I will make you hurt I (Rita)  4/5 (2)

10 min. czytania

Aby uniknąć posądzeń o plagiat, informuję, że postaci tego opowiadania są inspirowane postaciami z serialu “TrueBlood” – Czysta Krew.

 Dopiero zmierzchało, kiedy Rita dotarła nad rzekę, usiadła na ulubionej ławeczce i zapatrzyła się na wszechogarniającą zieleń pełnego lata. Zupełnie zatraciła się w rozmyślaniach – takich o wszystkim i o niczym. Ocknęła się, kiedy już było ciemno, a latarnie rzucały rozproszoną poświatę na bruk. Zdawać by się mogło, że to miejsce tak samo wyglądało sto a może i więcej lat temu. Wyciągnęła książkę i zaczęła czytać od strony, którą zaznaczyła haftowaną zakładką. Lubiła czytać na tej ławce aż do momentu, gdy nocny chłód przeganiał ją do domu. Dzisiaj jednak litery nie składały się w wyrazy, a wyrazy nie chciały ułożyć się w logiczne zdania.Przebiegała wzrokiem tekst usiłując się skupić, ale po przeczytaniu akapitu wracała znów do początku nic nie rozumiejąc. Z poirytowaniem odłożyła książkę i sięgnęła do srebrnej papierośnicy. Odpaliła papierosa i zaciągnęła się głęboko cudownie drażniącym dymem. „Nigdy nie rzucę tego świństwa..” – pomyślała – „Zbyt wielką sprawia mi to przyjemność”.

Odchyliła głowę za oparcie ławki i przeciągnęła się lekko. Jej długie ciemnoblond włosy zaiskrzyły złotym blaskiem latarni. Przymknęła oczy i rozkoszowała się tym wieczornym bezruchem, tą błogą chwilą, kiedy świat dzienny zamiera a nocny dopiero przeciera zaspane ślepia. Papieros smakował jak nigdy.

Nawet nie zauważyła, kiedy przestała być sama. Nie wzrokiem, ale jakimś szóstym zmysłem wyczuła, że coś lub ktoś się zbliża. Rita nie obawiała się smutnych pijaczków opowiadających po raz nie wiadomo który historię swojej świetlanej przeszłości. Przyciągała takie indywidua jak magnes. Nie wiedzieć czemu, mimo, ze mogli dosiąść się do każdej siedzącej na ławce kobiety wybierali właśnie ją. A Rita nie umiała, a może nie chciała odmówić im przyjemności rozmowy z kimś, kto przynajmniej udaje, że słucha.

Odwróciwszy gwałtownie głowę ujrzała po swojej prawej stronie na sąsiednie ławce mężczyznę. Wydawał się być równie zamyślony jak ona jeszcze przed chwilą. Teoretycznie wyglądał zupełnie niegroźnie. No może nie zupełnie, ale nie sprawiał wrażenia kogoś, kto zaraz wstanie wyciągając z kieszeni nóż. Wzrok miał wpatrzony w dal, lecz zdawało się, że tym spojrzeniem lustruje raczej swą duszę niż otaczającą go przyrodę. Jasne złote włosy zaczesane miał do tyłu, co podkreślało jego szlachetny profil i zdecydowane rysy twarzy. W całej sylwetce czaiła się jednak jakaś pierwotna dzikość, jakaś przedziwna statyczna dynamika. Pomimo pozornego spokoju czuć było wzbierający w nim niepokój bądź podekscytowanie. Kobiecie przypominał jakieś wspaniałe nordyckie bóstwo, bądź odzianego w skóry Wikinga, mimo, że ubrany był zupełnie nowocześnie w nonszalancką czerń.

Nieznajomy odwrócił głowę w jej stronę i ich spojrzenia się spotkały. Rita speszona pragnęła uciec wzrokiem, jednak siła emanująca z mężczyzny nie pozwoliła jej spuścić oczu. Nieznajomy w jednej sekundzie znalazł się obok niej.

– Dobry wieczór. Nazywam się Eryk. – głęboki, aksamitny głos wybrzmiał w nocnej ciszy, która stała się obezwładniająca.

***

Wszystko do tej pory szło po jego myśli. Od czasu do czasu, kiedy nużyły go conocne polowania na pijanych studentów, spacerowiczów z psami, chętne licealistki, postanawiał, że ofiarę wybierze dokładnie. Miał już tysiąc lat, więc głód pierwszych stuleci już mu nie dokuczał. Mógł nie posilać się nawet miesiąc bez uszczerbku na posiadanych mocach. Tę kobietę obserwował właśnie od miesiąca. Dziś był głodny.

Wampir pragnął jednak wydłużyć tę chwilę do momentu, aż blady świt przegoni go do dziennej kryjówki. Finezja! Ludziom tak brakuje finezji! Wampirom zresztą również. Eryk z pobłażaniem obserwował młodzików, którzy mordowali błyskawicznie, gwałtownie wysysając pulsującą krew z otwartych ran, nie smakując jej, nie delektując się potężnym ładunkiem wspomnień. Ładunkiem duszy, którą w jednej sekundzie wypuszczali z niedoskonałego ludzkiego ciała. Zachowywał się tak samo w ich wieku… Tej nocy wiedział, że pragnie długo smakować swoją wybrankę, bawić się jej lękiem, okazywać cień nadziei, dawać rozkosz, jakiej nigdy nie zaznała, wznosić się na wyżyny swojego okrucieństwa. Dawać i odbierać życie. Bawić się w Boga.

***

– Co czytasz? – jego głos był zmysłowy, niski, ale nie chropawy. Gdzieś w tle słychać było obcy akcent, ledwie wyczuwalny. Jego tembr brzmiał gęsto, soczyście, jak szum burzy albo huk wodospadu. Rita nie widziała skąd tak niedorzeczne porównania przychodzą jej do głowy, ale poddawała się jego urokowi, jakby w tym krótkim zdaniu Wiking zawarł całą swoją hipnotyczną moc.

– Pan wybaczy, nie rozmawiam z nieznajomymi.

– Całkiem rozsądnie. Na pani miejscu również bym nie rozmawiał z nieznajomymi.

– Tak więc, pan wybaczy…

– Proszę nie zbywać mnie w ten sposób. Czy wyglądam, jakbym mógł zrobić pani krzywdę?

– Wygląda pan jakby mógł. Nie wiem jednak czy by pan chciał.

– Nie chcę – Wiking podniósł dłonie w geście oznaczającym, że ma czyste zamiary. – Ponawiam, więc pytanie. Co pani czyta?

– Książkę o malarstwie. – „Krótko, treściwie, nie wdawać się w dyskusje” – pomyślała.

– Hmm. El Greco. Piękne. Spójrz, tu – mimochodem dotknął jej ręki, Rita poczuła przenikające zimno – Widok Toledo. To mój ulubiony obraz jego autorstwa. Genialne niebo, burzowe chmury, przenikające błyski, cudowna chromatyka. – dłoń nieznajomego dłużej zatrzymała się na przegubie jej ręki. Rita poczuła się dziwnie. Ogarnęło ją drżenie i dziwny podskórny lęk. Miała wrażenie jakby zanurzyła się w wodzie i nie mogła nabrać powietrza. Wszystko zrobiło się szare, i zdawało jej się, jakby słyszała jakieś głosy, huki grzmotów, jakby była w lesie, zobaczyła jakieś mury, białe mury…

Jakie mury!? Jaki las?! Rita gwałtownie ocknęła się i z ulgą zauważyła, że wciąż znajduje się w znajomym mieście, nad rzeką, na ławce, z książką otwartą na obrazie El Greca. Nieznajomy przypatrywał jej się z uwagą.

– Myślisz, że był nieszczęśliwy? – zapytała nagle

– Kto? O kogo pytasz?

– No o El Greca, myślisz, że był nieszczęśliwy?

– Ja to wiem.

– Co jeszcze wiesz? – Rita nie widziała, dlaczego wdaje się z dyskusję z nieznajomym. Nigdy nie podtrzymywała rozmów, na które nie miała ochoty. Ten wiking – jak go w myślach nazywała – fascynował ją jednak. Miał nieodparty urok, łącząc w sobie maniery, chłopięcy wdzięk i niebezpieczeństwo. Zabójcza mikstura szybko uderzająca do głowy. Poza tym, miała wrażenie, jakby nie tylko nie chciała, ale i nie mogła przerwać teraz tej rozmowy.

– Wiem dużo. – wręcz namacalny smutek wypełnił powietrze. – A czego chciałabyś się dowiedzieć?

– Wiesz dużo o malarstwie, czy o życiu, o ludziach, o świecie?

– Zadaj jakiekolwiek pytanie to się przekonasz. – ostry ton zadźwięczał w tej wypowiedzi.

– Powiedz mi, kim jesteś? – Wypowiadając to pytanie, Rita już wiedziała, że zna odpowiedź. Przerażenie spadło na nią nagle, paraliżując ciało, stawiając włoski na baczność i wprawiając dłonie w drżenie nie do opanowania.

– Wiesz. – padła cicha odpowiedź.

Kobieta czuła, że siedzi obok istoty tak starej, ze jej własne istnienie zdawało się być niewarte funta kłaków. Że jest drobinką, nic nieznaczącą, po której istnieniu nie zostanie żaden ślad. Wyciągnęła rękę, żeby go dotknąć. Pozwolił jej na to. Pod palcami poczuła chłodną, absolutnie gładką skórę, doskonałą, bez żadnej skazy. Nagle jej umysł przecięły błyskawice wspomnień. Obrazy przesuwały się gwałtownie, przerażone oczy ofiar, pożary, straszliwości wojny, czyjeś czułe dłonie i kojący dotyk, łzy, szloch i krew. Krew, całe morze krwi. I ból, ból umierającego mężczyzny w skórach i rogatym hełmie. Tego samego, którego dotykała.

– Widziałam… Ja… Ty masz tysiąc lat!!

Wampir zdziwił się jej reakcją. Zazwyczaj, gdy pozwalał się dotykać, śmiertelnicy reagowali zdumieniem na dotyk jego skóry, zachwycali się jej kolorem, chłodem, gładkością. Czy ona jest inna? Co zobaczyła?

– Tak, mam tysiąc lat.

– Ty umierałeś, bolało cię i… zabijałeś!! Tyle krwi, tyle krwi, bólu, rozpaczy. Jak możesz z tym żyć??

– Ja nie żyję.

– Oj, przestań. Nie o to mi chodzi, dobrze wiesz. Istniejesz, nosisz w sobie te wszystkie wspomnienia, przecież widziałam.

„Jak mogła to zobaczyć? Jak wiele widziała?” Eryk nie mógł pokazać, jak bardzo wstrząsnęła nim jej odpowiedź. Kim lub, czym była, że potrafiła wyczuć jego wiek, jego ból i lęk, że widziała cząstki jego wspomnień? Przemknęła mu przez głowę kusząca myśl – zabić ją teraz. Wyrzucić ciało gdzieś, gdzie nie znajdą jej długie miesiące i mieć problem z głowy. Ale zarazem jakąż niezwykłą mocą dysponowała ta śmiertelniczka! Gdyby mógł to jakoś wykorzystać, jego pozycja w Klanie by się umocniła. Jednak, gdyby udostępnił jej zdolność Starszym, straciłby ją a ona byłaby do kresu swych dni niewolnicą Kei. Taaak, Kea nie wypuściłaby tej myszki tak szybko i bezboleśnie. Kea lubiła się pobawić.

Eryk nie rozumiał swoich odczuć, nie nadążał za swoimi myślami. Jak to możliwe, że w ogóle się przejmował losem tej nieszczęsnej. Nie wierzył, od dawna już nie wierzył, że jest coś na tym świecie, co mogłoby go wytrącić z równowagi. Śmierć ludzka przestała już na nim robić wrażenie, gdyż widział jej zbyt dużo. Zresztą z wiekiem zaczął oszczędzać większość swych ofiar, rzucając na nie jedynie urok i lecząc rany po ukąszeniu. Przepychanki personalne w Klanie zostawiał młodszym. On sam od lat miał stałą, nienaruszalną pozycję, która dawała mu władzę, którą tak lubił. A teraz ta drobna dziewczyna, z ogromnymi pełnymi łez czarnymi oczami wzbudziła w nim taką czułość, taką litość i takie pragnienie, jakich nie czuł już od setek lat.

– Chcę Cię pocałować. Mogę?

– Co?! Jak w ogóle możesz o to pytać?

– Mogę to zrobić bez pytania – Wiking uniósł brew z rozbawieniem – Doceń to.

– Ale ty jesteś… T y nie istniejesz!

– Nie obrażaj mnie, bo będę zmuszony Ci udowodnić, że jest inaczej.

– Przecież się nie znamy – głupia odpowiedź padła z ust Rity.

– A myślisz, że do pocałunków, do pieszczot, do samego fizycznego aktu zespolenia potrzeba doskonałej wzajemnej znajomości? – Głowa wikinga zbliżała się nieubłaganie, milimetr po milimetrze do głowy kobiety. – Czy nie zauważyłaś, że sam stosunek jest wręcz ewidentnie egoistyczny? Dwie osoby, które wykorzystują się wzajemnie, żeby samemu, we własnym ciele i umyśle przeżyć rozkosz, pogrążyć się w tej fali uniesienia przepływającej przez ich ciało.– Usta wampira były już na wysokości jej policzka, kiedy głębokim szeptem kończył swój wywód.

– Mam rozumieć, że chcesz sobie zrobić dobrze, z moją niewielką pomocą? – Rita musnęła wargą chłodne czoło Eryka.

– Myślę, że nie pozostaniesz mi dłużna…

Zetknięcie jasnych, zimnych ust wampira, z gorącymi wargami Rity okazało się być zaledwie preludium do oszałamiającej symfonii zmysłów, która miała się stać jej udziałem. Wsunęła język w jego usta i poczuła wysuwające się gwałtownie ostre kły. Wampir chwycił ją i posadził sobie na kolanach. Czuła jak silne ramiona obejmują ją w pasie. Przylgnęła piersiami do jego twardego torsu. Jego dłonie przesunęły się wzdłuż jej talii niżej i zacisnęły się mocno na pośladkach przyciskając ją gwałtownie.

– Przestań, ludzie patrzą! – wyszeptała.

– Ne widzą…

Chłodne usta, rozgrzewające się od pocałunków i pożądania błądziły po jej twarzy, zsuwały się w dół po szyi, wdzierały się pod rozpięte poły sukienki. Wysunięte kły nie dawały wątpić, że dwojakie pragnienie rozsadza wampira. Zaciśnięte na pośladkach palce nadawały rytm poruszającym się ciałom, twarda wypukłość ukryta w spodniach wikinga drażniła jej zmysły, doprowadzając na skraj ekstazy. Zaiste egoistycznie, lecz Rita czuła w oddechu, spojrzeniu i umyśle wampira, że jego żądza jest zaspokajana równie skutecznie.

– Ugryź mnie…

– Jesteś pewna??

– Tylko nie pij za dużo – Wampir uśmiechnął się ukazując swe kły w pełnej okazałości.

– Jak sobie Pani życzy.

Rita poczuła, jak te cudowne usta pełzną po jej twarzy, powiekach, policzkach, zahaczając o wargi, suną dalej, wdzierają się językiem za ucho, muskają nasadę włosów, zjeżdżają na kark, by w końcu osiąść w zagłębieniu pomiędzy szyją a łagodnym łukiem obojczyka. Wstrzymała oddech, czując jak wampirze palce wdzierają się w jej włosy, a druga ręka obejmuje ją w pasie. Biodra wampira wciąż poruszały się rytmicznie, jakby były niezależne od górnej części ciała. Eryk złożył pocałunek w wybranym miejscu i ukąsił.

Ból przeniknął jej ciało, zamieniając się w jednej sekundzie we wszechogarniającą rozkosz. Ciało kobiety wygięło się w łuk drżąc w mocnych ramionach wikinga. Z półprzymkniętych ust dobył się lekki jęk. Rita unosiła się w swym egoistycznym odczuwaniu czując, że krew płynie z jej ciała do ust wampira dając mu niemożliwe do opisania doznania i przyjemności nie dane śmiertelnikom.

– Proszę, napij się ze mnie. – Eryk wydyszał z ustami pełnymi krwi. Szybkim gestem przeciął swój nadgarstek a z wąskiej i głębokiej zarazem rany wypłynęła wzburzona krew.

– Jak to? Nie chcę zostać wampirem!

– Nie zostaniesz… I nie pożałujesz.

Jej usta przywarły do nacięcia i szybki strumień krwi chlusnął jej do gardła. Zakrztusiła się, lecz nie uroniła ani kropli. Jego krew była inna od ludzkiej, słodsza, o przedziwnym aromacie, upajająca. Rita piła chciwie, nie mogąc przestać. Tak jakby jakaś magiczna siła przyssała jej otwarte usta do tej białej dłoni i nie pozwalała oderwać się od źródła. W tej cudownej krwi zawarte było wszystko, Jego esencja. Przeżywane przez niego uniesienie zostało zwielokrotnione po tysiąckroć poprzez akt dzielenia. Rita czuła ten ogrom, tę potęgę rozkoszy, to wszechogarniające spełnienie. Miała wrażenie jakby tysiąc lat istnienia przelewało się z naczynia do naczynia wypełniając je po brzegi. Rana zaczynała się zasklepiać na ciele wampira. Zlizywała namiętnie ostatnie krople cudownego wampirzego nektaru z palców Eryka, scałowywała krwawe ślady z wnętrza jego dłoni, aż ręka mężczyzny była czysta i bez najmniejszych śladów rany.

Eryk uśmiechał się patrząc na tę cudowną istotę, której los został już na zawsze związany z jego losem. Wymiana krwi, która się dokonała przypieczętowała jej przeznaczenie. Będzie należała do Niego. Nie będzie się nią dzielił z nikim.

Przejdź do kolejnej części – I will make you hurt 2

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Bardzo sprawnie napisane opowiadanie, ale niestety… mam wstręt do wampirów, upiorów, zombie, strzyg etc. więc wolałem już nie sprawdzać co wydarzy się później:)

Trochę chyba niefortunny tytuł. Nie każdy będzie wiedział, że należy przeczytać go w narzeczu Albionu. A może wcale nie mam racji i detal z pierwszej części zamienia się w hurt w kolejnych odcinkach?;)

Rzeczywiście Mefisto, ostatnia część ewidentnie traktuje o hurtowym podejściu do tematu 🙂

Na DE ta seria nosiła trochę przydługi tytuł "I will make you hurt" z tekstu piosenki Johnnego Casha pt. Hurt. Nie pamiętam kto, ale wtedy ktoś mi zwrócił uwagę, Johnny Cash nagrał cover,a pierwowzór był autorstwa Nine Inch Nails. Moim zdaniem piosenka ta lepiej brzmiała w wykonania kilkudziesięcioletniego mężczyzny, tekst brzmiał mocniej. Polecam przesłuchanie:)

Przesłuchałem, ale wampirze klimaty jednoznacznie kojarzą mi się z zespołem Bauhaus, który był prekursorem gotyckiego rocka na początku lat osiemdziesiątych, a w szczególności z utworem ”Bela Lugosi’s Dead”. Kawałek strasznie długi, ale można zacząć słuchać gdzieś od drugiej minuty:) Dawno, dawno temu moja kapela grała cover tego numeru.

Zdaje się, że to ja zwróciłem uwagę na to że to cover Nine Inch Nails napisany przez Reznora. Rzeczywiście jednak bardziej przejmująca jest w wykonaniu Casha. Inna sprawa, że Trent Reznor też znowu taki młody nie jest (47 lat) 😀

A prawda Coyocie, to byłeś ty 🙂 Ale rzeczywiście przy tej piosence wiek wokalisty nadaje dodatkowego waloru treści piosenki. 47 to też już wiek, gdzie można z całą odpowiedzialnością odnosić się do własnych a nie tylko cudzych doświadczeń.

Fajne, intrygujące, nie znam pierwowzoru, więc nie potrafię porównać. Ja z kolei zostawiłbym oryginalny, pierwotny tytuł, był bardziej intrygujący. Mimo że, o ile pamiętam, w nawiązaniu do Twojego tekstu (i jeszcze innego) wywiązała się jałowa skądinąd dyskusja nt. obcojęzycznych tytułów opowiadań. Jak dla mnie, o ile pasuje, tytuł może być nawet w narzeczu suahili. A tutaj pasował pierwszorzędnie.

Fajnie piszesz, tak mięsiście, od razu czuje się klimat, widzi to, o czym opowiadasz. Masz smykałkę, bez dwu zdań. Czytam następne i chcę więcej Twoich tekstów!

Koniecznie, bez dyskusji!

No to teraz ja się rumienię :). Dziękuję za miłe komentarze.

Mefisto – dopiero dziś przesłuchałam polecany przez Ciebie utwór. Wcale nie taki długi 🙂 To w dzisiejszych czasach piosenki muszą trwać maksymalnie trzy minuty, żeby słuchacz się nie znudził.
Bardzo klimatyczne, brzęczące w głowie. Podoba mi się.
Ja ostatnio odkryłam Black nr 1 Type O Negative. I muszę powiedzieć,ze głos Petera w pierwszej minucie tego utworu niezmiernie nakręca mnie do pisania kolejnych wypocin 🙂

Napisz komentarz