Nowy świat czarownic 5-7 (Nefer)

John William Waterhouse, „Lamia i żołnierz”

5

Pobiegł prosto do stajni, do Demona. Jak mógłby inaczej? To znaczy, chciał pobiec. Okazało się, że ochraniacz jednak w tym przeszkadza i musiał poprzestać na szybkim pokonaniu korytarzy, schodów i dziedzińca. Nadal trochę bolało, ale ten ból dało się już wytrzymać. Zrozumiał, dlaczego wszyscy szlachetnie urodzeni panowie na dworze poruszali się statecznie i dystyngowanie, dlaczego nie jeździli konno i nie polowali. Zajmowali się jakimiś błahymi, nie wymagającymi większego wysiłku czy sprawności czynnościami. Wszyscy, oprócz jego jednego. To znaczy, teraz właśnie do nich dołączył. Jak mogli z tym żyć? Jason zaledwie od roku, zresztą i tak był skończonym dupkiem, ale mężowie margrabiny nawet od wielu lat? I w dodatku sprawiali wrażenie zadowolonych, nadskakiwali swojej pani i małżonce przy każdej okazji, z radością przyjmowali zaproszenie do jej sypialni. Czyżby dlatego, że tam uwalniała ich od tego przeklętego przyrządu? Jeżeli nawet, to tylko po to, by wkrótce nałożyć pierścienie na nowo. Gdy tylko usłużyli Milady w wiadomy sposób. I jeszcze czynili to z ochotą!

Przywarł czołem do szyi Demona. Poklepał po pysku, poczuł zapach zwierzęcia. Koń lekko uszczypnął chłopaka wargami. Domagał się pieszczot, może marchewki, a na pewno przejażdżki. Marcus poczuł, jak zbierają mu się łzy w oczach… Matka powiedziała, że już nigdy… I nie miał nawet w tej chwili żadnego przysmaku, by pożegnać się z przyjacielem…

Dostrzegł jakiś ruch, ktoś podszedł do stanowiska Demona, jakby z wahaniem. Sudrun.

– Czego tu szukasz? – spytał ostro, wrogo. Tylko jej jeszcze tutaj brakowało!

– Paniczu Marcusie, ja… Przyniosłam jabłko dla Demona… Zostawiłam ze śniadania, ale dopiero teraz miałam wolną chwilę… Może sam mu podasz?

Chciał już odesłać ją gniewnie, ale koń lubił dziewczynę, znał jej zapach, wiele razy zajmowali się nim wspólnie podczas przejażdżek. I lubił jabłka, bardzo lubił jabłka…

– Daj mu ty.

Patrzył w milczeniu, jak ogier chciwie porywa niewielki, zasuszony nieco po zimie owoc z dłoni gwardzistki, uważając jednak przy tym, by nie pochwycić jej palców. Podstawił potem głowę, czekając na kolejne pieszczoty. Czyż miał z tego powodu uznać przyjaciela za zdrajcę?

– Paniczu Marcusie… Nie miej nam za złe. Mnie i Tamarze… To i tak by się stało, prędzej czy później.

– Powiedziałyście o wszystkim mojej matce, pewnie to ona was nasłała!

– Książę, musiałyśmy powiadomić Milady! Takie otrzymałyśmy rozkazy i był to nasz obowiązek. I tak nie zdołałbyś tego ukryć.

– Nie zaprzeczasz nawet, że przysłała was margrabina!

Milczała przez chwilę.

– Jesteś, byłeś miłym chłopcem i zawsze chciałyśmy dla ciebie jak najlepiej, chciałyśmy sprawiać ci przyjemność… Rozkazy Jej Wysokości nie miały tu nic do rzeczy… Ty też dawałeś nam rozkosz… A teraz w podobny sposób będziesz służył jakiejś wielkiej pani, swojej małżonce. I ona też na pewno cię polubi, przecież nie może nie polubić! Żadna kobieta czy dziewczyna nie może nie poczuć do ciebie sympatii!

– Wiesz, że przez to wszystko straciłem Demona? Już nigdy go nie dosiądę, już nigdy nie pogalopujemy po łące, nie ruszymy na polowanie, już nigdy nie będziemy się ścigać! Możesz się cieszyć, teraz wygrasz ze mną bez trudu, za każdym razem. O ile kiedykolwiek zechcę jeszcze jakiegokolwiek konia, bo w tej chwili nie mam na żadnego najmniejszej ochoty!

– Ale przecież… – Zamilkła, gdy pojęła, na czym polega problem, ból i rozpacz chłopaka.

– Mam ci pokazać? Jesteś może ciekawa? O tym też wiedziałaś… Pewnie wszyscy wiedzieli, ale mnie jednemu nikt nic nie powiedział… To ona zabroniła o tym mówić?

– Wszyscy za bardzo cię lubili, nie chcieli, byś martwił się na zapas, książę. Przecież i tak nic nie można by na to poradzić. Jesteś, kim jesteś. Musisz się z tym pogodzić i spełniać swoje obowiązki, jak każdy z nas.

– Tak, mój obowiązek! Dlaczego to ja mam obowiązki? Dlatego, że urodziłem się jako błękitnokrwisty, a teraz dorosłem i stałem się mężczyzną? Dlaczego Lady Miranda nie ma takich obowiązków? Dlaczego moja siostra, Mirella, także nie musi znosić podobnych ograniczeń? Teraz pewnie to ona dostanie nowego wierzchowca, chociaż wcale nie chce Demona, ani nie potrafi na nim jeździć. Zmarnuje  go tylko.

Przytulił rozpaczliwie twarz do łba konia. Po chwili poczuł, jak delikatna dłoń dziewczyny zaczyna gładzić zarówno rumaka jak i jego włosy. Nie potrafił jej odtrącić…

– Dlaczego? – wyszeptał.

– Bo tak już jest i nic na to nie możemy poradzić.

– A jednak mogę coś zrobić. Nie pozwolę Mirelli zmarnować Demona! Poproszę matkę, by dała go tobie! Po tym wszystkim nie może mi teraz odmówić!

– Paniczu Marcusie, ja nie zasługuję na takiego konia. Jestem zwykłym żołnierzem, nawet nie podoficerem.

– Ale umiesz jeździć konno jak nikt, a  Demon cię zna i lubi. Tobie okaże posłuszeństwo, a ty potrafisz wykorzystać jego możliwości!

– Nie mogę, paniczu.

– Ale chcesz! Widzę to w twoich oczach. Nie wierzę, że mogłabyś nie chcieć pogalopować na takim wierzchowcu!

– Dostojna margrabina nie przyjmie tego zbyt dobrze. To bardzo cenny koń.

– Nie dbam o to! Musi spełnić moją prośbę. Nie może odmówić po tym, co mi zrobiła.

– Może poprzestańmy na tym, że koń pozostanie twój, książę Marcusie, a ja będę się nim zajmowała i przeganiała? Na to dostojna pani zgodzi się o wiele łatwiej.

– Ale wtedy, gdy tylko opuszczę zamek, pewnie od razu ci go odbierze… Chyba, że wziąłbym jednak Demona ze sobą, a ty wyruszyłabyś w moim orszaku? Co ty na to?

– Ale dokąd, paniczu Markusie?

– Do księstwa Siedmiu Bram…

Przypomniał sobie, że obiecał nikomu o tym nie mówić, ale przecież Sudrun na pewno nie zdradzi tajemnicy. A zresztą zasługiwała na to, by wiedzieć, dokąd mógłby ją zabrać. Dziewczyna zamyśliła się z poważną miną.

– Różnie mówią o tym księstwie i o tamtejszym dworze. To pewnie same plotki, paniczu – dodała pospiesznie. – Ale dla takiego konia… I z pewnością przydałby ci się ktoś zaufany, a ja… ja mogłabym wtedy odpłacić… Ale na coś takiego musiałyby zgodzić się zarówno dostojna margrabina, jak i twoja przyszła pani i małżonka, a to raczej mało prawdopodobne – zakończyła jakby z ulgą, jak gdyby ktoś odrzucił za nią pokusę zdobycia wielkiej nagrody kosztem niebezpiecznego czynu.

– Zobaczymy… Tymczasem zajmij się Demonem dopóki jeszcze tu jestem. I nie mów nikomu o tych Siedmiu Bramach, bo to tajemnica.

– Tak, książę. Możesz na mnie liczyć w obydwu tych sprawach.

– Ach, tutaj jesteś Marcusie. Tego właśnie się spodziewałem. – We wrotach stajni stanął sir Dorian. – Chciałbym z tobą porozmawiać, chłopcze. O ile zechcesz porzucić towarzystwo ulubionego konia i tak uroczej gwardzistki.

– Prosiłem właśnie Sudrun, by zajmowała się teraz Demonem, skoro ja sam już nie mogę

Przez twarz sir Doriana przemknął cień.

– To bardzo dobry pomysł. Lady Miranda z pewnością to zrozumie i nie będzie miała nic przeciwko temu. A Sudrun, jak słyszałem, to znakomita amazonka.

– A Demon ją zna i będzie mu z nią lepiej, niż z kimkolwiek innym.

– Skoro jednak załatwiłeś już tę sprawę, to chciałbym z tobą porozmawiać. Przejdźmy się, Marcusie.

Niechętnie rozstał się z koniem i Sudrun, ale sir Dorian zamierzał może powiedzieć mu coś istotnego.

– Wiem, że ci trudno, Marcusie. Każdemu z nas było trudno. A ja… ja też kochałem konie…

– Skoro nie będę miał Demona, to nie chcę żadnego innego. Nie chcę żadnej szkapy, której mogę teraz dosiadać jako mężczyzna!

– Wiem co czujesz, sam myślałem kiedyś tak samo.

– I porzuciłeś konie, znajdując radość w uprawianiu ogrodu?

– Tak. To też potrafi dać zadowolenie…

– A przede wszystkim  można się tym zajmować także z tym ochraniaczem między nogami… W jaki sposób umiesz żyć z czymś takim? Jak potrafisz okazywać miłość i posłuszeństwo mojej matce, a twojej małżonce?

– Sam to kiedyś zrozumiesz, Marcusie. Twoja matka, Lady Miranda, to wspaniałomyślna i łaskawa pani. Jest prawdziwą damą z wielkiego domu. Traktuje nas wszystkich uprzejmie, zostawia wiele swobody…

– I ty mówisz o swobodzie? Skoro tobie też nakłada pewnie ten ochraniacz, gdy tylko usłużysz jej w łożu?

– Tak trzeba, Marcusie. Tak trzeba, synu. To odwieczna powinność błękitnokrwistych. Nasze nasienie jest zbyt cenne, my sami jesteśmy zbyt cenni, by służyć komuś innemu niż prawowitej pani i małżonce szlachetnego rodu. Nasienie oraz moc nie mogą się marnować.

– Jaka znowu moc?

– Wiesz przecież, że damy błękitnej krwi potrafią posługiwać się mocą, a Lady Miranda należy do najpotężniejszych spośród nich. Nie używa jej zbyt często i nigdy w drobnych sprawach… No, może czyni się bardziej świeżą i urodziwą, niż byłaby pozbawiona tej mocy kobieta z ludu w jej latach… Dużo bardziej świeżą i urodziwą, prawdę powiedziawszy, ale to powinniśmy jej przecież wybaczyć, a ja mam już akurat najmniej powodów, by uskarżać się na tę słabostkę mojej pani i małżonki. Bywa też, że rozpala płomienie świec podczas uczty, gdy chce, by wszyscy ją podziwiali. Sam to widywałeś. To tylko kaprysy, ale jej potęga zapewnia naszej marchii bezpieczeństwo, pokój i dostatnie życie nam wszystkim, zarówno szlachetnie urodzonym, jak i zwykłym poddanym. Twoja siostra, Lady Mirella, też może korzystać z tej mocy. I czyni to, odkąd poślubiła swego pierwszego małżonka. Jej moc jest jeszcze o wiele słabsza i używa jej głównie do uczynienia się piękniejszą, niż obdarzyła ją natura, ale tak zaczynają wszystkie młode damy z błękitnokrwistych rodów. Dopiero się uczy, matka udziela jej lekcji. Moc Mirelli z czasem wzrośnie, a kiedyś to ona odziedziczy Międzyrzecze i związane z władzą obowiązki.

– Ale co to ma wspólnego z tymi ochraniaczami i naszym życiem? Ja nie pragnę ani władzy, ani żadnej wielkiej mocy, chcę tylko żyć swobodnie, tak jak do tej pory!

– Mówisz, że nie pragniesz mocy… Ale to właśnie ty ją posiadasz, jesteś jej źródłem. Podobnie jak my wszyscy, mężczyźni błękitnej krwi.

– Jak to?

– To my tworzymy tę moc, to w nas ona narasta, chociaż nie potrafimy się nią posłużyć. Ofiarowujemy ją naszym paniom i małżonkom razem z nasieniem. To one ją przejmują, nie posiadając własnej. To dary szlachetnie urodzonych. Mężczyźni zbierają moc, damy potrafią ją przejąć i używać. Tylko one. Kobiety z ludu nie są do tego zdolne, podobnie jak zwykły parobek nie obdarzy nikogo mocą, choćby i wylał z siebie wiadro nasienia. To dlatego musimy nosić te ochraniacze.

– Żeby nic nam się nie stało? Rozumiem, że nasze nasienie jest cenne, jeżeli naprawdę dzieje się tak jak mówisz. Ale przecież nikt nie napada szlachetnie urodzonych panów na gościńcu. Przed czymś takim lepiej zresztą ochroniłaby czujna straż i dobry miecz w dłoni. I nie co dzień zdarzają się jakieś groźne wypadki. Po co ten przyrząd?

– Marcusie… Jakby ci to powiedzieć… Nasze panie i małżonki muszą mieć pewność, nie mogą pozwolić na marnowanie tej mocy, która jest im niezbędna i której zawsze potrzebują… A mężczyźni są słabi i ulegają pokusom… Czyż sam nie swawoliłeś z różnymi dziewkami służebnymi, z gwardzistkami, choćby z tą Sudrun? I czy nie sprawiało ci to przyjemności? Jeżeli moc zbiera się nieco dłużej, przyrasta silniej. Pani i małżonka otrzymuje wtedy więcej. Ale musi mieć pewność, że małżonek nie roztrwoni nasienia oraz mocy gdzieś w stogu siana z jakąś dziewką z ludu. To temu służy ochraniacz.

– Ale gdybym obiecał, że…

– Marcusie, sam nie wierzysz w to, co mówisz. Jak więc mogłaby uwierzyć jakakolwiek pani szlachetnego rodu? A tak, posiada całkowitą pewność. I jest jeszcze coś…

– Co takiego?

– Ta moc… Moc związana w jakiś przedziwny sposób z nasieniem narasta silniej i szybciej gdy mężczyzna szlachetnego rodu czuje… Czuje podnietę, po prostu – wyrzucił z siebie sir Dorian. – Gdy chciałby trysnąć nasieniem. Może jeszcze tego nie doświadczyłeś, bo dopiero co wkroczyłeś w wiek męski, ale z pewnością doświadczysz prędzej czy później.

– Ale przecież… Wybacz, panie, ale Lady Miranda to bardzo piękna pani, sam to powiedziałeś. Z pewnością potrafi wprawić cię w stan podniecenia, służba nie raz plotkowała… – Urwał, zakłopotany.

– To szczera prawda. Jest urodziwa i posiada też inne talenty… Pożądam jej ponad wszystko… Ale ciąży też na niej wiele różnych obowiązków i po prostu nie może pobudzać mnie przez cały czas. A ma jeszcze innych mężów… Zostawia to służkom.

– Służkom?

– Tak, służkom. Nie zauważyłeś, że na zamku jest zawsze pełno ślicznych dziewcząt, pokojówek, posługaczek w kuchni, pralni czy gdzie indziej, a także gwardzistek? Czyż sam nie doświadczałeś ich żywiołowego zainteresowania? I nawet im się w tej sprawie nie dziwię. Jak myślisz, dlaczego nasza pani pozwala na coś takiego?

Przypomniał sobie nagle słowa matki o najlepszym sposobie rozbudzenia ciała młodego panicza. A Sudrun nie zaprzeczyła, że otrzymały z Tamarą specjalne rozkazy… Czyżby własnych mężów margrabina traktowała w identyczny sposób?

– Z takimi ochraniaczami na naszych przyrodzeniach może sobie na to pozwolić bez obawy. – Roześmiał się, nie do końca wesoło, sir Dorian. – Mężczyźni są słabi i nie oprą się podobnym pokusom… Wszyscy im ulegamy, czujemy pożądanie. Pożądanie, którego nie zdołamy zaspokoić bez udziału naszej pani i małżonki, a które powoduje gwałtowne wzbieranie mocy. Moc tę następnie oddajemy. Z własnej woli zresztą i w bardzo przyjemny dla obydwu stron sposób. Wtedy, gdy ona zaprasza nas do swojej sypialni.

– I zaraz potem ponownie nakłada wam obręcze…

– Tak jest łatwiej dla wszystkich, uwierz mi synu, bo tak mogę cię chyba nazwać. Po oddaniu nasienia i mocy odczuwam zawsze słabość. A jej potęga gwałtownie przyrasta. Gdyby zechciała, potrafiłaby bez trudu przeprowadzić sprawę siłą. Nie czyni tak, jest uprzejma i delikatna, zawsze bardzo delikatna.

– A gdybyś wolał zatrzymać moc? Gdybyś nie uległ swojej małżonce, nie usłużył jej w łożu, nawet gdy cię wezwała i zdjęła już te obręcze? Przecież wtedy też miałbyś moc, własną, nie cudzą. Mógłbyś się sprzeciwić.

– Nie myśl, a tym bardziej nie opowiadaj o takich rzeczach, Marcusie! Żaden mężczyzna nie potrafi posługiwać się mocą. My ją tylko gromadzimy i oddajemy. Nikt nie uczy nas jej użycia. To pewnie nie jest nawet możliwe. Zresztą… Lady Miranda to piękna dama, wiesz jaka potrafi być czarująca i uwodzicielska, gdy tylko zechce. A my… A ja… Gdy wzywa mnie do swoich apartamentów, nie potrafię myśleć o niczym innym, niż o tym, by jej usłużyć i samemu zyskać w ten sposób rozkosz, zyskać uwolnienie. Pragnę tego i wyczekuję przynajmniej od kilku dni, jeśli nie dłużej. Ooo, Milady doskonale o tym wie, zawsze bardzo starannie rozdziela swoje łaski. A gdy już zdejmie ten ochraniacz… Potrafię zrobić tylko jedno, napełnić ją nasieniem w każdy sposób, jakiego ona sobie zażyczy i tak szybko, jak tylko sobie zażyczy. A potem natychmiast tracę moc, której i tak nie potrafiłbym zresztą pewnie użyć. Te pierścienie służą również i temu celowi. Jak widzisz, synu, okazują się bardzo przydatne w wielu sprawach.

– I nikt nigdy nie zdołał się powstrzymać?

– Mężczyźni są słabi, synu. W tej sprawie nigdy nie zdołają się powstrzymać. A tutaj wszystko ułożono w taki sposób, by nawet tego nie chcieli, by gorąco pragnęli czegoś dokładnie przeciwnego. I oczywiście, zaspokajali swoje popędy z własną panią i małżonką.

– Przynajmniej to pojmujesz, panie, nawet jeżeli nie potrafisz niczego zmienić.

– A dlaczego miałbym chcieć coś zmieniać? Gdy byłem młody, gdy musiałem z pewnych rzeczy zrezygnować… Teraz przyzwyczaiłem się i żyję wygodnie… Margrabina to naprawdę piękna i łaskawa pani. A ty, może mógłbyś nazywać mnie ojcem, Marcusie? Bo chyba ja nim właśnie jestem.

– Powiedz mi, panie, dlaczego mówisz mi o tym wszystkim dopiero teraz? Czy tak postąpiłby prawdziwy ojciec?

– Nie chciałem martwić cię na zapas. To i tak niczego by nie zmieniło.

– To samo powiedziała dzisiaj Sudrun. Ale ona wiedziała przynajmniej dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach stałem się mężczyzną, kiedy po raz pierwszy w życiu trysnąłem nasieniem i mocą, jak powiadasz. Wiedziała, bo sama wczoraj do tego doprowadziła. I natychmiast zawiadomiła matkę. Ale już jej to wybaczyłem. Takie otrzymała rozkazy i nie miała innego wyjścia. I nie podaje się za mojego ojca. A ty, panie, jakie otrzymałeś rozkazy?

– Rozkazy?

– Skąd wiedziałeś, że właśnie wczoraj stałem się mężczyzną, a dzisiaj rano matka nałożyła ten ochraniacz? Nie zdołasz mi wmówić, że sam z siebie postanowiłeś odbyć tę rozmowę, akurat teraz. Przysłała cię margrabina.

– Synu, ja…

– Nie nazywaj mnie tak, panie. Ten sam kolor włosów, to jeszcze za mało. Porzuciłeś kiedyś konie, wracaj więc do swoich kwiatków. Może wyhodujesz kolejny piękny bukiet i zasłużysz na szczególne względy pani Międzyrzecza. Jeżeli, oczywiście, nie obiecała ci ich w zamian za wykonanie obecnej misji. A teraz, wybacz. Muszę iść na lekcje.

6

Mistrz Matteo nie okazał niecierpliwości z powodu opóźnienia lekcji i to chyba nie tylko dlatego, że stało się tak skutkiem rozkazów margrabiny. Dobrotliwy starzec, a dla Marcusa każdy kto posiadał siwe pasma we włosach uchodził za starca, często dawał podopiecznemu dużo swobody. Uczeń odpłacał się szybkimi postępami w nauce, która zazwyczaj nie sprawiała mu większych trudności. Dzisiaj nie miał jednak głowy do omawiania kolejnych wierszy starożytnych poetów, nawet jeżeli tworzyli oni poezje miłosne, w których często jakoby gustowały szlachetnie urodzone damy i których znajomość mogła okazać się dla młodego kawalera bardzo przydatna. Na ich wzór miał też ćwiczyć składanie własnych rymów ku czci wyimaginowanej do tej pory pani i małżonki. Ale na to tym bardziej nie potrafił się zdobyć. Mistrz dostrzegł szybko, że podopieczny przebywa w sali tylko ciałem. A tego jednego, braku skupienia i uwagi, nie tolerował.

– Co się z tobą dzieje, Marcusie? Rozumiem, że nadeszła wiosna i nie odmawiam ci rozrywek odpowiednich dla twojego wieku, ale wszystko w swoim czasie. Gdy skończymy, możesz do woli galopować z Demonem.

– Wybacz, mistrzu. Nie mam dzisiaj natchnienia i zrozumienia dla poezji… Ani dla myśli o małżeństwie.

– Czy to ma może coś wspólnego z wezwaniem od dostojnej margrabiny? Jeżeli tak, to pewnie wkrótce zakończą się nasze lekcje. – Starzec nie był głupcem. – Będzie mi ciebie brakowało, mój chłopcze. Wykazujesz duże zdolności i zazwyczaj szybko przyswajasz wiedzę. Dzisiaj… rozumiem, że możesz nie mieć głowy dla takich spraw. Ale za kilka dni… może jutro… Pomyśl, gdybyś ułożył odę albo choćby sonet sławiący zalety twojej przyszłej pani i małżonki, byłby to znakomity i wytworny prezent zaręczynowy. Z pewnością sprawiłby, że serce tej młodej damy zabiłoby żywiej i spojrzałaby na ciebie łaskawym wzrokiem.

Marcus żachnął się w duchu słysząc te słowa, ale w tejże chwili przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Mistrz znał się przecież także na historii i geografii Królestwa, chociaż te przedmioty wykładał głównie Mirelli. Młodemu księciu miała wystarczyć w tych kwestiach wiedza znacznie bardziej pobieżna, co wprawdzie i tak stanowiło podobno przejaw nowatorskich poglądów pani Międzyrzecza, ale w tej chwili zupełnie jej syna nie zadowalało. Nie mógł jednak spytać wprost, w końcu obiecał matce zachowanie tajemnicy, a wiedział, że nieposłuszeństwo w tej sprawie musiałoby wywołać gniew pani zamku. Sudrun, pomimo jej niedawnej „zdrady” ufał bardziej. Może nawet nie tyle wątpił w lojalność starca, co obawiał się jego gadatliwości, zwłaszcza przy kielichu z winem.

– Mistrzu, byłoby mi łatwiej ułożyć taki wiersz, gdybym wiedział coś o mojej przyszłej żonie, o jej ziemiach i dworze. Na pewno mógłbyś udzielić mi takiej wiedzy.

– Hmm, hmm, mój chłopcze, myślę, że Lady Miranda nie miałaby nic przeciwko temu… Podaj tylko imię szczęśliwej wybranki.

– Rzecz w tym, że nie znam jej imienia i rodu. Matka nie ujawniła tej informacji. Powiedziała tylko, że należy do najlepszej arystokracji, jest dziedziczką wielkich włości i zostanę jej pierwszym mężem. Przecież takich panien nie może być wiele, a ty na pewno potrafisz wyliczyć je wszystkie. Potem opowiesz mi o każdej z nich po kolei.

– Hmm, hmm… – Mistrz stracił nieco pewności siebie, gdy usłyszał o zachowaniu przez margrabinę imienia narzeczonej w tajemnicy. – Tym niemniej, może się okazać, że mamy kilkanaście takich młodych dam. Zamierzasz napisać sonet na cześć każdej z nich?

Chłopakowi zrzedła mina, gdy usłyszał te słowa i nie wydawał się już samemu sobie tak sprytnym, jak jeszcze przed chwilą. Ale szansa dowiedzenia się czegoś o otoczonym podobno złą sławą księstwie Siedmiu Bram przeważyła.

– I tak muszę pisać takie wiersze dla wprawy, a teraz przynajmniej jeden z nich na coś się może przyda.

– No dobrze, kogo my tu mamy…

Mistrz Matteo wydobył z jednej z szuflad mapę Królestwa i rozwinął ją na stole. Wskazał palcem na południe, akurat w kierunku, który najmniej interesował Marcusa. Chłopak nie ośmielił się jednak zaprotestować, ani też wpatrywać w ciemnozieloną plamę, oznaczającą ziemie położonego na północy księstwa Siedmiu Bram.

– Spójrzmy tutaj… Księżniczka Alicja, córka i następczyni Lady Amandy z księstwa Archipelagu. To rozległe i znaczące władztwo, chociaż wszystkie jego posiadłości znajdują się na wyspach. Mają potężną flotę i czerpią bogactwa z morza. Archipelag leży jednak daleko i nie pojmuję doprawdy, dlaczego wzrok margrabiny miałby zwrócić się akurat w tym kierunku… Chyba, że myśli o wywozie i sprzedaży płodów pól naszego Międzyrzecza. Gdyby wykorzystać w tym celu rzekę właśnie…

– Mistrzu, opowiedz coś o tym dworze i samej księżniczce! – Wprawdzie Marcus niezbyt dbał o nieznaną mu dziewczynę, ale jeżeli nie przynagli nauczyciela, to nigdy nie dojdą do Bereniki z Siedmiu Bram.

– Oczywiście, mój chłopcze. Alicja to podobno miła panna, urodziwa i niegłupia. Lubi morze i okręty, sama potrafi nimi dowodzić. Jest oczkiem w głowie księżnej Amandy, która pozwala jej na bardzo wiele. Niestety, jako jedynej. Wszystkimi innymi rządzi żelazną ręką. Dlatego, gdyby Lady Miranda postanowiła jednak związać się z Archipelagiem, byłoby dla ciebie bardzo ważnym zdobyć życzliwość księżniczki, sam rozumiesz. Musiałbyś pewnie pokochać w tym celu morze i żeglugę równie mocno jak ona. Teraz opowiem ci jak wygląda… – Mistrz Matteo wydawał się nadzwyczaj dobrze poinformowany.

– To może później, panie. Idźmy dalej. – Chłopak nie zamierzał przejmować się upodobaniami czy rzekomą urodą dalekiej Alicji, ani też srogością jej matki. I tak nie trafi przecież na ten dwór.

– W jaki sposób chcesz napisać sonet na cześć księżniczki nie znając jej wyglądu? Koloru oczu czy włosów? To podstawowe informacje potrzebne każdemu poecie.

– Opowiesz mi później, mistrzu. Gdy już zabiorę się do pracy nad tym akurat wierszem. Teraz wszystko i tak poplątałoby się w mojej głowie, skoro tych panien może być kilkanaście. I wyszłoby jeszcze gorzej.

– Może i masz racje, chłopcze. A więc Złoty Potok oraz młoda Porfiria, córka baronowej Patrycji. To wprawdzie władztwo niezbyt duże i zaledwie baronia… Może nie wszyscy zaliczają je do Wielkich Lenn Korony, ale jest za to bardzo bogate. Mają tam złoto w swoich górach. Tak, to mógłby być powód. Złoto zawsze się przyda, a dar wykupny za księcia z krwi Międzyrzecza musiałby okazać się ogromny, zwłaszcza w ich przypadku. Ale dla baronowej i tak byłby to prawdziwy dar losu, więc nie trafiłbyś źle.

– A sama Porfiria? – Marcus pomyślał, że przynajmniej matka nie zamierza sprzedać syna za worki ze złotem. Jaką monetę spodziewała się jednak otrzymać od pani Siedmiu Bram?

– Cóż, mój chłopcze, jak by to powiedzieć… Baronówna Porfiria nie jest szczególnie urodziwa, niestety. Weź to pod uwagę przy układaniu sonetu i odpowiednio wysubtelnij porównania oraz komplementy, by nie popaść w przesadę i nie sprawić wrażenia taniego pochlebcy. Wtedy osiągnąłbyś efekt odwrotny od zamierzonego.

– Z tą dziewczyną jest aż tak niedobrze? – spytał, mimowolnie jednak zaciekawiony.

– Marcusie, ona jeszcze nie wyszła za mąż. Pamiętaj, że małżeństwo służy wszystkim damom szlachetnego rodu. Spójrz chociażby na Lady Mirandę, która nadal zachwyca pięknością, jak za młodych lat.

Głos mistrza zdradzał wyraźną afektację, zapewne uwodzicielskie sztuczki matki działały nie tylko na jej małżonków. Czy miewała innych kochanków? Raczej nie, czegoś takiego nie dałoby się na dłuższą metę ukryć i zamek trząsłby się od plotek. Jeżeli sir Dorian mówił prawdę, to tacy faworyci zdołaliby zresztą dać jej co najwyżej chwilową przyjemność i nic więcej. Mistrz Matteo mógł więc wzdychać sobie do woli.

– Młoda Porfiria z pewnością wyładnieje, gdy tylko poślubi swego pierwszego małżonka. Sam zobaczysz, jeżeli to ty przypadkiem się nim okażesz.

„Tak, czerpiąc pełnymi garściami z mojego nasienia i mojej mocy.” – Pomyślał złośliwie. – „I zresztą co z tego? Mocy i tak nie zachowasz, a przynajmniej sam miałbyś z tego jakąś korzyść. Cóż, zadanie uczynienia z niej piękności przypadnie jednak komuś innemu”.

– Co dalej, mistrzu – przynaglił, widząc, że od Siedmiu Bram oddziela ich jeszcze szmat drogi.

– Hrabianka Jasmina z hrabstwa Wysokiej Jodły, ale tutaj mamy już nawiązaną koligację. To siostra sir Jasona, więc taki związek jest raczej mało prawdopodobny.

„I całe szczęście.” – Pomyślał Marcus. – „Gdyby miała okazać się podobna do brata… Tutaj żadna moc w niczym nie zdołałaby pomóc”.

– Księżniczka Olimpia z Głębokich Ostępów, to śmiała i odważna panna, lubi polowania…

I tak to szło. Wiedza mistrza na temat poszczególnych księstw, hrabstw czy marchii wydawała się nieograniczona, podobnie jak i zasób plotek dotyczących władających nimi dam, starszych i młodszych.

– Księstwo Siedmiu Bram i księżniczka Berenika, córka Lady Berengarii. – Posłyszał wreszcie Marcus i nadstawił uszu, starając się jednak nie okazać gwałtownego wzrostu zainteresowania. – To nasi sąsiedzi od północy, graniczymy z nimi na niedługim, co prawda, odcinku. Taki związek byłby w normalnych okolicznościach korzystny, jak to między sąsiadami właśnie, ale nie sądzę, aby wydawał się obecnie możliwy.

– Dlaczego, mistrzu?

– Księstwo jest potężne, strzeże granicy za którą rozciągają się już tylko ziemie dzikich barbarzyńców, którzy nie znają ani cywilizacji, ani zasad władania mocą. W tamtejszych górach jest siedem przełęczy, każdej z nich broni silna forteca, stąd nazwa całego władztwa. Największa z nich to Złota Brama, stolica Lady Berengarii. Księżna utrzymuje liczne i bitne wojsko, a sama, jak powiadają, potrafi korzystać z magii wojennej.

– Ale to jeszcze nie znaczy, że nie mogę tam trafić.

– Wiesz, że stosowanie magii bitewnej jest źle widziane. Uczyniła ona wiele złego, gdy w dawnych czasach posługiwali się nią mężczyźni. Staczali wojny, niszczyli całe armie, wioski i miasta. Byli szaleni i Bogini sprawiła, że nie zdołali swojej mocy zachować.

– I teraz oddają ją swoim paniom i małżonkom razem z nasieniem?

– A więc już o tym wiesz?

– Wchodzę w wiek męski i sir Dorian rozmawiał ze mną na ten temat. Oczywiście, na polecenie Lady Mirandy.

– Bardzo dobrze. Lepiej, żebyś dowiedział się wszystkiego teraz i tutaj, to oszczędzi ci kłopotów.

– Dlaczego ci mężczyźni byli szaleni?

– Zaślepiała ich wizja władzy i potęgi. Chcieli zdobywać ją za sprawą mocy właśnie, nie bacząc na cenę. A ceną okazywało się narastające szaleństwo.

– Szaleństwo?

– Jak by to powiedzieć, mój chłopcze… – Mistrz sprawiał wrażenie zakłopotanego. – Nie wiem, co mówił ci sir Dorian, ale każdy normalny mężczyzna odczuwa pożądanie. Pożądanie, które nieustannie w nim narasta. I które najlepiej rozładować znajdując rozkosz w ramionach kobiety. Są i tacy, którzy rozładowują je w inny sposób, chociaż tego zazwyczaj się nie pochwala i z czym zainteresowani często się ukrywają. Ale mniejsza z tym, to w tej chwili nieistotne. Każde rozładowanie tego napięcia pozbawia jednak maga zgromadzonej mocy, maga mężczyznę, rzecz jasna. Potem ta moc narasta na nowo, razem z pożądaniem, ale przez jakiś czas taki ktoś  pozbawiony jest swojej siły, osłabiony. Dawni władcy chcieli uniknąć podobnej sytuacji, w obawie przed konkurentami. Rezygnowali więc z rozładowywania dręczącego ich napięcia. Sami sobie odmawiali towarzystwa kobiet albo tych innych metod… W nieunikniony sposób czyniło to ich szaleńcami. Żaden mężczyzna nie zachowa  zdrowych zmysłów, trwając w takim napięciu, możesz mi wierzyć. Szukali ulgi oraz namiastki spełnienia w bitwach i rzeziach, sprowadzając liczne nieszczęścia.

– I jak to się skończyło?

– Wielu zniszczyło się wzajemnie w trakcie nieustannych wojen, inni sami ze sobą skończyli, jeszcze inni, mniej może zdeprawowani, ulegli wołaniu Bogini oraz głosowi natury, oddając moc w zamian za uwolnienie i ukojenie. Obecnie, za sprawą Bogini, takie nieszczęścia już nam nie grożą. Ci, w których żyłach płynie błękitna krew, jak w twoich Marcusie, znają swoje obowiązki i wyznaczoną im rolę. Damy przejmują moc własnych mężów, dając im w zamian spokój ducha, po czym używają jej w bardziej przemyślany sposób. A młodzi panowie szlachetnej krwi od wczesnej młodości uczą się znajdować przyjemność w tym, co towarzyszy oddawaniu tej mocy i gdy nadchodzi ich chwila, gotowi są czynić to z własnej woli.

„Tak, z własnej woli wspomaganej zabiegami urodziwych dziewek służebnych oraz tymi przeklętymi ochraniaczami.” – Pomyślał Marcus, nie chciał jednak zrażać mistrza Matteo.

– A damy nie mają podobnych pokus? Pokus toczenia wojen i rozszerzania władzy?

– Cóż, kobiety posiadają zwykle mniej wojowniczą naturę, a ich rywalizacja, której zupełnie zapobiec nie sposób, przybiera bardziej subtelne formy. Bardziej subtelne niż palenie ogniem wiosek i zamków. A nadto, nie muszą odmawiać sobie rozkoszy łoża dla zachowania zdobytej mocy i potęgi. Wręcz przeciwnie, mężowie dostarczają im jednego i drugiego.

– I dlatego mają ich aż czterech?

– Tylko te najpotężniejsze. Sam rozumiesz, że szlachetnie urodzonych młodzieńców nie starczyłoby dla każdej damy, gdyby zachować takie proporcje. Ale najznaczniejsze z nich, władające księstwami czy hrabstwami, zwykle biorą sobie po czterech mężów. To ugruntowuje ich potęgę.

– A dlaczego nie więcej?

– O tym już kiedyś mówiliśmy. Nie pamiętasz? Tak nakazują obyczaje oraz prawa Królestwa. Dama szlachetnego rodu może co najwyżej czterokrotnie poślubić błękitnokrwistego małżonka. Dlatego wielkie panie dbają o swoich mężów.

– Tak, ale podczas tamtej lekcji o prawach Królestwa nie powiedziałeś, mistrzu, o tych zasadach przekazywania mocy. Czyż nie jest tak, że liczba małżonków została ograniczona, aby żadna z tych dam nie osiągnęła potęgi zdecydowanie większej od pozostałych? I w ten sposób obyczaje oraz prawa Królestwa dbają o zachowanie równowagi?

– Zadziwiasz mnie, Marcusie. Tak jest bowiem w istocie. Wszystko to służy zachowaniu równowagi.

– A księżna Berengaria okazuje potęgę większą niż inne damy posługujące się magią? Na dodatek włada silnym księstwem i dysponuje licznymi wojskami? Używa magii wojennej, choćby i przeciwko barbarzyńcom, wzbudza obawę…

– W rzeczy samej, Rada Królestwa bacznie obserwuje jej poczynania i z pewnością niechętnie przyjęłaby taki związek. Związek z marchią Międzyrzecza. To mogłoby okazać się niekorzystne dla Lady Mirandy i naszego księstwa.

„Chyba, że oferowana zapłata byłaby jeszcze cenniejsza…” – Pomyślał Marcus, ale nie ośmielił się wypowiedzieć tych słów.

– To dlatego księstwo ma złą opinie i krążą na jego temat różne plotki? – Zamiast dzielić się własnymi domysłami starał się pociągnąć Mistrza za język.

– Po prawdzie, nie tylko dlatego… Podobno Lady Berengaria hołduje dziwacznym obyczajom, dwaj spośród jej mężów jakoby od lat nie opuszczają zamku i nikt ich właściwie nie widuje, a sama księżna otacza się faworytami z ludu.

– Myślisz, mistrzu, że ci dwaj zostali uwięzieni albo może nie żyją? – spytał zaniepokojony Marcus.

– To pewnie plotki, a już na pewno ta druga. Księżna okazuje wielką potęgę swojej mocy, której nie mogłaby zdobyć korzystając tylko z służby dwóch małżonków. Chociaż przyznać trzeba, że życie w Siedmiu Bramach jest surowe, a jej władza wyjątkowo silna, jak to na pograniczu.

– A księżniczka Berenika?

– To jedyne dziecko Lady Berengarii, wychowała ją na wojowniczkę. Jest podobno porywcza i samowolna, chociaż uchodzi też za bardzo urodziwą. Nie obawiaj się jednak, mój chłopcze, związek z Siedmioma Bramami nie przyniósłby Międzyrzeczu nic dobrego i Lady Miranda z pewnością to pojmuje. Idźmy dalej. Hrabianka Dagmara z Kwietnej Doliny, to znakomita partia…

Marcus z trudem dotrwał do końca tej wyliczanki, udając zainteresowanie kolejnymi młodymi damami. A więc księżna to prawdziwa wiedźma, dokładnie tak, jak głosiły plotki, które zdołał posłyszeć. Dwaj spośród jej mężów nie pokazują się publicznie, gdzieś zniknęli, może nawet nie żyją. To musiało wzbudzać niepokój. Mogło jednak zdarzyć się i tak, że jeżeli coś im się przytrafiło, albo po prostu zmarli, to pani Siedmiu Bram wolała zachować to w tajemnicy, by nie dawać podstaw do przypuszczeń, że jej moc w nieunikniony sposób osłabnie. Co prawda, podobno nic takiego nie miało miejsca. Bierze sobie kochanków z ludu… W sumie, cóż może to obchodzić jego samego? Ciekawe, co takiego matka spodziewa się uzyskać po tym związku, skoro zdaniem Mistrza podkopie on tylko dobre imię margrabiny Międzyrzecza? Myśli Marcusa w nieunikniony sposób zwróciły się ku osobie narzeczonej, przyszłej pani i małżonki. Ma być istotnie urodziwa… I może nawet nie potrzebowałaby korzystać z  mocy męża, by uczynić się piękniejszą. Na tę myśl poczuł niespodziewane ukłucie bólu w genitaliach. Coś próbowało się tam przebudzić i napotkało na opór, opór sprawiający ból. Przeklęty ochraniacz, jak widać, działa i w taki sposób… Berenika jest wojowniczką, bierze udział w bitwach, z pewnością znakomicie jeździ konno i może zrozumie… Odegnał te niewczesne rojenia. Po co łudzić się daremną zapewne nadzieją?

Pożegnał się wreszcie z mistrzem Matteo, obiecując solennie, że od jutra weźmie się za pracę nad kolejnymi sonetami. Może istotnie warto by napisać wiersz na cześć Bereniki? Czy jednak w ogóle zwróciłaby uwagę na coś takiego, pochłonięta o wiele bardzie absorbującymi zajęciami? Zajęciami, którym i on chętnie by się oddał…

Tymczasem, zamiast pogalopować na Demonie i wypuścić sokoły, zmuszony był udać się do pracowni sir Rolanda. Urządzono ją w okrągłej komnacie na szczycie jednej z wież, do której w pogodny dzień zawsze wpadały jasne promienie słońca. Pan Pierwszy już czekał, z przygotowanym i zagruntowanym płótnem, farbami oraz pędzlami. Oczywiście, nie mógłby postąpić inaczej, skoro sporządzenia portretu zażyczyła sobie sama margrabina. Polecił, by chłopak się rozebrał, następnie oglądał go ze wszystkich stron niczym wystawianego na sprzedaż konia. Marcus uznał to porównanie za niezwykle trafne. Potem przyszła pora na wybranie odpowiedniej pozy. Wreszcie młodzieńcowi nakazano stać bez ruchu, w niewygodnej pozycji z lekko wysuniętą i ugiętą prawą nogą, wyprężonym torsem i wyciągniętymi ramionami, w których trzymał sporych rozmiarów bukiet kwiatów. Pochodziły zapewne z hodowli sir Doriana, oto jaki dar na nową drogę życia potrafił przekazać rzekomy ojciec.

– Mamy niewiele czasu, Marcusie – zauważył pan Pierwszy. – Lady Miranda życzy sobie jak najszybszego sporządzenia tego portretu. Ta zabawka trochę w tym przeszkadza. – Trącił suchym w tej chwili pędzlem ukrytą w ochraniaczu męskość chłopaka. – To w końcu najważniejszy dla przyszłej pani i małżonki fragment twojego ciała. Przekonałem Jej Wysokość, by zdjęła te pierścienie na czas potrzebny do uchwycenia podobizny. Uczyni to jutro i będzie obecna przy naszej pracy. Teraz przygotuję wstępny szkic. Powinieneś się cieszyć, Marcusie, nie wiadomo, kiedy nadarzy ci się kolejna, podobna sposobność. I postaraj się przy tej okazji dobrze wypaść. W razie potrzeby potrafię trochę podkolorować rzeczywistość, ale przecież nie dokonam cudów.

Sir Roland roześmiał się nie bez nuty złośliwej satysfakcji, a jego słowa powtórnie nasunęły nieuniknione skojarzenie z końskim targiem.

7

Skojarzenie to okazało się, niestety, trafne, o czym Marcus przekonał się następnego dnia, gdy przyszło do zapowiedzianego przez sir Rolanda odmalowania przyrodzenia chłopaka. W pracowni zastał nie tylko Lady Mirandę i pana Pierwszego, ale i nieznaną mu bliżej dziewczynę, która wyglądała jak służka z kuchni. Spoglądając na jej urodziwą twarz przypomniał sobie wreszcie imię, Nadia. Sprawiała wrażenie zakłopotanej i odniósł wrażenie, że najchętniej opuściłaby pomieszczenie oraz wróciła prosto do obierania marchewek, siekania kapusty czy innej, podobnie przyziemnej, czynności. Pod ścianą dostrzegł cebrzyk z okruchami lodu, teraz już domyślał się, do czego może okazać się potrzebny. Towarzyszyło mu zwyczajne wiadro z wodą. Nie miał natomiast pojęcia, w jakim celu sprowadzono młodą służkę.

 – Rozbierz się proszę, Marcusie – zadysponowała margrabina. – Nie traćmy czasu.

Wykonał polecenie, po czym pani zamku dobyła wiadomego kluczyka i wypowiadając przy tym ciche słowa, których nie zdołał dosłyszeć, wprawną dłonią zdjęła ochraniacz. Poszło to szybko i sprawnie. Chłopak dostrzegł, że zakłopotanie Nadii jeszcze wzrosło. Nie potrafiła jednak powstrzymać się przed rzucaniem ciekawych spojrzeń na nagą sylwetkę oraz w szczególności przyrodzenie młodzieńca. Przyjął wybraną przez sir Rolanda pozę, kilkakrotnie poprawiany szorstkim głosem malarza. Pan Pierwszy operował przez jakiś czas pędzlem, wreszcie zwrócił się do małżonki.

– Szlachetna Pani, uczyniłem, co mogłem. Teraz jednak niezbędne jest, by Marcus zaprezentował swoje walory w całej okazałości, tak jak o tym mówiliśmy.

– Doskonale, sir Rolandzie. Proszę jednak, pospiesz się. To wszystko nikomu z nas nie sprawia przyjemności, a zwłaszcza mojemu synowi, jakkolwiek dziwnie mogłoby to zabrzmieć.

– Oczywiście, Milady.

Margrabina skinęła teraz na dziewczynę.

– Zrób, co trzeba, Nadio. Nie wątpię, że to potrafisz. Tylko uważaj.

– Jak rozkażesz, Dostojna Pani.

Pomimo tych wyrażających posłuszeństwo słów, służka z wyraźną niepewnością podeszła do Marcusa. Z niejakim zdziwieniem ujrzał jak klęknęła przed nim i poczuł dotyk jej dłoni na własnej męskości. Ujęła w palce fallusa i szarpnęła nim raz czy drugi, niezbyt zręcznie. Cała ta sytuacja napełniła młodzieńca niesmakiem i obrzydzeniem, z trudem powstrzymał się przed odepchnięciem dziewczyny. Nie poczuł też nawet śladu pożądania, co w zamyśle miało się zapewne okazać efektem niezdarnych starań Nadii. Musiała to wyczuć, pochyliła bowiem nisko głowę.

– Nie guzdraj się tak, dziewko – rzucił grubiańsko pan Pierwszy. – Dostojna margrabina nie ma czasu, my obaj także. Przecież wiem, że gdy zechcesz, nie brakuje ci zręczności.

– Sir Rolandzie, proszę cię… – Milady skarciła małżonka. – A ty, Nadio, nie obawiaj się niczego.

Zakłopotany Marcus wyczuł drżenie ramion dziewczyny i położył jej dłoń na głowie, przeczesał palcami gęste, czarne włosy. Ze wszystkich sił zapragnął obudzić w sobie pożądanie, nie chciał narażać służki na gniew ojczyma czy też nawet margrabiny, gdyby starania Nadii uznano za niewystarczające. To jeszcze bardziej go usztywniło i uczyniło sprawę tym trudniejszą.

– Szlachetna Pani, matko, to moja wina… Gdybyście na chwilę zostawili nas samych… Proszę…

– Może niech lepiej spróbuje ustami – doradził sir Roland, pomny jednak poprzedniej, karcącej uwagi pani zamku, powstrzymał się od dalszych komentarzy.

Lady Miranda spojrzała na mieniącą się zakłopotaniem twarz syna i kiwnęła głową.

– Dobrze. Na chwilę. Czy zechcesz mi towarzyszyć, panie? – zwróciła się do małżonka.

Gdy zostali już we dwoje, Nadia uniosła głowę i ujrzał jej zalęknione oczy.

– Wybacz mi, paniczu. To naprawdę nie moja wina… Muszę robić to, co mi każą… Co nie znaczy, że gdyby… – Ponownie ukryła twarz, pochylając się w głębokim ukłonie.

– Wiem, tak jak my wszyscy… Ale ona nie powinna… A już na pewno nie sir Roland…

Nieśmiało uniosła głowę.

– Mam cię pobudzić, takie dostałam polecenie…

– Może lepiej ja sam… – Poczuł, że pod wpływem ostatnich słów dziewczyny na nowo budzi się w nim odraza..

– O nie, paniczu Marcusie… Ja tego chcę, naprawdę chcę… Jak mogłabym nie chcieć… Tylko wtedy, przy dostojnej pani i jej małżonku… Pozwól, że spróbuję jeszcze raz…

Tym razem ujęła jego męskość o wiele pewniej, delikatnie pieszcząc palcami genitalia. Pieszcząc z pewną nieśmiałością, ale nie bez wprawy. Spoglądała przy tym chłopakowi w oczy i uśmiechała się. Poczuł, że coś się w nim budzi. Odwzajemnił uśmiech, a ona uchwyciła fallusa od spodu i przesuwała dłonią w przód i w tył, jak najbardziej lubił. Po chwili narząd sterczał już niczym wyprostowany kołek. Nadia wykonała jeszcze kilka posuwistych ruchów, jej palce podrażniły ostrożnie mosznę. Opuściła ręce i odsunęła się.

– Nie wolno mi uczynić nic więcej, wybacz Marcusie.

– Wiem. – Ze swojej strony ponownie pogładził włosy dziewczyny. – Zawołaj Lady Mirandę oraz sir Rolanda i miejmy to wreszcie za sobą.

Pani zamku z aprobatą obrzuciła spojrzeniem pobudzoną męskość syna, powstrzymując się jednak przed wygłoszeniem jakiegokolwiek komentarza. Nie darował sobie natomiast pan Pierwszy.

– Bardzo dobrze, Marcusie. Bardzo dobrze, można ci pozazdrościć. Postaramy się teraz, by przyszła pani i małżonka w pełni doceniła twoje walory obudzone przez tę dziewkę.

– Ty również zajmij się tym, o co prosiłam, sir Rolandzie. Nie wiemy, jak długo Marcus zachowa ten wzwód. Nie mam zamiaru powtarzać i przeciągać tego przez całe popołudnie!

Ponownie skarcony, pan Pierwszy zrozumiał, że jego pozycja artysty nie upoważnia jednak do wzbudzania irytacji margrabiny. Tym bardziej szorstko upozował na nowo chłopaka, nie zapomniał w wysunięciu prawej nogi oraz o bukiecie kwiatów, prawdopodobnie od wczoraj zmienionych. Następnie pracował już szybko, bez wahania kładąc kolejne pociągnięcia pędzla. Z całą pewnością nie mógł sobie pozwolić na lekceważenie poleceń pani Międzyrzecza. Nadię pozostawiono na miejscu, z niewypowiedzianym zamysłem, by w razie potrzeby mogła powtórzyć swoje zabiegi. Spoglądała na młodzieńca z ciekawością, ale bez wcześniejszego zalęknienia. On także nie wspominał przykro tej krótkiej chwili spędzonej we dwoje. Nie chciał jednak narażać służki na ponowne upokorzenie, podobne temu, którego doświadczyła przy pierwszej próbie. O dziwo, ta myśl oraz spojrzenie dziewczyny pozwoliły mu zachować siły i prawdziwie męską postawę. Milady przyjęła to z zadowoleniem, a uszczypliwości sir Rolanda nie miały większego znaczenia. Wreszcie skończył. Pani zamku z aprobatą zapoznała się z rezultatem tych starań.

– Bardzo dobrze, mój mężu. To z pewnością powinno zadowolić i zaintrygować przyszłą narzeczoną. Mam nadzieję, że reszta portretu okaże się równie udana. Co by nie powiedzieć, Marcus prezentuje się przecież znakomicie, masz więc ułatwione zadanie. Pospiesz się jednak, jak tylko zdołasz. Wiesz, że potrafię okazać wdzięczność. Ale na dziś już wystarczy. Dziękuję, sir Rolandzie.

– Ależ pani, nie skończyliśmy jeszcze, światło jest nadal dobre…

– Dziękuję, sir Rolandzie. Mam tu jeszcze pewną sprawę do załatwienia. Zobaczymy się na kolacji – powtórzyła z naciskiem.

– Jak sobie życzysz, pani.

Niezadowolony z odprawy, pan Pierwszy z pewnym ociąganiem uporządkował swoje przybory i opuścił wreszcie pracownię, obrzucając na koniec Marcusa oraz Nadię niechętnym, jakby zawistnym spojrzeniem. Margrabina również przyjrzała się synowi, aczkolwiek jej wzrok wyrażał raczej pochwałę.

– Wypadłeś bardzo dobrze i przyszła narzeczona powinna docenić twoje zalety. To więcej niż pewne. Teraz mamy jednak pewien drobny kłopot. – Omiotła wzrokiem wciąż wyprostowane przyrodzenie chłopaka. – W takim stanie nie da się nałożyć ochraniacza, nawet przy zastosowaniu lodu. Jesteś prawdziwym mężczyzną, godnym synem krwi Międzyrzecza. Przewidziałam, że tak właśnie może się stać. Nadio, zajmij się jeszcze raz młodym paniczem.

– Dostojna Pani?

– Chyba rozumiesz, co powiedziałam? Masz zająć się paniczem Marcusem i doprowadzić go do wytrysku. Tu i teraz.

– Przecież nam nie wolno, Szlachetna Pani…

– Owszem, nie wolno. Zresztą zwykle panowie błękitnej krwi noszą swoje ochraniacze. Teraz jednak zrobisz to na mój rozkaz. Nie bój się – dodała na koniec łagodniej.

Marcus ponownie poczuł narastający gwałtownie przypływ niechęci, połączony jednak z dziwną fascynacją. Jak na złość, wzburzenie to tym bardziej pobudziło erekcję. Przyrodzenie posiadało najwidoczniej własne zdanie na temat tego, co powinno w tej sytuacji uczynić.

– Pani i matko, może i teraz pozwolisz, byśmy zostali sami?

– Tym razem to wykluczone, Marcusie. Wybacz, ale nie mogę na to przystać. Muszę mieć pewność, że wszystko odbędzie się właściwie i nie przysporzy żadnych problemów. Zaczynaj, Nadio!

Z pewnym zdziwieniem chłopak zauważył, ze służka posłuchała tego wezwania bez poprzedniej obawy, a nawet z wyraźną ochotą.

– Jak rozkażesz, Dostojna Pani. Czy mogę zrobić to po swojemu?

– Zrób jak zechcesz, byle obeszło się bez kłopotów… Nie mam nic przeciwko temu, byście obydwoje zaznali przyjemności. Wiem, że to nie było dotąd miłe przeżycie.

– Paniczu Marcusie, czy pozwolisz?

Dziewczyna spojrzała mu w oczy i opadła na kolana, odnajdując dłońmi, a następnie ustami wciąż sterczące przyrodzenie młodzieńca. Nie słysząc sprzeciwu, na który chłopak i tak nie zdołałby się zdobyć, pochłonęła fallusa, biorąc się do pracy. Poczuł objęcia jej warg i lekki nacisk zębów, po chwili również koliste ruchy języka. Najlepszy przyjaciel zdawał się żyć własnym życiem, wzbierał i nabrzmiewał gorącem. Zanim jeszcze stracił całkowicie zdolność myślenia, Marcus zrozumiał teraz przyczyny grubiańskiego zachowania dbającego zwykle o stosowne formy sir Rolanda. Pan Pierwszy odczuwał najzwyklejszą zazdrość! Prawdopodobnie nie jeden raz zaznawał pieszczot urodziwych dziewek służących na zamku. Sądząc ze słów sir Doriana, była to normalna praktyka w przypadku szlachetnie urodzonych panów, pobudzanych za wiedzą i wolą ich równie arystokratycznych małżonek, w tym wypadku samej Lady Mirandy. W ten sposób wzrastało pożądanie oraz gromadziła się moc. Nigdy jednak nie zdołał tego pożądania zaspokoić, zaspokoić inaczej, niż przy udziale pani Międzyrzecza. A ona rozdzielała swoje łaski i swoją uwagę bardzo rozważnie. To też przyznał pan Drugi, jego rzekomy ojciec. Sir Roland towarzyszył Milady podczas niedawnej podróży i teraz przyszła kolej na innych mężów. Sir Dorian już dostąpił prywatnej audiencji, ale w kolejce pozostawali sir Hektor oraz sir Gracjan, obydwaj w pełnej gotowości. Gotowości, którą osiągnął też już zapewne ponownie pan Pierwszy, ale musiał poczekać, aż jego nasienie i moc dojrzeją… Czy i on sam stanie się kiedyś kimś takim przy księżniczce Berenice z Siedmiu Bram? Ujrzał, że matka odwróciła jednak wzrok. Przynajmniej tyle.

Dalsze rozważania przerwały coraz bardziej absorbujące zabiegi Nadii. Odsłoniła już napletek i nabrzmiały, wrażliwy czubek penisa znalazł się teraz na łasce jej języka, warg oraz zębów. Poczynała sobie śmiało, używając wszystkich tych atrybutów swojej władzy, atrybutów dawania rozkoszy. Przebłyski podniecającego bólu, powodowanego przez leciutko zaciśnięte zęby dziewczyny, mieszały się z nieskończenie przyjemnym i drażniącym całą tę część ciała napięciem nerwów i mięśni, ofiarowywanym mu za sprawą warg i języka służki. Zwłaszcza języka! Czuł narastające gorąco, czuł przepełnienie! Nadia w niewiarygodny sposób owinęła wokół fallusa wilgotną otchłań swych ust, przesunęła językiem po odsłoniętej główce, zaciskając jednocześnie wargi oraz zęby. Wyprężył się cały i trysnął. Dziewczyna nie cofnęła się, przeciwnie przywarła z całych sił i chciwie spijała nasienie. Cenne czy też bezwartościowe, ofiarowywał je obficie. Odzyskał już przecież siły po nocnej wizycie Anity sprzed dwóch dni. Wizycie, o której jak, miał nadzieję, nikt nie wiedział i nikt nigdy się nie dowie. Usta Nadii okazały się równie pojemne jak tajemny otwór Anity i nie uroniła ani kropli. Odczuwając rozkosz oraz ulgę uwolnienia odzyskał świadomość otaczającego świata na tyle, by spostrzec, że margrabina przygląda się spełnieniu syna z nieukrywanym zadowoleniem oraz wyraźną fascynacją. Nadia wreszcie odstąpiła i wypuściła z ust opróżnionego już oraz opadłego nieco fallusa, łapała ciężko powietrze. Żadne z nich nie ośmieliło się odezwać w obecności pani Międzyrzecza i wyrazić przepełniających oboje uczuć. A przynajmniej miał nadzieję, że dziewczyna odczuwa równie silne emocje, jak on sam. Pogładził ją tylko delikatnie po głowie, może to wystarczy, może ona zrozumie, że to podziękowanie. Milady nie miała podobnych oporów.

– Dziękuję ci, Nadio. Dobra z ciebie służka i dobrze się spisałaś, nie zapomnę o tym. A teraz doprowadź się do porządku i wyjdź.

Gdy zostali sami, margrabina podeszła do syna.

– Ty też stanąłeś na wysokości zadania, zarówno wcześniej jak i teraz. To dobrze, to bardzo dobrze – powiedziała z satysfakcją. – W Siedmiu Bramach będą zadowoleni. A teraz obmyj się w tym wiadrze i dokończymy sprawę, sam rozumiesz, że to niezbędne.

Woda okazała się bardzo zimna, czemu wcale się już nie dziwił. Jeszcze chłodniejszym dotykiem obdarzył rozpalone przyrodzenie lód, dociśnięty dłonią matki. Pomimo tego oraz pomimo niedawnego wytrysku, penis stawiał pewien opór, gdy Lady Miranda nakładała kolejne pierścienie oraz zwłaszcza tulejkę ochraniacza. Udowodniła jednak niemałą wprawę i po chwili skutecznie wykonała swój zamiar.

– Jesteś młody i silny, Marcusie. Twoje nasienie i moc też muszą być silne. Płynie w tobie stara, czysta krew. To dobrze, to bardzo dobrze – powtórzyła. – Sir Roland dostał polecenie, by jak najszybciej ukończyć portret. Dzisiaj nie chciałam już zmuszać cię do pozowania, ale jutro poświęcicie cały swój czas przy dobrym świetle dnia. Nie musisz iść na lekcje. Jutro i pojutrze, ile będzie trzeba. Ale mam nadzieję, że nie potrwa to długo.

– Dostojna Pani i matko, ile czasu, to znaczy kiedy…

Domyśliła się, o co pyta.

– Niedługo, Marcusie, niedługo. Księżna Berengaria okazuje żywe zainteresowanie tym związkiem. A z pewnością wzrośnie ono jeszcze bardziej, gdy prześlemy portret oraz gdy usłyszy o twojej sile i gotowości. O wartości twojego nasienia.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

4.62 avg. rating (92% score) - 65 votes

9 Komentarzy

  1. Megas Alexandros Megas Alexandros
    3 listopada 2017    

    Dobry wieczór!

    Wygląda na to, że nawet w smutnej obecnie egzystencji Marcusa znajdą się czasem i przyjemniejsze momenty 🙂

    Odcinek ciekawy, przede wszystkim z uwagi na wyłożenie w nim reguł magii, która działa w świecie czarownic. Mężczyźni są więc „generatorami” mocy, którą następnie kobiety wykorzystują. Ale mężczyźni kiedyś też to potrafili i być może znowu nabędą tę umiejętność. Po cichu liczę, że to Marcus będzie pierwszym z tych nowych magów, który obali tyranię pań i poprowadzi uwolnionych od ochraniaczy na przyrodzenia mężczyzn ku nowej, świetlanej erze wolnej i nieskrępowanej miłości 🙂 Choć obawiam się, że Autor ma jednak inne plany.

    Pozdrawiam
    M.A.

  2. Nefer Nefer
    6 listopada 2017    

    Ta nieskrępowana wolność prowadzi, niestety, prostą drogą do utraty mocy i stąd dylematy dawnych władców magii. 😀 Marcus z pewnością nie pogodzi sie z narzucaną mu rolą, tym bardziej, że okaże się ona dość szczególna. Sam jednak rewolucji nie przeprowadzi, a kandydatów na bojowników brak… Jak widać, zdecydowana większość panów pogodziła się z sytuacją, w zamian za wygodne życie. Trzeba więc będzie znaleźć innych, zmotywowanych sojuszników. Bardziej zresztą przydatnych. Ale to z czasem. Pozdrawiam.

  3. Radosky Radosky
    6 listopada 2017    

    Jakimś dziwnym sposobem pomysł z nasieniem jako przekazywaną magiczną mocą kojarzy mi się z polinezyjskim pojęciem Many. Odniesień jak można znaleźć o wiele więcej – pierwotny lęk przed pozbawieniem sił witalnych mężczyzn przez kobiety po stosunku, wszelakie duszki w stylu sukkubów czy strzyg, wszelakie ograniczania w sprawach seksu nakładane przez religie.

    Co czeka Marcusa? Wydaje mi się, że Autor nie nadaremnie wymieniał rozmaite krainy i księżniczki je zamieszkujące , aby później porzucić temat…
    Natomiast najciekawszym tropem wydaje mi się kraina wolnych ludzi zamieszkujących obszar za Siedmioma Bramami. Wydaje się, że tamtejsi mężczyźni mogą żyć po swojemu, nie skrępowani seksistowskimi ograniczeniami narzuconymi przez despotyczne kobiety – czarownice 🙂
    Nie wykluczone, że w przypadku konfliktu Marcusa z przyszłą małżonką Berenike(ciekaw jestem tej postaci), ten pierwszy poszuka szczęścia w tamtych stronach…

    Pomysł z pobudzaniem seksualnym bohatera przez służącą na oczach osób trzecich (w tym matki) interesująco – perwersyjny. Jednocześnie mam odczucie, że nie został on do końca wykorzystany… Że można było z tej sceny wykrzesać jeszcze więcej…
    Cóż, „więcej” może będzie w kolejnych odcinkach.

    Pozdrawiam
    R.

  4. Anonim S Anonim S
    7 listopada 2017    

    Nefera, kolejne ciekawe opowiadanie. Podobnie jak Radosky ciekaw jestem jak nam przedstawisz Berenikę . Co do Marcusa mimo że wydaje się być pozytywnym osobnikiem to nigdy nie chciałbym się znaleźć na jego miejscu. Choć wiem że są tacy co mu zazdroszczą. Pozdrawiam serdecznie.

  5. Nefer Nefer
    7 listopada 2017    

    Rad: Idea nasienia jako środka przekazywania mocy ma istotnie liczne odniesienia, zakorzenione w wielu kulturach. I odzwierciedla, moim zdaniem, różne lęki, fobie czy zakazy związane ze sferą seksu. A zarazem dowodzi szczególnej fascynacji tematyką erotyczną, zwłaszcza u osób „z urzędu” zobowiązanych do jej unikania – mam tu na myśli mnichów i duchownych (zwłaszcza cherześcijańskich, ale nie tylko), którzy np. w średniowieczu byli jedynymi osobami spisującymi tego rodzaju opowieści (często o wiele starsze). I nadawali im szczególny rys własnych lęków oraz pragnień. Staram się wyciągnąć z tego podstawowego założenia (moc oddawana razem z nasieniem) logiczne konsekwenscje dla opisywanego świata, tzn. jak funkcjonowałoby tego rodzaju społeczeństwo w sferze obyczajowej, politycznej itp. Marcus, oczywiście, nie podda się. I na pewno znajdzie gdzieś sojuszników. Czy wśród „wolnych” barbarzyńców… w tej chwili nie odpowiem. I oni jednak podlegać muszą podobnym ograniczeniom, jeżeli dysponują mocą. Mężczyźni obdarzeni talentami magicznymi mają w tym świecie dylemat: albo moc i władza za cenę rezygnacji ze sfery erotycznej, albo nurzanie się w wyuzdanych rozkoszach (których we własnym interesie nie poskąpią im panie i małżonki) kosztem poddania się i uległości. Pytanie, czy uda się znaleźć trzecie wyjście? I kto będzie zainteresowany takimi poszukiwaniami? Scena pobudzenia… Pewnie dałoby się ją rozbudować, uznałem jednak, że była ona przykra i kłopotliwa dla wszytskich zainteresowanych (nawet margrabina odwróciła wzrok, a grubiańskie uwagi sir Rolanda skrywały w istocie zazdrość) i oszczędziłem tego Marcusowi.
    Anonimie S: Marcus nie wybrał sobie swego losu sam, chociaż, jak widać, ma wielu współtowarzyszy „niedoli”, którzy ułożyli sobie wygodne życie i nie zamierzają się buntować, korzystając z tego, co im się oferuje. Berenika, dotąd nieobecna, okaże się bardzo znaczącą postacią. Tyle mogę powiedzieć.
    Dziękuję za uwagi i pozdrawiam.

  6. Roksana Roksana
    10 listopada 2017    

    Neferze, zzwarty raz podchodzę do komentarza i mam nadzieję, że w końcu się uda 😉
    Przewrotnie podszedłeś do tematu. Czytając, z jednej strony chciałoby się powiedzieć: „choć raz kobiety górą”, a jednak Marcusowi nie da się nie współczuć. Przypuszczam, że w końcu uda mu się posiąść moc samodzielnie, a nie za sprawą małżonki. Jednak droga, jaką ma do pokonania, wydaje się długa i wyboista. Zazdroszczę Ci wiedzy, dzięki której z taką łatwością posługujesz się odniesieniami do innych kultur, czerpiesz z nich i wplatasz to wszystko w swoje opowiadania. Czasem próbuję zgadnąć, co będzie dalej i nierzadko udaje mi się przewidzieć jakiś Twój ruch, czy dwa naprzód. Zgrabnie podrzucasz kolejne wątki i postacie, abyśmy się głowili, które są ważne, a które tylko mydlą nam oczy. Nie pozostaje mi nic innego, jak dać 5 gwiazdek i czekać cierpliwie. Mam nadzieję, że Berenika okaże się „postępową” kobietą 😉
    Pozdrawiam, Roksana.

  7. Nefer Nefer
    11 listopada 2017    

    Każde zniewolenie, w jakiejkolwiek sferze, powinno budzić sprzeciw i współczucie, chociaż osobiście nie unikam fascynacji kobietami silnymi oraz sprawującymi władzę. 😀 Tutaj z jednej strony staram się ukazać „system” prowadzący do uczynienia z mężczyzn dostarczycieli mocy, skrępowanych przy tym (dosłownie) ograniczeniami w sferze seksualnej (opisywanie swego rodzaju „odwrócenia ról” – bo przecież w realnej historii społeczeństw wielokrotnie mamy do czynienia z nakładaniem ograniczeń na kobiety, zwykle w celu zyskania „pewności” co do pochodzenia potomstwa – dostarcza mi jako autorowi sporej zabawy), z drugiej chcę, by bohater wzbudzał sympatię. Oczywiście, nie pogodzi się ze swoim losem. Pytanie, czy samodzielne dysponowanie mocą może dać mu szczęście? Czy może dać szczęście jakiemukolwiek z mężczyzn tego świata, skoro władza, moc czy nawet wolność zostałyby okupione dobrowolnym wyrzeczeniem się sfery erotycznej? To nienaturalne i nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Trzeba więc znaleźć jakieś inne wyjście. Wielu spośród „współtowarzyszy niedoli” Marcusa wcale nie ma zresztą zamiaru się buntować, gotowi są oddawać moc w zamian za wygodne życie i uciechy łoża. Czy przyszła żona okaże się „postępowa”? Zobaczymy. Nowatorskie poglądy prezentuje tymczasem w tym świecie margrabina, bo przecież traktuje swoich mężów uprzejmie, niczym równych sobie. I nawet zezwoliła na rozszerzenie programu nauczania syna (poza sztukę układania sonetów), chociaż i tak w stopniu niewystarczającym, jak na potrzeby bohatera. Może jednak Berenika otrzyma inne jeszcze bodźce niż tylko ewentualna życzliwość i współczucie oraz zrozumienie sytuacji małżonka? A mnożenie tropów i zagadek, gmatwanie śladów oraz zwroty akcji, to moja ulubiona zabawa z Czytelnikami, niech zechcą mi to wybaczyć. dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

  8. Ania Ania
    22 listopada 2017    

    Przyznam, że też wiążę spore nadzieje z postacią księżniczki Berenike – bez względu na to czy okaże się postacią pozytywną, czy negatywną, jako żona głównego bohatera ma ważną rolę do odegrania. Zapowiada się prawdziwa uczta! 🙂

    • Nefer Nefer
      22 listopada 2017    

      O tak, to ważna postać. Ale zanim bohater trafi w jej ramiona (życzliwe i gorące czy też chłodne i wyniosłe) czekają go jeszcze pewne perypetie… Zapraszam, oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

BĄDŹCIE Z NAMI NA FACEBOOKU

LOGOWANIE

AKTYWNI KOMENTATORZY

(komentarze z ostatniego miesiąca)
  • Ania (25)
  • Megas Alexandros (21)
  • Anonim S (19)
  • Nefer (13)
  • Radosky (9)
  • Karel Godla (6)
  • Areia Athene (4)
  • Mick (4)
  • Rita (4)
  • Czarna Kaczuszka (3)
  • Foxm (2)
  • Lukrecja (2)
  • Xyz (2)
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się, jak je wyłączyć.