Posty otagowane opowiadanie erotyczne

Żegnaj Lizbono IV (Miss.Swiss)

Autor nieznany, ilustracja ukazująca zniszczenia Lizbony

Autor nieznany, ilustracja ukazująca zniszczenia Lizbony

Zaczął padać drobny, uciążliwy deszcz. Czułem małe, siekące krople na rozpalonej skórze. Przeciągnąłem dłonią po twarzy i starłem drobne odpryski sadzy, które przylgnęły do mnie na pogorzelisku. Nie znalazłem jej ciała, nie znalazłem ciała, powtarzałem w myśli, chwytając się z całych sił tej ostatniej, żałośnie nikłej nadziei. Może Inès była już w drodze do portu, lecz przerażona pożarem i zbiegowis-kiem, jakie wywołały płomienie, ukryła się gdzieś w nieuprzątniętych miejskich ruinach? Znała miasto lepiej ode mnie, wiedziała przecie, którędy uciec ze zburzonego więzienia, jak odnaleźć w chaosie katastrofy brata, pocieszałem się, choć wciąż towarzyszył mi lekki niepokój. WIĘCEJ… »

Rudowłosa II: Śmierć czarodzieja (seaman)

Hejnert był szczęśliwy. Bez dwóch zdań, miał ku temu powody. Na wizyty takie, jak dzisiejsza, mógł pozwolić sobie znacznie rzadziej, niż by chciał. Tym bardziej cieszył się na myśl o czekających go chwilach przyjemności.

Czarodziej rozsiadł się wygodnie na miękkiej sofie i zaczął rozmyślać o dziwacznej sytuacji, dzięki której w nieprzewidzianych okolicznościach znalazł się w Weisen, największym mieście prowincji Borre. Region ten był lennem rodziny Tardenów, jednego z cesarskich rodów wyższych. Powszechnie szanowana familia szczyciła się chlubną historią, sięgającą antycznych czasów Wojny Stu Narodów.

Niestety obecnie żyjący graf Wilhelm Siódmy Tarden nie miał szczęścia do niewiast – co jakąś brał za żonę, zaraz umierała. Był już przez to poczwórnym wdowcem i powoli brakło ojców, chętnych do oddania ukochanej córki na pewną śmierć. WIĘCEJ… »

Côte Noire (Miss.Swiss)

Henri Lebasque, "Nu allongé sur la plage"

Henri Lebasque, „Nu allongé sur la plage”

Z balkonu mojego małego mieszkania w Starym Porcie widać pełne przepychu kamienice w pastelowych kolorach, hotele wyglądające jak torty weselne, nieckę przystani z cumującymi jachtami bogaczy i słynny Pałac Festiwali wyróżniający się wybitnym brakiem gustu. Każdego roku w maju światowe kino ma tu swoją stolicę.

Jest początek listopada, więc na Croisette zabrakło chwilowo starszych, nobliwych Paryżanek spacerujących z perfekcyjnie wystrzyżonymi pudlami, nie ma porażającego oczy blasku nuworyszów ani młodych zamożnych nierobów w drogich okularach przeciwsłonecznych.

WIĘCEJ… »

Żegnaj Lizbono III (Miss.Swiss)

Autor nieznany, ilustracja ukazująca zniszczenia Lizbony

Autor nieznany, ilustracja ukazująca zniszczenia Lizbony

Wąski i ciemny pokój, w którym Berengaria ulokowała Inès, mieścił się na drugim piętrze, przy końcu korytarza, obok pomieszczeń gospodarczych. Nikt z gości tu nie zachodził, nie było więc niebezpieczeństwa, że ktoś niepowołany znajdzie dziewczynę.

Zastukałem trzykrotnie. Musiała czekać tuż za drzwiami, bo otworzyła od razu. Oglądałem ją już z bliska, a jednak za każdym razem jej widok pozbawiał mnie tchu. Nie widziałem nigdy szlachetniejszego piękna. Dziewczęta podarowały jej błękitną suknię, skromną, bez wycięć czy ozdób. Mimo luźnego kroju przy każdym ruchu widziałem zarys jej szczupłego, zwinnego ciała pod miękkim, lejącym się materiałem. Złote włosy spływały gęstą kaskadą na ramiona, otaczając jej drobną szlachetną twarz. Oczy błyszczały w blasku jednej, skromnej świecy ustawionej na kamiennym parapecie okna.

WIĘCEJ… »

Opowieść helleńska: Kassander VIII (Megas Alexandros)

Simon Vouet, "Lukrecja i Tarkwiniusz"

Simon Vouet, „Lukrecja i Tarkwiniusz”

Dzień, w którym stoczono bitwę pod Megalopolis, był słoneczny i ciepły, jak na tę porę roku. Choć Antypater zmusił swe wojska do forsownego marszu, pokonując codziennie sto pięćdziesiąt stadionów, Spartanie nie dali się zaskoczyć nagłym nadejściem wroga. Kiedy Macedończycy o poranku stanęli na szerokiej równinie na północ od miasta, po drugiej jej stronie ujrzeli już uszykowane zastępy Lacedemonu.

Król Agis zgromadził armię, jakiej Sparta nie miała od niemal stu lat, od końca wojny peloponeskiej, którą opisał wielki Tukidydes. Wraz ze swymi sojusznikami – Achajami, Arkadyjczykami, mieszkańcami Elidy – Lacedemon wystawił ponad dwadzieścia tysięcy żołnierzy. Trzy czwarte stanowili ciężkozbrojni hoplici, resztę zaś – lekkozbrojni harcownicy: peltaści, łucznicy i procarze. W polu armia ta prezentowała się doskonale.

WIĘCEJ… »

Opowieść helleńska: Kassander VII (Megas Alexandros)

William Etty, "Król Lidii Candaules pokazuje swą żonę Gytesowi"

William Etty, „Król Lidii Candaules pokazuje swą żonę Gytesowi”

Pierwszy z jesiennych miesięcy tego roku upłynął na żmudnych przygotowaniach do wojny. Kassander, z wysokości swej akrokorynckiej twierdzy, dysponował całymi zasobami Peloponezu, a przynajmniej tych jego krain, które jeszcze nie sprzymierzyły się ze Spartą. Znów rozsyłał pisma i memoranda, wzywając sojusznicze miasta helleńskie do ofiarności. Tym razem nie żądał jednak żołnierzy, ale dostaw: żywności, obroku dla koni, wełnianych płaszczy chroniących przed jesienną słotą, solidnych wozów dla taboru. Domagał się również sprzętu wojskowego: mieczy, włóczni (te najszybciej zużywały się w boju – czasem wystarczyło jedno fałszywe pchnięcie, by stalowe ostrze odłamało się od drzewca), strzał, brązowych hełmów. WIĘCEJ… »

Opowieść helleńska: Kassander VI (Megas Alexandros)

 Alexandre Guillemot,  "Mars i Venus zaskoczeni przez Wulkana"

Alexandre Guillemot,
„Mars i Venus zaskoczeni przez Wulkana”

Jesień zaczęła się wcześnie tego roku. Dni stały się chłodniejsze, a noce – wręcz zimne. Co kilka dni spadał ulewny deszcz, zamieniający ulice Koryntu w jeden wielki ściek. Spływały nim wszelakie nieczystości, zazwyczaj składowane w ślepych zaułkach, między pozbawionymi okien ścianami ciasno stłoczonych domów. Miasto, cuchnące w lecie spalonym tłuszczem, rybami, nieświeżą baraniną i zabójczą dla nozdrzy mieszanką egzotycznych przypraw, teraz śmierdziało butwiejącymi liśćmi i rozpuszczonymi przez ulewy ekskrementami z przepełnionych publicznych szaletów.

Koryntyjczycy szukali schronienia przed jesiennymi chłodami w dobrze nagrzanych publicznych łaźniach. W ślad za nimi poszły wpierw hetery, a następnie zwykłe pornai. Piękne kobiety bez najmniejszego wstydu pozbywały się swych szat, by kąpać się nago w basenach ciepłej wody, pośród również nagich, wpatrzonych w nie mężczyzn. WIĘCEJ… »

Dwadzieścia trzy. I pół (Miss.Swiss)

Jean-Auguste-Dominique Ingres, "Princesse Albert de Broglie, née Joséphine-Eléonore-Marie-Pauline de Galard de Brassac de Béarn"

Jean-Auguste-Dominique Ingres, „Princesse
Albert de Broglie, née Joséphine-Eléonore-Marie-Pauline
de Galard de Brassac de Béarn”

Rozpoznał ją od razu, gdy tylko stanęła w drzwiach hotelowej restauracji. Wstrzymał oddech. Nie zmieniła się. Wyglądała czarująco. Jak kiedyś.

Miała na sobie elegancką, szafirową sukienkę, czyżby tę samą, pomyślał, co wtedy? Nie, raczej to mało prawdopodobne, po dwudziestu trzech latach od ostatniego spotkania… Zauważył, że jej pojawienie się od razu przyciągnęło pełne uznania spojrzenia kilku siedzących przy barze mężczyzn. I znów, jak kiedyś, poczuł lekkie ukłucie zazdrości towarzyszące jednakże wyraźnemu uczuciu dumy, że jest tu dziś z jego powodu.

Podniósł się powoli nie spuszczając z niej wzroku. W tym momencie i ona go zauważyła, uśmiechnęła lekko i skierowała w jego stronę. To wszystko było tak nierealne, wręcz magiczne, iż przez chwilę zdawało mu się, że obserwuje samego siebie grającego w filmie.

W chwili gdy stanęła przed nim i poczuł delikatne muśnięcie zapachu perfum ‒ wciąż używała Opium YSL ‒ zakręciło mu się w głowie. Jak kiedyś.

WIĘCEJ… »

Żegnaj Lizbono II (Miss.Swiss)

Autor nieznany, "Ruiny Lizbony"

Autor nieznany, „Ruiny Lizbony”

Słowa te, a może ton, którym zostały wypowiedziane, przepełniły mnie trwogą. Wzdrygnąłem się, czując przebiegający po krzyżu dreszcz. Nie był to dreszcz pożądania, lecz raczej przeczucia nadciągającego niebezpieczeństwa. Znieruchomiałem.

Ucałowawszy chłodne teraz wargi Áurei, podniosłem się z łoża.

– Będzie lepiej, jeśli świt zastanie nas w oddzielnych izbach.

Spojrzała na mnie uważnie i zmrużyła oczy. Nie odpowiedziała. WIĘCEJ… »

Opowieść helleńska: Kassander V (Megas Alexandros)

Edouard-Henri Avril, "De figuris veneris 6"

Edouard-Henri Avril, „De figuris veneris 6”

Herakliusz, bo tak było na imię posłańcowi spod Ephyry, wpółleżał na swym łożu i pochłaniał kolejne kawałki pieczonej baraniny. Od dwóch dni i dwóch nocy nie miał w ustach jedzenia i wyglądało na to, że zamierzał podczas tej wieczerzy nadrobić wszelkie zaległości.

Kassander leżał na posłaniu nieopodal, przyglądając się młodemu żołnierzowi. Gdy zmył z siebie pył podróży i przywdział świeży, dorycki chiton z białej wełny, prezentował się całkiem godnie. Był przystojnym mężczyzną o czarnych, kręconych włosach i niemal równie ciemnych oczach. WIĘCEJ… »

BĄDŹCIE Z NAMI NA FACEBOOKU

LOGOWANIE

AKTYWNI KOMENTATORZY

(komentarze z ostatniego miesiąca)
  • Nefer (37)
  • Mick (30)
  • Megas Alexandros (18)
  • Ania (12)
  • Radosky (9)
  • Anonim S (8)
  • Karel Godla (5)
  • Roksana (4)
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się, jak je wyłączyć.