Pojedynek na pożądanie  3.71/5 (90)

19 min. czytania

Drodzy Czytelnicy, na Waszych oczach znów stają w szranki autorzy Najlepszej Erotyki, targani silnymi emocjami, pragną rozgromić swego przeciwnika, wgnieść w ziemię, zemścić się, wyrównać rachunki, ze względu jednak na profil portalu ukierunkowują swoją złość w stronę pożądania. Zdecydujcie, kto zwycięży, lepiej przedstawiając targające ludźmi emocje. Kiedy stają naprzeciwko siebie i unoszą broń, liczy się jedno: celność.

.


Ania – Pragnienie (36% Waszych głosów)

Źródło: Pixabay

Pragnę cię. Zawsze pragnęłam, mając pełną świadomość, że nie ma dla nas przyszłości, nie będzie kwiatów, wspólnych spacerów wzdłuż plaży ani tym bardziej happy endu na tle zachodzącego słońca. Tylko my, żądza, ciała splecione w uścisku i głupia tęsknota za czymś więcej. A jednak nie potrafimy zapomnieć, żadne z nas…

Czasem układam alternatywne scenariusze, bawię się w boga, pozwalając nam żyć ze sobą, choć nigdy nie przyznałabym się, że chcę spróbować. Oboje mamy swoje domy, bezpowrotnie osobne; swoje rodziny; ty psa, ja kota i przyszłość zaplanowaną co do minuty. A jednak ciągle wracamy, głodni siebie nawzajem.

Patrzę w twoje pulsujące źrenice. Nic się nie zmieniłeś, nic nie zmieniło się między nami, przynajmniej przez chwilę pozwalasz w to wierzyć. Dawny ty nie dotknąłby mego policzka w tak czuły sposób, nie westchnąłby ciężko i nie zamknął oczu. Wtulam się w twoją dłoń, złakniona pieszczoty. Mieć cię, choć na moment, zdobyć, a później pozwolić odejść, wrócić tam, gdzie naprawdę twoje miejsce. Do niej. Czuję obrączkę, parzy w skórę. Ta na moim palcu również. Przypomina jak bardzo jesteśmy występni. Zło kusi… Nigdy nie będziemy ze sobą. Obiecuję… Przysięgam…

Pochylam się. Całuję. Twoje usta są miękkie, soczyste, smakują czerwonym winem, tylko przez chwilę pozostają bierne, zaskoczone. Szybko dołączasz do mnie, równie spragniony. Palce wplątują się we włosy, wargi rozchylają, wciąż delikatne, testujące topniejące powoli granice. Nigdy nie powinniśmy się w sobie zakochać. Nigdy! Języki wychodzą sobie na przeciw, ostrożne i badawcze, jakby stykały się ze sobą obce cywilizacje. Może tak jest, może nigdy naprawdę się nie poznaliśmy. Prę jednak do przodu, chcę więcej, mocniej, chcę nasycić się chociaż na chwilę. Krew tętni w żyłach, ciało nabrzmiewa, uwrażliwia się, piersi prężą, sutki twardnieją, wilgoć zbiera się w napiętym oczekiwaniu. Posiądę cię, zaraz, już za chwilę. Będziesz mój.

Siadam na tobie okrakiem, próbuję objąć udami, ale krzesło jest małe, niewygodne, podłokietniki ograniczają ruchy. Wstajesz nie przerywając pocałunku, teraz mogę ścisnąć twoją talię, podtrzymywana silnym ramieniem. Mała. Krucha. Zamaszystym ruchem zrzucasz papiery z biurka, głuchy łoskot ciężkich teczek też jest podniecający, sadzasz mnie. Poprawiam się, odsuwając zszywacz, spod tyłka wyjmując długopis. Twardo i niewygodnie, ale nam to nie przeszkadza. Świat się nie liczy, ani ten poza chroniącymi nas czterema ścianami, ani nawet ten tutaj. Jesteśmy tylko my. Kolejny raz, znów naiwnie wierząc, że ostatni.

Czubkiem języka przejeżdżasz po moim podniebieniu, wiesz doskonale, że lubię to przyjemne łaskotanie, znasz mnie. Przyciągam cię bliżej, nachalny kutas ociera się o moje łono, zdecydowanie zbyt bardzo ubrane, zbyt wiele dzieli nas warstw. Oczekiwanie potęguje jednak rozkosz, oboje chcemy jego słodkich tortur, bólu pulsującego w lędźwiach tuż przed zespoleniem, pragnienia odbierającego dech i redukującego nasze istnienie do niskich instynktów. Pragnę cię tak bardzo, że nie potrafię wysłowić. Wiem, że czujesz to samo. Pachniesz pożądaniem. Smakujesz nim.

Ręce błądzą, szukając nagości, walcząc o nią, wdzierają się pod ubrania, szarpią zamki i guziki. Rozrywany materiał głośno protestuje, ale dla nas to nie ma znaczenia. Później będziemy kłamać, wymyślać kolejne idiotyczne historie. Piersi, nadal ściśnięte stanikiem, przylegają do szorstkiego, twardego torsu. Szamoczesz się z haftkami, zbyt niecierpliwy, żeby działać sprawnie, a moje usta zjeżdżają na szyję. Słyszę zduszony jęk.

Tutaj twoja skóra jest gładka i miękka, lekko słona, pachnie prażonymi pistacjami. Schrupałabym cię. Całego. Przygryzam płatek ucha, później szczękę, całuję każdy dostępny skrawek ciała, wsłuchując się w twój płytki oddech, na granicy świadomości rejestrując, że robisz to samo. Nie mogą zostać ślady – myślę, ale pokusa jest zbyt wielka, by przestać. Wsysam się niczym wampir, wchłaniam w siebie. Na moment stajemy się jedną istotą o dwóch głowach, całością.

Klękasz przede mną. Nie po raz pierwszy, już raz klęczałeś, oświadczając się, ale wtedy odmówiłam, całkiem słusznie przekonana, że małżeństwo to pułapka. Więzienie. Że musiałabym zrezygnować z części siebie. Wierzyłam, że nigdy tego nie zrobię, nie ja. Klękasz przede mną. Klękasz, żeby złożyć głowę na moim łonie, zatopić nos w złączeniu ud i wciągać oszałamiający zapach podniecenia: duszny i intensywny. Klękasz, żeby złączyć moje nogi i zsunąć doszczętnie przemoczone majtki. Można by je wyżymać. Są czerwone, tak jak lubisz, ale tym razem nie zwracasz na nie uwagi, stanowią jedynie przeszkodę.

Daję ci pełen dostęp, chcę poczuć się czczona, ubóstwiana, moja kobiecość oczekuje hołdu. Składasz go. Najpierw delikatnie, niepewnie całujesz gładkie i niewinne złączenie warg sromowych, pozbawione choćby jednego włoska, później całą powierzchnią języka przejeżdżasz wzdłuż pęknięcia. Otwieram się dla ciebie. Zapraszam. Napęczniała łechtaczka wyziera spośród fałdek, prosi o pieszczoty, omijasz ją jednak, kreśląc finezyjne wzory wszędzie wokół. Wiję się i jęczę, z trudem powstrzymuję przed nakierowaniem twojej głowy ku sednu, ku źródłu przyjemności. Palce zaciśnięte na krawędzi blatu bieleją. Jest dobrze, zbyt dobrze, a nie chcę krzyczeć, nie tutaj, nie powinniśmy zdradzać swojej obecności.

A jednak krzyczę. Najpierw jęczę przeciągle, gdy mocno, aczkolwiek z wyczuciem, przygryzasz jedną z warg, później wzdycham, gdy dosięgasz łechtaczki. Szturchasz ją z boku na bok, sprawiając że się rozpływam. Przestaję nad sobą panować, wcale panować nie chcę.

– Proszę… – piszczę błagalnie. Nie muszę mówić o co, wiesz doskonale, zaraz zabierzesz mnie na drugą stronę. – Tak! – zdzieram gardło. – Taaaak! – Jeśli ktokolwiek został w biurze, słyszy mnie bez wątpienia, szyby zapewne też nie wygłuszają rozdzierających wrzasków. Niech wiedzą, że jestem szczęśliwa! Że dajesz mi rozkosz! Bezwiednie zaciskam uda, odbierając ci dostęp do tlenu, ale nie przestajesz lizać. Rytmicznie, wprawnie i z pasją, jakby od tego zależało twoje życie, jakbym była jedyną studnią na pustyni. Orgazm rozlewa się ciepłem i błogością, wciąż podtrzymywany czubkiem języka pracującym nad moją kobiecością, teraz już wolniej i z rozmysłem. Długi, wyczerpujący, sprawia, że opadam na biurko. Do spoconych pleców lepią się luźne kartki papieru, pozostałość po piętrzących się wcześniej stertach teczek, w bok wrzyna rolka taśmy klejącej, pod powiekami pulsuje czerwień. Wstajesz i otulasz mnie. Twardością mięśni, łaskotliwością kręconych włosków na klacie, tym słonawym, pistacjowym zapachem.

Ale nie czuję ulgi, czuję pożądanie, coraz silniejsze i coraz bardziej obezwładniające. Potrzebuję cię. W środku. Mocno. Szybko. Intensywnie. Tylko ty jesteś w stanie ugasić tę żądzę. Posiądź mnie, wypełnij, zalej gorącym nasieniem! Dostrzegasz moją niecierpliwość. Głód. Pragnienie. Twój kutas zresztą również rozsadza rozporek, choć dotąd starłeś się go ignorować. Drżącymi palcami rozpinam spodnie, zsuwam je, pomagając sobie nogami. Zjeżdżają do kostek wraz bokserkami, a wolny członek prostuje się wyzywająco. Twardy. Prężny. Błyszczący wilgocią. Stajesz. Podążam za tobą. Siadam. Oplatam cię. Całuję. Wychodzę biodrami naprzeciw. Zerkasz w dół. Droczysz się przesuwając żołędzią po wzgórku, między moimi mięsistymi płatkami, uderzając w ich sklepienie. Chcę cię! Już! Natychmiast! Niezdolna ani chwili czekać. Wyrywa mi się z ust pomruk zawodu, gdy zamiast zagłębić się w żarłocznej rosiczce, po raz kolejny umykasz. Sadysta! Lubisz się znęcać. Lubisz, gdy proszę, gdy błagam o prawo do posiadania cię, nadziania na pal sterczący przecież dla mnie.

Nie! Dosyć! Nie będziemy się bawić w ten sposób! Odpycham cię, zsuwam się z blatu i bezwstydnie wypinam w twoją stronę. Uwielbisz mój tyłek, to zawsze działa, stajesz się dzikim zwierzem, myślącym wyłącznie o kopulacji, o wdarciu się w miękkie, gościnne wnętrze, kryciu. I tym razem nie zawodzisz. Celujesz, zbliżasz nabrzmiałego kutasa, a ja gwałtownym ruchem nadziewam się do końca, aż po jaja. Wspaniale. Cudownie. Idealnie! Przez moment czuję się spełniona, dopełniona, pełna, pełna ciebie, nas. Tak! Za długo czekałam! Zdecydowanie za długo! Równowaga trwa jednak ledwie mgnienie oka, ułamek sekundy, mniej niż uderzenie serca. Ciągle mi mało. Chcę więcej! Zaciskam mięśnie wokół członka, otulam najmocniej jak to możliwe i szukam rytmu. Zataczam kółka. Drobne. Coraz bardziej zamaszyste.

Chwytasz mnie za włosy. Owijasz je wokół nadgarstka. Szarpiesz. Wyginam się w łuk. Krzyczę. Znów krzyczę. Twoje biodra wychodzą naprzeciw moim pośladkom, słychać te charakterystyczne, chlupoczące odgłosy, mlaskanie które tak lubisz. Płynę dla ciebie. Mokra. Bezwstydna. Oddana. Powietrze wypełnia ciężki zapach podniecenia. Też jestem słona, musisz to czuć, kiedy przejeżdżasz językiem wzdłuż mojego kręgosłupa. Na plecach perlą się błyszczące krople. Robisz długie, powolne liźnięcie, przyprawiające o przyjemny dreszcz. Palce wbijają się boleśnie w ciało na wysokości talii. Jesteś równie zachłanny. Nadajesz rytm. Nadziewasz mnie na siebie i wbijasz się jednocześnie. Boli, gdy jesteś głęboko, gdy docierasz do dna, ale łaknę tego bólu.

– Mocniej – syczę przez zaciśnięte zęby, bo nigdy nie jest wystarczająco. Mógłbyś przebić mnie na wylot, wyjść gardłem, a nadal byłoby mało. – Mocniej! – błagam płaczliwie. Weź mnie całą. Rozerwij na strzępy. Zawłaszcz, tak jak ja zawłaszczam ciebie, pożerając centymetr za centymetrem. Chcę poczuć jak tryskasz, jak zalewasz pulsujące wnętrze gorącą spermą, która powoli sącząc się spomiędzy ud, będzie mi przypominać chwilę zespolenia, ten krótki moment, kiedy to, co jest między nami przestaje być nierealne.

Jak dobrze! Jak wspaniale! Już blisko… jeszcze trochę… tylko nic nie zmieniaj! Nie przestawaj! Daj mi to! Obdarz łaską. Proszę… błagam… wystarczy kilka ruchów… Przyjemność narasta, pęcznieje w lędźwiach, zaraz rozsadzi od środka, unicestwiając raz na zawsze, odbierając złudzenia. Ona będzie końcem nadziei. Wiem to.

Przyspieszasz, zaciskasz zęby. Słyszę jedyny w swoim rodzaju pomruk, wydajesz go z siebie, powstrzymując się resztkami sił, rzucając niczym w śmiertelnych konwulsjach. Zapieram się mocniej, obrączka uderza o blat, przypominając, że mimo wszystko, mimo kutasa tkwiącego we mnie aż po nasadę, należę do innego… aż po grób… i nie opuszczę go… nigdy… w końcu przysięgałam… nawet nie wierząc w przysięgi…

– Jeszcze! – krzyczę, ale to na nic, już osiągnąłeś szczyt, maksimum swoich rozmiarów i teraz twój cyklop wypluwa z siebie wszystkie żale, tym gorętsze, im bardziej mnie pragniesz i im bardziej tęskniłeś. Oznaczasz mnie, naznaczasz, podpisujesz niczym swoją własność. Czuję jak penis pulsuje, drga konając… czuję nasienie gwałtownie uderzające w najwrażliwszy punkt… czuję wilgoć rozlewającą się leniwie. Powódź! Chcesz mnie utopić! Ale choć kurczysz się we mnie, dalej przesz, nie przestajesz, drążysz niczym kropla skałę, a ja w odpowiedzi na tę determinację, odnajduję swój szczyt, wbijam czekan…

Orgazm jest krótszy, ale intensywny. Z trudem łapię powietrze. Znów przekroczyliśmy niewidzialną granicę. Razem. Niemal trzymając się za ręce. Wiem, że nie byłeś tylko obok, a ze mną, przy mnie… we mnie… spragniony równie bardzo. Osuwam się na podłogę. Mieszanka naszych soków oszałamia. Pachniesz bardziej mną, smakujesz bardziej sobą. Zaraz sam się przekonasz, gdy pocałuję cię głęboko na pożegnanie…

.


Foxm – Nikki (64% Waszych głosów)

Źródło: Fun Factory

Pst! Opowiem wam historię Nikki O. Powiem całą prawdę i tylko prawdę. Za dnia poukładana, zorganizowana do bólu, zaprogramowana na cel. Jest na to takie niemieckie słowo, którego oczywiście nie pamiętam… Język można sobie połamać. Ale moment – ja nie mam języka!

No dobra, ale co to za historia? Chcecie? Uprzedzam: puryści, moraliści, gauliści i cykliści – wy…ewoluować! No dobra, cykliści mogą zostać.

Kim jestem? Mówią mi Darling Devil – dla przyjaciół, a raczej przyjaciółek, po prostu DD. Hybryda, wibrator marzeń, dawca cielesnych rozkoszy, cztery prędkości, sześć trybów wibracji. A na dodatek wściekle czerwony kolor. Niemal krzyczę do tych wszystkich grzecznych dziewczynek: Weź mnie! Tak zdecydowanie, bez sekundy wahania. Obiecuję dyskrecję, pewny orgazm w czasie małego rendez-vous z grzesznymi słabostkami. Mój prawdziwy charakter ujawniają różki, jeden z ekstrawaganckich pomysłów projektanta. No i jest jeszcze specjalna wypustka przeznaczona do stymulacji łechtaczki. Oczywiście w rozkosznie  obscenicznym fallicznym kształcie. Skuteczność ponad wszystko, ale wyglądać też trzeba, prawda? Wystarczy, że Nikki, moja pani, rozsunie nogi, a ja zajmę się resztą – z niezmienną intensywnością aż do wyczerpania baterii. Koniec autoreklamy.

Nie zawsze zajmowałem zaszczytne miejsce w górnej szufladzie, tuż obok starannie ułożonych, posegregowanych kolorami, stosików bielizny. Na samym wierzchu, uzbrojony w zapasowy komplet baterii, w każdej chwili gotowy do użycia.

Na początku był ideał. Para doskonała, dwoje ludzi posiadających totemy tak ważne w tym chorym świecie: prestiż, wiedzę i perspektywy. Nie mogło się nie udać, prawda? No cóż…

Pamiętam noc poślubną Nikki, przed wylotem w wymarzoną podróż do Brazylii. Nadzy, pijani szczęściem i bliskością, tarzali się w pościeli niczym para odkrywających cielesność nastolatków. Nic nie musieli, czas zdawał się nie istnieć.

Badali się nawzajem. Jego palce uczyły się każdej wypukłości, szczupłego, dziecinnie kruchego ciała, jej usta łaknęły jego ust. Nakryć, zasmakować, posiąść, zmiażdżyć. Miłosna gra według wspólnie ustalonych reguł.

Kiedy rozkładała dla niego nogi, była najszczęśliwszą z kobiet. Gdy okazało się, że pasuje idealnie, a przyjemny ból towarzyszący rozepchnięciu ciasnej pochwy rozszedł się po całym ciele na podobieństwo tsunami, była spełniona. Mogli zatracić się wzajemnie. Zgubić i odnaleźć się ponownie we wspólnej żądzy.

Wtedy po raz pierwszy usłyszałem krzyk Nikki, ten krótki, bezwstydny, pełen szczęścia krzyk. Nie wysunął się z niej, nie chciał. Oznaczył swoją kobietę. Patrzyli na siebie oczami zakochanych bez pamięci, uśmiechali się szeroko, oddając Morfeuszowi w objęcia. Zasnęli, trzymając się za ręce. Rozpaczliwie pragnąc bliskości intensywnej i delikatnej, niemal niezauważalnej.

– Moja księżniczka – szeptał wtedy w jej ciemne włosy.

Nie byłem potrzebny. Aż do awansu.

– Mocniej! – Oddech przyspieszył, stał się krótki. Łapała doznania, delektowała się chwilą, nieprzyzwoicie wypinając tyłek w półmroku małżeńskiej sypialni. Dżinsowa spódniczka, podciągnięta ku górze, do połowy odsłaniająca białe uda.

Klęcząc, domagała się stanowczo spełnienia małżeńskiego obowiązku. Nikki zawzięcie pracowała biodrami, szukając rozwiązania, iskry rozniecającej pożar trawiący ją, kobietę. Przenikający bez reszty każdą komórkę ciała, redukujący do prostego pragnienia. Oddać się pożądanej istocie, dotrzeć aż na granicę miłosnego amoku… I dalej. Jeszcze!

– Mocniej! – jęczała Nikki, pomagając małżonkowi, sugerując właściwe tempo. – Daj mi, daj… klapsa.

Ujmował biodra pani wijącej się przed nim, ale jakoś tak niepewnie. Czasem wyglądało to tak, jakby miał przed sobą porcelanową lalkę zamiast kobiety z krwi i kości, żony spragnionej mężczyzny.

Inny na jego miejscu dałby się ze skóry obedrzeć, byle tylko odcisnąć różowe piętno na niewielkiej pupie szanowanej pani prawnik. Sprać tak mocno, aż rozbolałaby go dłoń, a od ścian sypialni odbijałby się skowyt Nikki upojonej mieszanką rozkoszy i bólu. Sprowadzonej do parteru suki, gotowej spełniać polecenia samca ladacznicy. Niestety, zamiast samca z prawdziwego zdarzenia był waniliowy samczyk z ogolonymi jądrami.

Często zastygał w pół ruchu, antyczny atleta, czekający na sportretowanie w kamieniu dłutem rzeźbiarza. Albo eksplodował przedwcześnie, albo chyłkiem wycofywał się z ociekającej płynnym pożądaniem kobiecości. Mój żywy odpowiednik okazał się pożałowania godną imitacją. Przedwcześnie sflaczały lub nie w pełni męskich mocy.

– Przepraszam, księżniczko – słyszała. Czule całował odsłonięty fragment szyi, wyrażając skruchę, odprawiając pokutę, deklarując poprawę. – Nie tym razem…

„Nie tych razów” było coraz więcej, ich liczba rosła wraz z ilością papierów w gabinecie, spraw do załatwienia „na wczoraj” i przychodami każdego miesiąca wpływającymi na konto. Pożądanie zanikało w tym kalekim związku, mocny fundament został podmyty przez falę łóżkowych rozczarowań. Smutne, nieprawdaż? W jak gładkie słóweczka nie ubrałbym tej historii, zwyczajnie zabrakło dobrego seksu.

Tak poznaliśmy się z Nikki. To była miłość od drugiego wejrzenia. Wyciągnęła mnie z mroków szafy pełnej starych futer i modnych wiele sezonów temu butów.

Zaczęło się od nieśmiałych prób. Kiedy było już po wszystkim, a rozczarowanie wypełniało jej bladozielone tęczówki, dłoń wędrowała w dół. Między uda, dokładnie tam, gdzie wilgoć i żar jak najlepsi kochankowie stanowili jedno.

Dziewczynkom od najmłodszych lat wpaja się, że to złe, niegrzeczne, a mimo to każda z nich prędzej czy później wyrusza w samotną wędrówkę ku rozkoszy. Wszystkie wiedzą, jak to się robi, chociaż nikt tego nie uczy. Wystarczy, że palce odnajdą klejnot, nie większy od ziarenka grochu.

Początkowo delikatne koliste ruchy wraz z narastaniem żądzy mogą zamienić się w intensywne pocieranie. Lewo, prawo i znów lewo, powrót naokoło. Rozkosz przyjdzie sama w najwłaściwszym momencie. Cudowny teatr ludzkich pragnień, żądz namiętności, przyjemności.

Nikki była najpiękniejsza właśnie taka – jako egoistka pewnie krocząca ścieżką samouwielbienia. Szybko do głosu doszła w niej niepoprawna onanistka, gromadzone w lędźwiach pożądanie znajdywało ujście. Orgazm manifestowany skurczem i rozluźnieniem wszystkich mięśni, cichutkim jękiem, grymasem wymalowanym na twarzy. Piękno ekstazy w czystej, niekrępowanej postaci. I ten ciężki, intensywny zapach kobiety tuż po spełnieniu unoszący się w powietrzu. Aria zmysłów.

Na potrzeby świata zewnętrznego utkała kokon złożony z ciężkiej pracy, okupionej setkami nadliczbowych godzin i kilkoma wygranymi sprawami z pierwszych stron gazet. Palestrze rosła nowa gwiazda pierwszej wielkości. Dom, a zwłaszcza sypialnia, stał się siedliskiem problemów.

Rozczarowanie. Wiele par ma przejściowe problemy. Penis też organ, ma prawo niedomagać. Zostają jeszcze palce, język, dłonie. Możliwości jest naprawdę mnóstwo. Ale panowie lubią wierzyć w magiczną moc centymetrów. A ziemia jest płaska i podtrzymywana na skorupach czterech gigantycznych żółwi, prawda? Ech, co tu dużo gadać… Nie było ikry, inwencji i pieprzu. Włożył, wyjął, włożył, wyjął. Świat rzucał jej do stóp za każdym razem, szeptał czułe słówka, wynajdywał coraz to nowe powody dla świętości.

A trzeba było zamiast świata rzucić ją na kolana jak dziwkę, której właśnie kopsnięto stówę. Sprawdzić, ile jest w stanie wziąć, zanim się zakrztusi, a w oczach pojawią się łzy. Trzeba było…

Mówią, że penisa nie da się zastąpić. A chuja prawda! Da się – wystarczy mieć Diabła na własność. Stykałem się z różowymi, delikatnym płatkami kobiecości Nikki, mrucząc cicho i przyjemnie dla ucha. Rozpychałem ciasny tunel, ociekający wilgocią. Grotołaz schodzący w dół w poszukiwaniu nieznanego.

Razem dążymy ku przyjemności, prowadzony pewnymi ruchami nadgarstka Nikki czułem się między jej nogami w domu, na właściwym miejscu, z odpowiedzialnym zadaniem. Dostarczyć rozkosz, obsłużyć niezaspokojoną damę. Byłem – a prawdę mówiąc wciąż jestem – piekielnie skuteczny. Potrafię wydrzeć z piersi swej pani prawdziwy krzyk, sprawić, że rzeczywistość i wyobrażenia splatają się w jedno. Idealne narzędzie do spełniania fantazji. Czasem jest długo i cierpliwie – muskam różkami zewnętrzne wargi, mocno wibrująca wypustka styka się z łechtaczką, przydatny drobiazg. Moja przewaga nad mężczyzną nie podlega dyskusji. Penetracja stanowi ostateczny akt na drodze do „doszli” długo i intensywnie. Kiedy indziej spotykam się w przelocie z łechtaczką, mruczę swe zaklęcia w jednostajnym rytmie, a spazm i tak wstrząsa ciałem pani. Instynktownie składa nogi, drży, jakby zapadła na febrę. Jest szczęśliwa, zaspokojona. Dobry wibrator to – wybaczcie brak skromności – skarb.

Po którymś ze szczególnie rozczarowujących „nie tych razów” wulkan emocji eksplodował, a po solidnych fundamentach nie został ślad. Wykrzyczała mu wszystko w twarz, rzuciła truchło pożądania pod nogi. Odwróciła się ostentacyjnie w kierunku szuflady.

Wtedy zaprezentowałem swoje różki szacownemu małżonkowi. Powinien ją po stopach całować, że nie przyprawiła mu prawdziwych.

Było w tym coś z szaleństwa, perwersyjnej zemsty za lata złego pożycia. Wiedział, po co Nikki zamknęła się w łazience.

Usiadła na sedesie, a ja nawet na jałowym biegu sprawiłem się lepiej niż ten, co to przysięgał, że ją będzie aż do śmierci.

– Cholernie dobrze – wyszeptała Nikki już po wszystkim. W trakcie tak cicha nie była, lepiłem się od miłosnej wydzieliny bezczelnej onanistki.

Następnego dnia klucze wylądowały na komodzie. Wyszedł, nie wrócił. Koniec.

Nastała era Internetu. Jako kobieta w zasadzie zamężna Nikki rzuciła się w wir internetowych znajomości. Tak było najszybciej – napięty terminarz nijak nie chciał okazać się na tyle elastyczny, by pomieścić klasyczną randkę. Kolejne kliknięcia myszy oszczędzały czas do maksimum. O powodzenie nie musiała się martwić – nikczemnego wzrostu szatynka z włosami do ramion, o wąskich ustach i ładnych kościach policzkowych wyróżniała się z tłumu. Nie była wulgarnym wampem, miała to coś. Z profilowego rzucała wyzywające spojrzenie.

Jej wzrok zdawał się komunikować: „Dostaniesz tylko jedną szansę. Pokaż, co potrafisz, bo na twoje miejsce jest dziesięciu chętnych.” Żeby tylko dziesięciu, skrzynka odbiorcza czasem zapełniała się w pół dnia. Musiała postawić na ostrą selekcję, bardzo ostrą. Kilka razy poszła z jednym czy drugim na kawę, zdarzyło się nawet kilka niezobowiązujących numerków. Musiała znów to poczuć, doświadczyć własnej atrakcyjności, poczuć się pewnie na łowach pośród chętnej zwierzyny. Upewnić się, iż wciąż potrafi sprawić, że mężczyźni szaleją owładnięci pożądaniem. Bywało dobrze, nawet bardzo dobrze, ale rano bez wyjątku znikali jeszcze przed pierwszą kawą.

Wciąż pozostawałem skuteczniejszy na dłuższych dystansach. Pojawiły się niegrzeczne filmy, ze mną między nogami. Pani gustuje w męsko-męskim porno, zaszła w niej dobra zmiana. W czasach tego kalekiego związku nie odważyłaby się na przyznanie sama przed sobą, że podobają jej się takie rzeczy. Robi się obłędnie mokra, oglądając, jak jeden daje drugiemu spenetrować pupę. Aktorzy zdają się być naturalniejsi, bardziej zaangażowani w to, co robią. Niekiedy zapomina po mnie sięgnąć, z wprawą bawiąc się łechtaczką. Każdy gest, każdy ruch jest wielokrotnie spraktykowany. Szczytuje szybko, bombardowana obrazami z pornosów. Nie od razu zatrzymuje nagranie. Zamyka oczy i łowi męskie jęki sączące się z głośników. Balansuje pomiędzy chęcią leniwego kontynuowania zabawy a stłamszeniem pożądania. Trudno powiedzieć, którą z dróg chadza częściej. Czyta też opowiadania erotyczne w sieci. Gdybym mógł się krzywić, to bym to zrobił… Chłam.

Dzisiaj od czterech godzin wpatruje się krytycznie w sylwetkę odbijającą się w tafli lustra. W końcu decyduje się włożyć najlepszą wiśniową sukienkę, tę bez pleców, zaś szyję ozdabia łańcuszkiem z maleńkim szafirem w oczku. Jak dla mnie bomba. Na ten wieczór musi być planowane coś wyjątkowego. Dzwonek do drzwi.

Elegancki brunet stojący w progu uśmiechnął się szelmowsko. Czarne prawie jak dwa węgle oczy, śniada twarz z idealnymi kośćmi policzkowymi. Oj, lubiła takich moja pani… Ten typ jawił się niczym pokolorowany amant w skali jeden do jeden przeniesiony z hitów lat dwudziestych.

– Cześć! – rzuciła, otwierając drzwi. – Wchodźcie. Czego się napijecie?

Obok mężczyzny stała niewysoka ruda kobieta. Uśmiechała się szeroko, prezentując dwa rzędy białych zębów. Wpatrywała się w Nikki z ciekawością i jakimś ledwie skrywanym łakomstwem. W dwóch niepokojąco niebieskich zwierciadłach oczu tańczyły niebezpieczne błyski. Spoglądała tak pożądliwie, że świat poza Nikki zdawał się dla niej nie istnieć. Ignorowała podmuchy delikatnego lipcowego wietrzyku targającego dobraną pod kolor oczu sukienką.

– Zadowolimy się lampką wina… Na początek.

Ośmioletni Baltazar of Chateau Margaux, po szesnaście tysięcy za butelkę, został rozlany do kieliszków. Leonardo i jego żona Stacy rozsiedli się w wygodnych fotelach, Nikki zajęła miejsce bliżej mężczyzny. Nie byłem obecny przy kawie – kolejny gość złowiony metodą randkowania online. Wylądowali w hotelu, w pokoju, w którym czekała Stacy. Szok musiał szybko zamienić się w pełną gwałtownych uniesień przygodę. Wróciła do domu o świcie z potarganymi włosami, w rozmazanym makijażu i wygniecionej garsonce. Padła na łóżko bez sił. Kiedy się obudziła, zafundowała sobie gorący prysznic. Poszliśmy tam razem – wrząca woda rozpaliła emocje na nowo. Byłem w użyciu, raz i drugi kąpałem się w jej gęstym pożądaniu. Korespondencja, która wydała tak egzotyczne owoce, kwitła w najlepsze przez kilka miesięcy.

Teraz siedzą we trójkę jak starzy przyjaciele, plotkujący i dowcipkujący przy lampce wybornego alkoholu.

Uderzenie otwartą dłonią w twarz wyprowadził od niechcenia, niby to odganiając natrętną muchę. Głowa Nikki odskoczyła w bok, a na policzku wykwitł wyraźny bladoróżowy ślad. Moja pani pisnęła, ale to Stacy odezwała się pierwsza.

– Spójrz na mnie… Popatrz prosto w oczy. Chcę cię widzieć. Pragnę cię, Nikki, właśnie takiej. Wystarczy, że sobie wyobrażę, co zaraz z tobą zrobimy… To jest takie silne, magnetyczne.

Kobiety spoglądały sobie głęboko w oczy przez dwa trwające wieczność uderzenia serca. Pierwsza odwróciła się Stacy, wykluła się jasna i oczywista hierarchia.

– Miejsce uległej bezwstydnicy jest na kolanach. – Leonardo wskazał długim smukłym palcem fragment podłogi centymetr od czubka swojego buta.

Nikki z pokorą spuściła wzrok i osunęła się na kolana, tak nisko, że mogłaby polizać błyszczące noski, gdyby tylko chciała. Znam ją równie dobrze jak ona zna mnie, prowadziłem ją wielokrotnie do tego momentu, doprowadzałem do szału. Zawsze odważnie pragnęła więcej i mocniej. Gotowa na wszystko.

– Niegrzeczna dziewczynka – wymruczał Leonardo. – Lubię takie.

Kolejne uderzenie w twarz. Miał ciężką i szybką rękę.

– Tak – wyszeptała pokornie. Policzek musiał piec jak wszyscy diabli.

– Co „tak”? Nic z tego nie rozumiem – uśmiechnął się zimno i założył nogę na nogę. Zmiana pozycji pomogła spacyfikować gwałtownie nabrzmiałą męskość. Chwilowo.

Stacy nachyliła się nad mężem, całując go prosto w usta. Dwa oddechy złączyły się w jeden, języki zwarły się w tańcu, przechodząc od powolnego walca do dynamicznej samby. Mężczyzna zamknął oczy, delektując się spragnioną kobietą penetrującą usta językiem. Przerwał im zdecydowany głos Nikki.

– Tak! Jestem niegrzeczną dziewczynką! Tak cudownie niedopieszczoną, noszącą między nogami pragnienie… Świadomą, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. – Każde z wypowiadanych słów okupiła płytkim oddechem.

Oczy Stacy zaszły mgłą.

– Odwróć się. Natychmiast!

Nikki usłuchała i bez protestu wypięła pupę dla oglądającej ją pary.

– Suczka w rui. – Każda sylaba w głosie Leonardo wyrażała zadowolenie przemieszane z oczekiwaniem na więcej.

Stacy zrobiła kilka kroków w kierunku Nikki i bezceremonialnie wsunęła dłoń pod suknię. Palce nie natrafiły na przeszkodę w postaci bielizny. Dzisiejszego wieczoru wszystkie pary majtek leżały w najwyższej szufladzie obok mnie

– Nie masz mokro… Ty płyniesz, wypięta błagalnie w oczekiwaniu na to, aż ktoś cię pokryje. Porządnie zrobi swoje, prawda?

Retoryczny charakter pytania stał się aż nazbyt oczywisty. Z gardła klęczącej kobiety wyrwał się głośny i długi jęk. Materiał sukni zafalował w rytmie palców poruszających się w ciasnym wnętrzu dziewczyny.

– Jezuuu! – jęknęła płaczliwie. Instynktownie poruszała pupą, chcąc poczuć więcej. Pragnęła bardziej.

– Cicho, maleńka… Napędzisz stracha sąsiadom. Oni wszyscy dowiedzą się, że… – Ruchy palców w pochwie stały się jeszcze szybsze. – …że właśnie się z kimś kochasz i jest ci dobrze. Bardzo dobrze. Wydaje mi się jednak, że Leonardo również potrzebuje odrobiny atencji. .

Dała Nikki wylizać palce ociekające dowodami żądzy. Ssała, jakby jutra miało nie być, z pasją i zachłannością, pragnąc czerpać przyjemność z każdej chwili.

Stacy znudziła się tą gra. Urządziła sobie krótki spacer do sypialni, podeszła do szuflady i wyciągnęła mnie z mojej znakomicie zakonspirowanej kryjówki. Skąd wiedziała? Nie mam pojęcia! Nikki nie zmieniła pozycji nawet o milimetr. Zapadnięty głęboko w fotelu mężczyzna podziwiał widoki, masturbując sztywny członek.

To nie jest dobry czas na ceregiele, więc ruda po prostu wepchnęła mnie między uda nagrzanej niczym hutniczy piec kobiety i pozwoliła pracować. Nawet niezbyt intensywne wibracje prawie wysyłają Nikki za granicę, z której nie ma powrotu. Bardzo, ale to bardzo stara się powstrzymać nadciągający orgazm. Równie dobrze mogłaby próbować zatrzymać nadciągającą lawinę. Za dobry jestem w te klocki

Wargi Stacy pracują na członku męża. Rudowłosa zamknęła oczy, by lepiej wyczuwać drgania biegnące po powierzchni organu. Uchwycić moment maksymalnych możliwości, ale nie szczytu. Nie trzeba wiele. Nawet zajęty robotą wiem, że fellatio jest pierwszorzędnej jakości. Penis stoi niemal pionowo, gruby, dumny, błyszczący.

Zadowolona z chwili oralnej zabawy wyciąga mnie z pochwy dosłownie w ostatniej chwili. Kilkanaście sekund więcej i pani zacisnęłaby się na mnie, spełnienie było tuż tuż. Ruda kładzie mnie na ziemi. Ociekam wydzieliną.

Słyszę, jak szepcze jej do ucha:

– Dołącz do nas w sypialni, naga.

Przekroczyliśmy próg sypialni wspólnie, suknia jak pomięta szmata leży na podłodze w salonie.

Ależ oni są apetyczni, moszcząc się w wielkim małżeńskim łożu. W kształtach Stacy kochaliby się najwięksi niderlandzcy mistrzowie pędzla, wszyscy bez wyjątku. Piersi ma również bujniejsze, zachęcające do zabawy, dłuższego kontaktu. Kobiety kontrastują ze sobą nawet fryzurą w okolicy podbrzusza. Stacy poszła za obowiązującą modą, Nikki została w epoce dzieci kwiatów. Piękna trójca.

Dziewczyny łączą się w pocałunku, powoli, bez pośpiechu poznają własne ciała. Nikki ląduje w ramionach Stacy, opierając się plecami o jej piersi.

Ruda pieści ją z biegłością niedostępną żadnemu mężczyźnie. Rozumie ją, czyta jej potrzeby, znajduje wrażliwe punkty, od miejsca na szyi aż po łechtaczkę. Jakby znały się od zawsze.

Wszystko dzieje się na oczach spragnionego Leonardo. Nie mam wątpliwości, że wkrótce i on podąży za pragnieniem i przyłączy się do zabawy.

Słyszę, jak Stacy szepcze kuszące zaklęcia do ucha złaknionej Nikki:

– Masz ochotę na mężczyznę? Prawdziwego, twardego, głęboko w sobie… Teraz? Gwałtownie i dla przyjemności… Potrzebujesz tego? Nie odmówi, będzie tylko twój…

W którym kierunku rozwiną się wydarzenia tej młodej nocy? Nie wiem. Leżę na łóżku ledwie metr od pochłoniętej sobą trójcy. Zastanawiam się. Patrzę na szczęśliwą będącą w centrum uwagi Nikki… Będę jeszcze potrzebny? Też nie wiem. Cieszę się jej szczęściem. Lubię ją, a ona lubi mnie. Wiem, że na pewno nie stracę swojego miejsca w pierwszej szufladzie. Będę zawsze pod ręką, na samym wierzchu, w każdej chwili gotowy do użycia…

.

Chcesz wziąć udział w naszych bitwach i pojedynkach? Czujesz się na siłach zmierzyć z wybranymi Autorami NE? Dołącz do nas i zmierz się z najlepszymi.

.

Utwory chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autorów zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź w formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Podobały mi się oba opowiadania. I to nawet bardzo. Zarówno pomysł jak i wykonanie godne pochwały.
Pomysł nieco bardziej oryginalny w drugiej miniaturce, i tutaj wędruje mój głos. Jednak nie wykluczam, że aby odpowiednio docenić pierwszą propozycję założę „lewe” konto i z niego oddam drugi głos. 😉

Cieszę się, że wybór nie był łatwy 🙂

Dobry wieczór!
Nie mogę powstrzymać się przed zadaniem pytania… Założyłeś to trollkonto? 🙂 Dziękuję za Twój głos, dziękuję również Wszystkim głosującym w Pojedynku, dzięki ich uczestnictwu zabawa jest ciekawsza.
Tutaj nie chodzi o żadną rywalizację, wszyscy autorzy skupieni wokół NE tworzą zespół, gramy do jednej bramki. Mamy jeden cel – dostarczać dobre opowiadania. Że obieramy różne drogi? Tym lepiej!
Pozdrawiam,
Foxm

Pragnienie:
Opko pierwsze znam od dawna, nawet aż za dobrze. Zdążyłem już Autora pochwalić, bo trafione w punkt, jeśli za punkt przyjąć temat pojedynku. Jedno z lepszych, mięsistych, emocjonalnych opowiadań tutejszych z odrobiną słowotwórstwa/poszukiwań językowych, które sobie cenię.

Prawie nieskazitelne. Niestety pozbawione otoczki opisującej inicjację związku, co zawsze mnie najbardziej fascynuje, wszystko co po inicjacji jest po prostu bez tajemnic, trudno o zaskoczenia i dlatego mniej ciekawe.

Te opko wygrało, moim skromnym zdaniem, na nie głosowałem, ale – żeby nie skłamać, drugie bardzo mnie zaskoczyło i o mało nie odniosło niespodziewanego zwycięstwa.

Opko o Nikki:

Powiem tak: skandal. Na początku opowiadania nie ma nic o wypustce. A potem się nagle okazuje, że ona jest. Jak można było popełnić taki blamaż, Autorko/Autorze?! Po prostu wpadłem w szał.

A poza tym to: jak czytałem, podobał mi się pomysł narratora/narracji, podobała mi się zwykła ludzka historia: szał, awans zawodowy, stres biznesowy, strajk chuja (to szacowne słowo stanowczo zbyt rzadko pojawia się w opowiadaniu, ale jednak się pojawia w jakiejś mało szczytnej formie), rozstanie niegdyś zadurzonej w sobie pary.

Drugi wątek historii, jakże ludzki, jakże kobiecy. Od lubiącej te rzeczy coraz bardziej dzieweczki nikczemnego wzrostu, przez coraz bardziej namiętną wielbicielkę wibratora (z wypustką, zawsze będę o tym pamiętał, i już nigdy nie wybaczę tego brakoróbstwa we wstępie), sprinterkę internetowych randek, aż po degustatorkę seksu zbiorowego bardziej. Gdzie to się skończy, tego się domyślamy. Będą padać kolejne granice, kolejne etapy przyjemności będą eksplorowane.

Oba wątki pretendują do symboliki dzisiejszych czasów, czynią cząstkę obrazu, tę niemniej ważną niż inne aspekty życia.

No i w końcu humor i trochę niebanalnych zdań, tak trafnych, że już się spodziewałem niemal arcydzieła.

Niestety, w końcówce opowiadania, Autorka/Autor zszedł zupełnie na ziemię, wskoczył w banał (choć dobrze opisany, trudno się przyczepić) i niestety arcydzieła nie spotkałem.

Ale i tak super!

Uśmiechy,
Karel

W pełni się zgadzam, że to skandal, że w części z autoreklamą nie było nic o wypustce! 😀

A tak poważnie… Dziękuję Karelu, Twoja troskliwa opieka bez wątpienia wyszła tekstowi na dobre. Mam nadzieję, że mój upór jeszcze Cię nie zraził 😉

Rzeczywiście potraktowałam temat bardziej dosłownie niż mój rywal, ale literatura to nie matematyka…

Dzień dobry!
Przecierałem oczy ze zdumienia. Pogodziłem się z myślą o tym, że napisanie tekstu, który rzuci Cię na kolana przekracza skalę mojego grafomanienia. Czytam z uwagą każdy Twój komentarz do mojej pisaniny. Nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek był równie entuzjastyczny. Do pełnego triumfu brakło wypustki….
Tak niewiele! Przyznam jestem zły na własne gapiostwo, a Ty masz słuszność, ta wypustka stanowi ważny detal, jak mawia pewien znany z lapsusów komentator piłkarski.

Dlatego stworzyłem Lex Karel. Czyli, że co? Nigdy dotąd nie zmieniłem w sposób istotny już opublikowanego opowiadania. Dałem ciała, to dałem ciała, trudno, lekcja na przyszłość. Tym razem pozwoliłem sobie na odstępstwo. Już po ogłoszeniu wyników dopisałem:”No i jest jeszcze specjalna wypustka przeznaczona do stymulacji łechtaczki. Oczywiście w rozkosznie obscenicznym fallicznym kształcie.” Lex Karel znajdziesz na początku tekstu. 🙂 Ta wypustka jest bardzo ważna, co udowodnia zdjęcie zdobiące opowiadanie. Tak na marginesie, jest czadowe:)

Zabieg jednorazowego zastosowania chuja jest celowy. Swoiste mrugnięcie okiem do damy, która komentując jeden z moich tekstów zrobiła „ch***j”. Taki drobiazg mnie zainspirował, wiedziałem, że kiedyś chcę napisać opowiadanie o zastępowaniu chuja. Autocenzura jest swoistą pamiątką.
Przyznam, że od czasów „Filistera” nie pisało mi się równie lekko. Bawiłem się wyśmienicie dyskretnie zaglądając do sypialni Nikki O. Być może mam w sobie coś z nałogowego podglądacza-grafomana. Któż to może wiedzieć?
Kłaniam się,
Lis

Lisie,

Piszesz coraz lepiej. Myślę, że możesz przebić sufit i wybić się, o ile będziesz umiał znaleźć ciekawe tematy i dobrze je zaplanować przed pisaniem. Kupa czasu przed Tobą, aby zdobyć świat.

Żart niech się żartem odcina, zwłaszcza gdy tynfa wart (Lex K).

Czekam, aż ktoś napisze ch trzy gwiazdki jowe opowiadanie, które będzie znakomite i naszpikowane ch-trzygwiazdkowymi słowami, ale tylko tam gdzie te piękne, choć dziś wyklęte słowa, przypasują do tekstu, i żeby jednocześnie opowiadanie było liryczne, romantyczne… i erotyczne, of course.

Tę lekkość, o której Lisie wspominasz, widać w pierwszej części tekstu. A później może jest, ale nie rzuca się w oczy, przynajmniej mnie się nie rzuciła.

Głosowałem za tekstem konkurencji, choć z wahaniem. Wynik głosowania pozytywnie mnie zaskoczył, byłem tak przekonany o zwycięstwie „mojej” opcji, że prawdę uświadomiłem sobie dopiero czytając komentarze. Czyli mięsisty, mocno emocjonalny tekst przegrał na rzecz humoru i odrobiny refleksji. No, no! Trendy się zmieniają, czytelnicy doceniają czasem coś innego, niż byśmy się spodziewali.
Gratulacje i uśmiechy,
Karel Godla

Aha!!! To ja już wiem, czemu ostatnimi czasy ból głowy mi dokucza, od tego walenia w ten sufit! Byłoby świetnie, gdybym kiedyś go przebił. A jeśli nie? Krowy nie przestaną dawać mleka, a ziemia się obracać. Pisanie po prostu sprawia przyjemność, stanowi ciekawą odskocznię.
Postaram się obserwować otoczenie, łowić różnorodne tematy. Ile z nich zamieni się w opowiadania? Nie wiem.

Tekst Ani jest lepszym porno, ale ja też się starałem, by moja bohaterka zakonnicą nie była. Lubię pisać o seksie, nie mam z tym problemów. Pisarz Porno, to brzmi dumnie, o ile to jest dobre porno 🙂
Co przesądziło o odwróceniu trendu? Opowiedziana historia nie jest oryginalna, może się zdarzyć w każdym domu i normalnie nie byłoby sensu molestować klawiatury.
Moim zdaniem o zwycięstwie przesądziła osoba(?) narratora. Ten wibrator jest różny od konkurencji i to przyciągnęło moją uwagę.
Deliberowanie nad demokratycznymi wyrokami jest jednak zajęciem trochę frustrującym i prowadzącym w las, gdzie można bez skrępowania zawyć do księżyca. Równie dobrze szala mogła się przecylić w drugą stronę i byłoby to zwycięstwo zasłużone. 🙂

Przede wszystkim chciałam pogratulować zwycięzcy: Lisie, zdecydowanie stanąłeś na wysokości zadania, opowiadanie jest świetne! 🙂

Szczególnie przypadła mi do gustu część dotycząca nieudanego małżeństwa. Sfera erotyczna jest bardzo ważna, może cementować związek lub go rozbijać – ten bardzo trafnie uznałeś za kaleki, choć niekoniecznie ze względu na dysfunkcje seksualne. Za ten fragment należą Ci się brawa na stojąco:

„Penis też organ, ma prawo niedomagać. Zostają jeszcze palce, język, dłonie. Możliwości jest naprawdę mnóstwo. Ale panowie lubią wierzyć w magiczną moc centymetrów. A ziemia jest płaska i podtrzymywana na skorupach czterech gigantycznych żółwi, prawda? Ech, co tu dużo gadać…”

Zawsze twierdziłam, że największą zbrodnią jest uciekanie z pola walki, kobiety naprawdę nie potrzebują do szczęścia wielogodzinnych erekcji ani nie wiadomo jakiej wydolności partnerów. Potrzebują natomiast czuć się atrakcyjne, a podobne zachowanie partnera może to poczucie zachwiać.
Ars amandi, jak sama nazwa wskazuje, to sztuka, a w sztuce ograniczenia często wyzwalają kreatywność. Moment w którym pojawiły się problemy powinien być momentem rozpoczęcia poszukiwań nowych rozwiązań, małżonkowie natomiast zacięli się na powtarzaniu nieskutecznych schematów. Dlaczego? Zapewne dlatego, że nie potrafili rozmawiać o seksie… to bardzo życiowe i przygnębiające jednocześnie. Podobnie jak zabawka schowana w szufladzie przed mężem – gdyby bawili się nią razem, mogli by być szczęśliwi. Niestety nadal istnieją mężczyźni, którzy boją się zabawek, bo uważają je za konkurencję. Bohaterka wybrała najgorszy możliwy moment do wyciągnięcia swojego wibratora, upokarzając tym samym partnera. Po prostu błąd na błędzie z obu stron… nic tylko współczuć… A mimo wszystko opowiadanie podnieca.

Moja Godna Rywalko!
Muszę przyznać, że gdy rzuciłaś mi wyzwanie byłem w kłopocie. Poprzedni pojedynek przegrałem, dałem z siebie wszystko i przegrałem, bajka Grega była za dobra. Kiedy przeczytałem Twoje opowiadanie wpadłem w panikę, burzy krew w żyłach, zmusza wyobraźnię do pracy. Jest bajecznie plastyczne. Widzę oczyma wyobraźni dwoje spragnionych kochanków, błysk obrączki oślepia, metal parzy skórę. Jednocześnie to jest bardzo ludzkie, uleganie napiętościom. Malowałaś różnymi odcieniami zzerwieni i chwała Ci za to!
Myślę sobie, że taka siła pożądania jest rozkosznie cudowną fikcją, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że pewnie wielu z nas oddałoby nerkę, żeby znaleźć się w rolach Twoich bohaterów:)

Myślę, że mogę się zgodzić z tezą, że seks nie jest najważniejszy w związku, ale jest bardzo ważny. Bez dobrego seksu prędzej czy później dojdzie do trzęsienia ziemi. Starałem się opowiedzieć to tym tekstem? Czy mi się udało? Zapewne to kwestia do indywidualnej oceny czytelników.

Jako kobieta z natury zapewne mogłabyś książkę napisać o naszych małych słabostkach i dużych wadach, nie będę wchodził w spór. Mogę za to stwierdzić, że panowie naprawdę wierzą w magię centymetrów, przynajmniej niektórzy,

Szczerze mówiąc też bym się obawiał takiej zabawki, bestia jest diabelnie spostrzegawcza. 🙂 Podsumowując myślę, że udało nam się wypełnić z nawiązką ideę pojedynków, nasza rywalizacja dała Najlepszej dwa niezłe teksty. 🙂 Ja ze swojego jestem zadowolony.

„Nikki” podnieca? Znakomicie! Myślę, że nie ujawnię zbyt wiele jeśli publicznie wyznam, że jedynym moim warunkiem, jeśli chodzi o przyjęcie wyzwania było założenie „Albo piszemy porno, albo nie gram.”
Kłaniam się i dziękuję za pojedynek.
Foxm

Lisie, nie rozumiem skąd panika, ostatecznie masz szerokie grono wiernych fanów, na których zawsze można liczyć 🙂

W sumie zabawne, że choć nasze teksty są diametralnie różne, oba w zasadzie opowiadają o jakimś tam małżeńskim kryzysie. Bo widzisz, seks może nie jest najważniejszy, ale bez wątpienia jest papierkiem lakmusowym: zanim wszystko zaczyna się widowiskowo walić, najpierw cierpi intymność. Zresztą pary ponoć najpierw przestają się całować, a dopiero później rezygnują z seksu…
Z drugiej strony sam seks to za mało – i może w jakimś sensie o tym jest moja historia. Bowiem na szczęście (lub nieszczęście) podobna namiętność nie jest jedynie rozkosznie cudowną fikcją i nikt nie musi oddawać za nią nerki. Jednak kiedy nie łączy z jakimiś głębszymi uczuciami, zwykle okazuje się siłą destrukcyjną.

Kogo teraz wyzwiesz na pojedynek? 😉

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Kogo tym razem wyzwę na pojedynek? W zasadzie planowałem sobie odpocząć od ubitej ziemi w samo południe. Pisanie tego typu tekstów wymaga pracy w rytmie, za którym nie za bardzo przepadam. Kryzysy? Zdarzają się w każdym związku. Ani myślę się wzorem tabunów blogerek co to wszystko wiedzą o życiu i pożyciu mądrzyć na temat rozwiązań.
Sam mam masę wątpliwości, na temat małżeństwa jako instytucji. Jeśli dwoje ludzi chce spędzić ze sobą resztę życia, to ja mogę pochylić głowę z szacunkiem, takie rzeczy nie dzieją się każdego dnia i nie każdy je dostaje.

Od pewnego czasu jestem pewien, że przekonanie o tym jakoby stanięcie przed urzędnikiem/kapłanem było jakimś milowym krokiem, ostatecznym spoiwem łączącym ludzi, jest błędne, a w niektórych wypadkach wręcz skrajnie szkodliwe dla obu stron.
O tym też trochę był mój tekst. Nie mam pojęcia czy kurs obrany przez Nikki okazał się słuszny, czy błędny. Nie jestem sędzią, w tym tekście raczej literackim portrecistą:) Fanki? Fanki to ma Bono albo Sting, ja co najwyżej mogłem się dorobić kogoś kto lubi mnie czytać. I za to powinienem być wdzięczny.
Pozdrawiam,
Lis

Nawet wasze komentarze są ciekawe…

Lisie – oczywiście do niczego się nie przyznaję;)
Doceniam twoją pomysłowość i godną podziwu kreatywność w wynajdywaniu tematów. Czasem do inspiracji potrzeba tak niewiele, a w tym przypadku, wystarczył tobie jeden, ocenzurowany „chuj” 😉 Genialne!

Aniu – Moim zdaniem słuszna i bardzo mądra uwaga o podejściu do seksu w związku. Ideałem byłoby gdyby partnerzy potrafili zawsze tak szczerze rozmawiać o swoich potrzebach, fantazjach, problemach. Niestety, wydaje się, że sprawy zmierzają w inną stronę. Seksuolodzy alarmują o przyszłych pokoleniach emocjonalnych egoistów, których seks będzie odwzorowaniem tego co zobaczyli w filmach porno…
Przypomniał mi się też artykuł, w którym pisało o nastoletnich dziewczynach które fotografowały swoje waginy i umieszczały takowe zdjęcia w internecie. Pod fotkami zainteresowani wrzucali komentarze. Oczywiście, negatywna opinia wpędzała nastolatki w poważne kompleksy… Czyli nawet dopiero dojrzewające nastolatki zaczynają przywiązywać duzą wagę do wyglądu organów intymnych…

Ależ Radosky, to w którą stronę pójdzie świat zależy od nas! Każdy może pracować nad sobą, ma wpływ na partnera, przyjaciół, dzieci, a autor opowiadań erotycznych ma dodatkową broń: siłę wyobraźni. Warto jej używać 🙂

Powiem krótko.
Pierwsze – niezwykle emocjonalne. Nie obstawiłabym Ciebie, Aniu, jako Autora. Dobrze, że twórca potrafi zaskoczyć.
Skupiłam się na uczuciach i emocjach właśnie i dla mnie historia związku, ta otoczka, o ktorej wspomniał Karel, tutaj nie jest konieczna. To niewiadoma nad którą może myśleć i zastanawiać się Czytelnik.

Drugie – Lisie, od razu wiedziałam, że to Ty! 🙂
Od rzucenia owego „chuja” nie minęło wiele. Szybki pomysł i szybka realizacja.
Podobało mi się. Czytało niezwykle przyjemnie. Z uśmiechem.
Pisz więcej i częściej.

Z pozdrowieniami
NoNickName
(vel Nika) 🙂

Niko,
ten jeden raz niech mi będzie wolno w ten sposób(bardzo udany pseudonim literacki, dopiero teraz doceniłem przewrotność:)). Byłbym głęboko rozczarowany, gdybyś się nie zorientowała, że ja ja to ja. Podpowiem, że imię bohaterki również nie jest dziełem przypadku. Zainspirował mnie jeden z Twoich komentarzy i zawsze będę za to wdzięczny. Lubię ten tekst. Tak po prostu, nasyciłem go rozkosznymi słabostkami, a przynajmniej bardzo się starałem 🙂

Cieszę się, że mogłem sprawić przyjemność, to zawsze dla mnie strasznie motywujące. Z uśmiechem. 🙂 🙂
Więcej? Częściej? Ech… Jak raz dosiądzie to nie odpuści, aż do szczytu możliwości. Może w sierpniu coś będzie, ale obiecać nie jestem w stanie. Wolę sprawiać incydentalną rozkosz, niż cykliczny zawód.
Pozdrawiam Cię bardzo ciepło i dziękuję raz jeszcze za inspirację.
Lis

„Więcej? Częściej?” Wiesz, apetyt rośnie w miarę jedzenia. 🙂 Do tego dochodzi fakt, że w ostatnim czasie Autorzy Najlepszej publikują historie w częściach. Osobiście średnio za takimi przepadam dlatego też niecierpliwie czekam na „jednoodcinkowe” opowiadania. Arena nieco zaspokaja ten mój głód.

Wracając jeszcze na moment do Pojedynku. W jednym z komentarzy napisałeś, że tekst Ani jest lepszym porno (jeśli dobrze zrozumiałam, że chodzi o opowiadanie z pojedynku). W mojej skromnej ocenie, tym razem, do porno mu sporo brakuje. To nie zarzut – raczej pochwała. No, ale jak wiadomo, dyskusja o granicy pornografii i erotyki może trwać i trwać.
Uważasz, naprawdę, że taka „siła pożądania jest rozkosznie cudowną fikcją”?

P.S. Dobrze Ci wychodzi tworzenie nietypowych narratorów.

Z pozdrowieniami
N.

Przepraszam, że odpisuję z opóźnieniem, ale staram się rzeczy przyjemne zostawiać na koniec listy zadań, by móc się nimi nacieszyć:)
„Ty jesteś dobry w tych nieludzkich opowiadaniach” – słowa Arei Athene, kiedy oddałem jej tekst do korekty. Nie wiem z czego to wynika, że kobietom bardziej się podobam, kiedy jestem nieludzki. Może pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć?
Nie do końca dobrze użyłem słowa porno. Starałem się postawić w sytuacji czytelnika i doszedłem do wniosku, że gdybym miał uczciwie oceniać oba teksty, opowieść Ani jest po prostu bardziej podniecająca.
Oczyma wyobraźni widzę jak kilku z autorów nabiera powietrza w płuca, żeby wejść w spór. Dla mnie sprawa jest prosta, jeśli opowiadanie erotyczne burzy krew w żyłach, znaczy, że jest dobre. W tym wypadku uważam, że opowiadanie konkurencji jest bardziej podniecające.
Jedna uwaga na marginesie, jeśli kiedyś nazwiesz mnie pisarzem porno, nie tylko nie podniosę krzyku, ale nawet postawię pierwszą kolejkę.:)

Jakiś czas temu odkryłem, że historie będące zamkniętą całością dają mi większą swobodę. Mogę podejmować różne tematy, więc w tym zakresie postaram się Cię zaspokoić:) Żałuję, że na trzy rozpoczęte cykle udało mi się zakończyć jeden, ale to zapewne wina mojego braku pisarskiej systematyczności.

Przesadziłem, nie jest fikcją, ale też nie zdarza się każdemu.:) Cieszę się i dumny jestem, kiedy czytam, że udało mi się sprawić, że zrobiłaś się „głodna.”

Chętnie wtrącę się do Waszej, jakże interesującej, dyskusji…

Nader często zgadzam się z NNN, choć podejrzewam, że jesteśmy bardzo od siebie różne. Zgadzam się również z tym Lisie, że powinieneś pisać więcej i częściej. Świetnie się Ciebie czyta, łatwo też prześledzić jak wielkie poczyniłeś postępy od pierwszych publikowanych tu tekstów. Być może moja miniaturka była bardziej podniecająca – nie mnie oceniać – Twoje opowiadanie poszło w zupełnie inną stronę i choć nie eksploruje tak dosłownie tematu zbliżenia dwojga (lub więcej) osób to samo w sobie jest rewelacyjne i zapadające w pamięć. Nie wątpię, że prześliczny diabełek od FunFactory był inspirujący… już wiem jak wygląda mój następny wibrator 😉

O granicy między porno a erotyką rzeczywiście można dyskutować długo. Ja najprościej w świecie nie widzę nic złego w dosłowności, wręcz przeciwnie, czasem pozwala ona mimochodem przyswoić pewną wiedzę lub spojrzeć na seks jak na akt fizjologiczny a nie odrealnione obrazy z niegrzecznych filmów. Wierzę też, że seksualność jest ważną sferą, dzięki której możemy nie tylko rozładowywać napięcie, ale też wyrażać i poznawać samych siebie. Odcinanie się od niej jest błędem.

Również, podobnie jak Nika, wolę jednostrzałowce. Wiem, sama publikuję teraz serię, ale mała, zamknięta część, zwykle łatwiej pozwala nam przedstawić/zrozumieć jakiś problem, ma też większe szanse posłużyć zgodnie z przeznaczeniem.
Tak, zdecydowanie nie mam nic przeciwko onanistom ani parom czytającym sobie nagłos co ciekawsze teksty. W końcu po to tu jesteśmy: żeby sprawiać przyjemność 🙂

A ta cudownie rozkoszna fikcja może przytrafić się Lisie każdemu. Fakt, że są ludzie bardziej i mniej skłonni poddawać się namiętnościom, ale nawet ci bardziej zachowawczy czasem trafiają na osobę, która rozbudza w nich to, co nieznane…

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Lisie,
Co do obu tekstów – one są zwyczajnie zupełnie inne.
Nie byłam w stanie ocenić, który z nich jest lepszy. W trakcie zapomniałam nawet, że to bitwa na pożądanie.
Czy Ani jest bardziej podniecający? Zależy pewnie dla kogo. Każdego nakręca coś innego. Mnie się podobał. Jak i Twój.
A czy nazwę Ciebie Autorem porno – ciężko powiedzieć, choć inne powody do „kolejki” dałyby się znaleźć. 🙂

Aniu,
miło słyszeć, że często się ze mną zgadzasz. 🙂
Podejrzewam i zaryzykuję stwierdzenie, że pewnie bliżej nam do przeciwieństwa a nie tylko do różnic. Ale co by świat nudny nie był – to dobrze. 🙂

Z pozdrowieniami
N.

Każdy powód spędzania czasu w dobrym towarzystwie jest właściwy. Nie mam wątpliwości, że bez większego trudu udałoby się znaleźć powody do kolejki. Mogłoby być ciekawie.
Masz rację, to była moja czysto subiektywna opinia, własną pisaninę ocenia się najtrudniej.
Żeby uściślić, ja absolutnie nie mam z tym problemu, że piszę porno, sprawia mi to przyjemność i tyle. Dla mnie ten pisarz porno byłby komplementem. Ania w sposób bardziej lapidarny oddała bliski mnie punkt widzenia.

Obie naciskacie mnie na coś nowego. Uczciwie muszę powiedzieć, ze nie wiem czy podołam. Zobaczymy.
Lis

NNN, różnice są piękne 🙂

Lisie: wierzymy w Ciebie!

Napisz komentarz