Côte Noire (Miss.Swiss)

Henri Lebasque, "Nu allongé sur la plage"

Henri Lebasque, „Nu allongé sur la plage”

Z balkonu mojego małego mieszkania w Starym Porcie widać pełne przepychu kamienice w pastelowych kolorach, hotele wyglądające jak torty weselne, nieckę przystani z cumującymi jachtami bogaczy i słynny Pałac Festiwali wyróżniający się wybitnym brakiem gustu. Każdego roku w maju światowe kino ma tu swoją stolicę.

Jest początek listopada, więc na Croisette zabrakło chwilowo starszych, nobliwych Paryżanek spacerujących z perfekcyjnie wystrzyżonymi pudlami, nie ma porażającego oczy blasku nuworyszów ani młodych zamożnych nierobów w drogich okularach przeciwsłonecznych.

WIĘCEJ… »

4.62 avg. rating (90% score) - 52 votes

Żegnaj Lizbono – część trzecia (Miss.Swiss)

Autor nieznany, ilustracja ukazująca zniszczenia Lizbony

Autor nieznany, ilustracja ukazująca zniszczenia Lizbony

Wąski i ciemny pokój, w którym Berengaria ulokowała Inès, mieścił się na drugim piętrze, przy końcu korytarza, obok pomieszczeń gospodarczych. Nikt z gości tu nie zachodził, nie było więc niebezpieczeństwa, że ktoś niepowołany znajdzie dziewczynę.

Zastukałem trzykrotnie. Musiała czekać tuż za drzwiami, bo otworzyła od razu. Oglądałem ją już z bliska, a jednak za każdym razem jej widok pozbawiał mnie tchu. Nie widziałem nigdy szlachetniejszego piękna. Dziewczęta podarowały jej błękitną suknię, skromną, bez wycięć czy ozdób. Mimo luźnego kroju przy każdym ruchu widziałem zarys jej szczupłego, zwinnego ciała pod miękkim, lejącym się materiałem. Złote włosy spływały gęstą kaskadą na ramiona, otaczając jej drobną szlachetną twarz. Oczy błyszczały w blasku jednej, skromnej świecy ustawionej na kamiennym parapecie okna.

WIĘCEJ… »

4.73 avg. rating (91% score) - 51 votes

Opowieść helleńska: Kassander VIII (Megas Alexandros)

Simon Vouet, "Lukrecja i Tarkwiniusz"

Simon Vouet, „Lukrecja i Tarkwiniusz”

Dzień, w którym stoczono bitwę pod Megalopolis, był słoneczny i ciepły, jak na tę porę roku. Choć Antypater zmusił swe wojska do forsownego marszu, pokonując codziennie sto pięćdziesiąt stadionów, Spartanie nie dali się zaskoczyć nagłym nadejściem wroga. Kiedy Macedończycy o poranku stanęli na szerokiej równinie na północ od miasta, po drugiej jej stronie ujrzeli już uszykowane zastępy Lacedemonu.

Król Agis zgromadził armię, jakiej Sparta nie miała od niemal stu lat, od końca wojny peloponeskiej, którą opisał wielki Tukidydes. Wraz ze swymi sojusznikami – Achajami, Arkadyjczykami, mieszkańcami Elidy – Lacedemon wystawił ponad dwadzieścia tysięcy żołnierzy. Trzy czwarte stanowili ciężkozbrojni hoplici, resztę zaś – lekkozbrojni harcownicy: peltaści, łucznicy i procarze. W polu armia ta prezentowała się doskonale.

WIĘCEJ… »

4.70 avg. rating (92% score) - 107 votes

Opowieść helleńska: Kassander VII (Megas Alexandros)

William Etty, "Król Lidii Candaules pokazuje swą żonę Gytesowi"

William Etty, „Król Lidii Candaules pokazuje swą żonę Gytesowi”

Pierwszy z jesiennych miesięcy tego roku upłynął na żmudnych przygotowaniach do wojny. Kassander, z wysokości swej akrokorynckiej twierdzy, dysponował całymi zasobami Peloponezu, a przynajmniej tych jego krain, które jeszcze nie sprzymierzyły się ze Spartą. Znów rozsyłał pisma i memoranda, wzywając sojusznicze miasta helleńskie do ofiarności. Tym razem nie żądał jednak żołnierzy, ale dostaw: żywności, obroku dla koni, wełnianych płaszczy chroniących przed jesienną słotą, solidnych wozów dla taboru. Domagał się również sprzętu wojskowego: mieczy, włóczni (te najszybciej zużywały się w boju – czasem wystarczyło jedno fałszywe pchnięcie, by stalowe ostrze odłamało się od drzewca), strzał, brązowych hełmów. WIĘCEJ… »

4.70 avg. rating (92% score) - 105 votes

Opowieść helleńska: Kassander VI (Megas Alexandros)

 Alexandre Guillemot,  "Mars i Venus zaskoczeni przez Wulkana"

Alexandre Guillemot,
„Mars i Venus zaskoczeni przez Wulkana”

Jesień zaczęła się wcześnie tego roku. Dni stały się chłodniejsze, a noce – wręcz zimne. Co kilka dni spadał ulewny deszcz, zamieniający ulice Koryntu w jeden wielki ściek. Spływały nim wszelakie nieczystości, zazwyczaj składowane w ślepych zaułkach, między pozbawionymi okien ścianami ciasno stłoczonych domów. Miasto, cuchnące w lecie spalonym tłuszczem, rybami, nieświeżą baraniną i zabójczą dla nozdrzy mieszanką egzotycznych przypraw, teraz śmierdziało butwiejącymi liśćmi i rozpuszczonymi przez ulewy ekskrementami z przepełnionych publicznych szaletów.

Koryntyjczycy szukali schronienia przed jesiennymi chłodami w dobrze nagrzanych publicznych łaźniach. W ślad za nimi poszły wpierw hetery, a następnie zwykłe pornai. Piękne kobiety bez najmniejszego wstydu pozbywały się swych szat, by kąpać się nago w basenach ciepłej wody, pośród również nagich, wpatrzonych w nie mężczyzn. WIĘCEJ… »

4.68 avg. rating (91% score) - 108 votes

Dwadzieścia trzy. I pół (Miss.Swiss)

Jean-Auguste-Dominique Ingres, "Princesse Albert de Broglie, née Joséphine-Eléonore-Marie-Pauline de Galard de Brassac de Béarn"

Jean-Auguste-Dominique Ingres, „Princesse
Albert de Broglie, née Joséphine-Eléonore-Marie-Pauline
de Galard de Brassac de Béarn”

Rozpoznał ją od razu, gdy tylko stanęła w drzwiach hotelowej restauracji. Wstrzymał oddech. Nie zmieniła się. Wyglądała czarująco. Jak kiedyś.

Miała na sobie elegancką, szafirową sukienkę, czyżby tę samą, pomyślał, co wtedy? Nie, raczej to mało prawdopodobne, po dwudziestu trzech latach od ostatniego spotkania… Zauważył, że jej pojawienie się od razu przyciągnęło pełne uznania spojrzenia kilku siedzących przy barze mężczyzn. I znów, jak kiedyś, poczuł lekkie ukłucie zazdrości towarzyszące jednakże wyraźnemu uczuciu dumy, że jest tu dziś z jego powodu.

Podniósł się powoli nie spuszczając z niej wzroku. W tym momencie i ona go zauważyła, uśmiechnęła lekko i skierowała w jego stronę. To wszystko było tak nierealne, wręcz magiczne, iż przez chwilę zdawało mu się, że obserwuje samego siebie grającego w filmie.

W chwili gdy stanęła przed nim i poczuł delikatne muśnięcie zapachu perfum ‒ wciąż używała Opium YSL ‒ zakręciło mu się w głowie. Jak kiedyś.

WIĘCEJ… »

4.69 avg. rating (90% score) - 42 votes

Zapach wanilii (Miss.Swiss)

Maxwell's Daemon (maxwelld), "Portrait in Chanel sunglasses", CC BY-NC 3.0

Maxwell’s Daemon (maxwelld), „Portrait in
Chanel sunglasses”, CC BY-NC 3.0

Susanne leżała na plecach pośrodku wąskiej zarośniętej drogi wspinającej się serpentyną wokół zalesionego pobocza. Nad sobą widziała ostry szafir porannego nieba kontrastujący z postrzępionymi soczystozielonymi liśćmi palm. Już o wczesnym poranku temperatura na wyspie przekroczyła 35 stopni, jednak zawsze obecny lekki wiatr łagodził odczucie upału. Słyszała jedynie szum liści, pokrzykiwania niewidocznych małp mona, pojedyncze odgłosy egzotycznych ptaków i przy-spieszony oddech Ryana wsuwającego się do jej rozpalonego wnętrza.

Wyjechali do St. Georges tuż po siódmej rano, jednak Ryan zamiast zjechać utartym szlakiem do stolicy zawrócił motor w najbliższej wsi i skierował go w stronę Grenville, by potem skręcić na drogę wiodącą do dżungli. Poruszali się najpierw szerokim ubitym gościńcem, przy którym stały jeszcze pojedyncze zaniedbane domy, potem drogi stawały się węższe, bardziej kręte i niedostępne, a domki nędzniejsze i rzadsze. WIĘCEJ… »

4.66 avg. rating (90% score) - 50 votes

Żegnaj Lizbono – część druga (Miss.Swiss)

Autor nieznany, "Ruiny Lizbony"

Autor nieznany, „Ruiny Lizbony”

Słowa te, a może ton, którym zostały wypowiedziane, przepełniły mnie trwogą. Wzdrygnąłem się, czując przebiegający po krzyżu dreszcz. Nie był to dreszcz pożądania, lecz raczej przeczucia nadciągającego niebezpieczeństwa. Znieruchomiałem.

Ucałowawszy chłodne teraz wargi Áurei, podniosłem się z łoża.

– Będzie lepiej, jeśli świt zastanie nas w oddzielnych izbach.

Spojrzała na mnie uważnie i zmrużyła oczy. Nie odpowiedziała. WIĘCEJ… »

4.68 avg. rating (91% score) - 50 votes

Opowieść helleńska: Kassander V (Megas Alexandros)

Edouard-Henri Avril, "De figuris veneris 6"

Edouard-Henri Avril, „De figuris veneris 6”

Herakliusz, bo tak było na imię posłańcowi spod Ephyry, wpółleżał na swym łożu i pochłaniał kolejne kawałki pieczonej baraniny. Od dwóch dni i dwóch nocy nie miał w ustach jedzenia i wyglądało na to, że zamierzał podczas tej wieczerzy nadrobić wszelkie zaległości.

Kassander leżał na posłaniu nieopodal, przyglądając się młodemu żołnierzowi. Gdy zmył z siebie pył podróży i przywdział świeży, dorycki chiton z białej wełny, prezentował się całkiem godnie. Był przystojnym mężczyzną o czarnych, kręconych włosach i niemal równie ciemnych oczach. WIĘCEJ… »

4.72 avg. rating (92% score) - 107 votes

Opowieść helleńska: Kassander IV (Megas Alexandros)

Annibale Carracci, "Jupiter i Junona"

Annibale Carracci, „Jupiter i Junona”

Kassander konał.

Przywiązany do łóżka skórzanymi pasami, rozpalony gorączką, z deseczką wciśniętą między zęby, by w paroksyzmie bólu nie odgryzł sobie języka, trząsł się jakby z zimna, choć od pobliskiego kominka buchał żar. W upale, jaki panował w komnacie, uwijało się przy nim dwóch mężczyzn. Jednego znał – był to macedoński medyk Filotas, jego podwładny w akrokorynckim garnizonie. Drugiego nie poznawał – wysoki, z wąskimi ramionami, łysą czaszką i krótką, starannie przystrzyżoną brodą, pochylał się nad jego bokiem. Marszczył brwi z wyraźnym niezadowoleniem. Kassander patrzył, jak mężczyzna pochyla się i wącha długą ranę pomiędzy jego żebrami. Po wyrazie twarzy łatwo było się domyślić, że brodaczowi nie podoba się zapach, dobywający się z rozciętego ciała. WIĘCEJ… »

4.70 avg. rating (92% score) - 106 votes
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się, jak je wyłączyć.