Opowieść helleńska: Kassander XII (Megas Alexandros)  4.34/5 (74)

47 min. czytania

Jean-Leon Gerome, „Fryne przed Areopagiem”

Dzień, w którym Dionizjusz miał przedstawić Zgromadzeniu Ludowemu projekt swej uchwały, zastał Kassandra w burdelu.

Obudził się pomiędzy dwoma młodymi, nagimi kobietami, które spały wtulone w jego tors i ramię. Nie pamiętał ani ich imion, ani też tego, skąd pochodziły. Był pewien, że obydwie te informacje usłyszał od zarządczyni nierządnic, która zeszłego wieczora zachwalała mu ich atuty. Nie zachował jednak tych zbędnych detali w pamięci. Liczyło się tylko to, że piersiasta blondynka (z plemienia Dorów?) wspaniale zaspokoiła go ustami, nie uroniwszy przy tym ani jednej kropli nasienia; że ciemnooka mulatka o kręconych włosach i pełnych wargach (południowy Egipt? Nubia?) rozkosznie jęczała, gdy wciskał swój członek w jej rozłożystą pupę; że obie wyglądały niezwykle podniecająco, gdy na jego życzenie kochały się ze sobą.

Ladacznice miały swoją rolę do spełnienia. Macedończyk potrzebował ich usług, lecz rzadko zadawał sobie trud, by zapamiętać imię którejś z nich. Wystarczyło, że płacił im srebrem albo prezentami. Podobnie było z ateńskimi mężami stanu, z tym, że oni – w przeciwieństwie do dziwek – dawali się czasem kupić pochlebstwem. Każda szanująca się porne wiedziała, że komplement wypowiedziany przez mężczyznę w chwili, gdy pali go pożądanie, nie jest wart choćby jednego rumieńca. Politycy przyjmowali miłe słowa tak, jak wygłodniały człowiek przyjmuje bochen chleba. Niejednego Kassander kupił słowami jeszcze nim w jego ręku pojawił się mieszek z sowitą łapówką.

Zeszłej nocy Macedończyk potrzebował kobiet. Dziś rano będzie potrzebował ateńskich demagogów. Dionizjusz nie przewidywał wprawdzie problemów, lecz Kassander wolał chuchać na zimne. Nakazał swoim oficerom przeprowadzenie pod samymi murami miasta wielkiej musztry. Miały w niej wziąć udział wszystkie formacje, które zgromadziły się pod jego dowództwem. Kilka tysięcy Macedończyków, Traków, Tesalów i najemnych wyspiarzy przemaszeruje pod nosami Ateńczyków, potrząsając mieczami, sarisami i rhompajami, wznosząc gromkie okrzyki i śpiewając bojowe hymny. Tak, pragnął zastraszyć obywateli pierwszej polis Hellady i sprawić, by zapragnęli dać mu okręty w obawie, że jeśli mu ich odmówią, coraz liczniejsza armia pozostanie długo na ich przedpolach.

Kassander powinien być obecny podczas musztry; wiedział jednak, że rozpocznie się ona dopiero za kilka godzin. Przez uchyloną zasłonę w oknie do sypialni wpadały pierwsze, szare promienie świtu. Wczoraj do późna zabawiał się z dziwkami, lecz mimo krótkiego snu nie czuł zmęczenia. Wręcz przeciwnie, rozpierała go energia i podniecenie. Czuł, że po okresie gnuśnej bezczynności, czekania, aż zgromadzi się wojsko, a politycy zechcą poprzeć uchwałę Dionizjusza, zaczyna się czas energicznego działania. Wkrótce zbierze owoce niezliczonych pijackich sympozjonów z członkami miejskiej elity, pochlebstw, które prawił różnej maści nędznikom, gładkich uśmiechów i klepnięć po ramieniu.

Ateny dadzą mu to, czego pragnie – podobnie jak większość niewiast, które spotkał w swoim życiu. Te, które mu się opierały, zmuszał do uległości siłą. Dziś jego siłą było niemal pięć tysięcy zawodowych żołnierzy, obozujących pod murami. Wątpił jednak, by musiał użyć tej żelaznej pięści. Kiedyś, gdy Hellenowie z południa byli jeszcze mężczyznami, aby złamać ich opór, Macedończycy gwałcili całe miasta. Taki los spotkał Teby, a później zbuntowane poleis Peloponezu.

Ateny – jak każdą kurwę – łatwiej było kupić.

Mulatka poruszyła się przez sen i wtuliła policzek mocniej w jego pierś. Jej ręka przesunęła się po jego brzuchu w dół. Kassander poczuł, że znów ma erekcję. Poprzedniej nocy wydawało mu się, że nierządnice wyssały z jego jąder ostatnią kroplę nasienia. Jednak kilka godzin odpoczynku starczyło, by znów poczuł w lędźwiach ogień.

Po krótkiej chwili zdecydował, że ma ochotę na mulatkę. Blondynka była śliczna, jej piersi były godne dłuta Praksytelesa, a na cześć delikatnego, złotego meszku na podbrzuszu mogłaby ułożyć kilka strof Safona. Kassander miał już jednak wiele kobiet o podobnym typie urody. Pamiętał nawet imiona niektórych z nich. Jego koryncka nałożnica Likajna o karminowych wargach, którymi chętnie otulała jego męskość. Hetera Aspazja, której loki miały barwę miodu, a sutki przekłute były drobnymi kolczykami. Wdowa po spartańskim królu Andromeda, którą zgwałcił kilka dni po tym, jak pozbawił życia jej męża. Należąca do Mnesarete młodziutka niewolnica Helena, której pani pozbyła się kilka dni po tym, jak Kassander pozbawił ją dziewictwa.

Z drugiej strony, mógł na palcach jednej ręki policzyć murzynki i mulatki, które miał okazję zerżnąć. Rżnięcie było w tym wypadku całkowicie adekwatnym słowem, gdyż te ciemnoskóre niewiasty w łożu były nadzwyczaj dzikie i namiętne. Ich szparki wilgotniały prędko i z chęcią nadziewały się na jego penisa. W chwili ekstazy córy Numidii potrafiły rozdrapać Macedończykowi plecy do krwi, ale zwykle był tak usatysfakcjonowany zbliżeniem, że nie czynił im z tego powodu wyrzutów. Odrobina bólu jedynie dodawała smaku rozkoszy, której z nimi doznawał.

Siląc się na delikatność, odsunął nieco od siebie blondynkę. Ta nie zbudziła się, tylko obróciła na drugi bok, ukazując mu swą kształtną pupę.

Kassander położył dłoń na ramieniu mulatki i potrząsnął nią lekko. Otworzyła swe duże, brązowe oczy i spojrzała na niego. Natychmiast dostrzegła płonące w nim pożądanie. Po chwili już przeciągała się rozkosznie, wypinając ku Macedończykowi swe obfite piersi, zwieńczone niemal czarnymi sutkami. Ten widok sprawił, że jego podniecenie jeszcze się wzmogło, a erekcja stała się niemal bolesna.

Obrócił się na bok, ku niej, objął ręką jej talię i przygarnął ją do siebie. Jego męskość ocierała się o jej podbrzusze, a jej piersi – o jego tors. Wciągał w nozdrza zapach jej perfum, potu, świeżego podniecenia. Otuliła mu jednym ramieniem szyję, wyszeptała coś w obcym, niezrozumiałym języku. Wargi miała pełne i mięsiste, kości policzkowe wydatne, a nos nie tak szeroki, jak u większości murzynek, które widział w życiu. Twarz okalała burza kręconych, kruczoczarnych włosów. Była piękna, choć nie w klasyczny sposób, do jakiego przywykł w Helladzie. Pociągała odmiennością i egzotyką.

Przez chwilę bawił się myślą, czy nie wykupić jej z domu rozpusty i nie zabrać ze sobą na Wschód. Ciemnoskóra niewolnica z pewnością rozgrzałaby go w chłodne noce, które przyjdzie mu spędzić na górskich przełęczach Azji Mniejszej. Była namiętna i nienasycona, a jej szparka momentalnie wilgotniała. Mulatka miała zręczne dłonie, zaś jej pocałunki smakowały żądzą, a nie obowiązkiem.

Wiedział jednak, że to nie spodobałoby się Mnesarete. Kto wie? Być może jego nałożnica z Argos postanowiłaby nawet wrócić do Koryntu – miasta, w którym ją poznał i uczynił swą kobietą. Wiedział, jak bardzo potrafi być zazdrosna. Przekonała się o tym nieszczęsna Helena, jej niewolnica, którą wziął sobie pewnej nocy do łoża. Dziś jasnowłosa młódka obsługiwała mężczyzn w którymś z ateńskich burdeli. Kassander nie próbował jej odnaleźć. Miał przed wyprawą do Azji dość zmartwień i obowiązków, by znosić jeszcze codzienne wyrzuty i awantury ze strony Mnesarete. Oczywiście, mógłby zacząć ją regularnie bić – wtedy awantury zapewne by się skończyły. Kassander jednak nie lubował się w maltretowaniu kobiet.

Tak więc myśl o mulatce w jego wojskowym namiocie, tysiące stadionów na wschód od Aten, musiała pozostać w sferze marzeń.

Dziewczyna była jednak tutaj, wciąż trzymał ją w ramionach. Nie zdoła posiąść jej na wyłączność, ale posiądzie ją tu i teraz. Tak, by obydwoje zapamiętali to na długo.

Wciąż obejmując ją w talii jedną ręką, drugą sięgnął między jej uda. Rozchyliła je ochoczo. Dotknął opuszkami palców gładko wydepilowanej szparki, przesunął nimi w dół po delikatnej skórze. Wsunął w nią od razu dwa palce – wskazujący i środkowy. Poczuł, jak bardzo jest mokra, więc wcisnął je głębiej. Dziewczyna jęknęła cicho, lecz bynajmniej nie z bólu.

Dziewczyna oblizała wargi i wyszeptała coś w swej obcej mowie. Kassander wiedział, że ciemnoskóra porne rozumie trochę po grecku, lecz w ciągu nocy ani razu nie przemówiła w tym języku. Inna sprawa, że nie oczekiwał od niej słów. Zamienił tylko kilka zdań z jej blondwłosą towarzyszką, nim zajął jej usta czymś znacznie bardziej pożytecznym. Teraz również nie przeszkadzało mu, że nie może pogawędzić z mulatką. Teraz dialogować miały ich ciała.

Poruszał w niej palcami, czując, jak zalewa je istny strumień miłosnych soków. Nie było sensu czekać dłużej. Jego lędźwie płonęły, a jądra mogły zaraz pęknąć od przepełniającego je nasienia. Kassander cofnął dłoń i podniósł się energicznie z łoża. Ladacznica również wstała, obróciła się i uklękła pochylona mocno do przodu, prezentując mu swą wypiętą pupę. Macedończyk zajął miejsce tuż za nią, chwycił biodra dziewczyny i zaczął ocierać swój członek o jej łono i pośladki. Przez moment nie mógł się zdecydować, czy pragnie ją wziąć genitalnie, czy też analnie. Obróciła głowę i posłała mu zniecierpliwione spojrzenie. Nie tylko go to nie rozgniewało, ale wręcz urzekło. Poznał w swym życiu wiele nierządnic. W większości oddawały się mężczyznom z cichą rezygnacją i czekały, aż ci skończą. Lepsze i droższe potrafiły świetnie udawać pożądanie, a nawet sprawić, by ich pochwy niemal na zawołanie stawały się dla klientów wilgotne, chętne i gościnne. Bardzo niewiele pornai uprawiało swą profesję z prawdziwą i niekłamaną ochotą. Mulatka najwyraźniej należała do tej ostatniej, nielicznej grupy.

Wreszcie podjął decyzję, przedkładając mokrą szparkę nad ciasnym, lecz suchym tylnym wejściem. Przysunął się mocniej do wyeksponowanej norki ladacznicy, a potem pchnął mocno i natarczywie. Dziewczyna odrzuciła głowę do tyłu i wydała z siebie głośny, nieskrępowany krzyk.

Kassander zauważył, że blondynka obudziła się, obróciła na plecy i patrzyła teraz na nich. Jej dłoń sunęła po brzuchu w dół, w stronę złocistego wzgórka łonowego. Druga masowała krągłą pierś o różowej brodawce.

Macedończyk wbił palce w biodra mulatki i brał ją silnymi, głębokimi sztychami. Spoglądał na przemian to na jej rozłożystą pupę, kołyszącą się w rytm jego ruchów, to znów na posągowy biust złotowłosej porne. Jego męskość raz po raz otulała gorąca i mokra ciasność, która sprawiała, że przez całe podbrzusze przechodził mu rozkoszny dreszcz. Ciemnoskóra ladacznica jęczała głośno za każdym razem, gdy ją wypełniał.

Rozluźnił palce jednej ręki, sięgnął nią do przodu i chwycił mocne, gęste włosy dziewczyny, którą raz po raz penetrował. Szarpnięciem przyciągnął ją ku sobie tak, że wygięła ciało w łuk i mocno odchyliła głowę do tyłu. Pochylił się i zaczął całować ją po ramieniu i szyi. Żądza wzięła go we władanie, porzucił zatem wszelkie pozory delikatności. Trzymając ją mocno za napięte włosy, nie pozwalał pochylić się do przodu. Wbijał się w nią pod nieco innym kątem, co dostarczało obojgu nowych doznań. Był natarczywy i całkiem obojętny na ewentualne słowa protestu, które zresztą nigdy nie zostały wypowiedziane. Nierządnica odpowiadała na jego pchnięcia swoimi ruchami bioder; jedną dłoń zaciskała na pościeli, drugą – na własnej piersi, miętosząc ją gwałtownie. Brutalność Macedończyka zdawała się nie budzić w niej lęku, a tylko coraz większe wyuzdanie.

Wysunął się z niej, nim zdążyła cokolwiek zrobić, chwycił ją za ramię i obrócił stanowczo na plecy. Opadła na pościel, dysząca i mokra. Pot perlił się na jej dekolcie, w zagłębieniu między piersiami, na brzuchu. Podbrzusze i uda miała wilgotne od własnych soków. Kleiły one również włosy okalające genitalia Kassandra. Mulatka rozchyliła lubieżnie nogi i wypowiedziała kilka słów. Choć ich nie pojął, wiedział, że stanowiły zaproszenie.

Macedończyk rzucił się na nią. Przycisnął ją do łóżka i wbił się w mokrą i ciasną szparkę. Jej piersi rozpłaszczyły się pod jego torsem, a usta rozchyliły na powitanie jego warg. Kassander cały czas czuł na sobie zamglone spojrzenie blondynki, która pieściła się tuż obok, wydając coraz głośniejsze jęki. Nie zwracał jednak na nią zbytniej uwagi. To ta, która leżała pod nim, budziła w nim największą żądzę.

Rozkosz była coraz większa, a mimo to zaskoczyło go dotarcie na jej szczyt. Gdy poczuł, że ogarnia go ekstaza, podniósł się na wyprostowanej ręce, drugą zaś wysunął swego penisa z pochwy mulatki. Strumień spermy chlusnął na jej piersi i brzuch. A potem następny… i jeszcze jeden. Białe nasienie kontrastowało z ciemną karnacją ladacznicy. Ta wciąż mruczała z przyjemności, dłońmi rozcierając sobie na całym biuście obfity owoc jego rozkoszy. Ostatnie krople zostawił na jej łonie, pocierając o nie żołędzią zaspokojonej już męskości.

Niemal w tym samym momencie doszła blondynka. Już od dłuższej chwili balansowała na granicy, a jej palce ostatkiem sił pocierały nabrzmiałą łechtaczkę. Być może to widok szczytującego Kassandra tak na nią zadziałał, a może odnalazła własną drogę ku obezwładniającej ekstazie. Jej ochrypły krzyk rozdarł ciszę, która nastąpiła po tym, jak Kassander osunął się na pościel.

Przez dłuższy czas leżeli nieruchomi, wyczerpani doznaniami. Wreszcie Macedończyk zszedł z łóżka i zaczął się ubierać. Ladacznice spoglądały na niego, wciąż rozleniwione. Mulatka rozcierała sobie teraz jego spermę po brzuchu, a dwa klejące się od nasienia palce wsunęła głęboko w pochwę. Kassander uśmiechnął się na ten widok. Czy był to jakiś rytuał w kraju, z którego pochodziła, oddanie czci bóstwom płodności? A może dawała mu w ten sposób znak, że następnym razem może spuścić się w niej? Teraz nie miało to już znaczenia. Moment fascynacji przeminął. Nawet jeśli odwiedzi jeszcze kiedyś ten burdel, wybierze sobie inne nierządnice.

W całych Atenach liczyła się dla niego tylko Mnesarete. A także Fryne. Zwłaszcza Fryne. Imion pozostałych mógł nie znać.

* * *

Zarządzona przez Kassandra musztra przebiegła nadspodziewanie sprawnie. Jazon i pozostali oficerowie wzięli ludzi w karby. Macedończyk obserwował swych żołnierzy z wysokich murów Aten, stojąc w tłumie obywateli polis. Wojsko opuściło obóz i ustawiło się w szyki na równinie. Musiał przyznać, że popisy jego zastępów robiły wrażenie. Falangici maszerowali równo, nie łamiąc ani na chwilę szeregu; raz po raz kierowali sarissy do pozycji bojowej, to znów unosili je pionowo w górę. Konnica galopowała ku rzece Skiros, wnosząc tumany pyłu. Tesalowie wykonali kilka skomplikowanych manewrów, dowodząc, że są najlepszymi jeźdźcami w Helladzie. Nawet ciężka piechota tracka, niezdyscyplinowana i niezdolna do sformowania szyków, zrobiła na Ateńczykach piorunujące wrażenie. Barbarzyńscy Tryballowie, Bizaltowie i Serdowie, maszerując pod murami, gromkimi uderzeniami mieczy o tarcze pozdrawiali swego wodza. Kassander odpowiedział im uniesieniem ręki. Stojący dookoła ludzie rozstąpili się z szacunkiem i lękiem, gdy tylko poznali macedońskiego wodza.

Gdy opadł kurz wzbity kopytami koni, przebrzmiały rozkazy dowódców, a żołnierze odłożyli sarissy, rhompaje i miecze, by odpocząć, posilić się i spłukać gardło winem, ateński lud zebrał się na Zgromadzenie. Przybyło na nie z najdalszych zakątków Attyki ponad trzydzieści tysięcy obywateli – pięć razy więcej niż wynosiło określone prawem kworum. Wielu z nich oglądało popis sprawności macedońskiego żołnierza. Wielu przypomniało sobie Cheroneę, pod którą wojsko króla Filipa i Aleksandra rozbiło w puch obywatelską armię Aten i Teb. Nad zgromadzonym na wzgórzu Pnyks tłumem unosił się gwar setek rozmów. Każdy mógł wyczuć podniecenie i niepokój, przepełniające serca przybyłych. Polityk tak wytrawny jak Dionizjusz z Faleronu potrafił niemal usłyszeć ich myśli. Wyczuć cierpką woń ich strachu. Kosztować smaku, jaki pozostawia na wargach nadzieja.

Zgodnie z porządkiem obrad, najpierw mieli przemawiać najstarsi obywatele miasta – ludzie mający pięćdziesiąt lat i więcej. Dionizjusz nie próbował zmieniać tradycyjnego porządku. Pozwolił starcom się wygadać. Większość z nich pomstowała na czasy, których mieli nieszczęście dożyć – rozluźnienie obyczajów, upadek młodzieży, kres militarnej potęgi polis. Tylko nieliczni odnosili się do widowiska, które można było rano oglądać z murów. Ich wystąpienia przyjmowano z mieszanymi uczuciami. Lepsi mówcy zdobywali sobie poklask, mniej zręcznych wygwizdywano. Falerończyk czekał cierpliwie, aż ostatni z nich zamilkł. Dopiero wtedy podniósł się ze skały, na której spoczywał, stanął przed Zgromadzeniem i przemówił.

* * *

– Nigdy jeszcze nie miałem tak wielu uważnych słuchaczy – śmiał się Dionizjusz. Wraz ze swym synem Demetriuszem gościł na wieczerzy u Kassandra. – Twoi ludzie musieli nieźle napędzić stracha moim czcigodnym współobywatelom. Gdy powiedziałem im, że mam sposób, by pozbyć się macedońskiej armii spod murów, natychmiast ucichły wszystkie rozmowy. Gdy przedstawiłem projekt uchwały, wzniosły się na moją cześć wiwaty. Uchwała przeszła niemal jednogłośnie. Mało kto odważył się sprzeciwić! Obawiam się, Kassandrze, że niepotrzebnie wydałeś mnóstwo złota na łapówki.

– To nie było moje złoto, tylko Harpalosa – odparł beztrosko Macedończyk. – A przedtem Persów. Jeśli pomogło zyskać królowi Aleksandrowi paru przyjaciół w Atenach, nie będę za nim płakał.

– Naturalnie, flota nie będzie gotowa jutro. Musimy uzupełnić załogi, wyremontować kilka statków, poczekać, aż eskadra wysłana do walki z piratami powróci z wyspy Samos. Spodziewam się, że wszystko to zajmie około dwóch tygodni.

– Nie spieszy mi się aż tak bardzo. Czekam jeszcze na przybycie ostatnich oddziałów. Wciąż trwają negocjacje co do kupna niektórych zapasów. A poza tym zamierzam obejrzeć proces Fryne.

– Obawiam się, że może być to smutne widowisko – Dionizjusz spoważniał. – Dowody przeciw heterze wydają się bardzo mocne. Aresztowano kilkoro niewolników, którzy na torturach zeznali, że Fryne dopuściła się bluźnierstwa. Potwierdziło to także dwóch obywateli. Będzie jej bardzo trudno uniknąć cykuty.

– Na szczęście ma dobrego obrońcę – wtrącił młody Demetriusz. – Sam Hiperejdes zgodził się przemawiać w jej imieniu!

– Hiperejdes? – Dionizjusz posłał synowi zdziwione spojrzenie. – A skąd ty o tym wiesz, chłopcze?

– Demetriusz był przy tym, jak negocjowałem z nim warunki – skłamał gładko Kassander. – Uznałem, że będzie to cenne doświadczenie dla młodego człowieka, który też może pewnego dnia zostać bezpodstawnie oskarżony. Zdarzało się to niemal każdemu z waszych wielkich mężów stanu, czyż nie? Arystydesowi, Temistoklesowi, Peryklesowi, że nie wspomnę o Alkibiadesie i strategach spod Arginuzów.

Dionizjusz skinął głową, lecz zaraz na powrót zwrócił się do swego syna:

– Uważaj na Hiperejdesa, Demetriuszu. Zgadzam się, że nie ma lepszego prawnika w Atenach niż ten złotousty krętacz. Pamiętaj jednak, że kiedyś próbował cię uwieść. Nie chciałbym, byś dał ku temu sposobność.

Młodzieniec zarumienił się. Kassander – w obawie, że zaraz wszystko się wyda – rzekł:

– Póki Demetriusz jest przy mnie, nic mu nie grozi. Dbam o to, by nie wpadł w złe towarzystwo.

– Cieszę się, przyjacielu – odparł Dionizjusz i uśmiechnął się pogodnie – a teraz wznieśmy toast za nasz wspólny sukces!

* * *

Nazajutrz przed południem Kassander spotkał się na ateńskiej agorze z Arystotelesem i Hiperejdesem. Razem udali się do więzienia, gdzie przetrzymywano Fryne. Strażnicy przed bramą nie chcieli ich wpuścić, lecz wymowa adwokata połączona z groźnymi spojrzeniami przybocznych Macedończyka (tego dnia zabrał ze sobą najpotężniejszych i najbardziej szpetnych Tryballów) otworzyła im drogę. Kassander zostawił swych ludzi przed wejściem do celi. Rozkazał im pilnować, by nikt nie podsłuchał rozmowy, która miała się wkrótce odbyć.

Fryne podniosła się z ławy, na której siedziała. Odziana była w tę samą suknię, w której ją aresztowano, lecz zdjęła z głowy welon zasłaniający jej twarz. Była brudna i wymizerowana, a na policzku wykwitł jej ciemny, nabiegły krwią siniec. Mimo to na widok Arystotelesa pochyliła pokornie głowę.

– Witam cię, nauczycielu – rzekła melodyjnym, cichym głosem.

– Witaj, moje drogie dziecko – filozof nie krył wzruszenia. Podszedł do swej uczennicy i wziął jej ręce we własne dłonie. – Boleję nad twym uwięzieniem. Wierzę jednak, że wkrótce zostaniesz uwolniona.

Dopiero teraz Fryne spostrzegła dwóch mężczyzn, którzy weszli do celi za filozofem.

– Hiperejdesie – głos hetery zdradzał zaskoczenie – nie spodziewałam się ciebie tu ujrzeć.

– Kilka dni temu też się tego nie spodziewałem. A jednak jestem tutaj. Gdybyś później chciała okazać komuś wdzięczność, to jego zasługa – Ateńczyk wskazał ruchem głowy na Kassandra. Dziewczyna spojrzała mu na moment w oczy. Miała regularne rysy, jakie znał z posągów bogiń, duże, błękitne oczy, patrzące z lękiem, ale i zaciekawieniem, uroczo wykrojone usta, na których teraz nie było ani śladu szminki. Twarz w kształcie serca okalały pukle jasnozłotych, lekko kręconych włosów. Nawet w panującym w celi półmroku, Macedończyk dostrzegł, że hetera jest bardzo piękna. Paskudny siniak na policzku nie był w stanie jej tego odebrać.

– Pamiętam cię, mój panie. Byłeś pod mym domem w dniu, w którym mnie aresztowano. Uderzyłeś jednego ze Scytów, gdy zastąpił ci drogę.

Kassander skinął głową.

– Tego, kto cię tak urządził, potraktuję znacznie gorzej.

– Chodzi ci o strażnika więziennego Pruzjasza, który uderzył mnie, gdy nie zechciałam mu się oddać? Czy o sykofanta Eutiasa, przez którego się tu znalazłam?

– O jednego i drugiego. A także o arystokratę Ajgistosa. To on stoi za Eutiasem i jego oskarżeniem.

– Ajgistos? – Fryne zbladła – Co za łotr!

– Słyszałem, że uchodzi raczej za moralistę…

– Lecz w istocie jest podłym kłamcą! Przychodził tutaj, składał wyrazy współczucia… Obiecywał mi pomóc! Chciał przemawiać w mej obronie na procesie.

Macedończyk zaczynał rozumieć.

– Słowa sprawiedliwego męża mogłyby ci przynieść uniewinnienie. Czego oczekiwał w zamian?

– Tego, że oddam się pod jego władzę! Naturalnie, w celu mej poprawy. Chciał, bym porzuciła życie hetery i wprowadziła się do jego domu – na prawach niewiele lepszych niż niewolnica!

– A on miałby wówczas wyłączny i nieskrępowany dostęp do najpiękniejszej kobiety w Atenach – dokończył Kassander.

– Jak również prawo do swobodnego rozporządzania zgromadzonym przez nią majątkiem – wtrącił Hiperejdes. – Jako twój opiekun funkcjonowałby w roli podobnej do męża lub ojca. Nie mogłabyś sprzeciwić się jego decyzjom majątkowym.

– Tak więc Ajgistosem kieruje lubieżność albo chciwość – rzekł Arystoteles, spoglądając z troską na Fryne – a najpewniej i jedno, i drugie. Pytanie, jak go powstrzymać.

– Nie obawiaj się, mój nauczycielu – Fryne posłała filozofowi blady uśmiech. – Na szczęście niczego mu nie obiecałam. Dał mi czas do namysłu i zasugerował, że w razie odmowy i tak przemówi na moim procesie… tyle że w zupełnie innym tonie.

– Skurwysyn – podsumował Kassander. W głowie zaczął mu kiełkować bardzo nieprzyjemny plan.

– Myślę, że uda mi się zneutralizować efekt, jaki Ajgistos wywiera na zwykłych ludzi – oznajmił Hiperejdes. – Jeśli więc znów się tu pojawi, nie wahaj się odrzucić jego propozycji.

– Nie zamierzałam jej przyjmować. Wolę umrzeć niż wpaść w ręce tego człowieka.

– Na razie nie mówmy o śmierci, lecz o obronie – rzekł znowu adwokat. – Będę musiał z tobą porozmawiać na osobności, Fryne. Długo i szczerze. Chcę, byś opowiedziała mi o faktach, które dały asumpt do tego oskarżenia. Przybędę tu jutro w południe – sam. Potem przedstawię mój plan wyciągnięcia cię z tego bagna.

– Pojutrze odwiedzę cię ja – oznajmił Arystoteles. – Do dnia procesu codziennie któryś z nas będzie do ciebie przychodził. Także dla twojej ochrony, by nie powtórzyło się to – wskazał na siniec na policzku hetery.

– Dziękuję wam wszystkim – widać było, że rezygnacja wywołana długotrwałym uwięzieniem powoli znika z pięknego oblicza Fryne. – Nie byłam świadoma, że w tej ciężkiej chwili mam tylu życzliwych mi ludzi…

* * *

– Wyżej tarcza, na Zeusa!

Kassander natarł na Demetriusza, bez trudu odepchnął jego miecz na bok, po czym sam zadał mocny, poziomy cios. Młodzieniec zasłonił się w ostatniej chwili i xiphos Macedończyka odbił się od tarczy. Ręka Ateńczyka zdrętwiała od siły tego uderzenia.

Ćwiczyli już od ponad godziny. Kassander prócz spartańskiego miecza miał wielką tarczę – argiwski hoplon o średnicy ponad trzech stóp, wykonany z drewna i obity brązową blachą. Rynsztunek hypaspisty, który Macedończyk traktował jak przedłużenie własnego ciała. Demetriusz z Faleronu, znacznie od niego słabszy i mniej wytrzymały, walczył lżejszą bronią – zamiast prostego, dwusiecznego xiphosa miał jednosieczną machairę o zagiętej klindze, zaś jego tarczą była tracka pelta, wykonana z wikliny i obita skórą. Gdyby uderzyć w nią zaostrzonym mieczem, rozpadłaby się na kawałki, a chłopak straciłby rękę. Walczyli jednak orężem treningowym, o stępionych ostrzach.

Ścierali się na wewnętrznym dziedzińcu willi Kassandra, pod szarym, zasnutym chmurami niebem. Choć dzień był chłodny, walka rozgrzała obydwu, zrzucili zatem tuniki i ścierali się dalej nago, gniotąc pożółkłą trawę bosymi stopami. Ich zmaganiom przyglądała się z umieszczonej pod zadaszeniem ławy Mnesarete, siedząca w towarzystwie swoich dwóch niewolnic – Melisy i Raisy.

W Atenach nie było przyjęte, by kobiety oglądały mężczyzn podczas ćwiczeń fechtunku. Treningi odbywały się zresztą w gimnazjonach, a nie w prywatnych domostwach. Tam, skąd pochodził Kassander, panowały jednak inne zwyczaje. Rzadko które z macedońskich miast posiadało przyzwoity gimnazjon, tak więc ćwiczenia odbywały się w każdym zdatnym do tego miejscu. A przyglądać się im mógł każdy, kto akurat przebywał w okolicy.

– Musisz wyżej unosić tarczę – powtórzył już spokojniej Kassander, gdy oderwali się od siebie. – Przeciwnik będzie chciał zadać ci cios w głowę lub szyję, a w najlepszym wypadku zranić w ramię. Jeśli mu się uda, już po tobie.

Demetriusz oddychał ciężko, a po jego szczupłej piersi spływały krople potu.

– Postaram się – wydyszał.

– Nie staraj się, tylko zrób to. Jeszcze raz!

Macedończyk znów natarł na młodego Ateńczyka. Hoplon ponownie odbił cios machairy, lecz tym razem pelta zatrzymała xiphos pewniej i szybciej. Przez twarz Demetriusza przeszedł grymas bólu, lecz nie opuścił tarczy. Pchnął nią do przodu, by odepchnąć wrogie ostrze.

– Brawo, Demetriuszu! – zawołała Mnesarete. Kassander posłał chłopcu uśmiech.

– Tak, zdecydowanie lepiej. Zróbmy przerwę i napijmy się dla ochłody.

Odłożyli miecze i zsunęli z przedramion rzemienne zapięcia tarcz. Raisa, iliryjska niewolnica Mnesarete, podeszła do nich z kubkami chłodnego wina. Przy okazji rzuciła kilka zaciekawionych spojrzeń na smukłe, lśniące od potu ciało Demetriusza. Mężczyźni pili mocno rozwodniony trunek, było bowiem wczesne popołudnie.

– Jeszcze będzie z ciebie wojownik, Demetriuszu – rzekł Kassander, ocierając usta wierzchem dłoni. – Nie brakuje ci zręczności ani refleksu, a jedynie siły i kondycji. Te zaś można rozwinąć poprzez intensywny trening.

– Obawiam się, że nigdy ci nie dorównam – odparł młodzieniec. – Zresztą, walczę teraz lekkim orężem. Ateński obywatel mojego stanu musi iść do bitwy w ciężkim rynsztunku hoplity.

– Wszystko we właściwym czasie. Najpierw naucz się walki jako lekkozbrojny. Umiejętności pozostaną, gdy weźmiesz do ręki cięższy miecz i tarczę.

Macedończyk zauważył, że Demetriusz nie patrzy na niego, lecz spogląda za odchodzącą z opróżnionymi kubkami Raisą.

Podszedł bliżej do młodzieńca i położył mu rękę na ramieniu.

– Widzę, że walka rozgrzała ci krew… Podoba ci się ta iliryjska służka? – spytał ciszej.

– Jest bardzo… hmm… pociągająca – odparł zmieszany Ateńczyk.

– Nie rumień się, Demetriuszu. Nie jesteś już niewinnym chłopcem. Sam zabrałem cię do burdelu, w którym straciłeś dziewictwo z tamtą perską ladacznicą. Mężczyzna, zwłaszcza twej pozycji, powinien brać sobie to, na co ma ochotę. Zapamiętaj to sobie, przyda ci się w życiu. Jeśli pragniesz tej Iliryjki, po prostu powiedz.

Demetriusz wahał się tylko przez chwilę.

– Tak. Chcę jej.

– Doskonale. Niewolnico! Podejdź tutaj.

Raisa powróciła do nich, napełniwszy ponownie naczynia.

– Na dziś już wystarczy treningów – rzekł Kassander, po czym zwrócił się bezpośrednio do Raisy: – Udasz się teraz z moim przyjacielem do łaźni i będziesz mu usługiwać w kąpieli. A potem będziesz posłuszna wszelkim jego rozkazom.

Policzki dziewczyny zapłonęły. Kassander rozdziewiczył ją ledwie kilka dni temu, a teraz miał ją oddać innemu. Skłoniła posłusznie głowę, po czym zbliżyła się do Demetriusza.

– Pozwól za mną, dostojny panie.

Chłopak posłał Macedończykowi pełne wdzięczności spojrzenie. Gdy szedł za Raisą w stronę znajdującej się na tyłach willi łaźni, jego erekcja stawała się już doskonale widoczna.

Mnesarete podniosła się z ławy i zbliżyła do Kassandra.

– Czy i ja mam ci usłużyć w kąpieli? – spytała z uśmiechem, przesuwając palcami po jego torsie. Poczuła pod opuszkami suchą skórę. Mimo ponad godziny treningu, jej kochanek prawie się nie spocił.

– Nic nie sprawiłoby mi większej przyjemności – odparł, sięgając po tunikę – ale niedługo przyjdzie Hiperejdes. Muszę z nim pomówić.

– Szkoda – odparła zawiedziona. – Wyznam ci, że rozpalił mnie widok dwóch nagich, ścierających się mężów. W dodatku zabrałeś moją słodką Raisę, bardzo przydatną w takich chwilach. Chyba będę musiała pobawić się z Melisą. A to takie niewinne dziewczę…

Kassander wyobraził sobie Mnesarete pieszczoną przez jej niewolnicę. Miał właśnie wciągnąć na ciało tunikę, lecz nie uczynił tego. Poczuł, że jego penis momentalnie stwardniał.

– Właściwie – rzekł, zwracając się ku dziewczynie – do wizyty Hiperejdesa zostało jeszcze trochę czasu.

– Więc jednak łaźnia? – spytała uradowana.

– Nie. Tutaj. Mam ochotę wziąć cię na trawie, pod gołym niebem. Rozbierz się, moja miła.

Mnesarete otworzyła szeroko oczy.

– Melisa niech zostanie – dodał. – Niewinnemu dziewczęciu przyda się lekcja poglądowa.

* * *

Kiedy skończył z Mnesarete, ubrał się i przyszedł do andronitisu. Czekał już tam na niego Hiperejdes.

– Sprawy nie wyglądają dobrze – zaczął.

– A zapowiadał się taki miły dzień – westchnął Kassander, który wciąż czuł w podbrzuszu przyjemne zaspokojenie.

Zajęli łoża po obydwu stronach niskiego stołu.

– Bluźnierstwo, o które jest oskarżana Fryne, naprawdę miało miejsce – rzekł adwokat. – Z tym, że w parodiowaniu obrzędów ku czci Demeter brało udział znacznie więcej osób.

– Czemu im nie postawiono zarzutów?

– To szanowani obywatele polis. Ludzie majętni i ustosunkowani. Fryne jest tu obca – pochodzi z Beocji, w Atenach mieszka od zaledwie kilku lat. A do tego jest kobietą parającą się haniebnym nierządem. Stanowi łatwy cel.

– Opowiedz mi o całym wydarzeniu.

– Stało się to podczas sympozjonu w domu niejakiego Hierona. To jeden z bogatszych Ateńczyków. Fryne wystąpiła u boku jego syna Nikiasza, który wydał ucztę dla swoich przyjaciół. Pito nierozwodnione wino, podziwiano heterę, obmacywano usługujące niewolnice. Niestety, prócz tych rozrywek, młodzieży zachciało się śpiewu. Każdy z uczestników uczty po kolei wykonywał pieśń, inni zaś poddawali ją ocenie. Wiele pieśni było wulgarnych lub przynajmniej pikantnych. Fryne najwyraźniej uznała, że jej to nie przystoi, zaśpiewała wiec hymn ku czci Demeter.

– Okoliczności zaiste niezbyt fortunne, ale gdzie tu obraza misteriów?

– Słyszałeś co nieco o naszej drogiej heterze. Wyobraź ją więc sobie siedzącą wśród biesiadników. Nie ma na sobie kuszącej, przezroczystej sukni, lecz prostą, skromną szatę – jedną z tych, w których zawsze pojawia się publicznie. Pech chciał, że bardzo podobne szaty noszą kapłanki… Idźmy dalej. W przeciwieństwie do pozostałych, Fryne nie piła wina, a jedynie chłodną wodę i kykeon. Kykeon to ulubiony napój mieszkańców Attyki, jednak ma on też swoje miejsce w obrzędach eleuzyjskich.

– Zaczynam rozumieć…

– To nie wszystko. Ponieważ Fryne zaśpiewała uroczo i melodyjnie, jej właśnie przypadło zwycięstwo. Nikiasz ozdobił jej skronie wieńcem, a goście wypili na jej cześć toasty. W tym momencie jeden z nich, imieniem Andriskos, zaproponował, by przenieść się do niego i ucztować dalej. Ma on willę z pięknym widokiem na Zatokę Salaminy. Inni podchwycili ten pomysł i ruszyli w drogę. Nieśli Fryne na ramionach na czele pochodu, w jej białej sukni, z wieńcem na włosach i kubkiem kykeonu w dłoni… W dodatku na całe gardła śpiewali hymn, który przyniósł jej triumf w zawodach. Słyszało ich pół miasta. Jestem przekonany, że sędziowie Areopagu bez trudu rozpoznają w tym pochodzie parodię procesji eleuzyjskiej.

– Czy Fryne śpiewała wtedy z nimi?

– To bez znaczenia, Kassandrze. Swym działaniem popchnęła ich do bluźnierstwa. A wedle praw naszego miasta namawianie do czynu zbrodniczego jest w zasadzie równe temu czynowi.

– Jak mogła być tak nierozsądna…

– Jest kobietą – Hiperejdes pozwolił sobie na pozbawiony wesołości uśmiech. – Brak rozsądku jest cechą przynależną jej płci. Myślę jednak, że sytuacja wymknęła się jej spod kontroli. Nie mogła też przewidzieć katastrofalnych konsekwencji. W innych okolicznościach skończyłoby się zapewne na grzywnie za organizowanie głośnych fet w środku nocy…

– …ale znalazł się człowiek, który postanowił donieść o tym archontowi – dokończył Kassander.

– Niestety. Autorytet sprawiedliwego Ajgistosa podziałał i władze zajęły się sprawą wyjątkowo energicznie. Niewolnice z domu Hierona zostały aresztowane i poddane torturom. Ludzi, którzy brali udział w tej niefortunnej procesji, zastraszono. Wszyscy zgodzili się obciążyć Fryne winą – po to, by samemu nie stanąć przed Areopagiem.

– Wygląda na to, że wszystko sprzysięgło się przeciwko niej.

– Nieprawda – odparł Hiperejdes – ma przecież mnie.

– Jesteś pewny siebie. Mam nadzieję, że dopisuje ci forma.

– Nigdy nie była lepsza. Ostatnio czuję się, jakbym młodniał, Kassandrze! To zasługa Demetriusza. A propos, gdzie podziewa się mój piękny efeb?

* * *

Proces Fryne zgromadził na wzgórzu Areopagu nieprzebrane tłumy. Wszyscy chcieli zobaczyć proces najsłynniejszej hetery Aten, niewiasty, o której marzył każdy mężczyzna, lecz którą nieliczni tylko mogli ujrzeć bez welonu zasłaniającego twarz.

Scytowie musieli rozpychać ludzką ciżbę, by starcy z Rady Pięciuset mogli dostać się na wzniesienie. W ruch poszły krótkie, tępo zakończone pałki, którymi strażnicy miejscy przepędzali bardziej upartych lub mniej ruchliwych obywateli. Pogoda sprzyjała zgromadzeniu – żadna z widocznych na niebie chmur nie groziła ulewnym deszczem, a słońce rozgrzewało kamienne podłoże, choć przecież była już późna jesień.

Kassander stał w tłumie nieopodal miejsca, gdzie miała stać oskarżona. Hiperejdes ostrzegł go, by przyszedł wcześnie, inaczej będzie musiał przyglądać się rozprawie z odległości kilku stadionów. Idąc również za radą ateńskiego adwokata, Macedończyk włożył na siebie proste odzienie pozbawione oznak rangi i pochodzenia: biały chiton i płową chlamidę. Procesom przed Areopagiem przyglądać się mogli tylko obywatele polis. Z tego powodu nie mógł być obecny pochodzący ze Stagiry Arystoteles – w mieście zbyt wielu ludzi znało jego twarz i mogło go rozpoznać. Kassander chciał pozostać incognito – w tym celu nie mógł się odróżniać od pospolitych Ateńczyków. Dlatego też nie zabrał ze sobą eskorty, a zamiast miecza przy pasie miał jedynie ukryty w fałdach szaty prosty sztylet.

Gdy odziani w szkarłat starcy z Rady Pięciuset (zwanej też Areopagiem – od nazwy wzgórza, na którym obradowali) z czołami obwiązanymi białymi wstążkami zajęli już swe miejsca, czterech Scytów przyprowadziło Fryne. Ci również musieli odpychać wyciągające się ku niej ze wszystkich stron pożądliwe ręce, zadawać ciosy pałkami, krzykiem zmuszać obywateli do cofnięcia się o kilka kroków. Hetera odziana była w nową, błękitną, haftowaną złotą nicią szatę, zakrywającą ją od stóp do głów. Jasnobłękitny welon chronił ją przed łapczywymi spojrzeniami, tak jak Scytowie bronili jej przed brutalnym dotykiem. Fryne została zaprowadzona na wzniesienie, tuż poniżej miejsca, gdzie zasiedli czcigodni starcy. Była stąd doskonale widoczna dla tłumów, które zebrały się, by ujrzeć jej triumf lub upadek.

Scytowie wycofali się, a obok Fryne stanął Hiperejdes. Miał na sobie wykwintny śnieżnobiały chiton i granatową chlamidę dla ochrony przed chłodnym wiatrem. Jego włosy były świeżo utrefione, a w spojrzeniu widać było błysk pewności siebie. Dostrzegł wśród ludzi stojących poniżej Kassandra i pozdrowił go lekkim skinieniem głowy.

Naprzeciw Fryne i Hiperejdesa miał stanąć oskarżyciel – sykofant Eutias. Pomimo trzykrotnego wezwania przez archonta, nie stawił się. Kassander wiedział, jaka jest tego przyczyna. Jazon, który przed kilkoma dniami pochwycił Eutiasa, wciąż trzymał go w piwnicy pod jednym z portowych magazynów.

– Oskarżyciel nie stawia się – zawołał archont, a obecni w tłumie heroldowie przekazali dalej jego słowa. – Zwykle w takich przypadkach oskarżenie uznaje się za niebyłe, zaś oskarżonego uwalnia się od winy. Dziś jednak przyjdzie nam sądzić sprawę o bluźnierstwo i bezbożność. Jest to najcięższa zbrodnia, którą ściga same państwo! W imieniu naszej wspaniałej polis, słońca Hellady, oskarżam zatem obecną tutaj Fryne z beockich Tespiów o bluźnierstwo i bezbożność. Oskarżam ją o parodiowanie świętych obrzędów ku czci Demeter! Oskarżam ją o sprowadzenie na Ateny groźby srogiej zemsty bogini! Za te przestępstwa grozi tylko jedna kara – śmierć przez wypicie cykuty. Obrońcą Fryne z Tespiów jest Hiperejdes, obywatel Aten. Zaczynajmy!

W tym momencie sługa podał archontowi glinianą tablicę. Ten rzucił na nią okiem i podał jednemu z heroldów, który zaczął czytać donośnym głosem:

– Niech wystąpią świadkowie!

Z tłumu wyszli uczestnicy feralnego sympozjonu w domu Hierona: Nikiasz, Andriskos i kilku innych. Archont wzywał ich po kolei do złożenia zeznań. Wszyscy opowiadali mniej więcej to samo – mówili o przyjęciu, konkursie śpiewu, hymnie ku czci Demeter, piciu kykeonu, hucznej wędrówce przez pogrążone we śnie miasto. Żaden z nich podczas przemowy nie spojrzał nawet na Fryne. Tłum słuchał i szemrał tysiącem przyciszonych rozmów. Ktoś nieopodal Kassandra syknął: „Bezbożność”! Ktoś inny kazał tamtemu stulić pysk.

Gdy ostatni ze świadków zamknął usta, przystąpiono do odczytywania zeznań niewolnic z domu Hierona. Większość z nich nie była w stanie stawić się przed Areopagiem z uwagi na tortury, jakim poddano je w czasie przesłuchania. Zresztą, jako kobiety i tak nie miałyby prawa przemawiać przed zgromadzeniem mężczyzn i obywateli. Odczytane przez herolda wypowiedzi w pełni potwierdzały słowa świadków.

– Nim przemówi obrońca – oznajmił archont – pewien obywatel chciałby zabrać głos po stronie oskarżenia. Jest to powszechnie szanowany mąż, którego cnotliwe życie zawstydza często każdego spośród nas, stanowi bowiem niedościgniony wzór słusznego postępowania. Wysłuchajmy prawego Ajgistosa!

Przy akompaniamencie okrzyków wznoszonych na jego cześć, Ajgistos wspiął się na wzgórze Areopagu i stanął na miejscu przeznaczonym dla oskarżyciela. Kassander oglądał go teraz po raz pierwszy. Mężczyzna był wysoki i chudy, miał gładko wygoloną twarz i czarne włosy przyprószone siwizną. Miał na sobie purpurowy płaszcz przypominający spartański. Największe jednak wrażenie robiły jego oczy – jasne i zimne, zdawały się osądzać każdego, na kim spoczęło ich spojrzenie.

– Zacni sędziowie Areopagu! Dobrzy obywatele Aten! – zaczął niskim, lekko ochrypłym głosem. – Bogobojni Hellenowie! Słyszeliście wszyscy, jakich bezeceństw i zbrodni dopuściła się obecna tutaj Fryne. Mogliście się dobrze zapoznać z zepsuciem, jakie trawi jej duszę. Ci z was, którzy kroczą słusznymi ścieżkami, są już przekonani o winie tej obmierzłej hetery. Kobiety nie lepszej od zwykłej, portowej dziwki! Jedna i druga czyni bowiem ze swych intymnych części szalet publiczny, z którego skorzystać może każdy, kto zapłaci! Jestem jednak pewien, że niejeden spośród was wciąż przychyla się do podarowania jej grzechów. Wszak w naszym mieście wielu jest miłośników wdzięków kobiet takich jak ta! Jakże różnią się pod tym względem rozwiązłe Ateny od surowej i mądrej Sparty, która już za Likurga wygnała pornai z miasta!

Rozległy się oklaski, ale też i gwizdy. Kassander pojął, że choć świętoszkowi udało się zdobyć serca części słuchaczy, wielu sprzeciwia się jego słowom. W tym momencie liczyli się jednak tylko sędziowie Areopagu. Życie Fryne zależało od tego, ilu spośród nich zdoła przekonać Ajgistos, a ilu Hiperejdes.

– Do was więc mówię, nadmiernie łaskawi i wyrozumiali mężowie! – kontynuował moralista, zwracając się tyleż do sędziów, co do zgromadzonych gapiów. – Chcę was przekonać, byście wykazali surowość! Niech nie zwiedzie was litość dla tej hetery, powstrzymajcie pokusę pobłażliwości! Wystarczy bowiem zajrzeć w oczy tej niewiasty, by ujrzeć w nich brud i obrzydliwość tego świata. Ta kobieta to kupa łajna obleczona piękną skórą! Nie dajcie się zwieść uroczej powłoce, skrywającej obmierzłą zawartość!

– Tak, lepiej posłuchajmy brzydala skrywającego piękne serce – zakpił ktoś nieopodal Kassandra. – Może Fryne to łajno w ludzkiej skórze, ale od tego Prawego Ajgistosa zalatuje łajnem jego posiadłości w Acharnie.

Posiadłość w Acharnie, pomyślał Kassander. Warto o tym pamiętać…

Ajgistos mówił dalej, obrzucając Fryne kolejnymi wyzwiskami. Hetera stała niewzruszona, skryta za szatą i welonem, spod którego nie można było dostrzec żadnej emocji na jej twarzy. Obecny u jej boku Hiperejdes spoglądał beznamiętnie na swego adwersarza. Jego przemowa zdawała się nie robić na adwokacie żadnego wrażenia. Co jakiś czas rzucał okiem na sędziów, jakby chciał sprawdzić, czy słowa moralisty mają na nich jakiś wpływ. Niektórzy starcy kiwali głowami, przytakując mówcy. Większość z nich jednak zastygła w bezruchu, dając tym dowód dużego opanowania.

– Dlatego proszę was, zacni sędziowie, najmądrzejsi spośród obywateli Aten – zakończył Ajgistos – byście skazali heterę na śmierć. Niech cykuta, którą przyjdzie jej wypić, obmyje nasze miasto ze szlamu bluźnierstwa i oczyści je z trądu bezbożności. Niech bogowie oburzeni jej czynami odzyskają spokój. A nasza młodzież niech otrzyma pouczającą lekcję, jak należy postępować z takimi jak ona!

Podniosła się wrzawa. Niektórzy ze zgromadzonych klaskali i pozdrawiali schodzącego ze wzgórza Ajgistosa. Inni, wymachując uniesionymi pięściami, złorzeczyli zarówno jemu, jak i świadkom. Wiele czasu minęło, nim archont zdołał uspokoić tłumy.

– Wysłuchaliśmy mowy zacnego Ajgistosa – zawołał. – Pokrzepieni jego słowami, przychylmy też ucho racjom drugiej strony! Niech przemówi Hiperejdes, obrońca hetery!

Adwokat postąpił krok do przodu, ustawiając się tak, by zarówno sędziowie, jak i lud widzieli jego i Fryne.

– Najzacniejsi z mężów, sędziowie Areopagu – zaczął – a także wy, obywatele Aten! Wysłuchaliśmy mowy prawego Ajgistosa. Wszyscy znamy jego poglądy i zapatrywania. Wiemy, że chciałby przekształcić naszą polis w lustrzane odbicie Sparty. Wygnać z miasta wszelkie pornai i hetery, a nas wszystkich skoszarować i zmusić do nieustającej musztry! Oddać naszą sztukę, filozofię i kulturę w zamian za żelazną dyscyplinę i czarną polewkę!

Rozległy się śmiechy. Najwyraźniej wielu przypadło do gustu lżejsze w formie przemówienie Hiperejdesa. Ten zaś mówił dalej:

– Gdybyśmy go posłuchali, zwykł mawiać Ajgistos, nigdy nie przegralibyśmy z Macedonią! Zarzekał się, że bylibyśmy niepokonani jak synowie Lacedemonu! A teraz spójrzcie, moi dobrzy Ateńczycy, gdzie przywiodła Spartan surowość ich obyczajów, nieustanna musztra i moc zakazów krępujących ich życie. Pod Megalopolis! Gdzie utracili zresztą pięciokroć więcej żołnierzy niźli my pod Cheroneą. Klęska poniesiona z rąk Macedończyków zrównała Spartan z nami. Z tym, że nam pozostała sztuka, filozofia i kultura – im zaś tylko czarna polewka. Oto jest wartość słów Ajgistosa, tyle należy dawać im wiary!

Hiperejdes zrobił dramatyczną przerwę, którą wypełniły oklaski i wiwaty. Kassander zauważył, że niektórzy ze starców Areopagu również się uśmiechnęli. Z kolei Ajgistos poczerwieniał z wściekłości i zacisnął dłonie w pięści.

– Znacie mnie dobrze, obywatele Aten – adwokat podjął, gdy ucichła owacja. – Wiecie, że nie jestem w jednej trzeciej tak cnotliwy jak Ajgistos. Przyznaję – nie bez pewnego wstydu – iż spędziwszy w Atenach całe życie, nauczyłem się z niego korzystać. Wszak żywot obywatela tego miasta pełen jest rozkoszy, których dostarczają kobiety i urodziwi chłopcy. Wystarczy tylko po nie sięgnąć! Mamy przecież najwspanialsze hetery, zaś nasze gimnazjony wypełnia tłum nagich efebów.

Wielu z obecnych – zarówno spośród sędziów, jak i gapiów, kiwało głowami, przychylając się do słów Hiperejdesa. Kassander nie rozumiał, dokąd zmierza jego wywód, czuł jednak, że adwokat dobrze wie, co robi. Uwodził swą publiczność, powoli zacierając wrażenie, jakie wywarł swą moralną bezkompromisowością Ajgistos.

– Taka jest naturalna kolej rzeczy, moi bracia Ateńczycy – Hiperejdes posłał swym słuchaczom promienny uśmiech. – Od wieków istnieje porządek, który umożliwia nam prowadzenie życia pełnego treści, a zarazem przyjemności. Posiadamy żony, by zapewnić sobie potomstwo. Obok nich bierzemy sobie konkubiny, by zaspokajały nasze codzienne pożądanie. Jeśli znudzą nas uroki tych zawsze dostępnych kobiet, mamy do dyspozycji prostytutki. Lecz kiedy chcemy spędzić wyjątkowy i niezapomniany wieczór, odwiedzamy hetery.

Znów odezwały się głosy poparcia. Hiperejdes odczekał, aż umilkną, nim podjął przemowę.

– Ajgistos nazywa obecną tu heterę łajnem. Przyrównuje ją do szaletu publicznego. Ja jednak myślę, że to bardzo pożyteczna osóbka. Jak z pewnością wiecie, przez pewien czas byłem kochankiem i opiekunem Fryne. Gdy jej pieszczoty już mi spowszedniały, wziąłem sobie kilka innych utrzymanek, ona zaś znalazła innych adoratorów. Pamiętam jednak doskonale, ile rozkoszy potrafi dać mężczyźnie owa urocza Tespijka. Tak, moi dobrzy obywatele. Hetery spełniają w naszej społeczności bardzo ważną rolę. Nie pozwólmy moralistom, by nam je odebrali! Nie pozwólmy, by zamknęli nas w labiryncie ograniczeń, w którym żyją Spartanie!

Po tym długim wstępie, który przyniósł mu gromkie owacje, Hiperejdes przeszedł do zbijania argumentów oskarżenia. Wskazał na fakt, że każdą z poszlak, które zdają się sugerować bezbożność, można wytłumaczyć w bardziej korzystny dla oskarżonej sposób. Hymn ku czci Demeter, który zaśpiewała Fryne podczas sympozjonu, był najbardziej przyzwoitą pieśnią, jaką wówczas wykonano. Kykeon jest trunkiem powszechnie pitym na ucztach, gdyż spożywany między pucharami wina pozwala dłużej zachować trzeźwość. Przejście z domu Hierona do willi Andriskosa również nie było niczym dziwnym – często przecież zdarza się, że biesiadnicy przenoszą się z miejsca na miejsce, by przewietrzyć się w nocnym chłodzie i rozprostować nogi przed dalszym pijaństwem.

Potem adwokat sam przeszedł do oskarżeń. Przypomniał, że konkurs śpiewu był pomysłem gospodarza – młodego Nikiasza. Propozycję przejścia przez miasto wysunął z kolei Andriskos. Bez tych inicjatyw zbezczeszczenie rytuałów ku czci Demeter nie byłoby możliwe. Obaj śpiewali też hymn ku chwale bogini, niosąc Fryne przez Ateny. Skoro zatem postępowanie młodzieńców było warunkiem, bez którego zbrodnia nie mogła być dokonana, powinni zostać oskarżeni razem z Fryne!

– Przecież kpiny ateńskich obywateli łatwiej ściągną na nasze miasto zemstę bogów niźli bluźnierstwa tespijskiej przyjezdnej – mówił Hiperejdes, wskazując oskarżycielsko palcem na obydwu mężczyzn. – Jeśli Areopag zechce skazać Fryne, nie może darować też winy tym dwóm! Sprawiedliwości musi stać się zadość, jeśli Demeter ma przebaczyć attyckiej ziemi!

Nikiasz i Andriskos momentalnie pobledli. Spoglądając na nich z nieukrywaną pogardą, Kassander zastanawiał się, czy żałują teraz, że tak łatwo obciążyli Fryne. Sądzili pewnie, że poświęcając heterę, wyjdą z całej awantury bez szwanku. Teraz nie było to już takie pewne. Tymczasem mowa Hiperejdesa zmierzała do końca.

– Przedstawiłem wam już dwa argumenty, dla których nie powinniście skazywać obecnej tu hetery Fryne. Argument pierwszy jest taki: nie da się w istocie stwierdzić, czy do bluźnierstwa w ogóle doszło. Każdy z rzekomych dowodów okazuje się bowiem poszlaką, którą można interpretować na różne sposoby. Argument drugi jest następujący: gdybyście jednak zapragnęli skazać Fryne, sprawiedliwość nakazuje, by cykutę wypili też obecni tutaj Nikiasz i Andriskos.

Kassander szybko pojął pokrętną logikę wywodu Hiperejdesa. W Radzie Pięciuset zasiadał stryj Nikiasza, a także dziadek Andriskosa. Adwokat postawił ich przed dramatycznym wyborem – albo okażą łaskę albo będą musieli skazać na śmierć własnych krewnych. Inni sędziowie zostali z kolei przekonani, że do bluźnierstwa w ogóle nie doszło lub też – że nie da się go udowodnić. Wciąż jednak część starców spoglądała na oskarżoną nieporuszona.

– Pozostaje mi więc ostatni argument – rzekł uroczyście Hiperejdes. – Moi bracia Ateńczycy, osądzając obecną tutaj Fryne za obrazę czci Demeter, baczcie, byście sami nie urazili innej, nie mniej potężnej bogini!

– Cóż powiadasz, obrońco? – zawołał zdumiony archont.

Hiperejdes postąpił krok w stronę Fryne.

– Dobrzy obywatele! Na początku tej przemowy rzekłem wam to, o czym sami doskonale wiecie. Nie ulega wątpliwości, że Ateny są miastem najpiękniejszych heter w całej Helladzie. Ich uroda, wdzięk, talent i wytrwałość w miłosnych igraszkach są świętym darem Afrodyty dla naszej polis. Podobnie jak i nasza niezwykła potencja, która pozwala nam do woli czerpać z tego pucharu ambrozji, ofiarowanego przez Zrodzoną z Piany!

Znów podniosły się wiwaty i oklaski. Sędziowie uśmiechali się szeroko i kiwali głowami. Kassander poczuł się jak na polu bitwy, w ferworze najgorętszej walki, na chwilę przed tym, jak szyki nieprzyjaciół pękną, a wróg rzuci się do ucieczki.

Hiperejdes zrobił następny krok. Teraz stał już przy samej Fryne, znacznie bliżej niż nakazywały obyczaje.

– Skazać heterę na śmierć to jak splunąć w twarz samej Afrodycie! – zawołał w uniesieniu. – A cóż dopiero tę heterę, najpiękniejszą ze wszystkich! Spójrzcie, byście uwierzyli!!!

Hiperejdes chwycił ręką welon Fryne i szarpnął zań mocno. Błękitna tkanina pękła i oczom sędziów, a także setek zgromadzonych, ukazała się twarz hetery. Kassander zauważył, że szpetny siniec zniknął już z jej policzka lub też został ukryty zmyślnym makijażem.

Przez całe wzgórze Areopagu przebiegł jęk zdumienia.

– Skandal! – wrzeszczał Ajgistos, lecz nikt go nie słuchał. Tym bardziej, że Hiperejdes nie poprzestał na welonie. Chwycił za zapięcia szaty Fryne i je również zerwał. Materiał puścił momentalnie, jakby suknię uszyto specjalnie w tym celu, by łatwo było ją zedrzeć z ciała. Podnieconym widzom ukazały się nagie ramiona hetery, potem jej obfite, krągłe piersi, płaski brzuch, pięknie zarysowane biodra…

Gdy błękitny jedwab spływał po posągowej figurze Fryne, ukazując jej niczym nieosłoniętą nagość, Hiperejdes wciąż przemawiał, a jego głos wznosił się ponad wrzawą.

– Przyjrzyjcie się dobrze, Ateńczycy! Czy godzi się zabić takie piękno? Czy chcecie wymierzyć policzek Zrodzonej z Piany? Czy pragniecie, by ukarała was męską niemocą, a wasze żony bezpłodnością? Zapewniam was, obywatele, nie omieszka tego uczynić, jeśli zgładzicie najjaśniejszą gwiazdę Aten!!!

Sędziowie zrywali się ze swych miejsc. Niektórzy zasłaniali sobie oczy, lecz znacznie liczniejsi patrzyli łapczywie i zachłannie. Suknia leżała już na skale Areopagu, a Fryne była całkiem naga. Kassander mógł z bliska podziwiać jej doskonale gładkie łono, jędrne uda, smukłe łydki… Choć rękoma wstydliwie osłoniła twarz, zupełnie zapomniała o swych piersiach i szparce, wystawionych teraz na publiczny widok. Tę, która zawsze dbała o skromność odzienia i nigdy nie rozebrała się w publicznej łaźni, dziś mógł podziwiać każdy.

Hetera drżała lekko z chłodu, wciąż nie zadając sobie trudu, by zasłonić któreś z intymnych miejsc. Kassander domyślił się, że kończący przemowę Hiperejdesa pokaz bynajmniej nie był spontanicznym wybrykiem adwokata – musiał być w najdrobniejszych szczegółach zaplanowany i uzgodniony z oskarżoną. Efekt był piorunujący. Obywatele zaczęli skandować, głośno domagając się od Rady Pięciuset uniewinnienia Fryne. Na nic zdały się złorzeczenia Ajgistosa, który próbował przecisnąć się przez ciżbę, by znaleźć się jak najbliżej hetery. W końcu zatrzymał go i uciszył ciosem pięści jakiś szeroki w barach osiłek. Moralista zalał się krwią z rozbitych ust.

Hiperejdes uniósł strzępy sukni i okrył nimi troskliwie ramiona Fryne. Dołożył jednak starań, by nie zakryć żadnej naprawdę interesującej części jej ciała. Tespijka stała obok niego z pochyloną głową, gdy starcy z Areopagu głosowali. Ostatecznie ponad trzy czwarte spośród Pięciuset opowiedziało się za uniewinnieniem. Gdy ogłoszono werdykt, z tysiąca gardeł wyrwał się pełen entuzjazmu okrzyk. Kassander przedarł się przez tłum i dotarł do hetery i adwokata. Ściągnął swą chlamidę przez głowę, po czym otulił nią Fryne, tak by nie tylko ją ogrzać, ale też zasłonić jej piersi i łono. We troje ruszyli przez ludzkie morze, przeciskając się w stronę agory.

* * *

Wieczorem tego samego dnia oswobodzona już Fryne wydała kameralne przyjęcie w swojej willi. Zaproszeni zostali: Arystoteles, Hiperejdes i Kassander. Macedończyk zapowiedział, że sprowadzi ze sobą Demetriusza z Faleronu. Poprosił go o to zarówno Demetriusz, który chciał na własne oczy ujrzeć słynną Fryne, jak i Hiperejdes, który pragnął mieć efeba blisko siebie.

Choć dom hetery był piękny i kunsztownie urządzony, nie miała ona licznej służby. Składały się na nią dwie młode niewolnice, leciwa wolna kobieta będąca kucharką, dwóch eunuchów i sędziwy zarządca pochodzący z Jonii. W czasach przed aresztowaniem Fryne, gdy w willi odbywały się jeszcze wystawne przyjęcia, w rolę będących na każde zawołanie sług wcielali się chłopcy i dziewczęta wynajęci z Cynobrowego Domu – najlepszego z ateńskich burdeli. Dziś jednak nie było czasu na ich zatrudnienie. Hetera wróciła do swej posiadłości ledwie przed kilkoma godzinami. Przywitała się z uradowanymi jej ocaleniem służącymi, po czym zagoniła ich do pracy. Kucharkę i eunuchów wysłała na targ, by przed zamknięciem sklepów zdołali jeszcze kupić trochę wiktuałów, niewolnicom zaś kazała sprzątnąć domostwo, przygotować salę sympozjonu, a także wyszykować trzy sypialnie. Obyczaj nakazywał, by po uczcie każdy z gości mógł wrócić do siebie lub też udać się na spoczynek pod dachem gospodarza.

Własną alkowę kazała przygotować tak, jak czyniła to, gdy miała przyjmować w niej mężczyznę. Świeża pościel przysypana płatkami kwiatów, półprzezroczyste jedwabie dzielące komnatę na mniejsze części, wonne świece, przy wielkim łożu z baldachimem kilka lamp oliwnych i dwa kunsztownie wykonane, ceramiczne puchary. Fryne domyślała się, że człowiek, który zorganizował jej obronę, który namówił Hiperejdesa, by ten przemówił w jej imieniu, który przeniknął intrygi i poznał prawdziwe imię sprawcy jej nieszczęścia – zapragnie dziś skosztować słodkiego nektaru jej wdzięczności. Nie miała nic przeciwko temu. Ów Macedończyk, mówiący nienagannym attyckim dialektem, a przecież pełen jakiejś podskórnej dzikości i nieokrzesania, intrygował ją i podniecał. Był bardziej męski od większości znanych jej mężów – wliczając w to polityków i żołnierzy takich jak Dionizjusz z Faleronu, Fokion czy Demostenes. A nawet jej dawny kochanek, a dzisiejszy zbawca – Hiperejdes.

Gdy kucharka i eunuchowie powrócili już z miasta, zaczęli przygotowywać strawę. Wyglądało na to, że kulinarna część sympozjonu będzie niezbyt wyszukana – nie było ani czasu, ani dość wykwintnych składników, by przygotować coś naprawdę wyjątkowego. Fryne była jednak pewna, że goście jej to wybaczą, pamiętając o szczególnych okolicznościach. Wynagrodzi im to, podając najprzedniejsze, cypryjskie wina. Jednego z eunuchów posłała do nieodległego domu rozpusty po egipską fletnistkę, która potrafiła przynieść rozkosz zarówno swoją grą, jak i swym ciałem. Następnie udała się do swoich komnat, żeby wybrać suknię i przygotować się na wieczór.

* * *

Postępując w ślad za Jazonem, Kassander zszedł do piwnicy magazynu. W jego nozdrza uderzył duszący smród. Zhellenizowany Trak przycisnął do twarzy nasączony wonnościami skrawek tkaniny. Drugi podał Macedończykowi. Intensywna woń róż nie była w stanie zabić swądu.

W piwnicy przetrzymywano dwóch ludzi. Eutias był tu od ponad tygodnia. Drugi z jeńców, strażnik więzienny Pruzjasz – od pięciu dni. Obaj zostali porwani w mieście przez Tryballów Jazona. Leżeli na klepisku, mocno skrępowani sznurami. Pod ścianą stały dwa przelewające się wiadra z ich ekskrementami.

– Czemu tego nie wynoszono? – spytał ostrym tonem Jazon.

– Nie było rozkazu – odparł jeden z barbarzyńskich wojowników. Mówił z obcym, gardłowym akcentem. Od razu można było poznać, że grecki nie jest jego pierwszym językiem. W piwnicy było jeszcze dwóch innych Tryballów. Podobnie jak ludzie, których pilnowali, oni również nie grzeszyli przesadną czystością.

Kassander podszedł do strażnika więziennego.

– Podnieście go – rozkazał. Tryballowie chwycili bezbronnego mężczyznę i poderwali go na kolana. Nie silili się przy tym na zbytnią delikatność. Macedończyk stanął nad nim. W migotliwym blasku pochodni przytrzymywanej przez jednego z barbarzyńców spoglądał na złamanego, śmiertelnie przerażonego człowieka. Pruzjasz był bardzo niski, niewiele wyższy niż karzeł. Miał szerokie ramiona i silne ręce – teraz wykręcone do tyłu i mocno skrępowane. Panicznie zerkał na prawo i lewo świńskimi oczkami.

– Próbowałeś zgwałcić kobietę, której kazano ci strzec.

– Panie, przysięgam, że to nieprawda… – zdołał wykrztusić mężczyzna.

– Gdy doprowadzona do ostateczności, wbiła ci kolano w jądra, uderzyłeś ją. Mocno.

– Ktoś ci nakłamał… Jestem niewinny…

– Widziałem siniec na jej policzku. I słyszałem jej słowa.

Całkiem zrezygnowany Pruzjasz jakby zapadł się w sobie. Gdyby nie silne ręce podtrzymujących go Tryballów, upadłby z powrotem na klepisko.

– Masz szczęście, że jej nie zgwałciłeś – rzekł Kassander. – Kazałbym cię wtedy wykastrować. A tak… stracisz tylko rękę.

Więzienny strażnik rozpłakał się. A potem stawił ostatni, rozpaczliwy opór. Gdy przecięte więzy spadły z jego rąk, próbował zaatakować pięściami. Jednak całkiem stracił czucie w ciasno zawiązanych nadgarstkach i nie był w stanie wyprowadzić nawet jednego celnego ciosu. Tryballowie bez trudu znów go obezwładnili, trzymając w żelaznym uścisku jego wyciągnięte do przodu ramię.

Jazon dobył zakrzywionej rhompaji, klingą przypominającej wielki sierp. Stanął po prawej stronie Pruzjasza, niespiesznie uniósł ostrze… a potem ciął mocno z góry. Odrąbana dłoń spadła na podłoże. Z ust strażnika wydarł się skowyt. Potem Tryballowie wywlekli go na zewnątrz. Tryskająca z kikuta krew zostawiła na schodach makabryczny ślad.

– Trzeba było go zabić. I tak się wykrwawi – zauważył beznamiętnie Jazon.

– Tacy jak on potrafią być bardzo wytrzymali – odparł Kassander. – Myślę, że przeżyje. Bardziej ciekawi mnie ten drugi ptaszek. Chudzi donosiciele są zwykle mniej wytrwali niż przysadziści strażnicy…

* * *

Przedpokój rezydencji Fryne był urządzony z przepychem, lecz bez nuworyszowskiego nadmiaru. Zamiast perskich dywanów, modnych od kilku lat w zamożnych domach Hellady, podłogę pokrywała mozaika, na której widniały geometryczne wzory. Freski na ścianach i suficie były dyskretne i nie gryzły oczu jaskrawymi barwami. Tylko po obydwu stronach drzwi prowadzących w głąb domostwa artysta namalował dwie kłaniające się niewiasty. Uśmiechały się zachęcająco, jakby zapraszając do wejścia dalej. Szaty jednej były czerwono–brązowe, drugiej zaś biało–zielone.

Fryne wytłumaczyła Kassandrowi, że jedna z nich symbolizuje lato i jesień, druga zaś zimę i wiosnę.

– Bez względu na porę roku – oznajmiła, spoglądając mu z uśmiechem w oczy – drzwi tego domu stoją przed tobą otworem, Macedończyku.

Fryne była niezwykłą heterą. Inne sprzedajne niewiasty lubiły prowokować mężczyzn swymi wdziękami, które też chętnie odsłaniały. Ona zaś była znana z tego, że w miejscach publicznych pojawiała się zawsze odziana skromnie, a jej kolorem była zwykle śnieżna biel lub też jasny błękit. Dzięki temu pozostawała tajemnicą – ale taką, którą chciało się odkryć.

Ponieważ sympozjon odbywał się w zaciszu jej prywatnego domu, tego wieczoru mogła sobie pozwolić na więcej. Jednak przez wzgląd na obecność swego mistrza, Arystotelesa ze Stagiry, postanowiła zachować pewien umiar. Przywdziała biało–złocisty peplos z głębokim dekoltem, wiązany wysoko, pod samymi piersiami i spięty broszą z białego złota o kształcie gołębia – świętego ptaka Afrodyty. Suknia odsłaniała ramiona i pozwalała dostrzec sporą część dorodnego biustu hetery, lecz spływając ku samej podłodze, całkowicie skrywała jej nogi. Prócz broszy, jej biżuterię stanowiły długie kolczyki i bransoleta na lewym przedramieniu – również wykonane z białego złota.

Demetriusz z Faleronu, który przybył na ucztę z Kassandrem, już w przedpokoju pożerał Fryne płonącym spojrzeniem. Gdy powitała go pocałunkiem w obydwa policzki, zarumienił się mocno, ale obejmując ją, próbował złapać heterę za pupę. Macedończyk zauważył to i zapisał sobie w pamięci, by przy najbliższym treningu fechtunku dać młodzieńcowi solidną nauczkę.

Gdy pojawił się Arystoteles, Fryne uklękła przed nim i ucałowała z szacunkiem wierzch jego dłoni. Kassander pierwszy raz widział, że Stagiryta jest zakłopotany. Pochylił się i pomógł swojej uczennicy wstać.

Ostatni przybył Hiperejdes. Jeśli wziąć pod uwagę, że tego dnia ocalił Fryne życie, ich powitanie było dosyć chłodne. Ani on, ani hetera nie pragnęli powrotu do dawnego związku. Tespijka domyślała się, że Ateńczyk nie bronił jej bezinteresownie i że Kassander musiał go czymś kupić. Gdy dostrzegła spojrzenia, jakie Hiperejdes posyłał młodemu Demetriuszowi, na jej ustach wykwitł uśmiech. W mig wszystko pojęła. Układanka była kompletna.

Zasiedli w pięcioro do uczty. Łoża były tylko cztery, więc Demetriusz dołączył do Hiperejdesa, jak przystało na kochanków. Kassander otrzymał miejsce na wprost hetery. Mógł przez cały wieczór podziwiać jej urodę, domyślając się, że to jedynie przedsmak przyszłych rozkoszy.

Usługiwały im dwie młode niewolnice Fryne. Choć obie były urodziwe, goście nie zwracali na nie uwagi. Oszczędzono im zatem tego, co zwykle było udziałem służących w czasie sympozjonów. Nikt ich nie zaczepiał, nikt nie obmacywał, żaden z obecnych na uczcie mężczyzn nie zaciągnął którejś z nich do uprzednio przygotowanej alkowy. Hiperejdes był zajęty Demetriuszem, Demetriusz odwzajemniał jego pieszczoty, lecz zerkał ku Fryne. Hetera dzieliła swą uwagę między Arystotelesa i Kassandra, ci zaś byli na niej w pełni skupieni.

Wypili pierwszy puchar za uniewinnienie Fryne. Następny – za mowę obronną Hiperejdesa. Trzeci – za powodzenie azjatyckiej wyprawy Kassandra. Czwarty – za pomyślność Likejonu, szkoły filozofii, którą prowadził Arystoteles.

* * *

Kilka godzin wcześniej Kassander stał nad związanym donosicielem i spoglądał na niego z pogardą.

– Podnieście go – rozkazał w końcu.

Tryballowie poderwali Eutiasa z zimnego podłoża. Sykofant widział, co spotkało Pruzjasza. Łzy spływały po jego twarzy, a mocz, którego ze strachu nie potrafił utrzymać, ściekał mu po udach.

– Doniosłeś na Fryne – rzekł Macedończyk.

– Taki mam zawód! – wykrztusił Eutias. – W Atenach to konieczna i szanowana profesja!

– Opłacił cię Ajgistos.

– Tak… ale byłem pewien, że służę miastu…

– Kłamiesz. Wiedziałeś, że Fryne jest niewinna. Zrobiłeś to dla srebrnych monet Ajgistosa, a także dla udziału w majątku hetery, który po jej śmierci zostałby skonfiskowany.

– Błagam cię, panie, okaż litość!

– Masz szczęście, że nie została skazana – rzekł wreszcie Kassander, gdy nasycił się już strachem sykofanta. – Gdyby wypiła cykutę, zakończyłbym twe nędzne życie. A tak, stracisz tylko język, którym ją oskarżyłeś. I palce, którymi spisałeś swe świadectwo.

I tym razem Macedończyk nie wykonał wydanego przez siebie wyroku. Nie został nawet, by doglądać jego wykonania. W pełni ufał Jazonowi. Gdy odwrócił się od jeńca, zobaczył, że jeden z Tryballów bierze w ręce kowalskie szczypce z czarnego żelaza.

– Zostawiam go tobie, Jazonie – rzekł do trackiego oficera. – Muszę jeszcze wrócić do mojej willi i się przebrać. Wieczorem czeka mnie uczta.

– Życzę dobrej zabawy – odparł Trak. – A co zrobimy z Ajgistosem?

– Nie obawiaj się, przyjacielu. I jego nie ominie to, na co zasłużył.

Kiedy Kassander opuszczał piwnicę, Eutias zaczął skrzeczeć. Zupełnie, jakby już nie miał języka.

* * *

Fryne prezentowała się wyśmienicie w czasie sympozjonu. Gdy opadło z niej napięcie, rozbłysła niczym najjaśniejsza gwiazda Aten. Nie było po niej znać zmęczenia, jakie zwykle opada człowieka ocalonego od – zdawałoby się nieuniknionej – śmierci. Konwersowała z Arystotelesem, zagadywała wpatrzonego w nią Demetriusza, zamieniła także kilka zdań z Hiperejdesem. Kassandrowi zaś posyłała wiele znaczące spojrzenia. Macedończyk odwzajemniał się jej, spoglądając na heterę pożądliwie, błądząc wzrokiem po jej pięknej twarzy, smukłej szyi, odsłoniętych ramionach i głębokim dekolcie. Tespijka kilka razy zarumieniła się uroczo, czując na swym ciele jego wzrok.

Około północy Arystoteles podniósł się ze swego łoża, podziękował gospodyni za ucztę i tłumacząc się podeszłym wiekiem, oznajmił, że pora, by udał się na spoczynek. Fryne zaproponowała, by nie wracał na noc do swego domostwa, lecz skorzystał z gościny jej willi. Filozof zgodził się skwapliwie, tym bardziej, że mieszkał poza murami Aten, a o tej porze z pewnością zamknięto już bramy. Uprzejmie jednak podziękował za towarzystwo jednej z młodych niewolnic, które zaproponowała mu Fryne.

– Nie ma takiej potrzeby, droga uczennico. Myślę, że wyborne wino, które dziś wypiłem, uśpi mnie, kiedy tylko się położę. Poza tym jestem pewien, że mojej Herpyllis nie spodobałoby się, że sypiam z twoją niewolnicą. Już sam fakt, że udzielam ci lekcji filozofii, zniosła z najwyższym trudem. A za to, że nie wróciłem na noc do własnego łóżka, czeka mnie jutro kwaśne śniadanie i przesolona wieczerza…

Hiperejdes parsknął. Fryne tylko się uśmiechnęła. Od śmierci swej żony Arystoteles żył z jej niewolnicą Herpyllis, traktując ją jednak z szacunkiem bardziej stosownym dla małżonki niż dla zwykłej kochanki. W przeciwieństwie jednak do większości Ateńczyków, był swej kobiecie wierny, jeśli nie liczyć kilku chwil zapomnienia w ramionach jednego z uczniów, Palefatusa z Abydos.

Następnym, który wstał od stołu, był Hiperejdes. On również postanowił skorzystać z sypialni w domu Fryne, do której udał się z młodym Demetriuszem. Chłopak chciał jeszcze pozostać, by móc sycić oczy widokiem hetery, lecz jego kochanek był stanowczy. Po chwili w sali sympozjonów pozostali tylko Fryne, Kassander i nieliczna służba. Niewolnice ponownie napełniły ich kielichy.

– A więc tak kończy się ta historia – powiedziała z uśmiechem Tespijka.

– Kto powiedział, że się kończy? – odparł Macedończyk – Moim zdaniem, jej najciekawsza część dopiero się zaczyna.

– Wiesz, że moja koryncka przyjaciółka Aspazja pisała mi o tobie w listach? Opisała cię jako niezwykle intrygującego człowieka. Jeszcze kilka dni temu myślałam, że postradała rozum i zadurzyła się w jakimś pospolitym, macedońskim żołdaku. Wygląda jednak na to, że udało ci się zmienić moje zdanie.

– Staram się ze wszystkich sił – Kassander rozbierał ją spojrzeniem. Rozmowa coraz bardziej go niecierpliwiła. Hetera najwyraźniej to dostrzegła, bo dodała cichszym głosem:

– Napisała mi również, że w łożu jesteś jak Ares, Zeus i Apollo w jednym. Pragnę się o tym przekonać.

– Prowadź zatem do alkowy, moja Afrodyto.

* * *

Wśród poruszanych lekkim przeciągiem, półprzezroczystych zasłon z lidyjskiego jedwabiu, w blasku kilku lamp oliwnych i kilkunastu wonnych świec, Kassander rozpiął Fryne broszę w kształcie gołębia. Podtrzymywała ona całą suknię hetery, która teraz spływała w dół po jej idealnym ciele – tak jak wtedy, na wzgórzu Areopagu, przed Radą Pięciuset. Teraz jednak olśniewający widok był przeznaczony tylko dla jednego człowieka. Macedończyk spojrzał w dół i po raz pierwszy ujrzał Fryne nagą z tak bliska. Jej piersi – duże, jędrne i doskonale krągłe – wieńczyły różowe brodawki o szerokich obwódkach. Szczupła talia przechodziła w rozłożyste biodra, te zaś przyjemną dla oka linią – w smukłe uda. Między udami zaś znajdował się najcenniejszy skarb Tespijki. Kassander przez długą chwilę spoglądał na jej całkiem pozbawione włosków łono, wargi sromowe i umiejscowione między nimi źródło rozkoszy. Policzki Tespijki znów zapłonęły, zupełnie jak u dziewicy podczas nocy poślubnej. Macedończyk dobrze wiedział, że to tylko gra. Zaledwie kilka godzin wcześniej Fryne pozwoliła się obnażyć przed paroma tysiącami mężczyzn. Nieszczerość jej wstydu wcale mu jednak nie przeszkadzała. Uważał, że u kobiet udawana cnota bywa czasem lepsza niż najszczersze wyuzdanie.

Potem to Fryne zaczęła go rozbierać. Ponieważ założył na ucztę wykwintny, misternie wiązany chiton z purpurową lamówką, zajęło jej to nieco czasu. Zręczność hetery sprawiła jednak, że już po kilku chwilach Macedończyk stał przed nią nagi. Teraz dostrzegła jego potężną erekcję, której przedtem mogła się jedynie domyślać. Członek Kassandra unosił się dumnie, nabrzmiały i twardy, żołądź pulsowała od bijącej w niej krwi. Tespijka przesuwała spojrzeniem po jego szerokich barkach, potężnej klatce piersiowej, twardym brzuchu, silnych dłoniach… Jednak jej wzrok prędzej czy później powracał do okolonej gęstwiną czarnych włosów męskości.

– Znów przekonuję się, jak wiele prawdy było w listach od Aspazji – szepnęła, przysuwając się o krok. Uniosła głowę, Kassander zaś pochylił się nieco do przodu. Ich usta połączyły się w namiętnym, zachłannym pocałunku. Otulił ją ramieniem i przyciągnął do siebie, tak że jego penis został uwięziony między ich przyciśniętymi do siebie brzuchami. Piersi Tespijki rozpłaszczyły się na jego twardym torsie. Ich języki tańczyły ze sobą, ocierając się i masując nawzajem. Drugą ręką sięgnął w dół i ujął jej pośladek. Zacisnął na nim palce, rozkoszując się jego jędrnością. Bardzo cenił tę część kobiecego ciała. Dotychczas uważał, że najpiękniejszą pupę miała jego nałożnica, Mnesarete. Musiał się jeszcze przyjrzeć tyłeczkowi Fryne, podejrzewał jednak, że w tej kategorii hetera może z powodzeniem stanąć do zawodów z jego kochanką z Argos.

Cofając się krok za krokiem, Fryne prowadziła Kassandra w stronę wielkiego łoża. Jego baldachim, wsparty na czterech solidnych kolumienkach, wykonany był z cienkiej płyty brązu. Dzięki długotrwałemu polerowaniu metalu, udało się uzyskać niemal idealne lustro. Dzięki temu złączeni w miłosnym uścisku kochankowie mogli obserwować własne igraszki w zwierciadlanym odbiciu.

Opadli na łoże – Fryne plecami, Kassander na nią. Przesunął dłonią po jej udzie, które uniosła, uginając nogę w kolanie. Znów sycił się słodyczą jej warg i języka, zachwycał się gładkością jej łona i rozkoszował jędrnością biustu. Hetera gładziła dłońmi jego ramiona i szyję, zatrzymując się przy każdej bliźnie – pozostałości niezliczonych bitew i potyczek. Pościel była miękka i przyjemna w dotyku – uszyto ją z jedwabiu delikatnego jak pajęczyna.

Przesunął ręką po wewnętrznej stronie jej uda i sięgnął wyżej. Fryne jęknęła, gdy zaczął pocierać jej szparkę. Kassander poczuł zaś, że hetera jest już wilgotna. Po chwili wsunął w nią dwa palce. Wyprężyła się cała i przywarła ustami do jego szyi. Jego erekcja stawała się niemal bolesna. Pieścił Tespijkę coraz bardziej natarczywie, z niecierpliwością dążąc do chwili, gdy będzie mógł ją posiąść. Kciukiem zaczął masować jej muszelkę, a drugą dłoń zacisnął na jej piersi. Oboje oddychali pospiesznie, ocierając się o siebie i płonąc pożądaniem.

Gdy wysunął z niej palce, obrócili się na łóżku. Kassander wylądował na plecach, a Fryne wsunęła się na niego. Ukucnęła nad nim w rozkroku. Wzięła w obie dłonie jego nabrzmiałą męskość i zaczęła masować ją miarowymi ruchami, wzdłuż całej długości, od główki po nasadę. Napletek zsunął się szybko, ukazując ciemną żołądź. Teraz to z ust Kassandra dobyły się jęki przyjemności. Hetera doskonale wiedziała, co należy czynić, by dać mu jej jak najwięcej. Spoglądał na jej kołyszące się piersi, ona zaś masturbowała go oburącz, stopniowo przyspieszając i mocniej zaciskając palce na jego penisie.

Chwycił ją za biodra, poza tym jednak w pełni poddał się jej zabiegom. Fryne raz po raz doprowadzała go niemal na sam szczyt ekstazy, gdy jednak widziała, jak jest blisko, spowalniała ruchy i rozluźniała uchwyt. Bawiła się w ten sposób przez dłuższy czas, dowodząc swego mistrzostwa w tym rodzaju pieszczot. W końcu osunęła się niżej. Rozchylił nogi, a ona uklękła między nimi. Wciąż masując penisa Kassandra, pochyliła się do przodu i złożyła na nim długi, mokry pocałunek. Macedończyk o mały włos nie doszedł w tym właśnie momencie, lecz hetera zacisnęła palce mocno u nasady jego członka i znieruchomiała z wargami otulającymi żołądź. Powoli ochłonął, choć jego erekcja ani trochę nie osłabła.

Tespijka ułożyła się wygodniej na pościeli i zaczęła zwilżać jego męskość długimi, niespiesznymi liźnięciami. Kassander uniósł się lekko i oparł na łokciach, by lepiej wszystko widzieć. Dłonie hetery błądziły teraz po jego biodrach i udach, a Fryne pochyliła głowę i przycisnęła usta do jego jąder. Macedończyk przypomniał sobie jej przyjaciółkę Aspazję, pierwszą heterę Koryntu. Pieściła go w podobny sposób, lecz wydawało mu się (być może pod wpływem chwili, która nie pozwalała na bezstronny osąd), że najjaśniejsza gwiazda Aten jest od tamtej jeszcze bieglejsza. Zacisnął ręce w pięści i przymknął oczy. Wiedział, że orgazm jest tuż–tuż i że będzie on miał siłę trzęsienia ziemi. Fryne również to wiedziała, bo zaczęła go znowu masturbować, a jej usta przywarły do jego żołędzi. Masowała go rękoma, ustami i językiem. Krople jej śliny spływały po trzonie męskości, sprawiając, że już po chwili jego włosy łonowe kleiły się od wilgoci.

Przeczuwając jego zbliżającą się ekstazę, Fryne mocno zacisnęła wargi i prędko przesuwała ręką w górę i w dół penisa. Kassandrowi na chwilę pociemniało w oczach. Rozkosz była coraz większa, a gdy już zdawało mu się, że jest na samym szczycie, hetera udowodniła mu, że to dopiero połowa drogi. W końcu szarpnął nim potężny dreszcz orgazmu, który wydarł mu z gardła ochrypły krzyk i napełnił usta Tespijki nasieniem. Hetera przełykała pospiesznie, jednocześnie smakując kolejne porcje jego nektaru. Ani na moment nie odsunęła głowy, nie zwolniła uścisku warg wokół żołędzi. Mogło to trwać sekundy, minuty, a może i godziny. Macedończykiem wstrząsały fale przyjemności, jedna za drugą, aż w końcu wyczerpany i w pełni zaspokojony opadł na pościel.

Jego oddech uspokajał się powoli. Fryne oblizała wargi, a potem ułożyła się przy jego boku. Piersią ocierała mu się o ramię.

– Lubię patrzeć, jak mężczyzna przeżywa swoją rozkosz – oznajmiła, gdy Kassander znów na nią spojrzał. – Zwłaszcza, gdy ten mężczyzna to nie klient, a przyjaciel.

– Jesteś cudowna, Fryne… – wychrypiał Macedończyk.

– Gdyby nie ty, byłabym martwa. A moje talenty i uroda na nic by się nie zdały.

Kassander milczał, nie wiedząc, co na to powiedzieć. O ratunek dla Fryne poprosił go Arystoteles. On sam – choć hetera fascynowała go niemal od chwili przybycia do Aten – pewnie nie zająłby się sprawą, zbyt zaabsorbowany przygotowaniami do azjatyckiej ekspedycji. Prośbę Arystotelesa postanowił spełnić, bo filozof i medyk rodem ze Stagiry niegdyś uzdrowił go ze – zdawałoby się śmiertelnej – rany. W ten oto sposób wydarzenie sprzed pół roku, w którym wzięli udział: spartański skrytobójca, Macedończyk i Stagiryta, pomogło żyjącej w Atenach obywatelce beockich Tespiów. Mojrom z pewnością nie dało się odmówić poczucia humoru. Ani skłonności do skomplikowanych łańcuchów przyczyn i skutków.

A mowę, która ocaliła życie Fryne, wygłosił Hiperejdes. Prawdą było jednak, że to Kassander go do tego nakłonił, ryzykując w dodatku przyjaźń Dionizjusza z Faleronu, swego politycznego sojusznika. Wszystko to było dość zawiłe. Może faktycznie Fryne dobrze lokowała swoją wdzięczność? Zastanawiał się, czy cała ta historia mogłaby się wydarzyć bez jego udziału. Uznał, że to mało prawdopodobne. Był zresztą pewien, że o ile przyszłe pokolenia zapamiętają mowę obronną Hiperejdesa i jej skandaliczne zakończenie, to nikt nie zachowa w pamięci macedońskiego oficera, który dał do tego wszystkiego asumpt.

– Ponoć Sokrates – podjęła hetera – gdy został skazany na wypicie cykuty, z ciekawością wyglądał tego, co jest po życiu. Owa ciekawość osładzała mu ostatnie chwile, podobnie jak towarzystwo przyjaciół, którzy trwali przy nim do końca. Ja jednak lękam się śmierci i nie pragnę zbyt szybko przekraczać nurtów Styksu. Zawsze będę zatem winna wdzięczność tobie, Arystotelesowi, a także Hiperejdesowi – mimo wszystkich wcześniejszych nieporozumień.

– Podoba mi się sposób, w jaki okazujesz wdzięczność, Fryne.

Tespijka uśmiechnęła się i spojrzała mu w oczy.

– Wciąż jednak nie przekonałam się o tym, czy moja kochana Aspazja pisze w swoich listach prawdę. Potraktujmy więc to, co przed chwilą dla ciebie uczyniłam, jako formę podziękowań…

W tym momencie hetera sięgnęła ręką ku kroczu Kassandra i objęła palcami jego członek, który momentalnie podniósł się i stwardniał.

– A teraz, jeśli już odzyskałeś siły… chcę cię poczuć w sobie. Afrodyta jest spragniona swojego Aresa.

Przejdź do kolejnej części – Opowieść helleńska: Kassander XIII

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejna świetna część z błyskotliwym wystąpieniem Hiperejdesa. Może warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że wiąże się z tym pewien smaczek. Nie wszyscy zapewne wiedzą, że opisujesz autentyczny proces przez Areopagiem, który miał miejsce w antycznych Atenach. Genialne splecenie fikcji z historyczną rzeczywistością. I obraz Gerome’a na deser. Mniam.

PS Dobrze, że zrezygnowałeś z tej nieco dziwacznej numeracji kolejnych odcinków, która funkcjonowała wcześniej.

Moja ulubiona kobieta w Twoich opowiadaniach, inteligentna, niezależna, z charakterem… Dodam, że to nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni Megas tak zręcznie wplata autentyczne postacie i zdarzenia w swoje opowiadania. Zazdroszczę mu wiedzy i swobody poruszania się w tej epoce.
A zilustrowanie opowiesci obrazem Gerome'a to istotnie jak wisienka na torcie,

Do mnie też bardziej przemawia taka numeracja kolejnych części.

Dobry wieczór,

@ Mefisto: właśnie dlatego dałem ten właśnie obraz Gerome'a, by pokazać, że to o czym tutaj piszę, ma oparcie w faktach. Starałem się, by opis procesu był jak najwierniejszy rzeczywistości. Nawet wystąpienie Hiperejdesa jest osnute na pewnych zachowanych fragmentach mów jego oraz Demostenesa. Oczywiście Gerome pomylił się, umieszczając proces w jakiejś zamkniętej sali. Tego typu wydarzenia odbywały się pod otwartym niebem i brał w nich udział cały Areopag – czyli 500 mężów oraz kilka tysięcy widzów. Była to w końcu sprawa o obrazę bogów, a więc potencjalnie śmiertelnie dla Aten niebezpieczna.

Co zaś się tyczy numeracji kolejnych rozdziałów OH – to zasługa drogiej Ateny, która mnie do tego przekonała!

@ Miss.swiss: Fryne fascynowała jej współczesnych, a także pisarzy i twórców przez millenia, które nastąpiły po jej czasach. Nic więc dziwnego w tym, że zauroczyła też i mnie 🙂 To była kobieta ponad miarę swojej epoki. Być może tylko Olimpias, matka króla Aleksandra mogła się z nią równać, choć oczywiście los dał jej zupełnie inne warunki funkcjonowania. Nigdy więc nie wybaczyłbym sobie, gdyby Fryne nie pojawiła się w tej historii! A co do innych postaci autentycznych wplecionych w konstrukcję Opowieści helleńskiej – z rozdziału na rozdział będzie ich coraz więcej!

Pozdrawiam
M.A.

Malarzowi można wybaczyć – widocznie szkarłat szat mężów Aeropagu lepiej komponował się z ciemnym tłem niż błękitnym niebem.
Natomiast do twej historii to potężne audytorium, które przedstawiłeś, o wiele lepiej pasowało. Któż z ówczesnych mieszkańców Aten nie chciał ujrzeć na własne oczy ziemskie wcielenie Afrodyty?
Szkoda, że dzisiejszych procesów nie można okrasić podobnymi scenami – byłoby o wiele ciekawiej… i przyjemniej 🙂
Doskonała część. Jak wszystkie pozostałe zresztą.

Z tym szkarłatem też nawiasem mówiąc, malarz przesadził. Szlachetnie urodzeni Ateńczycy nosili raczej purpurę, niż szkarłat. Ten zaś był charakterystyczną barwą Spartan. Szkarłatne płaszcze wojowników Lacedemonu budziły grozę w sercach ich wrogów.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz