Blow job (JiNn)

Kwiecień to dobry czas na zmiany. Zima zmienia się w wiosnę, a wiosna, czasem w kwietniu, daje pokaz lata. Chłód dnia zmienia się w ciepło, a bywają dni, że ciepło zmienia się w upał. Przychodzi także przymrozek, a później znów jest ciepło i znów upał. Szczupleją okrycia, kolory ulegają zmianom, również i ludzie. Są wtedy bardziej podatni na nowe style, innych partnerów i chętniej zmieniają pracę.

Jeremiasz nie poddawał się zmianom, lecz je wyczuwał. Obcowanie z ludźmi dawało mu wiele satysfakcji. Można śmiało powiedzieć, że cieszył się z każdej zmiany. Jeremiasz czytał z aur. Zachwycał się ludźmi, którzy nie mówili zbyt wiele, którzy sądzili, że są jedynymi adresatami własnych myśli. Karmił się nimi, rozważał w skupieniu ich najgłębsze sekrety. Zarówno milczki, jak i osoby ekspresywne najbardziej aktywizowali swoje aury podczas zmian. Wzruszały go ich wewnętrzne podróże, wyprawy ku tym przeciwnym biegunom osobowości, na lepsze, na gorsze, nawet w przeciętność i nudę, które również dostarczały ogromu wrażeń, bo zawsze ewoluowały w jednolitości swoich struktur. W końcu jego umiejętność znalazła zastosowanie. Zatrudniono go, by widział więcej dla innych.

*

W jednej ręce rytm, pobudzający hałas i na zmianę: raz ciemność, raz oślepienie. Laserowe sznurki tną ramiona, wierzgają po twarzach fraktalami grymasów. Puls rozpędza krew, wzbudza chmurę oddechów. Radosne uzewnętrznienie ciał szaleje parkietem, realizując proces nęcenia i pokusy. Wszystko w nieustającym ruchu, na karuzeli barw i makijażów, wirują pochłonięci tornadem smaku życia.
W drugiej ręce stagnacja, milczenie, niepewność i śnieżnobiałe ściany, mdła kontrastowość aż do obrzydzenia, zapach środków czystości i pościelowa łagodność upływającego czasu, cisza, milczenie, popękane sufity z bólu i jęków, kamienne poduszki, dramaty pogniecionych kołder, niespokojny sen.
W jednej ręce pokaz siły i piękna, sztuka mocy, radość zatracenia, aż do utraty tchu. W drugiej pogarda, tęsknota i cierpienie, odejście, porzucenie i samotność słabego szeptu, pasmo dogorywających pragnień, spopielone marzenia przyszłości, pokora porażki, zgięty kark pod jarzmem czasu, a nad tym wszystkim poświęcenie.

*

Biuro było rozświetlone. Przez wielkie okna wpadało dokładnie tyle światła, ile było potrzeba.
Menadżer stukał ołówkiem w notatnik z logotypem Blow Moulding. Na okładce rakieta. Startujący wahadłowiec, miotacz płomieni, osiągnięcie techniki, moc i władza. Wybijał jakiś rytm, podążając za nim ciałem. W głowie muzyka. Nieodgadniona. Może był wieczorem w tym samym klubie co Asia? Może się doskonale dogadają?
A może właśnie nie, może tylko słuchał muzyki, by odreagować; może żona albo matka jest w szpitalu, wtedy Magda pasowałaby lepiej. Więcej współczucia, poświęcenia. Z zamyślenia wyrwały go słowa menadżera.

– Zdecydował już pan, panie Jeremiaszu?

Menadżer przewracał życia i losy w trzymanych przez siebie kartkach. Mimo że zawierały ogrom informacji, niewiele z tego rozumiał. Jeremiasz wiedział, że dla tego człowieka to tylko kolejny nabór. Kolejna dusza w kolejce do wypuszczenia w korposzczurzy labirynt. Menadżer był tu z konieczności. W notatniku miał zapisane cele. Gdy Jeremiasz referował, on nie słuchał, tylko je utrwalał, powtarzając bezgłośnie wytyczne. Teraz chce wszystko otrzymać na tacy. Jakby któraś z dusz miała już w swoim przeznaczeniu zapis o Blow Moulding, tyle że się rozmazał, a oni mieli to tylko rozczytać, spełnić już dawno zamierzone.

– Tak. Te dwie też się nadają. Nie straci pan czasu na rozmowę z całym tuzinem.

– Znakomicie – ucieszył się menadżer i poprawił się na fotelu, wyciągając rękę po dokumenty.

Wyjął długopis, pochylił się nad pierwszą kartką i przyjrzał fotografii. Doskonale panował nad twarzą. Jeremiasz rozpoznał, że menedżer przyjął maskę, jedną z obrazujących nienaturalną reakcję na wszystko. Dobrze zdawał sobie sprawę, z kim ma do czynienia. Nie pozwoli z siebie czytać, ani przez chwilę, usta, policzki, nos zasnute kotarą powściągliwości, to tylko biznes, a on jest profesjonalistą. Do tego Jeremiasz wyczuwał, że menadżer mu nie ufa; że najchętniej by się go pozbył. Został jednak polecony przez kierownika działu. Odrzucenie takiego polecenia nie wchodziło w rachubę, musieli współpracować.

– Monika Frontczak. – Padły personalia pierwszej kandydatki.

– Bardzo dobrze zmotywowana, ale bez doświadczenia. Nie jest natomiast skażona przyzwyczajeniami. Nie ma specjalnych umiejętności, które wychodziłyby poza jej kobiece predyspozycje, wybrałem ją ze względu na motywację. Ma też szeroko rozbudzoną wyobraźnię. Jest doskonałą substancją na dobrego pracownika. Można ją ukształtować, wyspecjalizować, wedle potrzeby i woli.

– Jest młoda – przerwał menadżer – za młoda.

Jeremiasz skinął głową.

– Justyna Sterna – menadżer odczytał kolejną kandydatkę.

– Ma doświadczenie, nawet spore. – Jeremiasz obserwował z uwagą, jak menadżer próbuje dopasować jego słowa do fotografii z kwestionariusza. Robił to ostrożnie, subtelnie, starając się nie uchylić przyjętej wcześniej maski. – Funkcjonuje trochę chaotycznie, ale jest wygadana i potrafi sobie radzić pod presją.

– Coś jest w tej twarzy – mruknął menadżer.

– Tak, to kwestia spojrzenia.

– Możliwe, spotkamy się z nią. Skąd pan wie, że jest chaotyczna?

– Wyczuwam, za to mi płacą.

Menadżer zamrugał znad okularów na Jeremiasza. Jakby pierwszy raz coś takiego usłyszał.

– A tak, mówili mi. Muszę przyznać, że słyszałem już różne rzeczy, ale to…

– Jest też ciekawska i uparta; jak się zaweźmie, będzie drążyła temat do upadłego, to atrakcyjna zaleta – przerwał mu Jeremiasz.

– Albo wada, wszystko zależy od sytuacji. Pomyślę. – Menadżer zapisał swoje w notatniku i wyjął następną kartkę. – Karina Szczęsna. Co w tej pani może mi pan wyczuć?

– Karina jest wielozadaniowa i przy tym dokładna. Bez trudu poradzi sobie z analizą dokumentów, słuchając przy tym muzyki i odbierając telefony. Niełatwo ją rozproszyć i wytrącić z rytmu. Jest miła, choć potrafi być uszczypliwa i się obrazić, nawet na swojego szefa.

– Ciekawe. – Menadżer zmienił kartkę. – Justyna Wolniewicz.

– Justyna jest odważna i przedsiębiorcza. To silna osobowość. Nie boi się wyzwań, sama je przed sobą stawia, zarówno w pracy, jak i życiu osobistym. Jest towarzyska i otwarta na nowe znajomości.

– Pan jest niemożliwy. – Menadżer zdjął okulary i pochylił się w stronę Jeremiasza. – Mówi pan rzeczy, których nie sposób wywnioskować z tego, co napisały w kwestionariuszach. Jakby każdą z osobna znał pan osobiście.

– Na tym właśnie polega wyczuwanie – odparł Jeremiasz.

W końcu menadżer opuścił wzrok i milczał przez chwilę, wpatrując się w fotografię następnej kandydatki.

– Nigdy bym w to nie uwierzył – dodał jeszcze – ale zapewniono mnie, że współpraca z panem przynosi efekty. Jest pan kimś w rodzaju wróżbity?

– Magdalena Nowak – zaczął tym razem Jeremiasz, nie odpowiadając na pytanie i nie czekając, aż menadżer odczyta następny kwestionariusz. – To uczciwa i pracowita osoba. Jest ambitna i zwykła realizować obrane cele.

– Zastanawiam się… – nie rezygnował menadżer – czy wyczuwa pan coś więcej?

Jeremiasz chrząknął i nie odpowiedział.

– Nie spyta pan, o co mi chodzi? – Uśmiechnął się prowokująco.

– Nie muszę.

– To też pan wyczuwa?

– Domyślam się.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu. W końcu menadżer przestał się uśmiechać i dał za wygraną.

– Anna Rogulska.

– I tak panu wyjdzie, że za młoda.

– Jestem pod wrażeniem, radzi sobie pan bez notatek.

– Kwestia wprawy.

– Niewątpię.

– Kto następny?

– Jak to? Nie wie pan?

– Wiem, ale to pan prowadzi spotkanie.

Menadżer uśmiechnął się.

– Jak miło, że pan to w końcu zauważył.

Jeremiasz wyprostował się w fotelu i spojrzał na okno. Oceanem wysokiego błękitu jęły zaplatać się drobne żagle obłoków. Płynęły powoli na falach niewidzialnego nurtu. Zderzały się ze sobą i połykały nawzajem, łącząc się w statki i okręty ogromne. Później odpływały, robiąc miejsce nowym.

– Agata Fabiś – przeczytał menadżer.

Jeremiasz zamknął oczy i przypomniał sobie fotografię zielonookiej brunetki o miłej twarzy i gustownie nałożonym make up’ie.

– Majsterkowiczka, typ wynalazcy. Poradzi sobie w każdej sytuacji. Czasem może jej to zająć trochę czasu, ale ostatecznie podoła oczekiwaniom.

– Czasem to my tu czasu nie mamy – mruknął menadżer i sięgnął po kubek z kawą. Wielki, czerwony kubek w białe wzorki.

Jeremiasz przyglądał się kubkowi ze zdziwieniem, nie zauważył go wcześniej. Rozejrzał się po biurku, nie rozumiejąc. Głowę dałby, że leżał tu wcześniej tylko notatnik z wahadłowcem, najwidoczniej się pomylił.

– Ogólnie to dynamiczna osoba, nawet bardzo. Miałem na myśli, że w bardzo trudnych sytuacjach osiągnięcie celu to dla niej tylko kwestia czasu.

– Rozumiem. – Menadżer pociągnął łyk i odstawił kubek na biurko.

Jeremiasz wciąż mierzył kubek wzrokiem.

– Klaudia Łuczak.

– Nie za młoda?

– Nie wiem, być może zmienię jeszcze zdanie co do wieku.

Jeremiasz westchnął.

– Albo nie, idźmy dalej – wtrącił się jeszcze menadżer. – Teraz Anna Jańczak, z tego co widzę, ma doświadczenie.

– Zgadza się, choć tylko powierzchowne. Uważam, że na poprzednich stanowiskach nie wciągnęła się w zadania wedle interesujących nas oczekiwań. Piętrzą się wkoło niej bariery, z którymi sobie nie może poradzić. Jest pracowita i ma skłonność do poprawiania i siebie, i innych. Czasem jednak, krótko mówiąc, załamuje ręce, pozwala sobie na bezsilność.

– Szkoda, bo prezentuje się… okazale.

– Myślę, że wygląd to kwestia gustu.

– Nie podoba się panu? – Menadżer aż otworzył usta ze zdziwienia.

– Nie w tym rzecz. Chodzi mi o to, że na tym etapie wyglądu nie bierzemy pod uwagę.

– To prawda, ale też nam on nie przeszkadza.

Menadżer odłożył w końcu kwestionariusz Anny.

– Katarzyna Mielczarz.

– Przeciętniara. Katarzyna ma najbardziej zrównoważone zalety i wady z całej dwunastki. Robiła już wiele rzeczy, większość po łebkach. Podobnie jak Anna w niczym się nie specjalizuje, ale w przeciwieństwie do Anny w niczym również nie odstaje od reszty. To spokojny i pewny pracownik.

– Potencjalny pracownik – poprawił menadżer po chwili milczenia.

Jeremiasz nie odpowiedział. Znów żeglował po oceanie za oknem, sprawdzając naciąg baksztagu, gdyż wiało od rufy. Kausze błyskały w wysokim słońcu. Bezan, wypięty jak niedźwiedź polarny, gromadził w sobie energię nurtu. Lustro oceanu szczerzyło się złotym blaskiem. Jeremiasz uniósł dłoń, by osłonić oczy od światła. Zamiast tego podrapał się po głowie.

– Zostały jeszcze dwie – menadżer ułożył oba kwestionariusze obok siebie – Joanna Piechocka i Magda Geresz.

– Obie pasują na te stanowiska bardziej niż pozostałe. To moje typy.

Menadżer założył okulary i spojrzał na Jeremiasza.

– Dlaczego pan od razu nie zaproponował tych kobiet?

– Bo pan i tak chciałby o wszystkich usłyszeć.

Menadżer kiwał głową, ale nic nie odpowiedział. Ocean za oknem przykryły cirrusy. Samotne żagle rozpuszczały się powoli w kalającym błękit nurcie. Zbierało się na burzę.

Następnego dnia Jeremiasz udał się do Blow Moulding po należną sobie zapłatę. Fabrykę reprezentował długi, niski biurowiec, rodem z poprzedniej epoki. Oczywiście, był wielokrotnie modernizowany, przebudowany i odnawiany, tak że zarówno na zewnątrz, jak i w środku wyglądał nowocześnie. Zachował jednak swój główny atrybut z poprzedniej epoki, czyli jeden szeroki korytarz ciągnący się przez dobry kilometr. Tak kiedyś budowano. Po jednej i drugiej stronie umieszczono drzwi od poszczególnych biur. Co kilkanaście metrów można było wejść po schodach na piętro, a tam taki sam korytarz i taki sam rząd drzwi po obu jego stronach. Kasa znajdowała się w centrum biurowca. Mógł wejść, co prawda, jedną z licznych klatek schodowych, które prowadziły od placu przed budynkiem, ale wolał przez środek, upajając się po drodze widokiem mijanych ludzi. Przypominało mu to spacer po parku, a właściwie po lesie, dzikiej puszczy pełnej drapieżnego instynktu przetrwania.
Korytarze tętniły życiem, raz po raz otwierały się któreś drzwi i tubylcy przechodzili z jednej strony na drugą. Przenosili teczki, dokumenty; roztrzęsione ręce, twarze pełne skupienia czy też wyrazy, gęste od pysznego triumfu. Jedni kryli się po dziuplach, norach, szufladach z dębowego drewna, byli płochliwi, zaskoczeni. Spotykał też tych drugich, odważnych i niebezpiecznych, mistrzów negocjacji, prezentacji, forsowania idei, strategów, magów analitycznych. I tych trzecich, nijakich ekonomów, beznamiętnych księgowych, mdłych do obrzydzenia planistów i robotników biurowych – chłopów ornych, nurzających z pokorą szpiczaste brony rozczapierzonych palcy w papierowych nieużytkach klawiatur. Taki szedł od nich zaduch biurokracji, że Jeremiaszem targnął dreszcz. Przypomniał sobie, że sam niegdyś spędził wiele czasu za biurkiem. Jak dobrze było być tutaj, a równocześnie po drugiej stronie – pomyślał.
Gdy zbliżał się do kas i mijał właśnie strefę biur działu personalnego, zaskoczyła go pewna zmiana. Wśród tężejącej i prężącej się biurokratyzacji poczuł powiew młodości, pełnej obaw i zdenerwowania; poczuł presję ambicji o nieukształtowanych jeszcze cechach. Substancja Moniki nie pasowała do tego korytarza. Stanął w miejscu, gdy obok niej ujrzał bardziej opanowaną, lecz chaotyczną w swych ruchach Justynę Sternę. Jej spojrzenie skupiało uwagę, przyciągało, magnetyzowało. Dalej siedziała Karina i Justyna Wolniewicz, obie spokojne i pewne swego. Anny, Rogulska i Jańczyk, najwyraźniej nie radziły sobie ze stresem, bo wstały z krzesełek i chodziły od ściany do ściany, rzucając zaniepokojone spojrzenia. Wygląd Agaty robił wrażenie. Jeremiasz przez chwilę pomyślał, że jej uroda przebije wszystko, gdy jednak się poruszyła, przypomniał sobie, że dynamika jej ruchów pozostawia wiele do życzenia. Klaudia również była urocza, choć lekko pyzata i nie najszczuplejsza. Miała jednak twarz, od której z żalem odwracało się wzrok. Z zauważalnym trudem hamowała swoją naturalną wesołość. Katarzyna z kolei była poważna, otwarta i – jak wyczuwał – weszłaby bezkonfliktowo w uporządkowane tryby Blow Moulding, choćby od zaraz. Na samym końcu siedziały jego typy. Bursztynowłosa Joanna, która z uwagą ciemnego spojrzenia, spod przyjemnie ubranych w granat tuszu rzęs, śledziła przechodzących pracowników, wczuwała się w ich role, marząc już o możliwości wypróbowania siebie; mogłaby z zamkniętymi oczyma wskoczyć w wir tego obłędu, tak jak siedziała, bez umiejętności, bez wiedzy. Magda. Krótko obcięte blond włosy, zacięcie na twarzy, skupienie, poświęcenie. Głęboka chęć ukierunkowania swych myśli, dążeń i pragnień. Zaangażowanie. Obie były przeciętnej urody, lecz nieprzeciętnych zdolności, których istnienie w sobie nieświadomie ukrywały. One jedyne były wystarczająco zmotywowane i zdolne do zaspokojenia oczekiwań. Dokładnie to samo wyczuł, przeglądając ich fotografie i nadesłane dokumenty.

– Dzień dobry, panie Jeremiaszu. – Znajomy głos wypełnił korytarz. Kobiety spojrzały w jego stronę, następnie na Jeremiasza.

Huragan wrażeń, rój spojrzeń, kaskada zmieszanych indywidualności. Wszystkie spływają w jeden jasny i konkretny przekaz wielopoziomowego zawstydzenia. Panika, chęć ucieczki, a zarazem paraliż kończyn. Jeremiasz poczuł, że wrasta w ziemię. Stał na środku korytarza, a emanacja, ledwo parujących ciał, teraz ostrą skupioną wiązką ogłuszała jego myśli. Oblał się rumieńcem, jakby przyłapano go na podsłuchiwaniu.

– Dołączy pan do nas? – menadżer spytał uprzejmie, szeroko się uśmiechając.

Zanim Jeremiasz zdążył zaprzeczyć, zza menadżera wyrósł kierownik działu.

– Panie Jeremiaszu – powiedział cicho, podchodząc i nachylając się ku niemu. – Bardzo pana proszę, musimy wybrać naprawdę najlepszą osobę, pan jest niezastąpiony, ja pana znam, pan się zgodzi, a później dopisze to do rachunku.

Jeremiasz ugiął się pod wzrokiem kierownika działu, który z tego starcia musiał wyjść zwycięsko.

– Miałem inne plany, ale chętnie pomogę.

– Załatwione więc – powiedział głośno kierownik działu i odsunął się od Jeremiasza. – Panowie, wykonajcie dobrze dziś swoją robotę. – Zerknął na czekające kobiety i odszedł.

– Zapraszam więc do środka. – Menadżer zrobił przejście, kobiety pozbierały się z krzesełek i weszły do wskazanego im pomieszczenia.

Jeremiasz wszedł ostatni.

– Zaprosiłem wszystkie, sprawdzimy na kilka sposobów, czy się pan nie pomylił – szepnął mu do ucha menadżer.

– Proszę bardzo. – Jeremiasz zdobył się przyjazny uśmiech.

Menadżer rozpoczął jak zwykle: kilka słów o firmie, że trafiła w niszę; że prężnie się rozwija; że jest platynowym pracodawcą w regionie, jakby tego któraś z aplikujących nie wiedziała. Po jego prawej stronie stał zastępca, otyły brunet, który piastując stanowisko starszego referenta, brał udział w większości naborów; po lewej – dobrze zbudowany specjalista do spraw zatrudnienia, mężczyzna o ciemnej karnacji, który z pewnością podobał się kobietom i to nie tylko tym zgromadzonym na sali. Pośrodku szalał menadżer, kontrastował wzrostem, jasnością cery i fryzurą blond. Prowadził doskonałą propagandową sztukę, na którą zapisały się te, które za chwilę osądzi i odeśle do domu.

Zaczęło się od testów. Teoretyczny rozkład i obnażanie charakterów. Tak jak się Jeremiasz spodziewał, Klaudia, Anna i Monika odpadły pierwsze, były najmłodsze. Wyszły z klasą, dziękując za poświęconą uwagę. Nie były specjalnie zaskoczone ani zawiedzione. Nie tutaj? To gdzie indziej! Jeremiasz nie spodziewał się tego dystansu. Wyczuwał w nich większą presję, liczył na jakiś żal, niezrozumienie, wręcz sprzeciw wobec decyzji. Tymczasem gdy padł pierwszy wyrok, wszystkie trzy były już myślami poza budynkiem, traktując nieudaną aplikację do atrakcyjnej firmy jako nic nieznaczący epizod.

Po krótkim, dodatkowym wykładzie prowadzący podzielił pozostałe kobiety na trzy grupy i rozpoczął się test praktyczny. Menadżer, starszy referent i specjalista od spraw zatrudnienia przysiadali się do każdej grupy z osobna i obserwowali realizację zaaranżowanych zadań, kreśląc gęste notatki.

Jeremiasz siedział w kącie pomieszczenia i przyglądał się, jak obie Justyny z niedowierzaniem przyjmują wyrok trzech sędziów. Jak Anna, Karina i Magda Nowak wychodzą bez słowa, lecz wciąż spięte, niepogodzone. Agata przetrwała do trzeciego testu, zdawać by się mogło, że tylko dzięki urodzie. Katarzyna też przeszła dalej i tego wyboru Jeremiasz nie rozumiał. Może menadżer zostawił ją celowo, by zachować dwie pary?
Joanna Piechocka i Magda Geresz również się ostały, ale to akurat przewidział.

Po przerwie obiadowej trzech pracowników Blow Moulding, cztery kandydatki i Jeremiasz zajęli na powrót swoje miejsca w salce konferencyjnej. Menadżer miał przygotowane kolejne testy i następne ćwiczenia. Klimatyzacja pracowała na pełnych obrotach, mimo to zarówno starszy referent, jak i specjalista do spraw zatrudnienia wyglądali jak po maratonie. Jeremiasz siedział w kącie sali znudzony, a menadżer, pełen niespożytych sił, próbował wydobyć coś z Agaty i Katarzyny – bezowocnie. Joanna i Magda broniły się za to doskonale, w każdym niemal zadaniu udowadniały, że Jeremiasz się nie pomylił. Menadżer w końcu dał za wygraną. Odesłał rozczarowaną Agatę i niemal obojętną Katrzynę za drzwi.

– Jutro na ósmą proszę, to będzie rozstrzygający dzień. – Tymi słowami pożegnali się z Joanną i Magdą.

– Myślałem, że są dwa stanowiska, a nie jedno – Jeremiasz spytał menadżera, zanim sam opuścił salę.

– Też tak myślałem, ale na przerwie poinformowano mnie, że stanowisko jest tylko jedno i ostatecznie musimy wybrać jedną osobę. Nic nie poradzę.

– To będzie trudne – odparł Jeremiasz. – Obie się idealnie nadają, może po prostu rzucimy monetą.

– Nie… wybierzemy tę lepszą, na wszystko są sposoby, a jak nie ma, to je wymyślimy. Stracił pan wiarę w ludzki geniusz i pomysłowość?

– Nie, po prostu nie wiem, czy to ma sens. Obie się doskonale nadają, więc wybierając losowo, niczego nie tracimy.

– To pan tak uważa. One się różnią, a jutro dowiemy się, która bardziej pasuje. Blow Moulding nie stosuje rozwiązań pośrednich, losowych. Trzeba nam tylko to keep a cool head – powiedział i wskazał palcem na czoło.

Kolejnego dnia Jeremiasz przyszedł pierwszy, nie udał się jednak od razu do biurowca, tylko zatrzymał się przy budce strażników strzegących wejścia na teren fabryki. Zgodnie z jego oczekiwaniami najpierw ujrzał Magdę. Choć dziś nie było tłumów na bramie wejściowej, przeszła obok, nie zauważając go, i okazawszy przepustkę, skierowała się wprost do budynku. Jeremiasz ruszył za nią.
Długi majowy weekend przypominał pierwsze dni lipca. Już od samego rana dzień był owinięty szalem gęstego upału, a fabryka milczała jak podczas lipcowej przerwy. Doskonały dzień na nabór – myślał Jeremiasz – pierwszy dzień maja, święto pracy, nie sposób je lepiej uczcić, niż zdobywając, otrzymując dobrze płatne zajęcie.
Magda szła pospiesznie, choć jeszcze miała spory zapas czasu. Jeremiasz śledził jej krok i skupiał się na każdym ruchu. Jeszcze przedwczoraj wchodziła do pustego pokoju, sali pozbawionej życia, tak pustej, że zdolnej zarazić swą nieodwołaną samotnością. Cisza była nie do zniesienia. Szeroko otwarte okno wpuszczało przejeżdżające ulicą samochody, ćwierkające wróble i głośne rozmowy robotników z pobliskiej budowy oraz przypadkowych przechodniów. Wszystko to dźwięczało tą ciszą, pustym milczeniem. Magda krzątała się wtedy, wymieniając pościel. Brakowało tu staruszki, odeszła rano, jeszcze nim Magda przyszła. Dołączyła do męża, który już od kilku lat wyczekiwał jej w niebycie. Miesiącami sala oddychała jej światem, była jej ostatnią przystanią. Toczyły się tu długie rozmowy, pomagała Magdzie poukładać myśli, ta zwierzała się staruszce ze wszystkiego, a ona słuchała i doradzała niezmiennie ciepłym i serdecznym głosem. Jeremiasz wyczuwał żal. Nie zdążyła się nawet pożegnać. Niebawem ktoś inny zajmie jej łóżko, ale Magdy już tam nie będzie. Dość. Za wiele pożegnań, rozstań. Miała dosyć szpitala. Cierpienie innych połykało ją z wolna, przeżuwając kawałek po kawałku. Praca tam była ponad jej siły. Nie potrafiła inaczej, zawsze się poświęcała bez reszty. Pora na zmianę. Jeremiasz uśmiechnął się, to właśnie wyczuł za pierwszym razem, idealna kandydatka.
Gdy Magda zniknęła w drzwiach biurowca, wrócił na swoje miejsce przy bramie. Po drodze minęły go dwie kobiety z działu porządkowego. Śmiały się i żartowały. Blow Moulding w ich życiu był oczywistością. Najwięcej pracy miały w weekendy i święta; ich życia funkcjonowały w innym trybie czasowym, w trybie fabryki. Po chwili ujrzał Joannę. Druga z kandydatek weszła na teren firmy przed wyznaczoną godziną, szła powoli, markując czas na dojście. Jeremiasz skupił się na jej postaci. Klub wirował dookoła Joanny. Nie liczyło się nic więcej. Konto w banku, z którego nie było już czym dołożyć się do czynszu, zawalony egzamin z procesu technologicznego, Przemek, który przespał się z Sylwią. Nic więcej się już nie liczyło. Nawet ta myśl, że to tylko na chwilę, że jutro rano obudzi się z pulsującą głową i niezmienionym, trudnym życiem, do naprawy. Ulga niepamięci przenikała ją na wskroś, podskakiwała na fali roztańczonego tłumu. Wsłuchiwała się w popisy didżeja. Naokoło kręciło się kilku przystojniaków. Udawała, że ich nie dostrzega. Czuła, że obserwują i pożądają, dziko, po męsku. Łapała niskie spojrzenia, przypadkowe dotknięcia. Choć pochlebiał jej samczy pociąg, nie miała dziś ochoty na grę. Była wolna, oddychała zmianą. Jutro święto pracy i dalszy ciąg naboru. Dziś była wolna. Dziś to nie jutro. Jutro to dziś. Szła roztańczona wczorajszą zabawą, ale dzisiejsza, wypoczęta i poważna, zdeterminowana na zmianę, na nowy rytm, na wszystko.

Menadżer, starszy referent i specjalista od spraw zatrudnienia przyjechali razem. Strażnik wpuścił ich przez bramę i już po kilku minutach otworzyli salę konferencyjną. Jeremiasz postanowił się spóźnić. Odprowadził wzrokiem ambicję menadżera i pychę zastępcy. Specjalista do spraw zatrudnienia wniósł ze sobą jakieś niezrozumiałe napięcie. Jeremiasz powlókł się za nim, nie spiesząc wcale. Gdy dotarł do budynku, na korytarzu już nikogo nie było, a drzwi od sali zastał zamknięte. Pociągnął za klamkę. Nic. Czyżby spotkali się w innym miejscu? Jeremiasz był zaskoczony. Menadżer nie wspomniał wcześniej o zmianie lokalizacji, a teraz mieli za mało czasu, by ją od tak, nagle wymienić. Naraz wydało mu się, że słyszy jakiś przytłumiony głos, który dobiegał przez ułamek sekundy zza zamkniętych drzwi. Gdy zbliżył ucho, niczego więcej nie usłyszał. Martwe przedmioty milczały. W oddali ktoś trzasnął drzwiami. Pusty korytarz niósł echo spieszącego się człowieka. Zbyt daleko, by rozpoznać, by wyczuć. Wszystko umilkło. Nawet odgłos pukania do drzwi, bo Jeremiasz zapukał, a to pukanie było jakby przyznaniem się do niższości, upokorzeniem. Nic. Tylko cisza. Tylko upokorzenie. To rozrosło się jak poroże po korytarzu. Jeremiaszowi ciężko było teraz ruszyć głową, poroże rzeźbiło tynk, który sypał się obficie. Na usta i w oczy. Nagle otwarły się drzwi i wszystko znikło, poroże znikło i tynk znikł. W drzwiach ukazała się twarz wesołego menadżera.

– Panie Jeremiaszu – mówił słodkim głosem – spóźnił się pan.

– Zgadza się, przepraszam.

– Ależ proszę, zapraszam do środka – mówiąc to, wpuścił go do środka i zamknął drzwi na klucz.

– Dziś będziemy się zamykać, nie boi się pan?

Jeremiasz nie odpowiedział, tylko zaraz usiadł na miejscu. Starszy referent rozpoczął właśnie wykład o strukturze działu, do którego trwał nabór. Chwilę później Joannie i Magdzie rozdano testy, żeby sprawdzić, w jakim stopniu przyswoiły dopiero co przedstawiony materiał. Po ich wypełnieniu i zapoznaniu się z wynikami menadżer chwycił obie kartki i podszedł do Jeremiasza.

– Identyczny wynik – szepnął. – Osiemnaście punktów na test i nawet błąd zrobiły w tym samym miejscu, niewiarygodne.

– Mówiłem – odparł Jeremiasz.

– Zobaczymy, zobaczymy. – Menadżer skrzywił się w podejrzanym uśmiechu.

Wstał, wyszedł na środek i zaczął:

– Pani Magdo i pani Joanno. Zostałyście we dwie, dlaczego więc usiadłyście na swoich wczorajszych miejscach? Nie przyporządkowywaliśmy ich do nazwisk. Nie uważacie, że powinnyście usiąść obok siebie lub w niewielkim odstępie chociaż, lecz koniecznie przy pierwszym stoliku? Byłoby nam łatwiej z paniami rozmawiać.

Magda poderwała się z krzesełka i usiadła przy pierwszym stoliku, jak zasugerował prowadzący. Wstała też Joanna, ale wtedy ten powiedział:

– Joanno, przegrałaś test. Magda okazała się lepsza, ale dziękujemy, że zaszczyciłaś nas obecnością.

Niedowierzanie. Joanna przeszła jeszcze kilka kroków w kierunku ławki, wpatrując się w menadżera. – Zapomniał się? Nagle, jak gdyby nigdy nic zwrócił się po imionach? A może chciał zmniejszyć dystans? Nic przyjemnego, tak ludziom w kółko odmawiać. Żeby brzmiało łagodniej? Wcześniej jednak tak nie robił, był w tym nawet bezczelny. Teraz uśmiechał się i wskazywał drzwi. Płytki, bezgłośny oddech, świst ciszy. Wyraźny cień na twarzy starszego referenta i znów gorączkowe myśli Joanny. – Przy którym punkcie się pomyliła? Jak to w ogóle możliwe? – Skinęła głową i bez słowa znalazła się przy drzwiach. Rzut oka na klamkę i dogoniło ją rozczarowanie. – Nie dadzą jej tego poprawić? Nie dadzą się bardziej sprawdzić? Teraz będzie uważniejsza, odpokutuje każdy stracony punkt. Jak to możliwe? Była niemal pewna wszystkich odpowiedzi. Jeszcze odrobina zazdrości i zerknęła na konkurentkę. Magda była poważna, twarz miała spokojną, bez śladu triumfu. Aż nadto profesjonalna. Może zasługuje na to stanowisko? – Chwyciła za klamkę. – Drugi raz, będzie inaczej Przy następnej okazji poradzi sobie bez trudu, bardziej się skoncentruje. Nie w taki sposób. Nie da się więcej podejść.

– Dałaś się podejść.

Klamka stawiła opór. Joanna pociągnęła jeszcze raz, drzwi były zablokowane.

Menadżer wykrzywił usta w szerokim uśmiechu.

– Daj spokój, Asiu, skłamałem, obie zaliczyłyście test, macie nawet ten sam wynik, identyczny.

Jeremiasz wyczuwał, jak rezygnacja ustępuje niedowierzaniu. Joanna wciąż trzymała się klamki.

– Usiądź. – Menadżer odsunął jej krzesło. – Musiałem sprawdzić, jak zareagujesz na porażkę.

Teraz uwierzyła. Wróciła na swoje miejsce i usiadła. Wewnętrznie była roztrzęsiona, ale wdzięczna za sprawiedliwość, za szansę, którą otrzymała, której nie otrzymała.

– Prawda, Magdo? – Prowadzący nachylił się drugą kandydatką. W odpowiedzi ta odruchowo przytaknęła głową.

Magda była tak samo zdezorientowana jak Joanna, lecz równie szybko zrozumiała, jak się zachować. To kolejny test. Jeremiasz się uśmiechnął. Nagle menadżer wyprostował się gwałtownie i krzyknął.

– Wstań, jak do ciebie mówię!

Magda zerwała się z krzesła i bez słowa stanęła na baczność, twarzą w twarz przed menadżerem. Test, to tylko kolejny test. Jeremiasz wyczuwał konsternację. Nie był jednak pewny, czy pochodziła tylko od dziewcząt. Starszy referent poruszył się niespokojnie. Specjalista od spraw zatrudnienia zbladł. Menadżer spojrzał na Joannę, która również się zerwała z krzesła. Podszedł do okna i wyciągnął dłoń.

– Tam – wskazał palcem na szary kształt w oddali – jest hala produkcyjna. Chciałbym, byście tam pobiegły, dotknęły żółtych drzwi i wróciły tu, na swoje miejsca. Pobiegniecie również wy – zwrócił się do starszego referenta i specjalisty do spraw zatrudnienia. – A waszym zadaniem – skierował się na powrót do Joanny i Magdy – jest ich wyprzedzić.

Jeremiasz był ciekawy, czy zareagują, zanim menadżer wybuchnie śmiechem. Specjalista do spraw zatrudnienia myślał chyba o tym samym, bo drgnął z przytupem, jakby chciał wystartować. To wystarczyło, Magda zerwała się z miejsca. Menadżer odkluczył i otwarł jej drzwi. Joanna wybiegła zaraz za nią.

– Radziłbym wam się pospieszyć – mruknął – i lepiej, byście wygrali.

Starszy referent i specjalista spojrzeli po sobie i ruszyli za dziewczynami.

Jeremiasz podszedł do okna. Joanna i Magda miały podobne, szybkie tempo, ale na pierwszy rzut oka było widać, że specjalista do spraw zatrudnienia je przegoni. Lepiej sprawy się miały z otyłym referentem. Biegł wolniej i nie miał żadnych szans w wyścigu.

– Pan kibicuje – zauważył menadżer – proszę się przyznać, której?

– Obie są identyczne, myślę jednak, że nie wyprzedzą kolegi.

– Pewnie nie. – Prowadzący potarł czoło. – Ciekawi mnie natomiast, która z nich wygra.

– Zmienia pan reguły podczas gry?

– O, nie! To nie będzie miało wpływu na ostateczny wynik. Skieruje nam tylko nabór na nowy tor.

Jeremiasz patrzył, jak Joanna walczy o oddech, jak Magda zmusza nieprzygotowane ciało do niespodziewanego wysiłku. Specjalista do spraw zatrudnienia wyprzedził je bez trudu i wszedł pierwszy do sali. Menadżer klepnął go po plecach. Chwilę później wpadła Magda. Zdyszana, z rumieńcami. Jeremiasz wpatrywał się z fascynacją w jej niebieskie oczy. Teraz widział wyraźnie triumf brutalnej siły. Magda umiała zwyciężać. Joanna wbiegła chwilę później, widząc, że Magda wciąż stoi, rzuciła się na swoje krzesełko i pierwsza zajęła miejsce.

– Popatrz, pan – menadżer krzyknął do Jeremiasza. – To niebywałe.

Jeremiasz znów się uśmiechnął. Magda szybciej biegła, a Joanna wygrała wyścig. Ponowny remis umiejętności. Po chwili do sali wtoczył się starszy referent. Dyszał straszliwie, a z czerwonej twarzy ściekały strużki potu.

Menadżer zatrzymał go na środku sali i odwrócił twarzą do kandydatek.

– Panie kolego, toż się pan sporo wyróżnił.

Starszy referent z trudem przełykał powietrze. Nie był w stanie wykrztusić słowa.

– Postawił pan kadrę naszej firmy w niekorzystnym świetle. Właściwie to powinienem pana zwolnić.

Starszy referent spojrzał na menadżera błagalnie i Jeremiaszowi zdawało się, że zaraz padnie przed nim na kolana.

– Mam jednak lepszy pomysł. Pozwolę sobie pana ukarać, co pan na to?

Starszy referent bezzwłocznie wyraził zgodę kilkukrotnym skinieniem głowy. Jeremiasz poczuł strach. Referent cuchnął nim cały. Gdy dostał swoją szansę, jęła od niego bić szalona wdzięczność. Nawet ten strach, który pętał go i obezwładniał, stał się nagle ledwo wyczuwalny.

– Magdo – menadżer wyciągnął rękę i wyprowadził ją zza biurka – dałaś plamę na finiszu, choć biegłaś nie dużo gorzej od naszego faworyta – mówiąc to, mrugnął do specjalisty od spraw zatrudnienia. – Nie pracujesz jeszcze u nas, więc musisz wykupić szansę kary, rozumiesz?

Kolejny test. Magda skinęła głową.

– Zsuń mu spodnie. – Menadżer, nie odrywając wzroku od Magdy, wskazał starszego referenta.

Bez słowa podeszła do niego, zawahała się przez moment i spojrzała mu w twarz. Starszy referent zdawał się jej nie dostrzegać. Stanął wyprężony na baczność, a oczy skakały mu dookoła głowy. Nawet ona wyczuła w nim niemą zgodę. Rozpięła ostrożnie sprzączkę od paska. Spodnie zsunęły się, przykrywając zakurzone buty. Miał na sobie białe bokserki. Ich widok zdawał się peszyć Magdę. Odwróciła się i chciała usiąść na miejsce.

– Hola, hola – zawołał menadżer – to nie wszystko. Tego grubasa powinienem zwolnić, musi więc zapracować na swoje stanowisko, przynajmniej w taki sam sposób jak ty. Nie sądzisz?

Magda zastanawiała się przez chwilę i zgodnie z tym, co wyczuł Jeremiasz, nie odważyła się sprzeciwić prowadzącemu.

– Oczywiście. Ma pan rację.

– Uderz go. W twarz. Tak po kobiecemu. Chcę wiedzieć, że potrafisz.

Jeremiasz wstał z miejsca. Starszy referent przełknął ślinę, ale nie drgnął nawet. Magda odwróciła się do referenta i Jeremiasz poczuł żal.

– Nie zrobi tego – powiedział bezgłośnie.

– Zobaczymy – odpowiedział również bezgłośnie menadżer, jakby potrafił czytać z ust.

Zbliżył się do Magdy, nachylił i szepnął: – Jeśli go nie ukarzesz, to go zwolnię.

– Zrób to – odezwał się starszy referent. – Nic mi nie będzie, wal śmiało.

Wciąż się wahała.

– Spełnij polecenie, albo unieważnię cały ten nabór – krzyknął nagle menadżer.

Magda podniosła rękę. Jeremiasz wyczuł kumulację sprzeczności. Dbanie, leczenie, cierpienie i umieranie. Zadawnie bólu, zadawanie śmierci. Nie uderzy. Nie ona.

– Ja to zrobię. – Joanna zerwała się z krzesełka i zanim menadżer zdążył zareagować, wymierzyła starszemu referentowi solidny policzek.

Menadżer uśmiechnął się.

– Brawo, Asiu, zaskakujesz mnie. Uratowałaś siebie i Magdę. Godne uwagi poświęcenie. Widzisz – zwrócił się do Magdy – jakie to proste? Nic mu nie jest. Zjadł tyle, że starczy mu na kilka żyć.

Menadżer poklepał starszego referenta po brzuchu.

– Uderzaj dalej.

Joanna uderzała, raz za razem. Jeremiasz wyczuwał pasję, siłę, złość, nienawiść. Gdzie to wszystko było wcześniej? Gdzie ukryła się ta chęć zadawania cierpienia? Starszy referent zacisnął zęby, rzucał tylko okiem na menadżera, jakby szukając potwierdzenia tego, że płaci właśnie za swoją otyłość i niczego więcej winien już nie będzie. Nie było w nim nienawiści, tylko wdzięczność.

Zmęczyła się, przestała. Starszy referent, czerwony na twarzy, wciąż stał nieruchomo wyprostowany, czekając cierpliwie, aż prowadzący uzna, że odkupił winy.

– I jak? – Menadżer nachylił się ponownie nad Magdą. – Uważasz, że dostał odpowiednią nauczkę?

– Uważam, że pan przesadził.

Wreszcie ośmieliła mu się przeciwstawić. Jeremiasz czuł, że od dłuższego czasu zbiera się w niej ten sprzeciw. Gromadzi ciemną chmurą, tuż nad granicą, na której przekroczenie nie mogła się wcześniej zdobyć. Najwyższa pora.

– Zgadzam się. Trochę przesadziliśmy. Gdzie się podziała sprawiedliwość?

Podszedł do starszego referenta i opuścił mu bokserki aż do kostek.

– O, proszę! – ucieszył się zaskoczony. – Tylko nie myślcie, że to wasza sprawka, dziewczyny… – odezwał się rozbawionym głosem. Po chwili jednak odwrócił wzrok na starszego referenta. – A może jednak są winne? Co ty na to? Lubisz to, zastępco? Lubisz, jak kobieta się poci, waląc w twoją obleśną gębę? Lubisz to, gdy wbija paznokcie w twoje tłuste cielsko i gryzie grubą dupę? Lubisz?

– Lubię – wyszeptał z wysiłkiem, wciąż pozostając wyprężonym na baczność.

– Uwielbiasz?

– Uwielbiam – stęknął potwierdzająco.

– I ty – menadżer zwrócił się do Magdy – uważasz, że przesadziłem z karą? Podczas gdy on od tego poklepywania po pysku, przezwisk i obnażenia dostał erekcji?

– Kłamie, bo inaczej by go pan zwolnił.

Menadżer wziął do ręki długopis, dotknął nim wyprostowanego organu starszego referenta, ten zakołysał się komicznie.

– Tym nie może kłamać, Magdo, uwierz mi. Skoro jednak tak twierdzisz, to żeście obie przegrały i nabór muszę uznać za nieudany. Możecie już iść. Poszukamy innych osób

– Ale dlaczego? – Joanna podeszła do menadżera. – Nie zgadzam się.

Test. Kolejny test.

– Mam go bić dalej?

– Wręcz przeciwnie. Magda twierdzi, że postąpiliśmy niesprawiedliwie, więc należy mu się zadośćuczynienie. Chcę teraz zobaczyć, jak jedna z was sprawnie rozładuje jego napięcie.

Joanna, która była gotowa uderzać, zrobiła krok w tył. Grubas, na którego spoglądała, wciąż się pocił, teraz nawet obficiej niż zaraz po biegu. Do tego nieustannie sapał, jego małe usta syczały płytko zbieranym oddechem. Oczy. Spójrz na oczy. Oczy grubasa od ostatnich słów menadżera zmieniły się. Już nie były nerwowo rozbiegane, już nie próbował ich utrzymać siłą w niewidzialnym punkcie, gdzieś prosto przed sobą. Oczy grubasa pasły się żądzą. Wwiercał je lubieżnie w jej dłonie, ramiona i usta. Jeremiasz niemal czuł na swoich skroniach tętno, przyspieszony puls starszego referenta. Lęk ustąpił z niego całkowicie. Podniecenie w nim hulało nażarte strachem, niepewnością. Gęsta jak smoła krew tłoczyła się do nabrzmiałego członka. Menadżer przyglądał się Joannie z uśmiechem.

– Myślę, że na tym powinniśmy zakończyć ten teatr – odezwał się głośno Jeremiasz, wstając z miejsca

– Dobrze – przytaknął menadżer – nic na siłę. Dajmy szansę innym.

– Nie! – Magda przerwała mu zdecydowanym głosem. – Ja to zrobię.
Zbliżyła się i patrząc grubasowi w oczy powiedziała mu kilka słów szeptem. Potem chwyciła go w dłoń i kilkoma ruchami przeprowadziła przez granicę, zza której już wrócić nie mógł.

Zanim menadżer się połapał, było po wszystkim. Grubas giął się i prostował na zmianę, a nasienie spływało mu po opuszczonych spodniach.

– Myślałem, że stać ciebie na więcej – warknął menadżer do starszego referenta, a ten znów nabrał poczucia winy. – Coś ty mu powiedziała? – zapytał Magdę. – Zresztą, nieważne. Jeszcze jeden taki numer współpracy i przerwę tę zabawę. Dziś jest święto, chcę je spędzić z moją ukochaną żoną i dziećmi albo poświęcić na wybranie lepszej kandydatki na to atrakcyjne stanowisko. Nie chcę oglądać solidarności waszych jajników, nie po to tu jesteście. Od teraz zero współpracy. Z tą, która nie wykona następnego polecenia, żegnamy się nieodwołalnie.

Jeremiasz usiadł zrezygnowany. Paraliżujące uczucie rozkoszy szybko wyparowywało ze starszego referenta. Było też niezwykle intensywne. Nigdy jeszcze nie znajdował się tak blisko epicentrum. Przypomniał sobie stary hotel, ze stadniną, kiedy w nocy z pokoju wywabiły go okrzyki kochającej się pary. Poczuł to wtedy pierwszy raz. Tę żądzę rozkoszy, bezwzględną chęć doprowadzenia udręki do końca, to łakomstwo czerpania i pasję dawania. Kobieta krzyczała, jej usta niosły nasycenie. Nieświadoma kucharka, serwująca dania z wrażeń swojego przeżycia. Zasmakował w tej uczcie, nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczył. Wyszedł wtedy z pokoju i przylgnął cały do drzwi, za którymi ta kobieta traciła rozum. Okrzyki z hotelu zagłuszył teraz surowy rozkaz menadżera:

– Rozbierajcie się, obie!

Tym razem, bez sprzeciwu, spełniły jego polecenie. Nawet nie zapytały, czy mogą zostać w bieliźnie. Zrzucały ją prędko, by jak najszybciej stanąć przed nim, wyprostowane, gotowe. Specjalista do spraw zatrudnienia zwilżył językiem wargi i zmienił swoje położenie. Menadżer założył ręce na piersiach i przechadzał się w tę i z powrotem. Lustrował z bliska ciała kandydatek, przyrównując je w myślach do ukochanej żony. Jeremiasz wyczuwał, że były od niej atrakcyjniejsze. Wyczuwał też nierozpoznane wcześniej u prowadzącego napięcie. Czyżby się denerwował? Nie. To nie nerwy ani skrępowanie, to też nie wstyd. Jeremiasz skupił się, lecz nie na niewiele się to zdało. Nie potrafił zdefiniować, czym tak naprawdę emanował. Okrążył on jeszcze dwa razy wyprężone kandydatki. W końcu wypuścił ze świstem powietrze i usiadł przy stole. Jeremiasz zrozumiał, że menadżer odbył przed chwilą heroiczną walkę z pokusą.

Specjalista od spraw zatrudnienia czekał na znak. Gdy ujrzał wymierzony w siebie palec prowadzącego, uśmiechnął się szeroko i zbliżył do kandydatek. Jeremiasz zauważył cień uśmiechu również na twarzy Joanny. Podobał się jej. Specjalista od spraw zatrudnienia obrzucił ją jednak tylko krótkim spojrzeniem, a skupił się na Magdzie. Powoli rozpiął i zdjął koszulę, pozbył się butów i ściągnął spodnie. Po chwili stał już całkiem nagi i sycił się nieśmiałymi spojrzeniami obu kandydatek. Starszy referent przesunął się pod ścianę, robiąc miejsce koledze, ale menadżer nie pozwolił mu się ubrać. Stał więc dalej na baczność z opuszczonymi spodniami i przyglądał się przyjemnej muskulaturze specjalisty. Ten w końcu stanął za Magdą, położył dłonie na jej biodrach i przesunął je wolno w górę. Jeremiasz czuł, że Magda walczy. Specjalista powtórzył manewr, lecz tym razem zakończył go na piersiach kandydatki. Palcami dotknął sutków, wargami ucha. Chmura gorącego oddechu wzbiła się po skórze szyi, zawirowała i przeszła w mimowolny dreszcz, którego dziewczyna nie mogła powstrzymać. Joanna przypatrywała się, jak specjalista krępuje muskularnymi ramionami Magdę. A ta zaczyna się wić, jakby przykryła ją morska fala i niemy taniec tęsknoty był walką o oddech. Starszy referent zerkał z ukosa na Joannę, zwilżając sobie spierzchnięte wargi językiem. Nie stał przy ścianie, choć stał. Dotykał Joanny, choć nie dotykał. Ugniatał jej piersi, pieścił ramiona, wcierał się w uda, choć tego wszystkiego nie robił, tylko zerkał, łypał łakomie, bezkarnie, nieświadomy jeremiaszowego daru. Magda jęknęła, dłoń specjalisty musnęła krocze. Oczy się jej zamknęły, a usta wyruszyły w podróż ścieżką wzajemności. Nagle śniady specjalista odstąpił. Zrobił to tak gwałtownie, że ugięły się pod nią kolana i o mało nie straciła równowagi. Specjalista do spraw zatrudnienia zawirował dookoła niej tanecznym krokiem i zatrzymał się tuż przy twarzy Joanny. Ta zaskoczona nie potrafiła się zdecydować. Oczy czy usta? Skakała spojrzeniem, raz tu, raz tam. Specjalista uśmiechnął się, wziął w dłonie jej biust, a Joannę oblała fala gorąca. Wtedy ponownie odwrócił się do Magdy, podniósł ją i położył na biurku. Rozchylił dłońmi jej uda i ukrył w nich usta. Joanna drgnęła, dochodząc do siebie. Spojrzała na starszego referenta. Wyglądał żałośnie. Z ust ciekła mu ślina, wpatrywał się w nią i robił sobie dobrze ręką. Gdy Magda, nie mogąc się już powstrzymać, zasypała ich kaskadą jęków, menadżer wstał i jął przemieszczać się między nią a obserwowaną uważnie przez starszego referenta Joanną.

– Wejdź we mnie. – Szept Magdy uniósł się niewypowiedziany i zawirował w powietrzu, przeszył je i upadł u stóp Jeremiasza.

– Wejdź, proszę. – Zanurzyła paznokcie we włosy specjalisty i próbowała go od siebie odepchnąć.

Dosyć smakowania, próbowania, kosztowania! Weź mnie teraz! Pożryj w całości, potworze! Zanim rozpadnę się na kawałki, teraz. Zrób to, zagryź, z siłą, z mocą, rżnij. Niech to poczuję, niech cię poczuję, we mnie, głęboko, zwierzu, bestio. Podpalaczu.

Jeremiasz wyczuwał zgromadzoną w Magdzie zgęstniałą potrzebę wypełnienia. Wiła się na biurku i kąsała w rękę.

Weź. Dosyć. Nie wytrzymam dłużej. – Odchodziła od zmysłów. Gdyby nie silna ręka specjalisty, zsunęłaby się już dawno z blatu i wiła na posadzce, wokół jego nóg, pod biurkiem, żmija pozbawiona jadu, lecz w dzikim stanie odmienności. Krzyknęła raz, drugi. Pierś jej zafalowała. Specjalista się uniósł, odczepił, puścił. Menadżer zdjął rękę z jego ramienia i wskazał Joannę. Sam zaś pozbył się spodni i położył na Magdzie.

Jeremiaszowi świat zawirował i pociemniało w oczach. Opadł na krzesło i znieruchomiał. Z oddali przypłynął do niego obraz starego hotelu i ta kobieta, i jej krzyki. Krzyki Magdy, przeplatały się teraz z Joanną. Zarówno menadżer, jak i specjalista do spraw zatrudnienia głucho milczeli i jak zaklęci, i tylko w jednym rytmie na blatach biurek posuwali płonące kandydatki. Starszy referent wciąż stał z opuszczonymi spodniami i oparty o ścianę onanizował się, wszystko dokładnie obserwując. Nagle drzwi od sali się otwarły, weszła sprzątaczka. Od wejścia zabrała się za śmieci, chwyciła kosz, wyjęła worek i zastąpiła go nowym. Rzuciła jeszcze okiem po posadzce, spojrzała na okna i nie dostrzegając specjalnych zabrudzeń, wyszła, zamykając za sobą drzwi. W pomieszczeniu nikt się nią nie przejął. Nabór trwał w najlepsze.

*

Gdy się ocknął, leżał na jednym z biurek. Nad sobą miał piersi Magdy. Dotykała jego czoła ciepłą ręką. Twarz miała rozpaloną, piersi unosiły się i opadały szybko. Menadżer stał tuż za nią i przyglądał mu się z uwagą. Gdy zauważył, że Jeremiasz otwarł oczy, odezwał się pierwszy:

– Drogi przyjacielu, straciłeś przytomność. Wygląda na to, że od nadmiaru wrażeń. Chciałbym tego dowieść, bo mam pewną teorię. – Podniósł wzrok na Magdę i skinął głową.

Wtedy na leżącego spłynęła fala mięty, nieprawdopodobnie gęsta, wyrazista, oddech w oddech, smak w smak. Wpłynęła mu w usta, szczelnie wypełniając je delikatną substancją, sobą. Zaczerpnął odruchowo, delikatnie, smakując, delektując się w rosnącym przerażeniu. Ślina w ślinę. Warga w wargę. Nagle wtargnął nieoczekiwany ruch w jego ustach. Ślina w ślinę. Magda smakowała miętą. Jej język wił się powoli, bezwstydnie naruszając uśpione dotąd receptory w jego ustach. Jeremiasz czuł, że traci kontrolę nad wszystkim: paniką, spokojem, wzruszeniem, całym ciałem. Powstawało w nim coś nowego. Zmieniał się. Wyrastało z niego nowe ciało. Nieodkryta wcześniej moc, potęga żądająca atencji. Wszystko zlało się w jedną potrzebę nieustającego trwania. W tym czasie nie poczuł nawet, że Joanna, zsunęła mu spodnie i pozbyła bielizny. Drugie wargi ułożyły się w szczelny pierścień i objęły jego nowe ciało, rozpoczęta mozolna sztuka wspinaczki przywróciła mu świadomość, a z nią wrócił lęk, strach przed najgorszym. Po chwili jednak znów nie panował nad swoją wolą. Magda uwolniła się z ust Jeremiasza, spojrzała w dół i przyglądała się jak Joanna przejmuje władzę, gwałcąc jego nowe ciało. Gdy wróciła spojrzeniem, patrzyła ciekawie, z cieniem uśmiechu, ale nie była to wesołość, tylko właśnie ciekawość. Bezbłędnie wyczuwała, że to, co nadchodzi, przychodziło pierwszy raz. Że będzie zaraz świadkiem największego ze wzruszeń. Joanna nie przerywała. Zmagała się dzielnie z jego ciałem, angażując swoje usta bardziej i bardziej. Magda ułożyła dłoń pod jego głową i pomogła mu ją unieść, szepnęła:

– Popatrz, co ona robi. Popatrz, nie wstydź się, to się już dzieje, na wstyd jest za późno.

Jeremiasz przyglądał się przez chwilę, co Joanna robiła z jego nowym ciałem, jak zanurzała je w ustach, jak pocierała językiem i nagle uniosła wzrok. Nie zatrzymała się jednak. Kontynuuowała, patrząc w niego, jak gdyby nie chciała skończyć. Zdawało się, że będzie działać do upadłego, więzić go w swoich ustach, aż kurtyna zerwie się i opadnie. Dalej, szybciej i wolniej, po chwili znów tak samo i znów dalej, głębiej i mocniej, i delikatniej znowu, i ostrożniej. Targnął nim dreszcz. Razem z Joanną i Magdą stanowił jedno połączone naczynie. Joanna podkładała płomień, on go w sobie zamykał, więził, pochłaniał, Magda zaś, czekając, aż wykipi, syciła się, wyczuwając, wyśmiewając jego myśli. Czytała z niego, szydząc z nagości, bo się zmieniał; bo czyniła go jeszcze bardziej nagim; pozostawał teraz otwartą księgą wzruszeń. Dreszcz pojawił się ponownie. Jeszcze resztkami woli usiłował coś powstrzymać, stłumić, zniweczyć i wtedy przyszedł wstrząs. Magda uśmiechnęła się i dotknęła palcami jego ust. Tornado wysiłku pękło, rozkosz rozlała się po całym ciele i jęła zataczać niekontrolowane kręgi. Już westchnienie opuściło jego nowe ciało i błąkało się teraz jękiem we wzgórzach z krainy rozkoszy.

Cisza. Stygnące mięśnie. Śmiech kandydatek, jakieś uwagi menadżera. Docinki specjalisty.

O czym oni myślą? Teraz, po tym wszystkim! Jeremiasz usiłował się skupić.

Nic, tylko cisza.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas . Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

7 Komentarzy

  1. Radosky Radosky
    2 maja 2017    

    Przeczytałem całe opowiadanie z dużym zainteresowaniem.
    Wspaniale Autorze operujesz słowem pisanym. Podoba mi się dbałość o szczegóły i cierpliwość w stopniowym budowaniu napięcia.
    Jedyna rzecz, która mi nieco nie pasowała, to zbytnia uległość dziewczyn- ich zachowanie wydaje się mało prawdopodobne. Momentalnie wydało mi się groteskowe, ale chyba nie o to tutaj chodziło.

  2. Ruchadelko Ruchadelko
    4 maja 2017    

    Jak czytam o tej Magdzie to wyobrażam ją sobie tak:
    http://www.ruchadelko.pl/skromniutka-2/

    piękne opowiadanie 🙂

  3. Ania Ania
    5 maja 2017    

    JiNn, przykro patrzeć jak marnujesz swój potencjał na kiepską realizację kiepskich pomysłów. Odnoszę wrażenie, że ostatnio brakuje Ci… inspiracji. Chyba, że to z Ciebie jakaś ślicznotka wyssała całą wenę i zapał – jeśli tak, pozostaje mi tylko pogratulować sukcesów w życiu prywatnym.

    • Mick Mick
      6 maja 2017    

      Opublikował w zły dzień. Jakby poczekał do trzeciego to by na pewno naniósł poprawki dzięki którym było by dużo lepiej.

  4. Mick Mick
    6 maja 2017    

    Bardzo ofensywny tytuł, jak dla mnie nieco odstraszający. A opowiadanie … szybko się znudziłem. Ale nie Poddawaj się, trzymam kciuki ;).

  5. Pan Hyde Pan Hyde
    7 maja 2017    

    A ja pochwalę dowcip. Opowiadanie w sam raz na święto wszechziemskiego proletariatu. 🙂

  6. Patrycja Patrycja
    7 czerwca 2017    

    Przeczytałam. Im dalej, tym dziwniej. Nawet jako satyra korpo-świata, nie trafia do mnie.
    Humoru się nie doszukałam, w przeciwieństwie do wcześniej komentujących ( ciekawe dlaczego rozbawiłeś akurat mężczyznę 🙂 ). Może odwrócenie ról zmieniłoby mój odbiór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

WYNIKI! WYNIKI!

BĄDŹCIE Z NAMI NA FACEBOOKU

LOGOWANIE

AKTYWNI KOMENTATORZY

(komentarze z ostatniego miesiąca)
  • Megas Alexandros (24)
  • anonim S (17)
  • Ania (15)
  • Mick (12)
  • Czarna Kaczuszka (11)
  • Nefer (10)
  • Radosky (7)
  • Roksana (3)
  • Karel Godla (2)
  • MRT_Greg (2)
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się, jak je wyłączyć.