątą rano. Wszyscy jednak przyjęli ją ze zrozumieniem, trzeba było w końcu poskładać namioty i ogarnąć to, co zostanie na pustym już polu. Z doświadczenia wiem, że zawsze znajdą się jakieś śmieci. Byłem pewien, że Zawadzka nam nie popuści, zwłaszcza że powoli odzyskiwała wigor.

Zanim wzięliśmy się za sprzątanie, dostaliśmy jeszcze trochę luzu. Wszyscy czekaliśmy na spodziewaną zmianę pogody. Kiedy wszedłem do sali gier, jak ją nazywaliśmy, wszystkie atrakcje były już zajęte. I tak nie miałem już ochoty na zawstydzające porażki, więc dałem sobie spokój z rywalizacją i tylko obserwowałem poczynania innych. Dziewczyny grały z Marcinem i Łukaszem w bilard, a rywalizacja wyglądała na zaciętą. Byłem pełen podziwu dla postępów, jakie poczynili chłopcy pod kątem relacji damsko–męskich. Wyglądali na pewnych siebie, dowcipkowali. Dziewczyny sprawiały wrażenie, że dobrze czują się w ich towarzystwie.

Miałem też misję, aby dać znać Gośce, gdyby komukolwiek przyszło do głowy szukać jej lub Marity. Obie właśnie spędzały ostatnie, czułe chwile w swoich ramionach.  Siedziałem więc i starałem się mieć oko na to, co robią wychowawcy.

Nudziłem się więc nieco.

Dopiero około piętnastej wyjrzało słońce i mogliśmy w końcu wziąć się do pracy.

Sprzątanie szło dość sprawnie. Było trochę porozrzucanych butelek, papierów i różnych innych śmieci, które musieliśmy powrzucać do plastikowych worków. Czułem się trochę jak na akcji „sprzątanie świata”. Oczywiście, trzeba było także pozbyć się wszelkich zbędnych rzeczy z wnętrza namiotów.

Podczas podnoszenia kolejnych odpadków, do głowy wciąż przychodziły mi myśli o ostatnich wydarzeniach. Najpierw dziewczyny w hotelu, potem Maja w namiocie, a na koniec znów pojawiła się Ewa. Intensywność ostatnich wrażeń w połączeniu z wydarzeniami, które przyczyniły się do naszego wcześniejszego powrotu do domów, powodowały że czułem się dość skołowany. Zostało kilkanaście godzin do wyjazdu, a ja kompletnie nie miałem koncepcji na to, jak i z kim je spędzić. Z Ewą nie będzie problemu, wiedziała, że wyjeżdżam. Wymieniliśmy się kontaktami i jeśli będziemy tego chcieli, możemy spotkać się, gdy oboje wrócimy w swoje strony. Mieszkamy dość blisko siebie, więc nic nie stanie na przeszkodzie.

Gorzej wyglądała sytuacja z pozostałymi dziewczynami. Maja co prawda zrobiła mi piękną niespodziankę podczas nocnego dyżuru, ale jednak mimo wszystko nasza rozmowa nadal siedziała mi w głowie i nie byłem pewien, czy wszystko między nami ok.

Jeśli chodzi o Paulinę i Asię zaś, co wydaje się dziwne, nie miałem okazji dłużej porozmawiać z nimi po naszym fantastycznym trójkącie. Najpierw musiałem być w namiocie pod obserwacją Mai, a potem w obroty wzięła mnie Ewa. Dopiero teraz dotarło do mnie, że nawet kiedy grałem z chłopakami w bilard, nie było ich w pobliżu. Kiedy zaś one grały z nimi, ja miałem już dość rywalizacji. Teraz, podczas sprzątania, dziewczyny także były w innej części obozowiska. Zbieg okoliczności?

Tak… Zdecydowanie zbyt wiele wrażeń w tak krótkim czasie.

– Mam nadzieje, że nie odjedziemy w swoje strony bez pożegnania – zagadnęła Maja, wytrącając mnie z przemyśleń.

– Co masz na myśli? – zapytałem, trochę bez zastanowienia.

– Dobrze wiesz, co.

– Bałem się, że po naszej wczorajszej rozmowie nie będziesz miała ochoty…

– Mam wrażenie, że nie dokończyliśmy czegoś fajnego. Poza tym pokażę ci, że te małolaty, z którymi się zabawiałeś nie dorastają mi do pięt… Chciałbyś?

Uśmiechnęła się uwodzicielsko.

– Takich pytań nie musisz mi zadawać. Pytanie tylko o czas i miejsce… Namioty nocą są mocniej strzeżone, teraz też odpada, bo wszyscy się gdzieś kręcą…

– Teraz to wiem, że odpada. Myślałam, żeby w nocy… Podobno dziś już będziesz mógł spać w swoim namiocie.

– W takim razie chyba najpewniejsza jest izolatka. Wiesz może kto ma dyżur w nocy?

– Misiak, Tucki i Zawadzka.

– Będzie trzeba odwrócić ich uwagę, żeby się nie połapali, że mnie nie ma.

– Postaraj się. Jeśli ci się powiedzie, sprawię, że nie zapomnisz tej nocy do końca życia.

Przełknąłem ślinę, przez głowę przeleciało mi kilka ciekawych scenariuszy.

– Coś wymyślę.

„Przecież jak będę się chciał wymknąć z namiotu, to chyba nie będzie to gorszym wybrykiem, niż narkotyki znalezione u niektórych obozowiczów” – myślałem.

Aby nie wzbudzać zbędnych podejrzeń, Maja odsunęła się na bezpieczną odległość i dyrygowała pozostałymi obozowiczami, od czasu do czasu jedynie puszczając oko w moim kierunku, czy spoglądając w taki sposób, że aż przechodziły mnie ciarki.

Byłem zdeterminowany, żeby coś wymyśleć.

Kiedy skończyliśmy, usiadłem przy wejściu do swojego namiotu i zacząłem sobie brzdąkać na gitarze. Miałem nadzieje, że muzyka pomoże mi wpaść na jakiś pomysł, który mógłby się sprawdzić w nocy w związku z propozycją Mai. Myślenie nie szło mi jednak zbyt dobrze. Co mogłem zrobić? Jak się urwać tak, żeby się nikt nie połapał?

Panujący wokół mnie harmider wcale nie ułatwiał mi zadania. W dodatku utrudnieniem było wysokie prawdopodobieństwo urządzenia zielonej nocy. Wychowawcy na pewno będą czujni. Możliwym było nawet to, że sprawdzą, czy jestem w środku. Trudno było przewidzieć nocny scenariusz. Miałem jednak nadzieję, że zapanują nad sytuacją i będzie na tyle względny spokój, żeby nie przyszło im do głowy mnie szukać.

Nawet granie niespecjalnie mi szło, w pewnym momencie nie mogłem sobie przypomnieć utworu, który ostatnio starałem się solidnie wyćwiczyć. Na szczęście są telefony z dyktafonem. Motyw miałem nagrany, więc mogłem go sobie puścić i sprawdzić, gdzie robię błąd. Kiedy odsłuchiwałem interesujący mnie fragment, doznałem olśnienia!

Czy wychowawcy połapaliby się, gdybym nagrał na dyktafon spokojne pochrapywanie i potem puścił je w pętli, pod śpiworem? Wtedy może nie zorientowaliby się, że mnie nie ma. Potrzebne były tylko jakieś rzeczy, aby wypchać wnętrze śpiwora. Odwrócenie uwagi wychowawców na minutę, dwie, abym mógł się wymknąć, nie powinno stanowić problemu.

Jeszcze przed kolacją postanowiłem swoim planem podzielić się z Mają.

– Chyba faktycznie nie ma lepszego pomysłu, żeby myśleli, że jesteś w środku – powiedziała.

– Mam nadzieję, że się uda. Pozostaje tylko niepostrzeżenie wymknąć się z obozowiska. Przydałoby się, żebyś odciągnęła uwagę nocnych stróżów.

– To wyszło za pierwszym razem. Teraz nie stoi jeden namiot, a trzy. Nie rozdwoję się.

– Zajmij chociaż jednego, tego od strony hotelu. Dyżur w głównym podobno ma dziś pan Misiak. Poproszę dziewczyny, żeby chwilę go zagadały.

– A jak zapytają, gdzie i po co uciekasz?

– Nie martw się, coś wymyślę.

Wolałem jej nie mówić, że opowiedziałem Paulinie i Asi o naszych schadzkach.

– Dobrze. W takim razie zajmę się jednym ze skrajnych namiotów. Ale za to będziesz miał u mnie mały dług.

– Dług? Jakiego rodzaju?

– Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę.

– Chyba zaryzykuję.

– Cokolwiek by to nie było, na pewno ci się spodoba.

– Nie wątpię. To słuchaj, jak będę gotowy, dam ci znać na telefon. Przyjdź wtedy odwrócić ich uwagę.

Miałem nadzieję, że dziewczyny nie będą miały oporów, aby mi pomóc. Cały plan wydawał się prosty, ale wystarczyło jedno spojrzenie wychowawcy i wszystko mogło runąć jak domek z kart. Może warto było też zaangażować chłopaków, żeby zagadali na chwilę także trzeciego belfra? Trzeba było spróbować. Najpierw jednak dziewczyny. Z nimi powinno pójść łatwo.

Idąc w kierunku namiotu Pauliny i Asi, zacząłem rozmyślać o zachowaniu Mai. Trudno mi było zrozumieć, że pomimo naszej wczorajszej rozmowy, ona nadal była chętna na spotkanie w izolatce. Mówiła, że porozmawiamy o tym co się stało… Tymczasem zamiast rozmowy po prostu zaproponowała seks…

– Hej! Jestem tutaj! – krzyknęła na mnie Paulina widząc, że idę w stronę ich namiotu.

Podszedłem do niej.

– Szukałeś nas?

– Tak. Moglibyśmy zamienić kilka słów na osobności?

Odeszliśmy kawałek.

– Asi nie ma, poszła na chwilę na stołówkę.

– To nic. Słuchaj. Mam do was pewną prośbę… – urwałem, nie wiedząc jak zacząć.

– No, wal.

– Najprościej mówiąc, chciałbym, abyście wieczorem odwróciły uwagę wychowawców w jednym z namiotów.

– Znów chcesz nawiać?

– Nie. Muszę wymknąć się z namiotu, ale będę tu, na terenie kompleksu.

– No no, czyżby szykowało się pożegnalne spotkanko z twoją stażystką?

Popatrzyłem na nią wymownym wzrokiem

– No, dobra dobra. Rozumiem. Nie chcesz powiedzieć, to nie. Niestety nie spełnimy twojej prośby. Przykro mi.

Poczułem się jakby ktoś na głowę włożył mi ołowiany kapelusz.

– Mogę wiedzieć, dlaczego?

– Naprawdę sobie wyobrażasz, że miałybyśmy ci organizować gniazdko z jakąś cizią? Może jeszcze postawisz nas na straży przed wejściem do izolatki?

Byłem totalnie zaskoczony. Zacząłem żałować, że w ogóle powiedziałem im o początku obozu. Co się do cholery stało z tymi kobietami, że nagle wszystkie mają jakieś pretensje?

– Yyyy – kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć.

Paulina popatrzyła na mnie wzrokiem bazyliszka, ale po chwili zaczęła się śmiać.

– Przepraszam – mówiła niemal ze łzami w oczach –  nie mogłam się powstrzymać. Miałeś taką minę jakbyś zaraz miał zapaść się pod ziemię.

Poczułem się głupio, jak wszystko łykający naiwniak.

– Więc to tylko żart? Pomożesz mi?

– Tak, to żart. Jaja sobie robiłam. Ale pomimo tego i tak nie pójdziemy zagadywać kogokolwiek.

– Ale…

– No już dobrze. Powiem ci. Nie będzie potrzeby ich zagadywać. Mamy zamiar pozbyć się ich na noc i zrobić pożegnalną imprezę.

– Pozbyć? Jak to pozbyć?

– Asia jest właśnie w kuchni. Ona i dwie inne osoby poprosiły o możliwość upieczenia ciasta dla wychowawców. Pieką ciasto z ziołami, jeśli wiesz co mam na myśli.

– Chcecie ich nafaszerować ciastem z marychą? Przecież tak ich się nie pozbędziecie. Co najwyżej nieco rozbawicie

– Spokojnie, bystrzaku. Jak im się włączy gastro faza to zjawi się osobnik z bombonierką. Któż się oprze w takim stanie wiśniom w czekoladzie? A te będą oczywiście z usypiającym dodatkiem.

– Zdajecie sobie sprawę, że cholernie dużo ryzykujecie?

– Nie dramatyzuj.

– A jeśli ktoś jest na coś uczulony? Albo jeśli podacie za dużo tego środka usypiającego?

– Pomysłodawca jest synem farmaceutów. Wygląda jakby znał się na rzeczy. A lista z osobami uczulonymi jest w kuchni, więc wiemy, co i jak. Zresztą, czym się przejmujesz? Przecież nie będzie na ciebie.

Nie przekonały mnie jej argumenty. Jestem synem architektów, a kompletnie nie znam się na budownictwie. Ciekawe, skąd pewność, że synek aptekarzy zna się na rzeczy?

– I jesteś pewna, że to wyjdzie?

– Nie jestem. Ale kogo to obchodzi? Słuchaj. Będzie impreza. Jak się obudzą, to niby kogo będą winić? Będzie odpowiedzialność zbiorowa. Poza tym i tak czekają nas w szkołach nieprzyjemności po tym, co już zaszło. Jeśli będą nieco większe, to trudno. Dla mnie bez różnicy.

– Widzę, że nawet gdybym chciał, to i tak nie odwiodę was od tego pomysłu.

– To już postanowione. Plan już jest realizowany.

– Mhm…

– Powinieneś się cieszyć, będziesz miał okazję zrobić w nocy co zechcesz… – powiedziała, po czym wróciła do swoich znajomych, zostawiając mnie samego.

Oczywiście dla moich planów było to rozwiązanie idealne. Mogłem się spotkać z Mają, nie obawiając się żadnych konsekwencji. Mimo wszystko jednak miałem złe przeczucia co do tego wieczoru. Jak w ogóle można wpaść na taki pomysł? Przecież na pewno ktoś się we wszystkim połapie! Nie spodobała mi się ta rozmowa.

Na wszelki wypadek napisałem Mai, żeby nie jadła niczego razem z wychowawcami. Nie chciałbym, żeby mi przypadkiem usnęła w trakcie wspólnych igraszek

Na kolacji dosiadłem się do stałej ekipy. Obok mnie siedziały Gosia i jej świeżo upieczona dziewczyna, Marita. Od pamiętnej gry w butelkę, dziewczyny nie odstępowały od siebie ani na krok. Były przy tym mistrzyniami kamuflażu. Gdybym nie wiedział, że grają w innej lidze, nigdy sam bym się nie domyślił. Zachowywały się jak zwykłe przyjaciółki. Dopiero kiedy były same lub tylko w naszym towarzystwie, zamieniały się w gorące, napalone na siebie kochanki. Swoją drogą musi być w tym coś stymulującego. Udawać przez cały czas obojętność i dopiero gdy nadarzy się okazja, dać upust swoim żądzom.

Naprzeciwko mnie usiedli Asia, Paulina, Łukasz i Marcin. Chłopaki wyraźnie nakręcili się na dziewczyny. Byli na ich każde zawołanie. One zaś nie miały problemu, aby owinąć ich sobie wokół palca. Wszystko rozpoczęło się na wycieczce, na którą nie mogłem jechać, przez co wybrałem się na brzemienną dla mnie w skutkach wyprawę na drugą plażę. To właśnie wtedy ich znajomość zacieśniła się znacząco. Potem ja byłem uwięziony u wychowawców, a oni wykorzystywali moją nieobecność, zbliżając się do dziewczyn jeszcze bardziej.

Byłem ciekawy, czy dziewczyny się z nimi przespały. W końcu, któraś sama wspomniała: „Nie tylko ty bzykasz się na tym obozie”, czy jakoś tak… Zastanawiało mnie to, zwłaszcza dlatego, że po naszej zabawie we trójkę dziewczyny nie wykazały dalszej inicjatywy.

Znów uderzyły mnie wcześniejsze przemyślenia, z których wytrąciła mnie Maja. Zupełnie jakbyśmy z kochanków stali się zwykłymi kumplami. Nie odwiedzały mnie już, gdy siedziałem na plaży czy pod namiotem, wykazywały obojętność w hotelu podczas gier, obojętność podczas wspólnych posiłków. O stopach na moim kroczu mogłem tylko pomarzyć. Pytanie tylko, skąd taka nagła zmiana i dlaczego?

– I jak tam wdrażanie diabelskiego planu? – zagadnąłem.

– A, w porządku – cicho odpowiedziała Asia. – Ciasta gotowe. Poczekamy do dwudziestej i wtedy im zaniesiemy.

– Czyli jednak… Nikt się nie rozmyślił?

– Nie! Coś ty! Ten chłopak, co wszystko zorganizował, mówił, że podobnie zrobili na wyjeździe w zeszłym roku, jak byli z kilkoma klasami na Mazurach. Mówił, że wtedy wszystko się udało. Ich niczego nieświadomi opiekunowie słodko spali do rana.

– Jestem ciekawy, jak to będzie wyglądać.

– Podobno ten środek w bombonierce nie działa od razu. Najpierw robisz się bardzo zmęczony, senny. Spanie chwyta cię dopiero po kilkunastu minutach. Podobno nawet fajerwerki nie są w stanie wyrwać takiego delikwenta ze snu – wytłumaczyła Paulina.

– To się okaże – byłem raczej sceptycznie nastawiony – A co planujecie robić?

– Bawić się! Nie mam zamiaru się dziś oszczędzać – odezwała się Asia

– Nie martw się. Na pewno nie będziemy się nudzić – wtórowała jej Paula.

Gdy to powiedziała, Łukasz aż się wzdrygnął. A że miała akurat rękę pod stołem, mogłem się łatwo domyślić, skąd nerwowa reakcja chłopaka.

Poczułem się nieswojo.

Szybko dokończyłem jedzenie i wyszedłem.

Kiedy to się stało? – próbowałem pozbierać myśli – przecież jeszcze wczoraj uprawiliśmy seks we trójkę! Co się właściwie dzieje?

– Hej! Co tak szybko uciekłeś? – powiedziała Asia chwytając mnie od tyłu za ramię.

– Zjadłem, więc postanowiłem wyjść.

– Jesteś zły na nas o coś? O to, co planujemy zrobić z belframi?

– Co? Nie. Jest mi to obojętne. Choć i tak uważam, że przeginacie.

– Ale coś ci po głowie chodzi. Widzę to. Coś nie tak po wczoraj?

Byłem nieco skołowany. Przecież to ja powinienem je o to spytać.

– Możemy porozmawiać na osobności? Mija nas tu sporo ludzi…

– Ok. Gdzie?

– Może w namiocie?.

– A co powiesz, żeby pogadać w jacuzzi?

– To tu mają jacuzzi?

– Pewnie. Nie wiedziałeś?

– Nie miałem pojęcia. Gdybym wiedział, to na pewno bym z niego korzystał. Uwielbiam siedzieć w bąbelkach.

– To chodź, pokażę ci.

Weszliśmy z powrotem do hotelu. Skierowaliśmy się do windy. Asia wcisnęła przycisk „–1”, który był z boku opisany jako piwnica. Wcześniej byłem przekonany, że są tam trzymane zapasy, że nie można tam zaglądać. Jak mogło mi to umknąć?

Drzwi windy otworzyły się na długi korytarz. Z jednej strony szklana ściana oddzielała od niego , niewielki basen wielkości mniej więcej 5/10m, a z drugiej znajdowały pokoje z szatniami i prysznicami.

– Tu jest basen… Nie wierzę. Jak to możliwe, że nie wiedziałem? Dlaczego nie ma żadnych informacji na ten temat?

– Tę część ukończyli w zeszłym roku. Więc, gdy byłeś tu poprzednio, nie był jeszcze gotowy. Poza tym na przyjazd wycieczek zdejmują oznaczenia. Kolonie nie mają zagwarantowanego basenu, jacuzzi, sauny i innych piwniczych atrakcji. Wyobrażasz sobie, jakby wpadła tu naraz setka dzieciaków?

– Więc nie możemy z tego korzystać?

– Oficjalnie nie. Ale dla chcącego nic trudnego. Udało nam się zdobyć klucz, więc zaglądamy tu kiedy nie ma aż takiego ruchu.

Mówiąc to,  Asia wyjęła z kieszeni klucz i otworzyła drzwi do jednego z pomieszczeń.

– To tu.

Zapaliła światło, powciskała na ścianie kilka przycisków i po chwili jedna z dwóch wanien zaczęła się napełniać wodą.

Pomieszczenie było dość duże i bardzo jasne, głównie z uwagi na kafelki w kolorze delikatnego błękitu. Podłoga zaś była wyłożona szorstkimi płytkami o kremowym odcieniu. W ten sam sposób obudowane były obie wanny. Obudowa ta nie była zwykłą prostą ścianką, lecz miała kilka schodków. Efekt był dość ciekawy, wyglądało to jakby jacuzzi wyrastały z podłoża, niczym piramida bez czuba, zamiast którego jest miejsce do siedzenia. Obie wanny połączone były szeroką półką.

Oprócz wanien, w pomieszczeniu znajdowało się kilka rozkładanych plastikowych krzeseł i leżaków.

Było tu także wyraźnie chłodniej, a co za tym idzie, przyjemniej niż na dworze, czy w stołówce.

– Jesteśmy już na osobności. Co więc chciałeś mi powiedzieć?

– Wiesz, ja trochę zaczynam się gubić w ostatnich wydarzeniach. Powiedz mi, czy ja zrobiłem coś nie tak po naszym wczorajszym spotkaniu w hotelu?

– A co się stało? Dlaczego w ogóle pytasz? – odpowiedziała, zdejmując czarna koszulkę z czerwonym napisem „smokin’ hot”.

Mój wzrok siłą rzeczy powędrował nieco w dół. Asia miała na sobie krwistoczerwony stanik typu push–up, przez co jej piersi były nieco podniesione i dociśnięte do siebie. Wyglądały jak dwie piłeczki. Zacząłem żałować, że w ogóle mam tu jeszcze coś do powiedzenia.

– Tu mam oczy! – dorzuciła, widząc gdzie kieruje wzrok.

– Pytam, bo mam wrażenie, że od wczoraj zachowujecie się w stosunku do mnie jakoś inaczej. Zupełnie, jak gdyby nic między nami nie zaszło.

Ściągnęła dżinsową spódniczkę. Majtki także miała czerwone, co w zestawieniu z jej pięknie opalonym ciałem wyglądało niezwykle kusząco.

Przełknąłem ślinę z wrażenia.

– Dziwne. My miałyśmy identyczne wrażenie. Wczoraj, jak wróciliśmy z hotelu, zniknąłeś prawie natychmiast po kolacji. Chwilę byłeś na bilardzie, a tak to cały wieczór przesiedziałeś z Mają. Słyszałyśmy, jak się migdalicie. Powinieneś wiedzieć, że jęki bardzo łatwo przechodzą przez materiał namiotu, zwłaszcza jak jest cisza podczas sprawdzania obecności. Masz szczęście, że akurat to my tamtędy przechodziłyśmy a nie ktoś inny.

Zdjęła stanik, uwalniając krągłe piersi, które zakołysały się rozkosznie. Stała przede mną w samych majtkach, jak gdyby nigdy nic. Ja tymczasem zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście trafnie zinterpretowałem wszelkie niepokojące mnie symptomy.

– Ale przecież dobrze wiesz, że musiałem tam być. Miałem karę od Zawadzkiej. A moją historię z Mają znasz…

– Dziś rano też nas olałeś. Zaraz po śniadaniu znów z kimś się rżnąłeś i nie była to Maja. Chwilę wcześniej widziałyśmy ją w hotelu.

Zdjęła majtki, sprawiając, że zupełnie straciłem argumenty. Trudno się kłócić z nagą dziewczyną….

– Ale…

Kompletnie mnie zatkało. Stała przede mną naga, piękna, cudowna… Jej piersi wyglądały tak zachęcająco, jej łono tak pysznie, a jednocześnie trzymała mi jaja w garści.

Jak mogłem być tak naiwny, myśląc, że to wszystko ujdzie mi na sucho, że nikt się nie połapie? Stało się to, czego obawiałem się kilka dni temu. Dziewczyny dowiedziały się wzajemnie o sobie i wcale nie były z tego powodu zadowolone.

Asia tymczasem weszła do wanny z bąbelkami.

– Masz zamiar tam tak stać, czy w końcu się do mnie przyłączysz?

– Już, już – odpowiedziałem.

Podczas zdejmowania rzeczy, w mojej głowie pojawiło się tysiące myśli. Czy naprawdę zrozumiałem wszystko na opak? Czy to z mojej winy dziewczyny się ode mnie odsunęły? A właściwie to ja od nich? Rzeczywiście nie poświęcałem im tyle uwagi, ile bym mógł, gdybym nie był wplatany w relacje z Mają i Ewą.

Asia obserwowała mnie z dość obojętną miną, co tylko jeszcze bardziej mąciło mi myśli. Kompletnie nie wiedziałem, co jej powiedzieć.

Wszedłem do wanny. Asia przesunęła się naprzeciwko mnie.

– Więc co masz do powiedzenia? – nie dawała za wygraną.

Musiałem jakoś wybrnąć z sytuacji. Nie miałem jednak pojęcia, jak. „Nabrałem wody” w usta. Nic mi nie przychodziło do głowy. Popatrzyłem na nią pytającym wzrokiem i uniosłem dłonie w geście bezradności.

– To wszystko?

Uniosła się, chcąc wyjść z wody.

– Poczekaj.

Usiadła z powrotem.

– Ok. Nawaliłem. Kompletnie wszystko źle zrozumiałem. Myślałem, że nie będziecie miały nic przeciwko jeśli będę z jakąś inną dziewczyną. Sama mówiłaś, jakie to jesteście wyzwolone, że przyjechałyście się tu bawić. Pogubiłem się w tym wszystkim.

– Wiesz? Nie obchodzi mnie z kim sypiasz i jak często. Wkurza mnie tylko, że po zajebistym wczorajszym popołudniu, ot tak po prostu pobiegłeś sobie do innej! Ja rozumiem, że byłeś uwięziony, rozumiem, że ta stażystka na ciebie leci. Ale rano, kiedy mieliśmy idealny moment na powtórkę, ty beztrosko pieprzyłeś się z inną. Jakby, kurwa, wczoraj nie istniało! W dodatku namęczyłyśmy się żeby załatwić ten cholerny klucz tutaj. Portierowi, który nam go dał, nie starczyła już ręczna robótka. Trzeba było przyłożyć się bardziej. Zdajesz sobie sprawę, jak to jest robić loda kolesiowi, który jest zmęczony i spocony po nocnym dyżurze?

Przełknąłem ślinę. Najgorsze, że wyobraziłem sobie tą scenę. Bleee…

– Nie planowałem tego poranka. Do mojego namiotu przyszła koleżanka z drugiej plaży, którą poznałem dwa dni wcześniej. Wszystko samo się potoczyło…

– Czy ty słyszysz sam siebie? Słyszysz, jak to brzmi? Znasz w ogóle takie pojęcie, jak odmowa?

– Wiem, jak to brzmi. Wiem, że moje tłumaczenie może wydawać się absurdalne, ale tak po prostu było. Domyślam się jednak jak to wygląda z waszej perspektywy. Zdaje sobie sprawę, jak się możecie czuć.

– Czyżby? Chyba jednak nie do końca. Wściekłość. Takie właśnie towarzyszyło mi uczucie. Byłam wściekła, bo mimo, iż jestem na wyciągnięcie ręki, w dodatku z koleżanką, ty organizujesz sobie inną. Zupełnie jakbyś stwierdził, że poszukasz sobie kogoś lepszego. A może naprawdę byłyśmy wczoraj aż tak słabe?

– Proszę cię, dobrze wiesz, że nie o to chodziło. Naprawdę jest mi przykro z tego powodu. Nie chciałem w żaden sposób was urazić, zdenerwować

– Mam nadzieje, że nie dziwisz się, że po wszystkim spędzałyśmy czas z Łukaszem i Marcinem.

– Nie dziwię się.

– Ale wiesz? Przeżyłybyśmy to. Jesteś naprawdę dobry w te klocki w przeciwieństwie do twoich kolegów, którzy mają nieco mniej talentu. Tyle, że sam zacząłeś zachowywać się jak obrażona panienka. Tego było za wiele. Stąd, chciałam sobie z tobą wszystko wyjaśnić.

Nie wiedziałem, którą informację przetrawić mam najpierw: to, że mnie cenią za łóżkowe wyczyny, to, że Łukasz i Marcin są już po testach, czy to że zachowywałem się jak panienka? W dodatku wciąż miałem w głowie obraz spoconego loda.

Asia chyba zauważyła mój problem z poskładaniem myśli.

– Czyżby ugodziło cię to, że chłopcy też sobie poużywali?

– Yyy, no, to też… Jestem nieco zaskoczony.

W sumie mogłem się tego spodziewać. Skąd w takim razie złość na mnie, skoro także miały wypełniony poranek?

– Też byłam trochę zaskoczona.

– Jak to?

– Paulina wzięła obu w obroty.

– Obu na raz?

– Nie. W nocy rozmawiałyśmy. Wiesz, babskie, pikantne rozmowy. Mówiłyśmy między innymi o tym, że niektóre dziewczyny nie będąc lesbijkami, całują się, prześpią się z kobietą, czasem nawet zrobią minetkę. Wiesz, tak jak my w hotelu. A patrząc na facetów, nie wyobrażałyśmy sobie żeby kumpel kumplowi dał buzi, czy zrobiłby przyjacielskiego lodzika. Po chwili Paulina powiedziała, że potrafiłaby sprawić, że koleś będzie lizał czyjąś spermę. Powiedziałam, że założę się, że nie.

– Boże! Jesteście obrzydliwe. Resztę już potrafię sobie wyobrazić.

– Słuchaj dalej – u Asi w końcu pojawił się uśmiech na twarzy. – Rano, kiedy ty odpadłeś nam z planów, Paulina zapytała, czy zakład aktualny. Powiedziałam, że i tak jej się nie uda. Ona więc wzięła najpierw Łukasza. Dała się przelecieć w namiocie. Jak sam wiesz padał deszcz, więc ryzyko nakrycia było małe. Nikt się nie pałętał między sznurkami. Ja wtedy miałam przypilnować Marcina żeby ich nie szukał. Łukasz, kiedy dochodził, został poproszony, aby spuścić się na jej cipkę, zabroniła mu do środka. Kiedy skończył, rozsmarowała sobie wszystko dokładnie. Zaraz potem wzięła w obroty Marcina. Najpierw zrobiła mu lodzika, żeby go nieco podjarać, a potem on musiał się jej zrewanżować. Nieświadomy wylizał ją do połysku.

– Jesteście straszne. A skąd pewność, że cię nie okłamała?

– Okłamała? W tych sprawach? Przestań! Poza tym zrobiła nagranie komórką. Chłopcy byli wniebowzięci, że ich nagrywa. Wiesz, sekstaśmy teraz w modzie. Chciała mieć pamiątkę po tym diabelskim numerze. A najlepsze potem, gdy poszła prosić portiera o klucz do jacuzzi. Najpierw się z nim całowała, cały czas mając w buzi resztki spermy Marcina. Potem zrobiła mu loda aby dostać ten klucz.

– Obrzydliwe.

– To jeszcze nie koniec! Na końcu wróciła do Łukasza i ustnie przekazała mu spermę portiera. Koło pięknie się zamknęło! Nieźle co?

– No tak, jesteście okrutne.

– My, okrutne? Spójrz na to z drugiej strony. Żaden z nich nie odmówił. Żaden nawet nie mrugnął. Polecieli jak pszczoły do miodu. Zero myślenia o konsekwencjach. Kto jest bardziej okrutny? My, które robimy małego psikusa, czy oni, korzystający z każdej okazji neandertalczycy?

– Coś w tym jest. Nie chcę już jednak o tym słuchać. Powiedz mi. Czy między nami w porządku? Słuchaj, ja cię naprawdę lubię. I nie mówię tego tylko dlatego, że liczę na seks czy coś. Nie chcę się kłócić. Nie chcę, żebyśmy wyjeżdżali z tego miejsca obrażeni na siebie.

– Obrażeni? Ja nie jestem obrażona. Jak już mówiłam, jestem wściekła. Nie przyszłam też tutaj, aby się z tobą kłócić. No i daj spokój, przecież od samego początku wiedziałeś, że ten pobyt w jacuzzi zakończy się seksem. Nie sądzisz chyba, że przyszliśmy tu tylko na pogaduszki o twoich przygodach?

– Nie bardzo rozumiem. Po co więc to wszystko, skąd w ogóle te pretensje?

– Proszę, nie pogarszaj swojej sytuacji. Przecież gdybym cię nie zatrzymała po kolacji, to byś poszedł urażony, że się nie odzywamy. Wyjaśniliśmy sobie wszystko?

– Dlaczego więc przed momentem chciałaś wyjść z bąbelków?

– Inaczej nigdy nie zacząłbyś mówić o co ci chodzi. W ogóle, co to za pytania? Chcesz się pieprzyć czy nie? Denerwujesz mnie coraz bardziej!

Chwyciła mnie za włosy i pociągnęła ku dołowi. Nosem trafiłem w jej wzgórek łonowy. Zdążyłem złapać oddech, więc miałem chwilę czasu, aby utrzymać się pod wodą. Przywarłem ustami do łechtaczki dziewczyny i zacząłem ją ssać. W głowie huczało mi od bąbelków przemieszczających się po moim ciele i być może także od zakończonej przed chwilą rozmowy. Podwodna minetka była dla mnie niespecjalnie przyjemna, czułem się, jakby wokół mnie istniał jeden wielki chaos. W dodatku smak chlorowanej wody, która chcąc nie chcąc, dostawała mi się do buzi, psuł mi zupełnie frajdę z oralnych atrakcji.

Po chwili zwolniła uścisk z mojej głowy i pozwoliła mi się wynurzyć.

– Masz jeszcze coś do powiedzenia? – zapytała, patrząc jak łapczywie łykam powietrze.

Kiwnąłem przecząco. Dalsze rozmowy nie miały sensu. I tak jutro wyjeżdżamy, więc po co w ogóle się odzywać? Gadając, mogłem tylko pogorszyć sytuację, lepiej więc było się zamknąć i wykorzystać nadarzającą się okazję. Skoro chciała się pieprzyć, postanowiłem spełnić jej zachciankę.

Chwyciłem ją za rękę, pociągnąłem ku sobie tak, żeby usiadła na mnie okrakiem. Byłem już gotowy, siedziałem wygodnie z szeroko rozłożonymi nogami, niemal na krawędzi siedziska. Byłem odchylony do tyłu, przez co woda sięgała mi niemal pod brodę.

Asia zbliżała się do mnie coraz bardziej, ręką badając w jaki sposób się rozsiadłem. W końcu złapała mnie za przyrodzenie i uśmiechnęła się po raz drugi.

Nie mogąc doczekać się spełnienia jej pragnień, chwyciłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie. W wodzie była lekka jak piórko. Uniosłem ją i starałem się naprowadzić na mojego podwodnego stwora. Bąbelki wcale nie ułatwiały mi wejścia, więc dziewczyna musiała mnie lekko nakierować. W końcu znalazłem się w środku. Rozpoczęliśmy powoli, kompletnie nic nie mówiąc. Aśka obserwowała mnie jedynie, poruszając się na mnie miarowo.

Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco. W jacuzzi zawsze jest przecież bardzo ciepło i przyjemnie, teraz jednak te wrażenia były wyraźnie bardziej odczuwalne.

Zdjąłem ręce z talii Aśki, która sama już znalazła właściwy punkt podparcia i ustalała wygodne dla siebie tempo. Mogłem teraz błądzić dłońmi po jej ciele, dotknąć piersi, które podczas rozbierania i rozmowy tylko podziwiałem. Uwielbiała, gdy je masowałem, jak nieco drażniłem jej sutki. Wędrówka po mokrym ciele była niezwykle przyjemna, także dla mnie. Lubiłem ją bezceremonialnie obmacywać, głaskać, łapać, drapać. Jej ciało w wodzie stało się jakby bardziej sprężyste. A może to moja percepcja się zmieniła i nieco inaczej odczuwałem dotyk?

Była już bardzo mocno podniecona, zaczęła mnie łapczywie całować. Jednocześnie cały czas delikatnie przyśpieszała, jak sportowiec, który jest coraz bliżej mety i stara się zostawić za sobą resztę konkurencji.

Nagle do moich uszu dobiegły jakieś głosy. Asia także to usłyszała, gdyż odkleiła się od moich ust i spojrzała w kierunku drzwi.

– No. W końcu jesteście – powiedziała.

Byłem lekko zaskoczony całą sytuacją. Odwróciłem głowę, a moim oczom ukazała się całkiem pokaźna gromadka.

– No proszę, ci to nie próżnują – odezwała się Paula.

– Bez komentarzy, proszę – zripostowała Aśka –  Załączcie drugą wannę. W jednej nie będziemy się kisić.

– Pewnie, że nie. Przecież potrzebujecie miejsca – zakpiła Paula.

Po chwili do drugiej wanny popłynęła woda. Łukasz, Marcin, Gosia i Marita zaczęli ściągać z siebie ciuchy i kłaść na krzesła tuż koło naszych.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że Aśka nawet na moment ze mnie nie zeszła. Owszem zwolniła tempo i to znacznie, ale cały czas była na mnie nadziana. Poruszała się delikatnie, aby utrzymać przyjemność z naszego połączenia. Wykonywała przy tym koliste ruchy biodrami, które na powierzchni były prawie niewidoczne.

Zdawaliśmy sobie oczywiście sprawę z tego, że pozostali wiedzą, co robimy. Wcale jednak nie zamierzaliśmy przesadnie demonstrować naszych uniesień. Zresztą, na taki przebieg sytuacji i tak nie miałem wpływu. Aśka ze mnie nie zeszła i nawet, gdybym chciał, to nie pozwoliłaby mi się z siebie wysunąć. Myślę, że jarało ją to, że ktoś inny się nam przygląda.

Chłopaki chyba byli nieco zaskoczeni zastaną sytuacją, starali się nie zwracać na nas uwagi, ale i tak kiepsko im to wychodziło. Piersi Asi przyciągały wzrok jak magnes.

– No chłopcy, w końcu macie okazję poznać prawdziwego Roberta.

Łukasz z Marcinem spojrzeli na siebie lekko się uśmiechając.

– Nie no, oni dobrze wiedzieli, że lubię jacuzzi – odpowiedziałem z uśmiechem.

– Dokładnie. Zresztą, kto nie lubi? – zauważył Łukasz.

Całe szczęście, że uniknęliśmy tej niezręcznej rozmowy o tym, jakie to zaskoczenie wzbudziłem.

Paulina tymczasem była już bez ubrania.

– Co jest, chłopaki? Czemu jeszcze nie gotowi?

– Jak to, nie gotowi? – odpowiedział Marcin patrząc ciągle w naszym kierunku.

– Nie, nie. To ja jestem gotowa – powiedziała dosadnym tonem, aby odwrócić uwagę chłopców, jednocześnie pokazując palcami w kierunku swoich bioder. – Wyskakujcie z tych kąpielówek.

– Ale…

– Marcin, dajcie spokój – odpowiedziałem – Jak nie zrobisz tego, co chce, nie wejdziesz do wanny. Myślisz, że my coś mamy na sobie?

Chłopaki spojrzeli na siebie, po czym obaj, jakby na rozkaz ściągnęli nadmiar ubrania i szybko wskoczyli do drugiej wanny. Stojąca obok nich Paula śmiała się wniebogłosy.

Kiedy odwróciłem wzrok od niej i chłopaków, spostrzegłem, że naprzeciwko mnie i Asi siedziały już Gośka z Maritą i namiętnie się całowały. Nie miałem jeszcze pewności, ale chyba też były nagie. Kątem oka zauważyłem Łukasza i Marcina oblepiających dłońmi uradowaną Paulinę, która także zdążyła już się cała zamoczyć.

Asia tymczasem znów zaczęła przyśpieszać, wpijając się jednocześnie się w moje usta.

Czy oni wszyscy sobie żartują? Czy właśnie zacząłem uczestniczyć w jakimś gang bangu jak z taniego pornosa?

Asia zauważyła moje zdziwienie.

– Co ci jest? – szepnęła mi do ucha.

– Jestem zaskoczony rozwojem wydarzeń.

– Skup się na mnie, ok?

Miała rację. Wiedziałem, że nie mam żadnego wpływu na przebieg wypadków. Nie powinno mnie obchodzić, co robią dziewczyny tuż obok, czy Paulina z chłopakami dosłownie półtora metra od nas…

Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Znów chwyciłem Aśkę w pasie, szybko ją uniosłem i posadziłem na krawędzi siedzenia, równocześnie rozchylając jej nogi. Zacząłem ponownie się w nią zagłębiać.  Byłem już naprawdę blisko wytrysku. Jej subtelne ruchy, kiedy wymienialiśmy uprzejmości z przybyszami, zaprowadziły mnie niemal do granic rozkoszy.

Teraz już mogłem spokojnie zacząć marsz ku szczytowi. Rozpocząłem głębokie, miarowe ruchy. Nie chciałem się spieszyć. Asia też była coraz bardziej nakręcona. Spoglądała to na mnie, to rzucała okiem na całujące się dziewczyny czy obmacującą się trójkę w wannie obok. Te obrazki były niezwykle stymulujące. Było coś podniecającego w tym, że obok są inne osoby, które są tu w tym samym celu. Nikt nie chciał być od nikogo gorszy, każdy się starał. Dziewczyny ostro się ze sobą całowały, a ich rąk próżno było szukać ponad powierzchnią wody. Paulina zaś siedziała pomiędzy Marcinem i Łukaszem i dość energicznie przebierała rękami. Taka trochę pozycja na narciarza. Co prawda bez śniegu i nart, ale za to z kijkami.

Moje poczynania stały się znacznie żwawsze. Uniosłem ją nieco, zmieniliśmy pozycję tak, żebym mógł mieć ją nieco wyżej. Teraz nie opierała się pupą o siedzisko jacuzzi, ale o moje uda. Dzięki temu mogłem całować jej szyję, piersi. Mogłem zmienić nieco kąt natarcia, dzięki czemu stymulowałem inne obszary jej słodkiego wnętrza,

Asia zaczęła wydawać z siebie coraz głośniejsze jęki, a po jej oczach poznawałem, że oto właśnie  w jacuzzi rozpoczyna się sztorm. Sam też byłem już bardzo blisko.

Co bardzo zaskakujące, gdy tylko Asia zaczęła piszczeć z rozkoszy, natychmiast obok niej znalazły się Marita z Gosią i przyglądały się jej jak szczytuje. Dotykały jej piersi, pleców, masowały brzuch. Jej ciało wygięte w spazmach rozkoszy było teraz penetrowane przez mojego członka i obłapiane dłońmi napalonych lesbijek.

Ich palce zapędzały się także w bardziej strategiczne rejony. Pieprząc Asię, czułem zataczające kręgi w okolicach jej łechtaczki.

Asia przeżywała chyba orgazm Życia. Spazmy, które rządziły jej ciałem trwały znacznie dłużej niż pamiętam to z naszych wcześniejszych spotkań.

W końcu także i mnie dosięgła fala przyjemności. Przylgnąłem mocno do ciała dziewczyny i wyrzucałem w jej głąb pokłady nasienia.  Kiedy wszystkie torpedy zostały wystrzelone, rozsiadłem się beztrosko, czerpiąc przyjemność z wędrujących po mnie bąbelków.

Dziewczyny nadal obłapiały Asię, która wciąż dyszała przeżywając rozkosz. Kiedyś czytałem w kobiecej prasie, że kobiecy orgazm może trwać kilka–kilkanaście razy dłużej niż u mężczyzny. Chyba właśnie miałem naoczny dowód na poparcie słuszności tego artykułu.

W końcu Asia doszła do siebie. Dziewczyny wróciły na swoje miejsce naprzeciwko nas, uśmiechając się radośnie.

– To takie małe podziękowanie, że nam pomogłyście – powiedziała Gosia puszczając oko w kierunku Asi.

W tej chwili pomyślałem, że w kwestiach kobiecej anatomii i wrażliwości ciała na różnego rodzaju bodźce, stymulacje, mógłbym się od nich wiele nauczyć. Wiedziałem jednak, że nie ma na to szans. I tak miałem wielkie szczęście, że mogłem sobie na nie popatrzeć. Nagich dziewczyn w moim otoczeniu nigdy za wiele. Zwłaszcza, że obie znacznie odbiegały od stereotypowego postrzegania lesbijek. Powszechnie przecież uważa się je za brzydkie lub dziwne. A tu proszę, panny niemal jak z playboya. Młode, bardzo ładne, z pięknymi ciałami, bystre. Co prawda woda zakrywała wiele szczegółów, ale moja wyobraźnia to nadrabiała. Poza tym nasze spotkanie trwało i za cholerę nie potrafiłem przewidzieć jego dalszego ciągu.

Asia siedziała obok mnie i łapiąc oddech przyglądała się dziewczynom jak baraszkują tuż przed nami. Sam musiałem przyznać, że było na co popatrzeć. Marita siedziała przed Gosią, tyłem do niej. Gosia zaś błądziła dłońmi po ciele swojej dziewczyny. Jedną ręką masowała piersi Marity, drugą operowała niżej. Ze względu na bulgoczącą wodę nie widziałem szczegółów. Ale nie trzeba było być Jenną Jameson żeby wiedzieć co tam się dzieje.

Ich ułożenie było na tyle fajne, że Marita po obróceniu głowy mogła zasmakować ust swojej lubej. I tak oto dziewczyny trwały rozkoszując się swoimi ciałami. W ogóle nie przejmowały się, że patrzymy. Czy to była kwestia zaufania, czy może ich to po prostu nie obchodziło?

Paulina zaś nie próżnowała z chłopakami. Nie widziałem dokładnie jaki był rozwój ich trójkącika, ale w każdym razie teraz oboje stali na środku wanny a dziewczyna zgrabnie obrabiała obie pałki, raz biorąc do ust jedną, raz drugą.

Kiedy spojrzałem na chłopaków, a oni na mnie, Łukasz wykonał dosadny gest. Szeroko rozłożone ręce w geście obojętności mówiły wiele. Chłopaki po prostu też chcieli na koniec obozu poruchać. Nie ważne, jakim kosztem

Zdaje się, że poziom zezwierzęcenia w tym pomieszczeniu osiągnął bardzo wysokie wskaźniki.

– Idę jej pomóc – odezwała się Asia patrząc w ich kierunku – biedna, sama się zamęczy.

Oniemiałem. Nagle woda stała się dla mnie dziwne ciężka. Uczucie to szybko minęło, gdy zobaczyłem ją przeskakującą z wanny do wanny. Po chwili Asia ciągnęła Marcinowi a Paula – Łukaszowi.

Tymczasem w samotności przyglądałem się nurkującej Gośce, która najwyraźniej nie szukała zaginionej pięciozłotówki. Oczywiście mina Marity mówiła wszystko.

W pewnym momencie otworzyła oczy i zobaczyła, że ją wnikliwie obserwuję. Uśmiechnęła się tylko, jakby chciała mi pokazać, że ona to ma teraz zajebiście.

Gosia co chwilę się wynurzała, aby złapać łyk powietrza, po czym wracała pod wodę.

Marita coraz donioślej reagowała na działania partnerki. Uniosła się lekko, dając jej więcej przestrzeni na dole, a przy okazji, pewnie nieumyślnie, odsłaniając swoje piersi. W końcu mogłem się przyjrzeć jej skarbom. Szkoda, że nie dla mych rąk te cuda. Nie, żeby były piękniejsze od piersi Asi, Pauli, Ewy czy Mai. Po prostu piersi jak to piersi, zawsze chciałoby się ich dotknąć, sprawdzić, doświadczyć.

Dziwnie się czułem kiedy Marita przeżywała orgazm, patrzyła na mnie takim dziwnym wzrokiem jakby wcale nie była lesbijką. Miałem nieodparte wrażenie, jakbym to ja sprawiał jej rozkosz, a nie podwodna przyjaciółka.

Po chwili obie dziewczyny usiadły koło mnie. We trójkę obserwowaliśmy poczynania reszty w drugiej wannie. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Oto siedziały koło mnie dwie ładne, nagie dziewczyny, totalnie nie przejmujące się zaistniałą sytuacją. W dodatku Marita, która siedziała w środku, rozłożyła szeroko ręce obejmując nas w przyjacielskim geście. Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie to, że byliśmy naprawdę blisko siebie. Jej pierś co chwila ocierała się o moje ciało. Trudno w takim momencie o jasne myślenie.

– Chcesz zapalić? – zapytała nagle Gośka.

– Nie, dzięki nie palę.

– Ale nie chodzi o papierosy – uśmiechnęła się.

Dopiero teraz zwróciłem uwagę na „śpiące oczka” dziewczyn.

– Nie chcesz chyba powiedzieć, że wy już…

– No wiesz, po pieczeniu ciasta dla nauczycieli zostawiliśmy sobie trochę na wieczór. Zapaliliśmy sobie zanim tu przyszliśmy. Chyba nie odważyłabym się bez tego tak zaszaleć. Nawet nie wiesz, jak to uprzyjemnia doznania.

– Domyślam się. Mimo wszystko dzięki.

– Ok. Jak chcesz – odpowiedziała, po czym wróciła do oglądania poczynań naszych koleżanek.

Tam zaś dziewczyny usiadły na krawędzi jacuzzi i z szeroko rozchylonymi nogami przyjmowały języki i usta moich kolegów.

Byłem ciekawy czy Łukasz, który lizał Asię, zdawał sobie sprawę z tego, że ja przed chwilą się w nią spuściłem. Cóż, może zasmakowała mu sperma po akcji, którą przeprowadziła Paulina?

– Mogę go dotknąć?

– Słucham? – musiałem się upewnić, czy się nie przesłyszałem.

– No, czy mogę cię tam dotknąć. Zawsze byłam ciekawa.

Spojrzałem na Gosię, ale ta była zapatrzona na drugą wannę. Przez bulgotanie zapewne nawet nie słyszała, co powiedziała do mnie Marita.

– Ale…

– Co, ale? Przecież Gosia się nie obrazi jak cię dotknę. Ona też kiedyś była z facetami.

– A ty nie?

– Nie.

– To znaczy… że jesteś…. jesteś.

– Heteroseksualną dziewicą – zaśmiała się.

– Ale chyba… chyba nie chcesz…?

Skąd mi się to jąkanie włączyło??

Nic już nie odpowiedziała. Poczułem tylko ucisk na moim penisie, który zdążył już się podnieść po poprzedniej bitwie morskiej. Wśród czterech nagich dziewczyn trudno się przecież kontrolować. Ona tymczasem objęła go dłonią i zrobiła kilka ruchów, wprawiając mnie w spore zakłopotanie.

Wziąłem głębszy oddech.

– Chyba nie sprawiłam ci bólu.

– Co? Nie, nie. Wiesz, to po prostu czułe miejsce… – starałem się wytłumaczyć swoją reakcję.

– To dobrze.

– Zaspokoiłaś swoją ciekawość?

– Mhm – przytaknęła – Nie bierz tego do siebie, ale wolę jednak cipki.

– Spoko.

Nie namyślając się wiele, położyłem dłoń na piersi dziewczyny. Wybadałem sobie jej miękkość, dotknąłem sutka, zrobiłem kilka masujących kółeczek.

Marita nic nie powiedziała. Siedziała z szeroko otwartymi ustami, była tak zaskoczona, że po prostu nie wiedziała chyba, co powiedzieć.

– Teraz jesteśmy kwita. Też nie bierz tego do siebie.

Uśmiechając się do niej, puściłem oczko.

– Osz, ty świntuszku.

Dłonią przeciągnęła po powierzchni wody i opryskała mi twarz. Szybko się jej zrewanżowałem. Po chwili te drobne uszczypliwości przeistoczyły się w bitwę pomiędzy mną i dwiema lesbijkami, bowiem Gocha, widząc nasze wygłupy, szybko stanęła po stronie swojej dziewczyny. Zaczęliśmy się szamotać w bąbelkowej wannie. Dziewczyny były drobnej budowy, więc nie miałem problemów, żeby sobie z nimi poradzić. Wykorzystałem zresztą tę okazję, żeby trochę poznać anatomię dziewczyn. Gosia była drobniejszą dziewczyną, więc łatwiej było ją okiełznać. Miała dość małe piersi w porównaniu z pozostałymi dziewczynami, była jednak bardziej umięśniona. Widać było, że brzuszki czy ogólnie gimnastyka nie są jej obce. Jej ciało było bardzo sprężyste. Podobała mi się jej naturalność. Nie ukrywała swoich piegów, a jej rozczochrane blond włosy połączone z łobuzerskim uśmiechem sprawiały, że wyglądała przeuroczo. Marita zaś była nieco wyższa i pełniejsza. Krągłości miała tam gdzie trzeba. Trudniej było ją utrzymać, bo znacznie bardziej wierzgała, a jej długie brązowe włosy wpadały mi do oczu.

W końcu jednak udało mi się obie chwycić pod piersiami i przycisnąć do siebie.

– Patrzcie, złapałem dwie ujarane lesbijki! – skierowałem słowa w kierunku długiej wanny.

Tam jednak nikt nie zwracał na nas uwagi. Obie dziewczyny były właśnie rżnięte przez rozanielonych chłopaków. W tym momencie wiedziałem już, że moja przygoda z Pauliną i Asią właśnie się zakończyła.

Przejdź do kolejnej części – Przygody Roberta cz. 12

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Witam!

Bardzo się cieszę, Coyotmanie, że Twoje bohaterki nabierają psychologicznej głębi. Przedtem pogłębiony był, dzięki narracji pierwszoosobowej, tylko Robert. Natomiast dziewczyny: Maja, Asia, Paulina i Ewa były postaciami ledwo zarysowanymi. Ot, po prostu, kolejne dziewczyny o zmieniających się dla łatwiejszej orientacji imionach, które z równą ochotą wskakują Robertowi do łóżka, zapewniając go przy tym, że nie myślą o niczym głębszym i chcą się po prostu dobrze bawić. Przedmioty, a nie podmioty tej historii. Czasem bardziej to wyglądało na fantazję tytułowego nastolatka, niż na rasową opowieść z minimalnymi choćby śladami realizmu.

Z satysfakcją więc przyjmuję upodmiotowienie bohaterek, nawet jeśli dokonuje się to za pośrednictwem wyrzutów i żalów wobec Roberta (który, powiedzmy sobie szczerze, zasłużył sobie na poważny ochrzan).

Mam też cichą i złośliwą satysfakcję, że słodkie życie Roberta nie jest jednak tak bezproblemowe jak się początkowo zdawało i nie składa się wyłącznie z coraz bardziej wymyślnych stosunków. Dostał choć trochę za swoje, fakt, że niezbyt mocno (i zaraz został pocieszony przez Aśkę:-) Może to go czegoś nauczy. Np. żeby skupić się na mniejszej ilości dziewcząt, albo też by lepiej się maskować 🙂

Ta część podobała mi się bardziej niż poprzednie, właśnie z powodu zakreślenia bardziej wiarygodnej psychologii żeńskich postaci. Podoba mi się też niecny plan, które wymyśliły dziewczyny. To nowy wątek, który może zdynamizować wielki finał. Już nie mogę się doczekać, jak to się wszystko skończy!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Dzięki Megas za komentarz. Jak zwykle zresztą bardzo trafny.

Cóż mogę powiedzieć. Trudno odmówić ci racji, że wcześniej bohaterki nie były przedstawiane w jakiś szczególny sposób, bez ich psychologicznego podłoża. Generalnie trudno mi jest pisać o uczuciach czy przemyśleniach innych postaci, kiedy całość piszę w pierwszej osobie (oczami Roberta). Inna sprawa też, że wcale mi na tym specjalnie nie zależało. To Robert zawsze był w centrum i na jego myślach chciałem się skupić. Nigdy nie wspominałem nic więcej psychice dziewczyn – bo Robert przecież nie jest jasnowidzem – a cała narracja opowiadania to przecież jakby jego myśli. Coś tam myślał, coś tam podejrzewał, czegoś się obawiał ze strony dziewczyn (np że się o sobie dowiedzą) ale nie mógł być niczego pewien. Stąd dziewczyny mogły wydawać się mało realne z punktu widzenia czytelnika.

Druga rzecz to taka, że Przygody nigdy nie miały być jakimś poważnym tekstem. Już chyba kiedyś o tym pisałem. Miała to być lekka i przyjemna historyjka z elementami humorystycznymi. Sądzę, że wyszło całkiem przyjemnie. Podczas korekt tych wszystkich części miałem na prawdę niezły ubaw czytając – zdałem sobie sprawę że wszystko jest takie ulotne – w sensie, że na prawdę kilka wątków, śmiesznych tekstów w ogóle nie pamiętałem. Zupełnie jakby pisał to ktoś inny.
Tak sobie zawsze myślałem o mojej serii, że w świecie poważnych helleńskich wojen, Lizbońskich trzęsień ziemi czy fantastycznych i przerażających stworów, przyda się opowieść, która będzie drugim biegunem erotycznego świata. Proszę oczywiście nie odebrać tego jako złośliwość (jestem w końcu wielkim fanem przytoczonych pozycji).

Cieszę się, że czytelnicy w większości podzielają moje odczucia. Widzę, że seria cieszy się popularnością i niezmiernie jestem z tego dumny. Na prawdę.

Wkrótce nadejdzie ostatnia, 12 część mojej serii (zdaje się w okolicach świąt). Czy Robert się czegoś nauczy? Czy wyciągnie wnioski? Cóż – jeśli by tak było to wtedy nie byłoby wątku erotycznego w finale – a przecież nie o to chodzi. Wydarzy się jednak także sporo innych rzeczy, mam nadzieję, że nie zawiodę was swoimi pomysłami.
Zdradzę tylko, że Robert gdyby istniał prawdopodobnie nie byłby zbytnio zadowolony z planowanego przeze mnie zakończenia.

Pozdrawiam wszystkich.

Witam ponownie!

Zgadzam się, że nie jest łatwo oddać emocje bohaterów w narracji pierwszoosobowej. Główny protagonista musi być albo niezwykle empatyczny i niejako odczytywać myśli innych, albo po prostu mnóstwo z nimi rozmawiać, co może mocno spowalniać fabułę 🙂 Zgadzam się również, że w formule humorystycznej i lekkiej opowieści , jaką są "Przygody Roberta"(na prywatny użytek nazywam ją kolonijną powieścią łotrzykowską) nie mieszczą się rozbudowane partie psychologiczne. Tak czy inaczej, cieszę się, że jednak bohaterki zostały bardziej uczłowieczone. W człowieku trzeba widzieć cel, a nie środek, jak uczył staruszek Kant. Dobrze, że Robert w końcu zaczął to rozumieć!

Myślę, że Przygody Roberta świetnie wpasowują się w całą koncepcję Najlepszej Erotyki. Są tu historie smutne i pozytywne, epickie i kameralne. Twoja powieść jest dowcipna, dobrze napisana, po prostu strasznie fajna. I stanowi niezłe wytchnienie po tych wszystkich katastrofach, jakie mają miejsce w innych tekstach!

Jak już mówiłem, czekam niecierpliwie na wielki finał. I jestem pewien, że się nie zawiodę.

Pozdrawiam
M.A.

Szkoda ze bedzie tylko 12 czesci ja bym mogl to co tydzien po 1 czesci czytac

"kolonijna powieść łotrzykowska" – a to dobre 😀

@ Anonimowy – Miło mi, że cykl przypadł ci do gustu. Pisanie jednej opowieści tygodniowo jest jednak ponad moje siły twórcze. Wena na Roberta niestety już wyraźnie mi się kończy. Mam nadzieję, że uda mi się na czas dokończyć finał. Szczerze mówiąc idzie mi jak po grudzie – mam na razie ok 15 stron w wordzie – piszę właśnie zakończenie – a właściwie taki jakby epilog – zajmie to mniej więcej drugie tyle. Jestem pewien, że będzie to najdłuższa część ze wszystkich dotychczas opublikowanych.

Nie rozumiem ludzi, którzy pod tym używają przycisku słabe.
To nie jest słabe to jest bardzo dobre i utwierdza mnie w przekonaniu, że finał będzie czymś świetnym.
Trochę irytował mnie ów wielokąt, że nagle wszyscy ze wszystkimi, ale sceny erotyczne naprawdę mają łatwość przyswajania, więc w sumie nie mam na co marudzić.

Za to bardzo podoba mi się, że Twoje żeńskie postacie zaczęły nieco marudzić Robertowi, zamiast potulnie oddawać mu się w jego namiocie.
Sił i weny Ci życzyć tylko, niecierpliwie czekam na finał i zostawiam w pełni zasłużoną piątkę.
Foxm

@Foxm – Dzięki za dobre słowo. Co do ocen. Nie przywiązuje do nich większej wagi. Oczywiście cieszą mnie te pozytywne oceny, to zawsze miło zostać w jakiś sposób docenionym. Te słabsze oceny zaś przyjmuję ze zrozumieniem. Nie narodził się jeszcze taki, który dogodziłby wszystkim. Rozumiem, że komuś może się moja historia nie podobać. Mam tylko nadzieję, że oceny te nie wynikają z jakichś mało szlachetnych pobudek 🙂

Pozdrawiam
Coyot-man

Jak każda część bardzo dobra. Powiem tak jest mi cholernie przykro , że to już 11 część. Uświadomiłem sobie, że została tylko jedna część do końca tej fantastycznej przygody . Wraz ze "śmiercią" Roberta , jakiś fragment malutki mnie umrze. Dlaczego? Tyle czasu człowiek już żyje z tą serią. Specjalnie się sprawdzało czy DE działa i jest nowa część przygód. Szczęśliwie powstała NE i możemy poznawać dalsze losy Roberta. Ile to miesięcy minęło od momentu pojawienia się pierwszego opowiadania z tego cyklu? Kilka ? Wydaje się, że kilkanaście. Liczę, że zakończenie tej niezwykłej historii będzie epickie. Coyotman odwaliłeś kawał dobrej roboty szkoda, że to już się kończy, ale wszystko co dobre musi się prędzej czy później skończyć. Mam nadzieję, że masz jakieś ciekawe pomysły na owe serie?

Jest mi naprawdę miło 🙂 dzięki panie Anonimowy.
Pierwsza część PR została wrzucona na DE w październiku lub listopadzie 2010. Minęły więc już dwa lata:). Napisana jednak została znacznie wcześniej pewnie więcej niż pięć lat temu. Po prostu dość późno odkryłem wspomniany "portal" erotyczny. Też chwila musiała minąć zanim się odważyłem:D

Pomysły na nowe serie mam. Pierwszy na tapetę idzie Zabójczy Układ (jedna część pojawiła się na DE). Planuje też jedno osobne opowiadanie. Ich klimat będzie jednak zgoła odmienny od Roberta. Także narrator będzie w trzeciej, a nie jak u Roberta w pierwszej osobie. Mam też kilka innych pomysłów – ale za wcześnie o nich cokolwiek mówić.

Pozdrawiam

A ja mam nadzieję, że po obozie wakacje się nie skończą. I że po wakacjach będzie też codzienne-niecodzienne życie. Innymi słowy, czekam na kolejne serie z tym bohaterem w roli głównej. Nawet na pojedyncze epizody, postać Roberta podniesie je do miana serii.

Niczego nie wykluczam.
Choć nawet jeśli przyjdzie mi chęć pisania kontynuacji (na co szczerze mówiąc mam pewne pomysły) to przyjdzie na nią trochę poczekać. Teraz czas na inne projekty:)

Tak czy inaczej następna, czyli 12 część zamknie obozową historię. 12 części stanie się jedną całością. Kontynuacja będzie możliwa, ale nie konieczna.

Pozdrawiam

Drogi Coyotman'ie…
Powiem prosto z mostu 😛 Cieszę się że los mnie doprowadził do Twoich opowiadań 🙂 Przygody Roberta to najlepsza rzecz jaka mnie mogła spotkać na Portalu DE. Jako że czasy nastoletnie jeszcze są mi bliskie ( choć niestety mam je już za sobą ), tak ta seria jest u mnie na czasie. Jako że jestem wielkim fanem czytania ogólnie tak domyślam się że z kilka razy jeszcze przeczytam sobie całą serię 🙂 Co do utworu… Jak zwykle dla mnie na wysokim poziomie ( co zresztą już mnie wcale nie dziwi 😀 ) Ostatnie zdanie zwróciło moją szczególną uwagę "Tam jednak nikt nie zwracał na nas uwagi. Obie dziewczyny były właśnie rżnięte przez rozanielonych chłopaków. W tym momencie wiedziałem już, że moja przygoda z Pauliną i Asią właśnie się zakończyła." Jeśli by przełożyć to na życie rzeczywiste to dla mnie było by to straszne doświadczenie… Tu z dziewczynami spędzić tak radosne i wzniosłe chwile by na koniec przy takiej scenie dojść do tak druzgoczącego wniosku. No ale niekiedy życie nas do tego naprowadza 🙂 Pozdrawiam Lechu z DE 🙂

To jakiś cholerny RollerCoaster. :O Od nieśmiałego romantyka (jakim ja sam… niestety (?) jestem) po orgię w jaccuzi z 5 nagimi nastolatkami. Aż moje życie robi się takie szare, bez smaku, radości… Dołujące trochę. Ale jednak, pięknie to piszesz. Duże brawa. Ile tego tekstu tu jest, mógłbyś wydać książkę. 🙂

W zasadzie wszystko, co chciałem napisać (a nawet więcej) ujął w swoich komentarza Megas. Trochę niezgrabny pamiętnik nastolatka wyewoluował w świetnie prowadzoną historię, w której Autor umiejętnie domyka wszystkie wątki. Po cichu nawet liczyłem, że bohaterowie zostaną przyłapanie na orgietce przez Maję, ale widocznie Robert spędzi z nią upojne chwile dopiero w ostatniej części. Podsumowując – ostanie parę epizodów to twórczość wysokiej próby i nie żałuję wieczora spędzonego z sagą.

Pozdrawiam, Frodli 🙂

Wchodzę sobie na blog po kilkunastu dniach przerwy (mam urlop i się wyleguje nad morzem – nie żebym się chwalił:P), patrze a tu legendarny Frodli wziął się za moją serię:) Miło czytać, że specjalista od kategorii nastolatków (i nie tylko oczywiście) nie krzywi się czytając.

Nie będę odpisywał na twój każdy komentarz, chciałbym jednak odnieść się do jednego z nich – odnośnie skoku jakości tekstów od pewnego momentu.
Pierwsze dwie, trzy części napisałem znacznie wcześniej niż jej kontynuacje – wiadomo człowiek nieco zmądrzał, nauczył się pewnych rzeczy no i przede wszystkim poukładał sobie w głowie fabułę. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o moim dobrym duchu (a własciwie duszce – choc nie wiem czy duchy są rodzaju żeńskiego), który czuwa nad jakością moich tekstów. Poza tym teraz gdy sam czytam ksiazki czy wasze opowiadania to sam zwracam uwagę na styl, formę itd.

Mówisz, że dobrze by bylo jakbym napisał początkowe epizody od nowa. Powiem ci szczerze, że nie chce mi się:D jeśli już wena przyjdzie wole ją przeznaczyć na moją kryminalną serię nad którą ostatnio staram się siedzieć.

Pozostaje mi czekać na twój komentarz pod finałem opowieści 🙂

Pozdrawiam

To znów kolejny fajny odcinek. Coyotman: masz prawo odczuwać dumę.
Gratuluję i zazdroszczę. Tobie gratuluję udanych tekstów a Robertowi kreowanych przez Ciebie sytuacji.
Chciałbym mieć takie powodzenie i tyle zdrowia 🙂
A tak na serio, to Tobie też zazdroszczę, że Ci się udało poskładać takie zgrabne teksty

Napisz komentarz