Posty w kategorii Klasyczne

Opowieść helleńska: Demetriusz – Epilog (Megas Alexandros)

Edouard-Henri Avril, "De figuris veneris 18"

Edouard-Henri Avril, „De figuris veneris 18”

Walki na ulicach ciągnęły się przez całą noc i następny dzień.

Pomimo ujęcia Dionizjusza z Faleronu znaczna część wojsk tyrana nie zgodziła się skapitulować. Czując, że grunt pali im się pod nogami, najemnicy rozpoczęli systematyczną grabież. Scytowie z miejskiej straży okazali się zbyt słabi, by ich powstrzymać. Kiedy do Aten wkroczyła obywatelska armia pod wodzą strategów, wybuchły chaotyczne starcia, toczone zarówno na głównych traktach, jak i w wąskich zaułkach. WIĘCEJ… »

Zdrady I (Miniatury Smoka Wawelskiego)

Upojenie

Elżbieta pracowała w firmie od niedawna. Trudno powiedzieć, czy znalezienie się w niej można było nazwać awansem. Z pewnością była to jednak duża zmiana. Z niewielkiej firemki, kierowanej przez dwu braci i działającej przede wszystkim na lokalnym rynku, przeszła do może nie jakiejś olbrzymiej korporacji, ale przedsiębiorstwa, które miało rozlicznych klientów rozsianych po całej Europie, realizowało duże projekty, a przede wszystkim było zarządzane w nowoczesny sposób. Zmiana z widzimisię właścicieli na jasne, obowiązujące niemal wszędzie procedury nie pozwalała na dużą elastyczność i kreatywność w miejscu pracy, jednak zarazem dawała pewność, że działa się w sposób właściwy, sprawdzony już w przeszłości i po prostu skuteczny. WIĘCEJ… »

Zaginiony artefakt II (Squzi)

– Dokąd? – zapytał Desmond.

– Zabawiłam się. Teraz musimy skorzystać z tylnego wyjścia, bo jak sam widzisz, banda drwali blokuje drzwi – stwierdziła z sarkazmem. – Może wydać ci się to dziwne, skoro nic nie zrobiłeś, ale wydaje mi się, że to ciebie szukam – dodała.

– A co niby miałem zrobić?

– Bo ja wiem? Łaskawie stanąć w mojej obronie – odparła, po czym skierowała się w stronę zaplecza. Karczmarz nawet nie zareagował. Stał jak osłupiały i wcale nie miał zamiaru protestować. WIĘCEJ… »

Lizbona – wersja oryginalna (seaman)

Jest to pierwotna wersja opowiadania o tym tytule. Przeczytaj również „Lizbonę” w wersji z 2014 r.

Obudził ją dźwięk esemesa. To „służbowy” telefon. Ucieszyła się, bo już od trzech tygodni nie otrzymywała wiadomości, a co za tym idzie – żadnej pracy. Urlop był czasem wskazany, ale nie aż tak długi.

Niespiesznie wstała z łóżka i poszła do łazienki. Powoli rozczesywała długie włosy, potem umyła twarz i zęby, zaczęła poranny rytuał higieny. Niecierpliwiła się na myśl o nowym zadaniu, ale postanowiła jeszcze nie odczytywać wiadomości – lubiła odsuwać w czasie nieznane rozkosze. Weszła pod prysznic, puściła gorącą wodę i powoli zmywała z ciała ślady nocnej senności. Ostrą gąbką szorowała krągłe, jędrne piersi, skórę na płaskim i umięśnionym brzuchu oraz pupie. Mocno wyszorowała się wpierw między udami, potem między pośladkami – zawsze zwracała uwagę na to, by ładnie tam pachnieć. WIĘCEJ… »

Róża miłości I (Tłumacze NE)

Rys. Fameni-Liporini

Rys. Fameni-Liporini

Drogie Czytelniczki! Drodzy Czytelnicy!

Rozpoczynamy dziś na Najlepszej Erotyce nowy, eksperymentalny projekt – „Przekłady”. W jego ramach będziemy tłumaczyć na język polski i przedstawiać Wam stare i nieco już zapomniane dzieła o tematyce erotycznej, prawdziwe perły gatunku sprzed wieku albo dwóch. Są to często teksty anonimowe, niekiedy przypisywane znanym autorom, którzy jednak nigdy się do nich nie przyznali, a nawet gdy zostały podpisane – to majątkowe prawa autorskie do nich dawno już wygasły.

Odkurzając owe powieści, opowiadania oraz miniatury, jesteśmy bardzo ciekawi, czy mimo lat, które minęły od ich stworzenia, są jeszcze w stanie zaciekawić współczesnych odbiorców. Odpowiedź na to pytanie należy wyłącznie do Was. WIĘCEJ… »

Siedem pieczęci: Pieczęć pierwsza (Smok Wawelski)

Leżę na łóżku. To jeden z tych momentów, kiedy człowiek nie zajmuje się niczym innym, tylko kontemplacją świata lub też przeżytych chwilę wcześniej wydarzeń. Teraz jest czas na spokojne poukładanie sobie wszystkiego, moment na wyciszenie, na ocenę tego, co się stało, na rozmyślanie o tym, jak minione chwile odcisną się na moim dalszym życiu. I czy w ogóle będą miały na nie jakikolwiek wpływ.

Leżę na łóżku nagi. Lubię nagość. Jest mi ona bliska. Nie krępuję się chodzić po domu bez ubrania czy opalać się bez kąpielówek na jednej ze śródziemnomorskich wysp. Jeśli ktoś mnie dostrzeże przez okno – cóż, jego wina, było nie zapuszczać żurawia tam, gdzie nie trzeba. Moje ciało nie jest idealne. WIĘCEJ… »

Szalony wyjazd na żagle (Micra21)

Rok dwa tysiące siódmy, początek lipca, sobota godzina szósta rano – jadę do Rucianego-Nidy na żagle. Nareszcie, po kilkunastu latach, mogę wejść na pokład żaglówki. Mój dobry kolega Tomek zaproponował mi wypad na sobotę i niedzielę na Mazury, gdzie w Rucianem-Nidzie stacjonuje jego łódź. Mamy całe dwa dni na pływanie po Mazurach. Całe DWA DNI!! Z radości nucę sobie pod nosem jakieś piosenki żeglarskie, dziś już nie pamiętam jakie. Sobotni poranek powitał mnie o piątej pełnym słońcem i czystym błękitem nieba. WIĘCEJ… »

Gorzkie wino (Areia Athene)

Dla M.

Był późny wieczór. Nad zamkiem rozpętała się gwałtowna nawałnica, przynosząc ulgę po upalnym dniu. Gromy biły jeden za drugim, bezustannie rozświetlając niebo niczym łuna pożaru.

W sąsiadującym z główną bramą niewielkim pomieszczeniu trzej młodzi wartownicy grali w kości. Czwarty – ich dowódca – siedział na stołku, opierając się plecami i głową o ścianę. Przymknął oczy i oddychał spokojnie, nasłuchując odgłosów burzy.

Nagle spomiędzy szumu deszczu i wycia wiatru wydobył dźwięk, który go zaskoczył – odgłos pukania w bramę. Otworzył szeroko oczy i spojrzał na swoich podwładnych, ale ci spokojnie kontynuowali grę. Najstarszy z wartowników uznał, że najwyraźniej się przesłyszał, albo że przysnął na moment, znużony całym dniem pracy.

Uspokoił się myślą, że przecież WIĘCEJ… »

Po prostu niebo cz. 10 – finał (Santi)

David Zayas Jr, Dominique D'Vita, "Looking", CC BY-NC-ND 3.0

David Zayas Jr, Dominique D’Vita,
„Looking”, CC BY-NC-ND 3.0

Po prostu niebo cz. 9

Stan był ubrany w jasnoszare palto, które chroniło go przed chłodem i deszczem. Środek maja, a jednak wiatr jakiś porywisty, niebo zachmurzone, bardziej jesiennie niż wiosennie. Zresztą pogoda była zgodna z nastrojem mężczyzny – pożegnań, smutku, niewysłowionej straty. Nie mogły tego zmienić pąki na drzewach, zieleń trawy, czy kolory kwiatów na klombach. Szedł powoli, wdychając powietrze o zapachu wilgotnego igliwia. Niespełna miesiąc temu wrócił ze Szwajcarii po serii zabiegów. Aż do zeszłego tygodnia szykował się do powrotu na konia: realizacji pierwszej kampanii od czasu przerwy. W imię zasady – „show must go on” – jak śpiewał niezrównany Freddie Mercury.

Wzrok Stana został uratowany, zagrożenie przynajmniej na kilka kolejnych lat zażegnane – tak powiedział lekarz, Szwajcar o hinduskich korzeniach, mówiący perfekcyjnie czterema językami. Jeśli jego umiejętności okulistyczne dorównywały talentowi lingwistycznemu, nie trzeba się było niczego obawiać. Oczywiście, połatane laserem oczy to już nie sprzęt pierwszej jakości, wymagają więcej odpoczynku, troski, uwagi, wobec pierwszych sygnałów niesprawności. Ale są, a wraz z nimi całe to życie jak dotąd. WIĘCEJ… »

Ostatni klaps (Seelenverkoper)

Lies Thru a Lens, "Mollie", CC BY 2.0

Lies Thru a Lens, „Mollie„, CC BY 2.0

Wielu kładąc się spać obawia się, że nie ujrzy następnego poranka. Ja bałem się tylko tego,

że znów o świcie otworzę oczy i zobaczę świat. Znów będę musiał zmuszać się do za krótkich, spazmatycznych zaczerpnięć powietrza. Bywa. Każdy ma własne demony. Czasem kobiety, ale w sumie czy to nie to samo? Nie bez kozery diabły i ich sabacze pokłosie miały wielkie cycki i ociekające sokami cipy. Ewentualnie niewinne oczy i zakolanówki gimnazjalistek. Ja miałem wódkę.

Przetarłem zaropiałe oczy i spojrzałem na fosforycznie świecący ekran telefonu. Ósma dwadzieścia.

– Co ja kurwa robię przytomny o tej pogańskiej godzinie? – spytałem sam siebie, zmuszając do kooperacji przeżarte rzygami i wódą gardło.

Ktoś ścianę w ścianę znów darł ryja. Kamienica z początku dwudziestego wieku, w której mimo woli mieszkaliśmy razem, miała grube ściany ale to nie stanowiło zbytniej przeszkody dla moich sąsiadów. WIĘCEJ… »

BĄDŹCIE Z NAMI NA FACEBOOKU

LOGOWANIE

AKTYWNI KOMENTATORZY

(komentarze z ostatniego miesiąca)
  • Nefer (37)
  • Mick (30)
  • Megas Alexandros (18)
  • Ania (12)
  • Radosky (9)
  • Anonim S (8)
  • Karel Godla (5)
  • Roksana (4)
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się, jak je wyłączyć.