Przepis na niskie libido – Santi o filozofii erotyki Brak ocen

4 min. czytania

makowiec

Post o za krótkich rękawach, etykietach i szukaniu własnych przepisów na te najsłodsze ciasta.

Łakomczuchy vs. niejadki? To przewrotny tytuł dla dwóch pytań, które padają tak często z ust moich czytelniczek oraz klientek, a wiąże je jeden dość powszechny problem. „Co, gdy moje libido słabiutkie, cichutkie, czy mogę być zimna z natury?“ „A co gdy jestem rozbuchana, stale niezaspokojona i wstyd mi czasem bardzo, bo seksu domagać się niespecjalnie kobiecie wypada?“ Jedna grupa drugiej zazdrości, czasem zupełnie nie zdając sobie sprawy, jak niewygodne mogłoby być położenie zgoła odmienne. Ponoć w świecie króluje rozkład Gaussa, tzw. normalny. Czyli to przeciętniaków jest jakby najwięcej. Tymczasem w głowie naszej stale do normy dążymy, rzadko kiedy mając poczucie, że to my właśnie ją wyznaczamy. Do czego koniecznie zachęcam! Do wyznaczania własnych standardów. Każda z nas jest normą dla samej siebie. Warto się tym zachwycić, poczuć, rozsmakować w możliwościach i wielobarwności.

Seksualność jest szyta na miarę. Owszem, można stale narzekać, że ktoś nam dał marynarkę, gdzie rękawy za krótkie. Proponuję jednak raczej przyglądnąć się jej, docenić piękną fakturę, detale. Rękawy obszyć koronką, a może przyciąć, by były trzy czwarte? Piękna, bo nasza i drugiej takie na świecie nie znajdziesz. Może i mole jakieś dziury wygryzły, może jakaś plama, ale to część jej historii. Z uszkodzeń można rozmaite wzory układać. Doszyć, domalować, dokleić. A tak bardzo poważnie: doceńmy tę seksualność, którą mamy. Z całą jej historią od wczesnego dzieciństwa, z nadzieją na długą jeszcze przyszłość. Rozumiejąc erotykę szczerzej – w kategoriach zmysłowych i emocjonalnych doświadczeń, wrażliwości na codzienne czucie. Nawet te niekoniecznie dobre doświadczenia można twórczo użyć do wyznaczania granic w przyszłości. A te cudowne pomnażać, eksplorować, traktować jak inspiracje.

Ćwiczenie rozgrzewające: popatrz na siebie w lustrze tak, by zobaczyć seksualną kobietę. Dostrzeż i doceń znaki historii na twarzy, w ciele. Poczuj się blisko siebie. Swojego czucia. Co znaczyłoby dla Ciebie, być zmysłową z natury?

Dodatkowo przestrzegam przed siłą etykiet, a jeśli trudno się z nich wyzwolić, to niech chociaż te używane pracują na naszą korzyść. A więc nie łakomczuch („nadmiernie rozbudzona“) czy niejadek („zima“), a raczej koneserka, smakosz, entuzjastka jedzenia, czy artystka sztuki kulinarnej. Wrażliwe podniebienia jednych, nie pozwolą im dać się porwać do nieba za pomocą bylejakości. Typ drugi – poszukujący, śmiało i chętnie testujący – najeść lubi się czasem do nieprzytomności i chwała mu za to. Świat byłby nudny, gdyby wszyscy lubili te same potrawy, w tej samej ilości, co tydzień wedle stałego rozkładu. To brzmi jak wyobrażenie najgorszej stołówki. A przecież życie intymne to więcej. O wiele więcej. To setki możliwość na znajdowanie swoich ulubionych smaków. Owszem, trzeba wysiłku. Zebrania składników. Czasem ich wyhodowania, wypielęgnowania. Ale przecież o wielką ucztę sprawa się rozchodzi, więc być może warto.

Co bezwzględnie łączy koneserki z entuzjastkami, to umiłowanie wybranych potraw. Bo niejadek może nie lubić ziemniaków z kotletem, ale ciasto marchewkowo-czekoladowe spałaszuje w każdej ilości. A łasuch konsekwentnie będzie zamawiał zawsze tę samą ukochaną sałatkę. Dlatego gdziekolwiek wyznaczamy „nasze“ miejsce na nieskończonej skali różnorodności, będę zawsze prosić o to samo – nazwij ulubione potrawy. Potrawy, to w życiu erotycznym ekscytujące emocje, okoliczności, dotyk, scenariusze. I zapisz je! Przepisy na ulubione ciasta trzymamy przecież zebrane.

Zapraszam Cię więc do nietypowego ćwiczenia: z nazywania swoich składników receptury miłości. A później na opisanie sposobów ich wspólnego zmieszania.

Dla przykładu. Gdy odczuwam stres, to lubię dużo dotyku. Chcę wtedy poczucia bezpieczeństwa, bliskości, świeczek i pachnących olejków, masażu, długiego przed, żeby mogło być intensywne w trakcie. Gdy jestem znużona podobieństwem kolejnych dni i obowiązków, chcę przygody. Drżenia, lekkiego niepokoju, wyczekiwania, opowieści o możliwym seksie zaczynających się już przy śniadaniu i wędrujących smsem do partnera jak deser po obiedzie. Gdy wieczorem ubieram tę jedną czerwoną sukienkę – plażową, wygodną, odsłaniającą, wchodząc do sypialni, czuję się jak bogini miłości. Spisane. To moje receptury na specjalne okazje.

Po co tak? Nie, nie tylko dla opowiadania, choć ero-gawęda ma magiczną moc sprawczą. To jednak dużo bardziej praktyczne ćwiczenie „od recepty po kompletną listę zakupów“. Niech kulinarne przysmaki zagoszczą na stołach. Przyglądnijcie się, czego Wam trzeba – jakiego nastroju, jakich okoliczności, rekwizytów. Co można zaplanować, przygotować, zrobić? Nie każde ciasto robione po raz pierwszy wyjdzie, ale z czasem zawsze nabiera się wprawy. Entuzjastka czy koneserka – do tego zachęcam. Do szukania preferencji, testowania przepisów, wybierania najlepszych. Co sycą i dobre dla zdrowia, bo z wyselekcjonowanych przez nas z troską składników. By było wiadomo, czego w jakiej ilości dosypać, by ciasto rosło, a satysfakcja jak lukier życie zdobiła. Bo kto powiedział, że pieczenie nie może być bardzo o seksie.

Odchodząc od obrazów na rzecz jasnego przekazu. Oczywiście, że różnimy się od siebie temperamentem. Jak różnimy się wiekiem, figurą, zdolnościami. Ale to nie nasz temperament nas określa, a to jak go wykorzystujemy. Czy uszanujemy własne preferencje i damy sobie przestrzeń do odkrywania siebie? Swojego rytmu, potrzeb i pragnień, przepisów na własne szczęście, również w życiu erotycznym? Owszem, że gdzieś tam są eksperci ze złotymi radami (jak Santi), ale główne zadanie – odkrywanie swojego potencjału jest zadaniem do wykonania samodzielnie. Ekscytującym.

Ćwiczenie na życie: w zabieganym dniu znajdź 7 minut dla zmysłowej, seksualnej kobiety w sobie. Poświęć jej uwagę, daj przemówić, usłysz pragnienia. Tylko 7 minut. Codziennie. Na początek przez kolejnych 21 dni.

Jeśli zapragniesz się podzielić ze mną wrażeniami z wykonanych ćwiczeń, z przyjemnością o nich przeczytam – santi@lovebysanti.pl

*Zdjęcie makowca ze strony Mamucie Przysmaki – w razie, gdyby któraś z nas, bogiń sypialni, chciała poszerzyć przestrzeń swego wpływu również na kuchnię. Nie tracąc bardzo wiele czasu, a otrzymując spektakularne efekty. Bo Santi promuje tylko takie rozwiązania.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Napisz komentarz